Stalker - Magda Stachula

Kup ebooka

25.50 zł
21.68 zł (20,71 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ 1

ROZ­DZIAŁ

1

Aspi­rant Wero­nika Her­man spoj­rzała w stronę kolegi.

- Jak to: była śle­dzona? - zapy­tała. - Klau­dia?

- Tak - potwier­dził Mak­sy­mi­lian Bałucki, jej kolega z pokoju.

Docho­dziła dzie­wiąta rano i to był dzień, w któ­rym aspi­rant Bałucki nie­ocze­ki­wa­nie spóź­nił się do pracy. Odwie­sił kurtkę na wie­szak i zdjął z głowy bejs­bo­lówkę.

- Zare­ago­wa­łem tak samo jak ty, gdy mi powie­działa o tym po raz pierw­szy - dodał, sia­da­jąc na krze­śle.

- Po raz pierw­szy? - zdzi­wiła się Her­man. - To ile razy to już się zda­rzyło? - zapy­tała z nie­do­wie­rza­niem.

- Kilka - odchrząk­nął. - Dokład­nie nie pamię­tam.

To zdzi­wiło Wero­nikę. Żona Maksa była w dzie­wią­tym mie­siącu ciąży, nie­długo miała rodzić, a Bałucki nale­żał do tych face­tów, któ­rzy chu­chają i dmu­chają na swoją kobietę, zwłasz­cza będącą w sta­nie bło­go­sła­wio­nym.

- I nic mi o tym nie powie­dzia­łeś?

To chyba zabo­lało ją naj­bar­dziej. Kie­dyś Klau­dia była jej naj­lep­szą przy­ja­ciółką, zwie­rzała się jej ze wszyst­kiego, ale po wyda­rze­niach pamięt­nego wie­czoru, gdy życie Wero­niki roz­pa­dło się na drobne kawałki, zerwały ze sobą kon­takt. Ale że Maks o niczym nie powie­dział, tego nie potra­fiła zro­zu­mieć.

- Nie chcia­łem robić afery - zaczął. - Wiesz, ona w sumie zacho­wuje się ina­czej niż przed ciążą, jest draż­liwa, cza­sami pełna ener­gii, innym razem nagle pła­cze. Myśla­łem, że ten stal­ker to też wymysł jej hor­mo­nów.

Wero­nika przy­po­mniała sobie czas, gdy sama była w ciąży i też czę­sto nie rozu­miała wtedy swo­ich nagłych i nie­spo­dzie­wa­nych humo­rów. Bez prze­rwy na huś­tawce, góra, dół, można się od tego tylko porzy­gać. Nic dziw­nego, że cię­żarne kobiety tak czę­sto wymio­tują.

- Ale kiedy dzi­siaj zadzwo­niła do mnie, gdy już par­ko­wa­łem pod komendą, i powie­działa, że on za nią jedzie, od razu zawró­ci­łem - kon­ty­nu­ował Bałucki.

- Jak to jedzie? - Wero­nika poru­szyła się na krze­śle, pochy­la­jąc w stronę Maksa. - Gdzie? Kto?

- No wła­śnie, nikogo nie widzia­łem - skwi­to­wał, posy­ła­jąc jej kwa­śny uśmiech. - Zawró­ci­łem spod komendy, a gdy pod­je­cha­łem na Saską, Klau­dia była zamknięta na klucz w sypialni na górze, a nasza ulica była zupeł­nie pusta. Powie­działa, że wyszła do sklepu i on za nią jechał.

- Kto? Widziała go? Jaka marka samo­chodu? Reje­stra­cja?

- No wła­śnie nie potra­fiła powie­dzieć nic poza tym, że to była ta biała fur­go­netka.

- Ta? Nie rozu­miem.

- No wła­śnie. - Bałucki poki­wał głową. - Stale o niej mówiła, że kręci się po ulicy, że kilka razy prze­je­chała przed naszym domem, gdy ona sie­działa w ogro­dzie, a dzi­siaj, gdy szła do sklepu, zrów­nała się z nią. Wtedy Klau­dia wsko­czyła na pose­sję sąsiadki i od razu zadzwo­niła do mnie. Sta­ruszka i tak by jej nie obro­niła, ale naj­wi­docz­niej to odstra­szyło stal­kera, bo gdy po chwili wyj­rzała, nikogo już nie było. Wró­ciła więc szybko do domu, o ile kobieta w dzie­wią­tym mie­siącu ciąży może się szybko poru­szać, i zamknęła się na górze. Cały czas była ze mną na linii. A ja, jadąc na Saską, nie mija­łem żad­nej fur­go­netki. Oczy­wi­ście mogła poje­chać inną drogą...

