Sprawczość na cenzurowanym. Materializm a racjonalność nauki - Angus Menuge

Kup ebooka

44.90 zł
26.94 zł (39,31 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wpro­wa­dze­nie

Cel książki

Książka przed­sta­wia zgodną z ry­go­rami ra­cjo­nal­nego wy­wodu obronę in­tu­icji, że ma­te­ria­lizm na­ukowy jest nie­spójny, po­nie­waż albo eli­mi­nuje, albo sztucz­nie za­węża źró­dła za­kła­dane przez ma­te­ria­li­styczne do­cie­ka­nia na­ukowe. In­nymi słowy: ma­te­ria­lizm na­ukowy opiera się na ukry­tych za­ło­że­niach, któ­rych ze swej istoty nie po­trafi pod­trzy­mać i które w rze­czy­wi­sto­ści po­zo­stają nie­zgodne z jego głów­nymi twier­dze­niami. Jak w wy­padku wielu idei bę­dą­cych owo­cem oświe­ce­nia, po­zorna siła tego sta­no­wi­ska bie­rze się ze sta­ran­nego ukry­wa­nia po­ży­czo­nego ka­pi­tału, dzięki któ­remu żyje. Prawdę mó­wiąc, mamy do czy­nie­nia z ban­kru­tem, acz­kol­wiek jego ban­kruc­two nie zo­stało ogło­szone. Na ze­wnątrz ma­te­ria­lizm na­ukowy może przy­po­mi­nać wiecz­nie mło­dego Do­riana Graya, ale w rze­czy­wi­sto­ści ma wię­cej wspól­nego z jego por­tre­tem.

Gro­żąca ma­te­ria­li­zmowi na­uko­wemu nie­spój­ność uwi­docz­nia się naj­wy­raź­niej w dzia­ła­niach fi­zy­ka­li­stów pró­bu­ją­cych zbyć wy­ja­śnie­niem mi­ni­ma­li­zu­ją­cym pro­blem wszyst­kie lub pra­wie wszyst­kie prze­jawy pro­jektu i ce­lo­wo­ści w przy­ro­dzie. Taka sama nie­spój­ność do­cho­dzi jed­nak rów­nież do głosu w skrom­niej­szych pró­bach spro­wa­dze­nia spraw­czo­ści pod­mio­to­wej do czyn­ni­ków wy­wo­dzą­cych się ze świata przy­rody i w twier­dze­niu, że czyn­niki te nie tyle są ilu­zo­ryczne lub nie ist­nieją, ile są po pro­stu za­ska­ku­ją­cymi aspek­tami tego sa­mego świata przy­rody, który opi­suje na­uka ma­te­ria­li­styczna. W książce ar­gu­men­tuję na rzecz ist­nie­nia zna­czą­cych po­wią­zań mię­dzy po­ję­ciami wy­ja­śnia­nia, spraw­czo­ści pod­mio­to­wej i pro­jektu po­wo­du­ją­cych, że oba po­wyż­sze twier­dze­nia wy­ja­śnia­jące ma­te­ria­li­zmu oka­zują się oba­lać same sie­bie.

Główny ar­gu­ment wy­wodu

Mo­żemy chyba po­wie­dzieć, że ce­lem de­fi­niu­ją­cym po­sto­świe­ce­niową myśl na­ukową była chęć wy­ru­go­wa­nia z na­uki wszel­kich form te­le­olo­gii. Zwłasz­cza ma­te­ria­lizm na­ukowy pra­gnie do­wieść, iż wra­że­nie ist­nie­nia in­te­li­gent­nego pro­jektu w przy­ro­dzie jest ilu­zo­ryczne i można je wy­ja­śnić przez od­wo­ła­nie się do nie­ukie­run­ko­wa­nych i au­to­ma­tycz­nych sił na­tury. W ten spo­sób jako wy­tłu­ma­cze­nie spe­cja­cji w bio­lo­gii wska­zuje się dzia­ła­nie "śle­pego ze­gar­mi­strza", lo­so­wej wa­ria­cji i do­boru, po­zna­nie zaś w psy­cho­lo­gii tłu­ma­czy się al­go­ryt­miczną trans­for­ma­cją wzor­ców neu­ro­nal­nych. Jed­nak w tym miej­scu ro­dzi się in­te­re­su­jące py­ta­nie: "Czy na­uko­wiec ma­te­ria­li­sta jest ra­dy­kal­nym re­duk­cjo­ni­stą eli­mi­na­cyj­nym twier­dzą­cym, że wszyst­kie po­zory in­te­li­gent­nego pro­jektu w przy­ro­dzie są ilu­zo­ryczne, czy też uważa, że cho­ciaż więk­szość przy­rody jest po­zba­wiona spraw­czo­ści pod­mio­to­wej, to jed­nak lu­dzie i zwie­rzęta wyż­sze (a być może nie­któ­rzy ko­smici, je­śli ta­kowi ist­nieją) roz­wi­nęli przez przy­pa­dek praw­dziwą zdol­ność do in­te­li­gent­nego pro­jek­to­wa­nia, tak że w świe­cie przy­rody są rze­czy­wi­ście obecne ja­kieś za­cho­wa­nia ce­lowe?". To py­ta­nie oka­zuje się dy­le­ma­tem dla ma­te­ria­li­zmu na­uko­wego, po­nie­waż nie­za­leż­nie od tego, czy udzie­limy od­po­wie­dzi twier­dzą­cej na jego pierw­szą lub drugą część, wy­łoni się przed nami nie­spój­ność tego sta­no­wi­ska.

Eli­mi­na­cja spraw­czo­ści pod­mio­to­wej

Za­łóżmy naj­pierw, że mamy do czy­nie­nia z re­duk­cjo­ni­stą eli­mi­na­cyj­nym go­to­wym twier­dzić, że wszyst­kie po­zory pro­jektu i in­ten­cjo­nal­no­ści w przy­ro­dzie są ilu­zo­ryczne. Ten po­gląd będę na­zy­wał moc­nym re­duk­cjo­ni­zmem spraw­czo­ści (MRS). We­dług MRS na­wet naj­sta­ran­niej za­pla­no­wana i ra­cjo­nalna dzia­łal­ność lu­dzi, taka jak skon­stru­owa­nie no­wo­cze­snych kom­pu­te­rów, była w rze­czy­wi­sto­ści zło­żo­nym nie­ukie­run­ko­wa­nym pro­ce­sem ma­te­rial­nym, po­nie­waż stany ukie­run­ko­wane na cel, ta­kie jak prze­ko­na­nia i pra­gnie­nia, nie od­gry­wały w nim żad­nej roli przy­czy­no­wej. Przy­dat­nym roz­wią­za­niem za­tem mo­głoby być przy­ję­cie tego, co Den­nett na­zywa "na­sta­wie­niem in­ten­cjo­nal­nym" i trak­to­wa­nie lu­dzi tak, jakby rze­czy­wi­ście kie­ro­wali się ja­ki­miś ce­lami. Zro­bi­li­by­śmy to jed­nak tylko dla­tego, że byłby to ro­dzaj wy­god­nego wy­biegu po­zwa­la­ją­cego for­mu­ło­wać przy­bli­żone prze­wi­dy­wa­nia i po­nie­waż wszyst­kie szcze­góły cał­ko­wi­cie ma­te­ria­li­stycz­nego wy­ja­śnie­nia ich za­cho­wań są obec­nie nie­znane i być może by­łyby zbyt trudne w za­sto­so­wa­niu, gdy­by­śmy je rze­czy­wi­ście znali. Na­uko­wiec ma­te­ria­li­sta może bez trudu zgo­dzić się z twier­dze­niem, że trak­to­wa­nie lu­dzi tak, jakby mieli stany in­ten­cjo­nalne, jest uży­teczne, acz­kol­wiek bez rów­no­cze­snego twier­dze­nia, że ta­kie stany zo­staną uznane za rze­czy­wi­ste w ra­mach on­to­lo­gii ja­kiejś spraw­dzo­nej teo­rii na­uko­wej ludz­kiego za­cho­wa­nia.

Ta­kie sta­no­wi­sko na­dal jed­nak pro­wa­dzi do wielu pro­ble­mów. Mocny re­duk­cjo­nizm spraw­czo­ści nie po­trafi wy­ja­śnić trzech istot­nych zja­wisk: tego, co Den­nett na­zywa "rze­czy­wi­stymi wzor­cami" po­ja­wia­ją­cymi się w ludz­kim dzia­ła­niu, ist­nie­nia oraz cha­rak­teru su­biek­tyw­no­ści oraz mocy i ży­wot­no­ści on­to­lo­gii psy­cho­lo­gii po­tocz­nej[1]. Co naj­istot­niej­sze, MRS pod­waża rów­nież ra­cjo­nal­ność na­ukową, którą sam za­kłada. Na po­zio­mie prag­ma­tycz­nym można to wy­ka­zać, przyj­rzaw­szy się bli­żej temu, co Bas van Fra­as­sen na­zywa "kon­tra­stywną na­turą wy­ja­śnień"[2]. Van Fra­as­sen wska­zuje, że wy­ja­śnie­nia mają in­for­mo­wać. Kiedy przed­sta­wiamy wy­ja­śnie­nie faktu mó­wiące, że x jest F, prze­ka­zu­jemy tym sa­mym in­for­ma­cję, po­nie­waż wy­ja­śniamy, dla­czego x jest F, a nie G, w sy­tu­acji gdy G jest czymś, czym także mo­głoby być x. Warto na przy­kład wy­ja­śnić, dla­czego woda jest w po­staci sta­łej, skoro mo­głaby być także w sta­nie cie­kłym. Wy­ja­śnie­nia zy­skują część swo­jego sensu dzięki temu, że eks­pla­nan­dum to nie ja­kaś dana. Woda nie musi być w po­staci lodu - gdyby tak było, by­li­by­śmy znacz­nie mniej za­in­te­re­so­wani wy­ja­śnie­niem, dla­czego tak wła­śnie jest. Z tego po­wodu wi­dać wy­raź­nie, że wy­ja­śnie­nia re­duk­cjo­ni­sty eli­mi­na­cyj­nego tracą swoją moc. Je­śli wszystko wy­daje się je­dy­nie za­pro­jek­to­wane, to siłą rze­czy nie ist­nieje skon­tra­sto­wana klasa rze­czy­wi­ście za­pro­jek­to­wa­nych ele­men­tów. W ten spo­sób wy­ja­śnie­nie, dla­czego coś wy­gląda na za­pro­jek­to­wane, staje się w naj­lep­szym ra­zie znacz­nie mniej in­te­re­su­jące.

W rze­czy­wi­sto­ści pro­blem jest znacz­nie po­waż­niej­szy. Je­śli nic nie jest fak­tycz­nie za­pro­jek­to­wane, sam pro­jekt staje się po­ję­ciem nie­upraw­nio­nym (ka­te­go­rią bez "de­duk­cji" lub ty­tułu praw­nego jej sto­so­wal­no­ści - w ro­zu­mie­niu kan­tow­skim). Trudno wów­czas od­po­wie­dzieć na py­ta­nie, jak "na­sta­wie­nie in­ten­cjo­nalne" przy­pi­su­jące cele i pro­jekty pod­mio­towi spraw­czemu może być tak sku­teczne w in­ter­pre­ta­cji i wy­ja­śnia­niu za­cho­wa­nia na­ukowca, gdy kon­stru­uje teo­rie i (jak wszy­scy mó­wimy) "pro­jek­tuje" eks­pe­ry­menty. Co wię­cej, nie wy­daje się, by­śmy mo­gli obyć się bez od­wo­łań do pro­jek­tów pod­miotu spraw­czego, po­nie­waż po­zwa­lają one uchwy­cić pra­wi­dło­wo­ści wy­so­kiego rzędu do­ty­czące za­cho­wa­nia, któ­rych nie da się prze­wi­dzieć na pod­sta­wie he­te­ro­ge­nicz­nych, re­ali­zu­ją­cych je sta­nów mó­zgu i ciała[3].

Jesz­cze bar­dziej wy­mowny jest fakt, że samo po­ję­cie wy­ja­śnia­nia sto­so­wane przez na­ukowca ma­te­ria­li­stę za­kłada ist­nie­nie pod­mio­tów spraw­czych, czyli by­tów zdol­nych do kie­ro­wa­nia swoim za­cho­wa­niem na pod­sta­wie re­pre­zen­ta­cji sta­nów rze­czy, ta­kich jak hi­po­tezy, prze­wi­dy­wa­nia, plany i pro­jekty. Pod­mioty spraw­cze, w tym na­ukowcy, two­rzą wy­ja­śnie­nia w na­dziei, że zo­staną zro­zu­miani przez in­nych, co z pew­no­ścią wy­daje się su­ge­ro­wać, że in­ten­cją lub ce­lem na­ukowca jest prze­ka­za­nie tego wła­śnie zro­zu­mie­nia. Ale na­wet je­śli wła­sne cele na­ukowca można by zbyć mi­ni­ma­li­zu­ją­cym pro­blem wy­ja­śnie­niem, trud­ność po­lega na tym, że akt ro­zu­mie­nia przy­na­leży tylko pod­mio­towi spraw­czemu i zby­cie go mi­ni­ma­li­zu­ją­cym wy­tłu­ma­cze­niem uczy­ni­łoby całe przed­się­wzię­cie wy­ja­śnia­nia nie­zro­zu­mia­łym. Na wła­ściwe poj­mo­wa­nie ja­kiejś teo­rii skła­dają się prze­ko­na­nia do­ty­czące tego, jaki byłby świat, gdyby była praw­dziwa. A za­tem ro­zu­mie­nie teo­rii wy­maga in­ten­cjo­nal­no­ści: to, co jest ro­zu­miane, to moż­liwe i nie­ko­niecz­nie rze­czy­wi­ste stany rze­czy; dla­tego ta­kie stany mogą wy­ka­zy­wać "in­ten­cjo­nalne nie­ist­nie­nie", jak to okre­ślił Franz Bren­tano, co w kon­se­kwen­cji dys­kwa­li­fi­ko­wa­łoby ja­ki­kol­wiek na­tu­ralny zwią­zek z tymi sta­nami rze­czy ta­kiego ro­dzaju, jaki do­pusz­czałby ma­te­ria­lizm na­ukowy. Jed­nym sło­wem z ro­zu­mie­niem mo­żemy mieć do czy­nie­nia tylko przy za­ło­że­niu ist­nie­nia in­ten­cjo­nal­no­ści, a rów­no­cze­śnie ja­kie­kol­wiek wy­ja­śnie­nie może ist­nieć tylko wtedy, gdy ist­nieje ro­zu­mie­nie. Dla­tego wy­ja­śnie­nia na­ukowca ma­te­ria­li­sty mają sens je­dy­nie wów­czas, gdy in­ten­cjo­nal­ność rze­czy­wi­ście ist­nieje.

Je­śli jed­nak in­ten­cjo­nal­ność jest ilu­zją, to zro­zu­mie­nie też nie ist­nieje, po­dob­nie jak wy­ja­śnie­nie na­ukowe. W ten spo­sób "wy­ja­śni­li­by­śmy" - zby­wa­jąc - samo wy­ja­śnie­nie. Na­wet gdyby wy­ja­śnie­nie na­ukowca ma­te­ria­li­sty było "po­prawne" i w ja­kimś pla­toń­skim sen­sie ode­rwane od rze­czy­wi­stych moż­li­wo­ści skoń­czo­nych in­te­li­gen­cji, nikt nie byłby w sta­nie go zro­zu­mieć, a za­tem nikt nie uzy­skałby wy­ja­śnie­nia. Wy­ja­śnia­nie by­łoby bez­sen­sowne, po­nie­waż nikt nie zdo­łałby po­jąć jego sensu. "Sens" opo­wie­ści lub wy­ja­śnie­nia jest wła­śnie obiek­tem in­ten­cjo­nal­nym, a za­tem nie może prze­trwać, by móc go uchwy­cić, w świe­cie po­zba­wio­nym in­ten­cjo­nal­no­ści.

Co wię­cej, na­wet twier­dze­nie, że wiara w ludzką in­ten­cjo­nal­ność jest ilu­zją po­znaw­czą, wy­daje się opie­rać na fak­cie, że ilu­zje po­znaw­cze są wła­śnie sta­nami in­ten­cjo­nal­nymi. Tru­dzić się pod wpły­wem ilu­zji, że p, to fał­szy­wie wie­rzyć, że p. Tym­cza­sem p okre­śla in­ten­cjo­nalną treść po­stawy pro­po­zy­cjo­nal­nej. Wra­camy do Kar­te­zju­sza wska­zu­ją­cego, że na­wet aby zo­stać oszu­ka­nym, trzeba my­śleć. Jed­nakże my­śle­nie jest in­ten­cjo­nalne, więc je­śli je­ste­śmy oszu­ki­wani, jak twier­dzi eli­mi­na­ty­wi­styczny re­duk­cjo­ni­sta, to stany in­ten­cjo­nalne ist­nieją, to zaś ozna­cza, że MRS jest fał­szywy. Ber­trand Rus­sell za­uwa­żył kie­dyś prze­ni­kli­wie, że po­prawna teo­ria prawdy nie może ist­nieć bez "teo­rii błędu": je­śli nie po­tra­fimy po­dać wia­ry­god­nego opisu tego, jak to jest tkwić w błę­dzie, nie mo­żemy twier­dzić, że usta­li­li­śmy prawdę[4]. Wy­daje mi się, że po­dob­nie jak teo­rie prawdy wy­klu­cza­jące moż­li­wość błędu, MRS także nie może być po­prawny, po­nie­waż każda "teo­ria błędu", którą pro­po­nuje, aby wy­ja­śnić na­sze błędne prze­ko­na­nie o in­ten­cjo­nal­no­ści, sama za­kłada ist­nie­nie sta­nów in­ten­cjo­nal­nych.

Ogra­ni­cze­nie ce­lów

Za­łóżmy jed­nak, że na­uko­wiec ma­te­ria­li­sta jest bar­dziej umiar­ko­wany i do­pusz­cza ist­nie­nie ludz­kich ce­lów oraz to, że są one aspek­tami "przy­rody" albo "na­tury", czyli sfery upraw­nio­nych ba­dań na­uko­wych. In­nymi słowy: in­ten­cjo­nal­ność nie ma zo­stać wy­eli­mi­no­wana, ale zna­tu­ra­li­zo­wana. Na­zy­wam taki pro­gram sła­bym re­duk­cjo­ni­zmem pod­miotu spraw­czego albo sła­bym re­duk­cjo­ni­zmem spraw­czo­ści (SRS). Do­bit­nym przy­kła­dem SRS są mię­dzy in­nymi funk­cjo­na­lizm bio­lo­giczny i ob­li­cze­niowy. Zgod­nie z funk­cjo­na­li­zmem nie pró­bu­jemy re­du­ko­wać sta­nów in­ten­cjo­nal­nych do sta­nów mó­zgu sa­mych w so­bie. Stany in­ten­cjo­nalne są ra­czej utoż­sa­miane z czymś bar­dziej abs­trak­cyj­nym, funk­cjo­nal­nymi ro­lami pew­nych nie­in­ten­cjo­nal­nych sta­nów re­ali­zu­ją­cych, które po­śred­ni­czą w prze­ka­zy­wa­niu sy­gnału sen­so­rycz­nego na wej­ściu, ko­lej­nych sta­nach i za­cho­wa­niu. Te role funk­cjo­nalne można zde­fi­nio­wać bio­lo­gicz­nie jako role, które zwięk­szyły spraw­ność przod­ków da­nej jed­nostki, albo psy­cho­lo­gicz­nie - jako role na­byte na dro­dze roz­woju i ucze­nia się. Wy­daje się, że nie­za­leż­nie od tego, czy ta­kie teo­rie od­wo­łują się do bio­lo­gii czy do psy­cho­lo­gii, po­zo­stają albo wierne ma­te­ria­li­zmowi, nie mo­gąc jed­nak tym sa­mym wy­ja­śnić su­biek­tyw­no­ści i in­ten­cjo­nal­no­ści, albo mogą się spraw­dzać, ale tylko dla­tego, że prze­my­cają po­ję­cia te­le­olo­giczne nie­zgodne z ma­te­ria­li­zmem. Po­ka­żemy szcze­gó­łowo, że próba wy­pro­wa­dze­nia ludz­kiej in­ten­cjo­nal­no­ści z "matki na­tury" za­pro­po­no­wana przez Den­netta (tak okre­śla on do­bór na­tu­ralny wi­dziany z po­zy­cji in­ten­cjo­nal­nej) jest głę­boko nie­spójna.

Po­wta­rza­jące się sys­te­ma­tyczne po­rażki na­tu­ra­li­zmu su­ge­rują, że in­ten­cjo­nal­ność oraz inne ce­chy pod­mio­tów spraw­czych nie mogą zo­stać zna­tu­ra­li­zo­wane, przy­naj­mniej je­śli po­ję­cie "na­tury" mia­łoby speł­niać ry­gory ma­te­ria­li­zmu[5]. Ale czy jest inna moż­li­wość? Twier­dzę, że upraw­nio­nymi, acz nie­na­le­żą­cymi do świata przy­rody ka­te­go­riami, są "pro­jekt" i "in­ten­cjo­nal­ność". Bio­rąc pod uwagę fakt, że od­zna­czają się one mocą wy­ja­śnia­jącą w od­nie­sie­niu do czło­wieka (z czym zga­dza się także zwo­len­nik SRS), za do­gma­tyczne trzeba uznać aprio­ryczne de­kla­ra­cje, iż nie mogą one się spraw­dzić w do­mnie­ma­nych przy­pad­kach ma­ją­cego źró­dło poza Zie­mią, po­za­ludz­kiego lub bo­skiego pro­jektu albo in­ten­cjo­nal­no­ści. Idąc za pracą Dela Ratz­scha[6], twier­dzę, że po­wszechne ar­gu­menty prze­ciwko po­wo­ły­wa­niu się w na­uce na czyn­niki nie­na­le­żące do przy­rody lub nad­przy­ro­dzone są błędne i nie­jed­no­krot­nie mają źró­dło w bez­kry­tycz­nych uprze­dze­niach czer­pią­cych wia­ry­god­ność z nie­świa­do­mego utoż­sa­mia­nia na­uki em­pi­rycz­nej z na­uką ma­te­ria­li­styczną.

Je­śli przyj­miemy, że pro­jekty i cele są czę­ścią przy­rody, na­uka nie może od­rzu­cić moż­li­wo­ści, iż sfera pro­jektu roz­ciąga się poza lu­dzi i zwie­rzęta wyż­sze. Tym­cza­sem w my­śle­niu wielu prze­ciw­ni­ków teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu do­strze­gamy sprzecz­ność po­le­ga­jącą na prze­ko­na­niu, iż mu­simy od­wo­ły­wać się tylko do ma­te­rial­nych i nie­in­ten­cjo­nal­nych przy­czyn ist­nie­ją­cych w przy­ro­dzie, przy rów­no­cze­snym za­ło­że­niu, że na­ukowcy jako lu­dzie rze­czy­wi­ście od­zna­czają się sta­nami in­ten­cjo­nal­nymi, któ­rymi kie­rują się, two­rząc teo­rie i pro­jek­tu­jąc eks­pe­ry­menty. Je­śli lu­dzie na­prawdę mają cele, tak jak za­kłada to ra­cjo­nal­ność na­uki, jest z pew­no­ścią moż­liwe, że inne pod­mioty spraw­cze rów­nież mają cele i mo­żemy cza­sem od­kryć em­pi­ryczne do­wody ich ak­tyw­no­ści.

Roz­ważmy pro­stą ana­lo­gię z kry­mi­na­li­styką. Kiedy na pod­sta­wie do­wo­dów pró­buje się usta­lić przy­czynę czy­je­goś zgonu, wszy­scy uzna­jemy ist­nie­nie obiek­tyw­nych kry­te­riów do­wo­do­wych ma­ją­cych na celu usta­le­nie, czy ktoś zmarł z przy­czyn na­tu­ral­nych (nie­wy­dol­ność ne­rek), na sku­tek nie­szczę­śli­wego wy­padku (przy­pad­kowy upa­dek z ta­rasu wi­do­ko­wego ka­te­dry w Stras­burgu, który na­stą­pił po wy­czer­pu­ją­cym eg­za­mi­nie koń­co­wym z ja­kie­goś przed­miotu na stu­diach) czy wresz­cie z po­wodu in­te­li­gent­nej in­ter­wen­cji ja­kie­goś pod­miotu spraw­czego. Ist­nieją do­sko­nale obiek­tywne po­wody, by są­dzić, że czyjś zgon był spo­wo­do­wany in­ter­wen­cją ja­kie­goś pod­miotu spraw­czego, na­wet je­śli był rów­no­cze­śnie przy­pad­ko­wym skut­kiem ubocz­nym cze­goś in­nego, co ów pod­miot so­bie za­pla­no­wał. Sy­tu­ację, gdy ko­goś prze­bija bełt wy­strze­lony z ku­szy z od­le­gło­ści trzy­dzie­stu kro­ków, trudno uznać za zda­rze­nie do­ko­nu­jące się z ja­kąś okre­sową (po­wta­rza­jącą się) re­gu­lar­no­ścią moż­liwą do wy­ja­śnie­nia przez od­wo­ła­nie się do praw przy­rody; nie jest to także ro­dzaj zda­rze­nia, któ­rego pod­ło­żem są przy­pad­kowe pro­cesy o nie­ukie­run­ko­wa­nym cha­rak­te­rze, ta­kie jak te, które rzą­dzą zja­wi­skami kwan­to­wymi. Ku­sze nie na­pi­nają się same z sie­bie, by mo­gło dojść do wy­strze­le­nia bełtu, na­wet je­śli taki bełt zo­stał już w ku­szy za­ło­żony, ani nie ce­lują w okre­ślone miej­sce ofiary, żeby strzał był śmier­telny. Oczy­wi­ście bełt może zo­stać wy­strze­lony przy­pad­kowo pod­czas sza­mo­ta­niny lub gdy zo­stał za­ło­żony w ja­kimś nie­win­nym celu, ale na­wet wów­czas im­pli­kuje to in­ter­wen­cję pod­miotu spraw­czego. Cho­ciaż ta­kie dzi­waczne sce­na­riu­sze, w któ­rych śmierć od ku­szy to sku­tek przy­padku i praw przy­rody, są lo­gicz­nie moż­liwe, kry­mi­na­li­styka nie zaj­muje się ab­so­lut­nymi do­wo­dami de­duk­cyj­nymi, lecz wnio­sko­wa­niem do naj­lep­szego wy­ja­śnie­nia. Znacz­nie bar­dziej praw­do­po­dobne jest nie to, że nie było pod­miotu spraw­czego, lecz to, że mie­li­śmy do czy­nie­nia z pod­mio­tem spraw­czym o nie­cnych za­mia­rach lub pod­mio­tem, który nie miał ta­kich za­mia­rów, lecz nie­opatrz­nie spu­ścił cię­ciwę.

Sed­nem teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu jest prze­ko­na­nie, że skoro dzi­siaj kry­te­ria wy­kry­wa­nia dzia­ła­nia pod­mio­tów spraw­czych są do tego stop­nia ry­go­ry­styczne, że ko­rzy­sta się z nich w po­waż­nych na­ukach em­pi­rycz­nych, ta­kich jak kry­mi­na­li­styka, ar­che­olo­gia, kryp­to­gra­fia, usta­la­nie spraw­ców oszustw oraz po­szu­ki­wa­nie po­za­ziem­skiej in­te­li­gen­cji (pro­gram SETI), nie mamy żad­nej aprio­rycz­nej gwa­ran­cji, że mia­łyby one za­sto­so­wa­nie je­dy­nie w przy­padku spraw­czo­ści ludz­kiej lub zwie­rzę­cej[7]. Może się oka­zać, że od­kry­jemy wy­raźne do­wody na ist­nie­nie in­te­li­gent­nego pro­jektu do­ty­czące fak­tów, któ­rych zaj­ścia nie można wia­ry­god­nie przy­pi­sać czło­wie­kowi lub zwie­rzę­ciu (ani na­wet ko­smi­tom), ta­kich jak na przy­kład zło­żo­ność in­for­ma­cji bio­lo­gicz­nej znaj­du­ją­cej się we wszyst­kich (zna­nych) ży­wych ko­mór­kach lub pre­cy­zyjne do­stro­je­nie sta­łych ko­smo­lo­gicz­nych.

I wresz­cie: nie­za­leż­nie od tego, czy trzeba po­wo­ły­wać się na pro­jekt, by zro­zu­mieć zda­rze­nia ma­te­rialne nie­bę­dące skut­kiem dzia­ła­nia czło­wieka, osta­tecz­nym wy­zwa­niem dla na­ukowca ma­te­ria­li­sty jest py­ta­nie, czy co­kol­wiek in­nego niż wła­śnie in­te­li­gentny pro­jek­tant może sta­no­wić za­do­wa­la­jące wy­ja­śnie­nie ludz­kiej zdol­no­ści do pro­jek­to­wa­nia. My­śląc o nas sa­mych, wi­dzimy, że aby przed­sta­wić za­do­wa­la­jące wy­ja­śnie­nie ja­kie­goś in­ten­cjo­nal­nego dzia­ła­nia, mu­simy za­kła­dać stany men­talne z in­ten­cjo­nalną tre­ścią. Dla­tego twier­dzę, że sama ludzka zdol­ność do in­ten­cjo­nal­nego my­śle­nia wy­maga za­ło­że­nia ja­kiejś wyż­szej spraw­czo­ści. Aby unik­nąć re­gresu w nie­skoń­czo­ność, na­leży przy­jąć, że ta wyż­sza spraw­czość pod­mio­towa na­leży do ja­kie­goś bytu ko­niecz­nego, któ­rego in­ten­cjo­nal­ność nie jest uwa­run­ko­wana ist­nie­niem ja­kie­go­kol­wiek in­nego pod­miotu spraw­czego. Je­śli - jak twier­dzi ab­sur­dal­nie ma­te­ria­lizm re­duk­cjo­ni­styczny - in­ten­cjo­nal­ność jest rze­czy­wi­ście zja­wi­skiem je­dy­nym w swoim ro­dzaju, wów­czas osta­tecz­nym wy­ja­śnie­niem ludz­kiej in­ten­cjo­nal­no­ści jest ja­kiś inny pod­miot spraw­czy, któ­rego in­ten­cjo­nal­ność jest sa­mo­wy­star­czalna, a za­tem wy­ja­śnia­jąca samą sie­bie[8].

Plan książki

Pod­sta­wowa struk­tura książki jest bar­dzo pro­sta. W pierw­szych trzech roz­dzia­łach for­mu­łuję jej główną tezę i do­wo­dzę jej na po­zio­mie ogól­nym. W ko­lej­nych trzech roz­dzia­łach przy­glą­dam się kon­kret­nym wy­ja­śnie­niom naj­wy­raź­niej ce­lo­wych zja­wisk bio­lo­gicz­nych i psy­chicz­nych pro­po­no­wa­nym przez na­ukow­ców opo­wia­da­ją­cych się za ma­te­ria­li­zmem i do­cho­dzę do wnio­sku, że ich ar­gu­menty są nie­prze­ko­nu­jące. W dwóch ostat­nich roz­dzia­łach bro­nię pra­wo­moc­no­ści pro­jektu jako ka­te­go­rii na­uko­wej przed za­rzu­tami scep­ty­ków oraz pro­po­nuję mo­del po­ka­zu­jący, jak po­winny wy­glą­dać wza­jemne re­la­cje mię­dzy na­uką i chrze­ści­jań­stwem.

Roz­dział 1, Pod­niebne haki i dźwigi: wy­zwa­nie re­duk­cjo­ni­zmu, przy­go­to­wuje do lek­tury po­zo­sta­łej czę­ści książki, przed­sta­wia­jąc i wy­ja­śnia­jąc różne od­miany re­duk­cjo­ni­zmu oraz ich rolę w pro­gra­mie ma­te­ria­li­zmu na­uko­wego. Zga­dza­jąc się z twier­dze­niem, że za­sad­ni­cze prze­łomy w na­uce do­ko­nują się czę­sto na dro­dze re­duk­cji, bro­nię rów­no­le­głego zna­cze­nia nie­re­duk­cyj­nego po­stępu w na­uce. Usta­le­nie, że pe­wien ro­dzaj zja­wisk jest nie­za­leżny od in­nego, może sta­no­wić co naj­mniej rów­nie zna­czący po­stęp, co zre­du­ko­wa­nie jed­nej ka­te­go­rii zja­wisk do in­nej. Ogra­ni­czam się w tym roz­dziale do re­duk­cjo­ni­stycz­nych wy­ja­śnień spraw­czo­ści w bio­lo­gii oraz w psy­cho­lo­gii. Wy­róż­niam MRS i SRS, czyli dwa po­dej­ścia do spraw­czo­ści przyj­mo­wane przez ma­te­ria­lizm na­ukowy. MRS sta­wia so­bie za cel cał­ko­witą eli­mi­na­cję spraw­czo­ści, nie wy­łą­cza­jąc lu­dzi. Na­to­miast SRS przyj­muje do wia­do­mo­ści re­al­ność przy­naj­mniej ludz­kiej spraw­czo­ści, dą­żąc rów­no­cze­śnie do jej na­tu­ra­li­za­cji.

Roz­dział 2, Mocny re­duk­cjo­nizm spraw­czo­ści: ma­te­ria­lizm a ra­cjo­nal­ność na­uki, sku­pia się na po­dej­ściach eli­mi­na­cyj­nych do spraw­czo­ści pod­mio­to­wej (zwłasz­cza na pra­cach Paula Chur­chlanda). Do­wo­dzę w nim, że ta­kie po­dej­ścia nie speł­niają wła­snych wa­run­ków i kłócą się z ra­cjo­nal­no­ścią na­uki. Na­uko­wiec ma­te­ria­li­sta opo­wia­da­jący się za MRS traci w ten spo­sób prawo do na­zy­wa­nia się na­ukow­cem ma­te­ria­li­stą.

Roz­dział 3, Słaby re­duk­cjo­nizm spraw­czo­ści: na­uka a ra­cjo­na­lizm ma­te­ria­li­zmu, przy­gląda się pró­bom za­cho­wa­nia in­ten­cjo­nal­no­ści jako upraw­nio­nej ka­te­go­rii na­uko­wej na dro­dze jej na­tu­ra­li­za­cji. Stan­dar­dowe po­dej­ścia fi­zy­ka­li­styczne, ta­kie jak po­dej­ście Ja­egwona Kima, oka­zują się w tym wy­padku nie­ade­kwatne. To skła­nia Den­netta do am­bit­nej, al­ter­na­tyw­nej próby wy­ja­śnie­nia in­ten­cjo­nal­no­ści jako wy­niku do­boru na­tu­ral­nego. Ana­li­zuję szcze­gó­łowo tę pro­po­zy­cję i do­cho­dzę do wnio­sku, że jest nie­spójna. Na­stęp­nie do­wo­dzę, że uzna­nie re­al­no­ści spraw­czo­ści pod­mio­to­wej w przy­ro­dzie spra­wia, iż wy­klu­cze­nie co do za­sady spraw­czo­ści nad­przy­ro­dzo­nej jest roz­wią­za­niem do­raź­nym. Zwo­len­nicy SRS tracą w ten spo­sób prawo do na­zy­wa­nia sie­bie na­ukow­cami ma­te­ria­li­stami.

Zda­niem nie­któ­rych fi­lo­zo­fów i ba­da­czy psy­cho­lo­gia zo­sta­nie pew­nego dnia zre­du­ko­wana do bio­lo­gii. Pewni, że bio­lo­gię można wy­ja­śnić w ka­te­go­riach czy­sto ma­te­ria­li­stycz­nych, do­cho­dzą do wnio­sku, że i psy­cho­lo­gia może zo­stać pod­dana ta­kiej ma­te­ria­li­stycz­nej re­duk­cji. Jed­nak na­wet je­śli psy­cho­lo­gia jest re­du­ko­walna do bio­lo­gii, nie­ko­niecz­nie do­wo­dzi to ma­te­ria­li­zmu, po­nie­waż może się oka­zać, że same funk­cje bio­lo­giczne wska­zują na nie­na­le­żący do po­rządku na­tu­ral­nego in­te­li­gentny pro­jekt.

Ten ar­gu­ment zmo­ty­wo­wał mnie do na­pi­sa­nia roz­działu 4, Przy­nęta z za­mianą: po­śred­niość a jed­ność bio­lo­giczna, w któ­rym roz­wa­żam kon­cep­cje Mi­cha­ela Be­hego, by po­ka­zać, że nie­któ­rych struk­tur bio­lo­gicz­nych nie spo­sób cał­ko­wi­cie wy­ja­śnić w ka­te­go­riach ma­te­ria­li­stycz­nych. Behe do­wo­dzi, że "nie­re­du­ko­wal­nie zło­żo­nych" struk­tur bio­lo­gicz­nych nie da się wy­tłu­ma­czyć przez od­wo­ła­nie się do pro­ce­sów dar­wi­now­skich, na które może wska­zać na­uko­wiec ma­te­ria­li­sta. Kry­tycy Be­hego ar­gu­men­to­wali w od­po­wie­dzi, że pro­cesy dar­wi­now­skie mogą ge­ne­ro­wać nie­re­du­ko­walną zło­żo­ność drogą po­śred­nią. Ana­li­zuję ob­szer­nie ta­kie pro­po­zy­cje i wy­ka­zuję, że żadna z nich nie po­trafi wy­ja­śnić jed­no­ści i spój­no­ści funk­cji bio­lo­gicz­nych. Prze­ciw­nie, tak jak tego do­wo­dzę, lep­szym wy­ja­śnie­niem fak­tów oka­zuje się osta­tecz­nie ja­kiś od­górny pro­jekt; jed­nakże taki pro­jekt za­kłada te­le­olo­gię i dla­tego jest nie do po­go­dze­nia z ja­ką­kol­wiek ści­słą wer­sją ma­te­ria­li­zmu.

Roz­dział 5, Al­che­mia umy­słu: po­śred­niość i jed­ność psy­chiczna, po­dob­nie jak roz­dział go po­prze­dza­jący, kła­dzie na­cisk na jed­ność i spój­ność funk­cjo­nalną, ale sku­pia się na psy­cho­lo­gii dar­wi­now­skiej. Do­wo­dzę w nim, że opisy jaźni i świa­do­mo­ści w ka­te­go­riach "sa­mo­lub­nych" ge­nów i me­mów[9] nie po­tra­fią wy­ja­śnić in­te­gra­cji oraz spój­no­ści sta­nów in­ten­cjo­nal­nych pod­miotu spraw­czego. W isto­cie rze­czy memo-ge­nowa teo­ria umy­słu jest nie­spójna i nie­zgodna z na­szą wie­dzą do­ty­czącą jed­no­ści psy­chicz­nej czło­wieka i jego zdol­no­ści do ro­zu­mo­wa­nia prak­tycz­nego i teo­re­tycz­nego. Twier­dzę rów­nież, że sama na­uka jest w spo­sób ko­nieczny po­wią­zana z kon­cep­cją pod­mio­tów spraw­czych re­pre­zen­tu­ją­cych kon­kretne punkty wi­dze­nia i że ta­kich pod­mio­tów nie można zre­du­ko­wać do zbioru śle­pych, ato­mo­wych by­tów, ta­kich jak geny i memy.

W roz­dziale 6, za­ty­tu­ło­wa­nym Wyj­ście poza istoty skin­ne­row­skie: obrona ar­gu­mentu Le­wisa-Plan­tingi prze­ciwko na­tu­ra­li­zmowi ewo­lu­cyj­nemu, wzmac­niam mój wy­wód prze­ciwko psy­cho­lo­gii dar­wi­now­skiej z roz­działu 5, bro­niąc ar­gu­men­ta­cji wy­pra­co­wa­nej przez C.S. Le­wisa i Alvina Plan­tingę. Zda­niem tego dru­giego na­tu­ra­lizm ewo­lu­cyjny nie do­star­cza żad­nych pod­staw do przy­pusz­czeń, iż na­sze pro­cesy my­ślowe są wia­ry­godne, a co wię­cej, wspiera tezę, że są nie­wia­ry­godne. Tym sa­mym na­tu­ra­lizm ewo­lu­cyjny obala sam sie­bie, po­nie­waż gdyby był praw­dziwy, ni­gdy nie mo­gli­by­śmy mieć do­sta­tecz­nego po­wodu, by w niego wie­rzyć. Ar­gu­ment Plan­tingi jest echem od­ręb­nego ar­gu­mentu prze­ciwko na­tu­ra­li­zmowi przed­sta­wio­nego przez C.S. Le­wisa w jego książce Cuda[10]. Le­wis ar­gu­men­tuje, że ewo­lu­cja działa na po­zio­mie re­ak­cji be­ha­wio­ral­nych, które ze swej na­tury nie wy­ma­gają po­zna­nia, oraz że po­rzą­dek przy­czy­no­wo­ści nie wy­ja­śnia ra­cjo­nal­nego po­rządku my­śli lo­gicz­nej. Roz­wi­jam ten ar­gu­ment, by bro­nić kon­klu­zji, że pod­czas gdy re­duk­cjo­ni­styczne formy dar­wi­ni­zmu mogą wy­ja­śniać roz­wój wy­ra­fi­no­wa­nych re­ak­cji (za­cho­wa­nie by­tów, które Den­nett na­zywa "isto­tami skin­ne­row­skimi"), nie wy­ja­śniają jed­nak ist­nie­nia i cha­rak­teru my­śli ra­cjo­nal­nej. W szcze­gól­no­ści zaś nie tłu­ma­czą te­le­olo­gii, nor­ma­tyw­no­ści, siły mo­dal­nej oraz oso­bi­stego cha­rak­teru ro­zu­mo­wa­nia prak­tycz­nego i teo­re­tycz­nego. Bio­rąc pod uwagę ten ar­gu­ment, dar­wi­ni­ści mu­szą przy­znać, że ich teo­ria nie po­trafi wy­ja­śnić spraw­czo­ści pod­mio­to­wej lub mu­szą za­ne­go­wać cał­ko­wi­cie taką spraw­czość i opo­wie­dzieć się za sil­nym re­duk­cjo­ni­zmem spraw­czo­ści ze wszyst­kimi to­wa­rzy­szą­cymi mu pro­ble­mami, o któ­rych była mowa wcze­śniej.

Jed­nak scep­tycy eli­mi­na­ty­wi­styczni wciąż będą upie­rać się przy twier­dze­niu, że pro­jekt i in­ten­cjo­nal­ność to ka­te­go­rie fik­cyjne, po­ję­cia bez de­duk­cji w ro­zu­mie­niu kan­tow­skim. W od­nie­sie­niu do ta­kiego scep­ty­cy­zmu ja­sne jest, że ar­gu­menty em­pi­ryczne nie mają żad­nej mocy, po­nie­waż nie­za­leż­nie od tego, jak silne by były, są zgodne z tym, że pro­jekt i in­ten­cjo­nal­ność to bar­dzo uży­teczne, ale jed­nak fik­cyjne ka­te­go­rie.

Roz­dział 7, In­ten­cjo­nal­ność, in­for­ma­cja i prze­su­nię­cie: za­sad­ność pro­jektu, przed­sta­wia dwa główne ar­gu­menty ma­jące na celu po­ko­na­nie scep­tyka. Pierw­szy po­ka­zuje, że sama na­tura po­jęć im­pli­kuje pro­jekt i in­ten­cjo­nal­ność; za­tem, je­śli ist­nieją po­ję­cia, ka­te­go­rie pro­jektu i in­ten­cjo­nal­no­ści mu­szą być ważne. Moż­liwe jed­nak, że eli­mi­na­ty­wi­sta od­rzuci samą ideę po­jęć na rzecz czy­sto in­for­ma­cyjno-teo­re­tycz­nego uję­cia po­zna­nia i dzia­ła­nia. W od­po­wie­dzi wska­zuję naj­pierw, że od­wo­ła­nie do in­for­ma­cji nie usuwa po­trzeby od­wo­ła­nia się do in­ten­cjo­nal­no­ści w wy­ja­śnie­niach dzia­ła­nia. A na­wet gdyby tak było, mój drugi ar­gu­ment po­ka­zuje, że zło­żona okre­ślona in­for­ma­cja, prze­ja­wia­jąca się w ro­zu­mo­wa­niu teo­re­tycz­nym i w prak­tycz­nym dzia­ła­niu pod­miotu spraw­czego, na­dal im­pli­kuje pro­jekt. Od­no­sząc do po­zna­nia i dzia­ła­nia lu­dzi naj­now­sze wy­niki ba­dań Wil­liama Demb­skiego, po­ka­zuję, że w przy­padku czło­wieka pro­jekt jest ka­te­go­rią naj­oczy­wi­ściej pra­wo­mocną.

Gdy wy­każe się, że pro­jekt jest ka­te­go­rią pra­wo­mocną, z pew­no­ścią otwartą kwe­stią po­zo­staje jej za­sięg, in­nymi słowy: py­ta­nie, czy ma on cha­rak­ter po­za­ludzki, nad­ludzki lub nad­przy­ro­dzony jest kwe­stią em­pi­ryczną, a za­tem taką, któ­rej nie da się roz­strzy­gnąć przez aprio­ryczne ogra­ni­cze­nia me­to­do­lo­giczne pró­bu­jące okre­ślić z góry, co wolno od­kryć na­uce. Różne próby unik­nię­cia tych ar­gu­men­tów roz­bi­jają się o to, co Demb­ski na­zywa w swo­jej książce Nic za darmo[11] "pro­ble­mem prze­su­nię­cia", z któ­rym nie po­tra­fią so­bie po­ra­dzić wszyst­kie na­tu­ra­li­styczne próby wy­ja­śnie­nia in­ten­cjo­nal­no­ści, pro­jektu lub zło­żo­nej, okre­ślo­nej in­for­ma­cji. Ta­kie próby spro­wa­dzają się do zwy­kłej re­lo­ka­cji zja­wisk do­ma­ga­ją­cych się wy­ja­śnie­nia i osta­tecz­nie nie tłu­ma­czą, jak mo­gły po­wstać one z jesz­cze prost­szych fe­no­me­nów przy­rody.

Ba­na­łem no­wo­cze­sno­ści jest twier­dze­nie, iż re­li­gia pro­wa­dzi do au­to­ry­ta­ry­zmu i do­gma­ty­zmu, na­uka zaś uwal­nia umysł od prze­są­dów, ro­dzi po­stęp i za­pew­nia nam oświe­cone spoj­rze­nie na świat. Oka­zuje się jed­nak, że nie­któ­rzy wy­znawcy scjen­ty­zmu, czyli sta­no­wi­ska, zgod­nie z któ­rym na­uka ma­te­ria­li­styczna jest je­dy­nym źró­dłem wie­dzy i je­dy­nym wia­ry­god­nym prze­wod­ni­kiem po on­to­lo­gii, prze­szli trans­for­ma­cję po­dobną do prze­miany bun­tow­nika w ty­rana w Fol­warku zwie­rzę­cym Geo­rge'a Or­wella i stali się nie­omal tak samo dok­try­ner­scy i opre­syjni w swo­ich po­glą­dach jak fa­na­tycy re­li­gijni z prze­szło­ści.

W roz­dziale 8, Na­uka a chrze­ści­jań­stwo: do­gma­tyzm a dia­log, do­wo­dzę, że obecna po­li­tyka edu­ka­cyjna po­le­ga­jąca na ochro­nie dar­wi­ni­zmu (i po­krew­nych po­glą­dów[12]) przed po­ważną kry­tyką spo­wo­do­wała, że część na­uki prze­obra­ziła się w nową wer­sję scho­la­styki. Naj­bar­dziej do­gma­tyczni dar­wi­ni­ści - ci, któ­rzy upie­rają się, że ma­te­ria­lizm na­ukowy jest osta­teczną me­todą na­ukową[13] - sto­sują me­to­do­lo­gię po­dobną do tej, którą po­słu­gi­wali się scho­la­stycy kry­ty­ko­wani przez Fran­cisa Ba­cona[14]. Ta­kie sta­no­wi­sko na­zy­wam bez­kry­tycz­nym de­duk­cjo­ni­zmem, po­dej­ściem twier­dzą­cym, że "wie­dzę" zdo­bywa się przez wy­de­du­ko­wa­nie jej z uprzed­nio przy­ję­tej ide­olo­gii, a nie z pro­wa­dzo­nego z pełną po­wagą ba­da­nia świata przy­rody. Jed­no­cze­śnie uznani kry­tycy dar­wi­ni­zmu są igno­ro­wani lub pod­da­wani cen­zu­rze, pła­cąc czę­sto za swoją kry­tykę wła­sną ka­rierą na­ukową.

Wielu na­ukow­ców do­świad­cza­ją­cych ta­kich trud­no­ści (acz­kol­wiek nie wszy­scy) to chrze­ści­ja­nie utrzy­mu­jący, że przy­naj­mniej nie­które za­ło­że­nia chrze­ści­jań­stwa są za­sad­ni­czo sprzeczne z epi­ste­mo­lo­gią i me­ta­fi­zyką za­kła­daną przez dar­wi­nizm. Nie­któ­rzy ba­da­cze na­uki i re­li­gii, tacy jak Mi­chael Ruse, pró­bo­wali osła­bić wza­jemną wro­gość obu sta­no­wisk, ar­gu­men­tu­jąc, że dar­wi­ni­sta może być chrze­ści­ja­ni­nem. Ja twier­dzę, że taki ma­riaż nie może się udać do­póty, do­póki dar­wi­nizm po­zo­staje za­ślu­biony re­duk­cjo­ni­stycz­nej po­sta­wie ma­te­ria­li­zmu na­uko­wego. W ostat­niej czę­ści roz­działu 8 za­ry­so­wuję bar­dziej owocny, moim zda­niem, mo­del dia­logu mię­dzy na­uką a teo­lo­gią chrze­ści­jań­ską, za­chę­ca­jący obie strony do więk­szej po­kory, a rów­no­cze­śnie bar­dziej zde­cy­do­wa­nego trwa­nia przy swo­ich sta­no­wi­skach. Mo­del ten pod­kre­śla zna­cze­nie plu­ra­li­zmu kon­ku­ru­ją­cych idei w na­uce i czer­pie z po­glą­dów Johna Stu­arta Milla oraz Karla Pop­pera do­ty­czą­cych in­te­lek­tu­al­nej (i po­li­tycz­nej) war­to­ści nie­skrę­po­wa­nych, kry­tycz­nych do­cie­kań.

Po­dzię­ko­wa­nia

Prze­pro­wa­dze­nie ba­dań do tej książki było moż­liwe dzięki hoj­nemu sty­pen­dium otrzy­ma­nemu z Di­sco­very In­sti­tute oraz urlo­powi na­uko­wemu na mo­jej uczelni, Con­cor­dia Uni­ver­sity w sta­nie Wi­scon­sin; jedno i dru­gie przy­znano mi w roku 2002. Je­stem bar­dzo wdzięczny Di­sco­very In­sti­tute oraz Con­cor­dia Uni­ver­sity za za­pew­nie­nie tak wspa­nia­łej moż­li­wo­ści po­łą­cze­nia mo­jej wie­dzy w za­kre­sie fi­lo­zo­fii umy­słu z ak­tu­al­nymi za­gad­nie­niami sta­no­wią­cymi przed­miot dys­ku­sji mię­dzy zwo­len­ni­kami teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu a na­ukow­cami ma­te­ria­li­stami. Pracy nad książką to­wa­rzy­szyły liczne słowa za­chęty i rady oraz dużo kon­struk­tyw­nej kry­tyki. Osoby, któ­rym chciał­bym szcze­gól­nie po­dzię­ko­wać, to: Wil­liam Demb­ski, Ro­bert Ko­ons, Ed Mar­tin, Ly­dia McGrew, John War­wick Mont­go­mery, Craig Par­ton, Del Ratzsch, Mi­chael Ruse, Mi­chael Sa­ward oraz wszy­scy uczest­nicy Mię­dzy­na­ro­do­wej Aka­de­mii Apo­lo­ge­tyki, Ewan­ge­li­za­cji i Praw Czło­wieka 2003 w Stras­burgu we Fran­cji, gdzie bro­niono głów­nej tezy tej książki: Ad­?le Au­xier, Les Bar­nes, Ale­xis Beck­ford, Beth i Jim Dietz, Ste­phen Eastwood, Hugh Gauch Jr, Su­san Ha­den-Tay­lor, Sara Hof­f­man, Mi­chael Job, Craig John­son, Em­ma­nuel Kis­seh, Don i Mary Korte, Sa­brina Loc­klair, Ro­nald McDo­nald, Dal­las K. Mil­ler, Fa­ith St. Jean, Eric Swe­itz, An­gie Tem­pler, Greg Tho­mas oraz Steve Wood. Spe­cjalne po­dzię­ko­wa­nia na­leżą się rów­nież Joh­nowi H. McDo­nal­dowi, który wy­ra­ził zgodę na re­pro­duk­cję swo­ich ry­sun­ków "re­duk­cyj­nie zło­żo­nych" pu­ła­pek na my­szy, oraz Ti­mo­thy'emu G. Stan­di­showi, który po­zwo­lił mi na re­pro­duk­cję swo­jego ry­sunku wici bak­te­ryj­nej. Wy­razy uzna­nia na­leżą się rów­nież mo­jej ro­dzi­nie, która lo­jal­nie wy­trzy­my­wała ze mną, gdy mu­sia­łem upo­rać się z wy­ma­ga­niami tego oraz in­nych przed­się­wzięć. Na ko­niec pra­gnę po­dzię­ko­wać Eve De­Varo i ze­spo­łowi re­dak­cyj­nemu w wy­daw­nic­twie Row­man & Lit­tle­field za wspar­cie i otu­chę po­ma­ga­jące mi do­pro­wa­dzić do owoc­nego końca pracę nad książką.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

Przy­pisy

Wpro­wa­dze­nie
[1] Psy­cho­lo­gia po­toczna (folk psy­cho­logy) to zdro­wo­roz­sąd­kowe, przed­te­ore­tyczne wy­ja­śnia­nie ludz­kiego za­cho­wa­nia w ka­te­go­riach po­staw pro­po­zy­cjo­nal­nych, ta­kich jak prze­ko­na­nia, pra­gnie­nia, na­dzieje i lęki. Za­kłada, że mo­żemy wy­ja­śnić dzia­ła­nie pod­miotu spraw­czego, od­wo­łu­jąc się do jego prak­tycz­nych po­wo­dów okre­ślo­nych przez te po­stawy.
[2] Zob. B.C. van Fra­as­sen, The Scien­ti­fic Image, Cla­ren­don Press, Oxford 1980, roz­dział 5.
[3] Można wska­zać fa­scy­nu­jącą pa­ra­lelę mię­dzy ar­gu­men­tem za nie­re­du­ko­wal­no­ścią ka­te­go­rii men­tal­nych w fi­lo­zo­fii umy­słu i ar­gu­men­tem za nie­re­du­ko­wal­no­ścią pro­jektu w fi­lo­zo­fii bio­lo­gii. W obu wy­pad­kach mamy do czy­nie­nia z pra­wi­dło­wo­ścią wyż­szego rzędu: w przy­padku umy­słu mię­dzy in­ten­cjami pod­mio­tów spraw­czych a klasą dzia­łań z wie­loma re­ali­za­cjami fi­zycz­nymi; w przy­padku bio­lo­gii mię­dzy po­dob­nymi pro­ble­mami i zbież­nymi ad­ap­ta­cjami u róż­nych ga­tun­ków. Po­nie­waż tej pra­wi­dło­wo­ści nie można uchwy­cić bez po­stu­lo­wa­nia ka­te­go­rii in­ten­cjo­nal­nych, bro­nią się one na grun­cie na­uko­wym i on­to­lo­gicz­nym. Je­śli przyj­miemy ar­gu­ment za nie­re­du­ko­wal­no­ścią w od­nie­sie­niu do umy­słu, jak go­to­wych by­łoby uczy­nić wielu umiar­ko­wa­nych ma­te­ria­li­stów, trudno po­jąć, co oprócz uprze­dzeń, unie­moż­li­wia­łoby przy­ję­cie pa­ra­lel­nego ar­gu­mentu w od­nie­sie­niu do bio­lo­gii.
[4] Zob. B. Rus­sell, Pro­blemy fi­lo­zo­fii, tłum. W. Sady, Wy­daw­nic­two Na­ukowe PWN, War­szawa 1995, s. 133.
[5] Można oczy­wi­ście omi­nąć ten pro­blem, opo­wia­da­jąc się za wzbo­ga­co­nym ro­zu­mie­niem "na­tury" obej­mu­ją­cym ka­te­go­rie spraw­czo­ści, ale ta­kie jej zde­fi­nio­wa­nie zba­na­li­zo­wa­łoby ma­te­ria­lizm na­ukowy.
[6] D.L. Ratzsch, Przy­roda, pro­jekt i na­uka: teo­ria pro­jektu w na­ukach przy­rod­ni­czych, tłum. J. Zon, "Se­ria Per­spek­tywy Na­uki", Fun­da­cja En Ar­che, War­szawa 2022.
[7] Ważną pracę wy­ja­śnia­jącą kla­row­nie lo­gikę wnio­sko­wa­nia o pro­jek­cie wy­ko­nał Wil­liam A. Demb­ski. Zob. tenże, Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie: wy­klu­cze­nie przy­padku me­todą ma­łych praw­do­po­do­bieństw, tłum. Z. Ko­ściuk, "Se­ria In­te­li­gentny Pro­jekt", Fun­da­cja En Ar­che, War­szawa, 2021; tenże, Nic za darmo. Dla­czego przy­czyną wy­spe­cy­fi­ko­wa­nej zło­żo­no­ści musi być in­te­li­gen­cja, tłum. Z. Ko­ściuk, "Se­ria In­te­li­gentny Pro­jekt", Fun­da­cja En Ar­che, War­szawa, 2021.
[8] To twier­dze­nie przy­po­mina ar­gu­ment te­istyczny Le­ib­niza od­wo­łu­jący się do za­sady ra­cji do­sta­tecz­nej i mó­wiący, że osta­teczną przy­czyną by­tów przy­god­nych musi być ja­kiś byt bę­dący swoim wła­snym po­wo­dem ist­nie­nia.
[9] "Memy" to dys­kretne za­pa­mię­ty­walne jed­nostki, na przy­kład ta­kie jak po­wie­dzonka, funk­cjo­nu­jące rze­komo jako dar­wi­now­skie sa­mo­re­pli­ka­tory w ko­mu­ni­ka­cji kul­tu­ro­wej.
[10] C.S. Le­wis, Cuda. Roz­wa­ża­nia wstępne, tłum. K. Pu­ław­ski, Me­dia Ro­dzina, Po­znań 2010.
[11] W.A. Demb­ski, Nic za darmo. Dla­czego przy­czyną wy­spe­cy­fi­ko­wa­nej zło­żo­no­ści musi być in­te­li­gen­cja, tłum. Z. Ko­ściuk, "Se­ria In­te­li­gentny Pro­jekt", Fun­da­cja En Ar­che, War­szawa 2021.
[12] Wiele z tych kry­tycz­nych uwag od­nosi się do do­gma­tycz­nych na­ukow­ców ma­te­ria­li­stów, na­wet je­śli po­pie­rają wer­sję ewo­lu­cji, która nie jest ści­śle dar­wi­now­ska.
[13] Na­leży za­uwa­żyć w tym miej­scu, że głów­nym pro­ble­mem nie jest dar­wi­nizm jako czy­sto em­pi­ryczna pro­po­zy­cja na­ukowa, lecz za­ło­że­nia fi­lo­zo­ficzne wy­ma­ga­jące, by go in­ter­pre­to­wać w świe­tle ma­te­ria­li­zmu na­uko­wego, gdyż to one są źró­dłem naj­po­waż­niej­szego kon­fliktu.
[14] Pod­kreślmy, że od­wo­ła­nie się przeze mnie do ne­ga­tyw­nej oceny na­uki scho­la­stycz­nej przez Ba­cona nie ozna­cza w ża­den spo­sób, że przyj­muję jego na­iwny in­duk­cjo­nizm wy­wo­dzący się z po­zy­tyw­nego przed­sta­wie­nia "praw­dzi­wej in­duk­cji".

Przed­mowa

Mi­chael Ruse

Jest taka wspa­niała hi­sto­ria o pew­nym star­szym an­gli­kań­skim księ­dzu z po­czątku XX wieku uczest­ni­czą­cym w spo­tka­niu Bry­tyj­skiego Sto­wa­rzy­sze­nia na rzecz Po­stępu Na­uki. W tam­tym cza­sie trwał w bio­lo­gii ostry spór mię­dzy "bio­me­try­kami" twier­dzą­cymi, że aby zro­zu­mieć dzia­ła­nie ewo­lu­cji i dzie­dzicz­no­ści, na­leży za­sto­so­wać w od­nie­sie­niu do du­żych po­pu­la­cji or­ga­ni­zmów me­tody sta­ty­styczne, a "men­de­li­stami", któ­rzy przy­jęli nowe spoj­rze­nie na (jak dzi­siaj by­śmy to okre­ślili) ge­ne­tykę, uwa­ża­ją­cymi, że je­dyna wła­ściwa droga ba­da­nia tych za­gad­nień pro­wa­dzi przez sta­ranne eks­pe­ry­menty na po­je­dyn­czych or­ga­ni­zmach. Jak czę­sto bywa w ta­kich wy­pad­kach, oka­zało się, że obie strony miały ra­cję i póź­niejsi bio­lo­dzy ko­rzy­stali z po­żyt­kiem za­równo ze sta­ty­styki, jak i z eks­pe­ry­men­tów na jed­nost­kach. Wów­czas jed­nak nie było to ta­kie oczy­wi­ste, a uczest­nicy sporu - Ra­phael We­ldon i Karl Pe­ar­son, bę­dący bio­me­try­kami, oraz Wil­liam Ba­te­son, men­de­li­sta - to­czyli go z ogromną za­żar­to­ścią, uwa­ża­jąc po­ko­na­nie prze­ciw­nika za punkt ho­noru. Główną oka­zją do kon­taktu i star­cia było do­roczne spo­tka­nie Sto­wa­rzy­sze­nia, a nasz du­chowny mo­de­ro­wał jedną z ta­kich za­wsze ogni­stych i trud­nych do utrzy­ma­nia w ry­zach po­ty­czek. Gdy pod­su­mo­wy­wał dys­ku­sję, stwier­dził, że wy­miana zdań była rze­czy­wi­ście bar­dzo go­rąca. Po­tem za­czął mó­wić o ko­lej­nym spo­tka­niu pla­no­wa­nym na na­stępny rok i wszy­scy ocze­ki­wali, że po­mo­dli się o po­kój i przy­ja­zne wza­jemne na­sta­wie­nie ad­wer­sa­rzy. On tym­cza­sem oświad­czył z em­fazą: "Po­wia­dam wam, tą drogą mu­si­cie iść! Walcz­cie na śmierć i ży­cie! Niech zwy­cięży naj­lep­szy i nie bierz­cie jeń­ców. Prawda jest waż­niej­sza niż po­szcze­gólne osoby i ich re­pu­ta­cja. Do dzieła!".

Ten czło­wiek jest moim bo­ha­te­rem. Nie mam pew­no­ści, czy był praw­dzi­wym chrze­ści­ja­ni­nem, ale na pewno był praw­dzi­wym uczo­nym. Trzeba po­zwo­lić za­kwit­nąć ty­siąc­owi kwia­tów, a po­tem ściąć 999 z nich przez wzgląd na jedną nową formę, która jest dla nas naj­cen­niej­sza. Trzeba od­wa­żyć się na śmiałe do­my­sły i ry­go­ry­styczne re­fu­ta­cje, jak ma­wiał nie­ży­jący już sir Karl Pop­per. Twier­dze­nie, że moje sta­no­wi­ska fi­lo­zo­ficzne, bio­lo­giczne i teo­lo­giczne są od­mienne od tych, które zaj­muje An­gus Me­nuge, to naj­bliż­sza tru­izmowi kon­sta­ta­cja w świe­cie em­pi­rii. Me­nuge, prak­ty­ku­jący chrze­ści­ja­nin, twier­dzi, że współ­cze­sna na­uka - zwłasz­cza współ­cze­sna bio­lo­gia ewo­lu­cyjna - jest u sa­mych swych fun­da­men­tów błędna, a przy­naj­mniej uważa, że pro­po­zy­cje fi­lo­zo­ficzne do­ty­czące re­duk­cjo­ni­zmu i tym po­dobne le­żące u pod­staw wielu dzia­łań i twier­dzeń, w któ­rych ba­da­cze po­wo­łują się na no­wo­cze­sną bio­lo­gię ewo­lu­cyjną, są błędne. Żywi prze­ko­na­nie, że wy­su­wają oni nie­do­zwo­lone twier­dze­nia wska­zu­jące na za­lety i ko­niecz­ność ma­te­ria­li­zmu, z któ­rymi po­wią­zane są fał­szywe po­stu­laty do­ma­ga­jące się wy­eli­mi­no­wa­nia te­le­olo­gii oraz wy­ja­śnień i sił nie­po­cho­dzą­cych ze świata przy­rody. W tej książce pró­buje wszystko to na­pro­sto­wać, przed­sta­wia­jąc za­równo kry­tyczną ana­lizę po­glą­dów tych, któ­rzy jego zda­niem tkwią w błę­dzie, jak i wska­zówki od­no­śnie do wła­ści­wej drogi, którą na­leży obrać.

Nie zga­dzam się prak­tycz­nie z ni­czym, co mówi, i z tego wła­śnie po­wodu za­chę­cam do lek­tury jego książki. Po czę­ści dla­tego, że uwa­żam, iż nie ma ra­cji, i chcę, by mu wy­ka­zano, że się myli. Po czę­ści dla­tego, że do­brze uza­sad­nia swoje twier­dze­nia, i z tego po­wodu za­słu­guje na to, by dać mu od­pór. Od tkwie­nia w błę­dzie o wiele gor­szym grze­chem jest nie­kom­pe­ten­cja i za­nu­dza­nie czy­tel­nika - obie te rze­czy nie do­ty­czą An­gusa Me­nuge'a. Przed­sta­wia ar­gu­menty za in­te­li­gentną spraw­czo­ścią oraz prze­ciwko re­duk­cjo­ni­zmowi i to po­winno być punk­tem wyj­ścia do przy­szłej de­baty. Warto rów­nież za­uwa­żyć, że cho­ciaż mocno ob­staje przy swo­ich prze­ko­na­niach, to w prze­ci­wień­stwie do bio­me­try­ków i men­de­li­stów, nie trak­tuje ob­ce­sowo swo­ich opo­nen­tów i sta­ran­nie roz­waża ich ar­gu­menty.

Mi­chael Ruse, pro­fe­sor fi­lo­zo­fii w ka­te­drze imie­niaLu­cyle T. We­rk­me­ister na Uni­wer­sy­te­cie Stanu Flo­ryda