Wprowadzenie
Przez dziesięć beztroskich sekund pozwala sobie na myśli o życiu, jakie wiodłaby, gdyby tylko sprawy potoczyły się nieco inaczej.
Pieniądze. Statek. Han. Jakakolwiek praca. Szczery uśmiech na jego
wspomnienie, nie ta maska, którą przywdziewa, by przeżyć.
Zawsze jednak spoglądałaby przez ramię, bo przecież nie robiłby tego
on. Uznała, że ochroni Hana najlepiej, jeśli puści go wolno.
A siebie samą - jeśli tu zostanie.
Sygnał turbowindy wytrąca ją z rozmyślań, ale i tak już podjęła
decyzję. Nie wie, kto jeszcze pozostał przy życiu na tym statku, ale pal
licho, kogo zobaczy, gdy rozsuną się drzwi - wie, jakie podejmie kroki.
Tożsamość osoby opuszczającej kabinę nie dziwi jej znów aż tak. Nie
wiedziała wprawdzie, że przebywa na pokładzie, bo Vos skrzętnie skrywał
swoje tajemnice, a Qi'ra nieszczególnie miała czas, by je zgłębić, gdy
przybyli z Hanem, przywożąc coaxium. Może nie sądził, że to ważne.
Dryden Vos rzadko kiedy lekceważył przeciwników, ale nie to, że nigdy.
Ona sama jest tego żywym przykładem, a on - przykładem martwym.
Żadna z nich nie jest ubrana do walki, ale obie są do niej gotowe.
Długa suknia nowo przybyłej obszyta jest srebrnym materiałem,
połyskującym mimo przyciemnionych okien. Qi'ra rozpoznaje go. Pancerz
można nosić na różne sposoby. Kobieta ostrożnie przemierza pobojowisko,
które Qi'ra pozostawiła w gabinecie ich byłego wspólnego szefa.
- Cóż - zagaja Qi'ra z niedbałą, fałszywą godnością, a tylko taką
widziała u Drydena Vosa. - Strzelam, że czyni cię to moją prawą ręką.
Kobieta uśmiecha się szeroko, szczerząc wydatne zęby. Żadna z nich nie
jest głupia. Głupcy dość szybko kończą w Szkarłatnym Świcie, a przecież
obie tyle już przetrwały.
- Możesz mi ufać tak dalece, jak tobie ufał Vos - mówi.
Qi'ra spogląda na bezwładne ciało na podłodze, otoczone szczątkami
wszystkich tych przedmiotów, które obsesyjnie gromadził. Wystarczyłaby
ich garść, by wykupiła sobie nowe życie w innym miejscu, ale nigdy nie
mogłaby się od niego uwolnić, nie do końca. Na jej skórze widnieje
symbol Szkarłatnego Świtu, ale przecież piętno sięga głębiej, a w przestępczym półświatku grasują istoty mroczniejsze niż Dryden Vos.
Ostatecznie była to jedyna możliwa decyzja, podjęta za nią przez
przezroczyste szklane drzwi i obietnicę bez pokrycia. Przywołuje w myślach znajomą twarz i uśmiecha się.
- Cóż, przychodzi taki moment, że jednak warto dać sobie spokój z próbami zabójstwa - mówi. Siada w fotelu i składa ręce na biurku. Wysyła
rozkaz odlotu osobie stojącej u steru. Powiadomi całą załogę, gdy już
oddalą się od planety. - To co, zaczynamy?
Na pobliskiej plaży stoi znany jej dawniej chłopak. I on rozpoczyna
nowe życie.
Rozdział 1
Minęły niespełna
cztery godziny, odkąd Moloch przywlekł ją z koreliańskiego
kosmoportu przed oblicze Lady Proximy, by ta zadecydowała o jej losie.
Qi'ra nie była pewna, ile tego czasu poświęcono karaniu strażników,
którym wymknął się Han. Próbowała o tym nie myśleć: ani o karze, ani o nieobecności Hana. Jedno i drugie było bolesne z innego powodu, a Qi'ra
zawsze starała się unikać cierpień.
Wiedziała, że tym razem są nieuniknione.
Pozostawiona sama w celi w najpośledniejszej części kryjówki Białych
Robaków miała stanowczo zbyt wiele czasu na myślenie. Mimowolnie robiła
plany, szukała rozwiązań, sposobu na wybrnięcie z sytuacji. Nadaremno.
Uświadomiła to sobie, gdy tylko przypominające szczypce ręce Molocha
zacisnęły się na jej ramieniu i odciągnęły ją od bramki w kosmoporcie.
Nie mogła jednak przestać.
Do tej pory jakoś sobie radziła. Wmawiała sobie, że potrafi przetrwać
wszystko, zresztą w jakimś stopniu nie mijało się to z prawdą. Ba, nawet
ta cela nie była najgorszym miejscem, w jakim przyszło jej spędzać czas.
Zaczynała od mniej niż zera, o czym chętnie do znudzenia przypominała
jej Proxima. Myślała, że czyniło ją to silniejszą. Zawsze odczuwała
głód, ciągle knuła, wiecznie szukała kolejnego zarobku. A teraz jej
życie zatoczyło pełny krąg i znów była mniej niż zerem.
To wina Hana. Jasne, to ona opuściła gardę, ale przecież to przez niego.
Odkąd tylko zwrócił na siebie jej uwagę, rywalizując z nią o tytuł
głównego szczurołapa, nie doceniała go. Nie. Nie jego. Lekceważyła jego
wpływ na nią. Jego niewymuszony urok i nieustający optymizm okazały się
syrenią pieśnią, wzbudzającą w niej fałszywe poczucie bezpieczeństwa.
Doszło do tego w trakcie tamtego incydentu z droidem, gdy Han o mało nie
wygryzł jej z pozycji głównego szczurołapa, ale Qi'ra i tak zdołała
wyjść z tego zwycięsko, więc go od siebie nie odepchnęła. Był przydatny.
Lojalny. Miał jej pomóc.
Porzucił ją. Tak, sama mu kazała. I tak, mówiła poważnie. Ale mówiła to
w porywie chwili, gdy mogła sobie pozwolić, by martwić się o kogoś
innego niż ona sama. A teraz dopadła ją ponura rzeczywistość.
Przynajmniej odniosła małe zwycięstwo. Zapewniła Hanowi wolność. Uciekł,
a pomimo wszystkiego, czego nauczyli się o trudach życia, gdy dorastali
w podziemiach Koronetu, poprzysiągł jej, że któregoś dnia po nią wróci.
Najgorsze było to, że całkowicie mu wierzyła. Któregoś dnia naprawdę po
nią wróci, o ile nie zamieni go w papkę jakiś narwany męt, mający więcej
blasterów niż rozsądku. Podczas tamtej strasznej nerwówki w kosmoporcie
żadne z nich nie wzięło pod uwagę tego, że między tamtą chwilą a tą,
która dopiero miała nadejść, może upłynąć długi okres. Nie wiedziała, co
ze sobą zrobi w międzyczasie. Jej los był niepewny, a Qi'ra nie znalazła
się w sytuacji, w której podejmuje się dobre decyzje.
Mogłaby się uczepić wyobrażenia o nim, o jego triumfalnym powrocie, gdy
ocali ją od lichej przyszłości, malującej się w jak najczarniejszych
barwach. Mogłaby się trzymać nadziei, pal licho, co jej zrobi Proxima.
Dopatrywałaby się pozytywnych stron. Przecież mogłaby na niego zaczekać.
Jakoś zniosłaby ból i udrękę, wyobrażając sobie ich wspólną przyszłość.
Tak na jej miejscu zrobiłby Han. Tego też była pewna.
Nie zamierzała czekać. Nadzieja matką głupich, a Qi'ra nie chciała
marnować wyobraźni na ładne przyszłości, które mogą nigdy nie nadejść.
Umrze tu na rozkaz Proximy - albo będzie żyć z tego samego powodu. Nie
ona o tym decydowała. Wiedziała jedynie, że prędzej czy później drzwi
jej celi otworzą się i będzie zmuszona przyjąć to, co czeka na nią po
drugiej stronie.
Nadal trzymała w dłoni kostki Hana. Tylko one jej zostały, a były
praktycznie bezużyteczne. Nie da ich nikomu jako łapówki, a już na pewno
nie zapłaci nimi za skradzione coaxium. To tylko dwa twarde sześciany na
łańcuszku, coś, co Han odziedziczył po ojcu, swoisty amulet. Qi'ra nie
wierzyła w takie mrzonki, a mimo to nie mogła się ich pozbyć. I tak w końcu je zabiorą, a na samą myśl o tym aż w niej kipiało.
O, to ta jedyna rzecz, dzięki której być może wyjdzie z tego wszystkiego
cało. Gdyby tylko zdołała przekuć gniew w determinację, kto wie, czy nie
zachowałaby głowy na karku, dosłownie i w przenośni. Proxima bywała
mściwa, ale przecież nie głupia. Qi'ra nadal miała dla niej wartość,
choć już nie jako zaufana członkini Białych Robaków. Gdyby przywódczyni
ją wyrzuciła, nie zwróciłaby się jej inwestycja. Z pewnością dojdzie do
tego samego wniosku. A jeśli nie, Qi'ra sama jej o tym przypomni. Nie
dlatego, że czeka na Hana. Niech go diabli, zamierzała przeżyć tu bez
niego.
Drzwi do jej celi uchyliły się ze zgrzytem. Mimowolnie skrzywiła się,
gdy do środka przedarł się snop światła. Nie będzie już bardziej gotowa.
Usłyszała nadciągające ogary, więc nie wezmą jej z zaskoczenia. Stanęła
prosto, możliwie starannie otrzepała ubranie i przeczesała palcami
skołtunione włosy. Mogą ją obedrzeć ze wszystkiego, tylko nie z godności. Już raz wywalczyła sobie tu miejsce i zamierzała sprawić, by
Robaki o tym nie zapomniały. W ostatniej chwili pod wpływem impulsu
włożyła kostki Hana do ust. Doznanie było dziwne i o mało ich nie
wypluła, ale drzwi już się otwierały. Musiała się skupić.
Koreliańskie ogary rozdrapywały ziemię, gdy czekały. Długie pazury
pozostawiały bruzdy, gdy bestie szarpały się na łańcuchach i ujadały.
Moloch nie prowadził psa na uwięzi. Zamiast tego opierał się na lasce.
Qi'rze nie umknął paralizator u jego pasa. Na jego widok mimowolnie się
wzdrygnęła. Wiedziała, że nie jest jedynym Robakiem, któremu ta pałka
śni się po nocach, ale tylko ona miała za chwilę przeżyć ten koszmar na
jawie. Gdyby Moloch mógł się okrutnie uśmiechnąć, z pewnością by to
zrobił. Zamiast tego odstąpił na bok i ogary wdarły się do celi.
Gdyby Rebolt i Syke chcieli, powstrzymaliby je. Qi'ra wiedziała, że są
wystarczająco silni. Mieli mniej więcej tyle samo lat co ona, ale byli
od niej wyżsi i szersi w barach, co bardzo liczyło się w przypadku
szczurołapów, całe życie rzucających się za byle ochłapem. Rebolt
uśmiechnął się drwiąco. Przynajmniej Syke wyglądał, jakby próbował
zapanować nad ogarem. Unikał wzroku Qi'ry. Wbijał ciemne oczy w podłogę,
a obiema rękoma trzymał łańcuch. Co innego bezlitosny Rebolt. Na jego
twarzy malowało się poczucie zwycięstwa, które przecież nie przypadało
mu w udziale. Dopuścił ogara na taką odległość, że gdyby ten chciał,
mógłby ją ugryźć.
- Dość - odezwał się Moloch. Obaj chłopacy instynktownie przetłumaczyli
rozkaz na język basic i zapanowali nad psami. - Nie jesteśmy tu dla
przyjemności. Mamy ją odstawić do Lady Proximy.
Pochwycił ją jak wcześniej w kosmoporcie. Wtedy stawiała opór
wystarczająco długo, by kazać Hanowi uciekać, nim w pełni do niej
dotarło, że przegrała i nie ma sensu podejmować walki. Teraz poddała się
po dobroci. Nie dała mu żadnego powodu, by obchodził się z nią szorstko,
ale Moloch i tak sobie pofolgował. W kosmoporcie tylko ścisnął Qi'rę i powalił na ziemię, po czym ją odciągnął. Teraz, gdy nie byli w miejscu
publicznym, mógł się wykazać znacznie większą kreatywnością.
Dotknął ją lekko paralizatorem, a po jej ciele i tak rozeszły się
bolesne impulsy. Wrzasnęłaby, ale że miała w ustach kostki, wydarł się z nich jedynie wysoki jęk. Moloch zaśmiał się, a gulgot ten bardziej
przypominał warknięcie.
- To najniższe ustawienie, rzecz jasna - oznajmił. Qi'ra skupiła się na
tym, by zrozumieć jego słowa. Konieczność tłumaczenia choć na chwilę
przyćmiła ból. - W końcu zaczniesz wrzeszczeć.
Nie wątpiła w to ani przez chwilę.
Moloch ciągnął ją przez tunele. Szedł zbyt prędko, by mogła mu dotrzymać
kroku. Potknęła się, zdarła skórę na kolanie, po czym zakapior o mało
nie wyrwał jej ramienia ze stawu, gdy siłą postawił ją na nogi. Ogary
kąsały dziewczynę w kostki, na tyle tylko, by odskakiwała i traciła
równowagę. Teraz, gdy była w ruchu, kręciło się jej w głowie ze strachu
i od adrenaliny, ale przecież to żadna nowość. Po prostu minie kilka
chwil, nim nad tym zapanuje.
Okno za sadzawką Proximy zostało naprawione. Do pomieszczenia nie
docierało światło słoneczne. Zebrały się tu wszystkie Robaki, od
najmłodszych kieszonkowców po Karsota, starszego Grindalida,
opierającego na elektropałce przy brzegu. Nie zamierzał dopuścić, by tym
razem ktokolwiek podszedł do Proximy. Na wszelki wypadek oczyszczono
klepisko ze śmieci.
Moloch zaciągnął Qi'rę na przód sali do wtóru szeptów. Wszystko
ignorowała. Jedyną istotą w pomieszczeniu, która teraz miała dla niej
znaczenie, była sama Proxima, właśnie wyłaniająca się z wodnego gniazda,
gdzie wysiadywała młode.
Jej ciało pokrywały wrzody, zaczerwienione i wyraźne na tle bladej
szarości skóry - wystarczyła krótka chwila wystawienia na światło
słoneczne. Zdjęła misterną biżuterię i Qi'ra widziała ślady w miejscach,
gdzie jej ciało dotykało metalu. Aż trudno dać wiarę, że nikt wcześniej
nie wykorzystał tej słabości Grindalidów - ich długie, kręte cielska nie
nadawały się do życia na powierzchni Korelii. W katakumbach jednak byli
prawie nietykalni. Utrzymywali władzę nad ulicami Koronetu, wysługując
się innymi. Może to dlatego Proxima głównie zatrudniała dzieci. Im nie
przychodziły do głowy takie myśli, szczególnie gdy już wykorzeniono z nich resztki niezależności. To cud, że pomyślał o tym Han, ale wyraźnie
poczyniono starania, by taka sytuacja nie powtórzyła się już nigdy. Mimo
wszystko słabość to słabość. Qi'ra nie zamierzała o niej zapomnieć.
- Qi'ro. - Głos Proximy rozniósł się po całej sali, jednocześnie
władczy, skrzekliwy i osobliwie melodyjny. - Otrzymałaś wszelką możliwą
pomoc. Szansę za szansą. A mimo to mnie zdradziłaś.
Ktoś inny na jej miejscu mógłby błagać o łaskę, zapewniać, że to Han
wbrew jej woli zaciągnął ją do kosmoportu w chaosie, który rozpętał się
po uszkodzeniu okna. Kto wie, czy Proxima nie rzuciłaby takiej osoby na
pożarcie ogarom, zresztą Qi'ra nie była aż tak głupia. Wszyscy widzieli
to, co się tu rozegrało. Wiedzieli, co zrobiła.
Wokół zebrały się pozostałe Robaki. Na niektórych twarzach malował się
entuzjazm, a porucznicy przymuszali tych opornych. Qi'ra znów ujrzała
Rebolta, wrednego nawet bez ogara, a także Syke'a i Jagleo. Żadne z nich
nie miało odznaki Prowodyra, co wydało się jej dziwne. Grindalidka
przeprowadziła wielki konkurs na to stanowisko, gdy przypadło ono w udziale Qi'rze, ale miała w tym ukryte motywy. Teraz przywódczyni gangu
wymagała karności i dbała o wyraźną strukturę dowodzenia.
- Emo, podejdź proszę - odezwała się, a Qi'ra już wiedziała.
Proxima nie wybrała jednego ze starszych szczurołapów, co nie wróżyło
niczego dobrego dla tych, którzy nadal tu byli. Nikt nigdy nie pytał, co
takiego dzieje się ze starszymi dziećmi. W pewnym wieku zwyczajnie
znikali, co samo w sobie stanowiło odpowiedź.
- Ogary czy laska? - spytała dziewczynę Proxima.
Qi'ra nawet nie spojrzała na Emę. Nie spuszczała wzroku z istoty
wynurzającej się przed nią z sadzawki. Wszyscy nie znosili ogarów, chyba
że byli wybierani na ich opiekunów, ale Ema szczerze ich nienawidziła.
Qi'ra nie wiedziała, czy strach dziewczyny zwiększy czy zmniejszy szansę
na ich wybór. Laska byłaby lepszą decyzją na dłuższą metę. Nie
pozostawiłaby blizn ani nie zasmakowałaby w krwi Qi'ry. Bolałoby
bardziej, ale ból nie utrzymywałby się tak długo jak po ataku ogarów.
Ema jeszcze nie rozumiała cierpienia związanego z ciągłą karą.
Krępa czternastolatka dołączyła do Robaków niedawno, po śmierci
rodziców. W przeciwieństwie do większości członków gangu doświadczyła
sytego dzieciństwa. Nie była drobna ani chuda mimo tego, że w kanałach
ściekowych spędziła już dwa lata. Miała blizny po ogarze, który
przyłapał ją, gdy próbowała się dostać do skrzyni z zaopatrzeniem na
tyłach śmigacza Białych Robaków. Po tej akcji została zrekrutowana, ale
zawsze omijała psy szerokim łukiem. Choć fakt, że objęcie stanowiska
opiekuna było najprostszym sposobem, by zyskać posłuch wśród członków
gangu.
- Laska - wybrała Ema.
Qi'ra zaryzykowała spojrzenie i na twarzy dziewczyny ujrzała niemal
nieludzką radość. Ema po raz pierwszy posmakowała władzy. Spodobało jej
się.
Moloch rzucił Qi'rę na ziemię. Przytrzymał jej ręce za plecami tak
długo, że nie mogła się podeprzeć. Padła ze szczękiem zębów. Nie miało
to znaczenia. Po chwili Karsot dopadł ją z laską i świat przeszedł w straszną, bolesną biel.
Przez jej żyły popłynęła elektryczność. Wystarczająco silna, by sprawić
ból, choć nie do tego stopnia, by zatrzymać pracę serca. Bo co to za
tortury, które prowadzą do śmierci ofiary, a Grindalidowie, co do
jednego, byli ekspertami. Szczurołapy próbowały się cofnąć, gdy Qi'ra
wiła się po klepisku, ale nie pozwolono im na to. Grindalidowie trzymali
je blisko niej, by były świadkami kary i by nie przyszło im do głowy
planować ucieczki.
Qi'ra nie mogła krzyczeć z powodu kostek w ustach. I tak wydawała z siebie mnóstwo dźwięków, tak że Robaki miały niezły ubaw, gdy patrzyły,
jak cierpi, ale w Molochu tylko narastała frustracja, gdy nie dostawał
od niej tego, czego chciał. Krzyknął do Karsota, by ten zwiększył moc.
Qi'ra poczuła, jak jej kości zamierają w nienaturalnych pozycjach; stawy
i więzadła nie były w stanie poradzić sobie z bólem inaczej, niż
sztywniejąc.
- Dość! - rozkazała Proxima.
Światło przeszło w szarość, choć ból nie ustąpił.
Qi'ra sapała na posadzce. Nie zamierzała wstawać, póki jej do tego nie
zmuszą. Zresztą nie była pewna, czy by podołała.
- Niech to będzie lekcją dla was wszystkich - dodała przywódczyni. -
Oto, co was czeka, gdy mnie zdradzicie. Oto wasz los.
Nie uszło uwadze Qi'ry, że nie wspomniała o Hanie. Nikt go nie wspomni,
bo jemu jednemu się udało. On jeden zdołał uciec. Grindalidka nie
zamierzała im o tym przypominać.
Przywódczyni zanurkowała w sadzawce, a pozostali Grindalidowie
przecisnęli się przez tłum i opuścili salę. Qi'ra nadal leżała na ziemi.
Nie wydano żadnych rozkazów, ale lekcja wydawała się oczywista.
Pozostawała na łasce tych, którymi dopiero co przewodziła. Była dobrą
Prowodyrką. Niemal odczuła ulgę.
Niemal. Plan Hana niemal się sprawdził. Przehandlował coaxium za
wolność, a jeśli za tę kwotę zdołał kupić jeden bilet, cóż, tak już
bywało. No, z powodu jego planu omal nie postradała życia. A teraz
zapłaci cenę za jego lekkomyślność, bo do głowy mu nie przyszło, że mogą
skrewić. Tak bardzo tego pragnęła, wierzyła mu i pokładała nadzieję w ich umiejętnościach. Wspólnie dorastali, przetrwali konkurs na
stanowisko Prowodyra. Okazało się to niewystarczające. Chciała być tamtą
dziewczyną, tamtą, która może liczyć na pomoc innych i która uważa, że
kiedyś zdoła uciec. Klepisko pod jej dłońmi jednak było równie chłodne
jak prawda: jest sama, a jej jedyny cel stanowi przetrwanie. Nie
zamierzała już nikomu ufać, snuć nierozsądnych planów. Znajdzie jakiś
inny sposób na życie - i to czym prędzej.
Gdy wokół niej zbierały się szczurołapy, Qi'ra postanowiła, że już nigdy
nie wystarczy jej "niemal".
Rozdział 2
Prowodyr
szczurołapów dostawał pierwszą porcję szamy. Decydował, kto
jeszcze zaspokoi głód i w jakiej kolejności. Qi'ra próbowała być
sprawiedliwa. Szczurołapy miały już wystarczająco zmartwień. Jeśli
będzie tą jedną osobą na świecie, która zadba o ich interesy, odpłacą
się jej lojalnością. Plan był dobry i dobrze jej służył. Póki pełniła
funkcję Prowodyrki.
Dobra wola, którą sobie wypracowała, zniknęła. Gdy tłum napierał,
odcinając jej drogę ucieczki, Qi'rze przyszła do głowy jedna myśl:
chronić twarz. Szczurołapy bały się wielu rzeczy, a gdy dano im coś,
czego nie musiały się obawiać, potrafiły być okrutne. Wiedziała o tym,
bo do nich należała.
Dłonie szarpały ją we wszystkich kierunkach. Chwytały ją za włosy i ubrania. Małe palce ciągnęły za sznurówki butów, a większe przeturlały
ją, by dobrać się do jej kurtki. Kopała instynktownie - zbyt wiele lat
chroniła w ten sposób swój dobytek - ale palce wpiły się w nią mocniej.
Paznokcie wrzynały się jej w skórę.
Starsze dzieci zdołały zdjąć jej kurtkę i natychmiast doszło do bójki o łup. Rebolt wykazał się większą inteligencją, niż Qi'ra podejrzewała, i oczyścił drogę dla Emy. Nie walczył dla niej, nie do końca. Gdyby podał
jej zdobycz, to przecież nie w darze; stanowiłaby symbol zagrożenia,
przesadnego zobowiązania i sojuszu, który tak naprawdę nie istniał.
Dopełnił jednak starań, by kurtka przypadła w udziale dziewczynie.
Zwycięstwo należało do niej, a ona wiedziała, że pomógł. Choć Qi'ra
miała wrażenie, że Ema tak naprawdę nie potrzebowała asysty. Przedarła
się przez resztę dzieci, wymachując pięściami. Rzuciła się na obiekt
pragnień.
Zaaferowana utratą kurtki, Qi'ra nie zauważyła chwili, gdy mniejsze
dzieci zdarły z niej buty. Nie walczyły między sobą - natychmiast zajęły
się spódnicą, założoną na legginsy. Była wodoodporna i miała szereg
kieszeni - teraz już pustych, ogołoconych przez Molocha - i choć
wydawała się zbyt duża na dzieciaka, który wyrwał ją reszcie, i tak
zapewni mu ciepło.
Ema w większości zapanowała nad ciżbą walczącą o łup. Zdzieliła z główki
część mniejszych szczurołapów, strącając ich z ludzkiej sterty, a wtedy
pozostali zorientowali się, z kim mają do czynienia. Kurtka Qi'ry
stanowiła niezły kąsek, ale nie była warta rozzłoszczenia osoby, która
decydowała, ile i kiedy zjesz. Opór stopniał momentalnie i nim Ema
podniosła z ziemi fant, podarty tylko w jednym miejscu i nieco
sfatygowany, wszyscy z szacunku oddalili się na pewną odległość.
Dziewczyna zarzuciła kurtkę na ramiona, powiodła dłońmi po miękkim
futrze wyściełającym kołnierz, po czym włożyła dwa palce do ust i gwizdnęła głośno. Walki momentalnie się skończyły.
- Pora na kolację - ogłosiła tak spokojnym tonem, że równie dobrze mogła
komentować pogodę.
Małe dzieci zwinęły spódnicę Qi'ry w kulkę i dołożyły do niej buty. Z pewnością przehandlują zawiniątko komuś, komu spasuje rozmiar, no albo
je sprzedają. Tak czy owak, Qi'ra już tych rzeczy nie zobaczy. Leżała na
ziemi, jakimś cudem nietknięta. Wykonane z aurodium kostki Hana
sprawiały, że czuła na języku gorycz. W jej obnażone legginsy już
wsiąkał chłód.
