Roksana i Igor
Igor zsunął się z żony i opadł na swoją poduszkę. Kiedy udało mu się nieco wyregulować oddech, spojrzał na Roksanę i uśmiechnął się z czułością.
- Dobrze ci było, kochanie? - zapytał z nadzieją.
Już przed ślubem zrozumiał, że jego wybranka ma nieposkromione libido i nie tak łatwo ją zadowolić w łóżku. Za każdym razem dawał z siebie wszystko, by żona osiągnęła nie tylko spełnienie, lecz także była usatysfakcjonowana ich seksem. Niestety, nie zawsze mu się to udawało, a kiedy zaczęli starać się o dziecko, każde zbliżenie zamieniało się w koszmar, który trwał do dziś.
- Tak - rzuciła zdawkowo, po czym wstała z łóżka, odwracając się plecami do męża. Sięgnęła po swoje rzeczy i pomaszerowała do łazienki, skąd po chwili rozległ się dźwięk uchylanych drzwi prysznicowych.
Jakby się mnie brzydziła - pomyślał z żalem Igor.
Byli małżeństwem od trzech lat i zaraz po ślubie podjęli decyzję o powiększeniu rodziny. To, co innym udawało się bez większego wysiłku, a nawet przypadkiem, dla nich okazało się przeszkodą nie do pokonania. Początkowo podchodzili do tego problemu spokojnie, bez szukania winnego czy sięgania po pomoc farmakologiczną. Po roku zaczęli tracić nadzieję i podjęli decyzję o przebadaniu się. Kiedy się okazało, że z obojgiem wszystko jest w porządku, ogarnęła ich frustracja. Seks zamiast dostarczać przyjemności i zwiększać poczucie bliskości, stał się jedynie narzędziem do prokreacji. Próbowali różnych metod, pozycji, brali witaminy, zdrowo się odżywiali, słuchali rad, poleceń, zaleceń, a jednak nadal nie udawało im się doprowadzić do zapłodnienia.
Kiedy między nimi zaczęło się psuć? Kiedy Roksana po raz pierwszy wskazała jego jako winnego? Nie potrafił znaleźć odpowiedzi na te pytania. Jego żona zawsze była rozkrzyczana i bezkompromisowa. To właśnie jej pewność siebie i odwaga mówienia głośno tego, co myśli, sprawiły, że kiedyś zwrócił na nią uwagę. On sam był raczej małomówny i nieśmiały, wolał pozostawać w cieniu innych. Gdy zobaczył tę niewysoką blondynkę z dużym biustem i hardym spojrzeniem, całkiem przepadł. Potrzebował kobiety, która by nim pokierowała, a zarazem nauczyła, jak walczyć o siebie. Roksana, jak potem mu wyznała bez skrępowania, początkowo nie okazała żadnego zainteresowania jego osobą. Był jednym z wielu facetów, którzy przyszli na parapetówkę do jej koleżanki. Ciemny blondyn, przed trzydziestką, średniego wzrostu, w dodatku kierowca tira. Zupełnie nie w jej typie. Kiedy jednak spotkali się ponownie, u innych znajomych, coś między nimi zaiskrzyło. Okazało się, że wbrew pozorom świetnie się dogadują i dobrze czują w swoim towarzystwie. Zostali parą, a po dwóch latach pobrali się. Mimo że Roksana bardzo szybko porzuciła pozę miłej i wyrozumiałej kobiety, Igor nadal bardzo ją kochał. Jeszcze przed ślubem musiał nauczyć się przeczekiwać jej awantury, nieoczekiwane wybuchy złości, wyzwiska, które kierowała również pod jego adresem i po których szczerze i namiętnie go przepraszała. Wiedział, że trafił na temperamentną partnerkę, która łatwo przechodziła z nienawiści do miłości i odwrotnie. Igorowi wydawało się, że dzięki temu się uzupełniają. On budował przy niej pewność siebie, ona przy nim łagodniała i stawała się czulsza, a przynajmniej to sobie od kilku lat wmawiał...
