Sten pod pachą, bimber w szklance... Życie codzienne powstańczej Warszawy - Agnieszka Cubała

Kup ebooka

19.90 zł
16.52 zł (15,82 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

Indeks

Abramow-Newerly Jarosław

Adamczewski Władysław

Adamski Stanisław

Ancuta Andrzej

Argasińska Halina "Kamila"

Auderska Halina "Nowicka"

Augustyńska Janina

Bach-Zelewski Erich von dem

Baczyński Krzysztof Kamil

Bagiński Kazimierz

Bagiński Stefan

Bala Stanisław

Bala Władysław "Gozdawa"

Bałecka Lucyna "Hajduczek"

Banach Roman "Świerk"

Banaś Zbyszek "Banan"

Bargiełowski Andrzej "Stańczyk"

Barnaciński Stefan "Budrys"

Bartelski Lesław

Bartnicki Witold "Wiktor", "Kadłubek"

Bartnikówna Maria "Lala"

Bartoszewski Władysław

Baszkiewicz Jerzy "Radwan I"

Bayer Stanisław "Leliwa"

Bączkowska Krystyna

Bąk Bolesław "Szlak"

Bąkowska Anna "Hanka"

Belechowska Zofia "Grażyna", "Marta"

Bełżyńska Krystyna "Krystyna"

Berezowska Małgorzata

Berkowa Maria "Lucyna"

Białoszewski Miron

Białous Ryszard "Jerzy"

Biedrzycka Krystyna

Biega Bolesław "Pałąk"

Bielecki Robert

Bień Adam

Bień Krystyna "Marysia"

Bieńko Wojciech "Koza"

Bieńkowski Adam "Żołędź"

Biernacki Andrzej "Kajtek"

Biernacki Mirosław "Generał"

Bilińska Janina "Anna"

Blichewicz Zbigniew "Szczerba"

Bobowicz Wiesław "Kim"

Bogda Maria

Bogdański Tadeusz

Bogusławska Teresa

Bohdziewicz Antoni "Wiktor"

Bohuszewicz Zofia

Bojarska Teresa "Dzidzia-Klamerka"

Bontemps Andrzej "Mnich"

Borkiewicz Adam "Leszczyński"

Borkiewicz-Celińska Anna "Hanka Skrzynkowa"

Borkowski Jerzy

Borstein Roman "Born"

Branicka Beata "Atka"

Bratny Roman (właśc. Mularczyk)

Brączek Zofia z domu Szopińska "Renia"

Bredel Irena "Alina-Bomba"

Brejak Zygmunt

Brodowicz Eugeniusz "Roman"

Brodziakowa Anastazja "Lina"

Brodzisz Adam "Bonza"

Bruliński Eligiusz

Brym Zbigniew "Zdunin"

Brzechwa Jan

Brzezińska Hanka

Brzozowska Helena "Anna"

Buczkowski Leopold

Budrewicz Olgierd

Bujański Jerzy

Burke Edmund "Edmund"

Bury Stanisław Edward

Cała Krystyna "Ewa"

Celiński Bohdan "Wiktor"

Cetys Maria "Szympans"

Chałko Zbigniew "Cyganiewicz"

Chechłaczówna Danuta "Danka Rad"

Chlistunow-Cieszkowska Halina "Alika"

Chmielewska Wiesława

Chmielewski Henryk "Yes"

Chojecki Stefan "Kłos"

Chojnacka Zofia

Chojnacki Henryk

Cholewa Ryszard

Cholewianka Jadwiga "Giga"

Chruściel Antoni "Monter"

Chrzan Jan

Chrzanowska Barbara "Małgosia Dębińska"

Chuchla Jadwiga "Pszczółka"

Chuchla Kazimiera "Kaja"

Chuchla Maria "Maja"

Chudzyński Edward

Churchill Winston

Chyczewski Andrzej "Gustaw"

Chyczewski Janusz "Pawlak"

Cichocka Danuta "Anielka"

Ciechanowski Leon

Ciecierski Kazimierz

Ciemiński Władysław "Rusik I"

Cieślewski Tadeusz

Ciołek Gerard

Cybulski Henryk "Czesław"

Cykalewicz Zofia "Jagódka"

Czajkowska Grażyna "Kalina"

Czajkowski Antoni "Badur"

Czajkowski-Dębczyński Zbigniew "Deivir"

Czartoryski Michał "Ojciec Michał"

Czech-Wisłocka Halina

Czerwińska Alicja "Małgorzata"

Czerwińska Jadwiga

Czerwosz Zofia

Damięcka Małgorzata Janina "Duda", "Świder"

Danysz Witold Maciej "Jeleń"

Dąbrowska Maria

Deczkowski Juliusz Bogdan "Laudański"

Delavigne Jean François Casimir

Dereziński Janusz

Dewicz Adam "Szary Wilk"

Dillenius Zofia "Jodła"

Dirlewanger Oskar

Dobrowolski Stanisław Ryszard

Dobrzyński Modest "Paweł"

Dołęga Kamieński Tadeusz "Badacz"

Doré Gustaw

Dorociński Stefan "Maciek"

Drapczyńska-Baczyńska Barbara

Dreyza Jerzy

Duchowski Tymoteusz "Motek"

Dudzińska-Mazurkiewicz Alina "Dorota"

Dunin-Wąsowicz Janina

Dutkiewicz Helena

Dutkiewicz Mieczysław

Dworak Zbigniew "Dr Max"

Dzierżanowska Krystyna "Grażyna"

Dzierżykray-Rogalski Tadeusz

Dziwisz Helena "Wrzos"

Ekier Jan "Janosik"

Elias Marian "Marek"

Fajer Lucjan "Ognisty"

Falkowski Adolf

Faranowska Hanna "Hanka Czarna"

Faryaszewska Ewa "Ewa"

Feri? Zwonimir "Zwonko"

Filipowicz Jerzy "Pogoń"

Fiszer Stanisław

Florczak Zbigniew

Fogg Mieczysław "Ptaszek"

Franio Zofia

Frank Hans

Gabryelski Jerzy

Gadzińska Irena

Gajcy Tadeusz

Gall Iwo

Gałka Mieczysław "Elegant"

Gandecki Jerzy "Władek"

Gardowski Ludwik

Garncarczyk Jan Maria

Gawin Jerzy "Słoń"

Gebethner Stanisław

Georgica Jan "Grzegorzewicz"

Gepner Stanisław

Getter Marek

Gieysztor Aleksander

Gieysztor Maria Katarzyna

Giżycki Kamil "Batoli"

Giżyński Lucjan "Gozdawa"

Gosławska Zofia

Goszka Stanisława

Górecki Przemysław "Kuropatwa"

Górecki Ryszard "Majtek"

Grabiański Janusz

Grabowska Bożena "Magda"

Grabowska Irena "Hanka-Bomba"

Grabowska Teodora "Wanda"

Grabowska-Sznajderowa Eliza "Ada-Bomba"

Grabowski Jan "Bogusław"

Grenda Kazimierz "Granica"

Grigo Tadeusz "Kur"

Grodzka-Gużkowska Magdalena z domu Rusinek "Magda"

Grodzki Roman

Gromulska Wanda "Teresa"

Gross-Ostrowska Elżbieta "Ela"

Grossówna Helena "Bystra"

Gruszczyńska Janina "Janka"

Gruszczyński Janusz "Belina"

Gruszko Danuta "Henia"

Guttenbergowa Maria "Jedynaczek"

Hackiewicz Halina "Halina"

Haller Józef

Haneman Eugeniusz

Hanke Tadeusz

Hartlieb Heinz

Heczkówna Krystyna "Teresa"

Heidrich Andrzej

Helwich Jan "Bohdan"

Himmler Heinrich

Hitler Adolf

Hollender Tomasz "Tomasz Wiatraczny"

Hołownia Jerzy "Jur"

Hoppe Jan

Horodyńska-Waśkowska Zofia

Hryniewicka Hanna "Ołena"

Husarski Wacław

Imroth Halina

Iring Mirosław "Stanko"

Irzykowski Karol

Jabłkowski Józef

Jabłoński Franciszek "Wilk"

Jabłoński Rafał

Jachimowski Tadeusz "Budwicz"

Jakimowicz Andrzej

Jakubowska Anna "Paulinka"

Jamiołkowska Zofia

Jankowski Jan Stanisław "Soból"

Jankowski Stanisław "Agaton"

Jankowski Tadeusz

Janowska Alina "Alina"

Jarkowska Zofia "Zosia"

Járosy Fryderyk

Jaroszewicz Zofia

Jasiński Zbigniew "Rudy"

Jaszczuk Piotr "Tomaszewski"

Jaworska Barbara "Wierszynka"

Jezierski Mirosław "Karnisz"

Jędrzejewska Halina "Sławka"

Joachimczyk Joachim "Joachim"

Junkiewiczówna Helena

Jurczakowska Wacława "Wacka"

Jurgielewicz Mieczysław "Narbutt"

Kaczmarek Wiesław Alfred "Halicz"

Kaczyński Jan Tadeusz "Dziwak"

Kaleta Jerzy

Kalkowski Jan

Kaltenberg Piotr "Luty"

Kamiński Aleksander "Hubert"

Kamiński Bronisław

Kamper-Gliszczyńska Wiesława "Sławka"

Kannenberg Jerzy "Kostek"

Kapuścińska Hanna "Maryna"

Karaszewicz-Tokarzewski Michał

Karlikowska Alicja z domu Kucharska "Zawiejka"

Karlińska Bożena

Karłowicz Wacław "Andrzej Bobola"

Karpowiczówna Barbara "Bajda"

Kasprzak Jerzy "Albinos"

Kasznica Eleonora "Ela"

Katarzyńska Urszula "Ula"

Kazimierczak Wacław

Khuen-Krieg Nelly

Kielanowski Wojciech "Zagłoba"

Kiliński Jan

Kisielewski Stefan

Klarner-Szymanowska Jadwiga "Ochocka", "Aniołek"

Kledzik Maciej

Klimowicz Zbigniew "Piotr"

Kłoczowski Jerzy "Piotruś"

Kłoś Bożena "Magda"

Kocpel Maria

Koczwarowa Maria "Anula"

Kolenda-Piasecka Barbara

Komarnicka Romualda "Lunia"

Komender Teresa

Komorowski Tadeusz "Bór"

Konwa Genowefa "Nina", "Ninka Abisynka"

Kopf Stanisław "Malarz"

Korpal Barbara "Ewa Wilnarowska"

Kossak Zofia

Kossowska Aleksandra "Teresa Mężatka"

Kowalczyk Józef "Oracz"

Kowalczyk Lidia "Akne"

Kowalczyk Stefan "Biblia"

Kowalewski Andrzej

Kowalewski Marian "Heń"

Kowalska Barbara "Poziomka"

Kowalska Irena "Irka"

Kowalski Andrzej "Stach-Sidol"

Kowalski Mieczysław "Kajtek"

Kowalski Wiesław "Ostoja"

Kownacka Maria

Kozak Anna

Kozakiewicz Włodzimierz "Barry", "Bary"

Koziej-Wrzosińska Danuta "Magda"

Kozłowska Zofia "Grażyna"

Kozłowski Janusz "Janusz"

Kozłowski Tadeusz

Koźmińska Maria "Mariszka"

Krahelska Krystyna "Danuta"

Krajewska Ludwika "Mila"

Krotoski Jan

Kruczyńska-Ankowicz Barbara "Wita"

Kruszyński Seweryn

Kryńska Irena "Irena"

Kryńska Joanna

Kryński Karol

Krzewska Krystyna "Foka", "Kalina"

Krzyżanowska Janina "dr Josek"

Krzyżanowska Michalina

Krzyżanowski Konrad

Kubalski Tadeusz "Gryf"

Kubalski Tadeusz "Zbroja"

Kubiak Irena "Irena"

Kubiak Józef "Andrzej"

Kuczera Czesław "Mały"

Kujawski Zygmunt "Brom"

Kukieła Zygmunt

Kulesza Henryk "Stefan"

Kulesza Juliusz "Julek"

Kulesza-Kurowska Janina "Urszula"

Kuleszanka Elżbieta "Cygan", "Ela Bystrzyca"

Kulicki Lech

Kulski Juliusz

Kunert Andrzej Krzysztof

Kurdwanowski Jan "Krok"

Kurpiński Karol

Kurzyna Mieczysław "Miecz"

Kusocińska Katarzyna "Kasia"

Kwiatkowska Irena

Kwiatkowski Stanisław "Mróz"

Kwiecińska Halina "Krysia-Kwiatek"

Laskowski Zbigniew "Leszczyński"

Latkowska Maria "Maryla"

Leski Kazimierz "Bradl"

Leszczyński Stefan

Leśniewski Apolinary "Maron"

Lewandowski Zygmunt "Maks"

Ligęza Andrzej "Cowboj"

Likiernik Stanisław "Stach"

Lindner Jerzy

Lokajska-Domańska Zofia

Lokajski Eugeniusz "Brok"

Lorentz Stanisław

Loth Edward "Gozdawa"

Loth Felicjan

Łazawertówna Henryka

Łążyńska Maria "Boża Wola"

Łempicka Dorota "Dorota"

Łopatecki Edward "Młodzik"

Łuczyński Ireneusz

Łukaniewicz Aldona "Ada"

Łukjanow-Kozłowski Włodzimierz "Jastrzębiec"

Łuszczewska-Heine Janina Danuta "Danka"

Maas Jan

Maciejowska-Wagnerowa Wanda "Iza-Bomba"

Magier Tadeusz "Żytomirski"

Majewska Elżbieta "Niunia"

Majewski Stanisław "Stach"

Majorkiewicz Felicjan "Iron"

Makuszyński Kornel "Stary Kapral"

Malczewski Jerzy

Maleszewska Krystyna "Rafał"

Maliszewski Aleksander "Piotrowski"

Mancewiczówna Halina

Manitius Elżbieta z domu Nałęcz-Sochacka

Manteuffel Leon

Marcińczyk Aleksandrer "Łabędź"

Marconi Bohdan

Marczak Stanisław

Marczuk Wincenty

Markiewicz-Biernacka Elżbieta "Ewa"

Markowski Jan Krzysztof "Krzysztof"

Markowski Włodzimierz

Marszalec Janusz

Martynowiczówna Aleksandra

Massalska Barbara

Maszyńska Halina

Maszyńska Stanisława

Matecki Edward "Edek"

Maternowska Zofia "Przemysława"

Matuszewska Ewa "Mewa"

Matuszewski Bronisław "Mirza"

Matys-Wysiadecka Barbara "Baśka-Bomba"

Mazurkiewicz Jan "Radosław"

Melanowski Władysław

Mencel Wojciech "Paweł Janowicz"

Michalski Leon

Michalski Ludwik "Fil"

Miechowski Zygmunt

Mielecki Mieczysław "Mieczysław"

Mierzejewska Jadwiga "Danuta II"

Mierzejewska-Rogalska Krystyna "Soból"

Mięso-Mirska Irena "Oleńka"

Mikołajczyk Stanisław

Miller Jerzy

Miłosz Czesław

Moczarski Kazimierz

Modelski Witold "Warszawiak"

Modro Jerzy "Rarańcza"

Morawska Jadwiga z domu Piwkówna "Jagoda"

Mrożewski Stefan

Müller Aleksander "Julek"

Mussolini Benito

Mystek Gabriela

Myszkowska Krystyna "Marzenka"

Nelkenówna Anna

Netzner Zygmunt "Kryska"

Niedzielski Mieczysław "Żywiciel"

Niedźwiecka Izabela "Bela"

Nietzsche Friedrich

Niezabitowski Tadeusz "Lubicz"

Nowak Wiesław

Nowak-Jeziorański Jan

Nowicka-Solarska Ewa "Heba"

Nowicki Andrzej

O'Brown August Agbola "Ali"

Ochęduszko Halina

Ochęduszko Jaromir

Ochman Bronisława

Okulicki Leopold "Kobra", "Niedźwiadek"

Oleksiński Władysław

Olesik Walentyna "Węgiel"

Olkusznik Stanisław "Śmiałowski"

Olszewski Władysław "Sokół"

Opacki Bronisław "Prus"

Osmańczyk Edmund Jan "Jan Gor"

Osmańczyk Łukasz

Ostrowski Janusz Waldemar "Żbik"

Paczkowski Alfred "Wania"

Paczyński Wacław

Paderewski Olgierd "Olgierd"

Palińska Krystyna

Papieski Zbigniew

Parzyszek Tadeusz

Pastwa Mirosław "Mirek"

Paszkiewicz Mieczysław "Ignacy"

Pawełek Karol

Pączek Walerian "German"

Pełczyński Tadeusz "Grzegorz"

Perkowski Piotr

Petersowa Zofia

Petrynowska Hanna "Rana"

Piaszczyńska Zofia "Ewa"

Piechotka Kazimierz

Piechotka-Huber Maria "Marianna"

Piekarska Jadwiga "Basia"

Pietraszkiewicz Juliusz

Piewska Alicja "Alka-Bomba"

Piotrowska Barbara "Basia Pająk"

Piotrowski Jan

Plewińska-Smidowiczowa Zofia

Płoski Stanisław "Sławski"

Podgórski Andrzej "Całka"

Podlaski Zygmunt "Kajtek"

Podlewski Stanisław

Pogórski Tadeusz "Morwa"

Pohoska Ewa

Pokrzywnicka Irena

Polkowska Wanda

Polkowski Janusz "Jastrzębiec"

Polley Czesław "Czech Młot"

Poniatowska Barbara "Grażyna"

Ponikowska Maria

Porazińska Janina

Porowski Marceli "Sowa"

Potocki Stanisław

Potrzebski Wiktor "Corda", "Korda"

Prorok Leszek

Przestępska Danuta "Dasia"

Przeworska Janina

Przybora Jeremi

Przybylska Maria

Przybyła Edmund "Grzmot"

Przystojecki Tadeusz "Lech Żelazny"

Purgal-Radecka Zofia "Zocha"

Pużak Kazimierz "Bazyli"

Pyszkowski Kazimierz

Rabe Jerzy "Jur"

Radajewska Maria "Myszka"

Radziejowski Feliks

Radziwiłł Janusz

Radzymińska Józefa "Mieczysława"

Rajgrodzka Krystyna

Rakowski Karol

Rankowska Barbara "Basia"

Rankowski Wincenty "Wicek"

Rassalski Stefan "Ster"

Referowska Maria

Reinefarth Heinz

Rejterówna Irena "Irka"

Reżanowicz Marian

Richie Alexandra

Rodowicz Jan "Anoda"

Rodziewiczówna Maria

Rogalski Aleksander

Rogalski Tadeusz

Romanowicz Ewa

Romocki Andrzej "Morro"

Romocki Jan "Bonawentura"

Rosłoniec Włodzimierz "Karski"

Rosnowska Amelia "Anna"

Rosnowski Jeremi "Jeremi"

Rossman Danuta "Danka"

Rostworowski Tomasz "Ojciec Tomasz"

Roś Barbara "Mrówka"

Rowecki Stefan "Grot"

Rozwadowska Cecylia

Rudnicki Edmund "Konopka"

Rutkowska Zofia "Ewa"

Rutkowska-Krupińska Maria "Ludwika Mariańska"

Rutkowski Bronisław "Korycki"

Rutkowski Jerzy "Kmita"

Rutkowski Leonard Franciszek

Rybiński Lech "Pat"

Rylski Zbigniew Wiesław "Brzoza"

Ryszkiewicz Andrzej

Rzepecki Jan "Prezes"

Sadowski Cyprian "Skiba"

Sakowski Antoni "Mietek"

Salamucha Jan "Jan"

Salvano Sam

Sariusz-Zaleska Tekla "mgr Anna"

Schayerówna Maria

Schiller Leon "Lambda"

Schuch-Nikiel Zofia "Iza"

Scott George

Semadeni-Konopacka Halina "Konstancja"

Sendys Natalia "Zyta"

Sędkowski Jan "Wilk"

Sękowski Stefan "Stefaniak"

Siemaszko Zofia

Sienkiewicz Karol

Sieradzki Stanisław "Świst"

Sikorski Witold "Boruta"

Sikorski Władysław

Skierski Zenon

Skrobisz Tadeusz

Skrobowski Rajmund "Ghandi"

Skroczyński Albin "Łaszcz"

Smith Sigmund

Smogorzewski Jan "Jur"

Smolińska Halina "Halka"

Smordowski Antoni "Teodor"

Sobeski Edward "Bończa"

Sobieski Tadeusz "Kajtek"

Sobolewska Halina "Halina"

Sobolewski Juliusz "Roman"

Sochnowski Stanisław

Sojecki Stefan

Sołtan Aleksander

Sołtan Tadeusz "Karcz"

Soroczyńska Halina "Sroczka"

Sosnkowski Kazimierz

Sosnowski Władysław "Nemo"

Srocki Bolesław "Bolesław"

Sroczyńska-Wyczańska Krystyna

Stachurski Marian

Stanek Józef "Rudy"

Staniewski Roman "Stanisław Kwiatkowski"

Stanowski Adam

Stawiński Jerzy Stefan "Lucjan"

Stefanowska Ewa "Ewa"

Stolarek Zbigniew

Stolarski Jerzy "Wir"

Straszewska Maria "Emma"

Straszyński Olgierd "Wesołowski"

Strehl Leon "Feliks"

Stroiński Zdzisław Leon

Strok Marek

Strumiłowska-Chęcińska Barbara "Basia Biała"

Strzelecki Krystyn "Zawał"

Strzembosz Tomasz

Strzemiński Władysław

Subera Ignacy "Avebus", "Arebus"

Sułowska-Dmochowska Maria "Maryla"

Sumiński Tadeusz "Leszczyc"

Suski Ryszard "Ryś"

Swierczewska Maria "Maryna"

Sygietyński Tadeusz

Synogrodzka-Wyrzykowska Barbara "Basia Mała"

Szablowski Jerzy

Szaflarska Danuta "Młynarzówna"

Szafranek Franciszek "Frasza"

Szancer Jan Marcin

Szancer Zofia

Szarota Tomasz

Szczepański Józef Andrzej "Ziutek"

Szczęsna Janina

Szczudłowska Janina

Szeliga-Paschke Krystyna

Szelińska Krystyna

Szeliński Andrzej "Andrzej Pol"

Szermentowski Eugeniusz

Szklarek Henryk "Trzcielski"

Szlasa Stefania "Stefa", "Limpopo"

Szope Edward

Szope Ryszard

Szpilman Władysław

Szrojt Eugeniusz "Benedykt"

Szulc Jerzy "Konrad"

Szumigaj Franciszek

Szumlewski Ludwik "Selim"

Szweda-Musiatowicz Krystyna

Szymanowski Antoni "Brun"

Szymanowski Wojciech "Synon"

Szymańska Wanda

Szymańska Władysława

Szypowski Jan "Leśnik"

Ślązak Danuta "Blondynka"

Ślązakowski Stefan "Mściciel"

Ślepowrońska Krystyna "Ismena"

Świątkowski Zygmunt "Korczak"

Świderski Jerzy "Lubicz"

Świderski Leszek

Świeszcz-Łazor Zofia "Zojda"

Świętochowski Zbigniew "Krzysztof"

Taborski Bolesław "Juliusz"

Tarnawska Maria

Tarnawski Stefan "Tarło"

Teodorowicz-Karpowska Helena

Terlikowski Roman

Tłoczyński Ksawery "Orlik"

Tomaszewicz Wincenty

Tomaszewski Kazimierz

Tomaszewski Stanisław "Miedza"

Tomkiewicz Mieczysław

Treutlerówna Alicja "Jarmuż"

Trojanek-Rychter Kazimiera "Mirka"

Trojanowska Janina "Nina"

Troński Bronisław "Jastrząb"

Trószyński Zygmunt "Alkazar"

Truszkowski Adam "Tomicki"

Trzaska Filip "Siedlecki"

Twardowski Jan

Tworkowski Stanisław "Jacek"

Tyszkiewicz Benedykt

Tyszko Eryka "Eryka"

Ubysz Mieczysław "Wik"

Ujejski Karol

Urbaniec-Downarowicz Maria "Myszka"

Vitali Mirosław "Jerzy"

Vlassak Henryk

Vormann Nikolaus von

Wajda Andrzej

Walczakówna Maria "Irma", "Myszka"

Ward John

Wardach Henryk "Kajtek"

Warszawski Józef "Ojciec Paweł"

Wasiel Bohdan

Waszkiewicz Jerzy "Paweł"

Waśniewski Jan

Wawrzyniak Antoni

Wawrzyńska Wanda

Weber Stanisław "Chirurg"

Weinberg Weronika

Wejchert Kazimierz

Werner Janusz "Fabian"

Wesołowski Stefan

Węglewicz Karol

Wiechecki Stefan "Wiech"

Wierzbowski Henryk "As"

Wilczyńska Eugenia

Wilczyński Janusz Waldemar "Bocian"

Wilska Teresa "Czarna Bożena", "Danuta"

Winiarska Danuta "Słoninka"

Winiarska-Naumanowa Hanna "Grażyna"

Wiśniewska Halina z domu Rybak

Wiśniewska Maria "Pucia"

Wiśniewska Zofia "Marta"

Witkowski Łukasz

Wojciechowski Jan "Korab"

Wojewódzki Michał

Wojnicz-Białowiejska Wanda "Wanda"

Wojtasiówna-Ruszkowska Lucyna "Sarna"

Wolska Honorata

Wolska-Nowak Jadwiga "Greta"

Wolski Andrzej "Jur"

Wołłowicz Halina "Rena"

Wroniszewski Józef

Wróblewska Danuta

Wróblewska Halina

Wróblewski Jan "Zabawa"

Wuttke Jan "Czarny Jaś"

Wyka Kazimierz

Wyszyński Stefan "Radwan III"

Zachwatowicz Jan "dr M. Janowski"

Zachwatowicz-Wajda Krystyna "Czyżyk"

Zadrożny Czesław "Kuna"

Zadrożny Stanisław "Pawlicz"

Zagórski Wacław "Lech Grzybowski"

Zagrodzka Halina "Scarlet"

Zahorski Lech

Zalewski Witold

Załęska Janina "Małgorzatka"

Załuski Zbigniew

Zambrowicz Ziuta

Zamsztejn-Kamienicka Zofia

Zaorska-Burczyk Krystyna

Zaremba Zygmunt "Marcin"

Zarzycki Jerzy "Pik"

Zaturski Ludwik "Raczek"

Zawadzka-Rużyłło Alina

Zawistowski Roman "Fleming"

Zawodny Janusz Kazimierz "Miś"

Zbierska Halina

Zbłowski Jan "Struś"

Zborowski Jerzy "Jeremi"

Zdżarska Romana "Romka"

Zembrzuska Janina

Zeyland Janusz

Zglinicka Krystyna Janina "Szczara"

Zgrychowa Irena

Zieja Jan "Rybak"

Ziemski Karol "Wachnowski"

Zieniewicz Bohdan

Zimińska-Sygietyńska Mira

Ziółkowski Tadeusz "Dzidziuś"

Zyfilgar Kerimow "Kaukaz"

Żdżarski Wacław "Kozłowski"

Żenczykowski Tadeusz "Kania"

Żeromska Monika

Żeromski Stefan

Żuchniewska Jadwiga

Żuchowski Jan "Trojan"

 

Słowo wstępne

"Powstanie jest czynem samym w sobie i sztucznych legend nie potrzebuje" - to słowa por. Zbigniewa Blichewicza "Szczerby", jednego z legendarnych dowódców Powstania na Starym Mieście?1?. Zdanie to posłużyło autorce pracy jako motto przy poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, jak wyglądało życie codzienne podczas Powstania Warszawskiego.

Do spojrzenia na to niezwykle wielowymiarowe wydarzenie z trochę innej perspektywy zachęcają pytania stawiane dziś przez pokolenia wnuków i prawnuków powstańców, a także uważna lektura bardziej odważnych wspomnień uczestników i świadków walki stolicy. Powstanie Warszawskie najczęściej kojarzone jest z walką o wolność, suwerenność i niepodległość, ale także z wielką tragedią i martyrologią narodu polskiego. Jeśli jednak przyjrzymy się trochę bliżej różnorodnym aspektom tego zrywu, zamiast marmurowych posągów zobaczymy twarze młodych ludzi, którzy musieli zmierzyć się z niezwykle trudną rzeczywistością. Chcieli jednak przeżyć dany im czas najpełniej, jak to tylko możliwe. Ludzi, dla których priorytetem była walka i realizacja powierzonego im zadania. Ludzi, którzy, trwając na swych stanowiskach, zastanawiali się, czy wystarczy im amunicji, by odeprzeć następny atak, czy uda się dostarczyć meldunek, przechodząc przez teren opanowany już całkowicie przez wroga. Ludzi, którzy szukali odpowiedzi na pytanie, jak żyć dalej po śmierci najbliższej osoby, stracie domu rodzinnego i dezaktualizacji wszystkich dotychczasowych wartości.

Myśląc o Powstaniu Warszawskim, bardzo często zapominamy, że za barykadą istniało także zwyczajne życie. Trzeba było zjeść jakiś posiłek, zapewnić zmęczonemu organizmowi chociaż kilka godzin snu, zdobyć wodę do picia, załatwiać naturalne potrzeby fizjologiczne, odwiedzić w szpitalu rannego przyjaciela, pomodlić się na grobie syna, napisać krótki list do rodziców przebywających w całkiem innej dzielnicy.

Najważniejsze i kluczowe było zawsze to, by mieć broń i utrzymać obsadzone stanowiska. Jednak poza tym młodzi ludzie chcieli wyglądać bojowo w swoich panterkach i kombinezonach z biało-czerwoną opaską, podobać się dziewczętom lub nie przynieść wstydu "swoim chłopcom". W nielicznych wolnych chwilach powstańcy prowadzili ciekawe rozmowy, czytali prasę, żartowali, śmiali się i kochali - nie zawsze tylko platonicznie. Bali się bezradności i osamotnienia, musieli jakoś odreagować stres i pokonać strach. Opowiadali więc sobie kawały, oglądali w kinie Palladium kroniki nakręcone podczas walki, słuchali koncertów, spotykali się przy zbożowej kawie w gospodzie żołnierskiej peżetek lub też wieczorem - na kwaterach u dziewcząt. Śpiewali piosenki, a nawet czasami tańczyli - gdy znalazł się w pobliżu patefon lub ktoś zagrał na harmonijce ustnej czy grzebieniu. Bo młodość ma swoje prawa, a przecież największą grupę uczestników Powstania stanowili ludzie w wieku 16-25 lat... Oczywiście za swoje "niestosowne zachowanie" musieli również wielokrotnie wysłuchać ostrej reprymendy i zarzutów, że nie szanują powagi sytuacji, majestatu śmierci, a na dodatek niepotrzebnie drażnią Niemców...

Dla wielu osób zderzenie się z otaczającą rzeczywistością było niezwykle ciężkim przeżyciem. Nietrudno więc sobie wyobrazić, że pojawiły się też pierwsze załamania psychiczne. A te z kolei prowadziły do nadużyć, błędów i wypaczeń: nadmiernego spożycia alkoholu, braku dyscypliny, dezercji, rabunków czy też, w wyjątkowych, skrajnych przypadkach, nawet morderstw, samosądów, gwałtów.

Patrząc na Powstanie Warszawskie poprzez różnorodne aspekty życia codziennego, poznając okoliczności towarzyszące podejmowaniu trudnych decyzji, widząc rozterki dowódców, szeregowych żołnierzy i ludności cywilnej, łatwiej zrozumieć, że było to wydarzenie niezwykle wielowymiarowe. Że Historia nigdy nie jest czarno-biała, a składa się, tak jak i ludzkie życie, z tysięcy odcieni szarości. Że na trudne pytania rzadko znajduje się proste i jednoznaczne odpowiedzi.

Myśląc o tych 63 niesamowitych dniach, przeważnie odruchowo koncentrujemy się na walce, a następnie ostatecznej śmierci ludzi i miasta, zapominając, jak bardzo tętniło wówczas życie. Zbigniew Jasiński "Rudy" w swoim niezwykle popularnym podczas Powstania wierszu Odmawiamy! ujął kwintesencję tego tematu w bardzo prostych słowach: "Tak... żyć chcemy! Nie chcemy - umierać!". W tym kontekście niesamowicie brzmią słowa Janiny Kuleszy-Kurowskiej "Urszuli", opowiadającej o pogrzebie swojego kolegi z oddziału. Plutonowy podchorąży Czesław Polley "Czech Młot", młody, przystojny i bardzo wysoki chłopak, zginął 4 września 1944 roku. Pomimo wielu trudności udało się zdobyć dla niego jakąś trumnę. Okazało się jednak, że była ona zbyt mała: "Nie zapomnę widoku kolegów, którzy usiłowali go wcisnąć do tej trumny. Wydawał mi się symbolem całej naszej młodzieży walczącej w Powstaniu, która nie chciała znaleźć się w trumnie, lecz pragnęła żyć i pracować dla Kraju, a nie miała wówczas szans"?2?.

Sami powstańcy niechętnie opowiadają o tematach związanych z życiem codziennym, uważając je za mało istotne, nieciekawe, całkowicie marginalne, odciągające uwagę od meritum sprawy - walki. By jednak pokazać, jak ważne to były zagadnienia, warto przytoczyć słowa osoby niezwykłej, nieżyjącego już niestety żołnierza batalionu "Zośka", Tadeusza Sumińskiego "Leszczyca":

Przeżycia powstańcze są najmocniejsze i najważniejsze w moim życiu. W moich wspomnieniach utrwaliły się najbardziej: strach (który trzeba było stale przezwyciężać), rozpacz po stracie najbliższych kolegów (straciłem wszystkich najbliższych przyjaciół), ogromne fizyczne i psychiczne znużenie, głód i gorsze od niego - pragnienie. Do przeżyć radosnych zaliczam przede wszystkim niezwykle szybkie zawiązywanie się mocnych przyjaźni, entuzjazm i triumf zwycięstw (do 11 sierpnia pluton mój wygrywał niemal każde starcie), euforię, z jaką witała nas w pierwszych dniach robotnicza ludność Woli, wreszcie świadomość, że biorę udział w wydarzeniu historycznym. [...] W ekstremalnie trudnych warunkach życia i walki nieoczekiwanie wielkiej wartości nabierały rzeczy i sprawy elementarne, jak np. chleb, woda, sen, zmęczenie i przede wszystkim obecny obok przyjaciel. Powstanie miało być wielką przygodą, która przemieniła się w wielką tragedię, najbardziej brutalne życiowe doświadczenie, które w tak ogromnej dawce musieli przeżyć bardzo jeszcze młodzi ludzie?3?.

Warto również zwrócić uwagę na słowa innego powstańca, wówczas spikera Polskiego Radia - Jeremiego Przybory, który niezwykle ciekawie przedstawił swoją codzienność powstańczą:

Natura ludzka dąży do "urządzenia się" w każdych okolicznościach, do jakiejś "małej stabilizacji". I jest to chyba ta nić życia w człowieku, która go utrzymuje przy egzystencji, wbrew wszystkiemu, co przeciw istnieniu się sprzysięgło [...].

Powstanie położyło kres [...] warszawskiej okupacyjnej "małej stabilizacji", ale - o dziwo - i to piekło osaczonego, bombardowanego, zabijanego metodycznie miasta miało na tym infernalnym tle swoje małe, infernalne stabilizacje [...].

Przeżyłem dwie takie powstańcze "małe stabilizacje". Najpierw tę sierpniową, w północnej części Śródmieścia, a ściśle w jego wycinku obejmującym plac Napoleona, wraz z ulicami: Moniuszki, Świętokrzyską, Marszałkowską, Szpitalną i Górskiego. To był okres najbardziej przypominający "prawie normalne" życie oblężonego miasta: poruszanie się na powierzchni ziemi, codzienne, kilkakrotne "chodzenie do pracy", czyli z kwatery na Górskiego do Radia na Moniuszki. Chociaż podczas tych kursów (jak i przy pracy) zawsze coś mogło mi zlecieć na głowę albo trafić w tę czy inną część ciała, to szanse dotarcia do celu były spore - najlepszy dowód, że docierałem. [...]

Druga "mała stabilizacja", wrześniowa, czyli w Śródmieściu na południe od Alej Jerozolimskich, dokąd radiowa ekipa przeniosła się po likwidacji północnej części Śródmieścia, bardzo się różniła od sierpniowej. Na przykład ruch pieszy (innego zresztą nie było) nie odbywał się już ulicami i należałoby go nazwać podwórkowo-piwnicznym. Ulice, które były pod ostrzałem z niemieckich pozycji, były niezbyt bezpieczne, żeby się na nich pojawiać. Zastępowała je sieć podziemnych przejść biegnących przez piwnice, gęsto zresztą zaludnione. [...] Z czasem jednak wytworzyło się coś w rodzaju naziemnego forum na odcinku Kruczej między Wilczą i Hożą, a nawet Wspólną, bo był to odcinek całkiem bezpieczny. Kwitł tam handel zamienny połączony z życiem towarzyskim; można było spotkać kogoś, kogo się poszukiwało, można było się też dowiedzieć o czyjejś śmierci lub - przeciwnie - że pogłoski o takowej są fałszywe, a nawet osobiście się o tym przekonać, zobaczywszy rzekomego nieboszczyka czy nieboszczkę oferującego wymianę jakiejś, na przykład, garderoby na konserwy czy papierosy?4?.

Przy omawianiu różnorodnych aspektów życia codziennego powstańczej Warszawy należy jednak zawsze pamiętać tak o skali danego zjawiska, jak i o specyfice poszczególnych dzielnic miasta. To, co było standardem w konkretnym rejonie, mogło już zupełnie nie występować trzy ulice dalej.

Choć uczestnictwo w bezpośrednim starciu z wrogiem było dla żołnierzy Warszawy zawsze priorytetem, to w niniejszej publikacji znaleźć można niewiele opisów poszczególnych akcji zbrojnych. Wiele uwagi poświęcono natomiast samemu charakterowi walk powstańczych, widzianych jednak nie z perspektywy sztabowców i strategów, ale konkretnych uczestników zdarzeń - ich doświadczeń, refleksji i przeżyć. W wyniku zastosowania tego manewru powstał swoisty katalog najbardziej typowych postaw, zjawisk i problemów, z którymi na co dzień spotykali się żołnierze podczas walki. Wymienić tu można tak powszechne kwestie jak: konieczność oszczędzania amunicji, dylematy dowódców liniowych, wysyłających niekiedy na pewną śmierć swoich przyjaciół, specyfikę ataków powstańczych, przesądy dotyczące walki czy nawet cechy charakteru narodowego Polaków. Dużo miejsca poświęcono także tematowi uzbrojenia powstańców oraz osobistemu wręcz podejściu do posiadanej broni, którą często ceniono bardziej niż własne życie. Zagadnienia te zostały skonfrontowane z opisem przygotowania do walki oddziałów niemieckich, co wydaje się o tyle ciekawe, że nieprzyjaciel stanowił wówczas swoisty wzór dla innych narodów - najlepiej uzbrojoną i przystosowaną do walki armię świata. Szczególną uwagę zwrócono także na jeden z najbardziej tragicznych elementów codzienności powstańców i ludności cywilnej miasta - niezwykle brutalne, popełniane masowo zbrodnie dokonywane przez Niemców i kolaborujące z nimi jednostki wschodnie.

Niniejsza publikacja stanowi swoiste studium dotyczące życia codziennego warszawiaków - powstańców i ludności cywilnej - w sierpniu i wrześniu 1944 roku. Ze względu na niezwykle szeroki zakres omawianego problemu autorka zmuszona była do dokonania selekcji materiału, skrótów i subiektywnych wyborów. Pewne tematy zostały więc jedynie zasygnalizowane lub włączone w tok narracji w takim stopniu, w jakim wiązały się z obliczem życia codziennego. Dotyczy to zwłaszcza takich zagadnień jak walka, kanały, łączność, harcerska poczta polowa, szpitale, media, polityka.

Materiał źródłowy pracy stanowiły zbiory Archiwum Muzeum Powstania Warszawskiego, Archiwum Akt Nowych, Józef Piłsudski Institute of America, Studium Polski Podziemnej, Wojskowego Instytutu Historycznego, Komisji Historii Kobiet, Izby Pamięci Marii Kownackiej, dokumenty i archiwa prywatne, a także - w ogromnym stopniu - odpowiedzi na ankietę dotyczącą różnorodnych aspektów życia codziennego powstańczej Warszawy, przeprowadzoną przez autorkę w latach 2007-2013 wśród uczestników walk. W sposób niezwykle szeroki została również wykorzystana literatura przedmiotu, niepublikowane dotąd wspomnienia i opracowania, a także prasa powstańcza, audycje Polskiego Radia i radiostacji powstańczej "Błyskawica", jak również najnowsze wyniki badań.

Szczególne podziękowania za pomoc, cenne uwagi oraz okazaną życzliwość i wsparcie autorka pragnie złożyć:

- powstańcom warszawskim, a zwłaszcza Bolesławowi Biedze, Adamowi Bieńkowskiemu, Annie Borkiewicz-Celińskiej, Krystynie Całej, Bohdanowi Celińskiemu, Zofii Dillenius, Helenie Dziwisz, Janowi Ekierowi, Urszuli Katarzyńskiej, Stanisławowi Likiernikowi, Aleksandrowi Müllerowi, Wiesławowi Alfredowi Kaczmarkowi, Alicji Karlikowskiej, Stanisławowi Kwiatkowskiemu, Juliuszowi Kuleszy, Zbigniewowi Rylskiemu, Stanisławowi Sieradzkiemu, Tadeuszowi Sumińskiemu, Annie Swierczewskiej-Jakubowskiej, Wojciechowi Świątkowskiemu, Jerzemu Świderskiemu, Bolesławowi Taborskiemu, Marii Urbaniec-Downarowicz, Teresie Wilskiej i Marii Wiśniewskiej;

- wszystkim osobom, które odpowiedziały w formie pisemnej lub ustnej na ankietę dotyczącą różnorodnych aspektów życia codziennego powstańczej Warszawy;

- historykom, którzy przyczynili się do ukształtowania spojrzenia autorki na wydarzenia z najnowszych dziejów Polski, jak również służyli jej swoją wiedzą, doświadczeniem i radą - prof. Wojciechowi Roszkowskiemu, prof. Tomaszowi Strzemboszowi, prof. Andrzejowi Krzysztofowi Kunertowi, prof. Janowi Żarynowi oraz Pani Joannie Piskorskiej-Gomoliszek, Panu Mariuszowi Olczakowi i Panu Markowi Strokowi.

- Panu Zygmuntowi Walkowskiemu, który zgodził się udostępnić materiały ze swoich zbiorów i czuwać w znacznym stopniu nad stroną ikonograficzną publikacji,

- dyrektorowi Muzeum Powstania Warszawskiego, Panu Janowi Ołdakowskiemu, za wyrażenie zgody na możliwość wykorzystania zdjęć i dokumentów ze zbiorów i archiwum MPW,

- Pani Ewie Urbańskiej z Izby Pamięci Marii Kownackiej, pracownikom Muzeum Powstania Warszawskiego, Biblioteki Narodowej, Komisji Historii Kobiet,

­- osobom, które w różnorodny sposób przyczyniły się do powstania tej publikacji - Michałowi Bednerowi, Marzenie Biegała, Aleksandrze Bieleckiej, Jackowi Cyranowi, Janinie Filipeckiej, Małgorzacie Kawiak, Krzysztofowi Kopfowi, Mariuszowi Koperskiemu, Agnieszce Radzikowskiej, Bożydarowi Rassalskiemu, Hannie Sikorskiej, Katarzynie Wąchała, Agnieszce Pawelec, Agnieszce Sidor, Katarzynie Utrackiej, moim Rodzicom - Annie i Januszowi Cubała, a także Wydawnictwu Bellona.

Przypisy

?1? Z. Blichewicz, Tryptyk powstańczych wspomnień. Dni "krwi i chwały" czy obłędu i nonsensu, Oficyna Wydawnicza Finna, Gdańsk, 2009, s. 17.

?2? J. Kulesza-Kurowska, odpowiedź na ankietę przygotowaną przez autorkę.

?3? W. Trojan, Ci, którzy przeżyli... biografie żołnierzy batalionu "Zośka" Armii Krajowej, Warszawa 2002, s. 338.

?4? J. Przybora, Przymknięte oko opaczności. Memuarów część II, Tenten, Warszawa 1998, s. 66-68.

 

Życie codzienne powstańczej Warszawy

W swoim dzienniku Leszek Prorok przedstawił bardzo plastycznie obraz życia codziennego na zapleczu frontu w Śródmieściu Północnym - dzielnicy, która dzięki skupieniu w niej dowództwa, służb pomocniczych i administracji stała się, jak określił to Kazimierz Pużak, "żywotnym rezerwatem środków i sił Powstania":

Właściwie dopiero wczoraj zobaczyłem powstańczą Warszawę w całej okazałości. Można rzec, iż z frontu przybyłem do stolicy i zwiedzam nieznane mi przedtem miasto. [...]

Na Jasną dotarłem podwórzami. Wszędzie wewnętrzne przejścia oznaczone strzałkami. Na którymś podwórku cmentarzyk wojskowy. Około 30 grobów w rzędach. Mogiłki jednakowo wysokie. Krzyże proste z dwóch deseczek. Na poprzeczce imię, nazwisko, pseudonim, data urodzenia, stopień wojskowy, data zgonu. Na niektórych - sam pseudonim [...].

Obok kilka dziewcząt na rozesłanych plandekach oporządza dużą ilość mundurów niemieckich. Odrywają Hoheitsabzeichen i inne oznaki, naszywają biało-czerwone proporczyki oraz polskie dystynkcje. W zaimprowizowanej szwalni pracuje również kilka starszych pań [...].

Za gmachem PKO, w którym mieszczą się ważne sztaby i dowództwa [...] i największy szpital Śródmieścia, wkraczam do dzielnicy "reprezentacyjnej", jeśli tak się można wyrazić - na teren placu Napoleona.

Jest właśnie pora, w której ukazuje się większość gazet. Sprzed redakcji rozbiegają się dziesiątki kolporterów i kolporterek. W mieście wychodzi kilkanaście pism codziennych, znanych przeważnie z okresu okupacji, reprezentujących wszystkie kierunki polityczne. Na murach żołnierze rozlepiają ilustrowaną gazetę ścienną "Warszawa walczy"[1] [...]. Ludzie przystają, gromadzą się przed bramami. Podają sobie numery. Główne zainteresowanie dotyczy teraz frontu wschodniego oraz działań lokalnych.

Zabawne zjawisko: tutaj czują się wszyscy zapleczem frontu, miastem odległym od linii walk, narażonym jedynie na ataki lotnicze. O tym, co się dzieje na przykład na Królewskiej[2], dowiadują się z prasy, podobnie jak o walkach w innych częściach kraju. Chodzi tu oczywiście o tych, którzy nie stykają się bezpośrednio z działaniami, o część ludności cywilnej. U nas na odcinku nie bardzo umieliśmy sobie wyobrazić, jak tu życie wygląda, choć odległość zaledwie kilkaset metrów. [...]

Na każdym kroku czuję, że jestem w dzielnicy urzędowej. Na ścianach domów, na barach dziesiątki napisów: "Departament Informacji - oficyna, IV piętro", "Sekcja Dożywiania Niemowląt", "Szwalnia WSK poszukuje szwaczek i obrabiarek", "Wyżywienie na miejscu", "Punkt rozdziału materiałów sanitarnych".

Dalej inne napisy: "Batalion saperów poszukuje ochotników - skoszarowanie i wyżywienie w kuchni wojskowej. Zgłaszać się z własnymi łopatami i siekierami", "Punkt rejestracji lekarzy i fachowców zakładów miejskich (wodociągów, elektrowni)" i tak bez końca. Pomiędzy tym obwieszczenia, plakaty, drogowskazy.

Na rogu Przeskok mieści się gospoda wojskowa Kobiecej Służby Żołnierzowi[3]. To teren działalności tak zwanych peżetek. Wewnątrz rojno i gwarno. Na stolikach najświeższe pisma. Dziewczęta roznoszą kawę i lemoniadę. Kawa zbożowa, wzbogacona prawdziwą ze zdobytych filii słynnego Meinla. Niejedna z tych kelnereczek mogłaby zasłużyć na miano polskiej Madelon. Z drugiego pokoju słychać pianino i czyjś śpiew. Codziennie o czwartej odbywa się tutaj koncert dla wojska. Na ścianach ozdoby papierowe, plakaty, chorągiewki.

Tutaj przyjmują również bieliznę do prania i do zamiany. W rannych godzinach można się umyć, ogolić, ostrzyc. Udogodnienia, rozrywki, o których na Świętokrzyskiej czy na Nowym Świecie nie mają pojęcia?1?.

Czytając wspomnienia dotyczące życia codziennego warszawiaków, zwłaszcza ludności cywilnej, warto zwrócić uwagę na jeszcze jedno niezwykle charakterystyczne zjawisko - wspólnotę losu mieszkańców domu, bloku czy też kamienicy, którzy stanowili jednolitą, niezwykle zżytą z sobą grupę ludzi. Mieszkali w jednej piwnicy, razem gotowali i jedli posiłki, pracowali podczas dyżurów OPL (Ochrona Przeciwlotnicza), gasili pożary, dbali o czystość okolicy, kopali studnie i latryny, wspierali wojsko odpowiadające za ochronę danego odcinka i likwidowanie pojawiających się tam ewentualnych gołębiarzy. Wspólnie potrafili przeprowadzić również samosąd na złodziejach próbujących ograbić jedno z mieszkań. Razem doświadczali podobnych emocji - przeżywali chwile radości i grozy, strachu, szczęścia i wzruszenia. Zawieszali po latach biało-czerwoną flagę, śpiewali hymn lub Warszawiankę, słuchali radia, czytali prasę powstańczą, komentowali bieżące wydarzenia. Skrajnym przypadkiem tego zjawiska była wspólna śmierć i mogiła zbiorowa pod gruzami zbombardowanej kamienicy. Zewnętrznym wyrazem tego zjednoczenia były modlitwy przy kapliczkach podwórkowych i ołtarzykach klatkowych o ocalenie tego właśnie domu, w którym mieszkała cała grupa.

Dla zarysowania pełnego obrazu życia codziennego brakuje jeszcze kilku słów na temat warunków bytowania walczących powstańców. Niezwykle ciekawie sprawę tę nakreślił Janusz Kazimierz Zawodny "Miś", walczący na Starym Mieście:

Pluton zawsze spał na podłodze razem. [...] Czas snu na Starówce wynosił [...] około 4 godzin na dobę [...]. W ciągu dwóch miesięcy nikt się do snu nie rozbierał. Dziewczęta zdejmowały buty, pantofle, chłopcy na mój rozkaz na Starówce spali w butach. Ale bieliznę zmienialiśmy bardzo często (z częściowo popalonych lub zniszczonych domów lub zakładów fabrycznych).

Jak była woda do mycia (dość rzadko) dziewczęta miały pierwszeństwo, później myśmy się myli, w tej samej wodzie, według, że tak powiem, "gotowości" i chęci. Za największy skarb oprócz broni i amunicji uważana była szczoteczka do zębów i trochę pasty [...].

Dyskrecją godną podziwu było załatwianie potrzeb naturalnych. We wszystkich armiach świata, pod wpływem przeżyć i twardych warunków życia w walce, dochodzi do pewnego schamienia i otępienia w stosunkach między ludźmi. Tego w plutonie nie było. Wprost odwrotnie raczej, czym bardziej wyglądało, że zostaniemy pod gruzami Starówki, tym bardziej widziałem subtelne zwracanie uwagi na poszanowanie prywatności i godności osobistej. [...] W pierwszych dniach walki na Starym Mieście członkowie plutonu ubrani byli różnie, w cywilne ubrania. Po zdobyciu niemieckich magazynów na Stawkach cały pluton włożył ss-mańskie bluzy kamuflażowe (bez odznak SS), tak zwane panterki. [...] Kilku z nas miało hełmy niemieckie, kilku polskie furażerki kawaleryjskie, kilku czapki polowe niemieckie. Każdy z nas miał na prawym ramieniu biało-czerwoną opaskę z czarnymi literami A.K. Przejście kanałami zniszczyło [...] buty?2?.

Ze względu na fakt, że temat życia codziennego podczas Powstania Warszawskiego, tak żołnierzy, jak i ludności cywilnej, jest wbrew pozorom niezwykle mało znany, warto przyjrzeć się bliżej jego poszczególnym aspektom.

Przypisy

?1? L. Prorok, Kepi wojska francuskiego, PIW, Warszawa 1973, s. 111-115.

?2? J.K. Zawodny, Raport dowódcy plutonu Armii Krajowej z Powstania Warszawskiego, "Zeszyty Historyczne" 1969, nr 16, s. 181-185.

1 Właściwa nazwa to "Warszawa Walczy" (wszystkie przypisy pochodzą od autorki).

2 Odległość od placu Napoleona do ulicy Królewskiej to około 500 metrów.

3 Właściwa nazwa to gospoda P.Ż. [Pomoc Żołnierzowi].

 

Jedzenie

W dziennikach powstańców i ludności cywilnej, pisanych "na gorąco", znajdujemy wiele ciekawych historii przynoszących odpowiedzi na pytanie, co jedzono w Warszawie w sierpniu i wrześniu 1944 roku. Wraz z upływem czasu coraz mniejsza dostępność produktów żywnościowych stała się, obok braku broni, amunicji oraz wody, największym problemem stolicy. W skrajnych przypadkach osłabienie spowodowane niedożywieniem organizmu prowadziło do śmierci. Sytuacja ta dotyczyła przede wszystkim dzieci, a zwłaszcza niemowląt, których matki, najczęściej w wyniku ogromnego stresu, traciły pokarm.

Powstanie Warszawskie w planach jego decydentów miało trwać kilka dni - w najgorszym razie tydzień. Na taki scenariusz przygotowywało się również Kwatermistrzostwo AK oraz różnego rodzaju instytucje mające zapewnić wyżywienie walczącym żołnierzom. Niestety dni mijały i nic nie wskazywało na to, by walka miała się w najbliższym czasie zakończyć - zwłaszcza zwycięstwem powstańców. Trzeba było więc pomyśleć o znalezieniu jakiegoś sposobu, który pozwoliłby, choćby w minimalnym stopniu, nakarmić mieszkańców ponad milionowego miasta. W "normalnej" sytuacji, by sprostać istniejącemu zapotrzebowaniu, należałoby dziennie wydać minimum 32 tony produktów spożywczych, i to przy założeniu racji głodowych - po 400 gramów dla żołnierza i po 200 gramów dla cywila. Byłoby to możliwe do zrealizowania tylko wtedy, gdyby każdego dnia do Warszawy dostarczano minimum 80 wozów z żywnością. Alternatywą dla transportu byłaby ewentualnie praca 1600 osób, przekraczających codziennie strzeżone przez Niemców granice miasta z wypełnionymi żywnością plecakami. Oczywiście w zaistniałej sytuacji rozwiązanie takie było niewykonalne. Jedynie część mieszkańców Żoliborza i w pewnym okresie Czerniakowa mogła liczyć na minimalne dostawy produktów spożywczych spoza miasta. Ostatecznie dzięki współpracy władz cywilnych i wojskowych, różnorodnych instytucji opiekuńczych, właścicieli sklepów i magazynów oraz samopomocy mieszkańców udało się w pewnym stopniu rozwiązać problem żywnościowy. Zdarzały się jednak i takie przypadki, gdy za całe całodzienne wyżywienie tak powstańców, jak i cywilów, musiało wystarczyć kilka kostek cukru, parę łyżek marmolady lub kilkadziesiąt pestek znalezionego gdzieś słonecznika, skrupulatnie podzielonego pomiędzy kilka osób. Z drugiej strony - istniała całkiem duża grupa osób cywilnych, która w momencie kapitulacji Powstania, po 63 dniach, posiadała jeszcze świetnie zaopatrzone piwnice - i to nie tylko w podstawowe produkty, takie jak mąka, cukier czy kasza, ale także w towary delikatesowe, między innymi kakao, migdały, figi czy rodzynki, nie wspominając o wykwintnych alkoholach.

Dokumenty Intendentury Kwatermistrzostwa Okręgu mjr. Tadeusza Dołęgi Kamieńskiego "Badacza", źródło: Józef Piłsudski Institute of America, udostępnione dzięki życzliwości Pana Marka Stroka

Jedna z kuchni podwórkowych, spontanicznie zbudowana przez ludność cywilną. Zdjęcie ze zbiorów Zygmunta Walkowskiego, autor nieznany

Pod względem żywności każda dzielnica posiadała swoją powstańczą specyfikę i charakterystyczne produkty, związane przede wszystkim z odkrytymi lub zdobytymi w niej magazynami bądź z charakterem zabudowy miasta.

Mokotów należał pod tym względem do dzielnic niezwykle uprzywilejowanych. Liczne przydomowe ogródki i działki zapewniały, pomimo groźby stałego ostrzału, dostęp do podstawowych warzyw (kapusta, pomidory, marchew, fasola, ziemniaki) i owoców (jabłka, gruszki, morele). Jak wynika z relacji mieszkańców, prawie do połowy sierpnia dostępny był chleb - do jego wypieku wykorzystywano najpierw zapasy mąki z zajętych magazynów, a po ich wyczerpaniu - w co trudno uwierzyć w warunkach powstańczych! - zorganizowano "żniwa" na pobliskich polach.

Głównym magazynem żywnościowym dzielnicy stała się opanowana przez powstańców fabryka sztucznego miodu przy ul. Puławskiej 140. To właśnie ten produkt zyskał zresztą miano symbolu Mokotowa - tak charakterystycznego dla miejsca, że Mirosław Jezierski "Karnisz", tworząc słowa do Sanitariuszki Małgorzatki, uwiecznił go w piosence: "Małgorzatka, słodsza niż przydziałowy miód". Pozostałe magazyny, stanowiące źródło pożywienia mieszkańców dzielnicy, znajdowały się przy ulicach Suchej, Różanej (Magazyn "Społem"), a także Chocimskiej (Fabryka Czekolady J. Fruzińskiego).

Pomimo całkiem dobrego, jak na warunki powstańcze, zaopatrzenia, mieszkańcom dzielnicy niezwykle dawała się we znaki jednostajność posiłków. Jak napisała jedna z uczestniczek walk, Krystyna Myszkowska "Marzenka": "Zdobyliśmy kiedyś na Mokotowie magazyn pełen przecieru pomidorowego. Mieliśmy kucharza, Jasia, który miał pseudonim "Kundys". Żeby urozmaicić nam menu, gotował więc na zmianę: albo zupę pomidorową z makaronem, albo makaron z sosem pomidorowym"?1?.

Czerniaków był dzielnicą niezwykle zasobną w żywność - przynajmniej przez pierwszy miesiąc Powstania. Wojsko opanowało tam m.in. Magazyny "Społem" (ul. Ludna 9, ul. Czerniakowska 196 i 204, ul. Wilanowska 11/13) z ogromnymi zapasami makaronu, koncentratu pomidorowego i cukru, dwie wytwórnie marmolady (ul. Solec 41 i ul. Czerniakowska) oraz fabrykę cukierków Borkowskiego (ul. Czerniakowska 199). Jednak Tadeusz Grigo "Kur", kronikarz dzielnicy, jak zły sen powtarza zdanie: "Na obiad mieliśmy dziś znów rozlatujące się kluski z żytniej mąki w marmoladzie z buraków. Coś obrzydliwego"?2?. Jak pisał dalej: "marzeniem naszym są gorące, całe ziemniaki ze skwarkami ze słoniny. Boże, co za pycha!"?3?. Na terenie dzielnicy mieściły się także ogromne zapasy alkoholu. Wizyta na Łazienkowskiej, gdzie znajdował się jeden ze składów, wyglądała następująco:

Wpadamy do olbrzymiej hali. Wzdłuż wszystkich jej ścian szerokie, półtora-, może dwumetrowe półki, zastawione butelkami z wódką. Jedna koło drugiej. Alasz, peperment, żubrówka, sherry brandy, koniaki, likiery i wina... Nieprawdopodobne ilości. Trudno nie skosztować. Każdy chwyta jakąś butelkę, wali dłonią w spód - korek wyskakuje jak z katapulty - przytyka szyjkę do ust i zaraz niedopitą zostawia. Trzeba spróbować następnego gatunku, więc znowu łyczek...?4?.

Kuchnia powstańcza na podwórku jednego z domów przy ul. Moniuszki - do przygotowania posiłku wykorzystywana jest tzw. koza - niezwykle popularna podczas okupacji. Posiłek dla żołnierzy ze Zgrupowania "Koszta" przygotowuje Zofia Lokajska-Domańska "Zocha" wraz z Wiktorem Boryczko "Dzierżakiem" (z lewej) i Henrykiem Jagiełą "Kwiatkiem", fot. Eugeniusz Lokajski "Brok", zbiory MPW

Na Powiślu największe składy żywności zlokalizowane były w piwnicach klasztoru salezjanów przy ul. ks. Siemca 2, przy Okólniku, w szkole przy ul. Drewnianej 8. Znajdowały się tam duże ilości cukru, mąki, kaszy, makaronu, grochu, fasoli, tłuszczu i marmolady. Jednak dzielnica ta zasłynęła przede wszystkim z łomu czekoladowego, irysów i karmelków pochodzących z Fabryki Czekolady F. Fuchs i S-wie (ul. Topiel 10-12) i chleba wypiekanego w Zakładzie Sióstr Urszulanek (słynne tablice informacyjne wskazujące drogę: "Do urszulanek po chleb"). Dodatkową atrakcję stanowił magazyn SS znajdujący się w pałacu Ostrogskich, wyposażony w dużą ilość wysokogatunkowych win.

Jeden z powstańców, Włodzimierz Rosłoniec "Karski", zapisał w swoim dzienniku:

Na obiad jest zupa kartoflana, ale z bardzo niewielką ilością ziemniaków, no i - jak już od dłuższego czasu - kluski, ale okraszone. Dla mnie to wystarcza, w dalszym ciągu nie mam apetytu. Dla niektórych jednak jest to za mało i rozglądają się za dodatkowym zaprowiantowaniem. Biegają więc do klubu peżetek, tam nieraz można jeszcze dostać kanapkę lub coś słodkiego. "Felek" co raz z dołu Powiśla przyniesie to cebuli, to jabłek. [...] Oczywiście mięso skończyło się i jest rarytasem?5?.

Henryk Chojnacki przygotowuje posiłek na prowizorycznej kuchence, podwórko domu przy ul. Wilczej 16, druga połowa września 1944, fot. Wiesław Chrzanowski "Wiesław", zbiory MPW

Jak wynika z przytoczonej relacji, powstańcy walczący w tej dzielnicy byli w pewnym stopniu uprzywilejowani. Na terenie Powiśla znajdowało się wiele gospód żołnierskich peżetek (ul. Smulikowskiego 6/8, ul. Drewniana 8, ul. Cicha 1, ul. Okólnik 1), do których wpadało się na kawę (zbożową). Czasami nawet udawało się powstańcom zjeść tam niewielki posiłek. Jak wspomina jedna z instruktorek Pomocy Żołnierzowi (PŻ), Anastazja Brodziakowa "Lina": "można było otrzymać "podwieczorek" - używam tu cudzysłowu, ponieważ w praktyce była to bardzo skromna imitacja podwieczorku, to było [...] "coś na ząbek", a nie coś, czym można było się nasycić"?6?. Jak dalej pisze peżetka, specialité de la maison gospody ul. Smulikowskiego 6/8 były słodkie kulki - ulubiony przysmak wielu powstańców: "Dziś już mogę zdradzić tajemnicę sporządzania tego smakołyku. Robiło się to tak: przyrządzało się zasmażkę z mąki i tłuszczu, po przestudzeniu ugniatało się ją z marmoladą na jednolitą masę, z której następnie formowało się kulki, które po obtoczeniu w kakao i cukrze były gotowe do spożycia"?7?.

Dokumenty Biura Informacji i Propagandy (BIP), zbiory MPW

Śródmieście należało do najgorzej zaopatrzonych w żywność dzielnic, co - biorąc pod uwagę fakt, że przebywało tam najwięcej osób (mieszkańcy, a także wielu uciekinierów z Ochoty, Woli, a potem także Powiśla oraz Starego Miasta) - stanowiło poważny problem. Wprawdzie znajdowało się tutaj dużo restauracji, sklepów oraz składów z żywnością, dysponowały one jednak niestety bardzo ograniczoną ilością produktów. Na szczęście w wyniku gruntownych poszukiwań na terenie Zjednoczonych Browarów Warszawskich Haberbuscha i Schielego (ul. Grzybowska 58, wejście od ul. Ceglanej 4/6) odkryto 250 ton jęczmienia i pszenicy, a także soki owocowe: malinowy i wiśniowy, czerwone wino, ocet, suszone buraki, mąkę kartoflaną oraz kawę. We wrześniu, gdy z żywnością było już naprawdę bardzo źle, miejsce to zyskało zaszczytne miano "spichlerza powstańczej Warszawy". To zgromadzonym tutaj zapasom, stanowiącym źródło tak popularnej kaszy pluj i zupy plujki, większość warszawiaków zawdzięcza swoje przetrwanie.

W największym spichlerzu powstańczej Warszawy - zboże (jęczmień) pobierany był z magazynów Haberbuscha i Schielego przy ul. Ceglanej, druga połowa września 1944, fot. Wiesław Chrzanowski "Wiesław", zbiory MPW

Dodatkowe źródło zaopatrzenia stanowiły mniejsze magazyny: firmy "Pluton" przy ul. Grzybowskiej 37 - Ceglanej 8 (cukier, mąka, kasza, marmolada); Związku Mleczarsko-Jajczarskiego przy ul. Hożej 49-51 (masło, cukier, sztuczny miód, sery twarde i topione, jajka, marmolada, kawa zbożowa, grzyby, mleko w proszku), firmy "Piorun" przy ul. E. Plater (masło, miód, cukier), zakładu przetwórczego żywności Strójwąsa przy ul. Hożej 57 (zupy w proszku, suszone jarzyny, przyprawy, kilka beczek grzybów solonych), niemiecki magazyn produktów delikatesowych na Poczcie Głównej (sardynki, pasztety, biszkopty, szampan, koniak, wino burgundzkie). W dzielnicy tej znajdowały się również ogromne ilości alkoholu, zmagazynowane przede wszystkim w Browarach Haberbuscha i Schielego, Fabryce Win J. Makowieckiego przy ul. Ceglanej 8, sklepie Braci Pakulskich - Skład Win i Towarów Kolonialnych przy ul. Brackiej 22, w magazynach Sternickiego (handel winami i towarami kolonialnymi) przy ul. Marszałkowskiej 72 czy też w składzie wódek w domu Wendego.

Sytuację żywnościową dzielnicy opisał ciekawie jeden z powstańców z batalionu "Golski":

Z jadłem było mniej niż skąpo i nigdy nie było wiadomo, co i ile się otrzyma. Wprawdzie plan powstania przewidywał teoretycznie dobre, lecz krótkoterminowe zaopatrzenie, jednak już pod koniec tygodnia racje żywnościowe stanęły pod znakiem zapytania, zwłaszcza pod względem wartości kalorycznej. Najłatwiej było o dietę węglowodanową, gorzej przedstawiała się sprawa tłuszczów, najgorzej mięsa. Dlatego też mogliśmy raz otrzymać w przybliżeniu pełne wyżywienie, kiedy indziej przydziały symboliczne. Podstawą zaopatrzenia był chleb, lecz pewnego razu otrzymaliśmy tylko 12 kostek cukru na dzień. Od czasu do czasu jeden z inżynierów [...], który parał się bimbrownictwem, przynosił mi "litra". Traktowałem to jako dietę węglowodanową, mniej więcej dla każdego kieliszek. Jako dodatek, powiedzmy, do chleba, już to się liczyło?8?.

W Śródmieściu z żywnością było tak bardzo źle, że mieszkańcy tej dzielnicy coraz częściej sięgali po bardzo nietypowe produkty - "na Chmielnej pod numerem 62 był sklep nasienny. Na początku to się jadło groch i fasolkę, a potem to już wszystkie nasiona, jakie były. Rozgotowywało się je i już. Coraz gorzej było"?9?.

Kobiety przygotowujące posiłek na podwórku kamienicy przy ul. Kredytowej 3, dnia 13.08.1944, fot. Joachim Joachimczyk "Joachim", zbiory MPW

Stare Miasto początkowo było dzielnicą, w której nie było większego problemu z wyżywieniem. Związane to było ze zdobyciem przez powstańców kilku wielkich magazynów niemieckich w pierwszych dniach walki. Były wśród nich: Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych przy ul. Sanguszki 1 (susz ziemniaczany, konserwy mięsne i owocowo-warzywne, różne gatunki kasz, płatki owsiane, alkohol, tytoń i papierosy, czekolada zwykła i lotnicza - przeciwsenna, zawierająca psychedrynę - substancję pobudzającą), magazyny firmy "Bacutil" przy ul. Stawki 4-6 (beczki z marmoladą, worki z cukrem, kaszą i mąką, konserwy mięsne - m.in. pasztety, wołowina, ozorki w sosie; poza tym kompoty, gotowane warzywa, papierosy, herbatniki, suchary), magazyny Fuchsa przy ul. Miodowej 18 i składy "Szemilin" przy ul. Miodowej 25 (w sumie kilka ton cukru i 70 ton jęczmienia, suszone buraki, pierniki, łom czekoladowy, herbata, kawa, alkohol) czy Hale Mirowskie (konserwy mięsne i warzywne). Niestety wielu magazynów nie ewakuowano na czas, a sprawujący nad nimi pieczę intendenci trzymali się kurczowo przepisów przy rozdziale produktów. W związku z tym znaczna część żywności spłonęła lub dostała się ponownie w ręce niemieckie.

Warto jednak odwołać się do wspomnień bezpośrednich uczestników wydarzeń - Roman Staniewski "Stanisław Kwiatkowski" napisał:

[W połowie sierpnia] wyżywienie jeszcze dobre, ponieważ duże zapasy z magazynów na Stawkach były rozprowadzane wśród oddziałów. Wspaniale smakowały pasztety w kilogramowych puszkach, cukier w kostkach, marchewka gotowana w puszkach i konserwy wołowe. Gorzej natomiast było z chlebem i ziemniakami. Owoców nie mieliśmy wcale"?10?.

Poważną niedogodność stanowiła, podobnie jak w innych dzielnicach, jednostajność pożywienia. Problem ten dotyczył nawet dowódcy AK - gen. Tadeusz Komorowski "Bór" wspomina: "Nieodmiennie to samo jadło się zawsze na śniadanie, obiad i kolację. Ozór wędzony i trochę wina"?11?. Niestety z dnia na dzień sytuacja stawała się coraz gorsza. Pod koniec sierpnia dysponowano już tylko niewielką ilością suszu buraczanego, ziemniaczanego i cebulowego. Produktem, który był na Starym Mieście najszerzej dostępny, był alkohol. Związane to było z ogromną ilością lokali gastronomicznych oraz magazynów o bogato zaopatrzonych piwnicach.

Żoliborz, podobnie jak Mokotów i Sadyba, był dzielnicą uprzywilejowaną - część terenów zajmowały ogródki działkowe, dzięki czemu można było znacznie łatwiej zdobyć warzywa i owoce (zwłaszcza pomidory, jabłka, gruszki oraz ziemniaki). Dodatkowy plus peryferyjnego położenia stanowiła bliskość Bielan i Marymontu, gdzie dość często udawało się zdobyć - mniej lub bardziej legalnie - mąkę, nabiał, mięso i jarzyny. Żoliborz dysponował również kilkoma większymi składami produktów żywnościowych: magazyny Spółdzielni Spożywców (ul. Suzina 3) i RGO (ul. Czarnieckiego), w których złożone były dość duże zapasy mąki, kawy i cukru. Największy problem stanowił brak tłuszczów. Rozwiązał się on jednak dzięki zdobyciu Warszawskiej Olejarni (ul. Gdańska 33). Jak opowiada jeden z mieszkańców, jedenastoletni wówczas Jarosław Abramow-Newerly:

Ten czarny nieoczyszczony olej mocno śmierdział, ale spragnieni tłuszczu rzuciliśmy się na niego zaraz. Z działek mięliśmy trochę zielonych pomidorów, które u nas w piwnicy dojrzewały, mama kroiła je z cebulą i robiła z nich sałatkę. Tę sałatkę polewała olejem i był to mój największy przysmak. Zajadałem się nim. A jak udało mi się w nim umoczyć ruski suchar ze zrzutu, to była to już prawie uczta?12?.

W drugiej połowie września, gdy cała Warszawa zmagała się już z widmem głodu, mieszkańcy Żoliborza otrzymali dużą ilość zrzutów radzieckich z kaszą (surową, jak i gotowaną z okrasą), grochem, cukrem, tłuszczami, konserwami mięsnymi oraz drobiem, sucharami, mlekiem w proszku. Czasami nawet trafiał się i ryż z cynamonem.

Powstanie na Woli i Ochocie trwało dość krótko (do 11 sierpnia). Spowodowane to było faktem, że Niemcy skierowali najpierw przeciw tym dwóm dzielnicom swoje główne uderzenie i dokonali tutaj najbardziej masowych zbrodni. W związku z tym trudno jest mówić o rozwoju większych form życia codziennego na tym terenie. Zarówno wojsko, jak i ludność cywilna korzystały przede wszystkim z zapasów własnych, a także z produktów zgromadzonych w zdobytych punktach. Cennym źródłem pod tym względem okazały się zdobyte przez powstańców z Ochoty: Monopol, Fabryka Nasierowskiego, magazyny firmy "Plutos", jak również żywność przetransportowana z Antonina. Natomiast oddziały walczące na Woli przygotowywały sobie posiłki przede wszystkim w oparciu o zgromadzone zapasy kwatermistrzostwa i zdobyte produkty. We wspomnieniach niektórych żołnierzy walczących w tym rejonie pojawiło się również SS-Wein, którego wiele skrzynek znaleziono w jednym z samochodów na terenie obozu Gęsiówka. Zbudowano z nich barykadę, napój zaś stanowił cenne uzupełnienie posiłków. Żołnierze tam walczący korzystali również z produktów zdobytych w niemieckich magazynach na Stawkach - znajdujących się na granicy Woli i Starego Miasta. Jak wspomina Witold Bartnicki "Wiktor", "Kadłubek" z Batalionu "Zośka": "Na stołach puszki z konserwami: pasztet, ozory, kiełbasa. Jedzenie - bez ograniczenia. Próbujemy wszystkiego po trochu raczej z ciekawości niż z głodu"?13?.

Dokumenty Kwatermistrzostwa Zgrupowania "Chrobry II", udostępnione dzięki uprzejmości Katarzyny Utrackiej

Miejsce usytuowania poszczególnych magazynów i składów w bardzo dużym stopniu wpływało na to, co stało się "specjalnością" dzielnicy. Mokotów i Żoliborz słynęły przede wszystkim z owoców i warzyw; dodatkowo Mokotów kojarzony był ze sztucznym miodem, a Żoliborz - z olejem. Stare Miasto zapamiętane zostało z czerwonego wina od Fukiera, zagryzanego konserwami mięsnymi z magazynów na Stawkach lub pumperniklem i czekoladą lotniczą z Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. Powiśle mogło pochwalić się przede wszystkim łomem czekoladowym od Fuchsa oraz chlebem z piekarni urszulanek, natomiast Czerniaków kojarzony był przede wszystkim z makaronem z marmoladą lub sosem pomidorowym oraz czarną kawą z zapasów "Społem". Pozbawionemu sieci dużych magazynów i składów Śródmieściu pozostawała tzw. pluj-zupa z jęczmienia i pszenicy z browaru Haberbuscha oraz galaretki budyniowe.

Powstańcy ze Zgrupowania "Radosław", których szlak bojowy obejmował wszystkie najtrudniejsze odcinki walki, mieli szansę "zakosztować" specjalności poszczególnych dzielnic. Jan Kurdwanowski "Krok" podsumował ten temat następująco: "Z kulinarnego punktu widzenia podzieliłbym powstanie na następujące okresy. Okres wolski - grochówka i papierosy, okres wczesno-staromiejski - konserwy i koniak, okres późno-staromiejski - cukier, okres śródmiejski - sago, okres czerniakowski - woda z Wisły"?14?.

Zjawiskiem charakterystycznym dla wszystkich dzielnic było dokarmianie walczących powstańców przez okoliczną ludność cywilną. Na placówki przychodziły kobiety z kanapkami, słodyczami, owocami czy herbatą i mężczyźni - z papierosami i alkoholem. Z zebranych spontanicznie produktów przygotowywano na podwórkowych paleniskach ciepłe posiłki w wielkich kotłach - przede wszystkim pożywne zupy, by zanieść je żołnierzom. Wiesław Alfred Kaczmarek "Halicz" z żoliborskiego Zgrupowania "Żniwiarz" wspomina, że pan Marszel - jeden z dyrektorów fabryki Fuchsa - zaprosił chłopców na wystawny obiad. Na białym obrusie z kwiatów pelargonii ułożony został napis: "Witamy". Sam posiłek składał się z zupy, gulaszu oraz dużej ilości słodyczy?15?.

Dokumenty Kwatermistrzostwa Zgrupowania "Chrobry II", udostępnione dzięki uprzejmości Katarzyny Utrackiej

Dla większości oddziałów jedzenie przygotowywane było w kuchniach powstańczych lub bezpośrednio na placówkach przez sanitariuszki, łączniczki, peżetki oraz kobiety z plutonów gospodarczych. Posiłki w stołówkach wydawano po okazaniu przydziałowego kuponu, a gdy nie było takiej możliwości - roznoszono kotły, baniaki lub wiaderka z jedzeniem i kawą bezpośrednio na placówki. Najczęściej przygotowywano dania jednogarnkowe - mniej lub bardziej pożywne zupy (krupnik, fasolowa, grochowa, pomidorowa, kartoflanka), kasze lub makaron - początkowo z niewielkimi ilościami mięsa, a później najczęściej z sosem pomidorowym, marmoladą, samym cukrem albo, jak mawiano, "na sucho". Smażono także różnego rodzaju placki, racuchy i naleśniki, pieczono na blasze podpłomyki. Cenny dodatek stanowiły jarzyny konserwowe z magazynów niemieckich, kompoty, czarny chleb, lub - gdy w pobliżu były ogródki - świeże warzywa i owoce. Najczęściej pitym napojem była kawa zbożowa, herbatki ziołowe, woda z sokiem lub winem, niekiedy lemoniada, a także - alkohol, dużo bardziej dostępny podczas Powstania niż woda. W związku z tym, że we wszystkich dzielnicach dysponowano ogromną ilością cukru w różnych postaciach, wiele potraw przyrządzano w wersji na słodko - makaron, kasza, ryż z marmoladą, powidłami, cukrem lub sokiem - najczęściej wiśniowym lub malinowym, naleśniki z jabłkami czy morelami, zupy owocowe, zwłaszcza z czernic (jagód). Wartość kaloryczną posiłków uzupełniano niekiedy słodyczami wyniesionymi z magazynów czy fabryk, takimi jak: czekolada, pierniki, cukierki, owoce kandyzowane ze zdobytych cukierni. Niekiedy w sklepach kolonialnych, podczas okupacji dostępnych tylko dla Niemców, trafiały się i takie rarytasy jak portugalskie sardynki, francuskie pasztety i sery, belgijska czekolada, migdały, figi czy też prawdziwa kawa, herbata i kakao.

Niezwykłą ucztę stanowiła również przypadkowo znaleziona żywność niemiecka - jak na przykład jedzenie ze zdobycznego chlebaka: "Nie było tego wiele, za to same specjały: trzy śliczne, czerwone pomidory, dwa ogórki kwaszone, pół długiej białej bułki i owinięte w pergamin dwa marynowane śledzie"?16?. Na żywność znalezioną u nieprzyjaciela trzeba było jednak uważać, zdarzały się bowiem przypadki zatruwania pozostawionych pokarmów cyjankiem. W wyniku ich spożycia do szpitala trafiła m.in. grupa żołnierzy ze zgrupowania "Gurt".

W początkowym okresie powstańcy jedli trzy razy dziennie. Na śniadanie i kolację przynoszono im kawę zbożową i kanapki z mięsem z konserw lub z marmoladą, owsiankę lub zupę. Później z żywnością było już coraz gorzej - wydawano tylko dwa posiłki: o 12.00 (śniadanie) i o 18.00 (obiadokolacja). Zdarzały się także przypadki, że cała grupa powstańców musiała się posilić kilkoma starymi sucharami i cukrem.

Dokumenty Kwatermistrzostwa Zgrupowania "Chrobry II", udostępnione dzięki uprzejmości Katarzyny Utrackiej

Co ciekawe, większość żołnierzy nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, co jedli podczas Powstania. Dramatyczne przeżycia przyćmiły wspomnienia tak prozaicznych czynności. Stanisław Likiernik "Stach" z "Kolegium A", włączonego do batalionu "Zośka", napisał: "Nie mam pojęcia, co i gdzie jadłem - ale na pewno to robiłem, bo nie umarłem z głodu"?17?. Bolesław Biega "Pałąk" z batalionu "Kiliński" miał podobne odczucia: "Było coś do jedzenia, to się jadło"?18?.

Dopiero konkretne pytanie o najbardziej niezwykły posiłek przynosi niesamowicie ciekawe przykłady powstańczego menu, a także kilka innych historii związanych z jedzeniem. Janusz Zawodny "Miś" napisał:

Co jedliśmy wówczas, nie pamiętam dokładnie. Wiem, że piliśmy dużo kawy, która była ciepła i słodka, oczywiście czarna, bo mleka nie było. Kiedy była słaba, chłopcy, bez dziewcząt w pobliżu, nazywali tę kawę "siki św. Weroniki". Jedliśmy kaszę z konserwami mięsnymi, pochodzącymi z magazynów zdobytych na Stawkach, albo fasolę. W Śródmieściu gotowało się tzw. zupę pluj z jęczmienia, po który kolumny organizacyjne chodziły do browaru Haberbuscha. Żywnością zajmowały się dziewczęta, a ilość i jakość różniła się [...] zależnie od zaopatrzenia piwnicy, jaką dana jednostka odkryła na swoim stanowisku, i pomocy ludności cywilnej. Wiem, że w niektórych plutonach pod koniec Powstania żołnierze łowili psy i koty, jednak do nas te luksusy nie dotarły. Marzyliśmy o pomidorach. Przeciętna strata wagi ludzi w plutonie: 5-10 kg w ciągu 63 dni?19?.

Krystyna Szweda-Musiatowicz z batalionu "Zośka" wspomina:

Zupełnie nie pamiętam, cośmy jedli - z dwoma wyjątkami: Andrzej Morro częstował wszystkich swoich żołnierzy cukierkami ze zdobytej fabryki Społem na Czerniakowie. Wyjątek drugi: "proszony obiad" u dowódcy plutonu "Felek" - "Słonia" [Jerzego Gawina]. Towarzysząc swojemu dowódcy, jadłam tam pyszną potrawkę.

- Co, smakuje wam? - z uśmiechem pytał "Słoń".

- No pewnie! Taaaki obiad!!

- A wiecie, czym się wszyscy zachwycamy? To gotowana "psina". - Obok naszej kwatery bomba zabiła psa. Szkoda, żeby się marnowało tyle mięska!?20?.

Najbardziej charakterystycznym dla Powstania posiłkiem, który pojawiał się we wszystkich dzielnicach, była tzw. zupa-pluj, znana także jako plujka, pluja czy też pluj-kasza, przygotowywana z nieoczyszczonych mielonych ziaren pszenicy, owsa lub jęczmienia. Zboże pochodziło najczęściej ze zdobytych magazynów, głównie z browaru Haberbuscha i Schielego, ale także np. ze szkoły przy ul. Woronicza, magazynów RGO czy też ze zrzutów radzieckich. Plujkę jedzono na słodko: z cukrem, sokami owocowymi lub marmoladą, a także na słono: z dodatkiem mięsa ze zdobytych konserw, koniny czy też z gulaszem lub potrawką z konia, psa lub kota. Józefa Radzymińska "Mieczysława" z batalionu "Iwo" tak określiła to danie: "Jest to zupa ze zbożowego ziarna, jedząc je, trzeba ustawicznie wypluwać plewy czy łuski. Wkrótce przestajemy wypluwać, połykamy plewy i łuski, byle więcej, byle oszukać puste żołądki"?21?. Włodzimierz Markowski z batalionu "Kiliński" stwierdził, że choć plujka była podła, dało się ją jakoś zjeść, tyle że "nie można było się wolno do tego zabierać, bo jak się wolno jadło, to już nie dało rady"?22?. Ciekawe ujęcie tematu przedstawił również Lech Hałko "Cyganiewicz", który opisał, jak z ostrymi elementami zupy poradzili sobie niektórzy powstańcy - wymyślili specjalną zabawę: trafianie (plucie) łuską do celu?23?.

Warto wspomnieć także o innych nietypowych, a nawet wręcz szokujących potrawach, komponowanych z tego, co akurat znaleziono, zdobyto lub "upolowano". Jak stwierdził Jan Kalkowski:

Powstańcze menu - to prawdziwy szczyt pomysłowości. Nie byłem wówczas jeszcze tak bardzo zainteresowany gotowaniem, by notować przepisy do książki kucharskiej pod tytułem "100 potraw z niczego". Były takie różne zupki albo kluski, których rozbiór na czynniki pierwsze mógł oszołomić pomysłowością, choć czasem też odebrać apetyt?24?.

Do dań tego typu można zaliczyć np. zupę z rozgotowanej kaszy z dużą ilości drobnych, pływających w niej gąsieniczek, kotlety mielone z kota, rosół z gołębia, gulasz i zupę z koziej głowy, psią wątrobę, kluski z dyni, suszone skórki chleba z cebulą, owomaltinę[4] z miodem i sokiem pomarańczowym, kakao ssane z cukrem, kaszę pęczak z konfiturami używanymi do dekoracji tortów u Gajewskiego (pomarańcze lub ananasy smażone w cukrze)... Niezwykłą potrawę stanowił także "mel": "mąkę rzucało się na wodę - cudownie jak mogła być gorąca - do tego trochę powideł, a wyjątkowo jakichś konserw i już był "mel" - nasza stała potrawa"?25?. Pomysłowość konieczną przy przygotowywaniu posiłków w czasie Powstania idealnie podsumowała jedna z harcerek, Danuta Cichocka "Anielka": "Gotuję z niczego, co się da"?26?.

Niekiedy, zwłaszcza mniej doświadczonym kulinarnie powstańcom, przydarzały się i przykre niespodzianki - znaleziona mąka nie chciała się lepić, ponieważ okazywała się bielidłem lub pudrem kosmetycznym; zdarzało się, że cały pluton zachorował po zjedzeniu placków usmażonych na parafinie lub esencji perfum, którą wzięto za olej.

Posiłek w jednej ze stołówek powstańczych, autor fotografii nieznany - zdjęcie ze zbiorów Roberta Bieleckiego

Niezwykle ciekawe są także wspomnienia dotyczące najbardziej drażliwego tematu, czyli mięsa. Wprawdzie powstańcom udawało się zdobyć w magazynach kilka świń, krów i kur, jednak najczęściej pochodzenie tego cennego, odżywczego składnika diety, było... mniej typowe. Napisała o tym m.in. łączniczka batalionu "Iwo", Józefa Radzymińska "Mieczysława":

Bo czegóż to się nie jadło! Zjełczałe resztki tłuszczu, spleśniałą kaszę, otręby. Co prawda parę dni temu poczęstowano mnie pieczenią; było to najwspanialsze mięso, jakie kiedykolwiek jadłam, szkoda tylko, że kapral Czarny przyznał się, że pieczeń pochodziła z pewnego bezdomnego pieska. Już łatwiej strawiłabym mięso kota, ale zbyt wielką sympatią darzę psy, bym je miała jeść, nawet wśród najgorszego głodu; od tej psiej pieczeni zaczęła się moja choroba?27?.

Jak wspomina Bolesław Biega "Pałąk" z batalionu "Kiliński", gdy trafiło się jakieś mięso, to wiadomo było, że najprawdopodobniej pochodzi z konia, psa lub kota. Jednak podkreślił: "Myśmy się nie pytali, z czego to jest. Nie chcieliśmy się pytać. To było mięso"?28?.

Kwestię zdobywania jedzenia podsumował dość dosadnie Andrzej Ligęza "Cowboj":

W poszukiwaniu urozmaicenia jadłospisu rozpoczęły się polowania. Z braku grubej zwierzyny ofiarą padły wszystkie okoliczne psy i koty. Utalentowanym rzeźnikiem okazał się "Frycek". Pamiętam wspaniały smak potrawki z kota z kaszą pluj. Do dziś chlubię się tym, że nie poniżyłem się jeszcze jedzeniem szczurów?29?.

Niektóre "przygody kulinarne" znajdowały swój nieoczekiwany finał dopiero po latach, na spotkaniach towarzyskich, podczas których wspominano wątki powstańcze.

Leżałam w szpitalu przy ulicy Pięknej 24 [...]. Kolega mój, Tadzio, przyniósł mi fantastyczny obiad od dr. Kessla z ulicy Wilczej: kotlecik mielony, makaron domowej roboty i dwa pomidory zdobyte przez chłopców na ulicy Książęcej. Cóż lepszego można sobie wymarzyć w okresie, kiedy zaczęły się już "jedzeniowe" trudności i niedostatki. Obiad bardzo mi smakował. Co prawda Tadzio poinformował mnie - po fakcie - że był to kotlecik z ratlerka z ulicy Wilczej, czym wcale jednak nie popsuł mi apetytu. Kotlecik smakował jak cielęcina. Finał tego wydarzenia nastąpił wiele lat po Powstaniu. Na początku ubiegłego roku byłam u znajomych. Nie wiem już, dlaczego rozmowa zeszła na powstańcze wspominki. Opowiedziałam im, jak mi smakował kotlecik w szpitalu na Pięknej. Obecna tam pani Zosia z wyrzutem powiedziała: To pani jadła ukochanego pieska mojej mamy, który właśnie w tym okresie nam zaginął. A mieszkały te panie właśnie na Wilczej 60?30?.

Warto także przyjrzeć się temu, jak w tych trudnych czasach radziła sobie ludność cywilna. W dzienniku Marii Katarzyny Gieysztor, starszej kobiety mieszkającej wówczas w Śródmieściu Południowym, odnaleźć można zapiski na temat tego, co jadła prawie każdego dnia. Wśród wymienionych potraw znajdują się: "kartoflanka bardzo cienka, za to na kolację kluski z prażuchy"; "kasza gryczana na niby to smaku grzybowym"; "racuszki z płatków owsianych smażone na oleju"; "niby pomidorowa z jaglaną kaszą"?31?. Pisarz Karol Irzykowski wspomniał o przypiekanych ziemniakach z kapustą i słoniną, a Maria Rodziewiczówna - o boczku, fasolce, kapuście i żywności ze zrzutów radzieckich?32?. Maria Dąbrowska cierpiała natomiast najbardziej z powodu braku papierosów.

Jedna z kuchni dla żołnierzy na podwórku kamienicy przy ul. Kredytowej 3, zdjęcie z 13.08.1944, fot. Joachim Joachimczyk "Joachim", zbiory MPW

Zygmunt Zaremba, przebywający podczas Powstania w Śródmieściu, w swoich wspomnieniach napisał o jednej z warszawianek, dzięki której zapobiegliwości i gościnności udało się przetrwać wielu osobom:

Pani Ziuta zagarnęła nas wszystkich pod swą opiekę. Rano dawała kubek kawy z bułką lub placuszkami domowego wyrobu. Po południu wzywała na talerz zupy, a czasem i kawałek konserwy, zafasowanej "przy wojsku". Wieczorem znów zupa lub kawa. Dla mnie, z przywileju redaktorskiego, była jeszcze kawa ekstra późnym wieczorem, gdy pisałem, po ułożeniu się lokatorów po kątach. Wszystko szło tak prosto, tak naturalnie, jak gdybyśmy żyli ze sobą lata pod wspólnym dachem. Tylko porcje z biegiem dni stawały się coraz skąpsze. Mimo to zachodziłem w głowę, skąd pani Ziuta - a tysiące kobiet gospodarowało wówczas podobnie w Warszawie - czerpie wciąż zapasy żywnościowe i potrafi obdzielić całe bractwo, liczące nieraz ponad dziesięć głów. Poprosiłem, by zdradziła tajemnicę iście galilejskiego pomnażania chleba. Zaprowadziła mnie do szafy i pokazała wielkie torby.

- Tu, widzicie, jest mąka przydziałowa. Kto by ją jadł przedtem? Ale szczęśliwie składałam i teraz się przydaje. W tamtych torbach - suchary z chleba kartkowego. Puddingi, które tak wam smakują, to właśnie z tego....

Istotnie cudowna przemiana. A może głód najlepszym kucharzem... Dość, że placuszki i puddingi, powstałe z tego materiału, pogardzanego przed Powstaniem, były naprawdę znakomite. Chyba jednak talent gospodyni i jej serdeczność dla nas dodawały najwięcej uroku i smaku. I chociaż żyło się wśród nieustającego huku pocisków i wstrząsającego łoskotu bombowców latających nad samymi prawie dachami, nie odbierało to ani humoru, ani apetytu?33?.

W miarę jak sytuacja z żywnością stawała się coraz gorsza, zaczęto sięgać do zapasów spichlerza powstańczej Warszawy - zboża złożonego w Browarze Haberbuscha i Schielego. Wówczas narodziło się kolejne, niezwykle charakterystyczne dla tego czasu zjawisko - kolumny transportowe (nazywane wówczas także kolumnami słoni lub wielbłądami). Grupy tragarzy-ochotników przekradały się do magazynów różnymi drogami, przeważnie nocą, pod ostrzałem, często przypłacając swą pracę życiem. Zazwyczaj każda z osób dźwigała dwa plecaki, jeden z przodu, drugi z tyłu. W późniejszym okresie stosowano już mniej wygodne do noszenia worki. Część "ładunku" przekazywano do kuchni powstańczych, jednak od 10 do 50% dostarczonego produktu otrzymywał ochotnik niosący zboże. "Tragarze" rekrutowali się przede wszystkim z ludności cywilnej, organizowanej w tzw. drużyny pracy. Jednak, gdy w kuchniach wojskowych skończyły się zapasy, w kolumnach pojawiło się coraz więcej powstańców. O wycieczkach do Haberbuscha i Schielego wspominali w swoich relacjach m.in. pianista Jan Ekier, literat, spiker radiowy i reżyser Jeremi Przybora czy też pisarka i poetka Józefa Radzymińska. Ta ostatnia tak wspomina swoją wyprawę po zboże:

Z początku kolumny transportowe składały się z mężczyzn, lecz teraz, gdy cywilni nie kwapią się zbytnio do tej pracy, a chłopcy muszą trwać na placówkach, transportem muszą zająć się kobiety. Dostałam polecenie zorganizowania kolumny dziewcząt i następnej nocy udałyśmy się wraz z przewodnikiem w daleką drogę. Była to rzeczywiście cała wyprawa, pełna niebezpieczeństw czyhających już za Alejami, po przejściu tunelu-reduty. Gdzieś w pobliżu musiały być placówki nieprzyjacielskie; gdy tylko wychyliłyśmy się z zasp, czerwone kulki zaczęły bzykać nam tuż przy twarzy. Przypadłyśmy do ziemi. Czołgając się, przebrnęłyśmy drogę do następnej zaspy [...].

Po paru godzinach drogi weszliśmy wreszcie na twardą jezdnię i niezniszczone trotuary. Za wysokim murem były już te magazyny, odbite z rąk niemieckich, jedyna baza żywnościowa, jedyna nadzieja. Tuż przy murze siedzieli rzędem milczący ludzie w oczekiwaniu na swoją kolej pobrania pszenicy. Gdy przechodziłam blisko nich, daleki blask ognia oświetlił im twarze. Ich nieruchomość przeraziła mnie i odruchowo stanęłam. Byli martwi [...].

Grupa powstańców transportujących zboże z browarów magazynów Haberbuscha i Schielego przy ul. Ceglanej. Takie grupy były wówczas nazywane wielbłądami lub kolumnami słoni. Zdjęcie z drugiej połowy września 1944 roku, fot. Wiesław Chrzanowski "Wiesław", zbiory MPW

Zaczęłyśmy szybko wspinać się po drabinach i wkrótce byłyśmy po drugiej stronie muru w olbrzymiej hali, wypełnionej ziarnem pszenicy. Głodne dziewczęta nabierały w dłonie ziarno i jadły je śpiesznie i łapczywie. Jakiś stary człowiek kazał ustawić się nam z workami i napełniał nam je złotym, suchym ziarnem. W tej spokojnej hali, pachnącej pszenicą, zapomniałam o słowach przewodnika i o strzałach padających z ciemności.

Dopiero przy przechodzeniu muru, gdy świsnęła pierwsza kula, strach i groza odżyły na nowo. Trzeba było myśleć o ocaleniu. Postanowiłam, że będziemy przerzucać worki przez mur, rzucając je z drabiny, aby nie zatrzymywać się na szczycie, i przeskakiwać szybko, uciekając strzałom.

- Przerzucać worki? - zaoponowała jakaś dziewczyna. - Szkoda pszenicy. Rozsypie się i cała droga na nic.

To prawda. Nie miałyśmy nawet sznurka do zawiązywania worków, pszenica mogła się rozsypać. Ale w tej wielce rozsądnej uwadze dziewczyny było i coś innego, co uderzyło mnie mimo woli: oto życie ludzkie sprowadzało się teraz do worka pszenicy, było od niego mniej cenne. Dziewczyna zdawała się to rozumieć, a nie chciała przerzucać worków. Oszczędzała pszenicę.

- Macie przerzucać worki! - powiedziałam ze złością, buntując się przeciw narzuconej cenie życia, i stanęłam na drabinie, aby w tym pomagać.

Zsuwałyśmy je ostrożnie, tak, że niewiele nawet się rozsypało. Potem szybko, błyskawicznie, w pewnych odstępach czasu, przeskakiwałyśmy wysoki szczebel drabiny, zsuwając się po murze. Strzały nie wyrządziły nam żadnej szkody. Dwa z nich drasnęły worek, jeden zerwał furażerkę jakiejś dziewczynie, to wszystko.

Przebrnęłyśmy szczęśliwie i zaczęła się droga powrotna. Była naprawdę koszmarna. Worki z pszenicą stawały się coraz cięższe, brakło nam sił, byłyśmy wycieńczone i zdenerwowane. Ale żadnej z nas nie przyszło nawet na myśl, żeby nieco tej pszenicy usypać. To, co niosłyśmy, wydawało się nam cenniejsze od złota?34?.

Na zakończenie warto jeszcze przytoczyć dość drastyczne wspomnienie dotyczące losu robinsonów warszawskich - ludzi, którzy pozostali na terenie zajętym przez Niemców i ukrywali się, najczęściej do późnej jesieni. Autorem relacji jest wybitny pianista Władysław Szpilman. Pod datą 17.08.1944 zanotował:

W pięć dni od chwili, kiedy ostatni raz jadłem, znów ruszyłem na poszukiwanie żywności i wody. W gmachu nie było wodociągu, ale stały beczki przeciwpożarowe, napełnione wodą pokrytą opalizującym kożuchem, pełną zdechłych much, komarów i pająków. Mimo to zaczerpnąłem jej i zacząłem łapczywie pić. Musiałem jednak przestać, gdyż cuchnęła i trudno było unikać łykania wraz z wodą martwych owadów. W warsztacie stolarskim znalazłem skórki chleba; były spleśniałe, pokryte kurzem i mysimi odchodami, lecz dla mnie były skarbem. Jakiś bezzębny stolarz nigdy się o tym nie dowie, iż odkrawając je, uratował mi życie?35?.

Swoistym fenomenem życia codziennego w powstańczej Warszawie był fakt istnienia różnego rodzaju kuchni i punktów dożywiania, dzięki którym w dużej mierze można było nakarmić tak powstańców, jak i ludność cywilną stolicy, a zwłaszcza pogorzelców, bezdomnych i uciekinierów z terenów opanowanych przez Niemców, pozbawionych często jakichkolwiek środków do życia.

W literaturze przedmiotu wymienia się wiele rodzajów kuchni społecznych, kantyn żołnierskich, stołówek powstańczych, jadłodajni, gospód koleżeńskich i żołnierskich... Niektóre z nich były charakterystyczne tylko dla jednej dzielnicy, związane z jej specyfiką funkcjonowania i organizacji życia (pod tym względem wyjątkowy okazał się Żoliborz). Los innych zależał od wsparcia instytucji, w ramach których rozwinięto różnorodne formy pomocy i opieki społecznej. Warto wśród nich wymienić między innymi Delegaturę Rządu na Kraj (głównie Wydział Opieki Społecznej), Radę Główną Opiekuńczą (RGO), Samorząd Mieszkańców Dzielnicy Żoliborskiej, Wydział Pomocy i Opieki nad Ludnością przy komendzie Milicji PPS, Komitet Opieki nad Uchodźcami, Pogotowie Harcerek czy wreszcie Kościół.

Liczba placówek zajmujących się dożywianiem mieszkańców Warszawy była ogromna - w samym Śródmieściu Południowym znajdowało się w sumie około 178 kuchni społecznych. Niektóre z nich istniały jedynie przez kilka dni - powodem zaprzestania działalności najczęściej było albo wyczerpanie zapasów, albo zniszczenie placówki w wyniku działań wojennych.

Podczas Powstania działały następujące rodzaje kuchni:

1. żołnierskie/polowe - prowadzone dla konkretnych oddziałów przede wszystkim przez Wojskową Służbę Kobiet (WSK), Pomoc Żołnierzowi (PŻ), kobiety z plutonów gospodarczych;

2. prywatne (organizowane przez osoby dysponujące większą ilością zapasów) - przeznaczone dla ludności cywilnej, powstańców, pogorzelców;

3. domowe (organizowane przez komitety domowe) - przeznaczone przede wszystkim dla mieszkańców danego domu i przebywających w nim uciekinierów, pogorzelców, bezdomnych;

4. prywatno-domowe - głównie dla ludności cywilnej;

5. blokowe (organizowane przez komitety blokowe) - dla mieszkańców danego bloku;

6. organizowane lub wspierane przez RGO;

7. Delegatury Rządu na Kraj - dla ludności cywilnej;

8. prywatne - wspomagane przez różne instytucje, głównie RGO, Delegaturę, PPS;

9. kolonijne (Żoliborz) - dla mieszkańców danej kolonii;

10. osiedlowe (Żoliborz) - dla mieszkańców danego osiedla;

11. klatkowe (Żoliborz) - dla mieszkańców, organizowane według klatek schodowych;

12. ośrodków samopomocy społecznej - organizowane w poszczególnych placówkach zapewniających pomoc ludności cywilnej - np. punkt żywnościowo-mieszkalny przy ul. Hożej 28;

13. organizowane przez Kościół - prowadzone przez siostry i zakonników, wykorzystujące przede wszystkim zapasy własne, czasami wspierane przez RGO lub AK; wśród nich wymienić trzeba o.o. Palotynów (ul. Długa), o.o. Kapucynów (ul. Miodowa), Siostry Zgromadzenia Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo (ul. Tamka 35 i Dobra 58), Zgromadzenie Sióstr Urszulanek Szarych - Szary Dom (to samo miejsce funkcjonujące pod trzema adresami: ul. Gęsta 1, ul. Dobra 59, ul. ks. Siemca 2), Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek od Cierpiących (ul. Wilcza 7), Klasztor sióstr Sakramentek na Rynku Nowego Miasta;

14. komitetu Opieki nad Uchodźcami (Mokotów) - dla ludności cywilnej;

15. dla dzieci (ulice: Zgoda, Chmielna, Złota) - dla dzieci od 3 do 14 lat, organizowane najczęściej przez Pogotowie Harcerek lub Wojskowej Służby Społeczno-Informacyjnej. Poza wyżywieniem zapewniano tam także opiekę, zwłaszcza dzieciom bezdomnym, jak i tym, które odłączyły się od swoich rodzin;

16. mleczne - organizowane przez harcerki z Pogotowania Harcerskiego lub Wojskowej Służby Społeczno-Informacyjnej, przy współudziale lekarzy. Ich praca polegała na zebraniu zapasów mleka w proszku i skondensowanego, z którego przygotowywano specjalne mieszanki, przekazywane następnie matkom pozbawionym pokarmu;

17. Wydziału Pomocy i Opieki nad Ludnością przy komendzie Milicji PPS (Stare Miasto) - dla ludności cywilnej, organizowane przez pracowników Milicji PPS (np. ul. Długa17, ul. Freta 39, ul. Podwale 29 i 46);

18. pracownicze (np. Żurawia 17) - dla mieszkańców domów przyzakładowych;

19. przetokowe - dla ludności cywilnej, pozbawionej domów i dobytku, najczęściej mieściły się w tzw. punktach przetokowych lub schroniskach przetokowych - ul. Wspólna 7, ul. Nowogrodzka 21.

W jednym z artykułów prasy powstańczej opisano, jak tworzyły się tego typu placówki:

Punkt odżywczy powstał 1 sierpnia. Pierwszy posiłek podałyśmy o 17. Kilka pań, odciętych od swych posterunków, zorganizowało tę placówkę w prywatnym mieszkaniu. Obecnie pracuje nas 8, a ponadto z 7 dalszych domów przynoszą gotowe jedzenie. Produkty dostarczył nam PCK, oddziały AK, od których otrzymaliśmy niedawno ćwierć krowy. Lecz przede wszystkim zapasy ofiarowali mieszkańcy tego domu i sąsiednich kamienic. Ofiarowują ochotnie wszystko, od pęczaku począwszy, a na winie skończywszy. Z dużą pomocą pospieszyły firmy okoliczne. [...] Ilość obiadów wydawanych dziennie wynosi przeciętnie około 400. Rekordowy dzień był ósmy, kiedy przez punkt przesunęli się uchodźcy z Woli, czekający na przejście Alejami [Jerozolimskimi]. Nakarmiono wtedy 880 ludzi?36?.

Najwięcej posiłków dziennie wydawała tzw. kuchnia centralna Delegatury Rządu na Kraj, znajdująca się przy ul. Złotej 50. Spójrzmy na przykładowe dane: 10 sierpnia 1944 roku - 300 porcji zupy, 11 sierpnia - 1500, 12 sierpnia - 3000, 13 sierpnia - 3500, 14 sierpnia - 6000.

Niezwykle ciekawe jest również spojrzenie na zjawisko kuchni powstańczych (wojskowych) poprzez losy konkretnego uczestnika Powstania - Zbigniewa Rylskiego "Brzozy", żołnierza batalionu "Parasol". Wspominając miejsca, w których jadł posiłki w sierpniu i wrześniu 1944 roku, wymienił następujące punkty: dom prywatny przy ul. Młynarskiej róg Karolkowej (Wola), kuchnia w pałacu Krasińskich (Stare Miasto), piwnica domu przy ul. Ludnej 7a (Czerniaków), Okrąg 2 (Czerniaków). W początkowym okresie walk jego oddział otrzymywał przede wszystkim kanapki, zupy owocowe i kaszę. Natomiast jako najbardziej nietypowy posiłek, który zjadł podczas Powstania, przywołał rosół z konia z wkładką, rosół z kota i suchary ze zrzutów radzieckich?37?.

Omawiając zagadnienie żywności w powstańczej Warszawie, należy zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię, a mianowicie na handel produktami spożywczymi. Jest to temat tym bardziej ciekawy i kontrowersyjny, że wielu uczestników walk kategorycznie zaprzecza istnieniu takiego zjawiska. Jednak pod koniec września w Śródmieściu, przy ul. Kruczej 21 i ul. Wilczej 41, powstały nawet specjalne targowiska, nazywane "bazarami wymiany", które były oficjalnie czynne w godzinach 8.00-17.00. Handel produktami spożywczymi, na większą lub mniejszą skalę, był obecny w różnych dzielnicach przez cały czas trwania walk powstańczych. Na Mokotowie przez dość długi czas można było normalnie kupować pieczywo - za pieniądze. Na Żoliborzu handlem, przybierającym często formę spekulacji, trudnili się przede wszystkim tak zwani barakowcy[5], zdobywający żywność dzięki niebezpiecznym wyprawom na ogródki działkowe, na Marymont oraz kradzieżom. Jak napisała również łączniczka KG AK ze Śródmieścia, Krystyna Cała "Ewa":

Przez cały okres Powstania działał handel i na ulicy, bądź w piwnicy, można było nabyć wszelkie dobra - własne, kradzione, szabrowane. Oczywiście najbardziej poszukiwana była żywność. Początkowo płaciło się pieniądzem Gen. Guberni, później tylko dolarami. Niekiedy był to handel wymienny, dotyczyło to odzieży. Podobno złoto i biżuteria sprzedawana [i kupowana] była na odrębnych rynkach?38?.

Juliusz Kulesza "Julek" zapamiętał, że tuż przed upadkiem Starówki, odwiedzając swych rodziców w schronie przy ul. Świętojerskiej, był świadkiem, jak jedna kobieta dała matce z płaczącym małym dzieckiem kubek herbaty (było już wtedy bardzo trudno o wodę) za pierścionek czy obrączkę?39?. Niestety, jak się okazuje, tego typu przypadki nie były wcale odosobnione. Janusz Waldemar Wilczyński "Bocian" z Grupy "Krybar" podaje, że za złoty pierścionek lub obrączkę można było kupić kilogram mąki. Mirosław Pastwa "Mirek" także wspominał o handlu wymiennym - za złoto, dolary i biżuterię można było dostać konserwy, mąkę, bimber, wino, suchary?40?.

Ciekawe jest również wspomnienie Haliny Wiśniewskiej. Właścicielki perfumerii, u których mieszkała, podczas Powstania zbiły prawdziwy majątek, sprzedając spirytus, na bazie którego wyrabiano wcześniej perfumy. Za każdą butelkę dostawały biżuterię. Jak się okazało, "ludzie za alkohol byli jednak w stanie oddać wszystko. Uznali, że kosztowności są im do niczego niepotrzebne, skoro w każdej chwili mogą zginąć. A wódka dawała choć chwilę zapomnienia"?41?.

Rozdawanie posiłku na jednej z placówek powstańczych, autor zdjęcia nieznany - fotografia ze zbiorów Zygmunta Walkowskiego

Jak wynika z wielu relacji i dokumentów, brak wystarczającej ilości pożywienia, zwłaszcza w ostatnim okresie Powstania Warszawskiego, stanowił dla wielu powstańców i ludności cywilnej miasta ogromny problem. Jednak dzięki samopomocy społecznej warszawiaków, jak również działalności różnego rodzaju instytucji o charakterze opiekuńczym (omówionych w części poświęconej opiece społecznej), udało się wyżywić przez 63 dni to ponadmilionowe miasto. Niestety niezaprzeczalny pozostaje również fakt, że zdarzały się też przypadki śmierci głodowej, które dotyczyły przede wszystkim osób starszych i schorowanych oraz najmłodszych dzieci i noworodków.

1. "Rzeczpospolita Polska" nr 29 z dnia 18.08.1944

2. "Biuletyn Informacyjny" nr 69 z dnia 1.09.1944

Przypisy

?1? A. Herbich, Dziewczyny z Powstania, Znak Horyzont, Kraków 2014, s. 190-191.

?2? T. Grigo, Na górnym Czerniakowie, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1979, s. 80.

?3? Ibidem, s. 91.

?4? Ibidem, s. 101.

?5? W. Rosłoniec, Lato 1944, Znak, Kraków 1989, s. 84.

?6? A. Brodziakowa, Peżetki (maszynopis).

?7? Ibidem.

?8? E. Bruliński, 3 Batalion Pancerny AK Golski, Warszawa 1996, s. 120-121.

?9? P. Bukalska, Sierpniowe dziewczęta '44, Wydawnictwo Trio, Warszawa 2013, s. 57.

?10? L. Niżyński, Batalion "Miotła", Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1992, s. 192.

?11? T. Bór-Komorowski, Armia podziemna, Bellona, Warszawa 1994, s. 354.

?12? J. Abramow-Newerly, Lwy mojego podwórka, Rosner & Wspólnicy, Warszawa 2002, s. 272.

?13? Pamiętniki żołnierzy z baonu "Zośka". Powstanie Warszawskie, Nasza Księgarnia, Warszawa 1981, s. 17, s. 41-42.

?14? J. Kurdwanowski, Mrówka na szachownicy, dostępne w Internecie: www.kurdwanowski.pl

?15? W.A. Kaczmarek, relacja ustna, odpowiedź na ankietę przygotowaną przez autorkę.

?16? S. Komornicki, Na barykadach Warszawy, Oficyna Wydawnicza Rytm, Warszawa 2003, s. 114.

?17? Stanisław Likiernik, odpowiedź na ankietę przygotowaną przez autorkę.

?18? B. Biega, odpowiedź na ankietę przygotowaną przez autorkę.

?19? J.K. Zawodny, Raport dowódcy plutonu..., op. cit., s. 181.

?20? K. Szweda-Musiatowicz, odpowiedź na ankietę przygotowaną przez autorkę.

?21? J. Radzymińska, Dwa razy popiół, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1970, s. 189.

?22? W. Markowski, nagranie dla Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego.

?23? L. Hałko, Kotwica herbem wybranym, Askon, Warszawa 1999, s. 153-154.

?24? J. Kalkowski, O konfiturach z piaskiem i chianti w manierce. Co jedliśmy w czasie Powstania, "Przekrój" 1988, nr 2257, s. 11.

?25? U. Góralewicz-Siemiątkowska, [w:] Wojskowa Służba Społeczna AK, s. 23.

?26? D. Cichocka, W Powstaniu, [w:] Pełnić służbę. Z pamiętników i wspomnień harcerek Warszawy 1939-1945, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1983, s. 212.

?27? J. Radzymińska, Dwa razy..., op. cit., s. 184.

?28? B. Biega, relacja ustna, odpowiedź na ankietę przygotowaną przez autorkę.

?29? R. Bielecki, "Gustaw" - "Harnaś". Dwa powstańcze bataliony, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1989, s. 435.

?30? Uśmiech na barykadzie. Wybór anegdot powstańczych w opracowaniu Haliny Cieszkowskiej ps. "Alika" - łączniczki AK, Polska Fundacja Kościuszkowska, Warszawa 2005, s. 65.

?31? M.K. Gieysztor, Fragmenty dziennika w: Ludność cywilna w powstaniu warszawskim, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1974, t. 1, s. 330-40.

?32? Dzienniki z Powstania Warszawskiego, Wydawnictwo LTW, Warszawa 2004, s.?.

?33? Z. Zaremba, Wojna i okupacja, [w:] Socjaliści w Powstaniu Warszawskim 1944 r., Oficyna Graficzno-Wydawnicza Typografika, Warszawa 2004, s. 29-30.

?34? J. Radzymińska, Dwa razy popiół..., op. cit., s. 189-193.

?35? W. Szpilman, Śmierć miasta. Pamiętniki Władysława Szpilmana 1939-1945, Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1946, s. 174-175.

?36? "Z Pierwszej Linii Frontu" - 14 VIII 1944.

?37? Z. Rylski, odpowiedź na ankietę przygotowaną przez autorkę.

?38? K. Cała, odpowiedź na ankietę przygotowaną przez autorkę.

?39? J. Kulesza, odpowiedź na ankietę przygotowaną przez autorkę.

?40? Dzienniki z Powstania..., op. cit., s. 34.

?41? A. Herbich, Dziewczyny z Powstania, op. cit., s. 50-51.

4 Owomaltina (właśc. Ovomaltine) - napój czekoladowy o wysokich wartościach energetycznych i zdrowotnych.

5 Barakowcami nazywano mieszkańców drewnianych pawilonów, znajdujących się w okolicach Dworca Gdańskiego. Mieszkali tam przede wszystkim ludzie z marginesu społecznego. Po podpaleniu przez Niemców baraków 7 sierpnia 1944 roku grupa ta przeniosła się do Parku Żeromskiego, zajmując Fort Sokolnickiego.

 

Woda i studnie

Dostęp do wody stanowił jeden z najpoważniejszych problemów powstańczej Warszawy. Pojawił się jednak dopiero po 2 tygodniach walki, kiedy to w nocy z 14 na 15 sierpnia Niemcy zajęli Stację Wodociągów i Kanalizacji przy placu Starynkiewicza 5, zamykając stały dopływ tego cennego surowca dla prawie całego miasta. W związku z tym prasa powstańcza zaczęła apelować o jak najbardziej oszczędne gospodarowanie posiadanymi zapasami:

Wczoraj w godzinach popołudniowych ustał dopływ wody. Być może jest to stan przejściowy, powstały wskutek chwilowego uszkodzenia. Tym niemniej należy natychmiast zastosować jak najbardziej oszczędną gospodarkę posiadanymi zasobami. Wody należy używać tylko do najkonieczniejszych potrzeb i w najmniejszej niezbędnej ilości?1?.

O tym, że ograniczony dostęp do wody stał się jednym z największych problemów stolicy, najlepiej świadczą wspomnienia uczestników Powstania. Teresa Komender w jednej z relacji przedstawiła sytuację, z którą trzeba było się zmierzyć:

Największym problemem w szpitalu w czasie Powstania było zdobywanie wody i gospodarowanie nią. Trzeba było rannych obmyć, nakarmić, napoić. Wszystkim się chciało pić, a wodę się oszczędzało. Po wodę chodziliśmy w nocy i czerpaliśmy ją z ujścia pod kinem Palladium. Tam były jakieś takie podłączenia do wodociągów i była pompa w piwnicy. Najpierw napędzało się ją prądem, a potem ręcznie... Po wodę przychodziły tłumy i działy się tam dantejskie sceny. Wyznaczono więc godziny, w jakich będzie wodę brało wojsko, a w jakich cywile. Szpitale brały w nocy. Więc my co noc o trzeciej ze wszystkimi pojemnikami, jakie miałyśmy, szłyśmy po wodę. Szło się przejściami poprzebijanymi w podwórkach, klatkami schodowymi, jak się dało, bo ulicą było niebezpiecznie i za daleko. Potem miałyśmy trzech rannych Niemców do pomocy. Na początku bałyśmy się, że nam uciekną, ale było na odwrót, to oni panicznie bali się nas zgubić. Myśleli, że ludzie ich zmasakrują... Dlatego się mnie trzymali i jeśli się oddaliłam, to wystraszeni wołali za mną: "Schwester, Schwester...". Nawet z ich pomocą noszenie wody to był jednak koszmar. Potem był i taki czas, że oszczędzając wodę, myłyśmy ręce w spirytusie?2?.

Sytuację komplikował fakt, że miasto w ogromnej części było objęte pożarami, których gaszenie wymagało dużych ilości wody; była też ona konieczna dla funkcjonowania szpitali i punktów sanitarnych, a także różnego rodzaju kuchni i stołówek powstańczych, nie wspominając nawet o potrzebie zachowania higieny osobistej czy też dbaniu o czystość toalet i latryn. Próbując radzić sobie z zaistniałą sytuacją, mieszkańcy miasta zaczęli czerpać wodę sączącą się z rozbitych rur i źródeł artezyjskich. Władze poszczególnych dzielnic masowo przystąpiły do budowania studni. Czasami jednak trzeba się było zadowolić wodą deszczową, chwytaną do wiader pod rynnami lub nawet czerpaną wprost z kałuż, lejów po bombach i basenów przeciwpożarowych.

Kolejka po wodę przy studni znajdującej się na podwórzu kamienicy przy ulicy Żurawiej 6, fot. Joachim Joachimczyk "Joachim", zbiory MPW

W powstańczej Warszawie coraz częstszym zjawiskiem był widok długich kolejek ludzi stojących z wiadrami na ulicach, dziedzińcach i podwórkach warszawskich. Zdarzały się przypadki, gdy po wodę stało się po kilka godzin, a w skrajnych przypadkach - nawet kilkanaście. Związane to było m.in. z faktem, że niektóre jednostki potrzebowały ogromnych ilości tego cennego surowca. W takich przypadkach w kolejce początkowo stawały dwie osoby, do których stopniowo dołączały kolejne. Wówczas samo korzystanie ze studni przypominało już przeprowadzenie skomplikowanej akcji, skrupulatnie zaplanowanej, z dokładnie rozpisanymi rolami dla wszystkich członków zespołu. Niezwykle ciekawie sytuację tego rodzaju opisała Bronisława Ochman:

Studnia jest w piwnicy, tam też trzeba pompować. Zainstalowano grube rury parciane, doprowadzające wodę z piwnicy na górę i kiedy się pompuje na dole, woda wycieka w bramie, w której panuje istna Sodoma i Gomora. Rozgorączkowani, rozdrażnieni ludzie walczą o wodę. Kolejka nieprawdopodobna: oddziały wojska, szpitale, ludność. Naturalnie wojsko, uważając się za uprzywilejowanych, nie liczy się z kolejką, toteż co chwila wybuchają awantury. Nas też uważają tam za zakały, ponieważ nabieramy przynajmniej dziesięć naczyń, co trwa długo. Zebrałyśmy w okolicy wszystkie możliwe kotły do bielizny, bańki, konewki. W sumie więc jest to ze sto litrów wody. Do naszej ciężkiej pracy dochodzi teraz jeszcze pompowanie i stanie w kolejce. W kolejkę idą zazwyczaj dwie i stoją otoczone wiankiem garnków, pilnując się bacznie, żeby ich nie wyrzucono z kolejki. Po godzinie lub dwóch, zależnie od długości kolejki, doskakuje grupa złożona z sześciu lub siedmiu dziewcząt, wszystkie, które są w danej chwili wolne. Pompujemy na zmianę po dwie. Pompa jest ciężka, a sił mamy coraz mniej. Ręce często opadają same, a serce mało nie wyskoczy z wysiłku. Cała ta praca pochłania dodatkowo ok. 3-4 godzin, co oczywiście redukuje nasz wypoczynek i sen do czterech najwyżej godzin na dobę?3?.

Numerek otrzymany w kolejce po wodę do jednej ze studni powstańczych, zbiory MPW

Aby uporządkować pobór cennego surowca, wprowadzono specjalne rozporządzenia wyznaczające poszczególnym grupom godziny korzystania ze studni: wojsko: 6.00-7.00 i 21.30-23.00, kuchnie: 5.00-6.00 i 15.00-16.00, szpitale: 4.00-5.00 i 20.00-21:30, ludność cywilna: 7.00-15.00 i 16.00-20.00?4?. W niektórych rejonach miasta władze cywilne poszły jeszcze o krok dalej, przygotowując rozporządzenia, w których informowano dokładnie o tym, z której studni mają korzystać mieszkańcy konkretnego domu i w jakich godzinach.

Dodatkowo sytuację komplikował fakt, że większość ujść wodnych znajdowała się na terenach całkowicie odkrytych lub na podwórkach i dziedzińcach. Dlatego zgromadzony tłum stanowił doskonały cel dla lotników niemieckich i dywersantów, zwłaszcza gołębiarzy. Nie obyło się więc i bez ofiar śmiertelnych, zwłaszcza wśród ludności cywilnej.

Powstańcy pobierający wodę z uszkodzonych rur wodociągowych, autor zdjęcia nieznany, zbiory Zygmunta Walkowskiego

Warto więc pamiętać i o tym, że problemem nie zawsze było tylko samo zdobycie wody, ale po pierwsze szczęśliwe dotarcie do miejsca poboru tego cennego surowca, a następnie powrót - i to z pełnym naczyniem - do domu. Jak wspomina mieszkanka Żoliborza, Janina Dunin-Wąsowicz, studnia, z której korzystała znajdowała się w ogródku przy al. Wojska Polskiego, tuż obok Cytadeli zajętej przez oddziały niemieckie. Aby tam się dostać, najpierw należało przebiec stale ostrzeliwane ulice: Czarnieckiego i Śmiałą. Ostatni etap drogi, już w samym ogródku, stanowił najtrudniejszą część wyprawy. Zachowując całkowitą ciszę, trzeba było doczołgać się do studni, zostawić naczynie i przedostać się do piwnicy, gdzie pompowało się wodę. Na każdy nieuważny ruch i odgłos Niemcy reagowali serią z karabinu maszynowego. Tą samą drogą trzeba było wrócić, dbając o to, by nie uronić ani kropli. Kiedy i w tym ujęciu zabrakło wody, trzeba było chodzić do źródła znajdującego się na rogu ul. Felińskiego i Niegolewskiego. Powrót z tego miejsca z wiadrami pełnymi drogocennego płynu stanowił jeszcze większe wyzwanie, nawet dla osób niezwykle sprawnych fizycznie. Droga prowadziła bowiem przez rów łącznikowy, przez który przebiegały m.in. wielkie rury kanału burzowca?5?.

Budowa jednej z powstańczych studni, autor zdjęcia nieznany, zbiory Zygmunta Walkowskiego

Biorąc pod uwagę te wszystkie okoliczności, nie należy się dziwić, że w niektórych rejonach miasta pojawiło się nowe zjawisko - handel wodą[6]. Jak to bywa w takich przypadkach - skoro był popyt, i to tak wielki, znalazły się również osoby, które postanowiły z tej okazji skorzystać. Jak wynika z raportów przygotowywanych dla Rejonowej Delegatury Rządu, kubeł wody wraz z dostarczeniem do mieszkania kosztował od 50 do 100 zł lub równowartość tego w żywności i alkoholu. W kolejnym meldunku napisano: "przeciętna taksa wynosi 8 papierosów za czajnik"?6?. Proceder dotyczył najczęściej osób mieszkających na terenie, na którym znajdowały się studnie (przede wszystkim prywatne).

Prasa powstańcza szeroko omawiała zaistniały problem. W największych dziennikach, takich jak "Biuletyn Informacyjny", "Rzeczpospolita Polska" czy też "Robotnik", wielokrotnie przytaczane były godziny poboru wody dla poszczególnych grup, jak również informacje dotyczące lokalizacji studni i źródeł artezyjskich w poszczególnych rejonach miasta. Poza tym nawoływano do picia tylko przegotowanej wody, aby uniknąć epidemii. W jednej z gazet żoliborskich pojawił się nawet na ten temat cały artykuł: "Badania bakteriologiczne wody wodociągowej wykazały, że w 1 m sześć. wody znajduje się 1362 bakterii zwykłych i 10 bakterii zakaźnych. W wodzie studziennej stan jest znacznie gorszy. Nie pijcie wody niegotowanej..."?7?. Za pomocą haseł propagandowych wzywano także do racjonalnego gospodarowania wodą, by starczyła na jak najdłużej: "Żołnierz oszczędza amunicję - cywil wodę!".

"Barykada" nr 6 z dnia 17.08.1944

Jak wynika z relacji i dokumentów, problem pozyskania wystarczającej ilości wody należał w sierpniu i wrześniu 1944 do najbardziej uciążliwych, tak dla mieszkańców miasta, szpitali, służb gospodarczych, jak i dla pojedynczych żołnierzy. Sytuacja ta, określana w wielu wspomnieniach jako jedna z największych bolączek życia warszawiaków, w znaczny sposób wpływała nie tylko na komfort codziennego funkcjonowania w mieście ogarniętym walką, lecz także przyczyniła się do znacznego pogorszenia się nastrojów społecznych, stając się równocześnie zarzewiem coraz częstszych zatargów pomiędzy ludnością cywilną i wojskiem.

Rozporządzenia sanitarne dotyczące przestrzegania podstawowych zasad higieny w walczącym mieście

Przypisy

?1? "Biuletyn Informacyjny", nr 52, 15.08.1944.

?2? P. Bukalska, Sierpniowe dziewczęta '44, op. cit., s. 60-61.

?3? B. Ochman, Szpital powstańczy na Chmielnej, "Najnowsze Dzieje Polski" 1939-1945, t. VII, 1963, s. 119.

?4? Zarządzenie w sprawie pobierania wody ze studzien wydane przez Okręgowego Delegata Rządu na Kraj Marcelego Porowskiego "Sowę" dnia 31.08.1944, "Dziennik Obwieszczeń" nr 7, 6.09.1944; Ludność cywilna..., t. 2, op. cit., s. 228-229.

?5? J. Dunin-Wąsowicz, Ludność cywilna i prasa powstańczego Żoliborza, Warszawa lat wojny i okupacji: 1939-1944, z. 2, Instytut Historii PAN, Warszawa 1972, s. 270.

?6? Ludność cywilna..., t. 2, op. cit., s. 435.

?7? "Dziennik Radiowy AK XXII", nr 40, 8.09.1944.

6 W sprawozdaniu sytuacyjnym Wydziału Bezpieczeństwa Okręgowej Delegatury Rządu zjawisko to zostało nazwane "pasek wodą" - od paskarstwa.