Moi synowie Staś i Tadzio są najważniejszą częścią mojego życia. Bez nich nie wyobrażam sobie życia. Dają mi ogromną siłę i jeszcze więcej miłości, która potrzebna jest każdemu z nas. To, czym powinnyśmy się nieustannie zachwycać, to uczucie, które nam towarzyszy: kochasz swoje dzieci, a one kochają ciebie bezwarunkowo. Dziś wszyscy razem, moi synowie i ukochany mąż, czekamy na przyjście na świat kolejnego chłopca. Wszyscy życzyli mi dziewczynki. A ja myślałam: płeć nie ma znaczenia. Liczyło się dla nas tylko to, żeby wszystko było dobrze. Pewnie nie da się teraz stwierdzić, czy trudy wychowawcze będą podobne do tego, z czym spotkałam się do tej pory. Pewnie nie. Ale wiem jedno: że mojego trzeciego syna będę starała się wspierać równie mocno jak resztę. Tyle że teraz będę mamą z o wiele większym doświadczeniem. W innym punkcie życia.
Dla mnie to zdecydowanie cud. Jestem mamą, która może się cieszyć macierzyństwem dzięki długiej walce, jaką przeszłam razem ze swoim mężem i najbliższymi, decydując się na metodę in vitro. Ponad rok temu skończyłam pracę nad poprzednią książką In vitro. Rozmowy intymne. Powstała ona z wewnętrznej potrzeby podjęcia tematu leczenia niepłodności, odczarowania mitów i kłamliwych stereotypów. Po wysłuchaniu wielu ludzkich historii, niektórych wzruszających i szczęśliwych, innych zaś smutnych i bez happy endu, pojawiła się we mnie mieszanka sprzecznych emocji.
Z jednej strony wciąż w głębi serca pragnęłam dziecka, z drugiej przychodziły takie momenty, że chciałam zrezygnować. Razem z mężem, podobnie jak wszystkie pary podejmujące decyzję o przystąpieniu do in vitro, musieliśmy się zmierzyć z nieznanymi nam wcześniej emocjami: lękiem, niepewnością, zagubieniem, poczuciem pustki i zwątpieniem. Całe życie podporządkowaliśmy temu, żeby móc się cieszyć z rodzicielstwa, żeby po raz kolejny stanąć przed nieznanym. Nasz styl życia bardzo się zmienił. Ciągłe wizyty w klinice, badania lekarskie, leki, zastrzyki, znowu wizyty... Żyliśmy według planu, który wyznaczało nam in vitro. Poza tym ilości emocji, które nam w tym towarzyszyły, nie da się określić w kilku zdaniach. Trud, psychiczne wyczerpanie i ta niepewność, czy ciężka praca, którą włożyliśmy w to, żeby stać się rodzicami, przyniesie efekty. Początkowo nic na to nie wskazywało, a kolejne informacje, że tym razem się nie udało, były dla nas trudne do zaakceptowania.
Wraz z mężem spędziliśmy wiele wieczorów na rozmowach o tym, czy po raz kolejny - gdy znów nam się nie udało - zawalczymy o dziecko. Było to o tyle trudne, że każde z nas widziało smutek niepowodzenia po drugiej stronie. Odchorowywaliśmy te negatywne wiadomości mocno, nie zawsze przyznając się do tego przed sobą.
Do końca życia będę pamiętać dzień, kiedy po wielogodzinnych rozmowach i zastanawianiu się, czy ryzykować ponownie, czy już dać za wygraną, nasi lekarze z kliniki nOvum, doktor Piotr Lewandowski i doktor Katarzyna Kozioł, namówili nas, żeby jednak spróbować. Już ostatni raz. Zawahaliśmy się, czy chcemy znowu przez to przechodzić. Przypomniały mi się wówczas słowa mojego taty, który przez całe życie wpajał mi bardzo cenną lekcję: "Podejmij wyzwanie, spróbuj. Jeśli ci się nie uda, nie będziesz mogła wyrzucać sobie, że nie zawalczyłaś. A jeśli nie spróbujesz, przez całe życie będziesz mieć wyrzuty sumienia, że nie spróbowałaś". Tak mi tłumaczył, gdy chciałam zrezygnować ze szkoły baletowej, i do dziś jestem mu wdzięczna, że tego nie zrobiłam. Teraz na nowo przypomniałam sobie tę lekcję. Wiedziałam, że musimy wykorzystać wszystkie możliwe próby. I udało się nam! Wiadomość o tym, że będziemy rodzicami, przyszła do nas, gdy staliśmy w kolejce do odprawy paszportowej na lotnisku. Nie zapomnę tego szczęścia, które pojawiło się w nas, ale i niepewności, czy tym razem wszystko się uda.
Kiedy przyszedł moment, że mieliśmy pewność, że wszystko jest dobrze i minął już czas niepewności, odetchnęliśmy z ulgą, ale dalej dmuchaliśmy na zimne. Przypomniał mi się okres, gdy byłam w ciąży ze Stasiem i Tadziem. Senność, zachcianki, tycie... Musiałam teraz znów zwolnić, znaleźć czas, żeby wziąć głębszy oddech, ale miałam wielkie wsparcie w osobach mojego męża i synów. Oni oszaleli ze szczęścia. Ja też szalałam. I szaleję do dzisiaj.
Kiedy zobaczyłam nasze dziecko po raz pierwszy na USG, poczułam ogrom szczęścia. Mąż też nie mógł ukryć radości. Po raz kolejny mój tata miał rację. Trzeba zawsze walczyć do końca. Mimo że walka może być wyjątkowo ciężka.
Zaczęłam się zastanawiać, jak tym razem będzie wyglądać moje rodzicielstwo. Nigdy nie zapomnę chwil, gdy na świat przyszedł mój pierwszy syn, Stanisław. Wróciliśmy ze szpitala do domu. Usiadłam z małym Stasiem na rękach i popatrzyłam na niego. Uśmiechnęłam się, ale pojawiła się we mnie myśl, że od tej pory moje życie będzie inne. "Jesteśmy od siebie zależni. Ale obiecuję ci, że zrobię wszystko, żebyś był szczęśliwy" - obiecałam Stasiowi na głos. Moje życie zmieniło się wówczas o sto osiemdziesiąt stopni. Ale ja z tej zmiany nigdy bym nie zrezygnowała. Weszłam na inny poziom szczęścia i spełnienia. Lecz nie będę ukrywać, że strach czy niepewność też mają inny smak, gdy stajesz się mamą.
Dziś kobiety nie traktują ciąży jako stanu podobnego do choroby, nie zasiadają w domu przed telewizorem, tylko są aktywne zawodowo, a gdy prowadzący lekarz na to pozwala, ćwiczą, podróżują, cieszą się życiem. Ciąża przestała być czasem noszenia dziwnych obszernych ubrań, tylko nieodłączną częścią współczesnego stylu życia. Choć należy pamiętać, że to stan szczególnej troski, w którym trzeba zadbać o siebie i o swoje dziecko.
Mimo że żyjemy w XXI wieku, wciąż o ciąży w przestrzeni publicznej, w internecie, na forach krąży wiele mitów. Kobiety o nich czytają i są przerażone. Nie zawsze mogą je szybko zweryfikować u swojego lekarza. Dlatego postanowiłam podzielić się wiedzą, którą otrzymałam od specjalistów. W książce tej staram się obalić mity i stereotypy dotyczące ciąży, które przynoszą tylko dezinformację i niepotrzebnie nas straszą. Informacje naukowe i porady psychologiczne pozwalają zmierzyć się z tematem niepłodności i ciąży po zapłodnieniu in vitro.
Rozmawiam między innymi o tym, jak zmagać się z traumami po poronieniu, kiedy możemy mówić o dobrym czasie na dziecko, czy ciążę z zapłodnienia in vitro lekarz traktuje w ten sam sposób jak spontaniczną. Pytam także o badania prenatalne i kiedy je zrobić. Z psycholożką dyskutuję o tym, jak cieszyć się tą wymarzoną i oczekiwaną ciążą bez panicznego lęku i stresu, że po raz kolejny się ją utraci. Dziś wiadomo już, jak ważne jest to, aby - dbając o rozwój dziecka - nie tylko regularnie się badać, ale także dobrze odżywiać i pozostać aktywną fizycznie jak najdłużej w ciągu tych dziewięciu miesięcy. Kocham modę, dlatego rozmawiam też, jak się ubierać w ciąży i jak przygotować wyprawkę dla niemowlaka. I w końcu z psycholożką i położną staram się odczarować temat porodu.
W książce, którą oddaję Wam do rąk, znajdziecie czternaście wywiadów ze specjalistami z różnych dziedzin. Odpowiadają oni na trudne pytania, bo tu nie ma niewłaściwych tematów. Dzięki ich radom i informacjom przyszłe mamy będą mogły udać się w podróż w głąb siebie i odnaleźć podczas porodu moc i siłę, które pozwolą im wydać dziecko na świat.
To jednak książka nie tylko dla mam, ale i ojców. W każdym wieku. Dla tych, którzy oczekują pierwszego dziecka, ale i kolejnego. Uczy cieszyć się ciążą, a potem oczekiwanym dzieckiem, każdego dnia.