Szczurołapy opuściły salę w możliwie składnym szyku z Reboltem i Emą na
czele. Syke i Jagleo zamykali tyły, ale to bez znaczenia. Nie musieli
walczyć o pozycję w hierarchii. Gdy Ema mijała leżącą Qi'rę, rzuciła jej
pogardliwe spojrzenie.
- Nie fatyguj się na kolację - powiedziała. - I tak nic dla ciebie nie
zostanie.
Qi'ra nie zamierzała wstępować do stołówki. Teraz, gdy już odzyskała
swobodę ruchów, liczył się jeden cel. Gdy Robaki zajęły się kolacją,
zerwała się na nogi.
Dudniło jej w głowie, ale dała radę ustać. Klepisko pod jej skarpetami
było obleśne, ale cóż miała zrobić? Opierając się o ścianę, ruszyła
korytarzami do swojej nory.
Niewiele tu trzymała. Zresztą wszyscy mieli niewiele, a rzeczy
pozostawione przy karimacie aż się prosiły, by je capnąć - własność
prywatna była kwestią siły. Oczywiście, Ema już się wprowadziła jak na
swoje. Licha poduszka i cienki koc zostały porządnie przetrząśnięte, a sama karimata - przesunięta w stronę drugich drzwi, tych, którymi
wychodziły ogary, o ile w ogóle zapuszczały się do tej części placówki.
Qi'ra wypluła kostki na dłoń, po czym schowała je do śmiesznie małej
kieszonki legginsów. Podeszła do posłania, na którym sypiał Han.
Jeśli ktoś wykazywał się wystarczającą odwagą, by trzymać rzeczy przy
swoim miejscu do spania, tą osobą był właśnie on. Podobnie jak w przypadku jej miejscówki, Qi'ra widziała, że ktoś już się tu wprowadził,
choć istniała szansa, iż posłanie Hana nie zostało porządnie
przepatrzone. Obmacała poduszkę w poszukiwaniu zgrubień, po czym
ściągnęła koc z tego żałosnego czegoś, co uchodziło tu za materac.
Odchyliła rogi i porządnie obszukała dno, ale niczego nie znalazła. Może
Han był mądrzejszy, niż sądziła.
- Skarpetki. - Qi'ra odwróciła się i ujrzała stojącego nieopodal
Rebolta. Z jego twarzy nie schodził tamten krzywy uśmieszek. - Pod
materacem chował skarpetki. Ale teraz należą do mnie.
Spojrzał na jej stopy i jego uśmiech stał się jeszcze szerszy.
- Trudno - skwitował. - To tylko skarpetki, ale lepsze to niż nic.
Odwrócił się i skierował ku psim klatkom. Qi'ra podniosła czwarty róg
materaca i znalazła to małe zagłębienie, którego szukała. Rebolt znalazł
skarpetki i na tym jego poszukiwania się zakończyły, ale Han schował pod
łóżkiem coś więcej. Psie suchary były stare i wilgotne, ale zawsze to
jedzenie. Han trzymał je na wypadek, gdyby kiedyś musiał przekupić
jednego z ogarów, ale Qi'ra miała inne plany. Kto wie, kiedy Ema
przydzieli jej porcję podczas posiłków.
Qi'ra schowała suchary do kieszeni z kostkami i wreszcie dała sobie
chwilę, by na trzeźwo ocenić sytuację. Dobra wiadomość była taka, że
znalazła się poza celą. Wyglądało na to, że Proxima chwilowo skończyła z wymierzaniem kary. Gorzej, że pozostały jeszcze kary nieoficjalne, które
będą ją spotykać, ilekroć inne Robaki uznają, że dobry z niej cel.
Prędzej czy później - a Qi'ra mogła jedynie mieć nadzieję, że dość
szybko - Proxima wyda ostateczny wyrok. Qi'ra nie miała kurtki ani
butów, a jej legginsy nie zapewniały wiele ciepła. Gdy tylko znów coś
znajdzie i tak pewnie to coś zostanie jej odebrane. Musiała być
ostrożna.
Przez chwilę miała ochotę zerwać się do biegu. Teraz, gdy wszyscy się
posilali, mogłaby się wykraść do swojej kryjówki w Silosie. Utrzymywała
ją w porządku przez całe lata na wszelki wypadek. Kto wie, czy nie
przyszła pora z niej skorzystać. Nikt by się nie domyślił, że udała się
tam z powrotem z własnej woli. Jedyne dwie osoby prócz niej, które
zdawały sobie sprawę z jej istnienia - Tsuulo i Han - albo nie żyły,
albo się zmyły, a tam na miejscu nie było kanałów ściekowych, więc
Grindalidowie musieliby się sporo natrudzić, by podążyć jej śladem.
Czułaby się tam bezpiecznie, choć nadal bez kredyta przy duszy. No i znalazłaby się z powrotem w Silosie, gnijącym sercu Dołu i niezaprzeczalnie najgorszym miejscu na całej planecie. Silos nie miał
przyszłości.
Qi'ra wybrała wysoką pryczę, gdzie panował przeciąg. Nikt jej z tego
powodu nie chciał, a każdy, kto zamierzał się przyczepić, będzie musiał
się wspiąć. Qi'ra położyła się tak, by jej stopy znalazły się u góry
drabinki. Jeśli ktoś spróbuje po niej wejść, dostanie z kopa w twarz.
No, nie zaboli mocno, bo nie miała na sobie butów, ale lepsze to niż
nic. Było zbyt zimno na sen, ale Qi'ra i tak nie miała zamiaru narażać
się na atak. Nasłuchiwała, jak szczurołapy wracają do garnizonów, nadal
szamocząc się między sobą, bo nie miały nic lepszego do roboty. Starsze
dzieci niedługo rozpoczną nocne obchody, ale te młodsze pozwijały się w kłębki, by pospać. Qi'ra patrzyła, jak się kładą. Wiedziały, że tam
jest, ale nie uznały jej za zagrożenie.
Drabinka zatrzęsła się i Qi'ra się przygotowała. Po charakterystycznym
braku dźwięku domyśliła się jednak, z kim ma do czynienia. Tylko jedna
szczurołapka była tancerką, na tyle mądrą, by opracować własny styl
walki na podstawie ruchów, do jakich przywykło jej ciało. Gdy Qi'ra
ujrzała twarz Jagleo, nieco odpuściła. Ale tylko trochę.
- Więc zostałaś zdegradowana - rzuciła Jagleo. - Strzelam, że już
zauważyłaś.
Qi'ra nie odpowiedziała. Skoro Jagleo chciała mówić, nie zamierzała jej
przerywać, ale nie planowała też nieproszona dzielić się informacjami.
Pewnie zresztą już do końca życia.
- Ema jest tyranką, więc sobie poradzi - ciągnęła złodziejka. - Wzbudza
zbyt duży strach u młodzików, by planowały bunt, a starszaki nie biorą
jej na poważnie. Co jest głupie, bo nie bez powodu Proxima wybrała ją, a nie kogoś z tej grupy.
Nie trzeba było geniusza, by zauważyć, że Proximę interesują tylko
dzieci: małe, łatwo ulegające wpływom, co ułatwiało rekrutację. Niewiele
jadły i dało się nad nimi zapanować, obiecując nagrody, więc ich
wychowanie nie należało do specjalnie trudnych. Wychodziły na słońce, a to przecież było głównym powodem, dla którego Proxima nie mogła bez nich
się obejść. Dzięki małym rozmiarom i zwinności dzieci potrafiły się
wspinać i chować, co też działało na ich korzyść.
- Syke uważa, że Ema planuje czystkę wśród starszych szczurołapów.
Szczególnie mowa o naszej czwórce - dodała Jagleo. Płowe włosy opadły
jej na twarz. Odgarnęła je na bok. - Skoro ciebie i Hana ma z głowy,
będzie jej łatwiej rozprawić się z Sykiem, Reboltem i mną. Choć uważam,
że się myli. Nie zamierza nas po prostu zabić. Nie, póki nadal jesteśmy
przydatni.
Qi'ra nadal milczała. Kto inny pewnie by się zdenerwował, ale Jagleo
była przyzwyczajona do ciszy nawet w zwyczajne dni.
- Szykuje się duży napad - teoretyzowała. - Będzie nas przed nim
przestrzegać, będziemy ćwiczyć, organizować się i tak dalej. Ale już po
wszystkim pozostałe przy życiu szczurołapy będą miały jedną cechę
wspólną. Młody wiek.
Jagleo sięgnęła do kieszeni kurtki i wyjęła z niej czarny materiał
przypominający kawałek gazy. Potrząsnęła nim i Qi'ra ujrzała cienką
kurtkę. Na niewiele się zda, ale lepsze to niż nic, zresztą nie
wyglądała najgorzej.
- Rebolt uważa, że ocalą go ogary - dodała Jagleo. - A Syke, że jeśli
wytresuje Taomata, by ten zaatakował Rebolta, Moloch go awansuje. W końcu zawsze będzie potrzebny ktoś wychodzący z ogarami na zewnątrz. Ale
ty i ja nigdy nie grałyśmy w tę grę.
Podała kurtkę Qi'rze, a ta powoli usiadła i zarzuciła ją sobie na
ramiona. Materiał okazał się szorstki w porównaniu z jej futrem, no i nie dało się w niej nic schować, ale zawsze to kurtka.
- Teraz nie mogę ci za bardzo pomóc - przyznała Jagleo - no i na
niewiele się przydam, jeśli zaczną mnie traktować tak samo. Ale gdy
przyjdzie co do czego, możesz na mnie liczyć. Przeżyjemy, a potem się
zobaczy. Wiem, że będziesz miała plan, bo zawsze go masz, a ja utrzymam
cię przy życiu tak długo, żebyś go zrealizowała.
Jagleo położyła na posłaniu małą saszetkę racji żywnościowych. Już ją
otworzyła i wyjadła większość zawartości, ale z tego, co widziała Qi'ra,
została jakaś ćwiartka. Nie będzie to posiłek, ale lepsze to niż psie
sucharki.
- Umowa stoi - odparła Qi'ra. Sięgnęła po rację, po czym wsypała
okruszki do ust i potrząsnęła folijką, by mieć pewność, że nic się nie
zmarnuje.
Jagleo okazała się niespodziewaną sojuszniczką. Choć drobna złodziejka
pewnie na niewiele się przyda, Qi'ra nie zamierzała wybrzydzać. Nie
mogła sobie na to pozwolić. Pozostawała jedna kwestia: czego takiego
oczekiwała w zamian? Qi'ra wycierpiała swoje, gdy zawalił się ich plan z Hanem, i nie zamierzała tego powtarzać już nigdy. Jeśli nabierze choćby
najmniejszych wątpliwości, porzuci Jagleo w okamgnieniu.
Qi'ra umościła się na posłaniu z nową kurtką na ramionach. Choć trochę
zaspokoiła głód. Dobre i to.
Rozdział 3
Sprawy znacznie
się pogorszyły.
Nazajutrz po nieudanej próbie ucieczki Qi'ra poznała swój los. Proxima
znalazła na nią kupca, koreliańskiego handlarza niewolnikami, Sarkina
Enneba. Aktywnie pozyskiwał towar i nie przeszkadzało mu, gdy ten towar
fikał. Tak, Qi'ra życzyła sobie, by jej los został rozstrzygnięty
prędzej niż później, ale mimo to wszystko rozegrało się niekomfortowo
szybko jak na decyzję, która przypuszczalnie okaże się dla niej bardzo
nieprzyjemna.
- Nie dostałam za ciebie dobrej ceny. Nieposłuszeństwo uważane jest za
bardzo poważną wadę u niewolnika - oznajmiła Proxima, gdy Qi'ra stała
przed nią na drżących nogach - ale twoje pozostałe cechy wystarczyły,
by się tobą zainteresował. Jestem przekonana, że natychmiast ostudzi w tobie wolę walki.
Sarkin nie marnował czasu. Gdy tylko podpisał kontrakt, umieścił traker
w jej nadgarstku. Zaawansowane chipy w większości stały się niepotrzebne
dzięki rozwojowi technologii skanerów, więc mało kto trudził się, by
utrzymywać lokalizację trakera w tajemnicy przed osobą, w której ciele
urządzenie zostało umieszczone. Gdyby Qi'ra próbowała uciec lub je
usunąć, opłaciłaby to życiem. Gdy mężczyzna wszczepiał traker, spojrzała
mu w jasnozielone oczy. Zastanawiała się, jaką jest osobą. W najlepszym
razie okaże się niezainteresowany jej losem, ale już teraz z jego
kanciastej twarzy wyczytywała skłonność do brutalności. Obojętni klienci
nie kupowali buntowniczych dziewczyn.
- Źle ci z oczu patrzy - rzucił. Znajdował się zdecydowanie za blisko,
niemal czuła szczeciniaste włoski porastające jego twarz i głowę, ale
była na tyle mądra, by nie stawiać oporu. - Ładna to i jesteś, ale i waleczna, sądząc po błysku w oczach. Zduszę w tobie tę waleczność,
jeszcze zobaczysz. Potulna będziesz więcej warta.
Zacisnął mocno palce na jej ramieniu. Kończyły się ostrymi paznokciami,
które, gdyby tylko zechciał, mogłyby bez trudu przekłuć i rozedrzeć
skórę. Wiedziała, że zrobią się jej siniaki. Wyraźnie dostrzegała, że
mężczyzna chciałby, by stawiła mu opór. Szukał wymówki, żeby zdzielić ją
w twarz czy wyrwać jej włosy. Qi'ra jednak wolała, by poprzestał na
siniakach. Już i tak wiedział, że nie jest uległa. Jego uśmieszek tylko
skwaśniał, gdy nie dała mu tego, czego po niej oczekiwał. Jeden z paznokci wpił się mocno w jej rękę, tam, gdzie i tak pulsowała świeża
rana po trakerze.
Proxima poruszyła się w sadzawce, rozdrażniona, że nie słyszy całej
rozmowy, choć większość mogła sobie dopowiedzieć.
- Nasz układ nadal obowiązuje, Sarkinie Ennebie - poskarżyła się. - Nie
możesz jej jeszcze uszkodzić.
- Zapoznałem się z kontraktem - odparł tamten, nie spuszczając wzroku z Qi'ry. Poruszył szpiczastymi uszami na znak, że Proxima gra mu na
nerwach. Qi'ra wiedziała, że za wszystko przyjdzie jej zapłacić później.
- Na razie zostanie tutaj. Dopilnujesz, by wykonała robotę. Ale potem
jest moja.
Nacięcie na jej nadgarstku było poszarpane i lekko krwawiło. Z pewnością
zostanie po nim blizna. Qi'ra stała nieruchomo, gdy krew spływała
strużką do czubków jej palców i zaczęła skapywać na podłogę. Zamierzała
się sobą zająć dopiero wtedy, gdy zostanie sama.
Sarkin zwrócił się w stronę Proximy, a gdy ta zawisła tuż nad nim, nawet
nie mrugnął. Qi'ra wiedziała, dlaczego została sprzedana, ale wydało się
jej dziwne, że Sarkin nie zabierze jej od razu. Interesowało ją, jak
brzmią zapisy kontraktu. Wątpiła, że umowa zapewni jej ochronę czy wikt
i opierunek, ale i tak była ciekawa szczegółów.
- Wrócę, gdy zlecenie dobiegnie końca - rzucił Sarkin. - Albo wyślę
przedstawiciela. Jeśli ona przez ciebie umrze, spodziewam się zwrotu
kredytów.
Proxima milczała, ale najwyraźniej Sarkin i tak nie oczekiwał
odpowiedzi. Po prostu obrócił się na pięcie i wymaszerował z pomieszczenia.
- Wyjdź, Qi'ro - odezwała się Proxima. - Naciesz się tą ograniczoną
wolnością, która ci jeszcze pozostała.
Uwierała ją myśl, że zmiękła w roli Prowodyrki. Zabiegała o to
stanowisko, a gdy już się go dochrapała, walczyła o to, by się na nim
utrzymać. Większość czasu poświęcała na dyscyplinowanie innych, głównie
rozdając racje żywnościowe, ale i wykonywała sporo zadań dla samej Lady
Proximy jako jej zaufany goniec. Niektóre z osób, z którymi zadawała się
w tej roli, bały się i jej. Zwiększały haracz na rzecz Białych Robaków o napiwek w nadziei, że Qi'ra wstawi się za nimi u szefowej. No, kwoty
napiwków nie były duże, ale co zarobiła, to jej. A że jednocześnie jako
pierwsza zaspokajała głód, jeszcze nigdy nie czuła się tak silna.
A teraz to wszystko straciła. Zapomniała już, jak to jest stać w kolejce
po jedzenie. Być na łasce osoby, która rozdaje karty. Ema z lubością
uprzykrzała jej życie na tysiąc różnych sposobów. To szydziła z niej z powodu lichych porcji, to woziła się w jej kurtce, obnosząc się, jakby
sama wyhodowała futerko, gdy rywalka drżała w wilgoci ściekowych kanałów
Koronetu. Qi'ra wychudła i zmizerniała. Jej sucha skóra przypominała
papier. Miała łamliwe włosy. Nawet Jagleo nie mogła jej pomóc na tyle,
by zapobiec powolnemu usychaniu, wywołanemu stopniowym głodem. Kostki
Hana w jej kieszeni teraz już odznaczały się na jej biodrze.
Już dawno zjadła psie sucharki i teraz była skazana na łaskę kolejki po
jedzenie, gdy Proxima na życzenie Sarkina znów zaczęła posyłać ją na
misje. Przez kilka tygodni Qi'ra chowała się w korytarzach Nory i próbowała zbierać informacje. Proxima zdecydowanie coś knuła, a choć
technicznie rzecz biorąc Qi'ra nie była już problemem Grindalidki, nadal
zadawała się ze szczurołapami. Nie chciała dać się zaskoczyć, gdy już
dojdzie do jatki. Przez chwilę nikogo nie obchodziło, czym się zajmuje.
Czuła się, jakby stała się niewartym uwagi duchem.
Szczurołapy przestały jej dokuczać i zajęły się innymi, bardziej
rozrywkowymi ofiarami. Gnębienie Qi'ry nie dawało im satysfakcji. Nigdy
się nie odgrywała i nie prosiła nawet, by przestały, a już tym bardziej
o nic nie błagała. Czyli nuda. Bierność raniła jej dumę, ale nie ciało,
a przynajmniej oszczędzała sporo energii, nie wdając się w spory, z których nie mogła wyjść obronną ręką. To, że jej prześladowcy wreszcie
kompletnie dali sobie spokój, było wisienką na torcie. Przez kilka dni
chodziła bez celu, aż wszyscy doszli do wniosku, że została złamana i od
tej pory będzie całkowicie posłuszna.
Wszyscy z wyjątkiem Lady Proximy.
Grindalidka była leciwa, starsza, niż sądziła większość szczurołapów, a liczni ludzcy członkowie gangu dorastali na jej oczach. Wiedziała, kiedy
ci są kompletnie złamani, a Qi'ra zdawała sobie sprawę, że raczej nie
zdoła jej oszukać. Więc gdy Proxima ogłosiła, że Qi'ra powinna dołączyć
do zespołu złomiarzy, dziewczyna zgodziła się bez sprzeciwu. I tak nie
mogłaby się postawić. Sarkin zażądał, by odpalała mu procent, gdy
czekała na to, co miało się zdarzyć. Pozostali jęczeli. Bali się, że ich
spowolni, ale wystarczyło kilka warknięć ulubionego ogara Molocha, by
przestali.
Na ulicach Koronetu jak zawsze panował gwar. W stoczniach wrzała praca,
a z każdym dniem napływały kolejne imperialne zamówienia. Gdy miało się
kredyty na budowę statków bądź znajomości, by je sprzedawać, można było
żyć jak król. A jeśli nie - cóż, wtedy należało się zadowolić ochłapami.
Szczurołapy zajęły się tym, co potrafiły najlepiej, czyli drobnymi
kradzieżami i kieszonkostwem. Starsze dzieciaki odwalały bardziej
skomplikowane przekręty, ale że Qi'ra wszystko robiła wspólnie z Hanem,
nie miała na siebie pomysłu. Kolejny błąd. Za bardzo na nim polegała,
podczas gdy jedyną osobą, której mogła w pełni ufać, była ona sama.
Przez pierwszych kilka dni udawała żebraczkę i polegała na naiwności tej
garści dobrodusznych osób, jakie się jeszcze ostały w Złotym Mieście.
Wzbudzała w nich współczucie, gdy przypisany jej danego dnia partner
pozbawiał ich kosztowności. Była w tym dobra i nawet Ema nie mogła jej
odmawiać jedzenia, gdy te sztuczki zaczęły przynosić wyniki. Po tygodniu
Qi'ra odzyskała siły na tyle, że jej ręce przestały drżeć z głodu i mogła zacząć okradać przechodniów samodzielnie. Wtedy jej partnerką
została Jagleo i obie dzieliły się celami. Oskarżały niewinnych
przechodniów, gdy ktoś zauważył, że został okradziony.
- Ej! - Głośny okrzyk krępego Pantoranina zwrócił uwagę wszystkich
robotników zmianowych w zasięgu słuchu.
- Tak mi przykro, sir - powiedziała podniesionym głosem Qi'ra po tym,
jak na niego wpadła. Odczekała pół oddechu i wybuchnęła płaczem. - Z targowiska do domu jest tak daleko, a muszę pomóc mamie z kolacją dla
całej rodziny. Śpieszę się, bo się spóźnię.
Patrzyła przez łzy, jak Jagleo przenika przez tłum z niezaprzeczalną
gracją. Nikt jednak jej się nie przyglądał, bo wszyscy wbijali wzrok w Qi'rę. Ta uroniła kolejne łzy i Pantoranin odstąpił.
- Nic się nie stało, młoda - odparł szorstko, nieco niechętnie klepiąc
ją w ramię. - No, leć.
Oddalił się, nim przestała płakać, i wtopił w tłum, by nie zwracać na
siebie uwagi. Qi'ra popędziła w przeciwną stronę. Skręciła trzy razy w kolejne ulice, nim przestała grać i wślizgnęła się do bocznej alejki,
gdzie czekała na nią wyszczerzona Jagleo.
- Powinnyśmy się udać na własną trasę rozrywkową - skwitowała
złodziejka. Wyciągnęła kilka portfeli z przeróżnych kieszeni i zaczęła
opróżniać je z zawartości. Na koniec beztrosko odrzucała każdy za siebie
i wsadzała łupy do kieszeni.
- Chyba jeszcze brakuje nam materiału - odparła Qi'ra. Miała tylko jeden
portfel, tamtego Pantoranina, ale był akurat dzień wypłaty, więc nie
mogła narzekać.
Jej obecne życie okazywało się proste, ale zajmowało ją na tyle, że
niespecjalnie myślała o tym, czy Han już lata albo że powinna zagłodzić
Emę, gdy miała na to szansę. Czasami Jagleo wzywano do większych prac i w te dni Qi'ra sama stawiała czoła ulicom z ponurą determinacją, dzięki
której dawniej opuściła Silos. Nie mogła na nikim polegać, ale
korzystała z tego, co otrzymywała od życia.
Gdy Proxima wzywała ich na zebrania, Qi'ra stawała z boku na tyłach.
Młodsze szczurołapy podchodziły bliżej, by pochwalić się, co takiego
ukradły w imieniu Grindalidki. Nadal ją trochę kochały za to, że
uratowała je przed samotnością, z jaką zmagały się, nim dołączyły do
Białych Robaków. Nadal sądziły, że są dla niej czymś więcej niż parą rąk
i skórą, która może przetrwać na słońcu. Nie rozumiały, że przemoc
stosowana przez Molocha i pozostałych poruczników bierze się z jej
rozkazów.
Choć Qi'ra miała ochotę zniknąć, wiedziała, że to niemożliwe, więc od
czasu do czasu Proxima zwracała na nią uwagę. Za każdym razem było tak
samo. Ema składała raport i zręcznie pomijała rolę odegraną przez Qi'rę.
Część młodzików robiła szum, a gdy Proxima prosiła o szczegóły, padało
imię dziewczyny. Qi'ra nie mogła ich zmusić, by przestali, a Ema nie
zdawała sobie sprawy z tego, że w ten sposób tylko bardziej się
kompromituje, więc dziewczyna nie miała innego wyboru, jak podjąć grę.
- Qi'ro, moja droga. Nie widzę cię tam, podejdź, proszę - odezwała się
Proxima, choć widziała lepiej w szarym świetle sali zgromadzeń niż
ludzie.
Qi'ra przepchnęła się przez resztę i stanęła tuż za Emą. Widziała, że
młodsza dziewczyna jest wściekła i próbuje zdusić w sobie gniew. Może i Ema opanowała mimikę twarzy, ale gdy się złościła, mimowolnie spinała
ramiona i zaciskała pięści.
- O, tu jesteś - dodała Grindalidka. - Uradowała mnie wieść, że nadal
pomagasz braciszkom i siostrzyczkom, choć należysz do kogoś innego.
Wyobrażam sobie, że wiele się od ciebie uczą. Emo, powiedz coś więcej na
temat pomocy Qi'ry.
Ema była wściekła, ale zaczęła mówić. Przez ten czas Proxima nie
spuszczała oczu z Qi'ry. Ta zawsze potrafiła panować nad twarzą, ale
teraz kontrolowała już całe ciało - stała nieruchomo, w neutralnej
pozie. Moloch prychnął na nią, klikając ustami pod maską, a pozostałe
szczurołapy jej unikały. Ale Proxima wiedziała swoje. Stara Grindalidka
miała do czynienia ze złamanymi ludźmi. Sama ich łamała. A Qi'ra
wiedziała, że jej maska nie jest na tyle dobra, by oszukać panią Białych
Robaków.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki