- Pamiętaj, żeby włożyć szalik! - Mama wpadła do pokoju Tima, kiedy chłopiec kończył szykować się do szkoły. Mimo że była wiosna, miała na sobie zimowy płaszcz. - Znów jest chłodno. Wolałabym dziś zostać w domu.
Tim też wolał, by została. Albo chociaż by była w domu, kiedy on wróci ze szkoły. Nie lubił wracać do pustego domu. Było nawet gorzej od czasu, kiedy jego dobry przyjaciel Herkules powrócił do siebie do starożytnej Grecji.
- Nie mogę, jest spruty, pamiętasz?
Mama nie uwierzyła Timowi, kiedy powiedział, że szalik popruł się sam. Ale co innego mógł powiedzieć? Nie potraktowała go poważnie, kiedy opowiedział jej o Herkulesie uwięzionym w ich starej greckiej wazie przez złą boginię Herę. Mama z pewnością nie uwierzyłaby w ciąg dalszy tej historii. Łapiąc się wazy, Tim przeniósł się do domu Herkulesa. Miał wtedy na sobie szalik. Nie jego wina, że podczas tych przygód nieco się nadszarpnął.
- No dobrze, i tak chciałam ci kupić nowy. Zapomniałam. Przepraszam, ale miałam... hm... coś innego na głowie. Ważne sprawy. No wiesz, Tim, właśnie chciałam z tobą o tym porozmawiać. Nie powinnam tego dłużej odkładać...
Mama zarumieniła się i na jej czole pojawiły się kropelki potu. Tim podejrzewał, co chce mu powiedzieć. Skinął głową i uśmiechnął się zachęcająco.
- Znowu psuje się ogrzewanie? Nie martw się, mamo. Niech przyjdzie ten facet.
Mama przełknęła ślinę i parsknęła.
- A ciekawe, że o tym mówisz. Bo widzisz... - Odchrząknęła, przerwała i potrząsnęła głową. - Nie ma teraz na to czasu. Chcę to zrobić tak, jak trzeba. Może pokażesz mi ten szalik i zobaczymy, czy da się go jeszcze nosić?
Tim wręczył go mamie, a ta zmarszczyła brwi.
- No nie, jest za bardzo popruty. Wyrzuć go, ale włóż przynajmniej rękawiczki.
- Są za małe. Pamiętasz? Mówiłaś, że kupimy nową parę.
Twarz mamy pojaśniała.
- Ach tak! Babcia ci wydziergała nowe. Pójdę po nie.
Zostawiła szalik i Tim pospiesznie schował go w szufladzie. Nie chciał go wyrzucać. Był pamiątką po przygodach i przypominał mu o spotkaniu z Tezeuszem, zabójcą Minotaura. Tezeusz popruł szalik, gdy starali się uciec z labiryntu, w którym uwięziła ich Hera. Na koniec to Tim znalazł drogę do wyjścia.
- Proszę. - Mama wróciła z parą brązowych rękawic. - Przymierz je.
Były za duże i zrobione z szorstkiej włóczki.
- Strasznie drapią - narzekał Tim.
- Na teraz muszą wystarczyć - powiedziała mama, zapinając pasek od płaszcza. - Wychodzę. Załóż je w drodze do szkoły. Nie chcemy, żebyś znowu odmroził sobie dłonie. Pa, kochanie.
Szybko uściskała Tima, wyszła z pokoju i... krzyknęła.
- FUUUUUUUUUUJ!!!
- Co? Co się stało? - Tim wybiegł za nią. Nigdy wcześniej nie słyszał, żeby mama tak wrzeszczała. To był okrzyk czystego przerażenia, tak jakby spotkała tam zabijającą wzrokiem gorgonę.
- Pa... pa... pająk - wydukała mama, wskazując na ścianę. - Ogromny.
Tim powiódł wzrokiem za jej drżącym palcem. I rzeczywiście, po ścianie na korytarzu spacerował spory pająk.
- Znajdź miotłę, szybko! Przypilnuję, żeby nigdzie się nam nie schował. Fuj!
Tim pobiegł korytarzem i wrócił ze szczotką, szklanką i kopertą. Przy okazji zdjął drapiące brązowe rękawice i wcisnął je do kieszeni marynarki.
- Pacnij go! Mocno. Szybko, bo na nas skoczy!
Tim nie chciał krzywdzić pająka, więc przesunął go ostrożnie miękkim włosiem miotły. Zwierzątko spadło na ziemię, a wtedy mama odskoczyła wielkim susem. Tim bardzo delikatnie przykrył pająka szklanką, uważając, by go nie uszkodzić.
- W porządku, mamo, złapałem go.
Mama wzruszyła ramionami.
- Zabij go! Fuj, jaki okropny.
Tim spojrzał na uwięzione w szklance kudłate brązowe stworzonko, które wywijało w panice łapkami, starając się wspiąć na śliskie ścianki. Biedactwo nie chciało zrobić nikomu krzywdy. Po prosto łaziło sobie, zajmując się swoimi sprawami. Tim nie miał serca go zabić.
- Wyniosę go na zewnątrz - powiedział, schylając się i podkładając kopertę pod szklankę.
- Nie ma mowy. Wróci do środka. Po prostu... rozgnieć go albo coś w tym stylu.
Tim nie spodziewał się, że jego mama miała w sobie tyle okrucieństwa. Spojrzał na nią surowo.
- Wyniosę go daleko i wypuszczę na ulicę. Nie wróci.
Na pewno nie będzie chciał po tym, jak usłyszał wrzask mamy. Biedny pająk był pewnie śmiertelnie przerażony.
- Oby - wymamrotała mama. Pochyliła się, żeby dać Timowi zwyczajowego buziaka na do widzenia, a potem nerwowo odskoczyła. - Do zobaczenia wieczorem. Wtedy porozmawiamy.
Tim zaniósł pająka na koniec ulicy, starając się nie potrząsać nim za bardzo. Stworzonko wpatrywało się w chłopca błyszczącymi jasnymi oczami. Tim miał nawet ochotę zaopiekować się nim w domu, ale wiedział, że z mamą by to nie przeszło.
- Wybacz mi - wyszeptał. - Nic do ciebie nie mam.
Pająk pomachał przednimi łapkami, zupełnie jakby go zrozumiał.
- A teraz gadasz ze szklanką, co, Kopciuszku? Potem pewnie będziesz rozmawiał z filiżankami. Ktoś powinien przemówić ci do rozumu.
To był łobuz Leo, który za życiowy cel postawił sobie dokuczanie Timowi. Przezywał go Kopciuszkiem, bo Tim musiał często pomagać mamie w domu.
Tim i Leo spotkali się dzień wcześniej, kiedy ich rodziny zaciągnęły ich do nudnego centrum handlowego. Leo podstawił Timowi nogę, a Tim mu się zrewanżował. Poczuł się z tym nieźle. Właściwie to wspaniale. Ale teraz byli sami na pustej ulicy, a Leo zaciskał swoje ogromne pięści. Tim wiedział, że to nie najmądrzejszy pomysł. Gdyby obok stał Herkules, znów nastraszyłby Leo... Ale tak nie było.
Tym razem Tim był sam.
- A gdybym tak stłukł ci tę głupią szklankę?
- spytał Leo, przybliżając piegowatą twarz do twarzy Tima. - A może lepiej rozwalić ci nos? Co wybierasz?