1.
Populacja
W średniowieczu nikt nie prowadził jeszcze powszechnych spisów ludności. Nie robiono tego ani na skalę prowincji, ani państw, ani tym bardziej całego kontynentu. Sam pomysł obowiązkowego cenzusu ogółu populacji byłby zupełnie obcy średniowiecznemu oglądowi świata. Nie oznacza to jednak wcale, że na temat ówczesnej populacji nie można wyciągnąć żadnych wiążących wniosków. W przybliżeniu wiemy, ilu mieszkańców miała Europa w 1000 albo 1300 roku. Da się też wskazać, gdzie żyła największa część z nich.
Zmienność populacji, rosnącej w urodzajnych, tłustych latach i kurczącej się, gdy nadchodziły wojny, klęski głodu oraz epidemie, zwykle umykała uwadze średniowiecznych uczonych oraz władców. Świat wydawał się im względnie statyczny i niezmienny. Przyjmowano, że kataklizmy to część naturalnego porządku rzeczy i że podniósłszy się z nich, społeczności powrócą do wcześniejszego stanu. W długiej perspektywie przyrost lub spadek były z reguły zbyt powolne, stopniowe, by próbowano je śledzić i komentować. Jeśli zaś nawet dochodziło do eksplozji demograficznej w danym regionie albo przeciwnie - do masowego ubytku ludności, to nie sama zmiana populacji budziła zatroskanie władzy świeckiej i duchownej. Z perspektywy panów znaczenie miała nie liczba ludzi, ale przede wszystkim liczba podatników.
W średniowieczu, zwłaszcza późnym, prowadzono różne lokalne spisy. Zawsze miały one jednak konkretny, praktyczny cel; nie chodziło w nich o ocenę populacji oraz jej przemian. Nikt jeszcze nie myślał wtedy przecież o zakładaniu jakiegokolwiek Urzędu Statystycznego. Ewidencjonowano, ile gospodarstw (dymów) jest zobowiązanych do opłacania czynszów i danin, ilu możnych podległych danemu panu dzierży dobra obciążone nakazem służby wojskowej, ewentualnie ile głów w tej czy innej parafii opłaca dziesięcinę na rzecz Kościoła.
Najstarszy spis ludzi z zachodniej Europy pochodzi dopiero z lat 20. IX stulecia. Mowa o tak zwanym poliptyku z Irmion, w którym opat klasztoru Saint-Germain-des-Prés nakazał wynotować wszystkie podległe mu wioski oraz gospodarzy. Do pokaźnej księgi trafiły wiadomości o 25 osadach oraz łącznie 10 000 osób. Podobne materiały powstawały też w innych miejscach. Co do zasady były jednak fragmentaryczne, zdawkowe, pełne luk. Ewidencjonowano tych, którzy coś płacili lub mieli płacić, ale nie ich dzieci, domowników czy parobków, nie mówiąc nawet o włóczęgach albo innych "ludziach luźnych". O populacji miast niekiedy można domniemywać na podstawie rachunków, w których notowano zapasy robione w specjalnych spichrzach na wypadek klęski głodu. Zdarzało się też, jak w Norymberdze w 1431 roku przed oczekiwanym atakiem husytów, że liczono mężczyzn zdolnych do noszenia broni i udziału w walce. O zagęszczeniu i zaludnieniu wiejskich majątków pośrednio mówiły z kolei spisy rycerstwa, możnych i ich majątków. W odniesieniu do niektórych regionów dysponujemy zaskakująco dobrą podstawą źródłową. Niemal zawsze jest ona jednak urywkowa, naświetla sytuację tylko w jednym momencie. Na przykład w Anglii w roku 1086 ukończono imponująco dokładną Domesday Book - rejestr włości podlegających władzy króla i zobowiązań na nie nakładanych. W kolejnych wiekach nikt już jednak nie podjął ponownie trudu koniecznego, by stworzyć podobny, ogólnopaństwowy wykaz. Z wielu regionów, zwłaszcza w odniesieniu do wcześniejszego średniowiecza, nie dysponujemy niemal żadnymi twardymi danymi. Tyczy się to chociażby Skandynawii czy Polski. Ogółem dopiero od przełomu XIII i XIV stulecia liczba i jakość spisów wyraźnie się zwiększa. Zdecydowanie najdokładniejsze prowadzono we Francji, gdzie byli liczeni gospodarze, a w jednej z diecezji, ze stolicą w Rouen - nawet wszyscy męscy parafianie.
