Stres kobiecy - nowe spojrzenie - Georgia Witkin

-
Proszę czekać
WSTĘP

Minęło już dwadzieścia lat od chwili, gdy rozpoczęłam badania związane z przygotowaniem pierwszego wydania Stresu kobiecego. Była to pierwsza książka traktująca o tych stresach i ich objawach, które regularnie albo wręcz nieodłącznie towarzyszą kobietom. Miałam wówczas nadzieję, że będzie to jednocześnie ostatnia, wyczerpująca pozycja na ten temat. Wkroczyliśmy jednak w nowe tysiąclecie i nasze życie jeszcze bardziej wymyka się spod kontroli. W latach osiemdziesiątych chciałyśmy działać na wszystkich polach. W latach dziewięćdziesiątych odkryłyśmy, że już na nich działamy. Teraz zaś odkrywamy, że nie mamy innego wyjścia. W latach osiemdziesiątych walczyłyśmy o prawo większego wyboru. W latach dziewięćdziesiątych do naszych starych ról dodałyśmy nowe i poczucie możliwości wyboru przeminęło. Teraz musimy się uczyć na nowo, w jaki sposób przejąć kontrolę nad swoim życiem, a kiedy rezygnować z nadmiaru tej kontroli. Czy w tym dziesięcioleciu czeka nas mniej stresów? Nie liczmy na to.

Obecne wydanie, Stres kobiecy - nowe spojrzenie, podejmuje tematy związane ze starymi i nowymi stresami: kwestię płodności, macierzyństwa, powszechność przestępstw, funkcjonowanie zegara biologicznego, rozwody, rodziny patchworkowe, zespół napięcia przedmiesiączkowego, zespół jelita drażliwego, stres pourazowy. Mężczyzna w średnim wieku na kierowniczym stanowisku nie jest już w potocznej świadomości jedyną ofiarą stresu. Gospodynie domowe, dzieci, wdowy, nastolatki i kobiety pełniące kierownicze funkcje dołączyły do grona obciążonych stresem. Młoda kobieta z pokolenia dwudziestokilkulatków staje w obliczu problemów ekonomicznych, umawia się przez Internet na randki w epoce AIDS, podejmuje decyzję o zamążpójściu w dobie rozwodów. Kobiety około trzydziestki muszą się mierzyć z wyzwaniami swojej płodności albo niepłodności i pogodzić je z pracą zawodową - kiedy kontynuować karierę, a kiedy zrobić sobie przerwę na macierzyństwo. Kobiety po czterdziestce muszą zadecydować, co zrobić, gdy natrafią na "szklany sufit" - niewidzialną barierę blokującą im drogę awansu w pracy - albo jak na nowo ułożyć sobie życie po rozwodzie lub rozstaniu. Kobiety pięćdziesięcioletnie są rozdarte między swoimi nie do końca samodzielnymi dziećmi a wymagającymi opieki, starzejącymi się rodzicami. Kobiety w każdym wieku stają w obliczu bezprecedensowych przemian społecznych i zmian w życiu osobistym. Dziś, bardziej niż kiedykolwiek, potrzebujemy przewodnika, który pomoże nam poradzić sobie z tym wszystkim.

Proszę, znajdź czas, by przeczytać tę książkę, i skorzystaj z zawartych w niej rad. Sprawmy, by mogła to być ostatnia książka poświęcona stresowi kobiecemu, jakiej kiedykolwiek my, kobiety, będziemy potrzebować.

WPROWADZENIE

Całkowita wolność od stresu to śmierć.

Hans Selye

Nie jest prawdą, że lekceważymy stres. Jest dokładnie na odwrót. Słyszymy, że stres może być przyczyną zbyt wysokiego i zbyt niskiego ciśnienia krwi, przejadania się i utraty apetytu, zmęczenia i nadaktywności, przesadnego gadulstwa i zamknięcia w sobie, może przesądzać o blaskach i cieniach naszego życia. Ostrzega się nas, że z powodu stresu jesteśmy bardziej podatne na infekcje, depresję, nieszczęśliwe wypadki, wirusy, przeziębienia, atak serca, a nawet na nowotwory. Martwimy się wywoływanym przez stres efektem starzenia się, a potem gnębią nas negatywne skutki tego zamartwiania się. Jesteśmy świadome działania stresu i kierujemy ku niemu swoją uwagę. Wciąż jednak nie mamy wystarczającej wiedzy na temat stresu, jaki dotyka kobiety.

Nasza znajomość rzeczy jest niedostateczna, ponieważ wciąż koncentrujemy się głównie na mężczyźnie. Presja kierowniczego stanowiska, rozgrywki personalne w miejscu pracy, oczekiwania zawodowe, zachowania typu "A" i zachowania rywalizacyjne opisywane były przez ekspertów głównie w odniesieniu do mężczyzn. Od lat w artykułach prasowych, książkach, czasopismach, programach telewizyjnych i na wykładach omawiano kwestię poważnego wpływu stresu na mężczyznę - w szczególności na jego problemy z nadciśnieniem i z sercem. Czy zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że zarówno nadciśnienie, jak i choroby serca są obecnie także pierwszym zabójcą kobiet?

Kobiety żyją przecież w tym samym świecie co mężczyźni. My także grzęźniemy w korkach ulicznych, przeżywamy spory w pracy i rozczarowania w miłości. My także martwimy się o nasze rodziny, boimy się o to, co przyniesie przyszłość, i bywamy zaskakiwane przez teraźniejszość.

Kobiety w stresie popadają w depresję, cierpią na bezsenność, zamykają się w sobie, stają się poirytowane, zdziecinniałe, zalęknione, niespokojne i roztargnione - tak samo jak mężczyźni. Pod wpływem stresu kobieta może stracić zainteresowanie jedzeniem, seksem czy przyjacielskimi kontaktami - podobnie jak mężczyzna. Nasze ciśnienie krwi może się podwyższyć, tempo uderzeń serca podwoić, oddech stać się szybki i nieregularny, ręce oraz stopy zimne i spocone, w ustach może nam zaschnąć, a procesy trawienne mogą całkowicie ustać - wszystko tak jak u mężczyzny.

Ponadto kobiety doświadczają jeszcze innych stresów, właściwych tylko ich płci. Mężczyźni zasadniczo nie muszą się tłumaczyć pracodawcy ze swojego stanu cywilnego ani rodzinie ze swoich zachowań seksualnych. Mężczyźni nie miesiączkują, nie zachodzą w ciążę ani nie doświadczają menopauzy. Kobiety zmuszone są do nieustannego radzenia sobie ze sprzecznymi przekazami społecznymi: najczęściej oczekuje się od nas, że będziemy seksowne, ale nie prowokujące; będziemy miały dziecko, ale same zachowamy dziecinną naturę; nasze zachowania będą asertywne, ale nie agresywne; będziemy pracować, ale nie zaniedbamy domu. Zgodnie z raportem Roper Starch Worldwide Study z badania przeprowadzonego na grupie 30 tysięcy osób 20% kobiet (w stosunku do 15% mężczyzn) odczuwa ogromny stres, a największy wiąże się dla kobiet z "pełnoetatową" opieką nad dziećmi poniżej trzynastego roku życia.

Te specyficzne, wyłącznie kobiece stresy - zarówno psychiczne, jak i fizjologiczne - wywołują wiele objawów napięciowych, które są właściwe jedynie kobietom, i wiele takich, które znacznie częściej obserwuje się u kobiet niż u mężczyzn: począwszy od utraty miesiączki po obezwładniające lęki napadowe, od krótkotrwałych bólów głowy po zagrażającą życiu anoreksję. Co gorsza, gdy kobiety uskarżają się na te objawy napięcia i stresu, zwykliśmy je traktować nie tak poważnie jak mężczyzn. Podczas gdy mężczyzna z powodu podobnych dolegliwości poddawany jest rozmaitym badaniom i leczeniu, kobietom wielu lekarzy wciąż przepisuje jedynie środki uspokajające albo odprawia je słowami: "Idź do domu i spróbuj się zrelaksować. To tylko stres".

"Tylko stres". Słysząc ten zwrot, wciąż nie mogę opanować zdumienia. "Tylko stres" może wywoływać cukrzycę, nadciśnienie i zawał serca albo współodpowiadać za nie. "Tylko stres" bywa przyczyną lub katalizatorem depresji, lęków, bezsenności, nieszczęśliwych wypadków, alkoholizmu i narkomanii. "Tylko stres" może powodować stany przypominające otępienie, ociężałość umysłową, nadaktywność lub problemy z koordynacją ruchową. "Tylko stres" współodpowiada za wszystkie zaburzenia psychosomatyczne, nie wyłączając wrzodów żołądka, astmy i alergii. To "tylko stres" może doprowadzić do nagromadzenia psychicznych i fizjologicznych objawów, które pojawiają się u kobiet, a które nazywam zespołem stresu kobiecego.

Moja wiedza na ten temat nie wynika, jak moglibyście sobie wyobrazić, z rozpoznania własnych stresów i ich objawów. Podobnie jak moje pacjentki, byłam ofiarą nieświadomości istnienia i specyfiki kobiecego stresu. Pracowałam w pełnym wymiarze jako profesor college'u, psychoterapeutka, byłam matką i autorką podręczników, a na "pół etatu" działałam jako superwizor w klinice i jako konsultantka, wreszcie z kiepskim rezultatem pełniłam rolę gospodyni domowej i zupełnie nieudolnie księgowej.

Gdy angażowałam się w coś całkowicie, przytłaczały mnie stresy; gdy poświęcałam się jedynie w ograniczonym zakresie, dręczyło mnie poczucie winy. Podobnie jak większość pracujących matek, prześladowała mnie długa lista powinności. Powinnam być bardziej aktywna w PTA (Parents-Teachers Association - Stowarzyszenie Rodzice-Nauczyciele). Powinnam gotować albo w zimowe popołudnia bawić się z moją córką. Zamiast siedzieć z córką w kuchni, powinnam się zająć opracowywaniem tekstów lub wypełnianiem ksiąg rachunkowych. Tak jak większość kobiet, martwiłam się swoją figurą i strojami - zwłaszcza ich brakiem. Tak samo jak większość właścicieli domów, nękały mnie odkładane naprawy i bieżące awarie. Tak jak większość ludzi w średnim wieku, przerażał mnie szybki upływ czasu, któremu nie potrafiłam zaradzić.

Objawy stresu? Ależ oczywiście, miałam je. Bóle głowy, bóle w krzyżu, przedmiesiączkowa zmienność nastrojów, nietypowe alergie, dotkliwe zapalenie jelit i częściowa arytmia serca. "To tylko stres" - powiedział mój lekarz. "To tylko stres" - pocieszyłam się i pośpiesznie ruszyłam dalej swoją zwykłą drogą.

O ironio, moją pierwszą refleksję związaną ze stresem kobiecym zawdzięczam pewnemu mężczyźnie, który opowiedział mi o swojej córce. Właśnie zawarła związek małżeński, miała nowy dom, dziecko i objawy stresu w pełnym rozkwicie. Była bardzo nieszczęśliwa i z tego powodu miała poczucie winy. "Ja także czułbym się przytłoczony tymi zmianami i odpowiedzialnością - stwierdził mój rozmówca - ale ona myśli, że powinna podołać temu wszystkiemu i pewno jeszcze zająć się kilkoma innymi sprawami. Bardzo proszę, powiedz jej, jak psycholog, jak kobieta kobiecie, że w jej sytuacji odczuwanie stresu jest naturalne; że powinna zrozumieć samą siebie i pozwolić sobie pomóc bez poczucia winy i niestosowności. Nikt jej tego nie mówi!" "Oczywiście, porozmawiam z nią" - odpowiedziałam i zaczęłam rozmyślać o wielu stresach, które dotykają głównie kobiety.

Kolejny przebłysk mojej świadomości wiąże się ze zdarzeniem z następnego tygodnia. Prowadziłam warsztaty poświęcone radzeniu sobie ze stresem. Ponieważ sponsorem spotkań był tym razem szpital, a nie departament policji czy jakaś firma, wśród uczestników było więcej kobiet niż zazwyczaj. Byłam tą sytuacją zafascynowana. Stopniowo docierało do mnie, że obawy i troski tych kobiet różnią się od problemów, jakie mają mężczyźni. Kobiety wiele mówiły o stresach długotrwałych i przeważnie pozostających poza ich kontrolą - oba te czynniki decydują o tym, że stres może być niebezpieczny dla zdrowia psychicznego i fizycznego! Mówiły o niesprawiedliwej płacy i nierównym traktowaniu; o podwójnych obowiązkach: domowych i zawodowych. Zwierzały się z przykrości, które spotykają je w domu - czasami zamierzonych, ale znacznie częściej niezamierzonych. I dodawały: "Nikt nie traktuje moich stresów poważnie, dopóki choroba nie położy mnie do łóżka na tydzień!".

Zainteresowana kwestią "kobieta a stres", dokonałam analizy doświadczeń dziesięciu lat mojej praktyki terapeutycznej, zwracając uwagę na pacjentki. Jakie stresy kobiety mogłyby nazwać własnymi? Znalazłam wiele takich:

Stresy związane z fizjologią - kształtowanie się piersi, menstruacja, ciąża i menopauza.

Stresy, które mogą towarzyszyć zmianom w życiu - zamążpójście, macierzyństwo, życie w okresie boomu rozwodowego albo kryzysu ekonomicznego, przynależność do pokolenia czterdziestokilkulatków z epoki powojennego wyżu demograficznego w czasach kultury gloryfikującej piękno młodości, wdowieństwo czy wreszcie reorganizacja życia związana z opuszczeniem domu przez dorosłe dzieci i ich ewentualnym późniejszym powrotem.

Stresy psychiczne, często odczuwane przez żyjącą w pojedynkę kobietę, która czuje się samotna, przez gospodynię domową, która poddawana jest presji, by pozostawić dom i zająć się własnym rozwojem, przez zajmującą się karierą zawodową kobietę, która obawia się, że jeśli nie wróci do domu, może stracić rodzinę, i przez kobietę pracującą, która ma poczucie, że nigdy nie będzie w stanie odpowiedzieć na wszystkie e-maile, zapłacić kolejnych rachunków i odpocząć.

Ukryte stresy wywołujące dyskomfort, rozproszenie i poczucie pustki - różne przejawy wyrafinowanego seksizmu, praktykowanego zarówno przez mężczyzn, jak i przez inne kobiety, niepłodność, uciążliwe codzienne dojazdy do pracy, przestępczość, a nawet rozmowy z dwuletnim dzieckiem.

I wreszcie stresy związane z życiowymi kryzysami, które w większym stopniu spadają na barki kobiet - opieka nad chorymi albo umierającymi rodzicami, wychowywanie upośledzonego umysłowo lub fizycznie dziecka czy troska o to, by po rozwodzie własnym, rodziców lub dziecka życie dalej biegło swoją drogą.

Później przeprowadziłam badania wśród kobiet w całych Stanach Zjednoczonych i odkryłam jeszcze inne źródła ich stresu - powrót do domu syna lub córki z ich własnymi dziećmi, próby zajścia w ciążę po zbyt długim czasie odkładania macierzyństwa, radzenie sobie z przechodzeniem na emeryturę. Podobnie jak stresy wymieniane przez kobiety uczestniczące w prowadzonych przeze mnie warsztatach, stresy te działają w sposób długotrwały i nie poddają się bezpośredniej kontroli. Tak jak uczestniczki moich warsztatów, kobiety z badań cierpiały z powodu objawów stresu, lecz nikt nie traktował ich dolegliwości poważnie. Jak wynika z New Female Stress Survey 2000, nic się w tej sprawie nie zmieniło. Mężowie, lekarze, a nawet matki nadal często mówili: "Wyśpij się dobrze, a zobaczysz, że jutro poczujesz się lepiej". Gdy jednak poprawa nie następowała, kobiety szukały pomocy terapeutycznej i trafiały do mnie.

W porę uświadomiłam sobie, że najlepszym sposobem udzielenia im pomocy będzie zapewnienie, że ich problemy nie są jedynie wytworem wyobraźni, ale stanowią element ich codziennego życia; że objawy stresu nie są obecne jedynie w ich umyśle, ale są rzeczywistymi problemami. Taki właśnie jest cel tego, co robię w ramach mojej prywatnej praktyki, stałych felietonów ukazujących się w prasie, wykładów i programów telewizyjnych z moim udziałem; taki jest też cel obecnego wydania Stresu kobiecego - nowego spojrzenia. Całą swoją działalnością staram się udzielać tak potrzebnego nam wszystkim "przyzwolenia" na to, by traktować nasze stresy poważnie.

Gdy pisałam pierwszą wersję tej książki, chciałam pomóc jak największej liczbie kobiet zdobyć wiedzę na temat stresu kobiecego i odmiennych, w porównaniu z mężczyznami, sposobów jego oddziaływania na nasze życie - ze względu na naszą specyficzną biologię i inne uwarunkowania. To nowe wydanie, na nowe tysiąclecie, jest podręcznikiem kobiecych stresów: naszych własnych, naszych dzieci, partnerów i rodziców. Ma on nauczyć nas, jak pomagać sobie samym i tym, których kochamy. Mam nadzieję, że moja książka okaże się również pomocna dla tych mężczyzn, którzy, czy to ze względów zawodowych, czy osobistych, troszczą się o kobiety.

Wiedza na temat zespołu stresu kobiecego jest jednak dopiero połową sukcesu na drodze ku zdrowszemu życiu. Na nieszczęście wiele z nas zostaje ekspertami w rozpoznawaniu i opisywaniu gnębiących nas napięć i objawów stresu, ale nie zdobywa się na nic więcej. Wciąż na nowo popadamy w te same stresujące sytuacje. Uświadamiamy sobie, że przez wszystko to już przechodziłyśmy, ale nie potrafimy zmienić swoich reakcji, bez względu na to, jak bardzo są one dla nas przykre. Musimy zatem wykonać kolejny krok w kierunku praktycznej umiejętności radzenia sobie ze stresem. Aby zmniejszyć stres i osiągnąć nad nim pewną kontrolę, nie tylko musimy znać i rozpoznawać nasze problemy, musimy także zrozumieć ich przyczyny i nauczyć się, jak sobie z nimi radzić. Mam nadzieję, że ta książka pomoże wam żyć z nieodłącznymi kobiecymi stresami tak, by to nie one panowały nad wami, ale wy nad nimi. Pokonanie ich i powodzenie w życiu to nasze cele. Wiedza to potęga, a zatem... czytajmy!

Ciąg dalszy w wersji pełnej

PODZIĘKOWANIA

To coś więcej niż podziękowania. To specjalna dedykacja dla wymienionych poniżej wyjątkowych dla mnie osób, których wsparciu zawdzięczam zmniejszenie moich własnych stresów.

Dla Esther Margolis, za dwadzieścia lat zaangażowania w moją pracę i zachęcania do realizacji planów. To ona wypromowała moje książki poświęcone stresowi kobiecemu, a jej nieustanne wsparcie oznacza, że jest kimś więcej niż tylko wydawcą. Jest moją mentorką i przyjaciółką.

Dla Joan Lippert, za jej wytrwałość w zbieraniu danych, uaktualnianiu ich i podsuwaniu nowych; za przyjazne słowa i stałe zainteresowanie.

Dla Harry'ego Burtona, oddanego dyrektora reklamy i marketingu Newmarket, za gotowość do pracy w dzień i noc; dla Grace Farrell za uważne redaktorskie oko i wielką dbałość o jakość tekstu; dla Johna Jusino za jego fachowe rady i cierpliwość.

Dla Dany Blanton, menedżerki Public Opinion Research w Fox News Channel, za wyjątkowe badania opinii publicznej i rady dotyczące tej książki.

Dla doktora Gary'ego Rosenberga, prorektora Mt. Sinai-NYU Health, za stałe wsparcie, zdrowy rozsądek i niebywałą mądrość.

Dla wszystkich moich kolegów i koleżanek, współpracowników z Mt. Sinai School of Medicine w Nowym Jorku, którzy tak wspaniałomyślnie dzielili się wynikami swoich badań, pomysłami, czasem i doświadczeniem ze mną, a zatem i z Tobą, Drogi Czytelniku: dr. Richarda Berkowitza, kierownika Kliniki Położnictwa, Ginekologii i Wspomaganego Rozrodu; dr. Kennetha Davisa, kierownika Kliniki Psychiatrii; dr. Alana Coppermana, kierownika Oddziału Endokrynologii Rozrodu; dr. Tanmoya Mukherjee, dr. Natana Bar-Chamy, dr. Nathana Kase'a, dr. Josego Mellera, dr. Raula Schiaviego, moich asystentek: Deserie Osborne, Mary Janosik i Mindy Prenner.

Dla wszystkich gwiazd Fox News Channel, zarówno tych, które stają przed kamerami, jak i tych, które działają z dala od nich, za ich zaufanie i przyjaźń, dodawanie otuchy i doping: Rogera Ailesa, dyrektora zarządzającego Fox News Channel; Cheta Colliera, wiceprezesa Fox News; Amy Sohnen, Petera Henkena, Susan Wertheim, Erin Rider, Lisy Magalnick, Marii Donovan, Patricka McLaughlina, Arial Lawrence, E.D. Donahey, Briana Kilmeade'a, Steve'a Doocy'ego, Kristy Maytoli, Lindy Giambone i Danielli Zivkovic.

Dla moich drogich przyjaciół i rodziny: dr. Jorgego Coco Radovica, Travisa Pauleya, dr. Roya Witkina, Laurie Witkin, Jenny, Joshui, Nicole, Scotta i Nikki Witkin, Miltona i Carol Fisher, Roberta Salzmana, Mary Turko, dr. Gordona Balla, dr. Josepha Hankina, Joanne i Roya Benjaminów oraz Marcy Posner.

Dla mojej życiowej grupy wsparcia: dr Constance Freeman, Roberty Gallagher, dr Carol Hankin, sędziego Miltona Mollena i Larry'ego Kramera.

Dla mojej ukochanej matki i mentorki, dr Mildred Hope Witkin Radovic, za to, że nauczyła mnie, jak sobie radzić w życiu, oraz dla mojej fantastycznej córki, Kimberly Hope Pauley, za to, że dała mi poznać sekrety życia.

Wszyscy jesteście moją miłością, na zawsze!