Świadkowie Wrogowie - Ada Tulińska

Kup ebooka

45.99 zł
38.17 zł (37,71 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1 Lena

- Królowa cię wzywa. - Moja asystentka, Dominika, wsunęła głowę przez szklane drzwi biura. Była ostrzyżoną na krótko brunetką, w nosie miała okrągły kolczyk. Odwróciłam twarz od ściany, zamykając pokrywę srebrnego laptopa. Wzięłam ze sobą swój ulubiony planer w biało-czarne szlaczki. Założyłam zamszowe szpilki, które trzymałam pod biurkiem i poprawiłam skórzany blezer.

W dobrym nastroju, stawiając nogę przed nogą, mijałam biurka na ołpenspejsie, by dotrzeć do gabinetu Izy. Nie mogłam się pozbyć wrażenia, że wszyscy się na mnie gapią.

Kurtuazyjnie zapukałam w matowe szkło na końcu sali.

- Wejść.

- Wracać do pracy! - Zerknęłam przez ramię, sprawiając, że wszyscy zaprzestali szeptów i skupili wzrok na swoich monitorach. Nacisnęłam klamkę i wślizgnęłam się do biura szefowej.

Iza była dojrzałą kobietą z rudymi włosami. Pół roku temu awansowała mnie na stanowisko dyrektora kreatywnego i przyznała najfajniejsze biuro na całym piętrze.

- Wzywałaś mnie.

Byłam gotowa przyjąć entuzjastyczne gratulacje. Przedwczoraj w nocy dopięłam wysokobudżetową kampanię prezerwatyw. A dzisiaj rano załatwiłam z siecią kin pierwsze próbki materiałów reklamowych na Dzień Dziecka.

- Musimy porozmawiać. - Iza zdjęła okulary. Przetarła zmęczoną twarz.

Uśmiechnęłam się w odpowiedzi i usiadłam na zamszowym pikowanym fotelu.

- Co się dzieje? - zapytała, patrząc mi w oczy. - Jesteś przemęczona?

- Nie. - Wzruszyłam ramionami. Wypiłam dwie kawy i energetyka, więc miałam siłę, żeby pchnąć projekty dalej.

Izabela pokręciła głową z niedowierzaniem.

- Musisz popracować nad podejściem do współpracowników - oznajmiła, a w jej tonie zabrzmiała niebezpieczna nuta. Aha. Już miałyśmy taką rozmowę, po tym jak wylałam jednego z grafików. Koleś pomylił czerwony z koralowym, do druku poszły złe pliki, więc nie miałam dla niego litości.

- Przecież się poprawiłam - powiedziałam defensywnie. Od dwóch tygodni nikogo nie zwolniłam.

- Lena, Lena... - Iza pokręciła głową. - A co się wydarzyło wczoraj?

- Wczoraj? - zapytałam, nie tracąc ani na chwilę profesjonalnej miny.

- Tak, wczoraj. - Przytaknęła szefowa z matczyną troską. Odchyliłam się na oparcie i założyłam nogę na nogę.

- Dzień jak co dzień, rano miałam spotkanie z klientem, potem pomagałam działowi kreatywnemu w budowaniu makiety.

Iza klepała chwilę w klawiaturę komputera, a potem znowu na mnie spojrzała.

- Pomagałaś działowi kreatywnemu? - Uniosła brwi z zainteresowaniem. - W budowaniu makiety?

- Właśnie to powiedziałam. - Kiwnęłam głową.

Iza przerzuciła rudą kitę do tyłu, strzeliła kostkami i włączyła coś na laptopie. Potem go przesunęła tak, abym ja też widziała, co się dzieje na ekranie. Film przedstawiał monitoring z sali konferencyjnej numer pięć.

- Specjalnie poprosiłam dział IT o to nagranie - powiedziała, bawiąc się długopisem.

Na filmie było widać, jak wchodzę do sali, wszyscy milkną i stają na baczność wokół projektu. Młody stażysta, który zapewne wyciągnął najkrótszą zapałkę, produkował się na temat makiety. Ja z powierzchownym zainteresowaniem stanęłam u szczytu stołu, następnie zadałam parę pytań i zastanawiałam się w skupieniu. Potem wzięłam w ręce projekt i wrzuciłam do kosza.

Spojrzałam na Izę bez cienia skruchy.

- Był do dupy.

Iza przyjęła ten komentarz ze spokojem, po czym włączyła kolejny film. Nachylałam się nad ramieniem młodej dziewczyny i czytałam coś na komputerze, kilka sekund później zamknęłam pokrywę laptopa i wskazałam jej drzwi.

- Daria już tu nie pracuje - skwitowała z kwaśną miną Iza.

- Przecież jej nie zwolniłam - powiedziałam z oburzeniem.

Szefowa bez słowa przeciągnęła suwak postępu wstecz i włączyła dźwięk. Słychać było jak mówię: "Naucz się, czym różni się profesjonalny copywriting od wodolejstwa, a potem wróć".

- Ten tekst się do niczego nie nadawał - usprawiedliwiałam się. - Powtórzenie goniło powtórzenie...

Iza wypuściła powietrze, mamrocząc coś o cierpliwości i włączyła kolejny materiał. Wkurzona machałam na nim rękami, wskazując na draft plakatu perfum i krzyczałam coś o liściach kapusty.

- Widziałaś, co oni tam wstawili? - zapytałam, modląc się o ciut zrozumienia z jej strony. Na filmie właśnie przykładałam jedną wersję plakatu do lewego ucha głównego kreatywnego i drugą do prawego. Mówiłam: "Powtarzaj za mną, z lewej liść z prawej liść, a w środku... głąb". Facet, blady jak ściana, powtórzył po mnie obelgę. - "Miały być liście tropikalne!".

Izabela zamknęła laptopa z westchnieniem.

- Jesteś dobra, to fakt. Masz wyniki, ale na Boga, Lena! W tym tygodniu dostałam już trzy wypowiedzenia, a mamy wtorek.

Na język cisnął mi się bezczelny komentarz, że powinna lepiej wybierać pracowników, ale się powstrzymałam. Zagryzłam zęby i policzyłam w głowie do trzech.

- Postaram się bardziej panować nad sobą i mieć do nich więcej cierpliwości - obiecałam, patrząc na złoty zegarek na przegubie. - Muszę lecieć.

Już wstawałam, ale zatrzymał mnie jej głos.

- Siadaj! - wrzasnęła.

Z rozszerzonymi z szoku oczami klapnęłam z powrotem na krzesło. Iza wycelowała we mnie palec z eleganckim czerwonym paznokciem.

- Mam tego dosyć.

Uznałam, że to zły pomysł, żeby pytać ją o markę i numer lakieru. Nie wiedziałam, co powiedzieć, więc tylko patrzyłam na nią, czekając, aż się wygada i mnie puści. Robota sama się nie zrobi.

- Niepokoją mnie twoje metody. Wysyłamy cię na urlop - obwieściła, piorunując mnie wzrokiem.

Miałam wrażenie, jakby wykrzyczała mi ostatnie słowo wprost do ucha, a ono rozeszło się echem po całym umyśle. Urlop, urlop, urlop...

- Daj spokój - powiedziałam po tym, jak w końcu się otrząsnęłam. - Naprawdę będę już uważać.

- Ja nie żartuję - syknęła, a jej zielone oczy zamigotały.

- Ale ja nie chcę na urlop. Nie lubię urlopu - jęknęłam i nachyliłam się na siedzeniu ku niej.

Byłam pracownikiem idealnym, w ogóle nie brałam wolnych dni, nie odbierałam nadgodzin. Pracowałam również w soboty i święta, choć tu tylko rano. Ta praca była dla mnie całym życiem.

- Otóż to - powiedziała szefowa. - Masz ponad sześćdziesiąt dni zaległego urlopu. Rozmawiałam z kadrami i musisz go wybrać do końca roku.

- To jeszcze mam trochę czasu... - Machnęłam ręką, licząc, że sprawa rozejdzie się po kościach.

- Masz też nieruszony urlop z tego roku - przypomniała Izabela, patrząc w papiery.

- Wykreśl mi go - wzruszyłam ramionami.

- To nie podlega dyskusji - oznajmiła stanowczo, wracając do komputera. - Od jutra cię tu nie widzę.

- Ale ja mam nieskończone projekty - zaprotestowałam.

- Nie oszukujmy się. Jest czerwiec, więc teraz będzie luźniej. Dominika przejmie twoje obowiązki.

Normalny człowiek pewnie by się cieszył z takiego obrotu spraw, ale nie ja. Wykorzystywałam wakacje, żeby przygotować się do następnego sezonu. Zawsze miałam opracowanych kilka koncepcji do wyciągnięcia z szuflady w czarnej godzinie. Izabela mogła próbować mnie odsunąć, ale ja nie zamierzałam się ugiąć.

- Jeśli dowiem się, że zabrałaś komputer służbowy, wlepię ci dyscyplinarkę - pogroziła.

Szlag! Przewróciłam oczami i fuknęłam z irytacją. Moja szefowa ścisnęła nasadę nosa, co było oznaką frustracji.

- Wykorzystaj ten czas, może pojedź do rodziców czy coś. Wyluzuj i odpocznij, OK? - powiedziała, siląc się na cierpliwość.

Najeżyłam się. Nie lubiłam rozmawiać o domu, Iza jako jedyna wiedziała, skąd pochodzę i to tylko dlatego, że miała wgląd w moje dokumenty.

- Jasne - mruknęłam z obrażoną miną i wstałam.

Szłam przez ołpenspejs do mojego biura, a głowy pracowników odwracały się za mną z kpiącymi uśmieszkami. Mogłam się założyć, że zaraz po moim wyjściu wyciągną szampana.