Spowiedź Himmlera - Christopher Macht

Kup ebooka

36.00 zł
29.88 zł (28,30 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Sekretna rozmowa Himmlera

Hein­rich Him­m­ler przez wiele lat pro­wa­dziłdzien­niki, w któ­rych skrzęt­nie zapi­sy­wał wszystko, co działo się w jegożyciu. Jed­nak dotych­czas nikt nie miał poję­cia o tym, że kilka dni przedjego śmier­cią odbyła się roz­mowa, w trak­cie któ­rej wyja­wił całą prawdęna temat swo­jej dzia­łal­no­ści - w tym rów­nież opo­wieść o obo­zachkon­cen­tra­cyj­nych, za które prze­cież odpo­wia­dał w naro­do­wo­so­cja­li­stycz­nych Niem­czech. Ten drugi po Hitle­rze, jeden z naj­waż­niej­szych naro­do­wych socja­li­stów w Trze­ciej Rze­szy zosta­wił posobie zapis roz­mowy, która dopiero teraz ujrzy świa­tło dzienne. I niebyłoby to moż­liwe, gdyby nie pewien były czło­nek SS. To wła­śnie on w wiel­kiej kon­spi­ra­cji namó­wił mnie na spo­tka­nie na obrze­żach jed­nego z bawar­skich miast. Spo­tka­li­śmy się w pew­nej karcz­mie, gdzie w towa­rzy­stwie Leber Ber­li­ner Art, czyli wątróbki cie­lę­cej, którą w Pol­sce- nie wie­dzieć czemu - nazywa się wątróbką po bawar­sku, poda­wa­nej z cebulą, jabł­kami i papryką, oraz dwóch kufli piwa, pozna­łem jegoprze­szłość. Począt­kowo, gdy usły­sza­łem, że ten sędziwy męż­czy­zna ma w swo­jej prze­szło­ści człon­ko­stwo w sze­re­gach SS, dość szybko chcia­łemprze­rwać nasze spo­tka­nie. Dopiero gdy ten poło­żył na stole posza­rzałągrubą kopertę roz­miaru A4, posta­no­wi­łem zostać zain­try­go­wany jejzawar­to­ścią.

Począt­kowo nie pyta­łem, co w niej jest. Toczy­li­śmy roz­mowę o niczym - o pogo­dzie i o tym, jak bar­dzo ape­tyczna była wątróbka, którą nam podano.Było to tym bar­dziej dziwne wra­że­nie, że ni­gdy wcze­śniej nie widzia­łemtego czło­wieka. "Zacho­wujmy się tak, jak­by­śmy się znali od zawsze" - tesłowa wypo­wie­dziane przez niego na początku spo­tka­nia do terazpobrzmie­wają mi w uszach. W tam­tym momen­cie, po kur­tu­azyj­nej roz­mo­wiesta­rzec wstał od stołu i z tajem­ni­czym uśmie­chem na ustach poże­gnał sięze mną, pro­sząc, bym ure­gu­lo­wał rachu­nek. W zamian mia­łem wziąć kopertę,którą przy­niósł. W tam­tym momen­cie nie mia­łem poję­cia, że w środkuznaj­dują się zapi­ski z sekret­nej roz­mowy z samym Reichsführerem SS,Hein­ri­chem Him­m­le­rem...

Drugi człowiek po Hitlerze zatrzymany

Pod koniec kwiet­nia 1945 roku w życiuHein­ri­cha Him­m­lera wszystko zaczęło się sypać niczym domek z kart. W jed­nej chwili został pozba­wiony przez Hitlera wszyst­kich sta­no­wisk w Trze­ciej Rze­szy, a nawet człon­ko­stwa w NSDAP...

8 maja 1945 roku były już Reichsführer SS posta­no­wił zgo­lić wąsy i zało­żyć opa­skę na oko, by nikt go nie roz­po­znał. Oku­lary zosta­wił jed­nakte same. Dodat­kowo miał przy sobie doku­menty - a dokład­niej ksią­żeczkężołdu - na nazwi­sko Hein­ri­cha Hizin­gera, funk­cjo­na­riu­sza Gehe­imeFeld­po­li­zei1. Następ­nie wraz naj­bliż­szym oto­cze­niem,zło­żo­nym z czter­na­stu eses­ma­nów w czte­rech samo­cho­dach, wyru­szył z pół­noc­nych Nie­miec do Bawa­rii z nadzieją, że alian­tom nie uda się gozła­pać - Him­m­ler był bowiem w tym momen­cie chyba naj­bar­dziejposzu­ki­wa­nym nie­miec­kim zbrod­nia­rzem na świe­cie. Podróż w sytu­acji, gdyalianc­kie służby spe­cjalne pro­wa­dziły inten­sywne poszu­ki­wa­nia,roz­sy­ła­jąc zdję­cia Him­m­lera do poste­run­ków woj­sko­wych w całychoku­po­wa­nych Niem­czech, była nad­zwy­czaj nie­bez­pieczna. Ale ten czło­wiekjuż nie miał wyboru...

Przez kolejne dni grupa Him­m­lera prze­miesz­czała się na połu­dnie, uda­jączde­mo­bi­li­zo­wany oddział Gehe­ime Feld­po­li­zei i spę­dza­jąc noce na sta­cjachkole­jo­wych, pod gołym nie­bem oraz u przy­pad­kowo napo­tka­nych chło­pów.Him­m­ler był zda­nia, że prę­dzej czy póź­niej alianci zaczną się kłó­cić z Sowie­tami i wtedy pojawi się on i ogłosi, że jest gotów razem z nimiwal­czyć prze­ciwko bol­sze­wi­kom... Do tego czasu miał zamiar się ukry­wać.Jed­nak w warun­kach oku­pa­cji oka­zało się to wyjąt­kowo trudne. W pew­nymmomen­cie jego kon­wój doje­chał do ujścia Łaby. Nie było innej moż­li­wo­ści,jak zosta­wić samo­chody i prze­do­stać się na drugą stronę rzeki. Pomo­gliim w tym rybacy, oczy­wi­ście za sto­sowną opłatą. Dal­sza podróż odby­wałasię już pie­szo.

Him­m­ler w dniach wojen­nej klę­ski Nie­miec pró­bo­wał uciec pod fał­szywątoż­sa­mo­ścią. Aby go nie roz­po­znano, zgo­lił cha­rak­te­ry­styczny wąsik. Takgo sfo­to­gra­fo­wano, gdy popeł­nił samo­bój­stwo, roz­gry­za­jąc trzy­maną w ustach ampułkę z cyjan­kiem

21 maja 1945 roku Him­m­ler razem z dwoma towa­rzy­szami został zatrzy­manyprzez Bry­tyj­czy­ków w punk­cie kon­tro­l­nym w Bremervörde w Dol­nej Sak­so­nii,a stam­tąd tra­fili do 31. Cywil­nego Obozu Prze­słu­chań w Barn­stedt,nie­da­leko Lüneburga. W tam­tym momen­cie alianci jesz­cze nie mieli poję­ciao tym, kogo mają w swych rękach... W obo­zie Him­m­ler, podob­nie jak inniaresz­tanci, sta­nął w sze­regu zło­żo­nym z więź­niów i innych jeń­cówwojen­nych, któ­rzy wzbu­dzili podej­rze­nia alian­tów. Każdy cze­kał naprze­słu­cha­nie, w trak­cie któ­rego miał szansę wytłu­ma­czyć się z tego, kimjest, co robił i dla­czego należy go wypu­ścić z obozu.

Sfin­go­wane zwol­nie­nie ze służby wysta­wione na sier­żanta Gehe­imeFeld­po­li­zei Hein­ri­cha Hizin­gera, które zna­le­ziono przy Him­m­le­rze. Chcącumknąć alian­tom, wszech­władny dostoj­nik Rze­szy prze­brał się za skrom­negopod­ofi­cera

Obóz, do któ­rego tra­fił Him­m­ler, był zarzą­dzany przez kapi­tana Tho­masaSelve­stra. To on pro­wa­dził ruty­nowe prze­słu­cha­nia, wypy­tu­jączatrzy­ma­nych o imię, nazwi­sko i powody pobytu w tym miej­scu. I to jemudonie­siono, że wśród sto­ją­cych w sze­regu trzej męż­czyźni zacho­wują sięwyjąt­kowo aro­gancko i każdy z nich życzy sobie szyb­kiego widze­nia z dowódcą. Natych­miast wzbu­dziło to zain­te­re­so­wa­nie Selve­stra. Dotych­czaszatrzy­ma­nym zwy­kle zale­żało na tym, by zwra­cać na sie­bie jak naj­mniejuwagi z nadzieją, że zostaną szybko wypusz­czeni z obozu. Tutaj sytu­acjawyglą­dała zgoła ina­czej...

Kapi­tan roz­ka­zał przy­pro­wa­dzić całą trójkę do swo­jego baraku. Gdy weszlido środka, oczom Selve­stra uka­zały się dwaj wysocy, dobrze zbu­do­waniżoł­nie­rze oraz zde­cy­do­wa­nie niż­szy czło­wiek z opa­ską na lewym oku.Naka­zał zamknię­cie "drą­gali" oraz zabro­nił, by kto­kol­wiek z nimiroz­ma­wiał. Nato­miast trzeci aresz­tant, wyda­jący się być ich dowódcą,pozo­stał w baraku. Gdy tylko ci dwaj zostali wypro­wa­dzeni, czło­wiek z opa­ską na oku ścią­gnął ją, zało­żył oku­lary bez opra­wek i powie­działcichym, chłod­nym gło­sem: "Ich bin SS-Reichsführer, Hein­richHim­m­ler"2. Po całym ciele kapi­tana Selve­stra prze­szły ciarki...

Komen­dant obozu zawia­do­mił prze­ło­żo­nych. Dla upew­nie­nia się, czy ówczło­wiek jest naprawdę tym, za kogo się podaje, Bry­tyj­czycy kazali muzło­żyć pod­pis. Szef eses­ma­nów odmó­wił i dopiero gdy obie­cano, że kartkazosta­nie znisz­czona zaraz po porów­na­niu go z innym doku­men­tem pod­pisanymprzez Him­m­lera, przy­stał na to. Przy­pusz­cze­nia potwier­dziły się - to byłjeden z naj­więk­szych i naj­bar­dziej poszu­ki­wa­nych prze­stęp­ców wojen­nych.Następ­nie Him­m­le­rowi kazano się roze­brać do naga, po czym prze­szu­kano good pach aż po odbyt w poszu­ki­wa­niu kap­sułki z tru­ci­zną. Niczego takiegonie zna­le­ziono. Jedy­nie w mun­du­rze znaj­do­wała się nie­duża meta­lowakap­sułka z prze­zro­czy­stym pły­nem. Gdy poka­zano ją Him­m­le­rowi, tenstwier­dził, że to śro­dek na ból żołądka.

Nad­szedł czas na przej­rze­nie jego wło­sów. Tam rów­nież niczego nieodna­le­ziono. Zaska­ku­jące, że Bry­tyj­czycy nie kazali Him­m­le­rowi otwo­rzyćust, by spraw­dzić, czy tam nie ukrył kap­sułki z cyjan­kiem. Zamiast tegozapy­tano go, czy nie chciałby cze­goś prze­ką­sić. Szef SS oczy­wi­ście na toprzy­stał i chwilę póź­niej przy­nie­siono mu her­batę i kanapki z grubokro­jo­nym chle­bem. Cho­dziło o to, by w trak­cie jedze­nia wyjął z usttru­ci­znę, jeśli takową posia­dał. Tak się jed­nak nie stało. Him­m­lerchęt­nie zjadł kanapki, nie wycią­ga­jąc przy tym z ust niczegopodej­rza­nego.

Następ­nie Him­m­ler miał się ubrać. Tyle tylko że nie w swój mun­dur, a w bry­tyj­ski uni­form. Aresz­tant sta­now­czo zapro­te­sto­wał. - "Mam swójhonor!" - miał wykrzy­ki­wać, a do tego sta­now­czym tonem stwier­dził: -"Znam wasz dia­bel­ski plan! Ubie­rze­cie mnie w bry­tyj­ski mun­dur, bympóź­niej był głów­nym boha­te­rem alianc­kiej pro­pa­gandy! Nic z tego niebędzie!" Osta­tecz­nie zało­żył jedy­nie koszulę, majtki, skar­pety i owi­nąłsię kocem.

Reichsführer SS odpo­wia­dał za nie­miec­kie osad­nic­two na Wscho­dzie, m.in.na Zamojsz­czyź­nie, gdzie w latach 1942-1943 wysie­dlano Pola­ków. Turoz­ma­wia z volks­deut­schami w Lubli­nie w sierp­niu 1942 roku

Himmler w rękach Anglików

#zabawa w wór i szczura

Z apo­wia­dała się wyjąt­kowo chłodna noc,mimo że kalen­darz wska­zy­wał majowy wie­czór. Tego dnia bry­tyj­ski ofi­cerraz jesz­cze naka­zał mu się roze­brać do naga. Jak na osobę, któradotych­czas peł­niła w Trze­ciej Rze­szy naj­wyż­sze funk­cja pań­stwowe, niebyła to dys­po­zy­cja dość ser­deczna. Jed­nak mimo to potul­nie wyko­nałroz­kaz, zrzu­ca­jąc z sie­bie odzie­nie. Zawsze był pedan­tem i alianc­kienakazy nie mogły tego zmie­nić. Każdy, kto go choć tro­chę znał, szybkoprzy­zna­wał, że jest per­fek­cjo­ni­stą dba­ją­cym o każdy dro­biazg! Kie­dyś byłznany ze swo­ich bino­kli pozba­wio­nych opra­wek, noszo­nych na łań­cuszku. Dotego docho­dziły pre­cy­zyj­nie przy­strzy­żone wąsy, nie­zbyt sze­ro­kie ramionai krót­kie, dosko­nale przy­strzy­żone włosy. Dziś jed­nak nie zostało pra­wienic z tego ide­al­nego obrazu. Teraz z Him­m­lera pozo­stał jedy­nie cieńczło­wieka, przy­po­mi­na­ją­cego bar­dziej kłę­bek ner­wów niż do nie­dawnawszech­wład­nego szefa SS.

Nad­szedł czas na prze­słu­cha­nie, które miał prze­pro­wa­dzić ofi­cerbry­tyj­skiego wywiadu Steve Mor­ri­son. Wcze­śniej jed­nak Anglik zdą­żyłprze­czy­tać krótką notatkę na temat Him­m­lera oraz zawar­tość jego teczki,latami zbie­raną przez tajne służby Jego Kró­lew­skiej Mości. Naj­bar­dziejuwagę agenta przy­kuła krótka notatka spo­rzą­dzona na pod­sta­wie zeznańsąsia­dów Him­m­lera z mło­do­ści, któ­rzy jesz­cze w cza­sie wojny ucie­kli doAnglii: - Zawsze był taki grzeczny. Nie było dnia, żeby się nieprzy­wi­tał, nie powie­dział "dzień dobry". Do tego to był przy­jemny,uło­żony chło­piec, który regu­lar­nie cho­dził do kościoła. Jak to moż­liwe,że ten miły mło­dzie­niec prze­ro­dził się w archi­tekta naj­więk­szych zbrodniczy­nio­nych w cza­sach rzą­dów naro­do­wych socja­li­stów? Jesz­cze nie takdawno kła­niał się w pas i sym­pa­tycz­nie nas witał, a teraz pro­szę... Corusz czy­tamy, jak wiele okru­cień­stwa tliło się w nim. Szok i nie­do­wie­rza­nie! - stwier­dził jeden z jego byłych sąsia­dów.

- Przy­go­to­wu­jąc się do naszej roz­mowy, prze­glą­da­łem pań­skie akta.Wynika z nich, że wycho­wał się pan w kato­lic­kiej, porząd­nej rodzi­nie... -stwier­dził Mor­ri­son, gdy przy­pro­wa­dzono do niego Him­m­lera.

- No i? - odparł Him­m­ler ze zna­nym sobie spo­ko­jem i chło­dem w gło­siejed­no­cze­śnie.

- No i nie mogę pojąć, jak tak uło­żona osoba mogła się zmie­nić w takiego zbrod­nia­rza!

- Sza­nowny panie... - na twa­rzy Him­m­lera zaczęły się poja­wiać drobnerumieńce, szybko nabie­ra­jące pokaź­nych roz­mia­rów... - Musi pan wie­dzieć,że nie roz­ma­wia pan z Angli­kiem. Dla­tego ten, powiedzmy, angiel­ski humorjak naj­bar­dziej może sobie pan daro­wać... Pro­szę pytać o kon­krety.Sza­nujmy nawza­jem swój czas. Nie jestem żad­nym pierw­szym lep­szympion­kiem, a jedną z naj­bar­dziej zna­czą­cych postaci w Rze­szy, dru­gimczło­wie­kiem po Hitle­rze!

- Tak chce pan ze mną pogry­wać? Ależ pro­szę bar­dzo. Zadam kon­kretnepyta­nie i rów­nież będę ocze­ki­wał kon­kretnej odpo­wie­dzi.

- Thank you, jak to mówi­cie! Zatem zamie­niam się w słuch...

- W takim razie, co spra­wiło, że uło­żony męż­czy­zna, wycho­wany w duchukato­li­cy­zmu, stwo­rzył w sobie bestię, która sze­rzyła prze­moc i two­rzyłaobozy kon­cen­tra­cyjne, będące fabry­kami śmierci?

Him­m­ler popadł w jakąś zadumę. Przez dobre cztery minuty nie mówił anisłowa, a jedy­nie wpa­try­wał się w nieco brudny, pożół­kły sufit baraku, w któ­rym Bry­tyj­czy­kowi przy­szło go prze­słu­chi­wać. Jed­nak agent po tymcza­sie przy­wo­łał go do porządku.

- Herr Him­m­ler, czy pan mnie sły­szy?

- Co? Słu­cham?! Ach tak, oczy­wi­ście, jak naj­bar­dziej! - odpo­wie­dział.

Him­m­ler dalej trwał w swo­ich roz­my­śla­niach, po czym kon­ty­nu­ował:

- Nie mam poję­cia, o jakie fabryki śmierci panu cho­dzi...

- Herr Him­m­ler... Pan tak na poważ­nie?! A prze­cież przed momen­tem pro­siłmnie pan, bym daro­wał sobie angiel­ski humor... Tym­cza­sem pan ser­wuje teraznazi­stow­skie poczu­cie humoru w naj­lep­szym wyda­niu. Tak to my daleko niezaje­dziemy...

Mina bry­tyj­skiego agenta wyraź­nie mówiła, że ten czło­wiek nie ble­fuje,co Him­m­ler odczy­tał nader szybko:

- Dobrze. Zacznijmy tę roz­mowę jesz­cze raz. Czego ode mnie ocze­ku­je­cie?

- Nic szcze­gól­nego, herr Him­m­ler. Po pro­stu inte­re­suje nas prawda. Nicwię­cej.

- No to prze­cież mówię, że o żad­nych fabry­kach śmierci nie mam poję­cia,sza­nowny ofi­ce­rze angiel­skiego wywiadu!

Anglik nie takiej odpo­wie­dzi się spo­dzie­wał. Jed­nak i na taki roz­wójwyda­rzeń był gotów. Lek­kim ski­nie­niem głowy przy­wo­łał do sie­bieasy­stenta. Ten pochy­lił się nad ofi­ce­rem, kil­ka­krot­nie przy­tak­nął,ude­rzył obca­sami o skó­rzane trze­wiki i wybiegł z baraku, w któ­rym byłprze­słu­chi­wany Him­m­ler. W tym cza­sie ofi­cer posta­no­wił mil­czeć.

Za oknem zaczęło padać. Kro­ple solid­nego desz­czu zaczęły ude­rzać w bla­szany daszek, co wpro­wa­dziło Him­m­lera w nieco spo­koj­niej­szy nastrój.Jego serce zaczęło bić wol­niej, a on zaczął odczu­wać lekką sen­ność.

Chwilę póź­niej raz jesz­cze do pomiesz­cze­nia wszedł asy­stent ofi­cerawywiadu. Tym razem zja­wił się z pakun­kiem w rękach. Pro­wa­dzącyprze­słu­cha­nie szybko zare­ago­wał na ten widok:

- Panie Reichsführerze, Herr Him­m­ler... Czy domy­śla się pan, co jest w tym pakunku?

- Nie. Nie mam poję­cia. Mogę jedy­nie przy­pusz­czać, że jakieś łako­cie,które mają mnie zmo­ty­wo­wać do więk­szej elo­kwen­cji. Czyż nie?

Angiel­ski agent zaczął się śmiać na głos. Him­m­ler poczuł, jakby ktoś munapluł pro­sto w twarz. Anglik, nie zwa­ża­jąc na to, kon­ty­nu­ował:

- Do tej pory bawi­li­śmy się w kotka i myszkę. Ja pyta­łem, a panucie­kał od odpo­wie­dzi. Teraz posta­wimy na bar­dziej spraw­dzone metody.Być może pan, jako naj­waż­niej­szy eses­man, dobrze je zna. Dla­tego od tegomomentu, gdy choć raz pan skła­mie, pod­damy się śre­dnio­wiecz­nej zaba­wie.I nie będzie tu cho­dziło o wspo­mnia­nych wcze­śniej kota i mysz. Tym razempole do popisu będzie miał szczur. Koja­rzy pan te zaba­wowe fana­be­rie?

- Pro­szę wyba­czyć, Mor­ri­son, ale wolał­bym ich nie koja­rzyć...

- Tak wła­śnie myśla­łem. Jed­nak dla pew­no­ści przy­po­mnę, o co w niejcho­dzi. Myślę, że to zmo­ty­wuje pana do więk­szej otwar­to­ści w trak­cietego prze­słu­cha­nia...

Anglik spoj­rzał Him­m­le­rowi głę­boko w oczy i mówił dalej:

- Mój asy­stent wła­śnie przy­niósł pewien paku­nek. W środku jest wielkiwór i noc­nik. Do tego jest też tam pewne sym­pa­tyczne zwie­rzątko w postaci szczura. Gdy tylko pan skła­mie, to zwią­żemy panu ręce, a na nogizało­żymy worek, który obwią­żemy liną. Dalej do worka wpu­ścimy przy­wo­łanezwie­rzę i będziemy je kopać. W tej sytu­acji szczur będzie szu­kał miej­scaucieczki. A to szybko się znaj­dzie, bowiem szczur, że tak powiem - i tutaj jako ofi­cer sił zbroj­nych Jego Kró­lew­skiej Mości prze­pra­szam zasłow­nic­two - wej­dzie panu głę­boko w... dupę.

Him­m­le­rem aż wzdry­gnęło. Ewi­dent­nie zwi­zu­ali­zo­wał sobie ten moment...

- Dodam, że to nie koniec "zabawy". Gdy raz jesz­cze pan skła­mie,wspo­mniany szczur zosta­nie wrzu­cony do tego sza­rego noc­nika, którydosko­nale pan widzi. Kolej­nym kro­kiem będzie posa­dze­nie pana na tymnoc­niku. Dalej chwycę za zapal­niczkę i zacznę pod­grze­wać noc­nik.Sytu­acja powtó­rzy się. Zwie­rzę zacznie szu­kać ucieczki i schowa się dojedy­nego moż­li­wego otworu, czyli do - o, par­don - pań­skiej dupy!

Te słowa to było już za wiele dla dygni­ta­rza Trze­ciej Rze­szy. Him­m­lerzaczął wymio­to­wać wprost przed sie­bie, mimo że dotych­czas oka­zy­wałwzględny spo­kój i opa­no­wa­nie.

- Spo­koj­nie, panie Him­m­ler. Jestem angiel­skim dżen­tel­me­nem. Wystar­czy,że nie będzie pan kła­mał, a wów­czas to biedne zwie­rzątko nie zaj­rzy dopań­skiego - że tak to nazwę - "otworka"!

- W porządku... - zre­zy­gno­wa­nym gło­sem odparł Him­m­ler.

- Zatem zacznijmy jesz­cze raz od początku! - Anglik zatarł ręce z pod­nie­ce­nia. - Pro­szę jasno odpo­wie­dzieć na pyta­nie, czy w naro­do­wo­so­cja­li­stycz­nych Niem­czech ist­niały obozy zagłady?

- Zga­dza się...

- Czy miał pan coś z nimi wspól­nego?

- Tak... - Him­m­ler zawa­hał się, czy kon­ty­nu­ować.

Widząc to, ofi­cer wska­zał mu paku­nek z wor­kiem i szczu­rem, byprzy­po­mnieć, co na niego czeka, po czym ręką poka­zał, aby kon­ty­nu­ował...Zbrod­niarz wziął głę­boki wdech, po czym zaczął mówić:

- Czy mógł­bym pro­sić o szklankę wody?!

- Nie­praw­do­po­dobne. Dopiero co zaczę­li­śmy roz­ma­wiać, a panu jużzaschło w gar­dle. No coś nie­sa­mo­wi­tego. Tak, dosta­nie pan wodę, alenieco póź­niej. W nie­miec­kich obo­zach więź­nio­wie chyba nie dosta­wali odrazu tego, co chcieli, prawda?

Do Him­m­lera powoli zaczy­nało docie­rać, jak wiele na temat jegodzia­łal­no­ści wie ten angiel­ski ofi­cer. Powoli zda­wał sobie sprawę, żejedy­nym sen­sow­nym roz­wią­za­niem będzie opo­wie­dze­nie wszyst­kiego. I taknie miał już nic do stra­ce­nia...

Po gło­wie cho­dziła mu jedna myśl, a może nadzieja: kto wie, być możeBry­tyj­czycy okażą mu łaskę? Tym bar­dziej że w stycz­niu 1945 rokupró­bo­wał się z nimi doga­dać za ple­cami samego Adolfa Hitlera. Pyta­nietylko, jak wiele oni wie­dzą? Jak bar­dzo powi­nien opi­sać swoją rolę jakoarchi­tekta zbrod­ni­czego sys­temu obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych i obo­zów śmiercistwo­rzo­nych w Rze­szy i w kra­jach oku­po­wa­nych, przede wszyst­kim w Pol­sce,a co lepiej pomi­nąć dla wła­snego dobra? Jego wąt­pli­wo­ści dość szybkoroz­wiał Anglik...

Pro­to­kół z zatrzy­ma­nia sier­żanta Hizin­gera, czyli Him­m­lera, przezżoł­nie­rzy bry­tyj­skich z punktu kon­tro­l­nego w Bremervörde w Dol­nejSak­so­nii

- Widzę, że się pan zamy­ślił! Nic dziw­nego. Pew­nie błąka się panpamię­cią po prze­szło­ści i zasta­na­wia się, jak to teraz będzie. No i naile powi­nien pan być ze mną szczery? Co się opłaci, a co lepiej pomi­nąć?Ale spo­koj­nie, uła­twię panu sprawę. O pań­skiej dzia­łal­no­ści, dziękisku­tecz­nej pracy naszego wywiadu, wiemy zde­cy­do­wa­nie wię­cej, niż siępanu wydaje. I tak na przy­kład pod koniec stycz­nia tegoż roku3nasi przy­ja­ciele - żoł­nie­rze sowieccy z 60. Armii 1. FrontuUkra­iń­skiego wkro­czyli do Auschwitz, do tam­tej­szegoKon­zen­tran­tion­sla­ger, czyli obozu kon­cen­tra­cyj­nego. Obóz Auschwitzpew­nie pan koja­rzy, prawda?

- Tak...

- Dosko­nale wiem, że chcie­li­ście zatrzeć ślady po waszej zbrod­ni­czejakcji. Nisz­czy­li­ście doku­men­ta­cję i całą tę zbrod­ni­czą machinę, licząc,że świat ni­gdy się o tym nie dowie. Tak się jed­nak nie sta­nie.

- Przy­wo­łany przez pana obóz był ulo­ko­wany w oko­li­cach Auschwitz. Tobyły dawne zie­mie pol­skie, w 1939 roku włą­czone do Rze­szy Nie­miec­kiej.

- Tak, wiem. Bar­dzo prze­bie­gły zabieg. Swoją drogą dopro­wa­dzi on dotego, że w nie­da­le­kiej przy­szło­ści ludzie będą mówić o "pol­skich obo­zachśmierci", co będzie ewi­dentną bzdurą zasłu­gu­jącą na potę­pie­nie. Jed­nakmy dzi­siaj nie o tym, a bar­dziej o panu. Czy jest temat, od któ­regochciałby pan zacząć swoje zezna­nia?

- Nie. W zupeł­no­ści jest to mi obo­jętne. Jedy­nie... - tu Him­m­ler zawie­siłgłos na krótką chwilę... - Jeśli jest to moż­liwe, to pro­sił­bym, abyprze­słu­cha­nie upły­wało pod zna­kiem ładu i porządku. Jak pan zapewne jużzdą­żył się dowie­dzieć, od zawsze słynę z zami­ło­wa­nia do pedan­tycz­no­ści."Ord­nung muss sein", czyli "Porzą­dek musi być" - to jedna z moichgłów­nych dewiz życio­wych.

Ofi­ce­ro­wie bry­tyj­skiego wywiadu woj­sko­wego - jeden z nich zdą­żyłporoz­ma­wiać z Him­m­le­rem przed samo­bój­stwem

- Muszę pana roz­cza­ro­wać, Herr Hein­rich. To nie kon­cert życzeń,dla­tego będę roz­ma­wiał tak, jak mi się podoba. O ile oczy­wi­ście nie mapan nic prze­ciwko... A nawet jeśli pan ma, to - za prze­pro­sze­niem - gównomnie to obcho­dzi. Dokład­nie tak samo, jak gówno obcho­dziło pana to, cojest czy­nione z ludźmi tra­fia­ją­cymi do obo­zów śmierci.

Him­m­ler zaci­snął wargi, powstrzy­mu­jąc się przed wypo­wie­dze­niem słów,któ­rych póź­niej zapewne by żało­wał. Osta­tecz­nie ski­nął jedy­niedeli­kat­nie głową i zaser­wo­wał angiel­skiemu ofi­ce­rowi wyra­cho­wanyuśmiech...

- Cie­szę się, że akcep­tuje pan moje reguły gry. Zresztą obaj wiemy, żewiel­kiego wyboru pan nie ma... W każ­dym razie zacznijmy nie­ty­powo. Zapy­tamwięc: gdyby dzi­siaj miał pan stra­cić życie, to jakie ostat­nie wyda­rze­niepoja­wi­łoby się przed pań­skimi oczami?

Dowódca SS ewi­dent­nie był zasko­czony tym pyta­niem. Zapewne spo­dzie­wałsię jakiejś roz­mowy o dzie­ciń­stwie, o fascy­na­cji naro­do­wym socja­li­zmem,a tym­cza­sem poja­wiło się zagad­nie­nie, które doty­kało jesz­czenie­za­go­jo­nych ran...

- Byłby to obraz moich uko­cha­nych dzieci. Tak sądzę... No i szklanka wody.Teraz to moje naj­więk­sze marze­nie.

- Marze­nia są po to, by je speł­niać. Może kie­dyś i to uda się speł­nić...Pomówmy jed­nak o kon­kre­tach. Muszę panu przy­znać, że jest pan nawetwysoki.

- Mam 174 cen­ty­me­try wzro­stu. I zanim zaczniemy roz­ma­wiać, chciał­bym, byuwzględ­nił pan w swo­ich zapi­skach, że nie­za­leż­nie od tego, czy dzia­ła­łemw latach mło­dzień­czych, czy w ostat­nich mie­sią­cach, zawsze spro­wa­dzałosię to do jed­nego - do czynu w imię idei i dobra Nie­miec! Gdyby tak niebyło, to nie pró­bo­wał­bym się doga­dać z alian­tami za ple­cami samegoAdolfa Hitlera...

- Herr Him­m­ler! O tych pró­bach doga­dy­wa­nia się za ple­cami jesz­czesobie poroz­ma­wiamy. Wcze­śniej jed­nak chciał­bym pomó­wić o panu. I choćspró­bo­wać zro­zu­mieć, dla­czego obu­dziła się w panu tak wielka nie­na­wiśćdo Żydów i chęć usu­nię­cia ich z Europy.

- Od zawsze wyzna­wa­łem ide­olo­gię, w któ­rej wybrani Niemcy odgry­wali rolęrasy wybra­nej. I na prze­strzeni lat w moim umy­śle to się nie zmie­niło.Po pro­stu! Ide­olo­gia wyty­czyła mi ścieżkę, którą powinno mi przyjśćkro­czyć.

Cała prawda o obozach oczami ich twórcy

#orga­ni­za­cja i nad­zór nad obo­zami kon­cen­tra­cyj­nymi, #sys­tem kar,#Son­der­kom­mando, #powsta­nie w KZ Auschwitz-Bir­ke­nau, #kapo, #bru­talneeks­pe­ry­menty medyczne, #osta­teczne roz­wią­za­nie, #jak mor­do­wanonie­win­nych, #czy dało się uciec z obozu, #wizy­ta­cje Czer­wo­nego Krzyża w obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych

Które słowo lepiej pana okre­śla? Sady­staczy mię­czak?

- Wypra­szam sobie takie porów­na­nia! Co to ma być?

- Panie Him­m­ler. Kiedy pana zna­leź­li­śmy, był pan kłęb­kiem ner­wów.Dla­tego teraz te nerwy są zupeł­nie nie­po­trzebne...

- Ale... - Z ner­wów szczęka Him­m­lera zaczęła się trząść, przez co dolnezęby zaczęły ude­rzać o górne, wyda­jąc odgłosy jak z jakie­goś hor­roru.Nie­miec nie mógł wydo­być z sie­bie słowa... To jesz­cze bar­dziej nakrę­ciłoagenta. Ewi­dent­nie te słowne tor­tury na Him­m­le­rze dawały mu gorzkąsatys­fak­cję.

- Skoro pan zanie­mó­wił, to sko­rzy­stam z oka­zji i powiem, co sądzę naten temat. Jest pan cho­dzą­cym kom­pro­mi­sem. Uwa­żam, że jest pan sady­stą,będąc jed­no­cze­śnie mię­cza­kiem. Słu­cham tych pań­skich wywo­dów i cią­glenie mogę pojąć, jak tak uło­żony czło­wiek mógł wymy­ślić te wszyst­kiefabryki śmierci. Pró­buję to zro­zu­mieć, ale nie mogę, mimo szcze­rychchęci. To zna­czy wiem, co panem kie­ro­wało! Wła­dza i poczu­cie wyż­szo­ści.Pan uważa się za przed­sta­wi­ciela lep­szej rasy. A wszyst­kie inne sągor­sze, trak­to­wane przez was, Niem­ców, jak kro­wie łajno! A nawet gorzej,bo kro­wiego łajna nikt nie zaprzęga do nie­wol­ni­czej pracy na rzeczNiem­ców!

- No cóż. Nic mi chyba nie pozo­stało do doda­nia...

- Kon­krety Him­m­ler, kon­krety! Czuję się nakrę­cony, jak przed walkąbok­ser­ską... A muszę przy­znać, że uwiel­biam boks, i go nawet tre­no­wa­łem.Jedziemy z kon­kre­tami! Kiedy zor­ga­ni­zo­wał pan pierw­szy nie­miecki obózkon­cen­tra­cyjny?

- W roku 1933, wyda­łem roz­kaz bodaj pod koniec marca. W Dachau. Tamstwo­rzy­łem poka­zowy obóz sta­no­wiący wzór dla innych tego typu "miejscodosob­nie­nia". W Dachau obóz został ulo­ko­wany w opusz­czo­nej fabryceamu­ni­cji. Tak. Roz­kaz jego utwo­rze­nia wyda­łem dokład­nie 22 marca 1933roku. Ponie­kąd on był pierw­szy.

- Co to znowu za "ponie­kąd"? Pro­szę jaśniej, panie Him­m­ler!

- Już tłu­ma­czę, spo­koj­nie. Moja wąt­pli­wość bie­rze się stąd, żeorga­ni­zo­wa­łem obóz w Dachau, a jed­no­cze­śnie na wyraźne pole­ce­nie Göringapowsta­wały dwa kolejne obozy: w Ora­nien­burgu, nie­da­leko Ber­lina, i w Ester­we­gen, w pół­noc­nych Niem­czech, w pobliżu gra­nicy z Holan­dią.Naj­pierw w tych obo­zach lądo­wali nasi poli­tyczni opo­nenci. Póź­niej, wrazz wybu­chem wojny, tra­fiali tam człon­ko­wie ruchu oporu i jeńcy wojenni. A także, wia­domo, więź­nio­wie kry­mi­nalni, nie­przy­chylni nam dzien­ni­ka­rze i inni "ban­dyci".

- Wróćmy jed­nak do Dachau.

- Początki two­rze­nia takiego obozu były cięż­kie. Nie mia­łem w tymdoświad­cze­nia, musia­łem kro­czyć po omacku. Pierw­sze, co zro­bi­łem, topowo­ła­łem spe­cjalną jed­nostkęSS-Totenkopfverbände4. W jej skład mieli wcho­dzićeses­mani, któ­rzy mieli stwo­rzyć coś na wzór straży obo­zo­wej. Do ichzadań nale­żało pil­no­wa­nie więź­niów. Następ­nie spo­śród nich wybra­łemofi­cera, który miał dowo­dzić całą for­ma­cją. Póź­niej wska­za­łempod­ko­men­dan­tów. Nazwisk nie podaję, bo pew­nie i tak nic panu niepowie­dzą. No, może jedno coś powie.

- Kogo ma pan na myśli?

- The­odora Eic­kego. To on opra­co­wał pod­stawy dzia­ła­nia obo­zów:regu­la­miny, zasady admi­ni­stra­cji, wresz­cie wpoił straż­ni­kom z SS, by niecac­kali się z więź­niami, któ­rzy poprzez wytę­żoną pracę mieli odpo­ku­to­waćswe prze­winy wobec Rze­szy. Ja zaś oso­bi­ście nad­zo­ro­wa­łem budowękace­tów5. I wła­ści­wie odpo­wia­da­łem za to, co się w nich działo.Z pomocą zaufa­nych ludzi wyda­wa­łem roz­kazy, które miały być sto­so­wanewewnątrz obo­zów. Na przy­kład naka­zy­wa­łem chło­stę w uza­sad­nio­nychprzy­pad­kach po to, by siać efekt stra­chu. Natu­ral­nie straż­nicy mielisurowo zaka­zane roz­po­wia­da­nie na ten temat.

Więź­nio­wie z obozu "wycho­waw­czego" na okładce jed­nej z mona­chij­skichgazet z lipca 1933 roku. Po prze­ję­ciu wła­dzy w Niem­czech naro­dowisocja­li­ści roz­po­częli prze­śla­do­wa­nia prze­ciw­ni­ków poli­tycz­nych, któ­rychzsy­łali do obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych jako wro­gów pań­stwa. Nad­zór nadobo­zami powie­rzono SS Hein­ri­cha Him­m­lera

- W pań­stwo­wych, reżi­mo­wych mediach też nie było nic na tematobo­zów?

- Ogło­si­li­śmy, że są miej­sca, do któ­rych będą kie­ro­wani ci, któ­rzy łamiąprawo i dzia­łają prze­ciwko Rze­szy. W naszym naro­do­wo­so­cja­li­stycz­nympań­stwie miały pano­wać ład i porzą­dek, a prze­stępcy i roz­ma­iciwichrzy­ciele musieli być surowo karani. Mieli być reedu­ko­wani przezpracę. Ale sta­ran­nie dba­łem o to, by infor­ma­cje o sytu­acji w obo­zach nieprze­do­sta­wały się poza ich bramy. Ow­szem, bywały domy, w któ­rych mówiłosię o nich przy­ci­szo­nym tonem. Wiele przed­się­biorstw nie­ofi­cjal­niewyko­rzy­sty­wało więź­niów jako tanią siłę robo­czą, a także by testo­waćswoje nowe leki czy spraw­dzać ludzką wytrzy­ma­łość w eks­tre­mal­nychwarun­kach. Dzięki temu mogli­śmy pew­nych osob­ni­ków spro­wa­dzić doprzy­pi­sa­nej im roli, nazwijmy to - nie­wol­ni­ków. Poza tym część Niem­cówzapewne wycho­dziła z zało­że­nia, że nie ma co wty­kać nosa w nie­swojesprawy.

- Jakie były kary za roz­po­wia­da­nie o obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych?

- Ofi­cjal­nie na ten temat pra­wie nie mówiono. Z kolei w wewnętrz­nychroz­ka­zach ocze­ki­wa­łem zde­cy­do­wa­nych dzia­łań. Czyli w przy­padkuroz­gła­sza­nia jakich­kol­wiek infor­ma­cji o obo­zach naka­zy­wa­łem takie osobynatych­miast zabić. Nie może być tak, że ktoś na przy­kład będzieorga­ni­zo­wał nie­le­galne zgro­ma­dze­nia i na nich wygła­szał prawdę o obo­zach. Takie osoby trzeba było wie­szać, by jak naj­szyb­ciej uciąć tegotypu dys­ku­sje.

- Wiele takich osób zostało powie­szo­nych?

- Nie sądzę. Ludzie chyba zbyt­nio się tym nie inte­re­so­wali... CzęśćNiem­ców, a mam nadzieję, że nawet i więk­szość, przy­jęła naszeprze­sła­nie, że jeste­śmy rasą panów. A co za tym idzie, wszyst­kie innerasy muszą nam słu­żyć. Skoro tak, to po co mieli wcho­dzić w szcze­góły i inte­re­so­wać się tym, co dzieje się z tymi ludźmi, a raczej pod­ludźmi,czy zdraj­cami narodu nie­miec­kiego?

- No nie wiem... Może jakieś resztki ludz­kich odru­chów, okru­chyczło­wie­czeń­stwa?

- Pan chyba zapo­mniał, że pano­wała wojna, tu nie było miej­sca na ludz­kieodru­chy...

- Ale sam pan mówi, że pierw­szy obóz powstał na długo przed wojną, w 1933 roku. Czyli przez kolejne sześć lat, aż do 1939 roku, trwał już tenpro­ce­der. Nie wie­rzę, że w tym cza­sie nie wycie­kły do Niem­ców infor­ma­cjeo tym, że takie obozy ist­nieją i co się w nich dzieje.

- Zgoda, ma pan rację. Skoro wiel­kie nie­miec­kie przed­się­bior­stwo - czynawet kil­ka­dzie­siąt - wyko­rzy­sty­wało tych więź­niów, wydaje się, żewie­dza na temat ist­nie­nia obo­zów musiała wykra­czać poza ich mury czydruty. To w teo­rii. A w prak­tyce? Jak pan widzi, raczej nikogo toszcze­gól­nie nie... Hmm... Nie wiem, jakiego słowa użyć...

- Raczej nikogo to szcze­gól­nie nie ruszało. To chyba miał pan namyśli... Czło­wiek czło­wie­kowi stał się wil­kiem i patrzył tylko, by jemubyło dobrze, a los innych go nie obcho­dził...

- To pan powie­dział.

- Nie zga­dza się pan z tym?

- To, co pan mówi, jest bole­sne...

- Ale praw­dziwe...

- Nie mam nic wię­cej do doda­nia.

- Dobrze, zatem jak funk­cjo­no­wały obozy?

- Zna­czy­li­śmy ludzi. Każdy wię­zień miał spe­cjalną pla­kietkę. Dzięki temustraż­nicy z dala mogli oce­nić, kto jest na przy­kład homo­sek­su­ali­stą, ktoŻydem, a kto kry­mi­na­li­stą. Inny kolor ozna­czał inny rodzaj więź­nia. I tak różo­wym trój­ką­tem zna­ko­wa­li­śmy homo­sek­su­ali­stów, zie­lo­nym -prze­stęp­ców kry­mi­nal­nych, czer­wo­nym - więź­niów poli­tycz­nych, fio­le­to­wym- świad­ków Jehowy, a żół­tym trój­ką­tem, a wła­ści­wie dwoma two­rzą­cymigwiazdę Dawida - Żydów. Do tego każdy wię­zień miał swój numer. Możnapowie­dzieć, że każda osoba tra­fia­jąca do obozu tra­ciła swoją god­ność,imię i nazwi­sko i sta­wała się po pro­stu nume­rem. Poza tym w obo­zachpano­wała żela­zna dys­cy­plina. Oczy­wi­ście do tego docho­dziły karne apele i sta­nie na bacz­ność przez wiele godzin, kiedy to więź­nio­wie byliroze­brani do naga. To było na porządku dzien­nym. Racje żyw­no­ściowe byłymocno ogra­ni­czone. Więź­nio­wie czę­sto umie­rali z wyzię­bie­nia, głodu i z wyczer­pa­nia.

- Co gro­ziło za ucieczkę z obozu?

- Zacznijmy od tego, że straż­nicy byli panami życia i śmierci. Zda­rzałysię sytu­acje, w któ­rych wystar­czyło, by wię­zień źle się spoj­rzał naobo­zo­wego straż­nika czy funk­cjo­na­riu­sza SS i zaraz potem zostałroz­strze­lany czy powie­szony.

- Czyli, mówiąc wprost, straż­nicy mieli przy­zwo­le­nie na to, bymor­do­wać człon­ków obo­zów?

- No tak. Tak można to w sumie nazwać. Czę­ściej jed­nak były sto­so­wanechło­sty. Gdy tylko ktoś na nie zasłu­gi­wał, to otrzy­my­wał karę od ręki.Wra­ca­jąc jesz­cze do ucie­czek. Prawda jest też taka, że obozy zwy­kle byłyogro­dzone dru­tem kol­cza­stym pod napię­ciem. I jeśli ktoś podej­mo­wał próbęucieczki, to nara­żał się, że zosta­nie pora­żony prą­dem albo zastrze­lonyprzy ogro­dze­niu. Zale­żało to od oceny sytu­acji, a tej oceny doko­ny­walijuż straż­nicy na miej­scu.

- Sły­szał pan o tym, że czę­sto straż­nicy w swo­jej bru­tal­no­ści posu­walisię za daleko i taka chło­sta pro­wa­dziła do czy­jejś śmierci?

- Ofi­cjal­nie nie docie­rały do mnie takie sygnały. Nic zresztą dziw­nego,bowiem po kilku wizy­ta­cjach w obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych ode­chciało mi siękolej­nych odwie­dzin... Widząc te resztki czło­wie­czeń­stwa, nie chcia­łemwię­cej na to patrzeć.

Him­m­ler roz­ma­wia z więź­niem obozu kon­cen­tra­cyj­nego Dachau, który stałsię wzor­cem dla innych obo­zów zarzą­dza­nych przez SS

- A nie­ofi­cjal­nie? Jak sam pan powie­dział, straż­nicy obo­zowi bylipanami życia i śmierci.

- Nie­ofi­cjal­nie rze­czy­wi­ście wie­lo­krot­nie sły­sza­łem, jak to straż­nicykogoś zaka­to­wali. Mieli począt­kowo spu­ścić komuś chło­stę w postacidwu­dzie­stu pię­ciu batów, a osta­tecz­nie lali go tak długo i mocno, ażumarł. Albo ktoś inny zabił swo­jego więź­nia, bo ten mu coś odpy­sko­wał. W takich sytu­acjach straż­nicy sto­so­wali różne sztuczki. Pew­nie chce pan jepoznać...

- Zde­cy­do­wa­nie tak.

- Po pierw­sze, zawsze można było wpi­sać w papiery, że ktoś zgi­nął,ponie­waż pod­jął próbę ucieczki, a to było karane. Skoro pró­bo­wał uciec,to po trzech słow­nych ostrze­że­niach w stylu "Stój, bo strze­lam!", trzebabyło do niego strze­lać. Tym spo­so­bem w pro­to­kole zgonu wpi­sy­wało się"Zastrze­lony w trak­cie próby ucieczki z obozu". I nikt nie cze­piał siętego stwier­dze­nia. A jeśli coś innego poszło nie tak, czyli na przy­kładchło­sta była tak bru­talna, że wię­zień upadł na zie­mię, a straż­nicyobo­zowi zaczęli ska­kać po jego czaszce, roz­bi­ja­jąc ją na wiele czę­ści,insce­ni­zo­wano próbę samo­bój­stwa zakoń­czoną śmier­cią więź­nia. "Wię­zieńpod­jął sku­teczną próbę samo­bój­stwa" - takie słowa zamy­kały temat.

- Czę­sto docho­dziło do takich samo­są­dów?

- Ze szcząt­ko­wych infor­ma­cji, które do mnie docie­rały, wynika, żeczę­sto, za czę­sto. Myślę, że to był efekt wpa­ja­nia ide­olo­gii, którajasno mówiła, że osoby zamy­kane w obo­zach nie przy­na­leżą do rasy panówlub ją zdra­dziły. Mówiąc wprost, uzna­wa­li­śmy, że te osoby były gor­sze.To pro­wa­dziło do wzmo­żo­nej agre­sji i mor­derstw, które nie zawsze powinnymieć miej­sce.

- Co ma pan na myśli?

- Powiedzmy sobie jasno - ci zgno­jeni przez nas obo­zo­wi­cze niewywie­szali bia­łej flagi. Jeśli tylko pozwa­lały im na to siły, pró­bo­waliz nami wal­czyć. Jak to robili? Ot, cho­ciażby pró­bo­wali napaść nawar­tow­ni­ków. Pamię­tam, jak raz kilku kry­mi­na­li­stów zakra­dło się dowar­tow­nika i pode­rżnęło mu gar­dło meta­lo­wym dru­tem. Innym razem cho­dzącypo ośrodku eses­man obe­rwał mło­tem, który udało się więź­niom wynieść z placu budowy. Trzy­dzie­sto­la­tek ude­rzony meta­lową patel­nią padł nazie­mię. Następ­nie jego głowa została roz­trza­skana przez wielki ciężkimłot. Albo jesz­cze inny przy­kład. Na war­cie stał młody eses­man. Po cichuzakra­dło się do niego kilku więź­niów. Chło­pak naj­pierw stra­ciłprzy­tom­ność od ude­rze­nia łopatą. Następ­nie tą samą łopatą kry­mi­na­li­ściroz­trza­skali mu czaszkę.

- Zapewne takie występki nie pozo­sta­wały bez kon­se­kwen­cji.

- Ależ oczy­wi­ście. Eses­mani "odwdzię­czali" się tym samym, tyle że z nawiązką. Za takie występki tor­tu­ro­wali cały barak, z któ­rego pocho­dziliwięź­nio­wie, katu­jąc ich aż do śmierci. Innym roz­wią­za­niem było wie­sza­niekry­mi­na­li­stów w towa­rzy­stwie pozo­sta­łych więź­niów z baraku, by dać imostrze­że­nie. Wszel­kie prze­jawy buntu i nie­po­słu­szeń­stwa musiały byćsurowo uka­rane.

- Son­der­kom­mando. Co to takiego?

Him­m­ler był wyraź­nie zdzi­wiony, że takie pyta­nie padło. Nie ukrył tegona swo­jej twa­rzy, przy­bie­ra­jąc wyraź­nie zasko­czoną minę. Mor­ri­son byłzado­wo­lony. Wie­dza bry­tyj­skiego wywiadu o obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych byłaznacz­nie bar­dziej roz­le­gła, niż przy­pusz­czał Him­m­ler. Teraz wes­tchnąłciężko i kon­ty­nu­ował:

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki