Stres na wybiegu - Justyna Kozłowska

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Nowy Rok jak się okazało przyniósł wiele pozytywnych zmian. Ale o tym za chwilę. Do naszego mieszkania punktualnie o 21:00 zapukał prawdopodobnie tata jednej z dziewczynek, u których spędzała w najlepsze i na pewno wspaniale bawiła się Malinka - nasze dziecko, które raptem w tym roku kończy już 4 latka. Może to dużo i nie dużo. W ciągu tych czterech, a w zasadzie to jeszcze trzech lat wydarzyło się dużo. Cóż, jak to mówią upływający czas najlepiej widać po małych, malusieńkich dzieciach, które tak szybko dorastają, że człowiek ani się nie spodzieje, a już mija jedna dekada, potem druga, potem trzecia, a na świat przychodzą wnuki, a dalej, jeśli oczywiście się dożyje - prawnuki. Potem przychodzi znienacka śmierć, która tak naprawdę czyha na każdego nas i niemożliwym jest jej zwyczajnie uniknąć. Mamy wpływ, ale też często nie mamy na to kiedy umrzemy, w jakich okolicznościach. Czy będziemy leżeli miesiącami, latami w jednym łóżku na starość, czy też ostateczność, koniec, zwieńczenie naszego życia przybędzie do nas całkowicie z zaskoczenia. Najlepsze jest to, że tak naprawdę nie mamy wpływu kiedy to będzie. Czy jak będę miała 45, 50, 60 a może stuknie mi 80-tka. Mogę jedynie tylko zdrowo się odżywiać, jeść dużo warzyw, owoców, zrezygnować z używek to jest w moim przypadku sporadycznego palenia i okazjonalnego picia alkoholu, a w zasadzie to czerwonego wina do obiadu. Mogę też wszcząć jakąś systematyczniejszą aktywność fizyczną, zacząć się więcej ruszać, oddychać częściej świeżym powietrzem, porządnie się nawadniać oraz wysypiać. Ograniczyć stres, zmienić toksycznych ludzi wokół siebie, których akurat nie miałam, rozwijać chociaż w moim wieku to już mało prawdopodobne swoje pasje, spotykać się z przyjaciółmi oraz dbać o lepszą kondycję psychiczną, oprócz oczywiście kondycji fizycznej. Zrezygnować z kawy i napojów energetycznych i przede wszystkim siedzącego trybu życia przy biurku. Chodzić na długie wieczorne spacery po pracy i sprawić sobie psa, z którym to takie nocne przechadzki stałyby się codziennością, a ja czując motywację do wychodzenia na świeże powietrze prawdopodobnie przedłużyłabym swoje życie według najnowszych badań nawet o kilka lat. Powinnam się dużo uśmiechać i śmiać z żartów, mieć pogodne usposobienie, przede wszystkim niczym się nie martwić i co weekend rozrywać się trochę to w kinie, to w teatrze, to w klubie, to na koncercie, to w restauracji z przyjaciółkami. Wracając do Malinki, którą tata jednej z koleżanek mojego dziecka odprowadził prosto pod nasze mieszkanie, zamienił z nami kilka zdań.

- Mamy nadzieję, że Malinka wspaniale bawiła się na Sylwestrze?

- Oczywiście, ale dzieci jak to małe dzieci szybko się męczą. Mimo wszystko wybawiły się po wszystkie czasy. Dziewczynki bardzo się lubią poza tym. Naprawdę bardzo cieszę się, że zapisaliśmy je do jednego żłobka w tym samym czasie i nawet nie miałem pojęcia, że będą się przyjaźnić. Ale mniejsza o to. Żłobek, który wybraliśmy z żoną, Haliną okazał się mieć wspaniałe rekomendacje szczególnie widać to po minach naszych dzieci, które przychodzą zadowolone ze szkoły po zajęciach z wypiekami i uśmiechami na twarzy.

