StarCraft. Starcraft: Diableski dług - Chrisite Golden

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ PIERWSZY

PUSTKOWIA, NOWE SYDNEY 2494

Słońce przypominało bezlitosne żółte oko spoglądające groźnie na skalny krajobraz spieczonej ziemi, gdzie rosły jedynie najwytrzymalsze z sukulentów i najbardziej uparte formy życia. Na intensywnie błękitnym niebie nie było najmniejszej chmurki zdolnej złagodzić żar promieni słonecznych, a do nocy, która niosła wyczekiwaną ulgę, pozostało jeszcze wiele godzin.

Coś srebrzystego i gładkiego sunęło przez tę jałową pustynię - wydawało się, że przez dolinę przepływa rzeka. Lecz nie było to ani tak naturalne, ani tak przyjemne jak woda. Ostre promienie słońca odbijały się od metalicznej powierzchni pociągu, który meandrował i ślizgał się niczym wąż przez pustkowie w drodze do miejsca przeznaczenia - tam, gdzie zostawi swój cenny ładunek.

Z chłodnego azylu jaskini dwóch mężczyzn obserwowało srebrny obiekt. Milczeli, ale cisza była przyjazna. Teraz zakłócił ją jedynie głośny wydech, gdy jeden z nich po raz ostatni wciągnął i wypuścił dym z cygara, po czym rzucił niedopałek na ziemię i rozgniótł go masywnym butem.

- No to wiśta wio i ruszamy - oznajmił Tychus Findlay.

Stojący obok mężczyzna o gęstych, niezbyt porządnie przystrzyżonych włosach i brodzie nie należał bynajmniej do drobnych, ale na takiego właśnie wyglądał w porównaniu z olbrzymim Tychusem. Wsiadł już na motocykl odrzutowy typu sęp i posłał wielkoludowi złośliwy uśmiech.

- Więc rusz tyłek, ślamazaro - odparł.

Kopnięciem uruchomił maszynę, po czym ruszył zboczem wąwozu w stronę magnetycznego pociągu. Tychus zaklął, wskoczył na swój motocykl i ruszył za Jimem Raynorem z szybkością błyskawicy.

Właśnie w takich chwilach Jim Raynor, dawniej młodszy kapral marines, dumny obywatel Konfederacji i chłopak z farmy, czuł, że naprawdę żyje. Dzięki prędkości, jaką wyciskał z sępa, wiatr chłodził mu twarz, a uciążliwy upał nie dawał się we znaki. Jim miał wrażenie, że jest niczym wilk ścigający zdobycz - tyle tylko, że celem dzisiejszej wyprawy nie była śmierć żywego stworzenia, lecz jedynie zagospodarowanie pustki w kieszeniach Tychusa i Raynora. Pociąg wiózł towar, nie pasażerów. W srebrzystym wnętrzu - jeżeli wierzyć źródłom Tychusa, a Jim nie miał powodu, by nie wierzyć - znajdował się piękny duży sejf wypchany konfederacką walutą.

- Cóż, to misja ratunkowa, Jimmy! - grzmiał Tychus, a jego błękitne oczy iskrzyły się humorem, gdy jeszcze niedawno wprowadzał Raynora w szczegóły planu. - Te biedne kredytki zostałyby skazane na wypychanie kieszeni Starych Rodów, które przecież nie potrzebują już więcej pieniędzy. Albo też użyto by ich w nikczemnej intrydze i ktoś zostałby skrzywdzony. Musimy uwolnić te kredyty, to nasz obowiązek, do diabła, to nasze powołanie! Niech posłużą czemuś, co naprawdę się liczy.

- Jak opłacenie naszych drinków, kobiet i steków.

- To niezły początek.

- Masz złote serce, Tychusie. W życiu nie spotkałem takiego altruisty. Niech to, mam łzy w oczach.

- To ciężka praca, ale ktoś musi ją wykonać.

Jim wyszczerzył się w uśmiechu, gdy przypomniał sobie tę rozmowę. A teraz on i Tychus jechali za pociągiem i szybko go doganiali. Raynor trzymał się po prawej, a Tychus odbił w lewo. Wielkolud przeleciał nad torami, dostosowując częstotliwość magnetyczną w swoim motorze, żeby zrównoważyć pole, dzięki czemu podobnie jak pociąg mógł łatwo poruszać się po szynach. Jim przyśpieszył, jadąc wzdłuż składu, aż odpowiedni wagon znalazł się w zasięgu jego wzroku. W ciągu ostatnich kilku lat Raynor z Tychusem spędzili wiele godzin na analizie wszystkich jednostek transportowych, czasem jedynie na podstawie planów i zdjęć, lecz najczęściej z bliska i osobiście, jak i w tym wypadku. Już wcześniej "wyzwalali" kredyty - chyba setki tysięcy przez minione lata. Jednak uwolnione pieniądze nigdy nie zostawały z Raynorem i Tychusem na długo. Ale to też było w porządku. Stanowiło część jazdy, w jaką zmieniło się życie.

- Ostrożnie, chłopcze. Nie przejedź za daleko... - rozległ się ochrypły głos Tychusa tuż przy uchu Jima. - Nie wrócę po ciebie, jeżeli utkniesz w złym wagonie.

Raynor uśmiechnął się szeroko.

- Racja. Po prostu zabierzesz wszystkie kredyty i zwiejesz do Wrednego Wayne'a.

- Właśnie, do licha, więc lepiej się nie pomyl.

Czas miał tu kluczowe znaczenie. Raynor jeszcze przyśpieszył, zerkając na wskaźniki, na których mała kropka reprezentowała Tychusa - i on poruszał się z coraz większą prędkością. Jim wiedział, że po pięciu latach podobnych wyczynów obaj byli niczym lustrzane odbicia.

- Dawaj! - nakazał Tychus.

Jak jeden mąż włączyli podnośniki i wznieśli się pionowo w górę. Sępy, przerobione do cna, leciały, choć nie tak wysoko jak ptaki, od których wzięły nazwę. Wznosiły się nieco ponad dachem pociągu. Niepowtarzalnie zmodyfikowane motocykle wylądowały na dachu, odbiły się od niego, potem znowu opadły, a mężczyźni w ułamku sekundy przypięli je i unieruchomili za pomocą magnetycznych zamków zamontowanych specjalnie właśnie w tym celu. Raynor i Tychus zeskoczyli z pojazdów. Kolejny etap - trzeba się dostać na tył wagonu, zejść, otworzyć drzwi i sprawdzić, z kogo składa się komitet powitalny.

Lecz w tej ważnej chwili pociąg wszedł w zakręt i trafili prosto w krzyżujące się podmuchy. Przez nagłe szarpnięcie Raynor stracił równowagę. Ciężko upadł i zaczął się zsuwać na skraj dachu. Tychus wyciągnął dłoń w rękawiczce, rzucił się do przodu, przytrzymawszy się dobrze zabezpieczonych sępów, i złapał Raynora za kołnierz kamizelki.

Jim zatrzymał się z gwałtownym szarpnięciem. Poczuł uderzenie adrenaliny, ale nie ze strachu. Nie pierwszy raz brał udział w akcji. Był przygotowany. W sekundę wziął się w garść, po czym dał znak. Wielkolud - z jedną ręką na sępie, a drugą zaciśniętą na kołnierzu kumpla - przeciągnął go ćwierć metra, aż mniejszy towarzysz odwrócił się w kierunku tylnej części wagonu.

- Trzymaj mnie za nogi! - zawołał Raynor do Tychusa.

Wielkolud mruknął, puścił kołnierz Jima, po czym chwycił go najpierw za pas, potem za kostkę. Raynor zsunął się naprzód.

Jim przyciskiem włączył silne magnesy wmontowane w kamizelkę. Dzięki nim i miażdżącemu uściskowi Tychusa na kostce nie mógł spaść. Zwykle w takiej sytuacji spróbowałby zeskoczyć na wąski pomost w tylnej części wagonu, ale pociąg chyba wciąż jechał przez przeklęty tunel aerodynamiczny. Ponieważ ich lądowaniu towarzyszył głośny łomot, liczyła się każda chwila. Raynor wysunął się na tyle, żeby sięgnąć ręką poniżej dachu i pomacać tam na oślep. Wyczuł krawędź drzwi. Trudno to nazwać idealnym miejscem do podłożenia ładunków wybuchowych, ale będzie musiało wystarczyć.

Wyciągnął z kieszeni niewielkie urządzenie, wbił kod aktywacyjny, przyłożył je do drzwi najdalej, jak zdołał sięgnąć, wyłączył magnesy i wrzasnął:

- Wciągnij mnie! Wciągaj!

Tychus szarpnął go z taką siłą, że Jim starł sobie skórę z częściowo nieosłoniętej skóry rąk. Nie było to przyjemne, ale nie narzekał - przecież znalazł się w bezpiecznej odległości od eksplozji, która posłała we wszystkie strony odłamki i kłęby czarnego dymu.

- Pewnie nie udało ci się chociaż rzucić okiem?

- Nie. - Jim nadal leżał na brzuchu. Wyciągnął pistolet z kabury, posłał Tychusowi szeroki uśmiech i dodał: - No co? Boisz się, że wpadniesz prosto na bandę strażników Konfederacji?

- Ja nie, laleczko - odgryzł się Tychus. Sięgnął po broń przypiętą na plecach i wyciągnął ją. To był AGR-14, wyglądający równie groźnie jak jego właściciel. - Ruszajmy.

Tychus opadł na brzuch tuż obok Jima. Zsunęli się na skraj wagonu i w ostatniej chwili każdy wyciągnął rękę, złapał za krawędź dachu i wykonał salto, wskakując do przedziału, gotów do ataku.

Nikt nie wyszedł im naprzeciw.

- Do diabła, Jimmy... - westchnął Tychus. - To nie jest wagon z sejfem!

Rzeczywiście, nie był. Wypełniał go po brzegi zupełnie inny ładunek: instrumenty, rzeźby, meble. Wszystko dokładnie zapakowane i zabezpieczone. Bez wątpienia warte fortunę, ale zupełnie nieprzydatne Raynorowi i Tychusowi.

Jim spodziewał się niemal, że Tychus walnie go w głowę, ale wielkolud już szedł na koniec wagonu.

- Miałeś odrobić lekcje... - mruknął.

- Odrobiłem - zapewnił Raynor. - Siedemnasty wagon. Musieli zmienić...

Jim ruszył za towarzyszem z opuszczoną bronią, jednak zatrzymał się, gdy intrygujący pakunek przyciągnął jego uwagę. Tychus szarpał się z drzwiami, więc Raynor pozwolił sobie zsunąć nieco pokrowiec ochronny.

Wytrzeszczył oczy.

- Wygląda na to, że będziemy musieli wysadzić też te... Jimmy, co, u licha, tam robisz? - w głosie Tychusa zabrzmiało zdziwienie.

Raynor nie poświęcił mu nawet spojrzenia. Szarpnął mocniej i pokrowiec spadł.

- Chyba się zakochałem... - westchnął, wpatrzony w piękny antyk.

- Mówisz tak za każdym razem, gdy wpadamy do Wayne'a - prychnął Tychus, ale odwrócił głowę, żeby zobaczyć, co przykuło uwagę przyjaciela. - Co to jest, do diabła?

Jim czuł się, jakby przeżywał religijne uniesienie. I w rzeczy samej - przedmiot, na który spoglądał z czcią, przypominał mu staroświeckie witraże widziane na zdjęciach. Przed nim stał mebel, ogromny i solidnie wykonany, zaokrąglony na górze jak okno. Front pokrywało jasne kolorowe szkło, a jeżeli to było to, co Jim myślał, iż jest, te zakrzywione szklane rurki zapalą się po włączeniu. A w środku... Och, w środku właśnie znajdują się skarby.

- Nie jestem pewien... Nigdy w życiu nie widziałem żadnej, ale myślę... wydaje mi się, że to szafa grająca. - Raynor wyciągnął dłoń w rękawiczce i dotknął konstrukcji z zakrzywionego metalu, drewna i szkła.

- Nie jestem ani trochę mądrzejszy niż przed chwilą, Jimmy - warknął Tychus. - Tracimy czas.

- Szafa grająca to stary, bardzo stary sposób na odtwarzanie muzyki - wyjaśnił Raynor. - Muzyka była wytłaczana na winylowych dyskach nazywanych płytami. Tutaj znajduje się chyba z tysiąc piosenek; piosenek, których nikt pewnie nie słyszał od kilkuset lat.

- Ty i twoje staroświeckie gówno. Najpierw kolt, teraz to.

Kiedyś, na początku ich kariery, włamali się do domku letniskowego należącego do jednego z pomniejszych Starych Rodów Konfederacji. Dom był pełen cennych antyków, a kiedy Raynor natknął się na rewolwer Colt SAA, pistolet liczący sobie kilka wieków, uznał, że musi go mieć. Od tamtej pory Jim nie rozstawał się z koltem, chociaż nosił też bardziej współczesną broń. Zdobycie naboi do antycznego rewolweru było kosztowne, dlatego Raynor rzadko z niego strzelał. Ale po prostu lubił czuć go na biodrze. Tychus przewracał tylko oczami, tak samo jak dziś.

- Niezła lekcja historii, profesorze. A teraz ruszmy tyłki i wynośmy się stąd. Musimy jeszcze wysadzić sejf.

Tychus miał rację. Raynor poklepał stare urządzenie i ruszył za wielkoludem.

Nareszcie. Z wymamrotanym przekleństwem i dobrze wymierzonym uderzeniem barkiem Findlay otworzył drzwi, na kolejnych założył ładunki wybuchowe, po czym ukrył się obok Jima. Obaj przypadli do podłogi, zanim nastąpiła detonacja.

Raynor skrzywił się z dwóch powodów. Po pierwsze - zwykle zabierali ze sobą cztery zestawy urządzeń wybuchowych - jeden do wysadzenia drzwi, jeden na sejf, który zamierzali otworzyć, i dwa zapasowe. Które właśnie wykorzystywali. Lepiej, żeby zostały tylko jedne drzwi do otwarcia, bo inaczej konfederackie kredyty nie doczekają się wolności. Po drugie będą musieli bronić się przed ostrzałem w tym wagonie i szafa grająca może zostać trafiona. Jim przyłapał się na myśli, że bardzo go to niepokoi.

Zanim jeszcze rozwiał się dym, z dziury po drzwiach posypały się serie pocisków ze strzelby Gaussa, trafiając w towary składowane w wagonie. Rozległ się brzęk, gdy metal przebijał metal, a w powietrze uniósł się rój drewnianych odłamków. Raynor przyklęknął za czymś, co wyglądało jak postawiony pionowo fortepian, ale nie ośmielił się odwrócić głowy, żeby sprawdzić, czy jego szafa grająca nie ucierpiała. Sprawdzi to we właściwym czasie.

Tychus, rycząc, jednym skokiem pokonał odległość dzielącą go od strażników i zaczął rozdawać ciosy kolbą. Ochrona była zupełnie nieprzygotowana - spodziewała się wymiany ognia, nie bezpośredniego ataku, i to najpewniej szaleńca. W tak ciasnym pomieszczeniu nie mogli strzelać, żeby nie poranić się nawzajem. Tychus i Jim z okrzykami radości albo powalali bezradnych strażników i pozbawiali ich przytomności, albo wyrzucali z pociągu przez wysadzone drzwi. Tychus wytrącił kopniakiem strzelbę z rąk ostatniego strażnika, po czym podniósł wielki pakunek i przygniótł nim nieszczęśnika. Potem odwrócił się z szerokim uśmiechem i teatralnie otrzepał ręce. Jim posłał mu uśmiech w odpowiedzi, po czym obejrzał się, żeby się upewnić...

Szafa grająca przetrwała bez jednej rysy. Raynor odetchnął z ulgą. I wtedy coś sobie uświadomił. Coś, co będzie musiał powiedzieć Tychusowi i co z pewnością przyjacielowi się nie spodoba. Ale to później.

Teraz przeszli nad ciałami i wskoczyli do następnego wagonu. I oto był - duży sejf, lśniące metalowe pudło, które wypełniało połowę wagonu.

A przed sejfem, z wytrzeszczonymi oczami i rozłożonymi ramionami, jakby pragnął ochronić skarbiec swoim chudym ciałem, stał nie strażnik Konfederacji, lecz niepozorny człowieczek w uniformie typowym dla urzędnika rządowego.

Tychus zamrugał, nie opuścił jednak broni wymierzonej w nieznajomego, podobnie jak Raynor. Żaden jednak nie strzelił.

- Synu... - Tychus chwycił strzelbę jedną ręką, drugą zaś sięgnął do kieszeni. - Możesz mi powiedzieć, co, u diabła, tu robisz i dlaczego tu stoisz?

Mężczyzna trząsł się tak mocno, że Raynor zastanawiał się, w jaki sposób nieszczęśnik utrzymuje się jeszcze w pionie.

- Proszę pana - odparł, a głos mu drżał. - Jestem oficjalnym pracownikiem KDOFiPW i z wielką, wielką przykrością muszę pana poinformować, że nie mogę pozwolić na zabranie zawartości tego sejfu.

Tychus zamarł z niezapalonym cygarem w połowie drogi do ust.

- To bardzo dużo słów. Synu? Nie chcesz zadzierać ze starym, dobrym Tychusem Findlayem.

Mężczyzna zbladł jak kreda.

- O rany... - wykrztusił.

Bez wątpienia nazwisko nie było mu obce. Wodniste niebieskie oczy przesunął na Raynora, po czym wrócił spojrzeniem do Tychusa. Nerwowo przełknął ślinę, gdy Tychus wsunął cygaro do ust, zapalił i pyknął dymem.

- Panie Findlay, panie Raynor, gdyby te kredyty należały do mnie, nie potrafiłbym wyrazić, jakim zaszczytem byłoby, gdyby to właśnie panowie mnie obrabowali. Ale to nie moja własność. Należy do Konfederacji Ludzi, a ja zostałem wyznaczony przez Konfederacki Departament Ochrony Funduszy i Przedmiotów Wartościowych, by dopilnować, żeby te pieniądze dotarły nienaruszone do miejsca przeznaczenia.

Tychus tylko patrzył, pykając cygaro. Raynor przestąpił z nogi na nogę, po czym wzorem przyjaciela opuścił broń. Przez chwilę w wagonie słychać było jedynie stukot pociągu i zaciąganie się Tychusa. Wreszcie wielkolud parsknął śmiechem, który dobył się z głębi jego piersi i zmienił w dudniący rechot.

- Synu, to ci przyznam, masz jaja. W życiu nie spotkałem nikogo, kto by mi się postawił w taki sposób, zwłaszcza gdy jest cherlakiem i nawet nie ma broni. Jak się nazywasz?

- G-George Wo-o-odley - wyjąkał mężczyzna. Zaczynał chyba odczuwać ostrożny optymizm, że może przeżyje to spotkanie.

- Jesteś żonaty, George'u Woodleyu z Konfederackiego Departamentu Ochrony Funduszy i Przedmiotów Wartościowych? Masz dzieci?

- T-tak, proszę pana, na oba pytania. Mam cudowną żonę i dwoje uroczych dzieci.

- Cóż, Woodley - stwierdził Tychus. - Wprawiłeś mnie w dobry nastrój. A nie zwykłem zabijać ludzi, którzy wprawiają mnie w dobry nastrój. Zatem jeżeli się odsuniesz, wysadzimy sejf i Konfederacki Departament Ochrony Funduszy i Przedmiotów Wartościowych nie będzie musiał wysyłać listu z kondolencjami do twojej żony i dzieci.

Chuda, lisia twarz mężczyzny spoważniała.

- Ojej - westchnął znowu. - Bardzo mi przykro, ale nie mogę tego zrobić.

Chociaż Raynor podziwiał mężczyznę za poważny stosunek do swojej pracy, jednak to zaszło już za daleko. Uniósł pistolet.

- Woodley, zadaliśmy sobie dzisiaj niemało trudu, żeby zabrać te kredyty. Z pewnością KDO... i reszta przeklętych liter nie płaci tak dobrze, żebyś dał się postrzelić w obronie pieniędzy, które należą do bogaczy.

- Cóż, proszę pana, może to i prawda, ale chyba powinien pan wiedzieć, że szeryf Wilkes Butler został powiadomiony o napadzie na ten pociąg i zapewne zjawi się tutaj, i spróbuje zabrać obu panów do aresztu.

Tychus ponownie się roześmiał.

- Nie boimy się starego Butlera - prychnął. - Musisz się bardziej postarać, jeżeli chcesz nas przestraszyć.

Przez ostatnie parę lat Butler był dla Tychusa i Jima niczym pies kąsający po piętach. Raynor musiał przyznać, że raz czy dwa szeryf omal ich nie dopadł. Jednak każda taka sytuacja dawała im okazję do poznania tego człowieka i przyjrzenia się jego metodom. Chociaż pod żadnym względem Wilkes Butler do głupców nie należał, nie zdołał przyłapać Tychusa i Raynora i tylko to się dla nich liczyło. Jak to kiedyś ujął Tychus, paląc cygaro i obejmując biuściastą ślicznotkę siedzącą mu na kolanach: "Liczy się tylko, jak się kończy, nie jak zaczyna, a "prawie", "mogło się udać" czy "powinno było wyjść" nie mają zasranego znaczenia".

Raynor przez wzgląd na Woodleya zrobił zmartwioną minę.

- Czy ja wiem, Tychus? - mruknął. - Skoro szeryf Butler i jego ludzie są już w drodze, może powinniśmy jednak się wynieść?

Tychus odwrócił się i zmarszczył brwi w grymasie, który przeraziłby człowieka odważniejszego niż Woodley. Ten pisnął i szybko przycisnął dłonie do ust.

- Mówisz jak zasrany tchórz, Jimmy - stwierdził wielkolud. - Lecz w jednym masz rację. Powinniśmy się wynieść, ale z pieniędzmi. Wystarczy, że usuniemy tego małego szczura z drogi, a potem możemy się zbierać.

Uniósł strzelbę i wymierzył ją w Woodleya. Raynorowi zrobiło się żal odważnego, lecz bezgranicznie głupiego pracownika rządowego, który właśnie zamknął oczy, czekając na atak.

Atak nastąpił.

ROZDZIAŁ DRUGI

PUSTKOWIA, NOWE SYDNEY 2494

Jim skoczył do Woodleya i uderzył go w skroń kolbą kolta wykładaną masą perłową. Chuderlak opadł na podłogę, nawet nie jęknąwszy. Kiedy się ocknie, będzie miał piekielny ból głowy, ale przynajmniej przeżyje, żeby o tym opowiedzieć.

- Zabawny człowieczek - stwierdził Tychus, po czym całą uwagę skupił na sejfie. - Znajdź coś, żeby go związać, a ja wysadzę to pudełko.

Raynor wrócił do poprzedniego wagonu po linę. Szafa grająca stała tam w swojej katedralnej niemal chwale i Jim znowu spojrzał na nią w zachwycie.

Ostrożnie rozwiązywał sznury z fortepianu, za którym wcześniej się ukryli, gdy wszedł Tychus z George'em Woodleyem przewieszonym przez ramię jak worek ziemniaków. Wielkolud przestąpił powalonych strażników, po czym bezceremonialnie zrzucił obok swój ciężar i przykucnął przy Jimie za stosem antyków, zapewne bezcennych.

Huk dobiegający z wagonu z sejfem odbił się echem od ścian. Jim obrócił Woodleya na plecy i zaczął pętać mu nadgarstki i kostki.

Kiedy Tychus wstał, by wziąć ich uwolnione właśnie pieniądze, Raynor stwierdził:

- Chcę zabrać szafę grającą.

Wielkolud odwrócił się, marszcząc brwi.

- To coś? Pewnie waży z tonę. Rozum ci odjęło, do diabła?

Jim pokręcił głową, sprawdził węzły, lekko poklepał nieszczęsnego George'a i wstał.

- Skądże! Chcę ją. Jest piękna, rzadka i po prostu wiem, że pewnego dnia będziemy się cieszyć, iż mamy tę ślicznotkę.

- Ślicznotkę? Niech cię diabli, chłopcze! Chyba powinieneś mocno puknąć się w głowę, skoro nazywasz mebel ślicznotką.

- Możliwe, ale to niczego nie zmienia. Chcę ją.

- Butler już tu pędzi, żeby zawlec nasze tyłki do aresztu. Zapomniałeś, co powiedział nam ten cały Woodcock?

- Woodley.

- Mało mnie obchodzi jego przeklęte nazwisko.

Tychus zapewne miał rację. A jednak Raynor zerknął znowu na szafę grającą, ten przepiękny skarbiec muzyki, której nie słyszano chyba od wieków. Po prostu nie mógł jej zostawić.

- Poradzimy sobie z Butlerem. Ile razy mi to powtarzałeś?

- Niech cię - warknął Tychus. - Chciałbym choć raz usłyszeć, jak mnie cytujesz w sytuacji, w której zgodziłbym się z własnymi słowami. No dobrze, zabierzemy twoją przeklętą pannę szafograjkę. Ale jeżeli będę musiał wybierać: ona albo ja, wyrzucę ją. Jasne?

- Umowa stoi - ucieszył się Jim.

Zaskoczyło go, że Tychus zgodził się tak łatwo, choć nie bezwarunkowo. Wrócili do drugiego wagonu, a widok sejfu z drzwiami zwisającymi na ostatnim ocalałym zawiasie ucieszył go jeszcze bardziej.

Wraz z Tychusem zaczęli pakować kredyty do rozkładanych toreb, które ze sobą przynieśli. Jeszcze niedawno wielkolud nalegałby, żeby poświęcić trochę czasu na równy podział łupu. Podczas jednego z pierwszych wspólnych napadów Jim sądził, że jego przyjaciel zabrał trochę więcej gotówki. Innym razem Tychus prawie oskarżył Raynora o to samo. Teraz obaj po prostu wypychali torby po brzegi. Przez lata ich wzajemne zaufanie przetrwało wiele prób - niezależnie od tego, co mogło lub nie mogło się zdarzyć, zwłaszcza na początku wspólnej pracy, a sytuacje jak ta nie były niczym nowym. Tychus i Raynor nie wiedzieli nawet, ile pieniędzy "uwolnili", choć zdawali sobie sprawę, że całkiem sporo, bo wystarczało tego na alkohol oraz najładniejsze panienki u Wrednego Wayne'a przed dość długi czas.

- Dobra. - Jim zamknął swoją torbę i umocował ją przy pasie. - Zabierajmy szafę.

Tychus pokręcił głową, ale ruszył za nim.

- Jak zamierzasz zabrać stąd tę kolubrynę? - zapytał, gdy stanęli przed antyczną maszyną.

Tychus był silny. Bardzo silny. Ale nawet on nie dorównywał człowiekowi w kombinezonie bojowym. A oczywiście tym razem nie mieli kombinezonów, uznawszy, że w tej wyprawie zręczność przyda się bardziej niż brutalna siła.

- Musi być sposób, żeby ruszyć szafę - powtórzył Jim, jednocześnie próbując ów sposób wymyślić. - Jakiś wózek...

- Znajdź go, i to szybko, do diabła! Nie robię się młodszy, a Butler też się nie cofa.

Wielkolud zrobił krok do tyłu, splótł ramiona na piersi i przyglądał się tylko, jak Raynor przeszukuje wagon. Jim wreszcie znalazł to, czego szukał. Wózek odrzutowy, wyłączony i wciśnięty w kąt za porcelanowym słoniem, który jakimś cudem uniknął uszkodzeń w strzelaninie. Raynor wyciągnął podnośnik i włączył go. Urządzenie uniosło się z pomrukiem na jakieś trzydzieści centymetrów nad ziemię. Raynor wcisnął guzik i podnośnik uniósł się o drugie tyle. Mężczyzna uśmiechnął się triumfalnie.

Nie zanosiło się, że będzie to łatwe, ale powinno się udać.

- Dobra. Przeniesiemy szafę na dach za pomocą podnośnika. Potem przymocujemy ją z tyłu mojego sępa i możemy się wynosić.

- Mmm - mruknął Tychus. - Są ludzie, dla których bym tego nie zrobił.

- Ludzie - przyznał Jim szczerze - to nie szafy grające.

- To prawda. Chodź, wariacie. Przywiążmy tę szafę do twojego sępa, zanim zaskoczy nas Wilkes Butler i umrze ze śmiechu.

- Nie utrzyma się pionowo - stwierdził Tychus siedem minut później.

- Utrzyma się - odparł Raynor z większym przekonaniem, niż tak naprawdę czuł.

Przymocowali podnośnik do sępa Jima. Podczas normalnej jazdy urządzenie działałoby zapewne jak należy, jednak Raynor miał wątpliwości, czy pakunek nie przechyli się przy prędkości, jaką będzie trzeba rozwinąć, aby uciec przed...

- No i jest cała paczka. Z Butlerem na czele - oznajmił Tychus.

Raynor odwrócił się, żeby spojrzeć tam gdzie przyjaciel, i jęknął w duchu. W oddali kilka małych obłoczków kurzu tworzyło spory tuman, a bezlitosne słońce błyszczało na metalu pojazdów.

- Niech to... - mruknął Raynor i podjął decyzję. Skoro pogoń była tak blisko, nie mogli jechać na tyle powoli, żeby zapobiec przewróceniu się podnośnika i uszkodzeniu pięknej szafy grającej. - Przymocujmy ją do mojego sępa.

- Nie. Zostaw tę przeklętą szafę, Jim.

- No, dalej. Możemy ją zsunąć i przywiązać.

Tychus westchnął i okazał swoje niezadowolenie, wydmuchując dym prosto w twarz Raynora. Mimo to jednak podszedł do podnośnika, stanął pewnie i dźwignął szafę.

Nie po raz pierwszy Jim był pod wrażeniem siły wielkoluda. Szafa grająca ważyła ze sto pięćdziesiąt kilogramów, ale Tychus podniósł ją bez trudu. I chociaż nabrzmiały mu żyły na szyi, a pot zrosił czoło, gdy dźwigał ciężar, zdołał jednak przenieść mebel powoli i ostrożnie na tył sępa Raynora. Jim miał usiąść z przodu. Próbował pomóc, ale mógł jedynie wskazać, jak najlepiej umieścić szafę na sępie, i pomóc w jej przypinaniu. Razem odstawili niepotrzebny już podnośnik.

Tychus cofnął się.

- Stawiasz mi pierwszą kolejkę u Wayne'a, kolego. A teraz zabierajmy stąd tyłki.

I z tymi słowy wsiadł na sępa. Raynor zerknął przez ramię na szafę, sam zaskoczony swoim głupim uporem, po czym poszedł w ślady przyjaciela.

Pościg pojawiał się zawsze. Ale nigdy wcześniej nie pozwolili Butlerowi i jego ludziom podejść tak blisko. Nigdy też Raynor nie miał na siodełku zwalistej szafy grającej. Z niepokojem odkrył, jak bardzo go spowalnia. Ponadto pieniądze w torbie na plecach utrudniały utrzymanie równowagi. Findlay zmienił się już w znikający szybko punkt. Jego głos zatrzeszczał w komunikatorze w uchu Jima.

- Mówiłem, żeby zabierać tyłek, a nie go wlec.

- Staram się! - zapewnił Raynor.

Tychus mruknął coś, od czego farba zeszłaby ze ściany, po czym Jim ujrzał, jak przyjaciel skręca w prawo i zawraca.

- Zamierzam odciągnąć pościg, żebyś mógł się trochę oddalić, dziadku. Co, u diabła, zamierzasz zrobić z tą szafą?

- Jadę do jaskini - odpowiedział Jim. Chodziło mu o miejsce, z którego obserwowali pociąg. - Ciągnie się głęboko i jest na zasranym pustkowiu.

- Tam się spotkamy. Ale jeżeli ta przeklęta szafa cię przygniecie, nie zamierzam po ciebie wracać.

- Owszem, wrócisz - odparł Raynor. - Mam przecież przy sobie całą pieprzoną górę konfederackich kredytów.

Findlay zarechotał, po czym zasalutował jednym palcem, objechał Jima i ruszył w kierunku Butlera i jego grupy. Raynor oddał salut i odjechał w przeciwną stronę na tyle szybko, na ile pozwalał mu przeciążony sęp.

Tychus nie należał do ludzi nieostrożnych. Chociaż sprawiał wrażenie lekkomyślnego, wiedział dokładnie, co ma zrobić. Ale od czasu do czasu lubił sobie poigrać z losem, a teraz chyba miał po temu doskonałą okazję.

Wyszczerzył się na myśl o tym, jak zaskoczony musi być Butler, widząc Tychusa pędzącego na spotkanie pościgu. Nagle gwałtownie odbił w lewo.

Roześmiał się głośno, gdy ścigający wyhamowali tak ostro, że omal się nie poprzewracali, a potem z trudem zaczęli skręcać, by kontynuować pogoń. Tychus usłyszał strzały, ale wiedział, że poszły w niebo - nikt nie zdoła namierzyć go jeszcze przez kilka sekund, a do tego czasu zacznie się prawdziwa zabawa w berka.

Pomimo swoich żartów z Wilkesa Butlera Findlay wiedział, że tego człowieka należy traktować poważnie. Kiedy zaczynasz lekceważyć wroga, właśnie wtedy on znajduje sposób na zabicie cię. Jeden z motocykli odrzutowych odzyskał równowagę i zaczął nadrabiać dystans. Tychus czuł, że to dobry szeryf we własnej osobie.

Findlay razem z kumplem zbadali okolicę w promieniu kilkunastu kilometrów. Chociaż nie powiedziałby, że zna teren jak własną kieszeń, podejrzewał jednak, że lepiej niż Butler. Dlatego kierował się na południowy zachód, gdzie - jak wiedział - znajdował się uroczy tor przeszkód.

Tutaj, na pustkowiach Nowego Sydney, pełno było rozpadlin, wąwozów i podobnych do wież formacji skalnych, nazywanych barwnie "hoodoo", czyli coś, co przynosi pecha według wierzeń voodoo jeszcze ze Starej Ziemi. Trasę, którą teraz wybrał Tychus, zbadali wcześniej z Jimem i zrezygnowali z niej, gdy znaleźli jaskinię i zapewniany przez nią chłód. Trasa wiła się, skręcała ostro i niebezpiecznie, czyli była tym, czego Tychus właśnie potrzebował.

- Jakieś ślady pogoni? - zapytał Jima przez komunikator.

- Żadnych! - zabrzmiał głos Raynora. - Wygląda na to, że wszyscy pognali za tobą.

Tychus zwolnił nieco, tylko na tyle, żeby podrażnić się ze ścigającymi i dać im nadzieję, że mogą go złapać, po czym powiódł ich na otwartą przestrzeń, gdzie wyrastały z piachu tuziny hoodoo. Ruszył na jeden ze szpikulców, skręcając w ostatniej chwili. Ludzie Butlera okazali się jednak dobrzy - ominęli kamienny filar.

Tym razem.

Nie mieli tyle szczęścia, gdy Tychus wykonał trzeci podobny najazd, niemal samobójczy, i skręcił w ostatniej chwili. Dwaj z ludzi Butlera, którzy jechali zbyt blisko, zderzyli się widowiskowo, gdy niezdarnie próbowali ominąć kamienną kolumnę. Jeden z pojazdów potrącił pradawną formację skalną. Wielki odłamek stoczył się z jej szczytu i trzeciemu motocykliście ledwie udało się go uniknąć, jednak stracił kontrolę nad pojazdem i zarył się w piach.

Czterech nadal nie ustawało w pogoni. Tychus pozbył się jednego przy lawirowaniu między skalnymi filarami, a kolejnego, gdy powiódł pogoń po ostro opadającym zboczu i skręcił w ostatniej chwili. Jednak wszedł w zakręt zbyt ciasno i znalazł się przed skalną ścianą. Klnąc, zeskoczył w ostatnim ułamku sekundy, zanim sęp rozbił się o głazy. Tychus uderzył w spaloną słońcem ziemię tak mocno, że stracił dech w piersi, ale nie na tyle, by odnieść jakieś rany albo - co ważniejsze - zgubić torbę z pieniędzmi. Wstał i wyjął swój AGR-14.

Wokół nerwowo trzasnęły strzały. Findlay uskoczył za wielki głaz, odpowiedział ogniem ze strzelby i zdjął jednego z dwóch pozostałych sępów. Jego pilot zeskoczył, żeby się nie rozbić, ale nie upadł tak szczęśliwie jak Tychus, a kiedy ostatni sęp się zatrzymał, w zapadłej nagle ciszy dały się słyszeć przekleństwa rannego.

- Na twoim miejscu bym tego nie robił - ostrzegł Tychus ostatniego ze ścigających, który siedział na sprawnym sępie z wymierzonym pistoletem.

- Tychus Findlay - rzekł szeryf Wilkes Butler.

Nie opuścił broni. Tychus również tego nie uczynił. Mierzyli się wzrokiem.

Nie był to pierwszy raz, gdy znaleźli się w takiej sytuacji. Wilkes Butler dobiegał czterdziestki, był człowiekiem średniego wzrostu i postury. Wyglądałby zupełnie przeciętnie, gdyby nie przenikliwe błękitne oczy, gęste i lśniące czarne włosy oraz wspaniałe wąsy, które niemal całkowicie zasłaniały mu usta. W tej chwili jednak miał kask z przesłoną, który zasłaniał i czarne włosy, i błękitne oczy, a ręka z bronią ani mu drgnęła.

- Wilkes Butler - zadudnił Tychus w odpowiedzi.

- Gdzie twój kumpel?

- Tam, gdzie nie musisz się o niego martwić. Nie wiem, jak tobie, ale mnie jest tu za gorąco. Przydałby mi się prysznic i kobieta lub dwie oraz zimne piwo. Lub trzy. A ty mógłbyś zrobić sobie herbaty z lodem albo coś.

- Zbyt długo już wymykałeś się prawu - odparł Butler. - Jeżeli tak ci gorąco, załatwię ci ładną, zacienioną celę.

Tychus westchnął, uniósł strzelbę i wymierzył ją w przeklinającego, a zatem żywego jeszcze mężczyznę, po czym wpakował końcówkę lufy między jego nogi, najwyżej pięć centymetrów od krocza. Ranny pisnął i odpełzł w tył - co tylko przyniosło mu więcej bólu.

- Spudłowałem - stwierdził Tychus. - Drugi raz tego nie zrobię. Strzelisz do mnie, palec mi drgnie i twój człowiek pożegna się z życiem. Albo z wyposażeniem, którego będzie mu chyba bardzo brakować.

Tychus dostrzegł, jak Butler zaciska zęby. Niemal słyszał, jak szeryf nimi zgrzyta. Jednak po chwili mężczyzna opuścił broń. Tychus zapraszająco machnął ręką i stróż prawa ostrożnie rzucił pistolet w stronę wielkoluda.

- Zawsze powtarzałem, że jesteś mądrzejszy, niż na to wyglądasz - stwierdził Finlay i rozkazał: - Z motocykla. Tylko powoli. Mój chyba spotkało nieszczęście.

Butler posłuchał, choć jego oczy ciskały błyskawice. Lufą strzelby Tychus nakazał mu, żeby cofnął się bliżej rannego, który - o ile wielkoludowi się nie przywidziało - wyglądał na wdzięcznego, że darowano mu życie albo oszczędzono losu gorszego od śmierci.

- Bardzo ci dziękuję, szeryfie. - Tychus wsiadł na sępa Butlera. - Niezła maszyna.

Bez dalszych ceregieli Tychus gwałtownie ruszył. Zaraz potem usłyszał strzały, ale przeszły daleko od niego. Wielkolud uśmiechnął się szeroko i skierował sępa w stronę jaskini, gdzie czekał już Raynor.

- Rozpakowałeś swoją ślicznotkę? - zbliżając się do kryjówki, zapytał go przez komunikator.

- Nie - głos Jima zabrzmiał mu w uchu. - Czekam na ciebie, żebyś pomógł ją rozładować, ty wielki wole. Co zajęło ci tyle czasu?

- Musiałem wymienić motocykl. Zamierzasz zatrzymać to podstarzałe grające pudło?

- Jasne, do diabła. Wrócę po nią. Mam przeczucie, że pewnego dnia naprawdę nam się przyda.

- Wiesz, co bardziej nam się przyda? - odparł Tychus. - Kupa kredytów, którymi zapłacimy za piwo, cygara i panienki.

- I tu mnie masz.

STARCRAFT CHRONOLOGIA ZDARZEŃ

Ok. roku 1500

Grupa zbuntowanych protosów zostaje wygnana z rodzimego świata Aiur za odmowę przyłączenia się do Khali, telepatycznej więzi dzielonej przez całą rasę. Buntownicy nazwani mrocznymi templariuszami osiedlają się na planecie Shakuras. Ten podział na frakcje protosów znany jest jako niezgoda.

StarCraft: Shadow Hunters (StarCraft: Łowcy cienia), część druga Dark Templar Saga (Saga mrocznego templariusza) - Christie Golden

StarCraft: Twilight (StarCraft: Zmrok), część trzecia Dark Templar Saga (Saga mrocznego templariusza) - Christie Golden

Rok 1865

Narodziny mrocznego templariusza Zeratula, który później przyczyni się do zjednoczenia podzielonej społeczności protosów.

StarCraft: Twilight (StarCraft: Zmrok), część trzecia Dark Templar Saga (Saga mrocznego templariusza) - Christie Golden

StarCraft: Oueen of Blades (StarCraft: Królowa Ostrzy) - Aaron Rosenberg

Rok 2143

Narodziny Tassadara, późniejszego egzekutora powołanego przez protosów z Aiuru.

StarCraft: Twilight (StarCraft: Zmrok), część trzecia Dark Templar Saga (Saga mrocznego templariusza) - Christie Golden

StarCraft: Oueen of Blades (StarCraft: Królowa Ostrzy) - Aaron Rosenberg

Ok. roku 2259

Cztery duże jednostki - Argo, Sarengo, Reagan i Nagglfar - transportujące skazańców z Ziemi oddalają się od celu swojej podróży i rozbijają na jednej z planet w sektorze Koprulu. Ci, którzy przeżyli, osiedlają się na planetach Moria, Umoja i Tarsonis, gdzie budują cywilizację i zajmują inne światy.

Rok 2323

Po utworzeniu kolonii na innych planetach Tarsonis staje się stolicą Konfederacji Terran o potężnej, lecz coraz bardziej despotycznej władzy.

Rok 2460

Narodziny Arcturusa Mengska, członka jednego ze Starych Rodów.

StarCraft: I, Mengsk (StarCraft: Ja, Mengsk) - Graham McNeill

StarCraft: Liberty's Crusade (StarCraft: Krucjata Liberty'ego) - Jeff Grubb

StarCraft: Uprising (StarCraft: Powstanie) - Micky Neilson

Rok 2464

Narodziny Tychusa Findlaya, który później, podczas wojen gildii, zostanie najlepszym przyjacielem Jima Raynora.

StarCraft: Heaven's Devils (StarCraft: Niebiańskie Diabły) - William C. Dietz

Rok 2470

Narodziny Jima Raynora. Jego rodzicami są Trace i Karol Raynorowie, farmerzy z Shiloh, planety na peryferiach.

StarCraft: Heaven's Devils (StarCraft: Niebiańskie Diabły) - William C.Dietz

StarCraft: Liberty's Crusade (StarCraft: Krucjata Liberty'ego) - Jeff Grubb

StarCraft: Oueen of Blades (StarCraft: Królowa Ostrzy) - Aaron Rosenberg

StarCraft: Frontline (StarCraft: Linia frontu), tom 4, Homecoming (Powrót do domu) - Chris Metzen i Hector Sevilla

StarCraft, komiks, miesięcznik, zeszyty 5-7 - Simon Furman i Federico Dallocchio

Rok 2473

Narodziny Sary Kerrigan, obdarzonej bardzo silnymi zdolnościami psionicznymi.

StarCraft: Liberty's Crusade (StarCraft: Krucjata Liberty'ego) - Jeff Grubb

StarCraft: Uprising (StarCraft: Powstanie) - Micky Neilson

StarCraft: Oueen of Blades (StarCraft: Królowa Ostrzy) - Aaron Rosenberg

StarCraft: The Dark Templar Saga (StarCraft: Saga mrocznego templariusza) - Christie Golden

Rok 2478

Arcturus Mengsk kończy Akademię Styrling i przyłącza się do konfederackiego korpusu marines wbrew woli rodziców.

StarCraft: I, Mengsk (StarCraft: Ja, Mengsk) - Graham McNeill

Rok 2485

Narasta napięcie między Konfederacją a Kombinatem Kel-Moriańskim, działającą na pograniczu prawa spółką utworzoną przez Moriańską Koalicję Górniczą i Gildię Przewozową Kelanis dla ochrony inwestycji wydobywczych przed zakusami Konfederacji. Po napadzie przez Kel-Morię na siły Konfederacji z powodu zaanektowania przez nich złóż wespanu na Lodowcu Noranda rozpoczyna się otwarty konflikt zbrojny, znany później jako wojny gildii.

StarCraft: Heaven's Devils (StarCraft: Niebiańskie Diabły) - William C. Dietz

StarCraft: I, Mengsk (StarCraft: Ja, Mengsk) - Graham McNeill

Rok 2488-2489

Jim Raynor wstępuje do konfederackiego korpusu marines i spotyka Tychusa Findlaya. Podczas starć między Konfederacją a Kombinatem Kel-Moriańskim 321. batalion komandosów sił kolonialnych (do którego należą zarówno Jim Raynor, jak i Tychus Findlay) zyskuje uznanie za odwagę i sprawność bojową, a jego członkowie coraz częściej nazywani są Niebiańskimi Diabłami.

StarCraft: Heaven's Devils (StarCraft: Niebiańskie Diabły) - William C. Dietz

W obozie jenieckim Jim Raynor poznaje żołnierza Konfederacji Cole'a Hicksona. Podczas tej znajomości Hickson uczy Raynora, jak stawiać opór i przetrwać brutalne tortury stosowane przez Kel-Morię.

StarCraft: Heaven's Devils (StarCraft: Niebiańskie Diabły) - William C. Dietz

StarCraft, komiks, miesięcznik, zeszyty 5-7 - Simon Furman i Federico Dallocchio

Pod koniec wojen gildii Jim Raynor i Tychus Findlay dezerterują z sił zbrojnych Konfederacji.

Arcturus Mengsk przechodzi w stan spoczynku po dokończeniu służby w stopniu pułkownika w siłach zbrojnych Konfederacji, po czym zostaje poszukiwaczem złóż na peryferiach galaktyki.

StarCraft: I, Mengsk (StarCraft: Ja, Mengsk) - Graham McNeill

Po prawie czterech latach wojny Konfederacja "negocjuje" pokój ze Kombinatem Kel-Moriańskim przez przejęcie niemal wszystkich gildii wydobywczych wspierających Kel-Morię. Pomimo tej znaczącej klęski pozwala się związkowi działać i zachować autonomię.

Ojciec Arcturusa Mengska senator Angus Mengsk deklaruje niepodległość Korhalu IV, jednego z ważniejszych światów Konfederacji, który coraz bardziej oddalał się od władz. W odpowiedzi wysłane przez Konfederację trzy duchy - tajni agenci terrańscy z nadludzkimi zdolnościami psionicznymi wspomaganymi najnowocześniejszymi osiągnięciami techniki - zabijają Angusa, jego żonę i najmłodszą córkę. Rozwścieczony morderstwem rodziny Arcturus przejmuje przywództwo nad rebelią na Korhalu i rozpoczyna partyzancką wojnę z Konfederacją.

StarCraft: I, Mengsk (StarCraft: Ja, Mengsk) - Graham McNeill

Rok 2491

Jako ostrzeżenie dla innych potencjalnych separatystów Konfederacja przeprowadza nuklearny holokaust na Korhalu IV i zabija miliony ludzi. W odwecie Arcturus Mengsk nazywa swoją grupę rebeliantów Synami Korhalu i jeszcze zacieklej walczy z Konfederacją. Właśnie wtedy Arcturus wyzwala jedną z agentek Konfederacji, ducha, Sarę Kerrigan, która później stanie się jego zastępcą.

StarCraft: Uprising (StarCraft: Powstanie) - Micky Neilson

Rok 2495

Jim Raynor i Tychus Findlay, którzy podążają ku samozniszczeniu, żyjąc jako wyjęci spod prawa, zostają otoczeni przez przedstawicieli władz. Chociaż Tychus zostaje zatrzymany, Raynorowi udaje się uciec. Osiada na planecie Mar Sara i żeni się z Liddy. Ich syn Johnny przychodzi na świat niedługo potem.

StarCraft: Devils'Due (Diabelski dług) - Christie Golden

StarCraft: Frontline (StarCraft: Linia frontu), tom 4, Homecoming (Powrót do domu) - Chris Metzen i Hector Sevilla

Rok 2496

Jim Raynor zostaje szeryfem na Mar Sarze.

Rok 2498

Pomimo niechęci Jima jego syn Johnny Raynor zostaje wysłany do Akademii Duchów na Tarsonis, aby rozwinąć swój uśpiony psioniczny potencjał. Tego samego roku Liddy i Jim otrzymują list informujący, że Johnny zmarł. Liddy nie potrafi się z tym pogodzić, choruje i wkrótce umiera.

StarCraft: Frontline (StarCraft: Linia frontu), tom 4, Homecoming (Powrót do domu) - Chris Metzen i Hector Sevilla

Rok 2499-2500

Dwa zagrożenia ze strony obcych dosięgają sektora Koprulu: bezwzględne, świetnie przystosowujące się zergi oraz zagadkowi protosi. W pozornie niesprowokowanym ataku protosi spopielają planetę terran, Chau Sara, i narażają się Konfederacji. Jednak większość terran nie wie, że Chau Sara została skażona przez zergi, a protosi przeprowadzili atak, aby zniszczyć plagę. Inne światy, w tym pobliska Mar Sara, także okazały się skażone.

StarCraft: Liberty's Crusade (StarCraft: Krucjata Liberty'ego) - Jeff Grubb

StarCraft: Twilight (StarCraft: Zmrok), część trzecia Dark Templar Saga (Saga mrocznego templariusza) - Christie Golden

Na planecie Mar Sara Konfederacja więzi Jima Raynora za zniszczenie stacji Backwater, przyczółka terran skażonego przez zergi. Jim zostaje wyzwolony przez Synów Korhalu, grupę rebeliantów Mengska.

StarCraft: Liberty's Crusade (StarCraft: Krucjata Liberty'ego) - Jeff Grubb

Jeden z marines Konfederacji, Ardo Mielnikow, zostaje wplątany w konflikt na Mar Sarze. Dręczą go bolesne wspomnienia z dawnego życia na planecie Bountiful, ale wkrótce odkrywa, że prawda o przeszłości jest o wiele bardziej mroczna.

StarCraft: Speed of Darkness (StarCraft: Nim zapadnie ciemność) - Tracy Hickman

Mar Sarę spotyka ten sam los co Chau Sarę - zostaje spopielona przez protosów. Jimowi Raynorowi, Arcturusowi Mengskowi, Synom Korhalu oraz nielicznym mieszkańcom planety udaje się uciec przed zniszczeniem.

StarCraft: Liberty's Crusade (StarCraft: Krucjata Liberty'ego) - Jeff Grubb

Jim Raynor w poczuciu, że Konfederacja go zdradziła, przyłącza się do Synów Korhalu i tam poznaje Sarę Kerrigan. Reporter z UNN, Universal News Network, Michael Liberty towarzyszy rebeliantom, aby opisać chaos i przeciwdziałać konfederackiej propagandzie.

StarCraft: Liberty's Crusade (StarCraft: Krucjata Liberty'ego) - Jeff Grubb

Polityk z Konfederacji Tamsen Cauley posyła Wieprze Wojny - tajną jednostkę wojskową utworzoną do wykonywania za Konfederację brudnej roboty - do zabicia Arcturusa Mengska. Zamach na życie Mengska nie udaje się.

StarCraft, komiks, miesięcznik, zeszyt 1 - Simon Furman i Federico Dallocchio

November "Nova" Terra, córka jednego z najpotężniejszych Starych Rodów na Tarsonis, uwalnia swoje uśpione zdolności psioniczne - telepatycznie wyczuwa morderstwo rodziców i brata. Gdy tylko ujawniają się jej przerażające umiejętności, Konfederacja zaczyna ścigać Novę, aby wykorzystać taki talent.

StarCraft: Ghost: Nova (StarCraft: Duch: Nova) - Keith R.A. DeCandido

Arcturus Mengsk rozmieszcza niszczycielską broń - emitery psioniczne - w stolicy Konfederacji, Tarsonis. Urządzenia wysyłają wzmocnione sygnały psioniczne i przyciągają do planety ogromną liczbę zergów. Tarsonis wkrótce upada, a utrata stolicy okazuje się ostatecznym ciosem dla Konfederacji.

StarCraft: Liberty's Crusade (StarCraft: Krucjata Liberty'ego) - Jeff Grubb

Arcturus Mengsk zdradza Sarę Kerrigan i porzuca ją na Tarsonis na pastwę zergów. Wściekły Jim Raynor, który zdążył się mocno związać z Sarą, opuszcza Synów Korhalu i zakłada grupę rebeliantów znaną jako Rekieterzy Raynora. Wkrótce też odkrywa, jaki los spotkał Kerrigan: nie została zabita przez zergi, lecz przemieniona w potężną istotę, Królową Ostrzy.

StarCraft: Liberty's Crusade (StarCraft: Krucjata Liberty'ego) - Jeff Grubb

StarCraft: Oueen of Blades (StarCraft: Królowa Ostrzy) - Aaron Rosenberg

Michael Liberty porzuca Synów Korhalu razem z Raynorem po tym, jak staje się świadkiem bezwzględności Mengska. Ponieważ reporter nie chce szerzyć propagandy, zaczyna nadawać niezależne audycje, które ujawniają despotyzm i dyktatorską taktykę Mengska.

StarCraft: Liberty's Crusade (StarCraft: Krucjata Liberty'ego) - Jeff Grubb

StarCraft: Oueen of Blades (StarCraft: Królowa Ostrzy) - Aaron Rosenberg

Arcturus Mengsk ogłasza się imperatorem Dominium Terran, nowego ustroju, który przejmuje władzę nad wieloma terrańskimi światami w sektorze Koprulu.

StarCraft: I, Mengsk (StarCraft: Ja, Mengsk) - Graham McNeill

Senator Dominium Corbin Phash dowiaduje się, że jego młody syn Colin potrafi przywabić hordy śmiertelnie niebezpiecznych zergów dzięki swoim zdolnościom psionicznym. Talent ten w Dominium uważany jest za przydatną broń.

StarCraft: Frontline (StarCraft: Linia frontu), tom 1, Weapon of War (Broń doskonała) - Paul Benjamin, David Shramek i Hector Sevilla

Na peryferyjnej planecie Bhekar Ro siły terran, protosów i zergów walczą o zdobycie niedawno odkrytej budowli xel'naga, starożytnej obcej rasy, która podobno miała wpływ na ewolucję zergów i protosów.

StarCraft: Shadow of Xel'Naga (StarCraft: W cieniu xel'naga) - Gabriel Mesta

Niepodzielnie władająca zergami Nadświadomość odkrywa położenie rodzimego świata protosów, Aiuru, i rozpoczyna inwazję na planetę. Zergi napadają na Aiur, ale bohaterski wielki templariusz Tassadar poświęca się, żeby zniszczyć Nadświadomość. Jednak większość Aiuru zostaje zniszczona, a pozostali na planecie protosi uciekają do świata mrocznych templariuszy, Shakuras, przez wrota przesyłowe xel'naga. Obie społeczności protosów spotykają się po raz pierwszy od wygnania mrocznych templariuszy z Aiuru.

StarCraft: Frontline (StarCraft: Linia frontu), tom 3, Twilight Archon (Archont zmroku) - Ren Zatopek i Noel Rodriguez

StarCraft: Oueen of Blades (StarCraft: Królowa Ostrzy) - Aaron Rosenberg

StarCraft: Twilight (StarCraft: Zmrok), część trzecia Dark Templar Saga (Saga mrocznego templariusza) - Christie Golden

Zergi ścigają uciekinierów z Aiuru przez wrota przesyłowe do Shakuras. Jim Raynor i jego siły, które sprzymierzyły się z Tassadarem i mrocznym templariuszem Zeratulem, pozostały na Aiurze, aby zamknąć wrota.

Tymczasem Zeratul i protoski egzekutor Artanis wykorzystują moc starożytnej świątyni xel'naga na Shakuras, aby pozbyć się zergów, które już najechały planetę.

Dyrektoriat Zjednoczonej Ziemi (DZZ), który obserwował konflikt między terranami, zergami i protosami, przybywa do sektora Koprulu, aby przejąć władzę. Aby osiągnąć ten cel, DZZ porywa rozwijającą się Nadświadomość z okupowanej przez zergi planety Char. Królowa Ostrzy, Mengsk, Raynor i protosi odkładają na bok dzielące ich różnice i wspólnie działają, aby pokonać DZZ i nową Nadświadomość. Niezwykłym sojusznikom udaje się i po śmierci drugiej Nadświadomości Królowa Ostrzy odzyskuje władzę nad wszystkimi zergami w sektorze Koprulu.

Na niezbadanym księżycu w pobliżu Char Zeratul spotyka terranina Samira Durana, kiedyś sojusznika Królowej Ostrzy. Zeratul odkrywa, że Duranowi udało się z powodzeniem spleść łańcuchy DNA zergów i protosów, aby otrzymać hybrydę - dzieło, jak dumnie przepowiada wynalazca, zmieni na zawsze losy wszechświata.

Arcturus Mengsk likwiduje połowę swoich duchów, aby zapewnić sobie lojalność wśród dawnych agentów Konfederacji, którzy zostali włączeni do szkolenia duchów przez Dominium. Na dodatek Mengsk zakłada nową Akademię Duchów na Ursie, satelicie Korhalu IV.

StarCraft: Shadow Hunters (StarCraft: Łowcy cienia), część druga The Dark Templar Saga (Saga mrocznego templariusza) - Christie Golden

Corbin Phash ukrywa swojego syna Colina przed Dominium. Agenci polują na młodego chłopaka, aby zbadać jego psioniczne zdolności. Corbin ucieka do Protektoratu Umojańskiego, terrańskiego obszaru władzy niezależnej od Dominium.

StarCraft: Frontline (StarCraft: Linia frontu), tom 3, War-Torn (Wojenne rozterki) - Paul Benjamin, David Shramek i Hector Sevilla

Młody Colin Phash zostaje złapany przez Dominium i posłany do Akademii Duchów. Tymczasem jego ojciec z Protektoratu Umojańskiego zachęca do oporu przeciwko Dominium. Z powodu tej działalności Corbin staje się celem prób zamachu.

StarCraft: Frontline (StarCraft: Linia frontu), tom 4, Orientation (Ukierunkowanie) - Paul Benjamin, David Shramek i Mel Joy San Juan

Rok 2501

Nova Terra, która uciekła przed zniszczeniem rodzimego świata, Tarsonis, szkoli innych utalentowanych terran i doskonali swoje umiejętności psioniczne w Akademii Duchów.

StarCraft: Ghost: Nova (StarCraft: Duch: Nova) - Keith R.A. DeCandido

StarCraft: Ghost Academy (StarCraft: Akademia Duchów), tom 1 - Keith R.A. DeCandido i Fernando Heinz Furukawa

Nova spotyka Colina Phasha, który szkoli się w Akademii Duchów, aby opanować swoje wyjątkowe zdolności. Tymczasem czterej przyjaciele Novy z dzieciństwa desperacko poszukują ratunku po ataku zergów i uwięzieniu na opuszczonej planecie górniczej Shi.

StarCraft: Ghost Academy (StarCraft: Akademia Duchów), tom 2 - David Gerrold i Fernando Heinz Furukawa

Rok 2502

Arcturus Mengsk zabiera do siebie syna, który wychował się bez ojca. Valerian ma kontynuować dynastię Mengsków. Arcturus wspomina swoje dojrzewanie - od apatycznego nastolatka do imperatora.

StarCraft: I, Mengsk (StarCraft: Ja, Mengsk) - Graham McNeill

Reporterka Kate Lockwell towarzyszy żołnierzom Dominium, aby nadawać propagandowe audycje w UNN. Podczas pobytu u żołnierzy spotyka dawnego dziennikarza UNN Michaela Liberty'ego i dowiaduje się mrocznej prawdy ukrywanej przez Dominium.

StarCraft: Frontline (StarCraft: Linia frontu), tom 2, Newsworthy (Wiadomości) - Grace Randolph i Nam Kim

Tamsen Cauley planuje zabicie członków Wieprzy Wojny - już rozwiązanych - aby ukryć wcześniejszą próbę zabójstwa Arcturusa Mengska. Zanim jednak zrealizuje swój plan, Cauley zbiera żołnierzy Wieprzy Wojny i powierza im zadanie likwidacji Jima Raynora. Cauley wierzy, że ta akcja pozwoli mu wkraść się w łaski Mengska. Jeden z wysłanych na misję agentów, Cole Hickson, to dawny żołnierz Konfederacji, który pomógł Raynorowi przetrwać w brutalnym obozie jenieckim Kel-Morii.

StarCraft, komiks, miesięcznik, zeszyt 1 - Simon Furman i Federico Dallocchio

Wojownicy z trzech cywilizacji w sektorze Koprulu - terran, protosów i zergów - walczą o przejęcie władzy nad starożytną świątynią xel'naga na planecie Artika. Wśród przemocy rywale zaczynają pojmować własne motywy, które przywiodły ich na to szaleńcze pole bitwy.

StarCraft: Frontline (StarCraft: Linia frontu), tom 1, Why We Fight (Czemu walczymy) - Josh Elder i Ramanda Kamarga

Kel-moriańska załoga Wielkiego Zysku przylatuje na opuszczoną planetę w nadziei, że znajdzie coś, co warto odzyskać. Gdy przeszukują ruiny, członkowie załogi odkrywają przerażającą tajemnicę dotyczącą zniknięcia mieszkańców tego świata.

StarCraft: Frontline (StarCraft: Linia frontu), tom 2, A Ghost Story (Opowieść ducha) - Kieron Gillen i Hector Sevilla

Zespół protoskich naukowców bada próbki biomasy zergów. Jednak substancja zaczyna dziwnie wpływać na samych naukowców, aż w końcu doprowadza ich do obłędu.

StarCraft: Frontline (StarCraft: Linia frontu), tom 2, Creep (Biomasa) - Simon Furman i Tomás Aira

Psychotyczny pilot wikinga kapitan Jon Dyre atakuje niewinnych kolonistów na Ursie podczas pokazu broni. Dawny uczeń Dyre'a Wes Carter stawia czoła kapitanowi, aby zakończyć jego szalony łańcuch zabójstw.

StarCraft: Frontline (StarCraft: Linia frontu), tom 1, Heavy Armor (Ciężkozbrojny), część 1 - Simon Furman i Jesse Elliott

StarCraft: Frontline (StarCraft: Linia frontu), tom 2, Heavy Armor (Ciężkozbrojny), część 2 - Simon Furman i Jesse Elliott

Sandin Frost, utalentowany pilot thora, z dwoma lojalnymi partnerami zakrada się do ruin terrańskiej budowli na planecie Mar Sara, aby otworzyć tajną skrytkę. Kiedy udaje mu się tam dotrzeć, Frost uświadamia sobie, że skarby, jakie miał tam znaleźć, nigdy nie powinny były zostać odkryte.

StarCraft: Frontline (StarCraft: Linia frontu), tom 1, Thundergod (Bóg piorunów) - Richard Knaak i Naohiro Washio

Rok 2503

Naukowcy Dominium porywają prałata Muadun i przeprowadzają na nim eksperymenty, aby lepiej poznać protoską więź psioniczną nazywaną khala. Przewodzi im doktor Stanley Burgess, który wraz z innymi badaczami łamie wszelkie prawa etyki w imię wiedzy i władzy.

StarCraft: Frontline (StarCraft: Linia frontu), tom 3, Do No Harm (Po pierwsze, nie szkodzić) - Josh Elder i Ramanda Kamarga

Archeolog Jake Ramsey bada świątynię xel'naga, lecz wydarzenia szybko wymykają się spod kontroli, kiedy protoski mistyk znany jako kustosz łączy się z Jakiem w jego umyśle. Potem archeologa zalewa fala wspomnień opowiadających historię protosów.

StarCraft: Firstborn (StarCraft: Pierworodny), część pierwsza The Dark Templar Saga (Saga mrocznego templariusza) - Christie Golden

Przygody Jake'a Ramseya mają potem miejsce na Aiurze. Prowadzony przez protoskiego kustosza w swoim umyśle archeolog bada mroczny labirynt pod powierzchnią planety, aby odszukać święty kryształ, który może okazać się kluczowy dla ocalenia wszechświata.

StarCraft: Shadow Hunters (StarCraft: Łowcy cienia), część druga The Dark Templar Saga (Saga mrocznego templariusza) - Christie Golden

W tajemniczych okolicznościach zaczynają znikać niektórzy ze świetnie wyszkolonych duchów Dominium. Nova Terra, która już ukończyła Akademię Duchów, próbuje poznać los zaginionych agentów i odkrywa przerażającą tajemnicę.

StarCraft: Ghost: Spectres (StarCraft: Duch: Widma) - Keith R.A. DeCandido

Jake Ramsey zostaje rozdzielony ze swoją ochroną, Rosemary Dahl, po przelocie przez wrota przesyłowe xel'naga. Rosemary ląduje wraz z innymi uchodźcami w świecie protosów, Shakuras, ale po Jake'u zaginął ślad. Jake jest sam i kończy mu się czas, a musi pozbyć się protoskiego kustosza ze swojego umysłu, zanim obaj zginą.

StarCraft: Twilight (StarCraft: Zmrok), część trzecia The Dark Templar Saga (Saga mrocznego templariusza) - Christie Golden

Zespół z Fundacji Moebiusa - tajemniczej terrańskiej organizacji zajmującej się artefaktami obcych - poszukuje w najdalszych zakątkach sektora Koprulu budowli wzniesionej przez xel'naga. Podczas badań naukowcy odkrywają mroczną siłę, która czai się w starodawnych ruinach.

StarCraft: Frontline (StarCraft: Linia frontu), tom 4, Voice in the Darkness (Głos w ciemności) - Josh Elder i Ramanda Kamarga

Kern próbuje zacząć nowe życie po karierze jako żniwiarz Dominium, bardzo mobilny żołnierz, którego agresję wzmacnia się farmakologicznie. Ale jak się okazuje, trudno uciec od trudnej przeszłości, zwłaszcza kiedy niespodziewanie dom Kerna nawiedzają dawni towarzysze broni.

StarCraft: Frontline (StarCraft: Linia frontu), tom 4, Fear the Reaper (Strzeż się żniwiarza) - David Gerrold i Ruben de Vela

Piosenkarka w klubie nocnym, Starry Lace, trafia w środek dyplomatycznej intrygi między przedstawicielami Dominium i Kel-Morii.

StarCraft: Frontline (StarCraft: Linia frontu), tom 3, Last Call (Ostatnie wezwanie) - Grace Randolph i Seung-hui Kye

Rok 2504

Znużony życiem Jim Raynor powraca na planetę Mar Sara i zmaga się ze swoimi rozterkami i złudzeniami.

StarCraft: Frontline (StarCraft: Linia frontu), tom 4, Homecoming (Powrót do domu) - Chris Metzen i Hector Sevilla

Po czterech latach względnej ciszy Królowa Ostrzy i jej rój zergów przypuszczają atak na sektor Koprulu. Wśród rzezi i przemocy Jim Raynor walczy z Dominium i... niespokojnymi duchami ze swojej przeszłości.