Rozdział czwarty
Dziesiąty czerwca
Czy trudno być przyjacielem płatnego mordercy? Wszystko jest w porządku, dopóki nie każe człowiekowi przyjechać do lasu ze szpadlem. A mówiąc poważnie, Dominik nie znał odpowiedzi na to pytanie. Za każdym razem, kiedy cieszył się z przyjaźni z Maksem, ten wyskakiwał z moralnie wątpliwymi przygodami i zmuszał go do podporządkowania się. Płacili za to wszyscy, a łączące ludzi relacje nie miały żadnego znaczenia.
Skłamałby, gdyby stwierdził, że takie życie u boku dość specyficznego człowieka jest nudne, złe albo niekorzystne finansowo. Niestety, było również samotne.
W środę wieczorem zadzwonił do Klary, żeby się dowiedzieć, jak minął jej dzień w pracy i czy jest zadowolona, lecz ona tylko zbyła go jakimiś wymówkami o potrzebie przestrzeni i zmęczeniu. Obiecała się odezwać w najbliższym czasie, ale był piątek, a ona wciąż milczała.
Dominik przeczuwał, że Maks znowu coś nawywijał, lecz niewiele mógł na to poradzić. Dlatego rozglądał się za jej samochodem, ale nigdzie nie zauważył swojego starego, ukochanego pomarańczowego mustanga.
Musiał do niej dzisiaj pojechać, nawet jeżeli nie bardzo sobie tego życzyła.
- Kurwa! - wrzasnął, zagłuszając system bezpieczeństwa, który zaczął piszczeć w jego samochodzie i gwałtownie go zatrzymał. Przed maską stała kobieta z oczami wielkimi jak spodki, a jej torba na laptopa stuknęła w grill maskujący chłodnicę. Prawie rozjechał przypadkowego, Bogu ducha winnego człowieka!
Dominik potrząsnął głową i wysiadł z auta, zostawiwszy go w trybie parkingowym, z włączonym ręcznym. Kobieta nadal stała jak sparaliżowana.
- Nic pani nie jest? Jezu, przepraszam... zagapiłem się... nie zauważyłem pani... - Podszedł do niej spokojnie niczym do spłoszonej łani i nachylił się nad nią lekko, by spojrzeć prosto w zielone oczy. - W porządku?
- Ja... Nie, znaczy tak, nic się nie stało. - Potrząsnęła głową, a delikatne fale rudych włosów mieniły się niczym jesień na zdjęciach w kalendarzu. - Również się zagapiłam i chyba weszłam nie tam, gdzie powinnam... Wie pan może, gdzie jest parking dla gości? Zawsze się gubię.
Dominik się uśmiechnął, chcąc choć trochę rozładować napięcie.
- Proszę tu chwilę zaczekać, zaparkuję i wtedy pójdziemy znaleźć pani samochód. - Gdy zobaczył jej nieznaczne skinięcie głową i nieśmiały uśmiech, wrócił do pojazdu, lecz wciąż nie mógł jechać. Zaśmiał się i pokręcił głową, zsuwając szybę. - Jeżeli mam ruszyć, byłoby dobrze, gdyby zeszła mi pani z drogi. Nie chcielibyśmy powtórki z rozrywki, prawda?
Kobieta spojrzała na maskę samochodu i zachichotała nerwowo, jakby dopiero teraz zauważyła, że nie drgnęła nawet o milimetr. Dominik otaczał się zazwyczaj ludźmi, którzy doskonale sobie radzili, choć czasami potrzebowali jego pomocy. Spotkanie kogoś, kto był pozytywnie zakręcony i może delikatnie nieogarnięty, podziałało odświeżająco niczym woda z ogórkiem.
Odsunęła się w końcu, gestem ręki zachęcając go do ruszenia, po czym podążyła za nim, aby nie stracić go z oczu. Wyglądał oszałamiająco w dopasowanym garniturze i prawdę mówiąc, już marzyła o tym, by go z niego zdjąć.
Ponownie do niej podszedł, tym razem trzymając portfel i telefon.
- Parking dla gości jest dwa poziomy niżej. Pamięta pani może sektor, w którym zostawiła auto? To by nam wiele ułatwiło. - Znowu się promiennie uśmiechnął, dyskretnie oceniając sylwetkę nieznajomej. Z ukontentowaniem stwierdził, że wypadła co najmniej na osiem i pół w dziesięciopunktowej skali.
- A może przestaniemy tracić czas na niepotrzebne konwenanse i będziemy mówić sobie po imieniu? Jestem Gaja. - Wyciągnęła w jego stronę dłoń, a on ją ujął, nachylił się i złożył na jej wierzchu niezwykle subtelny pocałunek.
- Ta propozycja jest chyba najcudowniejszą wiadomością dzisiejszego dnia. - Wciąż trzymał dłoń kobiety przy ustach, łaskocząc jej skórę oddechem. - Mam na imię Dominik i będę zaszczycony, jeżeli zechcesz zwracać się do mnie po imieniu, Gajo.
Trwali tak, każde czekając na ruch drugiego. Dziewczyna czuła jego przeszywający wzrok na ciele. Żadne z nich nie doświadczało presji czy niepokoju. Wszystko wydawało się takie na miejscu.
- Wracając do parkingu... wydaje mi się, że na filarze mogła być litera D, ale nie wiem, czy faktycznie, czy może twoje imię namieszało mi w głowie. - Przygryzła delikatnie dolną wargę i spuściła wzrok.
Dominik wziął ten gest za dobrą monetę, ujął kobietę pod ramię i poprowadził w stronę wind.
- Zdarza się, że mieszam kobietom w głowach, ale zależy mi na tym jedynie w wyjątkowych przypadkach. - Jego urok osobisty nie zmienił się przez całe życie, tak samo jak sposób, w jaki działał na kobiety. Szkoda tylko, że akurat na Klarze nie robiło to żadnego wrażenia.
- To nic złego posiadać supermoce. Pamiętaj tylko, żeby wykorzystywać je w dobrych celach. Wielka moc wiąże się z wielką odpowiedzialnością. - Puściła do niego oczko i niespiesznie weszła do windy.
Dominik podążył za nią i wcisnął na panelu numer właściwego piętra. Z zaskoczeniem zobaczył swój nieniknący uśmiech w lustrze, którym wyłożono kabinę.
- Nie spodziewałem się, że jesteś fanką Spider-Mana. Dużo jeszcze ciekawostek skrywasz?
- Dużo. I tylko od ciebie zależy, czy i które z nich poznasz.
Była pełna sprzeczności, bo choć wymawiała każde słowo z pewnością i sprawiała wrażenie kobiety świadomej posiadanych atutów, zdarzały się momenty - dokładnie takie jak ten - kiedy płochliwie spuszczała wzrok i oglądała swoje dłonie lub buty. Coś w niej sprawiało, że Dominik chciał ją przytulić, ochronić, choć nie wiedział przed czym. A może po prostu przerzucał na obcą osobę to, co pragnął zrobić dla Klary?
- Mam nadzieję, że będziemy mieli okazję się lepiej poznać - powiedział.
Winda się zatrzymała. Przepuścił Gaję, po raz kolejny dyskretnie oglądając jej pośladki otulone ołówkową spódnicą.
Po kilku krokach zatrzymała się i odwróciła w jego stronę. Wyjęła z torebki kartonik i mu podała.
- Jeżeli będziesz miał ochotę wyskoczyć na kawę, zadzwoń. Z pewnością nie tylko Marvel jest naszym wspólnym zainteresowaniem.
Wziął od niej wizytówkę i wsunął ją do kieszonki na piersi. Poklepał się po niej i skinął głową. Bardzo chciał jeszcze kiedyś zobaczyć tę dziewczynę, ale równocześnie nie powinien zostawiać Klary samej nawet na sekundę. Nigdy nie wiadomo, kiedy będzie go potrzebowała, a pragnął wierzyć, że nawet po tym wszystkim zdobędzie się na zadzwonienie do niego i poproszenie o pomoc.
***
Maks z satysfakcją obserwował poczynania Klary. Jeszcze nie podjął ostatecznej decyzji, ale dziewczyna dobrze rokowała. Nie pozwalała sobie na emocje, choć nimi kipiała, i nie chciała dać za wygraną. Na to właśnie liczył.
Wejście do jej gniazdka nie kosztowało go ani kropli potu. Stare zamki, brak alarmu. Nawet dziecko by się włamało.
Mieszkanie, choć wynajęte ledwo tydzień temu, już się wypełniło jej zapachem. Ucieszyło go to, szczególnie że po wspólnie spędzonym czasie wciąż odczuwał jej brak. Nie brał tego jednak za słabość, lecz traktował jako ciekawość i chęć dodania do swojej codzienności odrobiny dysharmonii. Podobną postanowił wprowadzić dziś w jej życie.
Myszkowanie w prywatnych rzeczach Klary w jakiś sposób pociągało, ale Maks nie był podrzędnym zboczeńcem, żeby uciekać się do takich zachowań. Po prostu poprzestawia jej perfidnie kilka rzeczy, żeby wyprowadzić ją z równowagi. To jego cel.
Klara ewidentnie myślała przyszłościowo, bo kiedy tak się rozglądał po półkach, nie znalazł właściwie nic osobistego. Na stole leżały jakaś książka i dwa laptopy, ubrania były schowane w szafkach, kosmetyki stały w łazience i jeśli nie liczyć naczyń czy jedzenia, to tyle. Żadnych zdjęć, bibelotów, pamiątek. Czegokolwiek, co mogłoby naprowadzić przybysza, że mieszka tu Klara Andrzejewska. Jedynie jej zapach był tego niepodważalnym potwierdzeniem.
Usłyszał zgrzyt zamka w drzwiach, dlatego schował się za zasłoną.
Takiej kryjówki nie powstydziłby się James Bond... - pomyślał i zaśmiał się pod nosem.
Klara rzuciła coś na podłogę, prawdopodobnie torebkę, bo odgłos wydawał się dość miękki. Buty poszły w ślad za nią, następnie z kranu, prawdopodobnie w łazience, poleciała woda. Niedługo później dziewczyna przeszła do kuchni, której część nawet widział przez delikatnie prześwitujący materiał.
Nalała sobie coś do picia, a później zaczęła wnikliwie studiować zawartość lodówki. Analiza chyba nie poszła pomyślnie, bo zamknęła drzwiczki z głębokim westchnieniem.
W końcu Maks postanowił wyjść z kryjówki. Klara musiała zobaczyć ruch kątem oka, bo cisnęła w jego stronę szklankę. Uniknął trafienia bez problemu. Naczynie rozbiło się o kaloryfer, zdobiąc podłogę odłamkami. Po drodze kilka kropel soku poleciało na jego koszulkę. Złapał materiał, trochę naciągnął i pokręcił głową.
- I cóż ona ci zrobiła? - Podniósł wzrok, by spojrzeć na wykrzywioną ze wściekłości twarz dziewczyny.
- Ona nic, ale jej właściciel to już inna historia. - Nie ruszyła się. Wciąż stała napięta niczym struna, gotowa do skoku w każdym momencie. - To już kolejny etap twojej psychozy? Co tu, do cholery, robisz?
Zauważył, że kiedy się denerwowała, silniej akcentowała literę "r". Podobało mu się to. Uśmiechnął się łagodnie i postawił kilka kroków w jej stronę, skoro nie zamierzała go powitać. Klara również się ruszyła. Podeszła do szafek kuchennych i oparła się o jedną z nich.
- Tak traktujesz gości, moja droga? - Stanął trzy kroki przed nią. - Mogłabyś chociaż zaproponować kawę.
- Nie zdążysz jej wypić, a nie mam papierowych kubków, żeby zrobić ci ją na wynos. - Za wszelką cenę starała się panować nad głosem, ale policzki i tak zdradzały wściekłość. Przechodziły z młodzieńczego różu w purpurę.
- Mnie to pasuje, twój wybór. - Postąpił krok do przodu, na co Klara zareagowała zmrużeniem oczu. - Coś ty odwaliła z Bogdanem? Znowu nie rozumiesz prostych zdań? Może czas cię zrestartować i obciąć kolejny palec? - Zniżył nieznacznie głowę, tak samo jak głos.
Klara za to uniosła brodę i spojrzała mu prosto w oczy.
- Powinieneś mi podziękować.
Nieznacznie drgnęła mu brew. W ostatniej chwili stłumił uśmieszek.
- Podziękować? Ha! Dobre sobie... Ale pozwól, że wezmę udział w tej zabawie i zapytam. - Przez moment milczał, nie spuszczając z niej wzroku. Ona również ani myślała się poddawać. - Za co niby mam ci dziękować?
- Oszczędziłam ci sprzątania. Powinnam zastrzelić gnoja, i powiesić jego fiuta na tarczy, dla potomnych. A jednak tego nie zrobiłam. Specjalnie dla ciebie - powiedziała, kładąc nacisk na ostatnie zdanie.
Skinął głową i uśmiechnął się krzywo. Błyskawicznie wyciągnął rękę i złapał lewą dłoń Klary. Ścisnął mocno, ale nie tak, by zabolało. Dziewczynę dzieliły trzy centymetry od noża, po który niepostrzeżenie według siebie usiłowała sięgnąć.
- Nigdy więcej nie próbuj tego robić. Bez względu na to, co sądzisz, nie masz ze mną szans. Jeszcze nie teraz. - Uważnie obserwował, jak przełknęła ślinę i rozszerzyła delikatnie nozdrza przy nabieraniu głębszego oddechu. Panowała nad sobą.
Bardzo dobrze, moja droga. Obym się nie mylił w tym, że możesz zostać brylantem.
- Okej - odpowiedziała wreszcie, nie chcąc, a może nie będąc w stanie zdobyć się na nic więcej.
Maks skinął głową i się odsunął.
- W takim wypadku cię wysłucham. Co się wydarzyło z Bogdanem, że chciałaś go zastrzelić?
Dopiero teraz, dosłownie na sekundę uciekła wzrokiem. Skrzyżowała ręce na piersi i już była z powrotem sobą, silną Klarą.
- Molestował mnie. Nie tylko słownie. - Zamilkła, szukając odpowiednich słów. - Mogę się uczyć, jest mi to nawet na rękę. Na pewne rzeczy jednak nie pozwolę, nawet na to nie licz. Jeżeli jeszcze raz go zobaczę, nie ręczę za siebie.
Nie odpowiedział od razu, sięgnął najpierw do lodówki po coś do picia. Woda wydawała się w tym momencie odpowiednia.
- Bogdan już nie będzie cię niepokoił. - Upił kilka łyków i zakręcił butelkę. - A jak ci się współpracuje z Burzą?
Wzruszyła ramionami, ale nie ukryła zadowolenia na twarzy.
- Całkiem dobrze. Trzyma ręce przy sobie, wydaje się znać na rzeczy, nie mam zastrzeżeń.
- Wobec tego jeżeli się zgodzi, to on będzie cię uczył strzelać. - Zrobił kilka kroków w stronę drzwi. Zatrzymał się przed nimi z dłonią na klamce. - W swoim mieszkaniu zainwestuj w lepsze zamki. Chciałbym mieć przynajmniej jakieś wyzwanie.
Nie czekał na odpowiedź, chociaż trochę tego żałował. Lubił oglądać jej zaciśnięte usta i złowieszczy błysk w oku. Bo w to, że zareagowała inaczej, nie uwierzy.
Niespiesznie poszedł w stronę zaparkowanego kawałek dalej samochodu. Po drodze wyjął telefon i wybrał jakiś numer.
Gdy rozmówca odebrał, Maks rzekł:
- Przeszła test. Kontynuujemy.
- Przyjąłem - odpowiedział Magik. Obaj rozłączyli się w tym samym momencie.
***
Tak jak sobie obiecał rano, Dominik wieczorem zapukał do mieszkania Klary, dzierżąc reklamówkę z pobliskiej cukierni. Musiał sprawdzić, co słychać u dziewczyny, a robiąc to osobiście, dowie się prawdziwszej prawdy, niż gdyby znowu został zbyty przez telefon.
Klara otworzyła niedługo później, choć gdyby poświęciła chwilę na ogarnięcie, wcale by nie narzekał.
- Ach... to ty... - powitała go, zostawiła drzwi otwarte i zniknęła w jednym z pokoi, kompletnie się nie przejmując, czy za nią poszedł, czy może został na progu.
Dominik patrzył, jak odchodzi razem ze swoim kucykiem, który ledwo się trzymał na głowie.
- Dobrze, że jednak przyjechałem... - powiedział do siebie, wszedł do środka i zamknął drzwi. Zostawił ciastka w kuchni, a następnie wszedł do pomieszczenia, w którym była Klara. Miał zamiar się odezwać, ale to, co zobaczył, skutecznie zamknęło mu usta. Wszystko rozrzucone w nieładzie. Kanapa i fotele stały odsunięte, a na środku, w kupce wytrzepanej z doniczki ziemi leżał połamany kwiatek. Białe miniaturowe róże, które podarował jej niedawno.
Klara siedziała na podłodze wśród tego wszystkiego.
- Co tak stoisz? Pomógłbyś! - Machnęła ręką i sięgnęła po leżącą niedaleko otwartą książkę.
Dominik wypuścił powietrze, podszedł i ukucnął.
- Klaro... co tu się wydarzyło? Ktoś cię okradł?
- Czy to wygląda jak kradzież? Nie sądzę. - Gdy to mówiła, przeglądała kartkę po kartce. - Szukam kamer i podsłuchu.
Zdębiał. Otworzył usta i zamknął je z kłapnięciem. Wyciągnął dłoń, odebrał Klarze książkę i odłożył na bok.
- Nie żebym się o ciebie martwił, ale... Może powiesz coś więcej? Sama chyba rozumiesz, że to nie brzmi dobrze. - Usiadł i ujął jej dłoń. - Co się stało?
Poczuł, jak drgnęły jej mięśnie, jakby chciała się od niego odsunąć, ale tego nie zrobiła.
- Maks tu był. Włamał się do mojego mieszkania, kiedy mnie nie było, i myszkował. - Ciągle zmarszczone brwi w połączeniu z potarganą fryzurą i starą, powyciąganą koszulką ubrudzoną ziemią idealnie odzwierciedlały jej stan psychiczny. - Zostawił tu coś, żeby mnie szpiegować. Jestem tego pewna. Przecież nie przepuściłby takiej okazji!
Pokiwał głową, starając się pojąć tę logikę. Może i miała rację, ale znał Maksa na tyle, żeby wiedzieć, że gdyby chciał zostawić tu kamerę, Klara nigdy by się o tym nie dowiedziała.
- Rozumiem twój niepokój. Naruszył twoją prywatność i zasługuje na potępienie, ale nie uważasz, że wywracanie mieszkania do góry nogami to niezbyt dobry pomysł? - Mówił powoli i łagodnie, delikatnie gładząc kciukiem skórę jej dłoni.
- Czyli co, twoim zdaniem mam odpuścić i pozwolić się szpiegować? - Strąciła jego rękę i wstała gwałtownie. - O nie! Mam go po dziurki w nosie. Nie dam mu znowu wygrać. Niedoczekanie!
Dominik również wstał. Zatoczył rękoma dookoła.
- To krajobraz po bitwie. Jeżeli Maks faktycznie cię obserwuje, nie sądzisz, że udowadniasz mu tym, jak bardzo z tobą wygrał? - Znowu się do niej zbliżył, tym razem położył jej dłonie na ramionach i lekko je ścisnął. - Już późno. Weź kilka rzeczy i prześpij się u mnie, a jutro pomogę ci z tym wszystkim. Co ty na to? Opowiesz mi, co dokładnie się wydarzyło. Może razem coś wymyślimy.
Już miała odpowiedzieć, ale spojrzała za jego plecy. Wypuściła powietrze i się skrzywiła, a ramiona jej opadły. Odwróciła się i poszła w stronę sypialni, burcząc coś pod nosem. Nie liczył na wiele, ale kiedy za nią podążył, zobaczył, że pakuje torbę. Chyba jego plan został zaakceptowany.
***
Chciała mu uchylić nieba, dać z siebie więcej, niż mogła. Chciała mu pokazać, czym są prawdziwa miłość i poświęcenie. A on poleciał do kobiety, która nie była ani tego warta, ani nawet ładniejsza od niej. Dlaczego wszyscy ją traktowali w ten sposób?
Znowu poszedł po ciastka, a potem zaniósł tamtej w zębach. Przecież ta Klara nim pogardzała, a on płaszczył się przed nią i ewidentnie na coś liczył.
- Nic jej nie jesteś winien. Ale ja to co innego! - wrzasnęła sama do siebie, siedząc w zaparkowanym pod blokiem Klary samochodzie.
Prędzej czy później zawsze spotykało ją odrzucenie, ale nigdy w taki sposób. Przecież dała mu swój numer, powiedziała wprost, że chce się z nim spotkać, a on co? Ładnie się uśmiechnął i tyle.
Drzwi klatki schodowej się otworzyły. Dominik wyszedł, niosąc jakąś torbę. Uśmiechnęła się i zsunęła na fotelu, by jej nie zobaczył. Zaraz za nim pojawiła się ona, wielka pani programistka. W obcisłych jeansach i równie obcisłej bluzce z głębokim dekoltem.
Na szyję Gai wstąpiły czerwone plamy, kiedy Dominik otworzył drzwi swojego auta i zaprosił dziewczynę do środka. Widziała, jak Klara uśmiecha się do niego i dotyka jego ramienia, a on odwzajemnia ten uśmiech.
Po jej rękach rozeszły się niewidzialne mrówki, aż na moment straciła czucie w końcówkach palców. Cała twarz ją paliła, a oczy zaszły mgłą. W ostatniej chwili przytknęła głowę do drążka zmiany biegów. Ta parka nie mogła jej zobaczyć. Jeszcze nie teraz.
Odczekała moment i uruchomiła silnik. Musiała się dowiedzieć, dokąd Dominik zabiera Klarę. Musiała, nawet jeżeli miałoby ją to zabić.
Cały czas trzymała się dwa, trzy samochody za nimi, a z każdym kolejnym zakrętem serce biło jej szybciej. Zorientowała się, dokąd zmierzają. Do mieszkania Dominika.
Osiedle na Oliwie idealnie do niego pasowało. Nowoczesne, choć z nutką nostalgii za sprawą swojego położenia blisko parku Oliwskiego. Luksusowe i pełne zieleni. Gaja też by tu pasowała. Szkoda tylko, że on tego nie chciał...
Zaparkowała paręnaście metrów dalej. Postanowiła się przejść po przylegającym do osiedla parku. Doskonale wiedziała, które okna należą do mieszkania Dominika. Oparła plecy o drzewo i czekała, próbując się uspokoić. Szum wody pobliskiego stawu trochę pomagał.
Kilka minut później światło w jego mieszkaniu się zapaliło, a on oprowadzał Klarę po wszystkich pomieszczeniach.
Niewiele więcej widziała. Zaciągnął zasłony, pozbawiając ją widoku tego, czego pewnie i tak by nie chciała oglądać.
- Kto żałuje swojej rózgi, nienawidzi swego wybranka, lecz kto go kocha, karci go zawczasu2 - wyszeptała wciąż wpatrzona w zasłonięte okno.
***
Starał się nie naciskać na Klarę. Już niejednokrotnie się przekonał, że to nic nie dawało, a ona jedynie bardziej się denerwowała. Spokojnie oprowadził ją po swoim mieszkaniu, pokazał jej pokój gościnny i zamówił sushi, żeby mogli usiąść i pogadać. Przygotował jej drinka, włączył powolną muzykę i posadził dziewczynę na kanapie w salonie. Usiadł obok niej, ale nie na tyle blisko, by poczuła się zagrożona. Dopiero wtedy zaczął konkretną rozmowę.
- Powiedziałaś, że Maks był u ciebie dzisiaj w mieszkaniu. Wiesz dlaczego?
Sushi w tempurze - bo tylko takie Klara była w stanie zjeść - czekało na stoliku, roznosząc swój zapach po pomieszczeniu.
- Tak, ale to nie takie proste... Trzeba zacząć od początku - odparła, sięgnęła po talerz i nałożyła palcami kilka kawałków, ignorując leżące obok pałeczki. Dominik na ten widok prawie zemdlał. - W końcu względnie wiem, o co mu chodzi. W sensie jeżeli chodzi o mnie. Chce zrobić ze mnie swojego żołnierza. Pozapisywał mnie na różne lekcje: strzelanie, boks i tym podobne. A na jednej z nich koleś mnie obmacał, więc prawie go zastrzeliłam. Dlatego Maks dzisiaj przyszedł. Z foszkiem.
Klara wsadziła sobie sushi do ust i spróbowała jakoś je przeżuć. Dominik odetchnął głęboko, znowu czując na plecach ten sam rodzaj niepokoju, którego doświadczał niemal przez cały czas, od kiedy ta dziewczyna pojawiła się w jego życiu. To uczucie na tydzień zniknęło, by teraz pojawić się znowu razem z bólem w żołądku.
W pewnym sensie spodziewał się tego po Maksie, ale i tak pozostawała nadzieja, że ta historia skończy się inaczej.
- Porozmawiam z Maksem, może uda mi się go... - Przerwał, gdy zobaczył, jak Klara kręci głową.
- To nic nie da. Oboje o tym wiemy. A mnie nie przeszkadza nauka tych spraw. - Przy dwóch ostatnich słowach zrobiła palcami cudzysłów. - Bardziej mnie denerwuje całkowite odcięcie od waszej firmy. Dostaję od was pieniądze, ale moją pracą jest teraz nauka.
Tego również nie wiedział. Upił spory łyk alkoholu i odstawił szklankę na podstawkę zaraz obok sushi.
- Klaro, ja naprawdę nie miałem pojęcia. Liczyłem, że to się inaczej ułoży...
Machnęła ręką i zjadła kolejny kawałek. Dopiero teraz poczuła, jak bardzo jest głodna. Cała ta złość wyciągnęła z niej energię.
- Wiem. Jesteś jak na razie takim samym pionkiem w jego grze jak ja. - Podsunęła mu talerz z jedzeniem. - I lepiej o tym nie zapominaj. Możesz sobie wyobrażać na temat Maksa mnóstwo rzeczy, ale on ma w dupie innych ludzi. Traktuje nas jak pieski, którym rzuci jedzenie i które od czasu do czasu podrapie za uchem, dopóki będą robić to, czego sobie zażyczy. Ale gdy nasikamy mu w kapcie, po prostu nas uśpi. Nie ma tu żadnej filozofii.
Pod jej naciskami sięgnął po sushi. Przyglądał się jej uważnie, analizując wypowiedziane przez nią słowa. Wyglądała już dużo lepiej niż w swoim mieszkaniu. Chyba pewne oddalenie od mordercy działało na nią kojąco. Jak zatem mógłby go nadal bronić?
Mimo wszystko to wciąż był jego przyjaciel.
- Wiem, jaki masz stosunek do Maksa, ale on nie jest taki zły, jak ci się wydaje - stwierdził.
Klara parsknęła takim śmiechem, że aż się opluła. Wstała i poszła do kuchni po kawałek ręcznika papierowego.
- Czy ty jesteś gejem albo osobą biseksualną?
Dominik otworzył szeroko oczy i w ostatnim momencie powstrzymał się przed machnięciem rękoma. Trzymał talerz, a nie chciał, żeby cokolwiek spadło na dywan.
- Skąd ci przychodzą do głowy takie pytania? - Nie zapanował jednak nad głosem. Podniósł go odrobinę za bardzo.
- Inaczej niż ślepą miłością nie jestem w stanie wytłumaczyć twojego uwielbienia dla takiego pojeba jak Maks! - Rzuciła wymięty papier na stolik i wzięła się pod boki, patrząc wyzywająco na Dominika.
Przymknął oczy. Klara nawet nie wiedziała, jak bliska była prawdy, a jednocześnie się kompletnie myliła.
To Monika była miłością jego życia, nie jej brat.
- Nie, Klaro. Nie jestem homoseksualistą i nie kocham Maksa. Ale wiem, jak bardzo mnie potrzebuje, nawet jeżeli na każdym kroku pokazuje coś innego. - Wstał, podszedł do niej i stanął tak blisko, że mógłby policzyć kropki na jej tęczówkach. Wyciągnął dłoń i delikatnie, wręcz z namaszczeniem dotknął jej policzka. Rozchyliła wargi, a on przesunął palce na szyję i subtelnie ją pogładził. - A ty? Czy ty mnie potrzebujesz, Klaro?
Popatrzyła mu prosto w oczy, a on czekał. Wszystkie narządy próbowały się związać w jeden supeł. Tylko przy niej czuł się tak, jak kiedyś czuł się przy Monice, ale czy Klara tak naprawdę była do niej podobna?
- Nie. Nie potrzebuję cię i nigdy nie będę potrzebowała. Nigdy też żadnemu z was nie zaufam. Obudź się i zacznij myśleć trzeźwo, póki nie jest dla ciebie za późno. - Odtrąciła jego dłoń, odwróciła się i poszła do przeznaczonego dla niej pokoju, nie oglądając się za siebie.
Dominik patrzył za nią długo po tym, jak zamknęła drzwi.
2 "Kto żałuje swojej rózgi, nienawidzi swojego syna, lecz kto go kocha, karci go zawczasu" (Przyp. 13:24, Biblia Warszawska).