Sabé nie otwierała oczu. Próbowała się nie ruszać, ilekroć pędzelek
dotykał jej nosa. Ostatnią warstwę pudru trzeba było aplikować
delikatnie. Łaskotało ją, a teraz już nie powinna się śmiać. Rabé
wprawną ręką kończyła nakładać makijaż królowej, a Sabé równie wprawnie,
miarowo oddychała. Przekonała się już na własnej skórze, że gdyby
nawdychała się pudru, kichałaby bez opamiętania, a to również nie byłoby
właściwe.
Miała świadomość, że pozostałe dwórki zajmują się swoimi sprawami w pobliżu. Nie przyśpieszały kroku. Nie pozwalały, by emocje przedostawały
się przez posągową fasadę profesjonalizmu, ale Sabé wiedziała, że
wszystkie są podenerwowane. Saché skończyła układać jej włosy. Sabé
napięła szyję, gotowa przyjąć ciężar peruki, którą miała założyć jej
Yané. Rabé zdjęła jej z szyi pelerynkę, zabezpieczającą podczas makijażu
misterną, czarną suknię. Dopiero wtedy Sabé otworzyła oczy.
Spojrzała w twarz królowej. Nie robiła tego po raz pierwszy, rzecz
jasna, ale tym razem miała wrażenie, jakby na jej obliczu malowała się
największa desperacja. Choć w garderobie władczyni panował pozorny
spokój, nie można było tego powiedzieć o świecie poza nią. Sabé słyszała
statki lądujące na dziedzińcach pałacu i niedający się z niczym pomylić
dźwięk uderzających o kamień kończyn droidów. Wezbrał w niej gniew.
Federacja Handlowa mogła przynajmniej skorzystać z lądowisk. Przecież
Naboo nie broniło ich jakoś zacieklej niż pałacu.
Kątem oka dostrzegła ruch w lustrze. Padmé i Eirtaé wróciły z łazienki
do garderoby. Padmé zmyła makijaż - nie było po nim ani śladu.
Naciągnęła na głowę jaskrawy kaptur, by ukryć swoją prawdziwą tożsamość.
Sabé nie musiała widzieć jej twarzy, by wiedzieć, o czym myśli.
- Zespół dotarł do królewskiego jachtu - zameldowała Eirtaé - ale został
zatrzymany. Kapitan Panaka czeka na nas na korytarzu. Gdzie chcesz ich
przyjąć, gdy już tu przybędą?
Sabé wiedziała, że Padmé nie odpowie. Odkąd zdecydowały się na zagranie
z sobowtórką, decyzja należała do królowej, a teraz królową była ona.
Sabé.
- Dotrzemy do sali tronowej? - spytała. Obniżyła ton. Doniosły głos -
intensywnie ćwiczyła intonację - rozszedł się po sali.
- Nie, moja pani - odparła Eirtaé.
- Jeśli zastaną nas tu, w garderobie królowej, mogą nas zbagatelizować.
Pomyślą, że jesteśmy nieprzygotowane - zauważyła Yané.
Stanęła tuż obok Sabé w oczekiwaniu na jej decyzję.
- Wyjdziemy na taras - postanowiła królowa Amidala. - Niech kapitan
Panaka dołączy do nas ze strażnikami, których uzna za właściwych do tej
misji.
Rabé oddaliła się, by przekazać rozkaz, a pozostałe dziewczęta wyszły na
zewnątrz. Sabé złożyła dłonie na barierce i rozejrzała się po panoramie
miasta Theed. Zazwyczaj widok ten ją uspokajał, ale nie dzisiaj. Nie
teraz. Oszpecały go liczne jednostki Federacji Handlowej. Słyszała
mechaniczny hałas armii najeźdźców. Droidy wspinały się na szerokie
marmurowe schody. Całe szczęście, że z bliższej odległości dobiegał
ciężki odgłos butów kapitana Panaki.
Obok niej przyklękła Padmé, by przygładzić fałdy obfitej czarnej sukni.
- Uda nam się - powiedziała tak cicho, że Sabé ledwie ją usłyszała.
Królowa wyciągnęła dłoń, a Padmé ją chwyciła i ścisnęła. - W suknię
wpleciono tyle karlinuskiego jedwabiu, że uchroni ciebie i każdą osobę
za twoimi plecami podczas wymiany ognia, a przecież wiesz, że to dopiero
początek. Naboo stawi opór na swój sposób. Ludność planety jest z tobą,
Wasza Wysokość. Jesteśmy gotowi.
Słowa miały przynieść jej pocieszenie, zresztą Sabé bez trudu mogła
sobie wyobrazić, że wypowiada je sama, z taką różnicą, że ona nie
pozwoliłaby, by jej królowa znalazła się w tak niebezpiecznej sytuacji -
pal licho, że miała wszytą w suknię ochronną warstwę jedwabiu. Panaka
odkaszlnął. Drzwi na taras zostały otwarte przez obojętne metalowe
dłonie. Najwyższa pora, by Sabé z Naboo, ochroniarz i dwórka, zrobiła,
co do niej należy. I zamierzała tak postąpić, bo do tej pory zawsze
podejmowała taką decyzję.
Odwróciła się, by stawić czoła wrogom jako królowa Naboo, a Padmé niemal
zniknęła w jej cieniu.
Rozdział 1
ROZDZIAŁ 1
Padmé Amidala leżała całkowicie nieruchomo. Jej twarz okalała brązowa
aureola włosów. Efekt tu i ówdzie łagodziły białe kwiaty, które tańczyły
w powietrzu, by osiąść wśród loków. Jej blada skóra była nieskazitelna,
a na twarzy malował się spokój. Miała zamknięte powieki. Unosząc się na
powierzchni, dłonie trzymała złożone na brzuchu. Naboo trwało pod jej
nieobecność.
Nawet teraz, pod sam koniec, pozostawała obiektem zainteresowania.
Choć nie powinna się dziwić. Odkąd tylko wkroczyła na arenę planetarnej
polityki, nie zaznała chwili spokoju. Najpierw komentowano jej gusta,
poglądy i ideały, a potem to, że obrano ją na władczynię. Wielu podawało
w wątpliwość jej niezłomność w obliczu potencjalnej inwazji, gdy życie i dobrobyt jej ludu zostaną postawione na szali przeciwko jej własnemu -
które ocali jedynie wtedy, gdy podpisze traktat - choć koniec końców
udowodniła im wszystkim, że byli w błędzie. Okazała się godną królową.
Nabrała doświadczenia i mądrości - i to w krótkim czasie. Stawiła czoła
wyzwaniom związanym z jej stanowiskiem. Okazała się niezłomna i nieustraszona. A teraz jej kadencja dobiegała końca.
Drobne zakłócenie, drobny ruch spokojnej tafli wody stanowił jedyne
ostrzeżenie przed atakiem napastniczki.
Wokół jej talii owinęła się ręka, która wciągnęła ją w głąb
przejrzystej, płytkiej wody. Przytrzymywała ją tylko na tyle długo, by
dotarło do niej, że została pokonana.
Królowa Naboo wynurzyła się, ociekając wodą wśród promieni słońca i do
wtóru śmiechu dwórek - jej przyjaciółek. Yané i Saché, które sporo
wycierpiały dla dobra ich planety podczas Okupacji. Eirtaé i Rabé, które
przyczyniły się do tego, że ich cierpienie miało znaczenie. Sabé, która
najczęściej podejmowała ryzyko i która była jej najbliższa. Razem -
młode i pozornie beztroskie - stanowiły siłę tak często niedocenianą
przez innych. Nieważne, ile razy udowadniały swoje umiejętności,
taksujący je spojrzeniem ludzie dawali się zwieść ich młodzieńczym
wyglądem i ubiorem, więc je lekceważyli. A im to bardzo odpowiadało.
