Spóźniony list - Michalina Kowolik

Kup ebooka

46.90 zł
38.93 zł (39,87 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Pro­log

Paź­dzier­nik 2017

W domu pa­no­wała ci­sza. Ola na­cią­gnęła na stopy grube fro­towe skar­pety w ró­żowo-białe pa­ski i ze­szła do kuchni, która znaj­do­wała się na par­te­rze. Na­sta­wiła wodę, się­gnęła po biały ku­bek z mi­siem pandą i wrzu­ciła do niego to­rebkę czar­nej her­baty. "Da­ria pew­nie do­da­łaby jesz­cze pla­ste­rek po­ma­rań­czy, kilka goź­dzi­ków oraz sok ma­li­nowy", po­my­ślała i po­czuła, jak po jej po­liczku spływa sa­motna łza.

Mi­nął już mie­siąc.

Mie­siąc to dużo czy mało?

Czaj­nik za­gwiz­dał i Ola wró­ciła do rze­czy­wi­sto­ści. Otarła łzę dło­nią i za­lała her­batę wrząt­kiem. Się­gnęła po drugi ku­bek, wsy­pała do niego dużą miarkę kawy i za­peł­niła go­rącą wodą po sam brzeg. Z dwoma pa­ru­ją­cymi kub­kami prze­szła do po­ma­lo­wa­nego na be­żowo sa­lonu. Lu­biła to po­miesz­cze­nie, bo sama po­ma­gała przy wy­bo­rze ko­loru i ma­lo­wa­niu dwa lata temu. I cho­ciaż więk­szość farby ja­kimś cu­dem za­wsze znaj­do­wała się na niej, a nie na ścia­nie, to nikt się nie zło­ścił. Mama i tata się śmiali. Byli wtedy tacy szczę­śliwi. Ola od­sta­wiła kubki na drew­niany sto­lik i usia­dła na brzegu nie­bie­skiej ka­napy. Lekko szturch­nęła Ma­riu­sza w ra­mię, a gdy nie za­re­ago­wał, wło­żyła w to nieco wię­cej siły. Po­ru­szył się, za­mru­czał i otwo­rzył prze­pite oczy.

"To nie­wia­ry­godne, jak w ciągu kilku ty­go­dni można sto­czyć się na samo dno", przy­szło jej na myśl. Przed wy­pad­kiem Da­rii Ma­riusz był przy­stoj­nym trzy­dzie­sto­trzy­let­nim męż­czy­zną, za­wsze ogo­lo­nym, pach­ną­cym i - co naj­waż­niej­sze - trzeź­wym. Był po pro­stu ko­cha­nym tatą, któ­rego strasz­nie jej bra­ko­wało.

- Pro­szę. - Gdy w końcu po dłu­gich mi­nu­tach Ma­riusz pod­niósł się i usiadł na ka­na­pie, Ola po­dała mu ku­bek z kawą. - Mu­simy po­roz­ma­wiać.

- Po­roz­ma­wiać? - Ma­riusz spoj­rzał na córkę tak, jakby nie wie­rzył w to, co sły­szy.

- Tak, po­roz­ma­wiać. - Kiw­nęła głową. - O Da­rii. O wy­padku...

- Nie chcę o tym roz­ma­wiać.

- Ale mu­sisz.

- Nic nie mu­szę.

- Tato! Po­słu­chaj mnie, pro­szę. - Do­tknęła jego dłoni. - Wszy­scy my­śli­cie, że je­stem dziec­kiem, które ni­czego nie ro­zu­mie, ale to nie­prawda - po­wie­działa, ci­chutko po­chli­pu­jąc. - Da­ria nie jest tylko córką babci czy sio­strą mamy. Da­ria jest moją cio­cią, cho­ciaż ni­gdy jej tak nie na­zy­wam. Jest moją przy­ja­ciółką, osobą, na któ­rej za­wsze mogę po­le­gać. Prze­ży­wam to tak samo jak wy. Tak samo się boję...

Ma­riusz przy­cią­gnął Olę do sie­bie i mocno ją przy­tu­lił. Gdy po chwili pod­niósł wzrok i spoj­rzał na swoją trzy­na­sto­let­nią córkę, od­niósł wra­że­nie, że zmie­niła się ostat­nio, wy­do­ro­ślała. Bez­tro­ski uśmiech, któ­rym za­wsze go ob­da­ro­wy­wała, gdzieś znik­nął, znik­nęła jego ko­chana dziew­czynka, znik­nęło szczę­ście i była to wy­łącz­nie jego wina. Gdyby tam­tego fe­ral­nego wie­czoru nie po­kłó­cił się z Da­rią, ona nie wy­szłaby z domu i nic złego by się nie stało. To on był wi­nien wy­pad­kowi. To przez niego Da­ria była w śpiączce i wal­czyła o ży­cie.

Nie­na­wi­dził sie­bie za to. Uwa­żał, że młoda, dwu­dzie­sto­dzie­wię­cio­let­nia ko­bieta po­winna cie­szyć się ży­ciem, a nie le­żeć w brud­nych nie­bie­skich ścia­nach pod­pięta do apa­ra­tury.

- Ona wyj­dzie z tego, tato. Trzeba wie­rzyć - wy­szep­tała Ola.

- Musi wyjść, bo w prze­ciw­nym wy­padku ni­gdy so­bie tego nie wy­ba­czę. Ni­gdy!

- To nie jest twoja wina.

- Nic nie ro­zu­miesz. - Ma­riusz prze­tarł dło­nią twarz.

- Ro­zu­miem. - Ola ner­wowo ba­wiła się pal­cami. Wy­krę­cała je i mocno ści­skała, my­śląc, że to ją cho­ciaż tro­chę uspo­koi. - Tam­tego dnia po­kłó­ci­łeś się z Da­rią, a ona wy­bie­gła z domu i trza­snęła drzwiami.

- Sły­sza­łaś na­szą kłót­nię?

- Tylko koń­cówkę - skła­mała.

Tak na­prawdę sły­szała wszystko. Każde słowo. Ma­riusz pro­sił Da­rię, aby zo­sta­wiła prze­szłość za sobą, aby raz na za­wsze za­po­mniała. Ona na­to­miast pod­nio­sła głos i po­wie­działa, że nie ma siły dłu­żej uda­wać, że choć raz Ma­riusz ma dać jej spo­kój i po­zwo­lić żyć tak, jak ona chce. Póź­niej za­częły się krzyki: "Nisz­czysz so­bie ży­cie! Daj mi spo­kój! Za­po­mnij w końcu! Będę ro­biła to, co uwa­żam za słuszne!". Trza­śnię­cie drzwiami. I ci­sza.

- Da­ria wy­szła z domu przeze mnie. - Męż­czy­zna za­sło­nił twarz dłońmi.

- Da­ria wy­szła z domu, po­nie­waż chciała wyjść. Ten wy­pa­dek był jej pi­sany tak samo, jak pi­sane jest nam ty­siące in­nych zda­rzeń. To prze­zna­cze­nie, tato, a prze­zna­cze­nia nie da się oszu­kać. Gdyby wtedy zo­stała w domu, to skąd wiesz, czy sa­mo­chód nie po­trą­ciłby jej na­stęp­nego dnia?

- Może masz ra­cję, ale to tak strasz­nie boli. Jest taka młoda...

- Masz z nią ro­mans?

To py­ta­nie wy­rwało się z ust Oli nie­spo­dzie­wa­nie. Za­da­wała je so­bie od kilku dni, ale nie są­dziła, że wy­po­wie je na głos. Jed­nak stało się. Te­raz, choćby bar­dzo tego chciała, już nie cof­nie swo­ich słów.

- Słu­cham?! - Ma­riusz po­czer­wie­niał na twa­rzy. - Jak mo­żesz tak my­śleć?!

- Da­ria, po­mimo tego, że z nami nie mieszka, spę­dza tu bar­dzo dużo czasu, w week­endy czę­sto zo­staje na noc. Jest młoda, piękna i od­kąd tylko się­gam pa­mię­cią sa­motna. Ni­gdy nie przy­pro­wa­dziła do domu żad­nego chło­paka, nie szy­ko­wała się na żadną randkę... A ty za­wsze jej po­ma­gasz, świet­nie się ro­zu­mie­cie i wiem, że je­steś w sta­nie sko­czyć za nią w ogień. - Głos jej się za­ła­mał. - Tato, czy ty ją ko­chasz?

- Ko­cham. - Ma­riusz kiw­nął głową.

- Wie­dzia­łam!

- Po­cze­kaj. Za­nim mnie ska­żesz, po­słu­chaj. Gdy po­zna­łem Da­rię, mia­łem osiem­na­ście lat, ona czter­na­ście. Od sa­mego po­czątku po­ko­cha­łem ją jak młod­szą sio­strę, któ­rej nie mia­łem. I tak, jest dla mnie ważna, ale ko­bietą mo­jego ży­cia jest twoja matka.

- Prze­pra­szam. - Ola po­ło­żyła głowę na jego ra­mie­niu. - Nie spoj­rza­łam na to z tej strony. Dla­czego w ta­kim ra­zie Da­ria ni­kogo nie ma?

- Kie­dyś miała.

- Kiedy? Kogo?

- Sie­dem lat temu...

Ola cze­kała na ciąg dal­szy, ale gdy po kilku se­kun­dach nic nie otrzy­mała, szturch­nęła tatę w ra­mię.

- Opo­wiedz mi, pro­szę. - Zło­żyła dło­nie jak do mo­dli­twy.

- Do­brze, ale naj­pierw mu­sisz mi coś obie­cać.

- Co­kol­wiek chcesz.

- Już ni­gdy nie zwąt­pisz w moją mi­łość do two­jej mamy.

- Obie­cuję. - Ola po­ło­żyła rękę na sercu. - Wie­rzysz mi?

- Wie­rzę. - Ma­riusz po­ca­ło­wał córkę w czoło.

- Więc opo­wia­daj. - Roz­pro­mie­niła się.

- Nie tak szybko. Naj­pierw mu­simy po­je­chać do miesz­ka­nia Da­rii po białą szka­tułkę, która leży na re­gale w jej sa­lo­nie.

- Po co ci szka­tułka? - Ola zmarsz­czyła brwi.

- Wszystko zro­zu­miesz w swoim cza­sie.

- Do­brze. - Wstała. - Mam po­je­chać sama?

Ma­riusz spoj­rzał na ze­ga­rek i po­krę­cił prze­cząco głową.

- Je­steś za młoda, żeby o tak póź­nej po­rze jeź­dzić sa­mot­nie au­to­bu­sem. Po­je­dziemy ra­zem.

- Z ca­łym sza­cun­kiem, tato, ale ty chyba nie wy­trzeź­wia­łeś na tyle, aby pro­wa­dzić.

- Ra­cja. - Ma­riusz po­now­nie prze­tarł dło­nią twarz. - Za­dzwoń po tak­sówkę.

- Do­brze. - Ola się­gnęła po te­le­fon ko­mór­kowy. - A ty się po­śpiesz.

O szka­tułce do­wie­dział się ja­kieś cztery lata temu. Da­ria miesz­kała wtedy jesz­cze ra­zem z nimi i pod jej nie­obec­ność w domu jego ko­chana żona Ada po­sta­no­wiła po­sprzą­tać po­kój sio­stry. Gdy ście­rała ku­rze, nie­chcący pchnęła szka­tułkę, a ta spa­dła na pod­łogę i otwo­rzyła się, uka­zu­jąc swoją za­war­tość. Ada od razu za­wo­łała Ma­riu­sza, po­ka­zała mu, co znaj­duje się w środku, i za­py­tała, co z tym zro­bią, ale on, za­jęty kło­po­tami w pracy, re­mon­tem po­koju córki, nie miał czasu przej­mo­wać się czymś, co miało miej­sce dawno temu i co, jak mu się wtedy zda­wało, sta­no­wiło za­mknięty roz­dział. Te­raz wie­dział, że się my­lił.

- Tak­sówka czeka! - krzyk­nęła Ola i na­cią­gnęła na sie­bie czarną kurtkę.

- Już idę. - Męż­czy­zna zbiegł z pię­tra na par­ter po drew­nia­nych scho­dach. - Czapkę ubierz - upo­mniał córkę. - Na dwo­rze jest tylko pięć stopni.

Ola sap­nęła, ale nie pro­te­sto­wała. Wy­cią­gnęła z ko­mody sto­ją­cej w przed­po­koju ró­żową czapkę i nie­chęt­nie na­cią­gnęła na głowę.

Da­ria miesz­kała w cen­trum Tar­now­skich Gór. Wy­naj­mo­wała dwu­po­ko­jowe miesz­ka­nie, które to­nęło w bieli i drew­nie. Ola nie­raz spę­dzała po­po­łu­dnia ra­zem z Da­rią w jej czte­rech ścia­nach, nie­raz zo­sta­wała na noc, ale dzi­siaj, wcho­dząc tam, czuła się jak in­truz. Na żół­tej ka­na­pie le­żał nie­zło­żony koc, na sto­liku w po­ło­wie prze­czy­tana książka, w zle­wie stało kilka nie­umy­tych kub­ków. Da­ria miała tu wró­cić i skoń­czyć czy­tać, miała po­zmy­wać i zro­bić jesz­cze wiele in­nych rze­czy. Wszystko cze­kało na jej po­wrót.

Ola otarła łzy spły­wa­jące po po­licz­kach i za­częła się roz­glą­dać po sa­lo­nie. Sto­lik, ka­napa, te­le­wi­zor, aneks ku­chenny i duży re­gał zaj­mu­jący jedną ze ścian. Na re­gale mnó­stwo ksią­żek oraz drew­niana pro­sto­kątna szka­tułka.

- To ona. - Ma­riusz się­gnął po przed­miot i po­dał go córce. - Za­nim ją otwo­rzymy, chcę wró­cić do domu.

- Ja też. - Kiw­nęła głową. - Tu­taj wszystko przy­po­mina mi Da­rię.

Gdy we­szli do domu, ode­tchnęli z ulgą. Ola ścią­gnęła kurtkę, od­wie­siła ją na wie­szak i scho­wała czapkę, za którą była wdzięczna ta­cie. Zimny paź­dzier­ni­kowy wiatr prze­ni­kał wszystko i wszyst­kich na dwo­rze.

Ma­riusz zro­bił miej­sce na stole, prze­su­nął na bok pu­ste bu­telki po pi­wie i po­ło­żył tam szka­tułkę.

- Otwórz ją - po­pro­sił córkę, gdy usia­dła przy nim.

Ola po­woli pod­nio­sła wieczko i za­częła wy­cią­gać znaj­du­jące się we wnę­trzu szka­tułki przed­mioty. Stary, za­schnięty la­kier do pa­znokci w ko­lo­rze krwi­stej czer­wieni, dwa ka­wałki ma­te­riału - je­den czer­wony w czarne gwiazdy, drugi zie­lony - kilka po­marsz­czo­nych kasz­ta­nów, bi­lety do kina, płyta CD oraz biała ko­perta le­żąca na sa­mym dnie.

Ma­riusz się­gnął po płytę, wstał, wło­żył ją do od­twa­rza­cza i na­ci­snął przy­cisk play. W sa­lo­nie roz­legł się głos Kory:

Ko­cham cię, ko­cha­nie moje

Ko­cham cię, a ko­cha­nie moje

To po­lana w le­śnym gąsz­czu scho­wana

Ko­cham cię, ko­cha­nie moje

Ko­cham cię, a ko­cha­nie moje

To sad wio­senny, roz­grzany i senny

Ko­cham cię, a ko­cha­nie moje

To roz­sta­nia i po­wroty

I na­gle dzwony dzwo­nią i ciało mi pło­nie

Ko­cham cię tak, tak, tak...[1]

- To ich pio­senka - po­in­for­mo­wał córkę.

- Czyli te rze­czy - Ola wska­zała na stół - są jej pa­miątką, są wszyst­kim, co jej zo­stało. To smutne.

- Wspo­mnie­nia nie są smutne, szcze­gól­nie te, dzięki któ­rym się uśmie­chamy. Bez wspo­mnień ży­cie stra­ci­łoby swój urok i czar. Za­pa­mię­taj to.

- Po­sta­ram się. - Uśmiech­nęła się. - Da­ria na­prawdę go ko­chała?

- Tak.

- A on ją?

- Też.

- Więc dla­czego się roz­stali?

- Po­nie­waż cza­sem... - Ma­riusz prze­tarł dłońmi spo­coną i zmar­twioną twarz - cza­sem po­mimo mi­ło­ści dwoje lu­dzi się roz­cho­dzi, a przy­czyny tego na­prawdę by­wają różne. Od kłótni po wtrą­ca­nie się osób trze­cich, nie­stety.

Ola, prze­wra­ca­jąc w dło­niach stary, za­schnięty la­kier, nie spusz­czała wzroku z taty.

- Da­ria jest sama, po­nie­waż na­dal go ko­cha, prawda?

- Prawda. - Ma­riusz kiw­nął głową.

- Jaki on był?

- Po ko­lei, cór­ciu. - Usiadł przy niej. - Opo­wiem ci hi­sto­rię mi­ło­ści dwojga lu­dzi. Niby nic nie­zwy­kłego, a jed­nak ta hi­sto­ria spra­wia, że je­śli wąt­pisz w mi­łość, to po jej wy­słu­cha­niu na nowo w nią uwie­rzysz.

- Ale jej za­koń­cze­nie jest smutne.

- Tego nie wiem na pewno. Kie­dyś my­śla­łem, że znam jej za­koń­cze­nie, ale te­raz są­dzę, że jesz­cze go nie ma. Za­ry­zy­ku­jemy i prze­ko­namy się wspól­nie, ja­kie jest?

- Tak. - Ola kiw­nęła głową.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki