Rozdział II
Gwadelupa
Odległość dzieląca Antiguę od Gwadelupy, czy raczej należy powiedzieć od grupy wysp36 oznaczonych tą nazwą, wynosi zaledwie od stu do stu dwudziestu mil37.
W zwykłych warunkach "Alert", wspomagany pasatami, po opuszczeniu portu St. John's rankiem szesnastego sierpnia powinien dotrzeć do celu w dwadzieścia cztery godziny.
Louis Clodion mógł więc oczekiwać, że następnego dnia o wschodzie słońca na horyzoncie pojawią się pierwsze wzniesienia Antyli francuskich.
Tak się nie stało. Cisza, czy raczej osłabienie wiatru, zwolniła ruch statku, choć rozwinięto na nim wszystkie płótna. Ponadto pomimo niedostatku wiatru napotkał on fale krótkie i opóźniające. Przyczyną było to, że owa część morza, całkowicie otwarta, nie jest chroniona przez wyspy. Falowanie, zakłócane pewnymi przeciwprądami, rozwija się, zanim się nie rozbije o skały Montserrat38. Choćby nawet "Alerta" wspierała mocna bryza, nie zdołałby on podczas tego rejsu unikać mocnych wstrząsów. Wynikło stąd, że pan Horatio Patterson wyraził pewne wątpliwości co do skuteczności pestki wiśni jako środka zapobiegającego chorobie morskiej.
W ostateczności Harry Markel mógłby płynąć za Montserrat, gdzie falowanie nie jest tak silne. Naraziłby się jednak na zbyt częste spotkania ze statkami, czego unikał, jak tylko mógł. Ponadto droga wydłużyłaby się o trzydzieści mil. Trzeba by dotrzeć aż do południowego skraju Gwadelupy, i po okrążeniu go popłynąć, być może pod wiatr, w kierunku Pointe-a-Pitre39.
Gwadelupa składa się z dwóch wielkich wysp.
Wyspa zachodnia to właściwa Gwadelupa, którą Karaibowie zwali Curucuera. Oficjalnie nosi nazwę Basse-Terre40, choć jej ukształtowanie jest najbardziej zróżnicowane w grupie, nazwa ta pochodzi od jej położenia w stosunku do pasatów41.
Wyspa wschodnia na mapach jest określana jako Grande-Terre, chociaż jej powierzchnia jest mniejsza od drugiej42. W sumie obie wyspy mierzą tysiąc sześćset trzy kilometry kwadratowe43, a liczba mieszkańców wynosi sto trzydzieści sześć tysięcy.
Basse-Terre i Grande-Terre oddziela rzeczka o słonej wodzie, o szerokości wynoszącej od trzydziestu do stu dwudziestu metrów44, którą przepływają statki o zanurzeniu około siedmiu stóp. "Alert" owo przejście, które stanowi najkrótszą drogę, mógłby pokonać tylko przy najwyższym przypływie, a nawet wtedy nie uczyniłby tego rozważny kapitan. Dlatego Harry Markel opłynął grupę od wschodu, z dala od brzegu. Żegluga ta potrwała czterdzieści godzin zamiast dwudziestu czterech, i dopiero rankiem osiemnastego sierpnia trójmasztowiec pojawił się u wylotu zatoki45, do której wpada słona rzeczka, i w głębi której leży Pointe-a-Pitre.
Najpierw minął pasmo wysepek46 leżących wokół basenu tworzącego port, dostępny wąskim i krętym kanałem.
Pięć lat upłynęło, odkąd rodzina Louisa Clodiona opuściła Antyle, w Pointe-a-Pitre został tylko brat jego matki. Rodzice osiedli z dziećmi we Francji, w Nantes, gdzie pan Clodion kierował ważnymi zakładami wyposażenia dla żeglugi wielkiej. Dlatego też młody Louis zachował wspomnienia z rodzinnej wyspy, z której wypłynął dopiero w wieku piętnastu lat, i zamierzał pełnić honory gospodarza wobec swych kolegów.
Przybywający od wschodu "Alert" pozwolił dostrzec najpierw przylądek Grande-Vigie na Grande-Terre, najbardziej północny w grupie, potem cyple Gros-Caps i Anse aux Loups, następnie zatoczkę Sainte-Marguerite oraz przylądek Châteaux na południowo-zachodnim skraju Grande-Terre.
Louis Clodion mógł wskazać na wschodnim brzegu miasto Moule47, trzecie pod względem znaczenia w kolonii, ze swymi dziesięcioma tysiącami mieszkańców. To tam statki z ładunkiem cukru czekają na dogodną okazję wyjścia w morze. Są dobrze osłonięte przed niepogodą i przez strasznymi przypływami, które w tamtych stronach powodują tyle szkód.
Przed okrążeniem południowo-wschodniego przylądka Grande-Terre pasażerowie rozpoznali Désirade, inną wyspę Antyli francuskich, pierwszą, którą widać z pokładów statków przybywających z Europy, a jej wzgórze wysokości dwustu siedemdziesięciu ośmiu metrów48 jest dostrzegalne z wielkiej odległości.
Zostawiwszy Désirade od strony bakburty, "Alert" popłynął obok przylądka Châteaux, a za nim można było dostrzec na południu inną wyspę, Petite-Terre49, należącą do grupy Gwadelupy.
Aby jednak zobaczyć cały zespół, należałoby popłynąć jeszcze bardziej na południe, aż do Marie-Galante50, o powierzchni stu sześćdziesięciu trzech kilometrów kwadratowych i ludności czternastu tysięcy dusz, a potem odwiedzić główne miasta, Gros-Bourg, Saint-Louis, Vieux-Fort51. Wreszcie dalej na zachód, niemal na tej samej szerokości geograficznej, napotyka się mały archipelag Saintes52, mający około dwóch tysięcy mieszkańców, o powierzchni czternastu kilometrów kwadratowych. Złożony z siedmiu odrębnych wysp czy wysepek, nad którymi góruje Chameau53 o wysokości trzystu szesnastu metrów, jest uważany za najzdrowsze sanatorium Antyli.
Administracyjnie Gwadelupa dzieli się na trzy okręgi. Obejmują one część wyspy Saint Martin, mającej także część holenderską, wyspę Saint Barthélemy, którą Szwecja przekazała Francji, Saintes należące do okręgu Basse-Terre54, głównego miasta wyspy tejże nazwy, Désirade wchodzącą w skład okręgu Pointe-a-Pitre oraz Marie-Galante, stolicę trzeciego okręgu.
Ten departament kolonialny jest reprezentowany w radzie generalnej55 przez trzydziestu sześciu radców, a w parlamencie przez senatora i dwóch deputowanych. Jego handel wyraża się eksportem o wysokości pięćdziesięciu milionów oraz imporcie trzydziestu siedmiu milionów - wymiana ta jest prowadzona niemal wyłącznie z Francją.
Natomiast budżet miejscowy - pięć milionów franków - zasilają prawa ze sprzedaży towarów spożywczych i podatek od spożycia napojów wyskokowych.
Wuj Louisa Clodiona, brat jego matki, pan Henry56 Barrand, był jednym z najbogatszych i najbardziej wpływowych plantatorów na Gwadelupie. Mieszkał w Pointe-a-Pitre i miał rozległe posiadłości w okolicach miasta. Jego majątek, ogłada, towarzyskość, zabawne dziwactwa, niezmiennie dobry humor i pogoda sprawiały, że wszystkich, których spotykał, uważał za przyjaciół. Miał czterdzieści sześć lat, był zapalonym myśliwym, bardzo chętnie uprawiał sport, jeździł konno po swych wielkich plantacjach, lubił dobre jedzenie, był prawdziwym ziemianinem, jeśli owo określenie można zastosować wobec osadników na Antylach, a na dobitkę kawalerem i jak to się mówi, wujkiem z Ameryki57, na spadek po którym mogą liczyć siostrzeńcy i siostrzenice.
Można się łatwo domyślić, z jaką radością, a nawet wzruszeniem uścisnął w ramionach Louisa Clodiona po przybyciu "Alerta".
- Dobrze cię widzieć, drogi Louisie - zawołał - i co za szczęście spotkać cię znowu po pięciu latach nieobecności...! Jeśli nie zmieniłem się tak bardzo jak ty, jeśli nie stałem się staruszkiem, podczas gdy ty jesteś już młodym mężczyzną, to bardzo dobrze...!
- Wuju - zapewnił Louis Clodion, obejmując go - nadal jesteś taki sam!
- No to doskonale! - powiedział pan Barrand, zwracając się do pasażerów zebranych na pokładzie rufowym. - Witajcie także, młodzi koledzy mojego siostrzeńca, i bądźcie pewni, że kolonia bardzo się raduje, mogąc przyjąć stypendystów Antilian School!
Potem ten zacny człowiek uścisnął wszystkie ręce, które mu podano, i zwrócił się do Louisa:
- Ojciec, matka, dzieci, czy wszyscy są zdrowi tam... w Nantes...?
- Wszyscy, wuju, ale może to ja powinienem zapytać wuja o nowiny od nich...
- Istotnie, przedwczoraj dostałem list od siostry... Smala58 jest w doskonałym zdrowiu...! I prosi mnie, abym dobrze cię przyjął...! Piękna prośba mojej kochanej siostry...! Najbliższej zimy pojadę ją odwiedzić, ją i całą jej czeredę...
- Och! Jaką sprawisz nam radość, wuju, gdyż skończę już wtedy naukę i na pewno będę w Nantes...
- Na razie jesteś tutaj, siostrzeńcze, aby podzielać moje życie...! Mam pewne plany... Zobaczy się później!
W tej chwili podszedł pan Patterson, ukłonił się ceremonialnie panu Barrandowi i powiedział:
- Proszę mi pozwolić przedstawić panu moich drogich uczniów...
- Och! - zawołał plantator - to jest... to musi być pan Patterson... Jak się pan ma, panie Patterson...?
- Najlepiej, jak można po rejsie, który nie oszczędził mi kołysania wzdłużnego i poprzecznego...
- Chętnie pana poznam - przerwał mu Barrand - jak i wszystkich tych uczniów Antilian School, których jest pan kapelanem...
- Proszę mi wybaczyć, panie Barrand, rządcą...
- Rządca, kapelan, wszystko jedno! - odparł plantator, wybuchając śmiechem. - Jeden zajmuje się rachunkami tego, co na dole... a drugi tego, co na górze...! Byleby tylko zostały uregulowane...!
Mówiąc tak, pan Barrand chodził od jednego z obecnych do drugiego i na koniec uścisnął rękę pana Horatia Pattersona z takim zapałem, że gdyby był kapelanem, mentor nie byłby w stanie przez dwa dni błogosławić uczniów Antilian School! I żywiołowy osadnik mówił dalej:
- Przygotujcie się do zejścia na ląd, przyjaciele...! Zamieszkacie u mnie, wszyscy...! Mój dom jest wielki, i choćby było was sto razy więcej, nie zdołacie objeść moich plantacji... A pan będzie towarzyszył tym młodzieńcom, panie Patterson... i pan także, jeśli tylko zechce, kapitanie Paxton...!
Zaproszenie zostało oczywiście jak zawsze odrzucone. Lecz pan Barrand, który nie lubił się powtarzać, nie nalegał.
- Jednakże, panie Barrand - zauważył teraz mentor - dziękując panu gorąco za gościnność zaoferowaną z taką... jak mam to wyrazić...?
- Nie trzeba nic mówić... Tak będzie lepiej, panie Patterson.
- Gdybyśmy mieli pana ograniczać...
- Ograniczać... mnie...! Czy wyglądam na człowieka, którego coś ogranicza... i który się ogranicza...? Zresztą tak właśnie chcę!
Wobec tak stanowczego stwierdzenia pozostało tylko mu ulec.
Potem, kiedy pan Patterson chciał jak należy przedstawić pasażerów, plantator zawołał:
- Przecież znam ich wszystkich, tych chłopców...! Gazety podały ich nazwiska, i założę się, że nie popełnię pomyłki...! Oto Anglicy, Roger Hinsdale, John Howard i Hubert Perkins... utrzymuję kontakty z ich rodzinami na Saint Lucii, Dominice, Antigui...
Trzem Anglikom owo oświadczenie musiało pochlebiać.
- A dalej - ciągnął pan Barrand - ten wysoki blondyn... to Albertus Leuwen z Saint Martin...
- Rzeczywiście, proszę pana - odparł z ukłonem młody Holender.
- A ta para zuchów o miłym wyglądzie, trzymająca się na uboczu, to Niels Harboe z Saint Thomas i Axel Wickborn z Sainte Croix... Widzicie, nie pominę ani jednego... A ty tam mały, o bystrym oku, nie mogący ustać chwili na miejscu, niech wezmą mnie diabli, jeśli nie masz w żyłach mnóstwa krwi francuskiej...
- Aż do ostatnie kropli - oświadczył Tony Renault - ale urodziłem się na Martynice...
- No cóż... zrobiłeś błąd...!
- Jak to... zrobiłem błąd...?
- Tak...! Kiedy Francuz rodzi się na Antylach, powinno to nastąpić na Gwadelupie, nigdzie indziej, gdyż Gwadelupa... to Gwadelupa...!
- Rodzimy się, gdzie można...! - zawołał Tony Renault, wybuchając śmiechem.
- Dobrze powiedziane, zuchu - odparł pan Barrand - i nie sądzę, abym cię za to winił...
- Gdyby ktoś miał winić Tony'ego - powiedział Louis Clodion - to nie zdołałby!
- I nie sądźcie również - dodał plantator - że chcę obniżać wartość Martyniki, Désirade czy innych wysp francuskich! Jestem wszakoż z Gwadelupy, to mówi wszystko...! Natomiast ten wielki secco59... tam... z jasną czupryną... to musi być Magnus Anders...
- A jakże, wuju - odparł Louis Clodion - a po przybyciu na Saint Barthélemy nie zastał on swojej wyspy, a w każdym razie przestała ona być szwedzka...
- Istotnie - przyznał pan Barrand - dowiedzieliśmy się o tym z gazet...! Szwecja odstąpiła nam swą kolonię...! No cóż, Anders, nie trzeba się tak mocno martwić...! Potraktujemy was po bratersku i w końcu uznacie, że Szwecja nie ma lepszej przyjaciółki niż Francja...!
Taki był pan Henry Barrand, wuj Louisa Clodiona. Po tej pierwszej rozmowie młodzi pasażerowie znali go tak, jakby od urodzenia mieszkali na jego plantacjach.
Przed odejściem pan Barrand dodał:
- O jedenastej śniadanie... i to dobre śniadanie dla wszystkich...! Słyszy pan, panie Patterson...? Nie dopuszczam nawet dziesięciu minut spóźnienia...
- Może pan liczyć na mą chronometryczną punktualność - odparł pan Patterson.
Pan Barrand zabrał siostrzeńca do szalupy, która przywiozła go po przybyciu "Alerta".
Być może miasto Basse-Terre wygląda ładniej niż Pointe-a-Pitre. Leżące u ujścia Rivi?re-aux-Herbes60, blisko skrajnego cypla wyspy, może wywoływać najwyższy podziw gości swymi rozstawionymi amfiteatralnie domami i otaczającymi je pięknymi wzgórzami. Jest jednak prawdopodobne, że pan Henry Barrand by się z tym nie zgodził, gdyż jak uważał Gwadelupę za pierwszą wyspę Antyli francuskich, tak Pointe-a-Pitre za pierwsze miasto Gwadelupy. Nie lubił tylko przypominania, że Gwadelupa skapitulowała przed Anglikami w roku 1759, że przeszła pod panowanie angielskie w 1794, potem w 1810, a naprawdę została przywrócona Francji dopiero na mocy traktatu pokojowego z 30 maja 1814 roku61.
Mimo wszystko Pointe-a-Pitre zasługiwało na odwiedziny przez młodych podróżników. Pan Barrand umiał z takim przekonaniem podkreślać jego piękno, że mocno na nich wpłynął. Zaplanowano specjalny spacer po nim, teraz zaś jego goście przejechali tylko przez miasto oddanymi im do dyspozycji powozami. W piętnaście minut osiągnęli posiadłość Rose-Croix62, gdzie czekali na nich Louis Clodion i jego wuj.
Czekało na nich także w wielkiej jadalni tej wspaniałej willi doskonałe śniadanie, bardziej solidne niż wyszukane. I jakże chętnie przyjęła je zgłodniała młodzież: połcie mięsa, ryby, dziczyznę, warzywa zebrane na plantacjach, owoce zerwane z drzew sadów, pierwszorzędną kawę, która jako wyrosła na Gwadelupie została ogłoszona lepszą od tej z Martyniki, dlatego tylko, że pochodziła z upraw w Rose-Croix! I ciągle głoszono pochwały Gwadelupy, a zwłaszcza Pointe-a-Pitre, z licznymi toastami wznoszonymi przez niewyczerpanego amfitriona63, któremu trzeba było ulegać.
Jak jednak wiadomo, przyroda uczyniła dla Basse-Terre więcej niż dla Grande-Terre. Jest górzysta, siły plutoniczne nadały jej malowniczy wygląd, z górą Grosse-Montagne64, wysokości siedmiuset dwudziestu metrów, trzema Manille65, wyższymi o pięćdziesiąt, Cara?be66 osiągającą niemal tę wysokość, a wreszcie, w środku, sławną Soufri?re67, której szczyt wznosi się na prawie tysiąc pięćset metrów.
A Grande-Terre, jeśli nie brać pod uwagę rozpalonej wyobraźni pana Barranda, jak mogła się równać z tą krainą równie bogatą w piękno przyrody, z małą Szwajcarią antylską...? To teren płaski, ciąg ledwo wzniesionych płaskowyżów68, z równinami pokąd sięga wzrok. Nie gorzej wszakże od swej sąsiadki nadaje się do produkcji rolnej.
Dlatego pan Horatio Patterson wyraził tę bardzo słuszną uwagę:
- Nie pojmuję, panie Barrand, że to właśnie ową Basse-Terre wspaniały kowal Wulkan69 wykuł na swym mitologicznym kowadle, jeśli można użyć tej metafory...
- Z kielichem wina wszystko można, panie Patterson...! - odparł plantator, wznosząc swój.
- Dziwi mnie, jak powiedziałem - ciągnął mentor - że Basse-Terre oszczędziły konwulsje sejsmiczne, podczas gdy Grande-Terre wyszła raczej z pieszczących rąk boga Neptuna70, i jest na nie szczególnie narażona...
- Trafne spostrzeżenie, panie rządco! - odparł pan Barrand. - Co prawda to owe kataklizmy powinny doświadczać Basse-Terre, a nie Grande-Terre, gdyż pierwsza tkwi jak kociołek nad gorącym paleniskiem...! A jednak z tych dwóch wysp czy to nie nasza najbardziej ucierpiała71...? Czego chcieć...? Natura popełnia pomyłki, a ponieważ człowiek jest tutaj bezsilny, należy się z nimi pogodzić. Dlatego powtarzam, prosząc pana o wzniesienie jak echo mego ostatniego toastu: Za zdrowie Grande-Terre, za pomyślność Pointe-a-Pitre...
- I za naszego szczodrego gospodarza! - dodał pan Patterson.
Życzenia te już się zresztą spełniły. Od swego założenia Pointe-a-Pitre stale kwitło, pomimo napaści i najazdów, które pustoszyły wyspę, pomimo pożarów, których miasto padało ofiarą, pomimo strasznego trzęsienia ziemi w roku 1843, kiedy to w siedemdziesiąt sekund zginęło pięć tysięcy osób. Przetrwały po nim w całości jedynie ułomki ścian i fasada kościoła z zegarem, który stanął na dziesiątej trzydzieści pięć rano. Katastrofa ta objęła też miasto Moule, osady Saint-François72, Sainte-Anne73, Port-Louis74, Sainte-Rose75, Anse-Bertrand76, Joinville77, a nawet Basse-Terre, mniej wszakże zniszczone, aniżeli Pointe-a-Pitre. Wkrótce domy odbudowano, niskie i wolno stojące. Obecne budowane są drogi żelazne wychodzące ze stolicy, łączące ją z cukrowniami i innymi zakładami przemysłowymi. A jeszcze ze wszystkich stron pokazują się lasy eukaliptusów, które czerpiąc wilgoć z gleby, zapewniają doskonałą zdrowotność.
Jakąż przyjemność sprawiali gospodarzowi wszyscy zaproszeni, zwiedzając jego posiadłość, tak doskonale utrzymaną i z której był tak dumny! Dzięki pomysłowo poprowadzonemu systemowi nawadniającemu rozległe pola trzciny cukrowej zapowiadały owocny zbiór. Plantacje kawowców udających się tak dobrze na zboczach wyspy, na wysokości od dwustu do sześciuset metrów, dawały kawę, która, jak powtarzał pan Barrand, przewyższała tę z Martyniki. Dalej przemierzali pola wokół domostwa, pastwiska, które sieć hydrauliczna utrzymywała w świeżej zieleni, bogate plantacje aloesu karata78 i bawełny o znaczeniu jeszcze ograniczonym, ale które na pewno wzrośnie, uprawy tytoniu, pétun79 przeznaczonego do użycia miejscowego, który, jak mówił zacny plantator, jest wart równie dużo jak wszystkie inne na Antylach; wreszcie zagony manioku80, ignamów81, patatów82, sady obfitujące w drzewa owocowe najlepszych rodzajów.
Trzeba wiedzieć, że pan Barrand miał na usługi liczny personel wolny, głęboko oddany, który raczej poświęciłby wszystkie korzyści z wyzwolenia, niż opuściłby posiadłość Rose-Croix.
Choć jednak wuj Louisa Clodiona był tak zaborczy, nie chciał pozbawiać pasażerów "Alerta" przyjemności odwiedzenia kilku ciekawych miejsc Gwadelupy właściwej, zachodniej sąsiadki wyspy. Dlatego dwa dni po przybyciu, dwudziestego sierpnia, mały steamboat83, szybko wynajęty, czekający w porcie Pointe-a-Pitre, zabrał ich do Basse-Terre, na południowym brzegu.
Basse-Terre, mimo że jest stolicą polityczną grupy, zajmuje dopiero trzecie miejsce pośród miast kolonii. Chociaż jednak pan Barrand nie chciał tego przyznać, żadne inne nie może się chyba z nim równać. Zbudowane u ujścia Rivi?re-aux-Herbes, leży amfiteatralnie na wzgórzu, jego domy stoją wśród wspaniałych drzew, wille są rozproszone po okolicy, nieustannie odświeżanej zdrowymi wiatrami od morza. Choć gospodarz nie towarzyszył chłopcom podczas tej wycieczki, to Louis Clodion, znający Basse-Terre, pełnił wspaniale funkcję cicerone84. Ani Ogród Botaniczny85, sławny na Antylach, ani sanatorium Camp Jacob86, równie zdrowotne jak Saintes, nie zostały pominięte.
Tak upłynęły te cztery dni: na spacerach, wycieczkach, które nie zostawiały żadnej godziny bez zajęcia. A jakże obfite posiłki i jaka perspektywa, przynajmniej dla pana Pattersona, zapełnienia i rozszerzenia żołądka, gdyby postój potrwał kilka dni dłużej...! Nadeszła jednak pora wyjścia w morze. Gościnność równie naturalną, równie wielką i serdeczną, jednym słowem równie francuską, pasażerowie "Alerta" odnajdą na pewno na Martynice. Nie był to jednak powód, aby nie zachować wspaniałych wspomnień z Gwadelupy i nie żywić szczerej wdzięczności za przyjęcie, jakie zgotował im pan Henry Barrand.
Jednakże nie należało wzbudzać w nim uczucia zawiści, mówiąc o Martynice, a w przeddzień wyjazdu powiedział on jeszcze panu Pattersonowi:
- Złości mnie to, że rząd francuski wydaje się skłaniać bardziej ku tej rywalce!
- A w czym to sprzyja właśnie jej...? - zapytał pan Patterson.
- Och! Między innymi - odparł pan Barrand, nie próbując skrywać niezadowolenia - czyż nie wybrał Fort-de-France87 na końcowy portu linii transatlantyków pasażerskich...? Czyż Pointe-a-Pitre nie jest w sposób naturalny jak najbardziej predestynowany, aby zostać ich portem docelowym...?
- Na pewno - przyznał pan Patterson - i sądzę, że Gwadelupczycy mają prawo się skarżyć...
- Skarżyć! - zawołał plantator. - A kto ma wyrażać ich skargi...!?
- Czyżbyście nie mieli przedstawicieli w parlamencie francuskim...?
- Jednego senatora... dwóch deputowanych... - powiedział pan Barrand - i robią oni wszystko, co mogą, aby bronić interesów kolonii...!
- To ich obowiązek - odrzekł mentor.
Wieczorem dwudziestego pierwszego sierpnia pan Barrand odprowadził swych gości na pokład "Alerta". Potem, objąwszy po raz ostatni siostrzeńca i uścisnąwszy ręce wszystkich jego towarzyszy, powiedział:
- A może, zamiast płynąć na Martynikę, spędzicie raczej kolejny tydzień na Gwadelupie...?
- A moja wyspa...!? - zawołał Tony Renault.
- Twoja wyspa, mój chłopcze, nie zdryfuje, i zastaniesz ją podczas innej podróży!
- Panie Barrand - sprzeciwił się pan Patterson - pańska propozycja niezmiernie nas porusza... dziękujemy panu z całego serca... Trzeba się jednak trzymać programu Mrs Kethlen Seymour...
- Racja...! Popłyńcie więc na Martynikę, młodzi przyjaciele! - odparł pan Barrand. - I uważajcie zwłaszcza na węże88...! Są ich tam tysiące, i to podobno Anglicy je sprowadzili, zanim oddali wyspę Francji...
- Czy to możliwe...? - zapytał mentor. - Nie! Nigdy nie uwierzę w podobną podłość ze strony moich rodaków...
- Taka jest historia, panie Patterson, taka jest historia! - odpowiedział plantator. - I jeśli zostanie pan tam ukąszony, to przynajmniej przez węża brytyjskiego...
- Brytyjskiego czy nie - oświadczył Louis Clodion - będziemy uważali, wuju!
- A właśnie - zapytał pan Barrand w chwili, gdy miał zejść z pokładu - czy macie dobrego kapitana...?
- Pierwszorzędnego - odparł pan Patterson - i mamy wszelkie podstawy do zadowolenia z niego... Mrs Kethlen Seymour nie mogłaby dokonać lepszego wyboru...
- Tym gorzej - stwierdził bardzo poważnie pan Barnard, kręcąc głową.
- Tym gorzej...? A dlaczego, jeśli mogę zapytać...?
- Ponieważ gdybyście mieli gorszego kapitana, "Alert" być może wpadłby na brzeg, wychodząc z portu, i miałbym sposobność zatrzymać was przez kilka tygodni w Rose-Croix!
36 Grupa wysp - chodzi o dwie wyspy, Basse-Terre i Grande-Terre, rozdzielone cieśniną Rivi?re Salée, określane razem nazwą Gwadelupa; departament Gwadelupy obejmuje również sąsiednie mniejsze wysepki Marie-Galante, Désirade i Les Saintes.
37 Odległość ta jest dwukrotnie mniejsza, wynosi ok. 90 km, czyli 57 mil lądowych albo 50 mil morskich.
38 Montserrat - wulkaniczna wyspa w Małych Antylach (102 km2), w zachodniej części cieśniny Guadeloupe Passage, między Antiguą i Gwadelupą, odkryta przez Kolumba, zasiedlana od roku 1632 przez Brytyjczyków, należała do Francji i od roku 1783 do Anglii, obecnie terytorium zależne Wielkiej Brytanii.
39 Pointe-a-Pitre - miasto w południowo-zachodniej części Grande-Terre, założone w roku 1764 przez Francuzów, szybki rozwój dzięki dogodnemu położeniu i osłoniętemu portowi przy wylocie cieśniny Rivi?re Salée, pomimo licznych katastrof (pożary, trzęsienia ziemi, epidemie cholery) obecnie największe miasto Grande-Terre.
40 Basse-Terre - wyspa w Małych Antylach (848 km2), górzysta i wulkaniczna, pierwotnie tylko ją nazywano Gwadelupą, odkryta przez Kolumba, zasiedlona przez Hiszpanów, których wygnali Indianie, w roku 1635 zdobyta przez Francuzów, w języku Indian Arawaków Karukera (Curucuera), o znaczeniu "Wyspa wielu wód".
41 Basse-Terre to po francusku "Dolna, Niska Ziemia", nadana, choć jest dużo wyższa od Grande-Terre, gdyż na Antylach francuskich nazywano tak wszystkie wyspy czy części wysp, które są osłonięte przed pasatami, czyli zachodnie; części narażone na pasaty, wschodnie, to Cabesterre.
42 Grande-Terre - wyspa w Małych Antylach (587 km2), na wschód od Basse-Terre, nizinna, otoczona rafami koralowymi, nazwa (fr. Wielka Ziemia) pochodzi stąd, że Grande-Terre jest większa od leżących dalej na południowy wschód wysepek La Petite Terre, .
43 Według danych współczesnych 1434 km2, podana wartość (właściwie 1628 km2) dotyczy całej grupy Gwadelupy, wraz z wysepkami Marie-Galante, Désirade i Les Saintes.
44 Rzeczka - właściwie cieśnina Rivi?re Salée (fr. Słona Rzeka) o długości 5 km i minimalnej szerokości zaledwie 30 m.
45 Zatoka Petite Cul-de-Sac Marin, między południowo-zachodnią częścią Grande-Terre i wschodnią Basse-Terre.
46 Wysepki Cochons, Rats i Boissard, ograniczające od zachodu południową część cieśniny Rivi?re Salée, czyli wspomniany wąski (ok. 500 m szerokości) kanał, oraz wysepka Monroux na wschód od cieśniny.
47 Moule (właśc. Le Moule) - miasto na wschodnim wybrzeżu Grande-Terre, nad lejkowatym ujściem rzeczki Audouin, stanowiącym naturalny port, pierwotna nazwa Portland, zmieniona po zbudowaniu falochronu (fr. mole), dzięki dogodnemu położeniu główny port handlowy Gwadelupy do końca XIX wieku.
48 Wzgórze to, Grande-Montagne, ma wysokość 275 (według innych źródeł 274) m n.p.m.
49 Petite-Terre - właściwie nazywane tak dwie wysepki (Terre-le-Bas i Terre-de-Haut), leżą ok. 10 km na południowy wschód od Grande-Terre, o powierzchni 1,7 km2, odkryte przez Kolumba, długo niezamieszkane z powodu braku źródeł wody, obecnie stanowią rezerwat przyrody, niezamieszkane, Terre-de-Haut jest niedostępna dla ludzi.
50 Marie-Galante - wyspa (170 km2) ok. 40 km na południe od Grande-Terre, należąca do departamentu Gwadelupy, odkryta przez Kolumba, zasiedlana przez Francuzów od roku 1648.
51 Gros-Bourg, Saint-Louis, Vieux-Fort - osady na wyspie Marie-Galante; Gros-Bourg (właśc. Grand-Bourg) to port na południowo-zachodnim wybrzeżu; Saint-Louis to port na wybrzeżu północno-zachodnim; Vieux-Fort na północnym wybrzeżu wyspy, u ujścia rzeczki Vieux-Fort, to najstarsza osada wyspy.
52 Saintes - grupa wysepek wulkanicznych ok. 14 km na południe od Basse-Terre, złożona z dwóch wysepek zamieszkanych (Terre-de-Haut i Terre-de-Bas) i siedmiu niezamieszkanych, o łącznej powierzchni 12,6 km2, od XVII do XIX wieku zwana "Gibraltarem Antyli", ze względu na silne umocnienia; miejsce wielu walk.
53 Chameau - wzgórze w południowo-zachodniej części wyspy Terre-de-Haut, wysokości 306 m n.p.m., najwyższe w archipelagu Les Saintes, stoi na nim stara wieża obserwacyjna Mod?le, z której roztacza się wspaniała panorama archipelagu.
54 Basse-Terre - miasto w południowo-zachodniej części wyspy Basse-Terre, port u stóp wulkanu Soufri?re, założone w roku 1649, rozwój od roku 1870, obecnie stolica departamentu Gwadelupy.
55 Rada generalna (fr. conseil général) - we Francji ciało przedstawicielskie wszystkich departamentów (głównych jednostek administracyjnych) utworzone w roku 1789 i następnie 1800, wybierane od 1848, o liczbie reprezentantów zależnej od liczby mieszkańców.
56 Henry - dziwi ta angielska wersja imienia Henryk, zamiast francuskiej Henri, u tak gorącego lokalnego patrioty jak Barrand.
57 Wujek z Ameryki - w języku francuskim, podobnie jak w języku polskim, wyrażenie oncle d'Amérique oznacza bogatą osobę, która niespodziewanie rozwiązuje czyjeś problemy finansowe i niekoniecznie pochodzi z Ameryki.
58 Smala - w XIX wieku w potocznym języku francuskim to słowo arabskie (smalah, ród, gospodarstwo złożone z rodziny i służby) było używane w znaczeniu wielkiej, rozbudowanej rodziny.
59 Secco (wł.) - suchy, chudy.
60 Rivi?re-aux-Herbes - rzeczka o bystrym nurcie w południowej części wyspy Basse-Terre, długości 6,3 km, wypływa ze zboczy wulkanu La Soufri?re na zachód, uchodzi do Morza Karaibskiego.
61 W maju 1759, podczas wojny siedmioletniej, wojska brytyjskie zdobyły i zniszczyły miasto Basse-Terre po czterech miesiącach oblężenia; Gwadelupa wróciła do Francji w roku 1763, na mocy traktatu paryskiego; w 1794, po wybuchu rewolucji francuskiej, Gwadelupa pozostała po stronie króla, ogłosiła niepodległość w roku 1791, a w 1793 wybuchło na niej powstanie niewolników, monarchiści poprosili wtedy Brytyjczyków o zajęcie wyspy, co nastąpiło w maju roku 1794, w grudniu zostali wyparci przez republikańskiego gubernatora Victora Huguesa; w czasie wojen napoleońskich Brytyjczycy zajęli Gwadelupę w roku 1813, na ponad rok przekazali ją Szwecji, ostatecznie zwrócili Francji w roku 1816 na mocy postanowień kongresu wiedeńskiego (1815); traktat pokojowy - pierwszy pokój paryski zawarty między koalicją antynapoleońską a rządem Talleyranda - przewidywał przekazanie Gwadelupy Francji przez Szwecję, do której formalnie należała (praktycznie pozostając w rękach brytyjskich) za odszkodowanie w wysokości 24 mln franków, ostatecznie los Gwadelupy ustalił kongres wiedeński.
62 Rose-Croix (fr.) - Różokrzyż, godło tajnego stowarzyszenia różokrzyżowców, działającego od XV wieku, nazwa może wskazywać na przynależność do niego Henry Barranda.
63 Amfitrion - gościnny pan domu lub fundator przyjęcia (od Amfitriona, wnuka Perseusza, męża Alkmeny, w którego wcielił się Zeus, płodząc Heraklesa).
64 Grosse-Montagne - góra w środkowej części wyspy Basse-Terre, wysokości 469 m; wysokość 720 m podał É. Reclus, La Nouvelle Géographie universelle.
65 Manille - zapewne powinno być Deux-Mamelles (Dwa Sutki), wymienione przez É. Reclusa w La Nouvelle Géographie universelle, wysokości 775 m, obecnie Les Mamelles, o wysokości 552 m.
66 Cara?be - według É. Reclus, La Nouvelle Géographie universelle, góra o wysokości 698 m blisko południowego skraju Gwadelupy, obecnie masyw wulkaniczny Monts Cara?bes, na południe od Soufri?re, którego najwyższy szczyt Vent Soufflé ma 687 m wysokości.
67 Soufri?re - czynny stratowulkan w południowej części wyspy Basse-Terre, o wysokości 1467 m, najwyższy szczyt Małych Antyli, jego wybuch w roku 1843 spowodował śmierć ok. 5 tys. osób.
68 Grande-Terre to płaskowyż wapienny, którego najwyższe wzniesienie (Morne l'Escale) ma 136 m wysokości.
69 Wulkan - w mitologii rzymskiej odpowiednik greckiego Hefajstosa, kowal bogów, doskonały rzemieślnik, jego żywiołem był ogień.
70 Neptun - w mitologii rzymskiej odpowiednik greckiego Posejdona, boga morza i trzęsień ziemi, bóg wód, chmur i deszczu.
71 Grande-Terre istotnie doznała większych szkód, najważniejsze z nich to trzęsienie ziemi z 8 lutego 1843 roku, wspomniane niżej, z epicentrum pod Moule na Grande-Terre, które spustoszyło Pointe-a-Pitre i liczne huragany uderzające najpierw w tę wyspę, która jako płaska nie zapewnia przed nimi osłony, w tym z roku 1776 zginęło ponad 6 tys. ludzi.
72 Saint-François - osada i port we wschodniej części południowego wybrzeża Grande-Terre, powstała w końcu XVIII wieku, ośrodek pobliskich plantacji.
73 Sainte-Anne - miasto i port na południowym wybrzeżu Grande-Terre, powstało w końcu XVII wieku, siedziba władz wyspy przed ich przenosinami do Pointe-a-Pitre.
74 Port-Louis - miasto i port w zachodniej części północnego wybrzeża Grande-Terre, powstało w połowie XVII wieku, początkowo główny port wywozu cukru, później podupadło.
75 Sainte-Rose - miasto i port na północnym wybrzeżu Basse-Terre, powstało w roku 1635 jako jedno z pierwszych na Gwadelupie, z dwoma fortami.
76 Anse-Bertrand - miasto i port w zachodniej części północnego wybrzeża Grande-Terre, ostatnie schronienie Indian Karaibów na Gwadelupie, przetrwali do roku 1825.
77 Joinville - dawna nazwa miasta Grand-Bourg, portu na południowo-zachodnim wybrzeżu wyspy Marie-Galante, założonego w roku 1748.
78 Aloes karata - według Reclusa chodzi o furkroję olbrzymią (Furcraea gigantea), roślinę z rodziny agawowatych, podobną do agawy, pochodzącą z Ameryki Łacińskiej, o liściach długości 2,5 m, z których uzyskuje się włókno na liny i worki.
79 Pétun - w języku starofrancuskim nazwa tytoniu, pochodząca z języka Indian Tupi, używana przez pierwszych osadników francuskich w Ameryce Północnej, wyparta później przez słowo tabac (tytoń).
80 Maniok (kassawa, Manihot) - krzew lub bylina z rodziny wilczomleczowatych (Euphorbiaceae); wiele gatunków uprawia się dla jadalnych bulw korzeniowych, np. maniok jadalny (Manihot esculenta), którego bulwy stanowią pokarm i są przerabiane na mączkę (kassawa) lub granulki zwane tapioką.
81 Ignam (pochrzyn, jams, Dioscorea) - pnąca roślina zielna z klasy jednoliściennych; ponad 600 gatunków (głównie byliny) na obszarach międzyzwrotnikowych i podzwrotnikowych, niektóre uprawiane; bulwy głównie podziemne, po ugotowaniu lub upieczeniu podstawowe pożywienie skrobiowe w wielu krajach.
82 Patat (wilec ziemniaczany, batat, słodki ziemniak, Ipomea batatas) - płożąca się bylina z rodziny powojowatych (Convolvulaceae); pochodzi z Ameryki Środkowej; uprawiana w strefie międzyzwrotnikowej dla jadalnych, potężnych bulw (do 5 kg).
83 Steamboat (ang.) - łódź parowa.
84 Cicerone - przewodnik i opiekun turystów, od Cycerona, rzymskiego mówcy słynącego z krasomówstwa.
85 Ogród Botaniczny - jeden z pierwszych ogrodów botanicznych na Małych Antylach, nad brzegami rzeki Rivi?re-aux-Herbes, obecnie połączony z zoo (Parc des Mamelles).
86 Camp Jacob - pierwotnie szpital wojskowy z roku 1846, w osadzie Saint-Claude pod Basse-Terre, na zboczach wulkanu Soufri?re, na wysokości 545 m, na miejscu ciepłych źródeł leczniczych, obecnie szpital cywilny i kampus uniwersytetu Antyli i Gujany, będącego rodzajem spadkobiercy Antilian School.
87 Fort-de-France - miasto i port na zachodnim wybrzeżu Martyniki, założone w roku 1672 jako Fort-Royal, główny ośrodek wyspy, obecnie jej stolica.
88 Bardzo jadowite węże z podrodziny grzechotników, żararaki (Bothrops jararaca), osiągające do 1,5 m długości, sprowadzili na Martynikę właściciele plantacji, aby odstraszały niewolników od ucieczek; żyje tu też występujący tylko na Martynice pokrewny gatunek Bothrops lanceolatus, także jadowity.