Świadome śnienie dla początkujących. Proste techniki tworzenia interaktywnych snów - Mark McElroy


Reflow text when sidebars are open.
WSTĘP
Bez względu na to, w jak dużym stopniu decydujemy o swoim życiu w świecie fizycznym, w trakcie snu większość z nas jest zakładnikami.
Nasze ciała fizyczne są wtedy sparaliżowane przez sen, a my znajdujemy się w alternatywnej rzeczywistości. Zasady rządzące światem codziennym - grawitacja, linearność, logika - mogą nas wtedy obowiązywać, ale wcale nie muszą. Nasza tożsamość staje się płynna. Nasi przyjaciele zmieniają się nagle w nieznajomych, a kompletnie nieznane nam osoby wydają się być przyjaciółmi na całe życie. We śnie możemy zasiąść do jednego stołu z dawno niewidzianym kochankiem i naszą nieżyjącą matką, która w rzeczywistości sennej spotyka się z Tomem Cruisem... i wszystko to będzie nam się wydawało czymś zupełnie normalnym.
Nawet nasza tożsamość nie jest czymś świętym. Czasami doświadczamy snów w pierwszej osobie, czyli postrzegając senne krajobrazy naszymi własnymi oczyma. Kiedy indziej wychodzimy poza samych siebie i stajemy się zarówno obserwatorami, jak i uczestnikami sytuacji. Kiedy zobaczymy swoje odbicie w lustrze, możemy nawet odkryć, że staliśmy się kimś (lub czymś) zupełnie innym.
Możemy się znaleźć w szkole, do której chodziliśmy w młodości, i zorientować się, że jesteśmy nieprzygotowani do klasówki albo że nie pamiętamy kodu otwierającego naszą szafkę. Równie dobrze możemy odbywać rozmowę o pracę i na samym jej początku zdać sobie sprawę z tego, że jesteśmy zupełnie nadzy. Możemy także odkryć, z niespodziewaną i ekscytującą jasnością, że umiemy (i że zawsze umieliśmy!) latać... i kompletnie wolni możemy wznieść się w powietrze.
Świat snu może być piękny... albo groźny. Zachodzące w nim wydarzenia mogą nas cieszyć... albo wywoływać w nas przerażenie. Nasze działania mogą być ograniczone przez etykę świata, którego doświadczamy na jawie... ale równie dobrze możemy wcielać w życie długo wypierane pragnienia. Możemy ponownie przeżywać wydarzenia, które przytrafiły nam się w przeszłości... albo doznać wglądu w potencjalną przyszłość.
Jedną trzecią naszego życia poświęcamy na sen, a znaczącą część tego czasu spędzamy w mrocznej krainie marzeń sennych. Moglibyśmy się w związku z tym spodziewać, że z biegiem czasu przynajmniej w pewnym stopniu nauczymy się kontrolować nasze sny.
W przypadku większości ludzi tak się jednak nie dzieje. Niczym publiczność zmuszona do oglądania filmu wybranego przez niewidzialnego kinooperatora, znaczna część ludzi jest biernymi obserwatorami, w pełni zdanymi na łaskę swojej nieświadomości. Trafiają tam, gdzie sny ich zabierają, widzą to, co sny im pokazują i nie mają na to żadnego wpływu.
Sytuacja wygląda inaczej w przypadku śniących świadomie - tych z nas, którzy za sprawą naturalnych zdolności lub sumiennej praktyki nauczyli się kontrolować swoje sny. W trakcie świadomego snu śniący "ulega przebudzeniu" - czyli staje się świadom tego, że śni - ale nie budzi się w dosłownym sensie. Zmiana zachodząca w świadomości pozwala śniącemu stać się reżyserem, producentem i gwiazdą własnego snu, a także dowolnie zmieniać scenografię, scenariusz lub pojawiające się w nim postacie.
Świadome śnienie sprawia, że nieograniczone możliwości wymiaru snów zaczynają podlegać naszej świadomej kontroli. Zamiast biernie poddawać się temu, co sprawia nam we śnie przyjemność lub wywołuje w nas przerażenie, śniący świadomie robią to, co chcą robić; widzą to, co chcą widzieć i doświadczają tego, czego chcą doświadczyć. W świecie, w którym się znajdują, są praktycznie rzecz biorąc bogami.