Prawda była taka, że Roksana nim pogardzała. Ilekroć na niego spoglądała, widział w jej oczach oskarżenie i żal. Dopóki obwiniała go za ich bezdzietność jedynie w ich domu, jakoś to znosił, ale wszystko zmieniło się po jednej z rodzinnych imprez. Pijana i wściekła Roksana, nie bacząc na obecność jego bliskich, zaczęła naśmiewać się z Igora, że jest tak kiepski w łóżku, że nawet dzieciaka nie potrafi jej zrobić. Te słowa zabolały go bardziej niż cokolwiek innego. Nie tylko upokorzyła go przed rodzicami i bratem, lecz także zdeptała jego męskość i całą pewność siebie. Dziś wiedział, że powinien rozstać się z nią już wtedy, kiedy bezpardonowo i z pełną świadomością przekroczyła wszelkie etyczne granice. Nie odzywał się do niej przez kilka tygodni, co znacznie ułatwiała mu praca i kilkudniowe wyjazdy w trasę. Roksana przepraszała go na wszelkie sposoby, Igor jednak nadal czuł się zraniony i zrozpaczony. Tłumaczył sobie, że przecież jego żona zawsze słynęła z ciętego języka i najpierw mówiła, a dopiero potem myślała, ale tym razem nie potrafił znaleźć dla niej usprawiedliwienia. Im dłużej przebywał poza domem, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że rozwód będzie najlepszym rozwiązaniem. Po co miał tkwić w związku z osobą, która zamiast go wspierać i darzyć miłością, potrafiła jedynie go gnoić i o wszystko oskarżać? Zapewne znalazłby w sobie dość siły, by doprowadzić do rozstania z Roksaną, ale właśnie wtedy wydarzyło się TO.
Igor wrócił do domu po ponadtygodniowej nieobecności i zastał żonę zalaną łzami. Początkowo zachowywał rezerwę, pewny, że znowu próbuje odegrać przed nim jedno ze swoich przedstawień. Kiedy Roksana wyznała mu łamiącym głosem, że była w ciąży, ale wskutek stresu poroniła, sam z trudem powstrzymał płacz. Opowiadała mu, że sama była zaskoczona, gdy zobaczyła na teście dwie kreski, wolała jednak dmuchać na zimne i najpierw pójść do ginekologa, zanim przekaże Igorowi dobrą nowinę. Lekarz potwierdził, że to pierwsze tygodnie ciąży, i zalecił jej szczególną ostrożność, ale Roksana o niczym nie powiedziała mężowi. Czekała na moment, aż się pogodzą i wtedy ogłosi mu, że zostanie tatą. Niestety, między nimi jedynie się pogarszało. Kobieta podejrzewała, że właśnie to, że ciągle martwiła się o ich małżeństwo, sprawiło, że straciła dziecko. Musiała pójść do szpitala na zabieg, ale o tym także nie powiadomiła Igora. Mężczyzna był zdruzgotany. Właśnie w tym momencie, gdy pojawiła się iskierka nadziei, oni byli o krok od rozstania. Gdyby nie narastający pomiędzy nimi konflikt, Roksana być może utrzymałaby tę ciążę i wreszcie zostaliby rodzicami. Igora ponownie dopadło potworne poczucie winy. Czuł się odpowiedzialny za poronienie żony, za to, że przeszła przez to piekło sama, podczas gdy on był skoncentrowany tylko na sobie i swoim zranionym ego. Nieszczęście, które ich spotkało, ponownie ich do siebie zbliżyło. Igor nie miał serca dłużej złościć się na Roksanę, również ona zrobiła się milsza i mniej zadziorna. Postanowili naprawić wcześniejsze błędy i zawalczyć o swoje małżeństwo. Pragnęli też, jeszcze bardziej niż wcześniej, zostać rodzicami, musieli jednak wstrzymać się ze staraniem o potomka przynajmniej kilka miesięcy. Wszystko między nimi wróciło do normy i kiedy Igorowi się wydawało, że do pełni szczęścia brakuje im jedynie dziecka, Roksana znowu stała się wobec niego arogancka i złośliwa.
Dźwięk otworzonych gwałtownie drzwi sprawił, że odechciało mu się wspominać przeszłość. Roksana wyszła z łazienki, owinięta szlafrokiem i z ręcznikiem na głowie, od razu przeszła do kuchni, nawet nie zaszczycając męża spojrzeniem.
Oho, będzie awantura - pomyślał z niechęcią, wstając z łóżka. I pomyśleć, że kwadrans temu uprawiali seks i wszystko wydawało się w porządku... Igor mimowolnie przypomniał sobie słowa Roksany, że jest kiepskim kochankiem, i poczuł żal. Chciał o tym zapomnieć, wymazać tamtą scenę z pamięci, ta jednak trwale wryła się w jego świadomość i ujawniała właśnie w takich momentach. Nigdy nie wiedział, czego spodziewać się po żonie. Przytuli się do niego i wyszepcze, że było jej cudownie, czy też rzuci jakąś przykrą uwagę pod jego adresem?
- Chcesz kawy? - zapytała obojętnym głosem Roksana, gdy już odświeżony, a jednak nadal spięty Igor usiadł na jednym z kuchennych taboretów.
- Tak, poproszę - odpowiedział, zerkając na nią.
Już wiedział, że niedziela z całą pewnością nie będzie ani spokojna, ani udana. Jeszcze rano chciał zaproponować żonie wycieczkę samochodową, ale teraz uznał, że to kiepski pomysł. Mimowolnie spojrzał na zegarek, odliczając czas do wyjazdu w trasę. Te kilkanaście godzin zapowiadało się niezbyt miło, jak zawsze zresztą... Czyżby ich decyzja sprzed roku o ratowaniu związku była zbyt pochopna?
- Na obiad będzie schab po szwajcarsku. Spakuję ci kilka zwykłych na drogę - rzuciła beznamiętnym tonem, nadal na niego nie patrząc.
- Roksana? - Igor miał serdecznie dość jej zachowania. Wolał wywołać kłótnię, niż dalej udawać, że nic się nie stało.
- Słucham? - Wreszcie na niego popatrzyła, wyraz jej twarzy jednak się nie zmienił. Nadal miała w oczach znudzenie oraz niechęć. Kiedy rano się kochali, naprawdę wierzył w to, że wszystko jakoś się ułoży, a ich marzenie o dziecku w końcu się spełni. Teraz szczerze zaczynał w to wątpić.
- Co się dzieje? Zrobiłem coś nie tak?
Roksana wzruszyła ramionami i postawiła przed nim parującą kawę. Sama z wyraźnym wahaniem zajęła miejsce po drugiej stronie stołu.
Igor pomyślał ze smutkiem, że kilka lat temu siadali obok siebie. Wciąż nie mieli siebie dosyć i nieustannie potrzebowali swojej bliskości oraz dotyku. Co sprawiło, że tak bardzo się od siebie odsunęli? Czy rzeczywiście jedynym powodem był brak potomka?
- Wszystko jest okej - odparła, patrząc na niego z udawanym spokojem.
Zdawał sobie sprawę, że żona go okłamuje. Nic nie było okej, ale drążenie tematu spowodowałoby jedynie karczemną awanturę, po której nie będzie mógł zasnąć, a przecież musiał ruszyć w trasę o czwartej rano. Odechciało mu się i kawy, i kłótni z kobietą, która traktowała go nie jak męża, ale obcego człowieka. Nie znosił konfliktów, a już zwłaszcza tych z Roksaną w roli głównej. Czasami nazywał samego siebie głupcem, zadawał sobie pytanie, co tak naprawdę trzyma go przy żonie. Nie musiał długo szukać odpowiedzi, by wiedzieć, że to miłość. Kochał ją jak wariat, mimo że Roksana raniła go i bawiła się jego uczuciami. Tyle razy powtarzał sobie, że się z nią rozwiedzie, a jednak zawsze tchórzył. Doskonale znała jego słabe strony i potrafiła to wykorzystać. Wpędzała go w kolejne kompleksy i świetnie się przy tym bawiła. Pozwalał jej na to, bo był zbyt łagodny, taktowny, uległy...
Jesteś dupa, a nie facet - zbeształ się w myślach, kiedy został sam w kuchni. Roksana poszła wysuszyć włosy, a jak dobrze pamiętał, za godzinę była umówiona z koleżanką na manicure hybrydowy. Cieszył się, że żona o siebie dba, zdecydowanie jednak bardziej zależało mu na tym, by między nimi panowały miłość i szczerość. Wciąż próbował dotrzeć do Roksany, uczynić ją szczęśliwą, dać jej upragnione dziecko, ale wystarczyło jedno jej spojrzenie, by poczuł się jak zwykły śmieć.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki