Intencje
Po powrocie ze świata ludzi, Perepłuta posłała mnie nad Czarny Staw, żebym tam w odosobnieniu oddała się refleksji nad moim zachowaniem. Uznała, że jestem zbyt rozhisteryzowana, by poświęcać mi swą cenną uwagę. Choć potraktowała mnie niczym małe dziecko, nie wydawała się przy tym rozgniewana. Wyznaczona przez nią kara także nie była tym, czego się po niej spodziewałam. Nie rozumiałam jej. Nie rozumiałam jej wcale.
Nad Czarnym Stawem nie mogłam jednak robić nic innego, jak dręczyć się myślami. Początkowo próbowałam się stąd wydostać, ale każda wędrówka przed siebie kończyła się w punkcie wyjścia, tak jakbym krążyła po niewidzialnie zakrzywionej przestrzeni, której nie mogłam opuścić. Oprócz mnie nie było tu nikogo - nie wiem, czy z polecenia Perepłuty, czy też słudzy bogini sami unikali tego miejsca. Czarne wody nieruchomo odbijały wijące się w zupełnej ciszy cienie. I mnie. Siedziałam tak i wpatrywałam się bezmyślnie w lśniącą powierzchnię, starając się nie myśleć o domu. Nie obchodziło mnie, co zrobi ze mną władczyni tego miejsca. Było oczywiste, że może uczynić ze mną, co zechce.
Minął dzień, a może tydzień czy miesiąc, gdy ujrzałam, jak cienie wokół rozstępują się i obok mojego odbicia pojawia się drugie.
Trwałam w bezruchu, a Perepłuta zamyślona wpatrywała się w dal.
- Wiesz, po co posłałam cię z ostatnim zadaniem?
Potrząsnęłam przecząco głową.
- Chciałam zobaczyć, na ile je wypełnisz, oczywiście. Czy potrafisz odsunąć od siebie emocje i działać. Spodziewałam się, że nie jesteś jeszcze gotowa, mój zwierzaczku, ale ty zawiodłaś tak spektakularnie!
Milczałam.
- Czy wiesz, że w czasie twojej wyprawy do domu Gulnar kazała wychłostać jedną z pokojowych niemalże o piędź od śmierci? Uznała, że dziewka ukradła jej klejnoty. Te, którymi chciała się przyozdobić na powitanie delegacji Nodż...
Poderwałam głowę do góry.
- Tak, tak. A ty nawet nie zwróciłaś na to uwagi... Pamiętasz, jak zapytałam cię niegdyś, czy jesteś samolubną, małą dziewczynką zaślepioną własną żałobą? Zdaje się, że otrzymałam odpowiedź na moje pytanie.
- Nie udawaj, że zależy ci na zwykłej służącej! - wychrypiałam.
Zwróciła się do mnie ze swoim zimnym uśmiechem na ustach - Oczywiście, że nie, głuptasie. Ale sądziłam, że tobie będzie na niej zależeć...
Zacisnęłam dłonie w pięści, kiedy zaczęły przypełzać te wszystkie myśli, które starałam się zagłuszyć.
Perepłuta jednak nie zamierzała mnie oszczędzać.
- Muszę jednak przyznać, że twój atak szału nie poszedł na marne. Po przeszukaniu całego grodziska wojowie nie znaleźli, rzecz jasna, żadnego intruza, a komnata twojego brata była zamknięta od środka. Kiedy więc w końcu do niego dotarli i ujrzeli zniszczenia, uznali, że sam tego dokonał w pijackim widzie. A kiedy jeszcze zaczął jęczeć, że nawiedzają go demony z Nawii rodem, cóż... Wielu zaczyna się zastanawiać, czy nadaje się do rządzenia.
Uniosła dłonie i zaczęła powoli, ostentacyjnie klaskać.
- Brawo, zwierzaczku! Mały Wojciech boi się teraz zasnąć, jeśli w komnacie nie palą się tuziny świec. Chyba poślę kilka moich nocnych mar, żeby go jeszcze trochę podręczyły. Żal byłoby zmarnować taką piękną, stworzoną nam przez ciebie okazję!
Wiedziałam, że czeka, aż zacznę błagać, aby go oszczędziła, ale zagryzłam wargi, pewna, że to prowokacja. Poza tym mały głosik ukryty głęboko we mnie zaszeptał, że memu bratu należy się trochę męczarni.
Zamiast tego zapytałam - A Kazimiera? Nie uwierzyła synowi, kiedy zobaczyła swoje nausznice? Nie starałam się zbytnio ukrywać.
Perepłuta uśmiechnęła się krzywo.
- Wystarczy, że ja cię przewidująco ukryłam przed wzrokiem śmiertelników. A Gulnar zrzuciła to zdarzenie na karb służby, którą chwacko kazała ukarać. Powiedzmy też, że nie jest obecnie zachwycona swoim pierworodnym, zaś grunt pod jej stópkami zaczyna się palić. Nawet jeśli zacznie rządzić jako regentka z poparciem Bezpryma i części możnych, Radko ma więcej popleczników, choć nawet się o to nie stara. Uroczy jest, że nie podejrzewa swego brata i Gulnar, o której wszak myśli, że z poświęceniem wynegocjowała wykupienie go z niewoli! Zabawne, nieprawdaż? Na nieszczęście dla Gulnar, wojenna sława pasierba, jego dążenie do odzyskania ukochanej siostry i reputacja Dobrawy wystarczają, żeby większość kraju domagała się, aby to on został następcą waszego ojca. Nie przeszkadza im nawet to, że stał się kaleką. A to naprawdę wbrew wszelkim oczekiwaniom twojej ciotki.
Poderwałam się na równe nogi, ale zanim zdążyłam się odezwać, Perepłuta posłała mi ostatnią, zatrutą strzałę.
- Oczywiście, jeśli Gulnar nie umocni szybko swojej pozycji, Ugedej prawdopodobnie wycofa swoje poparcie dla krewniaczki, rzucając ją wilkom na pożarcie. Sam ma teraz dość domowych kłopotów, a obietnice naszej małej regentki okazały się w dużej mierze bez pokrycia. Kto wie, czy Ugedej w geście dobrej woli i dla zachowania rozejmu nie poświęci dżaunu Murata, który przecież samowolnie i bez jego wiedzy naruszył traktat pokojowy, wyrzynając przybocznych Młodego Jastrzębia podczas pamiętnego, zimowego zagonu! Bo przecież Murat nie zrobił tego na rozkaz swego władcy, prawda?
Zaśmiała się szyderczo i przywołała gestem cienie, by ją przeniosły.
W przeciwieństwie do komnaty Wojciecha nie było tu nic, na czym mogłabym wyładować swój gniew. Uniosłam więc głowę, szarpiąc paznokciami skórę policzków i uderzając zaciśniętymi w pięści dłońmi o własne skronie tak długo, póki wokół Czarnego Stawu nie zaczęły gromadzić się strzygi, zmory i mamuny, by spijać mój ból osiadający smakowicie na ciemnych wodach.
Oczywiście, czyniąc sobie krzywdę, nie mogłam zakończyć własnej nienaturalnej egzystencji.
Nie byłam wszak człowiekiem.
Taktyka spalonej ziemi
Powinnam była wiedzieć, że Perepłuta usłyszy wszystko, czego dotyka jej moc. A raczej, że ma świadomość wszystkiego, co nie pozostaje ze sobą w harmonii i co można doprowadzić do ruiny.
Zapewne rozbawiło Ją, że dzięki tej świadomości może spełnić moje życzenie ponownego wyruszenia w świat; spełnić je w najboleśniejszy, możliwy sposób - pozbawiając mnie resztek złudzeń.
Księżyc odbijał się nowiem w wodach Czarnego Stawu, kiedy poczułam znajome przyciąganie, które nauczyłam się odbierać jako wezwanie do sali tronowej. Perepłuta obeszła mnie dookoła, a na koniec okrążenia uniosła palcem wskazującym moją brodę. Skupiłam wzrok ponad jej lewym ramieniem, żeby tylko uniknąć tego budzącego dreszcze spojrzenia.
- Hmm - mruknęła - Widzę, że zaprzyjaźniłaś się z moim małym Promyczkiem. Naprawdę wydawało wam się, że nie zauważę rezonansu mocy nakładającego się na więżące sigille?
Pochwyciła mój nadgarstek, ostentacyjnie przyglądając się maskującej bransoletce Chorżyca - Zaiste, ta emanacja jest takim drobiazgiem, że mogłabym ją przeoczyć, gdybym tylko nie poświęcała ci tyle uwagi, zwierzaczku!
Drgnęłam, słysząc jej słowa. Wiedziałam, co mają na celu. Wszelkie knowanie przeciw niej jest pozbawione sensu. Tyle tylko, że ja kompletnie nie zamierzałam ukrywać mojego buntu. Nie byłam jednak pewna, jak zareaguje na to Chorżyc.
Perepłuta zdawała się czytać mi w myślach, bo rzuciła beztrosko - Ach, zatrzymaj ten podarek, nie mam nic przeciwko. Ciekawa jestem, czy twój nowy przyjaciel powiedział ci już, na co jest gotów, żeby tylko móc ponownie bezkarnie wałęsać się po świecie? I dlaczego nie może przedostać się dalej niż do ziem niczyich, jak je nazywa? Ty byś zapewne uznała za prawdziwe błogosławieństwo fakt, że nie może przedostać się dalej. Czy wiesz, że gdybym go nie przygarnęła, byłby jedynie marną, nieudaną inwestycją? Spaczonym eksperymentem? A tak oto - proszę. Jest tylko niewdzięcznym psem, kąsającym rękę, którą powinien lizać!
Ostatnie zdanie wyrzekła z wyjątkowym jadem. Gdyby nie to, mogłabym zignorować jej tyradę; uznać ją za typową dla niej próbę skłócenia mnie z potencjalnym sojusznikiem. Niespodziewana emocja w jej głosie nadal była manipulacją, jednak wykraczała poza kolejną, nędzną gierkę. A to wytrąciło mnie z równowagi i zaniepokoiło. Pomyślałam, że w gruncie rzeczy nic nie wiem na temat Chorżyca - poza tym, że chcemy nawzajem się wykorzystać, aby osiągnąć wspólny cel. Mimo to nie zamierzałam wypytywać Perepłuty. Wiedziałam, że jej odpowiedzi wykrzywią każdą prawdę tak, aby służyła wyłącznie jej. Milczałam więc.
Perepłuta tymczasem zdziwiła się teatralnie - Nie chcesz wiedzieć więcej? Czyżbym zdołała cię już wytresować, zwierzaczku? Czy może wolisz żyć w świecie słodkich fantazji?
Z udawanym namysłem postukała palcem wskazującym o rozciągnięte w szerokim uśmiechu usta.
- Nic nie mówisz? Doskonale! Przetestujmy zatem, jak silna jest twoja chęć chowania głowy w piasek!
Zadrżałam, tknięta złym przeczuciem.
Perepłuta zaś kontynuowała - Udasz się do Ostyńca. Odwiedzisz ukochanego, starszego brata. Wiem, że dręczyłaś się jego losem. Niepotrzebnie jednak! Można by rzec, że cierpienie go wyzwoliło. Prawdziwie stał się synem swego ojca!
Drwiąco pogładziła mnie po głowie, posyłając na ścieżkę Cieni.
***