Splątane serca (#1). Twisted Knight - K. Bromberg

Kup ebooka

47.90 zł
38.80 zł (36,88 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Karta redakcyjna Dedykacja Prolog. Rowan Rozdział pierwszy. Rowan

Punkty orientacyjne

Spis treści Okładka Strona tytułowa Początek tekstu

Lista stron

4 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22

PROLOG

Rowan

Nienawidzę tego miejsca.

Tego eleganckiego biura wyłożonego ciemnym drewnem, z granatowymi akcentami, które przywodzi na myśl otwartą trumnę - wytworne i na pokaz.

Jego właściciela, Henry'ego Williamsa, prawnika od spraw spadkowych, z pustką wypisaną na twarzy i splecionymi dłońmi, oraz tego, jak przygląda mi się zza okularów w cienkich drucianych oprawkach.

Tego, jak drobinki kurzu tańczą w promieniach słońca, żeby po chwili zagubić się na powrót w mroku.

Przede wszystkim jednak gardzę powodem, dla którego wszyscy się tu znaleźliśmy - cała rodzina Rothschildów w komplecie, zastygła w oczekiwaniu jak stado wściekłych wilków. Skoro siedzimy u prawnika, to znaczy, że w końcu muszę pogodzić się z rzeczywistością, a więc ze śmiercią babci.

Kiedy odeszła, straciłam ostatnią osobę, która naprawdę mnie rozumiała. Największą fankę. Nieustępliwą buntowniczkę. Kobietę zachęcającą mnie, bym podążyła ścieżką, którą ona wytyczyła, wbrew wszelkim normom obowiązującym w Westmore.

Skręca mnie w żołądku.

Pan Williams wzdycha ciężko, choć nie bez współczującej nuty, i rozplata dłonie, by przewrócić stronę w leżącej przed nim teczce.

- Jeśli zaś chodzi o organizacje charytatywne. Państwa babka przekazała...

- Możemy przyspieszyć? - pyta mój brat Rhett. Nerwowo porusza nogą, a jego telefon znów wibruje. Zniecierpliwione sapnięcie Rhetta niesie się po pomieszczeniu. - Minął tydzień. Babcia chciałaby, żebyśmy wiedzieli już, co nam zostawiła...

- Proszę mu wybaczyć. - Mama zerka na mojego brata, a jej usta wyginają się w pełnym napięcia, przepraszającym uśmiechu. - Ta śmierć... wyprowadziła go z równowagi.

Równowagi? A może by tak przyznać, że jest zwyczajnym dupkiem?

Prawnik odchrząkuje.

- Jak już mówiłem, państwa babka przekazała milion dolarów organizacji Humane Society, a także Fairmont Revitalization Fund oraz...

- Jezu Chryste. Nie obchodzi mnie, ile zostawiła fundacjom. - Rhett wstaje i rozkłada ręce. - Chcę wiedzieć, co zostawiła mnie, żebym mógł urwać się wreszcie z tego pierdolnika, więc... czy możemy przejść bezpośrednio do tej konkretnej kwestii?

Mój tata wierci się niespokojnie na krześle i zerka na mamę. Niecierpliwość Rhetta wypełnia biuro, nie zostawiając miejsca na powietrze, ale jak zwykle nikt nie odzywa się ani słowem. Pupilek wszechświata może się rzucać do woli, reszta to tylko zwykli obserwatorzy.

- Tak, oczywiście. - Henry uśmiecha się z trudem i powoli przerzuca kolejne strony testamentu. Zachowuje się tak, jakby nie przeczytał go wcześniej, a przecież wszyscy doskonale wiemy, że to zrobił. - Mam. "Rhettowi, mojemu wnukowi: twoje nazwisko samo w sobie powinno wystarczyć. Noś je rozważnie, ponieważ to od ciebie zależy pozycja rodziny Rothschildów w Westmore. Poza tym zostawiam ci ulubioną pamiątkę rodową twojego dziadka - jego zegarek". - Mężczyzna podnosi wzrok, wciąż z wymuszonym uśmiechem na twarzy.

- I? - dopytuje Rhett.

Henry spogląda w dół i ponownie przegląda dokument, a kiedy podnosi wzrok, by spojrzeć w oczy Rhetta, zaciska usta.

- Jeszcze kolekcję koszulek golfowych państwa dziadka. Z czasów, gdy podróżował po całym świecie i grał.

- I? - W głosie Rhetta słychać zniecierpliwienie zmieszane z niepokojem.

- To wszystko.

- Co? - wybucha Rhett. - To tyle? Jestem, kurwa, Rothschildem. Jej jedynym wnukiem. Jestem...

- Właśnie tak - odpowiada cicho Henry. - Już samo to gwarantuje panu tu, w Westmore, sukces i wysoką pozycję. Myślę, że o to chodziło pańskiej babce.

Rhett kipi ze złości. Napina mięśnie ramion, zgrzyta zębami i zaciska pięści. Odwraca się do mnie i rzuca mi nienawistne spojrzenie, jakbym miała z tym cokolwiek wspólnego.

- To jakiś, kurwa, absurd - mówi i wychodzi, stąpając ciężko.

- Rhett? Skarbie! - Mama rusza za nim.

Tata wstaje, patrząc najpierw na Henry'ego, a potem na mnie. Jest rozdarty pomiędzy tym, co chciałby zrobić, a tym, co należy. Wyraźnie się waha.

- Przepraszam, powinienem się upewnić, że z synem wszystko w porządku.

Oczywiście. Przecież Rhett potrzebuje widowni, czyż nie?

Henry kiwa głową, gdy mój ojciec pospiesznie opuszcza biuro, po czym zwraca się do mnie, ostatniej obecnej przedstawicielki Rothschildów, i unosi brwi.

- Chyba najlepiej będzie, jeśli dokończymy innym razem. Ma pani coś przeciwko?

- Nie, skądże.

Dzięki temu mogę jeszcze przez chwilę udawać, że babcia wciąż jest z nami.

Głupie, ale tak jest.