- My cieszymy się również, mimo ostatniego wybryku naszych pociech, kiedy to postanowiły uciec z placu zabaw, na którym bawiły się razem z innymi dziećmi z tego żłobka pod czujnym, jak widać trochę mniej czujnym okiem pań przedszkolanek

- Wiem, słyszałem o tym incydencie. Porozmawialiśmy z naszymi dziećmi, uświadamiając im tym samym, by nigdy więcej takich rzeczy nie robiły i żeby im to nie przyszło do głowy. Ja rozumiem jak ma się 12 albo 13 lat. Ale w wieku zaledwie trzech latek sprawić wszystkim nam taki zawód? Bo rozumiem, że państwo także przejmowali się, że dziewczynki uciekły, by wygrać zakład, że uda im się coś kupić w pobliskiej restauracji?

- Oczywiście my podobnie bardzo zmartwiliśmy się a wręcz zdenerwowaliśmy się tą całą sytuacją. Nie mieliśmy pojęcia, że nasze dziecko popełni podobny wybryk

- Nie ważne, ważne, że dziewczynki mają z tego jakąś lekcję. Chyba już czas na mnie. Wasza Malinka zasypia na stojąco. Do zobaczenia w takim razie.

- Dziękujemy za odwiezienie małej Malinki

- Żaden problem. To bardzo grzeczne dziecko

- Dziękujemy jeszcze raz

Pan, ojciec jednej z najbliższych koleżanek naszego dziecka, nawet nie spytałam jak miał na imię odprowadził Malinkę pod nasze mieszkanie, pod drzwi. Zerknęłam na Malinkę. Moje dziecko naprawdę było bardzo śpiące. Postanowiłam, że przebiorę ją w piżamkę i pozwolę zasnąć tym razem bez kąpania. Dziewczynka coś majaczyła, zamykając swoje małe oczka, kiedy ubierałyśmy razem, to znaczy kiedy ja pomagałam małej się przebrać w białą koszulkę i spodenki do spania w czerwone maciupkie serduszka, dziewczynka tak jak się położyła, tak smacznie i słodko zasnęła. Przykryłam ją różową kołderką w misie. Obserwowałam ją jezcze przez kilka minut, po czym zgasiłam małą, zieloną, a w zasadzie to eukaliptusową lampkę nocną, do której często czytaliśmy na zmianę z Krzysiem bajki, kiedy na dworze było bardzo ciemno, podobnie jak wewnątrz mieszkania bez włączenia żadnego oświetlenia. Wyszłam z jej pokoiku zostawiając jedynie leciutko uchylone drzwi. Spojrzałam jeszcze raz na nią przez te drzwi. Była istnym słodziakiem. Ciekawe na kogo wyrośnie?

Rozdział 4

Było południe, a dokładnie godzina 12:00. Do tak jak myślałam luksusowej restauracji udałam się w czerwonej lekko obcisłej sukience z drobnym dekoltem na plecach. Sukienka była w kolano. Do tego wybrałam czarne wysokie szpilki. Wiedziałam, że Nikola będzie wyglądała zjawiskowo. Nie chciałam wyjść na biedaka, ani osobę, która kompletnie się na modzie nie zna. Chciałam też wyglądać ładnie i zjawiskowo. Dlatego pozwoliłam sobie kupić sukienkę za paręset zł. Nie ważne ile kosztowała, ważne, że wyglądałam w niej przepięknie, drogo, luksusowo i czułam się też do tego w niej bardzo komfortowo. Zrobiłam odpowiednio wcześniej idealny makijaż. Pomalowałam usta na czerwono, rozpuściłam włosy, na które nałożyłam odrobinę pianki. Na koniec obejrzałam się do przestronnego lustra w naszej garderobie, założyłam grubą kurtkę, którą w restauracji zdejmę i zwyczajnie czułam, że jestem gotowa na spotkanie z istną ikoną mody, niejaką Nadią Jason. Do tego wybrałam małą czarną torebkę na złotym łańcuszku, żeby pasowała do całej stylizacji, a szczególnie do moich czarnych szpileczek. Upchałam do niej, ze względu na to, że była stosunkowo mała, portfel i naładowaną do pełna komórkę, jeśli chodzi oczywiście o baterie. Wyruszyłam w drogę, nie oszczędzając na taksówce, którą to pomknęłam przez przeszło kilka ulic razem z miłym panem z widoczną siwizną, siedzącym z przodu auta. Zapłaciłam mu niemałe pieniądze za 15 minutową podróż. Ale a tam. Odkąd dostałam drugą, dobrze płatną pracę nie muszę oszczędzać. Przy najmniej nie aż tak, jak do tej pory. Wysiadłam. Z tego zauważyłam sukienka trochę mi się zmięła. No nic. Będę musiała się pokazać w niej tak czy tak. W restauracji czekała już na mnie Nikola. Spod ciemnych okularów widać było szczuplutką postać siedzącą w tylnej części restauracji. Przeszedł mnie w jednym momencie dreszczyk emocji, połączony z pozytywnym stresem, czyli takim, który działa motywująco a nie na odwrót - szkodząco. No nic. Postać w małej czarnej nie wiedziała z kim dokładnie będzie wywiad. Kiedy weszłam do "Różowych chmurek" postać - ikona mody patrzyła się na kelnerów, którzy podawali innym osobom, siedzącym w restauracji jedzenie. Kompletnie nie zwróciła na mnie uwagi. Kiedy podeszłam do jej stolika wzdrygnęła, jakby nie spodziewała się nikogo takiego. Żadnego dziennikarza. Żadnego wywiadu. Żadnej rozmowy.

- Dzień dobry - Zaczęłam pierwsza i widziałam, jak modelka spod ciemnych okularów zrobiła nieco wystraszoną minę. Jakbym wybiła ją z jakiegoś letargu

- Ach, to ty? Tak Ola?

- Tak, to ja - Podałam rękę Nikoli na przywitanie i od razu na żywo, bo nie spotkałam jej wcześniej zachwyciłam się jej urodą. Nie miałam już żadnych wątpliwości. To absolutna gwiazda

- Możemy przejść do pytań?

- Oczywiście? - Kobieta nie zdejmująca czarnych okularów, domyślałam się, z jakiego powodu, bo chciała uniknąć rozpoznania dopijała kawę w wysokiej szklance z grubą warstwą białej piany na wierzchu, łykając kilka łyków co kilka minut. Trochę się stresowałam. Zdjęłam grubą kurtkę. Zauważyłam, że niejaka Nikola prześwietla mój strój swoim wzrokiem. Ciekawa byłam, czy według niej dobrze wyglądam, czy może na odwrót? Mój strój to absolutny kit? A nie hit? Mimo wszystko, jestem tutaj, żeby dostać dobrą pensję. A więc do pracy. Zajrzałam w ściągawkę telefonu pytania, jakie sobie wcześniej ułożyłam, żeby o żadnym z nich nie zapomnieć. No i żeby wywiad się udał. Żeby pani redaktor naczelna Modnej Kobiety pochwaliła mnie.

- Jak to jest być bardzo rozpoznawalną, prawdziwą ikoną stylu? To przekleństwo czy raczej błogosławieństwo? - Zaczęłam pierwsze pytanie

- Absolutnie według mnie błogosławieństwo. Nie wyobrażam sobie, gdybym miała teraz siedzieć w jakiejś korporacji i zostawać po godzinach, do tego dostawać ciągle po głowie od szefa. Nie. Uwielbiam to, gdzie teraz jestem, kim jestem i co mnie spotkało i spotyka na mojej drodze. To, że jestem rozpoznawalna owszem - jest trochę przekleństwem, bo na przykład nie jesteś anonimowa, ale ma to też swoje plusy. Wszyscy cię uwielbiają, masz szerokie grono fanów, dostajesz tysiące wiadomości, obserwują cię miliony osób, podziwiają cię, a do tego też biją się o ciebie najlepsze, najdroższe i zarazem najpopularniejsze magazyny modowe i nie tylko - plotkarskie też. Jak to jest być ikoną stylu? Styl mam taki jaki mam w sumie to odkąd pamiętam. Jakoś zawsze przywiązywałam uwagę do tego jak wyglądam, w co się ubieram. Dodam, że pochodzę z bogatej rodziny. Na ładne ciuchy nie było nigdy dość pieniędzy. Z czasem, jak trochę podrosłam i stałam się nastolatką postanowiłam dokumentować swoje ubrania, tworząc razem z zaprzyjaźnionym od dziecka w sumie fotografem wspaniałe zdjęcia, które to wrzucałam na bloga. Po dwóch - trzech a nawet czterech latach wyrosłam z nich a wszystkie te cichy oddałam na cele charytatywne. Potem pomyślałam sobie, że nie potrzebuję aż tylu ciuchów. Co jeden sezon kupowałam tylko parę elementów mojej garderoby, ale by to bardzo wyszukany styl. Nie szukałam czegoś, co założę na chwilę. Kupowałam coś, co posłuży mi lata. Szukałam czegoś ponad czasowego

- I dlatego stworzyłaś ruch eko? I napisałaś o tym swoją autorską książkę? Bo przekonałaś się na swojej skórze, że wcale nie trzeba mieć tylu ubrań?

- Absolutnie tak

- Opowiedz coś o swojej książce. Dodam wszystkim czytelnikom, że nazywa się ona "Jak kupować mniej ubrań" i przez dwa tygodnie należała do bestsellerów wielu księgarń i sprzedała się w rekordowej sumie i rekordowym nakładzie. Czujesz, że zrobiłaś dobry uczynek?

- Zależało mi właśnie na tym, by rozgłosić ten ruch, tę moją książkę. Jeśli chodzi o samą książkę, to przedstawiam w niej swoją filozofię życia, odkąd uznałam, że nie ma co zaopatrywać się w tyle ubrań. Że są one nam nie potrzebne a do tego, kupując mniej sprzyjamy naszemu środowisku. Inspiruje szczególnie dziewczyny, ale też chłopaków do tego, by chronić naturę a także daję wskazówki jak kupować, mniej a lepiej. Lepiej to znaczy przede wszystkim z myślą o tym, czy będę w tym chodziła za rok może dwa lata. Jeśli nie - zostawiam dane ubranie na wieszaku. Naprawdę nie ma sensu kupować dwudziestą parę dżinsów i tak nie chodzić w niej. Skończmy tyle kupować - apeluję w książce. Kupujmy tylko to, co nam się przyda na co dzień.

- To naprawdę wspaniała inicjatywa. Opowiedz nam coś jeszcze o ruchu, który założyłaś?

- Tak, to jest organizacja, która działa na rzecz ochrony naszego środowiska. Wymyśliłyśmy razem z współpracownikami organizacji pod nazwą "Stop ciuchom", że ustawimy kosze w sklepach odzieżowych, do których można wrzucać już nienoszone ubrania danej marki w danym sklepie. I tak, za kilogram ubrań otrzymujesz 15 zł lub rabat na zakupy w konkretnym, oczywiście odzieżowym sklepie. To naprawdę wspaniała inicjatywa i mam nadzieję, że dzięki temu właśnie, że znalazłam się w waszej gazecie mogę zachęcić innych - wszystkich czytelników do wzięcia udziału w takiej akcji. Ubrania zostaną podarowane potrzebującym, a ty dostajesz jeszcze za to pieniądze. Czy akcja ta nie jest wspaniała?

- Na pewno i ja się do niej przyłączę. Mówisz, że od zawsze miałaś wspaniały styl, jak to dokładnie było? Ty, jak byłaś dzieckiem chodziłaś razem z rodzicami na zakupy i samodzielnie wybierałaś w co chcesz się ubrać?

- Absolutnie tak. Kochałam ubrania i dalej kocham. Możliwość zaprezentowania się w różnych kreacjach na wybiegach to też było jedno z moich największych marzeń. Teraz uczę innych na licznych spotkaniach z kobietami, co robić, by mniej kupować, jednocześnie oszczędzać pieniądze i zachęcam też wszystkich do włączenia się do założonego przeze mnie ruchu.

- A co z twoim życiem prywatnym?

- Bardzo wiele osób pyta się mnie o to. Nie chcę za bardzo upubliczniać moich najbliższych, opowiadać o nich prasie czy mediom. Bliscy to bliscy. To inna sfera, która powinna być dla innych, szczególnie fotoreporterów całkowicie anonimowa. Powiem tak, mam wspaniałego chłopaka i planujemy się pobrać. Nic więcej nie mogę ci powiedzieć, wybacz mi to. Tworzymy bardzo szczęśliwy związek, bardzo się nawzajem kochamy i nie widzimy świata poza sobą. Tak, jestem w nim bardzo szczęśliwa. Za kilka lat myślimy także o gromadce dzieci. I dzieci absolutnie nie przeszkodzą w mojej karierze, a wręcz na odwrót, będę tym bardziej szczęśliwsza.

- Jak wygląda twój cały dzień, kiedy pracujesz?

- Na pewno bardzo intensywnie. Wstaję zawsze w tygodniu, kiedy nie ma weekendu, chociaż w sobotę i niedzielę też czasami miewam niezły młynek i zdarza się mi pracować o równej 6:00. Biegnę na siłownie, bo dbam o siebie i dbam o to, by dobrze wyglądać. W końcu pracuję jakby swoim ciałem - musi więc być ładne, szczupłe, lekko umięśnione. Mam treningi personalne z Krzysiem - wspaniałą osobą. Łączy nas wyjątkowa więź - Nagle podczas rozmowy zdębiałam - Serio z tym Krzysiem, moim mężem? A może się przesłyszałam, może jest drugi Krzyś - trener personalny w innej siłowni? Może nawet być dwóch Krzyśków, nie obchodzi mnie to. Obchodzi mnie tylko to, czy Krzysiek - mój mąż zdradza mnie jak się okazuje z tą zdzirą, o ile jest zdzirą i o ile pracuje z moim mężem. Cóż, nie chciałam przerywać wypowiedzi niejakiej Nikoli, pomyślałam co sobie pomyślałam i tyle. O resztę zapytam się Krzysia, kiedy wrócimy obydwoje do domu. Tak, owszem - jestem bardzo zazdrosna. Ale każda kobieta chyba byłaby na widok tej ślicznej piękności, która mówi jeszcze, że łączy ją z moim mężem coś wyjątkowego. To może dlatego tak późno przyjeżdża do domu po pracy mówiąc, że tyle trenował na siłowni? Może udaje się na schadzki z tą ikoną mody? Nie ważne. W końcu mówiła pytanie wcześniej, że ma kogoś. I nie chce o tym gadać publicznie. Może to nie jest Krzyś? Na pewno nie Krzyś. W końcu mój mąż nie jest tak bogaty. Trochę zarabia, a całą pensję przeznacza na nas - na Malinkę i na nasz dom. Nie ważne, chciałam, żeby mówiła więcej, a wywiad jakoś trwał i się w najlepsze układał. Kontynuowała rozmowę panna Jason. Swoją drogą, ja też chciałam się tak nazywać - Jason to bardzo chwytliwe, bardzo rozpoznawalne nazwisko. Do tego imię Nikola ładnie się z nim łączy. Wszystko tutaj gra. Do tego ta uroda i te jej wypowiedzi, czarne okulary, przepiękna sukienka i do tego kawa z grubą warstwą pianki.

- Po siłowni, zwykle mam przymiarki, castingi, próby, w których trzeba przejść się w szpilkach przez pusty wybieg do muzyki, która będzie puszczana w trakcie pokazu. Zwykle pokazy z udziałem gości, kamerzystów i fotoreporterów odbywają się w weekendy. Po próbach, udaję się na jakieś wywiady, na sesje fotograficzne, na różne spotkania z kobietami tak jak mówiłam w związku z moją organizacją, którą założyłam dotyczącą ubrań, a dokładniej tego, by kupować mniej i oddawać do koszy to, czego już długo nie nosimy, co zalega nam w szafie gdzieś na spodzie mebla. Potem mam zwykle lunch w towarzystwie moich bliskich, albo - jak teraz z dziennikarzami, albo z kimś ważnym. Popołudniami pracuję dodatkowo jako aktorka, na razie debiutuję w małych krótkometrażowych filmach. Z czasem może przyjdzie czas na coś dłuższego. Uczę się roli, a potem gramy. Wieczorami zjadam kolację w domu, spotykając się z moimi bliskimi. Zwykle nocą wychodzimy na imprezę, do klubu, do kina, teatru albo na koncert i wspaniale się bawimy. Wracamy najczęściej o 1-2 w nocy, kładziemy się spać i wstajemy od nowa rano, punktualnie o 6.

- Powiedz jeszcze, jak ty znajdujesz na to wszystko czas?

- Po prostu staram się być osobą dobrze zorganizowaną. Poza tym nad moim grafikiem czuwa kilku menadżerów. Bez nich prawdopodobnie nie poradziłabym sobie w tym świecie. Wielkim świecie, który stał przede mną kilka lat temu otworem. I idealnie wykorzystałam daną mi szansę, by mieć taki wizerunek, jaki mam obecnie. By mieć fanów. By być bardzo rozpoznawalną osobą. By mieć życie jak marzenie. By nad tobą czuwał sztab ludzi, który robi ci każdego dnia makijaż, fryzurę, mówi ci też oczywiście przy konsultacjach ze mną w co się mam ubrać, gdzie zjeść, z kim się spotkać, w jakiej gazecie następnej wystąpić. U którego projektanta mody pójść w wybiegu. W które auto wsiąść i gdzie pojechać. Wiesz, dzięki temu, że masz tak dużo osób wokół siebie, którzy zrobią za ciebie dosłownie wszystko, a ty masz się jedynie pokazać z jak najlepszej strony i jak najlepiej zaprezentować, może się powtórzę, ale życie jest prawdziwą bajką. Czuję się jakbym była istną księżniczką. Nie sprzątam, nie gotuję, nie prasuję, nie piorę, nie odkurzam i nie myję okien. Może czasem zdarza mi się podlać kwiatki w swoim domu. Wiem, każdy kto będzie czytał ten wywiad będzie mi na pewno zazdrościł, że się tutaj tak chwalę. Ale taka jest prawda. Uważam, że każdy powinien mieć takie życie jakie tylko chce. I na pewno twierdzę też, że na starcie nie ma się co poddawać. Jeśli pukasz, w końcu ci kiedyś otworzą. Przy najmniej ja w to bardzo wierzę. Tak było ze mną, taka była moja historia. Ja też wysyłałam na początku swoje zdjęcia, bo jestem jeszcze młoda i miałam w dzieciństwie aparat razem z kamerą do nagrywania, do wielu agencji modelek. Dopiero po kilku miesiącach ktoś, ktokolwiek się odezwał. I zaoferował takie warunki, że dziś jestem sławną gwiazdą modelingu, która próbuje swoich sił też trochę ostatnio w aktorstwie. Dzisiaj dziękuję swojej sile wyższej, że spotkałam na swoim starcie takie osoby, które bardzo mi w tamtym czasie pomogły i które dobrze poprowadziły moją całą karierę.

- Kogo masz na myśli dokładnie? Kto ci najbardziej pomógł?

- Chciałabym z miejsca podziękować mojej agencji, z którą od początku jestem związana. Nazywa się "Yes for Fashion". Nazwa jej jest angielska, ale to właśnie Londyńczyk założył ją u nas w Polsce, w Warszawie. Miałam szczęście, że tam wysłałam swoje zgłoszenie, swoje zdjęcia, które robiła mi pamiętam ładnych parę lat temu siostra telefonem. Jak widać spodobałam się i po pewnym czasie, chociaż nie od razu się do mnie odezwali, że zapraszają mnie na wstępną rozmowę, na której zrobią mi zdjęcia ich profesjonalnym aparatem do sesji zdjęciowych oraz porozmawiają ze mną chwilę. Rozmowa jak się okazało potem trwała bardzo krótko. Zdjęcia, które wtedy mi zrobili bardzo spodobały się całemu Londyńskiemu szefowi i niemalże od razu, po paru dniach podpisałam z nimi umowę. I tak zaczęła się moja przygoda z modą, a dokładniej z byciem modelką. W ciągu tych kilku, no może dziesięciu lat, spotkałam na swojej drodze tak wiele osób, że teraz nie zdołałabym ich nawet wszystkich policzyć. Byli to różni ludzie - dziennikarze, fachowcy, modelki, projektanci, cały sztab stylistów i tak dalej i tak dalej. Wszyscy przyczynili się do tego, kim teraz jestem, jaką jestem sławną osobą, jak mam można powiedzieć, że życie usłane różami.

- No dobrze. To już wiemy, że masz wspaniałe życie, w którym każdy cię wyręcza. Ale powiedz szczerze, nie chciałabyś wieść zwykłego życia jeszcze młodej dziewczyny, bo z nastoletniego wieku już wyrosłaś? Nie chciałaś mieć jak to się mówi dzieciństwa? Co odebrał ci modeling w tak młodym wieku? Jak dobrze wiem, zaczęłaś swoją karierę przed obiektywem w wieku 17 lat. Byłaś młodziutka i kompletnie niedoświadczona jeszcze wtedy. Jak wspominasz tamte chwile? Jakich rad udzieliłabyś młodym dziewczynom, które startują dopiero w modelingu, czy jak zwał tak zwał?

- Po pierwsze jak już powtarzam lubię to co robię i podoba mi się to, gdzie obecnie jestem. Jak wiele osiągnęłam, jak daleko zaszłam. Jeśli chodzi o moje dzieciństwo, miałam szczęście, że koło mnie, na wsi, bo pochodzę ze wsi miałam wokół siebie koleżanki w podobnym wieku. Bawiłyśmy się często w chowanego czy inne dziecięce zabawy. Jako nastolatka, mając 17 lat oczywiście skończyłam szkołę, ale w trybie zaocznym. Nie miałam czasu w drugiej klasie liceum ślęczeć przy książkach, kiedy wracałam w pracy, czyli z pokazu mody często późno w nocy. Poza tym często podróżowałam, często także spędzałam noce w różnych hotelach. Przenocowałam w prawie wszystkich hotelach w naszej stolicy, znam każdą droższą restaurację, w której się stołowałam razem z różnymi postaciami, również z tobą Olu teraz tutaj i popijam sobie teraz przepyszną kawę z pianką z bitej śmietany - O proszę, nie trafiłam, że to bita śmietana - Pomyślałam sobie, słodko uśmiechając się do gwiazdy, panny Jason - Jeśli chodzi o to, co mogłabym poradzić młodym i niedoświadczonym modelkom, które dopiero co startują w zawodzie, ważne jest na pewno to, by trzymać się z dala od wszystkich osób, które chcą cię wpędzić w złe środowisko. Najlepiej mieć nad sobą opiekuna, który pomoże ci zrobić prawdziwą karierę, bez wpadania w nieodpowiednie towarzystwo.

- No dobrze. Chyba się rozgadałyśmy. A czas nas trochę nagli. W planie nasze spotkanie miało potrwać godzinkę. Chyba troszeczkę przekroczyłyśmy ten limit

- Tym lepiej. Będzie w końcu obszerniejszy później cały artykuł z moim wywiadem