Starość aksolotla - Jacek Dukaj

-
Proszę czekać

Były to czasy takiego upadku kultury filozoficznej, że za poważny argument przeciwko istnieniu duszy uważano fakt, iż podczas sekcji zwłok duszy nie znajdowano. Z większą słusznością można by twierdzić, że gdyby znaleziono duszę, to byłby to argument na rzecz materializmu.

Mikołaj Bierdiajew

W dzień apokalipsy, zanim oberwały się niebiosa, byli całą paczką umówieni na lunch w galerii handlowej, i Grześ przeżył - jeśli przeżył - ponieważ sąsiadce z góry roztelepana pralka rozbiła ściankę łazienki, zalała wyprutą elektrykę i poszły korki w całym pionie.

Od czasów technikum uchodzący za złotą rączkę kamienicy, ugrzązł tam Grześ do czwartej. I potem już wolał pojechać do pracy, mimo dnia wolnego nadrobić zaległości z wczoraj.

W dziale IT, czyli w piwnicach, było najchłodniej. Prezesunio lubił tu zejść po wyjątkowo stresującym dniu i wypić mrożoną kawę ze skronią przytkniętą do zimnej obudowy szafy serwerów.

Grześ wszedł i zsunął na oczy czarne okulary. Prezesunio podźwignął lewą powiekę.

- Nie myśl, że cię nie widzę.

- Ja szefa nie widzę.

Potknął się o wąż kabli.

- Fuck.

- Niczego nie widzisz. Napadli cię kominiarze?

- Ha ha.

- Idź się umyj.

Rzeczywiście cały był w towocie i innych smarach hydraulicznych. Kiedy wrócił z łazienki, w serwerowni panował już kompletnie inny nastrój: prezes, z podwiniętymi rękawami koszuli, wrzeszczał po angielsku do komórki, Rytka klepała w klawiaturę bocznego terminala w tempie szalonego jazzmana, a Bociek, Józuś i Tatar stali z rozdziawionymi paszczami i gapili się na monitory z otwartymi kanałami newsowymi, polskimi i światowymi.

- Co jest?

- Armageddon, kurwa mać - sapnęła Rytka, nie podnosząc głowy.

Nikt mu nie chciał wyjaśnić, byli jak ogłuszeni. Wszedł na gazeta.pl i przeczytał wyboldowane na czerwono: ZAGŁADA?! FALA NEUTRONOWA W WARSZAWIE O 19.54. Potem gazeta.pl zmieniła się w Error 404.

- Co to właściwie jest "fala neutronowa"?

- Guglnij se, baranie.

Wszyscy guglali. Wikipedia się zawiesiła. Na światowych serwisach znalazł tłumaczenia dla laików: bomba neutronowa zabija tak zwanymi szybkimi neutronami, nie samą falą uderzeniową; budynki i sprzęty pozostają nietknięte, ginie natomiast materia organiczna - i to na razie wyglądało na najcelniejszą diagnozę katastrofy.

W przypadku neutronowych bomb mowa jednak o niewielkich zasięgach i kilkudziesięciogodzinnym okresie od napromieniowania do zgonu. A tu smażyło ludzi niemal momentalnie, kamery uliczne z azjatyckich metropolii pokazywały tysiące przechodniów skoszonych prawie na miejscu, aleje trupów, nad którymi tylko wiatr porusza reklamami i śmieciami.

Tatar był po fizyce jądrowej, powinien wiedzieć.

- No jak to możliwe?

- Niemożliwe! - jęknęło blade Tatarzysko. - Atmosfera je gasi.

- Nie gasi.

- Powinna! Nawet te z fuzji, neutrony na czternaście mega, niewiele by z nich doszło do powierzchni Ziemi.

- Mega?

- Megaelektronowoltów. Potem masz już relatywistyczne prędkości, nie wiem, kurwa, działo z gwiazdy neutronowej czy co.

- Znaczy, idzie to z góry.

