Suarez. Najlepsi piłkarze świata - Matt Oldfield, Tom Oldfield

Kup ebooka

29.90 zł
14.95 zł (14,95 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1. Mistrz Europy

6 czerwca 2015 roku

Gdy Luis rozejrzał się po stadionie, wszędzie widział tylko barwy Barcelony. Do pierwszego gwizdka sędziego zostało jeszcze 30 minut, ale kibice zachowywali się tak, jakby rozgrzewka była już prawdziwym meczem. Rozprostował prawą nogę, rozluźniając mięśnie i przygotowując ciało do najważniejszego spotkania w życiu.

Xavi kopnął piłkę w jego kierunku. Zaskoczony tym podaniem Luis pobiegł za nią, mimo że potoczyła się poza boisko. Przekroczył linię i znalazł się niemal na wyciągnięcie ręki od kibiców Barcelony, którzy skandowali: "Suárez! Suárez!". Uśmiechnął się i pomachał do nich. Kibice byli już gotowi na finał Ligi Mistrzów - tak samo jak on.

"Ciężkie czasy sprawiają, że bardziej doceniasz te dobre" - to było motto Luisa w ciągu ostatniego roku. Po całym tym gniewie, tylu wylanych łzach, okropnych nagłówkach gazet i czteromiesięcznym zawieszeniu odbił się w końcu od dna i wrócił silniejszy. Błędów z przeszłości nie da się naprawić, ale zawsze można wyciągnąć z nich wnioski na przyszłość. Udało mu się odciąć się od wszystkiego, co było złe, i skupić na dwóch najważniejszych dla niego rzeczach: piłce nożnej i rodzinie. Teraz, po wygraniu ligi hiszpańskiej i zdobyciu Pucharu Hiszpanii, zaledwie 90 minut dzieliło go od potrójnej korony.

Po zejściu do szatni Dani Alves włączył głośną muzykę i zawodnicy starali się rozluźnić w ciągu tych kilku ostatnich chwil przed meczem. Luis podszedł do swojego miejsca, gdzie wisiała koszulka z napisem "Suárez 9". Nosił ją już tak długo, ale z jakiegoś powodu teraz spodobała mu się bardziej niż dotychczas. Spojrzał na zegar wiszący na ścianie - do meczu zostało już mniej niż 15 minut. Założył koszulkę, podciągnął skarpety na niewielkie ochraniacze. Ich dzisiejsi przeciwnicy, piłkarze Juventusu, grali ostro, ale Luis nigdy nie lubił tych wielkich, niewygodnych ochraniaczy. Potrafił znieść kopniaki.

- Dani, rzuć mi taśmę - poprosił kolegę.

- A czy ja dla ciebie pracuję? - odpowiedział Dani ze śmiechem. - Myślisz, że skoro zdobywasz gole, możesz się tu rządzić?

Luis szybko zaprzyjaźnił się z kolegami z Barcelony. Po raz pierwszy od wyjazdu z Urugwaju miał wokół siebie ludzi, którzy mówili po hiszpańsku, i to z pewnością pomogło mu się szybko zaaklimatyzować w nowej drużynie. Wciąż musiał się co jakiś czas szczypać, aby uwierzyć, że naprawdę zdobywa gole, grając u boku tak niesamowitego piłkarza jak Lionel Messi.

Sędzia zapukał do drzwi szatni. Pora wyjść na boisko. Luis skończył owijać taśmą nadgarstek, podniósł się i przyłączył do zespołowego przybijania piątek. Kiedy szli razem w stronę tunelu, poczuł nagle czyjąś dłoń na ramieniu. Obejrzał się. To Xavi chciał udzielić mu kilka ostatnich rad.

- Postaraj się zachować spokój. Oni wiedzą, jaki masz temperament, i będą chcieli cię sprowokować. Po prostu graj swoje i ich ignoruj. Potrzebujemy cię.

Luis skinął głową. Wiele rzeczy, których najbardziej żałował, jeśli chodzi o karierę piłkarską, było związanych z jego porywczością i lekkomyślnymi zachowaniami na boisku. Chciał wygrywać każdy mecz i czasami dawał się ponieść emocjom.

- Nie martw się. Nie zawiodę was - zapewnił z poważną miną. Ale po chwili się rozpromienił. - Po meczu wszyscy będą mówili tylko o moich golach.

Dla większości jego kolegów z drużyny był to po prostu kolejny finał Ligi Mistrzów. Jednak Luis grał w finale po raz pierwszy i trząsł się z nerwów i podekscytowania. Atmosfera była niesamowita: hymn Ligi Mistrzów, wiwatujący na trybunach fani, idealnie przygotowana murawa. Jeszcze nigdy nie grał w takim meczu.

Podając piłkę w trójkącie z Messim i Neymarem, nie miał wątpliwości co do wyniku meczu. Jak mogliby nie strzelić trzech lub czterech bramek, skoro mieli w drużynie takie gwiazdy? Ustawił piłkę na punkcie środkowym. To on będzie miał zaszczyt kopnąć ją jako pierwszy w tym meczu! Kiedy zabrzmiał gwizdek, Luis miał wrażenie, że mógłby biegać cały dzień.

Barcelona szybko objęła prowadzenie, ale w drugiej połowie Juventus wyrównał. Luis nie grał wielkiego meczu. Czyżby za bardzo ciążyła mu stawka tego spotkania? Starał się, ale dotychczas niewiele mu wychodziło. Na 25 minut przed końcem meczu zaczął się nawet obawiać, że trener postanowi go zmienić. Klaszcząc w dłonie i krzycząc, zachęcał kolegów z drużyny do większego wysiłku:

- Leo, do boju. Zróbmy coś.

Jedną z największych zalet Luisa było to, że nigdy się nie poddawał i do końca wierzył w sukces. Od najmłodszych lat umiał znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie, by zdobyć bramkę. "Jest jeszcze dużo czasu" - powtarzał sobie w myślach. Wszystko może przecież zmienić się w ułamku sekundy.

I właśnie wtedy nadszedł ten moment. Messi minął dryblingiem trzech obrońców Juventusu i wziął zamach, przygotowując się do oddania strzału. Instynkt Luisa podpowiedział mu, co ma robić. Nie zamierzał biernie przyglądać się próbie kolegi. Gdy tylko Messi zamachnął się, Luis pobiegł w kierunku bramki, licząc na możliwość dobitki. Bramkarz Juventusu Gianluigi Buffon obronił strzał Messiego, parując piłkę przed siebie. Żaden z obrońców nie miał szans. Luis był dla nich zwyczajnie zbyt szybki. Zanim którykolwiek z nich zdążył się ruszyć, on już dopadł do piłki i oddał strzał w okienko.

Emocje wzięły górę i obraz przed jego oczami się rozmazał. Przeskoczył nad tablicami reklamowymi i wbiegł na bieżnię okalającą boisko. Lionel, Neymar, Dani i reszta kolegów z drużyny pobiegli za nim, po czym wskoczyli mu na plecy i omal nie zadusili go uściskami. Zdobył decydującą bramkę!

- To był taki klasyczny gol Suáreza - krzyknął Dani. - Strzelasz, zdobywasz bramkę! I właśnie dlatego jesteś El Pistolero!

Wracając na swoją połowę, Luis nie mógł przestać się uśmiechać. Uwielbiał zdobywać bramki w wielkich finałach. Od pierwszego kopnięcia piłki zawsze chciał być strzelcem i bohaterem. Gdy sędzia wstrzymał mecz, pozwalając dokonać zmiany, Suárez wykorzystał tę chwilę, by choć na krótko wrócić myślami do ukochanego Urugwaju, gdzie wszystko się zaczęło.

Rozdział 2. Nauka podstaw

- Wrócę na kolację - obiecał Paolo rodzicom, otwierając drzwi. - Muszę iść. Koledzy czekają.

Na dźwięk głosu brata Luis zeskoczył z łóżka i wybiegł do przedpokoju.

- Zaczekaj! Idziesz na boisko? Mogę pójść z tobą?

Paolo odwrócił się i spojrzał na młodszego brata. Na twarzy Luisa malowała się ekscytacja. On zawsze chciał grać w piłkę nożną ze starszymi chłopcami, choć przecież za każdym razem mówiono mu, że jest na to za mały. Dziś jednak Paolo był w doskonałym nastroju.

- No dobra, możesz iść, ale uważaj, żeby nie powiedzieć niczego głupiego przy moich kolegach. I musisz być bardzo ostrożny. Pamiętaj, że wszyscy mają po dziesięć lub jedenaście lat. Nie chciałbym, żeby coś ci się stało.

- Nie bój się o mnie - powiedział Luis z uśmiechem, pokazując braki w uzębieniu. - Potrafię o siebie zadbać.

Paolo nie mógł się powstrzymać, by nie wybuchnąć śmiechem. Jego młodszy brat nie potrafił nawet zawiązać sobie butów, ale już był nieustraszony.

Rodzina Suárezów mieszkała tuż obok bazy wojskowej, w której służył Rodolfo, ojciec Luisa i Paola. Odkąd się tu przeprowadzili, Luis nieustannie słyszał historie o boiskach w bazie i niekończących się meczach piłki nożnej, które starsi chłopcy rozgrywali każdego dnia po szkole. W końcu będzie miał okazję zobaczyć to na własne oczy. Pobiegł za Paolem jak najszybciej, obawiając się, że brat może zmienić zdanie.

Baza była jeszcze większa i fajniejsza, niż sobie wyobrażał. Gdy skręcili za róg, mijając duży znak z napisem "Strefa wojskowa. Zakaz wstępu", przed nimi wyrosły cztery boiska piłkarskie. Na wszystkich biegali chłopcy i dziewczęta. Większość z nich, podobnie jak Luis, była boso, a piłki wyglądały, jakby od jednego niefortunnego kopnięcia miały stać się całkowicie bezużyteczne.

Paolo podszedł do swoich przyjaciół i z lekkim zażenowaniem wyjaśnił, że mały Luis też chciałby z nimi grać.

- Ale on ma tylko trzy lata - parsknął jeden z kolegów. - Czy w ogóle potrafi biegać?

- Mam cztery lata - odparł Luis. - I jestem szybki. - To rozśmieszyło całą grupę.

Chłopcy podzielili się na dwie drużyny. Luisowi kazali grać razem z bratem.

- Trzymaj się z dala od kłopotów - poinstruował go Paolo, wskazując mu skraj boiska, z dala od akcji.

- Nie ma mowy - mruknął Luis pod nosem. Zbyt długo czekał na taką okazję. Chciał widzieć wszystko z bliska.

Początkowo koncentrował się wyłącznie na obserwowaniu wszystkiego: podziwiał, jak szybko biegali starsi chłopcy, jak mocno kopali piłkę. Czuł się naprawdę mały na tak dużym boisku.