2
Piach. Jeszcze więcej piachu.
Ten konkretny jednak opowie swoją historię, jeśli tylko April nadstawi uszu.
Popatrzyła ze stanowiska zmrużonymi oczami przez okulary ochronne na ostatnią próbkę gleby, porównując różne odcienie brązowego do swojej tabelki z kolorami, potem zanotowała w formularzu zawartość wody, plastyczność i konsystencję, rozmiar i kształt drobinek, a także wszystkie inne istotne dane.
Żadnego odbarwienia. Żadnego konkretnego zapachu, co było dla niej zaskoczeniem. Rozpuszczalniki dawały słodki aromat, a paliwa pachniały jak... cóż, paliwo. Węglowodorami. Jednak gleba zanieczyszczona ołowiem roztaczałaby po prostu woń piachu. Podobnie było z arszenikiem.
Wytarła dłoń obleczoną w rękawiczkę o nogawkę dżinsów i zapisała obserwacje.
Zwykle rozmawiałaby ze swoim asystentem o najbardziej bezczelnych współpracownikach albo może o najnowszych zbinge'owanych reality show, lecz o tej porze oboje byli zbyt zmęczeni, by plotkować, więc ona w milczeniu kończyła opisywanie próbki, a on wypełniał etykietę na szklany pojemniczek i uzupełniał dokumentację.
Po przesypaniu gleby do słoiczka znowu wytarła ręce o dżinsy i oznaczyła próbkę, wsunęła do torebki strunowej i umieściła w chłodziarce wypełnionej lodem. Ostatni podpis, żeby potwierdzić przekazanie próbki oczekującemu kurierowi, i koniec. Całe szczęście.
- To wszystko? - zapytał Bashir.
- To wszystko. - Westchnęła, gdy patrzyli oboje na wychodzącego kuriera. - Mogę się zająć sprzątaniem, jeśli chcesz parę minut odpocząć.
Jej towarzysz pokręcił głową.
- Pomogę.
Nie licząc półgodzinnej przerwy na lunch, byli skupieni na swoich zadaniach od siódmej rano, czyli przez niemal dziewięć godzin. Jej stopy w brudnych butach ochronnych bolały, odsłonięte fragmenty skóry szczypały od zbyt długiego kontaktu ze słońcem, a odwodnienie wywołało tępe pulsowanie pod kaskiem i marzyła o porządnym, długim prysznicu w hotelu.
Poza tym swędział ją policzek, pewnie niechcący rozsmarowała sobie tam trochę piachu. Bardzo szkoda, bo technicznie rzecz biorąc, nazywało się to ekspozycją. Albo, w prywatnym słowniczku April, kijowym pomysłem.
Odkręciła butelkę z wodą, zmoczyła ręcznik papierowy i wytarła twarz do czysta.
- Jeszcze ci trochę zostało... - Bashir podrapał miejsce blisko jej skroni. - Tutaj.
- Dzięki. - Mimo bólu głowy uśmiechnęła się do niego szczerze. Na palcach jednej ręki mogła policzyć prawdziwych przyjaciół, jakich miała w obecnej firmie, i Bashir się do nich zaliczał. - Odwaliłeś dzisiaj kawał dobrej roboty.
Przetarła skórę ostatni raz, Bashir z aprobatą kiwnął głową - tym razem najwyraźniej udało jej się pozbyć brudu - i ręcznik wylądował w tym samym worku na śmieci, co zużyte rękawiczki. I świetnie.
Tamta próbka gleby była brudna pod wieloma względami. Aż do połowy wieku na tym obszarze działała fabryka pestycydów i zanieczyszczała okolicę ołowiem oraz arszenikiem. Z tego powodu April spędziła kilka ostatnich tygodni na zbieraniu próbek do analizy pod kątem obu tych substancji. Żadnej nie chciała bezpośrednio na swojej skórze. Właściwie na dżinsach też nie, lecz szarpanie się z ręcznikami papierowymi to w ostatecznym rozrachunku za dużo zachodu.
- Mówiłem ci? - odezwał się Bashir z przebiegłym uśmieszkiem, kiedy zbierała dokumenty. - W zeszły tygodniu Chuck powiedział nowej, żeby nie piła wody na terenie zamkniętym. Bo to zła praktyka i stoi w sprzeczności z zasadami bezpieczeństwa i higieny pracy.
Wspólnie popatrzyli na wypełnioną butelkami wody czerwoną lodówkę, którą April dzisiaj rano umieściła w bagażniku ich trucka.
- Ten dwudziestodwuletni zadufany w sobie palant prawie w ogóle nie bywał w terenie i nie ma bladego pojęcia o pracy, ale aż go świerzbi, żeby pouczać innych - wypaliła April.
Jej kolega aż otworzył szeroko oczy, słysząc ten bezpośredni komentarz, po czym prychnął i rzucił:
- I to nie tylko w sprawie pracy.
- Chryste. - Przewróciła oczami. - Czyżby znowu zrobił ci wykład o hummusie?
- Oczywiście. Chociaż nie jem zbyt często hummusu i mam w nosie ciecierzycę, on najwyraźniej zakłada, że jest inaczej, bo cóż - pokazał gestem na swoje ciało - sama rozumiesz.
Wspólnie ruszyli z dokumentacją do firmowego trucka.
- Wiem. - Westchnęła. - Proszę, powiedz, że nie mówił, byś spróbował...
- Czekoladowego hummusu - potwierdził Bashir. - Znowu. Gdybyś zechciała posłuchać o błonniku i zawartości białka albo o tym, jak znaczącym postępem jest ta wersja względem tradycyjnej, jak się wyraził, wersji waszego hummusu, zostałem szczegółowo wyedukowany w tej kwestii i z chęcią podzielę się nową wiedzą.
Otworzył przed nią drzwi od strony pasażera, a April włożyła papiery pod klips swojej podkładki.
- Rany, tak mi przykro. - Skrzywiła się. - Jeśli cię to pocieszy, ma też zdecydowane opinie na temat tego, jak jego koleżanki z pracy powinny się ubierać, by dostawać więcej zleceń.
W małej prywatnej firmie tacy konsultanci jak oni muszą kombinować, czarować klientów przy lunchu i spotkaniach branżowych oraz odciągać ich na bok w czasie zjazdów i konferencji dotyczących technologii rekultywacji. April musiała ich przekonywać, że należy ją traktować poważnie i warto zapłacić za jej specjalistyczną wiedzę z zakresu geologii.
Żeby pracować za optymalne stawki, musiała wyglądać w określony sposób. Mówić w określony sposób. Prezentować się w jak najbardziej profesjonalnym świetle, w każdym momencie.
Prezencja stała się dla niej bardzo ważnym słowem w ostatnich latach.
Reputacja w branży potrafi być niezwykle krucha. Można jej zaszkodzić. Na przykład stałoby się to, gdyby rozniosły się wieści, że ta niby poważna ekspertka w ramach rozrywki przebiera się za swoje ulubione postaci z seriali telewizyjnych i większość wolnego czasu spędza na dyskutowaniu o fikcyjnych półbogach.
Bashir przewrócił oczami.
- Oczywiście, że ma też opinie na temat kobiecego ubioru. Zgłosiłaś to do kierownictwa, prawda?
- Dosłownie pięć minut później.
- I dobrze. Mam nadzieję, że go niedługo wyleją.
Przeszedł obok niej z powrotem do stanowiska analizy próbek.
- Nic o niczym nie wie. Właściwie wie jeszcze mniej niż nic, jeśli to w ogóle możliwe. No popatrz tylko, jak się dzisiaj spociliśmy. - Dotknęła mokrej koszulki, demonstrując, jak materiał przykleił się do skóry.
- Rzęsiście. - Zerknął na własną pomarańczową koszulę, również przesiąkniętą potem. - Wstrętnie.
Zatrzymała się przy stole i pokręciła głową.
- Właśnie. Ktoś musi pogadać z tą nową dziewczyną. O ile nie chce skończyć w szpitalu z powodu odwodnienia, musi zabierać ze sobą coś do picia.
Bashir popatrzył na nią z ukosa.
- Coś o tym wiesz.
- Coś o tym wiem.
I wiedziała. Wcześniej niemal jedną trzecią swoich godzin pracy jako geolożka spędzała na odwiertach, takich jak ten tutaj, ślęcząc nad próbkami, które należało opisać, wepchnąć do słoiczków i odesłać na badania. Przez długi czas uwielbiała cały ten proces i łączące się z nim wyzwania, a nawet fizyczną stronę pracy w terenie. W głębi ducha nadal to lubiła.
Jednak nie aż tak. Nie w wystarczającym stopniu.
Kiedy przerzucili stolik na bok i złożyli nogi, Bashir się zawahał.
- Naprawdę odchodzisz, co?
- Owszem. Będę za tobą tęsknić, ale już czas. Od dawna.
To był jej ostatni dzień w obecnej roli na zanieczyszczonym terenie, ostatni tydzień jako konsultantki w prywatnej firmie, a także ostatni raz, kiedy musiała sprać brud z dżinsów.
Za mniej niż tydzień miała się przeprowadzić z Sacramento do Berkeley. A za mniej niż dwa zaczynała nową pracę w stanowej agencji regulacji w Oakland, gdzie do jej obowiązków będzie należało zarządzanie ludźmi na takim stanowisku, jakie zajmowała w tej chwili. Co oznaczało więcej spotkań i analizy dokumentacji, a mniej czasu w terenie.
Była gotowa. Z wielu powodów, tak osobistych, jak i zawodowych.
Kiedy razem z Bashirem umieścili sprzęt w trucku, włożyła swoje normalne okulary i zdjęła inne elementy ochronne. Z westchnieniem ulgi rozwiązała sznurówki i włożyła brudne buty robocze do plastikowej torby, a potem wymieniła je na podniszczone, lecz czyste tenisówki. Jej kolega robił to samo.
I tyle. Wreszcie nadszedł upragniony koniec i April rozpaczliwie pragnęła wejść pod prysznic, zjeść cheeseburgera, a potem popić go kubłem wody z lodem. Nie wspominając już o tym, że czekała na dawkę fanfików z Lawinią i Eneaszem, grupowych czatów na serwerze oraz wiadomości prywatnych od Książkowego. Oby Książkowy!EneaszNigdyBy zostawił jej coś w czasie, gdy pracowała.
Najpierw jednak musiała się pożegnać z Bashirem.
- Nie wiem, czy masz już plany na weekend, ale chętnie zaprosilibyśmy cię z Mimi na obiad. Żeby uczcić twoją nową posadę i odpowiednio cię pożegnać. Ona wie, że jesteś moją ulubioną koleżanką z pracy.
Podobnie on był jej ulubionym kolegą, a jego żonę Mimi też uważała za prawdziwą przyjaciółkę.
Jednak nawet oni nie wiedzieli o niej wszystkiego. A dokładnie nie mieli pojęcia o tym, że większość wieczorów i weekendów spędzała po uszy w fandomie Bogów bram: tweetowała o swoim OTP, pisała, redagowała i czytała fanfiki, gadała z ludźmi na serwerze oraz wykorzystywała pokłady swojego entuzjazmu oraz śladowe ilości wiedzy na temat tworzenia kostiumów, żeby cosplayować Lawinię.
Jedno zabłąkane zdjęcie z konwentu, jedno niedyskretne słówko i jej reputacja mogła legnąć w gruzach. W czasie krótszym, niż potrzebowała do opisania próbki gleby, mogłaby z doświadczonej profesjonalistki zostać sprowadzona do roli głupiutkiej fangirl.
Dlatego nie pojawiła się na żadnym z konwentów fanów Bogów bram. Nie powiedziała nikomu z pracy o swoich zainteresowaniach. Nawet tym, których lubiła tak bardzo jak Bashira.
Za to w agencji regulacji stanowych...
Cóż, różnica w kulturze panującej w tych dwóch miejscach była wyraźna aż do bólu. Tam sfera osobista i zawodowa nierozerwalnie się przenikały. Splatały się w sposób radosny i prześmieszny.
Kiedy przeniesie się tam za kilkanaście dni, zostanie piątą osobą w zespole geologów. Trzecią kobietą. W trakcie jej wizyty w zeszłym tygodniu, gdy kończyła wypełniać dokumentację potrzebną do podjęcia pracy, dwie inne geolożki, Heidi i Mel, zaproponowały kawałek ciasta z okazji ich dziesiątej rocznicy. Dostały go od pozostałych współpracowników.
Mel i dwóch facetów - Pablo i Kei - tworzyli razem jeszcze jeden zespół. Muzyczny. Pieprzony zespół muzyczny. Podobno występowali na imprezach z okazji czyjegoś przejścia na emeryturę i innych zebraniach, gdzie ich unikatowych folkowych talentów nie dało się skutecznie uniknąć.
Są okropni, ale tak ich to jara, że musimy milczeć, wyszeptała Heidi z ustami częściowo zasłoniętymi przez butelkę wody.
W tamtym momencie, w tamtym biurze urzędnika stanowego, puściło w April jakieś ledwo wytrzymywane napięcie. Resztki wątpliwości wyparowały.
Podjęła właściwą decyzję, zmieniając posadę, nawet mimo obniżki pensji. Nawet mimo cen za wynajem mieszkań w Bay Area. Nawet mimo całego zamieszania z przeprowadzką.
W nowym miejscu pracy nie będzie musiała chronić różnych części swojej tożsamości przed dezaprobatą innych. W przyszłym tygodniu dbanie o prezencję przestanie ją interesować.
Właściwie...
Teraz też jej nie interesowało. Już nie.
- Bardzo dziękuję za zaproszenie, Bashir. - Uścisnęła go, a on nieśmiało poklepał ją po plecach. - Niestety mam już zajęty weekend. Muszę przygotować nowe mieszkanie na przeprowadzkę. Ale wracam do miasta pod koniec przyszłego tygodnia. Może wtedy?
Gdy się odsunęła, on posłał jej uśmiech, wyraźnie zadowolony.
- Oczywiście. Zapytam Mimi i napiszę do ciebie, jak wrócimy od jej rodziców. Mają dom niedaleko, więc właśnie tam ruszam.
Pieprzyć prezencję, pomyślała.
- Planuję zjeść burgera z hotelowej restauracji i pisać fanfika ze świata Bogów bram. Twój wieczór zapowiada się o wiele bardziej ekscytująco.
Przez kilka sekund mrugał zaskoczony, po czym wyszczerzył do niej zęby.
- Mówisz tak tylko dlatego, że nie poznałaś moich teściów.
- Może - przyznała ze śmiechem.
- Kiedy zjemy razem obiad, chcę usłyszeć więcej o tym, co piszesz. - Przechylił głowę, przyglądając się jej z zaciekawieniem. - Mimi uwielbia ten serial. Szczególnie tego przystojniaka.
- Marcusa Castera-Ruppa?
Cóż, właściwie ta uwaga mogła dotyczyć każdego z głównych aktorów, niemniej Caster-Rupp był zdecydowanie największym przystojniakiem. I największym nudziarzem. Był tak mdły, że czasami się zastanawiała, jak jeden człowiek może tak błyszczeć urodą, ale nie intelektem.
- Właśnie. - Bashir się skrzywił, unosząc wzrok do nieba. - Jest na jej liście. Wiesz, mamy listy sław, z którymi moglibyśmy się przespać bez konsekwencji. Podkreśla to za każdym razem, kiedy oglądamy jakiś odcinek.
April poklepała go po ramieniu.
- Pomyśl o tym w ten sposób: tak naprawdę nigdy go nie pozna. Właściwie żadne z nas nie ma na to szans, chyba że przeprowadzimy się do Los Angeles i sprzedamy organy, by opłacić fryzjera.
- Ha, racja - odparł, wyraźnie podniesiony na duchu.
Przed opuszczeniem terenu podziękowali ekipie od odwiertów. Potem April jeszcze raz pożegnała się z kolegą, on wsiadł do swojego auta i ruszył do domu teściów, ona zaś wpakowała się przed kierownicę trucka, nacisnęła klakson i pojechała do hotelu.
Z każdym kolejnym kilometrem otaczające ją niewidzialne więzy zdawały się pękać, wprawiając ją w dziwny, przyjemny stan nieważkości. Tak, wciąż miała osobiste odwierty w czaszce, ale kilka szklanek wody uśmierzy ból głowy, żaden problem. I co z tego, że pobrudziła sobie dżinsy? Nawet zanieczyszczona gleba nie była w stanie splamić najważniejszej, radosnej prawdy.
Kątem oka zobaczyła swoje odbicie w lusterku wstecznym. Uśmiechała się tak szeroko, że mogłaby wziąć udział w reklamie pasty do zębów.
I nic dziwnego. Nic dziwnego.
To był jej ostatni dzień w piachu.
Zaczynała od teraz.
Po powrocie do hotelu wrzuciła dżinsy do plastikowej torebki czekającej w pogotowiu i rozebrała się do naga. Pod prysznicem szorowała swoje ciało tak wytrwale, że zaróżowiło się pod strumieniami gorącej wody.
Czysta flanelowa piżama otuliła jej skórę jak chmurka. April wypiła duszkiem szklankę wody i przeczytała najnowsze wiadomości od Książkowego. W końcu podjął decyzję, co znajdzie się w jego następnym fanfiku. Poniedziałkowa podpowiedź do następnego Tygodnia Eneasza i Lawinii brzmiała: potyczka między dwiema kochankami, a Książkowy już od kilku dni się zastanawiał, jak to ugryźć.
Ponieważ one się właściwie nie poznały ani w książkach, ani w serialu, mógłbyś wymyślić fluffową historyjkę z alternatywnego uniwersum, tak jak ja, napisała do niego rano przed pracą, doskonale wiedząc, jaka będzie jego reakcja na taką propozycję. Albo - i naprawdę uważam, że to dobry pomysł dla ciebie - może ten pojedynek mógłby się przyśnić Eneaszowi, wtedy trzymałbyś się kanonu. I wszystko byłoby napisane z jego perspektywy? Co myślisz?
Druga opcja oznaczała więcej okazji do angstu, więc oczywiście wybrał właśnie tę. Książkowy był bardzo wnikliwym pisarzem, jednak April musiała przyznać jedno: niektóre z jego fanfików były piekielnie przygnębiające.
Jednak teraz już mniej niż kiedyś. Na początku nawet jego opowieści z Eneaszem i Lawinią pękały w szwach od poczucia winy i wstydu bohatera z powodu Dydony, pełno tam było stosów pogrzebowych i lamentu. Pierwsza prawdziwa rozmowa April z Książkowym na lawineaszowym serwerze zaczęła się od wypowiedzianej pół żartem, pół serio sugestii, że mógłby używać w tagach niektórych swoich fanfików hasła uwaga, niedola! jako ostrzeżenie.
Dla jego własnego zdrowia psychicznego byłoby dobrze, gdyby skupił się na OTP z Lawinią i Eneaszem. Nic mu się też złego nie stanie, jak od czasu do czasu napisze jakiegoś fluffa.
Dzisiaj jednak nie miała czasu na krzewienie Dobrej Fluffowej Nowiny. Kiedy skończyła opisywać swój własny pomysł na AU - Lawinia i Dydona poznają się jako nastoletnie przeciwniczki w quizie, a ich uczucia do Eneasza sprawiają, że z każdą kolejną rundą pytań i odpowiedzi napięcie i dawka humoru rosną - raz jeszcze znalazła się na granicy utraty odwagi.
Kilka miesięcy temu, kiedy starała się o nową posadę, podjęła decyzję, że ma dosyć ukrywania części swojej tożsamości w obawie, że nie spotka się z aprobatą innych. To tyczyło się też fandomu.
Na Twitterze, by uniknąć ewentualnej zawodowej katastrofy, zawsze ucinała zdjęcia cospalyowe tak, by nie ukazywały jej twarzy. Jednak linkiem do swojego profilu w tym serwisie nie podzieliła się z innymi Lawineaszami z zupełnie innego powodu.
Swojego ciała.
Nie chciała, by jej przyjaciele z serwera widzieli jej ciało w kostiumie Lawinii. Szczególnie jeden z tych przyjaciół, którego opinia znaczyła dla niej więcej, niż powinna.
Jak na shipa, w którego centrum znajdował się motyw miłości do dobra, niezłomnego charakteru oraz przedkładania inteligencji nad powierzchowność, fanfiki Lawineaszów zawierały zaskakująco i rozczarowująco dużo śladów stygmatyzacji grubych osób. Chociaż trzeba przyznać, nie te autorstwa Książkowego. Jednak niektóre z jego ulubionych tekstów, które sobie zapisał i jej polecił, już tak.
Całe życie zmagała się z kompleksami, ale nauczyła się kochać swoje ciało. Całe. Poczynając od rudych włosów, a na piegowatych pulchniutkich palcach u stóp kończąc.
Nie oczekiwała tego samego od innych. Ani kiedyś, ani teraz. Jednak była zmęczona tym ukrywaniem się i miała po dziurki w nosie nie tylko zanieczyszczonego błota na jej dżinsach i współpracowników, których trzymała na dystans.
W tym roku wybierała się na największy konwent, BramCon, który zawsze się odbywał - co zrozumiałe - w miejscu, gdzie w słoneczny dzień dało się zobaczyć Golden Gate Bridge. Przybywały tam rzesze blogerów i dziennikarzy, każdy robił zdjęcia, a niektóre stawały się viralowe, drukowano je w prasie albo wyświetlano na ekranach telewizorów.
Nie obchodziło jej to. Już nie. Skoro współpracownicy mogli otwarcie rozmawiać o swoim okropnym zespole folkowym, ona z pewnością mogła opowiadać o tym, że uwielbia najpopularniejszy serial w telewizji.
A kiedy pojawi się na konwencie, wreszcie osobiście pozna swoich przyjaciół z fandomu. Może nawet spotka Książkowego mimo jego nieśmiałości. Da im wszystkim szansę, by udowodnili, że rozumieją przekaz ich OTP.
Jeśli okaże się inaczej, to zaboli. Nie mogła się okłamywać w tej kwestii.
Szczególnie jeśli Książkowy tylko na nią spojrzy i...
Cóż, nie ma sensu wyobrażać sobie odrzucenia, do którego jeszcze nie doszło.
W najgorszym przypadku poszuka sobie innych znajomych. Inne fandomy bardziej skore do zaakceptowania tego, kim jest. Innego beta czytelnika swoich fanfików, którego wiadomości będą promyczkiem słońca na początek każdego ranka i ciepłym kocykie późnym wieczorem.
Innego mężczyznę, którego zechce w prawdziwym życiu i może nawet w swoim łóżku.
Dlatego musiała to zrobić dzisiaj, zanim dopadnie ją zwątpienie. To nie był ostatni krok, ani nawet najtrudniejszy. Był pierwszy.
Nie rozmyślając o tym zbyt długo, tego ranka sprawdziła na Twitterze wątek, w którym wciąż pojawiało się wiele odpowiedzi. Na oficjalnym profilu Bogów bram poproszono fanów, by opublikowali swoje najlepsze zdjęcia cosplayowe. Do tej pory zebrały się setki. Część z nich pokazywała osoby w jej rozmiarze i April świadomie nie odpowiedziała na żaden z tych tweetów.
Na telefonie miała selfie w najnowszym kostiumie Lawinii. Zdjęcie nie było przycięte, dało się wyraźnie zobaczyć jej ciało i twarz. Współpracownicy - obecni i przyszli - rozpoznają ją bez problemu. Przyjaciele i rodzina również. Jednak bardziej stresowało ją coś innego: jeśli poda adres swojego profilu Książkowemu, on wreszcie ją zobaczy.
Głęboki oddech.
Wysłała. Potem od razu odłożyła telefon, zamknęła laptopa i zamówiła pieprzoną kolację, bo na to zasłużyła. Po posiłku zaczęła pisać niezależnego fluffa, osadzoną we współczesności historię z alternatywnego uniwersum, żeby Książkowy mógł przez weekend dać jej jakieś wskazówki.
Krótko przed pójściem spać skończyła jej się już cierpliwość.
Gotowa do blokowania, sprawdziła powiadomienia z Twittera.
Ja pierdolę. Ja pierdolę.
Jej zdjęcie stało się viralem. Przynajmniej jak na jej skromne standardy. Setki ludzi napisały komentarze, z każdą sekundą przybywało kolejnych. April nie nadążała z czytaniem, a na niektóre nawet wolała nie patrzeć.
Miała świadomość tego, jak zachowywały się niektóre kręgi w fandomie Bogów bram. Nie zaskoczyły jej te nienawistne uwagi pośród wyrazów podziwu i wsparcia.
Wygląda, jakby zeżarła Lawinię, brzmiał chyba najpopularniejszy tweet w tym stylu.
Oczywiście bolało. Jednak żaden nieznajomy z internetu nie mógłby jej naprawdę skrzywdzić. Nie w taki sposób jak rodzina, przyjaciele czy współpracownicy.
Niemniej nie zamierzała narażać się na tego rodzaju przykrości dłużej, niż to konieczne. Może zajmie to trochę czasu, ale musiała zapanować nad powiadomieniami.
Tylko że... Chryste. Skąd w ogóle się wzięli ci wszyscy ludzie?
Zablokowanie hejterów w jednym konkretnym wątku zajęło jej dłuższą chwilę, podobnie wyciszenie - przynajmniej na razie - pewnych kluczowych słów związanych z bydłem i zwierzętami z zoo.
Kiedy skończyła, zostały jej jeszcze dziesiątki innych komentarzy. Te wydawały się bardziej przyjazne, przynajmniej w większości, jednak zamierzała zająć się nimi dopiero rano.
Wtedy na samym szczycie zobaczyła najświeższe powiadomienie.
Przy nazwie konta znajdował się charakterystyczny niebieski znaczek - to był oficjalny, zweryfikowany profil.
Należał do Marcusa Castera-Ruppa.
Aktor grający Eneasza - pieprzonego Eneasza - napisał do niej tweeta. Zaobserwował ją.
A do tego... najwyraźniej...
Nie, to nie mogła być prawda. April miała jakieś halucynacje.
Zmrużyła oczy. Zamrugała. Przeczytała drugi raz. Trzeci.
Z nieznanych jej jeszcze powodów Marcus najwyraźniej...
Cóż, zaprosił ją. Na randkę.
- Czytałam kiedyś fanfik o czymś takim - wyszeptała.
Potem kliknęła wątek, żeby sprawdzić, co się właśnie odjebało.
Wiadomości prywatne serwera Lawineaszów, dwa lata wcześniej
Bezwstydna Stanka Lawinii: Widziałam, że szukasz beta do swoich fanfików? Wiem, że nie piszemy tego samego typu historii, ale jeśli chciałbyś być też moim betą, byłabym zainteresowana.
Książkowy!EneaszNigdyBy: Cześć, BSL. Dzięki, że się odezwałaś.
Książkowy!EneaszNigdyBy: Myślę, że fajnie byłoby poznać inną perspektywę na moje prace, więc, przynajmniej dla mnie, nasze różne style to zaleta, nie wada. Z przyjemnością przyjąłbym twoją pomoc przy moich fikach i jestem zdecydowanie gotów być twoim betą.
Bezwstydna Stanka Lawinii: O, super!
Bezwstydna Stanka Lawinii: Moja pierwsza sugestia: używaj tagu #uwaganiedola, żeby twoi nieszczęśni czytelnicy nie zużyli rocznego zapasu chusteczek na jedno opowiadanie. [chrząka][wydmuchuje nos][wbija w ciebie znaczące spojrzenie]
Książkowy!EneaszNigdyBy: Przepraszam. Chyba?
Bezwstydna Stanka Lawinii: Dobra wiadomość jest taka, że producenci chusteczek są uratowani!
Bezwstydna Stanka Lawinii: Druga dobra wiadomość: Twoja twórczość jest tak silnym emocjonalnym ciosem, że udało mi się uzupełnić kilka wysychających rezerwuarów słonej wody.
Książkowy!EneaszNigdyBy: To dobrze?
Bezwstydna Stanka Lawinii: To dobrze.