Spowiedź płatnego Zabójcy - Doktor Diabeł

Kup ebooka

58.56 zł
48.60 zł (49,78 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

- "Jeśli jeden upadnie?"

- "Upaść może świat"

- "A jeśli upadną tysiące?"

- "Łzy tysięcy matek okryją świat"

"Siła bez sprawiedliwości to przemoc, sprawiedliwość bez siły to nieudolność.."

Masutatsu Oyama

Pamięci Wszystkim tym, dzięki którym jestem kim jestem

i dzięki którym

Żyję!

Dr Diabeł.

Po 1980 roku - wtedy się urodziłem.

Zabiłem oficjalnie 17 osób.

Skurwieli - którzy nigdy nie powinni się narodzić

i chodzić po tej ziemi,

choć wiem,

że na pewno zabiłem więcej.

Czasem, przy eliminacji obiektu pojawiali się inni ludzie,

jak np. "ochrona obiektu", z którą trzeba było sobie "poradzić" - czyli po prostu ją wyeliminować.

Nie wiem, czy tamci w trakcie "awantury" przeżyli - kluczowy był dla mnie "obiekt"

- tylko to mnie interesowało -

wykonanie zadania!

Za każde zlecenie dostawałem równowartość

od 100 000 zł w górę

i pełny zwrot poniesionych kosztów.

Zwroty były w różnych walutach,

od różnych międzynarodowych agencji wywiadowczych.

Agencje płaciły za to, czego nikt inny nie mógł zrobić.

Przeszedłem nielegalne szkolenie, które nikomu

z Was w głowie się nie zmieści,

ani nie zmieści się tym, którzy są w jednostkach specjalnych.

Chcę w tej książce opowiedzieć historię młodego człowieka,

który lubił sport, był całkiem niezłym studentem,

a życie potoczyło mu się tak,

że dokonał przynajmniej kilkunastu zabójstw z zimną krwią za pieniądze,

które płaciły mu różne międzynarodowe służby.

W konsekwencji

zmieniłem kilka razy losy świata - dosłownie.

I tak, tak - fakty bywają niewygodne, bywają mocne i mroczne,

albo wręcz żartobliwe...

jednak nadal są faktami.

Dlatego będę starał się powiedzieć o sobie jak najmniej, a jednocześnie jak najwięcej,

bo opinia publiczna,

powinna o tym w moim przekonaniu wiedzieć.

Opowiem Wam w ogromnym skrócie kim byłem, kim się stałem

i dlaczego

stałem się taką osobą.

Dlaczego stałem się Diabłem.

Opowiem Wam jak mnie rekrutowano na to "stanowisko" i dlaczego.

Jakie miałem predyspozycje i jakich nie miałem.

Opowiem Wam o tych eliminacjach o których mogę opowiedzieć

- bowiem o niektórych nie mogę i jeszcze długo nie będę mógł.

Te wszystkie słowa stanowią swego rodzaju wstęp,

do tego wszystkiego o czym dalej przeczytacie.

Dr Diabeł.

Od Autora

Cieszę się, że sięgasz po tę pozycję. Mam nadzieję, że się nie rozczarujesz. W między czasie porozmawiamy.....

Na wstępie zaznaczam: ta książka jest normalna, nie jestem autorem kolejnego "Przedwiośnia" czy "Nad Niemnem". Nie będzie opisów przyrody i tego w jakim kolorze są ściany i zasłony jak u "Prusa" w "Lalce". Ja skupiam się na czym innym. Pokazuje przemyślenia, spostrzeżenia i ukazuję pewną historię.

Ta powieść jest w około 93 procentach wierna prawdzie, ale nie jest ładna. Dlaczego? Bo ta prawda, też piękną nie jest i nigdy nie będzie, ale tego możesz się już domyślać z tytułu, prawda?

