W drodze do dobrego samopoczucia
Byłam zupełnie nieprzygotowana na ponad połowę zdarzeń w moim życiu.
Mogę mieć tylko nadzieję, że gdybym wiedziała o tym, co mnie jeszcze
czeka, miałabym odwagę, aby zrobić pierwszy krok. Uczy się nas, że życie
jest pełne nieskończonych możliwości i obietnic. Momentów, które po
prostu zapierają nam dech. Doświadczeń, które pozwolą określić nasz
prawdziwy cel istnienia. Przemyśleń, które nieodwracalnie zmienią
postrzeganie przez nas świata. Miłości, która nas odmieni. Jeżeli
będziemy na to pracować i przestrzegać tych złotych zasad, czeka nas
nagroda w postaci dobrego życia. Niestety, w obietnicach tych zabrakło
informacji o tym, że w naszej pogoni za szczęśliwym bytem doświadczymy
chwil, które powalą nas na kolana. Jak w ogóle można zacząć dążyć do
dobrego życia, gdy świat dookoła nas nieustannie się zmienia? I co to w ogóle obecnie znaczy: dobre życie? Starożytni filozofowie mieli na ten
temat swoje teorie. Upraszczając: Platon twierdził, że szczęście to
znalezienie swojej roli czy celu życia na ziemi. Sokrates z kolei
wierzył, że oznacza to rozmyślanie nad życiem wewnętrznym z otwartym
umysłem. Święta księga Bhagawadgita odnosi się do dharmy. Buddyzm naucza
o Ośmiorakiej Ścieżce. Biblia natomiast obiecuje dobre życie w niebie,
przy czym, jeżeli chcemy się tam dostać, musimy postępować
sprawiedliwie, wybaczać innym i zachować pokorę. Gdy jednak próbujemy
zorientować się w tych wszystkich filozoficznych i duchowych elementach
podczas poszukiwań dobrego życia, gdzie zostaje miejsce na prowadzenie
schludnego domu, pamiętanie o kwiatach dla nauczycieli na zakończenie
roku szkolnego, pracę pod zwierzchnictwem beznadziejnego szefa, który ma
wygórowane oczekiwania, czy rozmiar naszych dżinsów? Wyobraźcie sobie to
pełne kontinuum "dobrego życia", obejmujące wszystkie aspekty waszego
zdrowia i szczęśliwości, gdzie na jednym końcu pozostajecie w jedni z Bogiem, a na drugim jesteście wiecznie młodzi. Tak naprawdę jednak życie
jest cholernie ciężkie, a zarazem wypełnione radością, skomplikowane,
sprzeczne i nieuporządkowane. Pomyślcie sobie: ten sam mózg i to samo
ciało mają być "wszystkim" dla każdego, zawsze, a my musimy być
jednocześnie egocentryczni i altruistyczni. W ciągu tych samych
dwudziestu czterech godzin musimy znaleźć wyższy cel bytowania,
medytować i okazywać altruizm, jednocześnie wypełniając różne formularze
i próbując dopasować skarpetki. A rzeczywistość dla wielu osób jest
jeszcze dużo gorsza. Niektórzy ludzie próbują to wszystko pogodzić,
walcząc jednocześnie z dyskryminacją, przemocą czy głodem. Do tego
oczekuje się od nas, że musimy to robić z dużą łatwością! Moi drodzy,
tak oto doszliśmy do pierwszego aspektu odpuszczenia, o których piszę w mojej książce. Otóż nie musicie wcale udawać, że wasze życie jest łatwe.
Weźcie głęboki oddech.
Jeżeli czujecie się uwięzieni w sieci żądań, wymogów, pragnień, marzeń,
obowiązków, ocen, oczekiwań i obietnic, pamiętajcie, że inni też tak się
czują. Jeżeli przez cały czas słyszycie "musisz" czy "masz obowiązek",
nie jesteście w tym sami.
Tempo życia wzrosło tak drastycznie, że nasze organizmy nie dają rady
nadążyć. Największy problem tkwi w tym, że ewolucja człowieka to proces
dużo wolniejszy niż rozwój technologiczny. Nasze ja nie daje sobie rady
z czekającymi nas zadaniami, a poprzeczka cały czas się podnosi. Wiele
osób przez cały czas próbuje zorientować się w sytuacji i nadążać. Przez
cały czas bezskutecznie próbujemy osiągnąć to nieuchwytne "dość". I ten
niekończący się proces dążenia do czegoś i żonglowania, stojąc na
chwiejnej poprzeczce, sprawia, że wielu z nas stwierdza, iż problem leży
w nas samych. Potwierdza to świetnie działająca branża samopomocy. Po
prostu nie radzimy sobie z naszym własnym życiem. Jak do tego
dopuściliśmy?
Zatrzymajmy się na chwilę i pomyślmy: problem nie leży w nas samych.
Kiedy spojrzymy na wszystkie priorytety, których wyznaczenia sobie
oczekuje od nas społeczeństwo, okazuje się, że wybraliśmy się na walkę
na noże z batonikiem owocowym w ręku. Jesteśmy nieprzygotowani i nie
zrozumieliśmy, czego od nas oczekiwano.
Na szczęście potrafimy zdać sobie sprawę z naszej sytuacji. Dzięki temu
możemy dokonywać wyborów. Niektórzy wybiorą inną broń - na przykład tym
razem świetna okaże się dieta keto - a inni po prostu odwrócą się i odejdą, zaś ja im będę towarzyszyć. Spróbujmy razem wyznaczyć nowy kurs.
Wszystkie społeczności - ludzie zmieniający swój, a następnie cały
świat - zaczynały się od jednej osoby, która marzyła o zmianie.
JAK WYGLĄDA OBECNA SYTUACJA
Coraz częściej borykamy się z niespotykanym dotąd poziomem stresu,
niepokojem i niepewnością, co ma również wpływ na całe nasze środowisko.
Bardzo często ofiarą takiej sytuacji pada nasze dobre samopoczucie,
relacja ze sobą i nasze marzenia. Ponieważ prowadzimy bardzo intensywne
i skomplikowane życie, nie jesteśmy w stanie takiego tempa utrzymać.
Bywały momenty, gdy byłam tak zabiegana, że wszelkie nieprzewidziane
zdarzenia, jak choroba dziecka, nieposłuszny pies, zostawienie w domu
stroju na siłownię czy pusty bak w samochodzie, potrafiły zrujnować cały
mój dzień. Miałam zaplanowaną każdą minutę i musiałam ściśle trzymać się
harmonogramu. Kiedy przez cały czas pędzimy na pełnych obrotach, nie ma
miejsca na żadne błędy, niespodzianki czy poprawki, a co dopiero mówić o nauce, refleksjach, relaksie czy spokoju. Każdego dnia nasze zdrowie
fizyczne, emocjonalne i psychiczne wystawiane jest na ciężką próbę. I choć mamy obecnie niespotykany wcześniej i bardzo szeroki dostęp do
informacji i zasobów, które mogą pomóc nam w rozwiązywaniu problemów,
wiele osób czuje się zagubionych i samotnych jak nigdy dotąd.
Inni z kolei znaleźli sobie odmienną drogę życiową. I ja też chcę ją
poznać! To droga, na której moja wartość jako matki nie będzie
uzależniona od stopni moich dzieci czy porządku w mieszkaniu, a moja
wartość jako człowieka nie będzie zależeć od rodzaju pracy,
zainteresowań, sprawności fizycznej czy posłuszeństwa mojego psa.
Prawdopodobnie wy też zauważyliście, jak przeciążone jest wasze życie. I choć dajecie sobie z tym radę, płacicie za to słoną cenę. Wielu moich
współpracowników ogarnia niechęć. Mają do tego prawo. Dobre samopoczucie
i dobre życie to cele wręcz nieuchwytne. Utrzymanie dobrego samopoczucia
jest tak samo łatwe jak odśnieżanie podczas zamieci śnieżnej czy
sprzątanie kuchni, w której grasują dzieciaki. Na każdym kroku natykamy
się na sygnały, które przekonują nas, że jesteśmy nieudacznikami. Zawsze
trzeba jeszcze coś zrobić. A inni ludzie nas obserwują, osądzają i komentują nasz każdy ruch. Media społecznościowe zbudowane są na teorii
porównywania się z innymi pod pozorem nawiązywania z nimi kontaktów.
Pojęcie "my przeciwko innym" staje się coraz bardziej powszechne.
Powstaje przepaść pomiędzy tym, kim jesteśmy i jak chcemy się czuć, a rzeczywistością. Przepaść ta się pogłębia. Cierpi na tym nasze ego.
Nasze umysły są zatłoczone. W naszych sercach budzi się tęsknota. Nasze
organizmy są wyczerpane. Tego nie można już nazwać zmęczeniem. Bolą nas
nawet kości. I naprawdę potrzebujemy czasu, aby się ogarnąć i uporządkować sobie życie. "Potrzebuję tylko tygodnia, aby ogarnąć moje
życie". Powiedziałam coś podobnego 5 marca 2020 roku - wystarczy mi
jeden dzień w domu. Może powinnam była bardziej uważać na to, czego
pragnę...
ZESTRESOWANA W ZESTRESOWANYM ŚWIECIE
W 2021 roku wraz z moim zespołem przeprowadziliśmy nieformalną ankietę,
prosząc różne osoby na całym terytorium Kanady, aby jednym słowem
określiły, jak się czują tego dnia. W tym czasie świat wszedł w drugi
rok globalnej pandemii. Zdecydowana większość odpowiedziała "DOSYĆ".
Ludzie mieli dość. Od marca 2020 roku jako społeczeństwo przeżyliśmy
różnego rodzaju traumy, od mikro aż po makro. Warunki pandemii COVID-19
sprawiły, że nasz świat zmienił się nieodwracalnie. Co więcej, wielu
ludzi znajdowało się w bardzo trudnej sytuacji emocjonalnej, fizycznej,
finansowej i psychicznej, zanim jeszcze pojawił się ten śmiertelny
wirus.
Przechodzimy obecnie największy globalny kryzys zdrowotny we
współczesnej historii, borykając się jednocześnie z konfliktami na tle
rasowym. W międzyczasie zaczęły wychodzić na jaw zbrodnie popełnione
przeciwko rdzennym mieszkańcom Kanady i liczne przypadki
niesprawiedliwości społecznej. Na własne oczy możemy zobaczyć, jak
rozdarte zaczynają być społeczeństwa na całym świecie: nauczyciele,
pracownicy służby zdrowia, a nawet rodziny. Coraz bardziej poszerza się
przepaść pomiędzy poglądami, przekonaniami, wartościami i działaniami.
Jesteśmy zmęczeni, niestabilni i zniechęceni. Do tego mamy do czynienia
z coraz gorszymi klęskami ekologicznymi spowodowanymi zmianami klimatu.
Znaleźliśmy się w bardzo ciężkiej sytuacji, z której praktycznie nie ma
wyjścia, ale nadal walczymy o przetrwanie, bo tego się od nas oczekuje.
"Nie wiem, ile jeszcze dam radę znieść - powiedziała mi jedna z czytelniczek w rozmowie telefonicznej. - Przeszłam przez to wszystko i teraz nie potrafię niczego czuć. Jestem zupełnie odrętwiała". To
całkowicie normalna reakcja w takich nienormalnych czasach. Doktor
Charles Figley nazywa to zmęczeniem współczuciem. Często opisuje się je
jako cenę, którą płacimy za okazywanie współczucia1. Jest
to uczucie odrętwienia i braku nadziei spowodowane bezpośrednim i pośrednim kontaktem z bólem, cierpieniem i niepewnością. Po takich
dramatycznych zdarzeniach ciężko zachować nadzieję. I kiedy mówi się
nam, że rezyliencja i samoopieka pozwolą nam wybrnąć z tej sytuacji,
pogłębia to jeszcze nasze zbiorowe zmęczenie.
BANDAŻ NA RANĘ OD KULI
Mówić komuś, żeby był odporny i "wyleczył się" sam - to tak jakby
nałożyć opatrunek na ranę od kuli. Pozwoli to na moment zatamować
krwawienie, niemniej jednak potrzebna jest interwencja chirurga. Jako
specjalistkę w dziedzinie rezyliencji i szczęśliwości bardzo niepokoi
mnie wykorzystywanie tych terminów w zupełnie niewłaściwy sposób. W świecie korupcji i nierówności społecznych mówienie ludziom, że powinni
się bardziej "uodpornić" czy "zadbać o siebie", jest po prostu
okrucieństwem. Bo tak naprawdę to rządy, organizacje, systemy i firmy
powinny być odpowiedzialne za spełnienie potrzeb swoich pracowników.
Potrzeby te rosną, a nasze zasoby samoopieki nie są zupełnie
proporcjonalne. Niezbędni są do tego specjaliści. My do tego procesu
wnosimy samoopiekę, natomiast organizacje czy społeczności powinny
zapewnić opiekę specjalistyczną, która pomoże wyeliminować czynniki
stresogenne.
Może znane jest wam stare powiedzenie, że spokojne morze nie uczyni z ciebie dobrego żeglarza. To święta prawda, moi drodzy! Niemniej jednak
walka ze sztormem, który miota nami na wszystkie strony, też nie uczyni
z nas dobrych żeglarzy. Do tego potrzeba wielu różnych, wspólnie
występujących czynników. Przy życiu utrzymamy się dzięki temu, że
będziemy umieli walczyć z żywiołem, wykorzystując nasz instynkt,
umiejętności, techniki i strategie. Nie wystarczą nam przeżyte
doświadczenia czy zdobyta wiedza. Aby skutecznie zmagać się ze sztormem,
musimy być otwarci i zwinni, musimy poprawnie oceniać sytuację,
korygować nasze działania, podejmować decyzje i walczyć o przetrwanie
wśród wzburzonych fal. Aby skutecznie zmagać się ze sztormem, musimy
przede wszystkim wiedzieć, że trzeba płynąć dziobem na fale, bo gdy
uderzą naszą łódź z burty lub rufy, najprawdopodobniej nas zatopią.
Tak samo jest ze stresem. Sam fakt bycia w trudnej sytuacji czy życia w ciężkich czasach nie sprawi, że będziemy lepiej sobie z nim radzić.
Liczy się to, co zrobimy przed takim zdarzeniem, w jego trakcie lub
później, bo to właśnie czyni nas silniejszymi i bardziej odpornymi. I o tym właśnie piszę w tej książce.
Zgodnie z przedstawioną tu metodą mądrej walki ze stresem powinniśmy
przyjąć do wiadomości, że stres jest naturalnym i nieodzownym elementem
naszego życia i musimy umieć sobie z tym poradzić. W kolejnych
rozdziałach podzielę się z wami różnymi teoriami na temat stresu,
analizując to zagadnienie z różnych punktów widzenia. Opiszę i przedstawię poparte naukowo praktyki stosowane w ramach ośmiu wymiarów
dobrego samopoczucia, które mogą pozytywnie i trwale wpłynąć na wasze
codzienne życie w sposób praktyczny. Poproszę was, byście postawili
sobie wyzwanie i wykorzystali zdobytą wiedzę, a czasami nawet odrzucili
zakorzenione od dawna przekonania na temat szczęśliwości. Zachęcę was
również, byście przemyśleli wszystkie wymówki, które kiedykolwiek
stosowaliście, aby unikać drogi do dobrego samopoczucia. Zadaniem
niniejszej książki nie jest naprawienie was ani waszego życia, gdyż ani
wy, ani wasze życie nie wymagają naprawy. Z całego serca wierzę, że
każdy z nas daje z siebie wszystko, wykorzystując zdarzenia ze swojego
życia, wiedzę i zasoby. Zadaniem tej książki jest natomiast pokazanie
wam, że nie jesteście sami. Przyrzekam, że podzielę się z wami
wszystkim, co pomoże wam nawigować po trudnych nurtach waszego życia.
Zasługujecie na dobre samopoczucie. Dlatego, że nadal żyjecie, a to
oznacza, że czeka was jeszcze wiele dobrych chwil. Wspólnie staniemy się
dobrymi żeglarzami pływającymi po morzach naszego życia.
ŁĄCZENIE WIEDZY, PRAKTYKI I MĄDROŚCI
Jestem behawiorystką i niezmiernie cenię sobie narzędzia i strategie,
które pomagają innym się przystosować, radzić sobie, uczyć się i rozwijać. Potrafię również interpretować uczucia innych i wiem, że nie
znoszą, kiedy im się mówi, że muszą coś zrobić albo zrobić coś w inny
sposób. Najlepiej przedstawia to popularny mem. Ktoś pyta kompletnie
wyczerpanego człowieka: "Co robisz?". A on odpowiada zdesperowanym
tonem: "Robię, co mogę, to właśnie robię. Robię, co mogę".
I wy też robicie, co możecie. Z całą pewnością.
Wierzę również, że wielu z nas jest tak zasypanych dezinformacjami, że
nawet już nie wiemy, co robimy i dlaczego. Często obserwuję, jak ludzie
wreszcie zwalniają tempo, a po chwili uderza w nich huragan emocji.
Pozostajemy zajęci, bo nie chcemy doświadczać tych wszystkich uczuć, od
których najczęściej uciekamy. Tymczasem niestety fabryka uczuć nigdy nie
przestaje pracować. Dopada nas w końcu, pomimo naszych największych
wysiłków. Nie możemy od tego uciec.
W mojej książce postaram się pomóc wam znaleźć drogę powrotną do dobrego
samopoczucia, nawet gdy właśnie jesteście w oku cyklonu. Chcę, abyście
znaleźli spokój, przestrzeń i tempo życia, które pozwoli wam świadomie
reagować na otaczający was świat. Chcę, abyście poczuli się bezpiecznie,
wiedząc, że możecie sobie poradzić ze stresem. Chcę zobaczyć wasze
umiejętności, zdolności i kompetencje. Chcę, byście poznali i docenili
swoją wartość. Chcę, by myśl o zagadkach waszego wspaniałego życia
wywołała uśmiechy na waszych twarzach. Chcę, byście zrozumieli, że
możecie robić rzeczy trudne i wspaniałe. Każdy z rozdziałów zawiera
historie, teorie, praktyczne porady oraz przemyślenia, które pozwolą wam
na wytyczenie nowych kierunków. Będziecie mogli podważyć i obalić
zakorzenione przesądy dotyczące poszczególnych wymiarów szczęśliwości i dzięki temu wyzwolić się z jarzma dezinformacji.
Obiecuję, że opowiadane przeze mnie historie będą łączyć w sobie wiedzę,
praktyczne rozwiązania i mądrość. Podzielę się z wami przemyśleniami
naszego zespołu popartymi badaniami i tym, czego nauczyliśmy się od
innych badaczy i naukowców. To jest właśnie wiedza. Przedstawię wam
również pomysły na to, w jaki sposób zbudować długotrwałe nawyki i systemy zapewniające szczęśliwość. To są właśnie praktyczne rozwiązania.
Podzielę się również tym, czego nauczyłam się od innych ludzi z całego
świata, którzy odkryli sposób na dobre samopoczucie nawet w świecie
pełnym zamętu. To jest właśnie mądrość.
W trakcie rozważania alternatywnych sposobów prawidłowej pracy ze
stresem postarajcie się traktować siebie samych łagodnie i ze
współczuciem. Być może będziecie musieli "oduczyć się" pewnych rzeczy,
aby móc osiągnąć dobre życie w sposób bardziej zrównoważony i zorientowany na czynnik ludzki. Bądźcie cierpliwi. Bądźcie odważni.
Bądźcie obecni.
Potraktujcie to jako moje zaproszenie na wspólny spacer. Bądźcie sobą.
Jesteście tutaj mile widziani. Sami wybierzecie swoje tempo. Sami
wybierzecie kolejne kroki. Wspólnie odkryjemy sztukę i metody mądrego
radzenia sobie ze stresem.
PS Narzędzia przedstawione w tej książce zostały zaprojektowane
specjalnie dla tych, którzy są zmęczeni stosowaniem narzędzi.
PPS Bardzo się cieszę, że tutaj jesteście.
Rozdział 1
TO KONIEC ŚWIATA, JAKI ZNAMY
"Jak się masz?"
To chyba jedno z najbardziej popularnych pytań w codziennej komunikacji.
A w odpowiedzi równie często pada: "dobrze", "OK", "nieźle" oraz,
szczególnie ostatnio, "jestem zajęty" lub "zmęczony". Najbardziej zaś
popularną i złożoną odpowiedzią jest z pewnością "w porządku".
Pamiętam, jak kiedyś nauczyciel spytał mnie: "Jak się masz?". Ledwo
trzymałam się na nogach. Właśnie zmieniłam szkołę. Właśnie udało mi się
wyzwolić z toksycznego związku. Byłam ofiarą dręczenia przez
rówieśników. Mój stan psychiczny wymykał się spod kontroli. Coraz
częściej podejmowałam ryzykowne decyzje. Cierpiałam i był to jeden z najtrudniejszych okresów w moim życiu. Więc kiedy nauczyciel spytał:
"Jak się masz?", odpowiedziałam: "Boję się, że zaraz oszaleję. Chyba nie
przetrwam kolejnego dnia. Ta szkoła to istne piekło. Nie chcę tutaj być.
Nienawidzę tak się czuć. Nie wiem, co mam zrobić". Po policzkach zaczęły
mi spływać łzy. Byłam w tym momencie zupełnie bezbronna i szczera aż do
bólu, wyjawiłam temu nauczycielowi swoje najgłębsze tajemnice, a on
stanął jak wryty, pokręcił głową i powiedział: "Boże, Robyne, dlaczego
tak dramatyzujesz? Wystarczyło powiedzieć: w porządku".
W mojej pierwszej książce Calm within the storm. A pathway to everyday
resiliency otwarcie podzieliłam się z czytelnikami moimi problemami ze
zdrowiem psychicznym, trudnościami w uczeniu się, nałogami, stratą,
żalem i bólem. Napisałam również o procesie gojenia, odnowy i podejmowania właściwych decyzji. Już od ponad dwudziestu lat zajmuję się
zawodowo badaniami i nauczaniem w obszarze rezyliencji i szczęśliwości.
W swojej pracy łączę przemyślenia osobiste i zawodowe, a także badania i zastosowanie ich w praktyce. Chciałabym pomóc wszystkim, którzy
przechodzą trudny etap. Moją pracę mogę podsumować w następujący sposób:
Ludzie potrafią robić rzeczy trudne.
Ludzie potrafią robić rzeczy wielkie.
Kiedy wierzymy.
W rzeczywistości często nam się nie wierzy. Może inaczej - straciliśmy
nadzieję, że sprawy mogą mieć się inaczej. Wielu z nas cierpi w milczeniu. Inni szukają pomocy, ale albo się ich potępia, albo mydli im
się oczy. Gdzieś na naszej ścieżce podchwyciliśmy przekonanie, że
powinniśmy pokazywać innym, iż nasze życie jest bardzo łatwe. Albo że
istnieje tylko jedna prawidłowa droga. Pomyślcie teraz, jak często
mówicie sobie "muszę to zrobić". Muszę w niedzielę ugotować jedzenie na
cały tydzień. Nie powinienem był odezwać się w ten sposób do kolegi.
Powinnam lepiej to robić. Powinienem był odmówić. Nie powinnam się z nim
spotykać. Powinienem był wiedzieć lepiej. Te "powinności" są
nieustępliwe i tak naturalne jak oddychanie.
Nasze życie i otaczający nas świat nie są wcale łatwe. I robimy
niedźwiedzią przysługę innym za każdym razem, gdy twierdzimy, że tak nie
jest. Nie możemy sami udźwignąć ciężaru naszego osobistego świata. Być
może nie tak miało być. Toniemy w światach, które stworzyliśmy. Jesteśmy
zagubieni we własnym życiu. I większości z nas starcza energii tylko na
to, by na pytanie: "Czy dobrze się czujesz?", odpowiedzieć: "W porządku". "W porządku" to nowa forma przekleństwa.
Kiedy mówimy "wszystko w porządku", gdy wcale tak nie jest, podążamy
drogą, której wcale a wcale nie wybraliśmy.
DWA SPOJRZENIA, JEDNO ŻYCIE
W dzieciństwie borykałam się z wieloma wyzwaniami. I choć wychowywałam
się w dobrej, kochającej i głęboko wierzącej rodzinie, zgubiłam się
gdzieś po drodze. Młodość spędziłam, borykając się z problemami
psychicznymi i emocjonalnymi, choć jednocześnie cieszyłam się wspaniałym
dzieciństwem, przepełnionym radością. Zawsze uważałam, że jestem inna
niż moja rodzina czy rówieśnicy. Było we mnie coś, co sprawiało, że
odbierałam i widziałam świat inaczej. Moje problemy w końcu wzięły nade
mną górę i zaczęłam przejawiać nieprawidłowe zachowania, próbując dać
sobie jakoś radę ze sobą. Kiedy patrzę wstecz, widzę dokładnie, jak mała
Robyne walczyła o życie w zupełnie niewłaściwy sposób. Za to bardzo się
starając.
Moja burzliwa młodość była pełna zaburzeń w zachowaniu. Tak bardzo
chciałam się pozbyć z głowy natłoku myśli, które mi mówiły, że jestem
beznadziejna, że nikt mnie nie kocha i że tak naprawdę to ja stanowię
problem - czarny charakter w każdej opowieści. Zaczęłam postępować coraz
gorzej. Początkowo było to tylko działanie pod wpływem impulsu, potem
bunt przeciwko wszelkim zasadom i normom społecznym, w końcu wpadłam w nałogi, samookaleczałam się, a nawet zaczęły mnie nawiedzać myśli o samobójstwie. Trudno to wyjaśnić komuś, kto nigdy nie doświadczył
wewnętrznych problemów, wewnętrznej walki, stanu, w którym kurczowo
chwytasz się wszystkiego, co choć na chwilę przyniesie ci ulgę i spokój.
A to tylko jedna strona medalu. Dopiero ostatnio odkryłam, co naprawdę
się wydarzyło w ciągu dwudziestu pięciu lat, od kiedy byłam nastolatką:
choć moje mechanizmy obronne były nieprawidłowe i destrukcyjne, były też
społecznie akceptowane, celebrowane, a nawet chwalone. Moim życiem
targały burze. Z takim samym gorączkowym zapałem rzuciłam nałogi i zostałam terapeutką. Osoba, która nie ukończyła szkoły średniej, stała
się teraz wykładowczynią uniwersytecką. Z osoby przy kości stałam się
zawodniczką maratonów. Wyszłam też kilkakrotnie za mąż. Z osoby
niewykorzystującej swojego potencjału przekształciłam się w osobę, która
przewyższyła oczekiwania innych. Tak bardzo zajęłam się swoim
"odrodzeniem", że w ogóle przestałam patrzeć za siebie. I nigdy nie
zwolniłam tempa na tyle, by zauważyć, że po prostu zastąpiłam stare
nałogi nowymi.
Miałam bardzo dobre prace i uzyskałam wiele tytułów naukowych.
Osiągnęłam wysoki status społeczny. Przeżywałam przygody i doświadczenia, o których ludzie mogą tylko marzyć. Byłam na bardzo
uprzywilejowanej pozycji. Nie zrozumcie mnie źle: oczywiście doceniam
życie, które sobie stworzyłam. Każdą chwilę. Zarazem jednak dobrze wiem,
że obecny etap mojego życia, który przyniósł ze sobą wiele zwycięstw i kilka porażek, był wynikiem obaw, lęków i traumy z dzieciństwa. W głębi
serca nadal cierpiałam. Czułam się złamana, zagubiona, niegodna i przerażona. Naprawiłam swoje społeczne ja, tę część siebie samej, którą
świat mógł obserwować i osądzać. Ale im więcej osiągałam, tym bardziej
cierpiałam w głębi duszy. Niektóre obszary mojego życia nadal były
przepełnione nieustannymi konfliktami i stresem. Znowu czułam się tak,
jakbym była swoim najgorszym wrogiem.
Na zewnątrz wszystko wyglądało cacy. Niemniej jednak opanował mnie nowy
strach: że teraz mam życie, które mogłam stracić, postępując
niewłaściwie. A co ważniejsze, troje dzieci, które są ode mnie
całkowicie zależne.
Ciężko pracowałam podczas terapii i na liście osiągnięć życiowych
odhaczyłam wszystkie okienka. Nauczyłam się wielu rzeczy i zrobiłam
karierę, ale przede mną było jeszcze dużo pracy. Zupełnie innego
rodzaju. Nadszedł czas, by zacząć dbać o spokój wewnętrzny. Musiałam
uporządkować swoje wnętrze. Oprócz zdrowia psychicznego i akceptacji
społecznej musiałam teraz znaleźć sposób na szczęśliwość. Chciałam, aby
całe moje jestestwo poczuło się dobrze. Chciałam osiągnąć stan
wewnętrznej jedności i spójności. Dążyłam do osiągnięcia tego
zagadkowego stanu szczęśliwości, który oznacza, że kiedy ktoś nam powie
"wszystko będzie dobrze", będziemy w to święcie wierzyć. "W porządku"
już nie było zwrotem wystarczającym.
A wy, moi drodzy przyjaciele, kiedy po raz pierwszy użyliście zwrotu "w porządku"?
TRZYMAJ SIĘ PLANU, A WSZYSTKO BĘDZIE W PORZĄDKU
Zastanówcie się przez chwilę, jak według was powinno było wyglądać wasze
życie. Jaki mieliście plan, który stworzyliście w młodości? Jakie
obowiązywały normy? Cofnijcie się pamięcią tak daleko, jak możecie. Uczy
się nas, byśmy podążali "prawidłową drogą". Tworzy się normy społeczne i przedstawia jako te "wybrane". A wam co mówiono i obiecywano?
Ja w dzieciństwie byłam święcie przekonana, że istnieje tylko jedna
prawidłowa droga i że obowiązuje jeden i ten sam porządek. Niczym lista
kontrolna. Trzeba być dobrym. Trzeba postępować dobrze. Trzeba chodzić
do szkoły. Trzeba się dopasować do innych. Trzeba skończyć szkołę
średnią. Trzeba studiować. Trzeba wybrać przedmiot, po którym dostaniesz
dobrą pracę. Nie sprawiaj kłopotów. Znajdź sobie męża czy żonę. Kup dom.
Weź do domu psa. Może być kot. Miej dwoje dzieci. Staraj się utrzymać
pracę przez całe życie. Bierz co roku dwa tygodnie urlopu. Odwiedzaj
rodziców. Zestarzej się. Jeżeli spełnisz te wszystkie wymogi, wszystko
będzie w porządku. W szkole uczono mnie o stworzeniu świata, o mężczyźnie o imieniu Adam i kobiecie o imieniu Ewa. No i proszę, kobieta
postąpiła po swojemu i wywołała piekło na Ziemi.
Wiele osób zaczyna przejawiać zachowania maladaptacyjne właśnie dlatego,
że mają trudności z realizacją tego planu. Powoduje to stres i lęki.
Musimy się dopasować do środowiska. Zrobimy wszystko, by zdobyć
akceptację i poczucie bezpieczeństwa. Problemy się nasilają. W końcu
zaczynamy się buntować przeciwko tej drodze, którą "powinniśmy" kroczyć.
Możemy nawet próbować zniszczyć wszystko dookoła, aby już nigdy na tę
drogę nie wrócić.
Najważniejszy jest przecież instynkt przetrwania. W dzieciństwie
potrzebujemy opieki i troski. A potem akceptacji naszych opiekunów,
byśmy mogli utrzymać więzi społeczne. Nasze przetrwanie zależy od
naszych zdolności utrzymania się w grupie. Kiedy zdajemy sobie sprawę,
że normy ustanowione przez grupę niekoniecznie są zgodne z naszymi
potrzebami, ogarnia nas strach. Zaczynamy się bać odrzucenia. Rośnie
nasze poczucie zagrożenia. Mimo wszystko cały czas staramy się czuć "w porządku". Niestety w istocie jest dokładnie na odwrót. Nic nie jest "w porządku".
STRES, ZAWIŁE PROBLEMY I SZCZĘŚLIWOŚĆ
Badania nad sntresem są bardzo podobne do badań nad rezyliencją. Jest to
dziedzina bardzo obszerna i nieuporządkowana; odpowiedź zależy od tego,
kogo spytamy! W trakcie badań nad rezyliencją dość szybko stwierdziłam,
że istnieje wiele różnych teorii na jej temat i bardzo dużo zależy od
tego, którą z nich wybierzemy. Moje teorie na temat rezyliencji w naszym
życiu oparte zostały na badaniach empirycznych, praktyce i własnych
doświadczeniach. Proces ten obejmował gromadzenie informacji, testy,
refleksje, ponowne formułowanie wniosków i, co najważniejsze, dzielenie
się wynikami z innymi. Chcę, aby zdobyta przeze mnie wiedza była
dostępna dla wszystkich, którzy jej potrzebują. Z dumą obserwuję, jak
moje poparte dowodami teorie i techniki docierają do odbiorców i organizacji na całym świecie. Nigdy nie spodziewałam się tego, jak
przychylnie zostaną przyjęte wyniki moich badań nad rezyliencją.
Dlatego też postanowiłam zastosować podobne podejście w moich badaniach
nad stresem, to znaczy podejście eksploracyjne. Bardziej formalnie
nazywa się to badaniem aktywnym lub "podejściem, w którym badacz [ja]
i klient [ludzie, grupy i organizacje, które wspieram] wspólnie
pracujemy nad zdiagnozowaniem problemu oraz opracowaniem rozwiązania na
podstawie postawionej diagnozy"2. Innymi słowy, ja zapewniam
wiedzę i informacje dla zastosowań lub sytuacji praktycznych,
współpracując jednocześnie z interesariuszami w celu zaplanowania,
obserwowania i wyciągania wniosków o skuteczności proponowanego
rozwiązania. Podejście do badań i pracy naukowej świetnie się sprawdza.
Chciałam się nauczyć wszystkiego o stresie i radzeniu sobie z nim.
Chciałam również sprawdzić, czy obecnie w ogóle możliwe jest pokonanie
stresu. Nie miałam jednak żadnej konkretnej koncepcji, którą
próbowałabym udowodnić czy uzasadnić. Badania w tej dziedzinie
rozpoczęłam z otwartym umysłem i zranionym sercem, desperacko szukając
właściwej drogi. Jakie powinnam zadać pytania? Gdzie szukać odpowiedzi?
Jakim źródłom mogę ufać? I czy jest to zgodne jest z moimi
doświadczeniami? Czy odpowiada to prawdom, które odkryłam w życiu
własnym oraz wspieranych przeze mnie osób? Szukałam wątków, które
mogłabym spleść w jeden warkocz, aby pogłębić moje zrozumienie
zagadnienia stresu z perspektywy zawodowej oraz osobistej.
Niestety, odkryłam jedynie zawiły problem.
W edukacji stosujemy teorię zawiłych problemów, kiedy chcemy opisać
sytuację, w której rozwiązanie problemu jest bardzo złożone i wydaje się
niemożliwe do osiągnięcia. Koncepcję zawiłego problemu wprowadzili w 1973 roku Horst Rittel i Melvin Webber. Zajmowali się oni teorią
planowania i stwierdzili, że wiele problemów związanych z planowaniem
i polityką społeczną nie miało tylko jednego rozwiązania. Problemy
zawiłe są trudne, ponieważ sam problem i jego rozwiązanie są powiązane.
Nie istnieją żadne pozbawione ryzyka próby rozwiązania problemu, gdyż ma
on rzeczywisty wpływ na życie ludzkie. Rittel i Webber zaproponowali
dziesięć cech, które świadczą o tym, że problem jest zawiły3:
1 Nie ma jasnej definicji. Nie można go podsumować jako jednego
problemu, ponieważ obejmuje tak wiele elementów, i nie można
przyporządkować do niego typowej formuły rozwiązywania problemów.
2 Nie można w żaden sposób stwierdzić, kiedy znalezione zostało
rozwiązanie.
3 Nie istnieją rozwiązania fałszywe czy prawdziwe ani absolutne, a raczej rozwiązania dobre lub złe.
4 Nie istnieją żadne sprawdzone i nadrzędne rozwiązania.
5 Proponowane rozwiązania to "jednorazowe" działania, a nie
eksperymenty.
6 Brakuje kryteriów, które wskazywałyby, że zidentyfikowano wszystkie
możliwe rozwiązania.
7 Jest niepowtarzalny.
8 Może być traktowany jako objaw kolejnego problemu.
9 Związane z nim rozbieżności można wyjaśnić na wiele sposobów.
10 Wymaga dużej odpowiedzialności od tych, którzy chcą go rozwiązać,
ponieważ ma wpływ na rzeczywistość. Globalne ocieplenie, ubóstwo,
nierówności edukacyjne, konflikty na tle religijnym, wojny,
dyskryminacja i nierówności w dostępie do opieki zdrowotnej to tylko
niektóre z problemów, z jakimi mamy obecnie do czynienia. Jest ich dużo
więcej.
Na znacznie mniejszą i indywidualną skalę nasze przepełnione stresem
życie również stanowi osobisty zawiły problem. Kiedy zagłębiłam się w badanie zagadnień stresu, byłam bardzo zaskoczona tym, jak wiele jest
sprzecznych informacji. Trudno było nawet jednoznacznie zdefiniować,
czym jest stres, ponieważ można na to zagadnienie patrzeć przez wiele
pryzmatów: biologiczny, psychologiczny, fizjologiczny, społeczny,
filozoficzny, a nawet duchowy. Od czego tu zacząć? I jak możemy w ogóle
mówić o rozwiązaniach? Poza tym, szczerze mówiąc, pojęcie stresu jest
stosunkowo łatwe do zdefiniowania i zrozumiałe w porównaniu do rozwiązań
problemów z nim związanych.
Stres to nasz zawiły problem, a szczęśliwość to jeszcze bardziej
skomplikowane rozwiązanie.
Choć istnieje mnóstwo informacji i wiedzy na temat tego, co powinniśmy
robić, aby dobrze się czuć, nie ma uniwersalnego rozwiązania dla
każdego. Nawet koncepcja pomiaru szczęśliwości jest abstraktem. Jeżeli
czujecie się kompletnie przytłoczeni i zdezorientowani, chcąc podjąć
prawidłową decyzję dotyczącą stresu i szczęśliwości, zapewniam was, że
nie jesteście jedyni. I tu właśnie na pomoc mogę przyjść ja. Chciałabym
rozwikłać nieco tę kwestię, bo od tego zależy nasze życie i jego jakość.
A nigdy nie należy próbować rozwiązywać trudnego problemu w pojedynkę.
ZMIANA PUNKTU WIDZENIA
Istnieje chińska przypowieść opisująca moc powiedzenia "zobaczymy".
Rolnik i jego syn mieli ukochanego konia, który pomagał im w gospodarstwie. Pewnego dnia koń uciekł. Dostrzegli to sąsiedzi i zaczęli
krzyczeć: "Wasz koń uciekł! Co za nieszczęście!". Rolnik odpowiedział na
to: "Może tak, a może nie. Zobaczymy".
Kilka dni później koń wrócił do domu na czele stadka dzikich klaczy.
Sąsiedzi zaczęli krzyczeć: "Wasz koń wrócił i przyprowadził ze sobą inne
konie. Co za szczęście!". Rolnik odpowiedział na to: "Może tak, a może
nie. Zobaczymy".
Po kilku dniach syn rolnika próbował oswoić jedną z klaczy. Niestety
spadł na ziemię i złamał sobie nogę. Mieszkańcy wioski zaczęli krzyczeć:
"Wasz syn złamał nogę. Co za straszny pech!". Rolnik odpowiedział na to:
"Może tak, a może nie. Zobaczymy".
Kilka tygodni później przez miasteczko przechodzili żołnierze,
rekrutując wszystkich zdrowych młodzieńców do wojska. Nie zabrali syna
rolnika, którego noga jeszcze się nie zrosła. Przyjaciele krzyknęli:
"Nie wzięli waszego syna. Co za wielkie szczęście!". Rolnik odpowiedział
na to: "Może tak, a może nie. Zobaczymy".
Stwierdzenie "zobaczymy" sugeruje bardzo dużo siły i możliwości. Jako
osoba, która paradoksalnie uwielbia porządek i kontrolę, a zarazem
niepewność i wolność, ostrożnie, a nawet powolnie poruszam się w świecie
"zobaczymy" w każdym obszarze mojego życia, kiedy wydaje mi się, że
wymaga on jazdy próbnej. Jest to dziwne uczucie. Czuję się jak
obcokrajowiec. Ale jednocześnie jest ono dziwnie znajome. Jak gdybyśmy
byli do tego stworzeni. Jak gdyby w naszej naturze leżało bycie obecnym.
Kiedy zagłębiłam się w tę kwestię, starając się zachować równowagę i otwarty umysł, zauważyłam naturalne falowanie czasu. Minuty, godziny,
dni, tygodnie, miesiące, a nawet lata zaczęły przypominać pory roku,
przepełnione przypływami i odpływami. Istnieje wszechobecny prąd
energii, z której można czerpać. To coś jak wiatr dmący w żagle lub fale
obijające się o skały. Istnieje naturalny rytm wszystkiego na tym
świecie, co obejmuje nasze życie. "Zobaczymy" to coś więcej niż tylko
sposób myślenia; to mądrość. Zapraszam was, byście przyjrzeli się
dokładnie, w jaki sposób praktyki dotyczące mądrego radzenia sobie ze
stresem tworzą i rozwijają wasze życie. Jestem przekonana, że
najważniejszy krok to zacząć przyglądać się życiu z wyższego punktu
obserwacyjnego. Świadomość to wspaniała nauczycielka. No a teraz - co
dalej? "Zobaczymy". Dobrze znacie wasz następny krok. Ufajcie własnej
mądrości.
OSOBISTA MĄDROŚĆ
Kiedy zaczęłam zagłębiać się w naukę i próbować zdobyć prawdziwą wiedzę,
nie traktując szkoły jako czyśćca, szybko się przekonałam, że nie miałam
żadnych umiejętności uczenia się. Moja umiejętność czytania była
znacznie poniżej wymaganego poziomu. Nie wspominając już o ortografii i pisaniu. Nie umiałam się uczyć czy podchodzić do sprawdzianów. W głowie
kłębiły mi się głębokie myśli, ale miałam olbrzymie trudności w ubraniu
ich w słowa w sposób zgodny z oczekiwaniami nauczycieli i całego systemu
edukacyjnego. Z trudem brnęłam przez problemy w nauce i robiłam, co
mogłam, aby choć trochę wypełnić luki. W tym czasie nauczyłam się już
dawać sobie radę z zespołem nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem
uwagi (ADHD) i trudnościami w uczeniu się, choć nigdy nie byłam
formalnie zdiagnozowana i nie brałam na to żadnych leków. Z czasem
posiadłam niezbędne umiejętności i już całkiem nieźle radziłam sobie
przez ostatnie semestry szkoły średniej. Ukończyłam kursy
korespondencyjne, uzupełniając wiedzę, która mnie ominęła, kiedy
rzuciłam naukę. Wiele lat później opowiedziałam Jaxsonowi, mojemu
najmłodszemu synowi, o tym, jak skończyłam jedenastą klasę
korespondencyjnie, a on zapytał: "Czy używałaś do tego poczty konnej?".
I choć nigdy nie czułam się szczególnie inteligentna, nie wiadomo
dlaczego miałam poczucie własnej mądrości. Czułam, że wiem o rzeczach, o których moi rówieśnicy a nawet dorośli nie mieli pojęcia.
- O czym będzie twoja kolejna książka? - spytali mnie. - Jak mądrze
radzić sobie ze stresem - odpowiedziałam.
Uśmiechając się z powątpiewaniem, spytali: - Czy to w ogóle możliwe? - Zobaczymy -
odpowiedziałam z uśmiechem.
Mądrość oznaczała dla mnie lepsze zrozumienie, w jaki sposób działa
świat: wszystko, co dobre, złe i brzydkie.
Na własnej skórze doświadczyłam, co to: żal, przemoc, strata, nałogi i powrót do zdrowia. Zaczęłam powoli rozumieć takie pojęcia jak:
sprawiedliwość społeczna, niesprawiedliwość i uprzywilejowanie.
Wiedziałam również, jak ciężko przeżywa się problemy ze zdrowiem
psychicznym. Przekonałam się też, że istnieją dorośli, którzy nie
stosują się do reguł, i że inni wykorzystują swoją pozycję, znęcając się
nad młodzieżą. Pamiętam do dziś słynny cytat: "Gdzie wiele mądrości, tam
także wiele zgryzoty, a kto mnoży wiedzę, mnoży też cierpienie". Była to
święta prawda. Dużo wiedziałam o zgryzocie, a im więcej się o niej
uczyłam, tym bardziej cierpiałam. I dlatego czułam się bardzo mądra w tym aspekcie, choć brakowało mi wiedzy akademickiej.
Dogłębna wiedza na temat otaczającego nas świata jest niezbędna, byśmy
byli w stanie uznać swoją mądrość. Jesteśmy ekspertami od siebie. Nikt
was nie zna lepiej niż wy sami. W naszym życiu istnieją osoby, które
były świadkami naszego rozwoju. W moim przypadku to był mój ojciec. Jest
on jedyną osobą, która w pełni rozumie, jaką przebyłam drogę. To
wspaniały dar. Mam nadzieję, że w waszym życiu również jest ktoś, kto
był świadkiem waszych wzlotów i upadków. Tacy ludzie to jednak tylko
jeden z elementów naszego życia. Jako jedyni wiemy, co to znaczy wieść
nasze życie. Jak to jest być nami. Jak się czujemy. Jak myślimy. Jak
tego wszystkiego doświadczamy. Powinniście wykorzystać tę osobistą
mądrość. Należy do was. Liczy się. I należy tylko do was.
ŁĄCZENIE MĄDROŚCI Z INTELIGENCJĄ
Mimo że nie czułam się wystarczająco inteligentna ani bystra, dawałam
sobie radę całkiem nieźle na uczelniach wyższych. W mojej podróży
edukacyjnej bardzo ważną rolę odegrał St. Lawrence College. To tam
właśnie ostatecznie pozbyłam się etykiety "niezbyt bystra". Odkryłam, że
"bystrość" to pojęcie względne! Z umiejętności, które nabyłam,
najważniejsze okazało się myślenie krytyczne, które pozwoliło mi zerwać
krępujące mnie więzy. Wspominam o tym, ponieważ myślenie krytyczne
stanowi nieocenioną pomoc dla osób uczących się radzić sobie mądrze ze
stresem.
Możecie sobie teraz pomyśleć: co do licha tak naprawdę znaczy myślenie
krytyczne? Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że kiedy zaczęłam
myśleć krytycznie na temat wiedzy i próbowałam zastosować takie myślenie
w praktyce, okazało się to bardzo trudne. Większość z nas uczono od
zawsze, że istnieje tylko jedno prawidłowe rozwiązanie dla danego
problemu. Ponieważ koncepcja krytycznego myślenia kojarzyła mi się z filozoficznymi rozważaniami i pytaniami retorycznymi, na które nie było
żadnych konkretnych odpowiedzi, nie byłam zupełnie zainteresowana tym
zagadnieniem, nie mówiąc już o stosowaniu go w praktyce. Niemniej
jednak, po jakimś czasie dzięki pomocy nauczycieli zrozumiałam, w jaki
sposób rozważanie naszych procesów poznawczych, zwane metapoznaniem,
umożliwia nam ocenę stanu naszej wiedzy i zgłębianie zagadnień.
Umożliwia nam "zrozumienie tego, co wiemy" w znacznie szerszym
kontekście. Kiedy już jesteśmy w stanie myśleć krytycznie na jakiś
temat, informacje przekształcają się w wiedzę, wiedza ta umożliwia z kolei nabywanie mądrości. Dzielę się z wami tymi informacjami, ponieważ
chciałabym, byście myśleli krytycznie o wszystkim, czego się uczycie, o czym słyszycie i co czytacie na temat szczęśliwości. Oto przykładowe
pytania, jakie możecie zadać w odniesieniu do obszarów waszego życia:
Co sądzę na ten temat?
Jakie wzbudza to we mnie uczucia?
Dlaczego tak sądzę/tak się czuję?
Gdzie leży źródło tych myśli/uczuć?
Skąd to wiem?
Jakich informacji mi brakuje?
Jakie jeszcze mam pytania?
Jakie zagadnienia muszę jeszcze zgłębić?
Dzięki krytycznemu myśleniu zaczęłam inaczej patrzeć na otaczający mnie
świat. Pobudziło to moją wrodzoną ciekawość i fascynację. Czułam, jak
rośnie we mnie siła. Odkryłam prawdę. Nie chciałam uczyć się niczego
konkretnego dla samej nauki. Najpierw musiałam zrozumieć, a potem
zastosować zdobytą wiedzę w praktyce. Wy powinniście zrobić to samo i wierzę, że będziecie w stanie. Zacznijcie zadawać pytania i uświadomcie
sobie waszą prawdę.
Istnieje bardzo dużo lektur na temat mądrego radzenia sobie ze stresem.
Możemy kupować niezliczone książki. Możemy postawić sobie szczytne cele
i mieć najlepsze intencje, ale nadal nie myślimy krytycznie o naszej
szczęśliwości. Bardzo pasuje tutaj cytat z wiersza Coleridge'a Pieśń o starym żeglarzu: "Dookoła woda, wszędzie woda / I ani kropli do
wypicia". Zewsząd otaczają nas informacje, ale co my tak naprawdę wiemy?
Przestańcie zajmować się tym wszystkim, co powinniście robić i moglibyście robić, i zamiast tego sporządźcie osobisty inwentarz. Od
dziecka uczy się nas, by działać, i przez to nie mamy czasu, by
pomyśleć, przetworzyć informacje czy się zastanowić. A tu właśnie
zachodzą najważniejsze rzeczy. Tutaj właśnie odkrywamy prawdę. Otwierają
się stare rany. Nowe rzeczy zakorzeniają się w naszej pamięci. Okazuje
się, że można inaczej współżyć ze światem.
Zatrzymajcie się choć na chwilę. Zanim popędzicie znowu naprzód, zróbcie
sobie przerwę na tyle długą, by zastanowić się dobrze nad sobą. Co
przywiodło mnie do tej chwili? Dlaczego właśnie ta książka? Dlaczego
właśnie teraz? Czego pragnę się dowiedzieć? Jeżeli wiemy lub
przypuszczamy, co chcemy odkryć, bardziej prawdopodobne jest, że to
znajdziemy!
Choć nasze przeszłe zachowania stanowią najlepszą zapowiedź zachowań
przyszłych, możemy ten proces zatrzymać i wybrać inną drogę. Jeżeli
jesteście podobni do mnie, to zapewne przeczytaliście już mnóstwo
książek na temat rozwoju osobistego w poszukiwaniu odpowiedzi. Musimy
przerwać to błędne koło. Jak głosi popularne powiedzenie, jeżeli zawsze
robisz to, co dotychczas, zawsze dostaniesz to, co zawsze. Więc
wykorzystajmy naszą umiejętność krytycznego myślenia dla naszego
własnego dobra. Zatrzymajmy się na chwilę. Przestańcie na moment robić
cokolwiek. Rozluźnijcie się. Rozluźnijcie ramiona. Rozluźnijcie całe
ciało. Rozciągnijcie kręgosłup. Poruszajcie palcami u nóg. A teraz
zaprzyjcie się mocno stopami o ziemię. Weźcie oddech, licząc do
czterech. Wstrzymajcie oddech, licząc do czterech. Zróbcie wydech,
licząc do czterech. Nie róbcie wdechu, licząc do czterech. Znowu zróbcie
wdech.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki