Świadectwo. Stany Zjednoczone 1885-1915 - Charles Reznikoff

Kup ebooka

50.00 zł
41.50 zł (50,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Południe

[Jim wszedł do domu]

Jim wszedł do domu

i wziął linki od pługa

i poszedł do stajni

i jedną linkę przywiązał do osła

i wyprowadził osła

i przytroczył osła do płotu;

i pętlę na drugiej lince zarzucił mu na szyję

i zaczął ciągnąć.

Osioł zaczął całkiem zdrowo ryczeć.

Rano jego ciało leżało

pięć czy sześć metrów od stajni,

kark tuż za łbem

był sinoczarny.

[W pewną ponurą niedzielę]

W pewną ponurą niedzielę - cały dzień siąpił deszcz -

zupełnie trzeźwy Patrick Conolly

wsiadł do tramwaju.

Przez jakiś czas jechał

nie wykazując "najmniejszych oznak niewłaściwego zachowania",

kiedy nagle dostał ataku

apopleksji

i zaczął wymiotować.

W wagonie było wielu pasażerów:

niektórzy widząc, co się dzieje, wysiedli;

inni krzyczeli

żeby to on wysiadł.

Kiedy ktoś spytał go, czy jest pijany,

potrząsnął przecząco głową

i powiedział

"Wysiądę",

ale

kiedy próbował się podnieść,

upadł na płask

i leżał bezradnie na podłodze.

Motorniczy i jeden z pasażerów

dźwignęli go,

wynieśli z wagonu

i zostawili na ulicy -

między szynami a jezdnią,

niewiele ponad pół metra od szyn.

Chwilę później,

z powodu drgawek

jego ciało tak zmieniło pozycję

że nogi znalazły się na jednej z szyn.

Przechodząca kobieta

pospieszyła mu z pomocą

i wraz z jakimś mężczyzną

przesunęli go na chodnik. I tam w siąpiącym deszczu

pozostał.

[Był pochmurny i deszczowy dzień]

Był pochmurny i deszczowy dzień,

a ona siedziała do późna z Fullerem przy kominku

w starym domu na wzgórzu

jakieś pięćdziesiąt metrów od drogi.

Między nimi stała butelka whisky

i oboje pili już jakiś czas

i Fuller śpiewał piosenkę "Pijaka ciężki los".

[Della i Cliff tańczyli na zabawie]

Della i Cliff tańczyli na zabawie

kadryla. Chwytając Dellę za rękę

żeby zrobić obrót

w figurze zwanej "łańcuchem",

Cliff próbował zdjąć jej z palca

pierścionek. Zdążyła palec zagiąć.

Kiedy tańczono tę figurę jeszcze raz

udało mu się.

Powiedziała partnerowi, że zgubiła pierścionek.

I patrząc Cliffowi prosto w oczy,

powiedziała do partnera i tych, którzy pomagali mu szukać,

że nie znajdą pierścionka na podłodze:

ktoś go ma.

Cliff to usłyszał,

naciągnął kapelusz na twarz

i, odwróciwszy się do Delli tyłem,

zaczął rozmawiać ze swoją partnerką.

[Podczas potańcówki]

Podczas potańcówki

kiedy Berry tańczył

z pistoletem w tylnej kieszeni spodni,

Williams przyczepił mu do pleców marynarki

białą chusteczkę.

Z powodu języka, jakiego używał,

koledzy wyprowadzili Berry'ego

z sali

i nie pozwolili wrócić

dopóki nie obieca, że już nie będzie

o tym mówić.

Ale on mówił, i dalej wyzywał Williamsa,

który zapewnił go ponownie

że był to tylko żart;

Berry jednak powiedział

że muszą załatwić sprawę

na zewnątrz.

Williams ruszył do wyjścia

i zszedł po schodkach

w ciemność -

poza krąg światła padającego z okien.

Berry szedł za nim, lecz kiedy

stanął na progu

Williams uderzył go w to miejsce

gdzie nos zaczyna być czołem

kijem

grubości laski -

choć niektórzy mówili

że była to sztacheta z cmentarnego płotu.

[Pewnej niedzieli w maju]

Pewnej niedzieli w maju

kilku młodych mężczyzn

kąpało się w rzece

gdy obok przechodził jakiś nieznajomy

któremu zaproponowano, żeby się dołączył.

Wszedł do wody

ale po chwili wyszedł wściekły

bo ktoś go ochlapał,

wyciągnął nóż

i ugodził jednego z mężczyzn.

