WSTĘP
Współczesny świat jest interaktywny i współzależny. To również - po raz pierwszy - świat, w którym problemy ludzkiego przetrwania zaczęły usuwać w cień konflikty między narodowe o bardziej tradycyjnym charakterze. Niestety największe mocarstwa wciąż jeszcze nie podjęły opartych na globalnej współpracy działań w odpowiedzi na nowe, coraz poważniejsze wyzwania. Pojawiają się one na drodze do osiągnięcia przez ludzkość dobrostanu pojmowanego w kategoriach środowiskowych, klimatycznych, socjoekonomicznych, żywieniowych czy demograficznych. Z kolei bez minimum stabilności geopolitycznej każda próba osiągnięcia wymaganego poziomu owej globalnej współpracy zagrożona jest niepowodzeniem.
W gruncie rzeczy zmieniający się rozkład sił na świecie oraz nowo obserwowany fenomen masowego przebudzenia politycznego wzmagają, każdy na swój sposób, niestabilność współczesnych stosunków międzynarodowych. Coraz większy wpływ Chin oraz konkurencja między wschodzącymi potęgami - na przykład Rosją, Indiami czy Brazylią - w sferze bogactw naturalnych, bezpieczeństwa i gospodarki powodują wzrost prawdopodobieństwa błędnej oceny sytuacji i wystąpienia konfliktów. Odpowiednio do tych okoliczności Stany Zjednoczone muszą podjąć próbę ukształtowania szerszego geopolitycznego fundamentu umożliwiającego konstruktywną współpracę na arenie globalnej z uwzględnieniem rosnących aspiracji coraz bardziej niespokojnej ludności świata.
Dlatego niniejsza książka stawia sobie za cel odpowiedź na cztery podstawowe pytania:
1. Jakie są konsekwencje przemieszczania się sił na świecie z Zachodu na Wschód oraz jaki wpływ ma na to fenomen politycznego przebudzenia ludzkości?
2. Dlaczego zmniejsza się globalna atrakcyjność Stanów Zjednoczonych, jakie są symptomy ich wewnętrznego i między narodowego osłabienia, jak to się stało, że USA zmarnowały niepowtarzalną globalną szansę, którą dało im pokojowe zakończenie zimnej wojny; a z drugiej strony, jakie możliwości odzyskania siły stoją przed nimi i jakiego rodzaju korekty celów geopolitycznych musiałyby dokonać, by na nowo zdefiniować swoją rolę na świecie?
3. Jakie następstwa geopolityczne pociągnęłaby za sobą ewentualna utrata przez USA ich przodującej roli w świecie, kto niemal natychmiast stałby się geopolityczną ofiarą tego rodzaju osłabienia, jakie byłyby jego implikacje dla wyzwań stojących przed światem XXI wieku oraz czy Chiny mogłyby do 2025 roku przejąć od Stanów Zjednoczonych ich centralną rolę w stosunkach międzynarodowych?
4. W perspektywie sięgającej poza 2025 rok - jak odradzające się Stany Zjednoczone powinny określić swoje długoterminowe cele geopolityczne, w jaki sposób mogłyby, wraz ze swoimi tradycyjnymi europejskimi sprzymierzeńcami, zbliżyć się do Turcji i Rosji, by stworzyć szerszą i bardziej żywotną sferę Zachodu; a jednocześnie jak USA mogłyby osiągnąć na Wschodzie równowagę pomiędzy potrzebą bliskiej współpracy z Chinami a tym, że chcąc odgrywać w Azji konstruktywną rolę, powinny nie tylko skupiać się na Chinach, ale i unikać niebezpiecznego zaangażowania w konflikty w Azji?
W odpowiedzi na te pytania w niniejszej książce przedstawiono argumenty na rzecz tego, że rola Stanów Zjednoczonych na naszym globie będzie przez wiele nadchodzących lat zasadnicza. Zmiany w rozkładzie sił na świecie oraz narastające globalne konflikty sprawiają, że tym bardziej istotne jest, aby Stany Zjednoczone nie wycofały się na pozycje ignoranckiej mentalności państwa garnizonowego ani nie pławiły się w zadufanym w sobie kulturowym hedonizmie. W przypadku takiego postępowania geopolityczne perspektywy zmieniającego się świata, w którym środek ciężkości przesuwa się z Zachodu na Wschód, zaczną wyglądać coraz groźniej. Świat potrzebuje Stanów Zjednoczonych, które byłyby żywotne ekonomicznie, dysponowały atrakcyjnymi rozwiązaniami socjalnymi, odpowiedzialnie zarządzały swoją potęgą, dysponowały jasną i przemyślaną strategią oraz cieszyły się szacunkiem na arenie międzynarodowej, a także z pełną świadomością uwarunkowań historycznych angażowały się w globalne kontakty z nowym Wschodem.
Jakie jest prawdopodobieństwo, że USA osiągną taką pozycję? Obecnie panuje intelektualna moda na poglądy mówiące o dziejowej konieczności ich upadku. Tego rodzaju okresowy pesymizm nie jest wszakże niczym nowym ani nie stanowi samo spełniającej się przepowiedni, ponieważ nawet powszechna od zakończenia II wojny światowej wiara, że XX wiek był "wiekiem Stanów Zjednoczonych", nie wykluczała pojawiającego się od czasu do czasu lęku o ich dalszą przyszłość.
Kiedy w czasach prezydentury Eisenhowera Związek Radziecki wystrzelił na orbitę Sputnik 1 - pierwszego sztucznego satelitę Ziemi, Amerykanie zaczęli niepokoić się o swoje perspektywy zarówno w dziedzinie pokojowego współzawodnictwa, jak i na polu wojny strategicznej. Potem zaś, kiedy za rządów Nixona Stanom Zjednoczonym nie udało się odnieść decydującego zwycięstwa w Wietnamie, liderzy ZSRR z dużą pewnością siebie przepowiadali upadek USA, a pesymistycznie nastawieni do przyszłości amerykańscy decydenci usiłowali uzyskać obietnicę odprężenia w zamian za utrzymanie status quo w podzielonej Europie. Ameryka okazała się jednak bardziej odporna, a system radziecki ostatecznie się załamał.
Do 1991 roku, po rozpadzie bloku wschodniego i samego Związku Radzieckiego, Stany Zjednoczone umocniły swoją pozycję, stając się jedynym globalnym supermocarstwem. W tamtym czasie wydawało się, że nic nie stanie na przeszkodzie temu, by nie tylko wiek XX, ale i XXI były stuleciami USA. Zarówno prezydent Bill Clinton, jak i prezydent George W. Bush twierdzili tak z dużą pewnością siebie. W kręgach akademickich tym deklaracjom odpowiadały śmiałe prognozy mówiące, że koniec zimnej wojny stanowi zarazem "koniec historii" - przynajmniej jeśli chodzi o doktrynalne debaty dotyczące relatywnej przewagi jednego z rywalizujących ze sobą systemów społecznych nad drugim. Ogłoszono nie tylko decydujące, ale i ostateczne zwycięstwo liberalnej demokracji. W związku z tym, że liberalna demokracja rozkwitła najpierw na Zachodzie, przyjmowano, że od tej pory to właśnie on stanowić będzie punkt odniesienia dla reszty świata.
Ten huraoptymizm nie trwał jednak długo. Kultura samozadowolenia i deregulacji, która doszła do głosu za czasów Clintona i trwała dalej za prezydentury George'a W. Busha, doprowadziła do pęknięcia giełdowej bańki na przełomie wieków oraz do finansowego krachu na wielką skalę w niecałe dziesięć lat później. Kosztowny unilateralizm prezydentury młodego Busha doprowadził do trwającej dekadę wojny na Bliskim Wschodzie i klęski amerykańskiej polityki zagranicznej. Finansowa katastrofa roku 2008 pociągnęła za sobą fatalny w skutkach kryzys ekonomiczny, który sprawił, iż Stany Zjednoczone oraz większość Zachodu przyznały, że ich system jest bezradny wobec nieokiełznanej chciwości. Ponadto panująca w Chinach i innych państwach Azji dziwaczna mieszanina ekonomicznego liberalizmu i państwowego kapitalizmu charakteryzowała się nie oczekiwanymi zdolnościami do zapewnienia wzrostu ekonomicznego i wysokiego poziomu innowacyjności technologicznej. To z kolei wywołało nową falę lęku o przyszłość pozycji USA jako przodującej globalnej potęgi.
W istocie pomiędzy Związkiem Radzieckim w latach poprzedzających jego upadek a Stanami Zjednoczonymi początku XXI wieku da się zauważyć wiele niepokojących podobieństw. ZSRR, którego coraz bardziej skostniały system rządowy uniemożliwiał podjęcie poważnych kroków w kierunku zmiany strategii politycznej, w końcu sam doprowadził się do bankructwa, przeznaczając nadmierny odsetek swojego PNB na ciągnący się od dziesięcioleci wyścig zbrojeń ze Stanami Zjednoczonymi. Jego sytuację pogorszył jeszcze dodatkowy wysiłek związany z trwającą niemal dekadę próbą opanowania Afganistanu. Nie powinno zatem dziwić, że Związek Radziecki nie mógł sobie pozwolić na dotrzymanie kroku Ameryce w sektorze najnowszych technologii i w rezultacie pozostawał coraz bardziej w tyle. Jego gospodarka uległa poważnemu rozchwianiu, a jakość życia społeczeństwa pogarszała się w stosunku do Zachodu. Rządzącą klasę komunistyczną cechował cynizm i nieczułość na powiększające się nierówności społeczne; jednocześnie z całą hipokryzją ukrywała ona swój tryb życia oparty na specjalnych przywilejach. Wreszcie zwiększała się izolacja kraju na arenie międzynarodowej, czemu towarzyszyło narastanie niekorzystnej z punktu widzenia geopolitycznego wrogości między Związkiem Radzieckim a jego najważniejszym azjatyckim sprzymierzeńcem - komunistycznymi Chinami.
Powyższe zestawienie, nawet jeśli przerysowane, wskazuje na konieczność odnowy Ameryki oraz tego, by kierowała się ona wszechstronną i długofalową wizją geopolityczną adekwatną do wyzwań, jakie niesie ze sobą zmieniający się kontekst historyczny. Tylko dynamiczna, postępująca zgodnie z przemyślaną strategią Ameryka może wraz z jednoczącą się Europą wspólnie działać na rzecz większego i bardziej żywotnego Zachodu, zdolnego do odgrywania w sposób odpowiedzialny roli partnera dla rosnącego w siłę i coraz bardziej pewnego siebie Wschodu. W przeciwnym razie niewykluczone, że geopolitycznie podzielony i skupiony na sobie Zachód pogrąży się w historycznym upadku, który upodobni go do upokorzonych i bezsilnych dziewiętnastowiecznych Chin. Na Wschodzie zaś pojawi się pokusa powtórzenia katastrofalnej w skutkach próby sił między państwami dwudziestowiecznej Europy.
Najkrócej rzecz ujmując, kryzys globalnej potęgi stanowi skutek kumulacji następujących procesów: dynamicznego przemieszczania się środka ciężkości świata z zachodu na wschód, postępującego w coraz szybszym tempie politycznego przebudzenia ludzkości oraz niedostatecznie sprawnego funkcjonowania Stanów Zjednoczonych od momentu, gdy w roku 1990 stały się jedynym supermocarstwem na świecie. Powyższe procesy mogą na dłuższą metę doprowadzić do sytuacji, w której pod znakiem zapytania stanie przetrwanie niektórych zagrożonych państw, bezpieczeństwo globalnych dóbr wspólnych, a szerzej - stabilność świata. Celem niniejszej książki jest nakreślenie strategicznej wizji sięgającej poza rok 2025.
Zbigniew Brzeziński
Marzec, 2011
CZĘŚĆ I. GASNĄCY ZACHÓD
W dłuższej perspektywie polityka globalna stanie się nie do pogodzenia z koncentracją hegemonicznej potęgi w rękach pojedynczego państwa. Z tego powodu Ameryka jest nie tylko pierwszym i jedynym globalnym supermocarstwem, ale zapewne również ostatnim. (...)
Prawdopodobnie dojdzie również do rozproszenia siły ekonomicznej. W nadchodzących latach żadne pojedyncze mocarstwo nie ma wielkich szans na osiągnięcie poziomu około 30% światowego PKB, który USA utrzymywały przez większość mijającego wieku, nie mówiąc już o poziomie 50%, który osiągnęły w 1945 roku.
Z zakończenia Wielkiej szachownicy tego samego autora, 1997
Mająca za sobą długie dzieje polityczna dominacja Zachodu nad resztą globu słabnie od kilku dekad. Przez krótką chwilę w latach dziewięćdziesiątych wydawało się wszakże, że Za-chód, pomimo dwóch podjętych przez Europę w pierwszej połowie XX wieku prób popełnienia zbiorowego samobójstwa, potrafi zdobyć się na historyczny comeback. Pokojowe za-kończenie zimnej wojny, którego kulminację stanowił rozpad Związku Radzieckiego, zwiastowało szybkie osiągnięcie przez Stany Zjednoczone pozycji pierwszego prawdziwego supermocarstwa na świecie. Owo mocarstwo, dominujące na arenie międzynarodowej, wraz ze swoją partnerką, zmotywowaną politycznie i dynamiczną pod względem ekonomicznym Unią Europejską, okazało się zdolne nie tylko do odbudowy światowej przewagi Zachodu, ale i do przejęcia konstruktywnej roli w skali globalnej.
