Hoobastank The Reason
ROZDZIAŁ 2
Wakacje szybko minęły. Ostatnia klasa liceum, maturalna, szykowała się pod znakiem wielkiego zakuwania. Byle do egzaminów dojrzałości, a następnie adijos. Marzyłam o studiach dziennikarskich, ewentualnie psychologii. Szykowałam się na maturę rozszerzoną z polskiego, WOS-u i historii. Narzuciłam sobie wiele, ale akurat wiedza o społeczeństwie czy historia od zawsze mnie interesowały. Stanęłam przed lustrem powieszonym na ścianie i przejrzałam się w nim. Czarna, ołówkowa spódnica przed kolano i biała koszula z rękawem trzy czwarte. Włosy proste jak zawsze. Oczy pociągnięte tuszem do rzęs i delikatnie muśnięte czarną kredką na linii wodnej, by optycznie zmniejszyć moje wielkie oczy. Sprawiało to wrażenie nieco mroczniejszej mnie... Standardowo na ustach matowa pomadka w odcieniu beżu. Na letniej wyprzedaży dorwałam czarne szpilki na siedmiocentymetrowym obcasie. Prezentowałam się nieźle. Mała czarna torebka przewieszona przez ramię. Co z tego, że wyglądałam znośnie, skoro poczucie mojej wartości było zgoła przeciwne? Co z tego, że nie miałam ani jednego pryszcza, a tak naprawdę pragnęłam uwagi kogokolwiek? Mamy? Taty? Byłam zdana sama na siebie. A nie, przepraszam, na naukę. Westchnęłam cicho i odgoniłam smutne myśli. Spryskałam się ulubionymi, nieprzytłaczającymi perfumami i schowałam swoją naturę do kieszeni. Trzeba narzucić maskę. To tylko dziesięć miesięcy...
Droga do szkoły minęła mi szybko, raptem tylko kilka przystanków. Stanęłam przed wielkim gmachem z szarą elewacją. Zerknęłam na godzinę, po czym ruszyłam w stronę wejścia. Na korkowej tablicy zaraz obok portierni rozwieszone były listy z rocznikami i klasami, gdzie przyporządkowane były sale. "Nasza" sala mieściła się na pierwszym piętrze, zaraz obok auli. Skierowałam się zatem tam i zerknęłam na grupkę kilku osób.
- Cześć - rzuciłam luźno.
- Hejka!
- Hej - odpowiedziało kilka z nich.
Oparłam się o ścianę i przymknęłam oczy. Z moim szczęściem zapewne natknę się zaraz po wyjściu na Kamilę, której unikałam od tamtego wypadu na ognisko. To wtedy wszystko było tak dziwne, że aż w tym momencie mogłabym się uszczypnąć, bo nie dowierzałam, że to, co tam się wydarzyło, miało miejsce naprawdę. I ten pocałunek... Po mojej skórze przeszedł dreszcz. Głupia, głupia, głupia ja. Nie ma o czym rozmyślać, takie rzeczy się przecież zdarzają. Niewinny flirt, pocałunki, ale też grubsze rzeczy dzieją się tylko raz, takie znajomości są teraz na topie. Westchnęłam kolejny raz i otworzyłam oczy. Schodziły się kolejne osoby, a ja zwykłym słowem, uśmiechem, witałam się z resztą klasy. Gdy nadeszła pani Gołąb, chórem przywitaliśmy się, a następnie za nią wtoczyliśmy się do sali. Oczywiście wszyscy chcieli naraz zająć ławki na samym końcu, a ja, jak to ja, zajęłam tę pierwszą przy ścianie. Oparłam się o nią i spojrzałam na nauczycielkę.
- Witajcie po wakacjach. Mam nadzieję, że solidnie odpoczęliście, bo w tym roku będzie sporo nauki i nie będzie taryfy ulgowej - zagrzmiała groźnie. Zerknęła po nas wszystkich. - Chciałabym was jeszcze poinformować, że do klasy dołączy jedna osoba, ale chyba jeszcze nie dotarła. Bądźcie dla niego otwarci, sympatyczni i... - W tym momencie drzwi się otworzyły.
Odwróciłam głowę i zerknęłam w stronę wejścia. Moim oczom ukazał się chłopak z buzią niemal idealną. Obcięty na jedną długość, bardzo krótko, ciemny blondyn z, jakże inaczej, niebieskimi oczami.
- Dzień dobry - zabrzmiał jego niski głos.
- Właśnie o tobie mówiłam. - Kiwnęła głową w jego stronę. - To jest Kacper Szumski, będzie się z wami w tym roku uczył, mam nadzieję, że przyjmiecie go w swoim środowisku.
- Siema - przywitał się i usiadł obok mnie. - Wproszę się, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko - wtrącił.
- Spoko - powiedziałam i udałam, że nie jestem nim zainteresowana. Woń jego perfum niemal od razu zaatakowała moje nozdrza. Ładnie pachniał, inaczej niż pozostała męska część klasy.
- Kacper jestem, ale to już wiesz.
Wyciągnął rękę w moją stronę. Wyprostowa-łam się.
- Hanka - uścisnęłam jego dłoń.
Spojrzeliśmy sobie w oczy. Błękitne, piękne, niczym morze. Jednak nie poczułam nic, co mogłoby dać jakikolwiek sygnał, że coś między nami się pojawi. Zazwyczaj to przy pierwszym dotyku i spojrzeniu iskrzy, nie tym razem. Już czułam natrętny wzrok dziewczyn z klasy. Wzrokiem chciały przyciągnąć jego uwagę. A ja byłam dla nich jak wróg, świetnie - pomyślałam, zrywając kontakt cielesny, i spojrzałam szybko na klasę. Wychowawczyni coś tłumaczyła, ale ja jak zwykle się odcięłam. Rozdała nam wszystkim plan na kartce z rozpisanymi salami.
- Niestety, program elektroniczny z dziennikiem padł i nasi informatycy pracują nad jego usprawnieniem. Ty, Kacprze, dostaniesz hasło i login, jak zejdziesz do sekretariatu. Razem z pozostałymi ważnymi dla ciebie dokumentami te dane będą na ciebie czekać. A teraz życzę wam udanego popołudnia i do zobaczenia. Pamiętajcie, bierzemy się ostro za powtórki!
Pożegnaliśmy się chórem, a następnie wyszliśmy z sali. Każdy pędził na złamanie karku w znane sobie miejsca. Mnie nigdzie się nie spieszyło. Wychodząc, oczywiście spotkałam Kamilę. Zawodówka, w której się uczyła, mieściła się obok i często się na nią natykałam, chcąc lub nie...
- Kupę lat!
Szturchnęła mnie w ramię. Skrzywiłam się.
- Oszalałaś? - warknęłam. Nie byłam w zbyt dobrym humorze, ona zaś jak zwykle tryskała nim.
- Olałaś mnie, cały sierpień próbowałam się do ciebie dodzwonić, a ciebie jakby ufo porwało.
- Nie miałam ochoty na żadne wyjścia, to nie było ze mną kontaktu.
- Nudna jak zwykle.
Wzruszyłam ramionami.
- Ale... dzisiaj robimy grilla, zabieram cię ze sobą.
- Nie mam ochoty - powiedziałam stanowczo.
- Nawet jeśli będzie dobra zabawa, muzyka, a ty nie będziesz w centrum zainteresowania? A może ktoś się tobą zainteresuje w inny sposób?
- Co ty mi insynuujesz?
- Nic, nic... - Zrobiła niewinną minkę. - Naprawdę będzie fajnie. I nie będzie ćpania.
Przynajmniej podczas twojej obecności. Ewentualnie przed lub po tym, jak wyjdziesz.
- Daruj sobie - ucięłam, po czym ruszyłam w stronę przystanku.
- Nie daj się prosić - jęknęła.
- Nadal nie rozumiem, po co ja ci jestem potrzebna do szczęścia.
- Niech ci będzie, zawsze to jesteś ty powodem, o którym mówię babci. Jak ty idziesz, to i ja z tobą, zawsze we dwójkę raźniej, co nie?
Słów mi brakło. Pokręciłam głową. Zresztą i tak nie miałam nic innego do roboty jak kolejne bezsensowne rozmyślanie. Zgodziłam się i za kilka godzin miałam się szykować na kolejne niezdrowe jedzenie i zakrapianą imprezę. Początkiem tygodnia. To nie mogło zwiastować niczego dobrego...
*
Zmieniłam spódnicę na czarne legginsy, a na górze pojawiła się luźna koszulka, również w czarnym kolorze. Czarny to mój ulubiony kolor od zawsze. Do tego dżinsowa kurteczka. Zawczasu przygotowałam się na jutrzejszy poranek do szkoły. Zerknęłam w lustro i... coś mnie podkusiło, by zamiast beżowej pomadki użyć tej klasycznej, w pięknym różowym odcieniu. Zabrałam telefon, klucze wsadziłam do małej saszetki zapiętej na biodrach. Wyszłam z domu, jak zwykle pustego i cichego.
- Cały czas się zastanawiam, dlaczego się na to godzę, przecież nawet się nie przyjaźnimy
- powiedziałam zamiast przywitania.
Ubrana w małą czarną, ledwie zakrywającą pośladki, z mocnym makijażem spojrzała na mnie nieco zdziwiona.
- Och, jedziesz z grubej rury, starzy cię wkurzyli? - odbiła pałeczkę.
- No co ty, najpierw musieliby być w domu. - Wzruszyłam ramionami. - Gdzie ten grill?
- A u takiego jednego ziomka, z którym się spiknęłam i coś tak iskrzy między nami - przyznała.
Nigdy jednak nie zwierzałyśmy się sobie z miłosnych uniesień. Jedynie ona chwaliła się coraz to nowszym facetem. Ciężko było za nią nadążyć.
- Okej. Ja niezbyt długo posiedzę, jutro zaczynam ciężko, bo od matmy, a to mój najukochańszy przedmiot - parsknęłam.
- Jak dobrze, że ja mam tylko egzamin czeladniczy i nic więcej - sapnęła z nieskrywaną ulgą.
- Jak się ma duże ambicje i wiele wolnego czasu, to wybiera się to, co gorsze i dłuższe - stwierdziłam, bo tak mi się właśnie pomyślało. - Coś mamy kupić czy wszystko na miejscu już będzie?
- Nie, tym razem w nic się nie zaopatrujemy, niczym się nie stresuj.
Kiwnęłam głową i nie podjęłam już rozmowy.
Wsiadłyśmy w podmiejski autobus i przejechałyśmy cztery przystanki. Przeszłyśmy około dwóch kilometrów i zatrzymałyśmy się przed furtką, zza której nic nie było widać. Wrażenie robiła ogromna willa, jak widać, dzisiaj miała być impreza na bogato, w dosłownym znaczeniu.
- Dom robi wrażenie... - powiedziałam sama do siebie.
- Oj tak, chata bogata, starzy miliarderzy, a Cyprian przystojniak.
Cmoknęła z aprobatą i nacisnęła domofon. Zabrzęczało, po czym furtka się otworzyła. Przeszłyśmy przez nią, a moim oczom ukazała się ogromna, zadbana działka, na której pełno było krzewów i kwiatów. Ogród marzeń - pomyślałam.
- Wow...
- W środku chyba z wrażenia byś padła. Same marmury, jak będziesz w toalecie, to padniesz na bank.
Mrugnęła do mnie. Chwytając mnie za rękę, zaprowadziła na tył domu. O dziwo, byłyśmy pierwsze.
- Siemaa, kotek! - krzyknęła Kama i objęła chłopaka. Wymienili namiętnego całusa, na sam koniec klepnął ją w pośladek, na co zaśmiała się głośno. Westchnęłam i przewróciłam oczami. - To moja znajoma, ochroniarz i przyzwoitka w jednym, Hanka.
- Cześć - przywitałam się.
- Heja, Cypek jestem.
Wyciągnął dłoń w moją stronę. Uścisnęłam ją.
- Piękny ogród - przyznałam.
- Racja, mama wkłada w niego sporo czasu i serca. Prędzej gada z roślinami niż z moim starym, który jak sobie przypomni, to wraca do domu - parsknął śmiechem.
- Smażysz już?
- Jasne, a co, głodna?
- Tak, ale schrupałabym coś innego, albo kogoś... - Oblizała usta.
- Porzygam się zaraz - powiedziałam, omijając ich, i wybrałam się na pobliską ławeczkę połączoną z huśtawką dwuosobową.
Przymknęłam oczy i nie wiedząc kiedy, odpłynęłam. Ostatni raz, będąc na ognisku z Kamilą, spotkałam jego. Moje myśli powędrowały w stronę kilku krótkich chwil nad jeziorem, które za każdym razem powodowały na moim ciele dreszcze. Ocknęłam się, słysząc gwar osób, które zaczęły się zbliżać. Zrobiło się już ciemno, a mrok rozświetlały latarenki. Aż tak poniosły mnie myśli...?
Co za koleżanka, nawet mnie nie ocknie - pomyślałam, wściekła sama na siebie. Wstałam i ruszyłam w stronę grilla. Rzuciłam słowo przywitania do wszystkich i sięgnęłam po kawałek kiełbasy. Usiadłam na rogu przy stoliku ogrodowym i ze smakiem zjadłam. Piwa poszły w ruch, niestety nie dostrzegłam owocowego i zmuszona byłam wziąć zwykłe. Otworzyłam je i upiłam łyk.
- Dobry wieczór, przyzwoitka tutaj?
Piwo utknęło mi w przełyku, zaczęłam się krztusić, a bąbelki poszły mi do nosa.
- Shit - wymamrotałam. - Musisz straszyć? Czego chcesz?
- A może tak byś się przywitała?
- A to obowiązek? - odpyskowałam, zerkając na niego kątem oka.
Nie wiedząc dlaczego, coraz częściej uruchamiały mi się w systemie obronnym reakcje bardziej agresywne, mniej grzeczne.
- Niekoniecznie, ale kultura czy jak to tam się nazywa - parsknął śmiechem. - Znów panienka nie w sosie?
Przyjrzał mi się. Jego wzrok utknął na wysokości moich ust. Zamarł.
- Tutaj się wylewa strumieniami ta kultura. - Wzruszyłam ramionami. - Co tak się przyglądasz?
- Zmieniłaś kolor pomadki. Masz ciemniejsze usta. Pełniejsze.
- A z ciebie taki baczny obserwator? Ciemno jest, to raczej nie robi różnicy.
Upiłam kolejny, solidny łyk. Chmielny napój powoli zaczął krążyć w moich żyłach. Chłopak przyglądał się moim ustom, powoli się do mnie przysuwał, a ja siedziałam jak skamieniała.
- Ej, Poeta! Chodźże tu! - krzyknął któryś z chłopaków.
Zerwałam nasz kontakt wzrokowy i westchnęłam cicho. To było dziwne, za każdym razem paraliżował mnie swoim wzrokiem. A spotkaliśmy się raptem drugi raz... Na skórze miałam gęsią skórkę. Objęłam się ramionami, spojrzałam na grono roześmianych, szczęśliwych ludzi. Nie pasowałam tutaj, nawet z nimi nie umiałam rozmawiać. Odszedł do reszty, a do mnie przysiadł się gospodarz.
- Jak tam? Smakuje? Dobrze się bawisz? - zapytał nieco podpity.
- Wszystko w porządku, dzięki. Gdzie Kama?
- W kiblu, jak zwykle. Nie wiem, po co tutaj z nią przyszłaś, odstajesz od reszty.
Musnął palcami mój policzek.
Co tutaj się odwala? Natychmiast się odsunęłam. Lepią się jak muchy, dlaczego? Czy mam coś napisane na czole? Nie zauważyłam nawet, jak Poeta zbliża się szybko i szturcha kolegę w ramię.
- Masz jakiś problem? Pilnuj swojej panienki, bo coś nie wraca z tej łazienki - warknął, podwijając rękawy.
- Ej, przecież nic nie zrobiłem.
Rozłożył ręce w obronnym geście.
- To idź lepiej i sprawdź, co albo kto ją tam zatrzymuje, a od Hanki się odwal.
Spojrzał na nas z góry, a ja otworzyłam buzię ze zdziwienia i spuściłam głowę. Co się właściwie odwaliło? Nic nie rozumiałam. Pokręciłam głową i wstałam. Nieco zakręciło mi się w głowie. Złapał mnie za ramię.
- Słuchaj, co ty do mnie masz, co? Doczepiasz się jak rzep psiego ogona. Ostatni raz gdziekolwiek wychodzę z Kamilą. Już w nosie mam to, że nie będzie miał kto jej kryć przed babcią. Nie odnajduję się w waszym specyficznym gronie. Sorry. Puść mnie i odczep się ode mnie raz na zawsze - powiedziałam, a serce zaczęło bić mi szybciej.
- Przecież ci powiedziałem - odrzekł.
- Tak? Wybacz, nie pamiętam, bo szybko uciekłeś - zakpiłam.
Wyrwałam się z jego objęć, niemal będąc pewną, że obudzę się jutro z siniakiem na przedramieniu.
- Spójrz na mnie - powiedział cicho.
Pokręciłam głową. Ruszyłam w stronę wyjścia.
- Spadam, grupo, było nieźle, ale to nie moje klimaty. Pilnujcie Kamy! - powiedziałam, zerkając przelotnie na piękną blondynkę, która chłonęła atmosferę spotkania.
- Nara - odpowiedzieli.
Już wychodziłam za bramkę, gdy znów ktoś szarpnął mnie za ramię i gwałtownie odwrócił. Serce biło mi ze strachu jak oszalałe, nawet nie byłam w stanie krzyknąć.
- Znajdę cię, złapię, aż w końcu zaczniesz na mnie patrzeć - szepnął do ucha Poeta.
Ujął dwoma palcami mój podbródek i nie patrząc mi w oczy, złączył swoje wargi z moimi. Docisnął mnie do ogrodzenia, a ja czułam, jak miękną mi nogi. Odwzajemniałam pocałunki z pasją, poczułam, jak motyle znów latają w moim wnętrzu. Nad konsekwencjami się nie zastanawiałam. Oddawałam namiętne pocałunki, a rękami objęłam jego kark, splatając nas w ciaśniejszych objęciach. Gdy przygryzł delikatnie moją wargę, jęknęłam cicho. Starając się odzyskać oddech, odsunęłam się nieznacznie. Wciąż miałam zamknięte oczy. Bałam się je otworzyć.
- Musiałem spróbować twoich ust w innym wydaniu. Musiałem - tłumaczył sobie, kręcąc głową. - Nie wiem, co w tobie jest, ale ciągnie mnie do ciebie - przyznał się.
- I co ty robisz w takim towarzystwie? To nie w twoim stylu - szepnęłam, a raczej zachrypiałam. Kipiało we mnie od emocji...
- Pierwszy raz mam coś takiego - powiedział, po czym się speszył. - To znaczy... ja...
- Nie tłumacz się, idź już do kolegów, na pewno się martwią - stwierdziłam, ale nie odsunęłam się od niego.
W jego ramionach czułam się w końcu... potrzebna i bezpieczna. Chciana? Idiotka ze mnie kompletna, przy obcym kolesiu czuć się dobrze.
- Masz rację. - Odsunął się, niemal podskakując. - Na razie.
- Cześć.
Po czym odwróciłam się i na drżących nogach ruszyłam w stronę przystanku. Po kilkunastu krokach przystanęłam i obejrzałam się za siebie. Stał w tym samym miejscu, w którym go zostawiłam. Przygryzłam dolną wargę, czując jeszcze jego posmak na ustach, i ponownie ruszyłam w stronę miejsca, skąd odjeżdżał autobus do domu.
Coraz bardziej nie potrafiłam zrozumieć samej siebie. Dlaczego po raz drugi musiałam się z nim zetknąć? Dlaczego tak nas do siebie ciągnęło? To absurd! Nie znamy się, jesteśmy dla siebie obcymi ludźmi, w dodatku z dwóch tak różnych środowisk... Trzeba o tym zapomnieć. O tym i tamtym wieczorze. Zapomnieć. I o nim...
Odczekałam kilkanaście minut i wsiadłam do pojazdu. Po krótkiej chwili byłam już w domu. Wzięłam szybki prysznic i najciszej, jak potrafiłam, weszłam do swojego pokoju. Położyłam się do łóżka i przykryłam kołdrą. Słyszałam cykające świerszcze przez uchylone okno. Przymknęłam oczy i zobaczyłam jego twarz, a na ustach poczułam jego ciepłe wargi, które całowały moje... Poczułam, jak moje ciało się rozluźnia, a ja zapadam w sen.