Starcie z szefem - Ada Tulińska

Kup ebooka

49.99 zł
41.49 zł (41,49 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1

Jessica

Ogólnie nie mam nic przeciwko ćwiczeniom na ramiona i nadgarstki. Uważam, że to bardzo ważne i zdrowe, ale... nie wtedy, kiedy się spieszę i muszę szybko wyjąć coś z bagażnika.

- Pieprzone pudło! - warczę.

Mam ochotę kopnąć bagażnik kolanem! Zamiast tego mocuję się z mechanizmem. Próbuję otworzyć go pilotem. Słychać charakterystyczne dwa kliknięcia, jedno po drugim. Coś się zablokowało! Zapieram się stopą w szpilce o zderzak i biorę kluczyk w zęby. Muszę to zrobić jednocześnie. To dla mnie sprawa honoru! Zachodzące słońce odbija się w oknach restauracji przy Marina Boulevard, oślepiając mnie kompletnie.

Wduszam przycisk zębami, ciągnąc jednocześnie z całych sił. Mechanizm wreszcie puszcza, a ja chwieję się i ląduję na masce auta, które przed chwilą podjechało od tyłu. Czuję pod policzkiem chłodny metal i zapach wosku samochodowego.

Próbuję się podnieść z gracją, ale moja spódnica ma inne plany. Materiał podjeżdża niebezpiecznie wysoko, aż czuję chłód maski na pośladkach. Nie chcę zniszczyć tej drogiej karoserii szpilkami. Jedną ręką staram zakryć siebie, drugą się podeprzeć, ale czuję się jak żółw, który przewrócił się na skorupę i nie może nabrać odpowiedniego rozpędu, żeby wrócić do pionu.

Muszę wyglądać komicznie.

- Co pani najlepszego wyprawia? - słyszę chłodny głos, który dobiega z otwartego okna. Arogancki ton natychmiast podgrzewa mi krew w żyłach. Facet przecież prawie we mnie wjechał.

- Tańczę break dance na pana masce - odpowiadam.

Słyszę parsknięcie, poprzedzone trzaśnięciem drzwiami.

Czuję zażenowanie, bo część przechodniów stanęła i gapi się na mnie. W końcu udaje mi się wstać.

- Wspaniały pokaz - burczy facet z sarkazmem - ale można trochę szybciej, bo nie mam całego dnia?

Czuję, że krew napływa mi do twarzy i robię się czerwona. Mężczyzna niechętnie podaje mi dłoń, ale udaję, że jej nie widzę. W końcu daję radę ześlizgnąć się z maski z dziwnym odgłosem tarcia skóry o lakier.

Zerkam na niego kątem oka, poprawiając spódnicę. Zachodzące słońce obrysowuje jego sylwetkę w idealnie skrojonym garniturze. Muszę zmrużyć oczy, nie widzę go dokładnie, ale wiem jedno - facet emanuje bezczelną pewnością siebie. Za drogimi okularami przeciwsłonecznymi dostrzegam zarys twarzy, takiej twarzy, o której myśli się w środku bezsennej nocy. Facet krzywi się, co działa na mnie jak zimny prysznic. Skupiam się na wygładzaniu spódnicy, jakby to mogło ukryć, że przed chwilą rozebrałam go wzrokiem.

- Może dałoby się zaparkować jeszcze bliżej? - Mówię słodkim jak miód głosem. - Najlepiej w moim bagażniku!

- Przecież to pani klapnęła na moje auto.

Zerkam na ciemną maskę tesli, na której odcisnął się ślad mojego tyłka. Otwieram szeroko oczy. Facet też tam patrzy.

- Dopiero byłem na myjni! - Sfrustrowany przeczesuje włosy, jakby sam fakt niemal potrącenia mnie nie miał znaczenia.

Unoszę brwi, oczekując, że zaraz powie, żebym mu oddała pieniądze za woskowanie. Mężczyzna chyba nie chce robić jeszcze większego widowiska, bo uparcie milczy, patrząc to na plamę, to na mnie.

Wyciągam z torebki mokre chusteczki i próbuję zetrzeć ślad pupy. Naprawdę mam taki duży tyłek?

Mężczyzna przytyka pięść do ust.

Plama się rozmazuje, ale przynajmniej nie przypomina pośladków. Lepiej nie będzie.

- Przepraszam - bąkam na odczepnego. Mężczyzna się już nie odzywa, przypatrując mi się jak wariatce. Wyjmuję z bagażnika torbę z laptopem i ruszam w kierunku restauracji.

Rozsiadam się wygodnie przy stoliku koło okna i szukam wzrokiem tamtego faceta, ale już go nie ma. Wzdycham, po czym wyjmuję laptop z torby, włączam go i zaczynam przeglądać internet.

Muszę znaleźć sobie jakąś pracę. Od kiedy skończyłam studia minęło pięć miesięcy i mój tata stanowczo powiedział, że odcina mnie od konta, do którego mam podpiętą kartę kredytową. Wczoraj już nie mogłam nic kupić.

Ostatnie moje pieniądze to gotówka w kopercie, którą mam w torebce.

Kelnerka uprzejmie podchodzi do mnie i podaje mi kartę. Z przyzwyczajenia mam ochotę zamówić mule i lampkę szampana, ale powstrzymuję się, pamiętając o ograniczeniach finansowych.

Naprzeciwko mnie pojawia się elegancka kobieta. Jest ubrana w damski garnitur, ale niezwykle przyciągający męski wzrok. Nie ma na sobie stanika, tylko złote łańcuszki, a pod marynarką brakuje białej bluzki.

- Sharon - wyciąga do mnie rękę nad stołem, więc niewiele myśląc, wstaję gwałtownie i ją ujmuję.

Kobieta mierzy mnie wzrokiem z góry na dół, a na jej twarzy pojawia się cień aprobaty.

- Jessica - odpowiadam, wyjmując z torby moje CV i teczkę z portfolio.

Kobieta zerka na dokumenty z umiarkowanym zainteresowaniem, a następnie skupia wzrok na mnie.

- Może opowiem trochę o firmie?

- Z przyjemnością o niej posłucham.

To moja pierwsza rozmowa o pracę. Może stanowisko: "Asystentka do prowadzenia telekonferencji" nie brzmi jak szczyt moich marzeń, ale firma była przedstawiona jako międzynarodowa i potężna, więc pomyślałam, że z czasem będę mogła przeskoczyć na inne stanowisko, bardziej związane z kierunkiem moich studiów.

- Jak już mówiłam, nazywam się Sharon i muszę wyznać, że to moja najlepsza do tej pory praca. W dwa lata zarobiłam na ten dom - wyjmuje telefon i pokazuje mi wielką willę z basenem. Na podjeździe stoją trzy luksusowe auta.

Robi wrażenie. Mogłabym taki mieć.

- Wow! Jak szybko udało ci się przeskoczyć z telekonferencji na coś innego?

Uśmiecha się krzywo w odpowiedzi.

- A to nie jest takie ważne - odpowiada, machając niedbale ręką. - Od kiedy możesz zacząć?

Jej odpowiedź budzi mój niepokój. Coś tu śmierdzi.

Mój wewnętrzny psycholog od razu poddaje ją analizie. Sprawia wrażenie osoby dominującej, charyzmatycznej i pewnej siebie. Jej strój pokazuje, że jest świadoma swojej atrakcyjności i potrafi ją wykorzystać. Powinnam uważać, bo to taki typ, który nie unika manipulacji w relacjach z ludźmi.

- Nawet od jutra.

Moja deklaracja wyraźnie ją cieszy. Wyjmuje czarną wizytówkę ze złotymi napisami. Firma nazywa się Cupiditas i w logo ma... zmysłowy profil kobiecego ciała. Miałam na studiach podstawy łaciny, ale nawet bez tego skojarzyłabym, że to coś miłosnego. Jeszcze nic nie zamówiłyśmy, a ona już zaczyna wstawać. Mam wrażenie, że wyraźnie jej ulżyło, że ma mnie z głowy.

- Przyjdź na siódmą - rekomenduje.

- Czego dotyczą te telekonferencje? - pytam. - To jakiś start-up, tak?

Jesteśmy w San Francisco. Tutaj co druga osoba ma kilka autorskich linijek kodu, jest pod opieką inkubatora przedsiębiorczości i szuka inwestora na swój pomysł.

Dostrzegam w jej oczach zmieszanie. Zarzuca torebkę na ramię.

- Coś w tym stylu. Jutro cię wprowadzą. Nic się nie martw.

- Zaczynam się martwić, bo to mi wygląda na jakąś nielegalną firmę, w której świadczone są usługi seksualne na kamerach.

Kobieta zagryza wargę i rozgląda się ze strachem po lokalu, sprawdzając, czy ktoś to usłyszał.

Siada ponownie, odsuwając z szurnięciem krzesło.

- Posłuchaj. Nikt nie musi się rozbierać - zniża głos do szeptu. - To taki rodzaj czatu. Leżysz sobie wygodnie na materacu, w ubraniu, a reżyser mówi ci, kiedy masz się uśmiechnąć. Masz płacone 10 dolarów za minutę "rozmowy". To łatwe i dobre pieniądze, a wysiłek żaden.

Unoszę brew z niedowierzaniem.

- I mam flirtować z jakimiś facetami?

- Nie musisz się niczym martwić. To reżyser z nimi świntuszy. Ty tylko leżysz. A najlepsze jest, że ta stronka jest dostępna w jakimś kraiku po drugiej stronie globu, więc nie ma szans, że ktoś znajomy na ciebie trafi.

- I tylko się leży? To za leżenie zbudowałaś ten dom?

Sharon ściąga usta.

- Jak chcesz, to tylko leżysz. Czasem możesz pokazać komuś coś więcej. Na przykład jednego mężczyznę zainteresowała moja bransoletka na kostce, to mu ją pokazałam.

Prycham.

- A byli tacy, których zainteresowała twoja biżuteria pod marynarką? - pytam z przekąsem.

Wbija we mnie wrogie spojrzenie.

- Nie oceniaj mnie. Nic o mnie nie wiesz - warczy.

Drę ostentacyjnie wizytówkę.

W tym czasie podchodzi kelnerka, z uśmiechem pytając, czy udało nam się coś wybrać.

Sharon w milczeniu wstaje, głośno odsuwając krzesło i bez pożegnania odchodzi. Wzdycham, bo wybrała wyjątkowo drogą restaurację, na którą mnie w tym momencie nie stać.

- Jednak nie będę zamawiać - uśmiecham się przepraszająco i wstaję.

Jestem sfrustrowana, bo przez ostatnie godziny byłam święcie przekonana, że znalazłam pracę i rozwiązanie swoich problemów. Że będę w stanie pokazać ojcu, że bez niego sobie poradzę. Przez chwilę przechodzi mi przez myśl, żeby zadzwonić do taty i poprosić go o pomoc, ale honor mi nie pozwala.