Sportowe Love - Dakota Arizona, Alexandra Mroczkowska, Ewa Pirce, Ewa Maciejczuk, Agnieszka Kowalska-Bojar, K.E. December, K. Hellishdeer, Aleksandra Możejko, Alicja Wlazło

-
Proszę czekać

Aleksandra Możejko

Jeszcze jeden cios, dawaj Mia, nie poddawaj się. Uda ci się. Od godziny walę w ten jebany worek i dopiero teraz zaczynam odczuwać cudowny palący ból. Jestem tak zła na Papsa, że chce mi się krzyczeć i płakać na przemian. Jak on mógł mi to zrobić? Jak mógł coś takiego ukrywać przede mną?

Zadaję ostatni cios i siadam na podłodze, opieram plecy o ścianę i zwieszam głowę pomiędzy swoimi nogami. Nareszcie czuję to cudowne uczucie palenia w mięśniach. Kiedy dostrzegam krople potu upadające na podłogę, uśmiecham się lekko do siebie. Biorę powolne głębokie wdechy i wydechy, po czym łapię za wodę i prawie całą wypijam. Zamykam oczy i myślami wracam do przeszłości.

Dziesięć lat wcześniej

- Tato przestań! Mamę to boli!

Stoję w drzwiach od kuchni i ze łzami w oczach krzyczę na ojca. Spoglądam na leżącą na podłodze mamę i czuję, jak po mojej twarzy leci coraz więcej łez. Nagle jak przez mgłę słyszę głos mamy.

- Mia, kochanie, idź do pokoju. - Mama ledwo łapie oddech i próbuje wstać.

Spoglądam raz na nią, raz na tatę. Czuję, że całe moje ciało jest jak z ołowiu i nie mogę się ruszyć. Chcę posłuchać mamy, ale nie mogę. Po chwili dostrzegam, jak tata idzie w moim kierunku, słyszę, jak coś krzyczy, ale na początku nie mogę go zrozumieć. Skupiam się na jego twarzy.

- Wypierdalaj głupi bachorze. Do pokoju i to już!

- Max, proszę, zostaw ją, to tylko dziecko - mama podchodzi powoli do mnie, łapie moją twarz w dłonie i mówi cicho. - Kochanie, proszę, idź do siebie. Wszystko jest w porządku.

Ale wiem, że nie jest. Wiem, że mama po raz kolejny cierpi. Dostrzegam, jak łapie ojca za rękę, a ten odwraca się i uderza ją. Mama ponownie upada na podłogę, a ja zaczynam głośno krzyczeć. Nagle uświadamiam sobie, że lecę i już po chwili na prawym policzku czuję ogromny ból. Podnoszę głowę i widzę jak ojciec, stoi nade mną i coś krzyczy, ale ja go nie słyszę.

Zaciskam pięści i nie wiem skąd, znajduję odwagę. Wstaję, dotykam swojego policzka i zauważam na dłoni krew, ból staje się coraz silniejszy. Spoglądam na matkę, która bezgłośnie mówi:

- Uciekaj.

I tak właśnie robię. Wybiegam z domu i biegnę, ile sił.

Kiedy czuję ból w nogach, zatrzymuję się i spoglądam na swoje stopy, dopiero teraz zauważam, że jestem na boso. Robi mi się coraz zimniej. Wiem, że powinnam wrócić. Jestem już tak bardzo zmęczona. Opieram plecy o ścianę jakiegoś magazynu i zsuwam się na podłogę. Oplatam nogi w ramiona. Chcę tylko chwilę odpocząć, później wrócę do domu. Boże, jest mi tak zimno.

Nagle czuję, jak ktoś mnie dotyka i zaczynam krzyczeć. Jak na swoje dziesięć lat mam dosyć pary w gardle.

- Spokojnie, aniele! Nic ci nie zrobię. Co tutaj robisz? Co ci się stało?

Spoglądam na mężczyznę, który jest zbliżony wiekiem do mojego ojca, ale w przeciwieństwie do niego ładnie pachnie i jest bardziej zadbany. Uśmiecha się do mnie życzliwie. Nikt tego nie robi. Każdy mnie ignoruje. Nikt nigdy nie zwracał na mnie uwagi. Tylko jedna osoba. Mama.

- Wszystko dobrze. Musiałam zasnąć. Dam sobie radę. Wszystko dobrze.

Mężczyzna wyciąga do mnie dłoń i mówi:

- Chodź, aniele, ogrzejesz się w środku i zadzwonimy. - Spogląda na moją twarz i z wyrazem troski dodaje: - do kogo tylko będziesz chciała.

Spoglądam na niego nieufnie, ale naprawdę chcę wrócić do domu i sprawdzić co z mamą. Muszę się nią zaopiekować. Ona ma tylko mnie, a ja mam tylko ją. Podaję dłoń mężczyźnie i kiedy tylko go dotykam, po moim ciele przechodzi niespotykanie uczucie. Uczucie spokoju oraz ciepła.

- Aniele! Znowu ćwiczyłaś do załamania mięśniowego?

Podnoszę głowę i widzę tego samego mężczyznę co dziesięć lat temu. Tylko z tą różnicą, że teraz jest starszy. Nawet nie zauważyłam, jak bardzo się postarzał przez te lata. Uśmiecham się do niego i podaję mu dłoń. Za każdym razem, kiedy mnie dotyka, czuję to samo: spokój oraz ciepło.

- Nic mi nie jest Paps. Która godzina?

- Już prawie piętnasta!

- Kur...

- Nawet tego nie kończ, aniele.

Uśmiecham się i spuszczam głowę. Paps powiedział mi kiedyś, że żadna kobieta nie powinna używać wulgaryzmów i karci mnie za każdym razem, kiedy tylko powiem coś niestosownego. Powiedział mi kiedyś: Kobieta może być twarda, może bronić się i skopać tyłek każdemu facetowi, ale kobieta ma być też kobietą.

- Idę pod prysznic, przebiorę się i jadę do pracy. - Daję Papsowi buziaka w policzek i mówię, spoglądając w jego zapadnięte oczy: - Musimy porozmawiać, Paps.

- Dobrze, aniele. Co powiesz na śniadanie jutro. Zrobię twoje ulubione bananowe gofry?

- Jasne, dzięki Paps. - Całuje go jeszcze raz i uciekam.

Mam nadzieję, że dzisiaj uda mi się zrealizować plan, a przede wszystkim mam nadzieję, że on wypali, bo jak nie, to nie wiem, co zrobimy. Nie mogę stracić tego miejsca, tej siłowni. Od dwunastu lat to mój dom, od dnia, w którym Paps znalazł mnie na ulicy. I od dwunastu lat Paps jest dla mnie wszystkim. Jest jedyną moją rodziną.

Stoję za barem, kiedy go zauważam. Wiem, kim jest, chociaż nigdy z nim nie rozmawiałam. Przychodzi tutaj od czasu do czasu i sprawdza, jak prosperuje jego klub. Większość miasta należy do niego. Nie jestem głupia, wiem, że jest niebezpieczny i że z takimi ludźmi nie należy zaczynać, ale nie mam innego wyjścia. Dla Papsa zrobię wszystko, nawet jeśli z własnej woli będę musiała wejść do jaskini lwa. Przygotowuję jego ulubionego drinka - tak przynajmniej twierdzi Mary, jedyna kelnerka, która ma prawo wchodzić do jego biura i podawać mu alkohol. Wychodzę za baru i spoglądam na Linka.

- Muszę coś załatwić, zastąpisz mnie.

Link spogląda na mnie a później na drinka w mojej dłoni. Marszczy czoło, po czym się uśmiecha i mówi:

- Leć mała.

Idę korytarzem i mijam drzwi, które prowadzą do niedostępnej dla gości części budynku. Przed drzwiami stoi jeden z naszych ochroniarzy, Mike.

- Mia, co jest złotko? Zgubiłaś się?

Podnoszę rękę z drinkiem i z miłym uśmiechem mówię:

- Przyniosłam drinka dla szefa. Widziałam, że przyszedł.

Mike podnosi dłoń i kładzie mi ją na klatce. Ten gest sprawia, że mam ochotę złamać mu rękę. Wiem, że jest dwa razy większy ode mnie, ale ja od dziesiątego roku życia trenuję wszystkie sztuki walki. Powoli biorę głęboki oddech i się uspokajam.

- Złotko, do szefa nikt nie wchodzi. Chyba że szef tego chce. Gdzie Mary?

- Dzisiaj nie pracuje.

Naszą rozmowę przerywa odgłos otwieranych drzwi. W progu pojawia się mój szef. Osoba, która chce odebrać mi wszystko. Osoba, którą muszę błagać. A ja nie błagam. Pierwsza myśl, która pojawia się w mojej głowie, brzmi: Kurwa, z bliska wygląda jeszcze groźniej, niż myślałam. Teraz już kapuję, dlaczego ludzie się go tak boją i dlaczego jest królem tego miasta.

- Co się tutaj, kurwa, dzieje! - Podskakuję na jego głośny, władczy ton. - Nie mogę się skupić!

- Nic szefie. Tłumaczyłem tylko małej, że nie może wejść.

Zwilżam usta i przełykam ślinę. Błagam Mia bądź twarda. Uda ci się, od tego zależy życie Papsa. Wypuszczam powietrze i łapię Mike'a za rękę, wykręcając mu ją. Ten pada na kolana, u moich stóp. Mężczyźni są w szoku. Spoglądam na ochroniarza i mówię pewnie:

- Nie mów do mnie mała czy złotko. Mam na imię Mia, jak już dobrze wiesz. - po czym kieruję wzrok na Christophera i mówię: - Mary jest chora, mam dla szefa drinka, Macallan M oczywiście. - Zauważam lekki uśmiech na jego twarzy, po czym szybko kontynuuję: - Proszę również o chwilę rozmowy.

Mężczyzna spogląda na moją dłoń, łapie za szklankę a później mówi do mnie lodowato:

- Możesz już go puścić. Myślę, że zrozumiał przekaz. - Po czym spogląda na ochroniarza i mówi ostrzej: - chociaż nie wiem, czy będzie miał okazję tak się do ciebie jeszcze kiedyś zwrócić, skoro go zwalniam! Wypierdalaj!!! A ty do środka!

Podskakuję na jego ostanie słowa i natychmiast puszczam Mike'a. Współczuję mu, ale dla mnie liczy się tylko to, abym mogła pomóc Papsowi.

Wchodzę do środka i zastanawiam się, czy ja kompletnie postradałam zmysły. Kto z własnej, nieprzymuszonej woli wchodzi do jaskini lwa? Uśmiecham się i spoglądam na mężczyznę, który teraz bacznie mi się przygląda. Siada za ogromnym biurkiem i wskazuje mi dłonią krzesło, na które pośpiesznie siadam. Gdy mężczyzna bierze łyk whisky, marszczę czoło ze zdziwienia.

- Co ciebie tak dziwi?

- Nic, przepraszam. Po prostu... - Wskazuję na jego dłoń. - ...dziwię się, że pan to wypił.

Mężczyzna wybucha śmiechem, co o dziwo wywołuje dziwne uczucie ciepła w moim ciele. Podoba mi się jego śmiech. I przez krótką chwilę cieszę się, że to ja go wywołałam. Karcę się w myślach i upominam. Głupia ty, o czym ty myślisz. Nagle mężczyzna się odzywa:

- Nikt nie jest na tyle głupi, aby próbować mnie otruć. Nawet po śmierci mogę sprawić, aby sprawca za to zapłacił.

Wiem, że ma rację.

- A więc Mia? Dlaczego tutaj jesteś?

- Mam dla pana propozycję. Paps jest u pana zadłużony. Nie wiedziałam o tym. Jestem skłonna spłacić jego długi, tylko potrzebuję czasu. Pracuję dla pana w tym klubie już dwa lata. Mogę wziąć dodatkowe zmiany. Mam też inne opcje zarobku.

Mężczyzna spogląda na mnie i po chwili, która trawa wieczność, wstaje, obchodzi biurko i nachyla się nade mną. Zapach jego perfum sprawia, że moje serce przyśpiesza, a dłonie się pocą. Co jest ze mną nie tak. Czuję się, jakbym biegła dziesięć kilometrów.

- Wybacz, ale nawet nie wiem, o czym mówisz. Kim jest PAPS?!

- Buck Call jest właścicielem siłowni, która się nazywa Stone Gym.

- Aha, już rozumiem. Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, o jakiej kwocie mówimy.

Dopiero teraz uświadamiam sobie, że to prawda. Nawet nie wiem, na co Paps pożyczył te pieniądze ani co go zmusiło do tego, aby zadłużyć się u Christopera Kinga. Spoglądam na mężczyznę i pytam się:

- O jakiej kwocie mówimy?

- Dwa miliony dolarów.

- Dwa miliony dolarów?! Czyś ty, kurwa, oszalał!

Kiedy mężczyzna odsuwa się od biurka i z wściekłym wyrazem twarzy spogląda na mnie, uświadamiam sobie, co ja takiego powiedziałam, a przede wszystkim do kogo. Wiem, że dałabym mu radę, ale to nie o to tutaj chodzi. Spuszczam głowę i pospiesznie mówię:

- Przepraszam.

Słyszę, jak mężczyzną obchodzi biurko i staje przed nim.

- Widzisz, Mia, nie spłacisz tego w ratach, bo zajęłoby ci to zbyt wiele lat, a ja nie jestem aż tak wyrozumiałym i cierpliwym mężczyzną. Pan Call ma trzy miesiące, a później odbiorę to, co moje. W ten lub inny sposób.

Spogląda na mnie jakoś tak dziwnie, po czym lekko się uśmiecha i dodaje:

- A teraz wynoś się i wracaj do pracy.

Zamykam oczy i staram się nie rozpłakać. Zaciskam pięści i mówię cicho:

- Proszę, panie King.

- Dosyć, wynocha i to już! Bo zaraz stracisz pracę.

Spoglądam na niego wściekle, podnoszę się i wychodzę z biura. Kiedy już jestem w bezpiecznej odległości, zamykam oczy i pozwalam sobie na chwilę paniki. Oddycham głośno i staram się uspokoić. Nagle słyszę, że ktoś woła moje imię, spoglądam w tym kierunku i zauważam Matta. Jednego z moich znajomych z siłowni i jedynego z niewielu kolesi, którzy nadal chcą stawać ze mną na ringu.

Uśmiecham się do niego serdecznie i witam się z nim lekkim buziakiem w policzek.

- Co tam, Stone? Kiepsko wyglądasz. Wszystko w porządku?

Uderzam go lekko w ramię i się uśmiecham.

- Dzięki. Nic mi nie jest. Przyszedłeś się napić czy zapić przegraną z ostatniego sparingu?

- Zabawne. Obiecuję ci, że nie będziesz się śmiała, kiedy wylądujesz na deskach.

- Matt, za marzenia podobno nie karzą, więc śnij dalej, a na razie chodź, postawię ci drinka na otarcie łez.

Wchodzę za bar, podaję mu piwo i już mam odejść, kiedy łapie mnie za dłoń i przyjaźnie się uśmiecha.

- Pytam serio, Stone. Co jest grane? Widzę, że jesteś smutna.

Nachylam się do niego i cicho szepczę. Nie chcę, aby ktokolwiek wiedział o moich problemach. Zawsze sama sobie z nimi radziłam. Po rozmowie z szefem wiem, że potrzebuję pomocy.

- Paps i ja potrzebujemy kasy. Chcą zamknąć siłownię.

Decyduję się na małe, niewinne kłamstwo. Boję się wyjawić prawdę. Nie znam się na długach i nie wiem, czy mogę opowiadać o interesach Kinga. Matt długo przygląda mi się w milczeniu, po czym uśmiecha się i opiera o krzesło.

- Potrzebujesz kasy. Wiem, jak ją możesz zdobyć.

- Nie rozumiesz Matt, ja potrzebuję dużo kasy.

- Tysiąc dolarów za jedną walkę to mało czy dużo?

Tysiąc dolarów! Nie mogę uwierzyć w jego słowa. Jeśli mog­łabym tyle zarobić, to za kilka lat spłaciłabym długi Papsa. Może wtedy King zgodziłby się poczekać dłużej?

- Co mam zrobić? Jestem zdesperowana, więc zgadzam się na to.

- Pierwsza walka jest już za dwa dni, mogę popytać i wpisać cię na listę zawodników, ale to nie są sparingi jak na siłowni. To są prawdziwe nielegalne walki za grubą kasę. Leje się na nich krew, a zawodnicy trafiają do szpitali. To nie jest zabawa, Mia!

- Nie jestem głupia, Matt. Wiem, co oznaczają nielegalne walki!

Podnoszę na niego głos, bo irytuje mnie jego zachowanie. Słyszałam o takich walkach. Na siłowni często chłopcy mówili o szybkiej kasie, ale nigdy nie myślałam, że o takiej kasie. Może, kiedy wygram kilka walk i dam Kingowi większą kasę, odroczy nam termin spłaty. Muszę w to wierzyć. Nie mogę zawieść Papsa. Nie po tym, co dla mnie zrobił.

- Dobra mała, spokojnie. Zadzwonię w parę miejsc i jutro dam ci znać. Ty skup się na treningu, ja zajmę się resztą.

Nagle coś sobie uświadamiam, spoglądam na niego i z poważną miną pytam:

- A ty, co będziesz z tego miał?!

- Nie będę kłamał. Każdy, kto wprowadza nowego zawodnika, a tym bardziej zawodnika, który będzie wygrywał, otrzymuje jakiś procent. A wiem, że potrafisz walczyć.

Uśmiecha się i łapie za szczękę. Ten gest powoduje, że na mojej twarzy również pojawia się uśmiech.

- Dobra, wracam do pracy. - Chwytam go za dłoń i spoglądam w jego oczy. - Matt, ufam ci. Od tego zależy przyszłość siłowni oraz Papsa. - Ściskam jego dłoń i dodaję: - Poza tym, jeśli mnie wychujasz, to oberwiesz!

Matt podnosi się z krzesła, unosi ręce do góry i mówi:

- Nawet bym o tym nie pomyślał. Spokojnie Stone, jutro zadzwonię.

Mała petarda. Inaczej nie potrafię jej nazwać. Dawno nie spotkałem takiej kobiety. Z jednej strony widziałem, że się mnie boi, ale tak reagują wszyscy. To, jak łatwo położyła mojego ochroniarza, który jest od niej trzy razy większy, zaskoczyło mnie. Dawno nikt mi tak nie zaimponował, jak ta mała.

Siadam za biurkiem i kieruję wzrok na kamery, które są umieszczone w klubie. Widzę, jak rozmawia z jakimś facetem przy barze. Muszą się znać, bo koleś trzyma ją za rękę, a mnie ten widok, zaczyna wkurwiać. Nie wiem dlaczego. Łapię za telefon i dzwonię do Luki, mojego brata i zarazem prawej ręki.

- Co słychać, bracie? Jesteś jeszcze w klubie?

- Tak i nawet miałem gościa.

- Gościa?

- Tak, gościa. Córka Bucka z siłowni Stone Gym. Wiesz, że u nas pracuje?

- Córka? Ten gościu nie ma dzieci. Tego jestem pewny. Sam go sprawdzałem.

- To już nieważne, wyślij mi jego dokumenty. Muszę coś sprawdzić.

- O co chodzi, bracie? Tylko nie mów, że miękniesz. Ten gościu jest nam winien kupę kasy.

Ja, kurwa, mięknę? Chyba sobie żartuje!

- Nie pierdol głupot i wyślij mi ten plik.

- Już się robi, bracie.

Kiedy tylko się rozłączam, moje oczy same biegną do monitoringu. Sprawdzam, gdzie teraz, jest Mia. Zauważam, że obsługuje już innych klientów. Wracam do pracy i po raz pierwszy nie mogę się skupić na niczym innym niż tylko na obserwowaniu tej małej petardy. Co jest, kurwa, ze mną nie tak?

Nagle słyszę dźwięk nachodzącej wiadomości. Sprawdzam telefon.

Luca: Plik wysłany. Sprawdź pocztę.

Wchodzę na pocztę i otwieram plik od Luki. Tak jak podejrzewałem, standardowa umowa. Pożyczka na rok. Spłata ma nastąpić w ciągu trzech miesięcy albo zabieram jego dom oraz siłownię, co pewnie nie jest warte tyle, co dług. W rubryce rodzina nie ma podanej żadnej córki. Wiec zastanawiam się, kim jest Mia i dlaczego chce przejąć jego dług? Potrząsam głową i zamykam laptop. Nieważne kim ona jest. Tak jak każdy, kto jest mi winny kasę, miał czas na spłatę. W tej branży nie ma litości. Nie można sobie pozwolić na żadne słabości. Ani na to, abym mógł kogoś faworyzować.

Od dwóch dni nie robię nic innego, tylko trenuję. Nie mam nic przeciwko, bo kocham to.

Matt zadzwonił wczoraj z informacją, że dzisiaj mam walkę. Podał czas i miejsce. Nie powiem, ale zaczynam się denerwować.

Spotykam Matta przy wejściu do klubu, witam się z nim, a on prowadzi mnie do piwnicy, w której są już inni zawodnicy. Połowę z nich znam z siłowni. Jeden chyba ma na imię Jim i to właśnie on jako pierwszy podchodzi do nas.

- Stone, co ty tutaj robisz? Szkoda by było tak ślicznej twarzy!

Uśmiecham się do niego i podnoszę pewniej głowę, po czym mówię:

- Dobrze, że twoja już nie wygląda tak ślicznie, też byłoby szkoda.

Obaj z Mattem wybuchają śmiechem, dzięki czemu zaczynam się odprężać. Pośród krzyków i wrzawy słyszę swoje nazwisko.

- STONE! STONE!

Podchodzę do faceta i mówię głośno:

- To ja!

Spogląda na mnie i mierzy mnie od góry do dołu.

- Kurwa, ładna jesteś! No dobra chodź! Jesteś następna.

Przepycham się przez tłum i wchodzę w krąg utworzony z ludzi. Na środku stoi zawodniczka, która rozgrzewa się i spogląda na mnie. Dobrze znam ten wyraz twarzy. Większość osób tak właśnie reaguje na mnie, bo myśli, że ładna twarz nie idzie w parze z umiejętnościami. Mnie to właśnie odpowiada. Wolę atakować znienacka.

Podchodzę do niej, witamy się skinieniem głowy.

Słyszę głośne.: Walczcie!

To moment, w którym się wyłączam. Nie słyszę gwaru, nie zauważam ludzi, którzy się nam przyglądają. Liczy się tylko moja przeciwniczka. Kobieta próbuje zadać mi cios. Robię unik, po czym wyprowadzam prawy sierpowy i trafiam ją prosto w szczękę. Z wargi natychmiast leje się krew, kobieta pada na podłogę. Wiem, że dla niej ta walka się już skończyła.

Tego wieczoru miałam dwie walki, które wygrałam zaledwie w ciągu kilku minut od wstąpienia na prowizoryczny ring. Kiedy już szykuję się do wyjścia, podchodzi do mnie Matt z jakimś facetem.

- Stone, to jest Luk.

- Witam. Możemy pogadać?

Spoglądam na Matta, który kiwa głową, dając mi znak, abym się zgodziła.

- Jasne.

- Oglądałem twoje walki i myślę, że jesteś gotowa na coś poważniejszego. Masz coś przeciwko walce z facetami.

- Jasne, że nie, ale pod warunkiem, że kasa będzie większa.

- Tego możesz być pewna.

- Więc zgoda!

Mężczyzna spogląda na mnie i się uśmiecha.

- Wspaniale zadzwonię do ciebie. Poinformuję cię, gdzie i kiedy będzie kolejna walka.

- Cudownie. Dziękuję.

- Nie dziękuj mi jeszcze. Walki, które ja organizuję, przynoszą więcej kasy, ale i więcej krwi. Poza tym nie muszę dodawać, że nie możesz o nich mówić.

- Nie jestem głupia.

- Dobrze.

Spoglądam na Matta, który stoi i milczy. Łapię za torbę i ruszam do wyjścia. Muszę odpocząć. Czuję każdy mięsień w moim ciele.

Od ponad dwóch tygodni ta mała petarda siedzi w mojej głowie. Właśnie sprawdzam grafik i wiem, że dzisiaj pracuje, więc jadę do klubu. Jestem w nim drugi raz w tym tygodniu. Zazwyczaj do swoich klubów jeżdżę raz na tydzień albo i rzadziej. Mam ich za dużo, aby bywać w nich codziennie. Prowadzę jeszcze parę innych interesów, ale jak już mówiłem, ta kobieta siedzi w mojej głowie. Chcę ją widzieć, chociaż przez chwilę.

Wchodzę do biura, daję sygnał ochroniarzowi, że chce się napić. Informuję go również, że drinka ma mi przynieść Mia. Siadam za biurkiem, spoglądam w kamery i zauważam, jak Bob, mój nowy ochroniarz, podchodzi do niej i informuje o mojej prośbie. Dziewczyna sięga pod bar, gdzie pewnie trzymają moją whisky. Kiedy tylko Mia wchodzi, pierwsze co zauważam, kiedy stawia szklankę na biurku to to, że jej cała dłoń jest zadrapana i czerwona. Tak jakby uderzała w ścianę albo - co gorsza - przed kimś się broniła. Szybko wstaję i łapię jej dłoń, czym ewidentnie ją zaskakuję. Czuję pod palcami, jak cała się napina.

- Co to, kurwa, jest?! Kto ci to zrobił! Polecą głowy! - Kiedy nic nie odpowiada, warczę głośno. - Mia, mów!

Wyrywa swoją dłoń i chowa ją za plecami. Podnosi głowę i mówi do mnie ostro:

- To nic takiego. Czy podać coś jeszcze?

- Jak to, kurwa, nic takiego?! - Czuję, jak gotuję się ze wściekłości. - Cała twoja dłoń jest zadrapana i opuchnięta.

Zauważam, że Mia chowa za plecy również drugą rękę, czym jeszcze bardziej mnie wkurwia. Podchodzę do niej, łapię jej dłonie i zmuszam do pokazania mi ich.

- Kurwa, kobieto! Mów, co ci się stało! Chyba że chcesz jeszcze bardziej mnie wkurwić!

Naszą rozmowę przerywa ciche chrząknięcie. Odwracamy się w stronę drzwi, zauważam Lukę, który stoi i przygląda nam się z dziwnym wyrazem na twarzy.

- Sorry, bracie, nie wiedziałem, że jesteś zajęty.

Luka spogląda to na mnie, to na nasze dłonie. Dopiero teraz uświadamiam sobie, że nadal trzymam Mię za ręce. Puszczam je i odczuwam dziwny brak, co sprawia, że jeszcze bardziej się wkurwiam Musi mi powiedzieć, kto jej to zrobił, nie interesuje mnie to, co powie Luka. Mam na to wyjebane.

Mia spogląda na Lukę i zauważam zmieszanie na jej twarzy.

- Cześć Mia, nie wiedziałem, że tutaj pracujesz?

- Hej Luka. Wybaczcie, pójdę już.

Mia podchodzi do drzwi, w których nadal stoi mój brat i lekko się do niego uśmiecha. On łapie ją za rękę i mówi ciszej:

- Widzimy się jutro?

- Tak, oczywiście, o dwudziestej, tam gdzie ostatnio?

- Tak, do zobaczenia.

Do jutra!

Do jutra!!

Co to, kurwa, ma znaczyć? Skąd Luka zna Mię!? I co to za spotkanie jutro?

Kiedy tylko jestem pewny, że dziewczyna nas nie słyszy, warczę na Lukę:

- Skąd się, kurwa, znacie!? Co to za spotkanie jutro!?

Luka spogląda na mnie jak na wariata, którym zapewne jestem. Ta dziewczyna mnie zmienia i nie podoba mi się to. Wcale, ale to wcale. Muszę się od niej trzymać z daleka.

- Mia to nasza nowa zawodniczka. - Luca siada z głupkowatym uśmiechem, po czym mówi: - żebyś ją widział, walczy jak lwica. A to, że wygada, jak anioł to atut. Faceci za nią szaleją.

- Walczy?! Jak to, kurwa, walczy?!

- Spokojnie! Co z tobą?

Siadam, za biurkiem, zamykam oczy i biorę dwa głębokie wdechy. Co mnie, kurwa, obchodzi, co ona robi. Przecież dla mnie liczy się tylko kasa i władza. A skoro walczy, to zapewne stara się zdobyć kasę na spłatę długów. Otwieram oczy i spoglądam na Lukę. Przygląda mi się z zaciekawieniem.

- Jutro będę na tej walce.

- Jasne stary! - po czym dodaje: - Wszystko dobrze, Chris?

Nigdy nie kłamałem Luki, nigdy przed nim nie udawałem ani nie oszukiwałem go. On wie o mnie wszystko, a ja wiem wszystko o nim. Wypuszczam głośno powietrze, spoglądam na niego i mówię:

- Ta dziewczyna.

- Mia?

- Tak, Mia. Ona jest w mojej głowie.

- Kurwa!

Tylko tyle zdołał powiedzieć. Wszystko było już jasne, zarówno dla mnie, jak i dla niego. Z tą tylko różnicą, że on pewnie chciałby, abym przespał się z Mią i o niej zapomniał. Ja natomiast wiem, że jeśli to zrobię, już jej nie wypuszczę, a do tego nie mogę dopuścić.

Jadę do klubu, a raczej jego podziemi, na walkę. Nie wiem, co zrobię, kiedy zobaczę, jak Mia walczy. Po raz pierwszy w życiu nie ufam sobie i to mnie przeraża.

Kiedy tylko zauważam Lukę, podchodzę do niego. Każdy, kto mnie widzi, od razu spierdala. Tutaj wszyscy wiedzą, kim jestem. I wiedzą, że bez mrugnięcia okiem mógłbym zajebać każdego.

- Zdążyłeś w samą porę. Jej walka jest następna.

Spoglądam na ring i widzę, że walczą faceci. Wiem, że najpierw walczą kobiety, później faceci a na końcu grupy mieszane. Spoglądam na Lukę i nagle mnie oświeca.

- Tylko mi nie pierdol, że ona walczy z facetem!

- I to z jednym z najlepszych. O zaczyna się.

Na ring wchodzi Six, znam go, jest popaprańcem i kocha walczyć. Wygrał dla mnie wiele walk i kupę kasy. Kiedy tylko zauważam, że Mia staje na ringu, mam ochotę wyjebać stąd wszystkich i przerwać ten cyrk. Mia wygląda cudownie w obcisłych legginsach i czerwonym staniku sportowym. Faceci pożerają ją wzrokiem, co mnie jeszcze bardziej wkurwia i upewnia w przekonaniu, że powinienem to przerwać. Sędzia coś mówi, a po chwili słyszę ludzi, którzy krzyczą na przemian:

- SIX, STONE, SIX, STONE

- A nie mówiłem, bracie, ludzie ją kochają.

Spoglądam na walkę i muszę przyznać, że jest dobra. Nagle Mia robi unik przed ciosem. Six łapię ją za nogi i prawie przewraca na podłogę. Zanim mam szansę pomyśleć, moje nogi same pchają się do nich. Nagle czuję czyjąś dłoń na ramieniu i kiedy tylko spoglądam na Lukę, ten patrzy na mnie z wyrazem zaskoczenia.

- Nie, bracie! Spójrz.

Kiedy tylko kieruję wzrok na walkę, widzę, jak Mia uderza Sixa w wątrobę i facet pada. Tłum szaleje. Z niedowierzaniem patrzę na leżącego Sixa. Moja mała petarda wygrała. Sędzia unosi jej dłoń w geście zwycięstwa. Mia dostrzega mnie, a ja zauważam na jej twarzy panikę. Dziewczyna przedziera się przez tłum w kierunku szatni i znika. Podążam za nią, ale zanim zdołam dotrzeć do szatni, jej już nie ma. To nic, mała petardo, dopadnę cię później, tego możesz być pewna.

Wpadam do szatni pracowniczej i szybko ściągam bluzkę. Kurwa, jestem zmęczona i obolała po wczorajszej walce. Nagle drzwi się otwierają i staje w nich wkurwiony szef. Widzę, że na plecach zauważa mojego wielkiego siniaka i jego twarz staje się jeszcze gorsza, o ile jest to w ogóle możliwe.

- Och, szefie, super, że szef jest dzisiaj. Czy możemy porozmawiać? Nie zajmę dużo czasu, obiecuję.

Zanim mam szansę jeszcze cokolwiek powiedzieć, on podnosi dłoń i ucisza mnie.

- Do mojego biura, natychmiast!

Po czym wychodzi i trzaska drzwiami tak głośno, że aż podskakuję. O co mu chodzi? Czy zrobiłam coś nie tak? Wiem, że widział, jak wczoraj walczyłam. Nie jestem głupia i zdaję sobie sprawę, kto jest szefem tych walk. Ale to, co robię po pracy i jak zarabiam na spłatę długu, jest wyłącznie moją sprawą.

Ubieram szybko roboczy strój i kieruję się do jego gabinetu. Przed wejściem stoi nowy ochroniarz, którego już zdążyłam polubić. Nie traktuje nas z góry i dba o każdą z dziewczyn, kiedy w nocy wychodzimy z pracy. Uśmiecham się do niego, a on szybko odwzajemnia mój uśmiech i mówi cichym głosem:

- Szef na ciebie czeka i z tego, co mogę powiedzieć, nie jest zadowolony.

Chcę mu odpowiedzieć, że już zdołałam zauważyć, kiedy drzwi się otwierają i mam przeczucie déja vu.

- Wchodź i skończ te pierdolone pogaduszki! Nie za to ci płacę.

Spoglądam na Chrisa, później na ochroniarza i wchodzę do biura. Chris trzaska drzwiami, na co ja ponownie podskakuję. Jak to jest możliwe, że potrafię dokopać kolesiom trzy razy większym od siebie, a przy tym mężczyźnie trzęsę się jak galareta. Wyciągam kopertę z gotówką, którą udało mi się zarobić do tej pory i kładę ją na biurku. Spoglądam w jego wkurwione oczy i mówię najpewniej, jak tylko potrafię.

- Szefie, wiem, że to nie jest nawet połowa długu, to tylko pięć tysięcy, ale sam pan może przyznać, że w tak krótkim czasie udało mi się zdobyć sporo kasy. Jeszcze raz proszę o przedłużenie terminu spłaty. Obiecuję, że dostanie szef swoje pieniądze.

- Spłacisz dług, ale za jaką cenę. Spójrz na siebie, ledwie chodzisz! Jesteś cała poturbowana! Co ty sobie, kurwa, myślałaś, Mia? Walczyć z facetami?! Dosyć tego, już więcej nie będziesz walczyła! Słyszysz mnie, Mia!

Spoglądam na niego i teraz to ja odczuwam złość. Jak on śmie mi mówić, co mam robić. Chyba oszalał. Łapię szybki oddech, podchodzę do biurka i z zaciśniętymi ustami mówię:

- Wybacz, szefie, ale to nie szefa interes, co robię po pracy. To moje życie i moja sprawa, jak próbuję zarobić na spłatę długu Papsa!

Nagle on wybucha śmiechem i obchodzi biurko. Spogląda na mnie i mówi:

- I tu się mylisz, petardo! Jesteś moja! A ja mówię dosyć z walkami! Ten świat należy do mnie, nie zapominaj o tym, a to oznacza, że nikt nie stanie z tobą do walki, jeśli tego zapragnę. A tak właśnie jest teraz.

Czuję, jakbym miała się zaraz rozpłakać. Nie płakałam od dziecka, od śmierci matki. W tej chwili mam ochotę nie tylko uderzyć Chrisa, lecz także się rozpłakać, bo wiem, że on może to zrobić. Jeśli tylko zabroni wystawiać mnie do walk, nikt nie będzie na tyle głupi, aby mu się przeciwstawić, a wtedy nie zdobędę kasy, aby spłacić długi Papsa i stracę wszystko.

- Dlaczego mi to robisz? - mówię ściszonym i głosem. - Wiesz dobrze, że inaczej nie zarobię takiej kwoty, a wtedy Paps straci wszystko. Ja również.

- I tu się mylisz, moja droga. Mam dla ciebie inną propozycję.

Coja wyprawiam. Doszczętnie straciłem rozum. Powinienem się leczyć, zamiast stać teraz przed nią i ustalać warunki nowego układu.

- Inną propozycję? Co masz na myśli?

- Ty nie będziesz walczyła. Twój dług, a raczej dług Papsa, jak go nazywasz, zostanie spłacony. Ty zostaniesz, jakby to ująć, moim osobistym ochroniarzem. Zamieszkasz u mnie i będziesz do mojej dyspozycji dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu.

- Jak długo?

- Aż uznam, że dług jest spłacony, oczywiście.

Dobrze wiem, że to głupi pomysł. Wiem, że przebywanie z tą kobietą dwadzieścia cztery godziny na dobę nie wyjdzie mi na dobre, ale nie mogę jej pozwolić walczyć. Przy mnie będzie bezpieczna. Widzę, jak zastanawia się nad moimi słowami. Nie chcę dać jej zbyt wiele czasu, więc pytam stanowczym głosem:

- To jak będzie, Mia?!

Zauważam w jej oczach małą iskrę, którą zastępuje od razu rezygnacja i już wiem, że będzie moja, wiem, że się zgodzi.

- Zgoda! Muszę mieć tylko czas na treningi i nie uważam za konieczność zamieszkanie razem z szefem. Stawię się za każdym razem, kiedy tylko pan zadzwoni.

- Wykluczone! Zamieszkasz ze mną, to nie podlega dyskusji. Jeśli chodzi o treningi, to jest to oczywiste, przyda mi się dobry sparingpartner. A z tego, co widziałem wczoraj, jesteś niezła na ringu.

Widzę, jaka jest zła i podejrzewam, że właśnie powstrzymuje się od uderzenia mnie w twarz. Muszę przyznać jej rację. Sam nie wiem, jak ma to wyglądać. Wiem tylko jedno, nie pozwolę, aby stała jej się krzywda. Jeśli pozwolę jej na udział w walkach to prędzej czy później może jej się stać coś poważniejszego niż zadrapania lub siniaki.

- Mam inne wyjście?

- Oczywiście, że tak, kochanie. Jeśli się nie zgodzisz, masz nadal dwa miesiące na spłatę długu Bucka. - Spoglądam na nią i widzę rezygnację w jej oczach. Kiedy nie odpowiada, mówię ostrzej, niż zamierzałem: - Więc jak będzie, Mia? Nie mam zamiaru się powtarzać!

- Dobrze.

- Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego, na co się zgadzasz? - Podchodzę do biurka, zapisuję adres mojego biura w mieście i podaję jej kartkę. - Jutro o siedemnastej przyjedź pod ten adres. - Ostrym tonem dodaję: - Mia, to oznacza, że będziesz moja i tylko moja! Ja będę rządził, a ty masz wykonywać moje polecenia.

Dziewczyna opuszcza głowę, kiwa nią na potwierdzenie, po czym wychodzi.

Stoję przed wejściem do jakiegoś magazynu i gdyby nie to, że ochrona przy bramie mnie sprawdziła, myślałabym, że szef oszalał. Spoglądam na kartkę i na torbę. Spakowałam kilka rzeczy. Nie wiem, czy już dzisiaj Chris zażyczy sobie, abym u niego zamieszkała. Wolę być przygotowana na wszystko. Mój telefon dzwoni kolejny raz. Wiem, że to Paps. Zamykam oczy i przypominam sobie naszą rozmowę podczas śniadania:

- Paps, wiem o wszystkim! Dlaczego nic mi nie powiedziałeś!

Spoglądam na starca, który siedzi naprzeciwko mnie i po raz pierwszy nie widzę w nim tego silnego mężczyzny, który uratował mi życie dwanaście lat temu.

- Paps, proszę, powiedz, co się dzieje, zaczynam się bać!

- Nic się nie dzieje, aniele! Wszystkim się zajmę, zobaczysz.

Łapię go za dłoń i już wiem, że podjęłam decyzję.

- Wszystko już załatwiłam. Rozmawiałam z panem Kingiem. Twój dług jest spłacony.

Paps wstaje i spogląda na mnie z przerażeniem w oczach.

- Mia, coś ty zrobiła! Jak to spłacony?! Dziecko, masz się do tego nie mieszać, rozumiesz mnie, aniele?!

Wstaję od stołu, podchodzę do niego, obejmuję go i całuję w policzek, spoglądam w jego przemęczone oczy i mówię:

- Wszystko jest już załatwione! Nie ma odwrotu, Paps. Zobaczysz, będzie dobrze!

Po czym wychodzę. Bez słowa.

I tak właśnie znalazłam się tutaj z kartką od Chrisa i z torbą w dłoni. Słyszę jak ktoś mnie woła, odwracam się i zauważam Lukę.

- Hej, mała, co tutaj robisz? King wie, że przyjechałaś?

- Tak, on sam mnie o to prosił.

Luka uśmiecha się, spuszcza głowę i dłonią wskazuje mi drzwi.

- Chodź, mała, on nie lubi na nikogo czekać, nawet na takie ślicznotki jak ty!

Kiedy kierujemy się do środka, odwracam się do Luki i mówię z zaciśniętymi ustami:

- Nazwij mnie jeszcze raz "mała" albo inaczej niż Mia, a połamię ci szczękę, a jeśli jeszcze raz będziesz tak na mnie patrzył, jak idę przed tobą, to połamię ci nie tylko szczękę! Zrozumieliśmy się?

Luka unosi ręce do góry, śmieje się głośno i mówi:

- Jasne, Mia! Nie ma sprawy. Wiem, co potrafisz.

Nagle czuję JEGO obecność. Nie wiem, jak to możliwe, ale od dawna już potrafię wyczuć tego faceta. Odwracam się i zauważam jego wkurwioną minę. Stoi przy drzwiach i bacznie nam się przygląda.

- Hej, bracie, co to za mina? Nie mówiłeś mi, że zaprosiłeś Mię do naszego biura? Co jest grane?

- Jak przestaniecie ze sobą flirtować i wejdziecie do środka, to będę mógł ci wszystko wytłumaczyć.

Flirtować?! Czy on właśnie to powiedział? Czy on oszalał? No, okej, Luka jest śliczny na ten swój chłopięcy sposób, ale ja wolę kogoś takiego jak On! Kurwa, mam przejebane. Nie mogę tak nawet myśleć. To się nigdy nie wydarzy.

Lukastoi w szoku i spogląda to na mnie, to na Mię. Dostrzegam w jego oczach iskry rozbawienia.

- Twoim nowym ochroniarzem? Jaja sobie robisz ze mnie, bracie? Od kiedy potrzebujesz ochroniarza?!

- Nie twoja, pierdolona, sprawa!

- Jasne, jasne, kapuję.

Spoglądam na Mię, która siedzi przy moim biurku i uważnie nam się przygląda.

- Widzę, że zabrałaś torbę. Mam nadzieję, że masz tam coś do ćwiczeń, bo przyda mi się mała rozgrzewka?

- Jasne, że mam, tylko czy uda ci się wytrwać?

Ta dziewczyna jest naprawdę urocza. Podoba mi się, że pokazuje pazurki. Lubię kobiety, które jednocześnie potrafią walczyć o swoje i poddać się mężczyźnie w innej dziedzinie. Kurwa, King, o czym ty myślisz?! Nie będzie innej dziedziny. Profesjonalizm pamiętasz jeszcze, co to, kurwa, jest? Karcę siebie w myślach.

Daję znać Mii, aby wyszła ze mną. Kiedy wsiadamy do samochodu, zauważam, że się spina.

- Spokojnie, nic ci nie zrobię! Nie masz się czego bać!

- Nie boję się pana. Nadal nie wiem, czego pan chce ode mnie i to mnie denerwuje.

- Jak na razie to chcę, abyś mówiła do mnie Chris, a nie pan. W końcu będziemy ze sobą... - Spoglądam na nią i lekko się uśmiecham. - ...blisko współpracować.

Zauważam, że jeszcze bardziej się spina i, nie ukrywam, bawi mnie jej strach.

Zajeżdżamy pod siłownię Stone Gym. Spoglądam w przestraszone oczy Mii.

- Co tutaj robimy?

- Już ci mówiłem. Mam ochotę się spocić.

Uśmiecham się do niej i wysiadam. Kieruję się do wejścia i słyszę, że Mia również wysiada z samochodu. Po chwili już jest obok mnie. Otwieram jej drzwi i wchodzimy. Wita nas napakowany goryl, całuje i przytula Mię.

- Nikolas, witaj.

- Cześć, piękna. Tęskniłaś?

- Jak diabli!

Przyglądam się im w milczeniu, ale czuję, jak moja dłoń zaciska się na torbie sportowej.

Mężczyzna przestaje się wpatrywać w Mię i spogląda na mnie. Widzę, że zaczyna mnie poznawać. Spogląda to na mnie, to na dziewczynę.

- Pan King! Jestem Nikolas Mallon.

Wyciąga do mnie dłoń, którą łapię i ściskam.

- Wystarczy, Chris!

- Ach tak, jasne. Przyszliście poćwiczyć, Mia?

Dziewczyna uśmiecha się, uderza olbrzyma pięścią i mówi żartobliwie:

- Chyba po to się tutaj przychodzi.

Oboje wybuchają śmiechem. Czuję, że coraz bardziej nie lubię tego gościa. Mia pokazuje mi szatnię i mówi, że za chwilę widzimy się na macie. Rozglądam się po pomieszczeniu. Jest to typowa miejska siłownia: ściany są brudne, sprzęt stary. Zastanawiam się, dlaczego tak bardzo zależy jej na tym miejscu.

Wychodzę z szatni i kiedy widzę ją na ringu, dociera do mnie, że Mia czuje się w tym miejscu dobrze. Widać, że nie jest jedną z tych kobiet, z którymi się zadaję. Nie zwraca uwagi na markowe buty czy ubrania. Trenuje ostro i ciężko, nie zwracając uwagi na połamane paznokcie. Stoję i obserwuję ją podczas rozgrzewki. Jest taka skupiona i szczęśliwa. Widać, że ring to jej drugi dom. Moją obserwację przerywa jej krzyk:

- To jak, szefie, jesteś gotowy na rundę ze mną?

Wchodzę na ring, uśmiecham się do niej i mówię:

- Ja tak! Pytanie, czy ty jesteś gotowa na mnie?

Kończymy trening i muszę przyznać, że nie spodziewałem się aż takiego wycisku. Mia wie, co robi i widać, że to kocha. Wytrzymała dłużej niż niejeden z moich ludzi.

Wychodzę właśnie z szatni i zauważam, jak rozmawia z kilkoma facetami. Widzę ich wzrok, pożerają ją, a ona nie zdaje sobie z tego nawet sprawy albo jest już tego przyzwyczajona, że nie reaguje. Nagle zauważam, jak jeden z nich kładzie swoją rękę na jej tyłku. Już mam podejść i obić mu gębę, kiedy Mia odwraca się, łapie go za jaja i coś mówi do jego ucha. Rozbawił mnie ten widok. Moja mała petarda nie daje sobą pomiatać. Kiedy podchodzę, słyszę końcówkę ich rozmowy.

- ...zrozumieliśmy się kolego.

- Takkk jasneee, Mia. Przepraszam!

Gościu jest cały czerwony, a jego koledzy pękają ze śmiechu. Mia spogląda na mnie i puszcza jego jaja.

- Co teraz, szefie?

Zauważam, że większość kolesi unika mojego wzroku, paru z nich nawet odeszło. Wskazuję jej drzwi i głową informuję, że może iść za mną. Muszę pojechać w jedno miejsce i wiem, że jest to niebezpieczne, więc na dzisiaj koniec. Podchodzę do auta i spoglądam na nią.

- Odwiozę cię do domu. Podaj adres.

- Nie trzeba.

- Mia, kurwa, powiedziałem, że cię odwiozę.

Ona wybucha śmiechem i palcem pokazuje mi górne piętro siłowni.

- Mieszkam tutaj. Więc w sumie szef już mnie odwiózł.

- Mieszkasz na siłowni?

- Nie. Mieszkam nad siłownią. Mamy tam z Papsem mieszkanie.

Kurwa, dopiero teraz uświadamiam sobie, że nawet nie zapytałem jej, kim dla niej jest Paps. Nieważne, wkrótce się tego dowiem. Opuszczam głowę, otwieram auto i rzucam kluczyki na torbę. Zanim wsiądę, słyszę jej cichy głos:

- Na którą jutro, szefie, i gdzie?

No właśnie, kurwa, dobre pytanie? Co teraz?

- Jutro pracujesz w klubie?

- Tak, mam na dziewiętnastą.

- W takim razie widzimy się w klubie, tam powiem ci, co dalej.

Wsiadam do auta i opuszczam szybę. Spoglądam na nią i mówię:

- Pasuje, Mia?

- Tak.

- I pamiętaj żadnych walk, bo jeśli się dowiem, to gorzko tego pożałujesz!

Nie daję jej szansy na odpowiedź. Odjeżdżam z piskiem opon i wybieram numer Luki.

- Hej, co tam, bracie?

- Jadę do domu, wezmę prysznic, przebiorę się i widzimy się za godzinę na spotkaniu. Ten skurwiel chce wyjebać nas na kasę, więc weź ze sobą ludzi. Może być gorąco.

- A ty bierzesz swojego nowego ochroniarza? - pyta rozbawiony.

- Bardzo, kurwa, zabawne.

Rozłączam się i jadę do siebie. Cały czas myślę o niej. Co jest, kurwa, ze mną nie tak? Może po dzisiejszym spotkaniu zadzwonię do jednej z moich dziewczyn. Muszę się rozładować. Tak! Zdecydowanie tego mi brakuje!

Wchodzędo mieszkania, rzucam torbę tam, gdzie zawsze i zauważam, że Papsa nie ma. Nagle słyszę dźwięk telefonu. Wygrzebuję go z torby i na widok imienia mojej przyjaciółki Molly uśmiecham się od ucha do ucha. Odbieram i zanim zdołam coś powiedzieć, słyszę jej głośny krzyk:

- Kurwa, ona żyje! Tom, odwołaj poszukiwania!

Wybucham śmiechem i zdaję sobie sprawę, że Molly ma rację. Ostatnie tygodnie były jak kolejka górska.

- Wybacz, kochana! Powiedz tylko, co mam zrobić, abyś mi wybaczyła?

- To proste, Mia! - Kiedy tylko wyczuwam ekscytację w jej głosie, wiem, że popełniłam błąd. - Impreza!

- O nieee, Molly. Dopiero co wróciłam z siłowni! Nie dam rady.

- Mia, proszę, obiecałam Tomowi, że wyjdziemy gdzieś dzisiaj. - Szeptem dodaje: - Tom zerwał z Jessim.

- Oni zrywają średnio co cztery miesiące, Molly.

- Nie, Mia, tym razem to już na serio. Tom przyłapał go z innym kolesiem w jakimś klubie.

- O kurwa! - Po czym dodaję: - Okej, daj mi dwie godziny i jestem u was!

- Świetnie! - odpowiada Molly i zwraca się do Toma: - Szykuj dupę, idziemy w miasto! Mia?

- Tak.

- Kocham cię!

- Ja ciebie też. Do zobaczenia.

Odkładam słuchawkę i spoglądam na ramkę, w której znajduje się zdjęcie naszej trójki. Poznaliśmy się pięć lat temu, kiedy Molly przyprowadziła swojego brata na siłownię. Tom dostał wpierdol za to, że w szkole pocałował swojego chłopaka. Molly postanowiła opłacić mu lekcje samoobrony. Po tygodniu wraz z kilkoma chłopakami wybraliśmy się do szkoły Toma i spuściliśmy lanie tym kolesiom. Od tego dnia jesteśmy jak rodzeństwo.

Idę do łazienki i zaczynam się szykować. Ubieram swoją ukochaną i tak naprawdę jedyną imprezową sukienkę: czarną bez rękawów z cekinami przy dekolcie. Dostałam ją od Molly na urodziny. Do tego wkładam buty na obcasie - prezent od Toma. Prostuję włosy i zawiązuję wysoką kitkę. Całość dopełniam mocniejszym makijażem. Przed wejściem do siłowni zauważam paru znajomych, którzy gwiżdżą na mój widok, więc stwierdzam, że muszę wyglądać nie najgorzej. W grupie zauważam Mike'a, który jakiś czas temu wpadł mi w oko, więc podchodzę do nich.

- Mia, wyglądasz pięknie. Gorąca randka? - pyta Nikolas.

- Bardziej impreza.

- No, wyglądasz pięknie.

- Dziękuję, Mike.

Uśmiecham się do nich i zauważam, że moja taksówka już podjeżdża.

- Mój transport.

- Mia, gdzie się bawisz? Może wpadniemy.

Odwracam się i mówię:

- Klub Sin City. Znasz?

- Jasne, że tak.

- A więc wpadnij, postawię ci drinka.

Wsiadam do taksówki i wyciągam telefon. Piszę wiadomość do Molly, że już jadę i mają być gotowi. Kiedy zajeżdżamy pod klub, zauważam sporą kolejkę.

- Dobrze, że znamy barmankę, bo inaczej nie stałabym w tej kolejce - mówi Molly.

Uśmiecham się do niej i do Toma, który wygląda dzisiaj okropnie. Widać, że to rozstanie go dobiło. Był z Jessim przez ostatnie dwa lata. Dwa burzliwe lata. Powiem szczerze, nie cierpiałam Jessiego, bo widziałam, jak traktuje Toma. Chwytamy się pod ręce i idziemy w stronę wejścia.

- Chodźmy się zabawić! Dzisiejsza noc należy do nas! - przekrzykuję hałas.

- Masz rację, kochana!

- Niech wam będzie, wariatki! Nie zbieram was z podłogi. Ostrzegam. - Tom całuje mnie i puszcza buziaka do Molly.

Już czuję, że ta noc będzie pełna wrażeń.

Wychodzę ze spotkania w dobrym humorze. Gdy klient zobaczył, że osobiście się stawiłem, zmienił swoje nastawienie.

- To było zajebiste, bracie. Nigdy się nie przyzwyczaję do strachu w ich oczach, gdy cię widzą.

Luka klepie mnie po plecach i się uśmiecha. Odwzajemniam jego uśmiech i idę w kierunku swojego samochodu.

- A ty, gdzie się teraz wybierasz?

- Jadę do jednego z twoich klubów. Umówiłem się tam z przyjaciółmi.

- Luka, te kluby są nasze! Jesteś moim bratem. Pamiętaj o tym!

Widzę, jak się uśmiecha i spuszcza głowę.

- A ty, Chris, gdzie jedziesz?

- Jadę do Ellie. Potrzebuję relaksu. Ostatnio miałem ciężkie dni.

Otwieram drzwi i kątem oka dostrzegam wyraz twarzy Luki. Spoglądam na niego i warczę:

- Co!

Luka podnosi dłonie i spogląda na mnie, po czym szybko mówi:

- Nic, bracie! Nic. Myślałem tylko, że zależy ci na Mii.

- Daj spokój, już ci mówiłem.

- Jasne. Jasne. Nieważne. Może się pomyliłem.

Żegnam się z nim i wsiadam do auta. Mówię do kierowcy, aby mnie zawiózł do biura, muszę przejrzeć jeszcze pewne dokumenty. Wyciągam telefon i wybieram numer Ellie. Ella jest jedną z kobiet, które nie wymagają dużo. Moja czarna karta jej wystarczy, a mi się podoba fakt, że mam ją na telefon. Piszę wiadomość, że dzisiaj będę u niej.

Zamykam laptop i szykuję się do wyjścia, kiedy dzwoni mój telefon.

- Co tam, Luka?

- Kurwa, bracie, nie spodoba ci się to!

- Co się stało! Mów!

- Mia!

Na dźwięk jej imienia czuję strach. Jeśli coś jej się stało, zajebię każdego, kto jest za to odpowiedzialny, a jeśli, ktoś jej pozwolił walczyć, to rozjebię wszystkich. Wstaję gwałtownie, słyszę, jak krzesło uderza o podłogę.

- Co, kurwa, jej się stało! Mów, Luka!

- Nic jej nie jest... - Jak tylko to słyszę, czuję, że mój puls się uspokaja. - Tyle że ...ona ... jak by ci to ...powiedzieć.

- Kurwa! Luca.

- Tutaj jest.

- No co ty nie powiesz, geniuszu! Ona, kurwa, pracuje u nas za barem.

- Nie Chris. Ona jest tutaj i tańczy. Jest ze znajomymi. Bracie, jak tak dalej pójdzie, to te sępy zaraz ją zaatakują i ona wróci z kimś do domu. Żebyś ją, kurwa, widział! Wow! Ja pierdolę... ta kobie...

- Jedyną osobą, która ją zabierze do domu, jestem ja! - Nawet nie daję mu dokończyć.

Już jestem w samochodzie, kiedy uświadamiam sobie, co takiego wyprawiam, ale nie mam czasu myśleć o niczym innym niż o słowach Luki. - Bracie jak tak dalej pójdzie, to te sępy zaraz ją zaatakują i ona wróci z kimś do domu. Żebyś ją, kurwa, widział! Wow!

Uderzam ręką w kierownicę i czuję lekki ból. Do czego ta kobieta mnie doprowadza. Jadę szybciej i kiedy tylko zajeżdżam pod klub, Luka już na mnie czeka.

- Chris! Tylko bądź spokojny.

- Jebać spokój, gdzie ona jest!

Wchodzę do baru, rozglądam się i zauważam ją, jak tańczy na środku parkietu. Kurwa, jest gorzej, niż myślałem.

Mia ma na sobie obcisłą czarną kieckę i szpilki. Wywija głową w takt muzyki. Już zmierzam do niej, kiedy zauważam, jak odwraca się i kładzie dłonie na jakimś kolesiu. Zaczyna się do niego przytulać i tańczyć jak zawodowa striptizerka. Ten widok doprowadza mnie do wrzenia. Co ona, kurwa, sobie myśli? Czuję, że Luka idzie za mną. Spoglądam na niego i dostrzegam jego głupkowaty uśmiech, ale mam to gdzieś. Liczy się tylko to, żebym zabrał stąd Mię. Podchodzę do niej i łapię ją za rękę.

- Co ty, kurwa, wyprawiasz?!

- Co ja, kurwa, wyprawiam?! Co ty, kurwa, wyprawiasz, Mia?!

Spoglądamy na siebie ze złością.

- Kochanie, wszystko dobrze? - pyta koleś, z którym tańczyła.

Spoglądam na niego groźnie. Uświadamiam sobie, że przecież Mia jest piękną młodą kobietą i to może być jej facet. To nawet nie przeszło mi przez myśli.

Mia uśmiecha się do niego. Kładzie swoje dłonie na jego klatce i mówi spokojnie:

- Wszystko w porządku, Tom! To mój szef. Zaraz wracam, ty zamów nam kolejkę i zlokalizuj Molly.

- Jasne! - Całuje ją w policzek, spogląda na mnie i widzę dziwny błysk w jego oczach.

Szepcze coś Mii na ucho, a ona promienieje ze szczęścia.

Mia spogląda na mnie i mówi, przekrzykując muzykę:

- Biuro?!

- Za mną.

Łapię ją za dłoń i kiedy kierujemy się do mojego biura, zauważam, że Luka przygląda się nam z tym swoim głupkowatym uśmiechem. Palant, jutro pewnie się nasłucham, ale nie interesuje mnie to. Widzę, jak inni faceci spoglądają na Mię i wiem, że jeśli jej nie zabiorę stąd, to stracę kontrolę, jeśli już jej nie straciłem.

Spoglądam na Chrisa i na nasze splecione dłonie. Jego zachowanie jest takie popieprzone. Co on w ogóle sobie myśli? Nie jestem jego pierdoloną własnością. Kątem oka dostrzegam Toma i Molly, która rozmawia z Luką. Nie rozumiem, co się tutaj dzieje. Alkohol w moim ciele nie pozwala mi na zbyt intensywne myślenie. Idziemy do jego biura. Prawie się potykam o własne nogi, pierdolone obcasy. Zaczynam się głośno śmiać. Kiedy tylko dostrzegam wkurwiony wzrok Chrisa, mój uśmiech gaśnie.

- Uważaj, jak nie potrafisz chodzić, to mogę cię zanieść! - Chris warczy na mnie, czym jeszcze bardziej mnie wkurwia.

Kiedy już mam wyrwać swoją dłoń i nawrzeszczeć na niego, otwiera mi drzwi do gabinetu i wpycha mnie. Prawie upadam na biurko. Teraz jestem naprawdę wkurwiona.

- Czyś ty oszalał! Po co mnie popychasz!

Chris staje bardzo blisko mnie. Jedną ręką łapie mnie za brodę, a drugą przyciąga do siebie.

- Pamiętaj, z kim rozmawiasz!

Wyrywam mu się i spoglądam na niego. Czuję alkohol w żyłach, co dodaje mi odwagi.

- Za kogo ty się, kurwa, masz! Nie jestem twoją, pierdoloną, własnością!

Krzyczę mu w twarz i zauważam, jak szybko oddycha. Widzę złość na jego twarzy. Znam tę złość. I po raz pierwszy w jego obecności się boję. Czuję, jak kręci mi się w głowie. Muszę usiąść.

Opieram się o biurko i kiedy spoglądam na Chrisa, jego twarz jest już inna. Spokojniejsza. Pomaga mi usiąść na fotelu, odchodzi i nalewa mi szklankę wody. Klęka przy mnie. Kładzie dłoń na moich gołych nogach i kiedy tylko nasze spojrzenia się spotykają, czuję coś dziwnego. Jakby niewidzialna energia przelatywała między nami.

- Wszystko dobrze, Mia?

- Tak, nagle zakręciło mi się w głowie. Przepraszam.

- Nie masz za co. Chodź, odwiozę cię do domu.

- Nie trzeba, przyjechałam z przyjaciółmi. Powiem im, że jadę do domu i wezwę taksówkę.

- Mia, to nie było pytanie!

Chris wstaje i podaje mi dłoń. Spoglądam na niego i po chwili podaję mu swoją dłoń.

- Dobrze. Muszę powiedzieć przyjaciołom, że wychodzę.

- Oczywiście.

Wychodzimy z biura. Muszę odnaleźć Molly i Toma. Spoglądam na Chrisa, gdy rozlega się dźwięk telefonu.

- Odbierz.

- To nieważne. Chodźmy odszukać twoich przyjaciół.

Wchodzimy na główną salę. Widzę, że Tom rozmawia przy barze z jakimś przystojniakiem. Uśmiecham się do niego, dając mu znać, że wszystko jest w porządku. On mi odpowiada tym samym i pokazuje głową, gdzie jest Molly. Zaskakuje mnie widok mojej przyjaciółki i Luki na parkiecie. Uśmiecham się i stwierdzam, że Molly zje go żywcem. Podchodzę do nich i krzyczę jej do ucha, że jadę do domu. Ona spogląda na mnie, później na Chrisa, po czym się uśmiecha.

- Jasne, kochana, my tu zostajemy, napisz, jak dojedziesz. - Daje mi buziaka w policzek. Spogląda na Chrisa i mówi: - Albo zadzwoń, jak już będziesz po.

Szturcham ją lekko w ramię i się uśmiecham. Przytulam ją i szepczę jej do ucha:

- Bądź ostrożna. - Spoglądam na Lukę i mówię tak, żeby mnie usłyszał: - I postaraj się go nie zjeść żywcem.

Kiedy wychodzimy, czuję jak Chris, obejmuje mnie w pasie. To dziwne uczucie i zapewne dziwny widok. Wyglądamy jak normalna para, która wychodzi z klubu, a nie jak szef i jego ochroniarz-barman. Żegnamy się z ochroniarzem, podchodzę do samochodu, Chris otwiera mi drzwi i zanim wsiądę, spoglądam na niego.

- Wsiadaj, jesteś padnięta.

W połowie drogi czuję zmęczenie. Przymykam oczy i odpływam. Budzą mnie promienie słońca. Otwieram oczy i pytam zaspanym głosem:

- Gdzie jedziemy?

Szef kładzie swoją dłoń na mojej nodze.

- Do domu!

Do domu!

Do domu! Co ja, kurwa, wyprawiam. Jakiego domu? Powinienem zawrócić i odwieźć ją do jej mieszkania. Zapomnieć o tym głupim planie, aby była moim ochroniarzem. Wrócić do interesów. Zapomnieć o niej. Przejąć tę ruderę zwaną jej domem i zrównać ją z ziemią, więc jakim cudem wjeżdżam do podziemnego garażu i parkuję auto. Spoglądam na Mię. Na jej cudowną twarz. Mimo zmęczenia wygląda wspaniale.

- Jesteśmy.

- To widzę pytanie tylko dlaczego i gdzie?!

Uśmiecham się do niej, mojej małej petardy. Ta kobieta zaskakuje mnie na każdym kroku.

- Dlatego, że zawarliśmy umowę, a ty się zgodziłaś. Gdzie, chodź i się przekonaj.

Mia wypuszcza głośno powietrze, łapie za klamkę i otwiera drzwi. Wychodzimy i kierujemy się do windy.

- To moja osobista winda. W tym budynku każdy ma osobne kody i karty. Jutro załatwię ci kartę.

Wpisuję kod i winda rusza. Zatrzymujemy się i kiedy tylko drzwi się otwierają, Mia wchodzi niepewnie. Spoglądam na nią.

- Kurwa, jebane obcasy!

Nagle schyla się i ściąga buty. Uśmiecham się na ten widok. Rzuca je blisko windy, jakby miała je przyszykowane w razie ucieczki. Ta myśl rozśmiesza mnie jeszcze bardziej.

- Proszę.

Mia wchodzi do salonu. Staje blisko dużego okna z widokiem na miasto. Słońce powoli budzi się do życia. Muszę przyznać, że mój dom nigdy nie wyglądał tak pięknie, jak teraz, kiedy spoglądam na nią. Nie mam planu, a to nowość, jeśli chodzi o mnie. Mia odwraca się do mnie i mówi:

- Twój do jest piękny, a taras zapiera dech w piersi.

- Dziękuję. - Wskazuję dłonią. - Tam jest kuchnia. Moja gosposia Camilla pewnie zostawiła coś do jedzenia, jeśli jesteś głodna.

- Nie, dziękuję.

- Dobrze. Pozwól, że zaprowadzę cię do twojej sypialni.

Kiedy idziemy po schodach, słyszę jak mój telefon, dzwoni ponownie. To już trzeci raz. Kątem oka dostrzegam wzrok Mii. Wyciągam telefon i widzę trzy nieodebrane połączenia od Ellie i kilka wiadomości. Kurwa, zapomniałem, że się z nią umówiłem.

Otwieram sypialnię i wpuszczam Mię.

- To jest twój pokój na czas twojego pobytu u mnie.

- To znaczy jak długo!

- Mia już ci mówiłem, aż uznam, że spłaciłaś dług i jesteś wolna.

- Świetnie - kwituje sarkastycznie.

- Możesz wziąć prysznic. Zaraz przyniosę ci jakąś koszulkę, jutro pojedziemy do ciebie i zabierzesz swoje ubrania albo dam ci kartę i wybierzesz się na zakupy.

Na te słowa Mia odwraca się do mnie.

- Za kogo ty mnie, kurwa, masz! Za swoją dziwkę? Nie potrzebuję twojej kasy! Jestem tutaj właśnie przez nią! I jak tylko Pan i Władca uzna, że dług jest spłacony, to odejdę! Mam ubrania!

Podchodzę do niej i w jej wzroku dostrzegam strach, taki sam jak w biurze. Tego strachu nie lubię, nie w jej oczach. Uspokajam się i mówię łagodnie.

- Nie chciałem, abyś mnie źle zrozumiała.

Po czym kieruję się do wyjścia, zanim jednak wyjdę, odwracam się do niej.

- Mia!

- Tak?

- Nie odzywaj się tak do mnie. Jestem cierpliwym mężczyzną, ale też mężczyzną, który ma swoje granice.

Zamykam drzwi i idę do sypialni. Wchodzę do garderoby, łapię za jedną ze swoich koszulek i zanim pójdę do niej, zamykam oczy i biorę kilka głębokich wdechów. Ta kobieta doprowadzi mnie do szału, wiem to bardzo dobrze. Wiem też, że z każdym dniem jest mi coraz ciężej ją zostawić. Tu jest jej miejsce, przy mnie. Tu jest jej dom.

Nie wiem, o czym bardziej marzę: o położeniu się w tym dużym łóżku, czy o kąpieli w tej wielkiej wannie. Uśmiecham się do siebie i spoglądam na łóżko, po czym na zegarek. Jest prawie piąta rano. Zdecydowanie potrzebuję snu. Ściągam sukienkę i wkładam koszulkę Chrisa. Kładę się w miękkim, ciepłym łóżku i nawet nie wiem, kiedy odpływam.

Budzę się powoli, dawno nie spałam tak dobrze. Przez chwilę leżę w łóżku i myślę o wczorajszej nocy. Co się właściwie wydarzyło i jakim cudem znalazłam się tutaj? Kiedy poczułam burczenie w brzuchu, postanowiłam wstać i poszukać czegoś do zjedzenia.

Schodzę po schodach i, jak dobrze pamiętam, kieruję się do kuchni. Kiedy tylko wchodzę, zauważam Chrisa, który stoi przy ogromnej wyspie. Jest ubrany i jak zawsze wygląda cudownie. Cicho chrząkam, aby dać mu znać, że jestem. Kiedy tylko się odwraca, moje serce zatrzymuje się na chwilę. Ten facet naprawdę dobrze wygląda. Zauważam, że bacznie mi się przygląda i dopiero teraz uświadamiam sobie, co mam na sobie - jego białą koszulkę, która ledwie zakrywa mi tyłek. Moje włosy pewnie są w nieładzie, a o stan mojego makijażu, lepiej się nie pytać. Nagle słyszę, jak Chris coś mówi. Otrząsam się z moich myśli i lekko się uśmiecham.

- Przepraszam, mówiłeś coś?

Chris uśmiecha się, odsłaniając idealne białe zęby.

- Pytałem się, czy masz ochotę na śniadanie?

- Tak, poproszę.

Do kuchni wchodzi jakąś kobietą, spogląda na mnie a później na Chrisa i uśmiecha się tajemniczo.

- Camilla, proszę, poznajcie się, to jest Mia. Od dzisiaj będzie z nami mieszkała.

Jego słowa sprawiają, że krztuszę się wodą, którą właśnie piłam. Spoglądam na niego a później na kobietę. Na jej twarzy maluje się prawdopodobnie to samo zaskoczenie co na mojej. Czuję rękę Chrisa na swojej dłoni. Spoglądam w jego oczy.

- Dlaczego się dziwisz? Przecież wczoraj o tym rozmawialiśmy. Zmieniłaś zdanie?

Spuszczam głowę i kręcę nią, po czym mówię:

- Nie. Nie zmieniłam.

- Wspaniale w takim razie zjedz na spokojnie śniadanie. Ja w tym czasie popracuję w gabinecie, a jak będziesz gotowa do wyjścia, pojedziemy po twoje rzeczy.

Chris wstaje, uśmiecha się do mnie i Camilli, po czym wychodzi. Spoglądam na kobietę, która odzywa się przyjaźnie:

- Na co masz ochotę, moja droga?

Wstaję, podchodzę do niej i z uśmiechem mówię:

- Usiądź, przygotuję nam coś. Co ty na to?

Kobieta spogląda na mnie i podchodzi do krzesła.

- Pytaj, jeśli będziesz czegoś potrzebowała.

- Oczywiście.

Zabieram się za robienie moich ulubionych gofrów z bananami.

Siedzę w gabinecie i słyszę śmiechy Mii i Camilli. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że brakuje mi takiej atmosfery. Wychodzę i zastaję obie panie siedzące przy wyspie w kuchni i pijące kawę.

Mia ma na sobie wczorajszą sukienkę. Przyglądam się jej długim nogą i przełykam ślinę. Czuję, że robi mi się ciasno w spodniach.

- Gotowa?

Mia spogląda na mnie i z lekkim uśmiechem odpowiada:

- Oczywiście.

Zjeżdżamy do garażu i kierujemy się do mojego samochodu. Nagle słyszę krzyk. Spoglądam w bok i zauważam Ellie, która idzie w naszym kierunku. Powiedzieć, że jest zła to mało.

- Co to, kurwa, ma znaczyć Chris! Za kogo ty się masz?!

- Lepiej się uspokój, zanim pożałujesz tego, co powiesz.

Zauważa Mię i spogląda na nią z pogardą.

- A więc to tak. Olałeś mnie wczoraj. - Pokazuje palcem na Mię. - Dla tej kurwy? Naprawdę Chris aż tak nisko upadasz.

Kątem oka spostrzegam, że Mia już szykuje się do ataku. Łapię ją za dłoń. Ona spogląda na mnie i z niemym błaganiem w oczach mówi:

- Daj spokój, szefie, obiecuje, nie zrobię jej... - Spogląda na Ellie. - ...aż tak wielkiej krzywdy. Obiecuję.

Na jej słowa uśmiecham się i mówię poważnie, spoglądając na Ellie.

- Będzie lepiej, jak już pójdziesz. Masz miesiąc na wyprowadzkę z mojego mieszkania i zostawienie wszystkich kart. - Na te słowa Ellie łagodnieje. Uświadamiam sobie, że mam jej dosyć, a po dzisiejszej akcji wiem, że to już koniec. - Skończyłem z tobą.

Ellie podchodzi do mnie, kładzie swoją dłoń na moim policzku i mówi seksownym głosem:

- Daj spokój, kochanie, przecież wiesz, że ja tylko żartowałam.

Łapię jej dłoń, odrzucam ją i mówię ostro:

- Ale ja nie żartowałem! Dosyć Ellie. Skończyłem z tobą!

Odwracam się do Mii.

- Idziemy, nie mam za dużo czasu.

Kiedy odchodzimy, słyszę, jak Ellie coś warczy, ale już mnie to nie obchodzi. Wsiadamy do zaparkowanego suva, gdy rozlega się dźwięk telefonu Mii.

- To pewnie Molly.

- W takim razie odbierz, powiedz jej, że żyjesz.

Mia marszczy czoło na widok numeru, spogląda na mnie i odbiera.

- Słucham? Tak to ja! Co się stało?

Słyszę, jak Mia rozmawia, robi się blada i już wiem, że coś się musiało stać.

- Tak, już jadę!

- Co się stało, kochanie? - Łapię ją za dłoń.

- Paps! Paps jest w szpitalu. O Boże, muszę tam jechać!

- W którym szpitalu?

Wbiegam do szpitala jak poparzona. Krzyczę na ludzi i pytam się, gdzie jest Paps. Nagle czuję czyjąś dłoń na moim ramieniu. Kiedy się odwracam, zauważam uspokajające oczy Chrisa.

- Już dobrze, Mia. Ja się tym zajmę.

Kiwam głową na potwierdzenie, bo nie jestem w stanie zrobić cokolwiek innego. Siadam na plastikowym krzesełku, zauważam, jak Chris podchodzi do jakiegoś lekarza i po chwili oboje idą w moim kierunku.

- Witam, jestem doktor Robertson.

- Witam, nazywam się Mia Stone. Buck Call jest moim ojcem.

Spoglądam na Chrisa i widzę jego zaskoczoną minę. Nie jestem teraz w stanie nic więcej mu powiedzieć.

- Oczywiście, pan Call leży w sali numer dwa tysiące trzynaście, obecnie jest na badaniach, na swoją salę powinien wrócić za godzinę.

- Badaniach? Jakich badaniach? Co mu jest?

Lekarz spogląda na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Zaczyna mnie już wkurwiać. Ostatkiem sił powstrzymuję się od jebnięcia mu w szczękę.

- Pani ojciec ma raka. Myślałem, że pani o tym wiem. Od dwóch lat pan Call walczy.

Nagle czuję, jak cały mój świat się zawala. Moje nogi się uginają i zanim upadnę, ktoś pomaga mi usiąść. Chrisa kładzie mi na plecach swoją dłoń, co o dziwo mnie uspokaja. Nie słyszę już, co mówi do mnie lekarz. W głowie huczą mi jego słowa: rak oraz dwa lata.

Jak to, kurwa, możliwe, że nie wiedziałam o tym!

Od dwóch lat Paps zmaga się z chorobą, a ja o tym nic nie wiedziałam.

Nagle słyszę, jak ktoś wypowiada moje imię.

- Mia? Mia? Kochanie, chcesz poczekać na Papsa w jego pokoju? Lekarz mówi, że możesz?

- Tak. Tak. - Spoglądam na Chrisa i wstaję.

Idziemy do sali. Chris obejmuje mnie i dodaje otuchy, o dziwo to działa. Nie należę do kobiet, które potrzebują pomocy. Nigdy o nią nie prosiłam. Byłam ja, mama i Paps. Zastanawiam się, co teraz będzie, jak ja teraz mam żyć. Wchodzę do sali i siadam na krześle. Spoglądam na łóżko i czuję, jak po policzku leci mi łza.

- Aniele! Co ty tutaj robisz?

Wstaję szybko, biegnę do niego i mocno się przytulam. Czuję, jak łzy lecą mi strumieniami. Paps głaska mnie po plecach i po włosach, tak jak to robił za każdym razem, kiedy w dzieciństwie uciekałam do niego. Pozwala mi się wypłakać, później łapał moją twarz w dłonie, wycierał łzy i mówił:

- Dosyć, aniele. Pora walczyć!

Kiwam głową i lekko się uśmiecham, wstaję. Pielęgniarka pomaga mu się położyć i wkłada mu coś do nosa. Obserwuję ją uważnie. Kiedy tylko kończy, odwraca się do mnie i mówi cicho:

- Pani ojciec dostał leki. Niedługo pewnie zaśnie. Mogą państwo się pożegnać i wrócić jutro.

- Ja zostaję!

- Aniele, nie trzeba. Słyszałaś pielęgniarkę, będę spał. Muszę odpocząć.

- Paps!

- Mia, myślę, że Paps ma rację. Wrócimy do domu, odpoczniesz i jutro z samego rana przyjedziemy.

Oboje z Papsem spoglądamy w jego stronę. Dopiero teraz uświadamiam sobie, że Chris nadal tutaj jest. Mężczyzna spogląda na mnie i na Papsa.

- Jutro skontaktuję się ze swoim lekarzem. Zobaczy pana kartę.

- Nie trzeba! Ja wiem, co mi jest! Od pana nic więcej nie chcemy! Może nas pan zostawić w spokoju, a w szczegól­ności Mię.

Chris podchodzi bliżej łóżka, spogląda na niego i mówi:

- Ja się nie pytam o pozwolenie!

- Chris! Przestań.

Paps spogląda na mnie, łapie mnie za dłoń i mówi:

- Przepraszam, aniele!

Całuję go w policzek, przytulam się i szepczę:

- Kocham cię, tatko!

- Ja ciebie też, aniele. A teraz znikaj, muszę iść spać.

Czuję, jak nowe łzy napływają do moich oczu. Szybko całuję Papsa i wychodzę. Przed salą zamykam oczy i próbuję powstrzymać łzy. Biorę parę głębokich oddechów. Wyczuwam dłoń Chrisa na ramieniu, otwieram oczy i spoglądam na niego.

- Jedziemy do domu. Wyślę kogoś po rzeczy dla ciebie.

- Jeśli pozwolisz, chcę jechać do siebie.

- Nie!

I to by było na tyle. Jedno zdanie. Jedno słowo. Nie!

Zaraz jak tylko przekroczyliśmy próg mieszkania, Mia zniknęła w swoim pokoju. Nie chciałem jej przeszkadzać, bo znam ją już na tyle i wiem, że nie potrzebuje niczyjej pomocy ani litości. Spoglądam po raz dziesiąty na drzwi do jej pokoju. Siadam przy nich i słyszę, jak Mia płacze. Na ten dźwięk moje ciało się napina i jest gotowe do walki. Nie mogę słuchać jej płaczu. Wcześniej, kiedy słyszałem, jak płaczą kobiety, byłem niewzruszony. W moim fachu taki widok to rzecz normalna. Nawet faceci potrafili płakać. Ale jej płacz, jej cierpienie sprawia, że mam ochotę kogoś rozjebać.

Wstaję gwałtownie, pukam i zanim usłyszę - proszę, wchodzę. Mia leży na łóżku. Na mój widok szybko się podnosi, jej łzy są dla mnie jak otwarta rana. Siadam blisko niej, odgarniam jej włosy za ucho i spoglądam na nią.

- Na dole mam siłownię. Poćwiczymy i będzie ci lepiej.

Zauważam jej minę i sam siebie karcę. Będzie jej lepiej. Co ja, kurwa, wygaduję! Sugeruję, że dzięki treningowi zapomni o tym, iż bliska jej osoba umiera?! No brawo, kurwa, Chris!

- Masz rację.

Mam rację? Tego się nie spodziewałem. Mia wstaje, ociera łzy i spogląda na mnie:

- No! Musisz wyjść, abym mogła się przebrać.

Wstaję, uśmiecham się do niej i mówię:

- Spotkamy się w salonie za dziesięć minut.

Czekam na Mię i zastanawiam się, jak mogę jej pomóc. Jutro muszę zadzwonić do swojego lekarza. Dobrze mu płacę, więc mam nadzieję, że coś uda mu się wymyślić. Nagle słyszę chrząknięcie, odwracam się i zauważam, że Mia ma na sobie legginsy, czarny, sportowy stanik i rozpiętą bluzę.

- Gotowy?

- A ty?

Kiedy kierujemy się do windy, dzwoni mój telefon. Spoglądam na wyświetlacz i zauważam numer mojego magazynu.

- Wybacz. - Odchodzę na chwilę i odbieram. - Mów. Dobrze niedługo będę.

Odwracam się do niej i mówię:

- Wybacz, muszę jechać do magazynu, mamy problem. Ty jedź na siłownię, możesz skorzystać z tej na dole w budynku lub możesz wziąć szofera i pojechać na swoją.

Mia spogląda na mnie w milczeniu, po czym podchodzi do mnie, kładzie dłoń na moim ramieniu i mówi:

- Jadę z tobą, w końcu jestem twoim ochroniarzem, prawda?

- Nie! Wybij sobie to z głowy!

Ona chyba oszalała, jeśli myśli, że zabiorę ją do magazynu. To jest nie tylko niebezpieczne, lecz także nielegalne. Widzę w jej oczach zacięcie, to samo, które widzę za każdym razem, kiedy walczy czy to na ringu, czy ze mną.

- Jadę, koniec i kropka!

- Mia!

- Chris!

Jedziemy, Bóg wie gdzie. Kątem oka spoglądam na Chrisa i widzę, jaki jest zdenerwowany. Nigdy wcześniej takiego go nie widziałam. Czuję, że udziela mi się atmosfera. Już dłużej tego nie wytrzymam.

- Chris, nie musisz się mną przejmować.

Mężczyzna gwałtownie zjeżdża na pobocze, parkuje i spogląda na mnie. Widzę złość na jego twarzy.

- Czyś ty, kurwa, oszalała! Myślisz, że gdzie my, kurwa, jedziemy, na pierdolone zakupy?! Zmusiłaś mnie, abym cię zabrał do gniazda węży!

Nagle zaskakuję sama siebie i krzyczę na niego:

- A ty myślisz, że kim ja, kurwa, jestem! Jedną z twoich panienek?! Od dziesiątego roku życia walczę! Wiem, że nie jesteś pierdolonym sklepikarzem! Wiem, że twoja praca jest niebezpieczna! - Kładę mu dłoń na ramieniu i dodaję spokojniej: - ale chcę być przy tobie.

Chris spogląda na mnie. Widzę, jak zamyka oczy i wypuszcza powietrze. Po chwili odpala samochód i jedziemy na spotkanie. Sama nie wiem, dlaczego to robię, to przecież obłęd. Coś ciągnie mnie do tego świata. Nie! Nie do tego świata, do tego mężczyzny. Przez całą drogę, co jakiś czas, czuję, że Chris spogląda na mnie od czasu do czasu, tak samo, jak ja na niego. Zajeżdżamy pod jakiś magazyn. Chris spogląda na mnie i mówi surowym głosem:

- Jesteś tego pewna.

Nie odpowiadam, odpinam pasy i wychodzę. Czuję, że Chris jest blisko mnie. Wchodzimy do magazynu, gdzie zauważam ogromne skrzynie. W kole stoi około dziesięciu facetów. Kiedy podchodzimy, każdy z nich ustępuje nam miejsca i spogląda na Chrisa. Jeden z nich wychodzi z szeregu i podaje mu dłoń. Jest to dobrze ubrany Koreańczyk.

- King, nie wiem, jak prowadzisz interesy, ale nie uzgadnialiśmy takiej ceny.

- Herts, cena jest taka jak zawsze. Z tego, co mi wiadomo, twoje zamówienie uległo zmianie.

Nagle dostrzegam, że niedaleko tego gościa, staje jego młodsza wersja. Zapewne jego brat lub syn.

- Nie pierdol, King! Myślisz, że pozwolimy ci wyjebać mojego ojca i mnie!

Herts kładzie dłoń na ramieniu syna i mówi do niego cichym głosem:

- Wystarczy, John.

- Herts, zapraszam do gabinetu, uzgodnimy warunki. - Chris spogląda na mnie i lekko się uśmiecha. - Nasi chłopcy mogą tutaj poczekać.

Czuję, że obok mnie staje syn Hertsa, spogląda na mnie i mówi mi prosto w twarz:

- Kurwy też zostają!

Słyszę, jak Chris się odwraca i zanim ma okazję zareagować, łapię Johna za rękę i wykręcam mu ją. Tak jak podejrzewałam, kwiczy z bólu.

- Kogo nazywasz kurwą? Szmato! - szepczę do jego ucha, ale tak, aby moje słowa dotarły do zgromadzonych tu osób.

Słyszę, że zarówno ludzie Hertsa, jak i Chrisa wyciągają broń. Spoglądam na szefa, który podchodzi do mnie, spogląda na Johna oraz Hertsa i spokojnie mówi:

- Możesz już go puścić, kochanie! Chyba zrozumiał.

Puszczam go, a on odwraca się do mnie i próbuje mnie uderzyć. Chris wyciąga broń i celuje w jego głowę. Zauważam, że Herts podchodzi do nich i mówi cichym, spokojnym głosem:

- John, przeproś panią.

- Ojcze, jaja sobie robisz? To zwykła kurwa!

- Przeprosisz moją kobietę albo wpakuję ci kulkę. Wybór należy do ciebie?

Kobietę! Jego Kobietę!

Czy ja dobrze zrozumiałam? Zaskoczona spoglądam to na Johna, to na Chrisa i kompletnie nie wiem, co jest nie tak z tym facetem.

- Przepraszam! Zadowolona? - słyszę cichy głos Johna.

Odwracam się do niego, spoglądam mu w twarz, podchodzę powoli do Chrisa i kładę mu rękę na dłoni, w której trzyma broń. Chris spogląda na mnie i oddaje mi pistolet. Stoję i celuję w głowę tego padalca. Widzę panikę w jego oczach. Uśmiecham się lekko, opuszczam broń i mówię:

- Zadowolona! Panowie, chodźmy dokończyć interesy. A dzieci niech tutaj zostaną.

Kończymy spotkanie z Hertsem, a ja nadal uśmiecham się jak głupek. Nie spodziewałem się tego po Mii. Wiedziałem, że nie jest taka jak inne kobiety, lecz tego się nie spodziewałem. Widziałem miny chłopaków. Nawet ten pojeb, John, zrozumiał, że z moją petardą się nie zadziera.

Żegnamy się z nimi. Kiedy jesteśmy sami, pochodzę do Mii i łapię ją w ramiona. Pragnąłem tego już od dawna. Czuję, że i ona mnie przytula, zamykam oczy i wdycham jej cudowny zapach. Uświadamiam sobie, że właśnie tego mi brakowało, tego cudownego uczucia. Doskonale wiem, że należy do mnie. Łapię jej twarz w dłonie i spoglądam w oczy.

- Byłaś cudowna, ale jeśli masz zamiar trzymać broń, muszę mieć pewność, że wiesz, jak jej używać.

Łapię ją za dłoń i kieruję się w stronę samochodu. Kątem oka dostrzegam swoich ludzi, którzy przyglądają nam się z ciekawością. Dla nich jest to równie dziwny widok, jak dla mnie. Otwieram jej drzwi i zanim Mia wsiądzie, spogląda, na mnie i pyta:

- Gdzie teraz?

- Teraz jedziemy w jedno z moich ulubionych miejsc.

Mia uśmiecha się do mnie, daje mi buziaka w policzek i mówi:

- Prowadź.

Parkuję na mojej strzelnicy. Mia spogląda na mnie i szczerze się uśmiecha.

- To twoje ulubione miejsce?

- Tak, jedno z moich ulubionych miejsc. Chodź.

Witam się z Timmem i idę do prywatnej sekcji. To ja zbudowałem tę strzelnicę. Tutaj relaksuję się, ale również prowadzę niektóre interesy. Stajemy i tłumaczę Mii zasady, pokazuję jej, jak trzeba się obchodzić z bronią. Kiedy już wiem, że jest gotowa, nakładam jej nauszniki i pozwalam się zabawić.

Wiedziałem, że jej się to spodoba, już prawie pół godziny strzelamy. Jej śmiech jest jak balsam na moją duszę. Mia szybko się uczy i jest w tym naprawdę dobra. Widzę, że ten świat jest dla niej. Kto wie, może nawet uda nam się zbudować związek? Wiem jedno, jest moja. Nie pozwolę jej odejść ani skrzywdzić. Pytanie tylko, czy ona myśli podobnie. Czy jest tutaj ze mną tylko przez długi? Niestety jestem tchórzem i boję się o to zapytać. Boję się, że jeśli jej pozwolę odejść, powiem, że dług jest spłacony, ona odejdzie, a na to nie jestem jeszcze gotowy. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę na to gotowy. Spoglądam na Mię, która właśnie przeładowuje kolejny magazynek i uśmiecham się na ten widok. Kiedy ona spogląda na mnie, ściąga nauszniki i pyta:

- Coś się stało?

- Nie. Wszystko dobrze. Skończ ten magazynek. Pojedziemy coś zjeść i do domu, a rano pojedziemy do Papsa, dobrze?

- Tak. - Mia odkłada broń, podchodzi do mnie i mówi: - Dziękuję za dzisiaj, wiem, że nie chciałeś, abym jechała z tobą. A to, co zrobiłeś dla mnie w szpitalu...

- Jeśli chodzi o magazyn, to tak naprawdę nie miałem wyboru. A jeśli chodzi o szpital, to nie masz za co dziękować.

Mia kładzie mi palec na usta i ucisza mnie. Jej ciało przylega do mojego i kiedy tylko spoglądam w jej oczy, zauważam iskrę pożądania.

- Miałeś. - Mia nachyla się i lekko całuje mnie w usta.

Kiedy tylko kończy pocałunek, nie wytrzymuję i przyciągam ją do siebie. Jedną ręką obejmuję ją w pasie, drugą wplatam w jej kucyk i lekko szarpię. Atakuję jej usta. Ten pocałunek jest zachłanny, ostry. Kiedy tylko słyszę jej cichy jęk, nie wytrzymuję, łapię ją za tyłek i podnoszę, Mia oplata swoje nogi wokoło mnie. Idę z nią do ściany i opieram ją o nią. Nasze pocałunki są coraz to bardziej namiętne i zachłanne. Czuję, jak mój penis prawie rozrywa mi spodnie. Po chwili dobiegają mnie wystrzały z broni i uświadamiam sobie, gdzie jesteśmy. Nie chcę jej brać w takim miejscu, w taki sposób. Pragnę jej równie mocno, jak ona mnie.

- Chcę cię i to bardzo, kochanie. - Szepczę w jej usta pomiędzy pocałunkami. Mia odpowiada mi mruczeniem. - Ale nie tak, nie tu. Chcę cię w swoim domu, w swoim łóżku.

Mia spogląda na mnie, widzę jej rozgrzane policzki i czerwone usta.

- A więc zabierz mnie do domu, szefie!

Drogi powrotnej nie pamiętam. Kiedy usłyszałem, jak Mia prosi mnie, abym zawiózł ją do domu, nic więcej się nie liczyło. Gdy tylko przekraczamy próg mieszkania, łapię Mię w ramiona, opieram o ścianę i zaczynam całować. Jej usta smakują jak świeże truskawki. Mia spogląda na mnie i łapie za moją koszulę i rozrywa ją. Guziki latają w powietrzu, a ona się uśmiecha, zagryza wargę, po czym mówi z wielkim uśmiechem:

- Ups.

Zaczynam ją gryźć w szyję. Podnoszę jej nogi i oplatam je sobie wokoło talii. Mia wydaje najcudowniejsze pomruki, jakie kiedykolwiek słyszałem. Pogłębiam pocałunek, lekko gryząc jej dolną wargę. Mia nie pozostaje mi dłużna i czuję, jak jej paznokcie wbijają się w moje plecy. Jestem pewny, że pozostawi ślady. Łapię za jej koszulkę i gwałtownie ją ściągam. Odpinam czarny, koronkowy stanik i rzucam na podłogę. Stawiam ją i odwracam do siebie tyłem. Jej cudowny tyłek ociera się o mojego nabrzmiałego penisa. Jej nagie piersi są przyciśnięte do ściany. Łapię ją za szyję i wyginam do siebie. Całuję ją, trzymając jedną dłonią, drugą sunę po nagim brzuchu aż do zamka spodni. Odpinam go i szybkim ruchem wkładam w nią dwa palce. I tak jak podejrzewałem, Mia jest już mokra i gotowa na mnie. Z jej ust wydobywa się głośne westchnienie, czym zachęca mnie do jeszcze głębszej penetracji. Moje ruchy stają się bardziej gwałtowne. Klękam przy niej i ściągam z niej spodnie razem z bielizną. Spoglądam na mojego anioła, moją petardę i nie mogę uwierzyć, jak bardzo jest perfekcyjna. Jaka jest piękna, delikatna, a zarazem twarda. Łapię ją ponownie za tyłek i unoszę. Przyciskam do ściany i kiedy tylko czuję jej nagie ciało, przylegające do mojego, wiem, że dłużej nie wytrzymam. Całując się, przechodzimy do sypialni. Kładę ją i spoglądam na nią. Nikt wcześniej nie wyglądał tak cudownie w moim łóżku ani tak idealnie w moim życiu. Powoli pozbywam się ubrań. Dostrzegam, jak jej źrenice się rozszerzają. Kładę się blisko niej i całuję. Czuję, że dłużej nie wytrzymam, muszę się w niej znaleźć. Spoglądam w jej oczy i mówię cicho:

- Kochanie, dłużej już nie wytrzymam, muszę znaleźć się głęboko w tobie.

- Więc na co czekasz?

Kurwa, ta kobieta jest wręcz idealna. Jak ktoś taki popierdolony jak ja, może mieć takie szczęście. Kładę się na niej i łapię w dłonie mojego obolałego penisa. Jednym szybkim i mocnym pchnięciem znajduję się w raju. Inaczej nie da się tego opisać. Jest taka ciasna, ale zarazem delikatna i cudowna. Spoglądam na Mię i zauważam, że jest równie podniecona, jak i ja. Zaczynam się poruszać. Mia łapie mnie za tyłek, przyciąga do siebie i oplata nogami. Dzięki temu znajduję się w niej jeszcze głębiej. Przez zaciśnięte usta udaje mi się tylko wysyczeć:

-Kurrrwaaa.

Mia spogląda na mnie, wbija mi paznokcie w pośladki i mówi:

- Mocniej!

- Kurwa, Mia, nie chcę ci zrobić krzywdy!

- Mocnej! Chris, mocniej, proszę.

Całuję ją mocno, gryzę w usta i zaczynam miłosny taniec, tak jakby nie miało być dla nas jutra. Moje ruchy są mocne i szybkie. Czuję, jak jej ciało się napina. Wiem, że jest już blisko, ja również. Po kilku pchnięciach oboje dochodzimy - mocno i głośno - krzycząc swoje imiona. Już wiem, przepadłem. Nie ma dla mnie nikogo innego ani innego miejsca, gdzie czułbym się tak, jak czuję się teraz. Od tej chwili liczy się tylko moja mała petarda.

- Mia!

Miesiąc później

Ten miesiąc był jednym z najcudowniejszych, a zarazem najstraszniejszych w moim życiu. Okazało się, że Paps od lat walczy z rakiem, który teraz powrócił, niestety z przerzutami. Lekarze nie dają mu szans na wyleczenie. Przez pierwsze dni byłam na niego bardzo zła. Zła za to, że ukrywał chorobę przede mną. Chris wytłumaczył mi, że teraz nie mam czasu na to, żeby się złościć. Zła mogłam być na siłowni, w domu czy, jak on to powiedział, nawet w łóżku, z nim i tylko z nim. Chris okazał się ogromnym wsparciem. Wsparciem, którego nigdy wcześniej nie miałam w żadnym innym mężczyźnie, oprócz Papsa.

Wróciłam właśnie z kolejnej wizyty w klinice. Chris nalegał, aby Paps został przeniesiony do prywatnej kliniki. Ma własny pokój i własną pielęgniarkę. Oczywiście nie obeszło się bez protestów ze strony Papsa, ale już się nauczyliśmy, że Chris nie mówi. On informuje i każdy, kto przebywa w jego towarzystwie, powinien się tego nauczyć.

Spoglądam na nasze splecione dłonie. Chris odebrał mnie z kliniki. Nic nie mówiąc, przytulił mnie i mocno pocałował. Przez całą drogę trzyma mnie za dłoń. Wie dobrze, że nie chcę teraz rozmawiać, że potrzebuję chwili, aby odetchnąć. Pogodzić się z tym, że nie mogę nic więcej zrobić dla Papsa. Spoglądam na Chrisa, który rozmawia z Luką o jakiejś dostawie. Czuję, jaki jest zły. Nie chce tego pokazać ze względu na mnie, czym zaczyna mnie irytować. Od miesiąca taki jest. Traktuje mnie jak jajko, jak cenną rzecz, która może pęknąć. Kiedy tylko odkłada telefon, spoglądam na niego i pytam:

- Co jest nie tak z dostawą?

- Nic takiego, skarbie. - Po czym obejmuje mnie i przytula.

- Chris, od miesiąca traktujesz mnie jak pierdolone jajko! - Wyrywam się z jego uścisku i spoglądam na niego.

Zanim mam okazję coś więcej powiedzieć, parkuje samochód, otwiera drzwi i podaje mi dłoń.

- Chodź, kochanie, porozmawiamy w domu albo jeszcze lepiej ty odpoczniesz, a ja wszystkim się zajmę.

Spoglądam na niego. Co on sobie, kurwa, myśli, że kim ja jestem. Wychodzę z samochodu i kieruję się do windy. W windzie nie patrząc na niego, mówię ostro:

- To jeszcze nie koniec!

Wchodzimy na górę i kieruję się do garderoby, muszę ściągnąć to ubranie. Od miesiąca ubieram się w sukienki i szpilki. Chcę, aby Paps widział, jak Chris dba o mnie, aby się nie martwił. Słyszę, że Chris idzie za mną. Wchodzę do garderoby i ściągam sukienkę. Czuję, jego wzrok na sobie. Nie spoglądając na niego, pytam:

- Kiedy masz kolejną dostawę?

Nagle Chris wybucha.

- Mia, dosyć! Nie będziesz się mieszać w moje interesy! Zajmij się Papsem!

- Przestań pierdolić, Chris! Od miesiąca traktujesz mnie, jakbym miała pęknąć.

Zanim mam okazję wziąć koszulkę, Chris wstaje gwałtownie i podchodzi do mnie. Łapie mnie za ramiona i przyciska do ściany. Spogląda na mnie i widzę, że jest równie mocno wkurwiony. Po chwili czuję jego wargi na swoich. Jego pocałunek jest mocny i zachłanny. Patrzę na niego i uświadamiam sobie, że właśnie tak jest za każdym razem, jak jestem zła. Kiedy tylko spoglądam w jego cudowne oczy, czuję spokój i moja złość przepada. Chris łapie mnie za pośladki, oplatam go nogami i słyszę, jak na podłogę spadają szpilki. Nie przerywając pocałunków, Chris niesie mnie do naszej sypialni. Kładzie na łóżku i spogląda na mnie. Kiedy ściąga swoją koszulkę i odpina spodnie, mam ochotę błagać go o to, aby wszedł we mnie. Odgarnia moje włosy, całuje mnie w policzek i szepcze:

- Jesteś dla mnie wszystkim, kochanie!

Chris wkłada swoją dłoń w moje majtki i ściąga je jednym szybkim szarpnięciem. Po chwili obok nich ląduje mój stanik. Kiedy tylko czuję go w sobie, nic innego się nie liczy.

Tylko on i ja.

Ta kobieta kiedyś doprowadzi mnie do szału. Bóg mi świadkiem. Kocham tę małą petardę, która właśnie leży w moich ramionach. Całuję ją w głowę i czuję, że prawie odpływa.

- Chris?

Słyszę jej zaspany głos.

- Tak, kochanie?

- Ja nie jestem taka jak inne. Chcę być częścią twojego świata.

Odwraca się w moich ramionach, spogląda mi w twarz i mówi poważnym głosem:

- Chcę być z tobą!

Całuję ją namiętnie w usta i słyszę cichy pomruk. Już wiem, że tak właśnie chcę się budzić i zasypiać każdej nocy, do końca swojego pierdolonego życia. Spoglądam na nią i mówię:

- Wiem, kochanie. - Całuję ją. - Kocham cię, Mia! Tak bardzo, że aż mnie to czasem przeraża.

Widzę zaskoczenie w jej oczach, a po chwili pojawiają się w nich łzy. Mia całuje mnie, łapie moją twarz i mówi:

- Ja ciebie też kocham!

Uśmiecham się do niej i kiedy już mam się znaleźć w niej ponownie, słyszę telefon. Mia uśmiecha się do mnie i mówi:

- Odbierz! Ja poczekam. Wracaj do mnie szybko!

Całuję ją i w myślach wyklinam osobę, która dzwoni.

Właśnie dopinam wszystko na dzisiejszy wieczór, kiedy zauważam, że Mia idzie do mnie. Uśmiecha się lekko, ale wiem, że każda wizyta u Papsa ją niszczy. Rozmawiałem z wieloma lekarzami i żaden z nich nie jest w stanie mu pomóc. Mia podchodzi do mnie, obejmuję ją mocno i całuję w głowę.

- Co powiesz, kochanie, na mały sparing?

Mia podnosi głowę. W jej oczach zauważam iskrę radości.

- Tak, proszę, muszę się tylko przebrać.

- Załatwione, w aucie mam torbę. Wszystko spakowałem.

Kiedy jedziemy, trzymam Mię w ramionach i zaczynam się denerwować. Mia wyczuwa moje zdenerwowanie. Podnosi głowę i spoglądając mi w twarz, pyta:

- Chris, wszystko dobrze? Pamiętaj, możesz mi o wszystkim powiedzieć.

- Wiem, kochanie, wiem.

Zajeżdżamy pod siłownię Papsa i kiedy tylko wychodzimy, Mia spogląda na mnie.

- Dlaczego tutaj?

- Dawno tu nie byłaś, kochanie. Wiem, że to miejsce nadal dla ciebie dużo znaczy.

- Masz rację. - Kładzie swoja dłoń na moim policzku i uśmiecha się od ucha do ucha. - A teraz chodź, skopię ci tyłek.

Wybucham śmiechem i łapię ją za dłoń. Kiedy wchodzimy, Mia zatrzymuje się i spogląda na mnie. Cała siłownia jest pusta. Na ringu są lampki, w kole jest pełno świeczek i białych róż. Łapię ją za dłoń i prowadzę na ring. Kiedy już jesteśmy w kręgu, spoglądam na Mię.

- Wiem, że to może nie jest najromantyczniejsze miejsce na świecie, a już na pewno tak nie pachnie... - Klękam, wyciągam pudełeczko z pierścionkiem. - ...ale kochanie, to bardzo ważne miejsce, które na swój sposób nas połączyło. Mia, kocham cię i będę kochał aż do końca swoich dni. Czy uczynisz mnie szczęściarzem i powiesz TAK?

Mia spogląda na mnie ze łzami w oczach i po raz kolejny nie wiem, co będzie. Nagle Mia podaje mi dłoń i wykrzykuje najcudowniejsze słowo:

- TAK!

Nakładam, pierścionek na jej palec, wstaję, biorę, ją w ramiona i całuję. Tu jest mój świat. Mój dom.

Epilog

Kiedy masz pieniądze, urządzenie ślubu jest łatwiejsze. Stoję właśnie w pokoju w pięknej sukni ślubnej. Molly podaję mi kwiaty. Zauważam łzy w jej oczach.

- Molly!

- No co, kurwa! Ty masz nie płakać, nie mówiłam nic o sobie.

Uśmiecham się do niej i podaję jej kolejną chusteczkę, gdy słyszymy ciche pukanie. Kiedy tylko drzwi się otwierają, widzę twarz swojego kochanego Papsa. Jest blady i stracił kilka kilogramów, ale jestem szczęśliwa, że Chrisowi udało się załatwić przepustkę na ten dzień.

- Aniele, wyglądasz pięknie.

- Dziękuję, Paps. - Podchodzę do niego i łapię go za dłoń. - Jak się czujesz?

- Aniele, dzisiaj jest twój dzień! Nie martw się o mnie.

Całuję go i serdecznie przytulam. Czuję, jaki jest kruchy i czuję łzy w oczach. Kiedy spoglądam na niego, Paps całuje mnie w policzek i chwyta moją twarz w dłonie.

- Aniele! Nie ma płaczu, nie ma żalu. Kocham cię i zawsze będę przy tobie! Proszę o uśmiech. - Po chwili dodaje: - Gotowa?

- Tak. - Uśmiecham się i chwytam go za dłoń.

Ceremonia była cudowna. Paps poprowadził mnie do ołtarza. Kiedy tylko zobaczyłam Chrisa, nie widziałam już nic więcej. Liczyliśmy się tylko my.

- Szczęśliwa?

- Tak, bardzo!

Stoimy na tarasie, spoglądamy na naszych przyjaciół i gości. Chris przytula mnie, łapie w ramiona i lekko przekrzywia, po czym całuje. Czuję się taka szczęśliwa. Przepełnia mnie miłość.

- Chodź, żonko! Zatańczymy.

Łapię go za dłoń, uśmiecham się i mówię:

- Chodź, mężu, pokażę ci, jak to się robi.