Dwadzieścia lat później niewielu spodziewa się, że Unia Europejska w najbliższym czasie osiągnie rangę politycznie istotnego globalnego gracza, a przodująca rola Stanów Zjednoczonych wydaje się niepewna. Wraz z utratą przez Zachód zdolności wspólnych działań, pod znakiem zapytania staje przetrwanie jego długotrwałego dziedzictwa politycznego. Jakiś czas temu, choć trwało to krótko, rzeczywiście wydawało się, że rozszerzenie demokracji na cały świat, międzynarodowy pokój, a w dalszej przyszłości nawet zadowalający ład społeczny będą trwałym darem Zachodu dla ludzkości. Ale zasadnicze zmiany w rozkładzie sił na świecie oraz wpływ nowego zjawiska, jakim stało się globalne przebudzenie polityczne, na sprawowanie władzy wraz z negatywnymi następstwami niedawnej polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych, a także rosnąca niepewność co do żywotności systemu amerykańskiego pospołu podały w wątpliwość również tę bardziej optymistyczną część dziedzictwa Zachodu.
1. Powstanie globalnej potęgi
Samo pojęcie mocarstwa dominującego w skali światowej stanowi historyczne novum. Przez tysiąclecia ludzie żyli w odizolowanych od siebie wspólnotach, nieświadomi istnienia dalszych sąsiadów. Migracjom oraz sporadycznym konfliktom z obcymi towarzyszyła zupełna nieznajomość świata jako całości. Dopiero w ciągu ostatnich mniej więcej 800 lat niejasna z początku wiedza o istnieniu odległych "innych" przeniknęła do ludzkiej świadomości, najpierw dzięki wyprawom w nieznane regiony i sporządzaniu ich map, później w wyniku kolonizacji i masowych migracji. Owa wiedza doprowadziła na koniec do rywalizacji między imperiami, do dwóch wyniszczających wojen o dominację nad światem, a wreszcie do tzw. zimnej wojny, czyli globalnej konfrontacji systemów społecznopolitycznych. W ostatnich czasach eksploracja kosmosu radykalnie zmieniła ocenę relatywnej "małości" naszej planety, a jej fotografie wykonane nocą z przestrzeni międzyplanetarnej ukazały jaskrawy kontrast pomiędzy oświetlonymi obszarami zurbanizowanymi - zwłaszcza w rejonach, które zazwyczaj określa się jako Zachód - a zaciemnionymi obszarami reszty świata, mniej zaawansowanymi technologicznie, lecz coraz gęściej zaludnionymi.
Mapa 1.1. Ziemia w nocy (fotografia wykonana z satelity).
Państwa położone na zachodnioeuropejskich brzegach północnej części Oceanu Atlantyckiego jako pierwsze świadomie i energicznie ruszyły na podbój reszty świata. Powodowała nimi silnie oddziałująca na wyobraźnię mieszanka kilku czynników: rozwiniętej technologii morskiej, prozelickiej pasji w głoszeniu swojej wiary, wizji władców i chęci zyskania osobistej chwały, a także zwyczajnej chciwości. Częściowo dzięki przewadze na starcie przez niemal pół tysiąclecia kontrolowały one terytoria bardzo oddalone od swoich kontynentalnych metropolii. Geograficzny zasięg Zachodu rozszerzył się - najpierw dzięki podbojom, następnie dzięki osadnictwu - od atlantyckich brzegów Europy na półkulę zachodnią. Portugalia i Hiszpania podbiły i skolonizowały Amerykę Południową, a Wielka Brytania i Francja uczyniły to samo w Ameryce Północnej. Po ostatecznym uniezależnieniu się obu Ameryk od Europy i wybiciu się przez nie na niepodległość nastąpiła masowa emigracja Europejczyków na półkulę zachodnią. Tymczasem zachodnioeuropejskie państwa nadmorskie dotarły również na Ocean Indyjski i Ocean Spokojny, ustanawiając swoje panowanie nad terenami dzisiejszych Indii i Indonezji, narzucając swój wpływ w części Chin, rozdzielając między siebie prawie całą Afrykę i Bliski Wschód oraz zajmując wyspy na Pacyfiku, Oceanie Indyjskim, a także na Morzu Karaibskim.
Od XVI do połowy XX wieku to połączenie wpływów kulturowego i politycznego zapewniło europejskim państwom północnoatlantyckim polityczną dominację na terenach rozrzuconych po całej kuli ziemskiej (pod tym względem ich dominia imperialne różniły się fundamentalnie od znacznie wcześniejszych, zasadniczo odizolowanych i obejmujących zwarte obszary imperiów regionalnych, takich jak imperia Rzymian, Persów, Mogołów, Mongołów, Chińczyków czy Inków, z których każde uważało się za centrum świata, jakkolwiek posiadało jedynie niewielką wiedzę geograficzną na temat świata zewnętrznego). Carska Rosja między XVII a XIX wiekiem znacznie poszerzyła swój obszar lądowy, ale podobnie jak poprzednie imperia zajmowała jedynie terytoria ze sobą sąsiadujące, z wyjątkiem posiadanej krótko Alaski. Podobnie rzecz się miała z rozrostem imperium osmańskiego na Bliskim Wschodzie i w Europie Południowo-Wschodniej.
Kiedy jednak leżące nad Atlantykiem europejskie potęgi morskie rozciągały swoje panowanie nad światem, przedłużające się konflikty między nimi osłabiły ich geopolityczną pozycję w stosunku do umacniających się mocarstw leżących wewnątrz kontynentu europejskiego oraz w Ameryce Północnej. Do XVIII wieku konkurencja między nimi ograniczyła liczbę rywali o zamorskie panowanie do zasadniczo dwóch: Wielkiej Brytanii i Francji. Materialne i strategiczne koszty przedłużających się wojen w Niderlandach oraz w prowincjach niemieckich w XVI i XVII wieku osłabiły mocarstwa iberyjskie, znaczenie zaś Holandii zaczęło maleć pod koniec XVII wieku z powodu rosnących wpływów Wielkiej Brytanii na morzu oraz silnej Francji, z którą kraj graniczył na lądzie.
Sytuacja wyklarowała się w połowie XVIII wieku - Wielka Brytania i Francja pozostały jedynymi konkurentami w walce o imperialną dominację. Ich transoceaniczne współzawodnictwo o zdobycze kolonialne przerodziło się w XIX wieku w rywalizację o przewagę w samej Europie, a następnie w XX wieku ustąpiło przymierzu skierowanemu przeciwko rosnącemu w siłę europejskiemu mocarstwu, które nieprzypadkowo również przyłączyło się do walki o kolonie - Niemcom. Rezultatem tego były dwie wojny światowe, z których Europa wyszła zdewastowana, podzielona i dotknięta demoralizacją. W rzeczy samej po roku 1945 rozległa eurazjatycka potęga lądowa, Związek Radziecki, triumfalnie usadowiła się w geograficznym centrum Europy i wydawała się gotowa - podobnie jak 700 lat wcześniej imperium mongolskie - sięgnąć jeszcze dalej na zachód.
Obszar imperiów w czasie największej świetności
1. Imperium brytyjskie (1920)
34 000 000 km?
2. Imperium mongolskie (1309)
24 000 000 km?
3. Imperium rosyjskie (1905)
23 700 000 km?
4. Drugie francuskie imperium kolonialne (1920)
15 000 000 km?
5. Mandżurowie (dynastia Qing) - Chiny (1800)
15 000 000 km?
6. Imperium hiszpańskie (1800)
14 000 000 km?
7. Kalifat Umajjadów (720)
11 000 000 km?
8. Chiny dynastii Yuan (1320)
11 000 000 km?
9. Kalifat Abbasydów (750)
11 000 000 km?
10. Imperium portugalskie (1815)
10 400 000 km?
11. Imperium Achemenidów, Persja (480 p.n.e.)
8 000 000 km?
12. Imperium rzymskie (117)
6 500 000 km?
Tymczasem leżące po drugiej stronie północnego Atlantyku Stany Zjednoczone wykorzystały wiek XIX na rozwijanie swoich możliwości przemysłowych i militarnych dzięki przyjęciu trafnej strategii geograficznego izolowania się od niszczycielskiej rywalizacji kontynentalnej i imperialnej w Europie. Ich interwencje podczas obu wojen światowych w pierwszej połowie XX wieku odegrały decydującą rolę w niedopuszczeniu do uzyskania przez Niemcy przewagi na kontynencie. Jednocześnie dzięki swojemu położeniu Stany Zjednoczone były zabezpieczone przed bezprecedensowymi zniszczeniami i masakrami, do których doprowadziły wspomniane konflikty. Co więcej, godna pozazdroszczenia sytuacja ekonomiczna i geopolityczna Ameryki pod koniec II wojny światowej wyniosła to mocarstwo do bezprecedensowej rangi prymatu w skali globalnej. Sytuacja atlantyckiego Zachodu w czasie zimnej wojny wyglądała w związku z tym zupełnie odmiennie niż wcześniej - pozostawał on zależny od Stanów Zjednoczonych, które zajmowały w jego obrębie pozycję dominującą.
Ameryka i niepodległe państwa Europy Zachodniej - zespolone wspólnym celem powstrzymania Rosji radzieckiej oraz podobnymi systemami politycznymi i ekonomicznymi, a, co za tym idzie, także orientacją ideologiczną - stały się geopolitycznym trzonem nowo nakreślonego świata atlantyckiego, zajętego obroną własnego istnienia w obliczu zagrożeń ze strony transeurazjatyckiego "bloku" sowiecko-chińskiego. Owo zespolenie zostało zinstytucjonalizowane na obszarze bezpieczeństwa poprzez utworzenie transoceanicznego NATO. Z kolei Europa Zachodnia, próbując przyspieszyć własną odbudowę po wojnie, zjednoczyła się ekonomicznie dzięki zawiązaniu Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, która później przekształciła się w Unię Europejską. Lękająca się wciąż radzieckiej potęgi Europa Zachodnia stała się jednak niemal formalnie protektoratem Stanów Zjednoczonych, nieformalnie zaś ich ekonomiczno-finansową strefą wpływów.
Mapa 1.2. Członkowie NATO w 2010 roku
W ciągu około czterech dekad tenże atlantycki Zachód, nastawiony początkowo na defensywę, stał się nagle Zachodem dominującym w skali globalnej. Rozpad Związku Radzieckiego w 1991 roku, poprzedzony rozkładem bloku sowieckiego w Europie Wschodniej, został spowodowany przez wiele czynników, takich jak społeczne zmęczenie, nieudolność polityczna, ideologiczne i ekonomiczne wady marksizmu oraz skuteczna polityka zagraniczna państw Zachodu, skupiona na militarnym powstrzymywaniu szerzenia się komunizmu oraz pokojowym wpływie ideologicznym. Bezpośrednie następstwo upadku ZSRR stanowił kres trwającego pół wieku podziału Europy. W skali globalnej oznaczało to również wzrost znaczenia Unii Europejskiej jako prężnej, poważnej i samodzielnej instytucji finansowej oraz ekonomicznej (a potencjalnie również militarno-politycznej). W sytuacji zatem gdy jednocząca się Europa pozostawała geopolitycznie powiązana ze Stanami Zjednoczonymi - w tamtym czasie jedyną światową superpotęgą militarną oraz najbardziej innowacyjną i najbogatszą gospodarką w skali globu - atlantycki Zachód u progu XXI wieku wydawał się gotów na kolejną erę dominacji.
Finansowe i ekonomiczne zręby tego rodzaju ogólnoświatowej supremacji już istniały. Nawet w czasie zimnej wojny atlantycki Zachód, dzięki systemowi kapitalistycznemu i niezwykłej dynamice gospodarki amerykańskiej, miał wyraźną finansową i ekonomiczną przewagę nad swoim geopolitycznym i ideologicznym przeciwnikiem, Związkiem Radzieckim. W rezultacie, pomimo poważnych zagrożeń militarnych, mocarstwa atlantyckie zdołały zinstytucjonalizować swoją przodującą pozycję w sprawach ogólnoświatowych za sprawą wyłaniającej się stopniowo sieci współpracujących organizacji międzynarodowych - od Banku Światowego, poprzez MFW, po samą ONZ. Wydawało się, że skonsolidowały tym sposobem globalne ramy dla swojego trwałego prymatu.
W tym samym czasie rosła również ideologiczna atrakcyjność Zachodu. W Europie Środkowej i Wschodniej zdołał on wypromować swoją wizję praw człowieka i wolności politycznej, spychając tym samym Związek Radziecki do ideologicznej defensywy. Gdy nadszedł kres zimnej wojny, Stany Zjednoczone i świat Zachodu były generalnie kojarzone z wysoko cenionymi i pociągającymi zasadami ludzkiej godności, wolności i dobrobytu.
Pomimo że Zachód wydawał się potężniejszy niż kiedykolwiek wcześniej, w bezpośrednim następstwie II wojny światowej geograficzny obszar jego wpływów tak naprawdę się zmniejszył. Zachodnie potęgi wyszły z dwóch wojen światowych poważnie osłabione, Stany Zjednoczone zaś, które - o czym już wspomniano - uzyskały w ich następstwie dominującą pozycję, odrzucały imperialne dziedzictwo swoich europejskich sprzymierzeńców. Prezydent Roosevelt nie krył przekonania, że zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w wyzwolenie Europy podczas II wojny światowej nie przewidywało odbudowy kolonialnych imperiów Wielkiej Brytanii, Francji, Holandii, Belgii czy Portugalii.
Pryncypialny sprzeciw Roosevelta wobec kolonializmu nie powstrzymał go wszakże od prowadzenia agresywnej polityki nastawionej na wypracowanie przez Amerykę korzystnej pozycji w kluczowych, bogatych w ropę naftową krajach Bliskiego Wschodu. Prezydent wyraził to, nie bawiąc się w subtelności, kiedy w 1943 roku w rozmowie z brytyjskim ambasadorem w Stanach Zjednoczonych, lordem Halifaksem, wskazując na mapę Bliskiego Wschodu, powiedział: "Perska ropa należy do was. Dzielimy się ropą w Iraku i Kuwejcie. Jeśli chodzi o ropę z Arabii Saudyjskiej, jest nasza"1. Tak wyglądał początek zaangażowania USA w tym regionie, które miało wkrótce przynieść przykre rezultaty.
Kres europejskich imperiów spowodowany był w jeszcze większej mierze narastającymi niepokojami w podległych im krajach kolonialnych. Dominującym hasłem stało się tam wyzwolenie narodowe, a radzieckie wsparcie ideologiczne, czasem zaś i militarne, sprawiało, że utrzymanie władzy siłą stawało się coraz bardziej kosztowne. Przemiany polityczne oznaczały nieunikniony rozpad starych imperiów kolonialnych europocentrycznego Zachodu. Brytyjczycy mądrze - zanim zostali do tego zmuszeni siłą - wycofali się z Indii, a następnie z Bliskiego Wschodu (choć zostawili po sobie wrogość etniczną i religijną, która doprowadziła do ogromnej tragedii ludzkiej w Indiach oraz trudnego do rozwiązania konfliktu izraelsko-palestyńskiego, stanowiącego dla Zachodu nieustający problem na Bliskim Wschodzie). Następnie, pod wpływem USA, na wpół dobrowolnie zrezygnowali z kolonii w Afryce. Holendrzy postanowili pozostać i walczyć w Indiach Wschodnich (obecnej Indonezji) - i ostatecznie przegrali. Podobny był los Francuzów podczas dwóch krwawych wojen kolonialnych: najpierw w Wietnamie, potem w Algierii. Portugalczycy pod naciskiem wycofali się z Mozambiku i Angoli. W ten sposób geograficzny zasięg Zachodu zmalał, jakkolwiek umacniał się wciąż jego prymat geopolityczny i ekonomiczny, przede wszystkim dzięki wzrostowi kulturalnego, ekonomicznego i politycznego znaczenia Ameryki.
W tym samym czasie miało również miejsce bardziej podstawowe przesunięcie w globalnym rozkładzie władzy politycznej i ekonomicznej. Ostatecznie doprowadziło ono do powstania w systemie międzynarodowym nowego "porządku dziobania", który dał się po raz pierwszy wyraźniej zauważyć w następstwie kryzysu finansowego pod koniec 2007 roku. Kryzys uświadomił wszystkim, że sprostanie globalnym wyzwaniom ekonomicznym wymaga obecnie nie tylko wysiłku jedynego supermocarstwa albo Zachodu jako całości, ale również udziału państw, które do tego czasu uważano za niekwalifikujące się do uczestnictwa w globalnym finansowo-ekonomicznym procesie decyzyjnym.
Akceptacja tego nowego stanu rzeczy zyskała wymiar praktyczny, gdy w 2008 roku przyjęto do grupy G8 nowych członków z Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej. G8 pozostawała do tego czasu ekskluzywnym klubem finansowych decydentów, głównie przedstawicieli krajów zachodnich - to wąskie niegdyś grono przekształciło się w bardziej reprezentatywną dla całego świata grupę G-20. Symbolem zmiany był również fakt, że najistotniejsze role przywódcze podczas pierwszego spotkania grupy G-20 w USA w 2009 roku odgrywali prezydenci dwóch państw: Stanów Zjednoczonych oraz Chińskiej Republiki Ludowej.
Skumulowanym efektem tych wydarzeń była oczywista zmiana sytuacji geopolitycznej: dokonało się istotne przesunięcie centrum globalnej władzy i dynamiki ekonomicznej świata z rejonów atlantyckich w stronę Pacyfiku, z Zachodu na Wschód. Rzecz jasna historycy ekonomii uczą nas, że to właśnie Azja przez około osiemnaście wieków była przodującym wytwórcą światowego PNB. Jeszcze w 1800 roku dawała 60% ogólnoświatowego PNB, Europa zaś 30%. Wkład samych Indii w globalny produkt w roku 1750 wynosił 25% (według Jaswanta Singha, byłego indyjskiego ministra finansów) - był więc podobny do obecnego wkładu USA. W XIX i XX wieku napór europejskich potęg imperialnych wspartych przez wzrastającą innowacyjność przemysłu i zaawansowanie na polu finansów gwałtownie jednak umniejszył globalny udział Azji. Na przykład wkład Indii w globalne PNB zmalał w 1900 roku, pod przedłużającym się panowaniem brytyjskim, do zaledwie 1,6%.
W Chinach, podobnie jak w Indiach, brytyjskie dążenia imperialne pojawiły się w ślad za brytyjskimi kupcami. Ci ostatni, popadłszy w długi związane z zakupem chińskiej herbaty, porcelany, jedwabiu i innych produktów, próbowali je spłacić, sprzedając chińskim importerom opium. Podejmowane przez Pekin spóźnione próby zakazania importu opium i ograniczenia dostępu do własnego rynku zagranicznym kupcom doprowadziły do dwóch zbrojnych interwencji, z których pierwszą Brytyjczycy podjęli sami, drugą zaś wspólnie z Francuzami. Ich następstwem był jeszcze szybszy spadek znaczenia Chin w globalnej ekonomii.
Odwołując się w swym rozumowaniu do historycznego faktu niegdysiejszego ekonomicznego prymatu Chin i Indii, niektórzy twierdzą, że obecny wzrost znaczenia Azji to w długo okresowej perspektywie po prostu powrót do zaburzonej do niedawna normalności. Należy jednak zaznaczyć, że miniona przewaga Azji w zakresie PNB osiągnięta została w świecie składającym się zasadniczo z odizolowanych od siebie regionów, których relacje ekonomiczne pozostawały w związku z tym bardzo ograniczone. Stosunki gospodarcze pomiędzy Europą a Azją opierały się głównie na handlu wymiennym, a do transakcji dochodziło początkowo w kilku zaledwie portach (zwłaszcza w Kalkucie) lub po przejściu stosunkowo rzadkich karawan powoli przemierzających jedwabny szlak. Globalna ekonomia - interaktywna i coraz bardziej współzależna - nie istniała.
W minionych czasach zatem robiąca wrażenie pod względem statystycznym, jednak odizolowana aktywność ekonomiczna Azji nie oddziaływała na zewnątrz. Na początku XV wieku Chiny wdrożyły konsekwentnie egzekwowaną politykę samoizolacji, wcześniej zaś nie wykorzystywały technologicznej przewagi swojej floty handlowej oraz oceanicznej marynarki wojennej do zapewnienia sobie politycznego wpływu poza granicami. Indie pod władzą Mogołów dysponowały wielkimi bogactwami, ale brakowało im politycznej spójności i ambicji sięgających poza terytorium kraju. W istocie jedyny znaczący przypadek stanowczej skierowanej na zachód ekspansji azjatyckiej władzy politycznej miał miejsce za czasów Mongolii Czyngischana, który przy pomocy swych konnych wojowników stworzył rozległe eurazjatyckie imperium. Przybyli oni jednak z kraju o bardzo niskim PNB, pokazując tym samym, że w tamtych czasach ekonomiczna słabość nie umniejszała potęgi wojskowej.
Dalsza część w wersji pełnej
1 Peter Nolan, Crossroads, London 2009, s. 220. Zob. też Daniel Yergin, The Prize, New York 1993, s. 401.