Struktura - Andrzej Baczewski

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Janusz Bochenek siedział samotnie na przemian wpatrując się w do połowy opróżnioną butelkę whisky, to w zdjęcie swojej ukochanej córki. Ostatecznie stracił nadzieję, że ją jeszcze zobaczy, gdy szef "Grzmotu" Jerzy Topolski pokazał mu obraz z ukrytej w krematorium kamery. Miał odłożoną wystarczająco dużą sumę pieniędzy żeby skutecznie zniknąć. Już dawno temu kupił dom na małej filipińskiej wyspie. Należy teraz tylko wywołać odpowiednio duże zamieszanie przy którym jego zniknięcie będzie bez żadnego znaczenia. Musiał zrobić jeszcze kilka rzeczy. Po pierwsze potwierdzić polecenie przelewu na bank w Liechtensteinie. Zrobił to ale musiał polecenie jeszcze zaakceptować po telefonie z banku. Po drugie zadzwonić do Zbyszka Kodrybuta.

- Cześć. Nie mam dobrych informacji. Wiem z pewnego źródła, że szykują jakieś przetasowania na górze. Myślę, że Krawczyk i Zylbersztajn będą chcieli przejąć nasze biznesy. Innych albo zlikwidują albo pozamykają. Ja wykonałem swój ruch, bo życia córki nie mogę darować. Mam w zanadrzu już opłaconego Kraba, który za mnie wszystko załatwi. Zastanów się co z tym zrobić ale najpierw wzmocnij prywatną ochronę, bo Topolski na pewno nie będzie się wtrącał. To tyle. Ja znikam.

- Dzięki za ostrzeżenie. Dowiem się od swoich o co chodzi. Bo obaj przecież nie płacimy haraczu politykom tylko przez Krawczyka.

- Kapitanie, proszę się u mnie zaraz zameldować!

Kapitan Zygmunt Niecodzień poszedł do dowódcy GROM-u, pułkownika Roberta Kopczyńskiego. W jego gabinecie czekał na niego jeszcze ktoś. Na pytające spojrzenie kapitana pułkownik przedstawił mężczyznę.

- To jest szef Zarządu II-go Centralnego Biura Śledczego Policji, Tomasz Hormański.

Policjant podszedł do kapitana i mocno uścisnął mu dłoń.

- Prosiłem o najlepszego żołnierza i wskazano pana - powiedział. - Otrzymaliśmy zgodę Biura Bezpieczeństwa Narodowego na planowaną akcję u nas w kraju. Będzie to, jak wy to nazywacie DA (Direct Action) - Akcja Bezpośrednia.

- Czyli zasadzki, sabotaż, niszczenie łączności, prowadzenie akcji dywersyjnych i likwidacja stanowisk dowodzenia. - Kapitan Niecodzień popatrzył z uwagą na Hormańskiego. - Mnie to wygląda na małą wojenkę!

- To nie wszystko. Masz zgodę na UW (Unconventional Warfare) - Działania Niekonwencjonalne - wtrącił pułkownik.

- Kto was tak wkurzył? - zdumiony kapitan Niecodzień skierował pytanie do policjanta.

Hormański westchnął ciężko.

- Pomysł w momencie tworzenia w 2000-nym roku CBŚ zakładał uniezależnienie nowo powstałej struktury od lokalnych powiązań politycznych, biznesowych i samorządowych. Taka konstrukcja nowej jednostki miała ją uczynić odporniejszą na uleganie wpływom osób ze świata biznesu i polityki. Dzięki scentralizowanej strukturze, każdy z powstałych w miastach wojewódzkich komendantów podlegał bezpośrednio Dyrektorowi CBŚ Komendy Głównej Policji. To było takie małe FBI. Mieliśmy poważne sukcesy i statystyki wciąż szły w górę. Cztery lata temu po zmianie władzy, sukcesy się skończyły. Zaczęliśmy łapać płotki, rozbijaliśmy małe lokalne gangi a grube ryby pozostawały bezkarne. Stało się oczywiste, że nad najbardziej dochodową działalnością przestępczą został otwarty parasol ochronny. Korupcja dotarła do polityki i wysokich szczebli policji.

Był jeden nieustępliwy starszy prokurator Roman Dulczewski szukający prawdy. Miał już na ten temat sporą wiedzę. Niestety zaginął i do tej pory nawet ciało nie zostało odnalezione. Częściową wiedzę przekazał młodszemu współpracownikowi, który kontynuował śledztwo. Ten prokurator zginął w zeszłym roku w wypadku na przejeździe kolejowym.

Niecodzień popatrzył uważnie na policjanta. Intuicja podpowiadała mu, że to nie był przypadek.

- Dlaczego mam wrażenie, że to dotyczy pana osobiście? - zapytał.

Hormański w niedługim czasie już drugi raz ciężko westchnął.

- Był moim siostrzeńcem. Inne nazwisko, to nikt nie kojarzył. Pojechałem tam i od jedynego świadka, jakiejś staruszki, dowiedziałem się, że samochód siostrzeńca hamował przed przejazdem, ale później jakby sam ruszył i wjechał pod pociąg. Ewidentnie ktoś przejął sterowanie samochodem. Ta starsza kobieta dwa dni po tym zdarzeniu podobno zakrztusiła się jedzeniem i zmarła. Tutaj mam materiały zebrane przez siostrzeńca, bo na wszelki wypadek trzymał je u mnie. Nikt oprócz mnie ich nie widział - zakończył Hormański podając Zygmuntowi pendrive'a. - Ten morderca Franz tego nie wie, ale tu jest też nagrane ostatnie zdanie wypowiedziane przez siostrzeńca w samochodzie: " Franz! Czekam na ciebie! Jak usłyszysz lub zobaczysz te słowa, to wiedz, że twój czas się zbliża". - Wyjaśnij jeszcze Tomku, dlaczego czekałeś z tym rok? - wtrącił szef GROM-u. - To jest bardzo trudne zadanie wyłącznie dla ochotnika. Trzeba pojechać do Wyszkowa, bo tam wszystko się rozgrywa. A tam właśnie jest wrzenie, bo dotychczasowi partnerzy bardzo się pokłócili. - Co się stało? - zapytał Niecodzień. - Prawdopodobnie przez przypadek porwano córkę jednego z tam rezydujących bossów. Nie potrafiono jej odnaleźć od razu więc następnego dnia zginęło dwóch odpowiedzialnych za handel ludźmi pomniejszych gangsterów. Wiadomo, że nie zdążyli jej wywieźć z kraju, ale szef tej grupy ciągle do niczego się nie przyznaje. Oznaczałoby to dla niego dymisję, czytaj zaginięcie. Sprawę ma rozstrzygnąć rozjemca, który ma przyjechać za dwa dni. Jeżeli przyjmie pan to zadanie, to właściwie jutro powinien pan ruszać. Wszystko jest już przygotowane ale nie razem z policją, tylko z kontrwywiadem. Zakładam, że na 100% nie będzie żadnego przecieku - zapewnił Hormański. - Pojedzie pan jako prokurator Zygmunt Serafin, oddelegowany do sprawy zaginięcia bezdomnego. Podobnymi sprawami zajmuje się oryginalny pan prokurator w Katowicach. Prawdziwy Serafin dostał najpierw nagrodę a potem dwutygodniowy urlop i wyjechał gdzieś na Seszele. W teczce są wszystkie dokumenty, legitymacja służbowa prokuratora i pamięć ze wszystkimi potrzebnymi zdjęciami domu i nawet sąsiadów. Pojedzie pan zakupionym niedawno trochę leciwym Golfem. - Strasznie dużo pracy już w to włożyliście i to bez żadnej pewności, że się na to zgodzę - zauważył bystry Niecodzień. - Musieliśmy założyć, że się pan zgodzi, ale przede wszystkim zależało nam na całkowitej dyskrecji. To nie miało być tak szybko. Jak zwykle w życiu nagłe wypadki zmuszają nas do korekty planów. - Proszę o podanie konkretnego i ostatecznego celu tej misji - zażądał kapitan. - Korzystając z panującego teraz tam zamieszania i samemu je rozbudowując trzeba odnaleźć i wyeliminować zabójcę dwóch prokuratorów uzyskując informację o miejscu spoczynku zaginionego prokuratora - bez wahania odpowiedział policjant Tomasz Hormański.

Niecodzień rozważał coś w myślach, ale wiedział, że nie ma co przeciągać sprawy. I tak we trzech znali przecież odpowiedź.

- Zgoda - powiedział.

Gdy wyszedł obaj mężczyźni popatrzyli na siebie.

- Jedno o co cię proszę Tomek, to zapewnij mu maksymalną ochronę - poprosił dowódca GROM-u. - Dostanie najlepszą z możliwych. Oby tylko nie potrzebował z niej korzystać! Jeszcze ci nie powiedziałem, że nad całą akcją będzie czuwał mój dobry znajomy Henryk Czetwiertyński - szef Centrum Cyberbezpieczeństwa.

Mężczyzna zwany Krabem stanął w oknie swojego apartamentu z widokiem na rzekę w Szczecinie. Wrócił do biurka i jeszcze raz na laptopie kontemplował swój stan konta w Bendura Bank AG Schaaner Strasse 27, 9487 Gamprin-Bendern Lichtenstein. Bank polecił mu jego kumpel Pietia ze Specnazu, kiedy już zaczęli pracę na własny rachunek. Nie wiedzieć czemu sprawiało mu przyjemność oglądanie pełnego adresu banku. Ale teraz z uwagą przyglądał się rachunkowi, na który właśnie wpłynęło 500 tysięcy Euro. Była to niespotykana zaliczka nawet jeżeli chodziło o dwie dobrze chronione osoby. Rzucił taką kwotę spodziewając się twardych negocjacji. A tu szybko przyszło potwierdzenie, bo zleceniodawcy bardzo zależało na czasie. Krab zastanawiał się teraz, czy to jego renoma tak poszła w górę, czy może nie docenił stopnia trudności nowego zadania. Nawet przez chwilę pomyślał, czy nie zaprosić Pietię do współpracy. Ale z kolei jego agent zapewniał, że zadanie nie ma wielkiego stopnia trudności, a zleceniodawca jest wiarygodny i z całą pewnością wypłacalny. Gdy będzie widział, że coś idzie nie tak, zawsze zdąży zadzwonić. Przecież jeszcze nigdy nie nawalił. Podszedł do szafy i długo przyglądał się maskom w otwartej szufladzie. W końcu jego wybór padł na wesołego starszego mężczyznę ze zmierzwionymi siwymi włosami, w okularach. Zawsze wtedy udawał roztargnionego i trochę flegmatycznego pisarza.

Wysłał maila do tajnego współpracownika z Gdańska z prośbą o wszystkie niezbędne informacje. Nie mógł wiedzieć, że ten adres był już od pewnego czasu pod obserwacją potężnej organizacji z Wyszkowa.

W dużym salonie willii pod Krakowem Tadeusz Jancerek przyglądał się swojemu zaufanemu prawnikowi Jerzemu Fornalskiemu. Pracowali razem od czasu, kiedy Jancerek z zabieganego dilera został szefem własnej grupy, która kolejno i nie bez oporów przejmowała następne pomniejsze gangi. Teraz był potężnym gangsterem robiącym interesy z Kolumbijczykami i mającym kontakty na całym świecie. Jedna rzecz tylko bardzo go uwierała. Wpływowa grupa z Wyszkowa miała za sobą całą machinę państwa. Całe państwo zaś miało jego organizację za wroga coraz to dając mu o tym znać. Dlatego "struktura" z Wyszkowa tak mu imponowała, że postanowił najpierw tam się dostać a później na południu skopiować.

- Słuchaj Jurek. Nadeszła pora na działanie. Właśnie otrzymałem wiadomości z Wyszkowa. Pół roku przygotowań nie poszło na marne. Jutro rano złożysz propozycję panu Bochenkowi. Zameldujesz się w "Sosnowym Dworku" i potem pogadasz z Krawczykiem.

Jancerek był podekscytowany. Był na dobrej drodze do spełnienia swego marzenia. Zamierzał zapewnić sobie parasol ochronny a później kto wie. Może nawet wspiąć się o szczebel wyżej. Ale to w przyszłości. W każdym razie wysłanie tej czwórki swoich asów dało pożądanie wyniki. Jak wejdzie do "struktury" to na pewno już nie da się usunąć.