Świadek nadziei - George Weigel

Kup ebooka

124.90 zł
97.42 zł (58,70 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa do nowego wydania

Tuż po śmierci papieża Jana Pawła II, 2 kwietnia 2005 roku, Henry Kissinger stwierdził w wywiadzie dla stacji NBC News, że trudno byłoby sobie wyobrazić kogoś, kto wywarłby większy wpływ na XX wiek niż polski ksiądz i biskup, który w dniu swojego wyboru w 1978 roku określił sam siebie jako człowieka wezwanego do Rzymu "z dalekiego kraju". Słowa Kissingera były tym bardziej uderzające, że były sekretarz stanu USA - sam będący znaczącą postacią współczesnej historii - nie miał żadnych religijnych ani filozoficznych związków z życiem, myślą ani działalnością Karola Józefa Wojtyły. Kilkadziesiąt lat później wciąż warto się zastanawiać, co może oznaczać ów niezwykły hołd. Jeśli Jan Paweł II rzeczywiście był symboliczną osobowością XX wieku, dlaczego tak się stało? I jaki był związek między osiągnięciami polskiego papieża - zarówno w Kościele, jak i na świecie - a heroicznością jego cnót uznaną oficjalnie przez Kościół katolicki w chwili kanonizacji jako świętego Jana Pawła II 27 kwietnia 2014 roku?

Podczas rozmowy w papieskim apartamencie w marcu 1996 roku Jan Paweł II wspomniał o próbach opowiedzenia historii jego życia przez poprzednich biografów: "Oni próbują zrozumieć mnie z zewnątrz. Ale mnie można zrozumieć tylko od wewnątrz". Już wtedy wiedział, że jest postacią historyczną. Podkreślał jednak, że jeżeli ktoś naprawdę chce wiedzieć, co uczyniło go takim, a nie innym człowiekiem, poznać jego samego oraz jego dokonania, powinien odczytywać jego losy tylko od wewnątrz, niejako przez pryzmat jego duszy. W ten oto sposób Jan Paweł II nadawał swojemu życiu właściwy kontekst.

Karol Wojtyła - człowiek, który został Janem Pawłem II - miał głęboko polską duszę nie tylko w sensie osobowości uformowanej przez swoiste doświadczenie związane z przynależnością etniczną, lecz w szerszym znaczeniu odrębności historii i kultury. Przyszedł na świat w 1920 roku, czyli należał do pierwszego pokolenia Polaków urodzonych w niepodległym państwie od końca XVIII wieku, lecz to właśnie losy polskiego narodu pomiędzy usunięciem Polski z mapy Europy w 1795 roku a odzyskaniem niepodległości w 1918 roku okazały się decydujące dla uformowania duszy Jana Pawła II. W ciągu tych 123 lat spędzonych na pustyni - lat, w których słowo "Polska" nie pojawiło się na żadnej mapie Europy - Polska-naród przetrwała wiwisekcję Polski-państwa dzięki swojej kulturze: językowi, literaturze i wierze katolickiej.

Wiek i ćwierć zakorzenionego w kulturze narodowego oporu wobec podporządkowania politycznego, gdy Kościół katolicki pełnił funkcję bezpiecznego depozytariusza polskiej tożsamości, wywarł przemożny wpływ na duszę Karola Wojtyły i zadecydował o kształcie myśli i działań Jana Pawła II. Właśnie to pozwoliło mu dostrzec, że siłą napędową historii nie jest ani polityka, ani ekonomia, lecz kultura, a sercem każdej kultury - jako pojęcia i jako słowa - jest kult, czyli to, co ludzie cenią najwyżej i otaczają czcią. A zatem przekonania religijne i prawdy o niezbywalnej godności każdego ludzkiego życia głoszone współcześnie przez chrześcijaństwo wcale nie straciły na aktualności - wręcz przeciwnie, mogą być dynamiczną, twórczą siłą, nadającą historii bardziej ludzki wymiar. Kiedy 16 października 1978 roku Wojtyła został wybrany papieżem, znaczna część Kościoła katolickiego na Zachodzie zdążyła się już okopać na pozycjach obronnych. Człowiek, który został Janem Pawłem II, potrafił jednak natchnąć wiernych nowym ewangelicznym dynamizmem w przestrzeni publicznej, ponieważ jego duszę ukształtowało inne doświadczenie: doświadczenie Kościoła - nosiciela najbardziej przekonującej wizji potencjału człowieka, jaką mógł zaproponować późnonowoczesny świat.

Karol Wojtyła miał również duszę karmelity. Jego młodzieńcze próby wstąpienia do tego zakonu dwukrotnie się nie powiodły, lecz jego życie duchowe - a nawet całość jego poglądów na kondycję człowieka - głęboko ukształtowały pisma duchowe klasycznych reformatorów karmelitańskich z XVI wieku: św. Jana od Krzyża i św. Teresy z Ávili. To właśnie ci mistycy nauczyli go, że najważniejsza prawda o historii człowieka znajduje się w Krzyżu Chrystusa: istoty ludzkie osiągają spełnienie (lub, jeśli wolimy, stają się błogosławionymi) nie poprzez afirmację siebie, lecz składając dar z siebie zgodnie z wolą Bożą. W swoich dojrzałych dziełach filozoficznych z czasów, gdy wykładał na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, Wojtyła dopracował intelektualnie tę koncepcję i uczynił z "prawa daru", znanego też jako "prawo samoofiarowania", podstawę swojej etyki: otrzymaliśmy nasze życie w darze, winniśmy więc uczynić je darem dla innych. Krok ten był jednak możliwy tylko dzięki temu, co zrozumiał już wcześniej. Ofiara życia Jezusa Chrystusa - jak dowiodło Jego zmartwychwstanie do nowej, pełniejszej formy życia - nie była tylko przykładem odrażającego okrucieństwa ani nadaremna, przeciwnie, stała się punktem zwrotnym w historii ludzkości. To właśnie w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa zostały objawione i wciąż objawiają się najgłębsze prawdy o przeznaczeniu człowieka. Tutaj, w objęciach posłuszeństwa woli Bożej, istoty ludzkie zyskują prawdziwą wolność. Tutaj znajduje się dowód, że śmierć nie ma ostatniego słowa ani w naszych indywidualnych losach, ani w historii ludzkości. Tutaj tkwi źródło męstwa pomagające przezwyciężać lęk i przeciwstawiać się doczesnej potędze, a nawet ją pokonać.

Karmelitański wymiar bogatej, wielowarstwowej duszy Jana Pawła II pogłębiało coś, co można nazwać maryjnym wymiarem jego życia wewnętrznego: owa głęboka część jego osobowości ukształtowana przez postrzeganie siebie jako duchowego syna Maryi Dziewicy, której opiece zawierzył całe swoje życie i pontyfikat. Dobrze wiadomo, jak wielką czcią Polacy otaczają Maryję Dziewicę ucieleśnioną w wizerunku Czarnej Madonny z Częstochowy. Ten maryjny wymiar duszy Wojtyły nie był jednak po prostu emanacją tradycyjnej, emocjonalnie żywej formy polskiej pobożności. Podczas II wojny światowej, pod wpływem świeckiego mistyka Jana Tyranowskiego i pism teologicznych św. Ludwika Grigniona de Montforta, młody Karol Wojtyła zrozumiał, że prawdziwa chrześcijańska pobożność maryjna jest chrystocentryczna i trynitarna - w historii zbawienia Maryja nie jest jakimś niezależnym "pierwiastkiem" żeńskim, lecz pierwszym świadkiem Chrystusa, swojego Syna. "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie", poucza sługi na uczcie weselnej w Kanie Galilejskiej w drugim rozdziale Ewangelii według Jana. Maryja zawsze wskazuje na swojego syna, a ponieważ Jezus jest zarówno synem Maryi, jak i Synem Bożym, tym gestem wskazuje nam na wielką tajemnicę Trójcy Świętej - Boga, który jest jednocześnie Ojcem, Synem i Duchem Świętym.

Podczas swojego pontyfikatu Jan Paweł II obficie czerpał z maryjnego wymiaru swojej duszy, pogłębiając tradycyjną katolicką pobożność maryjną, nieustannie wskazując na Maryję jako wzór całego chrześcijańskiego uczniostwa. Wypowiedziane przez Maryję "tak" na anielską propozycję, by została matką Boga (Łk 1,38), nadaje ton jej życiu; milczące "tak" Maryi u stóp krzyża, uchwycone tak przejmująco przez Michała Anioła w postaci Piety, potwierdza, że poddanie się woli Bożej nawet w najgłębszym cierpieniu ostatecznie przynosi wyzwolenie.

Tu także - podobnie jak w swojej zorientowanej na krzyż karmelitańskiej duszy - Jan Paweł II rzucał głębokie wyzwanie późnonowoczesnym i postmodernistycznym stwierdzeniom, jakoby skrajna autonomia osobista była najlepszą drogą do szczęścia i pełni człowieczeństwa.

Lecz istniał też dramatyczny wymiar duszy Karola Wojtyły. Gdy był młodym człowiekiem, mającym "obsesję" (jak sam to kiedyś określił) na punkcie teatru, nabył umiejętności, które bardzo mu się przydały jako osobie publicznej - późniejszemu arcybiskupowi krakowskiemu i papieżowi. Co jednak ważniejsze, doświadczenia wyniesione z teatru, zarówno jako aktora, jak i dramaturga, ukształtowały duszę o charakterystycznym spojrzeniu na kondycję człowieka. Zrozumiał, że każdy z nas doświadcza dramatu, ponieważ każdy dzień przeżywamy rozdarci pomiędzy osobą, którą jesteśmy, a tą, którą chcielibyśmy być. Gdy sobie to uświadomimy, pojmiemy, że życie nigdy nie jest nudne ani monotonne - przeniknięte pragnieniem zamknięcia rozziewu pomiędzy tym, kim teraz jesteśmy, a tym, do czego dążymy, jest ono z natury rzeczy pełne dramatyzmu, przygód i dynamizmu. To, co niekiedy nazywamy "dramatem człowieka", to nie tylko opowieść o wielkich postaciach, zaludniających karty książek historycznych. "Dramat człowieka" to w rzeczywistości duchowe i moralne życie każdej istoty ludzkiej. Papież Jan Paweł II podkreślał, że zadaniem Kościoła i jego duszpasterzy jest towarzyszyć mężczyznom i kobietom w dramacie ich życia, zgłębiać wyjątkowo dramatyczne okoliczności ich losów, proponując miłosierdzie i przebaczenie Chrystusa, gdy sprawy przybiorą zły obrót.

To przekonanie, że całe życie ma strukturę dramatu, a ostatecznym architektem dramatu człowieka jest nikt inny jak Bóg, pomaga wyjaśnić niewytłumaczalny w inny sposób magnetyzm, z jakim Jan Paweł II przyciągał do siebie młodych ludzi na całym świecie. W kulturze, w której schlebianie młodym było na porządku dziennym, Jan Paweł II nie schlebiał, lecz rzucał wyzwanie. Ale ponieważ dawał również jasno do zrozumienia, że on również żył w owym dramatycznym "rozdarciu", które jest udziałem każdego człowieka, jego wyzwanie brzmiało autentycznie. Nie prosił młodych ludzi o przyjęcie jakiegokolwiek wyzwania, którego on nie przyjął, o podjęcie jakiegokolwiek ryzyka, którego on nie podjął, ani o dźwiganie jakiegokolwiek ciężaru, którego on nie dźwigał. Apelował do nich, aby odważnie kierowali się instynktem heroizmu i szlachetności według prawa przysługującego im z tytułu urodzenia nawet w świecie pełnym grzechu i zła. W jego wypowiedziach wielokrotnie powracał ten sam wątek: Nigdy, przenigdy nie zadowalajcie się niczym pośledniejszym niż duchowa i moralna wielkość, którą łaska Boża czyni możliwą w waszym życiu. A kiedy poniesiecie porażkę - jak my wszyscy - nie obniżajcie poprzeczki. Wstańcie, szukajcie przebaczenia, pojednajcie się z Bogiem i ludźmi, a następnie kontynuujcie tę wielką, dramatyczną przygodę "życia w rozdarciu". Żyjcie w tych kategoriach, proponował, a nigdy, przenigdy życie nie przestanie was fascynować bez względu na piętrzące się trudności.

Zwracano już uwagę na kapłańską duszę Jana Pawła II i jego rozumienie posługi kapłańskiej jako objaśniającego, wymagającego i obdarzającego łaską towarzyszenia innym w dramacie życia. W Karolu Wojtyle było jednak również coś, co można trafnie określić jako "świecką" duszę. Był pierwszym papieżem od stuleci, który aż po wczesną dorosłość pragnął pozostać świeckim katolikiem. Dwadzieścia lat, zanim Sobór Watykański II zdefiniował "powszechne powołanie do świętości" w Kościele, Wojtyła wiedział już (przede wszystkim dzięki ojcu, który wywarł dominujący wpływ na jego młode życie), że świętość nie jest wyłącznie domeną murów świątynnych. Przez chrzest każdy chrześcijanin jest powołany do świętości, której należy szukać i żyć nią w świecie, a nie w kościelnym bunkrze. Jak widać, dla Jana Pawła II katolicyzm nie był wyborem stylu życia ani rekreacyjnym hobby, któremu można się oddawać przez godzinę co niedziela, a następnie odłożyć na bok i powrócić do "realnego świata". Przeciwnie, wiara katolicka obejmuje i rozświetla całe życie, a osoba wierząca powinna uświęcać katolickim życiem i przejawiającą się w nim łaską Bożą wszystko, co czyni (czy to w rodzinie, w miejscu pracy, jako konsument, czy jako obywatel). Tak więc Jan Paweł II, który kochał dar swojego kapłaństwa i obudził powołanie do niego u dziesiątek tysięcy młodych mężczyzn, był jednocześnie najmniej klerykalnym spośród dostojników kościelnych, ponieważ rozumiał swoje posłannictwo jako służbę świętości, szczęściu i ostatecznie błogosławieństwu innych.

I wreszcie istniało coś, co można by nazwać "humanistyczną" warstwą duszy Karola Wojtyły: głęboka część jego "wnętrza", którą ukształtowało doświadczenie tego, co uważał za wielki kryzys swoich czasów - kryzys samej idei osoby ludzkiej. To, że idee mają swoje konsekwencje, było dla Wojtyły czymś więcej niż filozoficznym frazesem - na własnej skórze przekonał się o prawdziwości tej maksymy zarówno podczas II wojny światowej, jak i w powojennej Polsce, gdzie władze komunistyczne tłumiły wszelkie przejawy swobód obywatelskich. Ale jeśli niegodziwe idee mogą mieć śmiercionośne następstwa, właściwa idea godności i wartości każdego ludzkiego życia - idea, którą antykomunistyczni dysydenci w latach 80. mieli nazwać "życiem w prawdzie" - może przynieść wyzwolenie: najpierw w indywidualnym wymiarze życia kształtowanego przez rozbudzone sumienie, a później w wielkich publicznych ruchach odnowy kulturowej, społecznej i politycznej.

Uważał, że żywotnym zadaniem Kościoła w późnonowoczesnym i ponowoczesnym świecie jest wyprowadzenie idei osoby ludzkiej z zastoju (a nawet gorzej), w który popadła. "Dwudziesty wiek" jako epoka historyczna, a nie miara kalendarzowa - czyli lata pomiędzy wybuchem I wojny światowej w 1914 roku a upadkiem komunizmu w Europie w latach 1989-1991 - rozdarł moralną tkankę ludzkości, pozostawiając głębokie blizny kulturowe i duchowe. W obliczu tej niezaprzeczalnej rzeczywistości zadaniem Kościoła było podkreślanie, zarówno w porę, jak i nie w porę, że możliwa jest inna droga, że ludzkość nie musi żyć w rozpaczy, nie musi nieustannie wpadać w tworzone przez samą siebie pułapki i ślepe zaułki; że typowe dla nowoczesności wysokie aspiracje do wolności i godności można zrealizować i szlachetnie przeżywać, jeśli tylko na nowo odkryje się Jezusa Chrystusa jako odpowiedź na pytanie stawiane przez życie każdego człowieka - jeśli mężczyźni i kobiety trzeciego tysiąclecia dostrzegą najgłębszą prawdę o swoim człowieczeństwie w obliczu ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Chrystusa. Ukazanie tego oblicza jest misją Kościoła i misją najbardziej widocznego świadka Kościoła - następcy św. Piotra jako biskupa Rzymu.

Kluczowym okresem w życiu Karola Wojtyły - okresem, w którym ta wielowarstwowa dusza zaczęła przybierać swoją dojrzałą postać - była II wojna światowa. Polskie doświadczenie tego cywilizacyjnego kataklizmu uderzało brutalnością. Warunki życia zarówno na tych terenach Polski, które zostały wcielone do III Rzeszy, jak i na tych, które znalazły się pod jej okupacją, przywodziły na myśl nieustanne, przytłaczające, ogniste ciśnienie, kojarzące się z tym, co dniem i nocą dzieje się pod powierzchnią Ziemi. Niewyobrażalne siły geologiczne, kotłujące się pod widocznymi warstwami naszej planety, co jakiś czas ujawniają się w gwałtowny i niszczycielski sposób: powodują trzęsienia ziemi, erupcje wulkanów i tsunami. Ale w tych samych warunkach powstaje coś jeszcze: diamenty, najtwardsza i najczystsza substancja znana nauce.

II wojna światowa - nieustanne upokorzenia, ciężka praca fizyczna, śmierć przyjaciół i krewnych, brutalizacja wszelkich aspektów życia - uczyniła z Karola Wojtyły kogoś na podobieństwo diamentu. I tak samo jak diamenty przecinają to, czego pozornie nie da się przeciąć, nie przestając przy tym odbijać światła i olśniewać, Wojtyła znalazł sposób przecięcia rzeczywistości politycznej, która wydawała się niemożliwa do przezwyciężenia, jednocześnie kierując światło ku najciemniejszym zakamarkom kondycji człowieka.

W chwili wyboru Jana Pawła II w 1978 roku doświadczeni analitycy spraw światowych (w tym grube ryby w watykańskim ministerstwie spraw zagranicznych) uznawali podział Europy, którego symbolem był mur berliński, za niezmienną cechę porządku międzynarodowego. Podobnie jak cały świat, Europa była podzielona na dwa przeciwstawne ideologicznie i wrogie obozy. W tych warunkach można było tylko próbować łagodzić napięcia w nadziei, że za kilkadziesiąt lat (a może dopiero za kilka stuleci) uda się osiągnąć jakąś zbieżność stanowisk. Tak po prostu było i tak miało być, a roztropni przywódcy dostosowywali się do zastanej rzeczywistości.

Jan Paweł II nie podzielał ich opinii. Nie zamierzał się poddawać tyranii istniejącego stanu rzeczy. Dzięki temu rozpalił rewolucję sumień w całej Europie Środkowej i Wschodniej, która ostatecznie starła w proch na pozór niezniszczalny mur berliński. Historycy zimnej wojny uznali kluczowy wkład Jana Pawła II w upadek komunizmu w Europie, lecz nie tylko tak zademonstrował on inspirowaną wiarą zdolność do zmiany biegu historii w nieoczekiwanym, ale lepszym kierunku. Tego samego dokonał dla swojego Kościoła.

W październiku 1978 roku katolicyzmem wstrząsała druga dekada wewnętrznych sporów o właściwe zrozumienie dokonań Soboru Watykańskiego II, który obradował w latach 1962-1965. Nadając jego postanowieniom autorytatywną interpretację w ciągu dwudziestu sześciu i pół roku pontyfikatu, Jan Paweł II (który jako młody biskup odegrał ważną rolę w jego pracach) zainspirował żywe części Kościoła katolickiego pod koniec XX i na początku XXI wieku do ponownego podjęcia misji przewidzianej dla niego przez papieża Jana XXIII, gdy zwoływał Sobór Watykański II: misji nawracania świata oraz położenia solidniejszych duchowych i moralnych fundamentów pod wielkie dążenie ludzi do wolności. Interpretację soboru przedstawioną przez Jana Pawła II w jego magisterium - obszernym zbiorze, obejmującym encykliki, listy apostolskie, adhortacje i inne pisma - kwestionowano za jego życia i kwestionuje się po jego śmierci. To, czego nie można jednak zakwestionować, to fakt, że żywe, dynamiczne, prężne ewangelicznie i konsekwentne kulturowo części Kościoła katolickiego u progu XXI wieku to te, które przyjęły proponowaną przez niego interpretację celów i nauk Soboru Watykańskiego II, podczas gdy te, które przeciwstawiały się mu za jego życia i przeciwstawiają się do dziś, chylą się ku upadkowi.

Jeżeli pierwsza odsłona dramatu - epickiego pontyfikatu Jana Pawła II - osiągnęła swój punkt kulminacyjny w kluczowej roli, jaką odegrał w wydarzeniach nazywanych obecnie przez historyków rewolucją 1989 roku w Europie Środkowej i Wschodniej, to jego druga odsłona skupiła się na tym, co papież określił mianem "nowej ewangelizacji": rewolucyjnej transformacji katolicyzmu instytucjonalnego w Kościół misyjny i ewangelizujący.

Jan Paweł II podkreślał, że w trzecim tysiącleciu Kościół katolicki musi ponownie stać się inicjatywą misyjną, jaką był w chwili swego powstania. Z tego punktu widzenia najbardziej wnikliwa opinia, jaką kiedykolwiek sformułowano na temat Karola Wojtyły, wyszła spod pióra francuskiego dziennikarza André Frossarda. Słysząc, jak nowo wybrany papież podczas mszy inauguracyjnej 22 października 1978 roku wygłasza poruszające kazanie, w którym wzywa Kościół do nowego heroizmu i zaprasza świat, by otworzył drzwi Chrystusowi, i wyczuwając ewangeliczną energię, którą Jan Paweł II rozpala w ogromnym tłumie zgromadzonym na placu Świętego Piotra, Frossard napisał w korespondencji do swojej paryskiej gazety: "To nie jest papież z Polski, to jest papież z Galilei!"

Jan Paweł II uważał, że każde pokolenie chrześcijan otrzymuje to samo Wielkie Wezwanie, które Chrystus przekazał swoim pierwszym uczniom: "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody" (Mt 28,19). Proponując wszystkim narodom przyjaźń z Jezusem Chrystusem i włączenie do wspólnoty przyjaciół Chrystusa, jaką jest Kościół, katolicyzm XXI wieku oferował światu drogę wyjścia z kulturowych i politycznych ślepych zaułków, które uczyniły z XX wieku największą rzeźnię w historii ludzkości. To właśnie pod przywództwem Jana Pawła II Kościół katolicki opracował doktrynę społeczną - sposób myślenia o późnonowoczesnym i ponowoczesnym życiu kulturowym, społecznym, politycznym i gospodarczym, stanowiący antidotum na dwa poważne zagrożenia, jakie zdominowały pierwsze dekady trzeciego tysiąclecia: pokusę pielęgnowania egocentryzmu i radykalnej osobistej autonomii bez ponoszenia konsekwencji oraz związaną z nimi pokusę poszukiwania odpowiedzi na wrodzoną ludziom tęsknotę za wspólnotą i solidarnością w nowych formach autorytaryzmu.

Karol Wojtyła wniósł do papiestwa wyjątkowy amalgamat osobistych darów i talentów, oszlifowanych przez dziesięciolecia pracy intelektualnej i duszpasterskiej. Dzięki niezachwianej wierze w Boga, która nadała kierunek jego życiu, wykorzystał te umiejętności do odnowienia samozrozumienia Kościoła katolickiego, uczynił z niego główną siłę sprawczą w wielu miejscach świata, wytyczając ewangeliczny kierunek katolickiego życia i misji w trzecim tysiącleciu istnienia chrześcijaństwa. Wszystko to przyjmujemy z wdzięcznością. Jednak nie zrozumiemy Jana Pawła II "od wewnątrz", jeśli nie uznamy, że ten najbardziej wpływowy papież od stuleci był przede wszystkim radykalnie nawróconym uczniem Chrystusa. Wszystko w jego dojrzałym życiu i pontyfikacie właśnie tam miało swoje korzenie.

To także było najgłębszym źródłem jego zdolności inspirowania innych do życia w heroicznej cnocie i naśladowania Jezusa Chrystusa - a tym samym do nadawania historii bardziej ludzkiego wymiaru.

George Weigel

12 kwietnia 2023

Prolog. Uczeń

Skradając się cicho ulicami zaciemnionego Krakowa, widzowie i aktorzy, którzy będą dla nich grać, przybywali do mieszkania w dzielnicy Dębniki przez zamarzniętą Wisłę od strony Wawelu. Był to tysiąc sto osiemdziesiąty pierwszy wieczór długiej, ciemnej nocy w polskiej duszy, oni zaś bardzo starannie unikali uzbrojonych patroli, pilnujących okupacyjnej hitlerowskiej godziny policyjnej. To bowiem, co czynili, było aktem oporu, który, gdyby został wytropiony, spowodowałby zesłanie wszystkich zainteresowanych do obozu zagłady. Tego szczególnego wieczoru, 28 listopada 1942 roku, Teatr Rapsodyczny - awangardowa trupa oddana "teatrowi żywego słowa", bez rekwizytów czy wyszukanych kostiumów - wystawiał adaptację epickiego poematu Adama Mickiewicza, Pana Tadeusza, klasycznego utworu polskiej tradycji romantycznej.

Story w mieszkaniu były spuszczone, światło przyćmione; podziemny akt kulturalnego oporu rozpoczął się. Nie obył się on bez zakłóceń. Podczas przedstawienia z megafonów na ulicy rozległy się głośno wykrzykiwane nowiny o następnym sukcesie niezwyciężonego Wehrmachtu. Niektórym spośród słuchaczy ta zgrzytliwa, nachalna propaganda, przerywająca krótkie wytchnienie pośród grozy życia w okupowanej Polsce, zdała się trafną metaforą beznadziejności ich położenia.

Przemawiający w tym momencie dwudziestodwuletni aktor, student tajnego seminarium, Karol Wojtyła, nie zwrócił uwagi na hałas na zewnątrz. Niewzruszony, kontynuował swoją recytację, jak gdyby przykre zakłócenia ze strony zwierzchności i potęg tej epoki nie istniały...

Niecałe trzydzieści siedem lat później, 2 czerwca 1979 roku, Karol Wojtyła zwracał się do innego audytorium: największego zgromadzenia w dotychczasowej historii Polski. Dawny aktor nie przemawiał już w zaciemnionym mieszkaniu. Mówił to, co miał do powiedzenia, wobec miliona swoich rodaków, zebranych na wielkim placu Zwycięstwa w Warszawie i wokół niego. Jednakże pod pewnym względem rzeczy miały się zadziwiająco podobnie. Raz jeszcze Karol Wojtyła, teraz papież Jan Paweł II, stawał wobec brutalnych usiłowań zgniecenia ludzkiej wolności: przez komunizm, który zastąpił nazizm w charakterze uzurpatora tłumiącego polskie prawo do wolności. Raz jeszcze czynił tak nie za pomocą tego, co świat nazwałby "siłą", ale tego, co uważał za prawdę mogącą wyzwolić jego naród w najgłębszym sensie słowa "wolność": prawdę o godności, powołaniu i przeznaczeniu ludzkich istot, objawioną, jak wierzył, w Jezusie Chrystusie.

I raz jeszcze przerwano jego przemówienie, tym razem był to już nie chrypliwy dźwięk megafonów nazistowskich, lecz spontaniczny, rytmiczny śpiew ludu - "My chcemy Boga! My chcemy Boga!..."

DRAMAT ŻYCIA

Sam dramat życia Karola Wojtyły mógłby stanowić wyzwanie dla obdarzonego najbujniejszą wyobraźnią scenarzysty.

Niewiele miesięcy po tym, gdy kraj odzyskuje niepodległość po ponad stuletnich zaborach, w małym, prowincjonalnym mieście w polskiej rodzinie przychodzi na świat syn. Jego matka umiera, zanim kończy on dziesięć lat. Wychowywany przez ojca, pobożnego oficera na emeryturze i dżentelmena starej daty, młodzieniec jest najlepszym uczniem w mieście, zapalonym sportowcem i aktorem amatorem. Jednym z jego najbliższych przyjaciół jest syn zwierzchnika lokalnej gminy żydowskiej.

Przeniósłszy się ze swoim ojcem-emerytem do Krakowa, wstępuje na stary Uniwersytet Jagielloński, ale jego obiecującą karierę akademicką i teatralną przerywa wybuch drugiej wojny światowej. Podczas okupacji jest pracownikiem fizycznym, robotnikiem w kamieniołomie, pracuje przy wysadzaniu skał, wędrując do pracy mroźną zimą odziany jedynie w drelich i drewniane chodaki. Rzucając wyzwanie bezwzględności hitlerowskich okupantów swojego kraju, włącza się w podziemny kulturalny ruch oporu i pomaga stworzyć tajny teatr. Kiedy księża z miejscowej parafii zostają zesłani do Dachau, stawia pierwsze kroki w dziedzinie klasycznej duchowości pod opieką świeckiego mistyka, który organizuje młodych ludzi w kołach "żywego różańca".

Jego ojciec umiera i wewnętrzne rozterki młodego człowieka na temat własnego powołania nasilają się. Czy jego przeznaczeniem jest scena, czy ołtarz? Ostatecznie Wojtyła wstępuje do podziemnego seminarium, prowadzonego przez bohaterskiego arcybiskupa Krakowa, arystokratę, który, kiedy Hans Frank, pyszny nazistowski generalny gubernator, dopomina się o zaproszenie na obiad w biskupiej rezydencji, serwuje mu narodową dietę złożoną z czerstwego chleba i erzacu kawy. Studiując ukradkiem filozofię i teologię w fabryce chemicznej, w której nadal pracuje, seminarzysta żyje z dnia na dzień w świecie, gdzie wczorajszy kolega i współministrant staje się jutrzejszym męczennikiem, ofiarą plutonu egzekucyjnego.

Po stłumieniu powstania warszawskiego naziści usiłują zapobiec podobnemu wybuchowi otwartego oporu w Krakowie przez aresztowanie wszystkich młodych mężczyzn. Nasz bohater wymyka się gestapowskiej łapance, przemierza miasto i wkracza do rezydencji biskupiej, gdzie tajne seminarium zostaje przekształcone w podziemne seminarium stacjonarne. Po "wyzwoleniu" kraju przez Armię Czerwoną zostaje wyświęcony na księdza i wysłany do Rzymu na wyższe studia teologiczne. Wróciwszy do domu, po uprzednim przyjrzeniu się księżom-robotnikom we Francji i Belgii, rozpoczyna duszpasterzowanie studentom, co pociąga za sobą nowy styl sprawowania liturgii, intensywne rozmowy, tysiące godzin w konfesjonale i stanowcze zerwanie z typowym wzorcem stosunków między polskimi księżmi a ich ludem.

Uzyskawszy habilitację, zostaje zatrudniony na wydziale jedynego katolickiego uniwersytetu za żelazną kurtyną i dojeżdża na swoje wykłady nocnym pociągiem. Sale podczas jego wykładów szczelnie wypełnia tłum słuchaczy. Jego pierwsza książka o etyce życia małżeńskiego wywołuje zdumienie niejednego przedstawiciela kleru przez to, że wysławia ludzką seksualność jako dar Boga dla uświęcenia męża i żony. Konsekrowany na biskupa w wieku trzydziestu ośmiu lat, zostaje wybrany na administratora archidiecezji krakowskiej, kiedy umiera jej ordynariusz, a rząd i Kościół znajdują się w impasie co do nowego mianowania. Uczestnicząc we wszystkich czterech sesjach II Soboru Watykańskiego od roku 1962 do 1965, staje się liderem w wypracowywaniu nowego katolickiego otwarcia na świat współczesny i ostoją w wielkim soborowym zmaganiu o zdefiniowanie wolności religijnej jako podstawowego prawa człowieka.

Mianowany arcybiskupem krakowskim przy entuzjastycznym poparciu rządu komunistycznego, wywołuje konsternację wśród sekretarzy, którzy zalecali jego nominację, stając się nieugiętym, doświadczonym obrońcą religijnych i obywatelskich praw swojego narodu. Arcybiskup, mianowany kardynałem w wieku czterdziestu siedmiu lat, prowadzący jedną z najszerszych akcji wcielania II Soboru Watykańskiego w życie, odmawia zachowywania się w sposób, w jaki według powszechnego mniemania powinien zachowywać się duchowny na takim stanowisku: jeździ na nartach, spędza wakacje ze świeckimi, pływa kajakiem. Pozostaje także czynnym intelektualistą, prowadząc w swojej rezydencji seminaria doktoranckie i wygłaszając naukowe odczyty na międzynarodowych konferencjach.

W wieku lat pięćdziesięciu ośmiu zostaje wybrany dwieście sześćdziesiątym czwartym biskupem Rzymu, pierwszym niewłoskim papieżem od czterystu pięćdziesięciu pięciu lat i pierwszym papieżem słowiańskim. Szef KGB Jurij Andropow ostrzega sowieckie Politbiuro przed niebezpieczeństwem, a jego opinia zostaje potwierdzona, kiedy polski Papież powraca do ojczyzny w roku 1979 i wywołuje rewolucję świadomości, która ostatecznie bez użycia przemocy powoduje upadek imperium sowieckiego w Europie Środkowo-Wschodniej . Słowiański Papież w sposób dramatyczny tchnął nowe życie w tę najstarszą instytucję świata, papiestwo, przez swoje pasterskie pielgrzymowanie do każdego zakątka globu, przez intensywny użytek czyniony z wszelkich nowoczesnych środków komunikacji oraz niekończący się strumień dokumentów Magisterium, które dotykają naprawdę każdego aspektu życia katolickiego oraz najbardziej kluczowych problemów świata.

Udaje mu się przeżyć zamach na jego życie, określa na nowo stosunek Kościoła katolickiego do judaizmu, zaprasza prawosławnych i protestantów, aby pomogli mu obmyślić taki model papiestwa, który mógłby służyć potrzebom wszystkich chrześcijan, przemawia do muzułmańskich nastolatków na zatłoczonym stadionie w Casablance i opisuje małżeńską intymność jako ikonę wewnętrznego życia trójjedynego Boga. Po całej serii zdrowotnych kłopotów światowe media obwieszczają, iż jest osobą umierającą, choć heroiczną. W ciągu następnych sześciu miesięcy wydaje międzynarodowy bestseller, przetłumaczony na czterdzieści języków, gromadzi największy w ludzkiej historii tłum na najmniej chrześcijańskim kontynencie świata, zachęca Kościół do oczyszczenia swojej świadomości u progu nowego tysiąclecia i niemal w pojedynkę zmienia bieg wielkiego międzynarodowego spotkania dotyczącego zagadnień demograficznych. Zwracając się w roku 1995 do Narodów Zjednoczonych, broni uniwersalności praw człowieka i określa sam siebie jako "świadka nadziei" u kresu stulecia bezprecedensowych nikczemności. W dwa dni później ów biskup Rzymu, którego nic nie może powstrzymać, udatnie imituje Jacka Benny'ego podczas mszy świętej w Central Parku, a cyniczna nowojorska prasa przyjmuje to z zachwytem.

Historia ta jako fikcja byłaby czymś nazbyt sensacyjnym dla każdego, z wyjątkiem tych o najbardziej wyrafinowanym guście. Co zatem mamy począć z taką historią jako faktem? I jak możemy pojąć tego z gruntu współczesnego człowieka, który podkreśla, że "w planach Opatrzności nie ma czystego przypadku"?

PARADOKS

Pontyfikat papieża Jana Pawła II jest jednym z najważniejszych w ciągu wieków i dla Kościoła, i dla świata. Niektórzy chcieliby kwestionować to, że Jan Paweł II jest najbardziej konsekwentnym papieżem od czasu reformacji i kontrreformacji w XVI wieku. Tak jak ten okres zdefiniował stosunek Kościoła katolickiego do wyłaniającego się świata nowożytnego, tak II Sobór Watykański i pontyfikat Jana Pawła II stanowią kamienie milowe, które najprawdopodobniej określą bieg światowego katolicyzmu daleko poza "współczesność", w głąb trzeciego tysiąclecia historii chrześcijańskiej.

Jan Paweł II jest także niezaprzeczalnie najbardziej widocznym papieżem w dziejach. W istocie można udowodnić, że jest on najbardziej widocznym człowiekiem w historii. Niemal na pewno był widziany na żywo przez większą liczbę ludzi niż jakikolwiek kiedykolwiek żyjący człowiek. Jeżeli do tego dodamy zwielokrotniony wpływ telewizji, zasięg, w jakim dociera on do licznych światów wewnątrz ludzkiego świata, jest niemal nie do ogarnięcia.

Tkwi w tym jednak pewien paradoks: ten najbardziej widoczny z ludzi może także być najmniej rozumianą wybitną postacią XX wieku. Opinie o tym człowieku i jego dokonaniach są, mówiąc oględnie, sprzeczne.

Dla dziesiątków milionów ludzi, z których wielu nie jest rzymskimi katolikami, jest on znaczącą postacią naszych czasów, obrońcą i głównym wcieleniem moralnej siły, wiodącej ludzkość bezpiecznie poprzez to najkrwawsze ze stuleci. W tej perspektywie Jan Paweł II jest paladynem, bohaterem sprawy ludzkiej wolności. Według innych, nie wyłączając wielu w jego własnym Kościele, Jan Paweł II jest nieustępliwie autorytarny, nieczuły na aspiracje tych, których - jak sądzi - prowadzi i ośmiela się pouczać, i cofa katolicyzm do okresu, który Kościół rzekomo pozostawił za sobą wraz z II Soborem Watykańskim. Jeszcze inni, wewnątrz Kościoła i poza nim, podziwiają jego obronę praw człowieka, wyciągnięcie ręki do judaizmu i oddanie sprawie pokoju, równocześnie bolejąc nad jego teologią i osądami moralnymi.

"Time" ogłosił go człowiekiem roku 1994. Michaił Gorbaczow, po którym można by się spodziewać niezbyt życzliwego spojrzenia na Papieża, oświadczył, że Jan Paweł II był postacią niezbędną w pokojowym zakończeniu zimnej wojny. Fidel Castro prywatnie zauważył, że jego pierwsze spotkanie z Janem Pawłem II było jak spotkanie z członkiem rodziny. Ci, którzy pracują z nim na co dzień - nawet ci, którzy nie zgadzają się z pewnymi jego decyzjami czy metodą kierowania Kościołem - jednogłośnie świadczą o jego osobistej świętości, dobroci i, zdawałoby się, nieograniczonej zdolności słuchania.

Mimo to doświadczeni dziennikarze i wybitni historycy krytykują go bez litości. Jeden z tych ostatnich, który przyznał, że codziennie modli się o dymisję Papieża, oskarżył go o spiskowanie na osi Rzym-Rijad i bezbożny katolicko-islamski "sojusz na rzecz unieważnienia Oświecenia" w celu prowadzenia wspólnego dżihadu, "ostatecznej wojny przeciwko bezbożnym"1. Pewien biograf Papieża pisał, że Jan Paweł II z wiekiem "wykazuje coraz bardziej emocjonalny stosunek do prezentowanych przez siebie wizji toczonego różnorodnymi chorobami świata", jest gniewnym starcem, niezdolnym zrozumieć świat, który sam pomagał stworzyć2. Inna para biografów twierdzi, że Papież "otacza świat drutem kolczastym"3. Jeszcze inny dziennikarz weteran przyznaje: choć "moja wiara w Boga pozostaje nietknięta (...), to moje posłuszeństwo Kościołowi zostaje zawieszone, kiedy przyglądam się temu krótkiemu polskiemu interludium w jego długiej historii"4. Londyński "Independent", który w roku 1995 w redakcyjnej wypowiedzi ogłosił, że Jan Paweł II pozostał jedynym globalnym przywódcą na świecie, osiemnaście miesięcy wcześniej obciążał jego pontyfikat tym, że "charakteryzuje go nietolerancja... i autorytarny charakter, co odrywa go od wielu zachodnich katolików"5. Idiotyczne pogłoski o rzekomych zamiarach Jana Pawła II (na przykład o jego domniemanych planach ogłoszenia nowego dogmatu, zgodnie z którym Panna Maryja miałaby być obecna w konsekrowanym chlebie i winie) przekazywały bez żenady źródła, które same siebie uważają za renomowane czasopisma (w tym szczególnym wypadku - londyński "Sunday Times").

Dlaczego ta najbardziej widoczna z publicznych postaci nigdy nie została jednoznacznie przedstawiona? Dlaczego opinie o jej dokonaniach tak się niesamowicie różnią?

Różne przyczyny odgrywają tu rolę, jakkolwiek dotykają one jedynie powierzchni problemu.

Najpierw, Jan Paweł II zawsze był człowiekiem o głęboko zakorzenionym poczuciu prywatności i dopiero ostatnio zaczął odsłaniać niektóre aspekty swojego wcześniejszego życia i rozwoju w opublikowanych refleksjach autobiograficznych6. Innym powodem tej powściągliwości jest jego mistyka. Podobnie jak inni mistycy, uznałby on za niemożliwe opisanie swoich najgłębszych doświadczeń religijnych, które czynią z niego takiego człowieka, jakim jest. Ci, którzy słyszeli, jak Jan Paweł II wzdycha w czasie modlitwy przed poranną mszą w swojej prywatnej kaplicy, wiedzą, że w życiu Karola Wojtyły istnieje wymiar, w którym jego jedynym towarzyszem i rozmówcą jest Bóg, w absolutnie bezsłownej rozmowie.

Polskość Jana Pawła II stanowi barierę dla rozumienia go przez Zachód. Polaków można podziwiać za ich romantyczne bohaterstwo. Ale głęboko zakorzenione uprzedzenie, nakładające się na historyczną i geograficzną ignorancję, sprawia, że wielu zachodnich intelektualistów i pisarzy z trudem może wyobrazić sobie Polaków w pierwszym szeregu światowego życia intelektualnego i kulturalnego. W istocie sam termin "polski intelektualista" zbyt wielu na Zachodzie uderza jako oksymoron. To, co zrazu było zaletą - Jan Paweł II, papież ze słowiańskich kresów, bezdyskusyjnie romantyczna postać - dość szybko stało się powodem faktycznych oskarżeń. Jak ten Polak, Słowianin, ten człowiek z kraju, który wypadł z historii, może zrozumieć wolność, najwyższą aspirację współczesności?

Zrozumienie Jana Pawła II utrudniały także tradycje dyskrecji i zwyczajowa podejrzliwość, jakie charakteryzują stosunki między wieloma z tych, którzy pracują w Watykanie, a tymi, którzy analizują jego działalność. Nawyk ostrożności, zakorzeniony u wielu urzędników Stolicy Świętej, nie jest pozbawiony podstaw. Żyjąc w kulturowym środowisku, w którym szacunek dla dziennikarskiej dokładności jest często w pogardzie, ludzie Watykanu nauczyli się, być może aż nazbyt dobrze, że milczenie jest często bezpieczniejsze niż usiłowanie przekazania jakiegoś punktu widzenia. Rezultat jest taki, że o ile public relations Stolicy Świętej znacznie się poprawiły za pontyfikatu Jana Pawła II, o tyle pozostają wciąż poniżej większości współczesnych standardów. Połączmy robocze założenie współczesnego dziennikarza, że wszystkie publiczne osobistości mają na sumieniu jakąś winę, chyba iż udowodni się, że jest inaczej, oraz zwyczajową watykańską ostrożność, a niechybnie w rezultacie otrzymamy reportaż najczęściej zaczynający się od przypuszczenia o obłudzie urzędników watykańskich. Chociaż Jan Paweł II w bezprecedensowy sposób osobiście wyciągnął rękę do światowych mediów, to sam jest regularnie wciągany w wir tego nieszczęśliwego splotu relacji. Ale kiedy sięgniemy głębiej pod powierzchnię, jaśniejsze stają się bardziej interesujące przyczyny sprzecznych opinii o Janie Pawle II, człowieku i papieżu. Jan Paweł II często postrzegany jest we wzajemnie przeciwstawnych kategoriach, ponieważ w istocie jest on znakiem sprzeciwu. Jego życie, przekonania i nauczanie rzucają wyraźne wyzwanie jego czasom, z którymi pod tyloma innymi względami wydaje się on tak dobrze współbrzmieć.

*W obliczu współczesności, zdominowanej przez zasadę przyjemności i osobistą samowolę, on podkreśla, że cierpienie może być odkupieńcze i że obowiązek stanowi rdzeń religii biblijnej.

*W środowisku intelektualnym, w którym zaprzecza się zdolności człowieka do poznawania czegokolwiek w sposób pewny, on uczy, że uniwersalne prawdy istnieją, że możemy je poznać, a wraz z poznaniem ich nakładane są na nas pewne moralne obowiązki.

*W epoce, gdy "osobowość" uważana jest za nieskończenie plastyczną i gdy "ludzką naturę" (jeśli w ogóle uznaje się jej istnienie) postrzega się jako kulturowy konstrukt, on broni idei uniwersalnej natury ludzkiej i kładzie nacisk na fakt, że kondycja ludzka jest czymś danym.

*W kulturze, w której szczęście utożsamia się z talentem i uznaniem dla niego, on uczy, że szczęście znajduje się w posłusznym poddaniu talentu i woli transcendentnej prawdzie i miłości.

*Na przekór pokusie, aby użyteczność uważać za jedyne kryterium miary czyjejś wartości, on kładzie nacisk na to, że każdy człowiek posiada wrodzoną i niezbywalną godność i wartość.

*W momencie historycznym, który sławi pogoń za własną korzyścią, on uczy, byśmy wielbili Boga i dążyli do świętości nie dlatego, że jest to "dobre dla nas", ale dlatego, że to właśnie należy czynić.

*W świecie, który pojmuje historię jako wytwór bezosobowych sił ekonomicznych i politycznych, on broni pierwszeństwa kultury i przekształcającej świat potęgi ludzkiego ducha.

To, że Jan Paweł II jest w łonie współczesnego świata znakiem sprzeciwu, nie ulega wątpliwości. Ale to, że uważa się go za papieża występującego przeciwko współczesności i jej aspiracji do wolności, papieża "cofnięcia się" i "restauracji", to zupełnie inna sprawa. W istocie można wysunąć zupełnie odwrotny argument: że "sprzeciw", którego wcieleniem jest Jan Paweł II, pozostaje faktycznie w służbie ludzkiego szczęścia, co jest celem wolności.

Przedstawienie tego argumentu wymaga cofnięcia się o krok w stosunku do konwencjonalnej analizy i przyjrzenia się tej dobrze znanej postaci publicznej pod innym kątem - od wewnątrz przekonań i zaangażowań, które czynią go tym, kim jest.

ROZUMIENIE "OD WEWNĄTRZ"

W krótkim autorskim wprowadzeniu do swojego dramatu, Brat naszego Boga, Karol Wojtyła napisał o "paśmie dla historii niedostępnym", jakie stoi pomiędzy człowiekiem a naszymi próbami zrozumienia go7. "Historia", która nie potrafi dotrzeć do fundamentalnych prawd o człowieku, jest "historią" rozumianą jako dokumenty, statystyki i inne materiały współczesnego akademickiego rzemiosła historyka. Są one ważne. Mówią nam pewne rzeczy, czasem bardzo istotne. Nie mogą nam one jednak udzielić autorytatywnej odpowiedzi na pytania: "Kim on jest? Kim była ona?" Kiedyś, nawiązując do pewnych biograficznych prób i nacisku, jaki kładą one na jego rolę jako męża stanu, papież Jan Paweł II zauważył: "Usiłują zrozumieć mnie od zewnątrz. Ale mnie można zrozumieć tylko od wewnątrz"8.

Co to jest to "wewnątrz" i w jaki sposób można się do niego zbliżyć?

Pomocne może tu być rozpoczęcie od refleksji o Karolu Wojtyle jako człowieku, który dorósł bardzo szybko. Traumatyczne wydarzenia, które kształtowały jego wczesne życie, mogły doprowadzić go do wniosku, że egzystencja ludzka jest irracjonalna, a nawet absurdalna. Wojtyła doszedł do wniosku odmiennego. Już w wieku około dwudziestu lat, pod okupacją hitlerowską, doszedł stopniowo do przekonania, że kryzys współczesnego świata jest przede wszystkim kryzysem idei, kryzysem samej idei osoby ludzkiej. Historią kierują kultura i idee, które kształtują kultury. Idee mają konsekwencje. A jeśli idea osoby ludzkiej, jaka panuje w danej kulturze, jest błędna, może się zdarzyć jedno z dwojga. Albo kultura ta zrodzi destruktywne dążenia, albo stanie się niezdolna do urzeczywistnienia swoich najbardziej umiłowanych nadziei, nawet gdyby je wyrażała w najszlachetniejszych kategoriach humanistycznych.

Pierwsze intuicje Karola Wojtyły na temat korzeni kryzysu obecnej epoki zostały udoskonalone w sposób doświadczalny. Żaden papież w ciągu stuleci nie wniósł do swego urzędu tak szerokiego duszpasterskiego doświadczenia w dziedzinie realnych problemów zwykłych mężczyzn i kobiet. Przekonania swoje rozwinął także pod względem filozoficznym, jako że Wojtyła uczestniczył na katolickim uniwersytecie w Lublinie w śmiałym eksperymencie odtworzenia intelektualnych fundamentów współczesnej cywilizacji. Poprzez tysiące godzin w konfesjonale, setki seminariów, książek, lektur i artykułów oraz poprzez pontyfikat, nakierowany na każdą ważną dziedzinę ludzkich spraw, jego fundamentalne przekonanie pozostało niezmienne: potworności życia w XX wieku, czy to w postaci nazistowskiej, komunistycznej, rasistowskiej, nacjonalistycznej, czy utylitarystycznej, są produktami błędnych koncepcji osoby ludzkiej.

Czasy obecne szczycą się swoim humanizmem i głoszą wolność jako swoje najszlachetniejsze dążenie. Chociaż Karol Wojtyła podziela zarówno tę dumę, jak i to dążenie, jest przekonany, że ani współczesny humanizm, ani wolność, jakiej on poszukuje, nie mają solidnych podstaw. A pęknięcia w tych fundamentach nie tylko stanowią przedmiot zainteresowania filozofów; są sprawą życia i śmierci dla milionów. Albowiem humanizm, który nie potrafi adekwatnie wyjaśnić najdroższej dla siebie wartości - wolności, zaczyna pożerać sam siebie. Wolność degeneruje się w swawolę, grozi anarchią, a w obliczu tej anarchii wyzwalają się całe zastępy demonów, z których każdy obiecuje bezpieczeństwo pośród chaosu. Demonów takich jak wyższość rasy (Hitler), klasa (Marks), mesjańska pokusa utopijnej polityki (Lenin) - kolejnych krwawych rozdziałów, podczas gdy rachunek rzeźnika ciągle się wydłuża wskutek rosnących technologicznych osiągnięć ludzkości.

Wojtyła bardzo wcześnie zaczął rozmyślać nad pytaniem o poważnych konsekwencjach: W jaki sposób możemy realizować swoje człowieczeństwo w epoce, w której produkty naszej własnej twórczości zagrażają samej egzystencji tego "projektu", jakim jest człowiek? Gdy rozważał ten problem, rosły w nim pewne przekonania. Jednym z nich było to, że osoba ludzka jest istotą moralną jako taka: moralność nie jest kulturowo wytworzonym i historycznie uwarunkowanym uzupełnieniem tego, co zasadniczo jest nieistotne. Być człowiekiem oznacza bycie podmiotem moralności. To z kolei oznaczało, że żyjemy w ludzkim wszechświecie, którego sama struktura jest dramatyczna. A wielkim dramatem każdego życia jest walka o podporządkowanie "osoby-jaką-jestem" "osobie-jaką-powinienem-być". Ta walka oznacza stawienie czoła, a nie unikanie rzeczywistości zła. Zło w sposób oczywisty czyni się widocznym: w świecie - w tak jawnie współczesnych przedsięwzięciach jak Holocaust i Archipelag Gułag, w życiu codziennym - w ekonomicznym, politycznym czy seksualnym wykorzystywaniu jednego człowieka przez drugiego. Zło jednak nie ma ostatniego słowa, ponieważ w centrum ludzkiego dramatu stoi Chrystus, którego wkroczenie w ludzką kondycję i pokonanie śmierci oznacza, że nadzieja nie jest ani daremnym złudzeniem, ani defensywną fantazją skonstruowaną w obronie przed strachem w samym jądrze współczesnej ciemności.

Karol Wojtyła uwierzył, że nadzieja ześrodkowana na Chrystusie jest prawdą tego świata9.

UCZEŃ

Usiłować zrozumieć Karola Wojtyłę "od wewnątrz" oznacza również myślenie o nim w nieco innych kategoriach niż konwencjonalne "lewica/prawica", które kształtują obraz jego pontyfikatu w światowych mediach. Są to kategorie polityczne, datujące się od rewolucji francuskiej, które w znacznym stopniu zdominowały współczesną myśl. Chociaż wyjaśniają one niektóre aspekty różnych zagadnień politycznych, partii i tendencji ideologicznych, klasyfikacja na "lewicę" i "prawicę" jest beznadziejnie nieskuteczna, gdy usiłujemy przeniknąć "do wnętrza" Jana Pawła II, człowieka i papieża. W istocie Jan Paweł zdaje się rzucać wyzwanie regułom takiej klasyfikacji, zajmując rozmaite stanowiska w ramach konwencjonalnego spektrum. Tak więc często czytamy o nim jako "doktrynalnym konserwatyście" i "politycznym socjalliberale".

Jednakże nie ma dwóch Wojtyłów, "fundamentalistycznego" w kwestiach doktryny kościelnej i "społecznie postępowego" w sprawach politycznych i ekonomicznych. Jest tylko jeden Karol Wojtyła, chrześcijanin tak całkowicie przekonany o prawdzie, jaką niesie chrześcijaństwo, że przekonanie to ożywia dosłownie wszystko, co czyni. Według pewnej interpretacji głębia tego przekonania i jego osobliwość naznacza Jana Pawła II piętnem "sekciarskim". Jednakże Jan Paweł wierzy, że ten chrześcijański radykalizm zobowiązuje go do intensywnej rozmowy z niewierzącymi i z wierzącymi o odmiennych teologicznych i filozoficznych poglądach. Ta rozmowa prowadzi go do określenia zespołu naprawdę ponadkulturowych warunków moralnych koniecznych do praktykowania wolności. On sam tak to wyraził, przemawiając do przedstawicieli potęg światowych w Organizacji Narodów Zjednoczonych w roku 1995:

 

Jako chrześcijanin muszę też dać świadectwo, że fundamentem mojej nadziei i ufności jest Jezus Chrystus (...) [który] jest dla nas wcielonym Bogiem i wszedł w dzieje ludzkości. Właśnie dlatego chrześcijańska nadzieja wobec świata i jego przyszłości ogarnia każdego człowieka: nie ma nic autentycznie ludzkiego, co nie znajdowałoby oddźwięku w sercach chrześcijan. Wiara w Chrystusa nie skłania nas do nietolerancji, przeciwnie - każe nam prowadzić z innymi dialog oparty na szacunku. Miłość do Chrystusa nie odbiera nam zainteresowania innymi, ale raczej skłania nas, by troszczyć się o innych, nie wykluczając nikogo...10

 

Uniwersalność zainteresowań i trosk Karola Wojtyły stanowi zatem funkcję jego szczególnego, specyficznego zaangażowania chrześcijańskiego.

Ważne, by wyjaśnić tutaj znaczenie słowa "radykalny", ponieważ kiedy stosuje się je do Karola Wojtyły, nie oznacza ono "bardziej na lewo" (w konwencjonalnym spektrum prawica/lewica), lecz głębiej. Angielskie słowo "radykalny" (podobnie jak francuskie i hiszpańskie radical oraz włoskie radicale) pochodzi od łacińskiego radix, czyli "korzeń". Postrzeganie zatem Wojtyły jako "radykalnego chrześcijanina" oznacza pojmowanie jego radykalizmu jako przykładu tego, co amerykański filozof, Alfred North Whitehead, opisał kiedyś jako prostotę leżącą na przeciwległym krańcu złożoności. Wojtyła nigdy nie negował zawiłych niekiedy komplikacji człowieczej kondycji we współczesnym świecie. Tym, co go wyróżnia, jest to, że nigdy nie jest obezwładniony przez te komplikacje. Kiedy przeorywał się przez nie intelektualnie, dochodził do przekonania, że pewne rzeczy są po prostu prawdziwe.

Wyrażając to w bardziej biblijnych kategoriach, Karol Wojtyła wcześnie został pochwycony przez "bardziej doskonałą drogę", o jakiej św. Paweł mówił do Koryntian (1 Kor 12, 31): drogę miłości chrześcijańskiej, którą Apostoł opisywał jako największy z darów duchowych. A zostawszy przez nią pochwycony, Wojtyła oddał jej swoje życie. Pochwycenie przez "doskonalszą drogę" - a ostatecznie pochwycenie przez Chrystusa - stało się dla niego prawdą przekształcającą jego los. We wznoszenie się po tej drodze zaangażował własne życie. Od czasów seminaryjnych życie Karola Wojtyły było nieustannym spotykaniem się z tymi, którzy rozumieją "doskonalszą drogę", i tymi, którzy jej nie rozumieją, z tymi, których oddanie się "doskonalszej drodze" chciałby pomóc pogłębić, i z tymi, których chciałby na nią wprowadzić. Nic nie dzieje się w jego życiu poza prawdą o "doskonalszej drodze". Jego wiara nie jest jednym z aspektów jego osobowości czy jednym z wymiarów intelektu. Jego wiara jest Karolem Wojtyłą na najgłębszym poziomie jego bycia osobą. To głębokie zakorzenienie może być zdumiewające, nawet niepokojące, w świecie, w którym złożenie osobowości ze strzępów i kawałków przekonań - religia tu, polityka tam; moralność tu, estetyka tam - jest jednym ze znamion nowoczesności. Ale właśnie to zakorzenienie pozwoliło papieżowi Janowi Pawłowi II zawołać bez wahania czy obawy przed posądzeniem o hipokryzję: "Nie lękajcie się!". Jego życie wykuwane w ogniu wielkich politycznych i intelektualnych konfliktów XX wieku stanowi wcielenie tego wezwania, tak jak jego nauczanie jest objaśnianiem źródeł owej nieustraszoności, a jego służba publiczna działaniem przez nie implikowanym. Fundamentem, na którym wspiera to wezwanie, uniwersalne w intencji, jest przekonanie, że to Jezus Chrystus stanowi odpowiedź na pytanie, jakim jest każde ludzkie życie.

Jednym słowem: zrozumieć Karola Wojtyłę "od wewnątrz" znaczy zrozumieć go jako ucznia.

NIESPODZIANKI

Musimy teraz przyznać, że jest coś zdumiewającego w pojawieniu się Jana Pawła II, szczególnie przy końcu XX wieku. Był to wiek, który miał być świadkiem zaniku religii, w miarę jak dojrzewająca ludzkość, kierowana przez naukę, wyrastała z "potrzeby" takich psychologicznych podpórek jak wiara religijna. Tymczasem na przełomie tysiącleci publiczną osobistością budzącą największy szacunek, kimś o gorąco dyskutowanej, najbardziej spójnej i zrozumiałej wizji ludzkich możliwości w nadchodzącym świecie, jest człowiek, którego najlepiej można opisać jako doskonałego chrześcijanina.

Większość naszych współczesnych przyjmuje, że zależność od Boga jest znamieniem ludzkiej niedojrzałości i przeszkodą dla ludzkiej wolności. Życie Karola Wojtyły i jego dokonania jako papieża Jana Pawła II sugerują dramatyczną, alternatywną możliwość: tę, że człowiek pochwycony i przemieniony przez "doskonalszą drogę" może tak nagiąć krzywą historii, że sprawa wolności zostaje postawiona w centrum.

To, że Papieża można trafnie opisać jako radykalnego chrześcijanina, jest także pewną niespodzianką w łonie Kościoła katolickiego. Niespodzianką niezwiązaną z przekonaniem, jakoby najnowsze dzieje papiestwa stanowiły powtórkę nikczemności i skandali renesansu. Niemniej od szesnastowiecznej kontrreformacji pełnienie tego urzędu skrojone było tak, by pasowało do pewnego szablonu, zaprojektowanego pierwotnie przez i dla Włochów, którzy zdominowali życie Watykanu. Znakomici i pełni poświęcenia Włosi, a wśród nich wielu świętych, w XVI wieku ocalili katolicyzm: ludzie tacy jak Karol Boromeusz, Robert Bellarmin i Antonio Ghislieri, którego historia pamięta jako papieża Piusa V. Jednakże z biegiem czasu ten historycznie i kulturowo uwarunkowany model papiestwa zaczął być rozumiany jako odbicie trwałych Boskich intencji w odniesieniu do urzędu Piotra w Kościele. Do modelu tego zaś, zwłaszcza w kształcie, jakiego nabrał po utracie Państwa Kościelnego w roku 1870, należało przekonanie, że głównym zajęciem rzymskiego biskupa ma być skuteczne zarządzanie Kurią Rzymską, centralną machiną biurokratyczną Kościoła katolickiego, i troskliwe kierowanie stosunkami Kościoła z suwerennymi państwami na drodze dyplomacji, prowadzonej zgodnie z przesłankami nowoczesnego systemu państwowego.

Według tej teorii papież powinien kierować niezmienną biurokracją Kościoła, lecz w praktyce biurokracja często uważała, że to ona powinna kierować papieżem. Przez ponad cztery stulecia kurialni zarządcy papieży sądzili, nie bez racji, że, jak często to ujmowali, "my wiemy, jak to robić", a mądrzy papieże przystosowywali się do panującej metodologii. Ci, którzy się przystosowywali - a wszyscy tak czynili w większym czy mniejszym stopniu - często byli ludźmi o wyrafinowanych umysłach i osobistej świętości. Ale godząc się sprawować swój urząd tak, jak dyktowała kurialna tradycja, godzili się na papiestwo, które miało charakter bardziej zarządzający i biurokratyczny niż ewangeliczny.

Karolowi Wojtyle wszystko to było obce. Można by rzec, że nie był "akulturowany" do bycia papieżem. Był jednakże jednym z najbardziej dynamicznych, nowatorskich i popularnych biskupów lokalnych na świecie. Był zaś takim właśnie dlatego, że był głosicielem Ewangelii i pasterzem, a zarazem radykalnym chrześcijaninem. Jak to kiedyś sam wyraził, jeżeli Duch Święty uważał za stosowne powołanie biskupa Krakowa na urząd biskupa Rzymu i pasterza Kościoła powszechnego, to musiało być coś takiego w jego doświadczeniu, co mogło być użyteczne dla innych11. Tak więc i Kościół, i świat musiały się nauczyć współżyć z zupełnie odmiennym rodzajem pontyfikatu, którego najbardziej charakterystycznym wyróżnikiem jest sposób wypowiadania się Karola Wojtyły, ucznia, będącego wytworem Kościoła we współczesnym świecie, a nie rzymskiej biurokracji.

PROBLEM PRZYSTAWALNOŚCI

Ponieważ w sercu jest on chrześcijańskim uczniem, mogłoby się wydawać, że historia Wojtyły zainteresuje jedynie chrześcijan, a może tylko katolików. Świat jednakże nie odpowiedział Janowi Pawłowi II tak, jak niektórzy przepowiadali. Co więcej, sam Jan Paweł II uważa, że składa całemu światu propozycję dotyczącą natury osoby ludzkiej, moralnych wymogów wobec ludzkiej wspólnoty, znaczenia historii i biegu człowieczego przeznaczenia.

Ta propozycja, publiczna konsekwencja "doskonalszej drogi", będącej gwiazdą przewodnią życia Wojtyły, przychodzi w epoce, kiedy sprawa wolności, często brana za synonim sprawy demokracji, jawi się jako historycznie tryumfująca. Bliższa analiza tego wskazuje na możliwość bardziej złowieszczej sytuacji.

Świecki argument na rzecz ludzkiej wolności, wylansowany niemal trzy wieki temu pod hasłem "praw naturalnych", często redukowany jest do rachunku możliwości: demokracja i wolności osobiste, jakie ona chroni, są dobre nie dlatego, że posiadają wyższość moralną nad innymi formami organizacji społeczeństwa, ale dlatego, że stanowią najmniej "brudną" alternatywę w świecie dramatycznych różnic. Bycie tolerancyjnym, uprzejmym, jednym słowem - "demokratycznym", jest po prostu łatwiejsze niż bycie nieznośnym i asertywnym; zamyka to, by tak rzec, sprawę. Ale kiedy społeczna presja pluralizmu i różnicy staje się zbyt silna, odpowiedź na pytanie: "Dlaczego mam być tolerancyjny, uprzejmy, demokratyczny?" nie może brzmieć po prostu: "Ponieważ to lepiej działa". Tej zasadniczo pragmatycznej odpowiedzi nie da się utrzymać, kiedy konflikt rasowy, etniczny czy religijny osiąga punkt wrzenia. Tylko moralne zaangażowanie w sprawę tolerancji i demokratycznej przyzwoitości, wsparte przez normy przekraczające nasze bezpośrednie uwarunkowania, może podtrzymać zaangażowanie w sprawę wolności "drugiego", kiedy ten "drugi" zaczyna nam zagrażać. I taka jest sytuacja świata, w którym "inność" codziennie nas atakuje wskutek rewolucji w komunikacji i łączności.

Może nawet bardziej złowieszczo prometejska pokusa wykradzenia bogom ognia i przerobienia ludzkiej kondycji wyłania się u progu nowego tysiąclecia, tym razem nie ze strony politycznych fanatyków rasy czy klasy, ale nauki. Samo pytanie, kto jest istotą ludzką, dyskutowane jest obecnie w sposób, jakiego nasi dziadkowie nie byliby w stanie sobie wyobrazić. Czy sklonowany człowiek jest członkiem ludzkiej wspólnoty? Co ze społecznie nieproduktywnymi i uciążliwymi, ciężko upośledzonymi, starymi, nienarodzonymi? Jeżeli pytanie: "Do czego służą ci rzekomi ludzie?" jest jedynym pytaniem, jakie uznają nasze kultury i prawo, to rzeczywiście żyjemy w nowym wspaniałym świecie Aldousa Huxleya, a tyrania nie może się nie czaić tuż za rogiem.

Wobec takich okoliczności propozycja Jana Pawła II, dotycząca moralnych fundamentów wolnego społeczeństwa, oparta na jego charakterystycznym rozumieniu natury i godności ludzkiej osoby, niechybnie przeznaczona jest nie tylko dla katolików. Zawiera ona implikacje dla braci-chrześcijan, Żydów, muzułmanów, wyznawców innych wielkich religii światowych i dla "wszystkich mężczyzn i kobiet dobrej woli" (jak ujmują to jego encykliki). Papiestwo tradycyjnie rościło sobie pretensje do uniwersalnego zasięgu. Pontyfikat Jana Pawła jest pierwszym w historii, w którym to roszczenie zostało empirycznie potwierdzone. Jeśli jakiś zakątek tej planety nie został dotknięty w taki czy inny sposób przez życie tego Papieża i jego projekty dla przyszłości rodzaju ludzkiego, to musi to być naprawdę ciemny zakątek.

SZEROKOŚĆ MIARY

Mimo współczesnej pewności siebie nie konstytuujemy ani nie określamy sami siebie. Rodzina, edukacja, konstytucja psychofizyczna, języki, kultura narodowa, przyjaźnie, powołanie, hobby, przekonania religijne i filozoficzne - tworzą niektóre z wielu kolein, w jakich toczy się nasze życie. To, że wszystkie podróże życia biegną wzdłuż takich kolein, stanowi daną ludzkiej kondycji, ale szerokość tych kolein jest różna12. Niektóre z żywotów biegną wzdłuż wąskiego toru, inne wzdłuż szerokiego. Jednym ze sposobów myślenia o życiu Karola Wojtyły "od wewnątrz" jest myślenie o nim jako o biegnącym wzdłuż szczególnie szerokiego toru.

Jest intelektualistą wolnym od specyficznych profesorskich naleciałości i mającym głębokie uznanie dla prostej pobożności ludowej.

Jest znakomitym filozofem uznanym za takiego przez równych sobie na całym świecie, ale nigdy nie pobierał szerokich nauk w tym przedmiocie.

Jest mistykiem, który przez niemal siedemdziesiąt lat był pełnym energii sportowcem.

Jest celibatariuszem mającym wybitny wgląd w ludzką seksualność, zwłaszcza tę postrzeganą z perspektywy kobiet i zgodnie z ich doświadczeniem.

Od dziewiętnastego aż do pięćdziesiątego ósmego roku życia żył pod reżimem totalitarnym, a pisze trafnie o kulturowych czynnikach, które sprawiają, że demokracja jest możliwa.

Jest Polakiem o silnej wrażliwości wobec Żydów i judaizmu.

Wywiera znaczący wpływ na sprawy świata i życie Kościoła, nie przejawiając najmniejszego zainteresowania dla teorii sprawowania władzy czy politycznych konwencji.

Jest bezspornie najlepiej poinformowanym człowiekiem na świecie, ale rzadko czyta gazety.

Odnosi wybitne sukcesy jako mąż stanu, bez szerszego przygotowania do tego rodzaju pracy.

Miał szczęście jako młody człowiek posiadać znakomitych mentorów, ale głównie jest samoukiem, który szybko uczy się z doświadczenia.

Posiada zdolność przenikliwego wglądu w ludzi, których spotyka, tak że człowiek pragnie jemu powierzyć podjęcie decyzji, lecz jego podsumowująca wypowiedź jako spowiednika i duchowego kierownika brzmiała zawsze: "Musisz sam zdecydować".

Wykazuje umiejętność oddziaływania na uczucia największych w ludzkich dziejach tłumów, nigdy jednak nie poczuł pokusy demagogii.

Jest uczniem znanym z głębi swojej miłości, podobnie jak apostoł Jan, będąc powołanym do pełnienia urzędu obdarzonego w Kościele władzą i jurysdykcją, tak jak apostoł Piotr.

Te uderzające cechy charakterystyczne nadają jego życiu szczególnie bogatą strukturę. Podpierają one twierdzenie, że nie da się przeniknąć "do wewnątrz" Karola Wojtyły, papieża Jana Pawła II, jeżeli człowiek obstaje przy narzucaniu jego myśli i działaniu zwyczajowych kategorii liberalny/konserwatywny. Można go pojąć i ocenić tylko przy zbliżeniu się do niego i zaakceptowaniu go takim, jaki jest, wedle jego własnych słów: człowiekiem wiary, którego wiara jest tym, kim on jest.

Ta wiara w Karolu Wojtyle wzbudza wielką nadzieję dla ludzkości.

Na progu XXI wieku papież Jan Paweł II stał przed przedstawicielami narodów świata i w ciągu siedemdziesięciu pięciu lat życia zajrzawszy w serce naprawdę każdej wielkiej ciemności swoich czasów, przedstawił antidotum na lęk, przyprawiający jego stulecie o szaleństwo:

 

Jeden z największych paradoksów naszej epoki polega na tym, że człowiek, który wszedł w okres nazywany przez nas "nowożytnym" z ufnym przekonaniem o swojej "dojrzałości" i "autonomii", dziś zbliża się do końca wieku XX z uczuciem lęku przed sobą samym, przestraszony tym, co sam jest w stanie sobie uczynić, przerażony przyszłością. Istotnie w drugiej połowie XX wieku powstała sytuacja bez precedensu: (...) ludzkość straciła pewność nawet co do możliwości swojego dalszego istnienia...

Aby tysiąclecie stojące już u progu mogło być świadkiem nowego rozkwitu ludzkiego ducha, wspomaganego przez autentyczną kulturę wolności, ludzkość musi się nauczyć przezwyciężać lęk. Musimy przestać się bać, odzyskując ducha nadziei i ufności. Nadzieja nie jest próżnym optymizmem, podyktowanym przez naiwne przekonanie, że przyszłość będzie na pewno lepsza niż przeszłość. Nadzieja i ufność są przesłanką odpowiedzialnego działania, a siłę czerpią z ukrytego sanktuarium sumienia, w którym "człowiek przebywa sam z Bogiem" i dzięki temu może doświadczyć, że nie jest samotny wobec zagadek istnienia, gdyż towarzyszy mu miłość Stwórcy!13

 

Zrozumieć papieża Jana Pawła II "od wewnątrz" to zrozumieć, że według niego nadzieja dla przyszłych perspektyw ludzkości zakorzeniona jest w wierze. I że wiara ta nie jest uznaniem jakiejś religijnej opcji w supermarkecie możliwych prawd. W jego pojęciu jest to właśnie prawda świata. Jest to prawda, która pochwyciła go w młodości i ukształtowała jego dorosłe życie. Jest to prawda, której on jest obowiązany dawać świadectwo.

To, w jaki sposób Karol Wojtyła doszedł do takiego rozumienia, jak je pogłębiał i uczył się wyrażać oraz bronić go, jak daje mu świadectwo jako papież Jan Paweł II i co to wszystko może znaczyć dla Kościoła katolickiego i świata w XXI wieku, stanowi właśnie przedmiot tego studium.

BOHATER I AUTOR

Książka ta stanowi zwieńczenie dwudziestu lat studiowania i pisania o Janie Pawle II. Zacząłem pisać o Papieżu wkrótce po jego wyborze, najpierw w czasopismach i na łamach gazet, później w książkach. Jedna z tych książek, Ostateczna rewolucja: Kościół sprzeciwu a upadek komunizmu14, po raz pierwszy wysunęła twierdzenie, że Jan Paweł II odegrał decydującą rolę w upadku europejskiego komunizmu i stała się okazją do naszego pierwszego osobistego spotkania. Przebywałem w Rzymie z wykładami na tematy z tej książki i spotkałem Ojca Świętego, kiedy ten zaprosił mnie na mszę świętą w swojej prywatnej kaplicy.

W ciągu następnych lat bywałem w Rzymie wiele razy z wykładami albo na konferencjach i Papież często zapraszał mnie na swoją poranną mszę, na obiad czy kolację, zazwyczaj z innymi amerykańskimi albo polskimi przyjaciółmi. Późną wiosną 1995 roku byłem w Rzymie, obchodząc dwudziestą rocznicę swojego ślubu, i w trakcie tej wizyty po raz pierwszy padło pytanie, czy napisałbym biografię Ojca Świętego. W grudniu tegoż roku, kiedy wygłaszałem w Rzymie ważne przemówienie na międzynarodowej konferencji z okazji trzydziestej rocznicy deklaracji o wolności religijnej II Soboru Watykańskiego, Ojciec Święty zaprosił mnie razem z przyjacielem na obiad. Tego wieczoru w trakcie swobodnie toczącej się rozmowy, do jakiej zachęca otwartość Jana Pawła, problem biografii wyłonił się na nowo. I nad pieczonym kurczakiem i dobrym miejscowym winem Papież jasno dał do zrozumienia, że byłby wdzięczny, gdybym wziął na siebie to zadanie.

W marcu 1996 roku udałem się do Rzymu, by przedyskutować strukturę i podstawowe zasady tego projektu z Ojcem Świętym, jego sekretarzem i innymi urzędnikami Stolicy Świętej. Papież zgodził się być regularnie do mojej dyspozycji i na to, że oprócz naszych osobistych rozmów będzie odpowiadał na pytania, jakie przedłożę mu na piśmie. Zostało także uzgodnione, że pracownicy Stolicy Apostolskiej będą poinformowani o mojej pracy, tak żebym mógł mieć potrzebny mi dostęp do ludzi i materiałów w celu kompetentnego opowiedzenia całej historii.

Równocześnie było dla nas zrozumiałe samo przez się, że to będzie moje opowiadanie jego historii. Biografia miała być na tyle miarodajna, na ile umożliwiał to bezprecedensowy dostęp do Papieża i najbliższych mu ludzi, ale nie miała być "autoryzowana" w tym sensie, że Ojciec Święty nie zastrzegał sobie prawa do aprobaty. Kiedy poznałem go lepiej, stało się dla mnie oczywiste, że Jan Paweł II ma zbyt wielki szacunek dla drugich, by móc kiedykolwiek pomyśleć o prośbie o redakcyjną kontrolę czyjejś pracy. Zarówno on, jak i ja od początku rozumieliśmy, że będzie to projekt, z którym on będzie współpracował, ale za który ja ponoszę pełną odpowiedzialność.

Nieomylność, w jaką według wiary katolickiej Duch Święty wyposaża biskupa Rzymu, kiedy wydaje on wiążący sąd w sprawach wiary i moralności, nie stanowi gwarancji zachowania go od błędu w sprawach personalnych, strategii i taktyki, jak również nie jest poręczeniem świętości. Jan Paweł II byłby ostatnim, który by twierdził, że każda jego opinia znajduje potwierdzenie w następujących potem wydarzeniach. Jak każdy inny przywódca zasługuje na to, by rozumiano go w takich kategoriach, w jakich on pojmował sprawy i dostępne opcje w czasie, gdy podejmował decyzje. Inaczej niż niektórzy Jan Paweł II zasługuje na wielki szacunek za pełen trudu i modlitwy sposób, w jaki sprawuje wyjątkową władzę swojego urzędu. W czasach, kiedy światową scenę historyczną zaludniają głównie liderzy, którzy wydają się mniejsi niż wymagana od nich odpowiedzialność, on jest postacią naprawdę potężną, nie z racji władzy, jaką dysponuje, ale z powodu prawości, z jaką tę władzę sprawuje, co przyznają nawet jego najbardziej nieprzejednani krytycy.

Melchior Cano, wielki teolog dominikański szesnastowiecznego soboru trydenckiego, ujął to trafnie, kiedy powiedział w odniesieniu do urzędu papieskiego, że "Piotr nie potrzebuje naszych kłamstw czy pochlebstw. Ci, którzy ślepo i bez zastanowienia bronią każdej decyzji papieża, są właśnie tymi, którzy w największym stopniu podkopują autorytet Stolicy Świętej - niszczą, miast wzmacniać, jego fundamenty"15.

Takie przesłanie przyświeca niniejszej pracy.

Rozdział pierwszy. Syn wolności : Polska semper fidelis

18 maja 1920 - Karol Józef Wojtyła rodzi się w Wadowicach i zostaje ochrzczony 20 czerwca.

16-17 sierpnia 1920 - "Cud nad Wisłą", odparcie najazdu Armii Czerwonej na Europę.

15 września 1926 - Karol Wojtyła, Lolek, rozpoczyna naukę w szkole podstawowej.

13 kwietnia 1929 - Umiera matka Lolka, Emilia z Kaczorowskich Wojtyłowa.

Maj 1929 - Pierwsza Komunia święta Lolka.

Wrzesień 1930 - Lolek przechodzi do gimnazjum.

5 grudnia 1932 - Umiera starszy brat Lolka, Edmund Wojtyła.

Jesień 1934 - Lolek zaczyna występować w miejscowych przedstawieniach teatralnych.

Luty 1936 - Karol Wojtyła rozpoczyna intensywną współpracę z awangardowym reżyserem teatralnym Mieczysławem Kotlarczykiem.

3 maja 1938 - Bierzmowanie Karola Wojtyły.

27 maja 1938 - Wojtyła kończy gimnazjum i wygłasza w imieniu kolegów mowę pożegnalną.

Sierpień 1938 - Lolek wraz z ojcem przenoszą się do Krakowa, gdzie młodszy Wojtyła rozpoczyna aktywne życie studenckie na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Wiosna 1939 - Wojtyła wykańcza, niewydany wówczas, tomik poezji pt. Renesansowy psałterz.

Czerwiec 1939 - Lolek zdaje pomyślnie egzaminy końcowe, uprawniające go do dalszego studiowania filologii polskiej.

Lipiec 1939 - Karol Wojtyła przechodzi szkolenie wojskowe w Legii Akademickiej.

 

Marna, Tannenberg i Verdun; bitwa o Anglię i Midway; Stalingrad i Omaha Beach z D-Day - w opinii przeciętnego mieszkańca Zachodu to były decydujące bitwy XX wieku. Tylko Polacy i zawodowi historycy pamiętają bitwę nad Wisłą z sierpnia 1920 roku czy, jak podkreślają pobożni Polacy, "cud nad Wisłą". Wiele jednak z nią się zaczęło, łącznie z przeznaczeniem trzymiesięcznego dziecka o imieniu Karol Józef Wojtyła, urodzonego w małym, prowincjonalnym mieście Wadowice 18 maja tego roku.

W lecie 1920 roku polska historia zdawała się zmierzać ku powtórce w szczególnie paskudny sposób. Druga Rzeczpospolita, pierwsze niezależne polskie państwo od roku 1795, o mało co nie została zdławiona w kolebce, kiedy czerwona kawaleria generała Siemiona Budionnego parła na zachód z Ukrainy, zmiatając wszystko po drodze. Polakom przypomniało to inne najazdy ze stepów i inne preludia do narodowej katastrofy. Dla Lenina, który chciał "zatopić w Europie bagnet Armii Czerwonej"16, świeżo narodzona Rzeczpospolita Polska nie miała żadnego moralnego ani historycznego znaczenia. Była to po prostu droga, po której legiony Armii Czerwonej Trockiego miały przemaszerować do Niemiec, wywołując rewolucję na całym kontynencie. Dla zapewnienia, że jakikolwiek opór zostanie natychmiast zgnieciony, Tymczasowym Komitetem Rewolucyjnym Polskim - marionetkowym rządem, który miał być wprowadzony w ślad za nieuchronnie zwycięską Armią Czerwoną - pokierowałby Feliks Dzierżyński, naczelnik Czeka, tajnej policji sowieckiej, człowiek, którego się najbardziej bano w bolszewickiej Rosji.

12 sierpnia "dla większości obserwatorów w Warszawie było jasne, że nadszedł ostatni rozpaczliwy tydzień odrodzonej Polski", jak ujął to pewien historyk. Cały korpus dyplomatyczny uciekł, z jednym wyjątkiem: arcybiskupa Achille Rattiego, przedstawiciela papieża. Polska delegacja udała się do Mińska, gdzie miano nadzieję rozpocząć negocjacje z Sowietami w sprawie rozejmu albo poddania się. Dzierżyński kierował się na Wyszków, trzydzieści kilometrów od Warszawy, skąd zamierzał wkroczyć do padłej stolicy 17 sierpnia.

Ale marszałek Józef Piłsudski, który sprawował zwierzchnictwo nad życiem drugiej Rzeczypospolitej Polskiej od jej początków w roku 1918 do swojej śmierci w roku 1935, nie zamierzał dopuścić do klęski. Wywiadowcy Piłsudskiego wytropili przerwę między dwoma korpusami armii Trockiego. W śmiałym pociągnięciu Piłsudski wycofał niektóre z najlepszych polskich dywizji z pozycji, na których były rozlokowane, i potajemnie rozmieścił je tak, by wykorzystały przerwę w szyku sił sowieckich. Polacy zaatakowali 16 sierpnia i 17 wieczorem Armia Czerwona, która rozpoczęła natarcie na Warszawę 14 sierpnia, zmieniła się w bezładną chmarę uciekinierów kosztem mniej niż dwustu ofiar polskich17.

Zaprzątnięta tego roku straszliwą epidemią grypy i wciąż ogłuszona rzeziami pierwszej wojny światowej Europa Zachodnia robiła wrażenie nieświadomej tego, że gdyby nie Polacy, Armia Czerwona mogłaby równie dobrze rozbić obozowisko nad kanałem La Manche, jak uciec z powrotem do Rosji. Jednak Lenin zrozumiał, że historia światowa właśnie przybrała decydujący obrót. 20 września w chaotycznym przemówieniu na zamkniętym zebraniu przywódców komunistycznych wdał się w dialektyczne dytyramby, usiłując wytłumaczyć, dlaczego "polska wojna (...) [była] najważniejszym punktem zwrotnym nie tylko w polityce Rosji sowieckiej, ale także w polityce światowej". Twierdził, że Niemcy ogarnęło "wrzenie". A "angielski proletariat wzniósł się na zupełnie nowy poziom rewolucyjny". Wszystko tam było gotowe do wzięcia. Ale Piłsudski i jego Polacy spowodowali "gigantyczną, niesłychaną klęskę" sprawy światowej rewolucji. Na końcu swojego przemówienia Lenin przysiągł: "będziemy nadal przechodzić od strategii defensywnej do ofensywnej, bez ustanku, aż wykończymy ich na dobre". Ale na razie napór bolszewizmu na zachód został powstrzymany18.

Oszałamiające zwycięstwo Piłsudskiego oznaczało między innymi, że Karol Wojtyła będzie wzrastał jako wolny człowiek w wolnej Polsce, członek pierwszej generacji Polaków urodzonych w wolności po 150 latach. To doświadczenie, którego nigdy nie zapomni, stało się częścią tego fundamentu, na podstawie którego on także będzie zmieniał historię XX stulecia.

ROZSTAJE

Naród, w którym urodził się Karol Wojtyła, był niegdyś największą potęgą w Europie Środkowo-Wschodniej. Dynastyczna unia polsko-litewska, ustanowiona w roku 1386 dzięki małżeństwu polskiej królowej Jadwigi z litewskim księciem Władysławem Jagiełłą, stworzyła olbrzymie państwo, które pokonując w bitwie pod Grunwaldem w roku 1410 zakon krzyżacki, wojskową potęgę owego czasu, położyło podwaliny dwustuletniego rozwoju Polski. W dziesięć lat po odkryciu przez Kolumba Nowego Świata polska władza rozciągała się od Morza Czarnego na południu do Bałtyku na północy i od krańców Niemiec na zachodzie do bram Moskwy na wschodzie. W tej epoce spośród narodów Europy tylko Francja przewyższała Polskę liczbą ludności. Potęga Polski i sławna na cały świat ciężka polska kawaleria, skrzydlata husaria, odegrały decydującą rolę w dziejach Europy. W roku 1683 polska armia dowodzona przez króla Jana III Sobieskiego powstrzymała pochód Turków na Europę w pełnej epickiej wymowy bitwie pod Wiedniem. Sobieski ofiarował papieżowi Innocentemu XI zieloną chorągiew Proroka, zdobytą na tureckim wielkim wezyrze. Razem z nią przyszła wiadomość: Veni, vidi, Deus vicit [Przybyłem, zobaczyłem, Bóg zwyciężył]19.

Zdaniem historyków dalsza historia Polski była mniej wspaniała. Niemniej wspomnienia utraconej wielkości pozostawały żywe w postaci upartego przekonania, że Polska należy do społeczności europejskiej. To przekonanie wpływało również na to, jak Polacy odczuwali swe położenie.

Retoryczna konwencja stalinowskiego pochodzenia, ale rozpowszechniona na Zachodzie, przypisuje Polskę do "Europy Wschodniej". Polacy nigdy tak o sobie nie mówią. Według Polaków Polska leży w Europie Środkowej i każda mapa Europy szybko potwierdzi ich roszczenie. Jednak dla Polaków to poczucie znajdowania się w środku Europy jest bardziej kwestią historii i kultury niż geografii.

Niewątpliwie Polacy są narodem słowiańskim, mówiącym słowiańskim językiem. Jednak fakt, że w pisowni swego języka posługują się alfabetem łacińskim, a nie cyrylicą, jest czymś więcej niż ortograficzną ciekawostką. Mówi nam to, gdzie należy ulokować oś polskiej kultury.

Na przestrzeni wczesnej historii narodowej Polska pozostawała w ciągłym kontakcie z cywilizacją Europy Zachodniej. Na ponad stulecie przed Jagiellonami, za panowania dynastii piastowskiej, spotykało się polskich uczonych na średniowiecznym Zachodzie. Historyk Marcin Polak pracował w Paryżu, a śląski filozof Witelo był kolegą Tomasza z Akwinu20. Tacy renesansowi humaniści polscy jak Mikołaj Kopernik, Jan Kochanowski czy Jan Zamoyski, wszyscy byli absolwentami uniwersytetu w Padwie, wówczas przodującej uczelni w Europie; w roku 1563 Zamoyski był w Padwie rektorem21. Stała wymiana Polski z Zachodem nie ograniczała się do intelektualistów. Krakowski Rynek, ze swoimi wymiarami - prawie dwieście metrów na dwieście - największy rynek na kontynencie, stanowił punkt przecięcia dróg europejskiego handlu i kultury. Tu można było kupić niemal wszystko, usłyszeć niemal każdy europejski język, spotkać prawie każdego. To nie było życie na skraju cywilizacji. To było życie w samym centrum.

Położenie w centrum Europy oznaczało tkwienie w środku europejskich kontrowersji, z których najkrwawsze były spory religijne w XVI wieku. Polska nie była wolna od religijnych konfliktów, ale równocześnie wyróżniała się tradycją tolerancji, niezwykłej na owe czasy. Nigdzie indziej w Europie podczas wojen religijnych nie było niczego podobnego do uchwały podjętej przez rządzących w Polsce 28 stycznia 1573 roku: "(obiecujemy) (...) którzy jestechmy różni w wierze pokój między sobą zachować, a dla różnej wiary i odmiany w Kościelech krwie nie przelewać, ani się karać odsądzeniem majętności, na honorze, więzieniem i wygnaniem..."22. Naturalnie życie nigdy nie jest tak proste jak deklaracje i Norman Davies, wybitny historyk Polski, pokazuje, że podczas gdy tolerancja była formalną zasadą, ducha tolerancji mogło nieraz brakować poszczególnym Polakom. Davies konkluduje jednak, że Polska "była rzeczywiście "krajem bez płonących stosów". Nie było akcji przymusowego nawracania, nie było wojen religijnych, żadnych auto-da-fé, żadnych nocy św. Bartłomieja, nie było też ani Tomasza, ani Olivera Cromwella". U szczytu wpływów Polski jako potęgi światowej istniały tam ograniczenia wolności religijnej, które współcześni uznaliby za nie do przyjęcia, ale "ograniczenia te (...) były wręcz banalne w porównaniu z okropnościami, jakie działy się w większości krajów Europy"23.

POWSZECHNA I KATOLICKA

Żadna z intelektualnych, kulturowych, handlowych, architektonicznych i politycznych więzi Polski z Zachodem nie zaciążyła tak bardzo na współczesnym polskim dramacie, jak najsilniejszy z więzów łączących naród z cywilizacją łacińskiej Europy: rzymski Kościół katolicki.

Na ogół przyjmuje się, że polska historia zaczyna się od chrztu piastowskiego księcia Mieszka I w roku 966. Mieszkowy wybór chrześcijaństwa łacińskiego raczej niż wschodniego, które uformowało się w orbicie Konstantynopola, w sposób decydujący wpłynął na kształt historii Polski na przestrzeni ponad całego tysiąclecia. Motywy nawrócenia Mieszka nie były do końca bezinteresowne; przyjęcie chrztu w rycie łacińskim pomogło mu utrzymać pole manewru wobec ambicji Świętego Cesarstwa Rzymskiego24. Jakiekolwiek złożone motywacje wchodziły tu w grę, chrzest Mieszka jako chrześcijanina obrządku łacińskiego mocno zakotwiczył jego wyłaniające się państwo w kulturze Zachodu. Z biegiem czasu Polska stała się, być może, najbardziej katolickim krajem na świecie.

Dzięki wyborowi Mieszka słowiański kraj i naród został zwrócony ku łacińskiemu Zachodowi. W ten sposób głębia katolicyzmu tej ziemi i ludu miała wbudowany w siebie element ekumeniczny czy też uniwersalny. Ci rzymskokatoliccy Słowianie byli pomostem pomiędzy dwiema kulturalnymi połowami Europy; byli w stanie "przemawiać językami obu duchowych światów"25. Katolickość Polski i jej położenie geograficzne prowadziły do uniwersalizacji jej kulturalnego temperamentu.

Tkanka polskiego katolicyzmu ma szczególną strukturę, a jednym z jej najjaśniejszych wątków jest niesplamiona pochlebstwem wierność Rzymowi. Ale polskie doświadczenie "Rzymu" było w ciągu wieków zróżnicowane. Z polskiego punktu widzenia "Rzym" mógł nie rozumieć, a nawet zdradzać polskie aspiracje - tak jak wtedy, gdy Kościół nie poparł (a w jednym przypadku nawet ostro potępił) usiłowań polskich patriotów, by zrzucić jarzmo ucisku po tym, jak ostateczny rozbiór Polski w roku 1795 wymazał ją jako państwo z mapy Europy. Lecz "Rzym" potrafił także trwać i bronić. Podczas trzeciego i ostatniego rozbioru, kiedy dokonała się wiwisekcja Polski, przedstawiciel papieża odmówił opuszczenia swojej placówki - podobnie jak nuncjusz apostolski, arcybiskup Ratti, uczyni w roku 1920 w obliczu Armii Czerwonej.

Kopalnia soli w Wieliczce stanowi pewną metaforę tego specjalnego charakteru polskiego katolicyzmu i jego stosunku do historii narodowej. Sól w tej kopalni koło Krakowa wydobywano z ziemi od czasów neolitu, około 3500 lat przed Chr. Na najgłębszym poziomie kopalni, około 180 metrów pod powierzchnią ziemi, znajduje się największa z serii kaplic wyrzeźbionych w soli przez pobożnych górników - kaplica świętej Kingi, żony krakowskiego księcia z XIII wieku, Bolesława Wstydliwego. Wydobyto około 6 tys. metrów sześciennych soli, aby wydrążyć komorę kaplicy. Spod sklepienia zwiesza się pięć wielkich solnych świeczników, a kiedy ich świece palą się, ma się wrażenie, że stoi się wewnątrz diamentu rozjarzonego słońcem. Kraina wokół kopalni w Wieliczce stanowiła naturalną drogę najazdów ze wschodu i zachodu, na której napastnicy przez stulecia siali spustoszenie. Kaplica, ukryta głęboko w polskiej ziemi, ze swoimi ornamentami wyrzeźbionymi z rodzimego materiału i promieniejąca światłem tam, gdzie człowiek spodziewałby się ciemności, stanowi mocne, bijące serce wielkiej duchowej kultury, której często brakowało tego, co świat uważa za siłę26.

SĄSIEDZTWO

Nie zawsze Polska jest tak oceniana. W istocie wydaje się, że istnieje szeroko rozpowszechnione podejrzenie, iż Polacy z tej czy innej przyczyny musieli sobie sami zasłużyć na swój zły los27. Ale przekleństwo Polski nie leży ani w gwiazdach, ani w polskim narodzie. To sprawa sąsiedztwa.

Od przeszło tysiąca lat naród polski zamieszkuje ogromną, płaską równinę, z którą graniczą wielcy, agresywni i materialnie stojący wyżej sąsiedzi. Czy to byli Krzyżacy, wasale Świętego Cesarstwa Rzymskiego, pruscy żołnierze-politycy, czy armie tysiąc-letniej Rzeszy Hitlera - na zachodzie zawsze byli Niemcy, i niemal zawsze byli agresywni. Następstwem tego była wrogość niemiecko-polska, która osiągnęła szczyt w drugiej wojnie światowej, kiedy naziści usiłowali wykorzenić naród polski z historii.

Jednakże rzeczywista, trwała, namiętna polska antypatia skierowana jest na wschód, ku Rosji i Rosjanom. Przez setki lat Polacy mieli skłonność do myślenia o Rosjanach jako o "egzotycznych dzikusach, żyjących poza nawiasem chrześcijaństwa". Stary polski dowcip (który jeszcze dziś można usłyszeć) powiada, że gdyby Polskę równocześnie najechali Niemcy i Rosjanie, to polska armia wystrzelałaby najpierw Niemców, zgodnie z zasadą: najpierw interes, potem przyjemność28. Rosjanie odwzajemniali tę odrazę, i to nie tylko na poziomie zwykłego uprzedzenia. W XVII wieku w monasterze w Zagorsku, jednym z duchowych centrów rosyjskiego prawosławia, widniał osobliwy napis: "trzy plagi - tyfus, Tatarzy, Polacy"29. Podczas osiemnastowiecznych rozbiorów państwa polskiego to uczucie wzajemnej nienawiści utrwaliło się, jako że autokratyczne władze rosyjskie usiłowały przemienić Polaków w Rosjan, a Polacy konspirowali, przyczyniając się do ruiny carskiego imperium.

Historyczny problem położenia Polski łączył się z pewnym brakiem talentu do polityki. Na pojęcie wolności, jakie przeniknęło do Polski w XV wieku za pośrednictwem krakowskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego, głęboki wpływ wywarła filozofia Wilhelma Ockhama: wolność to zdolność przeciwstawienia swojej woli - samowoli drugich. Z biegiem czasu to pojęcie uczyniło z Polaków wielkich bojowników sprawy wolności, domagających się swojej wolności od wroga, ale nieradzących sobie z wolnością do30. Dzięki prawu do liberum veto jeden poseł mógł zablokować przeprowadzenie każdej ustawy. Pomiędzy rokiem 1652 a 1764, kiedy silny, scentralizowany rząd mógłby podjąć kroki niezbędne do obrony Polski przed jej drapieżnymi sąsiadami, czterdzieści osiem z pięćdziesięciu pięciu sesji polskiego sejmu zostało zerwanych, ponieważ ktoś obwieścił: "Nie pozwalam".

Za to polska "demokracja szlachecka", czyli demokracja rządów licznej warstwy szlacheckiej, uniknęła ekscesów królewskiego absolutyzmu, jakkolwiek za cenę pewnego rodzaju demokratycznej anarchii. Jej braki nie wynikały tylko z samowoli i egoizmu. Moralne prawo szlachty do udziału w rządach Polski ujmowało słynne zdanie: "Nic o nas bez nas". Zdanie to brzmiało nieco dziwnie, gdy stanowiło moralną sankcję dla nieodpowiedzialnego posługiwania się liberum veto w osiemnastowiecznej Polsce. Odmienny wydźwięk miało ono w roku 1980, kiedy owo "Nic o nas bez nas" stało się jednym z mott "Solidarności", związku zawodowego i opozycji politycznej.

ODMIENNA IDEA "HISTORII"

Położenie Polski na rozstajach Europy łacińskiej i bizantyńskiej, jej geografia, powtarzające się doświadczenie najazdów, okupacji, oporu i powstań, wytworzyły szczególny polski sposób patrzenia na historię. Rozbiory Polski w latach 1772, 1793 i 1795 były w nowoczesnej Europie czymś bez precedensu. Historyczne państwo zostało zamordowane "z zimną krwią (...) przez okaleczenie, amputację i wreszcie całkowite rozczłonkowanie"31. Ale naród polski przetrwał zniszczenie polskiego państwa, gdyż z biegiem czasu Polacy doszli do przeświadczenia, że moc duchowa jest w historii skuteczniejsza niż brutalna siła. Naród pozbawiony politycznej autonomii mógł przetrwać jako naród dzięki językowi, literaturze, muzyce, religii - jednym słowem dzięki kulturze. Kultura, a nie polityka czy ekonomia, była napędową siłą historii.

Tak więc historia widziana z dorzecza Wisły wyglądała raczej odmiennie niż z innych, korzystniejszych miejsc. Polacy mogli być romantykami, ale niewielu z nich uległo Realpolitik "krwi i żelaza", która pomogła uczynić z dwudziestowiecznej Europy kostnicę i utorowała drogę totalitaryzmowi faszystowskiemu i komunistycznemu. Także nacjonalizm polski, pomimo całego swojego patriotycznego ferworu, nie stał się nigdy wąsko ksenofobiczny. Tadeusz Kościuszko walczył o polską niezależność od Rosji pod sztandarem, na którym wypisano: "O wolność naszą i waszą". Polacy, którzy w roku 1944 umierali na Monte Cassino, mieli podobnie uniwersalistyczne uczucia. Jak głosi epitafium na ich cmentarzu we Włoszech: "Za wolność waszą i naszą my, żołnierze polscy, oddaliśmy Bogu ducha, ziemi włoskiej ciała, a serce Polsce"32.

Polacy byli również sceptyczni wobec sympatii dla utopijnej, rewolucyjnej przemocy, jaka stała się modna w Europie w roku 1789. Ich polityczne uwarunkowania - w których przetrwanie narodowe stanowiło kwestię kluczową - nie pozwalały na zbyt wiele spekulacji, a tym bardziej utopijnych działań. Ale relatywna odporność Polski na tego szczególnego nowoczesnego wirusa stanowiła także odbicie przekonania, że w dłuższym biegu historii duch liczy się bardziej niż to, co świeccy realiści, łącznie z utopijnymi rewolucjonistami, uważali za liczące się fakty. To, co realiści z naciskiem uznawali za "rzeczywistość", nie do końca rozstrzygało o tym, co było "rzeczywiste" - na przykład niebyt Polski - jeśli odrzucało się wiarę w roszczenia Polaków. Była to specyficznie polska forma uporu kulturowo zakorzeniona w chrześcijaństwie. I dobrze służyła ona Polsce pomiędzy rokiem 1795 a 1918, w okresie, do którego Polacy odwołują się jako do swojej "niewoli babilońskiej" albo "czasu na Krzyżu"33. Bez tego uporu Polska jako państwo mogłaby nigdy nie pojawić się na nowo na politycznej mapie Europy.

Druga Rzeczpospolita Polska, ta Polska, w której wzrastał Karol Wojtyła, narodziła się przy końcu pierwszej wojny światowej pośród olbrzymich trudności. Nowe państwo nie miało granic uznanych na forum międzynarodowym. Na terytorium, które ostatecznie miało zostać objęte granicami Polski, krążyło siedem różnych walut i funkcjonowało pięć systemów prawnych. Przemysł był zniszczony; połowa taboru kolejowego, mostów i innej infrastruktury nowoczesnego transportu poszła z dymem podczas wojny. W roku 1918 połowa ziemi uprawnej w Polsce leżała odłogiem, a trzecia część żywego inwentarza została zrabowana przez armie walczące w dorzeczu Wisły. Panowała epidemia grypy i groził głód, dopóki nie nadeszły transporty z pomocą ze Stanów Zjednoczonych. Niewielu Polaków miało jakiekolwiek doświadczenie w kierowaniu nowoczesnym rządem34. Postawienie przez Polskę na pierwszeństwo ludzkiego ducha w historii zostało poddane surowej próbie w pierwszych miesiącach niezależności nowego kraju.

Ale pomimo tych trudności "Polska" była rzeczywistością, a Polacy zmienili bieg historii świata, odpierając nawałnicę Armii Czerwonej dążącej na zachód. Tak więc to w wolnej Polsce, najeżonej problemami, lecz pełnej nadziei co do niepodległej przyszłości, 18 maja 1920 roku urodził się Karol Wojtyła.

DOM

Wadowice, kraina dzieciństwa Karola Wojtyły, były starym miastem, założonym w połowie XIII wieku i położonym nad rzeką Skawą u stóp Beskidów. Parafia w Wadowicach została erygowana w roku 1325. W roku 1564, przy końcu panowania dynastii jagiellońskiej, Wadowice włączono do królestwa Polski razem z resztą księstwa oświęcimskiego.

W roku 1819 Wadowice stały się centrum okręgu administracyjnego w Galicji i miejscem stacjonowania oddziałów regimentu austro-węgierskiego. Na przełomie XIX i XX wieku miasto zyskało rozgłos dzięki swojej aktywności literackiej i teatralnej. Wadowice liczyły przed drugą wojną światową około 10 tys. mieszkańców, lecz miały tylko pół tuzina samochodów. Powszechne były pojazdy konne, a chłopi chodzili w tradycyjnych ubiorach. Nie był to jednak żaden wiejski zakątek. Zainteresowania kulturalne i bieg historii zwróciły Wadowice raczej ku Krakowowi (polskiej stolicy kulturalnej) i Wiedniowi niż Warszawie. Jak większość Polaków w Galicji wadowiczanie nie żywili większej niechęci do cesarstwa habsburskiego, byli jednakże polskimi patriotami, którzy radośnie powitali odrodzenie się niepodległej Polski po pierwszej wojnie światowej. Starsze pokolenie czuło, że cierpienia przeszłości wreszcie minęły. Polska nie będzie już krajem wygnańców, tułających się po pustyni historii.

Ludność Wadowic stanowili drobni przedsiębiorcy, prawnicy, kupcy, rolnicy i urzędnicy miejscowej administracji. Pracowali w miejskich fabrykach, produkujących ceramikę i wyroby stalowe. Lekki przemysł w mieście uzupełniały tartak parowy, dwie cegielnie i fabryka, w której produkowano nawóz z kości zwierzęcych, poddawanych działaniu kwasu siarkowego35. Kiedy Polska odzyskała niepodległość, austriackie koszary zostały przejęte przez Dwunasty Pułk Piechoty nowej polskiej armii i starsi rangą oficerowie pułkowi stali się ważnymi postaciami miejscowej społeczności. Dyskretnie ubrani mieszczanie pozostawali w regularnym kontakcie z barwniej odzianymi okolicznymi rolnikami. Lokalna poezja, której uczyły się w Wadowicach dzieci szkolne, opisywała ciężkie życie tych, którzy usiłowali wydrzeć pożywienie kamienistej ziemi tego regionu. Krajobraz, ludowy katolicyzm i świat kultury spotkały się w osobie niejakiego Wawry, miejscowego chłopa-filozofa-rzeźbiarza, którego popularne prymitywne rzeźby - ptaszki, figurki Chrystusa frasobliwego, kapliczki przydrożne - stanowiły ekspresję prostej duszy. Wawro robił wrażenie na lepiej wykształconych mieszczanach, gdyż sam traktował swoją sztukę poważnie36. Pogarda, z jaką współcześni artyści i intelektualiści często spoglądają na ludową pobożność, była w Wadowicach nieobecna.

Druga Rzeczpospolita Polska była tworem heterogenicznym, w którym etniczni Polacy stanowili sześćdziesiąt pięć procent całej populacji37. W Wadowicach odzwierciedleniem tego pluralizmu była przede wszystkim spora liczba ludności żydowskiej, ponad 2 tys. mieszkańców. Według przyjaciela Karola Wojtyły z lat chłopięcych, Jerzego Klugera, Żydzi wadowiccy całkiem naturalnie uważali się za Polaków. Ponad siedemdziesiąt lat po ich pierwszym spotkaniu papież Jan Paweł II wspominał ojca Klugera, prawnika i zwierzchnika wadowickiej gminy żydowskiej, jako "wielkiego polskiego patriotę"38. Żydzi wadowiccy, którzy pierwotnie posługiwali się językiem jidysz, w znacznym stopniu ulegli wpływowi kultury miejscowej społeczności; ubierali się i mówili tak jak inni ludzie w mieście. Wadowic nie ominęły pewne etniczne i religijne napięcia, ale były one także miejscem, gdzie określenie Żydów przez polskiego poetę, Adama Mickiewicza, jako "starszych braci" chrześcijan przez wielu miejscowych katolików było brane na serio. Karol Wojtyła napisze później: "Mam żywo przed oczyma obraz Żydów podążających w dzień sobotni do synagogi, która znajdowała się na zapleczu naszego gimnazjum. Obie grupy religijne, katolików i żydów, łączyła (...) świadomość, że modlą się do tego samego Boga"39. Ze swej strony Żydzi wadowiccy mieli niedawne i całkiem dobre powody, by uważać się za pełnych Polaków. Niektórzy walczyli w legionach Piłsudskiego, w których ojciec Klugera był oficerem, inni zaś służyli jako oficerowie w nowym wojsku polskim.

Garnizon wojskowy przyczyniał się do atmosfery tolerancji w mieście. Na dorocznym balu pułkowym komendant zawsze tańczył pierwszego mazura z matką Jerzego Klugera40. Miejscowi księża również odznaczali się duchem tolerancji religijnej. Księdza Leonarda Prochownika, który posługiwał w Wadowicach od roku 1915 i został proboszczem parafii w roku 1929, wciąż wspomina się jako tego, którego pracy na rzecz tolerancji miasto zawdzięczało względny brak antysemityzmu41. Babka Klugera, pani Huppert, przyjaźniła się z księżmi z parafii, a miejscowy policjant przeganiał podsłuchujących, kiedy żydowska matrona i polski ksiądz, oboje przygłusi, przechadzali się pośród brzóz i jodeł miejskiego skweru, wiodąc ożywioną konwersację42.

Fizycznie i kulturowo centrum Wadowic był kościół Panny Maryi (bardziej formalnie kościół Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny), usytuowany na końcu podłużnej osi prostokątnego rynku. Parafia stanowiła część życia miasta przez ponad 650 lat. W każdą niedzielę zarówno mieszczanie, jak i mieszkańcy okolicy, tłoczyli się na mszy, odziani w najlepsze ubrania. Wewnątrz kościoła z cebulastą kopułą, którego wystrój pierwotnie był barokowy, wierni znajdowali ołtarz główny w głębi prezbiterium oraz sześć mniejszych ołtarzowych kaplic, z których każda poświęcona była czyjejś szczególnej czci. W kaplicy chrzcielnej, w której w ciągu stuleci ochrzczono tysiące dzieci, wystawiona była kopia największej polskiej narodowej ikony, "Czarnej Madonny", według tradycji namalowanej przez św. Łukasza na stole należącym do Świętej Rodziny - Jezusa, Maryi i Józefa. Ciemne, drewniane ławki, na których mogło usiąść pewnie z dwustu zgromadzonych, stały na wyłożonej płytami podłodze kościoła. Było też mnóstwo miejsca do stania, zapełnianego przez wiernych podczas nabożeństw.

Parafia wadowicka miała szczęście do księży, ludzi pobożnych i wykształconych. Pomocnik księdza Prochownika, ks. Edward Zacher, został wyświęcony w roku 1927 i wysłany do Rzymu na dalsze studia teologiczne. Po powrocie do Polski w roku 1929 i po dwóch latach spędzonych w Zakopanem pod Tatrami został oddelegowany do Wadowic jako katecheta, nauczyciel religii w dwóch tamtejszych gimnazjach. Tuż za miastem, w odległości niewielkiego spaceru, znajdował się klasztor karmelitów, siedziba jednego z zakonów o najsurowszej regule. Najsławniejszym spośród jego zakonników był Rafał Kalinowski. Skazany na śmierć, ale ostatecznie zesłany na osiem lat syberyjskiego wygnania za rolę, jaką odegrał w polskim powstaniu 1863 roku przeciwko imperium carskiemu, Kalinowski wstąpił do karmelitów bosych w wieku czterdziestu lat po dobrowolnie narzuconym sobie wygnaniu w Paryżu i umarł w roku 1907 w "klasztorze na górce", jak zwali go wadowiczanie. Został kanonizowany przez Jana Pawła II w roku 199143.

Około dziesięciu kilometrów od Wadowic w kierunku Krakowa znajduje się jedno z głównych centrów pielgrzymkowych w Polsce, Kalwaria Zebrzydowska, która będzie odgrywać wielką rolę w duchowym rozwoju Karola Wojtyły przez całe jego życie w Polsce. Rozległa świątynia na otwartym powietrzu, Kalwaria, została pierwotnie wybudowana przez wojewodę krakowskiego, Mikołaja Zebrzydowskiego, który w roku 1600 - według tradycji po tym, jak jego żona miała widzenie Chrystusa - polecił wznieść na górze Żarek kościół Krzyża Świętego. Kiedy nowy kościół został poświęcony w październiku 1601 roku, Zebrzydowski postanowił wybudować w pobliżu następną kaplicę, wzorowaną na kościele Grobu Świętego w Jerozolimie, i poprosił ojców i braci franciszkanów, by mieli pieczę nad świątyniami. Odwiedziwszy Ziemię Świętą i czując podobieństwo między topografią jej i swoich włości, pobożny szlachcic postanowił wznieść na własnej ziemi całą serię kaplic, podobnych do tych, jakie widział w Jerozolimie, upamiętniających rozmaite sceny z męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. W roku 1617 około dwudziestu czterech kaplic, tworzących położoną na otwartej przestrzeni wersję tradycyjnej wielkopostnej praktyki pobożnej, znanej jako Droga Krzyżowa, rozciągnęło się wzdłuż wielokilometrowych ścieżek pagórkowatej okolicy.

Kalwaria Zebrzydowska stała się wkrótce miejscem pielgrzymowania katolików z całej Polski, szczególnie podczas wielkiego przedstawienia pasyjnego na wolnym powietrzu, granego w każdym Wielkim Tygodniu. Przedstawienie pasyjne często przyciągało do Kalwarii 100 tys. pielgrzymów. Wędrówka przedstawienia od kaplicy do kaplicy wywoływała takie napięcie emocjonalne, że pielgrzymi stawali się rzeczywistymi uczestnikami dramatu cierpienia i śmierci Chrystusa. Trwające kilka dni misterium pasyjne angażowało zarówno miejscowych aktorów, jak i zawodowych ochotników z dalszych miast i miasteczek, ożywionych pragnieniem wzięcia udziału w tym, co stało się wielkim narodowym rytuałem44. Miejsce to zostało poszerzone przez syna Mikołaja Zebrzydowskiego, Jana, który po śmierci swojego ojca w roku 1620 zapoczątkował drugą serię kapliczek, poświęconych scenom z życia Maryi, Matki Chrystusa. Święto Wniebowzięcia Matki Boskiej, 15 sierpnia, wkrótce stało się okazją dla następnych wielkich dorocznych pielgrzymek z całej południowej Polski do Kalwarii.

Na początku XX wieku Kalwaria Zebrzydowska obejmowała czterdzieści pięć kaplic, z których dwadzieścia cztery tworzą Dróżki Pana Jezusa, a dwadzieścia jeden wyznacza Dróżki Matki Boskiej. Kaplice wspólne dla obu "dróżek" symbolizują splecenie życia Jezusa i Maryi. Kapliczki zostały tak pomysłowo skonstruowane, by przekazywać znaczenie biblijnej sceny, jaką upamiętniają. Kaplica upamiętniająca wzięcie przez Jezusa krzyża ma kształt krzyża, a kaplica ku pamięci spotkania Jezusa z Matką na Drodze Krzyżowej ma kształt serca, przypominając pielgrzymom, że umierający Chrystus, oddając swoją Matkę pod opiekę umiłowanego ucznia Jana, oddał ją wszystkim uczniom, którzy zawsze znajdą schronienie w sercu Maryi. Chrystocentryczny charakter maryjnej pobożności Kalwarii najmocniej symbolizuje skrzyżowanie obu dróżek przy jednym z największych kościółków sanktuarium, kaplicy Wniebowzięcia Maryi. Jego położenie i plan antycypowały nauczanie II Soboru Watykańskiego, że Maryja, pierwsza spośród wierzących, jest pierwszym owocem odkupieńczego dzieła Chrystusa.

KORZENIE

Ani Karol Wojtyła senior, podoficer w Pięćdziesiątym Pułku Piechoty armii austro-węgierskiej, ani jego żona Emilia nie mieli powiązań rodzinnych w Wadowicach, miasteczku, w którym założyli rodzinę po ślubie w roku 190445.

Ślady przodków Karola Wojtyły odnajdujemy we wsi Czaniec, w odległości około sześćdziesięciu kilometrów na południowy zachód od Krakowa. Akta chrzcielne i ślubne często określają Wojtyłów jako hortulani, drobnych rolników, chociaż zapiski parafialne z Białej notują jakichś Wojtyłów kupców i takie osoby jak "Wojtyła wagabunda" i "Wojtyła żebrak", których pokrewieństwa z rodziną papieża Jana Pawła II nie da się ustalić. Dziadek Papieża, Maciej Wojtyła, opuścił Czaniec i przeniósł się do wsi Lipnik, gdzie pracował jako krawiec i rolnik. Karol Wojtyła, ojciec Papieża, urodził się w Lipniku 18 lipca 1879 roku w rodzinie Macieja i jego żony Anny (z domu Przeczek), córki piekarza. Anna zmarła, kiedy młody Karol był chłopcem. Przyrodnia siostra Karola, Stefania, urodziła się w roku 1891 z drugiego małżeństwa, z Marią Zalewską, córką krawca. Maciej Wojtyła zmarł w Lipniku 23 września 1923 roku, kiedy jego wnuk, przyszły papież, nie miał jeszcze trzech i pół roku.

Najwcześniejsze ocalałe zapiski o rodzinie Emilii z Kaczorowskich Wojtyłowej znajdują się w okolicach Bielska-Białej. Ojciec Emilii, Feliks Kaczorowski, urodził się w Białej 26 czerwca 1849 roku i pracował jako rymarz. W roku 1875 poślubił Marię Scholz, córkę szewca. Ich piąte dziecko, Emilia, urodziło się 26 marca 1884 roku. W rok później rodzina przeniosła się do Krakowa, gdzie urodziło się kolejnych czworo dzieci (jedno z nich zmarło w dzieciństwie). Maria z Scholzów Kaczorowska umarła w roku 1897; Feliks ożenił się powtórnie i zmarł w roku 1908 jako ojciec czworga następnych dzieci, zrodzonych z jego drugiej żony, Joanny. Kaczorowscy mieszkali w Krakowie przy ul. Smoleńsk 15, gdzie Feliks uprawiał rymarstwo, specjalizując się w obijaniu powozów. Uważa się, że Emilia skończyła osiem klas w szkole prowadzonej przez siostry Bożej Miłości. Zawsze nieco delikatnego zdrowia, pomagała w gospodarstwie i wychowaniu młodszego rodzeństwa aż do swojego ślubu z Karolem Wojtyłą46.

Syn Karola i Emilii, Edmund zwany w rodzinie Mundkiem, urodził się 28 sierpnia 1906 roku. Przystojny młodzieniec został bardzo dobrym studentem i aktywnym sportowcem, wspominanym dla swego osobistego uroku. W latach 1924-1929 Edmund Wojtyła studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, gdzie 28 maja 1930 roku uzyskał stopień doktora nauk medycznych. Następnie praktykował swój zawód w szpitalu w Bielsku47.

W parę lat po Edmundzie Emilia urodziła córkę. Nie zachowały się żadne zapiski dotyczące jej narodzin, chrztu czy śmierci w dzieciństwie. Według wspomnień miejscowych w Wadowicach żyła tylko kilka tygodni. Prawdopodobnie ochrzczono ją prywatnie w domu, może zrobili to sami rodzice, jak na to zezwala Kościół w nagłych przypadkach, i zapewne pochowano ją na miejscowym cmentarzu, chociaż bez nagrobka, jak by nakazywał ówczesny zwyczaj48.

Od roku 1919 Karol i Emilia z synem Edmundem mieszkali na pierwszym piętrze domu, będącego własnością Chaima Bałamutha, przy Rynku 2 (obecnie Kościelna 7) i sąsiadującego przez ulicę z kościołem Panny Maryi. Tu 18 maja 1920 roku urodziło się trzecie dziecko tej pary - drugi syn. Lolek, jak nazywali go rodzina i przyjaciele, został ochrzczony przez kapelana wojskowego, ks. Franciszka Żaka, w kościele Panny Maryi 20 czerwca 1920 roku i formalnie otrzymał imiona Karol Józef, przez pamięć habsburskiej monarchii, której służył jego ojciec49.

Dziecinne fotografie Lolka pokazują pucołowatego chłopczyka o szerokiej, słowiańskiej twarzy. Jedno zdjęcie razem z matką ujawnia uderzające podobieństwo między obojgiem. Mnożą się teraz bez końca historie z dzieciństwa Karola Wojtyły juniora, tak iż rzeczywiście niemożliwością jest oddzielić prawdę od pobożnej fantazji i twórczej pamięci w tej kwestii. Opowieść o tym, jak Emilia woziła go w wózku po Wadowicach i mówiła sąsiadkom: "Zobaczycie, że mój Lolek będzie kiedyś wielkim człowiekiem" potwierdzano tak często, że być może należy uznać ją za prawdziwą.

Karol Wojtyła senior kontynuował swoją karierę porucznika w Wojsku Polskim do chwili, kiedy przeszedł na emeryturę w randze kapitana około roku 192750. Kiedy Lolek podrósł, Emilia, biegła w haftowaniu, zaczęła zajmować się krawiectwem, żeby wesprzeć rodzinny budżet. Mieszkanie Wojtyłów było skromne, ale niewątpliwie mieszczańskie, w solidnym, ceglanym i otynkowanym budynku, okalającym wewnętrzne podwórze, gdzie Emilia siadywała i rozmawiała z sąsiadkami, podczas gdy Lolek się bawił. Mieszkanie miało parę pokoi i kuchnię. Pozostałe z niego umeblowanie, porcelana, sztućce i ozdoby wskazują na solidność, pobożność i prosty, ubogi styl życia. Dopóki Edmund nie udał się do Krakowa na uniwersytet w roku 1924, musiało być tam nieco ciasno. Domowa tragedia wkrótce jeszcze bardziej pomniejszy rodzinę.

Przyjaciel z dzieciństwa Karola Wojtyły, Jerzy Kluger, przypomina sobie ich jako chłopców bawiących się na rynku miejskim obok mieszkania Wojtyłów. Kiedy mieli "sześć albo siedem lat", Lolek i Jurek Kluger wyobrazili sobie, że miejski policjant, Ćwięk, ma drewnianą szablę. Pewnego dnia, kiedy Ćwięk ucinał sobie drzemkę na rynku, chłopcy postanowili sprawdzić swoją teorię, wyciągając szablę z pochwy. Straciwszy równowagę, potknęli się i przewrócili na zdumionego stróża prawa i porządku - którego prawdopodobnie bardziej zirytowało przerwanie mu jego drzemki niż usiłowanie zarekwirowania mu jednego z symboli jego urzędu51. Latem, kiedy nie bawili się w mieście czy w domu, chłopcy pływali w Skawie, a zimą ślizgali się na łyżwach i grali w hokeja na zamarzniętej rzece. Inną rozrywką młodości przez większą część roku były wycieczki. Ich ulubionym sportem zespołowym była piłka nożna. Pielgrzymi przybywający dzisiaj do Wadowic mogą oglądać pole, na którym "Lolek Bramkarz" szlifował swoje umiejętności, często grając w drużynie złożonej głównie z miejscowych chłopców żydowskich.

15 września 1926 roku Karol Wojtyła zaczął pierwszą klasę w szkole podstawowej, mieszczącej się na pierwszym piętrze budynku miejskiej administracji na rynku, minutę drogi od rodzinnego domu. Klasy były duże, liczące ponad sześćdziesięciu uczniów. Program obejmował polski, religię, arytmetykę, rysunki, śpiew i, według świadectwa szkolnego, gry i gimnastykę oraz "prace ręczne". Od początku Lolek był uzdolnionym uczniem52. Niewinna beztroska, łącząca się zazwyczaj z okresem początkowym w szkole podstawowej, nie miała jednak trwać długo. 13 kwietnia 1929 roku, kiedy Lolek kończył trzecią klasę, jego matka, która często chorowała, umarła na niewydolność nerek i wrodzoną chorobę serca53. Emilia Wojtyłowa, licząca czterdzieści pięć lat, została pochowana 16 kwietnia po mszy świętej pogrzebowej, celebrowanej w kościele parafialnym przez proboszcza, ks. Prochownika.

Wiele napisano o dalekosiężnym wpływie przedwczesnej śmierci matki na Karola Wojtyłę. Sugeruje się często na przykład, że maryjna pobożność Wojtyły zastąpiła mu uczucie macierzyńskie. Inni posunęli się nawet do twierdzenia, że papieskie nauczanie na temat kobiet i życia konsekrowanego jest odbiciem jego problemów w relacjach z kobietami, jakie zaczęły się wraz ze śmiercią Emilii54. Takie spekulacje, często oparte na prowadzonej na odległość amatorskiej psychoanalizie, są bezużyteczne dla poważnych badaczy życia Wojtyły. Co więcej, ostatnie autobiograficzne pisma Jana Pawła II w rzeczywistości milczą na temat jego matki, notując jedynie: "mniej jestem świadom jej wkładu" w religijne wychowanie, "a był on z pewnością bardzo duży"55.

O ile milczenie na temat śmierci matki niewątpliwie stanowi odbicie jego dyskrecji, o tyle może ono również sugerować, że Karol Wojtyła jako dorosły człowiek zachował słabe wspomnienie kobiety, która umarła, kiedy on miał dziewięć lat. W świecie postfreudowskim proste wyjaśnienia mogą wyglądać na ucieczkę. Ale pewnym wytłumaczeniem, dlaczego Matka Boska z Piety Michała Anioła nie patrzy na swojego zmarłego Syna, jest to, że rzeźbiarz, którego matka zmarła, kiedy miał sześć lat, nie pamiętał, jak wyglądało spojrzenie matki. Milczenie Jana Pawła II na temat matki może równie dobrze wskazywać na względne ubóstwo wspomnień o niej, jak to kiedyś zauważył jeden z jego współpracowników56. Na stoliku w swojej sypialni, zarówno w papieskim apartamencie w Watykanie, jak i w letniej rezydencji w Castel Gandolfo, papież Jan Paweł II trzyma małe, portretowe zdjęcie swoich rodziców, zrobione niedługo po ślubie. Tak właśnie pamięta swoją matkę.

Karol Wojtyła miał wielu mentorów w chłopięctwie i młodości. Spośród nich największy wpływ wywarł na niego ojciec.

Karol Wojtyła senior, powszechnie w Wadowicach zwany "kapitanem", był dżentelmenem dawnego chowu i człowiekiem kryształowej prawości, którego wojskowa kariera, według opinii starszych rangą oficerów, opierała się na połączeniu inteligencji, pracowitości, niezawodności, a przede wszystkim uczciwości57. Zdaniem Jerzego Klugera wyróżniającą go cechą było to, że był "mężem sprawiedliwym" i żywił przekonanie, że spoczywa na nim odpowiedzialność za przekazanie swojemu synowi takiego oddania się życiu sprawiedliwemu58.

Pracujący zrazu jako krawiec, Wojtyła służył przez dwadzieścia siedem lat w jednym z najznakomitszych tworów cesarstwa habsburskiego, armii, która była, być może, pierwszą we współczesnym świecie wielką instytucją wielonarodową. Kierujący wojskiem wielojęzycznego cesarstwa oficerowie musieli być także wielojęzyczni i biegle mówić językiem ludzi, którymi dowodzili59. Korpus oficerski, niegdyś kasta arystokratyczna, w czasach służby Karola Wojtyły wywodził się w większości z ludu. A w europejskim świecie afery Dreyfusa, w otoczeniu, w którym kwitł antysemityzm, korpus oficerski podwójnej monarchii obejmował znaczną liczbę Żydów. Nie był on bez skazy, ale - sądząc po raportach składanych przez zwierzchników Karola Wojtyły i po awansie samego Wojtyły - armia podwójnej monarchii była organizacją, w której ceniono i nagradzano charakter, odpowiedzialność i osobistą uczciwość, za jakie chwalono młodego polskiego żołnierza60.

Kapitan nie był wylewnym człowiekiem, ale nie był też pustelnikiem. Jerzy Kluger pamięta go jako ani nazbyt poufałego, ani trzymającego się z daleka, ale raczej jako "przystępnego"61. Obcym mógł wydawać się srogi, ale w wychowaniu dzieci był sprawiedliwy, choć surowy62. Zakończywszy przed podjęciem pracy podstawową i początkową gimnazjalną edukację, był przede wszystkim samoukiem. Posługując się niemieckim równie biegle jak polskim, uczył Lolka niemieckiego w domu; przyszły papież będzie mówił tym językiem z austriackim akcentem63. Karol Wojtyła był również patriotą wyzbytym ksenofobii i dobrze obeznanym z literaturą polską, w którą wprowadzał swojego syna. Kapitan dawał też Lolkowi i Jurkowi Klugerowi prywatne lekcje historii Polski, które ilustrował czytaniem poetów epoki rozbiorowej, jak na przykład Cypriana Norwida64.

Jego syn wspomina ojca jako "człowieka ciągłej modlitwy"65. Wieczorem i wcześnie rano młody Karol zastawał swego ojca cicho modlącego się na kolanach. Ojciec i syn czytali razem Biblię i regularnie odmawiali różaniec. Ale czego, oprócz formułek modlitewnych, uczył kapitan swojego syna o wierze?

Kapitan Karol Wojtyła, nauczyciel religii tyleż przez przykład, co napomnienie i wykład, uczył swojego syna, że Kościół jest czymś więcej niż tylko widzialną instytucją. "Tajemnica Kościoła", jego "niewidzialny wymiar", jest "większa niż sama tylko struktura widzialna Kościoła i jego organizacja", które "służą Tajemnicy"66. Według świadectwa syna to sposób życia jego ojca pierwszy zaszczepił w przyszłym papieżu ideę, że życie wiary najpierw dotyczy wewnętrznego nawrócenia.

Papież Jan Paweł II napisał także, jakie wrażenie od młodości wywierały na nim słowa Jezusa, wypowiedziane do uczniów: "Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo" (Łk 12,32). Ta przestroga przed lękiem kazała przypuszczać, że mogą być rzeczy, których uczniowie mogliby się obawiać: będą prześladowania, będą zatwardziałe serca. "Nie przygotowywał ich na łatwy sukces", napisał kiedyś Jan Paweł II. Tu jednak, jak wskazuje, jest serce Ewangelii: "Ewangelia nie jest obietnicą łatwych sukcesów. Nie obiecuje też nikomu łatwego życia. Stawia wymagania. Równocześnie zaś jest ona Wielką Obietnicą: obietnicą życia wiecznego - dla człowieka poddanego prawu śmierci, obietnicą zwycięstwa przez wiarę - dla człowieka zagrożonego tylu klęskami"67.

Wymagania i obietnica, krzyż przed koroną - zważywszy na świadectwo Jana Pawła II, że ta duchowość odkupieńczego cierpienia była dla niego sercem Ewangelii od czasów chłopięcych, możemy tu dostrzec jeszcze inny ślad nauczania i przykładu najbardziej wpływowego nauczyciela religii z jego wczesnych lat: ojca, który pierwszy zabrał go na pielgrzymkę do Kalwarii Zebrzydowskiej w rok po śmierci matki68.

W swoich krótkich autobiograficznych wspomnieniach z czasów wczesnej formacji religijnej Jan Paweł II napisał, że przede wszystkim był wdzięczny swojemu ojcu. "Nigdy nie mówiliśmy z sobą o powołaniu kapłańskim, ale ten przykład mojego ojca był jakimś pierwszym domowym seminarium"69. Nie ma większej pochwały nad tę ze strony kapłana, w chwili złotego jubileuszu święceń wciąż zdjętego trwogą wobec daru kapłaństwa.

UCZEŃ

Po zakończeniu podstawowej edukacji jesienią roku 1930 Karol Wojtyła dostał się do miejskiego gimnazjum imienia Marcina Wadowity, średniej szkoły dla chłopców, przy ul. Mickiewicza. Od śmierci Emilii poprzedniego roku, w czasie gdy Edmund kończył studia medyczne w Krakowie, kapitan Wojtyła i jego syn zaprowadzili rygorystyczną codzienną rutynę. Ponieważ lekcje zaczynały się o 8 rano, wstawali wcześnie, modlili się i razem jedli śniadanie. Kiedy młody Karol został ministrantem, często uczestniczyli w porannej mszy u Panny Maryi, odprawianej o godzinie 7. Ranki spędzane były w szkole, a następnie ojciec i syn wczesnym popołudniem jedli obiad w jadłodajni prowadzonej przez panią Marię Banaś niedaleko od ich domu; jej syn, Bogusław, był kolegą szkolnym Lolka, a jej mąż był przyjacielem kapitana. Potem były dwie godziny zabawy, następnie odrabianie lekcji i lekka kolacja przygotowywana w domu przez ojca, z którym chłopiec czasem szedł na wieczorny spacer. Umowa z rodziną Banasiów ułatwiała życie wdowca i jego syna, ale wynikł z niej kiedyś też podnoszący włosy na głowie incydent. Miejscowy policjant pił w barze Banasiów po służbie; kiedy uważał, że wypił zbyt wiele, wkładał swój rewolwer do szuflady z kasą i zostawiał go u Banasiów na przechowanie. Gdy Karol Wojtyła miał piętnaście lat, Bogusław Banaś wyjął pewnego razu rewolwer, dla żartów skierował go na Lolka, stojącego dwa metry dalej, i powiedział: "Ręce do góry albo strzelam!" Broń w jakiś sposób wypaliła. Kula o włos przeszła obok Lolka i roztrzaskała okno. Pan Banaś zerwał się z drzemki, wpadł do pokoju, wyrwał pistolet Bogusławowi i wsadził go z powrotem do szuflady. Nikt nie powiedział słowa. Wszyscy wiedzieli, że nieszczęście było tuż-tuż70.

W roku 1930 ks. Kazimierz Figlewicz, młody kapłan, przyjechał do Wadowic uczyć katechizmu w szkole podstawowej i w gimnazjum i został przydzielony w parafii do opieki nad ministrantami. Wspomina on młodego Karola Wojtyłę jako "dość wysokiego, ale raczej grubaska", "chłopca bardzo żywego, bardzo zdolnego, bardzo bystrego i bardzo dobrego", który żył w zgodzie zarówno z kolegami, jak i nauczycielami71. Ksiądz Figlewicz został spowiednikiem Lolka; jemu chłopiec wyznawał swoje grzechy i uzyskiwał rozgrzeszenie. Obydwaj odwiedzali się i rozmawiali także poza obrębem konfesjonału, i pozostali w kontakcie, wtedy gdy ks. Figlewicza przeniesiono do katedry w Krakowie. Kiedy Lolek był w wyższych klasach gimnazjum, ks. Figlewicz zapraszał go do Krakowa na uroczystości Wielkiego Tygodnia w katedrze, co, jak później napisał Jan Paweł II, było dla niego jako chłopca "wielkim przeżyciem"72. Ksiądz Kazimierz Suder, który poznał Karola Wojtyłę w krakowskim seminarium po drugiej wojnie światowej, uważa, że ks. Figlewicz był "idolem" przyszłego papieża73. Z pewnością pomógł on w zasianiu ziaren powołania kapłańskiego w Karolu Wojtyle.

Pod koniec szkoły powszechnej i na początku gimnazjum Lolek zbliżył się także do swojego brata, Edmunda. Nie widywali się często, gdy Edmund studiował w Krakowie, ale po jego przeniesieniu się do szpitala w Bielsku wizyty w domu stały się łatwiejsze i częstsze. Mundek zabierał młodszego brata na mecze piłki nożnej, trzymając go czasem na barana, żeby chłopiec mógł lepiej widzieć. Z kolei Lolek odwiedzał szpital w Bielsku i urządzał "teatr jednego aktora" dla pacjentów Mundka. Ten rozkwit przyjaźni między braćmi nie miał trwać długo, gdyż dr Edmund Wojtyła zmarł 5 grudnia 1932 roku, w kilka dni po zarażeniu się szkarlatyną od jednego ze swoich pacjentów. Miał dopiero dwadzieścia sześć lat. Musiał to być straszny cios dla ojca i młodszego brata. Ksiądz Kazimierz Suder sądzi, że całkowicie niespodziewana śmierć brata musiała porazić Lolka bardziej niż śmierć jego matki74. Inskrypcja na grobowcu Edmunda w Krakowie opisuje go jako "ofiarę swego zawodu, poświęcającą swoje młode życie cierpiącej ludzkości"75. Dla Lolka, wówczas dwunastoletniego, była to lekcja Bożej woli, której przypisywał ofiarę swojego brata, kiedy sąsiedzi usiłowali go pocieszyć76.

Szkoła średnia, do której uczęszczał Lolek, oferowała doskonałą edukację klasyczną. Łacina i greka były podstawowymi przedmiotami w programie, łącznie z kursami z języka i literatury polskiej, historii i matematyki. Wojtyła zaczął się uczyć łaciny, kiedy miał lat trzynaście, i nabrał upodobania do tego języka, które trwa przez całe jego życie; nauka greki zaczęła się rok później. W latach gimnazjalnych nadal otrzymywał najlepsze stopnie, nawet wtedy, kiedy poszerzał się zakres jego nadprogramowych zajęć. Został członkiem Sodalicji Mariańskiej, stowarzyszenia młodzieży mającego na celu rozwijanie nabożeństwa do Matki Chrystusa, i tam poznał jego kapelana, księdza Zachera. Przez ostatnie dwa lata gimnazjum dwukrotnie wybierany był na przewodniczącego Sodalicji. W lecie 1937 roku ukończył obowiązkowy kurs przysposobienia wojskowego na obozie starszej młodzieży. Ostatni rok gimnazjum obejmował też przygotowania do sakramentu bierzmowania, który Karol otrzymał 3 maja 1938 roku.

Niedługo potem arcybiskup krakowski, Adam Stefan Sapieha, odwiedził gimnazjum Marcina Wadowity. Wojtyła, szkolny prymus, został wybrany, by wygłosić przemówienie powitalne. Wywarł on niewątpliwe wrażenie na Sapieże, który zapytał ks. Zachera, czy nie można by z młodzieńca zrobić księdza. Zacher odpowiedział, że nie wydaje mu się to prawdopodobne. Wojtyła wybierał się na studia na Uniwersytet Jagielloński, gdzie zamierzał kontynuować rozwijanie swoich literackich i teatralnych zainteresowań. "Szkoda", miał odpowiedzieć Arcybiskup77.

Nie było to ostatnie spotkanie Karola Wojtyły z arystokratycznym arcybiskupem, który, podobnie jak ojciec, wywarł, być może, najtrwalszy wpływ na Karola.

ŻYWE SŁOWO

Rozczarowując zrazu arcybiskupa Sapiehę, Karol Wojtyła miał co innego w głowie, żywił bowiem, według własnych słów, "nade wszystko zamiłowanie do literatury, a w szczególności do literatury dramatycznej i do teatru"78. Była to pasja, którą wyniósł z domu, szkoły i miasta, gdzie przesiąkał polską romantyczną literaturą i dramatem. Czerpane z nich tematy ukształtują jego myślenie w nadchodzących dziesięcioleciach79.

Dziewiętnastowieczna Europa pełna była literatury rewolucyjnej. Patriotyczni pisarze, którzy stworzyli polski romantyzm, byli inni. Nie tylko byli oni raczej poetami, powieściopisarzami i dramaturgami niż pamflecistami; mieli też wyjątkowe spojrzenie na rewolucyjne zadania. Według wielu teoretyków politycznych w dziewiętnastowiecznej Europie kontynentalnej "rewolucja" oznaczała kompletne zerwanie z przeszłością, z ancien régime, co zazwyczaj obejmowało też chrześcijaństwo jako bastion niesprawiedliwego status quo. Natomiast polski romantyzm postrzegał rewolucję jako odzyskanie utraconej wartości, która była kluczowa dla formacji narodu. Przeszłość miała być nie obalona, ale odzyskana jako narzędzie narodowej odnowy. Polski romantyzm uważał katolicyzm za zaczyn, który dał początek odrębnemu narodowemu charakterowi Polski. W takiej specyficznej tradycji bycie rewolucjonistą oznaczało głębokie zainteresowanie chrześcijańską doktryną i moralnością.

Pierwszy kontakt Karola Wojtyły z polskim romantyzmem nastąpił prawdopodobnie wtedy, gdy ojciec czytał mu Trylogię Henryka Sienkiewicza, w której dzielni rycerze szarżują tam i z powrotem poprzez stepy dawnego państwa polsko-litewskiego w pogoni za sławą i w obronie wiary i ojczyzny. Sienkiewicz nie miał pretensji do literackiej głębi. Znakomity gawędziarz, pisał swoją romantyczną, fikcyjną opowieść o dniach polskiej wielkości dla umocnienia polskiego ducha w epoce zaborów, kiedy przyszłość jawiła się jak najczarniej. Na przykład prawie na pewno dzięki Sienkiewiczowi Karol Wojtyła usłyszał po raz pierwszy epicką przemowę przeora Augustyna Kordeckiego do obrońców jasnogórskiego klasztoru w Częstochowie, miejsca przechowywania ikony Czarnej Madonny. Obrona ta przełamała szwedzką inwazję roku 1655, traumatyczny moment, który polska historia wspomina jako "potop":

 

Chybaby Bóg i Najświętsza Jego Rodzicielka umyślnie na tego nieprzyjaciela zesłali zaślepienie, aby miarę w swych nieprawościch przebrał. Inaczej nigdy by on na ten święty przybytek nie odważył się wznieść miecza...

Szydzi z nas i pogardza nami nieprzyjaciel pytając, co nam z dawnych cnót pozostało. A ja odpowiem: wszystkie zginęły, jednak coś jeszcze pozostało, bo pozostała wiara i cześć dla Najświętszej Panny, na którym to fundamencie reszta odbudowaną być może. [Nasi wrogowie] rozumieją to dobrze... Przeto, jeśli Bóg (...) ślepoty umyślnej na nich nie zesłał, nigdy oni się na Jasną Górę nie ośmielą uderzyć, bo ten dzień byłby dniem przemiany ich fortuny a upamiętania naszego80.

 

Sienkiewicz, wielki popularyzator, przekazał masowemu odbiorcy kilka kluczowych idei szczególnego romantycznego widzenia własnej historii: historia ma jądro duchowe; degeneracja tradycyjnych cnót narodowych spowodowała polityczny upadek Polski; odbudowanie polskiej niepodległości domaga się odzyskania tych cnót jako fundamentu nowego polskiego państwa. Karol Wojtyła pogłębił rozumienie tego specyficznego sposobu odczytywania historii poprzez młodzieńcze spotkanie z wielkimi poetami i dramatopisarzami polskiego romantyzmu, zwłaszcza Adamem Mickiewiczem, Juliuszem Słowackim i Cyprianem Kamilem Norwidem.

Mickiewicz (1798-1855) - poeta, dramaturg i działacz polityczny - był charakterystycznym przedstawicielem polskiego romantyzmu i najwybitniejszą postacią w polskiej literaturze swojego czasu. Urodzony na Litwie, nigdy nie postawił stopy ani w Warszawie, ani w Krakowie i umarł pod Konstantynopolem. Był jednak Mickiewicz "pogrobowcem" dawnego państwa polsko-litewskiego i niekwestionowanym mistrzem literatury polskiej większej części XIX wieku81. Jego życie intelektualne i dzieło literackie pełne były namiętności, zwłaszcza dotyczącej niepodległości Polski. A wyrażał tę pasję poprzez szereg szczególnych idei, wykuwanych w napięciu pomiędzy racjonalistyczną dumą oświecenia a pokorą, jakiej domagała się wiara, pomiędzy romantycznym wysławianiem intuicji ("prawdy serca") a ortodoksyjnie chrześcijańskim kładzeniem nacisku na prawdę obiektywną82.

W poematach epickich, jak Pan Tadeusz, w wizyjnych dramatach poetyckich, jak Dziady (które wywierały takie wrażenie na słuchaczach, że carscy cenzorzy ich zakazywali), i w dydaktycznych dziełach, jak Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego, Adam Mickiewicz podkreślał, że historia ma głęboki wymiar duchowy, a cierpienie przygotowuje duszę do chwały. Był to znany motyw chrześcijański - odkupieńcze cierpienie jako osobista duchowa dyscyplina. Ale według Mickiewicza odkupieńcze cierpienie było także przeznaczeniem narodu. Podzielona Polska była Mesjaszem narodów, cierpiącym sługą, który na Kalwarii odkupi świat i wskaże mu drogę przekroczenia zachodniego materializmu ku nowej, bardziej uduchowionej postaci wolności83.

Mickiewicz był politycznym postępowcem i filosemitą, który rewolucyjną tradycję "wolności, równości i braterstwa" interpretował zgodnie ze swoją chrześcijańską wiarą, że wcielenie Chrystusa, drugiego Adama, uczyniło wszystkich ludzi równymi, niezależnie od ich przekonań na temat Chrystusa84 . W rewolucyjnym przekształcaniu świata takim, jakie wyobrażał sobie Mickiewicz, proste intuicje ludzi pobożnych i pokornych są bardziej wiarygodnymi drogami do prawdy niż spekulacje intelektualistów czy to, co światowe potęgi uznają za mądrość85.

Juliusz Słowacki (1809-1849) rywalizował z Mickiewiczem o rolę duchowego przywódcy nieistniejącego państwa, Polski. Jego dramat Kordian, mający w całkiem świadomym zamierzeniu współzawodniczyć z Dziadami Mickiewicza, jest następnym utworem o tworzeniu historii, zobrazowanym przez serię scen, epizodów przedstawiających duchową ewolucję bohatera, który - ofiarowując siebie za grzechy swojego kraju - staje na szczytach Alp gotowy na męczeństwo, jakie niesie historia86.

Słowackiego fascynowało pytanie o to, jak musiał wyglądać świat w oczach Adama, pierwszego człowieka, i jego literackie dzieło pod pewnymi względami wyrażało usiłowanie wyobrażenia sobie w nowy sposób świata, jego początków i przeznaczenia. Podobnie jak inni polscy romantycy był przekonany, że podzielona, cierpiąca Polska odgrywa wyjątkową rolę w dramacie historii świata. W przypadku Słowackiego oznaczało to, że "Duch", który stworzył świat i ukształtował każdą kolejną fazę historii, teraz zamieszkuje Polskę. Tutaj zrodzi on postać, która wyprowadzi ludzkość z jej obecnych cierpień i wprowadzi w nową i lepszą przyszłość. Właśnie w tym ostatnim, mistycznym okresie swojej kariery Słowacki napisał wiersz o "słowiańskim Papieżu", który będzie bratem całej ludzkości87. Głównym dziełem tej fazy jego życia był niedokończony epicki poemat Król-Duch, gdzie "przedstawia wędrówkę Ducha, który na przestrzeni stuleci europejskiej cywilizacji ożywia ciała wodzów, królów i świętych"88. Tu Słowacki rozwinął najszerzej swoje mistyczne upodobania, dzięki którym, według laureata Nagrody Nobla, Czesława Miłosza, "historyczne wydarzenia podnosił do kosmicznych wymiarów i w historii widział nadludzkie, mistyczne siły, kształtujące los ludzkości"89. Stwórcze wypowiedzenie Słowa miało skierować historię tam, dokąd wiódł ją Duch.

Karol Wojtyła uczył się na pamięć Pana Tadeusza i grał w Kordianie, ale spośród polskich poetów romantycznych największy wpływ na jego myśl wywarł Cyprian Kamil Norwid (1821-1883), który według Miłosza "pragnął być jak Donkiszot, rycerz prawdy"90. "Człowiek na to przychodzi na planetę, ażeby dał świadectwo prawdzie", pisał Norwid w ślad za Ewangelią św. Jana, a najważniejszą prawdą, jakiej należy dawać świadectwo, jest to, że "Chrystus wyprowadził człowieka z królestwa ślepego fatum do królestwa wolności"91. Poezja Norwida była próbą zgłębienia prawdy rzeczy poprzez sztukę i rozmyślnym odrzuceniem pojęcia "sztuki dla sztuki".

Norwid pisał także wiele o godności pracy i nakazie szacunku dla pracujących i ich dzieła. Praca, twierdził, jest skutkiem grzechu pierworodnego, upadku człowieka. Ale "praca przyjęta z miłością jest najwyższym przejawem ludzkiej wolności", a dzięki temu jest odkupieńcza92. Z drugiej strony Norwid krytykował to, co uważał za tępy materializm, jaki spotykał na Zachodzie, a zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Postęp techniczny jest duchowo pusty; prawdziwej cywilizacji, rzeczywistej historii nie da się zbudować tylko na takim fundamencie93.

Najpierw więc była intensywna lektura klasyków literatury polskiej, którą Karol uprawiał w domu i w gimnazjum. Ale jeszcze głębsze zanurzenie w romantyzm przyszło wraz z uczestnictwem Karola w tej tradycji na scenie.

Wadowice szczyciły się sławą regionalnego centrum kultury literackiej, włączając w to teatr amatorski i miejski. Tradycje, jakie wykształciły się podczas zaborów - recytowanie poezji Mickiewicza i Słowackiego w domach prywatnych, szkolne i kościelne teatry wystawiające narodowych klasyków - kwitły nadal w okresie krótkiego żywota drugiej Rzeczypospolitej. Karol Wojtyła w latach gimnazjalnych z zapałem włączył się w tę lokalną działalność literacką. We współpracy z Gimnazjum Żeńskim im. Mościckiej gimnazjum Wojtyły jesienią 1935 roku wystawiało Antygonę; Wojtyła grał obok czołowej aktorki szkoły im. Mościckiej, Haliny Królikiewicz, której ojciec, Jan, był dyrektorem szkoły Lolka w latach 1934-1938. Pewnego razu Halina i Lolek namówili sławną aktorkę, Kazimierę Rychterównę, żeby była sędzią w gimnazjalnym konkursie recytacji poezji, w którym dwoje młodych było głównymi rywalami. Wojtyła wybrał Promethidiona Norwida, którego wyrecytował w sposób zgodny ze spokojnym intelektualizmem poety, podczas gdy Halina wybrała poemat dramatyczny. Halina wygrała. (W niekończących się spekulacjach na temat możliwych młodzieńczych romansów Karola Wojtyły wiąże się go zazwyczaj z Haliną Królikiewicz. Halina ze swej strony zaprzecza jakimkolwiek uczuciowym zaangażowaniom aż do czasu małżeństwa kilka lat później. Jan Paweł II napisał w roku 1996, że, jakkolwiek miał wiele przyjaciółek pośród dziewcząt, z którymi chodził do szkoły i pracował w teatrze, to nie żywił żadnej szczególnej przyjaźni, która mogłaby stanowić emocjonalną przeszkodę w jego wstąpieniu do seminarium94).

W roku 1937 obie szkoły wystawiły Balladynę Słowackiego, teatralny koktajl, w którym typy i sytuacje zaczerpnięte z polskich ballad mieszały się z innymi, wziętymi z Szekspira: Snu nocy letniej, Makbeta, Króla Leara itd.95 Podczas jednego z przedstawień Wojtyła grał podwójną rolę, wskutek czego musiał przez jedną noc nauczyć się na pamięć roli uprzednio granej przez chłopca, zawieszonego za jakiś szkolny kawał96. O jakości tej i trzech innych produkcji szkoły, wyreżyserowanych w latach 1937-1938, może dać pojęcie fakt, że szkolny teatr z Wadowic wyruszył w objazd, grając w innych amatorskich teatrach w okolicy i w Kalwarii Zebrzydowskiej.

Parafia także wspierała przedstawienia teatralne. Pod kierunkiem ks. Zachera Wojtyła grał hrabiego Henryka, główną rolę w jednym z symbolicznych dramatów polskiej tradycji romantycznej, Nie-boskiej komedii Zygmunta Krasińskiego, którą Mickiewicz nazwał "najwyższym osiągnięciem teatru polskiego"97. W tej apokaliptycznej fabule Krasiński przedziera się przez własne niezadowolenie z wyborów, jakich historia zdawała się dokonywać pomiędzy bezcielesną duchowością a bezlitosnym materializmem współczesnej racjonalistycznej rewolucji. Przewodni temat tej opowieści: rewolucję może odkupić jedynie Chrystus98. Fakt, że Wadowice (i ich kościół parafialny) mogły wystawić sztukę o takiej intensywności i symbolicznej złożoności, mówi nam coś o kulturalnym klimacie miejsca i czasu. Pouczające jest też, że kilkunastolatek mógł wziąć na siebie rolę hrabiego Henryka.

W tym czasie Karol Wojtyła jako aktor gimnazjalny spotkał Mieczysława Kotlarczyka, który wywarł głęboki wpływ na jego myślenie o relacji głoszonego słowa do dynamiki historii.

Kiedy się spotkali, Kotlarczyk uczył historii w żeńskim gimnazjum w Wadowicach, gdzie urodził się i wychował. Ojciec jego był "fanatykiem teatru", który "miewał teatralne pomysły w nocy i budził całą rodzinę, żeby jej o tym opowiedzieć"99. Kotlarczyk senior prowadził jeden z wadowickich teatrów, w którym grał jego syn. Mieczysław studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, pogłębił tam swoje wyczucie szczególnych walorów polskiej poezji i obronił rozprawę doktorską na temat krytyki teatralnej początków XIX wieku. Następnie wrócił do Wadowic jako nauczyciel100. To, czego rzeczywiście pragnął, to posłużyć się teatrem rodzinnym jako środkiem obleczenia w teatralne ciało swoich niecodziennych, nawet radykalnych idei na temat dramatu i jego stosunku do życia.

Chociaż techniczne aspekty wizji Kotlarczyka podlegały z biegiem czasu rozwojowi, to pewne podstawowe pojęcia były już obecne w okresie wadowickim. Jak ujęła to później jedna z jego najwybitniejszych uczennic, Kotlarczyk był zarówno "głęboko wierzącym chrześcijaninem", jak i "człowiekiem jednej idei, teatru", dla którego dramat był najważniejszą rzeczą w życiu, gdyż stanowił "drogę do doskonałości", środek "przekazywania Słowa Bożego", prawdy o życiu101. Porywała go potęga słów nie tylko w komunikowaniu idei, ale i wydobywaniu emocji, które są równocześnie całkowicie subiektywne i całkowicie obiektywne, prawdziwe. Mowę w takim rozumieniu ożywiała bliskość pomiędzy tym, kto mówi, i tym, kto słucha. Zadaniem aktora jest wprowadzenie słuchacza w tę bliskość przez takie pomniejszenie siebie, by prawda mówionego słowa mogła dosięgnąć i dotknąć słuchacza102. Kotlarczyk próbował stworzyć "teatr słowa wewnętrznego", w którym intryga, kostiumy, dramaturgia przedstawienia i inne rekwizyty wiązane zwykle z teatrem zostałyby ograniczone do absolutnego minimum. Tym, co się liczyło, było to, co działo się w świadomości słuchaczy, a co stawało się możliwe dzięki niezwykłej, pełnej samozaparcia dyscyplinie aktorów Kotlarczyka103.

Według Mieczysława Kotlarczyka funkcja aktora nie różniła się od funkcji kapłana: otwierania - za pośrednictwem materii tego świata - królestwa transcendentnej prawdy104. Jego "teatr wewnętrznego słowa" miał uobecniać uniwersalne prawdy i uniwersalne wartości moralne, które osądzały tu-i-teraz i ofiarowywały światu możliwość autentycznego przemienienia. Ten "radykalny człowiek", "uparty i fanatyczny", pojechał w roku 1937 do Salzburga na festiwal Mozarta i uznał, że jest on zanadto skoncentrowany na rzeczach zewnętrznych i widowisku. Tylko wtedy, kiedy "słowo" ma absolutne pierwszeństwo, teatr może być drogą do doskonałości105.

W roku 1936 Kotlarczyk wziął szesnastoletniego Karola Wojtyłę, młodszego odeń o dwanaście lat, pod swoje skrzydła. Lolek wkrótce stał się regularnym gościem w domu Kotlarczyka, gdzie jemu i Halinie Królikiewicz reżyser udzielał w swój niepowtarzalny sposób lekcji deklamowania poezji czy innych tekstów. Według siostry Kotlarczyka Mieczysław chodził po mieszkaniu tam i z powrotem, recytując jakiś fragment poetycki. Lolek szedł za nim, usiłując, nie zawsze z powodzeniem, mówić tak, jak wedle Kotlarczyka rzecz powinna być powiedziana. Następnie Kotlarczyk obsadzał Lolka i Halinę obok siebie w przedstawieniach swojego teatru106.

Przy końcu kariery gimnazjalnego aktora i okazjonalnego reżysera, do której zachęcał go ojciec, Karol Wojtyła zaangażował się w coś, co znacznie wykraczało poza estetyczne i intelektualne ramy typowego lokalnego teatru107. Rodzące się teorie Kotlarczyka i zanurzenie Wojtyły w literaturę polskiego romantyzmu stanowiły zasiew pod przyszłą refleksję na temat stosunku między uczuciem a intelektem i pomiędzy naszym postrzeganiem rzeczywistości a prawdą rzeczy. Młody Karol Wojtyła zaczął też rozmyślać nad potęgą słowa, przekształcającą historię pomimo olbrzymich materialnych przeszkód.

Dla Wojtyły teatr stanowił także doświadczenie wspólnoty, samodyscyplinującego się działania grupy jednostek, które - łącząc swoje indywidualne talenty z talentami drugich - stają się czymś więcej niż sumą części. A intensywność teatralnego powołania, zwłaszcza według Mieczysława Kotlarczyka, stanowiła, być może, początek innych intuicji, które miały być kontynuowane później. Jeśli dramat może odsłaniać głębsze wymiary prawdy rzeczy, to czy dramatycznej struktury nie mogłoby posiadać każde życie ludzkie? A cała rzeczywistość?

ALMA MATER: UNIWERSYTET JAGIELLOŃSKI

Antysemityzm zaczął coraz silniej pojawiać się w życiu publicznym w Polsce po śmierci Józefa Piłsudskiego, czołowej postaci w Drugiej Rzeczypospolitej, w roku 1935. W całym kraju organizowano bojkot żydowskiego handlu, popierany przez gazety i polityków, zabiegających o swoją pozycję. Ginka Beer, ambitna aktorka z Wadowic, wyjechała do Palestyny po tym, jak antysemicka akcja zmusiła ją do opuszczenia szkoły medycznej w Krakowie. Lolek Wojtyła i Jurek Kluger odwiedzili ją, zanim wyjechała. "Wiecie, co dzieje się z Żydami w Niemczech?", zapytała. "To zaczyna się i tutaj. Ja już dłużej nie wytrzymam! Tracę oddech. Dlatego postanowiłam wyjechać". Odprowadzili ją na stację. Wiele lat później wspominała, że kiedy opuszczała Wadowice, Karol Wojtyła senior powiedział do niej: "Nie wszyscy Polacy są antysemitami. Wiesz, że ja nie jestem!" Osiemnastoletni Lolek był zbyt poruszony, by coś powiedzieć108.

W roku 1938 Jurek Kluger zauważył, że jego ojciec dodał swoje hebrajskie imię do tabliczki z nazwiskiem w swoim biurze, co było wynikiem nowego dyskryminującego zarządzenia w ramach bojkotu ekonomicznego. W ostatniej klasie gimnazjum Lolek i Jurek zobaczyli, że niektórzy z ich kolegów wstępują do antysemickich partii politycznych. Od czasu do czasu w szkole wybuchały bójki. Lolek bronił swoich żydowskich przyjaciół, a w dyskusjach cytował księdza Prochownika, który podkreślał, że antysemici są też antychrześcijanami. Pewnego wieczoru grupa chuliganów zainicjowała demonstrację na rynku i wybiła szyby w kilku sklepach i domach, wrzeszcząc: "Bojkot ekonomiczny jest aktem patriotyzmu!" Następnego dnia Gebhardt, nauczyciel historii, surowy i mający posłuch u uczniów, wszedł do klasy dziwnie nieswój. Po lekcji, podczas której głównie milczał, zwracając się do uczniów, powiedział: "Mam nadzieję, że nie będę musiał zaliczyć któregokolwiek z moich uczniów do chuliganów, którzy grasowali dzisiejszej nocy. Mówię do was nie jako profesor historii, lecz jako Polak. To, co się stało, nie ma nic wspólnego z tradycją naszej Ojczyzny". Następnie odczytał klasie manifest Adama Mickiewicza z roku 1848 z wyrazami szacunku dla żydowskich starszych braci w wierze Abrahama oraz daną przez Polskę obietnicą równych praw dla wszystkich obywateli. Tego dnia Kapitan czekał na Lolka po szkole. Niezręcznie pogłaskał Jurka Klugera i powiedział: "Jak się miewa twój ojciec? Przekaż mu, proszę, pozdrowienia ode mnie. Nie zapomnij!"109

Karol Wojtyła, Jerzy Kluger i ich koledzy ukończyli gimnazjum 27 maja 1938 roku, a Lolek w imieniu klasy wygłosił mowę pożegnalną. Na balu maturalnym nowo upieczeni absolwenci tańczyli do późna w nocy, wśród nich Karol Wojtyła i Halina Królikiewicz. Pożegnania przyćmione były złymi przeczuciami. Tego lata Lolek odbył państwową służbę przy budowie drogi w Zubrzycy Górnej. Wspominał potem, że większość czasu spędził na obieraniu ziemniaków110.

Latem roku 1938 Karol Wojtyła i jego ojciec opuścili Wadowice i przenieśli się do Krakowa, gdzie Lolek miał w jesiennym semestrze rozpocząć studia na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zamieszkali w suterenie domu wybudowanego przez brata Emilii pod koniec pierwszej wojny światowej; dwie żyjące siostry Emilii mieszkały na wyższych kondygnacjach111. Dom na Dębnikach, przy ul. Tynieckiej 10, był przyjemnie położony na południowym brzegu Wisły, skąd roztaczał się imponujący widok na zamek i katedrę na Wawelu, poza którymi wyrastały wieże, wznoszące się z serca krakowskiego Starego Miasta. Krótki spacer wyprowadzał na dębnicki rynek. Blisko był też kościół parafialny św. Stanisława Kostki, jedyny architektoniczny eksperyment w stylu art deco na robotniczych Dębnikach. Uniwersytet znajdował się w odległości dwudziestominutowego spaceru przez most Dębnicki w kierunku Rynku.

Niezależnie od dogodnego położenia przyjaciele często określali mieszkanie jako "katakumby". Wejście znajdowało się z boku domu i prowadziło na korytarz, który dzielił mieszkanie na dwie części. Na lewo był pokój Lolka, za nim jego ojca; na prawo była kuchnia, za nią łazienka. Było tam ciemno i wilgotno, a w zimie staroświecki kaflowy piec węglowy nie potrafił wygnać chłodu panującego w powietrzu112.

Ten brak komfortu życiowego nie robił prawdopodobnie wrażenia na młodym Karolu Wojtyle, który był przyzwyczajony do prostoty i szybko wszedł w rozliczne światy życia studenckiego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Założony w roku 1364 Uniwersytet Jagielloński był jednym z najznamienitszych centrów nauki. W roku 1413 rektor uniwersytetu, Paweł Włodkowic, udał się z Krakowa na sobór w Konstancji, by występować przeciwko przymusowemu nawracaniu pogańskich Litwinów113. Tu kształcił się Kopernik, który wstrząsnął astronomią starego świata. Tutaj dziesiątki pokoleń uczonych dumały nad inskrypcją ponad wejściem do auli uniwersyteckiego budynku Collegium Maius - Plus ratio quam vis: "Raczej rozum niż siła". Przez sześć stuleci na Uniwersytecie Jagiellońskim spotykały się kultura chrześcijańska i humanistyczna. Jak wiele lat później napisze Karol Wojtyła, trudno było studiować na takiej uczelni bez wzruszenia; po jej szlakach nie dało się chodzić "bez należytego pietyzmu"114.

Na pierwszym roku Lolek wziął na siebie poważne akademickie obowiązki: wykłady z etymologii, fonetyki, fleksji oraz interpretacji tekstów literackich; przegląd średniowiecznej, nowożytnej i współczesnej polskiej poezji, dramatu i powieści; początkowe kursy rosyjskiego; ćwiczenia z gramatyki języka starocerkiewnego, najstarszego zapisanego języka słowiańszczyzny. By móc kontynuować swój akademicki program, studenci filologii polskiej, jak Karol Wojtyła, musieli przy końcu pierwszego roku zdać dwa ciężkie egzaminy z gramatyki polskiej i z języka starocerkiewnego. Obydwa uważano za kluczowe dla podjęcia dalszych filologicznych wyzwań.

W trakcie tych wstępnych studiów Karol Wojtyła zaczął uświadamiać sobie "pełniej, czym jest język", jak napisał później. Od dawna "pasjonował się belles lettres, a przede wszystkim literaturą polską"115. Teraz zaczął pojmować coś z "tajemnicy samego języka" i że "bez języka nie ma literatury": ludzka zdolność do wypowiadania się w języku czyni możliwym ludzki świat, włączając w to świat literatury116. Ten student pierwszego roku, już na najlepszej drodze do zostania prawdziwym poliglotą, uderzony różnorodnym bogactwem języków światowych, gorąco zapragnął głębiej zbadać ich strukturę i osobliwości. Dziesiątki lat później zadumał się nad tym, że ów młody filolog mógł był "skończyć na lingwistyce" jako naukowej profesji117.

Wojtyła zanurzył się także w działalności teatralnej. Przy końcu roku akademickiego 1938/1939 grał zodiakalnego Byka w fantastycznej sztuce Kawaler księżycowy, wystawianej przez trupę teatru eksperymentalnego, znanego jako Studio 39. Sztukę, która przedstawiała znaki zodiaku i była improwizowaną satyrą na lokalne osobistości i wydarzenia, wystawiano na dziedzińcu Collegium Maius. Na widowni był czołowy polski aktor, Juliusz Osterwa. Będąc pod silnym wrażeniem przedstawienia, zaprosił studentów-aktorów do swojego mieszkania i prosił, by pozostawali z nim w kontakcie.

Przed wojną Lolek należał do paru studenckich grup zajmujących się recytacją poezji i został członkiem Koła Polonistów, organizacji oddanej lekturze dzieł literatury, dyskusjom nad reformą programu oraz występującej przeciwko restrykcjom nakładanym na Żydów studiujących na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zaczął pobierać prywatne lekcje francuskiego; jego przyjaciel, Juliusz Kydryński, kolega aktor, zapoznał go z rodziną państwa Szkockich, która mieszkała na Salwatorze; ich lokatorka, pani Jadwiga Lewaj, uczyła tego języka, którego znajomość była Lolkowi potrzebna dla pogłębienia studiów literackich. Wśród tej oszałamiającej aktywności Karol Wojtyła nadal pisał wiersze i pracował jako wolontariusz w bibliotece.

Z końcem września 1938 roku, tuż przed rozpoczęciem studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim, Karol Wojtyła odbył obowiązkowe sześciodniowe szkolenie wojskowe w Legii Akademickiej. 28 listopada, gdy Polska zaczęła przyspieszać przygotowania do czekającej ją próby, otrzymał list od starosty powiatu wadowickiego, zwalniający go z czynnej służby wojskowej z racji studiów. W lutym 1939 roku kadeci z Legii Akademickiej otrzymali rozkaz uczestniczenia w ćwiczeniach fizycznych we wtorki i piątki, od godziny 8 do 9, w lokalnej sali gimnastycznej.

Nad Drugą Rzeczpospolitą zbierały się chmury. Poprzedniej jesieni Jerzy Kluger opuścił po miesiącu uniwersyteckie studia inżynieryjne w Warszawie. Wybuch gwałtownego antysemityzmu na uniwersytecie wygnał go z powrotem do Wadowic i jego rodzina miała nadzieję, że uda się jej wysłać go na studia do Anglii118. Lolek i jego przyjaciele, odznaczający się już wielką młodzieńczą powagą, stali się jeszcze poważniejsi. W kwietniu 1939 roku, w Wielki Czwartek, młody Wojtyła poszedł do katedry na Wawel, by zobaczyć, jak arcybiskup Sapieha odprawia stary rytuał obmycia nóg na pamiątkę posługiwania Jezusa Jego uczniom przy ostatniej wieczerzy. W maju udał się ze studencką pielgrzymką do sanktuarium Czarnej Madonny w Częstochowie, gdzie w wielu umysłach musiało się rodzić porównanie między "potopem" szwedzkim roku 1655 i wiszącym w powietrzu zagrożeniem nazistowskim.

W połowie czerwca Lolek zdał dwa egzaminy, pozwalające mu kontynuować studia na filologii polskiej. 24 czerwca 1939 roku z kilkoma przyjaciółmi świętował szczęśliwe ukończenie pierwszego roku studiów na przyjęciu w domu koleżanki, Anny Nawrockiej. Było tam wino i gramofon, i trochę tańców, ale dla Lolka i, można przypuszczać, dla wszystkich innych ważniejsza była rozmowa119. Rozpoczynała się wspaniała kariera uniwersytecka. Szanse na to, że będzie mogła być kontynuowana, zaczęły maleć wraz z kończącym się latem 1939 roku. Podczas gdy Karol Wojtyła odbywał następną rundę szkolenia w Legii Akademickiej (fotografia z tego czasu pokazuje go z karabinem na "prezentuj broń", z czym wygląda wybitnie nieswojo120), sojusznicy Polski wahali się i drżeli. Armia niemiecka intensyfikowała swoje przygotowania do operacji pod kryptonimem "Fall Weiss". A w Moskwie toczyły się niewyobrażalne dotąd negocjacje między dwoma europejskimi olbrzymami totalitarnymi.

SYN WOLNEJ POLSKI

Wspomnienia o początkach życia mężczyzn i kobiet, którzy stali się wielkimi ludźmi, zawsze podlegają czemuś w rodzaju retrospekcyjnego przefiltrowania przez przyjaciół i kolegów. Pokusa doszukiwania się w młodzieńczych cechach i sukcesach zapowiedzi późniejszych zalet i dokonań często jest nieodparta. Ale każdy dostępny skrawek świadectwa jemu współczesnych sugeruje, że Karol Wojtyła rzeczywiście był wzorowym synem, studentem i przyjacielem.

Jego intelektualne talenty uznawane były przez wszystkich; szybko uczył się tego, na co inni potrzebowali godzin121. Do swoich sukcesów nie przywiązywał wagi. Nie zanotowano, by powodował zazdrość u kolegów, częściowo dzięki temu, że zawsze wydawał się gotowy pomagać innym przedrzeć się przez materiał, który był dla nich za trudny122. Wyrósł w kulturze, w której pobożność uważano za coś normalnego, a jeżeli robił wrażenie pobożniejszego niż inni w jego wieku, nie postrzegano tego jako aberracji, lecz jako coś godnego podziwu.

Lolek bynajmniej nie był kujonem. Wiódł normalne społeczne życie młodego człowieka, właściwe dla jego miejsca i czasu, mając przyjaciół zarówno wśród chłopców, jak i dziewcząt. Zapalony sportowiec, wędrował kilometrami w poszukiwaniu lepszych terenów narciarskich. Odsłonił już wtedy kontemplacyjną stronę swojej osobowości, ale miał również przyjaciół dosłownie we wszystkich sferach społecznych w swoim mieście. Mając dar naśladowania, udawał swoich nauczycieli gimnazjalnych, co jego koledzy uważali za nieodparcie komiczne. Dobrze dostosował się do wymagającego otoczenia na uniwersytecie i w dużym mieście, będącym ważnym centrum kulturalnym123.

Miłość i szacunek do ojca wdowca były potężnym kompasem, dającym mu podstawową moralną orientację. Niektórym Kapitan mógł się wydawać człowiekiem znoszącym ze stoicką rezygnacją tragedie, jakich mu życie nie oszczędziło. Jednakże moralna lekcja, jakiej syn nauczył się od ojca, nie była stoicka, lecz chrześcijańska - była to lekcja cierpienia przemienionego przez wiarę. Życie jego ojca było surowe, jak wspominał później syn, ale surowość dla Karola Wojtyły seniora nie była tylko kwestią skromności narzuconej przez konieczność utrzymywania się z małej emerytury124. Rodziła się ona z przekonania do chrześcijańskiej ascezy i z niewzruszonej pewności, że prawdziwą miarą człowieka jest jego charakter, a nie bogactwo.

Lolek nauczył się także od ojca, że męskość i życie modlitwy nie są sobie przeciwstawne. Przede wszystkim zaś, być może, Kapitan przekazał synowi instynkt ojcostwa. Później Karol Wojtyła pojmie to w kategoriach teologicznych: instynkt ojcostwa i odpowiedzialność ojcowska są pewnego rodzaju ikoną Boga i stosunku Boga do świata. Ojcostwo oznacza odrzucenie więzienia samolubstwa; ojcostwo oznacza bycie "podbitym przez miłość". Ta miłość przynagla człowieka, by "dawał życie" w aktach oddania siebie, jak ujmie te rzeczy Karol Wojtyła w ostatnim dramacie, jaki napisał125.

Karol Wojtyła jest dzieckiem szczególnego czasu, szczególnego miejsca i wyjątkowego splotu warunków. Ci, którzy go uczyli kochać swój kraj, jego historię i literaturę, nauczyli go także, że w autentycznej tradycji jego ojczyzny nie ma miejsca na małostkowość. Polskie doświadczenie, jakiego nabył, było raczej metaforą ludzkiej kondycji w XX wieku: poszukiwanie wolności jest dążeniem powszechnym. W procesie tego dążenia prawda jest potężniejsza niż to, co świat zazwyczaj uważa za rzeczywistą siłę. Duch ludzki, zorientowany na prawdę, jest siłą niepowstrzymaną. Zrozumieć to oznacza być synem wolnej Polski.

Był młodzieńcem, od którego wiele oczekiwano w przyszłości, w ramach kariery, która, jak spodziewał się Karol Wojtyła, miała być ześrodkowana na języku, literaturze i teatrze. Historia i, jak on sam podkreśla, Opatrzność miały inne plany.

Przypisy

      1 Conor Cruise O'Brien, On the Eve of the Millennium: The Future of Democracy Through an Age of Unreason, New York 1994, s. 11-12. Ostateczna ocena O'Briena jest bezlitosna: "Ja naprawdę czuję odrazę do Jana Pawła II" (s. 16).

      2 Tad Szulc, Papież Jan Paweł II. Biografia, tłum. Zofia Uhrynowska-Hanasz i Michał Wroczyński, Warszawa 1986, s. 406.

      3 Carl Bernstein i Marco Politi, Jego Świątobliwość Jan Paweł II i nieznana historia naszych czasów, tłum. Andrzej Grabowski, Warszawa 1997.

      4 David Willey, God's Politician: Pope John Paul II, the Catholic Church, and the New World Order, New York 1992, s. XIII.

      5 Papież musi uczynić swój Kościół bardziej katolickim, "The Independent" 3 sierpnia 1993, s. 15.

      6 Zob. Jan Paweł II, Przekroczyć próg nadziei, Lublin 1994, i Dar i Tajemnica: W pięćdziesiątą rocznicę moich święceń kapłańskich, Kraków 1996.

      7 Wstęp do Brata naszego Boga, w: Karol Wojtyła, Poezje i dramaty, Kraków 1979, s. 109.

      8 Rozmowa autora z papieżem Janem Pawłem II, 7 marca 1996.

      9 Na temat dramatycznej struktury życia moralnego i centralnego miejsca Chrystusa w ludzkim dramacie zob. Kenneth L. Schmitz, W sercu ludzkiego dramatu: Antropologia filozoficzna Karola Wojtyły - Papieża Jana Pawła II, tłum. Wojciech Buchner, Kraków 1997.

   10 Jan Paweł II, Przemówienie do Zgromadzenia Ogólnego ONZ, 5 października 1995, w: Przemówienia i homilie Ojca Świętego Jana Pawła II, Kraków 1997, s. 54-55.

   11 Rozmowa autora z papieżem Janem Pawłem II, 20 marca 1997.

   12 Obraz ten pochodzi od Hansa Ursa von Balthasara z jego "Kazania zielonoświątkowego", zob. Hans Urs von Balthasar, Wieńczysz rok darami swojej dobroci, przeł. Ewa Marszał, Jerzy Zakrzewski, Kraków 1999.

   13 Jan Paweł II, Przemówienie do Zgromadzenia Ogólnego ONZ, 5 października 1995, w: Przemówienia i homilie, s. 53-54; podkreślenia w oryginale. Jan Paweł II zazwyczaj zaznacza zdania i wyrazy w swoich tekstach, podkreślając je w rękopisie. Podkreślenia te są następnie zaznaczane w drukowanej wersji jego tekstów kursywą (lub spacją). Taki styl może nieco drażnić, ale powtórzenie ich jest konieczne dla wydobycia smaku i rytmu prozy Papieża (w polskim wydaniu podkreśleń brak).

   14 The Final Revolution: The Resistance Church and the Collapse of Communism, New York 1992; tłumaczenie polskie: Wojciech Buchner, Poznań 1995.

   15 Cytowane w: John Jay Hughes, Pontiffs: Popes Who Shaped History, Huntington, Ind. 1994, s. 11.

   16 Isaac Deutscher, The Prophet Armed: Trotsky 1879-1921, New York 1965, s. 466.

   17 Główne zarysy tego krótkiego opisu bitwy nad Wisłą zostały zaczerpnięte z książki Richarda M. Watta, Bitter Glory: Poland and its Fate 1918-1939, New York 1979, s. 142-149.

   18 Zob. Dokument 59, "Political Report of the Central Committee RKP(b) to the Ninth All-Russian Conference of the Communist Party", w: The Unknown Lenin: From the Secret Archive, red. Richard Pipes, New Haven 1996, s. 95-115.

   19 Norman Davies, Boże igrzysko: Historia Polski, t. I, tłum. Elżbieta Tabakowska, Kraków 1989, s. 637; dalej: N. Davies, t. I.

   20 N. Davies, t. I, s. 119.

   21 Tamże, s. 210.

   22 Tamże, s. 221.

   23 Tamże, s. 102-103.

   24 Tamże, s. 102-103.

   25 Rocco Buttiglione, Myśl Karola Wojtyły, tłum. Jarosław Merecki SDS, Lublin 1996, s. 26.

   26 Zob. R. Buttiglione, Myśl Karola Wojtyły, rozdział pierwszy, z ważną dyskusją na temat historii "widzianej znad Wisły".

   27 Zob. Radek Sikorski, Full Circle: A Homecoming to Free Poland, New York 1997, s. 21.

   28 Co do "egzotycznych dzikusów" zob. N. Davies, t. I, s. 508.

   29 Tamże, s. 599.

   30 Rozmowa autora z Wojciechem Giertychem OP, 10 czerwca 1997.

   31 N. Davies, t. I, s. 669. Żartownisie epoki oświecenia, ufni w swoją kulturalną wyższość, mieli uciechę, kiedy Polska została zamordowana. Voltaire na przykład powiadał, że jeden Polak to sam urok, dwóch Polaków - awantura, trzech Polaków - o, to już Sprawa Polska; tamże.

   32 Napis na cmentarzu III Dywizji na Wzgórzu 593 koło Monte Cassino (przyp. tłum.).

   33 Zob. N. Davies, Serce Europy: Krótka historia Polski, tłum. zespół, Londyn 1995, s. 155.

   34 Na temat tych i innych trudności w początkach drugiej Rzeczypospolitej Polskiej zob. R.M. Watt, Bitter Glory, s. 79 i nn.

   35 Tadeusz Karolak, Jan Paweł II. Papież z Polski, Warszawa 1979.

   36 Tamże. Wawro był wcieleniem artysty, który żyje raczej miejscową kulturą ludową niż przeciw niej i jako taki mógł wpłynąć na późniejszą myśl Karola Wojtyły na temat stosunku ludowej pobożności do kultury wysokiej [rozmowa autora z Markiem Skwarnickim, 4 czerwca 1997, i z ks. Kazimierzem Suderem, 14 lipca 1997].

   37 Zob. N. Davies, Serce Europy, s. 121.

   38 Rozmowa autora z Jerzym Klugerem, 15 marca 1997; rozmowa autora z papieżem Janem Pawłem II, 20 marca 1997.

   39 Jan Paweł II, Przekroczyć próg nadziei, s. 85.

   40 Rozmowa autora z Jerzym Klugerem, 15 marca 1997.

   41 Tamże oraz rozmowa autora z ks. Kazimierzem Suderem, 14 lipca 1997.

   42 Rozmowa autora z Jerzym Klugerem, 15 marca 1997.

   43 Arcybiskup Karol Wojtyła wspominał Rafała Kalinowskiego w roku 1963 w kazaniu Dwaj powstańcy, wydrukowanym w "Tygodniku Powszechnym" 1963, nr 33.

   44 Misterium pasyjne w Kalwarii pokazuje scena w filmie Krzysztofa Zanussiego Z dalekiego kraju, fikcyjnym dramacie osnutym wokół życia papieża Jana Pawła II. Na początku filmu przyszły papież jako chłopczyk obserwuje, jak Pasja rozgrywa się wśród pokrytych śniegiem wzgórz Kalwarii Zebrzydowskiej. Pewnego wieczoru zostaje rozdzielony ze swoim ojcem, który szuka go od obozowiska do obozowiska. W końcu znajduje go w pełnym dymu namiocie, gdzie wypoczywają aktorzy; człowiek, który tego popołudnia grał Jezusa, pije piwo, na co dziecko patrzy szeroko otwartymi oczyma. Jana Pawła II zapytano kiedyś, czy scena ta ma jakiś związek z historią, ale zanim Papież zdążył odpowiedzieć, jego sekretarz przerwał ze śmiechem: "Tak, piccolo Carlo był zgorszony, że Jezus pije piwo...". Ojciec Święty uśmiechnął się, może troszkę smutno, i powiedział, że reżyser Zanussi, jego przyjaciel, pozwolił sobie na pewne artystyczne dowolności w tej filmowej biografii. (Rozmowa autora z papieżem Janem Pawłem II, 22 stycznia 1997; zob. także Virgilio Levi, Z dalekiego kraju, na podstawie scenariusza A. Kijowskiego i J.J. Szczepańskiego do filmu Krzysztofa Zanussiego, wstęp K. Zanussi, tłum. Jolanta Kornecka-Kaczmarczyk, Kraków 1993).

   45 Utrata dokumentów kościelnych podczas drugiej wojny światowej i kłopoty z pamięcią wywołały pewne zamieszanie w kwestii początków życia małżeńskiego Wojtyłów. Według dokumentów wojskowych, zbadanych przez pewnego niemieckiego pisarza, Karol Wojtyła został przydzielony do 56. Pułku Piechoty (jednostki polskich wojsk dowodzonych przez Austriaków) w Wadowicach po powołaniu do armii austro-węgierskiej w roku 1900. Po roku służby został przeniesiony do Lwowa. W roku 1904 przeniesiono go z powrotem do Wadowic i wtedy to poślubił Emilię Kaczorowską. Tak odtworzona kolejność nie zgadza się jednak ze sprawozdaniem przyrodniej siostry Wojtyły, Stefanii, która utrzymywała, że ślub nastąpił w czasie, kiedy młody żołnierz przydzielony był do obowiązków kwatermistrzowskich w Krakowie. Stefania uważała także, że Karol i Emilia Wojtyłowie mieszkali w Krakowie przez pewien czas, zanim przenieśli się do Wadowic [zob. Kalendarium życia Karola Wojtyły, oprac. Adam Boniecki MIC, Kraków 1983 (dalej: A. Boniecki, Kalendarium), "Rodzina"; rękopis został udostępniony przez autora]. Ksiądz Kazimierz Suder, kolega seminaryjny papieża Jana Pawła II i proboszcz kościoła w Wadowicach, zapewniał mnie, że Wojtyłowie wzięli ślub w kościele świętych Piotra i Pawła w Krakowie - położonym przy Drodze Królewskiej między zamkiem na Wawelu a Rynkiem - służącym wówczas w mieście jako kościół garnizonowy [rozmowa autora z ks. Kazimierzem Suderem, 14 lipca 1997].

   46 Szczegóły te zostały zaczerpnięte z: A. Boniecki, Kalendarium, "Rodzina".

   47 Tamże.

   48 Rozmowa autora z ks. Kazimierzem Suderem, 14 lipca 1997.

   49 Zapytano raz papieża Jana Pawła II, czy ojciec nadał mu drugie imię, Józef, ku czci Piłsudskiego. Sekretarz Papieża, bp Stanisław Dziwisz, zaśmiał się i powiedział: "Franz Josef", cesarz Austro-Węgier w latach 1848-1916. [Rozmowa autora z papieżem Janem Pawłem II, 22 stycznia 1997.Dokładnie rzecz biorąc, Franciszek Józef był cesarzem Austrii w latach 1848-1916 i królem Węgier od roku 1867 (kiedy przekształcił swoje cesarstwo w podwójną monarchię) do roku 1916. Imię Karol, będące oczywiście imieniem ojca przyszłego papieża, miało także dawne habsburskie asocjacje i było rzeczywiście imieniem ostatniego cesarza habsburskiego. Kiedy papież Jan Paweł II spotkał wdowę po nim, cesarzową Zytę, uśmiechając się, powiedział: "Miło mi powitać cesarzową mojego ojca"].

   50 Osobisty kwestionariusz, wypełniony przez Karola Wojtyłę na Uniwersytecie Jagiellońskim, wskazywał, że jego ojciec przeszedł na emeryturę "około roku 1927", a wojskowe akta umieszczają go na liście emerytowanych oficerów w wydaniu "Roczników Oficerskich" z roku 1928 [A. Boniecki, Kalendarium, "Rodzina"].

   51 Rozmowa autora z Jerzym Klugerem, 15 marca 1997.

   52 A. Boniecki, Kalendarium, "Lata szkolne".

   53 Przyczyna śmierci została zapisana w aktach parafialnych jako myocarditis nephritis [A. Boniecki, Kalendarium, "Lata szkolne"].

   54 Tad Szulc w książce Papież Jan Paweł II twierdzi wprost, że "kult Maryi pojawił się u Wojtyły właśnie po śmierci matki jako naturalna identyfikacja", s. 66. To, że śmierć Emilii była początkiem rzekomych trudności w kontakcie z kobietami, stanowi jeden z leitmotywów książki Bernsteina i Politiego, Jego Świątobliwość. Jan Paweł II inaczej rozumie swoją pobożność maryjną, którą opisuje jako głęboką, ale raczej konwencjonalną, wcześniejszą niż jego spotkanie z dziełami św. Ludwika Grigniona de Montforta. Zob. Dar i Tajemnica, s. 28-31.

   55 Jan Paweł II, Dar i Tajemnica, s. 22. Pochodzący z roku 1939 wiersz, który trzeba zaliczyć do juweniliów Wojtyły, Nad Twoją białą mogiłą, stanowi refleksję nad utratą matki, w: Karol Wojtyła, Poezje i dramaty, Kraków 1979, s. 11.

   56 Jan Paweł II powiedział francuskiemu pisarzowi, André Frossardowi: "Mój ojciec był niezwykły; niemal wszystkie moje wspomnienia lat młodzieńczych i chłopięcych łączą się z nim" [por. André Frossard, Nie lękajcie się! Rozmowy z Janem Pawłem II, tłum. Anna Turowiczowa, Watykan 1982, s. 14-15].

   57 A. Boniecki, Kalendarium, "Rodzina".

   58 Rozmowa autora z Jerzym Klugerem, 15 marca 1997.

   59 W roku 1904 czterdzieści siedem procent oficerów znało czeski, trzydzieści cztery procent węgierski, dziewiętnaście procent polski i piętnaście procent serbsko-chorwacki, nie licząc niemieckiego, który był lingua franca armii. W wojsku uznawano dziesięć oficjalnych języków; oficerowie i podoficerowie musieli umieć posługiwać się językiem używanym przez dwadzieścia i więcej procent danej jednostki. Zob. Istvan Deak, Beyond Nationalism: A Social and Political History of the Habsburg Officer Corps 1848-1918, New York 1990, s. 99 i nn.

   60 Karol Wojtyła senior był także człowiekiem odważnym; na początku pierwszej wojny światowej odznaczono go Żelaznym Krzyżem ze wstęgą.

   61 Rozmowa autora z Jerzym Klugerem, 15 marca 1997.

   62 Tamże.

   63 Tamże.

   64 Gian Franco Svidercoschi, List do przyjaciela Żyda, tłum. Ewa Karpińska, Kraków 1995, s. 24.

   65 Jan Paweł II, Dar i Tajemnica, s. 22.

   66 Jan Paweł II, Przekroczyć próg nadziei, s. 115.

   67 Tamże, s. 90 [podkreślenia w oryginale].

   68 Rozmowa autora z papieżem Janem Pawłem II, 10 września 1996.

   69 Jan Paweł II, Dar i Tajemnica, s. 22 [podkreślenia w oryginale].

   70 Opowiedziane przez Bogusława Banasia w: Mieczysław Maliński, Wezwano mnie z dalekiego kraju, Poznań-Warszawa 1980, s. 408-410.

   71 A. Boniecki, Kalendarium, "Lata szkolne", cytujący wspomnienia opublikowane przez ks. Figlewicza w "Tygodniku Powszechnym" wkrótce po elekcji Jana Pawła II.

   72 Jan Paweł II, Dar i Tajemnica, s. 27.

   73 Rozmowa autora z ks. Kazimierzem Suderem, 14 lipca 1997.

   74 Zob. A. Frossard, Nie lękajcie się!, s. 14, oraz Jonathan Kwitny, Człowiek stulecia. Życie i czasy Jana Pawła II, tłum. Barbara Sławomirska, Warszawa-Chicago 1998, s. 34.

   75 A. Boniecki, Kalendarium, "Lata szkolne".

   76 J. Kwitny, Człowiek stulecia, s. 35.

   77 O epizodzie tym opowiadano wiele razy, najbardziej autorytatywnie wypowiedział się sam zainteresowany w Darze i Tajemnicy, s. 9.

   78 Tamże. Kilka młodzieńczych poematów Karola Wojtyły zostało opublikowanych w roku 1999 pod tytułem Renesansowy psałterz, Kraków 1999.

   79 Rozmowa autora z Anną Karoń-Ostrowską, 8 kwietnia 1997.

   80 Henryk Sienkiewicz, Potop, tom II, Warszawa 1991, s. 150-151.

   81 Czesław Miłosz, Historia literatury polskiej, tłum. Maria Tarnowska, Kraków 1993, s. 270. Dalej: C. Miłosz, Historia.

   82 Tamże, s. 259.

   83 Zob. tamże, s. 263-264.

   84 George Huntston Williams, The Mind of John Paul II: Origins of His Thought and Action, New York 1981, s. 58.

   85 Zob. C. Miłosz, Historia, s. 263.

   86 Rozmowa autora z Markiem Skwarnickim, 4 czerwca 1997.

   87 Rozmowa autora z Danutą Michałowską, 22 kwietnia 1997.

   88 C. Miłosz, Historia, s. 281.

   89 Tamże, s. 280.

   90 Tamże, s. 315.

   91 Tamże, s. 317.

   92 Tamże, s. 318.

   93 Rozmowa autora z Markiem Skwarnickim, 4 czerwca 1997.

   94 Zob. Dar i Tajemnica, s. 9; historia konkursu poetyckiego pochodzi z rozmowy autora z Haliną z Królikiewiczów Kwiatkowską, 8 listopada 1998.

   95 C. Miłosz, Historia, s. 274.

   96 J. Kwitny, Człowiek stulecia, s. 42; A. Boniecki, Kalendarium, "Lata szkolne".

   97 C. Miłosz, Historia, s. 285.

   98 Tamże.

   99 Rozmowa autora z Danutą Michałowską, 22 kwietnia 1997.

100 Tamże.

101 Tamże.

102 R. Buttiglione, Myśl Karola Wojtyły, s. 51.

103 Tamże.

104 Tamże, s. 53.

105 Rozmowa autora z Danutą Michałowską, 22 kwietnia 1997. Zob. także Bolesław Taborski, Introduction do: Karol Wojtyła, The Collected Plays, tłumaczenie i wstępy Bolesław Taborski, Berkeley 1987.

106 J. Kwitny, Człowiek stulecia, s. 40-41.

107 Jonathan Kwitny myli się, twierdząc, że Karol Wojtyła senior nie interesował się pączkującą teatralną karierą swojego syna (Człowiek stulecia, s. 38). Papież Jan Paweł II zapytany, czy ojciec oglądał jego przedstawienia, robił wrażenie zdziwionego tym pytaniem i odpowiedział, że ojciec nigdy nie sprzeciwiał się jego działaniu w teatrze, "więc naturalnie przychodził" [rozmowa autora z papieżem Janem Pawłem II, 11 grudnia 1996].

108 G. Svidercoschi, List, s. 36; J. Kwitny, Człowiek stulecia; Darcy O'Brien, Papież nieznany. Drogi życia Jana Pawła II i Jerzego Klugera, tłum. Elżbieta Abłamowicz, Hanna Kobylińska, Warszawa 1998, s. 139.

109 G. Svidercoschi, List, s. 37-39.

110 A. Boniecki, Kalendarium, "Lata szkolne".

111 Tamże.

112 Rozmowa autora z Marią z Kotlarczyków Ćwikłą, 12 lipca 1997.

113 G.H. Williams, The Mind of John Paul II, s. 31. Jako papież Karol Wojtyła będzie często nawiązywał do postaci Włodkowica - prekursora nowoczesnej teorii praw człowieka; zob. m.in. Jan Paweł II, Przemówienie do Zgromadzenia Ogólnego ONZ, 5 października 1995, w: Przemówienia i homilie, s. 45.

114 Karol Wojtyła, Problem konstytuowania się kultury poprzez ludzką praxis, "Roczniki Filozoficzne" 1979, s. 10.

115 Jan Paweł II, Curriculum Philosophicum, nieopublikowane autobiograficzne memorandum, udostępnione autorowi.

116 Jan Paweł II, Dar i Tajemnica, s. 10; Jan Paweł II, Curriculum Philosophicum.

117 Tamże. Jan Paweł II pisał o tym pięćdziesiąt lat później: "Słowo, zanim zostanie wypowiedziane na scenie, żyje naprzód w dziejach człowieka, jest jakimś podstawowym wymiarem jego życia duchowego. Jest wreszcie ukierunkowaniem na niezgłębioną tajemnicę Boga samego. Odkrywając słowo poprzez studia literackie czy językowe, nie mogłem nie przybliżyć się do tajemnicy Słowa - tego Słowa, o którym mówimy codziennie w modlitwie "Anioł Pański": "Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas" (J 1,14). Później zrozumiałem, że te studia polonistyczne przygotowywały we mnie grunt pod inny kierunek zainteresowań i studiów: mam na myśli filozofię i teologię" [Jan Paweł II, Dar i Tajemnica, s. 10-11].

118 G. Svidercoschi, List, s. 47.

119 Szczegóły dotyczące pierwszego roku Karola Wojtyły na Uniwersytecie Jagiellońskim zostały zaczerpnięte z: A. Boniecki, Kalendarium, "Uniwersytet", gdzie podano, że wiele lat później, kiedy Anna Nawrocka chorowała na raka, kardynał Karol Wojtyła umożliwił sprowadzenie dla niej ze Stanów Zjednoczonych leków, których wówczas nie można było dostać w Polsce.

120 Zob. Adam Bujak i Michał Rożek, Wojtyła, Wrocław 1997, s. 25.

121 Rozmowa autora z Jerzym Klugerem, 15 marca 1997.

122 Tamże.

123 Na temat talentów mimicznych Karola Wojtyły zob. D. O'Brien, Papież nieznany, s. 91.

124 Jan Paweł II, Dar i Tajemnica, s. 22.

125 Promieniowanie ojcostwa, w: K. Wojtyła, Poezje i dramaty, s. 228-258.

Tytuł oryginału

Witness to Hope. The Biography of Pope John Paul II

Copyright ? 1999 by George Weigel. All rights reserved

First published in 1999 by HarperCollins

? Copyright for this edition by Wydawnictwo W drodze, 2024

Przekład wykonali:

RAFAŁ ŚMIETANA - Przedmowa do nowego wydania

MARIA TARNOWSKA - Prolog, Rozdz. 1-6

JADWIGA PIĄTKOWSKA - Rozdz. 7-11, Posłowie

DOMINIKA CHYLIŃSKA - Rozdz. 12-15

JACEK ILLG - Rozdz. 16-18

RAFAŁ ŚMIETANA - Rozdz. 19-20, Epilog

 

Redaktor prowadząca - Justyna Olszewska

Redakcja - JANUSZ PONIEWIERSKI

Korekta - Marek Kowalik

Skład i łamanie wersji do druku - Krzysztof Lorczyk OP

Redakcja techniczna - Józefa Kurpisz

Projekt okładki i layoutu - Krzysztof Lorczyk OP

Fotografia na okładce - Levan Ramishvili, Pope John Paul II | flickr.com

(domena publiczna)

Źródła zdjęć i ilustracji - Narodowe Archiwum Cyfrowe, Wikimedia Commons, Unsplash, Flickr

 

 

 

 

 

ISBN 978-83-7906-793-0

 

Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze sp. z o.o.

Wydanie I

ul. Kościuszki 99

61-716 Poznań

tel. 61 850 47 52

sprzedaz@wdrodze.pl

www.wdrodze.pl

 

Przygotowanie wersji elektronicznej Epubeum