- Ale widzisz, nie od Słońca.

Gdyby to Słońce tak wtem przyprażyło, już by wszyscy w Polsce nie żyli, Polska znajdowała się przecież na półkuli dnia, była szesnasta czterdzieści jeden i siedemnaście sekund. Grześ obracał planetą na flashowej symulacji BBC. Fala uderzyła od 123?W do 57?E, mniej więcej w płaszczyźnie ekliptyki, i szła zgodnie z obrotem Ziemi, to znaczy na zachód. Mieli trzy godziny i trzynaście minut do zagłady.

Chyba że wcześniej fala wygaśnie, tak samo niespodziewanie i niewytłumaczalnie, jak się pojawiła.

Grześ zaczął guglać o górnikach i załogach łodzi podwodnych. Czy masy ziemi i wody nie powinny osłonić materii organicznej? A może pomylił neutrony z neutrinami?

- Ale oni nie umierają od napromieniowania. Raczej jakby ścięło się w nich białko.

- Mikrofalówka z niebios.

- Wtedy tak samo powinien topić się plastik. Nie?

- Ktoś to w ogóle mierzy?

- Automaty. Trzeba się zdalnie dobrać do sprzętu laboratoryjnego za południkiem śmierci, przejąć kontrolę nad miernikami, zassać dane przez satelity.

Spojrzeli na Rytkę.

- Odpierdolić się, panowie - poprosiła grzecznie, zgarbiona nad klawiaturą. - Bo się rozproszę.

Grzesiu doznał klinicznego rozdwojenia jaźni: za kilka godzin umrze, a zarazem przygląda się sobie jak ludzikowi w miasteczku lego, rączka w górę, rączka w dół, główka w prawo, posadzić go, postawić, wymienić klocki.

Wyszedł z IT.

Na górnych piętrach panowała zupełnie inna atmosfera. Większość pracowników, którzy jeszcze nie pojechali do domów, zgromadziła się przy ekranach z newsami, tam komentowali obrazy gore, sącząc kawę lub piwo; najmocniejszą oznaką stresu był tu nerwowy chichot starszej sekretarki. Główny księgowy wyprzedawał czym prędzej akcje azjatyckich spółek, a dział prawny sumował odszkodowania za kontrakty zerwane z powodu masowej śmierci klientów i podwykonawców. No tak, pomyślał Grześ, przecież to oczywiste: ten hollywoodzki armageddon jest niemożliwy w realu.

Na tablicy zleceń wypisywano flamastrem zakłady o południk, na którym zabójcze promieniowanie się zatrzyma.

Grzesiu wyjął z automatu batonik Snickersa i puszkę coli, wrócił do piwnic IT - i momentalnie stracił całą nadzieję.

Prezesunio siedział po turecku w kącie przy koszu na śmieci i szlochał wściekle do smartfona. Bociek zalogował się do swojego MMO i sprintował przez bezludne dungeony. - Przynajmniej zrobię ostatni level. - Tatar zaś zamknął się w łazience i wydawał stamtąd dźwięki rodem z horroru o mózgożercach.

Zegar nad drzwiami odliczał sekundy. Była siedemnasta osiemnaście.

Grzesiu wypił colę, zjadł batonik - i cukier we krwi na powrót skleił mu świadomość. Grzesiu wrócił do realu.

Zadzwonił do Danki; zajęte. Zadzwonił do brata; zajęte. Zadzwonił do ojca - w tym momencie zablokowała się sieć komórkowa.

Józuś kolebał się na piętach i walił łbem w pokrywę klimatyzatora.

- Nie wierzę kurwa nie wierzę nie wierzę.

Rytka skończyła klepać w klawiaturę; teraz siedziała w milczeniu z założonymi na piersiach rękoma z miną zdegustowanej wiedźmy.

Grześ przycupnął obok.

- No więc?

- Idziemy się upić.

- Co tam masz?

- Weszłam na chińskie satelity. Ciągnę feed prosto z Guóji? Hángti?njú.

- Cała Azja się usmażyła, Azja i ścinek Ameryki, masz to live z kamer CNN-u i Al-Jazeery.

- Chciałam zassać surowe dane o delcie natężenia, w miarę jak się Ziemia obraca.

- I co z tym natężeniem? Maleje?

- Rosło skokowo przez pierwsze dwanaście sekund, a potem wykres płaski jak stół.

- Co to jest, do cholery? Supernowa?

- Supernowa spiekłaby nas na wszystkich długościach. Anyway. Idziemy się upić.

Siedziała i gryzła wargę, jeszcze bardziej ponura.

Grześ trącił ją łokciem.

- Będzie dobrze.

- Co ty pieprzysz?!

Szepnął jej do ucha:

- Wszyscy zginiemy w tym samym ułamku sekundy.

Wzdrygnęła się, jakby smagnął ją batem. A zaraz potem: oddech, mrugnięcie, blady uśmiech i - spokój.

Przeszli do kuchenki zaparzyć sobie herbatę.

- Wiedziałam, że coś takiego się zdarzy. - Dmuchając w kubek, popatrywała w zamyśleniu w kąt sufitu i ściany. - Nie można mieć tyle szczęścia, co ludzkość, i nie dostać w końcu kowadłem w łeb.

Skończył się cukier; Grzesiu szukał w szafce, za lodówką i pod zlewem, wreszcie zajrzał do pakamery.

- Widziałaś to?

- Co?

- Te pudła.

Wyciągnął na korytarz firmowe kartony, jeszcze ze styropianowymi zabezpieczeniami w środku, jakby przygotowane do odsyłki do reklamacji. Pod spodem piętrzyły się stare nvidie i realteki.

- Szef upchnął.

InSoul3. Na bokach pudeł, pod logo producenta, widniały uśmiechnięte buźki graczy, których kryształowe mózgi eksplodowały fontannami planet, księżyców, gwiazd, galaktyk.

Grześ i Rytka bez słowa wymienili spojrzenia.

Był to jeden z nowszych ficzerów do Xboxów i pecetów. Najpierw mocno promowany (wpakowano w tę technologię setki milionów), ale szybko oprotestowany przez rozmaite ruchy religijne, polityczne i medyczne, tudzież fronty obrony konsumentów. W efekcie spółki, które miały zarobić na aplikacjach i grach, wycofały się, i sprzęt leżał w większości nieużywany. A potem wyciekły kody źródłowe i amatorzy zaczęli dopisywać różne dziwne modyfikacje nieautoryzowane, między innymi funkcje mind copy & paste, przeznaczone do generowania maksymalnie wiernego zachowania botów awatarowych.

Firma kupiła na wyprzedaży najdroższą wersję przemysłową, z aplikacjami dla klinik i uniwersytetów, o najwyższej dostępnej wtedy rozdzielczości skanu. Po kolejnej aferze z przeciekami do konkurencji Prezesunio przez kilka miesięcy nosił się był z zamiarem wykorzystania IS3 jako uniwersalnego wykrywacza kłamstw. Potem wtrącili się prawnicy i pomysł prezesa upadł. Zostały pudła z firmowo zafoliowanymi zestawami, upchane w wysoką stertę w kącie piwnicy IT. Wystawiano je stopniowo na aukcjach na Allegro, skąd wyławiali je za pół ceny domorośli artyści softu neuro.

Grześ rozpruł folie, wyjął zestawy. Na głowę naciągało się coś w rodzaju gumowej mycki, do kompa zaś trzeba było wpiąć szereg kart z dedykowanymi procesorami, grubszych od najnowszych kart graficznych 3D; same chłodzenia ważyły po pół kilo.

Podczas gdy Grześ się z tym mocował, Rytka czytała instrukcje.

- Masa roboty z konfiguracją.

Zerknął na zegar.

- Zdążysz?

Wzruszyła ramionami.

- Odpal i zobaczymy.

Wybrali maszynę Tatara, który do tej pory pewnie już utopił się w kiblu. Grześ wpełzł pod żelastwo, przepinał porty i sprawdzał kable. A Rytka na swoim terminalu zasysała te amatorskie aplikacje do InSoul3. Istniały całe fora, wikipedie i kategorie torrentów poświęcone softowi neuro. Tymczasem transfer spadał z każdą minutą.

Po dwóch godzinach konfiguracja dobiegła końca, diagnostyka dała zielone światło dla RAM-u i procków.

Spod ściany przyglądał im się Bociek, dobrze już upalony marychą.

- Grałem w to. Mocna rzecz.

Grzesiu wylazł zmiędzy wentylatorów i kabli, otrzepał spodnie.

- To nie gra, mamy cheaty do pełnego skanu.

Bociek podszedł, pohuśtał na palcu headset pachnący jeszcze fabryczną nowością; z mycki sypał się talk.

- Ale to jest zabawka, przecież rozumiecie, nijak nie sczyta całości, to znaczy do każdego atomu kory mózgowej.

- A skąd wiesz, ile trzeba sczytać? Może tyle właśnie wystarcza? Równie dobrze mógłbyś żądać skanu kwarków i strun.

Bociek zaciągnął się głębiej jointem.

- Chcecie? - Zionął dymem. - Kandahar Blood. W sam raz na apokalipsę.

- Nie będę sobie palił neuronów w ostatniej godzinie.

- Co za zioło...! Jak potrafi cię nastawić pozytywnie do końca świata, to do wszystkiego. Nawet do niego.

To było o prezesie, który krążył po budynku z tak wściekłą rozpaczą w oczach, że najwięksi histerycy na sam jego widok zamierali niczym zmrożeni. Teraz powrócił do IT. Rozsupłał sobie krawat spod szyi i zawijał go na zaciśniętej pięści, tam i z powrotem, a z taką mocą, jakby był to bandaż bokserski na walkę z Tysonem.

Rytka i Grzesiu rzucili monetą.

- Reszka.

- Dajesz.

Rytka siadła za klawiaturą, Grzesiu wybrał skaner IS3.

Bociek poczęstował Prezesunia jointem zjaranym do mikroskopijnego peta. Prezesunio tylko splunął. Trzeszczały mu zęby i kości dłoni.

Grześ założył myckę, Rytka skalibrowała skan; zdjął myckę i ponownie sprawdzili konfigurację. Nadal zielono.

- Podało ci estymację, ile czasu zajmie pełny skan?

- Cholera wie, ten addon przejmuje potem kontrolę i zarządza powtórne skany, dopóki nie wydobędzie ci ze łba, czego mu tam potrzeba.

- A nie wyciągniesz średniej z historii dotychczasowych użytkowników? Żebyś sama też zdążyła się przekopiować. Czyje to dzieło?

- Studentów z Karabachu, Uraloczka Team. Chcesz poczytać?

- Bez tłumacza guglowego? Dziękuję.

Na ekranach newsowych ginęły Ateny, kamery uliczne spod kawiarni i zabytków pokazywały turystów kładących się na bruku jak w udarze słonecznym, pod majestatycznie niewzruszonymi ruinami kamienia i cegły.

- A pan prezes nie reflektuje?

- A co mnie to kurwa co mnie tam wasze awatary, i tak tu padnę trupem!

- Ale duch, duch przetrwa.

- Jaki kurwa duch, sam jesteś duch, wypad mi stąd, to moje zabawki!

I Prezesunio rzucił się wykopać ich z piwnic.

Grześ strzelił go przez łeb starym ultrabookiem Lenovo; szef padł bez czucia.

- Komputery rządzą światem.

- True.

- Dajesz, Rytka.

Grześ naciągnął myckę, Rytka nacisnęła ENTER, i poleciało.

All that lives must die, passing through steel to eternity