Spokój emocjonalny - Bernardo Stamateas

Kup ebooka

25.50 zł
21.17 zł (20,30 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1. Jestem bar­dzo nie­spójny

1.

JESTEM BAR­DZO NIE­SPÓJNY

1. Praw­dziwa epi­de­mia

W obec­nych cza­sach odnosi się wra­że­nie, że nie­po­kój prze­ro­dził się w epi­de­mię. Wiele osób, nawet nie zda­jąc sobie z tego sprawy, odczuwa nie­po­kój, a to "nasyca" wszel­kie ich dzia­ła­nia i wpływa na nie zarówno na pozio­mie psy­chicz­nym, jak i fizycz­nym. Nie­po­ko­jem okre­ślamy auto­ma­tyczną reak­cję przy­go­to­wu­jącą nas na dzia­ła­nie w obli­czu zagro­że­nia lub przy­szło­ści, którą postrze­gamy jako nega­tywną. To sygnał alar­mowy ciała wobec okre­ślo­nych sytu­acji, mający funk­cję przy­sto­so­waw­czą i przy­spo­sa­bia­jący nas do jej roz­wią­za­nia.

My, ludzie, potrze­bu­jemy odczu­wać lekki nie­po­kój, żeby żyć, a kiedy tylko to moż­liwe, pano­wać nad nim; wów­czas mówimy o nor­mal­nym i lek­kim nie­po­koju. Kiedy jed­nak ten nie­po­kój prze­ra­dza się w chro­niczny lęk, wpływa on nie tylko na tego, kogo dotyka, lecz także na ota­cza­jące go osoby.

Kiedy na lot­ni­sku, popi­ja­jąc kawę w barze, nagle uświa­do­mię sobie, że mój samo­lot zaraz wystar­tuje, z pew­no­ścią zerwę się natych­miast i jak naj­szyb­ciej skie­ruję do wła­ści­wej bramki. Taka reak­cja oka­zuje się przy­datna, gdyż skła­nia mnie do dzia­ła­nia. Ten rodzaj nie­po­koju poja­wia się, gdy sta­jemy w obli­czu nowej sytu­acji. Kiedy nato­miast czu­jemy się zde­ner­wo­wani godzinę przed wej­ściem na pokład samo­lotu, to nie jest to nie­po­kój dobry czy poży­teczny, poja­wia się bowiem w nie­od­po­wied­niej chwili. Ważne jest, aby "upo­rząd­ko­wać nasze star­cie", nie­po­kój bowiem nara­sta, kiedy nie dzia­łamy. Odmowa, świa­doma bądź nieświa­doma, sta­wie­nia czoła pro­ble­mowi, który wymaga roz­wią­za­nia, to to samo co uzna­nie go za zagro­że­nie.

Zachę­cam zatem do prze­pro­wa­dze­nia testu opar­tego na bada­niu opra­co­wa­nym w Sta­nach Zjed­no­czo­nych i mają­cym na celu stwier­dze­nie, czy dana osoba prze­żywa nie­po­kój. Moż­li­wymi odpo­wie­dziami są: tro­chę, sporo, dużo.

- Cały czas się mar­twię.

- Mar­twię się, kiedy czuję, że nie mam dość czasu na zro­bie­nie tego wszyst­kiego, co chcę.

- Wiele sytu­acji wywo­łuje nie­po­kój.

- Kiedy koń­czę jedno zada­nie, zaczy­nam mar­twić się następ­nym.

- Nie­po­kój ogar­nia mnie w każ­dej chwili i nie potra­fię nad nim zapa­no­wać.

- Nie prze­staję się mar­twić jakimś pro­jek­tem, dopóki go nie skoń­czę.

Uważa się, że każde pięć z dzie­się­ciu osób na jakimś eta­pie życia będzie cier­pieć na coś, co okre­śla się nazwą "zespół lęku uogól­nio­nego" (GAD - gene­ra­li­zed anxiety disor­der). Cho­ciaż nie­po­kój jest nor­malną reak­cją w obli­czu nie­bez­pie­czeń­stwa lub wyzwa­nia i pozwala podą­żyć z punktu A do punktu B, to może też prze­ro­dzić się w nie­bez­pieczny, gdy staje się nad­mierny i nie­kon­tro­lo­walny.

Kiedy nie­po­kój może stać się pato­lo­giczny?

Wów­czas, gdy nie­pro­por­cjo­nalna reak­cja jest stała. Wtedy dana osoba wpada w spi­ralę nie­po­ko­jów, z któ­rej nie jest w sta­nie się wyrwać. Wielu ludzi przy­znaje, że żyje, mar­twiąc się "wszyst­kim i niczym". To zna­czy, że nie drę­czy ich jeden okre­ślony nie­po­kój czy strach. Nie wie­dzą dobrze, co ich nie­po­koi. Taki stan okre­śla się mia­nem lęku uogól­nio­nego. Dys­kom­fort wywo­łany nie­po­ko­jem zwy­kle wów­czas nie jest reak­cją na kon­kretne zda­rze­nie, jak dzieje się to w przy­padku fobii. Czło­wiek cier­piący na fobię pamięta szcze­gól­nie trau­ma­tyczne zda­rze­nie, na przy­kład kiedy w dzie­ciń­stwie zamy­kano go w pokoju, co w przy­szło­ści prze­ra­dza się w lęk przed zamknię­tymi pomiesz­cze­niami. Cho­ro­bliwy nie­po­kój zwy­kle poja­wia się w wyniku naśla­do­wa­nia i naucza­nia (spo­sób, w jaki zosta­li­śmy wycho­wani). Nie­któ­rzy rodzice prze­ka­zują swoim dzie­ciom prze­ko­na­nie, że "świat jest nie­bez­piecz­nym miej­scem".

Kata­strofa, która tak czę­sto cię mar­twi, w rze­czy­wi­sto­ści oka­zuje się mniej straszna od tego, jak jawiła się w two­jej wyobraźni.

Wayne W. Dyer

2. Cechy cha­rak­te­ry­styczne osoby lękli­wej

Nie­po­kój, któ­rego nie spo­sób opa­no­wać i który utrzy­muje się przez dłuż­szy czas, bez wąt­pie­nia wywoła fizyczne objawy. Jed­nym z nich jest eks­tre­malne zmę­cze­nie, ocie­ra­jące się o wyczer­pa­nie. Można rów­nież dodać: draż­li­wość, bóle i skur­cze mię­śni, przy­spie­szone bicie serca, płacz­li­wość, uczu­cie znu­że­nia i przy­gnę­bie­nie.

Pisarz Andrea Fio­renza, autor książki 99 estra­te­gias para superar el miedo, ansie­dad y las fobias (99 spo­so­bów prze­zwy­cię­że­nia stra­chu, nie­po­koju i lęków)1, przed­sta­wia nie­zwy­kle jasną kla­sy­fi­ka­cję głów­nych obja­wów nie­po­koju. Wspo­mina rów­nież, że kiedy nie­po­kój, czy to neu­ro­tyczny, czy pato­lo­giczny, obja­wia się jako prze­możne złe samo­po­czu­cie, któ­remu towa­rzy­szy poczu­cie nie­moż­no­ści pro­wa­dze­nia nor­mal­nego życia, to spra­wia, że czu­jemy się słabi i zależni od innych. Fio­renza doko­nuje nastę­pu­ją­cej kla­sy­fi­ka­cji obja­wów:

Objawy emo­cjo­nalne:

- napię­cie i usta­wiczny stan nie­po­koju,

- mniej­sza zdol­ność kon­cen­tra­cji, sku­pie­nia i nauki,

- brak zado­wo­le­nia z samego sie­bie,

- nie­zde­cy­do­wa­nie,

- zabu­rze­nia snu,

- zabu­rze­nia pra­gnie­nia.

Objawy fizjo­lo­giczne:

- zmę­cze­nie i sła­bość,

- zawroty głowy i mdło­ści,

- obfita potli­wość, wil­gotne dło­nie,

- bóle głowy wywo­łane napię­ciem,

- zabu­rze­nia wzroku,

- trud­no­ści z oddy­cha­niem.

Objawy prze­ja­wia­jące się w zacho­wa­niu:

- skłon­ność do izo­lo­wa­nia się,

- oży­wie­nie lub pod­nie­ce­nie,

- beł­ko­ta­nie,

- kry­ty­kanc­kie nasta­wie­nie,

- zabu­rze­nia żywie­niowe,

- pogor­sze­nie się rela­cji spo­łecz­nych i uczu­cio­wych.

Co dzieje się z osobą ogar­niętą nie­po­ko­jem?

- Zawsze wyobraża sobie wszystko, co naj­gor­sze.

Taką postawę okre­śla się jako "myśle­nie nega­tywne lub kata­stro­ficzne". Czło­wiek owład­nięty nie­po­ko­jem two­rzy w umy­śle hipo­tezę tego, co może się wyda­rzyć. Jego myśli zawsze zaczy­nają się od "a jeśli...?": "A jeśli zacho­ruję?", "A jeśli wyrzucą mnie z pracy?", "A jeśli on/ona mnie zostawi?". Odpo­wiedź oczy­wi­ście zawsze jest nega­tywna, toteż hipo­te­tyczne pyta­nie łączy się u takiej osoby z kata­stro­ficzną odpo­wie­dzią.

Dzi­siaj jest to jutro, o które wczo­raj się mar­twi­łeś.

Dale Car­ne­gie

- Wszel­kie jej dzia­ła­nia są prze­po­jone nie­po­ko­jem.

Na przy­kład mamy służ­bowe spo­tka­nie o dzie­sią­tej rano, a o pią­tej lub szó­stej już nie śpimy i się do niego przy­go­to­wu­jemy. Nie­po­kój powo­duje, że doświad­czamy kon­fliktu mię­dzy dwoma zega­rami: zewnętrz­nym i wła­snym, wewnętrz­nym. Na zewnątrz jest ter­mi­narz, lecz wewnątrz czas bie­gnie szyb­ciej. Taka wła­śnie sytu­acja spra­wia, że czło­wiek żyje w pośpie­chu.

- Doświad­cza obja­wów na pozio­mie fizycz­nym.

Cho­ciaż nie zda­jemy sobie z tego sprawy, nie­po­kój się kumu­luje, by następ­nie prze­ja­wić się w ciele za pośred­nic­twem jed­nego ze wspo­mnia­nych obja­wów lub w bar­dziej eks­tre­mal­nych przy­pad­kach jako ataki paniki. Ktoś, kto prze­żywa atak paniki, odnosi wra­że­nie, że zaraz umrze lub osza­leje. "Pani­karz" bie­gnie, żeby zro­bić sobie ogólne bada­nia, ale lekarz mu oznaj­mia: "Nic panu nie dolega". W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak dolega mu nie­po­kój! To wła­śnie on utrzy­muje go w sta­nie usta­wicz­nej nad­po­bu­dli­wo­ści, w wycze­ki­wa­niu, że w każ­dej chwili coś złego może się zda­rzyć, i nie pozwala sku­pić się na niczym kon­kret­nym.

3. Przy­czyna nie­po­koju

Gdzie rodzi się nie­po­kój? Rodzi się z prze­ko­nań, jakie wszy­scy mamy, to zna­czy z okre­ślo­nego spo­sobu myśle­nia. Tak jak myślimy, będziemy się czuć i postę­po­wać w życiu. Oto dwa główne prze­ko­na­nia osoby doświad­cza­ją­cej nie­po­koju:

Nie­po­kój wraz ze stra­chem i strach z nie­po­ko­jem przy­czy­niają się do obra­bo­wa­nia istoty ludz­kiej z jej naj­istot­niej­szych zalet. Jedną z nich jest reflek­sja.

Kon­rad Lorenz

- Zawsze muszę być uważny

Osoba owład­nięta nie­po­ko­jem wie­rzy, gdyż tak ją nauczono, że należy "zapo­bie­gać", żeby żyć w spo­koju. Jej motto brzmi: "Lepiej zapo­bie­gać niż leczyć". Nie cho­dzi tu jed­nak o natu­ralną postawę, gdyż osoba taka zawsze spo­dziewa się naj­gor­szego, wypadku, kata­strofy, a przede wszyst­kim anty­cy­puje kon­se­kwen­cje. Wów­czas jej ciało, mające wro­dzoną mądrość, zaczyna wysy­łać sygnały ostrze­gaw­cze: poty, zawroty głowy, dusz­no­ści, nie­po­kój etc. W wyniku tego owa osoba staje się eks­tre­mal­nie czujna, pra­gnąc prze­żyć wła­sne nega­tywne myśli, które zawsze kre­ślą w jej wyobraźni naj­gor­szy ze sce­na­riu­szy.

- Przy­da­rzy mi się coś złego

Czło­wiek nie­spo­kojny ni­gdy nie myśli o pozy­tyw­nych sytu­acjach. Kiedy na przy­kład syn lub córka wycho­dzi z domu i nie tele­fo­nuje, myśli: "Z pew­no­ścią stało się mu/jej coś złego". Nie pomy­śli o tym, że wyczer­pała się bate­ria w komórce lub po pro­stu dobrze się bawi i zapo­mniał/a zadzwo­nić. W zamia­rze wyprze­dze­nia rze­czy­wi­sto­ści zawsze "odga­duje", co mogło się wyda­rzyć. Zacho­wuje się niczym bram­karz sta­ra­jący się unik­nąć goli, co spra­wia, że cały czas jest roz­tar­gniony, zato­piony we wła­snych myślach i zanie­po­ko­jony. Myśle­nie w kate­go­riach abso­lut­nych ("biały i czarny") pod­wyż­sza poziomy nie­po­koju.

Naj­lep­szym spo­so­bem radze­nia sobie z nie­po­ko­jem jest uda­nie się do przy­chodni zdro­wia psy­chicz­nego lub do szpi­tala bądź też zasię­gnię­cie porady u tera­peuty wyspe­cja­li­zo­wa­nego w lecze­niu tego typu zabu­rzeń (będą­cych cza­sami przy­czyną innych dole­gli­wo­ści, takich jak zabu­rze­nia układu pokar­mo­wego). Ist­nieją insty­tu­cje, które ofe­rują krót­ko­trwałe tera­pie oparte na róż­nych tech­ni­kach mogą­cych pomóc oso­bie cier­pią­cej na lęki. Roko­wa­nia są dobre, nie­mniej jed­nak sprawą pod­sta­wową jest zmiana nega­tyw­nych prze­ko­nań, takich jak owe dwa, o któ­rych wcze­śniej wspo­mnie­li­śmy, i naucze­nie się, jak się odprę­żać i zbyt­nio się nie przej­mo­wać.

4. Czy nie­po­kój jest tym samym co strach?

Nie ma takiego czło­wieka, który cho­ciaż raz nie poczułby stra­chu. Strach, podob­nie jak nie­po­kój, jest nor­malną reak­cją w obli­czu nie­bez­pie­czeń­stwa, musimy jed­nak doko­nać roz­róż­nie­nia mię­dzy tymi dwoma poję­ciami. W więk­szo­ści przy­pad­ków strach jest szcze­gólny, pod­czas gdy nie­po­kój jest ogólny i polega na mar­twie­niu się o przy­szłość. Z kolei panika może stać się kumu­la­cją nie­po­koju, któ­rego głów­nym obja­wem jest strach przed śmier­cią.

Strach, czy tego chcemy, czy nie, towa­rzy­szy nam przez całe życie i zawsze jest powią­zany ze stratą, to zna­czy z poczu­ciem, że coś utra­cimy. Ist­nieją jed­nak lęki logiczne i przy­datne oraz cał­ko­wi­cie zbędne.

Jeśli na przy­kład pro­wa­dzę samo­chód, a przez drogę nagle prze­biega jakieś zwie­rzę, bez wąt­pie­nia poczuję strach, że doj­dzie do wypadku. Z kolei gdy prze­by­wa­jąc w domu, myślę, że z ogrodu zoo­lo­gicz­nego może uciec lew i przyjść mnie zaata­ko­wać, mamy do czy­nie­nia ze stra­chem irra­cjo­nal­nym, który niczemu nie służy, jedy­nie wywo­łuje zmar­twie­nie.

5. Jak sta­wić czoło nie­po­ko­jowi?

Nie­po­ko­jowi, jak wszyst­kiemu, co może wypa­czyć nor­malny bieg naszego życia, trzeba sta­wić czoło i ni­gdy go nie igno­ro­wać. Oto kilka ćwi­czeń, które mogą pomóc nam w osią­gnię­ciu tego celu:

Czło­wiek jest miarą wszyst­kich rze­czy. To czło­wiek okre­śla, czy rze­czy są, czy ich nie ma, i to on defi­niuje, jakie są.

Pro­ta­go­ras

Ćwi­cze­nie 1

Spo­rządź listę wszyst­kich swo­ich trosk. Zapi­sa­nie ich pozwoli je zobiek­ty­wi­zo­wać i upo­rząd­ko­wać, czy to na papie­rze, czy na ekra­nie. A kiedy będziesz już mieć listę, zacznij kla­sy­fi­ko­wać, które z tych zmar­twień są waż­niej­sze, a które mniej ważne. Nie jest tym samym mar­twie­nie się zgu­bie­niem cze­goś, choćby była to cenna rzecz, a mar­twie­nie się utratą zdro­wia. Hie­rar­chi­zo­wa­nie zmar­twień wpro­wa­dza porzą­dek do naszych myśli i pozwala nam odpo­wie­dzieć na pyta­nie: "Co z tym mogę zro­bić?". Nie pozbę­dziemy się nie­po­koju, wyłącz­nie obse­syj­nie o czymś myśląc, ale dzia­ła­jąc. Jeśli boję się zacho­ro­wać, to co mogę zro­bić? Zano­to­wa­nie czte­rech czy pię­ciu czyn­no­ści, jakie mógł­bym pod­jąć, a następ­nie przej­ście do dzia­ła­nia jest odkry­ciem, że wyobraź­nia wie­lo­krot­nie nie ma nic wspól­nego z rze­czy­wi­sto­ścią.

Mam nadzieję, że kiedy to napi­szę, scho­wek z moimi zmar­twie­niami zosta­nie cał­kiem opróż­niony.

Mario Levrero

Ćwi­cze­nie 2

Jedz powoli. Zwy­kle zaleca się to oso­bom nie­spo­koj­nym, gdyż nie prze­żu­wają one poży­wie­nia, lecz je poły­kają! Na ogół zje­dze­nie posiłku zaj­muje im zale­d­wie kilka minut. Naj­le­piej jest prze­żu­wać każdy kęs, aż sta­nie się nie­mal płynny. Cho­ciaż może się to wydać pro­ste, dla osoby nie­spo­koj­nej zwy­kle jest tor­turą. Jedząc w ten spo­sób, może ona roz­pro­szyć swoją ogromną ener­gię nie­po­koju, a powolne jedze­nie i prze­żu­wa­nie w osta­tecz­no­ści roz­wią­zuje pro­blemy gastryczne będące kon­se­kwen­cją nie­po­koju.

Ćwi­cze­nie 3

Igno­ruj kata­stro­ficzne myśli. To fun­da­men­talna rzecz, gdyż każda nega­tywna myśl ocie­ra­jąca się o kata­strofę wywo­łuje w nas nie­po­kój, budząc uczu­cie, od któ­rego pra­gniemy się uwol­nić. Cho­ciaż nie zda­jemy sobie z tego sprawy, wzmaga ona owo uczu­cie (które jesz­cze bar­dziej się zagnież­dża), jak w zna­nym ćwi­cze­niu, kiedy usi­łuje się nie myśleć o różo­wym sło­niu... żeby w końcu o nim myśleć.

Co powin­ni­śmy zro­bić z tego rodzaju myślami? Przy­glą­dać się im tak, jak przy­glą­damy się obra­zowi lub chmu­rom na nie­bie, nie wal­cząc z nimi. I powie­dzieć sobie: "Mam taką myśl...", aż znik­nie z naszego umy­słu. Jeśli porów­namy to do sza­chow­nicy, to czarne piony będą nega­tyw­nymi myślami. Kim jestem? Nie­któ­rzy uwa­żają, że są bia­łymi pio­nami, a inni są czar­nymi. W rze­czy­wi­sto­ści jestem sza­chow­nicą i mam zdol­ność samo­ob­ser­wa­cji. Czym innym jest powie­dze­nie: "Jestem nie­przy­datny", a cał­kiem czymś innym: "Przy­szła mi taka myśl, że jestem nie­przy­datny". W taki spo­sób mogę się zdy­stan­so­wać i stać obser­wa­to­rem swo­ich myśli. Pozwa­lam, żeby krą­żyły mi po gło­wie, lecz już nie wal­czę z nimi ani się ich nie boję. W rezul­ta­cie tracą moc i po pro­stu stają się tym, czym są: myślami. Nie jestem moimi myślami!

Nie powi­nie­neś mar­twić się tym, co jesz­cze się nie wyda­rzyło, jako że jedyny spo­sób, w jaki przy­szłość może nas zra­nić, to spra­wić, byśmy się mar­twili.

Chri­sto­phe Paolini

Ćwi­cze­nie 4

Nie­zmier­nie ważną rze­czą jest otwar­cie prze­strzeni przy­jem­no­ści (czy mamy na to ochotę, czy nie). Czło­wiek nie­spo­kojny pędzi przez życie z pręd­ko­ścią 200 kilo­me­trów na godzinę na swoim wewnętrz­nym zega­rze i nie pozwala sobie niczym się cie­szyć. Nie­które takie osoby przyj­mują nawet postawę nada­dap­ta­cyjną. Co to ozna­cza? To, że zawsze dosto­so­wują się do innych, do tego, czego chcą inni. "Na co chcesz pójść do kina?", "To, co wybie­rzesz, będzie w porządku". Tak upływa im życie, bez zdol­no­ści cie­sze­nia się czym­kol­wiek czy zwią­za­nia z czym­kol­wiek. Zatrzy­ma­nie się i zdję­cie stopy z gazu to spo­sób na ponowne zna­le­zie­nie przy­jem­no­ści.

Nasze ist­nie­nie jest zbyt cenne, żeby tra­cić war­to­ściowe lata życia z powodu błęd­nego nie­po­koju. Jeśli to, co czy­ni­li­śmy do tej pory, nie funk­cjo­no­wało, spró­bujmy cze­goś innego i ośmielmy się wyko­nać skok. Nie pozwólmy sobie na "życie w nie­po­koju" i poha­mujmy lęki w chwili, gdy poja­wią się w naszym umy­śle, zanim prze­niosą się do naszego ciała. W dzi­siej­szych cza­sach nie­po­kój stał się powszechną emo­cją i aby to stwier­dzić, wystar­czy obser­wo­wać ludzi w śro­do­wi­skach, w jakich się poru­szamy. Wiele osób obgryza paznok­cie, jąka się, poci, je kom­pul­syw­nie (bez ape­tytu), pali, a lista mogłaby być dłuż­sza. Wszyst­kie te oznaki są woła­niem o uwagę, któ­rego nie możemy zlek­ce­wa­żyć.

Pod­su­mo­wu­jąc, można pozbyć się tok­sycz­nego nie­po­koju. Być może nasz przy­pa­dek będzie wyma­gał pro­fe­sjo­nal­nej pomocy, lecz wszy­scy możemy wdro­żyć jedną z tych drob­nych suge­stii, które pomogą zre­du­ko­wać stres:

- Wytro­pić źró­dła nie­po­koju.

- Usta­no­wić normy pozwa­la­jące cie­szyć się życiem w pełni i w spo­koju.

- Wyeli­mi­no­wać wszyst­kie dzia­ła­nia wywo­łu­jące nie­po­kój.

- Uni­kać złych wia­do­mo­ści i wybie­rać bar­dziej satys­fak­cjo­nu­jące opcje, jak na przy­kład dobrą książkę czy dobry film.

- Codzien­nie uczyć się cze­goś nowego.

- Kul­ty­wo­wać zdrowe nawyki.

- Dobrze odpo­czy­wać.

- Trzy­mać się z dala od skom­pli­ko­wa­nych osób i zabie­gać o towa­rzy­stwo ludzi, któ­rzy coś dodają, a nie ujmują.

- Wyra­żać emo­cje w zdrowy spo­sób.

- Czę­sto się śmiać.

Wypędźmy nie­po­kój z naszego życia. To moż­liwe!

Fio­renza, Andrea, 99 estra­te­gias para superar el miedo, la angu­stia y las fobias, Edi­cio­nes Inte­gral, Bar­ce­lona 2007. [wróć]

2. Nie­pew­ność emo­cjo­nalna

2.

NIE­PEW­NOŚĆ EMO­CJO­NALNA

1. Jak nad­zo­ro­wać naszą nie­pew­ność

Wszy­scy w jakimś stop­niu czu­jemy się nie­pewni, to cał­kiem nor­malne. Twier­dze­nie, że nie odczu­wamy nie­pew­no­ści, to nar­cyzm i poczu­cie wiel­ko­ści, to myśl nie­ra­cjo­nalna. I ta myśl powo­duje, że popeł­niamy głup­stwa; nad­miar pew­no­ści sie­bie, na przy­kład u eks­perta lub doświad­czo­nego kie­rowcy, spra­wia, że już nie ana­li­zuje, nie rewi­duje, nie podej­muje koniecz­nych środ­ków ostroż­no­ści i może popeł­nić naj­więk­szy błąd w życiu.

Nie­pew­ność to wywo­łu­jąca nie­po­kój sytu­acja: nie wiemy, czy wybrać A, czy B, nie wiemy, co będzie lep­sze, co przy­nie­sie więk­szą korzyść na krótką lub dłuż­szą metę. To poczu­cie nie­pew­no­ści bar­dzo utrud­nia pod­ję­cie decy­zji, skła­nia nas do radze­nia się wszyst­kich, każe nam tor­tu­ro­wać się ana­li­zo­wa­niem, czy aby postą­pi­li­śmy dobrze, czy źle. Jeśli obawy się wzma­gają, stają się nie­ra­cjo­nalne i zaczy­nają nas para­li­żo­wać. Wtedy nad­zo­ro­wa­nie naszej nie­pew­no­ści staje się bar­dzo ważne.

Oto kilka czyn­no­ści, jakie możemy pod­jąć, aby prze­rwać krąg stra­chu nie­po­zwa­la­jący nam funk­cjo­no­wać na naszym naj­lep­szym pozio­mie:

- Zamie­nić lęki irra­cjo­nalne na rze­czy­wi­ste emo­cje

Więk­szość osób sku­pia się na tym, czego nie chcą, nie uświa­da­mia­jąc sobie faktu, że im bar­dziej o czymś myślą, tym real­niej­sze się to staje. Wów­czas zamiast oświad­czyć: "Nie powi­nie­nem bać się tego czy owego", musimy wyra­zić to w spo­sób pozy­tywny. Nie można zmie­nić kogoś innego, lecz wszy­scy mamy zdol­ność zapa­no­wa­nia nad wła­snym postę­po­wa­niem, a przede wszyst­kim nad naszymi myślami.

- Wzmoc­nić wła­sną samo­ocenę i zaufa­nie do sie­bie

Kiedy przy­kła­damy wagę do naszych sil­nych punk­tów, nasza samo­ocena wzra­sta. Nie ozna­cza to, że zapo­mi­namy o wła­snych sła­bo­ściach, lecz zna­jąc je, nie sku­piamy się na nich. Takie nasta­wie­nie wpływa na nasze zacho­wa­nie, a szcze­gól­nie na spo­sób, w jaki radzimy sobie z naszymi lękami, zarówno real­nymi, jak i wyima­gi­no­wa­nymi.

- Zaak­cep­to­wać i roz­po­znać drę­czące nas lęki

Cho­ciaż może się to wydać nie­wia­ry­godne, nie­któ­rzy lękają się lęku. Pierw­szym kro­kiem na dro­dze do poko­na­nia jakie­go­kol­wiek lęku jest zaak­cep­to­wa­nie faktu, że ist­nieje w naszym życiu. Odczu­wa­nie go jest zna­kiem, że się roz­wi­jamy, sta­wiamy czoło nowym wyzwa­niom i porzu­camy wygodę. Towa­rzy­szem przy­gód wiel­kich zdo­byw­ców zawsze jest strach. Mimo to podą­żają naprzód i zyskują korzy­ści, co chroni ich przed moż­li­wymi irra­cjo­nal­nymi odczu­ciami. Stra­chu nie należy ukry­wać, lecz wyśle­dzić go i wyra­zić sło­wami. Nie należy się rów­nież przed nim cho­wać, lecz wprost prze­ciw­nie: spoj­rzeć mu w oczy. Wtedy w końcu skur­czy się i znik­nie.

- Wybie­rać myśli ukie­run­ko­wane na dzia­ła­nie

Kiedy się cze­goś boimy, powin­ni­śmy dać sobie tro­chę czasu, żeby roz­wa­żyć, co też naj­gor­szego może się nam stać, jeśli wyda­rzy się to, co budzi nasz strach. A następ­nie opra­co­wać moż­liwe reak­cje dla tej hipo­te­tycz­nej sytu­acji, to zna­czy utwo­rzyć listę obaw, prze­ciw­sta­wia­jąc jej moż­liwe dzia­ła­nia, jakie możemy pod­jąć. Jeśli na przy­kład został­bym bez pracy, co mógł­bym zro­bić, żeby sta­wić czoło tej sytu­acji i jej zara­dzić? To ćwi­cze­nie polega na two­rze­niu w myśli środ­ków zarad­czych na wypa­dek, gdyby obawy się ziściły. W więk­szo­ści przy­pad­ków to, czego naj­bar­dziej się boimy, ni­gdy się nie zda­rza.

Nie sta­wajmy się ofia­rami stra­chu. Za nim zawsze kryje się wielki lęk, że zosta­niemy porzu­ceni. Na ogół nasze naj­gor­sze lęki poja­wiają się w dzie­ciń­stwie. Wła­śnie dla­tego tak ważne jest ich wyśle­dze­nie i prze­ciw­sta­wie­nie im naj­cen­niej­szego dobra, jakie my, ludzie, posia­damy: miło­ści. Nie ocze­kujmy jej jed­nak z zewnątrz, lecz naj­pierw kochajmy samych sie­bie, by póź­niej móc przy­jąć miłość innych. Miłość poko­nuje wszyst­kie nasze lęki.

Życie dla nikogo nie jest łatwe. Ale co z tego! Trzeba mieć wytrwa­łość i wiarę w sie­bie. Trzeba wie­rzyć, że czło­wiek jest do cze­goś zdolny, i osią­gnąć to za wszelką cenę.

Maria Skło­dow­ska-Curie

2. Nie potra­fię zde­cy­do­wać, co robić

Każ­dego dnia podej­mu­jemy wiele decy­zji, od naj­bar­dziej bła­hych do naj­bar­dziej waż­nych. Zdol­ność podej­mo­wa­nia decy­zji jest jedną z pod­sta­wo­wych cech wol­nej istoty. Nie­mniej jed­nak dla wielu osób podej­mo­wa­nie decy­zji wiąże się z ogrom­nym kon­flik­tem. Na ogół im wię­cej mamy moż­li­wo­ści, tym trud­niej­sze oka­zuje się pod­ję­cie decy­zji i dla­tego można powie­dzieć, że współ­cze­śnie pod­ję­cie decy­zji jest zada­niem znacz­nie bar­dziej zło­żo­nym niż w prze­szło­ści.

Decy­do­wa­nie czy sta­wie­nie czoła kon­flik­towi przy­cho­dzi trud­niej wtedy, gdy prze­szka­dza nam poczu­cie nie­pew­no­ści. Kiedy mówimy o czy­jejś wewnętrz­nej nie­pew­no­ści, odno­simy się do trud­no­ści tej osoby ze sku­pie­niem się na jej wła­snych zdol­no­ściach, na tym, co może, lecz czego nie umie u sie­bie zauwa­żyć. Spra­wia to, że nie udaje się jej obiek­tyw­nie postrze­gać swo­jej wewnętrz­nej nie­pew­no­ści, a tym samym zwie­lo­krot­nia swoje słabe punkty.

Pomna­ża­nie wła­snych sła­bo­ści i nie­moż­ność dostrze­że­nia zalet spra­wia, iż wąt­pimy, pytamy, prze­żu­wamy, usta­wicz­nie ana­li­zu­jemy i nie podej­mu­jemy decy­zji lub podej­mu­jemy ją, nie ufa­jąc sobie. Dobra samo­ocena polega na postrze­ga­niu sie­bie cało­ściowo, to zna­czy na widze­niu w obiek­tywny spo­sób zarówno naszych sil­nych, jak i sła­bych punk­tów.

Jak działa osoba nie­pewna sie­bie?

Po pierw­sze, powstrzy­muje innych. Jeśli na przy­kład jakiś męż­czy­zna (kobieta) pozo­staje w związku, a jest wewnętrz­nie nie­pewny, wów­czas pod­waża samo­ocenę part­nera. W jaki spo­sób? Powta­rza­jąc mu takie słowa, jak: "Nie możesz", "Nie uda ci się". "Brak ci do tego umie­jęt­no­ści". Jego nega­tywne nasta­wie­nie to lęk przed tym, że jeśli part­ne­rowi się powie­dzie lub będzie od niego lep­szy, to go porzuci. Każdy, kto ze stra­chu gnębi drugą osobę, jest czło­wie­kiem nie­pewnym, prze­świad­czo­nym, że jeśli ta druga osoba roz­wi­nie się, odej­dzie od niego. Dzieje się tak nie tylko w przy­padku par, lecz w każ­dym śro­do­wi­sku, w jakim się obra­camy.

Innym prze­ja­wem nie­pew­no­ści u kogoś jest usta­wiczna praca. Osoba pra­cu­jąca dzień i noc robi tak dla­tego, że w głębi duszy szuka uzna­nia. Potrze­buje, by ktoś jej powie­dział: "Ileż pra­cu­jesz!". Ktoś, kto postę­puje w ten spo­sób, nie potrafi prze­ka­zać innemu czę­ści obo­wiąz­ków i w końcu staje się zestre­so­wany. Jeśli zapy­tasz go: "Dla­czego nie prze­ka­żesz komuś jakie­goś zada­nia?", odmówi uczy­nie­nia tego, gdyż pod­świa­do­mie myśli: "Jeśli to zro­bię, nie spo­tka mnie uzna­nie, jakiego pra­gnę".

Innym prze­ja­wem nie­pew­no­ści jest tro­ska o wize­ru­nek w oczach innych. Jeśli bar­dziej dbamy o nasz wize­ru­nek niż o cel, jaki pra­gniemy osią­gnąć, sta­jemy się nie­wol­ni­kami innych ludzi. Wiele osób przy­wią­zuje wagę do spoj­rze­nia dru­giej osoby i ostrzega: "Nie mów tego, bo się roz­gnie­wają" albo "Nie rób tego, bo będą cię kry­ty­ko­wać". Żyją pozo­rami. Sta­rają się uzy­skać od swego oto­cze­nia (z zewnątrz) pew­ność, jakiej bra­kuje im wewnętrz­nie.

Pew­ność sie­bie ni­gdy nie pocho­dzi z zewnątrz, pły­nie z wewnątrz na zewnątrz.

Czę­sto nie­pew­ność prze­kształca ludzi w osoby agre­sywne, które ze stra­chu trak­tują wszyst­kich źle. Nie pozwala im się uczyć, gdyż okrada ich z poczu­cia skrom­no­ści i czyni wynio­słymi. Pysza­łek, który nie pozwala, by kto­kol­wiek go pouczał, w głębi duszy nie ufa ani sobie, ani innym. Z kolei osoba pewna sie­bie nie potrze­buje robić na nikim wra­że­nia, wie bowiem, kim jest i zna swoją war­tość.

Kiedy ktoś jest nie­pewny sie­bie i spo­gląda na innych w poszu­ki­wa­niu pew­no­ści, wszel­kie nega­tywne cechy, jakie inni mogą mieć, wcze­śniej czy póź­niej na niego wpłyną, gdyż wzmoc­nią jego nie­pew­ność. Nato­miast ten, kto patrzy w sie­bie, tam gdzie znaj­dują się wszyst­kie odpo­wie­dzi, będzie miał jasną wizję i podąży swoją drogą z emo­cjo­nalną pew­no­ścią. Bio­graf dok­tora Alfreda Adlera, uzna­nego psy­cho­loga, przy­ta­cza nastę­pu­jącą aneg­dotę: Pew­nego razu nauczy­cielka Ali, córki Adlera, powie­działa jej, że nie ma głowy do mate­ma­tyki. Kiedy Adler się o tym dowie­dział, zapy­tał córkę: "Wie­rzysz we wszystko, co mówi ci nauczy­cielka? Co ci każe zakła­dać, że ma rację?". Ali została wielką mate­ma­tyczką i ni­gdy wię­cej nie zaak­cep­to­wała opi­nii doty­czą­cych jej wła­snych ogra­ni­czeń i ogra­ni­czeń innych osób. Nie wszy­scy mamy ojców psy­cho­lo­gów, zdol­nych z taką jasno­ścią dostrzec emo­cjo­nalny pro­blem, lecz wszy­scy możemy roz­po­znać rzu­cone nie­dbale uwagi i nie pozwo­lić, żeby wyrzą­dziły nam krzywdę.

3. Dla­czego mamy trud­no­ści z podej­mo­wa­niem decy­zji?

- Mam trud­ność z podej­mo­wa­niem decy­zji, ponie­waż boję się pomy­lić

Brak decy­zji już jest decy­zją. Nie­pod­ję­cie decy­zji jest stratą. W więk­szo­ści przy­pad­ków kata­stro­ficzne myśle­nie uzna­jące błąd za coś poważ­nego hamuje nas i sta­wia na pozy­cji, na któ­rej nie możemy pod­jąć decy­zji. Pozy­tywne ćwi­cze­nie polega na zada­niu sobie pyta­nia: Co naj­gor­szego może mnie spo­tkać? Wie­lo­krot­nie stwier­dzamy, że w rze­czy­wi­sto­ści nie jest tak, jak sobie wyobra­ża­li­śmy. Fan­ta­zja prze­wyż­sza rze­czy­wi­stość. W obli­czu błędu możemy się zło­ścić, szu­kać wymówki, żeby go wyja­śnić, porzu­cić zada­nie. Albo uznać ten błąd za nauczkę i dalej iść do przodu. Mówimy oczy­wi­ście o codzien­nych błę­dach, które są czę­ścią życia.

- Mam trud­no­ści z podej­mo­wa­niem decy­zji, ponie­waż boję się, że nie spro­stam oko­licz­no­ściom

U pew­nych osób lęk przed pomyłką wiąże się z obawą przed kry­tyką. Zawsze ist­nieje ryzyko kry­tyki. Czy cho­dzi o eks­perta, czy nowi­cju­sza, zawsze znajdą się ludzie, któ­rzy z innej per­spek­tywy będą patrzeć na to, co ktoś robi. W obli­czu skom­pli­ko­wa­nej sytu­acji dobrze jest w spo­koju okre­ślić korzy­ści i trud­no­ści, zapi­su­jąc je, wyod­ręb­nić tę sytu­ację z subiek­tyw­nych oko­licz­no­ści i umie­ścić ją na obiek­tyw­nej płasz­czyź­nie oraz dać sobie czas na zasta­no­wie­nie się nad nią.

- Mam trud­no­ści z podej­mo­wa­niem decy­zji i pozwa­lam, żeby zro­bili to za mnie inni

Wiele osób unika podej­mo­wa­nia decy­zji, żeby zatrzy­mać się w wygod­nym miej­scu. Nie­któ­rzy czy­nią tak, aby mieć oka­zję do obwi­nia­nia innych (gdyby wyni­kła jakaś trud­ność). Tłu­ma­czą się: "Zro­bi­łem to, co mi powie­dzia­łeś". W celu pod­ję­cia dobrych decy­zji trzeba dać sobie czas na zasta­no­wie­nie, pora­dzić się eks­per­tów i zawsze mieć na wzglę­dzie cele.

- Podej­muję decy­zje, a następ­nie mam co do nich wąt­pli­wo­ści

Ponow­nie zale­cane jest wyko­na­nie ćwi­cze­nia z zapi­sy­wa­niem trud­no­ści i korzy­ści, co pozwoli także doko­nać pew­nej oceny, a jeśli będzie to konieczne, pod­jąć nową decy­zję.

- Kiedy podej­muję jakąś decy­zję, nie potra­fię się tym cie­szyć

Zawsze gdy podej­mu­jemy jakąś decy­zję, coś zysku­jemy i coś tra­cimy. Jeśli sku­pimy się na tym, co tra­cimy, ni­gdy nie zdo­łamy cie­szyć się korzy­ściami. Jeśli skon­cen­tru­jemy się na tym, co zysku­jemy, wów­czas będziemy mogli się nimi cie­szyć. Nie cho­dzi o to, żeby pra­gnąć wszyst­kiego w życiu, wszystko jest niczym.

Wielu z nas nie prze­żywa wła­snych marzeń, gdyż boimy się prze­żywać nasze lęki.

Les Brown

W celu prze­zwy­cię­że­nia wewnętrz­nej nie­pew­no­ści koniecz­nie należy pra­co­wać nad pro­ble­mem zaufa­nia, zarówno do samego sie­bie, jak i do innych. Oto kilka cha­rak­te­ry­stycz­nych cech osób, które ufają sobie i innym:

- Są pro­ak­tywni w chwili roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów.

- Sza­nują samych sie­bie.

- Kochają sie­bie w spo­sób zdrowy i zrów­no­wa­żony.

- Dbają o wygląd zewnętrzny, a także o swój świat wewnętrzny.

- Cza­sami mie­wają wąt­pli­wo­ści, lecz wybie­rają tę czy inną opcję, nie grzę­zną w jed­nym miej­scu.

Życie jest jak jazda na rowe­rze. Żeby utrzy­mać rów­no­wagę, musisz się poru­szać naprzód.

Albert Ein­stein

4. Wszy­scy jeste­śmy zdolni do podej­mo­wa­nia decy­zji

Mimo nega­tyw­nych cech oso­bo­wo­ści, jakie możemy mieć, takich jak nie­pew­ność emo­cjo­nalna, mimo żywio­nych wąt­pli­wo­ści, wszy­scy rodzimy się z czte­rema bar­dzo cen­nymi zale­tami.

Rodzimy się:

- wolni,

- silni,

- odrębni,

- inte­li­gentni.

Nie jestem wytwo­rem moich oko­licz­no­ści, jestem wytwo­rem moich decy­zji.

Ste­phen Covey

Teraz przyj­rzyjmy się każ­dej z tych zalet oddziel­nie.

- Jeste­śmy wolni

Kiedy mamy wiel­kie marze­nie i podą­żamy jego śla­dem, idziemy wolni i silni.

Cały świat usuwa się z drogi czło­wie­kowi, który wie, dokąd zmie­rza.

Steve Jobs

- Jeste­śmy silni

Pew­nego razu pozna­li­śmy z mediów histo­rię chłopca, który miesz­kał w samo­cho­dzie, lecz i tak zdo­łał skoń­czyć szkołę pod­sta­wową. Udało mu się to w oko­licz­no­ściach, które z żad­nego punktu widze­nia nie są dobre, lecz miał matkę, która w niego wie­rzyła, i to go wzmoc­niło. Kiedy mamy kogoś, kto w nas wie­rzy, jeste­śmy zdolni żyć pośród prze­ciw­no­ści, uwol­nić całą naszą wewnętrzną siłę i osią­gnąć rze­czy wiel­kie.

- Jeste­śmy odrębni

Ty i ja róż­nimy się, lecz kul­tura, w jakiej żyjemy, dąży do tego, by wszystko było jed­no­lite. Żeby­śmy wszy­scy tak samo myśleli, żeby­śmy ubie­rali się tak samo (ulotna moda), żeby­śmy zacho­wy­wali się tak samo. Zna­czy to, iż prze­ka­zuje się nam "instynkt stadny". Wiele osób patrzy na kogoś innego z podzi­wem. Myślą: "Chciał­bym wieść takie życie jak ta osoba!". Prawdą jest, że każdy czło­wiek jest jedyny w swoim rodzaju, inny, nie­po­wta­rzalny. My, ludzie, jeste­śmy isto­tami stad­nymi, lubimy prze­by­wać razem, w gru­pach, potrze­bu­jemy sie­bie nawza­jem, żeby się dzie­lić, żeby mówić, żeby się leczyć. Dla­tego też funk­cjo­nu­jemy w sta­dzie, a to nie­odzow­nie impli­kuje obec­ność przy­wódcy. Przy­wódcą jest ten, kto pro­wa­dzi stado z punktu A do punktu B. Pewne osoby mają więk­szą umie­jęt­ność socja­li­za­cji i lubią prze­by­wać z ludźmi, nato­miast inne mają skłon­ność do indy­wi­du­ali­zmu, nie lubią zbyt­nio się dzie­lić. Nie­mniej jed­nak wszy­scy potrze­bu­jemy rów­no­wagi mię­dzy cie­sze­niem się samot­no­ścią i cie­sze­niem się prze­by­wa­niem z innymi.

Naśla­dujmy dobre cechy innych ludzi. Niech nas inspi­rują, lecz ni­gdy nie traćmy naszej indy­wi­du­al­no­ści z jej nie­po­wta­rzal­nymi rysami, jeśli bowiem pozwo­limy jej wyło­nić się na powierzch­nię, uroz­ma­ici i wzbo­gaci świat.

- Jeste­śmy inte­li­gentni

Bycie inte­li­gent­nym nie ozna­cza, że zna się na pamięć różne fakty, lecz że dobrze trak­tuje się innych. Dla­czego? Ponie­waż w poje­dynkę ni­gdzie nie doj­dziemy. To, co osią­gniemy dzięki naszym zdol­no­ściom, możemy stra­cić przez nasz cha­rak­ter. Jeśli nie umiemy odpo­wied­nio trak­to­wać innych, nie jeste­śmy inte­li­gentni. Ktoś powie­dział, że naszym naj­cen­niej­szym kapi­ta­łem jest nasza książka adre­sowa, gdyż nikt nie osiąga niczego waż­nego samot­nie. Suk­ces jest osią­gnię­ciem dru­ży­no­wym. Kiedy dobrze trak­tujemy ludzi, jeste­śmy inte­li­gentni, ponie­waż wcze­śniej czy póź­niej zbie­rzemy wszystko, co zasie­jemy.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki