1 kwiecień.
Widziałem znów Zosię. Kocham ją na nowo. Ta nieszczęśliwa
miłość i śmierć Najdroższej Babci uczyniły, że nie wiem, co się ze
mną dzieje. Cierpię, ale nie bluźnię.
2 kwiecień.
Wiktorja stawiała mi pasjans. Wyszło, że Zosia mnie kocha, lecz
nie zostanie moją żoną, a ja będę nieszczęśliwy.
Teraz mam już zupełnie inne zamiary. Nauczę się mówić po
hiszpańsku, po włosku etc., i będę podróżował. Wiem, że to się 100
razy zmieni.
Wtorek i środę miałem okropne. Krzyż mnie strasznie bolał i
mimo to cierpiałem moralnie: śmierć Babci, nieszczęśliwa miłość
trzecioklasisty... Lecz ja nie mogę długo rozpaczać. Śmiało
podnoszę czoło, ażeby znów stanąć do walki.
Najlepiej, gdy jestem zajęty, ponieważ nie myślę o niczem,
prócz nauki. Może o niej (Z.) zapomnę, ale tymczasem kocham ją, nie
mając najmniejszej nadziei posiąść.
Za dwa lata ona będzie dorosłą panną, a ja (w najlepszym
razie) piątoklasistą.
12 maj.
Dawno nie pisałem.
Ach co się ze mną dzieje. Nie wiem, co to znaczy, czy to
straszny sen.
Jak ja Ją kocham. Z każdą chwilą miłość moja rośnie. Co
czuję, trudno wypowiedzieć, a napisać to już zupełnie niemożliwe.
Widziałem ją w alejach. Ach, jaka była cudna. Łaziłem z
początku z Wackiem i powiedziałem mu wszystko. Ach! jak teraz
żałuję. Podły jęzor!
Zosiu moja! Ukłoniłem się z daleka, bo etykieta nie pozwala
dojść, chociaż mogłem bo się znamy. Zosiu droga! Z jaką rozkoszą
przycisnąłbym Cię do mej zbolałej piersi.
Czekam, co dalej będzie. Czy ja się dopiero teraz zapatruję
na świat tak, jakim jest rzeczywiście?
Ciągłe zawody! Gdybym wiedział, że Ona mnie choć
1/
100 część tak kocha, jak ja Ją. Ale nie zdaje mi się.
Była zawsze tylko uprzejma, ale nie więcej.
Ach, jaki ja jestem głupi! Cóż to, chcę żeby mi okazała swą
miłość. Wszak nie zdradziłem nawet przyjaźni ku niej bo - jestem
dobrze wychowany i wiem, czem jest cześć dziewczęcia.
Cierpię!!!
4 czerwiec.
Mało piszę, bo egzamina.
Przed obiadem się uczę, a po obiedzie chodzę w Aleje.
Niema nadziei, żebyśmy razem wyjechali.
Bardzo się zawiodłem na dzienniku. Myślałem, że wszystkie
myśli wyleję na papier, a tymczasem...
30 czerwiec.
Już po egzaminach. Jestem uczniem czwartej klasy... czwartej
klasy. Lecz cóż?.. wszak przy niej jestem tym samym dzieciakiem.
Gdy spojrzę w tę czarną przyszłość, to aż mnie strach bierze.
Przypuśćmy, że mnie teraz kocha, lecz potem... Za dwa, trzy lata
będzie dorosłą panną, a ja...
Albo zapomnę, albo przestanę istnieć dla siebie i oddam się
ludzkości.
Albo się rozpiję!!!
6 lipiec.
Rzadko i mało piszę, bo i cóż mam pisać? Cierpię i tęsknię tak
samo.
"Dziś rok" - słowa te towarzyszą mi ciągle. Budzę się z
niemi i z niemi zasypiam. Wiedziałem, że wakacje te będą dla mnie
przykre lecz nie przypuszczałem, że tak będę cierpiał. - Co ona
robi? czy myśli o mnie? czy mnie kocha?
C-z-y k-o-c-h-a?
Podobno co 7 lat zmienia się cały organizm, sposób myślenia
i wszystko. Co przyniosą mi owe 14 lat? Oczekuję z
niecierpliwością, badam stan mojej duszy, aby się naocznie
przekonać.
9 lipiec.
Wczoraj po obiedzie byłem u p. Wandy! Powiedziałem, że się
kocham, mówiła, że to przeminie, radziła pisać regularnie dziennik,
że przyjemnie go czytać po paru latach. Ona pisze dziewięć lat,
opisała wszystkie podróże.
Dziś śniła mi się Zosia. Ach, co za rozkoszna noc.
(Uwaga późniejsza: Pamiętam ten sen. Objęła mą szyję, jej
ciemne włosy okryły mą twarz. Nie opisałem tego przed dwoma laty,
bałem się, aby to nie było profanacją. Istota snu była namiętna,
lecz namiętność była jeszcze tak czysta i dziewicza, jak myśli
moje. To był sen na przełomie dzieciństwa i młodzieńczości).
11 lipiec.
Wczoraj byliśmy na zabawie. Po linie chodził Paulo i dziewczę,
pewnie włoszka. Jestem tak zdenerwowany, że najmniejsza rzecz tak
mnie irytuje, że już nie wiem. Tak mnie się jej żal zrobiło, że
płakałem długo. Pewnie spadnie i zabije się albo będzie kaleką.
Z Helą pokłóciłem się tak, że jej nienawidzę, chociaż
siostra. Wie o wszystkiem, więc dlaczego nie daje mi pokoju? Prawie
chciałem sobie życie odebrać, lecz imię Zofji mnie powstrzymało.
Cierpię, cierpię, ale w skrytości, bo to ubliża memu męskiemu
charakterowi. Może skargi przyniosłyby mi ulgę, lecz nie, ja chcę
cierpieć w skrytości.
Nawet gdy się modlę, myślę o Niej.
25 lipiec.
Wczoraj byliśmy u nich. Zdawało mi się, że to sen albo
marzenie. Tak jestem przyzwyczajony do przyjemnych marzeń, że mi
się wydawało, że to jest obrazowe marzenie. Na pożegnanie podała mi
rękę, uścisnąłem ją (rękę) i byłbym z chęcią przycisnął do ust.
Lecz to uściśnienie z mej strony było szczersze od tysiąca
pocałunków, a to: "do widzenia Pani" dźwięczało jak skarga. Zdaje
mi się, że gdym powiedział: "do widzenia Pani" głos mój zadrżał.
Gdy pomyślę, że już nigdy nie będziemy tak rozmawiali, serce
pęka mi z bólu. Te spacery wieczorami przy świetle księżyca - nigdy
się to nie wróci! Nigdy!!!
Mama mnie dziś pytała, jakem się bawił. "Tak sobie" -
odpowiedziałem. O ironjo losu!..
8 sierpień.
Zaprzyjaźniłem się z Frankiem W. To dziwne: mamy jednakowe
zapatrywania się na rzeczy, jednakowe chęci i zamiary. Będę zbierał
zbiory mineral. i mam zamiar urządzić zielnik.
Zosia wydaje mi się teraz czemś niedostępnem, urojonem,
Chciałbym być poetą, literatem, śpiewakiem etc.
9 sierpień.
Wczoraj z wujem Pawłem byliśmy w Wilanowie. W krótkości opiszę
to uczucie, które mną owładnęło na widok królewskiej siedziby.
Droga do Wilanowa przez pola jest bardzo przyjemna, lecz niema w
niej nic godnego uwagi.
Wjazd do Wilanowa jest - to ogromna brama, wykuta z
piaskowca. Dalej idzie kościół, a na dziedzińcu, otacz. kościół
jest VIII ołtarzy. Park nie stracił nic na piękności. Cały Wilanów
dziwnie jakoś poważnie nastraja. Zdaje się, że wszędzie
przechadzają się duchy potężnych królów naszych. Przystąpmy do
opisania wnętrza pałacu. Wszystko dziwnie jakoś zimne. Każdy sprzęt
zdaje się przypominać lata dawne, minione, piękne lata potęgi i
chwały.
Nie chce mi się pisać...
Koniec I kajetu.
26 sierpień.
Rzadko teraz pisuję, bo nie mam co. W zeszłym roku och co ja
bym napisał, ale w tym. Czytałem listy Sienkiewicza z Ameryki.
Szczęśliwy. Gdy patrzę lub myślę o podróżnikach, tak im
zazdroszczę. Być przyrodnikiem, podróżnikiem i poetą - ileż uczuć
mieści się w tych słowach, jak harmonijnie brzmią dla mego ucha.
Przyroda - ta największa tajemnica i zagadka - ma niewysłowiony
urok. - Badać naturę, być pożytecznym ludziom, przynosić chlubę
rodakom - oto szczytny cel życia. Tak żyć albo nie żyć wcale.
14 listopad.
Nie pisałem tak długo nie dlatego, że nie miałem tematu, lecz
że każdą wolną chwilę poświęcam stowarzyszeniu
naturalistów-amatorów, które założyliśmy z Frankiem. Dzięki
Frankowi została rozbudzona śpiąca iskra miłości dla przyrody. Cóż
to za rozkosz obcować z przyrodą. Teraz już wiem, czem będę - będę
przyrodnikiem.
W ostatnich dopiero czasach rozbudził się we mnie duch
dążności do wyższej idei, piękniejszych pociągów. Mam 14 lat.
Stałem się człowiekiem - wiem, myślę. Tak jest: cogito ergo sum.
Ach jak ciężkie było życie genialnych ludzi; ludzi którzy
byli niezrozumiani; ludzi, którzy wiek swój rozumem wyprzedzili.
Czuję, że jestem natchniony przez Opatrzność do zrobienia czegoś
wielkiego, nieśmiertelnego. Jeżeli śmierć nie przetnie pasma mych
dni, będę sławny. Będę!?!
Ludzie mnie nie rozumieją. Jedna, jedyna dusza na świecie
zrozumiałaby mnie, a choćby nie zrozumiała, toby przynajmniej
wysłuchała. Nie mam nikogo. - Dziwnem by się to każdemu wydawało.
Mam rodziców, siostry, znajomych. O! nie, ja potrzebuję człowieka,
z którymbym mógł porozmawiać, wynurzyć się. Zosia zdaje mi się,
zrozumiałaby mnie. Dlaczego tak myślę, nie wiem. Lecz mimowoli
serce me drga silniej na myśl o niej. Myśli często się przenoszą ku
niej... ku jej osobie... kocham ją...
Nie mówię teraz o niczem poważniejszem z nikim. Zdania te
mniej więcej krążą około: wydawałem z łaciny, proszę o kawałek
chleba i t. p.
1 styczeń.
I znów o rok przybliżyliśmy się do grobu. Znów przeszedł rok, a
jego zastępca zasiadł na tronie i zaciekawia swą tajemn. Co nowego
przyniesie - zapytuje każdy. Czy będzie lepszy od swego
poprzednika? Lecz on nie odpowiada, a swem wymownem milczeniem
zdaje się mówić: zobaczycie.
Będę pisywał teraz krótko ale codziennie.
Poniedziałek 2 styczeń.
O 9-ej wstałem. Rozmowa o camera obscura. Nauka. Obiad. Gra w
fortecę. "Pamiętnik chłopca" Amicisa.
3 styczeń.
"Pam. chł." inaczej teraz rozumiem. Pożyczyłem rocznik: "Romans
i powieść". Śliczne nowele. - Sankami na miasto. Była p. Marja i
Ciocia.
4 styczeń.
Czytałem. Za dziesięć dni - szkoła. Po obiedzie posiedzenie
przyr.-amat. Czytaliśmy Flammariona o światach zamieszkałych.
14 sierpień.
Pierwszy dzień sztuby. Mama leży, doktór powiedział, że nic
groźnego. Wydawałem z franc. i dostałem 4.
15 styczeń.
Chciałem zamienić naszą ławkę na ławkę Tomcz., bo nasza wysoka
i niewygodna. Na to wszedł inspektor i zostawił nas w kozie.
Pedagog! Osioł!
Wydawałem z greka, ale był dzwonek i nic nie postawił.
16 styczeń.
Sierg. jest chory. Zamiast niego był dyrek, uczniowie b. źle
odpowiadali. Było franc. opowiadanie: "Cresus et Solon" -
ściągnąłem z kartki. Mam katar i ból głowy.
17 styczeń.
Dziś posiedzenie odbyło się u mnie. Stefan czytał o różnicy
między człowiekiem i małpą. Był pan Wiktor, zdaje mi się, że się
kocha w Heli. Potem byłem u R. - Janka dała mi parę arkuszy
listowego papieru z widokami Krakowa i obiecała, że mi przywiezie
brelok z trupią czaszką, o którym od 2 lat marzę.
18 styczeń.
Dziś w szkole nic nadzwycz. nie wypadło. Z fr. ściągniętego
opow. dostałem 4
x. - Wieczorem był p. Dol., już oddał swe miejsce
moskalom. Mówi, że gdy przyszedł do domu, to się wypłakał, co mu
się od 20 lat nie zdarzyło. Pracował 23 lat na kolei, młodość tam w
biurze stracił, a teraz ma taką nagrodę.
19 styczeń.
Z ruskiego dostałem 4, z algebry 2. Do albumu zapisują mi się
koledzy. - Poz. sam się prosił, że chce się wpisać. "Zginęli Grecy,
zginęli Rzymianie, lecz nasza przyjaźń na zawsze zostanie..." Taki
lizus. Jak mi się wszyscy wpiszą, to jego kartkę wydrę.
20 styczeń.
Z pieśni o wieszczem Oliegie dostałem 4, z łaciny 3 i z niemca
2. - Br. się do mnie uprzedził. Pobiłem się z Dąb., zdaje mu się,
że jest drugim uczniem, to może się rządzić, bydlę takie. Wieczorem
uczyłem się lekcji i czytałem "o kawał ziemi".
W extemporalu po "cum" napisałem respondit zamiast
respondisset. Wściekły jestem.
RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.