Straciłem Pracę. Świetnie, Tego Mi Brakowało - Jak ogarnąć pierwsze tygodnie, pieniądze, CV i szukanie nowej pracy bez traktowania zwolnienia jak końca świata - Max Paradox

Kup ebooka

29.99 zł

-
Proszę czekać
INTRO - Straciłem Pracę. Świetnie, Tego Mi Brakowało - Jak ogarnąć pierwsze tygodnie, pieniądze, CV i szukanie nowej pracy bez traktowania zwolnienia jak końca świataINTROJest wtorek, 10:17. Jeszcze godzinę temu największym problemem dnia był mail zaczynający się od "mała prośba", który oczywiście zawierał siedem punktów, trzy załączniki i termin na wczoraj. Teraz patrzysz na ekran, na którym ktoś właśnie bardzo profesjonalnym językiem poinformował cię, że firma "podjęła trudną decyzję". Zadziwiające, jak często trudna decyzja dla firmy oznacza, że trudny miesiąc zaczyna się dla ciebie. Być może siedzisz w salce konferencyjnej. Być może rozmowa odbyła się przez Teamsa i ktoś zdążył jeszcze zapytać, czy dobrze go słychać. Słychać. Niestety aż za dobrze. Potem dzieje się coś dziwnego. Człowiek, który przez ostatnie lata potrafił jednocześnie prowadzić projekt, odpowiadać na wiadomości, pamiętać o urodzinach teściowej i zamówić karmę dla psa przed zamknięciem sklepu, nagle nie wie, co powinien zrobić o 10:43. Wrócić do domu? Napisać do kogoś? Usiąść w samochodzie? Zrobić kawę? Kawa wydaje się absurdalnie małym rozwiązaniem problemu tej wielkości, ale przynajmniej ekspres nie pyta, gdzie widzisz siebie za pięć lat. Telefon leży przed tobą. Otwierasz LinkedIn. Zamykasz LinkedIn. Otwierasz konto bankowe. Zamykasz konto bankowe znacznie szybciej. Wchodzisz znowu na LinkedIn, gdzie akurat ktoś ogłasza, że z ogromną radością rozpoczyna nowy, ekscytujący rozdział swojej zawodowej podróży. Fantastycznie. Ty też rozpoczynasz rozdział. Twój nazywa się chwilowo: "Co do cholery teraz?". I właśnie o tym jest ta książka. Utrata pracy potrafi w ciągu jednej rozmowy wymieszać rzeczy, które normalnie trzymamy w osobnych szufladach. Pieniądze. Ambicję. Codzienną rutynę. Poczucie bezpieczeństwa. Plany na najbliższe miesiące. Wiarę we własne kompetencje. Czasem również bardzo konkretne pytanie, czy naprawdę potrzebujesz czterech subskrypcji streamingowych, skoro od trzech miesięcy oglądasz jeden serial i zasypiasz w połowie odcinka. Problem polega na tym, że wszystkie te sprawy pojawiają się jednocześnie, więc umysł próbuje potraktować je jak jeden gigantyczny pożar. A kiedy wszystko wygląda jak pożar, człowiek zaczyna biegać z wiadrem nawet tam, gdzie wystarczyłoby zakręcić kran. Pierwsze dni po utracie pracy rzadko są najlepszym momentem na podejmowanie dwudziestu siedmiu ważnych decyzji. Mimo to właśnie wtedy pojawia się pokusa, żeby zrobić wszystko natychmiast. Przepisać CV. Założyć profil na pięciu portalach. Napisać do trzydziestu osób. Zdecydować, czy zmienić branżę. Sprawdzić oszczędności. Poczytać o działalności gospodarczej. Rozważyć emigrację. O 22:40 obejrzeć film pod tytułem "10 zawodów przyszłości", po którym okazuje się, że powinieneś zostać specjalistą od czegoś, czego nazwy jeszcze rano nie znałeś. O 23:15 jesteś już niemal przekonany, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest hodowla lawendy w Portugalii. To nie jest brak rozsądku. To próba odzyskania kontroli. Kiedy wydarzenie zabiera ci poczucie wpływu, naturalnym odruchem jest gwałtowne zwiększenie aktywności. Skoro nie mogłeś zdecydować o tym, co właśnie się stało, chcesz przynajmniej zdecydować o wszystkim, co stanie się dalej. Problem w tym, że aktywność i skuteczność nie są tym samym. Można przez osiem godzin "szukać pracy" i zakończyć dzień z otwartymi czterdziestoma kartami przeglądarki, CV nazwanym "CV_NOWE_FINAL_OSTATECZNE3.pdf" oraz dziwnym poczuciem, że robiło się bardzo dużo, ale nic właściwie nie posunęło się do przodu. Druga pułapka jest dokładnie odwrotna. Nie robisz nic, bo zadanie wydaje się za duże. CV wymaga poprawy. Profil wymaga poprawy. Trzeba znaleźć oferty. Trzeba się odezwać do ludzi. Trzeba policzyć pieniądze. Trzeba odpowiedzieć rodzinie na pytanie "i co teraz?", najlepiej bez przewracania oczami tak mocno, że konieczna stanie się konsultacja okulistyczna. Każda pojedyncza rzecz jest do zrobienia, ale ustawione razem tworzą mur. Człowiek patrzy na mur, po czym uznaje, że najpierw tylko na chwilę sprawdzi wiadomości. Trzydzieści pięć minut później zna sytuację pogodową w Japonii, ale nadal nie wie, ile miesięcznie kosztuje go życie. Dlatego nie będziemy tutaj próbować "naprawić życia" w jeden weekend. Będziemy rozdzielać problem na części, które naprawdę można obsłużyć. Najpierw to, co pilne. Potem to, co ważne. Następnie to, co zwiększa szanse na sensowną kolejną pracę, zamiast tylko zwiększać liczbę wysłanych aplikacji. Nauczysz się patrzeć na swoje pieniądze bez teatralnej muzyki w tle, porządkować doświadczenie zawodowe tak, żeby CV nie przypominało kroniki wszystkich obowiązków od 2012 roku, wybierać oferty zamiast automatycznie aplikować na wszystko oraz prowadzić poszukiwania tak, żeby nie zamieniły się w pełnoetatową pracę bez pensji i działu HR. Nie chodzi przy tym o udawanie, że zwolnienie jest wspaniałą okazją zesłaną przez wszechświat. Czasem nie jest. Czasem jest po prostu fatalną wiadomością w fatalnym momencie. Jeśli masz kredyt, dzieci, niewielkie oszczędności albo branżę, w której rekrutacje nie odbywają się co pięć minut, hasło "potraktuj to jako szansę" może brzmieć mniej więcej tak pomocnie jak "spróbuj się nie stresować" podczas turbulencji w samolocie. Dzięki, kapitanie. Teraz faktycznie wszystko wygląda stabilniej. Można jednak nie romantyzować sytuacji i jednocześnie jej nie katastrofizować. To dwie różne rzeczy. "Straciłem pracę" jest faktem. "Nikt mnie już nie zatrudni" jest przewidywaniem. "Moje dochody właśnie się zmieniły" jest faktem. "Za trzy miesiące będę mieszkać pod mostem i walczyć z gołębiem o bagietkę" jest scenariuszem, który twój umysł może wyprodukować z imponującą scenografią, ale nadal pozostaje scenariuszem. Jedną z najważniejszych umiejętności na pierwsze tygodnie będzie właśnie oddzielanie tego, co wiadomo, od tego, czego się boisz. To rozróżnienie nie służy pozytywnemu myśleniu. Służy podejmowaniu decyzji. Jeżeli wiesz, ile masz pieniędzy i jakie są twoje konieczne miesięczne wydatki, możesz zdecydować, jak szerokie masz pole manewru. Jeżeli wiesz, które elementy twojego doświadczenia są rzeczywiście wartościowe dla pracodawcy, łatwiej przygotujesz CV. Jeżeli potrafisz nazwać role, na które naprawdę chcesz aplikować, nie musisz codziennie przeglądać całego internetu zawodowego od księgowego po tresera alpak. Jeżeli wiesz, co zrobić w dzień, w którym nie masz energii na trzy aplikacje i networking, nie potrzebujesz za każdym razem zaczynać systemu od początku. W tej książce ważna będzie właśnie wersja minimum. Nie dlatego, że mamy obniżyć ambicje, ale dlatego, że człowiek po utracie pracy nie funkcjonuje codziennie jak bohater reklamy produktywności, który o 5:30 medytuje, potem biega dziesięć kilometrów, a przed śniadaniem wysyła sześć perfekcyjnie dopasowanych CV. Czasem dobry dzień oznacza wykonanie trzech sensownych ruchów. Czasem jednego. Czasem najważniejszą rzeczą będzie policzenie stałych kosztów, zamiast przez kolejne dwie godziny zastanawiać się, czy w nagłówku CV słowo "manager" wygląda wystarczająco managersko. Będzie też Plan B, ponieważ rzeczywistość ma irytujący zwyczaj nieczytania naszych planów. Rekruter może nie odpowiedzieć. Świetna oferta może zniknąć. Rozmowa może pójść przeciętnie. Po dwóch tygodniach możesz mieć dość własnego CV do tego stopnia, że zaczniesz podejrzewać, iż słowo "doświadczenie" zostało wymyślone wyłącznie po to, żeby cię drażnić. Plan B nie będzie oznaczał: "weź się w garść". Będzie oznaczał: jeśli nie działa A, zrób konkretnie B. Mniejszy krok, inną drogę, zmianę kryterium albo chwilowe uproszczenie systemu. I jeszcze jedno: utrata pracy nie jest testem twojej wartości jako człowieka. Nie trzeba jednak zamieniać tego zdania w haftowaną poduszkę, żeby było użyteczne. Praca jest ważna, bo daje pieniądze, strukturę dnia, kontakty, poczucie sprawczości, czasem status i sporą część odpowiedzi na pytanie "czym się zajmujesz?". Kiedy znika, może zaboleć więcej niż sam portfel. Jeśli reakcja jest bardzo silna, długo uniemożliwia ci codzienne funkcjonowanie albo pojawia się poczucie beznadziei, z którym trudno sobie poradzić, warto poszukać profesjonalnego wsparcia. Ta książka może pomóc uporządkować działania związane z pracą i codziennością, ale nie zastępuje pomocy psychologicznej, prawnej ani finansowej tam, gdzie jest ona potrzebna. Na razie nie musisz wiedzieć, gdzie będziesz pracować za pół roku. Nie musisz mieć gotowej historii o tym, jak to zwolnienie okazało się najlepszą rzeczą, jaka kiedykolwiek cię spotkała. Nie musisz nawet szczególnie lubić zdania "nowy etap". Potrzebujesz czegoś znacznie mniej efektownego i znacznie bardziej użytecznego: wiedzieć, jaki jest następny rozsądny ruch. Bo utrata pracy może chwilowo zrobić bałagan w planach. Nie musi dostać kluczy do całego budynku.
Rozdział 1 - Pierwsze 72 godziny: nie naprawiaj całego życia do piątku - Straciłem Pracę. Świetnie, Tego Mi Brakowało - Jak ogarnąć pierwsze tygodnie, pieniądze, CV i szukanie nowej pracy bez traktowania zwolnienia jak końca świataRozdział 1 - Pierwsze 72 godziny: nie naprawiaj całego życia do piątkuDrzwi zamykają się za tobą, laptop przestaje być służbowy, a kalendarz, który jeszcze rano był wypełniony spotkaniami o nazwach "Weekly", "Status" i "Quick Sync", nagle wygląda jak pustynia. Pierwsza reakcja może być zaskakująco przyziemna. Nie wielki egzystencjalny dramat, tylko pytanie: co ja teraz właściwie robię? Idę do domu? Dzwonię do kogoś? Wchodzę do Żabki po coś, czego nie potrzebuję, bo człowiek pozbawiony pracy najwyraźniej natychmiast potrzebuje hummusu? Organizm dostał informację o dużej zmianie, ale instrukcji obsługi nikt nie dołączył. Najgorsze, co można zrobić w tej chwili, to uznać ten brak instrukcji za sygnał, że trzeba natychmiast stworzyć pięcioletni plan kariery. Nie trzeba. Pierwsze godziny po zwolnieniu nie są konkursem na najbardziej imponującą reakcję. Nie dostajesz dodatkowych punktów za to, że przed dotarciem do domu poprawisz LinkedIn, przejrzysz czterdzieści ofert i napiszesz post zaczynający się od "po kilku niezwykle wartościowych latach nadszedł czas na zmianę". Zwłaszcza jeżeli pięćdziesiąt minut wcześniej nie wiedziałeś, że jakakolwiek zmiana nadchodzi. Pierwsze trzy dni mają znacznie prostsze zadanie: nie pogorszyć sytuacji. To brzmi mało ambitnie, ale jest bardzo praktyczne. Kiedy człowiek jest zaskoczony, wściekły albo przestraszony, łatwo podejmuje decyzje, które przynoszą chwilową ulgę i długoterminowy bałagan. Pisze wiadomość, której nie powinien wysłać. Podpisuje dokument, którego nie przeczytał. Publicznie opisuje firmę w sposób, który o 22:00 wydaje się terapeutyczny, a następnego ranka wygląda jak ciekawy materiał szkoleniowy pod tytułem "Dlaczego warto odłożyć telefon". Albo, dla odmiany, ignoruje wszystko i zakłada, że jak nie otworzy maila od HR, to formalności może również nie otworzą jego. Zaczynamy więc od oddzielenia trzech rzeczy: emocji, faktów i działań. Emocje nie muszą być uporządkowane. Możesz być jednocześnie wściekły, przestraszony, trochę ulżony i obrażony na świat za to, że jeszcze wczoraj kazał ci przygotować prezentację na przyszły miesiąc. To nie jest sprzeczność. To wtorek. Fakty natomiast warto uporządkować szybko, ponieważ później mózg będzie próbował je nadpisywać własną wersją wydarzeń, szczególnie około trzeciej nad ranem. Weź kartkę, notatnik albo pusty dokument i zapisz wyłącznie to, co już wiesz. Jaki jest formalny status zakończenia zatrudnienia? Kiedy kończy się umowa? Czy jest okres wypowiedzenia? Czy masz otrzymać jakieś dokumenty albo rozliczenia? Co dzieje się z urlopem, sprzętem, dostępami i świadczeniami? Jakie terminy padły podczas rozmowy? Nie interpretuj jeszcze, czy coś jest sprawiedliwe. Zapisz fakty tak, jakbyś sporządzał notatkę dla człowieka, który nie był w pokoju. Jeżeli dostałeś dokumenty, zachowaj ich kopie. Jeżeli czegoś nie rozumiesz, zaznacz pytanie zamiast zgadywać. Przy sprawach dotyczących prawa pracy, odprawy, terminów czy podpisywanych porozumień nie opieraj się wyłącznie na dobrej pamięci ani na poradzie kolegi, którego kwalifikacje prawne polegają na tym, że "jego szwagier też kiedyś miał taką sytuację". Przepisy i znaczenie dokumentów zależą od kraju, rodzaju umowy i konkretnego przypadku. Jeśli stawka jest istotna albo treść dokumentu budzi wątpliwości, skonsultuj ją z osobą mającą odpowiednie kompetencje. Pierwszy praktyczny ruch brzmi zatem mało filmowo: zrób własną kopię rzeczy, do których masz prawo i które mogą być ci potrzebne. Nie wynoś poufnych danych firmy, baz klientów ani prezentacji oznaczonych w sposób sugerujący, że ich miejsce raczej nie znajduje się na twoim prywatnym dysku między zdjęciami z wakacji. Chodzi o twoje dokumenty, dane dotyczące zatrudnienia, uzgodnienia i materiały, które legalnie możesz zachować. "Przecież potem będę miał dostęp" jest jednym z tych zdań, które starzeją się wyjątkowo szybko po zablokowaniu konta o 16:03. Drugi ruch to zabezpieczenie kontaktów, ale również bez paniki. Jeżeli masz służbowy telefon i za dwa dni ma zostać zwrócony, sprawdź, czy ważne prywatne numery kontaktowe są również zapisane prywatnie. Nie potrzebujesz kopiować połowy organizacji. Zastanów się, z kim naprawdę chcesz pozostać w kontakcie: były przełożony, współpracownik, klient, partner biznesowy, osoba, która zna twoją pracę. Pięć dobrych kontaktów jest więcej warte niż eksport trzystu nazwisk, przy których za miesiąc będziesz się zastanawiać: "Kim jest Sebastian W. i dlaczego mam do niego dwa numery?". Jeżeli zwolnienie nie było natychmiastowe i nadal pracujesz w okresie wypowiedzenia, pokusa może iść w przeciwną stronę: skoro już wiadomo, że odchodzisz, po co się starać? Odpowiedź brzmi: nie po to, żeby zdobyć medal za bohaterstwo, tylko żeby wyjść w sposób, który nie dokłada ci kolejnego problemu. Wykonuj uzgodnione obowiązki, nie bierz na siebie trzech nowych projektów z poczucia winy i nie prowadź cichej zemsty polegającej na nadawaniu plikom nazw typu "powodzenia_beze_mnie_FINAL". Profesjonalne zakończenie pracy nie oznacza udawania zachwytu. Oznacza domknięcie tego, co rzeczywiście do ciebie należy. Trzeci ruch dotyczy ludzi. W pierwszych godzinach bardzo łatwo zadzwonić do siedmiu osób i siedem razy opowiedzieć całą historię, za każdym razem dodając nową interpretację. Po szóstej rozmowie twoje zwolnienie może już mieć trzy spiski, dwóch winnych i jedną tajną restrukturyzację, której istnienie oparte jest głównie na tym, że Robert z logistyki "już w maju coś czuł". To zwykle nie pomaga. Wybierz jedną albo dwie osoby, którym możesz powiedzieć prawdę bez konieczności natychmiastowego wyglądania na człowieka, który ma plan. Możesz powiedzieć: "Straciłem pracę. Na razie ogarniam formalności. Nie chcę jeszcze analizować całego życia". To bardzo przydatne zdanie, bo chroni cię przed drugim klasycznym zjawiskiem: bezpłatnym komitetem doradczym. Komitet pojawia się szybko. - A nie myślałeś o IT? - Może własna firma? - W Holandii podobno dobrze płacą. - Mój znajomy szuka kogoś do sprzedaży pomp ciepła. - A może to znak? Może. A może jest środa i potrzebujesz obiadu. Nie musisz odrzucać dobrej rady. Nie musisz też natychmiast podejmować decyzji na podstawie każdej rady. W pierwszych dniach przydatna odpowiedź brzmi: "Dzięki, zapiszę sobie i wrócę do tego, kiedy ustalę, czego szukam". Dzięki temu pomysł nie ginie, ale również nie staje się twoim nowym planem życiowym tylko dlatego, że ktoś powiedział go z przekonaniem. Później przychodzi wieczór i pojawia się potrzeba działania. Tutaj warto ustawić pierwszą granicę: przez pierwszą dobę nie wysyłaj przypadkowych aplikacji tylko po to, żeby poczuć ruch. Wyjątkiem jest sytuacja, w której naprawdę trafiasz na ofertę idealnie pasującą do twojego profilu i z krótkim terminem. W innych przypadkach zapisz ją. Jutro będzie nadal ofertą, a ty będziesz trochę mniej przypominać człowieka próbującego wysłać CV jedną ręką, podczas gdy drugą sprawdza, czy można anulować leasing. Dlaczego to ważne? Bo pierwsza fala aplikowania zwykle nie wynika z wyboru, tylko z lęku. "Cokolwiek, byle szybko" brzmi kusząco, dopóki nie dojdziesz do etapu rozmowy kwalifikacyjnej i ktoś zapyta, dlaczego chcesz pracować właśnie u nich. Odpowiedź "ponieważ zobaczyłem was o 23:48 po utracie źródła dochodu" ma tę zaletę, że jest szczera, ale niekoniecznie strategiczna. Zamiast tego wyznacz sobie trzy kategorie działań na pierwsze 72 godziny: administracyjne, osobiste i zawodowe. Administracyjne to dokumenty, terminy, dostępy i formalności. Osobiste to sen, jedzenie, rozmowa z bliską osobą i odzyskanie choć odrobiny normalnego rytmu. Zawodowe na tym etapie mogą ograniczyć się do zebrania materiału: stare CV, lista projektów, nazwy firm, do których być może chcesz wrócić, kontakty do kilku osób. Jeszcze niczego nie musisz optymalizować. Jeżeli masz energię, stwórz krótką chronologię ostatnich kilku lat pracy. Nie opis stanowiska z HR, tylko to, co rzeczywiście robiłeś. Jakie projekty prowadziłeś? Za co odpowiadałeś? Co udało się poprawić, zorganizować, sprzedać, wdrożyć albo uprościć? Z kim współpracowałeś? Jakie problemy potrafisz rozwiązywać? Nie próbuj jeszcze zamienić tego w eleganckie punkty CV. Zbierasz surowiec. Kuchnia jest jeszcze zamknięta, na razie wykładamy składniki na blat. Może się okazać, że właśnie w tej chwili pojawia się pierwszy cios dla ego. Patrzysz na swoje osiągnięcia i myślisz: "Skoro byłem taki dobry, to dlaczego mnie zwolnili?". To pytanie bywa bolesne, ale jest też źle skonstruowane. Zwolnienie może mieć wiele przyczyn: wyniki, zmianę struktury, koszty, likwidację stanowiska, zmianę kierunku firmy, konflikt oczekiwań albo kombinację kilku rzeczy. Sam fakt zakończenia zatrudnienia nie daje automatycznie pełnej oceny twoich kompetencji. Jeśli otrzymałeś konkretny feedback, warto go później przeanalizować. Jeśli go nie otrzymałeś, nie produkuj własnego w jakości 4K. Mózg bardzo lubi wypełniać luki. Firma powiedziała: "redukcja kosztów". Mózg dopowiada: "Czyli jednak podczas prezentacji w kwietniu zauważyli, że dwa razy powiedziałem 'generalnie'". Firma powiedziała: "likwidujemy dział". Mózg: "Tak, ale może dział zlikwidowano dlatego, że raz spóźniłem się siedem minut?". Na tym etapie nie potrzebujesz prywatnego śledztwa prowadzonego przez podejrzanego, prokuratora i sędziego w jednej osobie. Jeżeli informacja była nagła, sen w pierwszych nocach może być gorszy. Nie naprawiaj wtedy kariery o drugiej w nocy. Stwórz miejsce na "parking myśli". Kartka obok łóżka, notatka w telefonie, cokolwiek. Pojawia się: "muszę napisać do Tomka" - zapisujesz. "Czy mam jeszcze ubezpieczenie?" - zapisujesz. "Może jednak trzeba było zostać architektem" - możesz zapisać również, choć prawdopodobnie nie wymaga działania przed śniadaniem. Takie odłożenie myśli nie rozwiązuje problemów. Odbiera im tylko prawo do organizowania zebrania zarządu twojego życia o 03:14. Wersja minimum tego rozdziału jest bardzo prosta. Jeżeli jesteś tak zmęczony albo rozbity, że nie masz siły na żaden system, zrób dziś cztery rzeczy: zachowaj dokumenty, zapisz najważniejsze terminy, powiedz jednej zaufanej osobie, co się stało, i nie podejmuj nieodwracalnych decyzji pod wpływem pierwszej fali emocji. To już jest działanie. Nie spektakularne, ale właśnie teraz spektakularność nie jest ci do niczego potrzebna. Plan B przydaje się wtedy, gdy nie masz komfortu spokojnych trzech dni, bo sytuacja finansowa wymaga szybkiej reakcji. W takim przypadku skróć fazę zatrzymania, ale nie pomijaj jej całkowicie. Jeszcze tego samego dnia zabezpiecz dokumenty i terminy, następnego ranka policz podstawowe zobowiązania oraz dostępne środki, a potem uruchom szybkie poszukiwanie pracy tymczasowej lub najbliższej kompetencyjnie. To może nie być idealny następny krok zawodowy. Ma dać ci oddech. Równolegle możesz prowadzić bardziej selektywne poszukiwanie pracy docelowej. Najważniejsze jest to, żeby pierwszych godzin nie pomylić z całym swoim przyszłym życiem. Dzisiejszy chaos nie jest prognozą. Pusty kalendarz nie jest dowodem, że już zawsze będzie pusty. A brak odpowiedzi na pytanie "co dalej?" kilkanaście godzin po zwolnieniu jest dokładnie tym, czym wygląda: brakiem odpowiedzi kilkanaście godzin po zwolnieniu. Na koniec pierwszego dnia potrzebujesz tylko jednego zdania: wiem, co mam zrobić jutro rano. Reszta może poczekać do jutra. Kariera też przeżyje noc bez prezentacji strategicznej.
Rozdział 2 - Nie jesteś swoim stanowiskiem - Straciłem Pracę. Świetnie, Tego Mi Brakowało - Jak ogarnąć pierwsze tygodnie, pieniądze, CV i szukanie nowej pracy bez traktowania zwolnienia jak końca świataRozdział 2 - Nie jesteś swoim stanowiskiemPierwszy poniedziałek bez pracy ma dziwną atmosferę. Budzik dzwoni, choć właściwie nie musi. Przez kilka sekund wszystko jest normalnie, a potem mózg ładuje aktualizację systemu: "Ach, tak. Nie mamy już gdzie jechać". Patrzysz na godzinę 7:12 i nagle odkrywasz, że ten sam czas, który jeszcze tydzień temu był wrogiem publicznym numer jeden, stał się rozległym terenem niezagospodarowanym. Nikt nie chce raportu. Nikt nie przeniósł spotkania z 11:00 na 10:30. Skrzynka pocztowa zachowuje się podejrzanie przyzwoicie. I właśnie wtedy utrata pracy zaczyna dotykać czegoś większego niż kalendarz. Przez lata człowiek buduje skróty. "Jestem kierownikiem sprzedaży". "Pracuję w finansach". "Prowadzę projekty IT". "Jestem specjalistką HR". To wygodne odpowiedzi, bo w czterech słowach opisują sporą część codzienności. Potem stanowisko znika i nagle zdanie "jestem..." robi się podejrzanie krótkie. Szczególnie jeśli przez długi czas praca była czymś więcej niż sposobem zarabiania pieniędzy: dawała strukturę, kontakty, poczucie kompetencji, prestiż albo zwyczajnie codzienne potwierdzenie, że jesteś komuś potrzebny. To dlatego reakcja na zwolnienie bywa większa niż "muszę znaleźć nowe źródło dochodu". Czasem pojawia się wstyd. Czasem złość. Czasem absurdalne przekonanie, że wszyscy natychmiast widzą twój status zawodowy jak neon nad głową. Idziesz po pieczywo i masz wrażenie, że kasjerka patrzy: "Bagietka? O 10:46? W dzień roboczy? Rozumiem. Bezrobocie". Kasjerka najprawdopodobniej myśli o tym, kiedy ma przerwę. Pierwszą pułapką jest więc traktowanie zmiany zatrudnienia jak zmiany tożsamości. Nie w sensie filozoficznym, tylko praktycznym. Jeżeli przez pięć lat byłeś dyrektorem, zwolnienie nie powoduje o północy wygaśnięcia umiejętności zarządzania zespołem. Jeżeli odpowiadałaś za analizy, nie przestajesz rozumieć danych dlatego, że ktoś odciął dostęp do firmowego Power BI. Stanowisko było miejscem, w którym używałeś kompetencji. Nie było ich właścicielem. To ważne także dlatego, że za chwilę będziesz musiał o sobie mówić. W CV, na rozmowach, w wiadomościach do kontaktów. Jeśli sam opisujesz siebie wyłącznie jako "byłego X", automatycznie ustawiasz całą historię wokół straty. Tymczasem pracodawca, z którym będziesz rozmawiać, znacznie bardziej potrzebuje wiedzieć, co potrafisz zrobić dla niego niż dlaczego przestałeś robić to dla poprzedniej firmy. Zanim jednak przejdziemy do autoprezentacji, trzeba zrobić rzecz znacznie mniej efektowną: oddzielić fakt od interpretacji. Weź jedną sytuację. "Zostałem zwolniony". To fakt. Teraz dopisz wszystkie zdania, które pojawiły się później w głowie. "Nie byłem wystarczająco dobry". "W moim wieku będzie trudno". "Rynek jest fatalny". "Inni mają lepsze doświadczenie". "Powinienem był wcześniej odejść". "Ze mną jest coś nie tak". Nie próbuj z nimi walczyć. Po prostu ustaw je we właściwej kategorii: hipoteza, obawa, opinia, przewidywanie. To drobna zmiana języka, ale bardzo praktyczna. "Nie znajdę dobrej pracy" brzmi jak wiadomość z przyszłości. "Boję się, że nie znajdę dobrej pracy" opisuje aktualny stan. Z pierwszym zdaniem trudno dyskutować, bo udaje fakt. Z drugim można już pracować. Można sprawdzić rynek, liczbę ofert, własne kompetencje, oczekiwania i strategie. Strach pozostaje strachem, ale przestaje pełnić funkcję działu analiz. Podobnie działa wstyd. Jeśli nie powiedziałeś jeszcze części znajomych, że straciłeś pracę, być może konstruujesz skomplikowane odpowiedzi na proste pytanie "co u ciebie?". "Wiesz, ogólnie teraz analizuję kilka kierunków i mam taki trochę okres strategicznego przejścia". To brzmi mniej więcej tak, jakbyś został mianowany ambasadorem własnego bezrobocia. Możesz powiedzieć zwyczajnie: "Skończyłem pracę w poprzedniej firmie i rozglądam się za kolejną rolą". Koniec. Bez tłumaczenia się. Bez przypisu. Bez prezentacji "Okoliczności zakończenia współpracy - wersja dla rodziny". Jeśli ktoś dopytuje, sam decydujesz, ile chcesz powiedzieć. "Stanowisko zostało zlikwidowane". "Firma redukowała zespół". "Rozstaliśmy się po zmianach organizacyjnych". "Nie wyszło i teraz szukam czegoś lepiej dopasowanego". Nie potrzebujesz budować historii, w której jesteś ani ofiarą korporacyjnego spisku, ani człowiekiem, który dziękuje byłemu pracodawcy za "niezwykłą lekcję życia". Czasem rozstanie z firmą jest po prostu rozstaniem z firmą. Druga pułapka pojawia się, kiedy próbujesz natychmiast odzyskać poczucie własnej wartości za pomocą aktywności. Wstajesz o szóstej, ubierasz się jak do biura, robisz harmonogram od 8:00 do 18:00, ustawiasz cele: pięć aplikacji, dziesięć kontaktów, dwie godziny nauki, trening i webinar. W teorii wygląda świetnie. W praktyce o 14:20 jesz suchą bułkę nad laptopem i czujesz się winny, bo nie odpowiedział jeszcze nikt z działu rekrutacji, któremu wysłałeś CV cztery godziny temu. Poszukiwanie pracy potrzebuje struktury. Nie potrzebuje kolonii karnej. Na początku lepiej odbudować rytm niż imitować pełny etat. Ustal porę wstawania, przybliżone godziny działań zawodowych oraz moment zakończenia dnia. Na przykład dwie sesje po dziewięćdziesiąt minut przed południem i jedna krótsza po południu. Reszta dnia nie jest "czasem zmarnowanym". Jest twoim życiem. Możesz ćwiczyć, załatwiać sprawy, odpoczywać, spotkać się z kimś albo robić rzeczy, na które wcześniej brakowało czasu. Nie musisz codziennie do 17:00 siedzieć przy komputerze tylko dlatego, że kiedyś ktoś płacił ci za obecność do 17:00. Co więcej, bezmyślne wydłużanie czasu poszukiwań często obniża ich jakość. Pierwsza dobrze dobrana aplikacja może być konkretna. Szósta wysłana po pięciu godzinach scrollowania wygląda już czasem jak desperackie rzucenie CV przez płot z nadzieją, że ktoś po drugiej stronie zatrudnia. Warto też przyjrzeć się temu, co naprawdę straciłeś wraz z pracą, bo różne straty wymagają różnych odpowiedzi. Jeżeli najbardziej brakuje ci ludzi, kolejne szkolenie online nie rozwiąże problemu. Potrzebujesz kontaktu. Jeżeli brakuje ci rytmu dnia, sama rozmowa z przyjacielem nie wystarczy. Potrzebujesz struktury. Jeżeli najbardziej przeraża cię bezpieczeństwo finansowe, trzy godziny poprawiania zdjęcia profilowego będą elegancką formą omijania sedna. Zrób więc prosty audyt. Dokończ cztery zdania: "Najbardziej martwi mnie teraz...", "Najbardziej brakuje mi...", "Najbardziej chcę odzyskać...", "Najbardziej nie chcę powtórzyć...". Nie budujesz jeszcze planu kariery. Identyfikujesz, jaki problem naprawdę próbujesz rozwiązać. Ktoś może odkryć: "Najbardziej martwią mnie pieniądze". Wtedy priorytetem będzie szybkie policzenie możliwości finansowych i być może poszerzenie zakresu poszukiwań. Ktoś inny napisze: "Najbardziej nie chcę znowu pracować po dwanaście godzin dziennie". To ważna informacja, ponieważ pierwsza oferta z wysoką pensją niekoniecznie będzie rozwiązaniem. Jeszcze ktoś zauważy: "Najbardziej brakuje mi zespołu". Wtedy warto zaplanować więcej rozmów i spotkań, bo samotne odświeżanie portalu z ofertami tylko pogłębi poczucie odcięcia. Zaczynasz w ten sposób odzyskiwać coś, co po zwolnieniu łatwo oddać poprzedniej firmie w pakiecie z laptopem: prawo do definiowania, czego chcesz dalej. Nie oznacza to, że masz teraz wymyślić "pracę marzeń". Sformułowanie "praca marzeń" w ogóle podejrzanie często zakłada, że człowiek śni o Excelu. Chodzi o ustalenie kilku kryteriów. Jakiego rodzaju odpowiedzialności chcesz więcej? Czego mniej? Jaki poziom wynagrodzenia jest potrzebny, a jaki pożądany? Jaki tryb pracy jest dla ciebie do zaakceptowania? Jakich branż lub kultur organizacyjnych nie chcesz już testować na własnym układzie nerwowym? Na tym etapie możesz stworzyć trzy kolumny: "muszę mieć", "dobrze mieć" i "nie chcę". W pierwszej lądują warunki naprawdę konieczne. W drugiej atuty. W trzeciej rzeczy, które są dla ciebie realnym sygnałem ostrzegawczym. To może być bardzo konkretne: minimalny poziom wynagrodzenia, brak codziennych dojazdów przez dwie godziny, określony rodzaj odpowiedzialności, brak roli wymagającej regularnych weekendów. Lista nie ma być katalogiem życzeń księcia Monako. Ma pomóc odróżnić dobrą okazję od oferty, którą przyjmiesz wyłącznie dlatego, że pojawiła się pierwsza. Przy okazji zobaczysz, czy nie próbujesz odtworzyć poprzedniej pracy co do centymetra. To naturalne. Człowiek po utracie znanego środowiska często szuka jego kopii: podobnego stanowiska, podobnej firmy, podobnej struktury. Czasem to świetny wybór. Czasem automatyzm. Jeżeli poprzednia rola miała elementy, których od dawna nie znosiłeś, zwolnienie nie zobowiązuje cię do znalezienia ich ponownie w nowym logo. Tu pojawia się kolejny trudny moment: porównywanie się. LinkedIn jest szczególnie skutecznym urządzeniem do zamiany jednego nieprzyjemnego tygodnia w osobisty kryzys cywilizacyjny. Koleżanka właśnie awansowała. Ktoś zmienił firmę. Inny człowiek publikuje zdjęcie z konferencji w Lizbonie i wygląda, jakby jego kariera była sponsorowana przez zachód słońca. Ty tymczasem jesz jajecznicę o 11:30 i zastanawiasz się, czy "open to work" nie świeci zbyt desperacko. Nie widzisz całego ich obrazu. Widzisz komunikat. Porównujesz więc swoje zaplecze z cudzą witryną sklepową. To metoda analityczna mniej więcej na poziomie oceniania sytuacji finansowej restauracji po kolorze serwetek. Jeśli media zawodowe zwiększają napięcie, używaj ich zadaniowo. Wejdź, zrób konkretną rzecz, wyjdź. Sprawdź oferty. Napisz do jednej osoby. Zaktualizuj sekcję profilu. Nie musisz zaczynać dnia od przeglądu cudzych sukcesów. Twoja kariera nie poprawi się dlatego, że dowiesz się przed śniadaniem, iż Mateusz właśnie "z ekscytacją podejmuje nowe wyzwanie". Wersja minimum na dzień, kiedy pewność siebie jest szczególnie niska, wygląda tak: zapisz trzy rzeczy, które potrafisz zrobić dobrze, każdą poprzyj jednym konkretnym przykładem z pracy, a następnie wykonaj jedno działanie zawodowe. Nie pięć. Jedno. Może to być zapisanie oferty, wiadomość do kontaktu albo uzupełnienie jednego fragmentu CV. Chodzi o ruch oparty na dowodzie własnych kompetencji, nie na chwilowym nastroju. Na przykład: "Potrafię prowadzić projekty między kilkoma działami - wdrożyłem projekt X z udziałem sprzedaży, logistyki i marketingu". "Potrafię uporządkować proces - skróciłem ścieżkę Y przez zmianę Z". "Potrafię pracować z trudnym klientem - utrzymałem współpracę mimo problemu Q". Nagle zamiast ogólnego "chyba coś umiem" masz materiał. A materiał można wykorzystać w CV, rozmowie i networkingu. Plan B potrzebny jest wtedy, gdy wstyd albo zniechęcenie blokują cię tak mocno, że unikasz nawet powiedzenia ludziom, że szukasz pracy. Nie zaczynaj od publicznego posta. Wybierz trzy osoby, przy których nie musisz tworzyć kampanii wizerunkowej. Napisz: "Skończyłem pracę w X i rozglądam się za rolami w obszarze Y. Jeśli usłyszysz o czymś sensownym, będę wdzięczny za sygnał". Tyle. Nie dodawaj autobiografii. Nie przepraszaj za kontakt. Dajesz człowiekowi prostą informację, z którą może coś zrobić. Jeżeli natomiast problemem nie jest wstyd, lecz poczucie totalnej utraty kierunku, nie rozwiązuj tego pytaniem "kim chcę być za dziesięć lat?". To pytanie potrafi unieruchomić nawet ludzi mających pracę, urlop i kawę. Zapytaj: "Jakiego następnego problemu zawodowego chcę się nauczyć rozwiązywać?". To znacznie bardziej konkretne. Chcesz prowadzić większy zespół? Pracować bliżej produktu? Przejść z wykonania do strategii? Używać analityki zamiast administracji? Pracować z mniejszą odpowiedzialnością i odzyskać czas? Nie każdy kolejny ruch musi być awansem. Czasem jest korektą kierunku. Na koniec wracamy do zdania, które łatwo przeczytać, a trudniej rzeczywiście zastosować: nie jesteś swoim stanowiskiem. Nie chodzi o pocieszające hasło. Chodzi o użyteczne rozdzielenie dwóch rzeczy. Firma mogła zabrać ci rolę, dostęp do systemu, służbowy samochód i miejsce w poniedziałkowym callu. Nie zabrała sposobu myślenia, doświadczenia, kontaktów, wiedzy o branży, umiejętności prowadzenia rozmów, rozwiązywania problemów ani lekcji z rzeczy, które wcześniej nie wyszły. To właśnie te elementy zabierasz ze sobą dalej. Dziś nie potrzebujesz odpowiedzi na pytanie "kim teraz jestem?". Wystarczy znacznie mniej poetycka i dużo bardziej przydatna: "Co umiem i gdzie mogę tego użyć następnie?". To już nie jest koniec stanowiska. To początek materiału do następnego.