Sunsets and first kisses - Dorian Marek

Reflow text when sidebars are open.
Mieszkanie w samym centrum Paryża było dość męczące. Nie dość, że musiałam płacić podwójny czynsz za wynajem mieszkania, to jeszcze do tego codziennie musiałam słuchać głośnych rozmów przechodniów.
Moje rozmyślenia przerwał cichy dźwięk dzwonka do drzwi, który sprawił, że natychmiastowo wstałam z kanapy i podeszłam do drzwi wejściowych.
Nie miałam zielonego pojęcia, kto to był ani po co tu przyszedł. Zmusiłam się więc do uśmiechu i otworzyłam drzwi. Okazało się, że była to moja przyjaciółka. Nie spodziewałam się jej tutaj teraz, ale jak to mówią, spodziewaj się niespodziewanego.
- Co ty tu robisz, Florence? - zapytałam, a ona przekroczyła próg drzwi wejściowych do mojego kameralnego mieszkania - No aha, fajnie. Rozumiem, że przyszłaś do swojego domu - dodałam sarkastycznie.
- No, a jak miałoby być inaczej, moja kochana przyjaciółko? - zapytała mnie radośnie, jakby właśnie wygrała jakiś los w loterii. - Dobra, ale nie o to mi chodzi. Pamiętasz o tej plotce, o której tak ci ostatnio trułam ciągle dupę?
- Emm, no chyba ta. Chcesz powiedzieć mi, że Natan spotyka się z Claire, a pisze do kogoś innego? - spytałam, a ona uśmiechnęła się i powiedziała:
- W takim razie posłuchaj tego! - krzyknęła szczęśliwa, a ja natychmiast usiadłam wraz z nią na kanapie. Kiedy rozsiadłyśmy się na niej dobrze, blondynka kontynuowała: - To prawda, że pisze z inną osobą, ale... Ostatnio widziałam, jak chodzi za rękę z Valentiną! Matko, Chloe! Musimy o tym wszystkim powiedzieć Claire!
- Valentina... To ta co przypadkiem nie była jeszcze ostatnio w związku z Felixem?! Przecież oni wszyscy są jacyś nie normalni!
Spojrzałam na nią. Wyglądała na zszokowaną. O nie... ONA BYŁA ZSZOKOWANA! Jej szczęka chyba opadła na podłogę, ale się jej nie dziwię, bo moja również.
- Jezu, Chloe to jest jakaś wielka masakra, przecież wszyscy muszą o tym wiedzieć! A najbardziej to Claire i Felix. - powiedziała, a ja przytaknęłam zgadzając się.
Włączyłam instagrama i pierwsze co mi się wyświetliło na karcie, to post z naszego szkolnego spottedu. Było tam mniej więcej napisane tak:
SPOTTED SZKOŁY
!! OFICJALNA INFORMACJA!!
WCZORAJ WIECZOREM NATAN BLAIS WRAZ Z VALENTINĄ DURAND CHODZILI PO MOŚCIE ALEKSANDRA III ZA RĘKĘ! DROGI NATANIE I VALENTINO, CZYŻBY JAKAŚ ZDRADA?
Pokazałam szybko informacje Florence, na co zszokowana zareagowała:
- Widzisz?! Czyli tylko nie ja tam byłam!
Zadowolona z siebie, wzięła do swojej prawej ręki telefon, a po kilku sekundach odparła:
- Ja piszę do Felix'a. Ty pisz do Claire, okay?
- Okay - potwierdziłam.
Weszłam na konwersację z Claire i zaczęłam pisać. Na początku nie miałam kompletnie pojęcia jak dobrać odpowiednie słowa, aby wszystkie do siebie pasowały, lecz po kilku długich minutach spędzonego nad tą całą konwersacją, wiadomość nawet ładnie się prezentowała.
Chloe Dubois: Hej, wiem, że się nie znamy, ale muszę cię o tym powiadomić. Ostatnio moja przyjaciółka widziała twojego chłopaka na moście Aleksandra III. Wszystko spoko, ale nie był on tam sam. Szedł za rękę z Valentiną Durand, która jest w związku z Felix'em Laurent'em. Nawet na spotted szkoły widnieje wpis z tego, że ktoś ich widział. Serio to jest poważna sprawa i musisz się z nim szybko skontaktować. Życzę powodzenia i mam nadzieję, że nie zawracam ci głowy. Chloe.