Wspomniane źródła stanowią niezbędną bazę dla naukowców próbujących zrekonstruować populację kontynentu oraz poszczególnych regionów. Poza tym wykorzystuje się też wiadomości o sieci miast i ich rozmiarach, często czerpane z badań archeologicznych, o skali upraw rolnych oraz wylesienia, o znanych kryzysach demograficznych. W odniesieniu do wczesnego średniowiecza mimo wszystko dysponujemy jednak głównie domysłami. Luki w wiedzy są uzupełniane wzorami matematycznymi - historycy starają się rekonstruować stan rzeczy, cofając się do lepiej znanych czasów i zakładając najbardziej prawdopodobne tempo przyrostu (lub kurczenia się) populacji.
Większość specjalistów zajmujących się tematem przyjmuje, że w epoce rzymskiej szczyt zaludnienia Europy osiągnięto najpóźniej w II wieku n.e. W czasach antyku kontynent miał maksymalnie 40-50 milionów mieszkańców. Później, między innymi na skutek serii niszczycielskich epidemii i zmian klimatu, liczba ta poczęła spadać. Jeden z szacunków mówi, że w roku 500 w Europie żyło już tylko 30 milionów ludzi. Potem, w następstwie upadku imperialnej administracji, zaniku względnie rozwiniętych kultur "barbarzyńskich" i zaburzeń wiązanych z tak zwaną wielką wędrówką ludów, liczba ta jeszcze spadła. Najniższy poziom osiągnięto prawdopodobnie na przełomie VI i VII wieku lub nieznacznie później, po serii nawrotów dżumy, która zdziesiątkowała ludność Cesarstwa Bizantyńskiego i nie tylko. Europa mogła mieć wtedy niewiele ponad 20-milionową populację. Wszystkie podane liczby należy przyjmować z rezerwą. Ważniejsze od nich są trendy. W X wieku, lub nawet nieco wcześniej, nastąpiło znaczące odbicie - odtąd populacja Europy względnie stabilnie rosła. Można przypuszczać, że w roku 1000 powróciła do podobnego poziomu, jaki notowano pół milenium wcześniej, w dobie rozkładu zachodniego Cesarstwa Rzymskiego.
Włoski historyk gospodarki Paolo Malanima zestawił wszystkie główne propozycje dotyczące populacji całej średniowiecznej Europy, jakie funkcjonują w nauce. W odniesieniu do roku 1000 niezgodność opinii jest bardzo poważna. Poszczególni eksperci proponują wartości różniące się maksymalnie o 30%, i to już przy pominięciu rozwiązań zupełnie skrajnych. Dla roku 1300 czy 1500 istnieje nieco większa zgoda - różnice sięgają 20%.
Przyjmuje się, że na przełomie pierwszego i drugiego tysiąclecia, w czasie gdy nad Wisłą doszło do sławnego zjazdu gnieźnieńskiego, na kontynencie żyło od 36 do 56 milionów ludzi. Najprawdopodobniejsza wydaje się wartość na poziomie powyżej 40 milionów. Ekspansja demograficzna miała różne przyczyny. Wśród mediewistów nie ma zgody co do tego, które odgrywały czołową rolę, a które miały znaczenie poboczne. Na większości obszarów Europy doszło w każdym razie do znaczącej stabilizacji politycznej, skończyła się też fala najazdów ze strony ludów koczowniczych oraz wikingów. Poza tym nastąpił stopniowy postęp w technice rolnej, a wreszcie - czy też zdaniem wielu: przede wszystkim - istotnie poprawiły się warunki klimatyczne oraz zdrowotne.
Opactwo Saint-Germain-des-Prés pod Paryżem na rycinie z początku XVII wieku
Przyrost ludności, przerywany względnie rzadkimi kryzysami, trwał aż do przełomu XIII i XIV wieku. Od roku 1000 do 1300 populacja średniowiecznej Europy mniej więcej się podwoiła i osiągnęła poziom maksymalny w całej tej epoce. Specjaliści podają, że na kontynencie żyło wówczas od 73,5 do 93,6 miliona ludzi.
Następnie doszło do bezprecedensowego załamania. W powszechnej świadomości nowy, olbrzymi kryzys jest wiązany z nadejściem czarnej śmierci - kolejnej pandemii dżumy. W rzeczywistości jednak populacja zaczęła się kurczyć już wcześniej, z odmiennych przyczyn. Wiele wskazuje na to, że od XIII wieku Europa Zachodnia borykała się z narastającym problemem przeludnienia. Brakowało już żyznych gleb pod nowe pola, synowie z rozrodzonych chłopskich rodzin nie mieli czego dziedziczyć, w miastach coraz bardziej niepewna stawała się sytuacja zaopatrzeniowa. Oczywiście dzisiaj populacja Europy jest jakieś 10 razy większa niż w roku 1300, a kontynent nie zmaga się z masowym niedożywieniem i brakiem gruntów pod uprawę. W warunkach tradycyjnego, niezwykle mało wydajnego rolnictwa i prymitywnej hodowli potrzeba jednak było o wiele więcej ziemi, by wyżywić każdego człowieka. W przybliżeniu jakieś 3 hektary samych upraw na osobę.
Pewnym wentylem bezpieczeństwa dla plebejów pozbawionych majątku i perspektyw stały się akcje osadnicze prowadzone w środkowej części kontynentu. Właśnie głód ziemi był zasadniczą przyczyną stojącą u podstaw masowej imigracji na ziemie polskie w dobie rozbicia dzielnicowego. Szacuje się, że w samym XIII wieku nad Wisłę mogło przybyć nawet 100 000 osadników, głównie z cesarstwa. W efekcie około 1300 roku Niemcy stanowili już 6-7% całej populacji krajów piastowskich. Podobny proces obserwowano także w Czechach, na Węgrzech, w Austrii, a do pewnego stopnia i w Skandynawii. Wielkie przesunięcia ludności nie zlikwidowały jednak problemu, lecz tylko opóźniły katastrofę. Gdy na początku XIV wieku radykalnie pogorszyły się warunki pogodowe, zachodnią część kontynentu nawiedziła seria niszczycielskich klęsk głodu. Najgorsze były lata 1315-1317, gdy na znacznych obszarach Anglii oraz Francji mogło umrzeć 10% całej populacji. Przypuszcza się, że ci, którzy przetrwali, byli na tyle osłabieni na skutek głodu i niezbilansowanej diety, że ich układ odpornościowy z trudem radził sobie z atakiem zakaźnych chorób. Między innymi to miałoby tłumaczyć przerażający poziom śmiertelności podczas czarnej śmierci, która dotarła do Europy w 1347 roku.
Tradycyjnie zakładano, że w następstwie samej pandemii dżumy populacja kontynentu skurczyła się o około 30%. Dzisiaj dominuje już jednak opinia, że spadek był wyraźnie większy. Poważne wątpliwości dotyczą także tempa i skali późniejszego odbicia demograficznego. Historycy są w każdym razie zgodni, że ludnościowych skutków czarnej śmierci nie udało się zniwelować aż do końca epoki. Z różnych szacunków wynika, że w roku 1400 Europa miała od 50 do 67 milionów mieszkańców. Nowe analizy epidemiologiczne sugerują jednak, że są to liczby zawyżone. Z kolei w roku 1500 na kontynencie miało mieszkać około 80 milionów osób. Dopiero wówczas zbliżono się do poziomu sprzed pandemii. Zdaniem wielu specjalistów potrzeba było jednak jeszcze niemal dwóch stuleci, by pobić rekord z 1300 roku. Średniowieczny szczyt demograficzny został wyraźnie przekroczony chyba nie wcześniej niż w drugiej połowie XVII wieku.
Średniowieczna Europa na tle świata
Według jednego z szacunków w roku 1000 cały świat zamieszkiwało 260 milionów ludzi. Po roku 1300, w przededniu epidemii czarnej śmierci, globalna populacja mogła już wynosić około 440 milionów. Oznacza to, że na początku demograficznego przyspieszenia jakieś 15% wszystkich ludzi mieszkało w Europie. W roku 1300 udział Starego Świata w całej populacji naszego gatunku sięgnął mniej więcej 19%.
U samego schyłku epoki udział Europejczyków w ludności globu wciąż był podobny. Jacques Vallin, najbardziej wpływowy francuski demograf, oceniał go na 18%. Dla porównania w Afryce żyło wówczas 19% wszystkich ludzi, w Ameryce Środkowej i Południowej 8,5%, w Ameryce Północnej poniżej 1%, a w Oceanii 3%. Większość całej populacji była skoncentrowana w Azji. Na ten jeden kontynent, nawet z pominięciem obszaru obecnej Rosji, przypadało jakieś 53% ludzi. Same tylko Chiny miały przez właściwie całe średniowiecze podobną liczbę ludności - i podobny udział w populacji świata - co cała Europa.
Warto przy tym wspomnieć, że w Azji, w długiej perspektywie, trendy w zakresie przyrostu i kurczenia się ludności kształtowały się zbieżnie z tymi, jakie notowano w Europie. To dowód, że pandemie, które dziesiątkowały Stary Świat, z czarną śmiercią na czele, w porównywalnym stopniu dotykały też krajów Wschodu. Zdaniem Paola Malanimy źródła podobieństw mogły być jednak szersze. Jak twierdzi włoski badacz, nauka wciąż chyba niewystarczająco docenia wpływ przemian klimatu na demografię, nie tylko w skali regionów, lecz całego świata.
Gdzie w Europie mieszkało najwięcej ludzi?
W roku 1300 najgęściej zaludnione obszary Europy leżały wzdłuż linii biegnącej z Florencji w środkowej Italii do Londynu. Na Półwyspie Apenińskim żyło średnio około 30 osób na każdym kilometrze kwadratowym, natomiast we Francji 27,5. Najbardziej zatłoczony był jednak niewielki obszar odpowiadający dzisiejszej Belgii. W tym zurbanizowanym i rozwiniętym gospodarczo regionie gęstość zaludnienia sięgała przeszło 43,3 osoby na kilometr kwadratowy. To tyle samo, co dzisiaj - po przeszło siedmiu stuleciach - na Litwie i znacznie więcej niż w europejskiej części Rosji albo w Szwecji.
W Anglii z przełomu XIII i XIV wieku żyły około 23 osoby na kilometr kwadratowy, w krajach niemieckich 24, w Polsce poniżej 10, a dalej na wschód, na obszarach Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz Rusi - mniej niż 3. Dla porównania obecna gęstość zaludnienia w Polsce to 123 osoby na kilometr kwadratowy, we Francji 118 osób, a w Zjednoczonym Królestwie 272.
O łącznej populacji z czasów średniowiecznych można mówić w kontekście regionów. Dużo trudniej natomiast przyporządkowywać ją do konkretnych władztw - których granice były niestałe, dyskusyjne, a często wprost niemożliwe do zrekonstruowania z perspektywy czasu. Nikt w każdym razie nie podważa, że najwięcej ludzi żyło na obszarze odpowiadającym w przybliżeniu dzisiejszej Francji. Norman Pounds podaje, że u schyłku średniowiecza było to zapewne 16-18 milionów. Z innych ustaleń wynika, że wcześniej, przed nadejściem czarnej śmierci, same obszary podległe królom z dynastii Kapetyngów miały może 13,5 miliona mieszkańców.
W połowie XV stulecia ogół ziem niemieckich w najszerszym rozumieniu, wraz z Czechami czy Austrią, mogło zamieszkiwać od 10 do 12 milionów osób. W Italii, wprawdzie gęsto zaludnionej, ale wyraźnie mniejszej, żyło od 7 do 9 milionów ludzi. Na Półwyspie Pirenejskim, a więc obszarze odpowiadającym dzisiejszej Hiszpanii oraz Portugalii - od 5 do 7 milionów. Na Węgrzech, bez przyległości, mieszkały może 4 miliony, na całych Bałkanach - od 4 do 6 milionów. Skandynawia mogła pochwalić się liczbą od 1 do 2 milionów mieszkańców, a Szwajcaria - około 600 000.
Dowiedz się więcej
Maddison A., Contours of the World Economy, 1-2030 AD. Essays in Macro-Economic History, Oxford University Press 2007.
Malanima P., Energy And Population In Europe The Medieval Growth (10th-14th Centuries), Institute of Studies on Mediterranean Societies 2010.
Malanima P., Pre-Modern European Economy. One Thousand Years (10th-19th Centuries), Brill 2009.
McEvedy C., Jones R., Atlas of World Population History, Viking Penguin 1978.
Piskorski J.M., The Medieval Colonization of Central Europe as a Problem of World History and Historiography, "German History", t. 22 (2004).
Pounds N.J.G., An Economic History of Medieval Europe, Routledge 1994.
Russel J.C., Late Ancient and Medieval Population, The American Philosophical Society 1958.
Vallin J., La population mondiale, La Découverte 1986.
Ludność Polski Bolesława Chrobrego (w 1000 roku)
Nie zachował się żaden, choćby najbardziej pobieżny spis polskiej ludności z wczesnego średniowiecza. Mimo to setki publikacji podają, ilu mieszkańców miało państwo Piastów w 1000 roku. I niemal na pewno są to liczby błędne. Jaka jest więc prawidłowa?
Opracowania przekrojowe ujmują rzecz prosto. Według niemal wszystkich - w tym także tych zupełnie świeżych, wydawanych już w XXI wieku - Polska Bolesława Chrobrego miała około miliona mieszkańców. Liczba ta nie wynika z żadnych dokumentów ani nawet źródeł opisowych, ale z zupełnie przestarzałych, czysto teoretycznych obliczeń. Brzmi jednak dobrze i... okrągło. I chyba właśnie dlatego jest uparcie powielana.
Obrachunki przeprowadził w latach 50. XX wieku, a potem nieco przerobił w latach 60., wpływowy mediewista Henryk Łowmiański. Badacz przyjął, że przy takim poziomie rozwoju rolnictwa, jaki panował około roku 1000, przeciętne chłopskie gospodarstwo musiało być bardzo duże i mieć niemal 34 hektary. Na każdą zagrodę (czy też, jak sam pisał w duchu materializmu, "jednostkę produkcyjną") miały przypadać cztery osoby. Poza tym Łowmiański założył, że 2/3 kraju porastały lasy, a 5% całej ludności zamieszkiwało w grodach i przy nich, należąc do warstwy rzemieślniczej lub elity niezaangażowanej bezpośrednio w uprawę roli. Te wszystkie hipotetyczne wartości, po nałożeniu na łączną powierzchnię państwa w roku 1000, dały historykowi 1 050 000 mieszkańców i średnią gęstość zaludnienia na poziomie 4,2 osoby na kilometr kwadratowy.
Problem w tym, że założenia Łowmiańskiego odpowiadały ówczesnym teoriom i raczej szczątkowej wiedzy o średniowiecznej gospodarce. Niemal wszystkie liczby, od których wyszedł, z dzisiejszej perspektywy wydają się błędne. Inna, niż sądził ten historyk, była za czasów pierwszych Piastów wielkość gospodarstw (rolnictwo było może nie bardzo, ale jednak wydajniejsze). Inna (większa) była też liczebność rodzin. W ostatnich latach nie prowadzono w temacie nowych, kompleksowych analiz. Ale jednak istnieją wyliczenia pełniejsze i nowocześniejsze od tych wykonanych przez Łowmiańskiego.
W 1989 roku ceniony historyk demografii Tadeusz Ładogórski opublikował pracę Zaludnienie ziem polskich w czasach Bolesława Chrobrego. Wykorzystał szereg źródeł, których poprzednik albo nie znał, albo nie wpadł na pomysł, by do nich sięgnąć. Rachunki oparł na danych z nielicznych dostępnych spisów dóbr z okresu rozbicia dzielnicowego, zwłaszcza tych, które podawały stan sprzed prowadzonych wówczas akcji kolonizacyjnych. Sięgnął po nowe teorie gospodarcze, ale też wiadomości z historii miar (przypuszczając, że to, co nazywano pierwotnie "radłem", a potem łanem albo włóką, odpowiadało rozmiarowi typowego gospodarstwa). Starał się też spożytkować kronikarskie wywody Galla Anonima. Autor pierwszej polskiej kroniki twierdził, że tylko w centralnych prowincjach kraju Bolesław Chrobry dysponował wojskiem liczącym 3900 pancernych i 13 000 tarczowników. Zdaniem Ładogórskiego liczby te, choć z pewnością przybliżone, mogły bazować na prawdziwych wartościach. A co więcej, widoczny był w nich "związek liczby wojów z powierzchniami ziem i charakterem miejscowych krajobrazów". Demograf założył, że jeden członek każdej rodziny chłopskiej był zobowiązany do służby wojskowej na zasadzie pospolitego ruszenia. Zestawił ten fakt z liczebnością rodzin - jego zdaniem w przeciętnej było 5,5 osoby. To dało Ładogórskiemu gęstość zaludnienia poszczególnych ziem.
Według tych sondażowych obliczeń największa gęstość była na najwcześniej i najintensywniej zagospodarowanych ziemiach: gnieźnieńskiej i gieckiej (7,4-8,8 osoby na kilometr kwadratowy). Najmniejsza zaś - na wciąż porośniętej gęstymi borami, zwłaszcza w zachodniej części, ziemi poznańskiej (2,9 osoby na kilometr kwadratowy). Bazując na wszystkich przesłankach, badacz założył, że przeciętne gospodarstwo około roku 1000 miało 22 hektary, a więc było o przeszło 1/3 mniejsze, niż sądził Łowmiański. Ładogórski zachował tylko jeden parametr: też uważał, że 5% mieszkańców Polski mieszkało w "zalążkach miast", przy grodach, należało do elit i warstwy rzemieślniczej, a więc nie miało własnych gospodarstw rolnych.
Wynik był zaskakujący. Historyk wyliczył, że Polskę zamieszkiwało w roku 1000 dwa razy więcej ludzi, niż wcześniej sądzono. Od 1,96 (jeśli ziemie uprawne zajmowały 30% kraju) do 2,19 miliona (jeśli było ich 33%). Gęstość zaludnienia przekraczała z kolei 8 osób na kilometr kwadratowy.
W przybliżeniu kraj Bolesława Chrobrego, wraz z Pomorzem Zachodnim, miał być państwem dwumilionowym. Propozycja, choć intrygująca i poparta wnikliwymi analizami, wciąż jednak budzi wątpliwości. Nie próbowano jej podważać ani szukać nowych rozwiązań, ale współcześni badacze - jak choćby Cezary Kuklo na kartach Demografii Rzeczypospolitej przedrozbiorowej - często uznają wynik za zbyt wysoki. Ten konkretny badacz demografii opowiedział się raczej za ostrożnym szacunkiem na poziomie 1,25 miliona ludzi w roku 1000.