Sekretna rozmowa Himmlera
Heinrich Himmler przez wiele lat prowadziłdzienniki, w których skrzętnie zapisywał wszystko, co działo się w jegożyciu. Jednak dotychczas nikt nie miał pojęcia o tym, że kilka dni przedjego śmiercią odbyła się rozmowa, w trakcie której wyjawił całą prawdęna temat swojej działalności - w tym również opowieść o obozachkoncentracyjnych, za które przecież odpowiadał w narodowosocjalistycznych Niemczech. Ten drugi po Hitlerze, jeden z najważniejszych narodowych socjalistów w Trzeciej Rzeszy zostawił posobie zapis rozmowy, która dopiero teraz ujrzy światło dzienne. I niebyłoby to możliwe, gdyby nie pewien były członek SS. To właśnie on w wielkiej konspiracji namówił mnie na spotkanie na obrzeżach jednego z bawarskich miast. Spotkaliśmy się w pewnej karczmie, gdzie w towarzystwie Leber Berliner Art, czyli wątróbki cielęcej, którą w Polsce- nie wiedzieć czemu - nazywa się wątróbką po bawarsku, podawanej z cebulą, jabłkami i papryką, oraz dwóch kufli piwa, poznałem jegoprzeszłość. Początkowo, gdy usłyszałem, że ten sędziwy mężczyzna ma w swojej przeszłości członkostwo w szeregach SS, dość szybko chciałemprzerwać nasze spotkanie. Dopiero gdy ten położył na stole poszarzałągrubą kopertę rozmiaru A4, postanowiłem zostać zaintrygowany jejzawartością.
Początkowo nie pytałem, co w niej jest. Toczyliśmy rozmowę o niczym - o pogodzie i o tym, jak bardzo apetyczna była wątróbka, którą nam podano.Było to tym bardziej dziwne wrażenie, że nigdy wcześniej nie widziałemtego człowieka. "Zachowujmy się tak, jakbyśmy się znali od zawsze" - tesłowa wypowiedziane przez niego na początku spotkania do terazpobrzmiewają mi w uszach. W tamtym momencie, po kurtuazyjnej rozmowiestarzec wstał od stołu i z tajemniczym uśmiechem na ustach pożegnał sięze mną, prosząc, bym uregulował rachunek. W zamian miałem wziąć kopertę,którą przyniósł. W tamtym momencie nie miałem pojęcia, że w środkuznajdują się zapiski z sekretnej rozmowy z samym Reichsführerem SS,Heinrichem Himmlerem...
Drugi człowiek po Hitlerze zatrzymany
Pod koniec kwietnia 1945 roku w życiuHeinricha Himmlera wszystko zaczęło się sypać niczym domek z kart. W jednej chwili został pozbawiony przez Hitlera wszystkich stanowisk w Trzeciej Rzeszy, a nawet członkostwa w NSDAP...
8 maja 1945 roku były już Reichsführer SS postanowił zgolić wąsy i założyć opaskę na oko, by nikt go nie rozpoznał. Okulary zostawił jednakte same. Dodatkowo miał przy sobie dokumenty - a dokładniej książeczkężołdu - na nazwisko Heinricha Hizingera, funkcjonariusza GeheimeFeldpolizei1. Następnie wraz najbliższym otoczeniem,złożonym z czternastu esesmanów w czterech samochodach, wyruszył z północnych Niemiec do Bawarii z nadzieją, że aliantom nie uda się gozłapać - Himmler był bowiem w tym momencie chyba najbardziejposzukiwanym niemieckim zbrodniarzem na świecie. Podróż w sytuacji, gdyalianckie służby specjalne prowadziły intensywne poszukiwania,rozsyłając zdjęcia Himmlera do posterunków wojskowych w całychokupowanych Niemczech, była nadzwyczaj niebezpieczna. Ale ten człowiekjuż nie miał wyboru...
Przez kolejne dni grupa Himmlera przemieszczała się na południe, udajączdemobilizowany oddział Geheime Feldpolizei i spędzając noce na stacjachkolejowych, pod gołym niebem oraz u przypadkowo napotkanych chłopów.Himmler był zdania, że prędzej czy później alianci zaczną się kłócić z Sowietami i wtedy pojawi się on i ogłosi, że jest gotów razem z nimiwalczyć przeciwko bolszewikom... Do tego czasu miał zamiar się ukrywać.Jednak w warunkach okupacji okazało się to wyjątkowo trudne. W pewnymmomencie jego konwój dojechał do ujścia Łaby. Nie było innej możliwości,jak zostawić samochody i przedostać się na drugą stronę rzeki. Pomogliim w tym rybacy, oczywiście za stosowną opłatą. Dalsza podróż odbywałasię już pieszo.
Himmler w dniach wojennej klęski Niemiec próbował uciec pod fałszywątożsamością. Aby go nie rozpoznano, zgolił charakterystyczny wąsik. Takgo sfotografowano, gdy popełnił samobójstwo, rozgryzając trzymaną w ustach ampułkę z cyjankiem
21 maja 1945 roku Himmler razem z dwoma towarzyszami został zatrzymanyprzez Brytyjczyków w punkcie kontrolnym w Bremervörde w Dolnej Saksonii,a stamtąd trafili do 31. Cywilnego Obozu Przesłuchań w Barnstedt,niedaleko Lüneburga. W tamtym momencie alianci jeszcze nie mieli pojęciao tym, kogo mają w swych rękach... W obozie Himmler, podobnie jak inniaresztanci, stanął w szeregu złożonym z więźniów i innych jeńcówwojennych, którzy wzbudzili podejrzenia aliantów. Każdy czekał naprzesłuchanie, w trakcie którego miał szansę wytłumaczyć się z tego, kimjest, co robił i dlaczego należy go wypuścić z obozu.
Sfingowane zwolnienie ze służby wystawione na sierżanta GeheimeFeldpolizei Heinricha Hizingera, które znaleziono przy Himmlerze. Chcącumknąć aliantom, wszechwładny dostojnik Rzeszy przebrał się za skromnegopodoficera
Obóz, do którego trafił Himmler, był zarządzany przez kapitana ThomasaSelvestra. To on prowadził rutynowe przesłuchania, wypytujączatrzymanych o imię, nazwisko i powody pobytu w tym miejscu. I to jemudoniesiono, że wśród stojących w szeregu trzej mężczyźni zachowują sięwyjątkowo arogancko i każdy z nich życzy sobie szybkiego widzenia z dowódcą. Natychmiast wzbudziło to zainteresowanie Selvestra. Dotychczaszatrzymanym zwykle zależało na tym, by zwracać na siebie jak najmniejuwagi z nadzieją, że zostaną szybko wypuszczeni z obozu. Tutaj sytuacjawyglądała zgoła inaczej...
Kapitan rozkazał przyprowadzić całą trójkę do swojego baraku. Gdy weszlido środka, oczom Selvestra ukazały się dwaj wysocy, dobrze zbudowaniżołnierze oraz zdecydowanie niższy człowiek z opaską na lewym oku.Nakazał zamknięcie "drągali" oraz zabronił, by ktokolwiek z nimirozmawiał. Natomiast trzeci aresztant, wydający się być ich dowódcą,pozostał w baraku. Gdy tylko ci dwaj zostali wyprowadzeni, człowiek z opaską na oku ściągnął ją, założył okulary bez oprawek i powiedziałcichym, chłodnym głosem: "Ich bin SS-Reichsführer, HeinrichHimmler"2. Po całym ciele kapitana Selvestra przeszły ciarki...
Komendant obozu zawiadomił przełożonych. Dla upewnienia się, czy ówczłowiek jest naprawdę tym, za kogo się podaje, Brytyjczycy kazali muzłożyć podpis. Szef esesmanów odmówił i dopiero gdy obiecano, że kartkazostanie zniszczona zaraz po porównaniu go z innym dokumentem podpisanymprzez Himmlera, przystał na to. Przypuszczenia potwierdziły się - to byłjeden z największych i najbardziej poszukiwanych przestępców wojennych.Następnie Himmlerowi kazano się rozebrać do naga, po czym przeszukano good pach aż po odbyt w poszukiwaniu kapsułki z trucizną. Niczego takiegonie znaleziono. Jedynie w mundurze znajdowała się nieduża metalowakapsułka z przezroczystym płynem. Gdy pokazano ją Himmlerowi, tenstwierdził, że to środek na ból żołądka.
Nadszedł czas na przejrzenie jego włosów. Tam również niczego nieodnaleziono. Zaskakujące, że Brytyjczycy nie kazali Himmlerowi otworzyćust, by sprawdzić, czy tam nie ukrył kapsułki z cyjankiem. Zamiast tegozapytano go, czy nie chciałby czegoś przekąsić. Szef SS oczywiście na toprzystał i chwilę później przyniesiono mu herbatę i kanapki z grubokrojonym chlebem. Chodziło o to, by w trakcie jedzenia wyjął z usttruciznę, jeśli takową posiadał. Tak się jednak nie stało. Himmlerchętnie zjadł kanapki, nie wyciągając przy tym z ust niczegopodejrzanego.
Następnie Himmler miał się ubrać. Tyle tylko że nie w swój mundur, a w brytyjski uniform. Aresztant stanowczo zaprotestował. - "Mam swójhonor!" - miał wykrzykiwać, a do tego stanowczym tonem stwierdził: -"Znam wasz diabelski plan! Ubierzecie mnie w brytyjski mundur, bympóźniej był głównym bohaterem alianckiej propagandy! Nic z tego niebędzie!" Ostatecznie założył jedynie koszulę, majtki, skarpety i owinąłsię kocem.
Reichsführer SS odpowiadał za niemieckie osadnictwo na Wschodzie, m.in.na Zamojszczyźnie, gdzie w latach 1942-1943 wysiedlano Polaków. Turozmawia z volksdeutschami w Lublinie w sierpniu 1942 roku
Himmler w rękach Anglików
#zabawa w wór i szczura
Z apowiadała się wyjątkowo chłodna noc,mimo że kalendarz wskazywał majowy wieczór. Tego dnia brytyjski oficerraz jeszcze nakazał mu się rozebrać do naga. Jak na osobę, któradotychczas pełniła w Trzeciej Rzeszy najwyższe funkcja państwowe, niebyła to dyspozycja dość serdeczna. Jednak mimo to potulnie wykonałrozkaz, zrzucając z siebie odzienie. Zawsze był pedantem i alianckienakazy nie mogły tego zmienić. Każdy, kto go choć trochę znał, szybkoprzyznawał, że jest perfekcjonistą dbającym o każdy drobiazg! Kiedyś byłznany ze swoich binokli pozbawionych oprawek, noszonych na łańcuszku. Dotego dochodziły precyzyjnie przystrzyżone wąsy, niezbyt szerokie ramionai krótkie, doskonale przystrzyżone włosy. Dziś jednak nie zostało prawienic z tego idealnego obrazu. Teraz z Himmlera pozostał jedynie cieńczłowieka, przypominającego bardziej kłębek nerwów niż do niedawnawszechwładnego szefa SS.
Nadszedł czas na przesłuchanie, które miał przeprowadzić oficerbrytyjskiego wywiadu Steve Morrison. Wcześniej jednak Anglik zdążyłprzeczytać krótką notatkę na temat Himmlera oraz zawartość jego teczki,latami zbieraną przez tajne służby Jego Królewskiej Mości. Najbardziejuwagę agenta przykuła krótka notatka sporządzona na podstawie zeznańsąsiadów Himmlera z młodości, którzy jeszcze w czasie wojny uciekli doAnglii: - Zawsze był taki grzeczny. Nie było dnia, żeby się nieprzywitał, nie powiedział "dzień dobry". Do tego to był przyjemny,ułożony chłopiec, który regularnie chodził do kościoła. Jak to możliwe,że ten miły młodzieniec przerodził się w architekta największych zbrodniczynionych w czasach rządów narodowych socjalistów? Jeszcze nie takdawno kłaniał się w pas i sympatycznie nas witał, a teraz proszę... Corusz czytamy, jak wiele okrucieństwa tliło się w nim. Szok i niedowierzanie! - stwierdził jeden z jego byłych sąsiadów.
- Przygotowując się do naszej rozmowy, przeglądałem pańskie akta.Wynika z nich, że wychował się pan w katolickiej, porządnej rodzinie... -stwierdził Morrison, gdy przyprowadzono do niego Himmlera.
- No i? - odparł Himmler ze znanym sobie spokojem i chłodem w głosiejednocześnie.
- No i nie mogę pojąć, jak tak ułożona osoba mogła się zmienić w takiego zbrodniarza!
- Szanowny panie... - na twarzy Himmlera zaczęły się pojawiać drobnerumieńce, szybko nabierające pokaźnych rozmiarów... - Musi pan wiedzieć,że nie rozmawia pan z Anglikiem. Dlatego ten, powiedzmy, angielski humorjak najbardziej może sobie pan darować... Proszę pytać o konkrety.Szanujmy nawzajem swój czas. Nie jestem żadnym pierwszym lepszympionkiem, a jedną z najbardziej znaczących postaci w Rzeszy, drugimczłowiekiem po Hitlerze!
- Tak chce pan ze mną pogrywać? Ależ proszę bardzo. Zadam konkretnepytanie i również będę oczekiwał konkretnej odpowiedzi.
- Thank you, jak to mówicie! Zatem zamieniam się w słuch...
- W takim razie, co sprawiło, że ułożony mężczyzna, wychowany w duchukatolicyzmu, stworzył w sobie bestię, która szerzyła przemoc i tworzyłaobozy koncentracyjne, będące fabrykami śmierci?
Himmler popadł w jakąś zadumę. Przez dobre cztery minuty nie mówił anisłowa, a jedynie wpatrywał się w nieco brudny, pożółkły sufit baraku, w którym Brytyjczykowi przyszło go przesłuchiwać. Jednak agent po tymczasie przywołał go do porządku.
- Herr Himmler, czy pan mnie słyszy?
- Co? Słucham?! Ach tak, oczywiście, jak najbardziej! - odpowiedział.
Himmler dalej trwał w swoich rozmyślaniach, po czym kontynuował:
- Nie mam pojęcia, o jakie fabryki śmierci panu chodzi...
- Herr Himmler... Pan tak na poważnie?! A przecież przed momentem prosiłmnie pan, bym darował sobie angielski humor... Tymczasem pan serwuje teraznazistowskie poczucie humoru w najlepszym wydaniu. Tak to my daleko niezajedziemy...
Mina brytyjskiego agenta wyraźnie mówiła, że ten człowiek nie blefuje,co Himmler odczytał nader szybko:
- Dobrze. Zacznijmy tę rozmowę jeszcze raz. Czego ode mnie oczekujecie?
- Nic szczególnego, herr Himmler. Po prostu interesuje nas prawda. Nicwięcej.
- No to przecież mówię, że o żadnych fabrykach śmierci nie mam pojęcia,szanowny oficerze angielskiego wywiadu!
Anglik nie takiej odpowiedzi się spodziewał. Jednak i na taki rozwójwydarzeń był gotów. Lekkim skinieniem głowy przywołał do siebieasystenta. Ten pochylił się nad oficerem, kilkakrotnie przytaknął,uderzył obcasami o skórzane trzewiki i wybiegł z baraku, w którym byłprzesłuchiwany Himmler. W tym czasie oficer postanowił milczeć.
Za oknem zaczęło padać. Krople solidnego deszczu zaczęły uderzać w blaszany daszek, co wprowadziło Himmlera w nieco spokojniejszy nastrój.Jego serce zaczęło bić wolniej, a on zaczął odczuwać lekką senność.
Chwilę później raz jeszcze do pomieszczenia wszedł asystent oficerawywiadu. Tym razem zjawił się z pakunkiem w rękach. Prowadzącyprzesłuchanie szybko zareagował na ten widok:
- Panie Reichsführerze, Herr Himmler... Czy domyśla się pan, co jest w tym pakunku?
- Nie. Nie mam pojęcia. Mogę jedynie przypuszczać, że jakieś łakocie,które mają mnie zmotywować do większej elokwencji. Czyż nie?
Angielski agent zaczął się śmiać na głos. Himmler poczuł, jakby ktoś munapluł prosto w twarz. Anglik, nie zważając na to, kontynuował:
- Do tej pory bawiliśmy się w kotka i myszkę. Ja pytałem, a panuciekał od odpowiedzi. Teraz postawimy na bardziej sprawdzone metody.Być może pan, jako najważniejszy esesman, dobrze je zna. Dlatego od tegomomentu, gdy choć raz pan skłamie, poddamy się średniowiecznej zabawie.I nie będzie tu chodziło o wspomnianych wcześniej kota i mysz. Tym razempole do popisu będzie miał szczur. Kojarzy pan te zabawowe fanaberie?
- Proszę wybaczyć, Morrison, ale wolałbym ich nie kojarzyć...
- Tak właśnie myślałem. Jednak dla pewności przypomnę, o co w niejchodzi. Myślę, że to zmotywuje pana do większej otwartości w trakcietego przesłuchania...
Anglik spojrzał Himmlerowi głęboko w oczy i mówił dalej:
- Mój asystent właśnie przyniósł pewien pakunek. W środku jest wielkiwór i nocnik. Do tego jest też tam pewne sympatyczne zwierzątko w postaci szczura. Gdy tylko pan skłamie, to zwiążemy panu ręce, a na nogizałożymy worek, który obwiążemy liną. Dalej do worka wpuścimy przywołanezwierzę i będziemy je kopać. W tej sytuacji szczur będzie szukał miejscaucieczki. A to szybko się znajdzie, bowiem szczur, że tak powiem - i tutaj jako oficer sił zbrojnych Jego Królewskiej Mości przepraszam zasłownictwo - wejdzie panu głęboko w... dupę.
Himmlerem aż wzdrygnęło. Ewidentnie zwizualizował sobie ten moment...
- Dodam, że to nie koniec "zabawy". Gdy raz jeszcze pan skłamie,wspomniany szczur zostanie wrzucony do tego szarego nocnika, którydoskonale pan widzi. Kolejnym krokiem będzie posadzenie pana na tymnocniku. Dalej chwycę za zapalniczkę i zacznę podgrzewać nocnik.Sytuacja powtórzy się. Zwierzę zacznie szukać ucieczki i schowa się dojedynego możliwego otworu, czyli do - o, pardon - pańskiej dupy!
Te słowa to było już za wiele dla dygnitarza Trzeciej Rzeszy. Himmlerzaczął wymiotować wprost przed siebie, mimo że dotychczas okazywałwzględny spokój i opanowanie.
- Spokojnie, panie Himmler. Jestem angielskim dżentelmenem. Wystarczy,że nie będzie pan kłamał, a wówczas to biedne zwierzątko nie zajrzy dopańskiego - że tak to nazwę - "otworka"!
- W porządku... - zrezygnowanym głosem odparł Himmler.
- Zatem zacznijmy jeszcze raz od początku! - Anglik zatarł ręce z podniecenia. - Proszę jasno odpowiedzieć na pytanie, czy w narodowosocjalistycznych Niemczech istniały obozy zagłady?
- Zgadza się...
- Czy miał pan coś z nimi wspólnego?
- Tak... - Himmler zawahał się, czy kontynuować.
Widząc to, oficer wskazał mu pakunek z workiem i szczurem, byprzypomnieć, co na niego czeka, po czym ręką pokazał, aby kontynuował...Zbrodniarz wziął głęboki wdech, po czym zaczął mówić:
- Czy mógłbym prosić o szklankę wody?!
- Nieprawdopodobne. Dopiero co zaczęliśmy rozmawiać, a panu jużzaschło w gardle. No coś niesamowitego. Tak, dostanie pan wodę, alenieco później. W niemieckich obozach więźniowie chyba nie dostawali odrazu tego, co chcieli, prawda?
Do Himmlera powoli zaczynało docierać, jak wiele na temat jegodziałalności wie ten angielski oficer. Powoli zdawał sobie sprawę, żejedynym sensownym rozwiązaniem będzie opowiedzenie wszystkiego. I taknie miał już nic do stracenia...
Po głowie chodziła mu jedna myśl, a może nadzieja: kto wie, być możeBrytyjczycy okażą mu łaskę? Tym bardziej że w styczniu 1945 rokupróbował się z nimi dogadać za plecami samego Adolfa Hitlera. Pytanietylko, jak wiele oni wiedzą? Jak bardzo powinien opisać swoją rolę jakoarchitekta zbrodniczego systemu obozów koncentracyjnych i obozów śmiercistworzonych w Rzeszy i w krajach okupowanych, przede wszystkim w Polsce,a co lepiej pominąć dla własnego dobra? Jego wątpliwości dość szybkorozwiał Anglik...
Protokół z zatrzymania sierżanta Hizingera, czyli Himmlera, przezżołnierzy brytyjskich z punktu kontrolnego w Bremervörde w DolnejSaksonii
- Widzę, że się pan zamyślił! Nic dziwnego. Pewnie błąka się panpamięcią po przeszłości i zastanawia się, jak to teraz będzie. No i naile powinien pan być ze mną szczery? Co się opłaci, a co lepiej pominąć?Ale spokojnie, ułatwię panu sprawę. O pańskiej działalności, dziękiskutecznej pracy naszego wywiadu, wiemy zdecydowanie więcej, niż siępanu wydaje. I tak na przykład pod koniec stycznia tegoż roku3nasi przyjaciele - żołnierze sowieccy z 60. Armii 1. FrontuUkraińskiego wkroczyli do Auschwitz, do tamtejszegoKonzentrantionslager, czyli obozu koncentracyjnego. Obóz Auschwitzpewnie pan kojarzy, prawda?
- Tak...
- Doskonale wiem, że chcieliście zatrzeć ślady po waszej zbrodniczejakcji. Niszczyliście dokumentację i całą tę zbrodniczą machinę, licząc,że świat nigdy się o tym nie dowie. Tak się jednak nie stanie.
- Przywołany przez pana obóz był ulokowany w okolicach Auschwitz. Tobyły dawne ziemie polskie, w 1939 roku włączone do Rzeszy Niemieckiej.
- Tak, wiem. Bardzo przebiegły zabieg. Swoją drogą doprowadzi on dotego, że w niedalekiej przyszłości ludzie będą mówić o "polskich obozachśmierci", co będzie ewidentną bzdurą zasługującą na potępienie. Jednakmy dzisiaj nie o tym, a bardziej o panu. Czy jest temat, od któregochciałby pan zacząć swoje zeznania?
- Nie. W zupełności jest to mi obojętne. Jedynie... - tu Himmler zawiesiłgłos na krótką chwilę... - Jeśli jest to możliwe, to prosiłbym, abyprzesłuchanie upływało pod znakiem ładu i porządku. Jak pan zapewne jużzdążył się dowiedzieć, od zawsze słynę z zamiłowania do pedantyczności."Ordnung muss sein", czyli "Porządek musi być" - to jedna z moichgłównych dewiz życiowych.
Oficerowie brytyjskiego wywiadu wojskowego - jeden z nich zdążyłporozmawiać z Himmlerem przed samobójstwem
- Muszę pana rozczarować, Herr Heinrich. To nie koncert życzeń,dlatego będę rozmawiał tak, jak mi się podoba. O ile oczywiście nie mapan nic przeciwko... A nawet jeśli pan ma, to - za przeproszeniem - gównomnie to obchodzi. Dokładnie tak samo, jak gówno obchodziło pana to, cojest czynione z ludźmi trafiającymi do obozów śmierci.
Himmler zacisnął wargi, powstrzymując się przed wypowiedzeniem słów,których później zapewne by żałował. Ostatecznie skinął jedyniedelikatnie głową i zaserwował angielskiemu oficerowi wyrachowanyuśmiech...
- Cieszę się, że akceptuje pan moje reguły gry. Zresztą obaj wiemy, żewielkiego wyboru pan nie ma... W każdym razie zacznijmy nietypowo. Zapytamwięc: gdyby dzisiaj miał pan stracić życie, to jakie ostatnie wydarzeniepojawiłoby się przed pańskimi oczami?
Dowódca SS ewidentnie był zaskoczony tym pytaniem. Zapewne spodziewałsię jakiejś rozmowy o dzieciństwie, o fascynacji narodowym socjalizmem,a tymczasem pojawiło się zagadnienie, które dotykało jeszczeniezagojonych ran...
- Byłby to obraz moich ukochanych dzieci. Tak sądzę... No i szklanka wody.Teraz to moje największe marzenie.
- Marzenia są po to, by je spełniać. Może kiedyś i to uda się spełnić...Pomówmy jednak o konkretach. Muszę panu przyznać, że jest pan nawetwysoki.
- Mam 174 centymetry wzrostu. I zanim zaczniemy rozmawiać, chciałbym, byuwzględnił pan w swoich zapiskach, że niezależnie od tego, czy działałemw latach młodzieńczych, czy w ostatnich miesiącach, zawsze sprowadzałosię to do jednego - do czynu w imię idei i dobra Niemiec! Gdyby tak niebyło, to nie próbowałbym się dogadać z aliantami za plecami samegoAdolfa Hitlera...
- Herr Himmler! O tych próbach dogadywania się za plecami jeszczesobie porozmawiamy. Wcześniej jednak chciałbym pomówić o panu. I choćspróbować zrozumieć, dlaczego obudziła się w panu tak wielka nienawiśćdo Żydów i chęć usunięcia ich z Europy.
- Od zawsze wyznawałem ideologię, w której wybrani Niemcy odgrywali rolęrasy wybranej. I na przestrzeni lat w moim umyśle to się nie zmieniło.Po prostu! Ideologia wytyczyła mi ścieżkę, którą powinno mi przyjśćkroczyć.
Cała prawda o obozach oczami ich twórcy
#organizacja i nadzór nad obozami koncentracyjnymi, #system kar,#Sonderkommando, #powstanie w KZ Auschwitz-Birkenau, #kapo, #brutalneeksperymenty medyczne, #ostateczne rozwiązanie, #jak mordowanoniewinnych, #czy dało się uciec z obozu, #wizytacje Czerwonego Krzyża w obozach koncentracyjnych
Które słowo lepiej pana określa? Sadystaczy mięczak?
- Wypraszam sobie takie porównania! Co to ma być?
- Panie Himmler. Kiedy pana znaleźliśmy, był pan kłębkiem nerwów.Dlatego teraz te nerwy są zupełnie niepotrzebne...
- Ale... - Z nerwów szczęka Himmlera zaczęła się trząść, przez co dolnezęby zaczęły uderzać o górne, wydając odgłosy jak z jakiegoś horroru.Niemiec nie mógł wydobyć z siebie słowa... To jeszcze bardziej nakręciłoagenta. Ewidentnie te słowne tortury na Himmlerze dawały mu gorzkąsatysfakcję.
- Skoro pan zaniemówił, to skorzystam z okazji i powiem, co sądzę naten temat. Jest pan chodzącym kompromisem. Uważam, że jest pan sadystą,będąc jednocześnie mięczakiem. Słucham tych pańskich wywodów i ciąglenie mogę pojąć, jak tak ułożony człowiek mógł wymyślić te wszystkiefabryki śmierci. Próbuję to zrozumieć, ale nie mogę, mimo szczerychchęci. To znaczy wiem, co panem kierowało! Władza i poczucie wyższości.Pan uważa się za przedstawiciela lepszej rasy. A wszystkie inne sągorsze, traktowane przez was, Niemców, jak krowie łajno! A nawet gorzej,bo krowiego łajna nikt nie zaprzęga do niewolniczej pracy na rzeczNiemców!
- No cóż. Nic mi chyba nie pozostało do dodania...
- Konkrety Himmler, konkrety! Czuję się nakręcony, jak przed walkąbokserską... A muszę przyznać, że uwielbiam boks, i go nawet trenowałem.Jedziemy z konkretami! Kiedy zorganizował pan pierwszy niemiecki obózkoncentracyjny?
- W roku 1933, wydałem rozkaz bodaj pod koniec marca. W Dachau. Tamstworzyłem pokazowy obóz stanowiący wzór dla innych tego typu "miejscodosobnienia". W Dachau obóz został ulokowany w opuszczonej fabryceamunicji. Tak. Rozkaz jego utworzenia wydałem dokładnie 22 marca 1933roku. Poniekąd on był pierwszy.
- Co to znowu za "poniekąd"? Proszę jaśniej, panie Himmler!
- Już tłumaczę, spokojnie. Moja wątpliwość bierze się stąd, żeorganizowałem obóz w Dachau, a jednocześnie na wyraźne polecenie Göringapowstawały dwa kolejne obozy: w Oranienburgu, niedaleko Berlina, i w Esterwegen, w północnych Niemczech, w pobliżu granicy z Holandią.Najpierw w tych obozach lądowali nasi polityczni oponenci. Później, wrazz wybuchem wojny, trafiali tam członkowie ruchu oporu i jeńcy wojenni. A także, wiadomo, więźniowie kryminalni, nieprzychylni nam dziennikarze i inni "bandyci".
- Wróćmy jednak do Dachau.
- Początki tworzenia takiego obozu były ciężkie. Nie miałem w tymdoświadczenia, musiałem kroczyć po omacku. Pierwsze, co zrobiłem, topowołałem specjalną jednostkęSS-Totenkopfverbände4. W jej skład mieli wchodzićesesmani, którzy mieli stworzyć coś na wzór straży obozowej. Do ichzadań należało pilnowanie więźniów. Następnie spośród nich wybrałemoficera, który miał dowodzić całą formacją. Później wskazałempodkomendantów. Nazwisk nie podaję, bo pewnie i tak nic panu niepowiedzą. No, może jedno coś powie.
- Kogo ma pan na myśli?
- Theodora Eickego. To on opracował podstawy działania obozów:regulaminy, zasady administracji, wreszcie wpoił strażnikom z SS, by niecackali się z więźniami, którzy poprzez wytężoną pracę mieli odpokutowaćswe przewiny wobec Rzeszy. Ja zaś osobiście nadzorowałem budowękacetów5. I właściwie odpowiadałem za to, co się w nich działo.Z pomocą zaufanych ludzi wydawałem rozkazy, które miały być stosowanewewnątrz obozów. Na przykład nakazywałem chłostę w uzasadnionychprzypadkach po to, by siać efekt strachu. Naturalnie strażnicy mielisurowo zakazane rozpowiadanie na ten temat.
Więźniowie z obozu "wychowawczego" na okładce jednej z monachijskichgazet z lipca 1933 roku. Po przejęciu władzy w Niemczech narodowisocjaliści rozpoczęli prześladowania przeciwników politycznych, którychzsyłali do obozów koncentracyjnych jako wrogów państwa. Nadzór nadobozami powierzono SS Heinricha Himmlera
- W państwowych, reżimowych mediach też nie było nic na tematobozów?
- Ogłosiliśmy, że są miejsca, do których będą kierowani ci, którzy łamiąprawo i działają przeciwko Rzeszy. W naszym narodowosocjalistycznympaństwie miały panować ład i porządek, a przestępcy i rozmaiciwichrzyciele musieli być surowo karani. Mieli być reedukowani przezpracę. Ale starannie dbałem o to, by informacje o sytuacji w obozach nieprzedostawały się poza ich bramy. Owszem, bywały domy, w których mówiłosię o nich przyciszonym tonem. Wiele przedsiębiorstw nieoficjalniewykorzystywało więźniów jako tanią siłę roboczą, a także by testowaćswoje nowe leki czy sprawdzać ludzką wytrzymałość w ekstremalnychwarunkach. Dzięki temu mogliśmy pewnych osobników sprowadzić doprzypisanej im roli, nazwijmy to - niewolników. Poza tym część Niemcówzapewne wychodziła z założenia, że nie ma co wtykać nosa w nieswojesprawy.
- Jakie były kary za rozpowiadanie o obozach koncentracyjnych?
- Oficjalnie na ten temat prawie nie mówiono. Z kolei w wewnętrznychrozkazach oczekiwałem zdecydowanych działań. Czyli w przypadkurozgłaszania jakichkolwiek informacji o obozach nakazywałem takie osobynatychmiast zabić. Nie może być tak, że ktoś na przykład będzieorganizował nielegalne zgromadzenia i na nich wygłaszał prawdę o obozach. Takie osoby trzeba było wieszać, by jak najszybciej uciąć tegotypu dyskusje.
- Wiele takich osób zostało powieszonych?
- Nie sądzę. Ludzie chyba zbytnio się tym nie interesowali... CzęśćNiemców, a mam nadzieję, że nawet i większość, przyjęła naszeprzesłanie, że jesteśmy rasą panów. A co za tym idzie, wszystkie innerasy muszą nam służyć. Skoro tak, to po co mieli wchodzić w szczegóły i interesować się tym, co dzieje się z tymi ludźmi, a raczej podludźmi,czy zdrajcami narodu niemieckiego?
- No nie wiem... Może jakieś resztki ludzkich odruchów, okruchyczłowieczeństwa?
- Pan chyba zapomniał, że panowała wojna, tu nie było miejsca na ludzkieodruchy...
- Ale sam pan mówi, że pierwszy obóz powstał na długo przed wojną, w 1933 roku. Czyli przez kolejne sześć lat, aż do 1939 roku, trwał już tenproceder. Nie wierzę, że w tym czasie nie wyciekły do Niemców informacjeo tym, że takie obozy istnieją i co się w nich dzieje.
- Zgoda, ma pan rację. Skoro wielkie niemieckie przedsiębiorstwo - czynawet kilkadziesiąt - wykorzystywało tych więźniów, wydaje się, żewiedza na temat istnienia obozów musiała wykraczać poza ich mury czydruty. To w teorii. A w praktyce? Jak pan widzi, raczej nikogo toszczególnie nie... Hmm... Nie wiem, jakiego słowa użyć...
- Raczej nikogo to szczególnie nie ruszało. To chyba miał pan namyśli... Człowiek człowiekowi stał się wilkiem i patrzył tylko, by jemubyło dobrze, a los innych go nie obchodził...
- To pan powiedział.
- Nie zgadza się pan z tym?
- To, co pan mówi, jest bolesne...
- Ale prawdziwe...
- Nie mam nic więcej do dodania.
- Dobrze, zatem jak funkcjonowały obozy?
- Znaczyliśmy ludzi. Każdy więzień miał specjalną plakietkę. Dzięki temustrażnicy z dala mogli ocenić, kto jest na przykład homoseksualistą, ktoŻydem, a kto kryminalistą. Inny kolor oznaczał inny rodzaj więźnia. I tak różowym trójkątem znakowaliśmy homoseksualistów, zielonym -przestępców kryminalnych, czerwonym - więźniów politycznych, fioletowym- świadków Jehowy, a żółtym trójkątem, a właściwie dwoma tworzącymigwiazdę Dawida - Żydów. Do tego każdy więzień miał swój numer. Możnapowiedzieć, że każda osoba trafiająca do obozu traciła swoją godność,imię i nazwisko i stawała się po prostu numerem. Poza tym w obozachpanowała żelazna dyscyplina. Oczywiście do tego dochodziły karne apele i stanie na baczność przez wiele godzin, kiedy to więźniowie bylirozebrani do naga. To było na porządku dziennym. Racje żywnościowe byłymocno ograniczone. Więźniowie często umierali z wyziębienia, głodu i z wyczerpania.
- Co groziło za ucieczkę z obozu?
- Zacznijmy od tego, że strażnicy byli panami życia i śmierci. Zdarzałysię sytuacje, w których wystarczyło, by więzień źle się spojrzał naobozowego strażnika czy funkcjonariusza SS i zaraz potem zostałrozstrzelany czy powieszony.
- Czyli, mówiąc wprost, strażnicy mieli przyzwolenie na to, bymordować członków obozów?
- No tak. Tak można to w sumie nazwać. Częściej jednak były stosowanechłosty. Gdy tylko ktoś na nie zasługiwał, to otrzymywał karę od ręki.Wracając jeszcze do ucieczek. Prawda jest też taka, że obozy zwykle byłyogrodzone drutem kolczastym pod napięciem. I jeśli ktoś podejmował próbęucieczki, to narażał się, że zostanie porażony prądem albo zastrzelonyprzy ogrodzeniu. Zależało to od oceny sytuacji, a tej oceny dokonywalijuż strażnicy na miejscu.
- Słyszał pan o tym, że często strażnicy w swojej brutalności posuwalisię za daleko i taka chłosta prowadziła do czyjejś śmierci?
- Oficjalnie nie docierały do mnie takie sygnały. Nic zresztą dziwnego,bowiem po kilku wizytacjach w obozach koncentracyjnych odechciało mi siękolejnych odwiedzin... Widząc te resztki człowieczeństwa, nie chciałemwięcej na to patrzeć.
Himmler rozmawia z więźniem obozu koncentracyjnego Dachau, który stałsię wzorcem dla innych obozów zarządzanych przez SS
- A nieoficjalnie? Jak sam pan powiedział, strażnicy obozowi bylipanami życia i śmierci.
- Nieoficjalnie rzeczywiście wielokrotnie słyszałem, jak to strażnicykogoś zakatowali. Mieli początkowo spuścić komuś chłostę w postacidwudziestu pięciu batów, a ostatecznie lali go tak długo i mocno, ażumarł. Albo ktoś inny zabił swojego więźnia, bo ten mu coś odpyskował. W takich sytuacjach strażnicy stosowali różne sztuczki. Pewnie chce pan jepoznać...
- Zdecydowanie tak.
- Po pierwsze, zawsze można było wpisać w papiery, że ktoś zginął,ponieważ podjął próbę ucieczki, a to było karane. Skoro próbował uciec,to po trzech słownych ostrzeżeniach w stylu "Stój, bo strzelam!", trzebabyło do niego strzelać. Tym sposobem w protokole zgonu wpisywało się"Zastrzelony w trakcie próby ucieczki z obozu". I nikt nie czepiał siętego stwierdzenia. A jeśli coś innego poszło nie tak, czyli na przykładchłosta była tak brutalna, że więzień upadł na ziemię, a strażnicyobozowi zaczęli skakać po jego czaszce, rozbijając ją na wiele części,inscenizowano próbę samobójstwa zakończoną śmiercią więźnia. "Więzieńpodjął skuteczną próbę samobójstwa" - takie słowa zamykały temat.
- Często dochodziło do takich samosądów?
- Ze szczątkowych informacji, które do mnie docierały, wynika, żeczęsto, za często. Myślę, że to był efekt wpajania ideologii, którajasno mówiła, że osoby zamykane w obozach nie przynależą do rasy panówlub ją zdradziły. Mówiąc wprost, uznawaliśmy, że te osoby były gorsze.To prowadziło do wzmożonej agresji i morderstw, które nie zawsze powinnymieć miejsce.
- Co ma pan na myśli?
- Powiedzmy sobie jasno - ci zgnojeni przez nas obozowicze niewywieszali białej flagi. Jeśli tylko pozwalały im na to siły, próbowaliz nami walczyć. Jak to robili? Ot, chociażby próbowali napaść nawartowników. Pamiętam, jak raz kilku kryminalistów zakradło się dowartownika i poderżnęło mu gardło metalowym drutem. Innym razem chodzącypo ośrodku esesman oberwał młotem, który udało się więźniom wynieść z placu budowy. Trzydziestolatek uderzony metalową patelnią padł naziemię. Następnie jego głowa została roztrzaskana przez wielki ciężkimłot. Albo jeszcze inny przykład. Na warcie stał młody esesman. Po cichuzakradło się do niego kilku więźniów. Chłopak najpierw straciłprzytomność od uderzenia łopatą. Następnie tą samą łopatą kryminaliściroztrzaskali mu czaszkę.
- Zapewne takie występki nie pozostawały bez konsekwencji.
- Ależ oczywiście. Esesmani "odwdzięczali" się tym samym, tyle że z nawiązką. Za takie występki torturowali cały barak, z którego pochodziliwięźniowie, katując ich aż do śmierci. Innym rozwiązaniem było wieszaniekryminalistów w towarzystwie pozostałych więźniów z baraku, by dać imostrzeżenie. Wszelkie przejawy buntu i nieposłuszeństwa musiały byćsurowo ukarane.
- Sonderkommando. Co to takiego?
Himmler był wyraźnie zdziwiony, że takie pytanie padło. Nie ukrył tegona swojej twarzy, przybierając wyraźnie zaskoczoną minę. Morrison byłzadowolony. Wiedza brytyjskiego wywiadu o obozach koncentracyjnych byłaznacznie bardziej rozległa, niż przypuszczał Himmler. Teraz westchnąłciężko i kontynuował:
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki