Straszne Legendy Hrabstwa Kłodzkiego i okolic - Norbert Grzegorz Kościesza
35.90 zł

Reflow text when sidebars are open.
Wydanie drugie poprawione
Hrabstwo Kłodzkie (niem. Grafschaft Glatz) - kraina historyczna ze stolicą w Kłodzku, obecnie obejmująca powiat kłodzki, południowo-wschodnią część woj. dolnośląskiego.
Północno-wschodnia granica hrabstwa przebiegała od Wielkiej Sowy partią szczytową Gór Sowich, Grzbietem Zachodnim Gór Bardzkich, przez Przełęcz Bardzką, Grzbietem Wschodnim Gór Bardzkich, Gór Złotych, Gór Bialskich do Śnieżnika. Południowo-wschodnia granica od Śnieżnika przebiegała partią szczytową masywu Śnieżnika do Przełęczy Międzyleskiej. Granice hrabstwa od strony północnej, wschodniej i południowej były stałe. Zmiennością odznaczała się granica zachodnia, która od 1260 roku obejmowała obszar Broumova i Polic w dzisiejszych Czechach. Do XVI wieku granica zachodnia Hrabstwa Kłodzkiego biegła głównym grzbietem Gór Bystrzyckich, w roku 1589 granicę przesunięto na nurt Dzikiej Orlicy. Do obecnych czasów zachowały się kamienie graniczne Hrabstwa Kłodzkiego - Kamienny trójprzedział na Śnieżniku i Trójpański Kamień na Leszczyńcu w Górach Suchych.
Tereny te były bardzo wcześnie zasiedlone, w czasach rzymskich przebiegała tędy odnoga bursztynowego szlaku. Później walczyli o nie Polacy z Czechami - jak się sądzi, należały one ongiś do rodu Sławnikowiców, a później Przemyślidów. Pierwsza pisemna wzmianka w kronice Kosmasa - praskiego kronikarza z roku 981 dotyczy śmierci Sławnika i Kłodzka właśnie. W wieku X i XI Polacy i Czesi toczyli boje o panowanie nad Kłodczyzną. W 1137 roku pokój kłodzki zawarli Bolesław Krzywousty i czeski książę Sobiesław I. Bolesław zachował cały Śląsk oprócz Ziemi Opawskiej, która wraz z Ziemią Kłodzką przypadła Sobiesławowi.
Z uwagi na ukształtowanie terenu Ziemia Kłodzka stała się odrębną jednostką administracyjną zwaną terra Glacensis - od XIII w., zaś od XV comitatus Glacensis, później Glatzer Land. W wiekach XIII i XIV ziemią tą władali nasi Piastowie śląscy m.in. Henryk Probus i Bolko Ziębicki, jako lennem czeskim.
W 1458 roku Jerzy z Podiebradów wykupuje Ziemię Kłodzką i staje się ona jego osobistą posiadłością. Rok później terytorium to zostaje podniesione do rangi hrabstwa w strukturze Królestwa Czeskiego. W późniejszych latach (1477) włączono doń tereny klucza homolskiego - miasto Duszniki i zamek Homole wraz z miastem Lewinem i okolicznymi wsiami, należącymi dawniej do dóbr nachodskich. W 1501 roku, po śmierci księcia ziębickiego Henryka I Starszego hrabstwo sprzedano Ulrykowi von Hardeckowi, zaś jego brat Jan von Hardeck sprzedał je królowi czeskiemu Ferdynandowi I Habsburgowi (1534), który zostawił włości Janowi z Pernstejnu. Hrabstwo trafia do księcia bawarskiego Ernesta (1549) jako zastaw, który częściowo wykupuje Ferdynand I Habsburg (1561), a całkowicie odkupuje dopiero syn Maksymilian II Habsburg.
Od tamtego momentu Hrabstwo Kłodzkie bezpośrednio podlega czeskiemu królowi, aż do roku 1742, kiedy to wraz z większością Śląska hrabstwo trafia pod władanie Królestwa Prus. W 1871 roku ziemie te stają się częścią II Rzeszy Niemieckiej. Po drugiej wojnie światowej ziemie te włączone zostają do Polski, przy czym stają się one przedmiotem sporu z Czechosłowacją, która żąda włączenia tych ziem w obręb swego terytorium. Pod naciskiem Stalina zachowano status quo, a sam przebieg granicy potwierdzono dopiero w 1958 roku.
Jak widać historia tych ziem była bardzo burzliwa, nie rozpieszczała ich mieszkańców. Ludzie albo musieli ulec przyrodzie i zmieniającym się sytuacjom geopolitycznym, albo stawali się twardymi sudeckimi góralami Hrabstwa Kłodzkiego. Z uwagi na to, że wiele się tu działo i wiele dziwnych rzeczy widziały góry i ich mieszkańcy, zaczęły powstawać legendy dotyczące mieszkańców, miast, wsi i gór.
Jak wiadomo w każdej legendzie jest ziarno prawdy i każde podanie niesie ze sobą jakiś morał, dlatego zapraszam Was drodzy Czytelnicy do świata baśni i legend, które kiedyś zasłyszałem.
*****
U podnóża sudeckich gór, a dokładniej u podnóża Wzgórz Lewińskich, w małej miejscowości Lewin Kłodzki, stała wielka poniemiecka chata. Była to jedna z większych chałup, z wielką stodołą i oborą pełną zwierząt. Chata stała po lewej stronie tuż za górskim potokiem Wyżnik, zjeżdżając z góry Ludowej od strony Dusznik-Zdroju w kierunku Kudowy-Zdroju. Był ciemny i mroźny zimowy wieczór. Za oknem wielkie płaty śniegu sypały się na drzewa, mały warsztacik znajdujący się pod olbrzymim kasztanem oraz na całe podwórko i ogród. Zdawało się, że słychać jak mróz skrzypi, rysując malownicze wzory na szybach okien.
W wielkiej kuchni służącej zarówno za jadalnię, bawialnię, jak i salon było kilka osób. Przy wielkim drewnianym stole, okrytym białym obrusem domownicy krzątali się szykując kolację. Wszyscy siedzieli na drewnianych ławach ustawionych wzdłuż stołu i okien, głośno rozmawiając ze sobą i śmiejąc się od czasu do czasu. W kącie w wózku spało dziecko, zaś w drugim końcu na drewnianej podłodze bawił się mały czarnowłosy chłopczyk, tuż obok fotela postawionego przy kominku, w którym palił się teraz ogień ogrzewający całe to pomieszczenie.
- Babciu, opowiedz mi jakąś bajkę - powiedział do starowinki siedzącej w wielkim bujanym fotelu.
Prababcia AdelaBabcia, a właściwie prababcia chłopca, miała na imię Adela. Ubrana była w ciemny kubraczek i ciemnozieloną suknię, na które nałożony był jasny fartuszek w różne kolorowe wzorki, spod czerwonej chusty na głowie wymykały się srebrne kosmyki włosów. Spojrzała na dziecko kasztanowymi oczami, pogłaskała je po ciemnych włosach, po czym sięgnęła po leżące w kącie polano drzewa, które wrzuciła do ognia wesoło igrającego w kominku. Iskry sypnęły wesoło w górę i rozleciały się na boki. Zarazem zdało się jakby w chacie troszkę przygasło światło sprawiając, że całe pomieszczenie nabrało tajemniczości i otoczyła je aura magii. Prababcia zamknęła na chwilę oczy, jakby chcąc sobie coś przypomnieć, wzięła głęboki oddech. Rozmowy i śmiechy przy drewnianym stole ucichły i każdy z domowników z ciekawością spojrzał na zamyśloną kobietę. W ciszy i oczekiwaniu, które nastały dało się czasem usłyszeć rżenie konia lub muczenie krowy dobiegające z przyległej obórki.
Prababcia Adela spokojnym głosem, mając wciąż zamknięte oczy, ważąc słowa zaczęła opowiadać...
- To nie będą bajki mój kochany... - zawiesiła przy tym głos. - Opowiem ci prawdziwe historie, które usłyszałam od swej prababci, gdy byłam taka mała, jak ty. Moja prababcia znała je od swej babci. Te historie opowiadają dzieje tej ziemi i ludzi, którzy tu mieszkali...
Kobieta obróciła głowę i utkwiła spojrzenie w ogniu, a za jej wzrokiem podążył wzrok chłopca...
( Bielice, Bolesławów, Goszów, Janowa Góra, Kamienica, Kletno, Młynowiec, Nowa Morawa, Nowy Gierałtów, Sienna, Stara Morawa, Stary Gierałtów, Strachocin )
Flaga i Herb Stronia ŚląskiegoW dawnych czasach, gdy na Ziemi Kłodzkiej mieszkali pierwsi Słowianie, którzy przybyli na te tereny wraz z braćmi Lechem i Czechem, nie wiadomo skąd i nie wiadomo kiedy na górę zwaną Wielką przyleciał z południa olbrzymi smok. Słowianie nazwali go "Głodomorem", bo zjadał wszystko, co wpadło w jego wielką paszczę.
Nie wiadomo jak smok poznał ludzką mowę. Jedni powiadali, że nauczył się jej od pierwszych ludzi, inni, że smok jest jednym z dawnych bogów, którzy władali krainami na dalekim południu, skąd został wygnany przez inne niechętne mu bóstwa. Tak czy inaczej smok Głodomor rozpanoszył się w słowiańskiej krainie. Rozkazał ludziom z okolicznych miejscowości, aby co tydzień dostarczali mu dziesięć owiec, jedną krowę i dwie kozy jako ofiarę. Często też kazał sprowadzać sobie dziewice, których smok potrzebował, aby służyły mu, przygotowywały zwierzęta do jedzenia, sprzątały w jego legowisku i nosiły wodę z pobliskiego źródła, gdy tego zapragnął. Dziewczęta te nie wytrzymywały trudów, próbowały uciekać, a wtedy okrutny smok palił je swym ogniem lub od razu po złapaniu zjadał. Żadnej z nich nie udało się wrócić do rodzinnego domu, a ich rodziny wiedziały, że oddane smokowi na służbę dziewice nigdy do nich nie powrócą. Jeśli zaś ludzie się sprzeciwiali, to palił ich domostwa i pola, porywał zwierzęta i zabijał tych, którzy stanęli mu na drodze. Smutek i żałoba gościły w każdym domostwie u podnóża Wielkiej góry.
Smok jednak bywał wybredny i porywał do swego legowiska także czyjeś żony. Gdy zauważył, że niewiasta jest pracowita i bardzo mu się spodobała, uprowadzał ją w niewolę. Zazwyczaj łapał kobiety znienacka, gdy wracały z wodą do domu lub szły do lasu po drwa czy leśne zioła. Smok chwytał je w swe szpony, unosił swe wielkie cielsko na skrzydłach i leciał z nimi na Wielką Górę. Wielokrotnie próbowano zabić smoka, a zbrojni z całego kraju zjeżdżali się do stóp góry. Walka trwała zazwyczaj krótko, smok palił żywcem wojów lub swym groźnym wzrokiem zamieniał ich w skały, które następnie rozwalał jednym uderzeniem potężnego ogona.
Minęło wiele lat odkąd smok założył swe leże na Wielkiej Górze i wiele lat, od kiedy ostatni człowiek próbował zabić smoka. Okoliczni mieszkańcy żyjący w ciągłym strachu jakby pogodzili się ze swym okrutnym losem. Mówili, że lepiej Głodomorowi dać to, czego zechce niż miałby ich wszystkich spalić. Oddawali bydło, plony, a także córki, żony, matki i siostry, gdy tego smok zażądał. U stóp góry było kilka miejscowości szczególnie narażonych na ataki smoka i na jego łaskę lub niełaskę. Były to wsie Młynowiec, Goszów, Stary Gierałtów oraz Seitenberg - "stronna góra" - czyli dzisiejsze Stronie Śląskie.
Właśnie w okolicach Stronia Śląskiego mieszkały trzy młode i bardzo kochające się małżeństwa. Trzy przepiękne siostry: Brewka, Czarna i Wesoła wyszły za mąż za trzech braci, silnych i smukłych młodzieńców, którzy byli drwalami. Bracia co rano wychodzili do lasu rąbać drwa, a siostry krzątały się we wspólnym wielkim gospodarstwie. Któregoś razu Głodomor przelatywał tamtędy i zauważył trzy piękne siostry. Schował się na skraju lasu i obserwował. Widział, że są pracowite, do tego młode i bardzo zdolne. Niedawno smok zjadł ostatnią dziewicę, która próbowała uciec, a którą oddali mu gospodarze z Młynowca.
Smok postanowił, że tym razem porwie te trzy siostry. Na szczęście dla niewiast ich mężowie właśnie wyszli z lasu trzymając w dłoniach wielkie i ostre siekiery. Głodomor nie chciał ryzykować starcia z trzema drwalami, tym bardziej, że był teraz zmęczony długim lotem. Zawinął ogon pod siebie i szybko wzbił się w powietrze. W tym czasie trzy małżeństwa czule przytulały się do siebie, a gdy od lasu powiał mocny wiatr, wyczuli woń siarki w powietrzu. Kobiety struchlały ze strachu, a mężczyźni mocniej ścisnęli siekiery w dłoniach. Wszyscy spojrzeli w kierunku lasu, skąd powiał wiatr, ale nic nie zauważyli, gdyż smok był już daleko, tylko w ich sercach zrobiło się jakoś tak zimno. Jeszcze nie wiedzieli, że ich dni są policzone... Smok długo nie czekał, aż trzech braci ponownie wyruszyło do lasu rąbać drwa. Gdy zniknęli daleko za ścianą lasu, siostry poszły razem w stronę Wielkiej Góry nazbierać ziół i leśnych owoców.
Głodomor zastawił na nie pułapkę. Gdy kobiety weszły do lasu znalazły na swej drodze sznur korali, a w oddali błyszczał drugi powieszony na drzewie. Nierozsądne niewiasty widząc świecidełka postanowiły pójść za nimi i zebrać ich tyle, żeby starczyło dla nich trzech. Kobiety nie myślały kto i dlaczego porozwieszał te błyskotki. Każda miała już po jednym sznurze korali, a także kilka kolorowych zawieszek i złotych kolczyków. Tak szły za tymi błyskotkami, aż dotarły na polanę pod Wielką Górą. Wtem drogę zastąpił im smok. Kobiety stanęły wystraszone i wtuliły się w siebie.
- Widzę, że macie moje błyskotki? - powiedział, uśmiechając się przy tym złowrogo. - Jeśli chcecie, aby pozostały one wasze na zawsze, musicie odsłużyć u mnie dwa lata.
- Nie - odpowiedziała jedna z niewiast. - Nie pozostawimy naszych mężów i nie będziemy ci służyć. - Po czym rzuciła na ziemię zebrane błyskotki, a za nią zrobiły to jej siostry. Smok wpadł w wielki gniew na tę zniewagę, stanął na dwóch tylnych łapach i zaryczał groźnie, zniżając głowę. Siostry sądząc, że smok chce je spalić próbowały uciec i rozbiegły się w trzy strony. Jednak smok był szybszy, zaryczał z jeszcze większą furią tak, że było go słychać w samym Seitenberg (Stroniu Śląskim). Każdej z niewiast spojrzał w oczy tak, że mróz chwycił je za serca, zamarły z przerażenia i strachu, a zimny jak skandynawski wiatr wzrok Głodomora zamienił je powoli w trzy wielkie skały.
Bracia, gdy tylko usłyszeli groźny ryk smoka, rzucili się biegiem w stronę lasu, skąd dobiegał groźny dźwięk. Wszyscy trzej byli pewni, że coś złego przytrafiło się ich żonom, właśnie z powodu smoka. Biegli przez las przeskakując powalone pnie, a gałęzie biły ich po twarzach i rękach. W końcu dobiegli do polany, na której stały trzy wielkie skały, a wokół nich leżały kosze z leśnymi owocami i ziołami oraz porozrzucane sznury korali i inne świecidełka. Ich serca zamarły z trwogi, złe przeczucie okazało się prawdą. Każdy stanął przed jedną ze skał i każdemu serce podpowiadało, że to jego żona zamieniona w zimny głaz. Długo tak stali młodzieńcy, ich łzy zraszały trawę wokół kamieni. Za to, co smok zrobił z ich żonami, poprzysięgli mu okrutną i krwawą zemstę. Bracia przyjaźnili się z młodym, ale bardzo mądrym sołtysem z Goszowa imieniem Dobromysł. On kilka lat wojował daleko na zachodzie i
Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej.