1.
PĘKAŁA JEJ GŁOWA I ZA KAŻDYM RAZEM, W DRODZE POMIĘDZY SYPIALNIĄ A TOALETĄ, OBIECYWAŁA SOBIE, ŻE NIGDY WIĘCEJ NIE WLEJE W SIEBIE TAKIEJ ILOŚCI ALKOHOLU. Jakub spał z głową pod poduszką, nie chcąc słyszeć - bądź rzeczywiście nie słysząc - odgłosów, jakie docierały z łazienki średnio co piętnaście minut. Pola czuła się paskudnie, podejrzewała, że kac już nigdy jej nie opuści. Z obrzydzeniem, ale też z niemałym zdziwieniem patrzyła na dwie duże półtoralitrowe butelki, które walały się po podłodze w salonie. Za bardzo bolała ją głowa, aby dała radę schylić się i je wyrzucić, a przynajmniej usunąć z pola widzenia. Nastroju nie poprawiała jej wydzwaniająca od siódmej rano matka. W końcu, chyba po siedemnastym nieodebranym połączeniu, poddała się i nacisnęła zieloną słuchawkę.
- Słucham - wychrypiała.
- Czy ty jeszcze śpisz? - Bożena wykorzystała chwilową słabość córki i od razu zaatakowała. - Jest niedziela, dziesiąta rano!
- No właśnie, mamo, jest niedziela - zauważyła Pola. - Chciałabym...
Matka nie pozwoliła jej jednak dojść go głosu.
- Pójdziesz ze mną do kościoła?
- Ja mam z tobą... Co?! Co ty znowu wymyśliłaś? Przecież ja nie chodzę do kościoła.
- A właśnie - podjęła matka. - Może czas to zmienić? Nie zamierzam wracać do wczorajszego dnia i komentować twojego impertynenckiego zachowania, chociaż należałoby ci się. Zachowałaś się skandalicznie, biedny Kuba, co on musiał sobie pomyśleć?
- Jakub - poprawiła ją odruchowo. - A co miał sobie pomyśleć? Przecież jest moim mężem, zna mnie doskonale i...
- No właśnie! Właśnie o tym mówię! - krzyknęła.
Pola skrzywiła się i odruchowo odsunęła słuchawkę od ucha. Tego dnia nie była przygotowana na tak wysokie dźwięki, jak skrzekliwy głos matki.
- Nie rozumiem - przyznała. - Co konkretnie masz na myśli?
- Nie pomyślałaś, że Kuba może cię zostawić? - zasugerowała matka.
- Jakub - znowu musiała ją poprawić. - Ale... co ty też opowiadasz? Niby dlaczego miałby mnie zostawić?
- Bo nie chcesz urodzić mu dziecka - wyjaśniła Bożena.
- Co... czego nie chcę? Mamo, przepraszam cię bardzo, ale kompletnie nie nadążam za twoim tokiem rozumowania. Chyba jasno postawiliśmy wczoraj sprawę. Chcemy... oczywiście, że chcemy mieć dzieci. Kiedyś. To nasza wspólna decyzja, nie tak dawno o tym rozmawialiśmy i Jakub nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń, więc nie rozumiem, na jakiej podstawie wysnuwasz daleko idące wnioski, że ja... że ja nie chcę urodzić Jakubowi dziecka! Litości!
- Nie zauważyłaś, jaki był smutny i speszony podczas rozmowy na temat dziecka? - drążyła matka.
- Było mu po prostu głupio, że musi wysłuchiwać naszych bezsensownych kłótni, które ty zawsze prowokujesz! - wybuchła. - Proszę, zostaw tę sprawę i nie wtrącaj się. Będziemy mieć kiedyś dziecko, już ci to tłumaczyłam. Oboje z Jakubem mamy takie samo zdanie na ten temat i nie zamierzam wracać do tej rozmowy.
Zapadła cisza. Matka musiała się najwyraźniej obrazić, ale nie rozłączyła się, więc chyba na coś jeszcze liczyła.
- Boli mnie głowa, zamierzam się położyć. Chciałaś coś jeszcze?
- Przecież już powiedziałam!
- Co powiedziałaś? - Pola miała dość tej zabawy w podchody.
- No, żebyś poszła ze mną do kościoła! - przypomniała Bożena.
- Ale po co mam iść z tobą do kościoła? - Pola była bliska łez. Kiedy matka się na coś uparła, nie było na nią rady. Tym razem zadzwoniła z tym irracjonalnym pomysłem! Do kościoła! Zaraz, kiedy ostatni raz była w kościele? Na pogrzebie sąsiadki, to na pewno. A wcześniej... wcześniej na ślubie koleżanki, tak! A kiedy poszła tam z własnej, nieprzymuszonej woli? A raczej - zmuszona przez matkę? Chyba w gimnazjum, jeszcze zanim Pola oświadczyła zdziwionej rodzicielce, że owszem, została ochrzczona wbrew własnej woli i świadomości, do komunii też poszła z uśmiechem na twarzy, myśląc o prezentach, które miała otrzymać w restauracji, po uroczystej mszy, ale na bierzmowanie to ona się w życiu nie zgodzi! I nie zgodziła się, a matka przez rok chodziła do kościoła ze spuszczoną głową i nie patrzyła księdzu w oczy. Całe szczęście, stary proboszcz umarł, a nowy był zupełnie nieświadomy istnienia wyrodnej córki pani Bożenki, córki, która odmówiła przystąpienia do sakramentu bierzmowania! Ślubu kościelnego też nie wzięła, o zgrozo. Minęło pół roku, zanim matka w ogóle zaakceptowała Jakuba w charakterze zięcia. Bo co to za zięć, skoro w kościele zapowiedzi nie było? Przed Bogiem nie przysięgali sobie miłości aż po grób? A że taka obietnica złożona przed Bogiem nie daje żadnej gwarancji na szczęśliwe zakończenie, czego Bożena była najlepszym przykładem? I cóż z tego? Ślubowała przed ołtarzem? Ślubowała! A że mąż odszedł i od dwudziestu trzech lat nie było z nim kontaktu? Życie! Ona nie miała sobie absolutnie nic do zarzucenia.
- Pomyślałam, że mogłybyśmy... no wiesz... spędzić trochę czasu razem. Jak matka z córką - wyznała Poli zawstydzona.
- Aha. - Nawet nie próbowała ukryć szoku. - Ale... w porządku, mamo, to miłe, ale może mogłybyśmy, bo ja wiem, umówić się w kawiarni albo wybrać się na spacer do parku?
- Wiesz, że nie pijam kawy, a na spacer jest za zimno. - Matka powróciła do swojego zwyczajowego tonu.
- W kawiarni podają nie tylko kawę - zauważyła Pola.
- Nieważne! - zirytowała się Bożena. - Chciałam, żebyś posłuchała księdza, może coś byś wyniosła z kazania, zrozumiała, że życie w grzechu prowadzi donikąd.
- Dziękuję za troskę, mamo - westchnęła. - Ale ja jestem zadowolona ze swojego życia i nie czuję, by prowadziło donikąd.
Usłyszała dźwięk jednoznacznie świadczący o tym, że matka musiała się rozłączyć.
Świetnie, nawet wyprawy do toalety jej nie rozbudziły, ale wystarczyła kilkuminutowa rozmowa z mamą i proszę, była całkiem przytomna i przekonana, że już nie zaśnie. Jakub nadal pochrapywał w sypialni. Nie zamierzała go budzić, więc cichutko przymknęła drzwi do pokoju i nogi same poniosły ją w stronę kuchni. Włączyła ekspres. Może kawa postawi ją na nogi?
Po dziesięciu minutach, kiedy dokonywała dokładnej oceny stanu muszli klozetowej, tkwiąc w tejże do połowy, pomyślała, że kawa to był cholernie zły pomysł. A już na pewno najgorszym z możliwych pomysłów było wczorajsze wino.
Jakub przespał pół dnia, a ona starała się dojść do siebie i przestać biegać do toalety średnio co piętnaście, maksimum co trzydzieści minut. W końcu, po czternastej, Jakub się obudził, rześki, jak nowonarodzony. Jak on to robił? Pola nigdy nie miała mocnej głowy, natomiast jej mąż nie znał chyba znaczenia słowa "kac", czego w tym momencie szczerze mu zazdrościła.
Dzień po dwudziestych ósmych urodzinach Pola postanowiła zapamiętać na długo jako przestrogę przed piciem wina w ilościach większych niż kieliszek do obiadu, no, może dwa, ewentualnie trzy podczas wspólnego oglądania filmów.
* * *
Pola nie miała pojęcia, czy to wpływ wspaniałej atmosfery, jaką roztaczała wokół siebie babcia Aniela, czy rzeczywiście nawet zwykła herbata zaparzona przez starszą kobietę smakowała inaczej, ale uwielbiała przygotowany przez nią, obowiązkowo podany w gustownej filiżance, gorący napój. Zawsze brakowało jej miejsca, w którym mogłaby się schować przed światem i znaleźć wsparcie bliskiej osoby. W domu rodzinnym zdecydowanie nie miała co liczyć na serdeczność i zrozumienie. Matka najwyżej by ją skrytykowała, utwierdziła w przekonaniu, jaka jest beznadziejna i wytknęła wszystkie błędy. Kiedy poznała Jakuba, a kilka tygodni później jego babcię, od razu poczuła się tutaj swobodnie i wyjątkowo. Zazdrościła mężowi, że mógł wychowywać się w tak cudownym miejscu, z taką wspaniałą kobietą, jak babcia Aniela.
Umówili się z Jakubem, że Pola weźmie samochód, a po drodze do babci podrzuci go do pracy. Mężczyzna miał wyrzuty sumienia, że z powodu natłoku obowiązków dawno nie odwiedzał staruszki. Kazał przekazać, że wpadną razem w przyszły weekend. Markowscy wiele razy proponowali babci, żeby się do nich przeprowadziła, przynajmniej na czas zimy, kiedy trzeba palić w piecu, a wyprawa do oddalonego o kilka kilometrów sklepu mogła się dla starszej pani źle skończyć, ale Aniela była uparta. Powtarzała, że skoro przetrwała na wsi osiemdziesiąt dwie zimy, dlaczego miałaby sobie nie poradzić w osiemdziesiątą trzecią?
Aniela musiała zauważyć podjeżdżający pod dom samochód, bo kiedy Pola wysiadła z auta, stała już roześmiana w progu i gestem zapraszała ją do środka.
- Babciu, przeziębisz się! - zawołała oburzona dziewczyna. - Wejdź, proszę, do środka, zaraz przyjdę, tylko muszę się rozpakować.
Pola postanowiła zaopatrzyć babcię w niezbędne produkty o długim terminie ważności, więc po drodze wstąpiła do sklepu. Anielę zdziwił widok kilku wypchanych po brzegi reklamówek, które młoda kobieta postawiła na stole.
- A cóż to, kochana? - zapytała. - Spotkałaś po drodze Świętego Mikołaja?
- Oj, babciu - uśmiechnęła się Pola, cmokając staruszkę w pomarszczony policzek. - Sama wiesz, że Mikołaj odleciał na biegun północy miesiąc temu. Jak się czujesz?
- Wspaniale - przyznała Aniela. - Jestem stara, ale nie schorowana.
- Nawet tak o sobie nie myśl - upomniała ją Pola. - No wiesz, moja matka jest od ciebie dużo młodsza, a każdego dnia zasypuje mnie długą listą swoich dolegliwości...
- Twoja mama jest z miasta - zauważyła babcia. - My tutaj żyjemy zupełnie inaczej, to i mniej chorujemy.
- Wiem, babciu, wiem, ale sama rozumiesz, że się o ciebie martwimy. Gdybyś tylko zgodziła się zamieszkać z nami, choćby na kilka miesięcy, dopóki zima nie odpuści... Będzie ci łatwiej, a my będziemy spokojniejsi, wiedząc, że jesteś za ścianą.
- Nie zamierzam wam, młodym, wchodzić w paradę. - Pokręciła przecząco głową Aniela. - Wy macie swoje przyzwyczajenia, ja swoje, poza tym zawsze byłam zdania, że młodzi powinni mieszkać sami, żeby móc się dotrzeć, dobrze poznać i nauczyć wspólnego życia.
- Ależ babciu, my już zdążyliśmy się nauczyć wspólnego życia i byłoby nam bardzo miło, gdybyś z nami zamieszkała. Obiecuję, że to tylko czasowe rozwiązanie. Kiedy skończy się zima, odwieziemy cię do domu.
- Poleczko, dziękuję za propozycję, ale zdania nie zmienię i nie ma sensu już dłużej o tym rozmawiać. Ukroję sernika. Napijesz się herbaty?
- Oczywiście. - Pola poczuła, jak cieknie jej ślinka na myśl o serniku babci Anieli i aromatycznej herbacie. Czy każda babcia umie piec takie pyszności? Tego nie wiedziała, mama jej mamy zmarła, kiedy Pola miała trzy lata i siłą rzeczy nie mogła jej pamiętać. A babcia ze strony ojca... no cóż, Pola nie znała nawet swojego ojca, a co dopiero mówić o jego matce.
- Jakub nadal tak dużo pracuje? - zapytała babcia, kiedy już ją nakarmiła i napoiła.
Pola skinęła głową, przełykając duży kęs sernika.
- Owszem - przyznała. - Ale obiecał, że w przyszłym miesiącu weźmie tydzień wolnego i pojedziemy na narty. Może do Austrii?
- To wspaniale! Martwi mnie, że tak mało czasu spędzacie razem, ale rozumiem, że takich niewdzięcznych czasów doczekaliśmy... Młodzi harują od rana do wieczora, żeby zapewnić najbliższym godny byt. To dobrze, że weźmie urlop i wyjedziecie gdzieś razem. Małżeństwo może być udane tylko wtedy, kiedy małżonkowie dbają o swoje przyjemności. Czasem trzeba uciec przed światem i zaszyć się gdzieś tylko we dwoje. - Babcia Aniela uśmiechnęła się tajemniczo. - No, a jak twoja książka, kochana?
- W porządku. - Pola ochoczo podjęła temat. - Ostatnio miałam mnóstwo zleceń, ale w przerwie świątecznej między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem udało mi się trochę popracować nad powieścią.
- To kiedy będę mogła przeczytać to dzieło? - Aniela szczerze kibicowała dziewczynie i wierzyła, że jej się uda. Pola bardzo tego potrzebowała, babcia dawała jej to, czego nigdy nie otrzymała od matki - wiarę i wsparcie.
- Myślę, że już niedługo. Chcę, żebyś przeczytała książkę, zanim wyślę ją do wydawnictwa i szczerze powiedziała, co o tym myślisz.
- Mam być pierwszą czytelniczką?
- Oczywiście! Czytelniczką i recenzentką.
Aniela uśmiechnęła się promiennie. Z całego serca kochała tę młodą zagubioną dziewczynę. Kiedy Jakub przedstawił jej Polę, od razu wyczuła, że to właściwa kobieta dla jej wnuczka. I nie pomyliła się! Wiedziała, że razem uda im się uporać z demonami przeszłości i stworzyć szczęśliwy związek. Oboje poznali smak cierpienia, Jakub wychowywał się bez rodziców, Pola - w cieniu toksycznej matki, która nie potrafiła docenić starań córki. Może właśnie dlatego byli tacy szczęśliwi, bo potrafili uszanować to, co mają?
- Jak spędziliście twoje urodziny? - zapytała babcia.
- Jakub tradycyjnie przywitał mnie rano przepysznym tortem czekoladowym - uśmiechnęła się do wspomnień, lecz po chwili sposępniała. - No, a potem byliśmy u mojej mamy...
- Co u niej słychać? - Aniela udawała, że nie zauważyła nagłej zmiany nastroju swojego gościa.
Pola wzruszyła ramionami.
- Chyba wszystko w porządku.
Zapadła cisza. Babcia wyczuła, że dziewczyna miała ochotę o czymś porozmawiać, lecz nie zamierzała naciskać.
- Najchętniej w ogóle zerwałabym z nią kontakt... - przyznała ze smutkiem Pola.
- Ze swoją mamą?
- Tak. Ostatnio przeszła samą siebie, nawet Jakub nie wytrzymał, a przecież on zazwyczaj jest spokojny i stara się nie wtrącać. - Uciekła wzrokiem gdzieś daleko. - Standardowo, zaczęło się od krytykowania mojego zajęcia, bo przecież to nie żadna praca, tylko jakaś fanaberia, kto to widział, żeby w moim wieku nie myśleć o przyszłości i nie odprowadzać składek na emeryturę, a poza tym warto mieć coś pewnego...
- Twoja mama po części ma rację... - zaczęła babcia Aniela, ale widząc minę Poli, szybko dodała: - Ale tylko po części. Martwi się o ciebie, to zrozumiałe. Rzeczywiście, dobrze jest mieć zagwarantowaną przyszłość; w moim wieku, na przykład, nie chciałoby mi się już pracować. Mam emeryturę, fakt, że niewielką, ale każdego dziesiątego dnia miesiąca listonosz puka do drzwi i przynosi pieniądze. - Zastanowiła się. - Ale przecież dzisiaj masz inne możliwości. Są prywatne firmy, ewentualnie możesz sama opłacać składki. Musisz przenalizować wszystkie "za" i "przeciw", a potem podjąć decyzję, ale jeśli miałabyś być nieszczęśliwa to... Pisz, dziecko, pisz. Twoja mama ma rację, musisz pomyśleć o przyszłości, ale nie możesz poświęcać swoich marzeń i planów tylko po to, aby żyć tak, jak wszyscy. Bo oni za ciebie tego życia nie przeżyją...
Pola chwyciła pomarszczoną dłoń staruszki i mocno ścisnęła. Była wdzięczna babci za wsparcie i wiarę w nią.
- Otóż to. Ale praca to nie jedyne, co nie odpowiada mojej matce... - Zasmuciła się. Widać było, że rozmowa o Bożenie sprawiała jej kłopot.
- Proszę, nie mów o niej "matka". - Aniela z niezadowoleniem pokręciła głową. - To twoja mama, urodziła cię i wychowała, najlepiej jak potrafiła, chociaż dzisiaj może ci się wydawać inaczej. Czy kiedykolwiek rozmawiałaś z nią dlaczego... dlaczego tak cię traktowała?
Pola pokręciła głową.
- Z moją mamą nie da się ot tak, po prostu porozmawiać - przyznała ze smutkiem. - Od razu krzyczy, robi awanturę, wyzywa od niewdzięczników...
- Niedobrze, oj, niedobrze. Ale któraś z was musi być mądrzejsza i znaleźć sposób, aby dotrzeć do tej drugiej - zauważyła babcia.
- Chyba sama, babciu, nie wierzysz w to, co mówisz...
Pola skrzyżowała ręce na piersi w obronnym geście.
- Ale do rzeczy! Co jeszcze nie odpowiada twojej mamie?
- Że nie mamy dziecka - wyznała Pola. - A sąsiadki i ludzie z parafii patrzą już na nią krzywo, bo córka żyje w nieproduktywnym małżeństwie.
- Z czasem zaczniesz inaczej postrzegać pewne sprawy - zamyśliła się staruszka. - Oczywiście, że też bym chciała, abyście z Kubą mieli dziecko, ale...
Wiedziała, że musi być ostrożna, weszły na grząski grunt.
- Ale ty tego nie komentujesz i nie wtrącasz się w nasze życie! - podniosła głos Pola.
- Masz rację, bo, no właśnie, to jest wasze życie. Może twoja mama ma z tym problem, czasem matki nie potrafią zaakceptować, że ich dzieci są już dorosłe. Ale, powtarzam, myślę, że wszystko mogłaby załatwić szczera rozmowa. A co do dziecka... Kiedy już będziecie je mieli, zrozumiecie, że to największe szczęście na świecie i nie warto było odkładać tej decyzji na bliżej nieokreśloną przyszłość.
* * *
Spojrzała na zegarek i ze zdziwieniem zorientowała się, że minęła siedemnasta. Pracowała od rana i pusty żołądek dał w końcu o sobie znać. Coraz częściej myślała, że staje się pracoholikiem, ale, no cóż, jak niemal każda kobieta miała starannie rozplanowane wydatki, więc musiała w tym miesiącu dojść do pewnego, satysfakcjonującego ją, poziomu finansowego.
Niestety, była zmuszona na kilka tygodni porzucić marzenia o dokończeniu powieści. Portale internetowe zasypały ją nowymi zleceniami, poza tym postanowiła przygotować parę niezamówionych artykułów do czasopisma, z którym współpracowała od lat - może akurat coś wybiorą?
Planowali z Jakubem wyjazd do Austrii, a w jej przypadku każdy dzień urlopu wiązał się z niższą wypłatą, dlatego teraz, w styczniu, musiała dać z siebie wszystko. Wiedziała, że w razie potrzeby może poprosić męża o gotówkę, ale nie lubiła tego robić. Wolała mieć własne pieniądze, dlatego co miesiąc starała się przelać kilkaset złotych na konto oszczędnościowe - przyrzekła sobie, że sięgnie tam tylko w przypadku absolutnej konieczności. Miała już odłożoną niezłą sumkę, co zapewniało jej dodatkowe zabezpieczenie w razie, nie daj Boże, choroby.
Otworzyła lodówkę w poszukiwaniu czegoś, co mogłaby zjeść i co dałoby się szybko przyrządzić. Na szczęście w zamrażarce były jeszcze gołąbki, które przywiozła ostatnim razem od babci. Jakub z pewnością będzie zadowolony z takiej kolacji. Uwielbiał przepyszną domową kuchnię babci Anieli.
Poczuła narastające wyrzuty sumienia. Od ostatniej wizyty u babci minęły niespełna dwa tygodnie. Planowali odwiedzić ją z Jakubem w zeszły weekend, ale niestety, w kancelarii niespodziewanie wypadło mu kilka ważnych spraw i musiał więcej czasu poświęcić pracy.
- Coraz częściej myślę nad założeniem czegoś własnego - wyznał jej tamtego wieczoru.
- To bardzo dobry pomysł - przyznała. - Nazwisko już sobie wyrobiłeś, twoi klienci są zadowoleni, polecają cię znajomym...
- Obawiam się, że tak tego nie traktują. Są zadowoleni z kancelarii, a nie ze mnie - zawahał się.
- Nie możesz tak myśleć! Jestem przekonana, że szybko staniesz na nogi i twoja kancelaria zacznie przynosić zyski.
Pola wierzyła w Jakuba i często go o tym zapewniała. To z kolei dodawało mu energii i chęci do działania. Przytulił ją mocno.
- Potrzebowałbym dużo pieniędzy na start. Mam odłożone dwadzieścia, może trzydzieści tysięcy, ale nie wiem, czy to wystarczy - zastanowił się głośno. - Poza tym nie mogę wykorzystać wszystkich środków i zostać bez niczego.
- Też mam kilka tysięcy oszczędności. Jeśli byłaby taka potrzeba... - zaproponowała.
Poderwał się z kanapy i spojrzał na nią z góry.
- Kochanie, wiesz, że nie wziąłbym od ciebie nawet złotówki. Ja zarabiam na nasze utrzymanie, a twoje pieniądze są... twoje. - Uśmiechnął się szeroko. - Może jestem staroświecki, ale uważam, że to mężczyzna powinien utrzymywać rodzinę. Bardzo się cieszę, że masz coś własnego. Robisz to, co lubisz i co przynosi ci satysfakcję, ale o fundusze na rozkręcenie kancelarii muszę zadbać sam.
Pola rozumiała, że Jakub bierze dodatkowe sprawy, aby móc zabezpieczyć ich przyszłość, jednak czasem była na niego zła. Chciała, aby więcej czasu spędzali razem. Była też babcia, która wprawdzie zapewniała, że czuje się doskonale, ale miała już swoje lata i ktoś powinien jej pomagać. A gdyby tak... Nagle wpadła na doskonały pomysł. We wsi, w której mieszkała Aniela, było wiele życzliwych kobiet, które z pewnością za kilkaset złotych miesięcznie chętnie dotrzymałyby staruszce towarzystwa, odwiedziły ją, przyniosły zakupy i sprawdziły, czy wszystko w porządku. Postanowiła porozmawiać z Jakubem, kiedy będzie miał luźniejszy wieczór. To wspaniały pomysł! Powinien się zgodzić, tylko... tylko jak przekonać babcię? O to będzie się martwić później, najpierw musi omówić to z mężem.
Okazja nadarzyła się jeszcze tego samego wieczoru, Jakubowi udało się wyrwać z pracy i wrócił do domu o cywilizowanej porze. Pola odgrzała gołąbki, co przyjął z wielkim entuzjazmem. Zajrzał do garnka i aż podskoczył z radości.
- Czy to gołąbki babci Anieli?
- Tak - przyznała, śmiejąc się z nieco przerysowanej reakcji męża.
- Byłaś u niej? - zapytał, siadając przy stole.
- Niestety nie. - Nałożyła gołąbki na talerz i wyjęła pieczywo z metalowego chlebaka. - Ostatnio zapakowała mi mnóstwo jedzenia, więc zamroziłam część. Ale... musimy ją odwiedzić, Jakub. Nie byłam u niej od dwóch tygodni, codziennie rozmawiam z nią przez telefon, ale i tak się martwię.
- Wiem, ja też - mężczyzna wyraźnie się zasmucił. - Mam wyrzuty sumienia, że tak rzadko ją widuję. Ona poświęciła całe życie, aby mnie wychować, a ja nie mogę znaleźć chwili, aby ją odwiedzić i sprawdzić, czy wszystko w porządku.
Pola oparła się o kuchenny blat.
- Ona to rozumie - uspokoiła go. - Wybieram się do niej w ciągu najbliższych dni. Wiem, jak bardzo potrzebujesz samochodu, więc pojadę pociągiem, a potem...
- Ty chyba oszalałaś! - Przełknął głośno kęs. - Najbliższa stacja leży sześć kilometrów od domu babci. Trzeba ci kupić jakiś samochód - oznajmił, jakby rozmawiali o nowym płaszczu czy butach, a nie o aucie.
- Ale ja... przecież nie potrzebujemy drugiego auta. - Spojrzała na niego zdumiona.
- No właśnie, jak widać, potrzebujemy. Jeszcze dziś poszukam czegoś używanego w rozsądnej cenie.
Nie lubiła, kiedy ktoś sprawiał jej takie kosztowne prezenty, nawet jeśli tym kimś był mąż.
- Ale twoja kancelaria... - Próbowała się bronić.
- Kochanie, proszę - przerwał jej, rozgrywając bułkę. - Wiem, że jesteś skromna i za to, między innymi, cię pokochałem, ale jeśli chcę kupić mojej żonie samochód, pozwól, że po prostu to zrobię. W porządku?
- W porządku - odpuściła, nadal nie wiedząc, jak się zachować. Nie potrafiła odnaleźć się w takich sytuacjach - cóż, był to efekt spędzonego z matką dzieciństwa. Nie miała pojęcia, jak podziękować i wyrazić wdzięczność. Przytuliła się więc do męża bez słowa.
- A właśnie - przypomniała sobie. - Chciałam z tobą o czymś porozmawiać, ale jeśli planujesz kupić drugi samochód, to nie wiem, czy mój pomysł ma w ogóle sens...
- Powiedz, o co chodzi.
- Pomyślałam dzisiaj, że... - Usiadła naprzeciwko. - Sam wiesz, że w wiosce mieszka wiele kobiet, które nie pracują, ewentualnie dostają kilkaset złotych renty i jest im bardzo ciężko. Wpadłam na pomysł, że można by poprosić jedną z nich, aby od czasu do czasu zajrzała do babci, sprawdziła, czy czegoś nie potrzebuje, zrobiła zakupy.
Jakub, wbrew jej przewidywaniom, zareagował entuzjastycznie.
- To świetny pomysł!
- No, ale teraz, kiedy chcesz kupić mi samochód, to chyba nieaktualne, skoro będę mogła do niej częściej jeździć - stwierdziła, bawiąc się obrączką.
- Pola, przecież ty też pracujesz, masz swoje zajęcia. Nie mogę cię obarczyć całodobową opieką nad babcią. - Odsunął od siebie talerz. - Dziękuję, było przepyszne.
- Ale mnie to nie przeszkadza. Babcia jest mi bardzo bliska i chętnie...
- Wiem - przerwał jej Jakub. - I bardzo mnie to cieszy, że masz z nią taki wspaniały kontakt. Uważam jednak, że zatrudnienie którejś z sąsiadek to doskonały pomysł. Tylko czy babcia się zgodzi?
- I tutaj pojawia się problem - przyznała niechętnie Pola, wstając od stołu. Włożyła brudny talerz do pełnej już zmywarki. - Ale pozwól, że wezmę to na siebie. Przekonam ją. Pojadę, rozejrzę się, zastanowię się, kto mógłby być godny zaufania...
- Dziękuję, kochanie. - Podszedł do niej i pocałował czule. - Wierzę, że dasz sobie radę.
* * *
Jak można się było spodziewać, babcia stanowczo odmówiła, tłumacząc, że nie potrzebuje pomocy i radzi sobie doskonale. Znalazła się jednak na straconej pozycji. Kilkanaście minut wcześniej Pola zobaczyła na własne oczy, z jakim trudem Aniela wstaje z fotela, krzywiąc się z bólu. Potem zaś staruszka zapomniała, że zostawiła na gazie czajnik z wodą - gdyby była sama, mogłoby zdarzyć się nieszczęście.
- Wielkie mi rzeczy, zapomniałam wyłączyć gaz! - protestowała. - Przecież radzę sobie, jeszcze nie puściłam chałupy z dymem.
- Babciu, nie zrozum mnie źle - tłumaczyła cierpliwie Pola. - Nie chcemy cię kontrolować ani utrudniać ci życia. Pozwól sobie pomóc. Nadal będziesz niezależna, nikt ci się nie będzie kręcił po domu przez cały dzień. Po prostu chcemy, aby ktoś przyszedł kilka razy w tygodniu na dwie, może trzy godzinki, sprawdził, czy niczego nie potrzebujesz, zrobił zakupy, pomógł posprzątać. Przecież to wielki dom, a ty jesteś w nim sama! Nie chciałaś przeprowadzić się do nas, więc, proszę, zgódź się chociaż na to...
Spojrzała na nią z wyczekiwaniem. Babcia musiała skapitulować.
- No dobrze - westchnęła, czym wprawiła Polę w konsternację. Nie spodziewała się, że pójdzie jej tak łatwo. - Ale pod jednym warunkiem.
- Jakim?
- Nie przyślecie mi tu nikogo obcego.
- Skąd! Właśnie dlatego najpierw przyjechałam z tobą szczerze porozmawiać. - Taki obrót spraw satysfakcjonował Polę. - Chcielibyśmy poprosić o pomoc którąś z kobiet ze wsi, może mogłabyś podpowiedzieć, z kim powinnam porozmawiać?
- Mogłabym. - Uśmiechnęła sią tajemniczo babcia. - Jest u nas taka dziewczyna, Marysia. Kilka lat młodsza od ciebie, w tym roku skończy chyba dwadzieścia lat.
- Dwadzieścia? - zdziwiła się Pola. Doskonale wiedziała, co takim młodym dziewczynom chodzi po głowie. - Nie jest trochę, hm, za młoda?
- To porządna dziewczyna. Nie miała łatwego życia, ojciec pił, bił ją i jej rodzeństwo, a matka żyły sobie wypruwała, żeby dzieciom niczego nie brakowało. Marysia chciałaby się uczyć, iść na studia, ale w ich domu nie ma na to pieniędzy. Ojciec umarł kilka lat temu, dostają po nim jakąś marną rentę. Myślę, że przydałaby się jej pomoc finansowa. To dobra dziewczyna, za darmo pieniędzy by nie wzięła, więc sądzę, że... Jeśli bardzo chcecie kogoś zatrudnić, to ona jest idealną kandydatką. Mnie byłoby lżej, a Marysia mogłaby opłacić studia.
- Muszę porozmawiać z Jakubem - przyznała wnuczka. - Ale myślę, że to dobry pomysł. Skoro babcia ją poleca...
- Polecam, polecam, z pełną odpowiedzialnością.
- W porządku. W takim razie spotkam się z tą dziewczyną, kiedy tylko skonsultuję się z Jakubem. Przyjadę do ciebie jeszcze w tym tygodniu.
* * *
Pola błyskawicznie porozumiała się z Jakubem i już kilka dni później mogła omówić z Marysią szczegóły. Dziewczyna wzbudziła jej sympatię. Była młoda, jednak trzeźwo patrzyła na świat. Podziękowaniom nie było końca. Wzruszona opowiadała o wymarzonych studiach na wydziale polonistyki. W przyszłości chciała uczyć w szkole, marzyła o tym od wczesnego dzieciństwa.
Pola postanowiła jednak sprawdzić, jak dziewczyna się spisuje. Nie uprzedzając babci, wsiadła do samochodu, który Jakub kupił dla niej od znajomego, i ruszyła w stronę Jesionek.
Już od progu poczuła drażniący zapach czegoś smażonego. Nigdy jej to nie przeszkadzało, ale teraz doszła do wniosku, że musiała chyba zjeść coś nieświeżego. Zresztą już od kilku dni nie czuła się najlepiej. Zbliżał się jej okres, a w tym miesiącu wyjątkowo źle znosiła zespół napięcia przedmiesiączkowego.
Kuchnia była centralnym miejscem w domu Anieli - to właśnie tam toczyło się życie. Mimo iż staruszka zawsze zapraszała gości do pokoju, wszyscy woleli rozsiąść się wygodnie przy wielkim kuchennym stole i obserwować babcię przy przygotowywaniu herbaty. Nie inaczej było tego dnia, Pola od razu skierowała kroki w stronę kuchni, skąd dolatywał coraz bardziej nieprzyjemny zapach.
- Dzień dobry - uśmiechnęła się Marysia, która właśnie dorzucała węgla do pieca i pierwsza zauważyła gościa.
Babcia Aniela nakładała na talerz świeżo usmażone placki ziemniaczane. Spojrzała w stronę drzwi i uśmiechnęła się szeroko.
- Pola, dziecko ty moje, cóż za niespodzianka! - ucieszyła się. - Dlaczego nie powiedziałaś, że przyjedziesz? Nasmażyłabym więcej placków! Chyba ściągnęłam cię myślami, bo przyszło mi do głowy, że ucieszyłabyś się, wiedząc, co dziś przygotowuję. Ale siadaj, siadaj, zaraz ci nałożę. Chcesz ze śmietanką czy z cukrem?
Babcia natychmiast zaczęła się krzątać. Była zachwycona niespodziewaną wizytą.
- Ze śmietanką - odparła Pola, nie do końca przekonana. Żołądek zdążył podskoczyć jej do gardła na samą myśl o jedzeniu, ale... przecież uwielbiała placki ziemniaczane i nie mogłaby sobie odmówić chociaż skosztowania. Babcia Aniela gotowała rewelacyjnie, a placki były jedną z jej popisowych potraw. - Tylko, proszę, nie nakładaj mi dużo. Jadłam po drodze - skłamała. - Zaraz przyjdę, tylko umyję ręce.
Kiedy wróciła z łazienki, babcia właśnie polewała placki śmietaną. Zapach stał się nie do zniesienia, jednak dziewczyna postanowiła zrobić dobrą minę do złej gry i z uśmiechem zasiadła przy stole. Odkroiła niewielki kawałek. Nabiła go na widelec, po czym obejrzała starannie z każdej strony, nie mogąc zmusić się, aby włożyć do ust.
- Coś nie tak? - zaniepokoiła się babcia.
- Nie, nie, wszystko w porządku.
W końcu przemogła się, ale natychmiast tego pożałowała. Babcia Aniela i Marysia ze zdziwieniem obserwowały, jak Pola odskoczyła od stołu i biegiem ruszyła w stronę łazienki. Wróciła po pięciu minutach, blada jak ściana.
- Babciu, coś musiało mi zaszkodzić. Czy mogłabym prosić szklankę wody? Chyba dzisiaj zrezygnuję z twoich placków, wybacz.
Staruszka nic nie powiedziała, tylko spojrzała bacznie na Polę. No nie! Ona chyba nie sądzi... Nagle ją zmroziło. Pomyślała o swoich urodzinach, kiedy upili się i kochali bez zabezpieczenia. Ale to chyba niemożliwe... Przecież to był tylko jeden raz! Ludzie starają się latami o dziecko, a ona niby miałaby być taka płodna, żeby zajść w ciążę od jednego razu? Matka w życiu by w to nie uwierzyła! Przecież ona... przecież Pola jest nieudacznikiem. Nawet nie potrafiła znaleźć normalnej pracy, w banku czy w sklepie. Nie! Ona wolała żyć mrzonkami o pisaniu. I miałaby niby teraz, ot tak, po prostu, zajść w ciążę? Niemożliwe! Skończyła już dwadzieścia osiem lat i przecież w tym wieku nie miała już tylu jajeczek, co dajmy na to dwudziestoletnia Marysia, która właśnie zerkała na nią podejrzliwie. W opinii matki Pola była za stara na pierworódkę i z pewnością przeoczyła już najlepszy czas na dziecko. Teraz będą same problemy, bo przecież nie zajdzie w ciążę od razu, zaraz skończy trzydziestkę, chwilę później trzydzieści pięć, a wtedy tylko in vitro ją uratuje. A właściwie to nie uratuje, bo przecież in vitro jest grzechem, więc zostanie jej tylko zatrudnienie surogatki bądź przygarnięcie sieroty z Kambodży czy innego egzotycznego kraju, co było ostatnio modne wśród celebrytów.
Próbowała odsunąć od siebie te irracjonalne myśli i zająć się rozmową z babcią Anielą, jednak mózg uparcie próbował ustalić datę ostatniej miesiączki. Nijak jej się to nie udało, ale chwyciła się myśli, że przecież - jakby co, oczywiście - zna datę potencjalnego zapłodnienia, więc może to coś da? I chyba gdzieś w kalendarzu zaznaczyła dzień, w którym dostała okres. Zaraz, zaraz, chyba jeszcze przed świętami. Albo... tak, w Wigilię! Przypomniała sobie. A teraz kończył się styczeń. Zdecydowanie powinna już dostać miesiączkę.
Ta sprawa nie mogła czekać. Zapomniała, po co w ogóle przyjechała do babci Anieli, szybko pożegnała się ze zdziwioną staruszką i jeszcze bardziej zdziwioną Marysią, po czym z zawrotną prędkością pognała przed siebie. Do apteki, oczywiście.