Będzie tu dużo przekleństw, bardzo dużo, bo to jest kurewsko konkretny męski świat (a może nie tylko męski?). Gdzie wyrażamy to co należy, bez zbędnego akademickiego pierdolenia.

Poznasz ten nasz świat. Świat w którym wielu mężczyzn a być może i kobiet chciałoby się znaleźć ale się nigdy nie znajdzie. Bo ten świat przecież oficjalnie nie istnieje.

Poznasz moją historię, na początku myśląc, że to nudna biografia, bowiem faktyczna akcja zaczyna się dopiero gdzieś za Izraelem, ale przejście przez wszystko, pozwoli Ci być może, ujrzeć to, co pozwala mi dzisiaj spojrzeć sobie samemu w lustro.

Sorry panowie i panie - "live is brutal" - a wierzcie mi - coś o tym wiem. Po kolejnych 500 stronach też będziecie wiedzieć.

Dr Diabeł.

(Kursywą w nawiasach jak teraz, będę wrzucał dodatkowe teksty. Czasem uzupełniające pewną wiedzę, czasem będzie to dygresja, a czasem podziękowania - bo wiem, że parę z osób o których będzie mowa, sięgnie po tę pozycję, nie wiedząc jeszcze o tym, iż znajdą tutaj "siebie", ale pod zmienionym imieniem czy pseudonimem)

Wszedłem do konfesjonału...

- Proszę księdza, to będzie ten typ spowiedzi,

co jest spowiedzią

z całego życia..

.

- Rozumiem, zatem mów synu.

.

Wyjąłem Glocka17,

który w pozycji klęczącej,

kurewsko uwierał mnie w plecy.

Naciskająca kolba na odcinek lędźwiowo krzyżowy,

z którym i tak już miałem problemy,

była naprawdę niewygodna.

Kontynuuję:

- Ostatni raz na spowiedzi świętej byłem:

Nie pamiętam kiedy, jakieś może 20 lat temu....

Być może obraziłem Boga następującymi grzechami:

2. Studia czyli jak odmienić swoje życie

Skoro nie mogłem iść na Akademię Obrony Narodowej (AON... dzisiaj zwana "Akademią Sztuki Wojennej"), na studia na które chciałem, żeby zrealizować swoje cele, to musiałem po wspomnianej komisji wojskowej bardzo szybko zweryfikować swoje plany na przyszłość.

Wiedziałem, że do wojsk specjalnych się nie dostanę niezależnie od wytrenowania i wykształcenia - wiec nawet nie mogłem o tym pomarzyć.

Ale!

Mimo wszystko chciałem mieć skończone studia (wspomniana wcześniej relacja z kobietą która mnie zostawiła, ale była dla mnie motywatorem).

Zatem, pamiętam jak dziś, wszedłem do tej pomarańczowej łazienki, spojrzałem w to okrągłe lustro w pomarańczowej oprawie i zadałem sobie pytanie: "Diabeł, z czego Ty kurwa jesteś tak naprawdę dobry?" - w kontekście przedmiotów jakie były w liceum. A dobry byłem z Historii, Wosu i Biologii.

Wiec, w sumie to mogłem aplikować na studia Historyczne i Prawnicze.

Zatem zaaplikowałem. Na "Prawie" na Uniwersytecie byłem tam drugi na liście rezerwowych, ale miałem wyjazd na rekolekcje (wtedy jeszcze byłem człowiekiem mocno wierzącym) i nie mogłem czekać, aż się lista przesunie, a skoro na Historię na innym Uniwersytecie się dostałem z miejsca to: "bierę to co mam" - pomyślałem. I wziąłem.

Odpuściłem jeden uniwerek i poszedłem gdzie indziej. Poszedłem na inny Uniwersytet i nie na prawo lecz na historię.

Wtedy jeszcze, mając jakieś 19-20 lat, nie wiedziałem jak bardzo ten wybór zdeterminuje moje życie, co najlepsze, ja wtedy w ogóle niczego nie planowałem, po prostu chciałem mieć skończone studia i tyle.

