Wstęp
Życie Salustiusza na tle epoki
Historia literatur antycznych nie jest w tym szczęśliwym położeniu co
historia literatur nowszych, jeśli idzie o możliwość zapoznania się z życiem pisarzy i poetów. O ile życiorysy nowszych pisarzy możemy
niejednokrotnie śledzić aż do najdrobniejszych szczegółów, wykrywać
związki między życiem twórców a ich twórczością, umieszczać ich
dokładnie na tle epoki i rzeczywistości, w jakiej żyli, to analogiczna
sprawa w historii literatur antycznych przedstawia się o wiele trudniej.
O niektórych zaledwie pisarzach starożytnych możemy powiedzieć coś
więcej; przeważnie tradycja przekazuje nam jedynie szczupłą garść
faktów, i to często nie tych, które byśmy najchętniej chcieli poznać.
Ten stan rzeczy w wielkiej mierze wywołany jest tym, że w starożytności
nie istniała nauka o historii literatury w dzisiejszym pojęciu tego
wyrazu, jak również tą okolicznością, że dość wcześnie powstały vies
romancées poetów i twórców, gdzie legenda i fantazja poczęły
zniekształcać prawdę historyczną.
Jeśli idzie o Salustiusza, to również znajdujemy się tutaj w położeniu
dość trudnym. Nawet daty urodzin i śmierci pisarza nie są w zupełności
pewne; wiemy, że był kwestorem, ale nie wiemy kiedy; wiemy, że piastował
trybunat ludowy w roku 52 przed naszą erą1 i mocno podobno napadał
na Cycerona i na przywódcę bojówek partii konserwatywnej - Milona;
wiemy, że w roku 50 wyrzucono go z senatu za niemoralne życie; wiemy
też, że sprawował władzę prokonsularną z ramienia Cezara w nowo
utworzonej prowincji Africa Nova, gdzie zasłynął ze zdzierstw i nadużyć,
które pozwoliły mu potem zakupić willę Cezara w Tiburze (dzisiejsze
Tivoli) i założyć sławne ogrody salustiańskie między Kwirynałem a Pincio. Po śmierci Cezara usunął się z życia politycznego, oddając się
całkowicie działalności literackiej, której owocem są dwie monografie
historyczne: Sprzysiężenie Katyliny i Wojna z Jugurtą oraz
obszerniejsze dzieło Historiae, z którego jednak tylko fragmenty
dochowały się do naszych czasów. Oto główne fakty, jakie przekazuje nam
tradycja. Trzeba przyznać, że jak na wielkiego pisarza, to trochę
niewiele. Żeby to skromne zestawienie nagich faktów uczynić żywym,
musimy spróbować wżyć się w tę niezwykle interesującą i burzliwą epokę,
na którą przypadło życie pisarza, i starać się z pism jego wyłowić pewne
dane autobiograficzne, które pozwolą nam zbliżyć się do tej
interesującej, pełnej wewnętrznych sprzeczności, niemal symbolicznej dla
owej epoki sylwetki pisarza i człowieka.
Tam, gdzie dzisiaj na wzgórzu, niedaleko od miejscowości Aquila w kraju
sabińskim, leży małe miasteczko San Vittorino, w starożytności
znajdowało się miasto rodzinne Salustiusza - Amiternum, o wiele większe
od owego średniowiecznego, wybudowanego w XII wieku naszej ery, San
Vittorino. Dzisiaj po starożytnym Amiternum zachowały się jedynie
częściowo mury amfiteatru, resztki teatralnej widowni i scena. Tutaj w kraju sabińskim - siedlisku poglądów tradycyjnych oraz pierwotnej
surowości i twardości - ujrzał światło dzienne człowiek, w którym już do
końca życia pozostać miał sabiński pęd do moralizowania, pozostający w sprzeczności z życiem, które prześlizgiwało się stale na krawędzi między
dobrem a złem, człowiek o charakterze słabym i zmiennym, o sercu gorącym
i namiętnym, umiejącym silnie kochać i silnie nienawidzić, o umyśle
wnikliwym i dociekliwym, pisarz i psycholog niezrównany, człowiek
chwiejny, ulegający namiętnościom i środowisku. Bo Salustiusz dlatego
tak świetnie umiał malować epokę sobie współczesną, że sam tkwił w niej
korzeniami: gromiąc zepsucie i zdziczenie moralne z iście sabińską
zapamiętałością, gromił jak gdyby swoje własne życie. Zepsuta atmosfera
społeczeństwa rzymskiego z jednej strony odpychała, z drugiej
fascynowała naturę chwiejną i wrażliwą. Gdybyśmy nie znali jego życia,
uleglibyśmy mistyfikacji: Salustiusz w swym moralizatorstwie i kaznodziejstwie, choć oczywiście nie w stylu, bo ten jest u niego
pasjonujący, przypominałby nam innego Sabińczyka - Warrona z Reate. W rzeczywistości trudno sobie wyobrazić większą przepaść niż między tymi
dwoma Sabińczykami: między moralizatorskim naukowcem, pompejańczykiem
Warronem a błyskotliwym i żywym cezarianinem i demokratą Salustiuszem.
Mimo to wydaje się, że z dawnego Sabinum pozostała w Salustiuszu
skłonność moralizatorska, która z upływem lat życia coraz silniej
przychodziła do głosu, kazała rewidować własne życie i zapuszczać
raniącą sondę w życie zarówno własne, jak i narodu rzymskiego.
Salustiusz w końcowym etapie życia, kiedy pisze monografie historyczne,
ma w sobie coś z nawróconego grzesznika, który jednak umie być dla swych
młodzieńczych występków dość pobłażliwy. Na zawsze jednak pozostała w nim szczypta owej dawnej sabińskiej twardości, której tak piękny hołd
miał później złożyć Horacy w szóstej odzie rzymskiej.
Data urodzin Gajusa Salustiusza Krispusa jest względnie pewna. Jest to
rok 86, pod którym notuje Hieronim (p. 151 H; w kodeksie B jest ta
notatka pod rokiem 87):
Sallustius Crispus scriptor historicus in Sabinis Amiterni nascitur2. Tę samą datę podają Consularia Constantinopolitana (Mommsen, Chron. Min. 1 [1892], p. 214):
Mario VII et Cinna II his conss. natus est Sallustius die Kal. Oct.3
Był to nie byle jaki rok w historii narodu rzymskiego: rok, w którym
zdarzyło się coś, co nie każdemu Rzymianinowi było dane w udziale.
Wielki przywódca demokracji rzymskiej, Mariusz, osiągnął w tym roku po
raz siódmy, tym razem jednak już po raz ostatni, konsulat - razem z drugim przywódcą demokratycznym, Cynną. Pierwsze lata dzieciństwa
Salustiuszowego to ostateczna rozgrywka Sulli z demokratami, krwawe
proskrypcje nowego dyktatora, ustalenie się reżimu arystokratycznego i pojawienie się nowej gwiazdy na horyzoncie rzymskim, Pompejusza.
Gigantyczna walka Mariusza z Sullą stała u kolebki pisarza: wielka
postać przywódcy demokracji od lat dziecinnych fascynowała dorastającego
młodzieńca. Obrazy walk wewnętrznych w państwie, rozdarcie i bóle
porodowe nowej epoki dziejów, która naprawdę miała dopiero narodzić się
w kilka lat po śmierci Salustiusza - to świat, w jakim miało upłynąć
jego życie. Nie znamy daty, kiedy Salustiusz z prowincjonalnego
Amiternum przeniósł się do Rzymu; prawdopodobnie stało się to dość
wcześnie. W każdym razie nietrudno sobie wyobrazić wrażenie, jakie na
młodym człowieku z prowincji, pochodzącym z solidnej i uczciwej rodziny
małomiejskiej, wywarła stolica ówczesnego świata.
Złota młodzież i łatwe kobiety, luksus życia i jego przepych, nowe
gwiazdy polityczne: Pompejusz, Krassus i dowódca demokracji Cezar,
zbankrutowany arystokrata Katylina, a z drugiej strony zwarte,
ekskluzywne koła nobilitas - wszystko to pociągało i wywierało urok.
Młody człowiek nie chciał pozostać w tyle za zamożną młodzieżą; kiedy
zabrakło pieniędzy, nie wahał się sprzedać domu ojcowskiego, co wypomina
mu nieznany autor inwektywy przeciw Salustiuszowi4
(autorstwo inwektywy fałszywie przypisywano Cyceronowi), twierdząc,
oczywiście z przesadą, że przez ową sprzedaż domu stał się Salustiusz
moralnym sprawcą śmierci ojca. Kiedyś po latach, gdy się zestarzeje, tak
będzie pisał Salustiusz o tych czasach (Kat. 3 i 4):
Lecz ja w młodości, podobnie jak większość ludzi, rzuciłem się zrazu
namiętnie w wir życia politycznego i tam natrafiłem na wiele
przeciwności. Albowiem zamiast wstydu, zamiast bezinteresowności,
zamiast cnoty - panowały zuchwałość, rozrzutność, chciwość. I chociaż
duch mój, nienawykły do złych praktyk, pogardzał tym wszystkim, to
jednak nieodporna moja młodość tkwiła wśród tak wielkich wad,
deprawowana fałszywą ambicją; chociaż nie zgadzałem się ze złymi
obyczajami innych, niemniej trawiąca mnie żądza zaszczytów ściągała na
mnie tę samą co na innych plotkę i nienawiść i była powodem mojej
udręki. Kiedy więc po wielu kłopotach i niebezpieczeństwach odpocząłem
duchowo i postanowiłem resztę życia spędzić z dala od polityki [...]".
Wyznanie to jest niezwykle cenne, gdyż odkrywa przed nami sprzeczność
wewnętrzną w naturze Salustiusza: pogardzał on, jak mówi, złymi
praktykami społeczeństwa, ale charakter słaby, podniecany fałszywą
ambicją, kazał mu w nich tkwić i trwać w błędach oraz spaczeniu
moralnym. Ze słów tych jeszcze dziś bije ów urok zepsucia i niemoralności, który fascynował i więził duszę młodzieńca. Fascynować
miał jeszcze długo, skoro jako czterdziestoletni, a więc już dojrzały
człowiek, nie pominął okazji wzbogacenia się w prowincji Afryce.
Salustiusz podobny jest do człowieka, który teoretycznie potępia zło i intelektualnie widzi jego wpływ rozkładowy na społeczeństwo i życie
państwa, jednakże nie może wyrwać się z atmosfery zepsucia; ambicja
polityczna pchała go na drogę polityczną, a że ta pełna była chwytów i podstępów nieetycznych, więc brnął nią dalej... choć czasem z obrzydzeniem, które do tego rodzaju praktyk musiał wynieść z domu
rodzicielskiego. Że zaś dom, z którego pochodził, był bardzo solidny, o tym świadczy również autor wymienionej inwektywy, nieszczędzący pochwał
ojcu pisarza (5, 13).
Salustiusz w wyżej przytoczonym samooskarżeniu mówi wyłącznie o zepsuciu
znamionującym życie polityczne ówczesnego Rzymu: nietrudno się jednak
domyślić, że atmosfera demoralizacji, w jakiej żył, nie ograniczała się
jedynie do odcinka politycznego. Trudno bowiem powątpiewać w prawdziwość
wiadomości, jaką przekazał Geliusz (17, 18), powołujący się na
świadectwo współczesnego Salustiuszowi Warrona, który w zaginionym
dzisiaj dziełku pod tytułem Pius aut de pace gromił Salustiusza za
niemoralne życie oraz za niezgodność życia z zasadami głoszonymi w dziełach i wspominał o romansie Salustiusza z żoną jego przeciwnika
politycznego - Milona, córką Sulli, Faustą. Romans ten miał dość przykry
i niepozbawiony charakteru melodramatycznego koniec: Salustiusz
przyłapany in flagranti przez zdradzonego męża miał podobno zostać
dotkliwie pobity. Z całej afery udało mu się dopiero wycofać za pomocą
pieniędzy, które musiał wypłacić Milonowi: M. Varro [...] in libro quem
inscripsit Pius aut de Pace C. Sallustium scriptorem seriae illius et
severae orationis, in cuius historia notiones censorias fieri atque
exerceri videmus, in adulterio deprehensum ab Annio Milone loris bene
caesum dicit et cum dedisset pecuniam, dimissum5. Romans ten
prowadził Salustiusz w przebraniu niewolnika, jak poświadcza Serwiusz w komentarzu do Eneidy Wergiliusza (Aen. VI 612): Sallustius quem
Milo deprehensum sub servi habitu verberavit in adulterio suae uxoris,
filiae Sullae6. Data tego romansu nie jest nam oczywiście
znana, wobec tego jednak, że Milon został zamordowany w roku 52 przez
przeciwników politycznych, musiał on się zdarzyć przed tą datą, to
znaczy należy do wcześniejszego okresu życia pisarza. Sam wypadek, jak i jego zakończenie okupem pieniężnym są niezwykle charakterystyczne dla
obyczajowości ówczesnych czasów i demoralizacji, jaka ogarnęła warstwy
przodownicze Rzymu. Sama Fausta nie była oczywiście wzorem starodawnej
rzymskiej cnoty: charakterystyka jej zamknięta w kilku słowach przez
Makrobiusza maluje sylwetkę wielkiej damy niepozbawionej powabu i...
niezliczonych kochanków.
Salustiuszowi podobała się niewątpliwie nie tylko Fausta, lecz także
cała atmosfera zepsucia i luksusu unosząca się dokoła bogatej jeunesse
dorée oraz łatwych, dowcipnych i wykształconych niemoralnych kobiet z wielkiego świata. Dlatego to potrafił tak barwnie skreślić sylwetkę
jednej z owych zepsutych, lecz powabnych i eleganckich kobiet w postaci
Sempronii, uczestniczki spisku Katyliny, która "znała literaturę grecką
i łacińską, umiała grać na cytrze i tańczyć z większą finezją, niż to
jest potrzebne uczciwej kobiecie" (Kat. 25). Histeria i lęk, jaki
ogarnął ten świat kobiecy w obliczu grożącego spisku, tak opisuje w Sprzysiężeniu Katyliny (31): "[...] kobiety ogarnięte trwogą, jakiej
jeszcze dotąd z powodu wielkości państwa nigdy nie zaznały, biły się w piersi, ręce błagalnie do nieba wznosiły, lamentowały nad małymi
dziećmi, wypytywały się o wszystko, wszystkiego się lękały, zarzuciwszy
pewność siebie i uciechy, traciły wiarę w siebie i ojczyznę". Czyż mógł
tak wymownie opisywać tę chwilę pełną zgrozy ktoś, kto jej nie przeżył,
ktoś, kto nie kochał tego całego świata wygody i uciech, tej atmosfery
luksusu, zepsucia i zadowolenia z siebie?
Wszystko wydaje się przemawiać za tym, że w roku 63 - w roku konsulatu
Cycerona i spisku Katyliny - Salustiusz mieszkał w Rzymie i dość dobrze
był już zaznajomiony z tak zwanym towarzystwem i jego atmosferą. W cytowanym powyżej samooskarżeniu powiada Salustiusz, że jako młodzieniec
rzucił się w wir życia politycznego i że pożerała go ambicja. W fakcie
tym nie ma oczywiście nic dziwnego ani nadzwyczajnego. To, że
młodzieniec przybywający z prowincji jest olśniony stolicą, że chce
wejść w towarzystwo stołeczne, że chce odegrać rolę polityczną, że marzy
mu się kwestura, pretura czy wreszcie konsulat, to rzecz najzupełniej
naturalna. Naturalna zwłaszcza dla Rzymianina, dla którego osiągnięcie
konsulatu jest czymś o wiele cenniejszym niż napisanie najlepszej
książki. Chociaż więc możemy wierzyć Salustiuszowi, który zapewnia nas w późniejszej epoce, że od dawna miał zamiłowania historyczne, od których
poprzednio "odciągnęła go fałszywa ambicja", to nie pomylimy się
zapewne, jeśli przyjmiemy, że pierwsze lata pobytu w Rzymie nie tyle
przeszły mu na jakichś studiach historycznych, ile na wejściu w społeczeństwo rzymskie i zaaklimatyzowaniu się w tej atmosferze. Że
Salustiusz między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia poznał
wszystkich wybitniejszych ludzi w Rzymie osobiście, wydaje się nie
ulegać wątpliwości. Jeśli idzie o Krassusa, to poświadcza to sam
Salustiusz (Kat. 48): "sam później słyszałem osobiście Krassusa,
głośno twierdzącego, że tak ciężką infamię [podejrzenie o popieranie
spisku Katyliny - przyp. KK] rzucił na niego Cyceron". Niewątpliwie w tych latach poznał również Salustiusz przywódcę partii "popularnej",
Juliusza Cezara, pod którego urokiem miał pozostać przez całe życie, jak
również Cycerona, do którego odnosił się niechętnie, oraz
najzacieklejszego wroga Cyceronowego, Klodiusza, z którym się
przyjaźnił. Wydaje się również prawdopodobne, że Salustiusz musiał znać
bardzo wielu spośród owych złotych młodzieńców, którzy grupowali się
dokoła Katyliny i bywali w jego domu. Świadczyłaby o tym pewnego rodzaju
apologia tej młodzieży (Kat. 14): "Wiem, że byli tacy, którzy
utrzymywali, że młodzież, która bywała w domu Katyliny, mało dbała o swą
cześć i moralność; lecz pogłoska ta nabrała rozgłosu raczej na podstawie
innych faktów niż na podstawie tego, żeby ktoś o tym wiedział
dokładnie".
Katylina niewątpliwie wywierał na złotą młodzież ówczesną fascynujący
wpływ, który tak wymownie potrafił odmalować Salustiusz; niewątpliwie
też niejednego z tych młodych ludzi musiał Salustiusz znać osobiście,
być może znał również samego Katylinę. W monografii o nim
niejednokrotnie notuje plotki, jakie wówczas, to jest w roku 63,
kursowały w Rzymie. Jest rzeczą widoczną, że plotki te cytuje z pamięci
i że cała atmosfera spisku, wszystkie nowinki polityczne z tego świata i z tego okresu, podejrzenia najrozmaitsze i kalumnie są mu doskonale
znane; tak znane, jak znane być mogą jedynie człowiekowi, który w tym
kręgu żył i przejmował się tymi nowinkami. Ileż to razy w Sprzysiężeniu
Katyliny czytamy owe słowa: "byli wówczas tacy, którzy twierdzili"
itp.! I tak na przykład w rozdziale 17 dowiadujemy się, że krążyły
plotki o tym, jakoby Krassus był wmieszany w spisek; mało tego,
Salustiusz potrafił nawet przytoczyć motywy, jakie wówczas przypisywano
Krassusowi. W innym miejscu (Kat. 22) nie zadowala się zreferowaniem
plotki o tym, że Katylina miał obnosić w czarach krew ludzką i zmuszać
uczestników spisku do jej skosztowania, lecz podaje również wersję
przeciwną, obiegającą ówczesny Rzym: "Niektórzy utrzymywali, że fakt
ten, podobnie jak i wiele innych, został wymyślony przez ludzi, którzy
byli przekonani, że potworność zbrodni dokonanych przez spiskowców może
wpłynąć na złagodzenie fali nienawiści, jaka później podniosła się
przeciw Cyceronowi". I dodaje: "Ja tę sprawę zbyt słabo zbadałem w stosunku do jej ważności".
Zacytowałem zaledwie kilka miejsc; miejsc takich w Sprzysiężeniu
Katyliny jest znacznie więcej. Świadczą one ponad wszelką wątpliwość,
że w 63 roku Salustiusz znał doskonale atmosferę unoszącą się dokoła
spisku. Wszystkie nastroje chwili maluje on z taką bezpośrednią
żywością, jak mógł je odmalować jedynie człowiek, który je przeżywał. Z jaką żywością przedstawia motywy, dla których arystokracja zdecydowała
się powierzyć konsulat nowemu człowiekowi, Cyceronowi (Kat. 23), a potem troski nowego konsula! (Kat. 29). Podziwiać należy, z jaką
maestrią psychologiczną potrafił wżyć się w psychikę nielubianego
zresztą przez siebie Cycerona, który pragnie zebrać dowody przeciw
Katylinie i przerzucić z siebie odpowiedzialność za jego ukaranie na
senat. Charakter naocznego świadectwa nosi również ustęp 31,
przedstawiający nastrój w Rzymie w tej brzemiennej w wypadki chwili:
"Tymi faktami społeczeństwo zostało poruszone do głębi i zmieniło się
oblicze miasta: z największej radości i swawoli, które zrodził
długotrwały pokój, nagle wszyscy pogrążyli się w smutku; śpieszono się,
biegano w przerażeniu, nie dowierzano ani miejscu, ani żadnemu
człowiekowi, ani nie prowadzono wojny, ani nie miano pokoju, każdy swoim
strachem mierzył niebezpieczeństwa". Również sytuacja wewnętrzna Rzymu,
która pozwoliła rozwinąć się spiskowi, nieobecność w mieście Pompejusza,
zadłużenie powszechne i nastroje rewolucyjne zostały przedstawione w ten
sposób, że wydają się świadczyć o tym, iż Salustiusz przebywał podówczas
w Rzymie i był dobrze zorientowany w życiu politycznym i jego
nastrojach. Razem z innymi przeżywał gorąco wszelkie wahania opinii,
fale nastrojów tłumu miejskiego, "który zrazu żądny nowości zbytnio
sprzyjał wojnie, obecnie - po wykryciu spisku - zmieniwszy swe nastroje,
przeklinał zamierzenia Katyliny, Cycerona wynosił pod niebo. Jakby z niewoli wydarty, szalał z uciechy i radości. Albowiem sądził, że
wszystkie działania wojenne raczej mu łup przyniosą niż szkodę, pożar
jednakże uważał za rzecz okrutną, za bezmierne nieszczęście i szczególnie dla siebie dotkliwe, ponieważ cały jego majątek składał się
z posiłku codziennego i ubrania" (Kat. 48).
Trudno wiedzieć wprawdzie, czy Salustiusz od początku odnosił się do
Katyliny z tak żywą niechęcią, jakiej daje wyraz w swej monografii,
przedstawiając go jako typ zdegenerowanego arystokraty. Jest rzeczą dość
ciekawą, że w przemówieniu Katyliny do spiskowców pobrzmiewają tony,
jakich nie powstydziłby się żaden zwolennik programu partii
ludowej7 - hasła, które miłe być musiały samemu Salustiuszowi.
Czyż takie słowa, jak: "Albowiem odkąd rzeczpospolita przeszła pod prawo
i władzę kilku oligarchów, stale im królowie i tetrarchowie składają
daniny, ludy i narody płacą haracze; my wszyscy inni, choć aktywni i dzielni, nobilowie i nienobilowie, byliśmy motłochem bez wpływów, bez
znaczenia [...]", nie są słowami, pod którymi podpisałby się każdy
ówczesny "ludowiec", czyż nie są to słowa, które, być może, wygłosiłby
także sam Salustiusz jako trybun ludowy, zażarty i gorliwy demokrata?
Albo takie zdanie: "oni po dwa i więcej domów szeregiem stawiają, a my
nie mamy nigdzie własnego ogniska" - czyż zdanie to nie przypomina słów
przywódcy demokracji rzymskiej, Grakcha, wypowiedzianych sześćdziesiąt
lat wcześniej? Wydaje się, że przemowa ta, pełna namiętności
politycznej, dlatego tak dobrze udała się Salustiuszowi, że pisał ją
człowiek, który podobnie odczuwał, który równie jak Katylina nienawidził
owych oligarchów, którym "się przelewa od bogactw" (Kat. 20).
Chociaż nie wiemy nic o działalności politycznej Salustiusza z okresu
spisku, to jednak późniejsze fakty z jego życia - mianowicie
przynależność do partii demokratycznej, na której czele stał Cezar, i kult dla późniejszego dyktatora - każą się domyślać, że sympatie dla
partii ludowej musiał żywić od samego początku. Nie byłoby w tym fakcie
nic dziwnego. Młody człowiek z prowincjonalnego miasta i nienależący do
arystokracji rzymskiej, o charakterze porywczym i sercu gorącym, łatwiej
mógł przylgnąć do zwolenników partii ludowej niż do zamkniętych,
ekskluzywnych kół arystokracji. Nawet Cyceron, który tak bardzo o znaczenie w tej sferze zabiegał, nie miał drogi usłanej różami, a jak
stwierdza Salustiusz, arystokracja zdecydowała się dopiero wtedy
powierzyć mu konsulat, kiedy chciała go użyć jako narzędzia przeciw
Katylinie. Kto wie, czy niechęć Salustiusza do Cycerona nie rozwinęła
się właśnie na tym tle. Cyceronowi - człowiekowi z prowincji -
imponowały stare rody rzymskie i konserwatywna polityka przez nie
prowadzona; Salustiusza musiały one razić od wczesnej młodości. "Buta -
wspólne zło całej arystokracji", oto zdanie, które charakteryzuje
stosunek Salustiusza do nobilitas rzymskiej. Salustiusz nie miał
zamiaru czekać, tak jak Cyceron, na zaszczyty i możliwość odegrania roli
w państwie w zależności od łaski możnych, chciał to osiągnąć sam i natrafił na "wiele przeciwności". Człowiek, w którym obok polityka i historyka tkwił także materiał na reformatora społeczno-politycznego,
jakim okazuje się w dwu memoriałach przedstawionych Cezarowi, człowiek,
który wciąż myśli nad stworzeniem obrazu jakiegoś idealnego państwa,
dynamiczny i niespokojny, nie mógł znaleźć się w tym samym obozie, w którym znalazł się Cyceron, polityk i człowiek o nastawieniu
tradycjonalistycznym. Dla Salustiusza świat arystokracji rzymskiej był
światem ginącym i schyłkowym, pozbawionym siły i dzielności, obrosłym w bogactwa i przywileje. Słowa, które wypowiada o tym świecie Katylina w mowie skomponowanej przez Salustiusza, są niewątpliwie osądem samego
historyka. Podobne gromy rzuca temu światu Salustiusz już całkiem
bezpośrednio w obu wspomnianych memoriałach.
W latach pięćdziesiątych - dokładnej daty nie znamy - udało się
Salustiuszowi osiągnąć pierwszą godność, mianowicie kwesturę. Ani
dokładna data, ani sposób, w jaki Salustiusz wywiązał się z tej
godności, nie są nam znane. Jedno tylko wydaje się prawdopodobne, a mianowicie to, że godność tę otrzymał za poparciem Cezara. Były to
bowiem czasy, kiedy po zawarciu w roku 60 tak zwanego pierwszego
triumwiratu panami państwa było trzech ludzi: Cezar, Pompejusz i Krassus. Późniejsza zażyłość łącząca Salustiusza z Cezarem każe się
domyślać, że właśnie przyszły dyktator, a nie kto inny, był promotorem
Salustiusza, chociaż być może znalazł on poparcie także u Krassusa, jak
sądzą niektórzy uczeni, i cieszącego się wielkimi wpływami Klodiusza.
Jeżeli o kwesturze Salustiusza niewiele wiemy poza złośliwymi uwagami
autora antysalustiuszowej inwektywy, które musimy oczywiście brać cum
grano salis, to w korzystniejszym do pewnego stopnia położeniu
znajdujemy się, jeśli idzie o jego trybunat ludowy, sprawowany w roku
52. Mamy bowiem zachowaną u Askoniusza (p. 34, 30 St.) notatkę
donoszącą, że w tym roku "przede wszystkim trybunowie ludowi Kwintus
Pompejusz, Gajus Salustiusz i Tytus Munacjusz Plankus atakowali na
zebraniach ludowych w sposób niezwykle wrogi Milona, jak również w sposób nienawistny Cycerona, dlatego że z takim zapałem Milona bronił":
inter primos et Q. Pompeius et C. Sallustius et T. Munatius Plancus
tribuni pl. inimicissimas contiones de Milone habebant, invidiosas etiam
de Cicerone, quod Milonem tanto studio defenderet. Rok 52 był rokiem
burzliwych rozruchów w Rzymie. Dla uzyskania pełniejszego obrazu warto
przypomnieć, że spośród trzech triumwirów znajdował się wówczas w Rzymie
jedynie Pompejusz. Krassus poległ poprzedniego roku w wojnie z Partami,
Cezar podbijał Galię. Narzędziem polityki Cezara na terenie Rzymu był od
lat gorący i gwałtowny trybun ludowy Publiusz Klodiusz Pulcher, brat
osławionej Klodii, kochanki poety Katullusa. Działalność jego nie
zaczęła się dopiero w roku 52. Już jako trybun ludowy, siedem lat
wcześniej, idąc niewątpliwie za wskazówkami Cezara, oskarżył Cycerona o nadużycie władzy w czasie spisku Katyliny i doprowadził do jego
wygnania. Temu trybunowi przeciwstawiła partia senacka niejakiego Tytusa
Anniusza Milona, tego samego, z którego żoną Faustą uprawiał miłostki
Salustiusz. Lata pięćdziesiąte to lata najzagorzalszej i niecofającej
się przed niczym walki między Klodiuszem, będącym narzędziem w rękach
Cezara, a Milonem - narzędziem w rękach partii konserwatywnej. Klodiusz
na czele bojówek demokratycznych uniemożliwiał wybory urzędników i terroryzował życie publiczne rzymskie, walcząc namiętnie przeciw
senatowi i objawiającemu coraz bardziej sympatie prosenackie
Pompejuszowi; z drugiej strony Milon nie pozostawał w tyle, lecz
organizował bojówki konserwatywne, przeciwstawiając je bojówkom
Klodiusza. Życie w Rzymie anarchizowało się: Pompejusz zachowywał
spokój, licząc być może na wyczerpanie się obu przeciwników i pragnąc w końcowej fazie walki odegrać rolę arbitra i zwycięzcy. Dzięki Milonowi
udało się odwołać w roku 57 z wygnania Cycerona, mającego stać się
podporą partii senackiej.
Również drugi wybitny przywódca konserwatystów, nieugięty i nieubłagany
Katon, powrócił do Rzymu z Cypru, dokąd go umyślnie delegowano, żeby go
usunąć ze stolicy. Wydawało się, że szanse zwycięstwa przechylają się na
stronę senatu: Klodiusz jednak nie ustawał w gwałtownej walce.
Roznamiętnienie doszło do szczytu, kiedy w styczniu roku 52 na drodze
lanuwijskiej niedaleko Bovillae Klodiusz został zamordowany przez
Milona. Pogrzeb jego stał się potężną demonstracją partii
demokratycznej. Od ognia na stosie zajęła się Curia Hostilia, potem
płomień objął bazylikę Porcję. Żona zabitego wśród łez wzywała lud do
zemsty. Odbywały się niezliczone zebrania ludu pałającego nienawiścią do
Milona i Cycerona, który podjął się obrony mordercy. Na tych to
zebraniach podżegali lud trybunowie ludowi Kwintus Pompejusz Rufus,
Tytus Munacjusz Plankus i Salustiusz, jak nam poświadcza wyżej
wspomniana notatka Askoniusza. Mów wygłoszonych wówczas przez
Salustiusza nie posiadamy, ale przecież nietrudno jest wyobrazić sobie
ich styl i namiętną gwałtowność na podstawie tych mów, jakie włożył w swym późniejszym dziele - Wojnie z Jugurtą - w usta trybunom ludowym i przywódcom demokracji rzymskiej - Mariuszowi czy Memiuszowi.
Niewątpliwie przemawiał równie gorąco i posługując się podobną
argumentacją do tej, jakiej w Wojnie z Jugurtą (rozdział 31) używa
Memiusz, gromiąc deprawację arystokracji i rzucając jej w oczy zabójstwo
Grakchów. Nienawiść do optymatów, znamionująca mowy wielkich demokratów
w wojnie jugurtyńskiej, przelewać się musiała również w niezachowanych
mowach Salustiusza, wzywających lud do zemsty po śmierci Klodiusza.
Gorące były to czasy; jak wiadomo Cyceron podjął się obrony swego
politycznego przyjaciela Milona; wiadomo również, że mowa wygłoszona
przez niego wówczas nie należała do najlepszych i w rzeczywistości nie
bardzo przypominała tę mowę, jaką później wydał z tej okazji i jaką my
znamy: Cycero, zastraszony oblegającymi forum bojówkami demokratów,
przemawiał słabo. Milon został skazany na wygnanie.
W dwa lata później Salustiusz został usunięty z senatu na podstawie
orzeczenia cenzorów za "niemoralne życie". Oczywiście istotny powód
usunięcia leżał nie w dziedzinie moralnej, lecz politycznej, a inicjatorem był Pompejusz, pragnący zmniejszyć w senacie liczbę
zwolenników Cezara. Przecież jednym z cenzorów w roku 50 był Appiusz
Klaudiusz Pulcher, stronnik Pompejusza. Jest rzeczą jasną, że zarówno
Pompejusz, jak i partia senacka, w której Katon i Cyceron odgrywali
główną rolę, niechętnym okiem patrzyć musieli na namiętnego demokratę i chętnie posłużyli się pozorem dla usunięcia go. Fakt ten do żywego
oburzył tak ambitnego człowieka jak Salustiusz, toteż nic dziwnego, że
po zapadnięciu tej decyzji nie chciał pozostać dłużej w Rzymie:
nieobecność w Rzymie poświadczona jest przez autora antysalustiuszowej
inwektywy, który pisze (6, 16): neque post illum dilectum senatus
umquam te vidimus8. Salustiusz miał obecnie przed sobą tylko
jedną drogę: do Cezara. Stosunki między Cezarem a Pompejuszem były w stanie coraz bardziej wzrastającego napięcia: lada chwila groził wybuch
wojny domowej. Nim jednak dotarł do Cezara, pisze Salustiusz do niego
memoriał, w którym wzywa przyszłego dyktatora do rozprawienia się z optymatami i do uzdrowienia państwa na zasadach programu partii
demokratycznej. Gromy nienawiści padają w tym memoriale przeciw
optymatom, których rządy przypominają Salustiuszowi Sullę. Niedługo po
wysłaniu memoriału zjawia się Salustiusz w obozie Cezara. Nie jest tam
zresztą sam. Sytuacja jest napięta do najwyższych granic: zwolennicy
Cezara i partii demokratycznej dość gromadnie opuszczają Rzym i zjawiają
się u boku przywódcy demokratów. Od tej chwili bawi Salustiusz u boku
Cezara jako jeden z najwierniejszych zwolenników i towarzyszy mu podczas
wojny domowej z Pompejuszem. Używany bywa w tym okresie do różnych
funkcji. Śledzenie dokładne działalności Salustiusza w tym czasie nie
jest możliwe ze względu na skąpe wiadomości przekazane przez
starożytnych autorów. W każdym razie pewne jest, że Cezar po opanowaniu
Rzymu wprowadził Salustiusza ponownie do senatu, o czym złośliwie
wzmiankuje autor antysalustiuszowej inwektywy (6, 17): "Salustiusz,
który w czasach pokojowych nie mógł się nawet utrzymać w senacie, został
do niego znowu wprowadzony jako były kwestor przez zwycięzcę, który
wygnańców z powrotem sprowadził po zbrojnym opanowaniu
rzeczypospolitej": Sallustius qui in pace ne senator quidem manserat,
postquam res publica armis oppressa est, idem a victore, qui exsules
reduxit, in senatum per quaesturam reductus est. Pewne jest również, że
przez jakiś czas sprawował wraz z Minucjuszem Basilusem z ramienia
Cezara komendę w Ilirii, jak to poświadcza Orozjusz (6, 15, 8), i poniósł na tym terenie porażkę. Nie powiodła mu się również misja
powierzona mu przez Cezara w roku 47, kiedy to w legionach stojących w Kampanii, które miały być przewiezione do Afryki, wybuchł bunt. Wtedy
Salustiusz otrzymał zadanie wygłoszenia mowy do żołnierzy i zażegnania
nastrojów zmęczonego i niemającego ochoty na daleką wyprawę afrykańską
wojska. Widocznie jednak Salustiusz, świetny mówca opozycyjny, umiejący
zapalać namiętności tłumu, nie bardzo nadawał się na pacyfikatora: jak
donosi Kassjusz Dion (XLII 52, 1), z owego zebrania żołnierskiego
Salustiusz ledwo wyszedł z życiem. Bunt ów został z większą maestrią i skutkiem zażegnany przez samego Cezara, który lepiej znał psychikę
żołnierską niż mówca ludowy Salustiusz.
Ten nieudały występ nie zaszkodził jednak Salustiuszowi w oczach jego
wielkiego przyjaciela, który dobrze znał się na ludziach i wiedział nie
tylko, że Salustiusz należy do niego całą duszą, ale że jest również
człowiekiem utalentowanym. Mimo więc owego niefortunnego występu widzimy
w rok później (w roku 46) Salustiusza w roli komendanta oddziałów
mających opanować wyspę Cercynę, trzymaną przez pompejańczyków. Tym
razem akcja powiodła się w pełni: na wyspie znajdowała się wielka ilość
zboża, które Salustiusz przekazał drogą morską walczącemu w Afryce
Cezarowi. W tym samym roku doszło do decydującego zwycięstwa Cezara nad
pompejańczykami pod Tapsus: w bitwie zginął numidyjski król Juba.
Salustiusz towarzyszył Cezarowi do Afryki i tam został przez niego
hojnie wynagrodzony. Numidię, dawne królestwo Juby, podzielono na dwie
części; wschodnia oddana została królowi mauretańskiemu Bokchusowi,
zachodnia zamieniona w prowincję rzymską pod nazwą Africa Nova. Fakt,
że na czele tej nowej prowincji postawił Cezar Salustiusza z władzą
prokonsularną, świadczy o wielkim zaufaniu wodza do talentów
organizacyjnych przyszłego historyka.
Otrzymanie namiestnictwa nowej prowincji było nagrodą nie tylko
honorową, lecz także materialną. Wiadomą jest rzeczą, że urzędnicy z czasów republiki rzymskiej traktowali przydzielone im prowincje jako
obiekt grabieży, która miała im pokryć wydatki związane z okresem
kandydowania. Ludzie postępujący uczciwie w prowincjach sobie
przydzielonych, jak na przykład Cycero, którego namiestnictwo w Cylicji
w roku 51 było wzorowe, należeli wówczas do wyjątków. Zdzierstwa na
prowincji były zwyczajem tak rozpowszechnionym, że trzeba było dopiero
jakichś zgoła przekraczających wszelką miarę wybryków i nadużyć pod tym
względem, żeby można było się z tego powodu narazić na proces i ewentualne skazanie, tak jak Werres w głośnym procesie o zdzierstwa na
Sycylii. Znamy dość dużo takich procesów: w wytaczaniu ich główną rolę
odgrywała nie tyle humanitarna troska o wyzyskiwanych mieszkańców
prowincji lub tak zwanych sprzymierzeńców, ile pobudki polityczne, chęć
skompromitowania i usunięcia przeciwnika politycznego drogą wytoczenia
mu procesu.
Salustiusz, który w swych dziełach miał później tak silnymi słowami
gromić wszelkie nadużycia, wykorzystał w Afryce w pełni możliwość
wzbogacenia się. Autor inwektywy przeciw niemu pisze, że Salustiusz
zdewastował nową prowincję w czasie pokoju w tak straszny sposób, w jaki
nie mogłaby być zdewastowana nawet w czasie wojny. Pomijając oczywistą
przesadę paszkwilanta, fakt zdzierstw dokonanych przez Salustiusza w Nowej Afryce, o którym donosi nam również Kassjusz Dion (XLII 92), nie
może ulegać najmniejszej wątpliwości. Luksusowy tryb życia, jaki
prowadził potem w Rzymie, zakupienie willi Cezara w Tiburze i założenie
wspaniałych Horti Sallustiani między Kwirynałem a Pincio, niedaleko
późniejszych murów Aureliana, świadczą o szybkim i gwałtownym
wzbogaceniu się w Afryce. Faktu tego nie możemy oczywiście oceniać z punktu widzenia dzisiejszej moralności. Wydaje się, zgodnie z tym, co
powiedzieliśmy, że grabienie prowincji było wówczas rzeczą raczej
normalną i ogólnie przyjętą. Również wielki protektor Salustiusza,
Cezar, nie był pod tym względem wyjątkiem, kiedy sprawował namiestnictwo
w Hiszpanii. Mimo tego więc, że jako konsul w roku 59 sam był autorem
ostrego prawa przeciw nadużyciom (lex Iulia de repetundis), nie
patrzył zbyt surowo na swego protegowanego i jego zdzierstwa w Afryce; w rezultacie wyszedł Salustiusz z całej sprawy obronną ręką. Jakkolwiek
byśmy jednak chcieli bronić Salustiusza, to dziwna zawsze pozostanie
rozbieżność między czynami a słowami, która tak bardzo raziła różnych
starożytnych pisarzy, między innymi Laktancjusza. Bo przecież dziwnie
muszą brzmieć słowa, które czytamy w Sprzysiężeniu Katyliny: "ci
najtchórzliwsi ludzie [arystokraci - przyp. KK] w najbardziej
zbrodniczy sposób wydzierali sprzymierzeńcom to wszystko, co pozostawili
im niegdyś zwycięzcy, najdzielniejsi mężowie" (Kat. 12), w uszach
każdego, kto wie, że sam Salustiusz w Afryce również "wydzierał"
mieszkańcom prowincji to, co im pozostawił zwycięski Cezar. Dziwne jest
również rzucanie gromów na domy i wille (rozumie się arystokracji), "na
miarę całych miast rozbudowane" (Kat. 12), przez człowieka, który
założył wspaniałe ogrody ozdobione portykami i fontannami, człowieka
lubiącego i kochającego luksus. Być może, iż późniejsze niepowodzenia
polityczne i związane ze śmiercią Cezara wycofanie się - prawdopodobnie
niezupełnie dobrowolne - Salustiusza z życia politycznego pogłębiło w nim tkwiący od dzieciństwa stosunek krytyczny do ówczesnego stylu życia
społeczeństwa rzymskiego i pozwoliło mu w nadmiernym materializmie i żądzy zysku ujrzeć główny czynnik rozkładający życie rzymskie. Skoro zaś
drogą intelektualną doszedł do tych wniosków, obojętne mu było, czy
potępiając społeczeństwo rzymskie, potępia również swoje własne życie.
Nie należał do typów ascetycznych, które poprawę społeczeństwa zaczynają
od poprawiania samego siebie, lecz do ludzi, u których intelekt i temperament stanowczo biorą górę nad siłą woli i charakteru.
Rok pobytu w Afryce nie przeszedł jednak Salustiuszowi na samym łupieniu
prowincji. Nie może ulegać wątpliwości, że zainteresował się on w tym
okresie wypadkami historycznymi i postaciami odgrywającymi w nich rolę,
a związanymi z terenem afrykańskim. Mimo że trudno jest oczywiście
dokładnie wiedzieć, jak daleko sięgały te zainteresowania, to jednak
wydaje się rzeczą w najwyższym stopniu prawdopodobną, że już wtedy
pociągnąć go musiała fantastyczna i fascynująca postać Jugurty, podobnie
jak pociągała go na pewno od dawna demoniczna postać Katyliny. Znajomość
terenu afrykańskiego i lokalnych rysów, jakie wykazuje późniejsza
monografia o Jugurcie, zawdzięcza niewątpliwie Salustiusz swojemu
pobytowi w prowincji, a nie tylko źródłom literackim. W jednym miejscu w Wojnie z Jugurtą (17, 7) podaje Salustiusz, że sprawę ludności
zamieszkującej Afrykę przedstawia według tego, jak ją przekazują znane
mu w tłumaczeniu księgi punickie, których autorem był podobno król
Hiempsal. Jest rzeczą wysoce prawdopodobną, że tłumaczenie z dzieł
Hiempsala kazał sobie sporządzić podczas pobytu w prowincji
afrykańskiej. Tak więc jest całkiem możliwe, że już wtedy nurtowała go
myśl napisania monografii o Jugurcie lub czegoś tematycznie bliskiego,
choć oczywiście nie można wiedzieć, jak dalece ten plan był już
skonkretyzowany. W tym samym czasie (rok 46) napisał drugi memoriał do
Cezara w sprawie odnowienia rzeczypospolitej. Cezar znajdował się
wówczas u szczytu władzy i miał środki do przeprowadzenia reform:
Salustiusz lękał się, żeby Cezar nie zaniedbał tego zadania, które on
uważał za najważniejsze.
Po opuszczeniu prowincji afrykańskiej powrócił Salustiusz do Rzymu i,
jak już wspomnieliśmy, zakupił willę Cezara w Tiburze oraz założył znane
ogrody salustiańskie. Co myślał wówczas, nie wiemy: wydaje się
prawdopodobne, że nie sądził jeszcze, aby jego kariera polityczna miała
być już skończona. Jest bardzo prawdopodobne, że marzył o tym, co każdy
Rzymianin uważał za szczyt swych marzeń, czyli o konsulacie. Być może,
że myślał również o tym, iż stanie się historykiem nowej epoki.
Niespodziewana śmierć Cezara w pamiętne idy marcowe roku 44 położyła
kres marzeniom o dalszej karierze politycznej i była ciosem dla
Salustiusza. Była ciosem podwójnym. W Cezarze stracił on nie tylko
osobistego przyjaciela i protektora, ale również jedynego człowieka,
który zdaniem Salustiusza był w stanie przeprowadzić reformę państwa
rzymskiego i oprzeć ją na walorach moralnych. W okresie walk, jakie
następują po śmierci dyktatora, w okresie wojny senatu z Antoniuszem, a potem rozprawy orężnej triumwirów Oktawiana i Antoniusza z mordercami
Cezara - Brutusem i Kassjuszem - nie słyszymy nic o Salustiuszu, nie
słyszymy o nim również w czasie wojny peruzyńskiej i wojny między
Oktawianem a Sekstusem Pompejuszem. Kroniki starożytne rozmaicie podają
datę jego śmierci: rok 38 (Consul. Constant., p. 217: M. Pulchro et
Flacco, his consulibus obiit Sallustius die III Id. Mai9 - czyli
13 maja), także rok 39 (Chronicon Paschale). Najwiarygodniejszą i ogólnie przyjętą datą śmierci jest rok 35; datę tę podaje Hieronim (p.
159 H): "Salustiusz umarł na cztery lata przed bitwą pod Akcjum" -
Sallustius diem obiit quadriennio ante Actiacum bellum.
Lata 44-35 poświęcił Salustiusz działalności historycznej. W tym okresie
powstały dwie monografie: Sprzysiężenie Katyliny i Wojna z Jugurtą
oraz obszerniejsze, we fragmentach jedynie zachowane, Historiae. Do
działalności historycznej przystąpił typowo po rzymsku. Jeszcze z dawnych czasów znał uczonego Lucjusza Atejusza Praetekstatusa, dyrektora
szkoły retorycznej, w której kształciło się wielu znanych Rzymian,
między innymi wymieniony już sławny trybun ludowy Klodiusz Pulcher. Do
tego to Atejusza, który, nawiasem mówiąc, pierwszy na terenie rzymskim
nazwał się "filologiem", udał się Salustiusz z prośbą o zrobienie dla
niego kompendium historii rzymskiej, z którego mógłby sobie wybrać
tematy najbardziej go interesujące. Na to, że tematami najwięcej
interesującymi dla Salustiusza okazały się: sprawa Katyliny i wojny z Jugurtą, a także wojna z Sertoriuszem i niewolnikami (opowiedziana w Historiach), wpłynęły zainteresowania osobiste Salustiusza. Widać, że
zajmowały go tematy współczesne lub z niedalekiej przeszłości, i to
takie, których bezpośrednie skutki trwały w teraźniejszości. Trzeba
pamiętać, że Salustiusz brał przez pewien czas swego życia aktywny
udział w polityce, że był czynnym członkiem partii demokratycznej i zapalczywym trybunem ludowym, że był oficerem Cezara i zażartym
zwolennikiem reform, że - jednym słowem - nie był człowiekiem oddalonym
od życia ani zamkniętym uczonym, lecz żywym, stojącym w ogniu walki
politykiem. Ten fakt zadecydował o wyborze tematyki.
Inwektywa na Cycerona
Jeszcze przed drugą wojną światową, omawiając twórczość Salustiusza,
zaczęlibyśmy od omówienia monografii o Katylinie, potem przeszlibyśmy do
Wojny z Jugurtą i Historii, by na końcu zająć się tak zwaną
pseudosalustiuszową Inwektywą na Cycerona i tak zwanymi
pseudosalustiuszowymi Listami do Cezara. Chociaż jednak i dzisiaj nie
brak bardzo poważnych uczonych, wśród których na pierwszym miejscu
należy wymienić wybitnego historyka angielskiego Ronalda Syme'a10,
powątpiewających w autentyczność zarówno Inwektywy na Cycerona, jak i obu listów do Cezara, to jednak większość uczonych opowiada się obecnie
za autorstwem Salustiusza. Trudno w tym miejscu gruntownie i wszechstronnie rozważać skomplikowany problem autentyczności Inwektywy
na Cycerona; wystarczy przypomnieć, że we wszystkich rękopisach jest
ona zachowana pod nazwiskiem Salustiusza i że Kwintylian (żyjący w I wieku naszej ery) cytuje ją jako Salustiuszową. Dla starożytnych więc
autentyczność tego gwałtownego pamfletu nie ulegała najmniejszej
wątpliwości. Co więcej, wszystkie kalumnie, jakimi autor obrzuca
Cycerona, wskazują wyraźnie na to, że inwektywa powstała w roku 54.
Żaden fakt z późniejszego życia Cycerona wybiegający poza ów rok nie
jest w nim wspomniany. Trudno przypuścić, żeby domniemany jakiś
późniejszy "fałszerz" potrafił sfingować tak doskonale sytuację właśnie
z roku 54 i żeby, obrzucając obelgami Cycerona, nie wypomniał mu faktów
z ostatniego dziesięciolecia jego życia. Na podstawie tych (a także
innych) argumentów uważamy Inwektywę na Cycerona za dziełko
Salustiuszowe i od niej jako chronologicznie najwcześniejszego jego
pisma zaczynamy omówienie działalności pisarza.
Inwektywa jest pod wielu względami bardzo ciekawa. Kipi w niej ta sama
namiętność, jaką spotkamy później w Listach do Cezara i w dziełach
historycznych. Zaczepiony przez Cycerona Salustiusz nie pozostaje dłużny
swojemu adwersarzowi; nicuje z całym impetem zarówno życie, jak i charakter tego, jak go ironicznie nazywa, "konsulusa arpinackiego".
Potrafi też uderzyć w miejsca, które najbardziej bolą przeciwnika:
prześmiewa jego wymowę, naigrawa się z nieudolnego wiersza Cycerona O fortunatam natam me consule Romam ("O szczęśliwy Rzymie, który
urodziłeś za mojego konsulatu"11), zarzuca mu oportunizm
przejawiający się w zmianie przekonań politycznych ("inne masz
przekonania polityczne, stojąc, inne, gdy usiądziesz"), żąda
wytłumaczenia, na czym się dorobił w okresie po konsulacie. Salustiusz,
walcząc z Cyceronem, ima się każdej broni: parodiuje jego styl, obrzuca
go najgorszymi wyzwiskami, ośmiesza gryzącą ironią, nie cofa się przed
insynuacjami dotyczącymi prywatnego życia przeciwnika. Zresztą nie
powinno nas to wszystko tak bardzo dziwić - jest to zwykły styl
inwektywy, jakim posługiwali się Rzymianie w walkach politycznych i osobistych; o tym, że równie zjadliwym i bezwzględnym potrafił być jego
przeciwnik, świadczy inwektywa Cycerona przeciw znienawidzonemu przez
niego Pizonowi z roku 55.
Dwa memoriały do Cezara
Podobnie jak z autentycznością Inwektywy na Cycerona przedstawia się
sprawa z autentycznością dwu Listów do Cezara. Wprawdzie już przed
pięćdziesięciu laty za ich autentycznością opowiadało się wielu
wybitnych uczonych, jak na przykład Eduard Meyer12, Otto
Gebhardt13, Wilhelm Kroll14, ale dopiero prace Ottona
Seela15, a zwłaszcza językowe badania norweskiego uczonego Eiliva
Skarda16 przechyliły - moim zdaniem - szalę na rzecz
autentyczności. Spośród niewielu wybitnych uczonych uważających Listy
za późne fałszerstwo z epoki Antoninów wymienić należy wspomnianego już
Ronalda Syme'a17 oraz Antonia La Pennę18; za
autentycznością wypowiadają się z nowszych uczonych zdecydowanie: Marc
Chouet19, Laura Olivieri Sangiacomo20, Wolf
Steidle21, Karl Büchner22, Santo Mazzarino23
oraz Virgilio Paladini i Emanuele Castorina24. W ten sposób
pisma uważane dawniej za nieautentyczne zostały obecnie przez większość
uczonych włączone w obraz twórczości Salustiusza. Zarówno nieco
dawniejsze badania Hansa Drexlera, a przede wszystkim wymienionego
powyżej Seela, jak również Wernera Schura25 oraz Karla Büchnera
idą w tym kierunku, żeby owe dwa memoriały umiejscowić w twórczości
Salustiuszowej i znaleźć powiązania łączące je z późniejszymi
historycznymi dziełami tego autora.
Chronologicznie wcześniejszy, bo pochodzący z 50 roku26 jest list,
który w rękopisach znajduje się na drugim miejscu. Jeśli idzie o jego
charakter, to stanowczo trzeba odrzucić tezę Gebhardta, który w memoriale tym widział pismo tendencyjne, napisane umyślnie z polecenia
Cezara. Kto dokładnie czyta ten list, przekonuje się o czymś zupełnie
przeciwnym. Salustiusz czuje, że dojdzie do rozgrywki między Cezarem a Pompejuszem i lęka się, żeby Cezar wśród zajęć militarnych nie zapomniał
o tym, co Salustiusz uważa za najważniejsze, to znaczy o przeprowadzeniu
reformy państwa. Słowa, z jakimi zwraca się do Cezara, mają charakter
namiętnych próśb i zaklęć: "Wolność - pisze Salustiusz - uważam za
droższą od sławy i dlatego błagam i zaklinam cię, najsławniejszy
imperatorze, żebyś, pokonawszy naród gallicki, nie pozwolił, by
najwyższe i niezwyciężone imperium narodu rzymskiego zgniło ze starości
i rozsypało się w najwyższym marazmie. Zaiste, jeśliby do tego dojść
miało, ani w dzień, ani w nocy nie zaznasz spokoju, lecz dręczony
bezsennością od zmysłów będziesz odchodzić" (12, 5). W końcowym ustępie
pisma zaklina więc Cezara na pamięć ojczyzny i używa wszelkiego rodzaju
zaklęć retorycznych, by przekonać zwycięzcę Gallów, że dopiero reforma
państwa zyska mu nieprzemijającą sławę: "Nie domagamy się od ciebie ani
zbrodni, ani żadnego złego czynu, lecz żebyś przywrócił obaloną wolność.
Jeśli tego dokonasz, to zaiste sława twej dzielności obiegnie wszystkie
narody. Bo chociaż zarówno w czasie pokoju, jak i wojny dokonałeś wielu
sławnych czynów, to jednak sława twoja równa jest sławie wielu dzielnych
ludzi. Jeśli jednak państwo o przesławnym imieniu i najwyższej władzy
wydźwigniesz i odnowisz, któż będzie od ciebie sławniejszy, któż większy
na świecie?" (13, 3-5). Już choćby te zdania świadczą o tym, że tak nie
przemawia człowiek piszący na zamówienie, lecz człowiek, dla którego
reforma państwa w duchu demokratycznym jest problemem najważniejszym.
Przy nim bledną w oczach Salustiusza nawet największe czyny militarne
Cezara. Przewija się ta troska już we wstępie listu. "Postanowiłem ci
przypomnieć wśród bitew, zwycięstw i komendy o sprawach wewnętrznych
państwa" (2, 2) - oto cel memorandum. Niewątpliwie nie jest pozbawione
uroku obserwowanie stosunku do siebie tych dwóch ludzi, jakże od siebie
odmiennych: wielkiego realisty Cezara oraz płomiennego idealisty i reformatora Salustiusza. Czasem wydaje się, jakby Salustiusz lękał się,
że Cezar poniesiony sławą zwycięstw militarnych zapomni o tych ideałach
demokratycznych, które tak bardzo leżą Salustiuszowi na sercu. Dlatego
żadne zaklęcie nie jest zbyt wielkie, żeby temu jedynemu człowiekowi,
który był w stanie zrealizować reformę państwa, o tym zadaniu
przypomnieć. Pamiętać trzeba, że Cezara już od szeregu lat nie było w Rzymie - wśród triumfów militarnych mógłby zapomnieć o dawnych wspólnych
ideałach. Czyż nie trzeba mu o nich przypomnieć? To właśnie ma na celu
Salustiuszowe memorandum.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki