Rozdział I
Spółka na wakacjach
Śniło mi się, że ktoś topił mnie w przerębli - rzekł Darkins grobowym głosem.
Siedzieli z Alfaenem na plaży, a przed nimi rozciągało się olbrzymie, ciemnoniebieskie morze. Na wodzie od czasu do czasu pojawiały się fale, które jednak przed dojściem do brzegu łagodniały i nie groziły zalaniem ich obozu. Na tenże składał się kosz piknikowy, parasol, jeden duży plecak oraz dwa leżaki, a także smok, który drzemał na piasku, wystawiając brzuch do słońca.
- To musiał być koszmarny sen - stwierdził Alfaen, poprawiając ciemne okulary. Miał zamiar spędzić najbliższą godzinę na opalaniu się, co, jak wyczytał, w rozsądnych dawkach było zdrowe dla kości. - Kto cię topił?
- Tym kimś mógł być Gereh... - zaczął Darkins, na co jego wspólnik podskoczył na swoim leżaku.
- Nie wspominaj jego imienia!
- ...ale równie dobrze mógł to nie być on.
- Uznaliśmy, że napis w książce był głupim żartem - powiedział Alfaen, oddychając głęboko. Najmniejsza wzmianka o Gerehu, straszliwym demonie, z którym musieli zmierzyć się wiosną, budziła w nim niepokój. - Nie ma szans, żeby uchował się po tym, co zaszło w nawiedzonym domu.
- Przede wszystkim nie mógłby trzymać gęsiego pióra - odparł Darkins tonem kończącym dyskusję, po czym poszperał w plecaku i wyjął słomkowy kapelusz, który włożył z namaszczeniem. - To jednak nie zmienia faktu, że dawno nie śnił mi się taki realistyczny koszmar.
- Nie masz dodatkowo złego nastroju, przygnębienia, poczucia beznadziei...
- Nie próbuj diagnozować u mnie Nocnego Mara. Niepotrzebnie to powiedziałem.
- Zgadzam się - przytaknął łowca duchów. Już nieco doszedł do siebie. - Należy skoncentrować się na wypoczynku.
- Nawet na wakacjach ciągle myślę o pracy - powiedział ponuro Darkins.
- Rozchmurz się. Jeszcze pięć dni bez upiorów.
Alfaen i Darkins od trzech lat prowadzili przedsiębiorstwo noszące dumną nazwę Spółka Antymagiczna. Zanim zaczęli zorganizowaną działalność, przeszli sporą część Deszczowego Lasu jako pogromcy duchów na zlecenie, a w końcu osiedli w największej metropolii tej części świata, mieście o nazwie Burzowo. Ich biuro mieściło się na poddaszu jednej z kamienic. W tym momencie jednak nie było w nim nikogo, ponieważ wspólnicy wyruszyli na długo wyczekiwany urlop nad morzem. Zabrali też ze sobą smoka. Czaruś, łuskopiszczak ogoniasty o ugodowym charakterze, był pupilem znajomego Czarnoksiężnika. Nie wykazywał się szczególną błyskotliwością, ale za to miał pogodne usposobienie i stanowił miłą kompanię.
Alfaen czuł się bardzo dobrze. Wrześniowe słońce grzało, woda była ciepła po całym lecie, a warunki do regenerowania sił lepsze niż przyzwoite. Po półgodzinie opalania postanowił popływać. Dołączył do niego Czaruś, który bardzo lubił wodę.
Alfaen kołysał się na falach kilkanaście minut, a Darkins wciąż zajmował miejsce na leżaku i od czasu do czasu machał do niego, być może chcąc sprawdzić, czy nie utonął. Łowca duchów prychnął śmiechem, obserwując wspólnika z dystansu. Były kapitan Astary nie pasował do plaży tak bardzo, jak to tylko możliwe. Był lekko, ale starannie ubrany, siedział na idealnie prostym leżaku i rozwiązywał krzyżówki dokładnie zaostrzonym ołówkiem.
Alfaen pomyślał, że niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią, i zanurkował. Woda była tak czysta, że widział dno na wiele metrów przed sobą. Czaruś szalał wśród skał i kolorowych morskich roślin. Dno było piaszczyste, ale od czasu do czasu zdarzały się porośnięte podwodnym mchem kamienie. Łowca duchów wypłynął, by zaczerpnąć powietrza, i znowu się zanurzył.
Wtedy zobaczył Gereha.
W wodzie jego biała twarz wydawała się jeszcze bielsza, czarna szata i włosy falowały. Demon spojrzał na Alfaena pomarańczowymi oczami i uśmiechnął się.
- Ja wrócę. - Jego szept dobiegł ze wszystkich stron.
Łowca duchów zachłysnął się i w mgnieniu oka znalazł nad powierzchnią wody, targany kaszlem. Smok, zaniepokojony, podpłynął do niego.
- Miau?
Serce Alfaena biło szybko. Zanurkował, by przekonać się, że Gereha już nie ma, a potem popłynął ze smokiem do brzegu.
- Zobaczyłeś ducha? - spytał Darkins, ale na widok jego miny ugryzł się w język. - To znaczy, hm, poparzyła cię meduza?
Alfaen potrząsnął głową, a potem usiadł wprost na piasku. Czaruś władował mu się na kolana i zaczął mruczeć. Jego puszysta sierść była mokra i śliska, ale też ciepła, jak to u smoków.
Darkins narzucił na wspólnika ręcznik i usiadł obok.
- Usłyszałeś tam przepowiednię końca świata?
Alfaen potrząsnął głową.
- Daj czekolady.
- Nie zabrałem na plażę.
- To ciastko owsiane.
Darkins wyjął z koszyka papierową torebkę.
- Skoro możesz jeść, jesteś zdolny do myślenia. A skoro myślisz, możesz mi powiedzieć, co się, do czorta, zdarzyło, bo zaczyna mi to działać na nerwy.
- Gereh - rzucił Alfaen, a po plecach przebiegł mu dreszcz.
- Co?
- Widziałem go.
- W kąpielówkach w palmy?
- Nie.
- Bez nich?
- Przestań sobie kpić. Śniło ci się, że Gereh topił cię w przerębli, a ja zobaczyłem teraz drania w wodzie. Przed wyjazdem znaleźliśmy w księdze napis, że on wróci.
- Nie mógłby trzymać pióra, bo nie jest cielesny, nawet jeśli nie zgi...
- On powiedział, że wróci.
- W wodzie? - Były kapitan uniósł brew. Ku zaskoczeniu Alfaena, nie wydawał się tak poruszony jak on sam. - Coś ci się przywidziało.
- Jakie jest prawdopodobieństwo, że zobaczę akurat jego? I właśnie teraz?
- Całkiem spore. - Darkins usiadł prosto. - Rozmawialiśmy o nim. Wyobraźnia dopowiedziała resztę.
Łowca duchów strząsnął z siebie Czarusia - co nie było proste przy jego gabarytach - i wstał.
- Doskonale wiesz, że znam się na widmach. I mówię ci, to nie było przywidzenie.
Jego wspólnik zaczął składać ręcznik w równą kostkę.
- No dobrze - powiedział po chwili. - To na pewno był on?
Alfaen opisał wygląd i głos widziadła. Na samo wspomnienie czuł niepokój.
- Wyglądał, jakby unosił się w wodzie - dodał na zakończenie.
- A mnie próbował utopić. Coś dużo tej wody.
- Sądzisz, że to ma znaczenie?
- Sam nie wiem. Dotychczas Gereha osłabiał ogień, ale z drugiej strony nigdzie nie było wzmianki, że uwielbia pluskać się w kałużach.
Milczeli przez chwilę. Łowca duchów niemal czuł, jak obracają się trybiki w jego głowie, gdy próbował znaleźć rozsądne wyjaśnienie dziwnego wydarzenia. Czaruś zaczął się bawić, uskakując przed falami, które omywały brzeg.
Alfaen spojrzał na wspólnika w tym samym momencie, w którym ten podniósł wzrok na niego.
- To może nie być Gereh - stwierdzili jednocześnie.
Zapadła cisza.
- To możliwe. - Darkins pokiwał głową.
- Tylko jeśli nie on, to kto?
- Grono podejrzanych jest wąskie. Ktoś, kto nas straszy, musi znać naszą poprzednią sprawę.
- O Gerehu wiedziała Ithne...
- ...jej siostra i wuj...
Alfaen przypomniał sobie ich klientkę. Nie wierzył, że jej rodzina mogłaby nasyłać na nich widma. Co prawda byli ekscentryczni, ale raczej nie aż tak.
- Ktoś, kto to zrobił, musi znać zaawansowaną magię. Wpływanie na cudze sny... pozostawienie napisu w książce... Musiałby przenieść się do naszego biura, a drzwi były zamknięte... Portal?
- Albo zaczarowane pióro.
- Czary na odległość - podsunął Alfaen. - Nawet Czarnoksiężnik czegoś takiego nie potrafi. Kto jeszcze wiedział?
- Nauczyciel z Zapchlonej Góry.
- Darkins, ta wieś nazywała się Zapomniana Dziura. Nie możesz się wreszcie nauczyć?
- Nie wierzę, zirytowałeś się - zdziwił się jego wspólnik. - Co ci się stało?
- Ta sprawa mnie martwi.
- To jasne. - Darkins milczał chwilę. - Ale ten fałszywy laluś Ekin nie popierał żadnej formy magii... choć z charakteru pasuje jak ulał na podłego czarnoksiężnika.
- Ty po prostu go nie lubisz.
- Nie cierpię - poprawił go były kapitan. - Ale pomysł, że właśnie on nasłał na nas widmo Gereha, jest akurat tak prawdopodobny jak to, że nagle nabrał wrażliwości. Czyli wcale.
- Nie podejrzewam rodziny Ithne. - Alfaen postanowił przesiąść się na leżak. Czarusiowi znudziła się zabawa w uciekanie przed falami i wrócił na posterunek przy obozowisku. Ułożył się na piasku, pomrukując z zadowolenia.
- Jest jeszcze Czarnoksiężnik. Jedyna osoba, która wiedziała o Gerehu i zna magię.
- On nie działa na czyjąś szkodę - powiedział z powątpiewaniem łowca duchów. - Ale trzeba będzie zamienić z nim słowo.
- Przecież wybrał się na Szklaną Górę. A to jest na drugim końcu Deszczowego Lasu, trzy dni drogi na smoku.
- Użyjemy lustra. - Alfaen myślał szybko. - Wystarczy wylać na nie kilka kropel eliksiru z rokitnika i skontaktować się z centralą.
- I liczyć, że on nosi lusterko przy sobie.
- Na pewno, jest niesamowicie próżny.
- Ciekawe, czy taką rozmowę może przechwycić Brygada Antymagiczna - zastanawiał się Darkins. - Nie możemy sobie pozwolić na posądzenie o kontakty z Ligą Czarnoksięską, a przecież to jest ich zjazd.
- Nie martw się. Czarnoksiężnik w końcu nie jest w naszej Spółce.
Milczeli przez kilka minut, zamyśleni. Morze szumiało cicho, wiatr nieco się wzmógł.
- To co? Zbieramy się? - spytał Darkins.
- Chyba tak. - Alfaen zaczął szukać koszuli. - Czaruś, idziemy.
Sosnowy bór, który oddzielał plażę od miasteczka, rósł na wydmie, i był bogaty w jagody, kurki oraz borowiki. Wspólnicy w ciągu poprzednich dwóch dni przemierzali go wzdłuż i wszerz, zbierając składniki do eliksirów i na zupę. Ich bazę wypadową stanowił domek letniskowy. Wynajęli go od niezbyt sympatycznej pani Jagi. Staruszka od początku patrzyła na nich nieufnie i kiedy przekazywała Alfaenowi klucz, wymamrotała coś o leniwej młodzieży na wakacjach we wrześniu.
Chatka miała jeden duży salon, kuchnię i łazienkę na dole, natomiast na piętrze znajdowała się duszna sypialnia. Ani łowca duchów, ani były kapitan nie korzystali z niej i wypoczywali w salonie, Alfaen na kanapie, a jego wspólnik na zniesionym z góry łóżku. Zresztą, spędzali w chatce mało czasu.
Kiedy wrócili z plaży, Darkins zrobił sobie kąpiel, a jego wspólnik przygotował szybki lunch: kanapki z białym serem, pomidorem i bazylią. Były kapitan wysprzątał łazienkę na błysk i po schrupaniu przekąsek usiedli przed lustrem. Alfaen przygotował probówkę z eliksirem z rokitnika. Wytrząsnął odrobinę na szkło.
- Chcemy się widzieć z Czarnoksiężnikiem z Burzowa - rzekł głośno i wyraźnie do tafli.
- Z kim gadam? - W lustrze ukazała się zdumiewająco brzydka twarz starego krasnoluda, nieco rozmazana przez eliksir. - Wieta, ile mamy tera połączeń międzymiastowych? Nie zawracajta mi gitary!
- Spółka Antymagiczna z Burzowa. Mamy pilną sprawę służbową.
- Łowcy upiorów, tak? Poczekajta chwilę - burknął krasnolud. Za jego plecami było widać salę pełną luster. Siedziały przed nimi krasnoludy, które łączyły ze sobą osoby pragnące się skontaktować za pomocą komunikacji lusterkowej. - Dobra jest, mamy typa na linii. Rozmowa za pół minuty.
- Dobrze - powiedział potulnie Alfaen, bo mina Darkinsa wyrażała wszystko, tylko nie życzliwe zrozumienie dla manier pacowników centrali.
Po kilkunastu sekundach krasnolud znikł, za to pojawiła się posępna, blada twarz Czarnoksiężnika. Za nim było widać ścianę oświetloną blaskiem świec.
- Wyciągnęliście mnie z wykładu na temat teorii niegodziwości - powiedział z pretensją. - Mówcie szybko, to może jeszcze zdążę na podsumowanie i poczęstunek.
- Co serwują? - spytał uprzejmie Alfaen.
- Trujące grzyby - prychnął Czarnoksiężnik. - Wasze grzeczne wstępy nikogo nie przekonają, że jesteście mili. Czego chcecie?
- Mamy problem. Widzieliśmy Gereha.
- To żart?
- Absolutnie nie. Śnił się Darkinsowi, a ja zobaczyłem go w morzu.
- Jako topielca? - ożywił się Czarnoksiężnik.
- To demon, nie mógł się utopić.
- No tak, jest na to zbyt wyrachowany - stwierdził z żalem ekspert magii. - Rozumiem, że ukazało ci się widmo.
Alfaen opisał mu wygląd postaci.
- Słyszałem też jego głos.
- Taki sam jak wiosną?
- Tak.
- Co mówił?
- "Ja wrócę" - powiedział mrocznym tonem łowca duchów. - Taki sam napis ktoś zostawił w książce, w której opisujemy przypadki pokonanych upiorów.
Czarnoksiężnik milczał chwilę, zastanawiając się nad jego słowami.
- Jesteście pewni, że nikt nie miał do niej dostępu?
- Była zamknięta w biurze - rzekł Darkins. - Poza tym Alfaen kończył sprawozdanie wieczorem, a wtedy napisu nie było. Zobaczyliśmy go nad ranem następnego dnia, po powrocie z wizyty u Ithne.
- I to żaden z was?
- Oczywiście, że nie, baranie!
- Grzeczniej, panie przemądrzały. Opowiedz mi ten sen. - Czarnoksiężnik w lustrze przeszedł przez korytarz i zasiadł na krześle pokrytym czarnym aksamitem. Dookoła było pusto, tylko raz Alfaen dojrzał łysą wiedźmę z wielkimi pierścieniami, która szła w otoczeniu kilku młodych czarowników, zabiegających o jej uwagę. - To przewodnicząca Ligi, Mrówhilda z Anielskiego Jaru - szepnął ekspert magii i spojrzał na nich z wyrzutem. - Mam nadzieję, że nie narobicie mi wstydu, bo rozmowa z wami może wyglądać na coś zbyt społecznie akceptowalnego, by mogła zostać dobrze przyjęta przez moich kolegów.
- Będziemy wyglądać na bardzo nikczemnych - zapewnił go łowca duchów, a Darkins opowiedział Czarnoksiężnikowi o przerębli i topieniu.
- Rozumiem, że ten ktoś wyglądał jak Gereh, ale nie masz pewności, że to był on - podsumował właściciel smoka. - Ze wszystkiego, co o nim wiemy, da się wywnioskować, że mógł przybierać formę widma dopiero, kiedy był silny. Po tym, jak Ithne go pokonała, został albo całkowicie zniszczony, albo osłabiony tak, że jeszcze przez wiele lat nie będzie w stanie nawet kichnąć, a co dopiero się ukazać. - Czarnoksiężnik usiadł wygodniej na krześle. - Nie sądzę, że to on we własnej osobie. Co nie znaczy, że snu nie sprowadził ktoś inny.
- Też tak pomyśleliśmy. Czy ty byłbyś w stanie zrobić coś takiego?
- Ja przede wszystkim nie traciłbym na to czasu - odparł z niechęcią Czarnoksiężnik. - Ludzie są tak zepsuci, że sny wcale im tego nie uświadomią i nie spowodują poprawy.
- Ale czy byłbyś w stanie to zrobić, gdybyś chciał?
- Nie sądzę. Jestem na to za mało zdolny, poza tym i tak zajmuję się głównie teorią. - Potarł dłonie w rękawiczkach.
Alfaen przyjrzał mu się uważniej i zobaczył identyfikator przypięty do peleryny: "Czarnoksiężnik, czarna wieża w Burzowie". Wyglądało na to, że zjazd Ligi został starannie zorganizowany.
- Czy wygłaszasz jakiś odczyt?
- Tak, na temat marności i sposobów, jak za nią nie gonić - burknął ekspert magii. - Druga sprawa. Czarodziej, który zsyła na drugiego człowieka sny, musi posiadać dużą moc. To do pewnego stopnia rzecz wrodzona. Oczywiście można zostać magiem, korzystając tylko z ksiąg, ale żeby opanować naprawdę potężne czary, trzeba mieć choć odrobinę wrodzonych zdolności.
- Co potrafi ktoś z wrodzoną mocą?
- Na przykład teleportować się bezpośrednio na duże odległości. - Czarnoksiężnik westchnął. - Nie powinno się oceniać czyichś kwalifikacji na podstawie samego talentu, ale niestety to powszechna praktyka w zakonach białych magów. Ach, ta ironia przewrotnego losu - dodał ponuro.
Alfaen wiedział, że temat jest bliski Czarnoksiężnikowi, gdyż ten kiedyś pod wpływem serum prawdy zdradził, że nie przyjęto go do Zakonu Wysokiej Czapki. Między innymi dlatego postanowił pogrążyć się w permanentnej rozpaczy.
- Tak, tak. - Darkins pokręcił głową. - Powiedz nam jeszcze o czarownikach, którzy mają dużą moc. Mogą zsyłać wizje nie tylko w snach?
- Tak sądzę - powiedział z zastanowieniem Czarnoksiężnik. - To musiałby być bardzo potężny czarownik. Nie wydaje mi się, bym znał kogoś takiego.
- A na twoim zjeździe?
- Nawet wiedźma Mrówhilda nie ma aż takiej mocy.
Wspólnicy spojrzeli na siebie, zawiedzeni. Czyżby trafili w ślepy zaułek?
- A inni czarownicy?
- Cóż, nie znam tych z całego świata - odparł Czarnoksiężnik - ale nasz zjazd jest ogłaszany wśród różnych parszywych typów. Ci z Ligi zazwyczaj wiedzą, kto naprawdę zajmuje się czarną magią, a kto nie. Popytam tu i tam, choć wątpię, czy coś znajdę.
Darkins przeczesał włosy palcami.
- No dobrze, a może jacyś biali magowie mogliby to zrobić?
- To jest czarna magia, i to naprawdę czarna, bo działająca na szkodę. - Czarnoksiężnik zmarszczył brwi. - Zjazd kończy się za dwa dni. Kiedy możecie być w Burzowie?
- Nasze wakacje mają potrwać tydzień - zaprotestował łowca duchów.
- To proszę bardzo, czekajcie, aż jakiś zły czarownik zrobi następny krok- powiedział wyniośle właściciel Czarusia. - Nawet w tym lustrze widać, że nie podoba wam się wizja ponownego spotkania z panem G.
- Podziwiam twoją przenikliwość - burknął Darkins. - Nie mieliśmy wakacji od trzech lat. Zostajemy nad morzem.
- Mam dla ciebie inną propozycję - Alfaen pospieszył z dyplomacją. - Wiemy, że umiesz się teleportować.
- Ma się rozumieć - potwierdził Czarnoksiężnik i spojrzenie mu się wyostrzyło. - Wyczuwam odór fałszywych komplementów.
- Gdybyś mógł, przenieś się do nas. Bez ciebie nie rozwiążemy tej sprawy.
- Jesteście półgłówkami, przyjaciele - stwierdził oficjalnie ekspert magii. Przez chwilę myślał, a potem skrzyżował ramiona. - No dobrze, będę za dwa dni. Gdzie was znajdę?
- Wieś Kudłatek Mniejszy. Domek letniskowy na skraju lasu, pięć minut od zabudowań miasteczka. Poznasz go po zielonym parasolu na werandzie.
- Zapamiętam. Jak się miewa mój smok?
- Jest tu. - Alfaen odsunął się, żeby było widać Czarusia, który chrapał na podłodze z wyrazem pełnego zadowolenia na pyszczku.
- Nie jest markotny?
- Nie, przecież wiesz, że on jest zawsze wesoły.
- Właśnie na tym polega jego największa wada - mruknął Czarnoksiężnik. - A więc do niemiłego zobaczenia. Popytam w Lidze o prawdziwych złych czarowników, będę wieczorem pojutrze. I nie zawracajcie mi więcej głowy, bo przez was straciłem też odczyt na temat wykazywania białym magom ich dwulicowości, a naprawdę chciałem go usłyszeć.
Obraz w lustrze zrobił się czarny, co chyba oznaczało, że drugie zwierciadło trafiło do kieszeni peleryny. Zaraz potem pojawił się krasnolud z centrali.
- Załatwili co chcieli?
- Tak, dzięku...
- Nie dziękujta, tylko już nie zawracajta gitary!
Obraz zblakł i w tafli ukazały się głupie miny Alfaena i Darkinsa.
Były kapitan potrząsnął głową z dezaprobatą.
- Co o tym myślisz?
Łowca duchów potarł policzek i przypomniał sobie, że musi przystrzyc zarost, bo lada chwila gotów zamienić się on w pełnoprawną bródkę, a tego wolał uniknąć. Wiedział, że każde zerknięcie w lustro nasuwałoby mu skojarzenie z jasnożółtą kozą.
- Szczerze? Nie sądzę, żeby Czarnoksiężnik dowiedział się tam czegoś, co może nam pomóc.
- Nie pytam o rzeczy oczywiste. - Darkins chyba był zirytowany. - Znasz go, zaprodukuje parę frazesów o niegodziwości świata i będzie nam siedział na głowie przez resztę urlopu.
Przez chwilę trwała cisza. Alfaen spojrzał w okno i dostrzegł, że na niebo nasuwa się ławica chmur. Zastanawiał się, czy to oznacza koniec dobrej pogody.
Wciąż czuł niepokój. Dotąd zdarzało mu się to naprawdę rzadko.
- Sami chyba nie dowiemy się nic więcej. - Darkins tymczasem odstawił krzesła na miejsce i zamknął drzwi domku na klucz. - Proponuję zawiesić dyskusję do jutra i miło spędzić czas. Rano zrobię nam zupę grzybową, mam wszystkie składniki.
- Dobry pomysł. - Alfaen starał się nie poddawać obawom. Dosłyszał szum deszczu za oknem i zauważył pierwsze krople, które pojawiały się na szybie. Już po kilku chwilach zaczęła się ulewa. - Masz ochotę na partyjkę szachów?
- Przegrasz - zapowiedział Darkins z satysfakcją i sięgnął po planszę.