Stowarzyszenie Cuvarów - Rafał Raczuk

Kup ebooka

15.00 zł
12.45 zł (8,30 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

AKCJA POMOST

Noc. Cztery osoby siedzą na małym drewnianym pomoście nad mazurskim jeziorem. Dookoła ciemność roztaczana przez las otaczający jezioro. Wpatrują się z lekkim niepokojem w konstelacje gwiezdne na ciemnym niebie. Ich miny zdradzają, że posiadają bardzo cenną wiedzę.

- Zdaje się, że musimy znaleźć inne rozwiązanie - powiedział Wiktor, nie spuszczając z oczu gwiazd.

- Zawsze można znaleźć inne rozwiązanie... tylko teraz pytanie, czy to konieczne - odrzekł Tomasz.

Zapanowałaby znowu cisza, gdyby nie nerwowe wiercenie się Dominiki, powodujące trzask starego drewna, z którego zbudowany był pomost. Wydawało się, że jest podniecona sytuacją na niebie. Tak jakby była o krok od wymyślenia czegoś naprawdę odkrywczego.

- Myślę, że jest szansa na to, co założyliśmy za pierwszym razem - powiedziała zniecierpliwiona.

- Szansa jest zawsze, nawet w beznadziejnym przypadku - odpalił w swoim stylu Tomasz.

- Zamknij się już! Nic nie dają te twoje pseudofilozoficzne gadki. Tylko denerwują wszystkich - oburzyła się Milka.

- Oburzyć można się zawsze, ale co to da? - kontynuował Tomasz.

- Jeszcze raz powiesz coś podobnego, a osobiście ochłodzę ci twarz wodą z możliwością obserwowania dna jeziora! - odrzekła Milka.

- Masz na myśli złapanie mnie za włosy i wsadzenie mojej pięknej facjaty do tego uroczego akwenu? - zapytał Tomasz z głupkowatym uśmiechem na twarzy.

- No i przegiąłeś, kolego.

Gdy Milka energicznie wstawała ze swojego miejsca, by wymierzyć karę Tomaszowi, jedna z gwiazd błysnęła tak jasno, że oświetliła nieco jezioro w środku lasu. Cztery osoby popatrzyły na siebie z fascynacją, ale i jednoczesnym przerażeniem.

- Spadamy stąd! - krzyknął Wiktor.

- Nie zapomnij o klepsydrze! - przypomniała Milka.

Na pierwszy rzut oka wydawało się, że ogarnęła ich panika, ale każdy ich ruch był przewidziany. Bez porozumiewania się każde z nich wiedziało dokładnie, kiedy skręcić, kiedy przyspieszyć. Po kilku sekundach na pomoście nie było nikogo, po kilkunastu cała czwórka znajdowała się już w lesie, a po minucie Wiktor się obudził.