***
Odkąd sięgam pamięcią moje sny zawsze były niesamowicie wyraziste. Kiedy byłem dzieckiem, bardzo często nękały mnie przerażające koszmary. Najgorszy z nich, w którym byłem atakowany przez odciętą dłoń, śnił mi się regularnie.
W owych snach znajdowałem się zazwyczaj na granicy snu i jawy - byłem świadom tego, co się dzieje i miałem otwarte oczy (a przynajmniej tak mi się wydawało), ale nie byłem w stanie się poruszyć. Jak się później dowiedziałem, tego rodzaju "paraliż senny" przytrafia się wielu osobom. Wraz z praktyką, śniący świadomie mogą wykorzystać ten stan dla własnej korzyści.
W tamtym czasie nie miałem jednak pojęcia o świadomym śnieniu. Kiedy leżałem bezbronny na swoim łóżku, wychodziła spod niego odcięta dłoń. Wyglądała jak pająk. Wydawała się przy tym niezwykle prawdziwa: ciężka, mięsista i ciepła. Gdy się do mnie zbliżała, widziałem ruch pościeli i słyszałem skrzypienie łóżka.
Kiedy zajmowała dogodną dla siebie pozycję na mojej klatce piersiowej, zaczynała się naprężać i przygotowywać do skoku. W ostatniej chwili udawało mi się sprawić, że czar pryskał - zaczynałem wtedy kopać i uderzać odciętą dłoń, a następnie rzucałem ją na drugi kraniec pokoju. Kiedy uderzała w twardą podłogę, wydawała głuchy, choć wyraźnie słyszalny dźwięk, po czym uciekała.
Na szczęście nie wszystkie moje sny wyglądały tak jak ten. Kilka razy - zawsze bardzo wczesnym świtem, kiedy światło wpadające przez moje okna było jeszcze szare i matowe - zostałem na przykład odwiedzony przez unoszący się w powietrzu łańcuch przyjaznych, kolorowych świateł.
Także w tym przypadku moje ciało było unieruchomione. Pomimo tego, że mogłem obracać głową na boki, moje ręce i nogi były zbyt ciężkie, abym mógł je podnieść. W tych snach miałem jednak poczucie, że paraliż ma mnie przed czymś chronić. Nie czułem się bowiem uwięziony. Czułem, że jestem bezpieczny.
Tak czy owak, nie byłem pasywnym obserwatorem, lecz aktywnym uczestnikiem. Kiedy myślałem o jakimś słowie, od razu pojawiał się łańcuch złożony z czerwonych, zielonych i niebieskich światełek - nie większych od świetlików - które układały się w to słowo, tak jakby pisała je przede mną niewidzialna dłoń. Kiedy natomiast formułowałem w głowie jakieś pytanie, światełka układały się w słowo tak lub nie. Czasami po prostu krążyły po mojej sypialni, tworząc na mój rozkaz przeróżne wzory i wykonując w powietrzu akrobacje. Tuż przed wschodem słońca wylatywały przez okno i znikały.
Kiedy dorosłem, nie widziałem już w swoich snach ani odciętej dłoni, ani łańcucha światełek... ale nigdy nie zapomniałem dreszczyku emocji, który towarzyszył nawiązaniu kontaktu z sennymi gośćmi i wywieraniu wpływu na ich działania.
Kiedy byłem nastolatkiem, zafascynowała mnie idea reżyserowania swoich snów. Starałem się kontrolować zawartość moich marzeń sennych, skandując przed zaśnięciem nazwisko mojego ulubionego aktora.
Nie zawsze udawało mi się odnieść sukces. Jednak William Shatner - uprzejmy kapitan z oryginalnego Star Treka, a nie egoistyczny starzec z Orłów z Bostonu - pojawił się w jednym lub dwóch snach. Ku mej wielkiej rozkoszy, miałem nawet okazję zaprosić pana Shatnera na spotkanie ewangelizacyjne i nawrócić go na chrześcijaństwo. (Patrząc z perspektywy czasu, nawet ja uważam, że brzmi to dość dziwnie i smutno. Ale co mogę powiedzieć? Byłem skrytym maniakiem komputerowym wychowanym przez fundamentalistyczny Kościół!).
Być może przez wzgląd na wychowanie w duchu chrześcijańskiego fundamentalizmu moje zainteresowanie snami i kontrolą snów w końcu osłabło. Moja Biblia pełna była bowiem śniących i opisów ich snów - wystarczy wspomnieć o drabinie Jakubowej, śnie Józefa o kłaniających mu się gwiazdach i snopach zboża albo mędrca, który ostrzega, by nie odwiedzać Heroda. Uczono nas jednak, że Bóg nie przemawia już za pośrednictwem snów, które są w chwili obecnej niczym więcej niż mentalnymi śmieciami, które są upychane do plastikowych worków i wyrzucane nocą przez pracowników służb oczyszczania naszych podświadomych umysłów.
***
Nie interesowałem się kontrolowaniem snów aż do czasów college'u, kiedy to trafiłem na artykuł poświęcony świadomemu śnieniu opublikowany w czasopiśmie "OMNI". Badacz snów Stephen LaBerge podawał w nim podstawowe informacje dotyczące osiągania przejrzystości - nieprzerwanego, świadomie kontrolowanego stanu snu - oraz wskazówki dotyczące zwiększania długości i częstości występowania świadomych snów. Zafascynowany i podekscytowany, przeczytałem artykuł na głos trzem kolegom, z którymi dzieliłem wtedy mieszkanie.
Ray, obdarzony mało bujną wyobraźnią i najmniej lubiany przeze mnie człowiek, z którym kiedykolwiek mieszkałem, skrzywił się i pokręcił głową. "Nie rozumiem o co chodzi w tym artykule".
"Ludzie próbują śnić świadomie", powiedziałem. "Nawet w trakcie snu zachowują świadomość. To oni sami decydują, czego mają dotyczyć ich sny i robią w nich to, na co mają ochotę".
Ray wyglądał na szczerze zdezorientowanego. "Ale to przecież normalne, prawda?".
Zawahałem się. "Nie bardzo rozumiem, co masz na myśli".
Ray ugryzł jedzoną przez siebie kanapkę i, jak miał to w zwyczaju, mówił dalej z pełnymi ustami. "Co jest w tym takiego wyjątkowego? Czy nie wszyscy ludzie tak robią?".
Zainteresowało mnie to. "Potrafisz kontrolować swoje sny?".
Ray przytaknął. "A ty nie?".
Gdybym rozmawiał z kimkolwiek innym, nie uwierzyłbym w to. Biorąc jednak pod uwagę, że Ray był osobą kompletnie pozbawioną wyobraźni, uznałem, że mówi prawdę. Okazało się, że już od dzieciństwa jest śniącym świadomie. W dzień był zwykłym Rayem... ale w nocy, każdej nocy, walczył z potworami, chodził do łóżka z pięknościami i unosił się w przestworzach niczym superbohater.
Fakt, że reszta z nas musi ciężko pracować nad tym, żeby zacząć śnić świadomie, niewątpliwie był dla Raya zaskakujący. "Człowieku", powiedział, "To beznadziejnie. Jeżeli nie robisz w snach wszystkiego, czego zapragniesz, po co w ogóle śnić?".
Chcąc dorównać Rayowi (pamiętam, że w tamtym czasie sądziłem, że jeżeli Ray może mieć świadome sny, każdy człowiek może je mieć!), raz jeszcze postanowiłem zostać śniącym świadomie. Przed dwa następne tygodnie przestrzegałem ścisłej dyscypliny: każdej nocy przez pięć minut powtarzałem sobie przed zaśnięciem "Dziś będę miał świadomy sen!".
Nic się nie działo. W końcu straciłem zapał i odłożyłem na bok eksperymenty ze świadomym śnieniem. (Pamiętajcie proszę, że miałem zaledwie dwadzieścia dwa lata!).
***
W 2001 roku moja praca z Tarotem doprowadziła do tego, że zacząłem prowadzić szczegółowy dziennik snów. Być może z racji tego, że skupiłem się na zapisywaniu i przypominaniu sobie snów, zacząłem trafiać na coraz większą ilość wzmianek dotyczących świadomego śnienia. Kiedy sięgnąłem po niesamowitą książkę Johna Horgana pt. Rational Mysticism, okazała się ona być prawdziwą skarbnicą informacji. Dowiedziałem się z niej, że:
Odniesienia do świadomego śnienia sięgają przynajmniej czasów Arystotelesa. Nawet sceptyczni badacze byli w stanie nauczyć się śnić świadomie. Zgromadzone dane wskazują na to, że "siedem na dziesięć osób jest w stanie przypomnieć sobie przynajmniej jeden świadomy sen"1.Lektura ta sprawiła, że zacząłem szukać informacji w Internecie, gdzie znalazłem nawiązania do listu św. Augustyna przedrukowanego w książce Mortona Kelseya pt.God, Dreams and Revolution2.
List ten został napisany w 415 r.n.e. Św. Augustyn opisuje w nim świadomy sen rzymskiego lekarza o imieniu Genadiusz, który przez kilka kolejnych nocy był odwiedzany przez "młodzieńca o niezwykłym wyglądzie i imponującej osobowości". Młody mężczyzna sprawił, że Genadiusz zdał sobie sprawę z tego, że tak naprawdę znajduje się we śnie i że jest w stanie widzieć, słyszeć i poruszać się w swoich snach w taki sam sposób, jak robi to na jawie.
Świadome sny nie są zatem niczym nowym. Jednak musiało minąć ponad tysiąc pięćset lat od czasów Augustyna, aby świadome sny przykuły uwagę poważnych badaczy. W 1913 roku holenderski psychiatra Frederick van Eeden opisał kilka świadomych snów i ukuł nawet termin świadome śnienie... ale współcześni mu badacze, w tym także Freud, nie byli tym szczególnie zachwyceni ani zainteresowani.
Pogłębione badania dotyczące świadomego śnienia zapoczątkował dopiero Stephen LaBerge, badacz snów z Uniwersytetu Stanforda. (Równolegle badania z podobnymi rezultatami prowadził także brytyjski naukowiec Keith Hearne na Uniwersytecie w Hull). LaBerge wpadł na pomysł wykorzystania kontrolowanych ruchów gałek ocznych, czyli REM [ang. rapid eye movement - przyp. tłum.] do wysyłania sygnałów osobom, które obserwowały go w trakcie snu. Jego badania (które opisał później dokładniej w swojej książce) stanowią pierwszy niezaprzeczalny dowód na to, że niektórzy ludzie są w stanie zachować przytomność, kiedy śpią i mają sny.
Czytałem dalej, aż w końcu górę wzięła ciekawość. Tym razem towarzyszyła jej jednak także wytrwałość, którą wyrobiłem w sobie koło czterdziestki, a której brakowało mi, gdy byłem dwudziestolatkiem. Zacząłem prowadzić własne obserwacje. Stworzyłem listę czynności, które miały mi pomóc w osiągnięciu świadomego snu. Konsekwentnie je wykonywałem, pomimo że nawet po upływie miesiąca wciąż nie widziałem rezultatów.
Sześć dni później miałem swój pierwszy świadomy sen.
Postępy jakie uczyniłem od tamtego momentu, nawet dla mnie są zaskakujące. Odwiedzałem w snach swojego ojca, który zmarł w 1990 roku. Spędzałem czas z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. Występowałem w moich ulubionych filmach i programach telewizyjnych. Latałem, oddychałem pod powierzchnią wody i podróżowałem w czasie.
Nie udało mi się jednak osiągnąć skuteczności swojego byłego współlokatora, który twierdził, że jest w stanie utrzymywać pełną przytomność przez cały czas trwania swoich snów. (Ze względów, o których napiszę w dalszej części książki, nie mam pewności, czy bym tego chciał). Zrozumiałem dzięki temu, że sztuka świadomego śnienia jest tak naprawdę umiejętnością. A każdej umiejętności można się nauczyć, a następnie z niej korzystać i ją udoskonalać.
Jeżeli ja byłem w stanie nauczyć się śnić świadomie, ty także możesz to zrobić! Zastosuj się do wskazówek zaprezentowanych przeze mnie w tej książce, a już wkrótce także ty zasilisz szeregi osób śniących świadomie.
Mark McElroy
zima 2005
ROZDZIAŁ 1
Czego dowiesz się w tym rozdziale?
Czym są świadome sny, i jak to jest mieć świadomy sen. W jaki sposób oznaki snu mogą ci pomóc w odkryciu, że znajdujesz się we śnie. Że możesz kontrolować swoje sny w większym stopniu niż ci się wydaje. Jakie są wymierne korzyści płynące ze świadomego śnienia.Czy w chwili obecnej jesteś przytomny... czy może śnisz?
"Co za głupie pytanie", mógłbyś odpowiedzieć, "Przecież czytam tę książkę! Oczywiście, że jestem przytomny!".
W porządku, jesteś przytomny. Przez moment poudawajmy jednak, że śpisz. Zrób wszystko, co konieczne, żeby dopuścić do siebie taką możliwość. Powiedz sobie stanowczo: "Śpię. To jest sen. Nie czytam Świadomego śnienia dla początkujących. Śnię o tym, że czytam Świadome śnienie dla początkujących".
Kiedy już będziesz mieć wrażenie, że śpisz, dobrze się przyjrzyj swojemu otoczeniu.
Jeżeli jesteś w domu, spójrz na meble, bibeloty, książki, zegar wiszący na ścianie. Czy wszystko jest tam, gdzie powinno być? Czy coś wydaje się znajdować w niewłaściwym miejscu? Czy w rogu pomieszczenia leży zgubiona dawno temu zabawka z dzieciństwa? Czy pokój zmienił kolor, wymiary lub kształt? Kiedy będziesz próbował spojrzeć nowymi oczyma na dobrze znane ci otoczenie, udawaj, że przechodzisz test. Jeden z przedmiotów znajdujących się w pokoju nie pasuje do niego: jest poza kontekstem, poza czasem, nie na swoim miejscu. Czy jesteś w stanie go zlokalizować?
Jeżeli jesteś poza domem, przyjrzyj się otoczeniu, w którym się znajdujesz. Jakie dźwięki słyszysz? Czy wszystkie z nich są takie, jakie powinny być? Spójrz na otaczających cię ludzi. Czy są to osoby obce? Czy którakolwiek z nich wydaje się być w dziwny sposób znajomy? Czy są ubrani tak, jak mógłbyś się tego spodziewać?
A co z otaczającym cię światem? Czy jakieś jego cechy wydają się niezwykłe? Czy zegarki mają normalne tarcze, wskazówki i cyfry? Przyjrzyj się widzianym przez ciebie wyrazom: szyldom restauracji, tabliczkom z nazwami ulic itp. Przeczytaj je dwukrotnie. Czy za każdym razem wyglądają tak samo?
A co z wyrazami znajdującymi się na kartkach czytanej teraz przez ciebie książki? Czy powyższy akapit wygląda tak samo jak kilka sekund temu? Przeczytaj go jeszcze raz, żeby mieć pewność. A czy ten akapit ma jakikolwiek sens? Czy czytasz o tym, o czym spodziewałeś się przeczytać, czy też może gadatliwy koncept zapadka klon, posiłek w klinowym młotku?
Myśl szybko: jak się poczułeś, kiedy przeczytałeś pozbawione sensu słowa w ostatnim zdaniu? Czy przez ułamek sekundy byłeś zdezorientowany? Czy przeczytałeś je dwa razy, próbując zrozumieć, o co mi chodzi?
Czy choć przez chwilę brałeś pod uwagę, że naprawdę możesz śnić? Jeżeli tak, przyjmij moje gratulacje: właśnie wykonałeś pierwszy krok na drodze prowadzącej do twojego pierwszego świadomego snu.
Mówiąc najprościej świadome sny to sny, w których śniący:
staje się świadom tego, że śni; osiąga pewną kontrolę nad zawartością i przebiegiem snu.Kiedy już osoba mająca pewne doświadczenie w praktyce świadomego śnienia orientuje się, że śni, jest w stanie zmieniać otoczenie, postacie i akcję snu w zależności od swoich osobistych preferencji.
W typowym świadomym śnie śniący zauważa pewien drobny szczegół - nazywany najczęściej oznaką snu [ang. dream cue - przyp. tłum.] - dzięki któremu orientuje się, że śni. Oznaki snu zmieniają się w zależności od osoby i od snu, ale najczęściej są to:
Nietypowe tarcze zegarów:
zegary bez wskazówek; tarcze zegarów z nietypowymi liczbami; zegary o pustych tarczach; zegary o tarczach, które się obracają lub wirują.Niestabilne teksty:
książki napisane czcionką, która jest trudna do odczytania lub zupełnie nieczytelna; nagłówki lub napisy złożone z wyrazów, które się zmieniają lub przemieszczają; strony gazet zapełnione tekstem pozbawionym sensu.Przedmioty używane lub tworzone w nietypowy sposób:
wąż używany jako sznurowadło; urządzenie niepotrzebujące kabla zasilającego; kwadratowa parasolka; klawiatura numeryczna windy pozbawiona przycisków lub oznaczeń.Czynności lub wydarzenia, które nie mają prawa mieć miejsca:
ludzie unoszący się w powietrzu; zmiany kształtu ciała; jakieś osoby lub miejsca zmieniające się nagle w coś zupełnie innego; zmarli krewni powracający do życia; spotkania z dawnymi przyjaciółmi, którzy się nie postarzeli.Z mojego własnego doświadczenia - ale także z doświadczeń innych śniących świadomie - wynika, że świadome sny są zazwyczaj niesamowicie wyraziste i intensywne. Są także łatwiejsze do przypomnienia niż zwyczajne sny. Przez kilka minut po obudzeniu się ze świadomego snu prawdziwy świat może się wydawać mniej "rzeczywisty" niż kraina marzeń sennych! Jednak to poczucie dość szybko znika, a jego miejsce zastępuje euforia, która towarzyszy śniącemu przez cały dzień.
Jeżeli nigdy nie miałeś świadomego snu, idea "kontrolowanego snu" może ci się wydać nieco dziwaczna... a nawet przerażająca. Aby pomóc ci lepiej zrozumieć to doświadczenie, pozwolę sobie zaprezentować opis jednego z moich własnych świadomych snów. Przyśnił mi się on, kiedy pracowałem nad tą książką. Można w nim odnaleźć wiele aspektów typowych dla zjawiska świadomego śnienia - aspektów, które zaczniesz kiedyś odnajdywać we własnych świadomych snach.
Siedzę w nieznanej mi restauracji w otoczeniu tłumu zadowolonych nieznajomych. Przy sąsiednim stoliku siedzi kobieta, która za pomocą łyżeczki karmi dziecko jasnozielonym groszkiem. Przy rozświetlonym słońcem oknie siedzą natomiast mężczyzna i kobieta, którzy trzymają się za ręce i cicho chichoczą. Kelnerzy są ubrani w białe koszule, wykrochmalone fartuchy i wytworne spodnie. Krążą po pomieszczeniu, nosząc wielkie tace, na których znajdują się nieskazitelnie czyste metalowe pokrywy.
Panuje bardzo przyjemna atmosfera, ale wątpliwości wzbudza we mnie menu. Nie jest bowiem wydrukowane na papierze, lecz wyświetla się na wielkiej elektronicznej tablicy (takiej jak tablice odlotów i przylotów, które znajdują się na lotniskach), która zajmuje jedną ze ścian restauracji. Kiedy tylko pojawia się jakieś nowe danie albo w kuchni kończy się specjalność dnia, tablica zostaje zaktualizowana. Całe pomieszczenie zostaje wtedy wypełnione ogłuszającym brzęczeniem, które przerywa rozmowy i sprawia, że wszyscy zatykają sobie uszy rękami.
Za każdym razem, gdy próbuję coś odczytać z tablicy, następuje aktualizacja. Przystawki znikają i pojawiają się, podobnie jak dania główne, a lista deserów przesuwa się z jednego krańca tablicy na drugi. Podchodzi do mnie Casey, kolega, którego nie widziałem od czasów college'u (i który pomimo upływu dwóch dekad wciąż ma dwadzieścia lat), i wręcza mi wydrukowane menu. "Spróbuj tego", mówi, poruszając swoimi krzaczastymi brwiami. "To bardziej ci się spodoba".
Kiedy patrzę na menu, orientuję się, że jest napisane dziwaczną czcionką. Litery zwijają się i zakręcają. Co gorsza, tekst został sformatowany w taki sposób, że tworzy ciąg spirali. Aby coś z niego odczytać, należy obracać całą kartą. Próbuję coś wybrać, ale nazwy dań ciągle się zmieniają: krewetki królewskie stają się polędwicą, potem kurczakiem, a następnie zupą dnia.
Wzdycham. Kiedy wreszcie udaje mi się złożyć zamówienie, zdaję sobie sprawę z tego, że spóźnię się do pracy. Patrzę na zegarek i z zaskoczeniem zauważam, że brakuje mu wskazówek. Kiedy poruszam przegubem dłoni, cała jego tarcza obraca się, tak jak tarcza kompasu.
Wtedy orientuję się, co się dzieje. Zmieniające się wyrazy. Przyjaciele, którzy się nie postarzeli. Dziwne zegarki.
Śnię!
Kiedy zdaję sobie z tego sprawę, prawie się budzę. Pomieszczenie wypełnia szara mgła. Wszystkie przedmioty stają się niewyraźne, a dźwięki głuche. Ludzie znikają.
Próbuję pozostać we śnie, ale im mocniej walczę o to, by pozostać w restauracji, tym szybciej moje otoczenie się rozpuszcza. W ostatniej chwili przypominam sobie ważną technikę: zamiast walczyć, wstaję, wyciągam ręce na boki i zaczynam obracać się wokół własnej osi.
Wirowanie nie przywraca istnienia restauracji - otaczająca mnie przestrzeń zmienia się w niemożliwy do przewidzenia sposób, z chwili na chwilę staje się sypialnią, centrum handlowym i biurem - ale utrzymuje mnie w stanie snu. Kiedy już mam pewność, że się nie obudzę, przestaję się kręcić, aby spróbować ustalić, gdzie w ogóle się znajduję.
Pomieszczenie, w którym ląduję, jest wierną kopią pokoju dziennego, który znajdował się w moim rodzinnym domu. Stół obiadowy, zielony fotel i wielka kanapa są rozstawione dokładnie tak, jak w latach 70. Niski stolik do kawy jest przyozdobiony bibelotami, których nie widziałem od lat: plastikową różą zatopioną w szklanej kuli, żółtą tacką z cukierkami, wazonem z kwiatami. Nawet dywan jest przetarty w odpowiednich miejscach.
Myślę sobie jednak, że nie jestem tej nocy zainteresowany wizytą w moim domu rodzinnym. Przez chwilę skupiam się na swoim celu, a następnie podchodzę do szafy. Kiedy ją otwieram, ku swej rozkoszy widzę przed sobą rozświetloną słońcem polanę porośniętą miękką trawą - idealne miejsce na lekcję latania. Jeszcze przed rozłożeniem ramion zaczynam się wzbijać ku niebu. Z każdym krokiem wznoszę się na wysokość kilku metrów, aby po chwili łagodnie opaść z powrotem na ziemię.
Nagle zdaję sobie sprawę, że jeżeli chcę polecieć, muszę podkurczyć ramiona i wyprostować kręgosłup w pewien szczególny sposób. Kilka sekund później swobodnie unoszę się w powietrzu i kompletnie wolny spoglądam z góry na wierzchołki drzew.
Choć idea kontrolowania swoich snów może początkowo wydawać się dość nieprawdopodobna, większość z nas przyzna zapewne po chwili namysłu, że wszyscy posiadamy pewną (często nieuświadamianą) zdolność wywierania wpływu na niektóre aspekty naszych snów:
PRZENOSIMY STRES Z CODZIENNEGO ŻYCIA DO ŚWIATA SNÓW. Zespół Riccardo znajduje się w pracy pod wpływem silnego stresu spowodowanego koniecznością szybkiej realizacji pewnego zlecenia. Podobnie jak pozostali pracownicy Riccardo pojawia się w pracy wcześnie rano, przez cały dzień pracuje i zostaje po godzinach. Po powrocie do domu Riccardo pada na kanapę - i niemal każdej nocy ma niespokojne sny: przez umysł przebiegają mu zniekształcone obrazy pochodzące z dnia spędzonego w pracy. Próbuje uporządkować dokumenty i napisać swoją część raportu, ale pomimo tego, że daje z siebie wszystko, dokumenty pozostają w nieładzie, a pisany przez niego raport zmienia się w bezsensowny łańcuch nieczytelnych słów. Następnego ranka jest wyczerpany i wściekły - nawet podczas snu nie jest w stanie uciec przed stresem! PRZEDŁUŻAMY INTENSYWNE DOŚWIADCZENIA. Po wyłączeniu telewizora Bashir poświęca cztery godziny na intensywną naukę, po czym się rozluźnia i pozwala sobie zagrać w swoją ulubioną grę wideo. Dwie godziny później kładzie się do łóżka. Kiedy tylko zamyka oczy, znów widzi sceny z gry. "Wciąż widziałem ekran, postacie, spadające skały. Kiedy się obudziłem, poruszałem dłońmi w taki sposób, jakbym wciąż trzymał w nich kontroler. Bardzo się rozzłościłem. Powiedziałem sobie: "Nie grasz już w żadne gry. Po prostu idź spać!". Ale minutę później znów zobaczyłem przed oczami sceny z gry. To trwało przez całą noc!".Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej