Środek przeciwko pijaństwu - Anton Czechow

Kup ebooka

4.49 zł
3.68 zł (2,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Środek przeciwko pijaństwu.

Do miasta B. przybył na gościnne występy w oddzielnym przedziale I-szej klasy popularny recytator i komik p. Feniksow-Dzikoobrazow II-gi. Wszyscy, którzy go spotykali na dworcu, wiedzieli, że bilet pierwszej klasy został zakupiony na przedostatnim przystanku jedynie dla "fasonu", wszyscy bowiem doskonale widzieli, że bez względu na późną jesień i chłód, głośny artysta nosił stare letnie paletko i wyłysiałą czapkę fokową, lecz mimo to, gdy z okna pociągu wyjrzała sina, zaspana twarz Dzikoobrazowa II-go, wszyscy poczuli pewne wzruszenie, połączone z pragnieniem jak najprędszego poznania artysty. Impresario Poczeczujew zgodnie ze starym zwyczajem rosyjskim trzykrotnie ucałował przybysza i zawiódł go do swojego mieszkania.

Występy miały się odbyć w dwa dni po przyjeździe, lecz... inaczej chciało przeznaczenie. W dzień przed przedstawieniem do kasy teatru werwał się jak huragan blady zrozpaczony impresario i oświadczył, iż Dzikoobrazow II-gi grać nie może - Nie może! - wykrzykiwał Poczeczujew, chwytając się za głowę. - Jak to się wam podoba? W ciągu miesiąca, w ciągu całego miesiąca drukowano olbrzymimi literami, że wystąpi u nas Dzikoobrazow, chwaliliśmy się, pieniądze za abonamenty są pobrane i nagle... takie bydlęce świństwo! Co?! Powiesić go za to, to nic! - Ale o co chodzi wreszcie? Co się stało? - Pić zaczął, przeklęty kabotyn. - Wielkie rzeczy! Wyśpi się i już! - Prędzej zdechnie, niż się wyśpi! Pamiętam go jeszcze z Moskwy. Jak zaczyna chlać gorzałę, to dwa miesiące bez przerwy trwa to u niego. Nałóg! Taki nałóg! Wszystko przepadło z kretesem! I za co mnie Bóg karze nieszczęsnego? Kto przeklął mnie przy urodzeniu?! Za co... Za co wisi nade mną przez całe życie przekleństwo niebios?! (Poczeczujew jest tragikiem z natury i z zawodu; silne wyrażenia, potęgowane uderzeniami pięści w piersi, są mu bardzo do twarzy. Wie o tym). - Jakże jestem, gnuśny, niski i godny pogardy, poddając się chłoście losu?! Czy nie lepiej skończyć raz z tą rolą kozła ofiarnego, na którego padają wszystkie nieszczęścia, czy nie lepiej wpakować sobie kulę w łeb? Czego mam się więcej spodziewać? Na co czekam, Boże mój, na co? Poczeczujew ukrył twarz w dłoniach i odwrócił się do okna. W kasie prócz kasjera obecni byli liczni aktorzy i interesanci, więc nie zabrakło rad, słów otuchy i pocieszeń, lecz to wszystko nosiło charakter raczej filozoficzny, lub proroczy, nikt się nie posunął dalej nad słowa: "marność nad marnościami", "pluń pan na to", "a nuż jakoś będzie". Jeden tylko kasjer, gruby, okrągły człowieczek przystąpił do sprawy bardziej rzeczowo. - A ja, panoczku, - powiedział - radzę go panu wyleczyć! - Od takiego nałogu żaden diabeł nie wyleczy!
CIĄG DALSZY TEKSTU W PEŁNEJ WERSJI