Byłem 20sto letnim facetem trenującym sporty walki, pływanie i uczącym się dwóch języków obcych równolegle a moim największym marzeniem było odzyskać Tą wcześniej wspomnianą dziewczynę i zarabiać 3000 na rękę - i tak... to wtedy gdzieś w okolicach 2000 roku to było dużo.

(Tak, datami będę minimalnie mieszać, ale wiecie dlaczego, nie chcę, żeby mnie zidentyfikowano i postawiono zarzuty, także jeśli chodzi o daty to traktujmy je - nazwijmy to - "elastycznie" czyli plus/minus 5-10 lat.)

Zaczęło się... studia i jednoczesne podjęcie pracy zawodowej - nie jestem z bogatej rodziny, wiec jeśli sam bym się nie utrzymał to nikt by mnie nie utrzymał - to sprawiło, że nie mogłem kontynuować treningów walki wręcz na które tylko wpadałem z doskoku jako kolega trenera. Nie mogłem też kontynuować nauki angielskiego czy niemieckiego. Naukę niemieckiego miałem co prawda w ramach zajęć na studiach ale było to takie, wiecie: zero nauki, byle zaliczyć. Tak właśnie zaczęła się moja dorosła przygoda.

Jeśli chodzi o studia, to był to dość wyjątkowy kierunek, nie była to po prostu historia, była to natomiast z góry już narzucona specjalizacja na jednym z uniwersytetów.

Na rok przyjęto w sumie 12 osób, na drugi rok zostało tylko 6 osób, na trzecim roku było nas troje, finalnie kierunek skończyły tylko 2 osoby.

Co więcej, osobiście, ze względu na to, iż jeden z wykładowców strasznie nie lubił mojego pyskatego języka (zwłaszcza że znalazłem błąd w książce z której nas uczył) to zdecydowałem się na indywidualny tok studiów.

Tym sposobem zamiast magisterkę robić w 5 lat, zrobiłem ją w 4. Dzięki temu miałem o rok krócej do czynienia z wspomnianym wykładowcą.

Jakież było jego zdziwienie kiedy na koniec 4tego roku dawał mi wpis do indeksu i powiedział:

- "Panie Diabeł, pan tych studiów i tak nie skończysz, ja się już o to postaram" - na co odrzekłem mu:

- "Proszę Pana, ale to był właśnie mój ostatni egzamin, pojutrze mam obronę pracy magisterskiej". - Mało zawału nie dostał, ale wyraz jego twarzy - bezcenny!

Facet był za życia chodzącą i żywą legendą.. mówiło się że: "któż zdoła przeczytać tyle ile On napisał" - Szach i kurwa mat! Dwudziesto-paro-latek, ominął system i nie ujebałeś mnie wtedy kiedy chciałeś! Co więcej jebnąłem doktorat - więc teraz możemy sobie pogadać jak "doktor" z "doktorem". - tak teraz o tym myślę.

W tym miejscu pozdrowienia dla legendy, przemądrego człowieka, wyjątkowego, człowieka którego nienawidzę, ale który dał mi zastrzyk energii i przez to jak bardzo mnie jebał - pomimo tego, iż byłem jednym z lepszych studentów (4 lata stypendium naukowego) - doprowadził mnie w konsekwencji do zdobycia całej tej wiedzy...

W każdym razie studia jakoś przeleciały, wiadomo, trochę imprez, trochę chlania, trochę nowo poznanych ludzi. Niemniej, studia nauczyły mnie czym jest praca zawodowa, zarówno ta fizyczna jak i umysłowa.

Jak tylko zacząłem studia zacząłem też pracować. Wcześniej tylko roznosiłem ulotki po 2 grosze za zostawioną komuś na klamce ulotkę, teraz znalazłem pracę w normalnej firmie.

Dorabiałem sobie w weekendy w jednej z firm robiących materiały marketingowe.

Byłem pracownikiem fizycznym, czasem pomagałem przy produkcji tych materiałów, czasem sprzątałem hale, innym razem pakowałem tiry albo obwiązywałem palety stretchem - wiecie: taka folia - żeby nic nie pospadało z palety. 600 zł czasem nawet 700zł miesięcznie. I tak, to było coś, ale nie zdajecie sobie sprawy z tego, że to była robota po 13h dziennie w soboty i w niedziele. Zapierdalałem jak pojebany, pakowałem, rozpakowywałem tiry, zapierdalałem wózkiem widłowym kilka kilometrów dziennie, otaczałem strechem - czyli tą folią - kilkadziesiąt palet dziennie.., bardzo, ale to bardzo dobrze poznałem czym jest praca fizyczna.

Za zarobione pieniądze mogłem kupić sobie nowe spodnie, perfumy czy wyjść z kumplami na piwo i kebaba. Potem zatrudniłem się jako telemarketer (11zł za godzinę pracy) i doszło do tego, że kończąc studia miałem za sobą około 53 tysięcy przeprowadzonych rozmów telefonicznych (sprzedażowych /negocjacyjnych) - przez dwa lata miałem takich rozmów około 100 dziennie. Ale z racji tego, że jako telemarketer byłem jednym z najlepszych w firmie - czytaj umiałem najlepiej "doradzać" klientowi, to prezes firmy zaproponował mi przejście na handlowca i tak zaczęła się moja już "naprawdę" zawodowa kariera. Dostałem biurko, telefon i wizytówki... "Diabeł - Account Manager" i 2600zł na rękę.

W pracy się nieźle rozwijałem, studia skończyłem.

Co więcej, byłem tak dobry, że pomimo dwóch trójek co semestr (z wspomnianego wcześniej przedmiotu i wykładowcy, oraz drugiego przedmiotu którego wykładowcą był najlepszy kumpel tego pierwszego wykładowcy) i tak miałem stypendium naukowe!

Napisałem pracę magisterską w wakacje między trzecim a czwartym rokiem (całe studia zrobiłem w 4 lata) i po zakończeniu czwartego roku się obroniłem.

Co więcej, przyszło mi do głowy, czy by może nie zrobić sobie doktoratu. Miałem jakieś 23 może 24 lata. Nie chce mi się teraz tego liczyć ale serio taka myśl mi się pojawiła.

Stwierdziłem, że w sumie nic nie stoi na przeszkodzie aby spróbować. W tym celu mocno przygotowałem się do tego na jaki temat chciałbym pisać dysertację (doktorat), zebrałem bibliografię (w wakacje), przygotowałem plan pracy (też w wakacje) i złożyłem papiery na swój uniwersytet.

Studia dzienne doktoranckie z kierunku Historia. Cóż, dostałem się jako drugi z listy na dzienne doktoranckie. Co więcej, ten doktorat po 5 latach zrobiłem (trochę wyprzedzam fakty) ale tak, możecie mi mówić "Doktor Diabeł".

Poznałem czym jest ciężka praca fizyczna jak np. sprzątanie magazynów po 13 godzin dziennie, albo pakowanie/ rozpakowywanie tirów po 13 godzin dziennie, poznałem też czym jest praca telemarketera i nawijanie ludziom głupot na uszy, ale też poznałem to, czym jest praca handlowca - czyli wieczne umawianie spotkań i spotkania i jeżdżenie po całej Polsce i spotykanie się z właścicielami i prezesami firm celem przekonania ich do czegoś.

Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że moje doświadczenia okażą się dość kluczowe dla pracy jaka miała mnie spotkać za niedługi czas.

Robiłem po 1000 km dziennie - tysiąc! Spałem w hotelach i potem znowu ruszałem w trasę. Wyjazd w poniedziałek z plecakiem i koszulami na zmianę i powrót w piątek.

Miałem Magistra, prawie 3000 zł na rękę i dostałem się na studia doktoranckie! A no i jeszcze miałem w tzw. międzyczasie parę dziewczyn, ale wtedy miałem już Agnieszkę, co do której jako 24 latek miałem dość poważne zamiary. Jeszcze - potem wszystko chuj strzelił.

6. Przedstawienie...

- Diabeł, czemu Ty aplikowałeś do tego wywiadu?

- Wiesz, całe życie marzyła mi się praca w GROMie, szkoliłem się, ćwiczyłem, trenowałem sporty walki, strzelectwo itd., no ale potem niedługo przed komisją wojskową miałem kontuzję na łyżwach i złamałem sobie kostkę w kilku miejscach. Na komisji powiedzieli mi, że nie mam szans na to żeby iść do specjalsów, wiec szybko zweryfikowałem plany na przyszłość i wybrałem inne studia niż Akademia Obrony Narodowej. W między czasie pracowałem ale chciałem zmienić pracę i rzuciło mi się w oczy ogłoszenie AW, że szukają oficerów operacyjnych. Pomyślałem, że może warto spróbować, może nie jako żołnierz ale jako pracownik wywiadu będę mógł zrobić coś dobrego dla ojczyzny. Jeden pradziadek zginął zostając spalonym w obozie. Drugi pradziadek zginął od zrzuconej bomby na dworzec kolejowy gdzie pracował, babcia z siostrą ukrywały żydów i polskich żołnierzy w podwójnej piwnicy na wsi, wiec jakoś tak naturalnie pomyślałem, że wypadałoby się przysłużyć ojczyźnie.

- Cóż, czyli przez łyżwy świat Ci się zawalił?

- Nie zawalił. Zmienił.

- Słuchaj Diabeł, a co Ty docelowo chciałbyś w życiu robić?

W tym momencie pomyślałem, że to jakiś kolejny etap weryfikacji do wywiadu, że może jednak przeszedłem na kolejny poziom i że znów rozmawiam z psychologiem tylko jakimś mądrzejszym?

- A skąd to pytanie? Szczęśliwym chciałbym być i dobrze zarabiać - chyba jak każdy ...

- Widzisz, niesamowicie, wręcz wybitnie przeszedłeś testy psychologiczne, fizyczne i te z wiedzy ogólnej ale problem jest z Twoim angielskim.

- Wiem, nie używam tego języka od jakiś 5 lat.

- No widzisz, a w AW to jest cholernie ważne.

- No i?

- No i pomyślałem, że mógłbyś pracować dla nas.

- To znaczy dla kogo?

- Widzisz to nie takie proste...

- Wiesz.. Einstein powiedział, że jak nie umiesz czegoś prosto wytłumaczyć to znaczy, że sam nie masz o tym pojęcia.

(Jeszcze wtedy nie wiedziałem jak bardzo się myliłem mówiąc to zdanie)

- Widzisz... wyobraź sobie, że są na świecie źli ludzie, ludzie o których wie CIA, wie GRU, wie MOSAD, wie AW, MI5 i MI6, wie INTERPOL i wie EUROPOL i jeszcze parę innych Firm.

Tutaj zwróciłem już uwagę na słownictwo - "FIRMA".

- Oni o tych ludziach wiedzą - mówi dalej.

- I?

- Oni rozumiesz o tych ludziach wiedzą, wiedzą co to za ludzie, gdzie mieszkają, co zrobili, często nawet wiedzą o tym co planują itd. Oni wszyscy chcieliby tych ludzi albo złapać i osądzić albo ich po prostu wyeliminować z tego świata. Tak, żeby ten świat był lepszy.

- No i?

- No i problem jest taki, że nie mogą.

- Dlaczego?

- A wyobrażasz sobie teraz posłanie grupy Navy Seals albo Delta Force do Iranu żeby kogoś odjebać?

- No chyba od tego są?

- No niby tak....

- Wiec w czym problem?

- W tym, że jak ich złapią to prędzej czy później dowiedzą się, że to Navy Seals albo Delta Force, albo inny Mosad...

- No i?

- No i masz III wojnę światową.

- No tak.

- No tak.

Kelnerka przyniosła i postawiła dwie kawy. Każdy sięgnął po swoją.

Gorzka w chuj. Kurwa, zapomniałem posłodzić - pomyślałem i zacząłem rozrywać saszetki z cukrem. Nadzorca zamilkł i czekał aż skończę słodzić. Obserwował tylko, jak ze swoim jebanym pedantyzmem, każdą z dwóch saszetek skrupulatnie składam i obie wkładam do trzeciej, tak aby nie robić na stoliku burdelu.

Zamieszałem.

Wzięliśmy po łyku Americano, spojrzeliśmy po sobie a potem dookoła. Patrzę się na tego 70 letniego dziadka i sobie myślę - co jest kurwa grane?

- Powiedz mi - pytam - o co w tym chodzi... możesz mówić dalej?

- Widzisz Diabeł, potrzebujemy ludzi, którzy wyeliminują tych ludzi, ale tak, żeby nie zaczęła się III Wojna światowa - powiedział wprost.

- No to chyba od tego jest wywiad?

- No nie...

- No jak to nie? Ja rozumiem, że jak złapią żołnierza jakiejś jednostki, albo w ogóle kogoś - to prędzej czy później każdy się rozpruje i powie kim jest. Jeśli chodzi o żołnierzy no to faktycznie problem bo to afera międzynarodowa, że obce wojsko weszło z bronią na terytorium innego kraju i jeszcze kogoś odjebało, ale wywiad? Przecież jak złapią kogoś z wywiadu to się na wymianę idzie!? Nie?

- No niby tak.

- No to w czym problem?

- Że tak to nie działa?

- To kurwa jak działa?

- Działa tak, że w tych okolicznościach o których mówimy żadnej wymiany nie będzie.

- To znaczy?

- To znaczy, że czasem trzeba wyeliminować takie obiekty, które w żaden sposób nie są powiązane politycznie z rządem czy czymś takim. Tam nie ma negocjacji, tam nie ma rokowań, nie ma kurwa przekazywania okupów. Jak kogoś złapią i będzie to żołnierz to jest to woda na młyn dla ich propagandy, ale wtedy też i propagandy politycznej bo mają twardy dowód i zaczyna się cała machina, albo może się zacząć III wojna światowa. Jak złapią jakiegoś gościa z wywiadu "tego" czy "innego", to to samo - rozumiesz? Są kurwa ludzie o których wiemy, których znamy, wiemy jak wyglądają, jakie mają imiona, jakie nazwiska, gdzie mieszkają, czym się zajmują, wiemy ile osób wysadzili i ile planują zabić, wiemy o nich wszystko, czasem nawet to, jak często sobie konia walą! Ale nie ma się do nich jak dostać, a przynajmniej nie przy użyciu oficjalnych metod jak wojsko, siły specjalne czy wywiad. Bo jeśli coś pójdzie "nie tak", to mamy rozpierduchę nie na kraj jeden, drugi czy trzeci tylko mamy rozpierduchę na świat, na światowe gospodarki, na ceny złota, ropy, gazu, wszystkiego kurwa! Wszystkiego!

Siedzę, myślę, pociągnąłem kolejny łyk Americano - gorzka w chuj choć trzy saszetki cukru wrzuciłem - i myślę sobie, dokładnie to samo co wcześniej: "Dżizas kurwa ja pierdole", co ja tu kurwa robię? Co to za typ, w co on chce mnie wplątać".

- Ok, rozumiem - mówię - powiedz mi w takim razie dlaczego się widzimy? I czego oczekujesz ode mnie?

- Chciałbym, a raczej myślę, że mógłbyś zostać: "DIABŁEM".