W ciągu kilku minut

ugodzony mężczyzna zmarł.

Nieznajomego aresztowano

i ze związanymi z tyłu rękami

doprowadzono do sklepu

oddalonego o pół mili w górę rzeki.

Tutaj zaczął gromadzić się tłum.

Krewny zmarłego -

nie było go wśród pływających -

ze strzelbą w rękach

wezwał zebranych

do rozejścia,

i stanął naprzeciw nieznajomego,

który miał wciąż związane z tyłu ręce.

Nie padło ani jedno słowo.

Wtedy krewny zmarłego strzelił

i zabił nieznajomego.

[Padł strzał]

Padł strzał

od strony trzciny cukrowej

oddany przez kogoś

kto przemykał

pochylony,

z pistoletem w ręku.

Jeden z Murzynów wszedł w trzcinę

zobaczyć kto to,

i zobaczył Colemana siedzącego na zwalonym pniu,

i przyniósł mu z festynu

kawałek kurczaka.

Junius poszedł spać

i zostawił kilka tlących się szmat -

komary dawały ostro.

Zdążył pospać kilka minut

kiedy wszedł Coleman.

Junius spytał o swój pistolet.

Coleman powiedział:

"Jest pół do jedenastej".

"Nie pytam o godzinę.

Gdzie mój pistolet?"

Rano, kiedy Junius wychodził, pistolet był naładowany,

i miał cztery naboje.

Kiedy pistoletu się nie używa,

lufa w środku wydaje się biała, jakby popielata -

wylot lufy był ciemny,

jakby strzelano z niej niedawno.

"Coleman, co u licha się z tobą dzieje?

Wyglądasz diablo marnie".

"Mam się diablo marnie".

Coleman wyglądał tak, jakby przebiegł kawał drogi -

był cały spocony.

Jego "dżinsowe" spodnie były mokre

a nogawki zapiaszczone.

"Jak było na festynie?"

"Przyjemnie było -

tylko że zastrzelono człowieka".

"Kogo zastrzelono?"

"Burleya".

"Jego żona narobiła dużo szumu?"

"No masz!

ale nikt nie zwracał na nią uwagi..."

"Nikt nie powinien się nią przejmować!

Po tym jak powiedziała, że za Burleya nie wyjdzie

a w końcu wzięła i wyszła".

["Yellowstone Kit", jak go nazywano]

"Yellowstone Kit", jak go nazywano,

zjawiał się w Montgomery raz na jakiś czas

i wynajmował działkę;

rozbijał wielki namiot

w którym umieszczał stoisko i pewną liczbę krzeseł

i wieszał światło elektryczne

żeby namiot był oświetlony wieczorem.

W namiocie demonstrował kuglarskie sztuczki

i wygłaszał pogadanki na temat zalet sprzedawanych przez siebie leków,

i rozdawał je sam albo rozdawali jego pomocnicy,

i podczas tych pokazów zawsze grał jakiś zespół.

[Było już prawie widno]

Było już prawie widno kiedy urodziła,

na złożonej przez niego

kołdrze.

Położył sobie dziecko na lewym ramieniu

i wyniósł z pokoju,

usłyszała pluśnięcie.

Kiedy wrócił

zapytała gdzie jest dziecko.

Odpowiedział: "Tam - w wodzie".

Poszturchał ogień

i wrócił z naręczem szczap

i z dzieckiem,

i włożył martwe dziecko w ogień.

Powiedziała: "Och John, nie!".

Nie odpowiedział

tylko odwrócił się do niej i uśmiechnął.

[W nocy maciora wypchnęła ryjem drzwi]

W nocy maciora wypchnęła ryjem drzwi i weszła do chaty,

a mąż i żona

kłócili się, kto ma ją wygonić.

Powaliła męża żelazną szuflą.

Sięgnął po bryczesy i powiedział

"Gdybym miał nóż, poderżnąłbym ci gardło",

wtedy uciekła na dwór.

Zatrzasnął za nią drzwi

i podparł je drągiem.

Kiedy ją znaleziono, leżała twarzą do ziemi,

zamarznięta na śmierć. Był okropny mróz

a tam gdzie leżała

śnieg był głęboki na pół metra.

Wybiegła bez butów

i prawie nieubrana. Szła na przełaj

przez cierniste krzewy

zostawiając na śniegu ślady krwi -

ciernie poharatały jej nogi poniżej kolan -

a na kolcach wyrwane strzępy ubrania;

w którymś momencie

uderzyła kostką o krawędź leżącego pnia

i wtedy straciła dużo krwi.