Odłożyłam telefon na stolik kawowy, a potem spoglądałam na blondynkę, która dalej pisała swoją wypowiedź do chłopaka. Byłam strasznie ciekawa, co za tym takiego szło, że ona dalej tę wiadomość pisała.
- Co ty tak długo piszesz? - W końcu musiałam się dowiedzieć, co ona tam tak pisze. Niestety ta tylko na mnie spojrzała i od razu zrobiła się cała czerwona.
- Yyy... No bo jest taka jedna spra... - Nie dałam jej dojść do zdania, bo wiedziałam co tu się kroiło.
- Nie, Florence. Nawet mi tu nie mów, że do niego nie napisałaś.
- N-No... Tak jakby... - odpowiedziała skrępowana.
- FLORENCE!!!!!!!!! - okrzyczałam ją, bo mnie już po prostu irytowała. Miała jedno proste zadanie. Ale Florence, jak to Florence- nie mogła normalnie go wykonać.
- Dobra, dobra. Już piszę.
- No ja mam taką nadzieję. - Skierowałam swoją wypowiedź prosto do przyjaciółki i czekałam tylko, aż powie mi, jak ją napisała.
Minęła minuta, a ta spojrzała na mnie, po czym się odezwała:
- Chloe, ja nie wiem co ja mam napisać. Ty zawsze jesteś od pisania rozprawek, weź mi napisz, bo ja nie umiem... - powiedziała błagającym tonem.
Wiedziałam.
- Dawaj ten telefon.
Flo przybliżyła się do mnie i podała mi swój telefon. Weszłam w konwersacje z Felixem i zaczęłam pisać.
?
Nocne spacerowanie z przyjaciółką po Paryżu, zawsze będę wspominać dobrze. Ten klimat był po prostu cudowny, a z nią zawsze czułam się tak jakoś... komfortowo. Zawsze gadałyśmy o jakichś bzdurach i plotkach ze szkoły albo na przykład o swoim życiu. Jak się czujemy, co robiłyśmy bądź co słychać.
Wpatrywałyśmy się właśnie w pięknie oświetloną wieże Eiffla. Była cudna. Zawsze lubiłam tu z nią przychodzić, bo czułam się komfortowo i wiedziałam, że chwile spędzone z moją przyjaciółką zawsze są piękne.
Po chwili patrzenia się w jeden i ten sam punkt przeszłyśmy do jednej z ławek i zajęliśmy miejsce. Blondynka popatrzyła się na mnie, a potem zadała mi pytanie:
- Masz coś do jedzenia?
Teraz to ja się na nią popatrzyłam, ale zdziwionym wzrokiem. Niby skąd ja miałam mieć teraz przy sobie jedzenie? Musiałam się jej dokładnie spytać, bo może teraz tylko stroiła sobie ze mnie żarty.
- Ty sobie ze mnie żartujesz w tym momencie? Skąd ja mam ci niby wyczarować teraz jedzenie?
- Emm, no nie wiem, może ze sklepu? - Czyli nie żartowała.
Patrzyliśmy tak na siebie ze zdziwieniem przez minutę, po czym Flo zagadała:
- Dobra to ja pójdę sobie po to jedzenie.
- Nie, Florence! Poczekaj. Pójdę po to, siedź sobie - odpowiedziałam energicznie, przez co na jej twarz wskoczył wielki banan.
- Niech ci będzie - powiedziała, kończąc ze mną rozmowę, przez to, że powoli się od niej oddalałam.
Wpisałam na wyszukiwarce tak, żeby pokazała mi, gdzie będzie sklep, który o tej godzinie będzie otwarty. Gdy dowiedziałam się mniej więcej, w którym kierunku mam iść, schowałam telefon do kieszeni dżinsowych spodni i poszłam szybkim krokiem w tę stronę.
Niestety moje życie było takie do bani, że od razu, gdy schowałam komórkę do spodni, ktoś zaczął gwałtownie do mnie dzwonić. Musiałam się zatrzymać i odebrać. Wyjęłam urządzenie z kieszeni i zobaczyłam kto do mnie dzwonił. Hm oczywiście, że Florence.
- Słucham? - powiedziałam pierwsza na co blondynka odpowiedziała:
- Kupisz mi jeszcze jakiś dobry soczek?
Wzięłam głęboki wdech, a potem wydech.
Nie mogłam wytrzymać z tą dziewczyną.
- Dobra, ale mam nadzieję, że mi potem przelejesz te pieniąd...
Komórka automatycznie wyleciała mi z dłoni, gdy ktoś zetknął się z moim ciałem. To strasznie bolało. Nie wiem co się stało, ale upadłam.
- P-Przepraszam, nic ci się nie stało? - zapytał ktoś nieznajomy, na co nie zareagowałam.
Usłyszałam potem dźwięki wydawane z mojego telefonu, który upadł wraz z tym, kiedy ten ktoś we mnie... W sumie nie wiem co zrobił.
- Halo!! Haloo, Chloe jesteś tam? Mam iść do ciebie?
No to kurde zaczynamy zabawę.
Nie wiedziałam o co dokładnie chodziło. Leżałam na kostce przy wieży Eiffla poprzez to, że ktoś we mnie wbiegł. Ale co było najdziwniejsze to to, że nie wiedziałam kto to był. Usłyszałam tylko jego głos.
- Wstawaj, bo zaraz złapie cię wilk albo ktoś cię przejedzie. - Wystawił swoją opinię, a ja się jego posłuchałam. Złapałam go za rękę, a ten pociągnął mnie tak, że od razu wstałam. I wtedy go zobaczyłam. Był... Normalny. Wydawał się na bardzo miłego.
- Hm, tak w ogóle to jestem, Louis. Miło cię poznać. - Podał mi znów rękę, ale tym razem w geście przywitania.
Przyjrzałam mu się chwilę. Musiałam to wreszcie przyznać. Był cholernie ładny. Jego czupryna, koloru ciemnego blondu perfekcyjnie łączyła się z jego oczami, których tęczówki były całe zielone, zupełnie jak dwa szmaragdy.
Był też strasznie wysoki, bo w porównaniu ze mną to ja byłam drzewem, a on wieżą Eiffla.
- Jestem Chloe. Miło mi. - Uśmiechnęłam się do niego, a ten to odwzajemnił. Przyglądał się mnie jakby właśnie zobaczył coś niespotykanego, dlatego to mnie zdziwiło, bo ja nie byłam tak jakoś zbyt ładna ani nic takiego podobnego.
- A więc, Chloe. Chciałabyś może któregoś dnia wyjść na kawę i zajadać się makaronikami w ramach gestu przeprosinowego? - zaproponował. Ale ja miałam do tej propozycji dosyć mieszane uczucia, bo... Ja tego chłopaka praktycznie nie znałam.
- Nie no coś ty, przecież mi nic nie zrobiłeś! - Zaśmiałam się, aby poprawić sytuację, która powoli zamieniała się w niekomfortową.
Louis popatrzył się na mnie ze zmieszaniem, a po chwili powiedział:
- No weź się zgódź! Będzie fajnie, zobaczysz. Może poznasz nową osobę w swoim życiu, a ja tak samo. Widzisz, ta sytuacja ma dwie fajne strony.
No dobra to trochę mnie przekonało. Ale tylko trochę.
- A, i chciałem dopowiedzieć tylko, że wszystko stawiam ja! - dodał.
No i jestem kupiona.
- Kiedy i gdzie? - zapytałam szczęśliwa, na co ten też się uśmiechnął. Szczerze? Fajnie, że go poznam, bo wydaje się być miłym chłopakiem, a nie jak te ponure chłopaki z mojej klasy. Meh.
Przeszliśmy do ławki i zajęliśmy na niej miejsce. Wyciągnął swoją komórkę i powiedział:
- Spisz sobie mój numer albo dam ci kartkę i w domu sobie po prostu spiszesz czy coś.
- Daj mi kartkę, bo jeszcze mi się ten numer usunie i będzie - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Byłam nieudacznikiem życiowym i się z tym pogodziłam. Przykładową sytuacją było to, że nawet jeśli był prosty chodnik, ja zawsze się na nim wywracałam. No cóż, takie życie. Nic na to nie poradzę.
- Proszę. - Podał mi kartkę, a ja na nią zerknęłam.
- Dziękuję - powiedziałam na co ten tylko się uśmiechnął.
- Nie ma za co, szkodniku. - Przepraszam bardzo, co to znaczy szkodniku?!?! - Napisz potem na ten numer, a ja ci odpiszę, gdzie i kiedy, okay? - zapytał na co tylko skinęłam głową.
- Dlaczego akurat szkodniku? - spytałam się Louis'a, na co ten wstał i odparł:
- Bo, gdy tylko w ciebie wbiegłem pomyślałem,,Co za szkodnik tu stoi'', lecz okazało się, że to ty.
Aaa, no i teraz wszystko jasne. Myślałam, że z jakiegoś innego powodu. Gorszego...
- Dobra to ja lecę, napisz do mnie jak wrócisz. - rzekł, na co odpowiedziałam:
- Dobrze, mam nadzieję, że tej kartki nie zgubię lub nie zapomnę napisać, bo ja już bardzo dobrze wiem, jak to u mnie bywa - powiedziałam radośnie na co ten tylko parsknął cichym śmiechem. - Kurde! Miałam iść do sklepu po coś do jedzenia... Florence mnie zabije...
- Kto to Florence? - spytał, a ja mu po prostu wyjaśniłam jego zagwozdkę:
- Flo to moja przyjaciółka. Zachciało jej się jeść, ale niestety zeszło nam tu długo i... Ciekawe czy poszła już do domu. Pewnie tak i będzie teraz udawać obrażoną.
- O kurde, przepraszam cię za to bardzo... Nie wiedziałem...
- Louis. Nie musisz za nic przepraszać, serio. - oznajmiłam, po czym ten do mnie podszedł i jeszcze dopytał:
- Na prawdę?
- Na prawdę - odpowiedziałam jego słowami.
No i na tym skończyło się moje pierwsze spotkanie z chłopakiem, który wydawał się na bardzo spokojnego i miłego. Czy taki na prawdę był? Nie wiadomo.
A nie! Zapomniałam jeszcze o tym...
- GDZIE JEST MOJE JEDZENIE! - krzyknęła rozzłoszczona Florence, po czym dodała: - A ty to kto?
Przyjaciółka popatrzyła krzywym wzrokiem na Louis'a, a ten na nią. Coś czułam, że ci jednak się nie polubią.
?
Przez całą drogę powrotną musiałam wysłuchiwać od swojej przyjaciółki wszystkiego, co sądzi o Louisie. No dobra, może jakoś długo też go nie znałam, ale to nie był powód, żeby obrażać człowieka za to, że się go nie znało.
- Chloe, słuchaj. A co, jeśli to faktycznie ten typ chłopaka, który najpierw udaje takiego milutkiego,,ojejku, przepraszam, na serio przepraszam'', a potem okazuje się, że szukał tylko dziewczyny na siłę albo co najgorsza tylko dlatego, żeby pochwalić się swoim zboczonym kolegom, że jest w związku i ma dostać za niego pieniądze - wyjaśniła mi szczegółowo, ale ja i tak byłam zawsze innego zdania niż ona.
Na dworze było już strasznie ciemno. Latarnie mocno świeciły i oświetlały nam drogę. Było coś w tym takiego, że to po prostu lubiłam. Lubiłam, gdy było ciemno. Ale... dokładnie w sumie nawet nie wiem dlaczego. Może przez to, że nie było tak tłocznie jak zazwyczaj po południu. Albo może przez to, że było troszeczkę chłodniej niż rano. Nie wiem. Tu musiałam po prostu postawić wielki znaczek zapytania.
Kiedy tak myślałam, znów wyrwał mnie z tej wielkiej otchłani głos mojej przyjaciółki, który mówił do mnie mniej więcej tak:
- Odpowiesz mi? - zapytała się mnie, a ja wzięłam głęboki wdech, a później wydech. Chloe, proszę nie denerwuj się. Nie daj się...
- Poznałam go dosłownie przypadkowo, Flo. PRZY - PAD - KO - WO! - Wyrecytowałam, a ta stanęła na chodniku trzymając mnie w niepewności. Ja zrobiłam to samo co dziewczyna. Zwolniłam w ruchu i przystanęłam na chodniku oświeconym przez wielkie, jasne latarnie. - I nie. Nie szukam kandydata do związku. To nie moja bajka, Florence. Ja boję się, że... że się po prostu do tego nie nadaję. Boję się, że nie będę mogła odwzajemnić uczuć bądź ktoś mnie mocno zrani. - Zrobiłam chwilę przerwy na nabranie powietrza do swoich zdrowych płuc, a tuż po tym dokończyłam: - Nie chcę się w to bawić. Temat skończony, okay?
Blondynka patrzyła się na mnie głębokim wzrokiem, jakby właśnie chciała mnie dopaść tymi swoimi pięknymi oczyma. A potem rozmyślała pewnie, jak tu dobrać zdania, żeby dobrze zabrzmiało.
Niestety, albo wręcz stety znałam ją tak dobrze, że wiedziałam o czym myśli, kiedy myśli i tak podobnie. W końcu znajomość przez całe życie nie poszła się walić.
- Teraz tak myślisz, a gdy przyjdzie co do czego będzie tak,,Florence, ja się zakochałam...'' myślisz, że ja cię nie znam? Jesteś przepiękna i co najważniejsze gotowa na swój pierwszy w życiu związek. Jestem tego w stu procentach pewna. - Wyraziła swoją opinię, a ja podeszłam do niej i ją przytuliłam.
Tuliłam się w jej ciało tak mocno aż blondyna skomentowała:
- No dobra! Już, bo zaraz to ja tu nie będę żyła przez problem z nieoddychaniem! - Zażartowała.
Ale jedno jest pewne. Dla mnie najważniejsza jest opinia przyjaciół. Przyjaciele zawsze ci pomogą. Zawsze ci coś doradzą. Nie ważne, gdzie i kiedy. Oni zawsze przy tobie będą. Bo zawsze warto na siebie liczyć. Po to jest przyjaźń, żeby w każdej sytuacji się wspierać. I za to ją kochałam. Że tak bardzo się o mnie troszczyła.
Dziękuję.
Próbowałam się skupić, ale po prostu nie mogłam. Cała ta sprawa była dosyć skomplikowana. Jeszcze na dodatek mój telefon się doszczętnie rozładował. I jak ja niby miałam bez niego użytkować w tej szkole?
- Flo, masz pożyczyć swojej najlepszej przyjaciółce ładowarkę? - spytałam, a ona skinęła głową, po czym zajrzała do swojego plecaka i wyciągnęła długi biały kabelek, który mi podała.
Od razu chwyciłam ładowarkę w swoje ręce i podłączyłam do kontaktu, a potem do telefonu. Ciągle czuwałam nad nim, żeby jak najszybciej się włączył. Może wtedy, gdy się rozładował, Louis próbował się do mnie dodzwonić.
Myśli powoli zaczynały mnie odpływać. Co za tym szło, że nie mogłam w ogóle skupić się na lekcji języka angielskiego. Za oknem panowała strasznie słoneczna pogoda. Była piękna, a francuskie powietrze, które wchodziło przez otwarte okna w sali, wypełniało przestrzeń delikatnym zapachem świeżości. To powietrze miało w sobie coś, co sprawiało, że czułam się zrelaksowana i w pełni obecna w chwili.
Francja była moim domem. Nigdy, ani przez moment, nie wyobrażałam sobie, że mogłabym mieszkać gdzieś indziej. Kochane bagietki, chrupiące i jeszcze ciepłe, właśnie wyjęte z pieca, były jedną z tych drobnych, codziennych radości, które definiowały moje życie tutaj. Posiłki we Francji były takie dobre - każda potrawa zdawała się opowiadać swoją własną historię. Croissanty na śniadanie, z odrobiną dżemu truskawkowego, i filiżanka kawy - te małe przyjemności były nie do zastąpienia.
Z zamyślenia wyrwał mnie hałas za oknem. Ulicami Paryża, na których cienie drzew wiły się w tańcu z promieniami słońca, przejeżdżały stare, klasyczne samochody, które dodawały temu miastu jeszcze więcej uroku. Każda z tych ulic miała swoją historię - brukowane chodniki, kawiarnie z parasolkami, które rozpościerały się nad stolikami jak kolorowe kwiaty. Czasem widziałam ludzi, którzy w porze lunchu, siedząc przy kawie, leniwie obserwowali mijający ich świat.
Z drugiej strony okna, wewnątrz klasy, zmysły budziły dźwięki i zapachy. Zapach kredy, którą nauczycielka stawiała na tablicy krzywe litery, łączył się z aromatem bagietek, które nieopodal uczniowie przynieśli ze stołówki. To był typowy dzień szkolny, ale dla mnie - dla kogoś, kto kochał każdy najmniejszy fragment tego kraju - był to idealny moment, aby docenić, jak wyjątkowe było życie we Francji.
Wciągałam głęboko powietrze, smakując je, tak jakby każdy oddech mógł opowiedzieć mi kolejną część historii, którą niosły ulice Paryża. Powietrze tutaj było inne - łagodne, przyjemne, a jednocześnie pełne tajemnicy. Miało w sobie lekkość, której nie doświadczyłam nigdzie indziej. Słoneczne promienie oświetlały miasto, przekształcając je w barwną mozaikę. Zieleń drzew w ogrodach, ciepłe żółcie budynków, czerwone dachy i błękit nieba - to wszystko tworzyło obraz, którego nie dało się porównać z niczym innym.
Kiedy siedziałam tam, otoczona dźwiękami rozmów w tle i szumem Paryża, czułam, że każdy detal był częścią większej całości. Nawet szkolna klasa, której atmosfera często wydawała się przytłaczająca, nabierała innego wymiaru, gdy przez otwarte okna wpadało to niezwykłe, francuskie światło.
Słuchałam, jak nauczycielka opowiadała o Williamie Szekspirze, o jego sonetach, ale moja uwaga cały czas wracała do Louis'a, Paryża, do tej szkoły, do życia, które toczyło się tak spokojnie, a jednocześnie dynamicznie, na zewnątrz. Urokliwe uliczki, zapach świeżego pieczywa, odgłosy rowerów sunących po wąskich, brukowanych alejkach - to wszystko było jak zaproszenie do wyjścia z klasy i zanurzenia się w świecie, który wydawał się jakby malowany ręką artysty.
Znowu spojrzałam na telefon, który wciąż się ładował, i pomyślałam, że przecież nie ma się dokąd spieszyć. We Francji czas płynął inaczej. Tutaj życie toczyło się w swoim własnym tempie.
Rozciągnęłam się na krześle, czując miękkość drewnianego oparcia pod plecami, i pozwoliłam sobie odpłynąć w te myśli o moim ukochanym mieście, o Francji, która była wszystkim, czego potrzebowałam.
Ostatni raz spojrzałam na swój telefon i zobaczyłam, jak logo, które było na czarnym tle, powoli się pojawiało. Wlepiałam ciągle swój już zmarnowany wzrok na komórkę, która dała mi znak, że się właśnie włączała.
- Co ty taka podekscytowana? - Zagadała mnie przyjaciółka, a ja jej wprost odpowiedziałam:
- Mój telefon się włączył. Wiem, że to dziwnie brzmi, ale ja po prostu się ciesze z takich rzeczy.
- Aha. No faktycznie dziwne - dodała śmiejąc się przy tym.
Na moim telefonie zaczęły pojawiać się ciągle jakieś powiadomienia. Mój telefon wibrował jak jakiś nienormalny. Większość powiadomień było od niego. Od Louis'a, z którym przypadkowo się poznałam. I od razu zostałam trochę zraniona.
Dobra przesadzam... Za bardzo stawiam wszystko na niego...
Louis: Przepraszam, że mnie nie było, ale podsłuchałem rozmowę grupki Zoe, która dzisiaj rano miała do ciebie problem. Słuchaj, Chloe musimy o tym poważnie pogadać. Spotkajmy się na dworze na tej przerwie, teraz na sto procent przyjdę. Obiecuję i przepraszam cię za to wcześniej.
Zrozumiałam go dokładnie i przyjęłam przeprosiny. Po chwili odpowiedziałam mu na jego długą przeprosinową wiadomość:
Chloe: Wybaczam i okay. Spotkajmy się.
Następnie wyłączyłam swój telefon i tylko dodałam na swoją twarz wielki uśmiech. Wiedziałam już, że ten dzień będzie na serio bardzo fajny.
?
Dzwonek na przerwę zadzwonił. Podniosłam się ze swojego miejsca wraz z przyjaciółką i skierowaliśmy się do wyjścia z sali. Florence ciągle z kimś pisała. Byłam tego ogromnie ciekawa z kim pisze, bo ona praktycznie nigdy z nikim nie pisała, gdy była szkoła. To musiało być coś ważnego. Tylko co?
Wyszliśmy z sali uśmiechnięte, a ja bez powiadomienia blondynki skierowałam się do wejścia na dwór. Szłam tak prosto przed siebie, aż nagle mój telefon zawibrował. Wyciągnęłam go z kieszeni spodni i odczytałam szybko wiadomość:
Florence: A gdzie ty tak pędzisz?
Wkurzyłam się. Nie powiem, że nie. Wyszła ze mną z sali nawet nic nie mówiąc tylko wpatrując się egoistycznie w swój telefon. To było chamskie, dlatego to teraz ja postanowiłam, że zrobię jej na przekór nie mówiąc, gdzie dokładnie idę.
Nie wiedziałam w sumie co jej odpisać. A co najważniejsze czy w ogóle miałam jej odpisywać, lecz po chwili przemyśleń stwierdziłam, że jej odpiszę.
Chloe: Idę wyjaśnić wszystko z Louis'em.
Florence: Okay.
Włączyłam instagrama i zaczęłam przeglądać dostosowane do mnie posty. Poprawiłam swoje włosy i wyszłam przed szkołę czekając na blondyna. Nie chciałam być znów tak perfidnie potraktowana, dlatego napisałam do niego krótką wiadomość:
Chloe: Stoję obok bramy.
Po kilku sekundach zobaczyłam, że chłopak odczytał moją wiadomość, a tuż po tym zaczął coś pisać:
Louis: A ja właśnie miałem do ciebie pisać, że wychodzę z klasy. Zaraz będę, poczekaj na mnie kilka minut, okay?
Powiadomił mnie na co się uśmiechnęłam, bo wiedziałam, że nie będzie tego samego co było na poprzedniej przerwie.
Chloe: Okay.
Wzięłam głęboki wdech francuskiego powietrza i się tym ogromnie zachwyciłam. Nie dość, że chodziłam do francuskiej placówki szkolnej to jeszcze miałam możliwość mieszkać w tym jakże cudnym mieście.
Powiadano mi, że to miasto zakochanych tylko, że ja... Ja nie za bardzo miałam farta do miłości. Zawsze to kończyło się na tym, że nigdy w to nie wchodziłam, bo ciągle to chłopay, z którymi chciałam to nawiązać byli strasznie toksyczni.
Nigdy nie doświadczyłam uczucia pocałunku. Trudno to aż powiedzieć, ale nigdy się nie całowałam. Nigdy nie doznałam tego przyjemnego uczucia. Ponoć jest ono bardzo fajne, nie wiem. Ja... chciałabym tego kiedyś doświadczyć, ale coś czuję, że nigdy nie znajdę takiej drugiej połówki, która byłaby moim odzwierciedleniem.
Bałam się tego. Panicznie się tego bałam, że kiedyś zostanę po prostu sama. Może tylko z jakimś zwierzątkiem, które będzie zawsze przy mnie, nawet gdy będę mieć swoje głupie humorki.
Spojrzałam na telefon, aby zobaczyć tylko, która była godzina. Odetchnęłam z ulgą, gdy uświadomiłam sobie, że do końca przerwy zostało jeszcze piętnaście minut. To tylko i wyłącznie znaczyło, że jak na razie minęło pięć ciężkich, a za razem krótkich minut.
Wszystkie myśli zaczęły mi wirować w umyśle. Ciągle wracałam do tamtej przerwy, gdy nie przyszedł tylko dlatego, że podsłuchał gadkę dziewczyn, które mnie niby obgadywały. No dobra to może go usprawiedliwiło.