Św. Augustyn Wiara i Uczynki - Czesław Czyż

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (20,19 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

EDYCJA

Św. Augustyn - Wiara i uczynki

De fide et operibus

W przekładzie C. L. Cornisha z wydania z 1847 r.

Polskie tłumaczenie: Czesław Czyż

Tczew - Wrzesień 2026

Tym razem eksperymentalnie do tłumaczenia użyłem AI, W wielu miejscach trzeba było poprawiać po niej tekst. Plusem jest to, że XIX wieczny tekst jest sztywny, który różni się od wspólczesnego języka, AI przetłumaczyła tekst na język współczesny. Nie jest to dzieło stworzone przez AI, bo Augustyn jest postacią historyczną i jego dzieła istnieją, AI jest jedynie pomocą w tłumaczeniu, po którym trzeba było zmieniać tekst na poprawny.

Tło historyczne

Traktat św. Augustyna z Hippony "O wierze i uczynkach" (De fide et operibus), napisany około 413 roku, stanowi bezpośrednią odpowiedź na teologiczny i duszpasterski spór dotyczący kryteriów udzielania chrztu oraz relacji między wiarą a moralnością chrześcijańską. Augustyn napisał to dzieło na prośbę chrześcijan z ruchu świeckiego (w tym swojego przyjaciela Laurentiusa), zniecierpliwionych praktykami niektórych duszpasterzy, którzy dopuszczali do chrztu osoby bez wymagania od nich porzucenia grzesznego stylu życia (np. cudzołóstwa czy jawnych nieprawości), obiecując im zbawienie na podstawie samej wiary.

Główny cel traktatu

Głównym celem Augustyna jest wykazanie, że wiara i uczynki są ze sobą nierozdzielnie połączone w procesie zbawienia, a chrzest udzielony osobie trwającej w jawnym grzechu bez woli poprawy nie przynosi zbawiennego owocu, lecz staje się powodem surowszego sądu.

Kluczowe tezy traktatu

1. Wiara prawdziwa to wiara działająca przez miłość (fides quae per dilectionem operatur)

Augustyn sprzeciwia się intelektualnemu lub czysto deklaratywnemu pojmowaniu wiary. Wiara, która zbawia, nie jest jedynie uznaniem prawd doktrynalnych (taką wiarę posiadają nawet złe duchy), lecz żywym przywiązaniem do Chrystusa, które wyraża się w miłości i zachowywaniu Jego przykazań (Ga 5, 6).

2. Doktryna, jak i moralność

Wtajemniczenie chrześcijańskie nie może ograniczać się wyłącznie do nauczania Credo. Katechumen powinien być od początku pouczany o zasadach chrześcijańskiego życia. Augustyn powołuje się na Nakaz Misyjny (Mt 28, 19-20), gdzie Chrystus nakazuje nie tylko chrzcić, ale także "uczyć zachowywać wszystko, co przykazałem".

3. Właściwa egzegeza metafor o ogniu i fundamencie (1 Kor 3, 11-15)

Przeciwnicy Augustyna twierdzili, że grzesznicy chrześcijanie zbawią się "przez ogień". Augustyn precyzuje tę koncepcję:

- Chrystus jako fundament: Kto trwa w ciężkich, nieodpokutowanych grzechach, w ogóle nie posiada Chrystusa jako fundamentu.

- Budowanie z drewna, trawy i słomy: Oznacza przywiązanie do rzeczy ziemskich z ludzkiej słabości, ale bez łamania przykazań Bożych.

- Ogień oczyszczający: To udręki i próby życia ziemskiego dotykające ludzi, którzy mimo ułomności postawili Boga na pierwszym miejscu, a nie tych, którzy trwają w jawnej bezbożności.

4. Rozróżnienie między grzechami ciężkimi a powszednimi

- Grzechy ciężkie (zbrodnie/występki): Jawne, bezbożne czyny (np. cudzołóstwo, bałwochwalstwo), które wykluczają z królestwa Bożego (1 Kor 6, 9-10). Wymagają one publicznej pokuty i odwrócenia się od grzechu.

- Grzechy codzienne (powszednie): Drobne ułomności wynikające z ludzkiej słabości, z których nikt w tym życiu nie jest wolny.

5. Rola dyscypliny kościelnej i przypowieść o kąkolu

Augustyn podejmuje problem obecności grzeszników w Kościele:

- Zapobiega błędom donatystów (przesadnemu rygoryzmowi) oraz błędom skrajnej pobłażliwości.

- Kąkol i pszenica (Mt 13): Tolerowanie zbrodniarzy w Kościele ma miejsce tylko wtedy, gdy ich wykluczenie mogłoby zniszczyć jedność Kościoła. Gdy występki są jawne i można je ukarać bez niebezpieczeństwa schizmy, dyscyplina kościelna jest obowiązkiem pasterzy i aktem prawdziwej miłości.

6. Fałszywe miłosierdzie jest w rzeczywistości okrucieństwem

Duszpasterze, którzy udzielają chrztu bez wymagania poprawy życia lub którzy pobłażają jawnym grzechom w imię "miłosierdzia", doprowadzają grzeszników do zguby. Prawdziwa miłość duszpasterska karci grzech, aby uratować duszę grzesznika.

Rozdział II

Czyż jednak nie powinniśmy raczej uważać, że człowiek, który chce zostać ochrzczony, powinien najpierw zostać pouczony o tym, jak powinien żyć, a następnie, jeśli przyjmie tę naukę i obieca, że będzie według niej postępował, powinien zostać dopuszczony do chrztu? Czyż nie powinniśmy wymagać od niego, aby porzucił swoje dawne grzechy, zanim przyjmie sakrament odpuszczenia grzechów? Jeżeli bowiem człowiek mówi, że wierzy w Chrystusa, a jednocześnie nie chce porzucić grzesznego życia, to czy jego wiara może rzeczywiście przynieść mu zbawienie?

Nie wystarczy przecież powiedzieć: "Wierzę". Apostoł Jakub mówi wyraźnie, że wiara bez uczynków jest martwa. A jeżeli jest martwa, to w jaki sposób może człowieka zbawić? Dlatego nie należy rozumieć słów Apostoła Pawła - że człowiek zostaje usprawiedliwiony przez wiarę - tak, jak gdyby sama wiara, pozostająca bez dobrego życia i bez miłości, wystarczała do osiągnięcia życia wiecznego. Przeciwnie, należy rozważyć, jaka wiara jest tą wiarą, która zbawia. Apostoł Paweł sam daje nam odpowiedź, gdy mówi:

"W Chrystusie Jezusie ani obrzezanie nic nie znaczy, ani nieobrzezanie, lecz wiara działająca przez miłość." (Ga 5,6)

Nie jest więc to wiara bezczynna ani martwa, lecz wiara, która działa przez miłość. Jeżeli zatem ktoś posiada wiarę, ale nie ma miłości i nie czyni dobra, to jego wiara nie jest jeszcze taką wiarą, o której mówi Apostoł, gdy wskazuje na drogę zbawienia. Dlatego człowiek, który przychodzi do chrztu, powinien nie tylko wyznawać wiarę w Chrystusa, ale również przyjąć sposób życia odpowiadający tej wierze. Nie chodzi bowiem o to, aby człowiek najpierw stał się doskonały własnymi siłami, a dopiero potem otrzymał łaskę Chrystusa. Chodzi o to, aby przyjmując łaskę, nie trwał dobrowolnie i świadomie w tych grzechach, których wyrzeczenie stanowi część chrześcijańskiego nawrócenia.

Uwaga do tego rozdziału

Tutaj pojawia się bardzo ważny element argumentacji Augustyna. Nie twierdzi on, że człowiek zostaje zbawiony dzięki uczynkom niezależnie od wiary. Jego argument jest inny: nie każda wiara, którą człowiek może nazwać "wiarą", jest wiarą zbawiającą.

Augustyn będzie później opierał się przede wszystkim na Ga 5,6 - "wiara działająca przez miłość" oraz Jk 2,14-17 - "czy wiara może go zbawić?". Właśnie w tym sensie później, w Enchiridion 67, Augustyn streszcza całe De fide et operibus: "wiara, która zbawia", to wiara działająca przez miłość; wiara, która czyni zło, jest według Jakuba martwa. Pominięto niektóre wypowiedzi Augustyna w roz. 3 ze względu na trudności odczytania tekstu.

Rozdział III

3. W odpowiedzi na nich przede wszystkim mówię, że nikt nie powinien tak rozumieć tych wypowiedzi Pisma Świętego, które wskazują na obecność dobrych i złych ludzi w Kościele albo zapowiadają, że będą oni w nim zmieszani, aby sądzić, że surowość dyscypliny albo gorliwe jej zachowywanie należy całkowicie rozluźnić i odłożyć na bok. Pismo Święte tego nie naucza; człowiek, który tak sądzi, jest raczej zwiedziony własnym wyobrażeniem. Mojżesz, sługa Boży, cierpliwie znosił obecność takiego pomieszania w pierwszym Ludzie Bożym, lecz z tego wcale nie wynika, że nie wymierzał kary wielu osobom, nawet mieczem.

A kapłan Pinchas przebił mieczem tych cudzołożników, których znalazł razem. Wydarzenie to zapowiadało, że w obecnym czasie, kiedy w dyscyplinie Kościoła miecz materialny ma spoczywać, podobne działanie ma być dokonywane przez pozbawienie urzędu i ekskomunikę. Podobnie Apostoł Paweł, chociaż święty i pełen cierpliwości, znosił w Kościele ludzi złego usposobienia, a nawet tych, którzy głosili Chrystusa pod wpływem diabelskiego ukłucia zazdrości, nie dlatego jednak uważał, że należy oszczędzać człowieka, który miał żonę swego ojca.

Przeciwnie, nakazuje, aby po zgromadzeniu Kościoła został on wydany szatanowi na zatracenie ciała, aby duch został zbawiony w dniu Pana Jezusa. Czyż sam nie wydał również innych szatanowi, aby nauczyli się nie bluźnić? Czyż na próżno mówi:

"Napisałem wam w liście, abyście nie obcowali z rozpustnikami" - nie chodzi oczywiście o rozpustników tego świata, ani o chciwców, rabusiów czy bałwochwalców, bo w takim przypadku musielibyście wyjść z tego świata - lecz napisałem wam, abyście nie obcowali z takim, który nazywa się bratem, a jest rozpustnikiem, bałwochwalcą, chciwcem, oszczercą, pijakiem albo rabusiem; z takim nawet nie jedzcie. Cóż bowiem mnie obchodzi sądzenie tych, którzy są na zewnątrz? Czyż wy sami nie sądzicie tych, którzy są wewnątrz? Tych zaś, którzy są na zewnątrz, będzie sądził Bóg.

"Usuńcie złego spośród siebie."

Niektórzy rozumieją te słowa w ten sposób, że każdy człowiek powinien usunąć z siebie samego zło, to znaczy sam powinien stać się dobry. Jakkolwiek jednak rozumieć to zdanie - czy jako nakaz, aby surowością kościelnej dyscypliny napominać i karać złych przez ekskomunikę, czy też jako wezwanie, aby każdy człowiek przez napominanie i poprawianie samego siebie usuwał z siebie zło - jedno z powyższych poleceń Apostoła pozostaje całkowicie jasne: nie należy utrzymywać bliskiej wspólnoty z tymi braćmi, którzy są znani z trwania w którymkolwiek z wymienionych grzechów. A jednak Apostoł pokazuje również, z jakim duchem i z jaką miłością należy stosować tę miłosierną surowość. Widać to nie tylko tam, gdzie mówi, aby duch grzesznika został zbawiony w dniu Pana Jezusa, lecz także w innym miejscu: "Jeśli ktoś nie jest posłuszny naszemu słowu przez ten list, oznaczcie go i nie obcujcie z nim, aby się zawstydził; nie uważajcie go jednak za nieprzyjaciela, lecz napominajcie jak brata."

A sam Pan, który jest dla nas szczególnym przykładem cierpliwości - Ten, który nawet pośród Dwunastu Apostołów znosił aż do swojej męki człowieka, o którym wiedział, że jest diabłem - oraz Ten, który powiedział: "Pozwólcie obojgu rosnąć aż do żniwa, abyście przypadkiem, zbierając chwast, nie wyrwali wraz z nim pszenicy", i który zapowiedział, że sieci będące obrazem Kościoła będą zawierały dobre i złe ryby aż do brzegu, to znaczy aż do końca świata - i który w wielu innych słowach, jawnie lub w przypowieściach, mówił o zmieszaniu dobrych i złych - nie uznał jednak z tego powodu, że należy znieść dyscyplinę Kościoła.

Przeciwnie, nakazał jej używać, gdy powiedział:

"Miejcie się na baczności. Jeśli twój brat zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go między tobą a nim samym. Jeśli cię usłucha, pozyskałeś swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź ze sobą jeszcze jednego albo dwóch, aby na słowie dwóch lub trzech świadków opierała się każda sprawa. Jeśli ich nie usłucha, powiedz Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech będzie dla ciebie jak poganin i celnik."

Następnie w tym samym miejscu dodał najbardziej przejmujące ostrzeżenie dotyczące tej surowości:

"Cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane i w niebie; a cokolwiek rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie."

Nakazuje również, aby tego, co święte, nie dawać psom.

A Apostoł nie sprzeciwia się Panu, kiedy mówi:

"Tych, którzy grzeszą, napominaj wobec wszystkich, aby również inni mieli lęk",

podczas gdy Pan mówi: "Upomnij go między tobą a nim samym." Jedno i drugie należy bowiem czynić odpowiednio do różnego rodzaju choroby tych, których podjęliśmy się leczyć. Nie mamy ich przecież niszczyć, lecz korygować i uzdrawiać. Jednego człowieka trzeba leczyć w taki sposób, innego w inny. Tak więc również w odniesieniu do ludzi złych znajdujących się w Kościele istnieje sposób, w jaki można ich znosić i cierpliwie tolerować; istnieje też sposób, w jaki należy ich karać i napominać, a także nie dopuszczać ich do Komunii albo usuwać ich ze wspólnoty.

Rozdział IV

Ludzie jednak błądzą, ponieważ nie zachowują właściwej miary. Kiedy zaczynają szybko podążać w jednym kierunku, nie oglądają się na inne wypowiedzi Bożego autorytetu, które mogłyby odwołać ich od tego zamiaru i sprawić, aby pozostali mocno przy tej prawdzie i umiarkowaniu, które powstaje z właściwego połączenia obu stron. I nie dzieje się tak tylko w sprawie, którą obecnie rozważamy, lecz również w wielu innych. Jedni, zwracając uwagę na wypowiedzi Pisma Świętego, w których jeden Bóg zostaje nam przedstawiony jako Ten, którego należy czcić, doszli do przekonania, że Ten sam, który jest Synem, jest również Ojcem i Duchem Świętym. Inni natomiast, jak gdyby cierpieli na chorobę przeciwną, skupiając uwagę na tych miejscach Pisma, w których objawiona jest Trójca, a nie potrafiąc zrozumieć, w jaki sposób może istnieć jeden Bóg, skoro Ojciec nie jest Synem, Syn nie jest Ojcem, a Duch Święty nie jest ani Ojcem, ani Synem, uznali, że muszą przyjąć również różnicę substancji. Jedni, patrząc na pochwały świętego dziewictwa zawarte w Piśmie, potępili małżeństwo. Inni zaś, kierując się tymi wypowiedziami, w których pochwalone zostaje czyste i godziwe małżeństwo, postawili małżeństwo na równi z dziewictwem.

Jedni, czytając:

"Dobrze jest, bracia, nie jeść mięsa ani nie pić wina",

oraz inne podobne słowa, uznali stworzenie Boże i wszelkie pokarmy za nieczyste.

Inni natomiast, czytając:

"Każde stworzenie Boże jest dobre i niczego nie należy odrzucać, jeśli przyjmuje się to z dziękczynieniem",

Popadli w obżarstwo i pijaństwo, ponieważ nie byli zdolni uwolnić się od grzechów jednej skrajności inaczej, jak tylko popadając w równie wielkie albo jeszcze większe grzechy po stronie przeciwnej. Tak samo dzieje się w sprawie, którą obecnie rozważamy. Niektórzy, zwracając uwagę na przykazania surowości - przez które jesteśmy napominani, aby upominać nieporządnych, nie dawać tego, co święte, psom, uważać tego, kto gardzi Kościołem, za poganina oraz odcinać od ciała członek, który powoduje zgorszenie - w takim stopniu naruszają pokój Kościoła, że próbują przed czasem oddzielić chwast od pszenicy. Zaślepieni tym błędem sami raczej oddzielają się od jedności Chrystusa. Taki właśnie przypadek mamy w odniesieniu do schizmy donatystów. Nie mówię tutaj o tych, którzy wiedzą, że przeciw Cecylianowi wysunięto nie prawdziwe, lecz oszczercze zarzuty, a jednak z powodu wstydu prowadzącego do śmierci nie chcą porzucić swego zgubnego przekonania. Mówię o tych, którym odpowiadamy w następujący sposób:

Nawet gdyby ludzie, z powodu których nie jesteście w Kościele, rzeczywiście byli złymi ludźmi, to i tak powinniście byli pozostać w Kościele, znosząc tych, których w żaden sposób nie mogliście poprawić ani usunąć. Tak więc istnieją dwie przeciwne skrajności.

Jedni, widząc wyraźnie, że Pismo wskazuje i przepowiada obecność dobrych i złych ludzi w Kościele, oraz nauczywszy się przykazań dotyczących cierpliwości - które dają nam taką pewność, że nawet jeśli w Kościele znajdują się chwasty, nie przeszkadza to naszej wierze ani miłości, tak że z powodu obecności chwastów nie powinniśmy sami opuszczać Kościoła - dochodzą do wniosku, że dyscyplina Kościoła powinna zostać porzucona. Przypisują tym, którzy zostali ustanowieni przełożonymi Kościoła, pewnego rodzaju przewrotną beztroskę: ich zdaniem mają oni jedynie mówić, czego należy unikać i co należy czynić, ale nie powinni zwracać uwagi na to, co poszczególni ludzie rzeczywiście robią.

My natomiast uważamy, że zdrowa nauka wymaga zachowania właściwej równowagi między tymi dwoma rodzajami wypowiedzi Pisma. Powinniśmy więc zarówno znosić złych ludzi w Kościele ze względu na pokój Kościoła, jak i - tam, gdzie pokój Kościoła jest zabezpieczony - nie dawać tego, co święte, psom. Kiedy zatem wskutek niedbalstwa tych, którzy mają władzę nad Kościołem, albo z powodu jakiejś usprawiedliwionej konieczności, albo dlatego, że źli ludzie potajemnie się do niego przedostali, znajdujemy w Kościele ludzi niegodziwych, których nie możemy poprawić ani powstrzymać za pomocą dyscypliny kościelnej, wtedy - aby w naszym sercu nie powstało bezbożne i zgubne przekonanie, że powinniśmy się od nich oddzielić, żeby nie zostać skażonymi ich grzechami, i abyśmy nie próbowali pociągnąć za sobą jakichś rzekomo czystych i świętych ludzi, odłączonych od całej jedności, jak gdyby od wspólnoty ze złymi - powinniśmy przypomnieć sobie obrazy zawarte w Piśmie Świętym oraz Boże wyrocznie i najpewniejsze przykłady.

Pokazują one i przepowiadają, że aż do końca świata i czasu sądu źli ludzie będą w Kościele zmieszani z dobrymi oraz że dobrzy, którzy nie zgadzają się na ich uczynki, w żaden sposób nie zostaną przez nich pozbawieni jedności ani udziału w sakramentach. Lecz kiedy ci, którzy kierują Kościołem, mają możliwość - bez narażania pokoju Kościoła - zastosowania dyscypliny wobec ludzi złych i bezbożnych, wtedy znowu, abyśmy nie popadli w ospałość i lenistwo, należy nas pobudzić bodźcami innych przykazań, które wymagają surowego powstrzymywania zła. Idąc więc drogą Pana, pod Jego przewodnictwem i z Jego pomocą, powinniśmy korzystać z obu rodzajów przykazań: ani nie stawać się niedbałymi pod pozorem cierpliwości, ani nie stawać się okrutnymi pod pozorem gorliwości.

Komentarz

Ten rozdział jest szczególnie ciekawy, bo Augustyn przedstawia tu zasadę "środka" (medium): nie wolno ani usprawiedliwiać bezczynności wobec grzechu, ani przedwcześnie usuwać wszystkich grzeszników ze wspólnoty. To przygotowuje bezpośrednio jego argument w rozdziale V, gdzie wraca do kwestii chrztu i tego, czy osobę trwającą świadomie w ciężkim grzechu można dopuścić do sakramentu.

Rozdział IX

(Wyjaśnienie, w jaki sposób Pan Jezus i Apostołowie pouczali bogatych oraz kwestia dopuszczania do chrztu osób żyjących w cudzołóstwie lub nieprawowitych związkach).

"Lecz odpowiadają na to: Młody człowiek w Ewangelii, który pytał Pana, co dobrego ma czynić, aby osiągnąć życie wieczne, otrzymał odpowiedź: "Zachowaj przykazania" [Mt 19, 17]. A gdy zapytał: "Które?", Pan wymienił mu przykazania Prawa: nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie mów fałszywego świadectwa, czcij ojca i matkę, oraz miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Gdy zaś młodzieniec odparł, że to wszystko zachowywał od swojej młodości, Pan dodał pouczenie o doskonalszym życiu, aby sprzedał wszystko, co posiada, rozdał ubogim i szedł za Nim.

Widzimy zatem - powiadają - że Pan nakazał zachowywanie przykazań tym, którzy chcą wejść do życia, a doskonałość zachował dla tych, którzy chcą być doskonali. Zatem i my nie powinniśmy zabraniać chrztu nikomu, kto wierzy i chce zachowywać podstawowe przykazania, nawet jeśli nie jest gotowy na porzucenie swoich bogactw lub na doskonalszy stopień chrześcijańskiego życia. Na to odpowiadamy: Zgadza się, nie zabraniamy chrztu nikomu z powodu braku ewangelicznej doskonałości. Nie zmuszamy nikogo przychodzącego do chrztu do sprzedawania swojego majątku i rozdawania go ubogim, chyba że sam tego zapragnie. Lecz czym innym jest nieosiągnięcie najwyższej doskonałości, a czym innym trwanie w niejawnym przestępstwie i grzechu ciężkim.

Albowiem cudzołóstwo, rozpusta i bezprawne związki małżeńskie nie należą do rzeczy obojętnych ani do wyższych stopni doskonałości, lecz są złamaniem samych przykazań, o których Pan powiedział: "Nie cudzołóż". Dlaczego więc mielibyśmy wpuszczać do kościoła człowieka, który otwarcie oświadcza, że nie porzuci cudzołóstwa? Czyż sam Pan w tym samym miejscu nie wymienia przykazania zakazującego cudzołóstwa wśród tych, które są konieczne do wejścia do życia? Kimże więc jesteśmy, abyśmy mieli odrzucić Chrystusowe wymagania i twierdzić, że ktoś może wejść do życia wiecznego przez chrzest, trwając jawnie w grzechu, który sam Chrystus jednoznacznie potępił?"

Rozdział XIII

(Wyjaśnienie właściwego znaczenia słów Apostoła Pawła dotyczących budowania na fundamencie z drewna, trawy i słomy).

"Lecz przyjrzyjmy się teraz temu miejscu w Piśmie Świętym, z którego czerpią swój najgłówniejszy błąd ci, co obiecują zbawienie przez ogień ludziom żyjącym w najgorszych grzechach, byleby tylko wierzyli w Chrystusa. Apostoł Paweł pisze mianowicie do Koryntian: "Według danej mi łaski Bożej, jako mądry budowniczy, położyłem fundament, a inny na nim buduje. Każdy zaś niech baczy, jak buduje. Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus. Czy kto na tym fundamencie buduje ze złota, ze srebra, ze drogich kamieni, z drewna, z trawy, ze słomy, jawne się stanie dzieło każdego. Dzień bowiem Pański to ukaże, gdyż w ogniu się objawi, a dzieło każdego, jakie jest, ogień wypróbuje" [1 Kor 3, 10-13].

Powiadają tedy: "Oto człowiek, który zachowuje wiarę w Chrystusa, położył owy fundament. Choćby więc budował na nim z drewna, trawy i słomy - to znaczy trwał w grzechach i nieprawych obyczajach - to i tak owe dzieła spłoną w ogniu, on sam zaś zostanie zbawiony, chociaż jakby przez ogień". Ci, którzy tak uważają, nie rozumieją, że te słowa Apostoła nie odnoszą się do grzechów śmiertelnych i jawnego złego życia, lecz do ziemskich przywiązany do rzeczy dozwolonych, które czysty i wierny chrześcijanin kocha z pewnym ludzkim przywiązaniem, jednak nie wyżej niż samego Chrystusa. Gdyby bowiem słowa te odnosiły się do cudzołożników, rozpustników czy bałwochwalców, wówczas Apostoł sprzeciwiałby się samemu sobie, gdyż w tym samym liście nieco dalej mówi wyraźnie: "Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy... Królestwa Bożego nie odziedziczą" [1 Kor 6, 9-10].

Jakże więc człowiek trwający w takich występkach miałby być zbawiony przez ogień, skoro Pismo jednoznacznie orzeka, że tacy ludzie w ogóle nie odziedziczą Królestwa Bożego? Owy ogień próby nie jest przeto pobłażliwą obietnicą bezkarności dla bezbożnych, lecz oczyszczeniem dla tych, którzy choć przywiązani do spraw tego świata, nie stawiają ich ponad Chrystusa i są gotowi stracić je dla Niego, gdy przyjdzie próba."