Stacja miłość - Zoe Folbigg

Reflow text when sidebars are open.
Maya i reszta ludzi z zespołu redakcyjnego idą przez recepcję i wchodzą na schody z trochę mniejszą energią, niż kiedy szli w dół. Wracają do swoich biurek.
- Do kitu - mruczy fotoedytorka Olivia, opadając na krzesło przy oknie obok Mai.
Olivia jest duża i głośna, ma pomarańczowe kręcone włosy, które bez względu na pogodę wyglądają, jakby odbijało się w nich słońce.
Emma, menedżerka mediów społecznościowych, siedzi po drugiej stronie biurka obok okna, zwrócona twarzą do Olivii. Jej niebieskie, lśniące w promieniach słońca oczy dobrej wróżki kontrastują z ciemnobrązowymi włosami do ramion. Jest najstarszą przyjaciółką Mai w FASH. Dzień i noc jest online, odpowiadając na tweety, wyszukując nowych trendów, informując zespół o tym, co się podoba klientom, a czego nie cierpią. I jest zbyt urocza, żeby zajmować się modą. Siedzi obok Lucy, która ma biurko naprzeciwko Mai, żeby dostarczać Lucy najnowszych informacji o modzie. To znaczy wtedy, gdy szefowa tkwi przy swoim biurku. Ostatnio była bardzo zajęta. Od dawna potrzebowała nowego redaktora strony, który zdjąłby ten ciężar z jej ramion, żeby mogła odgrywać bardziej strategiczną rolę.
Za Lucy i Emmą siedzi czworo kolejnych członków zespołu redakcyjnego. Alex, który pisze teksty, i jego asystentka, Liz. Ich zadaniem jest przetwarzanie wizerunku na produkt, który można kliknąć, przekazać dalej, a co najważniejsze - znaleźć w sklepie, tak aby kobieta odwiedzająca stronę FASH zobaczyła, że to hit i musi go mieć. A potem kupić. Liz jest skromną, niepozorną dziewczyną i ma szczegółową wiedzę o każdej sztuce ubrania, którą kiedykolwiek pokazano na wybiegu. Jest tak miła, że nawet Lucy ma poczucie winy, kiedy prosi ją podczas lunchu o przyniesienie kanapki z kawiarni po przeciwnej stronie ulicy. Cicho mówiący, starannie uczesany Alex to z kolei kopalnia wiedzy na temat mody. Ma w tej dziedzinie ogromne doświadczenie, począwszy od lat osiemdziesiątych, kiedy przyczepiał sobie do butów kapsle po piwie grolsch.
Naprzeciwko Liz i Aleksa siedzą rozchichotane Chloe i Holly, najmłodsze i najbardziej zabawne dziewczyny w zespole. Jeśli chcesz wiedzieć, kto się z kim całował na letnim przyjęciu, Chloe i Holly ci to powiedzą. Wymyślne grafiki na stronie głównej to dzieło Chloe, a Holly zajmuje się wyszukiwaniem zdjęć. Kiedy nie śledzi Instagrama ani nie splata swoich długich włosów, skupia się na fotografiach, których setki powstają codziennie w studiu FASH.
Tacy są przyjaciele Mai z pracy. Ona również jest ich powiernicą. Większość z nich prosiła ją kiedyś o rozmowę w barze, która przeważnie dotyczyła kłopotów rodzinnych, problemów z chłopakiem albo rady, jak się ubrać na przyjęcie. Wszyscy - najwyraźniej z wyjątkiem Lucy - żałowali, że to nie ona dostała stanowisko redaktora strony internetowej zamiast tej wysokiej szczupłej kobiety, którą im dziś zaprezentowano.
Maya siedzi już przy swoim komputerze w otwartej przestrzeni pozbawionego ścianek działowych biura. "Otrząśnij się, otrząśnij się, otrząśnij się - powtarza sobie. - Żadnej wiadomości od Mężczyzny z Pociągu". Myśli o Cressidzie Blaise-Snellman, ale nie podnosi wzroku, kiedy ta podchodzi do swojego nowego biurka stojącego naprzeciwko i wkłada do pustego pojemnika Lucy własne egzemplarze "Vogue'a", "Vanity Fair" i "New Yorkera". Maya wie, że Cressida ją poznaje. Przez cały rok widywały się w Walk In Wardrobe, zanim Lucy wykradła stamtąd Mayę. Jednak gdy nowa przedstawia się zespołowi, udaje, że jej nie zna.
- Proszę, żeby wszyscy podeszli do mojego biurka - wzywa. Chloe i Holly wykonują polecenie, podczas gdy Liz, Alex i Emma tylko obracają fotele. Maya i Olivia stają przy swoich biurkach. - Bardzo się cieszę, że teraz jestem tutaj - mówi Cressida. Ma akcent typowy dla wyższych klas społecznych. - Obiecuję, że z czasem nauczę się waszych imion. Jednak łatwiej zapamiętuję twarze niż imiona - dodaje, biorąc Przewodnik Mody i wkładając go do pojemnika.
"Jest nas tylko szóstka do zapamiętania". Może jednak Cressida nie pamięta Mai, może Maya jest aż tak niecharakterystyczna. Chociaż przez prawie rok każdego ranka siedziała naprzeciwko Mężczyzny z Pociągu, on nie zwracał na nią uwagi. Może Cressida jest zażenowana. Będzie teraz pracować z kimś, kto swoją obecnością będzie jej przypominał, że kiedyś tak źle traktowała stażystkę, iż ta pewnego dnia wyszła na lunch i przepadła. Kiedy Cressisa dodzwoniła się wreszcie na jej komórkę, żądając, żeby wróciła do pracy, stażystka tłumaczyła, że nie da rady, bo przejechał ją autobus i już nigdy nie wróci. Następnego dnia Maya widziała dziewczynę w pubie w Soho. Nie miała żadnych obrażeń, gipsu czy opatrunków. Wyznała Mai, że musiała się uwolnić od Cressidy. Maya, żeby nie zawstydzać Cressidy, nic jej o tym nie powiedziała, ale cały zespół podejrzewał, że to właśnie ona popchnęła niegdyś pełną entuzjazmu stażystkę do takiego kłamstwa.
- Oczywiście zorganizuję też indywidualne spotkania. Mój chłopak ma bar na Marylebone High Street, więc możemy tam się umawiać. - Pauza dla wywarcia wrażenia. - A teraz do pracy. Już, już.
Olivia opadła na swój fotel i wysłała mejla do Mai i Emmy:
Czy ona powiedziała: już, już?
Zanim Emma zdołała przeczytać tę wiadomość, Cressida poprosiła ją, czy nie zechciałaby zamienić się z nią biurkami, bo wolałaby zająć miejsce Emmy przy oknie.
- Cressie potrafi być okropna, jeśli nie ma dość dziennego światła - mówi w trzeciej osobie.
Maya stara się odciąć od tego wszystkiego i przegląda kolekcję Varsity Chic, nowe trendy na jesień/zimę, sportowe bluzy, podkolanówki i ubrania w paski. To przypomina trochę styl Cressidy. "Otrząśnij się, otrząśnij się, otrząśnij się". Dziewczyna nie może się skupić. Pojawienie się Cressidy Blaise-Snellman powoduje, że niemal blakną jej piegi. Co gorsza, Mężczyzna z Pociągu łamie jej serce. Jest już po jedenastej, a on się nie odzywa.
Energicznie przechodząc na światłach i manewrując między rowerzystami na skrzyżowaniu, przy którym ostatniej nocy w szpitalu urodziło się dziewięcioro dzieci, Maya spieszy w kierunku Marylebone Road i rozmyśla o dzisiejszym dniu. Nie może się już doczekać chwili, gdy powie przyjaciołom z pracy, że podeszła do niego i zrobiła to. Nareszcie dała liścik Mężczyźnie z Pociągu.
Jednak przedtem trzeba złożyć inną deklarację. O wpół do dziesiątej zespół do spraw marketingu oraz wszyscy naczelnicy wydziału poznają nazwisko nowego redaktora stron internetowych. To wielkie wydarzenie w FASH, wielkiej firmie odzieżowej, dla której pracuje Maya. Na chwilę dziewczyna zapomina o swoim sercu i przywołuje w pamięci scenę sprzed dwóch tygodni, kiedy bardzo zdenerwowana stała przed pięcioma członkami zarządu. Wśród nich siedziała jej szefowa Lucy, która zachęcała Mayę do ubiegania się o stanowisko redaktora. To ona dodawała jej wzrokiem otuchy. Maya dokonała prezentacji, demonstrując swoją wizję stron FASH. Pokazała, jak FASH może podtrzymywać kontakty z miłośniczkami mody na całym świecie, które marzą tylko o tym, by mieć tanie dizajnerskie ciuchy z masowej produkcji po trzech przewinięciach i jednym dotknięciu palcem smartfona, oraz jak sprawić, żeby te strony były przekonujące. Maya była przerażona. Kiedy mówiła do więcej niż czterech osób, drżał jej głos. Poza tym nie zależało jej na tym stanowisku. Lubiła swoją dotychczasową pracę, bo była zabawna i pociągająca. Przez cały dzień oglądała ubrania i błyskotliwie je opisywała. Sama metaliczna spódnica midi z żakardu nie jest wystarczająco interesująca, Maya więc nazywa ją Lupita - imieniem znanej kenijskiej aktorki filmowej. Potem przekazuje Lupitę Aleksowi i Liz, którzy tworzą całą historię wokół sprzedaży tej spódnicy. W tym wypadku myślą przewodnią było hasło: "Olśnij na randce". Potem Maya redaguje tekst i bingo: miliony klientek FASH z całego świata chcą kupić tę spódnicę. Kiedy kupujemy sukienkę, spódnicę albo top i widzimy, że zostały nazwane Hepburn czy też imieniem piosenkarki Elissia, zastanawiamy się, kto wpadł na taki pomysł. W koncernie FASH nadawanie nazw ubraniom, kampaniom reklamowym i nowym trendom, a także wymyślanie, co powiedzieć o nich na stronie, to zadania Mai. "Superancki barok" i "Lata dziewięćdziesiąte bez obciachu" okazały się dwoma najczęściej klikanymi stylami FASH w poprzednim roku, co było jej zasługą. Ale redagowanie strony? To odpowiedzialne zadanie, powiązane ze sprawami finansowymi i z oceną pracowników, prowadzeniem negocjacji z kreatorami marek i kierownikami oddziałów walczącymi o najlepsze miejsca dla swoich ubrań na stronie. Maya chce być powiernicą zespołu, a nie jego szefową. Jednak pieniądze bardzo by się przydały. W grudniu kupiła mieszkanie na pierwszym piętrze w wiktoriańskim domu z wysokimi sufitami i spleśniałymi ramami okiennymi, które wymaga mnóstwo inwestycji i miłości. Urządziła swoje gniazdko w łagodnych odcieniach, aby je dobrze poznać, zanim przerzuci się na kolory limonkowy i szary. Tak, ten dom wymaga pieniędzy i miłości.
Maya nie chciała, żeby uznano ją za pozbawioną ambicji i niewdzięczną. Za nią stała Lucy, zachęcała ją, a to wiele znaczyło. Lucy należy do grupy głównych doradców założyciela FASH Richa Robinsona. Ona zawsze opowiada się za Mayą, ponieważ dziewczyna jest bystra, ciężko pracuje, nie gwiazdorzy, tylko robi swoje. Ponadto Lucy uważa za urocze podkochiwanie się w nieznajomym z pociągu.
Lucy usłyszała o Mai Flowers, kiedy ta zaczęła pracować dla Walk In Wardrobe zaraz po ukończeniu studiów. Już jako osiemnastolatka Maya była entuzjastką podróży i chciała się piąć po szczeblach kariery. Nie planowała pracy związanej z modą, chciała pisać. Była więc zachwycona, kiedy dostała pracę w Walk In Wardrobe. Okazała się pracowita i przyjacielska, co było rzadką cechą młodych snobów z wyższych klas. W niecałe cztery lata z młodszego copywritera awansowała na redaktora tekstów. Maya miała dwadzieścia pięć lat, kiedy Lucy przechwyciła ją dla FASH. Po dwóch latach zatem doszła do wniosku, że chyba zasługuje na awans.
"A więc dzisiaj odkryję, co przeznaczył mi los, i to nie tylko w tej jednej sprawie. Dobrze, że włożyłam ładne buty".
Maya patrzy ze zdziwieniem na kolejki do Planetarium i przechodzi przez jezdnię, żeby uniknąć zderzenia z gromadą rozwrzeszczanych uczniów z plecakami. Jednocześnie zauważa, że ich jasne wąziutkie spodnie pasowałyby do nowej kolekcji, którą właśnie opracowuje. Skręca w lewo w Baker Street. Jeszcze dwie trzecie drogi i dotrze do siedziby FASH. Jest to budynek w stylu art déco z elementami egipskiej architektury. Dwanaście ozdobnych kolumn na froncie. Do środka można wejść przez jeden z dwóch szklanych podestów, które zbiegają się na poziomie chodnika. Maya często się zastanawia, który z nich wybrać, bo oba prowadzą do tych samych szklanych drzwi, a dalej - do nowoczesnego atrium. Dzisiaj decyduje się na kładkę z lewej strony i z rozwianymi włosami wbiega przez drzwi obok trzech łysych, znudzonych strażników. Za pomocą karty otwiera kolejne szklane drzwi i biegnie po metalowych schodach.
Wejście do budynku FASH odzwierciedla całą istotę tej firmy. Ekscytację! Różnorodność! Zabawę! Dumę! Na lewo od recepcji na dwóch kanapach w kontrastujących kolorach siedzą podekscytowane stażystki, marząc o oszałamiającej karierze w branży. Na prawo, za szklaną ścianą widać tych, którzy wcześnie wstali i z kawą w ręku oglądają próbki i zegarki z przyszłorocznej kolekcji. Przechadzają się modelki w szlafrokach, czekając na sesję fotograficzną w tysiącach nowych strojów, które przyjechały tego dnia z fabryk w odległych krajach. Pośrodku, przy srebrzystej ladzie, siedzi blond recepcjonistka ze słuchawkami, gotowa odbierać telefony. Jednocześnie przegląda zdjęcia ubrań i zastanawia się, co może kupić, korzystając ze swojej czterdziestoprocentowej zniżki pracownika FASH. Nad recepcją wisi ogromny ekran, sięgający od podłogi do szczytu schodów, który pokazuje wiodący styl FASH w tym sezonie: rudą dziewczynę w żółto-białej prostej sukience z baskinką i dwubarwnych sandałach oraz brunetkę w czarnym eleganckim kombinezonie, czarnej przepasce zamiast topu i łyżwiarskich butach.
Maya w swoich pantoflach z kokardkami biegnie po schodach do mieszczącego się na górze bufetu. Tutaj sufit jest o wiele niższy niż w atrium i ma industrialny charakter. Celowo wyeksponowane metalowe rury wiszą nad zbiorowiskiem kolorowych krzeseł i zniszczonych drewnianych stołów. Maya rozgląda się po bufecie. Po lewej stronie są gorące dania śniadaniowe. Na wprost owsianka. Croissanty na prawo. Co wybrać z tego bezpłatnego zestawu? FASH jest świetnym miejscem, jeśli ktoś chce pracować w detalicznym dziale mody, na linii od wytwórcy do klienta. Jedzenie jest za darmo, ubrania z czterdziestoprocentową zniżką, a wspaniałe letnie i bożonarodzeniowe przyjęcia stały się legendarne. Każdy pracownik ma poczucie dumy, czuje, że jest pod dobrą opieką i na pierwszej linii cyfrowej rewolucji w modzie.
Maya nie może nawet patrzeć na jedzenie po tym, co zrobiła w pociągu o 8.21. Ale też nie weźmie żadnych smażonych dań na zebranie szefów wydziału. To ważna chwila. Omija więc gorące potrawy i kieruje się w stronę ciast.
- Cześć, Maya - woła Sam, sięgając po słodką bułeczkę ponad jej ramieniem. Góruje nad nią wzrostem, przez chwilę dotyka dłonią jej ramienia. - Przepraszam cię - mówi zaczerwieniony - ale masz okruszki na bluzce.
Chce je strzepnąć, ale się powstrzymuje.
- Nie ma problemu. To ciasto francuskie - mówi Maya, usuwając okruszki z nadzieją, że masło nie zostawi tłustego śladu.
Dziś ma na sobie zielono-białą jedwabną bluzkę wpuszczoną w szare spodnie culottes o "problematycznej" długości - to określenie też sama wymyśliła - i zielone botki z kokardą z boku. Ubrała się elegancko z dwóch powodów: 1) żeby olśnić Mężczyznę z Pociągu, 2) jeśli przez następne pół godziny będzie musiała stać przed szefami wydziałów i z pokornym uśmiechem przyjąć wiadomość, że została mianowana redaktorem stron internetowych.
- Podekscytowana przed wielkim wydarzeniem? - pyta kolega.
Maya sztucznie się uśmiecha.
Sam jest programistą i kierownikiem działu technologii. Kibicował Mai od chwili, gdy zwierzyła mu się, że Lucy ją namawia, by ubiegała się o to stanowisko.
- Będziesz świetna - przekonuje ją.
Przed kilkoma tygodniami, tuż przed prezentacją, Sam zostawił na biurku Mai składankę motywujących piosenek, żeby wprowadzić ją w odpowiedni nastrój.
- Nie mogę ich słuchać! Nie mam odtwarzacza! - śmiała się Maya.
- Tak, ale liczy się przesłanie - powiedział Sam i wysłał jej mejla z listą nagrań, żeby mogła wysłuchać ich z komputera, kiedy będzie kończyć pracę nad prezentacją.
Maya owija swoją słodką bułkę w serwetkę i patrzy na Sama.
- Ta strona potrzebuje kogoś, kto ją popchnie do przodu. Nie ma tu nikogo lepszego od ciebie, Mayu. Ludzie liczą się z twoim zdaniem, jesteś stanowcza, ale umiesz postępować ze współpracownikami.
Jak zawsze Sam jest bardzo elokwentny i jak większość programistów FASH nie interesuje się modą. Pracuje tu, bo jest to jedna z najczęściej odwiedzanych stron internetowych na świecie, co wywołuje podziw wśród ludzi z branży. Sam nosi stare, dziurawe rockowe podkoszulki, spłowiałe, obszarpane dżinsy i klapki, nawet w zimie. Jest wysoki, ma okrągłą twarz, fryzurę z czubem, przymrużone oczy i wygląda, jakby się śmiał, choć już dawno przestał.
- Nie przejmuj się tym - mówi Maya. - Ja mam inną informację.
Sam patrzy na nią z wyczekiwaniem.
- Dałam swój liścik Mężczyźnie z Pociągu - wyrzuca z siebie, czekając na oklaski.
Okrągła twarz Sama nagle się zaróżowiła.
- Zrobiłaś to? No, no! Dobra robota. Co powiedział?
Sam zna tę historię. Jego biurko styka się z biurkiem Mai. Od dziesięciu miesięcy słucha jej opowieści o Mężczyźnie z Pociągu. W co się ubiera. Co czyta. Czy tamtego dnia podniósł oczy.
Maya z kolei zna opinię Sama na temat jej zauroczenia i prób śledzenia Mężczyzny z Pociągu. Kiedy w czasie Bożego Narodzenia spytała go, jak by się poczuł, gdyby nieznajoma dziewczyna w pociągu podmiejskim, którym dojeżdżał z Brighton, dała mu upieczone w domu ciasto, kartkę z życzeniami świątecznymi i ze swoim numerem telefonu, odpowiedział:
- Wrzuciłbym kartkę do kosza i pomyślałbym, że to jakaś wariatka.
To jej wystarczyło, żeby zrezygnować z takiego pomysłu.
- Dziś rano nic nie powiedział, ale to mu chyba trochę pochlebiło. Poza tym nie dałam mu szansy, bo szybko odeszłam. Nie sprawdziłam jeszcze poczty. Może coś tam jest... - mówi z nadzieją Maya, wyciągając telefon z kieszeni. - Cholera, jest 9.28. Lepiej chodźmy już na dół.
Kiedy wiosenne popołudnie dobiega końca, a słońce na dachach Marylebone Street otula Londyn magicznym światłem, wiadomość, której Maya pragnęła od chwili, gdy po raz pierwszy zobaczyła Mężczyznę z Pociągu, wreszcie ukazuje się na jej ekranie. Jakby ktoś w jej skrzynce mejlowej umieścił granat. Godzina 17.08, temat: Mężczyzna z Pociągu.
- O Boże, on wysłał mi wiadomość! - woła Maya, zdradzając, jak bardzo ją to poruszyło.
Kiedy tego ranka Cressida wprowadziła nowe porządki w biurze, Maya uznała, że nie jest to właściwy czas, by ogłosić Emmie, Olivii czy też komukolwiek innemu, że wreszcie podała liścik Mężczyźnie z Pociągu.
- Kto wysłał ci wiadomość? - pyta Emma, której intuicja podpowiada, że może to być coś ważnego, skoro Maya niemal krzyknęła pod wpływem impulsu.
- Cicho, rozmawiam przez telefon. - Cressida macha do nich.
- Czy odezwał się Mężczyzna z Pociągu? - Sam obraca się w swoim fotelu.
- Mężczyzna z Pociągu? - podśpiewuje radośnie Olivia, klaszcząc.
"Niech to szlag".
Gdyby Maya zachowała spokój, otworzyła wiadomość, przeczytała i przetrawiła ją w ciszy, mogłaby godnie zmierzyć się z jej treścią. Teraz wszystko zepsuła. Przynajmniej Chloe i Holly jej nie usłyszały, jak zwykle zatopione w internetowych plotkach.
Alex wstaje, delikatnie przeciąga dłonią po swojej doskonałej jasnoblond fryzurze i patrzy wyczekująco na Mayę przez zsunięte na nos okrągłe okulary w rogowej oprawie.
- Mamy jakieś wiadomości, Mayu? - pyta.
Cressida z telefonem w dłoni marszczy brwi i podnosi wskazujący palec do ust, żeby dać znać, że wszyscy mają być cicho.
- Cholera - szepcze Sam. - Co on pisze?
Mayu,
dziękuję za liścik. Przepraszam, że w pociągu byłem trochę zamroczony, ale zmagam się z katarem siennym.
To było bardzo miłe z Twojej strony, ale niestety mam dziewczynę i nie sądzę, żeby była zadowolona, gdybym poszedł z Tobą na drinka.
To, co zrobiłaś, wcale nie było głupie. Wymagało dużo odwagi, ja nigdy bym nie zdobył się na coś podobnego.
Najlepsze życzenia urodzinowe!
James
"Ma na imię James, James", myśli Maya. Miłe, poważne imię. Trzy zdania i przyjacielskie pozdrowienie. Na dole widnieje podpis: James Miller, Dyrektor ds. Kluczowych Klientów, MFDD, cokolwiek to znaczy.
Czworo kolegów wpatruje się w Mayę z nadzieją w oczach. Czyta wiadomość ponownie otoczona ludźmi i marzy, żeby ich przy niej nie było. Jednocześnie czuje się źle z tym, że musi ich zawieść. Taka jest Maya. Martwi się, że rozczaruje swoich przyjaciół, chociaż sama jest zdruzgotana.
"Mam dziewczynę".
- Co on pisze? - wtrąca Sam, udając, że nie czyta z ekranu.
"Nie sądzę, żeby była zadowolona".
- Ma dziewczynę - rzuca od niechcenia Maya.
Promieniom zachodzącego słońca towarzyszy ogólny jęk. Tylko Emma siedzi cicho, bo wie, jak ta wiadomość zabolała Mayę.
- Pieprzyć go - mówi Olivia, jak zwykle gotowa ratować niezręczną sytuację swoją bezkompromisowością. - Ty jesteś wspaniała. Jego strata.
Cressida zakrywa dłonią słuchawkę telefonu, który wciąż trzyma przy uchu, i patrzy ze złością na Olivię.
- Czy możecie być trochę ciszej? Rozmawiam z kadrami w sprawie zniżek dla pracowników.
Wszyscy wracają do pracy. Maya wstaje i przez szklane drzwi wchodzi do baru. Mija nieczynne od wielu godzin stoiska, gdzie wydawano gorące śniadania, lunche i przekąski. Twarz ją pali, a serce ściska się przy każdym kroku. Nisko zawieszone metalowe rury na suficie w stylu industrialnym tak ją przytłaczają, że zaczyna brakować jej tchu. Oszołomiona przechodzi na drugą stronę i przez identyczne szklane drzwi dociera do toalety. Otwiera drzwi i wchodzi do środka. Patrzy na swoje stopy, żeby nikt nie zobaczył jej zapuchniętych oczu, chociaż w toalecie nikogo nie ma. Na nogach ma ładne buty, swoje ulubione. Powinna czuć się wspaniale, jak trzy tygodnie temu, kiedy kupiła je z czterdziestoprocentową zniżką, jednak z każdym krokiem, który oddala ją od słów Mężczyzny z Pociągu, Maya czuje się mniejsza, słabsza i pozbawiona nadziei. Dziesięć dni temu skończyła dwadzieścia osiem lat. Dzisiaj nie ma nawet urodzin.
Przegląda się w lustrze i przykłada do swojej czerwonej twarzy wilgotny ręcznik papierowy. Jej przyjaciele zapewne myślą, że teraz płacze, więc walczy ze łzami. Maya to zawsze spokojna osoba, która ma wszystko pod kontrolą. Przecież nikt nie umarł. W każdym razie nie dzisiaj.
"Podejrzewałam, że tak mogło się skończyć".
Choć Maya nie potrafi tego wytłumaczyć, nadal jest zdumiona tym, co się stało. Może przyda się jej nauczka za to, że odważyła się myśleć, że ma u niego szanse.
"Oczywiście, Mężczyzna z Pociągu ma dziewczynę. Jest zbyt piękny".
Mimo wszystko Maya jest zdziwiona, ponieważ widziała siebie i Mężczyznę z Pociągu w szczęśliwym związku. To nie była przyszłość z hollywoodzkich filmów, ale ta prawdziwa, kiedy siwieją włosy, robią się zmarszczki, ale kochankowie nadal trzymają się za ręce, choć znają się również z najgorszej strony. Zawiodła ją intuicja.
Maya miała zawsze niezwykłą intuicję i Zdolność Przewidywania Przyszłości. Sprawdziło się to, kiedy po skończeniu dwudziestu lat wygrała weekendowy wyjazd do Paryża. Pewnego razu wyjmowała monetę z portmonetki, żeby kupić bilet na autobus, i przed oczami ukazał jej się obraz: idzie ze swoją siostrą Clarą wybrzeżem Sekwany; śmieją się, jedząc lody. Wyobrażenie ziściło się sześć tygodni później. Podobnie było wtedy, gdy ośmioletnia Maya ukryta pod krzewem czarnego bzu robiła perfumy, rozcierając w wodzie płatki róż, a do ogrodu Flowersów nagle ktoś wbiegł. Jej perfumy nigdy nie pachniały tak jak piękne mydełko w kształcie róży na toaletce mamy, ale Maya przez całe lato starała się osiągnąć taki efekt. Czasem, wdrapawszy się na stołek przed potrójnym lustrem Dolores Flowers, opryskiwała sobie nimi twarz. Dziewczynka siedziała wówczas sama, rozcierając płatki róż, kiedy chudy mężczyzna z brodą przebiegł ulicą i wpadł przez furtkę do ogrodu na tyłach ich georgiańskiego domu na wzgórzu. Zanim zdążył otworzyć usta, Maya wiedziała, że Clara leży bezwładnie na środku jezdni trzy ulice dalej.
"Tym razem musiałam się pomylić".
Maya dochodzi do wniosku, że jej Zdolność Przewidywania Przyszłości odnosi się tylko do spraw związanych z Clarą. Wkrótce potem Zdolność Przewidywania Przyszłości całkowicie ją opuściła. Miała już dwadzieścia kilka lat i jej włosy stały się falujące.
W największej sali konferencyjnej są drewniana podłoga i mnóstwo przestrzeni, barek, a także kolorowe patchworkowe pufy, które wyglądają jak prostokątne bele siana. W tej sali odbywają się wszystkie uroczystości i wydarzenia ważne dla firmy. Tu Maya przychodzi też raz w tygodniu na poniedziałkowy przegląd nowej dostawy. Może wtedy grzebać w szalikach, butach, sukienkach, spódnicach, opaskach na włosy, topach, spodniach i torebkach, żeby wymyślić nazwy dla każdej sztuki, zanim zostaną sfotografowane w studiu. Tego harmonogramu przestrzega się z zegarmistrzowską precyzją. Jeśli ubrania okażą się dobre, zostaną potem zapakowane w ogromne walizy i sfotografowane w atrakcyjnych lokalizacjach przez załogę modową pod kierownictwem Zary. Maya przegląda każdą sztukę, żeby móc ją uatrakcyjnić, tak by nie była oznaczona tylko numerem magazynowym. Czasem udaje jej się wpaść na pomysł od razu. Tak było ze spódnicą Nena. Barwna, jakby z inspiracji Fridy Kahlo, przywoływała na myśl jej najlepszą przyjaciółkę Nenę. Kwadratowa beżowa torba nie była aż tak inspirująca i Maya nazwała ją Boxy. Kiedy Zara omawia z Mayą kolekcję, która ma być fotografowana w Miami, LA albo Kapsztadzie, to Maya musi wymyślić nazwę tej kolekcji, nastrój, trend; na tej podstawie będzie można napisać całą historię na stronę internetową. Gdy zdjęcia są wyretuszowane, ubrania leżą w magazynach, a kolekcję można już rozreklamować, zadaniem Mai jest nadanie nazwy nowemu trendowi. Koronkowe suknie i zapinane pod szyją bluzki z kolekcji "Superancki barok" nabrały życia właśnie w tej sali. Może równie dobrze potoczy się kariera menedżerska Mai.
Sam i Maya przysiadają na patchworkowej beli. Maya zastanawia się, czy Lucy nie powinna była jej ostrzec, że konieczne może być wygłoszenie przemówienia. I to przed prawie wszystkimi szefami wydziałów. Maya rozgląda się po sali. Jest to najbardziej deprymujący zespół ludzi na kierowniczych stanowiskach w FASH.
Pod Mayą znów uginają się nogi. W ciągu dwóch lat pracy dla FASH nauczyła się rozpoznawać władcze twarze, chociaż te osoby nawet by jej nie skojarzyły. Jest tu zespół kierowniczy: dyrektor generalny Rich Robinson, w blezerze, białej koszuli i dżinsach; dyrektor finansowy Rich True, wysoki, szczupły dusigrosz kontrolujący najdrobniejsze wydatki; Lucy, dyrektor do spraw wydawniczych; Geri, malutka kobietka, szefowa działu badań stopnia satysfakcji klienta; Andy, szef działu prawnego, z łysą głową przypominającą kopułę Planetarium, obok którego Maya przechodzi dwa razy dziennie; Sarah, szefowa międzynarodowych stron internetowych, która zawsze wygląda na niewyspaną, może dlatego, że przekracza linię zmiany daty przynajmniej raz w tygodniu; Zara, szefowa działu do spraw odzieży damskiej, która ze swoimi czarnymi włosami i szparą między zębami wygląda jak laska z lat siedemdziesiątych - złotych czasów rocka; i wreszcie Sam, dyrektor działu technologii. Do nich dołączyło również sześć osób z zespołu redakcyjnego Mai, zaproszonych, by mogły poznać swojego nowego szefa.
W pierwszym rzędzie siedzą Rich i Rich, założyciele FASH, którzy na początku wieku stworzyli to Centrum Szybkiego Dostępu do Modnych Ubrań, podczas gdy wszyscy twierdzili, że sprzedaż online nie ma racji bytu. Tymczasem w ciągu dziesięciu lat FASH rozszerzył działalność na cały świat. Matki z małych miasteczek pozostały przy swoich sklepach na głównej ulicy, gdzie mogły obejrzeć, dotknąć i przymierzyć ubrania w słabo oświetlonych przymierzalniach, ale ich świadome mody córki szybko pojęły, o co chodzi. Teraz dwudziestoparolatki od Mediolanu do Paryża, od Madrytu do Moskwy, od Nowego Jorku do Sydney szukają strojów za pośrednictwem FASH. Dzięki ciuchom dla pań Rich i Rich stali się bardzo bogaci.
Wkrótce po powstaniu FASH do jego zarządu dołączyła Lucy. Rich i Rich szybko się zorientowali, że dwaj mężczyźni po czterdziestce, ubrani jak potentaci naftowi, wiedzą więcej o handlu detalicznym niż o modzie, a Lucy jest najelegantszą kobietą w FASH. Czeka teraz na wielką nowinę, ubrana w czarny wiązany na szyi top odsłaniający doskonałe ramiona i szczupłe ciało, a lśniące blond włosy uczesane na boba tworzą doskonałą ramę dla jej piwnych oczu. Ściera niewidoczny pyłek z nienagannie wyprasowanych szerokich jedwabnych spodni. Trudno uwierzyć, że jest matką dwojga dorastających dzieci.
- Dziękuję za przybycie. Będę mówić krótko, bo wszyscy jesteście bardzo zajęci - zaczyna Lucy z łagodnym akcentem północno-zachodniej Anglii, mimo że od lat mieszka w Londynie.
Maya podziwia ją za to, że nie zachłysnęła się wielkim światem i pozostała w głębi serca dziewczyną z Lancashire.
- Z radością i dumą pragnę dziś ogłosić, że mamy nowego redaktora strony, i proszę, żebyście jej pogratulowali tego niesamowitego wyróżnienia. - Wszyscy zaczynają się rozglądać. - Przeprowadziliśmy rozmowy z wieloma osobami z wydawniczej elity, jednak gdy trzeba było podjąć ostateczną decyzję, byliśmy pewni, że tylko ta jedna wyróżniała się czarodziejską sztuką doboru słów, umiejętnością wychwytywania nowych trendów i przekazywania tych informacji milionom klientów na całym świecie. Ponadto umie sprawić, żeby przepracowany zespół czerpał ze swojej pracy przyjemność i wykonywał ją z pasją.
Maya czerwieni się, a Sam trąca ją ramieniem.
- Jest takim ożywczym światłem, że musiałam ją wykraść z Walk In Wardrobe...
Maya zaczyna myśleć, jak pięknie będą błyszczeć w słońcu nowe, podwójnie oszklone okna w jej mieszkaniu.
- Proszę więc o oklaski dla Cressidy Blaise-Snellman! - Lucy odwraca głowę w stronę drzwi. - Z radością witamy cię w FASH, Cressido. Proszę, wejdź!
Wszyscy klaszczą.
Cressida, zarumieniona wysoka, szczupła kobieta, wchodzi z kokieteryjną minką. Ma wydatne kości policzkowe, założone za uszy długie blond włosy i jest w identycznym stroju jak modelka na ekranie za recepcją - elegancki czarny kombinezon i krótki top. Różni ją tylko narzucony na ramiona czarny blezer.
- Cressida? - mówi zaskoczona Maya, marszcząc swój lekko piegowaty nos.
Na szczęście nikt jej nie słyszy wśród ogólnego aplauzu. W FASH zawsze hucznie obchodzono zwycięstwa. Pracowała z Cressidą w Walk In Wardrobe i nie przypomina sobie, żeby ta miała jakiekolwiek zdolności do współpracy z innymi.
- Niepowodzenie - mówi przepraszającym tonem Sam, choć jego zmrużone oczy robią wrażenie, jakby się śmiał. - Wracamy do pracy.
Maj 2014
Maya wreszcie to zrobiła. Przekazała trzy zdania wraz z przyjacielskim pozdrowieniem i reszta już od niej nie zależy. Teraz usiłuje pokonać pochyłość wagonu, który - jak się wydaje - jedzie pod górę. Jej nogi się trzęsą, czuje suchość w ustach, a serce tak wali, że nie może się skupić na stawianiu kroków.
Nogi się pod nią uginają, lecz wreszcie opada na siedzenie po drugiej stronie brudnych wewnętrznych drzwi. To miejsce pozwoli jej wysiąść wraz z ostatnią grupą umęczonych pasażerów pociągu. Niechętnie opuszczała swój wagon, bo chciała stać się niewidoczna dla współpasażerów, przed którymi tak się skompromitowała. Maya nie chce zwracać na siebie uwagi, podobnie jak ci wszyscy maruderzy, z którymi teraz wysiada. To ludzie, którzy nienawidzą swojej pracy, ludzie, którzy zatracają się w życiu innych, gorączkowo przerzucając lub przewijając strony, żeby się dowiedzieć, czy dziewczynie udało się zdobyć chłopaka, czy poszukiwacz przygód szczęśliwie wrócił do Londynu albo czy heretyk został spalony na stosie.
Mężczyzna z Pociągu nie jest maruderem. Maya codziennie widzi, jak pewny siebie podnosi się z miejsca na tym samym odcinku trasy, pomiędzy stadionem a tunelem, kiedy pociąg zmierza w stronę nowego dnia i ostatniego przystanku. Długie nogi i silne ręce. Zarzuca na ramiona szary plecak na brązowych cienkich rzemieniach, staje w drzwiach, a kiedy wagon się zatrzymuje, energicznie wysiada. Maya zwykle idzie za Mężczyzną z Pociągu, zachowując rozsądny dystans. Jej wysokie obcasy stukają po peronie. Przechodzi przez barierki pod baldachimem "odwróconego" wodospadu szemrzącego nad ich głowami. Intymna bliskość pod metalowym parasolem tysięcy ludzi, którzy nawet nie patrzą do góry. Mężczyzna z Pociągu zawsze kroczy prosto przed siebie, a Maya zastanawia się, jakiej muzyki słucha. Stara się zgadnąć ze sposobu, w jaki się porusza. Nie wie, że jest to czwarty z sześciu utworów, do których ograniczał się jej zeszłoroczny wybór. Codziennie widzi, jak po wyjściu ze stacji on skręca w prawo i szybko wtapia się w tłum innych przechodniów. Nosi trampki, a ona jest na obcasach albo w balerinkach, kiedy spieszy się na zebranie. Maya przeważnie traci go z oczu przy dużym skrzyżowaniu, na głównej arterii obok szpitala. Ale nie dzisiaj. Dzisiaj Mężczyzna z Pociągu już zdążył odejść.
Maya na uginających się nogach opadła na zakurzone siedzenie, w bezpiecznej odległości od miejsca, które zajmował Mężczyzna z Pociągu, gdzie przed chwilą nieporadnie nad nim stała. Teraz ukryła się w przedziale; tu nie musiała się już mierzyć z zażenowaniem i wstydem. Z trudem łapiąc oddech, odczekuje trzy minuty i dopiero wtedy ona, Maya Flowers, dołącza do ostatnich maruderów. Twarz jej płonie. Serce wali jak oszalałe.
"Zrobiłam to!".
W pustym przedziale już nie trzęsą się jej nogi, przygładza falujące włosy, żeby odzyskać opanowanie, choć nikt na nią nie patrzy. Głęboko oddycha i przykłada palce do klatki piersiowej, by poczuć, jak powietrze wypełnia jej płuca. To ją uspokaja.
Do wagonu wchodzi wysoki mężczyzna w jasnoniebieskiej koszuli z krótkimi rękawami, która współgra z jego karnacją Somalijczyka, i zaczyna wrzucać gazety do worka. Niedługo wsiądą tu pasażerowie jadący na północ.
Maya podnosi się i próbuje iść równie zdecydowanie jak Mężczyzna z Pociągu. Wie, że dzisiaj już go nie dogoni, żeby zobaczyć, czy przyciska jej liścik do serca, czy zwinął go w kulkę w kieszeni, czy też wyrzucił do kosza. Jednak teraz to nie ma znaczenia. Ważne jest, że to zrobiła.
Wiosenne słońce łagodnie przygrzewa, a wśród gwaru i dźwięku klaksonów w głowie dziewczyny brzmią tylko słowa Amerykanki: "Co gorszego może się wydarzyć?".
Maya uśmiecha się z dumą, kiedy przechodzi obok kosza na śmieci, i szybko zagląda do środka.