Kraina Jezior słynęła z tego, że zapewniała prywatność. Tutaj nawet
królowa pozostawała anonimowa, a przynajmniej można było ją łatwo
przeoczyć. Dziedzictwo przyrody Naboo zasługiwało na to, by je chronić i cenić, jeszcze zanim podpisano nowe traktaty z Gunganami, które
dodatkowo wzmocniły izolację jezior w regionie. Gwar stolicy pozostał
daleko stąd, a Padmé choć przez chwilę mogła mieć nieco czasu dla
siebie. No, dla siebie, dwórek, strażników przypisanych jej przez
kapitana Panakę i dla całej świty. Okazało się bowiem, że samotny
odpoczynek w głuszy to pojęcie względne.
Quarsh Panaka obserwował z brzegu, jak jego podopieczne bawią się na
słońcu, a na jego twarzy malowała się mina goszcząca na niej dość
często. Postawił na swoim i zabrał z nimi dziesięcioro swoich ludzi, a Padmé dała za wygraną. Po pewnym czasie. Dawniej, gdy była królową,
odbywali takie dyskusje codziennie, choć ostatnio ich relacje nieco się
ochłodziły i sformalizowały. Jednak był zawodowcem, więc stał tak,
naburmuszony. Wiedział, że tego dnia jego interwencja nie jest mile
widziana.
- Dałaś mi wygrać - rzuciła Saché. Najmłodsza dwórka miała na sobie
kostium kąpielowy tego samego kroju co reszta kobiet, ale gdy pozostałe
wystawiały na słońce nieskazitelną skórę, ona obnażała kolekcję
nakrapianych blizn, wijących się po jej rękach, nogach i szyi. Yané
podpłynęła do niej i przeczesała palcami jej włosy.
- Nie byłabym w stanie cię powstrzymać - odparła Padmé. Potrząsnęła
głową, wzbijając w powietrze kropelki wody - i ostatnie kwiatki. Gdy tak
stała, zanurzona do połowy w lśniącym jeziorze i mówiąca własnym głosem,
ktoś mógłby ją wziąć za zwykłą dziewczynę, ale nawet w tej chwili w jej
postawie było coś, co wskazywało na to, że jest osobą nietuzinkową. -
Mogłam wrzasnąć, ale wtedy tylko zachłysnęłabym się wodą.
- A kapitan Panaka poczułby się zobowiązany, by ruszyć ci na ratunek -
powiedziała Sabé głosem Amidali. Na jego dźwięk Saché i Yané odruchowo
się wyprostowały, ale Yané po chwili odpłaciła się starszej dziewczynie,
ochlapując ją. Sabé jedynie strąciła z policzka kwiatek. Nadal unosiła
się na plecach na powierzchni wody, niczego sobie nie robiąc z całego
rabanu. - Więc tak naprawdę dbałaś o zachowanie godności wielu osób, nie
wspominając o dobrej parze butów.
Niepomna na konwenanse, Sabé celowo podniosła głos, by usłyszeli ją
wszyscy pływający oraz kilkoro strażników, którzy nawet specjalnie nie
kryli rozbawienia.
- Niepotrzebnie mnie postarzacie, moje panie - odezwał się Panaka. W jego głosie była nuta ciepła, choć utrzymywał nieprzekraczalny dystans.
- Gdy wrócę do domu, moja żona ledwie mnie pozna.
- Twoja żona pozna cię zawsze i wszędzie - wtrąciła Mariek Panaka,
stojąca kilka kroków od męża. Nie miała na sobie munduru, bo wcześniej
pływała z królową. Teraz była opatulona w jasnopomarańczowy sarong,
który sprawiał, że jej brązowa skóra lśniła w późnoporannym słońcu. Jej
ciemne włosy opadały po plecach, gdy schła.
- Cóż - skwitowała Padmé, brodząc ku brzegowi. Jej śladem - jak zawsze -
podążała Sabé. - Już niedługo wszyscy odpoczniemy.
W końcu poruszyła temat, którego każdy unikał niczym zagłodzonego
veermoka. Bo przecież nadciągał koniec i ani piękno Krainy Jezior, ani
najlepsze możliwe towarzystwo nie były w stanie go odwlec. Po wyborach i ogłoszeniu nowej władczyni planety Padmé Amidala będzie musiała znaleźć
sobie inne zajęcie, inny zawód lub inne powołanie. To samo dotyczyło
większości osób z jej świty. Niektórzy, w tym kapitan Panaka, z przyjemnością oczekiwali emerytury - no, na tyle, na ile mieszkańcy
Naboo w ogóle na nią przechodzili. Padmé zgadywała, że Panaka już
otrzymał kilka ofert pracy, ale obecnie nie byli ze sobą w wystarczającej komitywie, by rozmawiać o rzeczach tak osobistych. Młodsi
dworzanie, w tym Eirtaé i Saché, myśleli o przyszłości na własnych
warunkach. Muzyka, medycyna, rodzicielstwo, rolnictwo i wszelkie możliwe
kombinacje tychże - nadchodziła pora na spełnianie marzeń. Nadciągały
zmiany - i to szybko. Nikt, nawet Sabé, nie odważył się spytać królowej
o jej własne plany.
Rabé wstała i podążyła śladem władczyni. Eirtaé zanurkowała po raz
ostatni, jakby chciała się pożegnać z jeziorem, i dołączyła do reszty
dwórek, powoli wychodzących na brzeg. Nie musiały się jeszcze zbierać,
skoro królowa miała pod ręką strażników i Sabé, ale gdy tylko mogły,
wybierały służbę u jej boku, a ta przecież już niedługo miała dobiec
końca.
Z dala od rezydencji nad jeziorem trwały wybory. Naboo chlubiło się
długą tradycją rządów o dobrze działających mechanizmach. Odbywające się
co dwa lata święto demokracji przebiegało sprawnie, nawet jeśli wziąć
pod uwagę fakt, że Gunganie głosowali dopiero po raz drugi w dziejach
planety. Choć niewielu postanowiło spełnić ten obywatelski obowiązek,
Padmé wiedziała, że jej starania, by zapewnić im prawa wyborcze, były
doceniane, bo powiedział jej to wprost Boss Nass. Pod koniec jej
czteroletnich rządów Naboo nie było tak zjednoczone, jak by sobie tego
życzyła, ale ludzie okazywali zadowolenie z jej dokonań.
Okazało się, że aż za bardzo. Pewna frakcja próbowała wprowadzić
poprawkę do konstytucji, umożliwiającą jej ubieganie się o trzecią
kadencję. Próbowano tego wcześniej dokonać tylko raz, w bardzo
burzliwych czasach w dziejach planety, a obecnie Padmé nie widziała
najmniejszego powodu, by walczyć o coś, czego nie chciała, i co, jej
zdaniem, było niewłaściwe. Poświęciła Naboo cztery lata. Najwyższa pora,
by świat poddał się innej wizji, by trafił w inne ręce. Na tym polegał
duch demokracji na Naboo. Lepsze krótkie kadencje niż długoletnia,
skostniała władza, a Padmé nie miała problemu z tym, by teraz odegrać
rolę odchodzącej królowej.
- Nie kusiło cię? Ani trochę? - spytała Sabé, gdy posłaniec dostarczył
Padmé treść poprawki, a królowa zwróciła dokument bez podpisu, rzuciwszy
nań jedno spojrzenie. Do tej pory pytanie było najbliższe temu, co
przypominałoby rozmowę o jej przyszłości.
- Oczywiście, że kusiło - przyznała. Usiadła wygodnie w fotelu, a Sabé
wróciła do rozczesywania jej włosów. - Gdy czytałam projekt, do głowy
przyszło mi co najmniej dziesięć rzeczy, które mogłabym osiągnąć podczas
kolejnej kadencji. Ale nie pozostawiamy po sobie takiego dziedzictwa.
Nie tutaj. Służymy przez pewien czas i pozwalamy służyć innym.
Sabé nie powiedziała nic więcej.
A teraz, opatulone w barwne sarongi na plaży, założyły sandały i podążyły za strażą ku rezydencji. Gdy dotarły do stóp porośniętego trawą
wzgórza, gdzie zaczynały się szerokie kamienne schody, Padmé zatrzymała
się, by oczyścić stopy. Pozostali zatrzymali się wraz z nią.
- Piasek - wyjaśniła.
- Jestem pewna, że droidy sprzątające docenią twój gest, Wasza Wysokość
- odparła z dworską powagą Eirtaé. Nieliczni poznali się na jej żarcie.
Po tej stronie rezydencji schody nie były bardzo strome. Port - w tym
wypadku przeznaczony dla jednostek pływających, bo nie oferował wiele
miejsca jednostkom powietrznym - znajdował się po przeciwnej stronie
posiadłości. Tamte schody wykuto bezpośrednio w skale, na której stała
willa, a te celowo ukształtowano jako ścieżkę wiodącą ku plaży, więc
zarazem były piękniejsze i łagodniej opadały. Padmé i Mariek szły jako
pierwsze. Za nimi podążał Panaka, a reszta dwórek i strażnicy dreptali
ich śladem niczym kaczątka.
Sabé zatrzymała się u stóp schodów, by porządnie zasznurować sandały.
Uwadze Padmé nie umknął lekki grymas na twarzy dwórki, gdy ta
spostrzegła, że nadal ma piasek między palcami stóp. Sabé wytrzepała
buty najlepiej, jak mogła, i zaczęła się wspinać po schodach niemal
spacerowym tempem. Rzadko kiedy pozwalała błądzić myślom w obecności
królowej, ale tu i teraz, gdy nic im nie groziło i miało dojść do
pokojowej zmiany na tronie, Padmé była zadowolona, że jej przyjaciółka
odpoczywa. Zrównał się z nią sierżant Tonra. Nieco wyższy od Panaki,
miał białą, zazwyczaj bladą skórę, choć po dwóch tygodniach na słońcu
jego twarz zdecydowanie poczerwieniała. Dopiero co opuścił rezydencję i zszedł na plażę, gdy Padmé postanowiła wrócić do willi, ale nawet nie
złapał zadyszki.
- Wasza Wysokość otrzymała kilka wiadomości - mówił półgłosem do Sabé,
ale Padmé i tak go usłyszała. - Żadna nie jest pilna, ale jedna dotyczy
spraw służbowych i królowa będzie musiała ją otworzyć osobiście.
- Dziękuję, sierżancie - odparła rzeczowo Sabé. - Zajmiemy się nimi przy
najbliższej sposobności.
Tonra skinął głową, ale nie zwolnił kroku. Padmé spodziewała się, że
Sabé zaraz się zjeży, jak zawsze gdy myślała, że ktoś uzurpuje sobie jej
rolę ochroniarza, choć była bardziej wyrozumiała dla osób, które tak jak
Tonra brały udział w bitwie o Naboo. Sabé troszczyła się o prywatność
Padmé tak samo, jak Padmé o jej własną - choć z innych powodów. "Możliwe
- uznała Padmé - że Sabé w końcu pozwala sobie na to, by podziwiać
widoki".
W miarę jak wspinali się schodami, za ich plecami rosło jezioro, którego
wody odbijały niebo tak idealnie, że gdyby nie pojedyncze fale, można by
dojść do wniosku, że niebo i woda jakimś cudem zamieniły się miejscami.
Zielone wzniesienia, które pięły się w górę od samego brzegu, zanurzały
się w głąb wód. Pojedynczym puchatym chmurom na błękitnym niebie
towarzyszyły chmury w błękitnym zwierciadle. Wyglądało to tak, jakby
ktoś przyłożył do siebie dwie misy, których krawędzie wyznaczają
porośnięty lasem widnokrąg. Spomiędzy drzew nie wystawały żadne budowle
powstałe za sprawą ludzkich rąk. Wyjątek stanowiła posiadłość, ku której
teraz zmierzali. Niebo nie było usiane statkami, latającymi droidami
nagrywającymi ani czymkolwiek, co mogłoby zakłócić sielankowy spokój
niechcianym hałasem.
Samą posiadłość zbudowano z żółtego kamienia. Miała dachy z czerwonej
dachówki i wieże o patynowanych kopułach. Składała się z kilku sekcji o różnych funkcjach - od mieszkalnych po kuchenną - połączonych szeregiem
misternych ogrodów. Była własnością rządu, a Padmé odpoczywała w niej
przez większość swojej kariery, począwszy od czasów, gdy jako dziecko
brała udział w programie młodych legislatorów. Nie należała do niej
choćby w części, ale dziewczyna wpłynęła na układ mebli i dekoracje na
różne subtelne sposoby. Nie ulegało wątpliwości, że szczerze kochała to
miejsce. Było dla niej ostoją, oazą. Zawsze przybywała tu, by odpocząć,
a choć obecna wizyta teoretycznie była najbardziej relaksującą w jej
karierze, niczyjej uwadze nie umknęło, że nie może odnaleźć spokoju.
Królowa przybyła tutaj przed dwoma tygodniami na tradycyjny odpoczynek
pod sam koniec kampanii wyborczej - a tego dnia w końcu odbywały się
same wybory. Padmé oficjalnie zachowywała neutralność w kwestii jej
następcy czy następczyni, choć oczywiście spełniła obywatelski obowiązek
i zagłosowała. Wcześniej droid już opuścił posiadłość z ich kartami
wyborczymi, ale odkąd trafili na miejsce, nie rozmawiali o polityce
więcej, niż było to absolutnie konieczne, a tego poranka nie rozmawiali
o niej wcale. Po pierwszej kadencji Padmé nie miała oficjalnych
kontrkandydatów, choć niektórzy głosujący dopisywali na kartach
własnych, co zdarzało się zawsze. A teraz, po raz pierwszy odkąd
rozpoczęła naukę, nie brała czynnego udziału w procesach politycznych
własnego świata. Podobało się jej to - a jednocześnie budziło w niej
głęboki niepokój, którego nie potrafiła ubrać w słowa.
Miała nadzieję, że pomoże jej wysiłek fizyczny związany z pływaniem. Od
kilku miesięcy nawet nie próbowała pokonać odcinka od rezydencji do
wyspy, choć jej dwórki zawsze chętnie podejmowały wyzwanie. Pomyślała,
że przynajmniej zmęczy się na tyle, by się zrelaksować. Zamiast tego jej
myśli jedynie uległy przeorganizowaniu. Nie pomógł nawet atak Saché.
Zajmowało ją zbyt wiele. W końcu kim tak naprawdę była, gdy nie pełniła
funkcji królowej Naboo? Do świata polityki wkroczyła w tak młodym wieku
i z takim zapałem, że nie miała innej tożsamości poza polityczną. Do
Theed wzięła ze sobą pięć dwórek. One też, rzecz jasna, zostały
ukształtowane przez role, jakie przyszło im pełnić - do tego stopnia, że
na jej cześć przyjęły podobne imiona. Kim były, gdy mogły być sobą?
Wszyscy wiedzieli, że Rabé pragnęła zostać zawodowym muzykiem, Yané
marzyła o domu pełnym dzieci, w którym ponadto dobrze czułaby się Saché,
i tak dalej, i tak dalej, jednak Padmé nie widziała się w żadnej z tych
ról. Czy w ich życiu, gdy już przestaną służyć królowej Amidali, nadal
będzie miejsce dla niej, dla Padmé? A nawet jeśli, kim stanie się ona
sama?
- Potkniesz się, jeśli nie przestaniesz śnić na jawie - odezwała się
idąca obok Mariek. - A to dopiero byłby koniec twoich rządów.
Wykopyrtnięcie się na schodach, bo za bardzo myślałaś o rzeczach, które
już nie są twoim zmartwieniem.
- To silniejsze ode mnie - przyznała. Nie mogła się powstrzymać. - Ale
masz rację. Poczekam, aż będę całkowicie sama, nim znów odpłynę tak
daleko.
- Nigdy nie będziesz sama, moja pani - stwierdziła Mariek. - I nie
chodzi mi wcale o ten cały blichtr. - Wykonała nieokreślony gest,
obejmując orszak królowej, i uśmiechnęła się szeroko. - Będzie inaczej,
ale ty też będziesz inna. I jesteś na tyle mądra, że to wszystko sobie
ułożysz.
- Dziękuję - powiedziała Padmé. - Dziwnie jest pragnąć dwóch rzeczy,
które są od siebie tak odległe. Jestem gotowa odpocząć, ale jednocześnie
mam wrażenie, że mogłam zrobić więcej.
- Wiem - odparła Mariek - i właśnie dlatego i tak wpisałam cię na kartę.
- Oddałaś nieważny głos! - zaprotestowała Padmé, zatrzymując się nagle w miejscu. Wszyscy idący ich śladem też przystanęli i spojrzeli w górę, by
się przekonać, co takiego się stało, że królowa wstrzymała ruch. - I nie
powinnaś mi mówić, na kogo zagłosowałaś.
Mariek zaczęła się śmiać, a Quarsh podszedł do niej, by wziąć żonę pod
rękę.
- Nie przedrzeźniaj królowej, kochanie. Wiem z doświadczenia, że ma
swoje sposoby, by odpłacić pięknym za nadobne. Tak, czasu już mało, ale
nie wątpię w jej możliwości. - Przez krótką chwilę znów był jej
kapitanem, tym, który przeszkolił je wszystkie, nim gotowość do walki
ustąpiła miejsca paranoi. Padmé szalenie za nim tęskniła.
Mariek zaśmiała się jeszcze głośniej.
- Moja pani? - Panaka zaoferował królowej drugą rękę. - Wiem, że nie
jest ci potrzebna, ale jestem najszczęśliwszy, gdy wiem, że mogę ci
zaoferować wsparcie.
- Oczywiście, kapitanie - zgodziła się dość formalnym tonem Padmé.
Wzięła go pod rękę i wznowili podejście. - Ponieważ koniec mojej
kadencji zbliża się nieubłaganie, wypada, żebym we wszelkich kwestiach
wykazywała się wstrzemięźliwą oceną.
- Zawsze tak postępowałaś, moja pani, nawet gdy się ze sobą nie
zgadzaliśmy - odparł Panaka. Zabrzmiało to prawie jak zawieszenie broni.
- I dlatego ja też zapisałem twoje imię na karcie.
Królowa Naboo zaśmiała się w świetle słońca, przystając przed rezydencją
wraz ze strażnikami i towarzyszkami. Furta była otwarta na oścież, bo
było to miejsce spokoju i kontemplacji, które nigdy nie wymagało obrony
przed wrogiem. Przed nimi rozpościerały się cichy dziedziniec oraz
skąpane w słońcu ogrody, gdzie mieli czekać na wyniki wyborów. Za nimi
zaś znajdował się świat, który decydował o tym, jaki kształt przyjmą
wieści. Królowa Amidala po raz ostatni wkroczyła do środka jako
władczyni planety.
Rozdział 2
ROZDZIAŁ 2
Holowiadomość wymagająca kodu bezpieczeństwa królowej pochodziła od
samego kanclerza Palpatine'a i choć była krótka, głosiła, że wkrótce
zjawi się on osobiście z formalną wizytą w posiadłości nad jeziorem.
Palpatine przeprosił za to, że informuje o tym w ostatniej chwili. Holo
wywołało drobne poruszenie - szczególnie dlatego, że większość świty
nadal była w strojach kąpielowych - ale Padmé zawsze otaczała się
wytrawnymi profesjonalistami, którzy potrafili się odnaleźć w każdej
sytuacji.
Rabé rozczesywała włosy królowej i zastanawiała się nad obecnym
wyzwaniem. Gdy się pakowały, wraz z Yané zgodziły się, by ograniczyć
liczbę strojów wszystkich, w tym i Padmé, wobec czego nie pomyślały o kreacjach, które nadawałyby się do przyjęcia gościa najwyższego
szczebla. Nie spodziewały się, że na tym etapie kampanii wyborczej
dojdzie do wizyty politycznej tej rangi. Jednak sama obecność kanclerza
Palpatine'a wymagała pewnego poziomu formalności i teraz Rabé znalazła
się w kłopotliwej sytuacji.
Czasami nie potrafiła do końca wytłumaczyć, z czym wiąże się służba w charakterze dwórki królowej. W jakimś stopniu była ochroniarzem,
doradcą, ale dbała też o estetykę. I w jakimś stopniu jej praca polegała
na tym, by wszystkie te role wyważyć. Obcoświatowcy, a nawet mieszkańcy
Naboo czasami przewracali oczami na widok wózka bagażowego królowej.
Bele tkanin i misterne nakrycia głowy można by uznać za przejaw
rozrzutności czy dekadencji, w zależności od podejścia obserwatora, ale
każdy element stroju pełnił określoną funkcję, podobnie jak jego
umiejscowienie. Większość materiałów poddawano chociażby obróbce żywicą,
która uodparniała je na strzały z blasterów. W misternie zdobionych
broszach mogły kryć się urządzenia nagrywające albo emiter tarczy
osobistej. Najcięższe suknie niejako tworzyły ochronną barierę wokół
królowej. Miały coś w rodzaju "systemu ewakuacyjnego", tak by Padmé
mogła je szybko zrzucić i zostać w praktycznym stroju spodnim,
zapewniającym swobodę ruchów w razie sytuacji awaryjnej. Nakrycia głowy
odwracały uwagę od twarzy królowej, co ułatwiało pracę sobowtórkom. Rabé
podchodziła do garderoby i akcesoriów władczyni w ten sam sposób, jak do
królewskiego pistoletu: były niezbędne i przydatne, gdy korzystało się z nich z pełną świadomością i sprytem.
- Yané, zabierz się, proszę, do pracy nad warkoczami Saché i Eirtaé -
poinstruowała. W drzwiach stanęła młoda strażniczka. Złożyła dłonie
nisko na brzuchu. Rabé od razu się domyśliła, że kanclerz właśnie
wylądował. - Prosta suknia trzyczęściowa i nefrytowe spinki do włosów.
Poradzisz sobie sama, gdy już skończysz?
- Jasne - odparła Yané. - No, mogę potrzebować pomocy ze spinkami z tyłu.
- Pomogę jej - zaoferowała Saché. - Ćwiczyłam.
- Świetnie - podsumowała Rabé. - Załóżcie ciemnoczerwone szaty, ale nie
naciągajcie kapturów. Niech przygotuje je jedna z was, która już ma
warkocz.
Saché zdążyła usiąść, więc Eirtaé wstała i poszła do garderoby.
Wszystkie słyszały brzęczenie, gdy droid zawiadujący pomieszczeniem
szykował wybrane stroje.
- Sabé, musimy przygotować suknię spacerową. To najwykwintniejsza rzecz,
jaką spakowałyśmy, a nie spodziewamy się zagrożeń. Zobacz, czy
dobierzesz do niej żakiet, by przykryć plecy, a potem przyszykuj dla nas
zielone szaty. Będziemy w kapturach, choć jest na to za ciepło.
Sabé spuściła stopę z łóżka, na którym rozczesywała włosy, i zniknęła w garderobie za Eirtaé.
- A ja? - spytała zirytowanym tonem Padmé. - Nie chcę ci przeszkadzać.
- Oj, cicho tam - odparła Rabé. - To takie typowe dla kanclerza, że
pojawia się bez zapowiedzi właśnie wtedy, gdy jesteśmy zupełnie na to
nieprzygotowane!
- Wrócił do domu, by wziąć udział w wyborach - stwierdziła Padmé - ale
nie ma czasu, by potem zostać na inauguracji. Może powinnyśmy były się
spodziewać jego wizyty, ale przecież to nie twoja wina, że nie czytałaś
mu w myślach, gdy jeszcze nie wylądował.
Rabé prychnęła zupełnie nie tak, jak na damę przystało, i wróciła do
rozczesywania włosów Padmé. Nie podobało jej się to, że została
zaskoczona, choć trzeba było przyznać, że zdarzało się to niesłychanie
rzadko. Wykonując wystudiowane, doskonalone przez lata ruchy, splotła
pół tuzina warkoczy i związała je złotymi i srebrnymi wstążkami.
Następnie upięła je, tworząc sześć szerokich pierścieni, które okalały
twarz i głowę Padmé. W ten sposób powstała iluzja rozmiaru, który
zazwyczaj zapewniały brakujące teraz nakrycia głowy. Rabé dodała kolejne
wstążki, by opadały kaskadami po plecach królowej.
- Proszę - powiedziała Sabé, unosząc kremowy szal. - Będzie pasował?
- Tak. Tak sądzę - odparła Rabé. - Poradzicie sobie, a ja się
przygotuję?
Sabé przytaknęła, a Padmé wstała. Założyła już koszulkę, ale ponieważ
wybrany strój nie miał pleców, musiała rozebrać się do pasa. Sabé
rozłożyła kreację na podłodze, by królowa mogła stanąć pośrodku. Dwórka
naciągnęła suknię na jej ramiona i zapięła zamek na szyi, po czym
zadbała o szal i wstążki. Musiała wspiąć się na stołek, by pomalować
Padmé twarz, bo ta nie ufała sobie na tyle, by usiąść w stroju, ale w końcu po dziesięciu minutach przed dwórkami stanęła królowa Amidala w całej okazałości.
Padmé przyglądała się, jak Yané kończy pleść warkocze Eirtaé, po czym
siada, by z kolei Saché mogła ją uczesać. Potem wszystkie trzy kobiety
przebrały się w czerwone szaty, a Sabé i Rabé naciągnęły zielone
kaptury, by ukryć twarze w cieniu. Tak, zdecydowanie było im za ciepło,
ale nie mogły nic na to poradzić. Przynajmniej Sabé musiała postępować w ten sposób podczas wszystkich publicznych wystąpień - nawet teraz, pod
sam koniec kadencji, gdy Padmé wątpiła, że kiedykolwiek jeszcze
przyjdzie im się zamienić miejscami.
- Nie po to przez cały czas uważałyśmy, by teraz przestać, Wasza
Wysokość - skwitowała Sabé. Na jej własną prośbę dwórki zwracały się w ten sposób do Padmé tylko wtedy, gdy były w towarzystwie albo gdy miała
na sobie pełny makijaż. Ceremonialny ton dodał słowom Sabé dodatkowej
wagi, przez co dziewczyna wydawała się zbyt dojrzała jak na swoją młodą
twarz. Głos był jednym z elementów żywego, ruchomego przebrania.
- Wiem - zgodziła się Padmé - ale dla waszego komfortu postaram się, by
spotkanie trwało tak krótko, jak to możliwe.
Trzy dwórki ruszyły przed siebie. Miały już stać w sali, gdy Padmé
wejdzie do środka, a Sabé i Rabé zamkną tyły. Ciemna zieleń tylnej
ściany salonu audiencyjnego niemal dorównywała odcieniem ich szatom.
Gdyby kanclerz poprosił o prywatną rozmowę, ich obecność mogłaby
pozostać niezauważona, szczególnie gdyby trzy inne dwórki opuściły salę
na wyraźną prośbę gościa. Rozległo się pukanie do drzwi i na sygnał
królowej w pomieszczeniu zjawił się Panaka.
- Kanclerz Palpatine czeka na audiencję od niemal dwudziestu minut,
Wasza Wysokość - zameldował. - Towarzyszą mu obecnie Mariek i Tonra.
Wydaje się zniecierpliwiony, ale rozumie konieczność zwłoki.
- Dziękuję, kapitanie. - Królowa Amidala przemawiała osobliwie
beznamiętnym tonem. Był to głos, który Padmé i Sabé opracowały wspólnie,
by mogły się nim bezbłędnie posługiwać, choć pozostałe dwórki opanowały
go tylko w mniejszym lub większym stopniu. - Proszę odprowadzić nas do
salonu, abyśmy mogły czym prędzej zakończyć oczekiwanie kanclerza.
Panaka przepuścił Amidalę w drzwiach, ale potem od razu zrównał z nią
krok, gdy przemierzali szerokie marmurowe korytarze. Eskortowało ich
dwoje strażników z przodu, a dwoje innych zamykało tyły. Ich buty
wystukiwały ostre staccato, które kontrastowało z gracją, z jaką stąpały
Sabé i Rabé. Obrali nieco okrężną trasę, by nie wychodzić na zewnątrz -
Rabé jak zawsze dobrze się spisała, ale nie była pewna, czy wstążki
poradziłyby sobie z wiatrem silniejszym od łagodnej bryzy. Nim dotarli
do salonu audiencyjnego, pozostali domownicy już zebrali się na miejscu.
Amidala zasiadła na tronie, a Panaka przystanął po jej prawej stronie.
Ubrane w zielone szaty dwórki królowej zatrzymały się z tyłu podium.
Dzięki naciągniętym kapturom zlewały się z dekoracjami pomieszczenia.
- Wasza Wysokość. - Dźwięczny głos Mariek zwrócił uwagę zebranych. - Z przyjemnością zapowiadam kanclerza Palpatine'a.
W Theed nie uniknęliby o wiele okazalszego ceremoniału. Powitaniu
kanclerza towarzyszyłaby muzyka - możliwe, że zagrano by utwory z jego
własnej prowincji albo takie, które obecnie były w modzie - no i w sali
tronowej zebrałoby się znacznie więcej gości. Niemniej brak pompy nie
przeszkadzał Amidali, a nie wyglądało na to, by przejmował się tym
również kanclerz. Starszy mężczyzna wkroczył do salonu nieśpiesznym
krokiem. Podążał za nim sierżant Tonra. Gość skierował się ku podium, na
którym znajdowała się królowa.
- Wasza Wysokość - powiedział i skłonił się nisko. - Dziękuję
serdecznie, że zgodziłaś się, pani, mnie przyjąć. Wiem, że w obecnych
okolicznościach moja prośba była nietypowa, ale obawiam się, że nie mogę
zostać na Naboo na tyle długo, by złożyć wizytę o bardziej stosownej
porze.
- Jak zawsze jesteśmy zaszczyceni pańską obecnością, kanclerzu - odparła
Amidala. - Pańska pozycja w Senacie Galaktycznym zapewnia Naboo ogromny
prestiż. Z przyjemnością odwdzięczamy się za ten fakt tak, jak tylko
możemy.
Palpatine uśmiechnął się z satysfakcją. Padmé poczuła, jak stojący obok
Panaka nieco się odpręża. Dobry nastrój kanclerza z pewnością oznaczał,
że nie działo się nic złego, a sam gość najwidoczniej po prostu chciał
złożyć wyrazy uszanowania przed odlotem na Coruscant.
- Czy mógłbym prosić Waszą Wysokość o prywatną audiencję? - spytał
zgodnie z oczekiwaniami Palpatine. - Nie zamierzam niepokoić dobrego
kapitana, prosząc o spacer po przepięknych ogrodach, ale może
zdołalibyśmy porozmawiać tutaj?
Padmé demonstracyjnie wychyliła się w stronę Panaki, który zwrócił się w jej kierunku.
- Do tej pory wszystko przebiega zgodnie z oczekiwaniami - powiedział
kapitan, przysłaniając usta dłonią w rękawicy. Tak naprawdę nie musieli
ze sobą rozmawiać, ale oboje na tyle doskonale opanowali sztukę sprawiania wrażenia, iż się konsultują, że i tym
razem odruchowo powielili stary nawyk.
- Zgadza się - odparła Padmé. - Będziemy tu tak długo, jak długo będzie
chciał rozmawiać.
- W porządku - przytaknął Panaka. - Choć nie pozwolę, by zajął ci dłużej
niż dwadzieścia minut, moja pani.
- Dziękuję, kapitanie - powiedziała Padmé.
Gdy się wyprostowała, przemówiła jako królowa Amidala.
- Przyjaciele, jeśli pozwolicie, dajcie nam proszę chwilę prywatności z kanclerzem.
Zgromadzeni członkowie świty skłonili się i zaczęli opuszczać salę.
Panaka wyszedł jako ostatni. Gdy schodził z podestu, zatrzymał się na
moment, by wymienić uściski dłoni z kanclerzem. Wkrótce salon
opustoszał. Zostały w nim cztery osoby, spośród których dwie sprawiały
wrażenie niewidocznych do tego stopnia, że równie dobrze mogły być
niewidzialne.
Palpatine wkroczył na podium, choć nie podszedł do królowej na
wyciągnięcie ręki.
- Wiem, że moje wizyty bywają kłopotliwe, ale cieszę się, że cię widzę,
pani - powiedział.
Przystanął na tyle blisko, by nie musieli podnosić głosu, więc Padmé
odezwała się własnym, jak do przyjaciela.
- To żaden kłopot - zapewniła. - Szczerze mówiąc, dzisiejszego dnia
pewna odmiana była mi potrzebna i jest mile widziana.
- Wyobrażam sobie - odparł kanclerz. - Chociaż tak po prawdzie to nie,
nie wiem, jakie to uczucie. Wybór na stanowisko kanclerza ma zupełnie
inny przebieg. Ja już nigdy nie będę ubiegał się o urząd. Ale mogę
poudawać, że sobie wyobrażam.
- Cieszę się, że zdołał pan, kanclerzu, wrócić do domu, by zagłosować -
powiedziała Padmé. - Myślałam, że odda pan głos zdalnie.
- Wielkie gesty to jedna z zalet bycia u władzy, Wasza Wysokość -
oznajmił Palpatine. - Zresztą nie zaszkodzi świecić obywatelskim
przykładem.
Zawahał się przez chwilę - na tyle długą, że zauważyła, ale niczego nie
powiedziała. Czekała, aż zbierze myśli.
- A zastanawiałaś się już, pani, co ze sobą poczniesz? - spytał.
Padmé była zbyt dobrze wyszkolona, by się zgarbić, ale wprawione oko
zauważyłoby, że skuliła się nieco na dźwięk tych słów. Oczywiście, że
myślała o tym nieustannie, ale jeszcze nikt nie zadał jej tego pytania
wprost, a teraz nie miała wyboru - musiała odpowiedzieć. Nosiła się z zamiarem, by wcześniej porozmawiać choćby z Sabé, nim poruszy temat z innymi osobami, ale została przyparta do muru. Żywiła nadzieję, że Sabé
zrozumie. W końcu nie po raz pierwszy musiała powiedzieć coś jako
Amidala, co wolałaby powiedzieć jako Padmé.
- Moimi najlepszymi atutami od zawsze były determinacja i umiejętność
negocjacji. - Padmé nadal mówiła własnym głosem, ale Amidala znajdowała
się blisko powierzchni. - Wiem, że gdybym się zmobilizowała, mogłabym
opanować dowolną inną profesję, ale nie byłaby tak bliska mojemu sercu.
- Wyjątkowa kultura Naboo umożliwia rozmaite sposoby ekspresji - odparł
Palpatine - jednak są i tacy, w tym ja, którzy, gdy już wejdą w politykę, pozostają w niej przez całe życie.
- Mnie ogranicza kadencyjność urzędu - przyznała Amidala. - I wiem, że
najwyższa pora przekazać obowiązki królowej komu innemu. Ale sądzę, że
znajdzie się coś, czym mogłabym się zająć. Już niemal skończyłam robić
wstępne plany.
- Jeśli mogę w czymś pomóc, Wasza Wysokość... - zaczął Palpatine.
Uśmiechnął się, a właściwie wykrzywił usta w sposób, który zaniepokoiłby
ją, gdyby go tak dobrze nie znała. Zawsze planował do przodu. - ...zrobię
to z przyjemnością.
- Jako królowa Naboo musiałam poświęcić się tej planecie, przedkładając
jej potrzeby ponad wszystkie inne - powiedziała Amidala. Żałowała, że
nie widzi twarzy Sabé. - Jednak nigdy nie przeszłam do porządku
dziennego nad sytuacją panującą na Tatooine - nie odkąd opuściłam tę
planetę przed czterema laty. Niewolnictwo to plaga, kanclerzu. Kładzie
się cieniem na ideałach Republiki. Nie mogę wprowadzić zmian drogą
oficjalną, biorąc pod uwagę stan większości planet Zewnętrznych Rubieży,
ale mogę korzystać z tych zasobów, które są mi dostępne, by zwrócić
wolność tylu osobom, ilu tylko zdołam, a także by znaleźć im nowe domy,
o ile będą tego chciały.
Gdy wypowiedziała te słowa, poczuła, jak z jej barków spada wielki
ciężar. Usłyszała w sercu krótki szept, gdy pozwoliła sobie na myśl o młodym chłopcu, któremu było chłodno w przestrzeni kosmicznej, a także o matce na tyle odważnej, by pozwoliła mu odejść tam, gdzie sama pójść nie
mogła.
- Zamierza pani ich wykupić? - dopytał Palpatine.
- Nie lubię tego określenia, ale tak - potwierdziła. Nie było widać, że
wzdrygnęła się na dźwięk jego słów.
- Szlachetne powołanie, Wasza Wysokość - ocenił Palpatine - choć
obarczone wieloma trudnościami, biorąc pod uwagę granice naszej
sprawczości.
- Mogę temu poświęcić resztę życia, jak pan to ujął - przypomniała mu
Padmé.
- Wasza Wysokość - odparł kanclerz - może zainteresuje cię informacja,
że obecnie złożyłem w Senacie projekt ustawy, mającej zająć się tą
właśnie kwestią. Skupi się na transporcie tych nieprzyjemnych "ładunków"
w przestrzeni Republiki. Mam nadzieję, że w namacalnym stopniu przyczyni
się do załagodzenia problemu. Nie ma potrzeby, byś zajmowała się tym,
pani, osobiście.
- Wiem, jak działa Senat, kanclerzu. - Słowa te, wbrew sobie, Padmé
wypowiedziała najchłodniejszym tonem Amidali. Palpatine wyprostował się
niemal niezauważalnie. - Stawałam przed nim i desperacko apelowałam o ochronę życia mojego ludu, składającego się w końcu z obywateli
Republiki, a Senat nie zrobił nic. Możliwe, że moje starania nie
przyniosą dużych efektów, ale będą moje.
- Oczywiście, Wasza Wysokość. - Palpatine się skłonił. Uniósł wzrok i znów się zawahał. - Przepraszam, ale jednak przylatuję ze złymi
wieściami.
- Proces? - spytała. Była tylko jedna rzecz, która mogła go skłonić do
powrotu pod pretekstem udziału w wyborach - obecny stan zarzutów
przeciwko Neimoidianom, którzy najechali ich planetę przed czterema laty
i próbowali pozbawić ją życia.
- Tak, Wasza Wysokość - potwierdził. - Proces Nute'a Gunraya skończył
się niejednomyślnością wśród członków ławy przysięgłych. Nie najlepszy
wynik, rzecz jasna, ale też nie najgorszy, biorąc pod uwagę siłę zespołu
prawnego Federacji Handlowej. Prawnicy Republiki muszą zebrać siły, ale
już planują kolejne kroki.
Amidala nie mogła gniewać się w miejscu publicznym, więc Padmé przybrała
kamienny wyraz twarzy.
- Dziękuję, kanclerzu - powiedziała beznamiętnym, twardym jak skała
tonem. - Doceniamy pana nieustające starania na rzecz naszego świata.
- Żałuję, że akurat w takim dniu nie przybywam z lepszymi nowinami -
oznajmił Palpatine. Wyprężył się jak struna. - Wasza Wysokość, Naboo
wiele ci zawdzięcza, a jako jeden z twoich poddanych smucę się, że to
koniec twej kadencji. Życzę wszystkiego dobrego we wszystkim, czego się
podejmiesz, czymkolwiek by to nie było.
Amidala skinęła głową, by zarazem przyjąć słowa kanclerza i go odprawić.
Palpatine opuścił podium, by wyjść z sali. Gdy tylko drzwi się za nim
zamknęły, u boku Padmé zjawiła się Rabé. Stała na tyle daleko, że nie
słyszała stonowanego głosu Palpatine'a, ale też nikt nie wspominał
otwarcie o tym, że potrafi czytać z ust. Nie było to wprawdzie narzędzie
najprecyzyjniejsze, ale w połączeniu z lorrdiańską zdolnością czytania
mowy ciała ułatwiało Rabé wgląd w intencje innych w stopniu, jakiego ci
nie podejrzewali.
- Coś go niepokoi - powiedziała. - Coś nie postępuje tak szybko, jak by
sobie tego życzył.
- Można to powiedzieć o wielu rzeczach - skwitowała Padmé. Usiadła
wygodnie na tronie i poczuła na szyi delikatny dotyk wstążek. - Niech
kanclerz realizuje swoje plany, a my zostaniemy przy własnych.
- Wrócę do garderoby, by przygotować suknię ogrodową - dodała Rabé.
- Dziękuję - odparła Padmé. - Poprosisz, by podali nam lunch na tarasie?
Wiem, że jest późno i pozostali już się pewnie posilili, ale umieram z głodu, a pogoda jest zbyt ładna, by jeść w środku.
- Oczywiście - potwierdziła Rabé i oddaliła się bezszelestnie.
- Myślisz, że to głupi pomysł? - spytała Padmé.
- Uważam, że szalenie niepraktyczny - przyznała Sabé. Pojawiła się u jej
boku i pomogła jej wstać. - Ale większość twoich pomysłów jest właśnie
taka. A do tej pory szło ci całkiem dobrze.
Nigdzie się nie śpieszyły, tym bardziej że Rabé potrzebowała dłuższej
chwili, by zarządzić przygotowanie lunchu. Zresztą w końcu znalazły
chwilę na rozmowę, którą Padmé tak bardzo chciała przeprowadzić, nim
zjawił się Palpatine.
- Skąd Rabé wytrzasnęła tyle wstążek w tak krótkim czasie? - spytała
Sabé. Zatrzymała się, by podnieść te, które spadły na podłogę.
- Już dawno przestałam się nad tym zastanawiać - stwierdziła Padmé. - O wiele łatwiej przyjąć do wiadomości, że wykonuje powierzone jej zadania,
niż zastanawiać się, jak to robi.
- Fakt - skwitowała Sabé.
Padmé zatrzymała się i odwróciła, by spojrzeć jej w oczy.
- Nie mam takich środków, by zwrócić im wszystkim wolność - powiedziała.
Nadal unikała słowa "wykupić".
- To dowiemy się, czego potrzebują na Tatooine, i im to sprzedamy -
odparła Sabé.
- My? - spytała Padmé, a serce podeszło jej do gardła.
- Oczywiście, że my - oznajmiła Sabé. -
Przecież od czterech lat nawet nie wiązałaś sobie sama sznurówek. Przyda
ci się wszelka możliwa pomoc.
- To niesprawiedliwe. I nieprawdziwe - zaprotestowała Padmé, choć się
zaśmiała. Opuściła podium, trzymając Sabé pod rękę. Czuła, jak
odczepiają się kolejne wstążki i rozwija jeden z warkoczy, a teraz, gdy
się poruszyła, szal wplątał się w tren sukni. - Większość moich butów
nie ma sznurowadeł.
- Możliwe - odparła Sabé - ale będę u twojego boku, dopóki będziesz mnie
potrzebowała. Szczerze mówiąc, czekałam, aż mnie o to poprosisz.
- Dziękuję, przyjaciółko. - Padmé przemawiała każdą cząstką swojego
istnienia.
- Chodź - powiedziała Sabé. - Twoje włosy to katastrofa. Ja też umieram
z głodu, a wygląda na to, że mamy o czym rozmawiać.
Po godzinie zasiadły na tarasie w promieniach słońca. Raczyły się dobrym
jedzeniem i długo rozmawiały. Rabé właśnie się chwaliła, że została
przyjęta do najbardziej prestiżowej akademii muzycznej w Theed, gdy
zjawił się sierżant Tonra. Sabé natychmiast mu zasalutowała, choć nie
zaprosiła go do stołu, by zasiadł obok. Było jasne, że w tej chwili
interesuje go tylko królowa. W rękach miał datapad.
Rozdział 3
ROZDZIAŁ 3
Podczas lunchu Eirtaé bacznie się wszystkim przyglądała. Gdy musiała,
potrafiła widzieć daną scenę w wielu szczegółach i oceniać poziom
zagrożeń, ale teraz mogła pozwolić sobie na to, by patrzeć jak artystka.
Uwielbiała światło Krainy Jezior. Choć rozumowo zdawała sobie sprawę, że
oświetla je to samo słońce, którego blask spowija Theed, sercem
dostrzegała drobne różnice. Wszystko wydawało się zieleńsze, ostrzejsze
i jaskrawsze. Samo jezioro było niemal zbyt jasne, by na nie patrzeć.
Marmur wręcz się mienił. Panakowie w tym świetle wydawali się
łagodniejsi, choć ani na chwilę nie opuszczali gardy. Saché rumieniła
się otwarcie, ilekroć spoglądała na nią Yané. Na widok szczęśliwych
przyjaciółek Padmé aż błyszczały oczy.
Tylko że w jej spojrzeniu Eirtaé dostrzegała też pewną ilość światła z Theed. Była z nimi Padmé - nie Amidala. Rozmawiała z nimi i śmiała się,
gdy nakłaniali strażników, by opowiedzieli, jakie mają plany, gdy już
zakończy się ich służba, ale jej oblicze było odrobinę bardziej
zachmurzone, niż powinno. Eirtaé odruchowo spojrzała na Sabé, pewna, że
druga dwórka będzie wiedziała, w czym rzecz, jednak ta jedynie pokręciła
głową w sposób, który oznaczał: "Później, gdy będziemy na osobności".
Eirtaé miała już wstać, by podziwiać widoki i zastanawiać się, jak je
uwiecznić na płótnie, ale akurat w tej chwili Sabé skupiła uwagę na
czymś innym. Eirtaé podążyła za jej wzrokiem.
- Sierżancie Tonra - zagaiła Sabé, po czym zamilkła.
Powód był oczywisty. Tonra trzymał w dłoniach datapad, a zrobiło się na
tyle późno, że lokale wyborcze zostały już zamknięte. Theed było
ostatnim regionem Naboo, jeśli chodzi o godziny głosowania. Biorąc pod
uwagę strefy czasowe, i tak kończyli do południa. Naboo szczyciło się
doprowadzeniem procesów demokratycznych do perfekcji.
Taras nie był idealnym miejscem na oficjalne deklaracje. Padmé mogła się
podnieść, a w ślad za nią wstaliby wszyscy, ale wtedy stanęłoby tyle
osób, że większość niczego by nie widziała. Eirtaé zdawała sobie sprawę
z myśli kłębiących się w głowie Padmé tak samo jak w jej własnej, więc
nie zdziwiła się, gdy ta przemówiła.
- Sierżancie, proszę odczytać wyniki - powiedziała. - Wiem, że wszyscy
chcemy je poznać.
Yané trzymała Saché za jedną dłoń, a Rabé - za drugą. Trudno było
powiedzieć, która z nich stresuje się bardziej.
- Jak Wasza Wysokość sobie życzy. - Tonra skłonił się i zwrócił w stronę, gdzie siedziała Saché. Pierwszą wiadomość skierował do niej
bezpośrednio. - Z przyjemnością ogłaszam, że odniosła pani zwycięstwo.
Została pani członkiem planetarnego zgromadzenia ustawodawczego.
Yané wydała doniosły okrzyk radości i zarzuciła ręce na szyję Saché, po
czym pocałowała dziewczynę w czoło. Rabé ustąpiła w porę, by umożliwić
przejście Mariek Panace, która, co było do niej zupełnie niepodobne,
uniosła Saché nad ziemię i zakręciła się z nią w przypływie radości.
Postawiła ją w tej samej chwili, gdy Padmé wstała i podeszła do
adresatki szczęśliwej wiadomości.
Królowa wyciągnęła ręce ku najmłodszej dwórce, a Saché niemalże rzuciła
się w jej ramiona. Nie uszło uwadze Eirtaé, że Padmé szepcze dziewczynie
coś na ucho - poradę, gratulacje albo jedno i drugie - ale nie
przejmowała się, że nie wie, co to takiego. Saché nadal miała na sobie
tę samą czerwoną szatę, co podczas niezapowiedzianej wizyty Palpatine'a,
a Padmé przebrała się w ciemnoniebieską suknię, idealną na piknik na
świeżym powietrzu. Eirtaé podobało się to połączenie barw.
Tonra czekał cierpliwie, gdy wszyscy składali gratulacje Saché, co
zajęło dłuższą chwilę. Po tym, co przeżyła podczas Okupacji, Saché była
bliska wszystkim członkom Królewskich Sił Bezpieczeństwa. W końcu
uratowała większości życie, gdy odmówiła ich wydania podczas
przesłuchania prowadzonego przez oprawców z Federacji Handlowej, co
przypłaciła bliznami. Pozostali odwzajemnili się jej za odwagę
lojalnością, która ustępowała jedynie lojalności wobec królowej, a gdy
Saché ogłosiła, że będzie ubiegać się o urząd, stanęli za nią murem.
Gdy wreszcie ucichła wrzawa, wszyscy zwrócili się w stronę czekającego
sierżanta.
- Pełna lista przedstawicieli dostępna jest do wglądu - oznajmił tamten
- jednak przede wszystkim mam zaszczyt ogłosić Waszej Wysokości, że jej
następczynią będzie królowa Réillata.
Na tarasie zebrali się sami zawodowi politycy, lecz Eirtaé była też
zawodową artystką, więc nie uszły jej uwadze drobne zmiany w wyrazach
twarzy wszystkich obecnych. Yané uniosła brwi o ułamek centymetra. Rabé
nagle bardzo zainteresowała się kandyzowanymi owocami, które podano na
deser. Saché nadal cieszyła się własnym zwycięstwem do tego stopnia, że
nie zareagowała wcale. Twarz Sabé, o ile to w ogóle możliwe, stała się
jeszcze gładsza. Natomiast Padmé przywdziała maskę Amidali nieco
szybciej niż zazwyczaj.
- Dziękujemy, sierżancie - odparła formalnym tonem i opuściła brodę. -
Jeśli chcecie sprawdzić wyniki lokalnych wyborów, nie krępujcie się.
Panaka wciągnął powietrze przez zęby.
- Za pozwoleniem waszego kapitana, rzecz jasna - dodała Padmé.
Eirtaé wiedziała, że nikt ze zgromadzonych nie zagłosował na Réillatę,
choć oczywiście nie konsultowali między sobą swoich wyborów. Padmé
wierzyła, że należy przekazywać ster władzy, a Réillata już dawniej
sprawowała rządy jako królowa Naboo. Nie była złą władczynią - rządziła
przez jedną kadencję i dopiero teraz postanowiła kandydować ponownie.
Ostatnim razem wszystkie były jeszcze dziewczynkami. Po opuszczeniu
stanowiska cieszyła się niejakim powodzeniem jako śpiewaczka operowa.
Teraz, gdy kandydowała, będąc starszą, niż nakazywała tradycja,
podkreślała wartość doświadczenia i stabilności, jakie zdobyła wraz z wiekiem. Z Padmé zgadzały się w kwestiach związanych z obroną
planetarną. Réillata w szczególności zamierzała kontynuować projekty,
które nie zostały zakończone za drugiej kadencji Amidali, ale to samo
można było powiedzieć o pozostałych kandydatach. Przynajmniej Jamillia,
kandydatka, którą Padmé najbardziej sobie upodobała, będzie mogła
ponownie ubiegać się o stanowisko za dwa lata, a wtedy Padmé otwarcie
okaże jej swoje poparcie, zamiast zachowywać neutralność wymaganą od
królowej.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki