1. Niespodziewany zakup
- Babciu! Babciu! - zawołała Zosia mijając wejście do sklepu - Wejdziemy tam? Proszę Babuniu, proszę.
- Ależ po cóż, kochanie? - zapytała starsza pani, spoglądając na szyld wiszący nad drzwiami, z napisem - "Zakątek Staroci''.
- Pamiętasz, jak kiedyś mama chciała wyrzucić ten stary fotel, i pamiętasz, jak było ci bardzo, ale to bardzo przykro. Mówiłaś, że te stare przedmioty mają duszę i nie pozwoliłaś go wyrzucić, pamiętasz?
- Tak myszko. Tak mówiłam i dalej tak uważam.
- No właśnie, to wejdziemy tam? Tu na pewno jest wiele takich rzeczy z duszą, prawda?
- Pewnie tak.
- To chcę je zobaczyć. Może coś tu kupimy, proszę cię, babciu?
- Ale wiesz, że mama nie znosi takich staroci. I tak ledwo toleruje to, co jest w domu.
- Oj, babciu...
- No dobrze, ale na chwilkę, bo spóźnimy się na obiad - zgodziła się w końcu babcia, uśmiechając się szeroko do ukochanej wnuczki.
Podekscytowana Zosia, aż podskoczyła z radości. Nacisnęła dużą, ciężką klamkę i stare, ogromne drzwi z mosiężnymi okuciami przeraźliwie skrzypiąc, bardzo powoli się otworzyły.
Weszły do środka...
- Ojej! babciu, zobacz tu jest magicznie - pisnęła przejęta. - Dzień dobry - powiedziała i ukłoniła się grzecznie, rozglądając się dookoła.
- Dzień dobry - odezwał się głos zza starej szafy.
- Witaj młoda damo - starszy pan z bardzo długą i siwą brodą stanął na środku sklepu.
- No, no, on chyba jest taki stary jak wszystko tutaj - pomyślała Zosia, uśmiechając się nieco sztucznie do starszego mężczyzny.
- A czegóż tu szukasz w moim sklepie młoda damo? - odrzekł sklepikarz odwzajemniając uśmiech.
- Babcia mówi, że stare rzeczy mają duszę. Czy mogę je obejrzeć?
I nie czekając na odpowiedź znikła między meblami.
- Zosiu, proszę bądź ostrożna, abyś czegoś nie przewróciła, dobrze? - łagodnym głosem upomniała ją babcia. Z zatroskaną miną popatrzyła na mężczyznę i bezradnie wzruszyła ramionami.
Nieduży, z pozoru zagracony, sklep miał swego rodzaju tajemniczy i niepowtarzalny urok.
Zachwycona tym wszystkim Zosia, bardzo cichutko kroczyła pomiędzy starociami z obawą, że zaraz je obudzi z ich niezwykle cudownego i głębokiego snu. Przechadzała się dookoła szaf z drewnianymi rzeźbieniami i złotymi okuciami, które opierając się o siebie i o ściany trzeszczały od czasu do czasu, dając o sobie znać. Delikatnie skulona, z zabawnie przesadną ostrożnością mijała fotele i krzesła z wygiętymi nogami i aksamitnymi obiciami, wręcz zapraszające, by na nich spocząć. Zosia uśmiechnęła się rozkosznie, delikatnie dotykając palcem mięciutkiego obicia jednego z nich. Szła dalej w głąb. Na podłodze i okrągłych stolikach kawowych oraz kredensach i sekretarzykach o grubych dębowych nogach pozowało mnóstwo równie starych posrebrzanych i pozłacanych lamp. Aż trudno było je minąć. Ich światło, załamując się na kryształowych bibelotach, przybierało bajecznie tęczowe kolory, subtelnie oświetlając wszystko dookoła. Dziewczynka z zachwytu co chwilę wstrzymywała oddech. Zerkając na prawo spostrzegła tam wiele nagromadzonych świeczników, a także srebrnych, oraz porcelanowych ozdób i jakże cudowne porcelanowe, delikatne laleczki, których Zosia nawet nie śmiała dotykać. Na ścianach nad nimi wisiały obrazy i zegary z wahadłami. Jedne tykały głośniej, inne cichutko, jakby nie chciały zagłuszać tamtych. Na regale w głębi sklepu przykuwały uwagę zakurzone i, jakby celowo, niedbale poustawiane książki. To wszystko sprawiało wrażenie niesamowicie tajemniczego. Dziewczynka jak zahipnotyzowana wpatrywała się w te wszystkie antyki. Zatrzymała się na chwilę, zamknęła oczy i wciągnęła głęboko w nozdrza rozchodzący się po całym wnętrzu zapach tej nieznanej, tajemniczej historii.
Wtem, wyrwana z zadumy, odwróciła się gwałtownie o mało nie tłukąc łokciem jednej z porcelanowych laleczek, która zakołysała się niebezpiecznie na hebanowym małym stoliku.
- Co to? - aż pisnęła zaintrygowana, słysząc melodię tak delikatną i piękną zarazem. Na chwilę zatrzymała jednak wzrok na lalce, by upewnić się, że nic się nie stało. Odetchnęła z ulgą.
- To zegar. Bardzo stary zegar - odparł sklepikarz, zauważając jej reakcję. I nie tylko jej.
- Ojej, jakie to piękne. Babciu, babciu, czy ty to słyszysz? - pojękiwała wzdychając.
Sklepikarz bacznie obserwując starszą panią ciągnął dalej - Ten zegar nigdy nie był nakręcany, a mimo to chodzi i wybija tę melodię zawsze o północy i o dwunastej w południe, ale czasami... - uśmiechnął się znacząco - nie wiadomo, dlaczego uruchamia się również w najmniej spodziewanych momentach. Wieść niesie, że jest zaczarowany - dodał nieco ściszonym i tajemniczym głosem.
- Och! Babciu, babciu! Musimy go kupić!
Rozentuzjazmowana Zosia stała już przy zapatrzonej w zegar babci i szarpała ją za rękaw. Po chwili zapytała przejęta - Babuniu, co się dzieje? Ty płaczesz?
- Nie, nie, kochanie. Coś mi tylko wpadło do oka. To nic. Ojej, ileż tu jest kurzu.
Przecierając oczy babcia obruszyła się teatralnie.
Sklepikarz popatrzył na starszą panią z lekkim uśmieszkiem, jakby poznał jej myśli.
- Idziemy już Zosiu, zrobiło się późno - powiedziała łamiącym się głosem.
- Nie! Poczekaj, jeszcze chwilkę. Proszę... Ta melodia jest taka piękna, a w tym magicznym miejscu wydaje się jeszcze piękniejsza. Posłuchaj. Babciu proszę, zamknij oczy, o tak.
Rozmarzona dziewczynka stała, kołysząc się w rytm melodii.
- Zosieńko, proszę chodźmy już - nalegała kobieta.
- Babciu, proszę, kupmy ten zegar? On na pewno ma piękną duszę i niejedno przeżył, i podobno jest zaczarowany, słyszałaś. Tak bardzo chciałabym go mieć. Proszę, proszę? - błagała.
- Oj ma, ma duszę i na pewno wiele przeżył - spokojnie oznajmił sklepikarz nie odrywając oczu od kobiety.
- Ależ kochanie, ten zegar jest na pewno bardzo, bardzo drogi - oznajmiła babcia, ciężko wzdychając.
- Sprzedam go wam za naprawdę niewielkie pieniądze - szybko odparł starzec. - Czasami się zacina i przestaje chodzić. Więc jak?
- No..., no..., no dobrze - odparła drżącym głosem. - To, ile on kosztuje? - Z ogromną delikatnością drżącą dłonią musnęła stare drewno.
Zosia z ogromnym zainteresowaniem wpatrywała się w zmienioną na twarzy babcię.
Po chwili wracały do domu z nowym, a raczej starym nabytkiem.
- Babciu, czy gniewasz się na mnie, że namówiłam cię na ten zakup? - trajkotała mała, podskakując dookoła babci i zegara, który kobieta trzymała pod pachą - Ja wiem, że mama nie cierpi takich rzeczy i będzie wściekła, ale ty baaa...
- Nie, nie - przerwała jej staruszka - Nie gniewam się na ciebie, co ty mówisz kochanie? Bardzo się cieszę, że go kupiłyśmy. Coś mi się tylko przypomniało i zamyśliłam się na chwilkę. A ty idź normalnie, bo zaraz się przewrócisz i zniszczysz nowiuśką sukienkę i wtedy dopiero mama się rozzłości - babcia popatrzyła na Zosię z udawanie srogą miną, za którą krył się ciepły uśmiech. Zatrzymała się na chwilę, poprawiła zegar, który był dość ciężki i ruszyły w stronę domu.
Powiesimy go tu w salonie, dobrze babciu. O tam, na tej dużej ścianie obok twojego portretu - po powrocie oznajmiła zadowolona Zosia.
- Mamo, tato zobaczcie co kupiłyśmy z babcią! - zawołała, idąc tanecznym krokiem w stronę rodziców wchodzących właśnie do domu.
- Czyż nie jest piękny? Musicie posłuchać, jaką cudowną melodię wygrywa. La, la, la!
- Zosiu uspokój się, nie jesteś na balu - skarciła córkę mama, zatrzymując się na środku salonu.
- No nie wytrzymam. Naprawdę nie macie na co wydawać pieniędzy? Co w nim pięknego?
I już miała wyjść, gdy nagle odwróciła się i jeszcze raz spojrzała na zegar, marszcząc czoło. Ogarnęła ją jakaś taka dziwna tęsknota, której nie była w stanie zrozumieć, aż przeszedł ją dreszcz...
- Oj, kochanie nie złość się, ten zegar na pewno ma piękną duszę - zaśmiał się tato, idąc w stronę składziku po narzędzia, by powiesić zegar w wybranym przez córkę miejscu. - Zimno ci? - uśmiechnął się i rzucił z przekąsem. - Nie rozumiem, dlaczego tak cię wzdryga na widok antyków. Naprawdę. - I dodał już całkiem poważnie - Zobacz on jest całkiem ładny, zachowany w bardzo dobrym stanie. Właściwie to ciekawe jak bardzo jest stary? Jak myślisz?
Pani Natalia tylko przewróciła oczami i usiadła na kanapie ciężko wzdychając. Przez moment patrzyła na ścianę, na której właśnie zawisł zegar. Po chwili skuliła się i schowała głowę w dłoniach.
Zosia tańczyła dalej, nie zwracając uwagi na rozbitą wewnętrznie mamę. Zerkała tylko co chwilę na babcię, która od powrotu ze sklepu wydała jej się niepokojąco cicha i zamyślona.
- "Muszę się dowiedzieć o co chodzi - pomyślała. - Oj babuniu, będziesz musiała wnusi wszystko wyśpiewać" - uśmiechnęła się łobuzersko, odwracając wzrok i nucąc coś pod nosem.
2. Długo skrywana tajemnica
W niedzielny poranek Zosia obudziła się wyspana i w bardzo dobrym nastroju. Przeciągnęła się porządnie, usiadła wygodnie na łóżku i przetarła oczy.
- Ojej, jak wcześnie - szepnęła sama do siebie, patrząc na budzik stojący na stoliku przy łóżku.
Właśnie minęła siódma.
- W sumie to mogłabym jeszcze trochę pospać - pomyślała. I właśnie miała się jeszcze na chwilę położyć, gdy przypomniała sobie o starym zegarze, i w tej samej chwili wyskoczyła z łóżka jak poparzona. Wybiegając z pokoju, wpadła z impetem do salonu, ledwo wyrabiając się na zakręcie i o mało nie tłukąc w holu chińskiego wazonu.
W starym fotelu, wpatrując się w tykający zegar, siedziała babcia.
W salonie panował półmrok. Zasłony były częściowo zasłonięte. Delikatne promienie światła padały tylko na staruszkę i na zegar, jakby celowo chciały ich rozświetlić. Wyglądało to tak bajkowo i tajemniczo. Czas jakby stanął w miejscu.
- Ona chyba wcale nie mruga - pomyślała zasapana Zosia przypatrując się staruszce.
Powoli, najciszej jak tylko potrafiła, starała się podejść bliżej, nie odrywając oczu od babci, której po policzku właśnie popłynęła łza. I w tym momencie Zosia potknęła się o zadarty dywan, lądując jak długa pod nogami staruszki.
- Ojej! Kochanie! - wyrwana z zadumy kobieta, zerwała się z fotela. - Zosiu, na litość Boską, dziecko! Co ty robisz?! Dlaczego nie śpisz? Przecież jest tak późno.
- A, tak sobie pomyślałam, że poleżę troszeczkę przy tobie kochana babuniu - zachichotała rozbawiona swoim niezamierzonym wyczynem. - A tak w ogóle, to nie jest bardzo późno, tylko bardzo wcześnie. Jak długo tu siedzisz babciu? - zainteresowała się wnuczka, kokosząc się już na jej kolanach.
- No... chyba... bardzo długo...? Całą noc? - odpowiedziała pytająco, zerkając na okno.
- O ja cię... Babuniu i tak tu siedzisz, nie śpisz całą noc?
- Hmm... - zerknęła na zegar. - Nic ci nie jest kochanie? - kobieta szybko zmieniła temat, oglądając Zosię i jej ewentualne siniaki.
- Nie, nie, nie martw się. Przecież wiesz jaka ze mnie łajza. Ciągle w coś wpadam albo coś przewracam. Taka moja natura.
- Oj, Zosieńko musisz spoważnieć, bo kiedyś doszczętnie się połamiesz. Czasami trudno mi uwierzyć, że masz już dziesięć lat - westchnęła babcia, głaszcząc wnuczkę po jej długich czarnych włosach.
- Babciu, powiedz, proszę, o co chodzi z tym zegarem? - już całkiem poważnie zapytała Zosia. - Bo ty już kiedyś go widziałaś. Mam rację?
Babcia zamyśliła się na chwilę.
- Tak myszko - odparła po chwili. - Widziałam. Mało tego, kiedyś, dawno, dawno temu ten zegar należał do mnie.
- O, ja cię... babciu! To dlaczego nie chciałaś go kupić?
- Chciałam, tylko trochę się przestraszyłam. Przypomniało mi się jak go straciłam. Poza tym ten zegar jest naprawdę bardzo cenny, a dla mnie ma szczególną wartość. Nie wiem, dlaczego ten sklepikarz sprzedał go nam za tak niską cenę.
- To już teraz nieważne. Najważniejsze, że go odzyskałaś - odrzekła Zosia najpoważniej jak tylko potrafiła.
- Opowiesz mi o tym? Proszę?
- Opowiem, ale innym razem, dobrze. Teraz to musimy zjeść śniadanie, bo zrobiło się całkiem późno. O i rodzice już wstali. Biegnij do kuchni, tylko się znów nie przewróć.
Zaśmiała się babcia.
- Śniadanie było przepyszne - z jeszcze pełnymi ustami, oblizując się, stwierdziła Zosia.
Babcia gotowała wręcz obłędnie. Każda potrawa, nawet ta najzwyklejsza zawsze zamieniała się w wykwintne i wyjątkowe danie.
- To co Zosieńko, śniadanie zjedzone, w kuchni posprzątane, w takim razie idziemy do parku - zaproponowała babcia.
- Idźcie, idźcie, jest zbyt pięknie, żeby siedzieć w domu. Ależ wam zazdroszczę. Chętnie bym z wami poszedł, ale mam jeszcze tyle pracy - odparł tato dopijając kawę i wyginając usta w podkówkę.
- Dobry pomysł. W końcu w ciszy i spokoju poczytam książkę - wtrąciła mama.
- Do obiadu wrócimy - wychodząc, odparła Zosia, obejmując mamę i cmokając głośno w policzek.
- Pa, pa - z wlepionym w książkę wzrokiem, odpowiedziała mama i pomachała im na pożegnanie.
Park, do którego wybrała się Zosia i jej babcia oddalony był trzy kilometry od ich domu. Obydwie wysiadły z autobusu, który dowiózł je na miejsce i uśmiechnęły się do siebie znacząco. Słonko rozkosznie przygrzewało, a lekki ciepły wiaterek rozwiewał delikatnie włosy. Dzień w parku zapowiadał się wspaniale.
- Wiesz babciu, uwielbiam te spacery z tobą. Wiem, że mam koleżanki i kolegów i lubię się z nimi bawić, ale tak naprawdę to z tobą czuję się najlepiej, wiesz - zaświergotała Zosia podskakując po żwirowej ścieżce na swoich chudych nóżkach.
- Oj ty mój mały cudaczku - zaśmiała się babcia - To co lody?
- Taaak! Tylko duże!
Gdy tak spacerowały, zajadając się lodami, w pewnym momencie Zosia zagadnęła - Opowiesz mi w końcu tę historię z zegarem? Strasznie jestem ciekawa. Proszę, nie każ mi dłużej czekać.
- No, nie wiem, czy powinnam. Jesteś jeszcze dzieckiem skarbie, a to jest bardzo dziwna i trochę nieprawdopodobna historia. Hmm... - zastanowiła się kobieta i westchnęła. - No, dobrze, chodź usiądziemy sobie, o tam na ławce w cieniu. Jeszcze nigdy nikomu o tym nie opowiadałam. To było tak dawno temu - spojrzała w niebo. - Wiesz, dlaczego nie pozwoliłam mamie wyrzucić tego starego fotela?
Zosia wpatrzona w babcię pokręciła tylko głową.
- Dostałam go od twojego dziadka bardzo dawno temu. Dziadek był podróżnikiem, zwiedził chyba cały świat. Uwielbiał to, ale nigdy zbyt wiele o tym nie mówił. Twierdził, że nie może, że to zbyt skomplikowane, no i mogłabym pomyśleć, że zwariował. Ha, ha! Naprawdę był szalony, cały dziadek. Ze swych wojaży wracał zawsze taki podekscytowany, tajemniczy i stęskniony zarazem, a ja nigdy nie pytałam, słuchałam tylko tego o czym chciał mówić. Zawsze najważniejsze dla mnie było to, że znów był w domu. No i z każdej podróży przywoził mi jakąś pamiątkę - uśmiechnęła się delikatnie. - Było ich naprawdę wiele, na przykład ten piękny chiński wazon bez dna, śmieszne prawda? Albo dywan w moim pokoju, czy figurka Zezi Tuki. Dziadek powiedział mi, że to najmilszy i najśmieszniejszy wódz jakiego kiedykolwiek spotkał. No, a poza fotelem i zegarem najbardziej cenny dla mnie jest ten wisiorek.
Dalszy ciąg przygód Zosi i jej babci w pełnej wersji książki.
Książka posiada 21 rozdziałów:
1. Niespodziewany zakup 2. Długo skrywana tajemnica 3. Nadzwyczajne skutki sprzątania 4. Przeprosiny 5. Detektywi w akcji 6. Poczucie winy 7. Nocne czuwanie 8. Po drugiej stronie 9. I co dalej? 10. Iskierka nadziei 11. A co tam w domu? 12. Stara szafa babci 13. Na skróty 14. Nowi przyjaciele 15. Zagubieni 16. W wiosce tubylców 17. Plan działania 18. Czy to jawa, czy to sen 19. Czy zdążymy? 20. Czas do domu 21. Ostatnia rozgrywka