Superbohater z antyku. t.1 Oto Herkules! - Stella Tarakson

Kup ebooka

21.95 zł
17.56 zł (15,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

U stóp Tima Bakera leżał tygrys z szeroko otwartą paszczą. Futro miał zmierzwione i brudne. Wyglądał, jakby stoczył niejedną zaciętą walkę. Szczerzył pożółkłe kły, które błyskały w przygaszonym świetle. Kły wyglądały na bardzo ostre.

Tim poczuł, że po twarzy płynie mu pot. Starł go wierzchem dłoni. Dzień już się kończył, a jemu zostało jeszcze tyle do zrobienia! Musiał działać dalej.

W oddali grzmiało, powietrze było gorące i wilgotne. Zbliżała się burza. Nie patrząc pod nogi, Tim ruszył w stronę tygrysa, który przyglądał mu się i czekał w milczeniu. Noga Tima wylądowała kilka centymetrów od jego głowy.

- Wybacz - powiedział, omijając wielką bestię. Starał się nie nadepnąć na jej wyciągnięte łapy.

Tygrys spojrzał na niego szklistym wzrokiem. Wyglądał, jakby chciał poderwać się i ryknąć. Leżał jednak cicho, bez ruchu, jakby czaił się do skoku. Tim schylił się i poklepał go po głowie. Z futra wydobyła się chmura kurzu, od której chłopiec aż kichnął.

- O rany, ale jesteś brudny! Chyba ciebie też trzeba będzie wyczyścić. Ale nie teraz. Zanim mama wróci do domu, muszę zetrzeć kurze.

Tygrys nie odpowiedział. Leżał na podłodze w salonie i obserwował, jak Tim niechętnie rozglądał się w poszukiwaniu ścierki.

Tim często rozmawiał z dywanem w kształcie tygrysa. Dotrzymywał mu towarzystwa po szkole, kiedy mama była w drugiej pracy. Mama pracowała w ciągu dnia w biurze, a wieczorami sprzątała. Była zajęta od wczesnego poranka do kolacji. Nie lubiła tak długo być poza domem, ale nie miała wyboru. Musiała zarabiać.

I dlatego Tim pomagał jej w domu. Każdy powinien robić swoje, mówiła mama. I Tim się starał. Ale to nie znaczy, że specjalnie to lubił.

Znalazł ścierkę wciśniętą pod kanapę, gdzie zostawił ją podczas ostatniego sprzątania. Z westchnieniem wyciągnął szmatkę i stanął przed kominkiem.

Najpierw kryształowa czaszka, potem drewniany słoń. Dom Tima pełen był przedmiotów, które rodzice przywozili z zamorskich podróży. Dywany, statuetki, obrazy... Żyli jak w muzeum. Zakurzona kolekcja, która przypominała lepsze czasy, teraz po prostu gromadziła kurz.

Tim zabrał się za starą grecką wazę. Była wielka i czarna, miała chudą szyjkę i dwa wygięte uchwyty. Zdobił ją rysunek: na tle w kolorze gliny widniały dwie czarne postacie: umięśniony mężczyzna, który walczył ze wściekłym bykiem. Byk był większy, ale wyglądało na to, że wygrywa człowiek.

- Wiesz co? - powiedział Tim do tygrysa, przerywając sprzątanie. - Ten byk wygląda znajomo. To dziwne. Nie wydaje mi się, żebyśmy ostatnio spotkali jakiegoś byka. - Podrapał się po brązowych lokach i przyjrzał się dokładniej obrazkowi. Te kręcone rude włosy, ta umięśniona sylwetka, ta groźna twarz...

Tim podskoczył. Ależ tak! Ten byk wygląda jak Leo! Jest dokładnie tak samo wściekły i równie głupi. Jeśli jego największy wróg miałby rogi, byłby bliźniaczo podobny do tej bestii.

- Chyba dlatego mówią na takich "byczki" - wymamrotał Tim. - Tak właśnie wyglądają.

Zastanawiał się, jak to możliwe, żeby człowiek pokonał takie zwierzę. Było dwa razy większe od niego i składało się właściwie z samych mięśni. Ale mężczyzna wyglądał tak, jakby heroiczne wyczyny i przygody były dla niego normą. Z pewnością nie siedział w domu i nie zajmował się porządkami. I z pewnością ten byk nie mówił do niego per "Kopciuszek".

Tim energicznie wytrzepał ścierkę. Wszyscy uważali, że przezwisko, które nadał mu Leo, jest zabawne. Wszyscy poza Timem.

Waza zachybotała się gwałtownie i niemal wywróciła. Ustawił ją ostrożnie i wtedy zauważył wyszczerbiony napis. Zapragnął go odszyfrować. Być może skrywał sekret tego mężczyzny? Być może podpowiedziałby mu, jak pokonać Leo.

- Pewnego dnia będę umiał odczytać te słowa. Powiem ci, co tam jest napisane. - Tim zwrócił się do tygrysiego dywanu.

Tygrys patrzył przed siebie wzrokiem bez wyrazu.

- Hej, to nie takie proste! Nawet mama nie umie tego przeczytać. To napis po grecku. Zapisany w innym alfabecie.

Tygrys nie odpowiedział. Nie wierzył Timowi.

- Trochę umiem odczytać. - Tim schwycił wazę delikatnie, tak jak pokazywała mu mama, i przechylił ją, żeby lepiej widzieć. - To jest E, a to wygląda jak...

I wtedy zadzwonił telefon. Tim, zaskoczony, odskoczył do tyłu, podczas gdy jego palce wciąż ściskały uchwyty wazy...

BRZDĘK!

Waza upadła na ziemię i stłukła się w drobny mak. Serce biło Timowi jak szalone. Mama dostanie szału, gdy dowie się, co się stało. Musi to wszystko sprzątnąć przed jej powrotem do domu!