- Suge­ru­jesz, że Klau­dia kła­mała?

- Nie - zaprze­czył ostro. - Nie to mia­łem na myśli.

Choć wła­śnie takie spra­wiał wra­że­nie. Nie wie­rzył żonie, uwa­żał, że nie było żad­nej fur­go­netki, że to jedy­nie hor­mony cią­żowe spra­wiały, iż kobieta wyobra­żała sobie coś, co tak naprawdę nie ist­nieje.

Jed­nak Wero­nika dobrze znała Klau­dię; to nie była dziew­czyna, która dawała się ponieść wyobraźni. Stą­pała mocno po ziemi i jeśli mówiła, że ktoś ją śle­dzi, trzeba było potrak­to­wać to poważ­nie. Przy­naj­mniej tamta Klau­dia, którą kie­dyś znała, a wia­domo, ludzie cza­sem się zmie­niają. Nie widziały się od bli­sko roku, w mię­dzy­cza­sie jej przy­ja­ciółka zaszła w ciążę i mogła być nie tylko fizycz­nie, lecz także men­tal­nie innym już czło­wie­kiem. Jeśli mówiła prawdę i ktoś ją od jakie­goś czasu śle­dził? Z dru­giej strony Wero­nika ufała Mak­sowi, wie­działa, że ni­gdy nie zlek­ce­wa­żyłby naj­mniej­szego zagro­że­nia, na które mogła być nara­żona jego żona.

- Może wpa­dła­byś do Klau­dii - powie­dział, spo­glą­da­jąc Wero­nice w oczy. - Poga­dała jak kobieta z kobietą...

- Maks - prze­rwała mu. - Prze­cież wiesz, jak mię­dzy nami teraz jest.

- Tak, ale... - Zawie­sił na moment głos. - Ona cię potrze­buje.

Wie­działa, że tak naprawdę to on potrze­buje pomocy swo­jej przy­ja­ciółki, a ona, że nie jest w sta­nie mu odmó­wić.

- Wpadnę do niej, ale nie zdradź mnie. Zro­bię jej nie­spo­dziankę.

Wolała nie uprze­dzać o swo­jej wizy­cie, bo sądziła, że Klau­dia wymy­śli jakiś pre­tekst, aby się z nią nie spo­tkać. Tam­tego wie­czoru, gdy wszystko wywró­ciło się w życiu Wero­niki do góry nogami, jej naj­lep­sza przy­ja­ciółka zerwała ich rela­cję, a Her­man nie mogła mieć o to do niej żalu.

Drzwi pokoju otwo­rzyły się i do środka weszła ich kole­żanka, sier­żantka szta­bowa Zuzanna Kugiel.

- Jest sprawa - powie­działa. - Przy­szła jakaś kobieta, która uważa, że ktoś ją śle­dził.

Wero­nika gwał­tow­nie odwró­ciła głowę i spoj­rzała Mak­sowi w oczy.

- Kto to? - zapy­tał Maks, wsta­jąc.

- Jakaś młoda laska, wła­śnie składa zezna­nia. - Zuza popra­wiła wysoko zawią­zany blond kucyk. - Chce roz­ma­wiać z tobą - powie­działa, wska­zu­jąc pal­cem na Bałuc­kiego.

- Ze mną? - zdzi­wił się Maks.

- Tak, powie­działa, że się zna­cie. - Zuza posłała kole­dze dwu­znaczny uśmiech. - Chodź, czeka na cie­bie - rzu­ciła jesz­cze, wycho­dząc z pokoju.

ROZDZIAŁ 2

ROZ­DZIAŁ

2

Bałucki spoj­rzał wymow­nie na Her­man, wstał i ruszył za Zuzką.

- Idę z wami - zaofe­ro­wała się Wero­nika, sku­szona cie­ka­wo­ścią.

W pokoju prze­słu­chań sie­działa młoda blon­dynka. Miała nie wię­cej niż trzy­dzie­ści lat, była nie­wy­soka, z lekką nad­wagą, a może brzu­chem po ciąży... Czy ten stal­ker upa­trzył sobie cię­żarne kobiety? Wero­nika sku­piła uwagę na szcze­gó­łach, któ­rymi dziew­czyna dzie­liła się wła­śnie z przyj­mu­ją­cym zgło­sze­nie poli­cjan­tem.

- Naj­pierw szedł za mną przez park, a potem wpadł za mną do bloku - mówiła. - Prze­stra­szy­łam się - dodała pod­nie­sio­nym gło­sem. - O, jesteś - ode­zwała się, zauwa­żyw­szy Maksa.

Znali się?

- Cześć, Aniu - ode­zwał się Bałucki.

Po jego twa­rzy prze­biegł nie­okre­ślony gry­mas. Kim była dla Maksa ta dziew­czyna?

- Maks, prze­pra­szam, że odcią­gam cię od pracy, ale ja naprawdę się go boję, mojego Patryka nie ma, wraca z Anglii dopiero za mie­siąc, cią­gle jestem w domu sama, zna­czy z dziećmi, ale...

- Spo­koj­nie - prze­rwał jej Maks. - Co się stało?

- Wra­ca­łam wie­czo­rem do domu - powie­działa. - Byłam na zebra­niu w szkole u star­szej córki, moja matka została z dziećmi, spie­szy­łam się, bo nie­dawno uro­dzi­łam i chcia­łam nakar­mić małą.

A więc Her­man dobrze podej­rze­wała, że kobieta jesz­cze nie wró­ciła do syl­wetki sprzed ciąży.

- Która była godzina i gdzie dokład­nie zauwa­ży­łaś tego męż­czy­znę? - zapy­tał Maks, sia­da­jąc na wol­nym krze­śle obok poli­cjanta.

Wero­nika obser­wo­wała twarz Bałuc­kiego, był zde­ner­wo­wany. Nie wie­działa tylko, czy mar­twi się o bez­pie­czeń­stwo tej dziew­czyny, czy cię­żar­nej żony, która wła­śnie sie­dzi sama w domu i która uważa, że rano ktoś ją śle­dził.

- Dokład­nie nie pamię­tam, ale około osiem­na­stej trzy­dzie­ści, zro­biło się już ciemno - wyja­śniła tamta. - Zebra­nie było o sie­dem­na­stej, potem wpa­dłam do spo­żyw­czego... Zauwa­ży­łam go w parku, wyszedł nagle zza drzewa - mówiła szybko, co zdra­dzało jej zde­ner­wo­wa­nie. - Miesz­kam w blo­kach przy Rey­monta, mia­łam dosłow­nie kil­ka­na­ście metrów, zaczę­łam biec, a on za mną. Wpa­dłam do klatki, wali­łam pię­ściami w drzwi mojego miesz­ka­nia, bo było zamknięte, obu­dzi­łam Biankę, która się roz­pła­kała. - Jej słowa zmie­niły się w beł­kot. - A on był na dole.

- Spo­koj­nie... - ode­zwał się Maks.

- Zamie­rza­łam od razu iść na poli­cję, ale zanim znów uśpi­łam małą, było już po dwu­dzie­stej, mama została u mnie, bo nie chcia­łam, żeby sama cho­dziła po ciemku, nawet myśla­łam, żeby zadzwo­nić po patrol, ale pew­nie przy­szliby mnie prze­py­tać, a wtedy mała znów by się obu­dziła. - Spoj­rzała na Maksa. - A poza tym wie­dzia­łam, że ty tu pra­cu­jesz, i pomyśla­łam, że jeśli przyjdę, to wtedy zaj­miesz się sprawą. Nikomu nie ufam tak jak tobie - dodała, nawet przez moment się nie zasta­na­wia­jąc, jak te słowa odczy­tają zgro­ma­dzeni w pokoju inni poli­cjanci.

- Dobra, dziew­czyny - ode­zwał się Maks, spo­glą­da­jąc na poli­cjantki i kolegę. - Sam poroz­ma­wiam z Anią.

Przez chwilę się zawa­hał, czy użyć jej imie­nia, czy jed­nak bez­oso­bo­wego pani, przez co "z Anią" zabrzmiało jak "z panią". A może wła­śnie tak ją nazwał? Wero­nika nie zasta­na­wiała się już nad tym dłu­żej, odwró­ciła się i wyszła z pokoju, a za nią podą­żyła Zuzanna Kugiel.

- Widzia­łaś to?! - zagad­nęła z uśmie­chem. - Oni chyba... - urwała. - Chyba dobrze się znają - zaśmiała się.

- Na to wygląda - odpo­wie­działa Wero­nika, spo­glą­da­jąc w stronę scho­dów, po któ­rych zbie­gał aspi­rant Stęp­nicki.

Stęp­nicki i Her­man mieli za sobą dwie randki, które utrzy­my­wali w sekre­cie przed resztą załogi. Wero­nika zda­wała sobie sprawę, że do czasu, ale ta ich wspólna tajem­nica była na swój spo­sób pod­nie­ca­jąca.

Pierw­szy raz umó­wili się u Stęp­nic­kiego w domu. Kilka dni po zakoń­czo­nym śledz­twie w spra­wie zagi­nię­cia mło­dej cele­brytki Emmy Denis, fina­listki tele­wi­zyj­nego show, Bar­tek zapro­sił ją na kola­cję. Był nowy na komen­dzie, młod­szy od Wero­niki o trzy lata. W cza­sie śledz­twa mieli oka­zję lepiej się poznać, ale Her­man na­dal nie­wiele o nim wie­działa. To ten moment zna­jo­mo­ści, gdy drugi czło­wiek jest jedną wielką zagadką. Co lubi jeść, jakie ma hobby, o czym marzy? Wero­nika lubiła ten etap, gdy wokół wyglądu zewnętrz­nego (Bar­tek bar­dzo jej pod tym wzglę­dem odpo­wia­dał) powoli poja­wiała się otoczka cech i oso­bo­wo­ści, które albo tylko uatrak­cyj­niały czło­wieka, albo spra­wiały, że nagle prze­sta­wał być inte­re­su­jący.

Nie­pew­nie weszła do jego miesz­ka­nia, prze­stron­nego, dużego jak na jedną osobę. Badaw­czo rozej­rzała się po wnę­trzu, zupeł­nie nie wie­dząc, czego spo­dzie­wać się po tym wie­czo­rze.

- Roz­gość się - powie­dział Stęp­nicki, rusza­jąc w stronę kuchni. - Mam bar­dzo dobre białe wino - zaczął. - Cypryj­skie - wyja­śnił, wyj­mu­jąc z lodówki butelkę. Się­gnął do szafki po dwa kie­liszki i napeł­nił je trun­kiem. - Pro­szę - powie­dział, wrę­cza­jąc jej lampkę.

Wero­nika upiła pierw­szy łyk; wino było zimne, orzeź­wia­jące, pach­nące cytru­sami. Być może lep­sze na let­nie, upalne popo­łu­dnie niż jesienny wie­czór, ale z maka­ro­nem, który sta­ran­nie przy­go­to­wał Bar­tek, ide­al­nie się kom­po­no­wało. Nie wie­działa, czy powinna mu już teraz wyznać swoją tajem­nicę, powie­dzieć, dla­czego jest samotną matką. Nie lubiła wra­cać do tej histo­rii, ale z dru­giej strony, on zasłu­gi­wał na prawdę. Upiła kolejny łyk wina, przy­jem­nie chło­dziło język. Do tej pory roz­mowa krę­ciła się wokół jedze­nia i nie­dawno zamknię­tego przez nich śledz­twa. Wła­ści­wie sprawa Emmy nie scho­dziła z ust miesz­kań­ców od kilku tygo­dni, choć po tym jak nad­szedł jej finał, zapewne ludzie szybko o niej zapo­mną.

- Gdzie wcze­śniej pra­co­wa­łeś? - zapy­tała, upi­ja­jąc kolejny łyk wina.

Posta­no­wiła nie zaczy­nać od sie­bie, wolała, aby on zdra­dził jej coś ze swo­jego życia.

- W Kra­ko­wie - powie­dział.

- Serio? - Uśmiech­nęła się z nie­do­wie­rza­niem. - To co takiego się stało, że nagle przy­je­cha­łeś do tej mie­ściny? - docie­kała, mając na myśli Wło­dawę.

- Już dalej na wschód się nie dało. - Zaśmiał się, ale nie roz­wi­nął wątku.

Naj­wi­docz­niej nie chciał mówić o sobie, a ona nie nale­żała do osób, które na siłę wycią­gają z ludzi prawdę. Oczy­wi­ście poza komendą. Tam była docie­kliwa i nie­ustę­pliwa. W życiu pry­wat­nym hoł­do­wała odmien­nym meto­dom. Choć pytań, które kłę­biły się w jej gło­wie, było wiele. Czy miał żonę, dzieci, był samotny? I przede wszyst­kim - co o niej myślał? Podo­bała mu się czy tylko jej się wyda­wało?

Upiła kolejny łyk wina.

- I jak ci się tu podoba?

- Nie naj­go­rzej. - Uśmiech­nął się tajem­ni­czo. - A nawet cał­kiem faj­nie - dodał, spo­glą­da­jąc jej w oczy. Flir­to­wał z nią. Nie dało się tego ukryć. Spu­ściła wzrok. - A ty?

Czy chciał zapy­tać ją o to samo? Czy on także wyczuł, że w jakimś stop­niu ją zain­te­re­so­wał?

- Jak sobie radzisz jako samotna matka?

A jed­nak on lepiej spraw­dzał się w roli śled­czego. Pro­ste, kon­kretne pyta­nie.

- Róż­nie bywa - odpo­wie­działa wymi­ja­jąco.

Nagle poczuła, że palą ją policzki, nie wie­działa tylko, czy od nad­miaru wypi­tego wina, czy od spoj­rze­nia, któ­rego Bar­tek z niej nie spusz­czał. Nie chciała roz­ma­wiać teraz o swoim roz­bi­tym mał­żeń­stwie. To było wciąż bole­sne, mimo że minął już ponad rok. Wiele chwil z tam­tego wie­czoru zamknęła daleko w cze­lu­ściach swo­jej pamięci. Cza­sem nagle i nie­spo­dzie­wa­nie powra­cały, znie­nacka ata­ko­wały swoją auten­tycz­no­ścią, przy­po­mi­nały, że nie zmieni prze­szło­ści ani ni­gdy już przed nią nie uciek­nie. Jed­nak temat roz­padu związku nie jest dobry na pierw­szą randkę.

- Super to wino - zauwa­żyła, pod­no­sząc kie­li­szek.

Był pusty, więc dała jasny znak Stęp­nic­kiemu, że powi­nien go napeł­nić i skoń­czyć temat. On dosko­nale zro­zu­miał, nie wra­cał już do tego przez cały wie­czór ani na następ­nej randce. Nie poru­szyli kwe­stii oso­bi­stych.

Ta aura tajem­nicy, nie­do­po­wie­dze­nia, domy­sły oraz ukry­wa­nie ich kieł­ku­ją­cych rela­cji przed kole­gami z pracy spra­wiały, że jesz­cze bar­dziej mię­dzy nimi iskrzyło. Tak jak w tej chwili. Stęp­nicki pod­szedł do niej i Zuzy, spo­glą­da­jąc Wero­nice w oczy, lekko się uśmiech­nął, ale potem prze­niósł wzrok na Kugiel. A może jej się tylko wyda­wało? Może tylko chciała zoba­czyć uśmiech w jego spoj­rze­niu? W spo­so­bie bycia zacho­wy­wał pewien dystans, co z jed­nej strony wyda­wało się uwo­dzi­ciel­skie, a z dru­giej spra­wiało, że Wero­nika nie do końca wie­działa, co myśleć o ich rela­cji.

- Jedziemy nad Jezioro Białe - powie­dział. - Zna­le­ziono zwłoki kobiety. Pro­ku­ra­tor już jest powia­do­miony.

ROZDZIAŁ 3

ROZ­DZIAŁ

3

- Co? - Zuza spoj­rzała na kolegę.

- Zadzwo­nił wła­śnie jakiś męż­czy­zna. W szu­wa­rach nad Jezio­rem Bia­łym natknął się na ciało kobiety.

Wero­nika poczuła, jak jej myśli szy­bują w zna­jome rejony. Już kie­dyś tak było. Jesz­cze wtedy nie była mężatką, ale już poli­cjantką. Peł­niła dyżur, gdy miesz­ka­niec Wło­dawy zadzwo­nił z infor­ma­cją, że wypły­nął z wnu­kami łódką na Jezioro Białe i wła­śnie w szu­wa­rach wypa­trzył coś, co wygląda jak ludz­kie zwłoki. To była jedna z pierw­szych spraw Her­man. Poje­chali na miej­sce zda­rze­nia, wezwano na pomoc stra­ża­ków, któ­rzy wyło­wili ciało. Nie udało im się ziden­ty­fi­ko­wać toż­sa­mo­ści ofiary, członki były już w sta­nie zaawan­so­wa­nego roz­kładu. Inten­sywne prze­glą­da­nie bazy danych zagi­nio­nych kobiet także nie pomo­gło. Sprawa została do dziś nie­roz­wią­zana. Pierw­sza zawo­dowa porażka, z którą Wero­nika długo nie mogła sobie pora­dzić. Wciąż wra­cała do tej sprawy, sta­rała się zna­leźć jakiś punkt zacze­pie­nia, coś, co pomo­głoby im zbli­żyć się do prawdy. Kim była ta kobieta, w jakich oko­licz­no­ściach zgi­nęła, czy było to samo­bój­stwo, nie­szczę­śliwy wypa­dek, czy jed­nak mor­der­stwo? Nie mogła pogo­dzić się z tym, że być może sprawca czynu jest wśród miesz­kań­ców mia­steczka, że spo­tyka go w skle­pie, na ulicy, a także latem na plaży nad jezio­rem. Mor­derca korzy­sta z uro­ków życia, a ta kobieta nie żyje.

Na domiar złego po dwóch latach zna­le­ziono kolejne zwłoki kobiety w Jezio­rze Bia­łym. Po prze­ciw­nej stro­nie brzegu, w mniej zaawan­so­wa­nym sta­dium roz­kładu, ale i to nie pomo­gło w iden­ty­fi­ka­cji denatki. Sprawa także nie została roz­wią­zana. A teraz znowu. Czy to ten sam sprawca? Czy działa według jakie­goś klu­cza?

- Gdzie Maks? - zapy­tał Stęp­nicki, wyry­wa­jąc ją ze wspo­mnień.

- Prze­słu­chuje jakąś laskę, którą ktoś śle­dził - powie­działa Zuza.

- Śle­dził? - Stęp­nicki zmarsz­czył czoło.

Drzwi pokoju prze­słu­chań otwo­rzyły się i wyszła z niego dziew­czyna, a za nią Bałucki. Stęp­nicki spoj­rzał pyta­jąco na kolegę, który odpro­wa­dził kobietę w stronę wyj­ścia.

- Maks! - Bar­tek krzyk­nął za Bałuc­kim. - Jest pilna sprawa.

Kobieta powie­działa do Bałuc­kiego coś jesz­cze, ale nie udało im się tego usły­szeć, po czym opu­ściła komendę.

- Słu­cham? - Maks odwró­cił się w stronę poli­cjan­tów, miał nie­obecne spoj­rze­nie.

- Jedziemy nad Białe - wyja­śnił Bar­tek. - Ktoś zna­lazł w szu­wa­rach zwłoki kobiety.

- Zwłoki? - Pod­szedł do nich. - Kiedy?

- Przed chwilą. - Poli­cjant odwró­cił się w stronę scho­dów. - Jedź z Niką, ja zabiorę się z tech­ni­kami.

Kiedy Her­man i Bałucki wsie­dli do samo­chodu, Wero­nika miała ochotę zapy­tać o dziew­czynę, z którą Maks przed chwilą roz­ma­wiał. Skąd ją znał? I czy uważa, że to przy­pa­dek, że ktoś śle­dził tę kobietę, a także jego żonę? Czy to ta sama osoba? Czy po Wło­da­wie gra­suje jakiś zbo­cze­niec, psy­cho­pata? I czy ma to zwią­zek z cia­łem zna­le­zio­nym wła­śnie w Jezio­rze Bia­łym, a także tam­tymi nie­roz­wią­za­nymi spra­wami sprzed lat? Jechali jed­nak w ciszy, każde pogrą­żone we wła­snych myślach.

Luty 2022 roku był nie­zwy­kle sło­neczny, tem­pe­ra­tura także wysoka jak na tę porę roku. Ludzie wypa­try­wali w tej łagod­no­ści pogody zwia­stuna rychłej wio­sny, choć dopiero co zaczęły się ferie zimowe. Mar­cel, syn Wero­niki, poje­chał na całe dwa tygo­dnie do Kar­pa­cza z dziad­kiem. Teść posta­no­wił nauczyć go jeź­dzić na nar­tach.

- Maciek też zaczy­nał, jak był w jego wieku - dodał, gdy w ostat­nią sobotę Wero­nika odbie­rała syna od dziadka.

Nie sko­men­to­wała tego, nie potra­fiła zna­leźć słów, które byłyby odpo­wied­nie w takiej chwili. Wie­działa, o czym myśli jej teść: gdy­byś nie poja­wiła się w naszym życiu, zapewne poje­chał­bym teraz z moim synem i wnu­kiem lub wnuczką na wspólny zimowy wyjazd w góry. Nie o takiej syno­wej marzy­łem.

Tade­usz Zasadny nachy­lił się, poca­ło­wał Mar­cela w czoło i obie­cał, że w ponie­dzia­łek rano przy­je­dzie po niego i wybiorą się w góry. Tak jak obie­cał, zja­wił się dzi­siaj u nich kilka minut po siód­mej. Zapa­ko­wał walizki do auta, Wero­nika zapięła Mar­cela w fote­liku i wyru­szyli w daleką drogę. Myślała, że będzie miała całe popo­łu­dnie dla sie­bie. Naru­szy sto­sik hańby pię­trzący się koło jej łóżka, ale teraz wyglą­dało na to, że zosta­nie w pracy do póź­nego wie­czora.

Zapar­ko­wali przy plaży głów­nej. Jezioro iskrzyło się w pro­mie­niach słońca i gdyby nie zimny wiatr, który ude­rzył Wero­nikę w twarz, nie pomy­śla­łaby, że jest luty. Ruszyli w stronę męż­czy­zny, który machał do nich inten­syw­nie. Her­man spu­ściła głowę, jakby chciała odwlec moment, gdy ujrzy zwłoki. Na pia­chu dostrze­gła odbite ślady stóp mew. Cha­otyczne linie. Czy spa­ce­ro­wały tutaj, gdy kobieta wal­czyła o życie? A może denatka została tylko wrzu­cona do jeziora, a umarła wcze­śniej, w innym miej­scu?

- Dzień dobry - powie­dział Maks do męż­czy­zny z siwymi wło­sami, sto­ją­cego przy wej­ściu na pomost. - To pan dzwo­nił na poli­cję?

- Ja. - Męż­czy­zna zro­bił krok w ich stronę.

- Aspi­rant Mak­sy­mi­lian Bałucki i moja kole­żanka, aspi­rantka Wero­nika Her­man.

- Witold Haw­ry­luk - odpo­wie­dział. Miał zie­lone, wyso­kie kalo­sze i sztor­miak. Dziwny ubiór jak na taką pogodę, pomy­ślała Wero­nika, prze­no­sząc wzrok na prze­strzeń za ple­cami męż­czy­zny, pró­bu­jąc dostrzec ciało w szu­wa­rach.

- Coś strasz­nego. - Pokrę­cił głową. - Prze­ra­ża­jący widok - dodał, wcho­dząc na pomost.

Ruszyli za nim. Deski skrzy­piały pod ich sto­pami, wyda­jąc nie­przy­jemne, zło­wiesz­cze odgłosy. Z każ­dym kro­kiem zbli­żali się do trupa. Jak pira­nie, które ata­kują stad­nie, gdy wyczują w pobliżu krew, okrą­żają ofiarę i rzu­cają się na nią. Męż­czy­zna zatrzy­mał się na skraju pomo­stu i wycią­gnął przed sie­bie dłoń.

Poli­cjanci sta­nęli obok niego. Ręka męż­czy­zny drżała, Wero­nika podą­żyła wzro­kiem za jego pal­cem wska­zu­ją­cym. W szu­wa­rach, jakieś dwa metry od nich, zacze­pione o gęste sito­wie, pły­wało ciało kobiety. A kon­kret­nie jego dolna połowa.

ROZDZIAŁ 4

ROZ­DZIAŁ

4

- Pół kobiety - powie­dział męż­czy­zna. - Coś okrop­nego. Tylko połowa ciała. - Z nie­sma­kiem wykrzy­wił usta.

Her­man odru­chowo odwró­ciła głowę. Męż­czy­zna miał rację, prze­ra­ża­jący widok. Czy ktoś roz­człon­ko­wał zwłoki mecha­nicz­nie, ukrył górną część ciała, aby utrud­nić iden­ty­fi­ka­cję ofiary? Czy to może ozna­czać, że mor­der­stwo było na tle sek­su­al­nym? Czy roz­człon­ko­wa­nie nastą­piło w wyniku roz­kładu zwłok lub zro­biły to zwie­rzęta, poże­ra­jąc górą połowę? Ale dla­czego tylko górną? A może gdzieś nie­opo­dal znaj­duje się druga część kor­pusu?

Wero­nika prze­nio­sła wzrok na iskrzące w słońcu jezioro; jesz­cze na początku stycz­nia, gdy przy­szła tutaj z synem, woda była skuta lodem. Czy już wtedy ciało kobiety znaj­do­wało się pod powierzch­nią?

Her­man usły­szała odgłos zbli­ża­ją­cego się samo­chodu i odwró­ciła się. Pro­ku­ra­tor Wik­tor Skała, postawny, sędziwy męż­czy­zna, wła­śnie zapar­ko­wał obok ich radio­wozu. To on miał pokie­ro­wać akcją. Bałucki ruszył w jego stronę, a Wero­nika stała, wpa­tru­jąc się w dry­fu­jące na powierzchni wody ciało. Ciemna spód­nica, chyba dżin­sowa, z któ­rej wysta­wały dwie bez­władne nogi. Wyda­wało się, że kobieta nie miała na sobie raj­stop. Czy to ozna­cza, że zna­la­zła się w wodzie, gdy jesz­cze było cie­pło? Leżała tu od pół roku? A może do mor­der­stwa doszło w domu i ktoś tylko wrzu­cił zwłoki do jeziora?

Po chwili poczuła, jak ugi­nają się deski pomo­stu, i odwró­ciła się; w jej stronę szedł Skała, a za nim Bałucki i Stęp­nicki.

- Wezwij straż - Skała zwró­cił się do Maksa. - Pomogą wycią­gnąć ciało na brzeg i od razu niech ścią­gną tu nur­ków z Komendy Woje­wódz­kiej Straży Pożar­nej z Lublina, prze­szu­kają jezioro - powie­dział jed­nym tchem. - Prze­cież gdzieś do cho­lery musi być druga połowa ciała tej kobiety!

Maks ski­nął głową, był zde­ner­wo­wany. Wero­nika znała go na tyle, aby wie­dzieć, że to prze­jaw bez­rad­no­ści. Podob­nie jak ona zda­wał sobie sprawę, że będzie bar­dzo trudno dopaść sprawcę, choć oczy­wi­ście zro­bią wszystko, co w ich mocy. Bar­tek Stęp­nicki pod­szedł na skraj pomo­stu i sta­nął obok Wero­niki. Pomy­ślała, że to ich pierw­sza wspólna wycieczka nad jezioro i od razu tak dra­styczny widok. Bar­tek kilka dni temu zapro­po­no­wał jej, aby po pracy prze­je­chali się nad Białe. Był to jeden z tych pierw­szych, sło­necz­nych dni, któ­rych luty im nie szczę­dził. Jed­nak odmó­wiła, miała wizytę u sto­ma­to­loga z Mar­ce­lem, któ­rej nie mogła i nie chciała prze­kła­dać. Zamie­rzali więc wybrać się z Bart­kiem w naj­bliż­szy week­end, gdy jej syn uda się z dziad­kiem na ferie. Nie prze­wi­działa jed­nak, że poja­wią się tutaj wcze­śniej, a oko­licz­no­ści będą dale­kie od roman­tycz­nych.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki