Śpiew jaskółki - Klaudia Zacharska

-
Proszę czekać

Rozdział 1Wreszcie wakacje

Lato nie zamierzało czekać dłużej. Najwyraźniej zniecierpliwione tym, że rozleniwiona wiosna przeciąga swój pobyt w Sepii, postanowiło wkroczyć na scenę z przytupem i przegnać ją za pomocą gwałtownych burz. Bo owszem – mogło być sielskie i pogodne, ale bywało również charakterne.

Temperatura skoczyła z dnia na dzień. Kwiaty przekwitały, a miasteczko niemalże eksplodowało zielenią, którą karmiły na równi ostre promienie słońca oraz krótkotrwałe, lecz intensywne deszcze.

Maja drgnęła, wyrwana ze snu przez przeciągły grzmot. Odniosła wrażenie, jakby jego pomruk wprawił ściany domu w wibrację, i wstrzymała oddech w oczekiwaniu, aż rzeczywistość się uspokoi.

Burzowy warkot ustał chwilę później, chociaż to nie oznaczało, że zapadła cisza. Krople deszczu bębniły w szybę i parapet, atakując je co rusz gwałtownymi falami, a wiatr łomotał w ściany domu i świszczał w przewodach wentylacyjnych. Szarpane nawałnicą drzewa szumiały i poskrzypywały złowieszczo.

Maja usiadła w pościeli i spojrzała w okno. Początkowo widziała za nim jedynie ciemność, ale zaraz się skuliła, gdy czarne niebo rozciął zygzak błyskawicy. Na ułamek sekundy jej podwórko zalało światło, a w tym samym momencie słaba poświata rozjaśniła również wnętrze sypialni.

Dziewczyna zacisnęła wargi, spoglądając na swoje palce, między którymi przeskakiwały błękitne iskierki. Potrząsnęła dłońmi i odetchnęła głęboko, a po chwili światełka wtopiły się z powrotem w jej skórę i znikły.

Całe szczęście, że to były wyłącznie błyski, nie zaś prawdziwe iskry, które mogłyby podpalić pościel. Nie miała pojęcia, jak wyjaśniłaby tego rodzaju ślady mamie. Ona przecież nie wiedziała o Mai wszystkiego.

W sumie to chyba nikt na świecie nie wiedział o niej wszystkiego. Niektórzy znali ją lepiej od innych, ale Maja z natury była raczej milcząca i nieśmiała. Nie cierpiała znajdować się w centrum uwagi, wolała wtapiać się w tło. Być jego częścią. Wtedy czuła się najlepiej.

Tylko trudno to osiągnąć, kiedy człowiek ma w sobie magię. Wychodziło jej to całkiem nieźle przez ostatnie lata, ale wtedy magii było w niej dużo mniej. Jedynym, co potrafiła, było stwarzanie iluzji. I owszem – były to iluzje naprawdę konkretne, działające na wszystkie zmysły i współgrające z rzeczywistością, jednak pozostawały wyłącznie sztuczkami.

A potem dużo się wydarzyło. I zmieniło. Pojawiły się złe klątwy oraz niebezpieczny potwór, a Maja dostała – jak ujęła to jej przyjaciółka Pola – "magicznego kopa". Jej moc wzrosła całkiem nagle i niespodziewanie, co mocno Maję niepokoiło. Mimo to chciała wierzyć, że zdoła opanować te nowe umiejętności. Przecież nie była w tym sama. Miała pozostałe dwie Latarenki, czyli Polę i River. Miała mamę Poli, Bibliotekarkę, panią Justynę Skowrońską. I miała jeszcze...

Wyprostowała się, po czym skierowała szeroko otwarte oczy w stronę zalewanej deszczem szyby. Wyskoczyła z łóżka i szarpnęła klamkę, by otworzyć okno. Poczuła na twarzy krople, lecz się nie cofnęła, zamiast tego skoncentrowała uwagę na zaroślach po drugiej stronie ogrodu, ciemnych i gęstych. Przez moment po prostu wpatrywała się w ledwie widoczną plątaninę gałęzi, podrygujących w rytm podmuchów wiatru. W końcu jednak dostrzegła kształt, który wyłonił się spomiędzy krzewów i popędził prosto na nią.

Odsunęła się w ostatniej chwili, a wówczas stworzenie przesadziło zwinnie parapet i wylądowało z gracją wewnątrz sypialni. Maja zamknęła okno i odwróciła się z westchnieniem.

– Patia, nie! – syknęła, w ostatnim momencie powstrzymując zwierzę przed otrząśnięciem się z wody. Gęste futro potrafiło pochłonąć zdumiewającą ilość wilgoci, a Maja nie życzyła sobie, by zalała ona jej książki, komputer, ubrania oraz pościel.

Na chwilę znikła w łazience, która przylegała do jej sypialni. Wróciła z grubym szlafrokiem w dłoniach, którego i tak nie lubiła, i zabrała się do wycierania zwierzęcia.

Patia spojrzała na nią z wyraźnym zniecierpliwieniem. Może i przypominała z wyglądu psa – ze swoimi trójkątnymi uszami, złoto-rudym futrem i długim, puszystym ogonem – ale na pewno nim nie była. Ani kotem, nawet jeśli niektóre zachowania miała bardzo kocie.

Jeszcze niedawno była iluzją. Wymyśloną przez Maję istotą – kimś między przyjaciółką a zwierzakiem – którą nastolatka powoływała do życia, ilekroć tego potrzebowała. Nieprawdziwą, bo zależną zupełnie od swojej twórczyni. Pojawiała się, kiedy Maja się na tym koncentrowała, a znikała, gdy dziewczyna się rozpraszała lub tak zdecydowała.

Ale to było dawniej. W dniu, w którym Maja otrzymała magicznego kopa, Patia przestała być iluzją. Stała się chowańcem. Prawdziwą istotą, stworzoną przy użyciu magii. Taką, która nie znika. I taką, która moknie, gdy pada.

Maja porządnie wytarła gęste futro, a kiedy skończyła, szlafrok był kompletnie przemoczony. Patia posłała dziewczynie wdzięczny uśmiech, na co ta zachichotała. Następnie poszła do łazienki i rozwiesiła szlafrok w kabinie prysznicowej.

Gdy wróciła do sypialni, chowaniec leżał na samym środku jej łóżka, w połowie zagrzebany w pościeli. Mruczał z rozkoszą i wyraźnie szykował się do snu.

– Hej! – zareagowała Maja. – Tutaj ja śpię!

Patia nie poruszyła nawet jednym uchem. Maja parsknęła, po czym zgasiła lampkę i ułożyła się obok chowańca, przykrywając kołdrą i zwierzę, i siebie.

– Niech ci będzie – mruknęła z twarzą wtuloną w pachnące biszkoptami futerko. – Ale tylko dziś. A jeśli ktoś wejdzie, to udawaj, że cię nie ma.

Burza przeszła dość szybko, lecz pozostawiła po sobie pamiątkę w postaci ulewnego deszczu. Lało również rano, kiedy zadzwonił budzik Mai. Słysząc bębnienie kropel o szyby, dziewczyna zagrzebała się nieco głębiej w pościeli, przytulając się do ciepłego ciała chowańca.

A potem usłyszała nieopodal stukot i zesztywniała.

Mama już wstała, kręciła się po kuchni, zapewne przygotowując śniadanie. Nie miała w zwyczaju zaglądać do Mai rano – jej córka nie należała do tych dzieciaków, które trzeba wyciągać z łóżka siłą – ale jeśli akurat dziś postanowi zrobić wyjątek, poranek może się mocno skomplikować.

– Wstawaj. – Maja szturchnęła chowańca, a ten ziewnął szeroko, prezentując szeregi ostrych kłów. – Nie mogą cię zobaczyć.

Patia spojrzała na nią i westchnęła wymownie, wreszcie wstała i przeciągnęła się leniwie, prostując przednie łapy. Maja parsknęła i pokręciła głową.

Przez chwilę spoglądała w zadumie na ulewę za oknem, po czym podeszła do szafy i zajrzała do środka. Na wieszakach wisiała kolekcja koszulek, z których większość była czarna i opatrzona logo zespołów muzycznych lub okładkami płyt tychże. Pod spodem było jednak sporo miejsca.

Zgarnęła na bok rozrzucone bezładnie trampki i kilka par zrolowanych skarpetek, a powstałą w ten sposób przestrzeń wymościła miękkim kocem. Wreszcie się odwróciła.

I uśmiechnęła, rozbawiona widokiem Patii. Zwierzę siedziało wyprostowane na kołdrze, z lekko przechyloną głową i zaciekawionym spojrzeniem. Jakby pytało, czemu Maja postanowiła wprowadzić się do szafy, skoro ma tak wygodne łóżko.

– To dla ciebie – poinformowała ją dziewczyna. – Musisz się schować, mama nie jest gotowa, żeby cię zobaczyć.

No serio, tym razem chowaniec naprawdę przewrócił oczami.

– Jak wolisz – powiedziała Maja. – Albo to, albo deszcz, sama zdecyduj. – Wskazała dłonią okno.

Patia zerknęła w tamtą stronę, westchnęła, zeskoczyła z łóżka i się zbliżyła. Najpierw powąchała posłanie, po czym weszła na nie i zaczęła kręcić się w kółko, ugniatając łapkami koc. Trwało to pełną minutę, po której zwinęła się w kłębek i znieruchomiała.

Maja pochyliła się nad nią.

– Wiem, prowizorka – zgodziła się. – Potem wymyślę coś lepszego, ale na dziś musi wystarczyć. Nie chcę, żebyś zmokła i się rozchorowała.

Prawdę mówiąc, nie była pewna, czy chowaniec może się przeziębić, ale biorąc pod uwagę, że jest istotą stworzoną całkowicie za pomocą magii, wolała nie zgadywać, jakie byłyby skutki uboczne, gdyby nagle zaczął kichać lub gorączkować.

Patia zamruczała jak kot i jednocześnie pacnęła Maję w czubek głowy miękkim ogonem.

Na szczęście Maja nie musiała iść na zakończenie roku szkolnego w deszczu, ponieważ mama zaproponowała, że podrzuci ją do szkoły. W związku z tym dziewczyna wysłała wiadomość do River i Poli, by się dowiedzieć, czy powinny zajechać również po nie.

"Miałam pisać ci to samo" – odpowiedziała pierwsza z przyjaciółek. "Mnie też zawozi mama i chciałyśmy po was wpaść. Spotkamy się na miejscu".

"Pola?" – Maja wysłała kolejną wiadomość, gdy odpowiedź od drugiej z Latarenek nie nadchodziła. Trwało to dłuższą chwilę, ale w końcu i ona zareagowała krótkim: "Poradzę sobie sama".

Nie dodała nic więcej. Maja spoglądała przez moment na te trzy słowa, nim westchnęła i ruszyła za mamą do samochodu.

– Wreszcie wakacje, co nie? – zauważyła Karolina, gdy skręciły w ulicę Księżycową i jechały nieśpiesznie w stronę centrum.

– River będzie niepocieszona. – Maja się wyszczerzyła, na co jej mama parsknęła śmiechem.

Znała obie przyjaciółki córki, wiedziała więc, że River jest podręcznikowym przykładem kujonki. Kochała się uczyć, poznawać nowe zagadnienia i czytać wszystko, co wpadło jej w ręce.

– Ale chyba znajdzie sobie jakieś zajęcie?

– Na pewno – zgodziła się Maja i nie dodała, że jej koleżanka ma już bardzo konkretny plan na to lato.

Wiązał się on z sekretem, który poznały niecałe dwa tygodnie temu, ukrytym w podziemiach lokalnej biblioteki. A były nim Magiczne Zbiory, największa na kontynencie kolekcja ksiąg poświęconych czarom.

River nie była magiczna, nie potrafiłaby nawet wykonać sztuczki ze znikającą monetą. Była jednak zdeterminowana, by dowiedzieć się o magii jak najwięcej, i od miesięcy przekopywała internet w poszukiwaniu strzępków informacji na ten temat. Nie należało to do najłatwiejszych zadań, sieć była pełna głupstw, plotek i wyssanych z palca bajeczek. River cechował jednak upór i już zdążyła dotrzeć do wielu wiarygodnych źródeł.

A teraz okazało się, że ma pod nosem najlepsze ze wszystkich. Legendarną Bibliotekę, o której słyszało wiele magicznych osób, ale której lokalizacja pozostawała tajemnicą dla każdej z nich. Do niedawna ten sekret znała jedynie Justyna Skowrońska – Bibliotekarka i Strażniczka Zbiorów. Mama Poli.

Teraz o Bibliotece wiedziały również Latarenki, a River nie mogła się doczekać, kiedy będzie mogła na własne oczy zobaczyć tę niezwykłą kolekcję ksiąg. Dlatego Maja była więcej niż pewna, że sporą część lata spędzi właśnie pośród nich.

– A co u Poli? – Głos mamy wyrwał ją z zadumy. Dotarły właśnie pod szkołę. Karolina zaparkowała nieopodal wejścia i zerknęła na córkę. – Mam wrażenie, że ostatnio jest trochę nie w sosie.

Maja zmarkotniała. To też była prawda. Dla niej i River poznanie tajemnicy Biblioteki było ekscytujące, Pola jednak zareagowała nieco gorzej. I nic dziwnego – w końcu okazało się, że jej mama, z którą przecież zawsze dobrze się dogadywała, ukrywała przed córką nielichy sekret. I chodziło nie tylko o magię, lecz również o pewne istotne fakty z ich wspólnej przeszłości.

Odkąd Pola była mała, jej mama powtarzała, że tata dziewczyny zmarł dawno temu. Nie chciała nigdy wyjawić o nim niczego więcej, Pola nie znała nawet jego imienia czy okoliczności śmierci – Justyna Skowrońska wciąż powtarzała, że wyjaśni wszystko, kiedy córka będzie starsza.

Tymczasem ostatnio wyszło na jaw, że mężczyzna wcale nie umarł, że wciąż żyje. Podczas ich rozmowy Bibliotekarka więcej niż raz użyła czasu teraźniejszego zamiast przeszłego i wtedy Pola poznała prawdę. A jednak kiedy zarzuciła mamę serią pytań na temat tożsamości swojego ojca, nie uzyskała odpowiedzi. Pani Skowrońska powtarzała, że wyjaśni jej wszystko za jakiś czas, lecz nie sprecyzowała, kiedy to nastąpi.

Ich relacja nagle się pogorszyła. Pola była zła i rozżalona, a Maja ją rozumiała. Chciała wierzyć, że Bibliotekarka ma powody, aby milczeć, ale niełatwo było o tym pamiętać, kiedy widziała przyjaciółkę w tak kiepskim humorze.

A przecież zbliżały się wakacje, więc Pola, która szczerze nie cierpiała szkoły, powinna skakać z radości pod sufit.

– Trochę jest – odpowiedziała mamie Maja. – Ale wolne od nauki powinno pomóc.

– Czy coś się stało?

Dziewczyna zerknęła na Karolinę. Widziała na jej twarzy troskę.

– Nie mogę powiedzieć. To sprawa między Polą i jej mamą. Tajemnica.

Mama pokiwała głową ze zrozumieniem.

– Jeśli będę mogła pomóc, daj znać.

– Jasne.

Pola nie pojawiła się na zakończeniu roku szkolnego. Maja i River rozglądały się uważnie, jednak ich przyjaciółki nigdzie nie było. Nie odbierała również telefonu, a wszystkie esemesy trafiały w próżnię.

– Może jest chora – mruknęła niepewnie Maja. – Powinnyśmy spytać jej mamę?

– Nie. Pisała, że poradzi sobie z dotarciem do szkoły, więc pewnie wyszła z domu. Jeśli powiemy, że jej tutaj nie było, to zrobi się afera. Może poszła do TARDIS albo do Chwili? Sprawdzimy potem.

Ceremonia zakończenia roku nie trwała długo. Dyrekcja i nauczyciele nie mieli złudzeń – wiedzieli, że zgromadzony w sali gimnastycznej tłumek myśli już wyłącznie o wakacjach, a tęskne spojrzenia rzucane w stronę okien były tak wymowne, jak to tylko możliwe. Nie przeciągali więc swoich przemówień, świadomi, że mało kto ich słucha, i wkrótce wypuścili podopiecznych na wolność.

Rzeka dzieciaków ruszyła do wyjścia, zagarniając ze sobą również Maję i River.

Deszcz przestał padać. Na źdźbłach trawy i liściach wisiały ciężkie krople, które po sobie pozostawił, lecz Maja była pewna, że szybko znikną. Zza chmur wyglądało już słońce, jakby upewniając się, że w szkole nie został uwięziony żaden z uczniów.

Maja i River były zgodne – obie uważały TARDIS za najbardziej prawdopodobne miejsce, do którego mogłaby udać się Pola. To była ich kryjówka – sekretne miejsce spotkań, naprawdę wyjątkowe. To tam chowały się w trudnych chwilach, tam układały plany i spędzały czas, gdy pogoda nie sprzyjała. Tam wreszcie były bezpieczne, nawet gdy zagrażały im nadzwyczaj paskudne kłopoty (na przykład magiczny stwór).

Mimo to postanowiły sprawdzić najpierw Chwilę. Kawiarnia znajdowała się na liście ich ulubionych miejsc tylko odrobinkę niżej, a skoro były w zasadzie tuż obok, mogły w pierwszej kolejności odhaczyć tę ewentualność.

W lokalu było sporo dzieciaków, które najwyraźniej postanowiły uczcić otrzymanie świadectw lodami lub innymi słodyczami. Niestety brakowało wśród nich Poli, więc Maja sapnęła z irytacją.

– Hej, dziewczyny – przywitała się z nimi Jagoda, pracownica kawiarni i sąsiadka Mai. – Na co macie ochotę?

Zerknęły obie na gablotę, gdzie znajdowała się kolekcja słodkości, wyglądających tak apetycznie, że do ust Mai napłynęła ślina. Mimo to potrząsnęła głową.

– Na razie dzięki – odpowiedziała. – W sumie szukamy Poli.

Jagoda zmarszczyła brwi.

– Spodziewałabym się, że będzie z wami.

– Rozdzieliłyśmy się – wtrąciła River, ratując Maję przed koniecznością udzielenia odpowiedzi. Wszyscy wiedzieli, że nie potrafi kłamać, więc gdyby próbowała ukryć zniknięcie Poli, tylko by ją pogrążyła. – Była tu dziś?

– Niestety nie. Ale na pewno się znajdzie.

– Na pewno – zgodziły się, po czym się pożegnały i wyszły na ulicę.

Teraz już ruszyły prosto do TARDIS. Gdy mijały dom Poli, zerknęły na niego odruchowo i po chwili obejrzały się również na ceglany gmach biblioteki na końcu ulicy. Wewnątrz pewnie znajdowała się pani Skowrońska – która prawdopodobnie chciałaby wiedzieć, że mają problem ze zlokalizowaniem trzeciej Latarenki.

Maja odchrząknęła, jednak nic nie powiedziała.

Wkrótce dotarły do celu i weszły do przestronnego warsztatu. W jego centrum urządziły coś na kształt saloniku – stały tu fotele z opon wymoszczonych poduszkami i kocami oraz stoliki z palet, dokoła zaś ciągnął się tor do jazdy na wrotkach, który Maja wyczarowała dla Poli całkiem niedawno (i nie całkiem świadomie).

Ich przyjaciółki jednak tu nie było.

– No i gdzie ona jest? – River tupnęła nogą z frustracją.

Maja westchnęła.

– Musimy sprawdzić w centrum. Wiesz: park, plażę, pizzerię, Kantatę. Może siedzi gdzieś tam.

– I wsuwa pizzę bez nas? – Jej przyjaciółka ruszyła do wyjścia. – Jak ją znajdę, to dostanie kopniaka.

Pola wciąż nie odbierała telefonów ani nie odpisywała na ich wiadomości. Maja była coraz bardziej zaniepokojona.

Wróciły do centrum i postanowiły się rozdzielić: River miała odwiedzić polankę nad rzeką oraz miejski park, natomiast Maja wszystkie ich ulubione sklepy i lokale. Zahaczyła nawet o Papierową Sowę – wprawdzie Pola była jedyną z Latarenek, która nie miała słabości do tego miejsca, ale też z reguły nie ignorowała wiadomości od koleżanek. Ten dzień nie należał do zwyczajnych.

Na końcu Maja weszła do Kantaty – sklepu muzycznego Roberta, narzeczonego jej mamy. Tutaj akurat Pola lubiła się pojawiać.

Między regałami włóczyło się kilkoro dzieciaków, a na wygodnej kanapie siedział Jacek, starszy brat River, w towarzystwie swojej dziewczyny – oboje mieli na głowach słuchawki i kiwali głowami w takt muzyki. Przed jedną z półek przystanęły trzy dziewczyny, z którymi Latarenki chodziły do klasy, niekwestionowane królowe plotek.

Poli jednak nigdzie nie było.

Maja sapnęła z frustracją, rozglądając się po przestronnym wnętrzu, a wtedy za jej plecami rozległ się znajomy głos:

– Hej!

Obejrzała się i napotkała wzrok Roberta. Przyglądał się jej zza lady, wyraźnie zaskoczony.

– Co tu robisz?

W tej samej chwili do kasy podeszła klientka. Robert skinął na Edytę, swoją pracownicę, która kilka kroków dalej porządkowała dokumenty, a kiedy zajęła jego miejsce, okrążył ladę i podszedł do Mai.

– Gdzie dziewczyny? – zapytał. – Sądziłem, że dziś będziecie włóczyć się we trzy.

Przygryzła wargę z wahaniem. Nie chciała mówić, że szukają Poli. Bała się, że Robert powiadomi o jej zniknięciu panią Skowrońską, co wpakowałoby przyjaciółkę Mai w tarapaty.

Tylko że nie umiała kłamać. A przed nim w ogóle trudno było cokolwiek ukryć, nawet Pola miała z tym trudności. Był wkurzająco spostrzegawczy.

Robert uniósł brwi i westchnął, wyraźnie zniecierpliwiony jej milczeniem.

– Pola nie przyszła do szkoły, co?

Maja wytrzeszczyła oczy.

– Skąd wiesz?

– Widzieliśmy, że jest ostatnio markotna – odpowiedział. – I chyba tylko taka ewentualność mogła sprawić, że nie jesteście dziś razem. Może jeszcze gdyby się rozchorowała, ale tego nie próbowałabyś ukryć.

– No tak – mruknęła.

Wkurzająco spostrzegawczy.

– Myślisz, że coś się stało? – spytał. – Ma kłopoty? Lub zrobiła coś głupiego?

– Nie – zaprzeczyła, tym razem bez wahania. – Myślę, że po prostu chce być sama. Ale też uważam, że nie powinna.

Pokiwał głową w zadumie. Przez kilka chwil spoglądał w stronę Edyty, rozmawiającej beztrosko z klientką, po czym pochylił się i położył dłoń na ramieniu Mai.

– Jest południe – powiedział. – Masz czas do trzeciej, żeby ją znaleźć. Jeśli ci się nie uda, dzwonię do Justyny. Wiem, nie chcesz, żeby Pola wpadła w kłopoty, ale jej bezpieczeństwo jest ważniejsze niż ryzyko szlabanu. Rozumiesz to, prawda?

– Rozumiem – odpowiedziała i mówiła szczerze.

– Dobrze. Za kwadrans przyjedzie tu twoja mama, idziemy razem na obiad. Jeśli będziesz potrzebowała wsparcia, dzwoń, jasne? I daj znać, jak ją znajdziecie.

Mrugnął do niej, a dziewczyna uśmiechnęła się mimowolnie.

Rodzina Mai składała się z trzech osób: jej samej, mamy oraz Roberta. Nie byli ze sobą spokrewnieni – Karolina adoptowała dziewczynkę trzy lata temu, a jeszcze później zaręczyła się z Robertem. Zamieszkali we troje całkiem niedawno, mimo to Maja była do niego przywiązana. Zaprzyjaźnili się, a ona szczerze doceniała jego troskę.

Świadomość, że on i mama zawsze są w jej narożniku, pomagała stawiać czoło kłopotom.

Pożegnała się i wyszła na chodnik. Trzy minuty później spotkała się z River, której poszukiwania również nie przyniosły rezultatu.

– To co teraz? – spytała Maja, coraz bardziej zaniepokojona.

River myślała przez chwilę, spoglądając w przestrzeń niewidzącym wzrokiem. Pokiwała głową do samej siebie i wtedy zwróciła się do przyjaciółki:

– Patia.

– Co z nią?

– Ona nam pomoże. Znajdzie ją.

– Tak sądzisz?

River przytaknęła, a kąciki jej ust uniósł uśmiech.

– Jest chowańcem. Czytałam o nich trochę, nie za dużo, nadal szukam sensowniejszych źródeł, nie masz pojęcia, na ile głupot już trafiłam, ale co do tego wszyscy są zgodni: chowaniec zdoła wyczuć zapach osoby, z którą jest związany.

– Ale Patia jest związana ze mną, nie z Polą – zauważyła Maja z powątpiewaniem, na co River uniosła rękę z bransoletką, bliźniaczą do tych, które nosiły pozostałe Latarenki.

– Za to Pola jest związana z tobą. A Patia dobrze ją zna. Mówię ci, jeśli tylko Pola jest gdzieś w Sepii, to Patia ją znajdzie. A wtedy ja ją kopnę za chowanie się przed nami. Polę, oczywiście, nie Patię.

Patia znajdowała się w tym samym miejscu, w którym Maja zostawiła ją rano. Na widok swojej właścicielki uniosła głowę i posłała jej bardzo psi uśmiech.

– Pomożesz nam? – poprosiła Maja, na co chowaniec pacnął ją w głowę końcówką miękkiego ogona.

To chyba miało być potwierdzenie, bo zwierzę podniosło się, wyszło z szafy i przeciągnęło z pomrukiem. Następnie spojrzało na Latarenki w oczekiwaniu.

– Musimy znaleźć Polę – poinformowała ją Maja. – Gdzieś nam znikła.

Długi ogon zafalował, a magiczne stworzenie obróciło się w miejscu, unosząc nos i węsząc w powietrzu. Potem ruszyło w stronę drzwi.

Nim opuściły dom, Maja sięgnęła po iluzję, by ukryć chowańca przed oczami wszystkich z wyjątkiem jej i River. Nie wymagało to nawet specjalnie dużo wysiłku, chociaż jeszcze niedawno taka sztuczka sporo by ją kosztowała.

Nie ma to jak magiczny kop.

Ku ich zaskoczeniu Patia poprowadziła je z powrotem w stronę TARDIS. Nie weszła jednak do warsztatu, zamiast tego skierowała się do domu, za którym ten się znajdował. Był pusty od dłuższego czasu, ale ku zaskoczeniu Mai drzwi okazały się otwarte.

Weszły do środka, minęły korytarzyk. I odetchnęły zgodnie na widok przyjaciółki, zwiniętej w kłębek na przykrytej poszarzałym prześcieradłem kanapie. Była pogrążona we śnie, twarz miała bladą, a włosy splątane.

Drgnęła gwałtownie, gdy Patia musnęła jej policzek mokrym nosem. Poderwała się i odsunęła, a Maja pomyślała, że przyjaciółka wygląda na przemęczoną.

– Hej, dziewczyny – wychrypiała i odchrząknęła. – Która godzina?

– Dochodzi pierwsza – mruknęła River, po czym usiadła obok Poli. – Co tu robisz?

– Chowam się.

– Przed nami?

– Przed mamą.

Maja westchnęła. Sięgnęła po komórkę i wysłała Robertowi wiadomość, że znalazła Polę. Odpowiedział krótkim "OK", a wtedy przeszła przez salon i uklękła na wprost przyjaciółki.

– Martwiłyśmy się o ciebie.

– Wiem. – Pola potarła powieki palcami. – Sorki. Ale chciałam pobyć sama. Poza tym jestem strasznie niewyspana. Ostatnio nie mogę spać.

– Chodźmy do TARDIS – rzuciła River. – Pogadamy.

Kilka minut później były w kryjówce. Pola klapnęła na swój fotel, po czym sięgnęła za niego po plecak, który tam leżał.

Na ten widok Maja kopnęła w duchu samą siebie. Gdyby przeszukały TARDIS uważnie, kiedy były tu za pierwszym razem, natknęłyby się na ten plecak i na pewno znalazłyby koleżankę dużo szybciej.

– Mam dla ciebie prezent – powiedziała Pola do River. Następnie wydobyła z plecaka oprawioną w skórę książkę o pożółkłych stronicach i wytartym grzbiecie. Podała ją przyjaciółce.

– Co to? – River usiadła na własnym fotelu i uniosła okładkę księgi. Jej oczy się rozszerzyły.

– To o chowańcach – wyjaśniła Pola. – Ze zbiorów mamy.

– Tych magicznych? Widziałaś je? Naprawdę tych książek jest tak dużo, że...

– River – przywołała przyjaciółkę do porządku Maja. – Opanuj się.

Wiedziała, że River jest ogromnie ciekawa Biblioteki, ale nie był to właściwy moment na wypytywanie o jej wystrój i wyposażenie.

Pola spojrzała na Maję ponuro, a ona westchnęła.

– Nie powinnaś jej zabierać – przypomniała. – Twoja mama mówiła, że nie wolno tego robić.

– Mówiła też, że kiedyś opowie mi o tacie – burknęła Pola w odpowiedzi i zaplotła ręce na piersi. – Nie zrobiła tego, więc wzięłam tę książkę na zakładnika.

Zacisnęła wargi, na co Maja pochyliła się odruchowo ku niej.

– Myślę, że w końcu wszystko ci powie – stwierdziła ostrożnie. – Twoja mama jest w porządku.

Pola wzruszyła ramionami.

– Niby tak. Ale jeszcze tego nie zrobiła, a ja... Jest mi przykro. Przez tyle lat myślałam, że on nie żyje, tak mi kiedyś powiedziała. Teraz okazało się, że jednak żyje. Ale nie wiem, kim jest, gdzie jest ani... ani dlaczego nie ma go przy mnie. Mama nie chce mi powiedzieć. To nie fair.

Była rozżalona, a Maja wcale się temu nie dziwiła.

Pola zawsze miała tylko swoją mamę. Żyły we dwie, nie miały żadnej innej rodziny – ale nigdy im to nie doskwierało. Dogadywały się świetnie, były przyjaciółkami. Teraz jednak na jaw wyszły niespodziewane sekrety i wszystko się poplątało.

– Co mówiła, kiedy ją o to wszystko pytałaś? – odezwała się River, na co Pola wydęła wargi.

– Że to skomplikowane i nie ma pewności, czy jestem gotowa na prawdę.

– Co to znaczy?

– Że ma mnie za głupiego dzieciaka – parsknęła.

Maja się skrzywiła.

– Nie, nie sądzę. Podejrzewam, że ma swoje powody.

Przyjaciółka spojrzała na nią i pochyliła lekko głowę. Nie kłóciła się jednak. Przepełniał ją żal, ale naprawdę nie była głupim dzieciakiem. I ufała swojej mamie. W głębi serca wierzyła, że Justyna chce dobrze. Była rozsądna.

Tylko co z tego? Maja wiedziała, że rozsądek rzadko chodzi w parze z sercem.

– Porozmawiajmy o czymś innym – zaproponowała po chwili ciężkiej od napięcia ciszy. – W końcu są wakacje. Możemy się nimi cieszyć.

Rozdział 2Musisz zrozumieć

Pola spędziła z koleżankami resztę popołudnia. Rozmawiały o zaczynających się wakacjach, o magii oraz ulubionym serialu – o wszystkim i niczym konkretnym – aż w końcu ich humory nieco się poprawiły.

Wieczorem musiały jednak rozejść się do domów. Maja zostawiła Patię w TARDIS, by chowaniec nie zmókł podczas następnej ulewy, po czym wszystkie trzy opuściły kryjówkę.

Pola dotarła do siebie tuż po zachodzie słońca. Przekroczyła próg z mocno bijącym sercem i znieruchomiała po drugiej stronie.

Mama siedziała w salonie, co było do przewidzenia. Spoglądała na córkę w milczeniu, więc nastolatka odchrząknęła i pochyliła się, by rozwiązać sznurówki. Szykowała się na pogadankę. Na pretensje, wyrzuty, może wykład o odpowiedzialności i sprawianiu zawodu.

Sama myśl o tym spowodowała, że jej gardło się zacisnęło, mimo to nie żałowała swojego dzisiejszego zniknięcia. Wciąż było jej przykro i uważała, że mama nie zachowuje się w porządku. Co w głowie Poli w jakiś sposób usprawiedliwiało bycie nie w porządku wobec niej.

Wreszcie wyprostowała się powoli i spojrzała w oczekiwaniu na Justynę Skowrońską.

Wybuch nie nastąpił. Zamiast tego kobieta wskazała na stolik w salonie. Leżała tam komórka jej córki, pozostawiona w domu z pełną premedytacją, bo akurat dzisiaj Pola nie życzyła sobie elektronicznego ogona.

– Zapomniałaś telefonu.

– Wcale nie.

Nastąpiła chwila ciszy, po czym mama odezwała się ponownie:

– Jak zakończenie roku?

– Nie wiem. Nie poszłam do szkoły.

Wybuch wciąż nie następował. Justyna tylko krótko kiwnęła głową, jakby spodziewała się dokładnie takiej odpowiedzi.

Sfrustrowana Pola zacisnęła wargi. Nie, nie chciała, aby mama na nią krzyczała, ale rozumiałaby tę reakcję. Byłaby czymś normalnym, a ona chyba nie miałaby nic przeciwko ułamkowi normalności w tej zakręconej rzeczywistości, w której ostatnio funkcjonowała. Z sekretami, niedopowiedzeniami i milczeniem w sprawach, w których milczeć się przecież nie powinno.

Przeszła przez salon i wzięła w dłonie komórkę. Ekran zabłysł, gdy go dotknęła, pokazując liczne nieodebrane wiadomości i połączenia.

W milczeniu poszła w stronę schodów. Nim opuściła salon, rozległ się głos mamy:

– Poczekaj, Polu. Muszę z tobą porozmawiać.

Zatrzymała się w pół kroku i przełknęła ślinę. Czyli bura jej nie ominie.

– O czym? – spytała jednak, zerkając na mamę przez ramię. Spostrzegła bladość jej twarzy. Oraz minę, której się nie spodziewała.

Justyna nie była zła. Było jej przykro i była smutna. Ale w jej oczach lśniło coś jeszcze...

Strach.

– Proszę, usiądź.

Żołądek Poli był skręcony w supełek, bo już zupełnie nie wiedziała, czego się spodziewać. Niepewnie spojrzała na schody, ale wreszcie zawróciła do salonu i klapnęła na fotel. Nie patrzyła na mamę. Zamiast tego przeglądała zawartość komórki. Tylko przez chwilę, bo liczne wiadomości od zatroskanych przyjaciółek wcale nie poprawiły jej humoru. Będzie musiała przeprosić za to milczenie.

– Dobrze, córeczko, po kolei – westchnęła mama, przerywając w końcu ciszę. – Zacznijmy od książki. Wzięłaś ją, prawda?

Dziewczyna zacisnęła wargi i nie podniosła spojrzenia znad ekranu.

– Masz ją przy sobie?

– Nie mam.

– Gdzie jest?

– Wrzuciłam do rzeki. – Pola wreszcie popatrzyła na mamę. Zobaczyła wyraz frustracji, którego się spodziewała.

Bibliotekarka przymknęła na chwilę oczy, po czym westchnęła ponownie, chyba dla uspokojenia nerwów.

– Córeczko, wiem, że jesteś rozżalona, mimo to nie możesz rozmawiać ze mną w ten sposób. Jeśli nie chcesz być traktowana jak dziecko, nie powinnaś się tak zachowywać. Te książki są bezcenne, ale co ważniejsze, w nieodpowiednich rękach mogą być naprawdę niebezpieczne.

– Tylko one się dla ciebie liczą.

– Nie – zaoponowała natychmiast mama. – Liczysz się przede wszystkim ty. Kocham cię i jesteś dla mnie najważniejsza. Ale ciebie mam obok, widzę, że jesteś bezpieczna. Dlatego troszczę się też o innych, na przykład o twoje koleżanki. Masz świadomość, że gdyby tę książkę przeczytał ktoś niewłaściwy, mógłby zrobić krzywdę Mai?

Pola spojrzała na nią lekko wystraszona.

– Mai?

– Wiem, że wzięłaś ze Zbiorów książkę na temat chowańców. Zawiera wiele istotnych informacji, również o tym, jak namierzyć chowańca lub jak go skrzywdzić. A Patia jest stworzeniem z magii twojej przyjaciółki, jest jej częścią. Gdyby coś jej się stało, odczułaby to także Maja. Dlatego powiedz mi jeszcze raz: czy książka jest w bezpiecznym miejscu?

Tym razem Latarenka przytaknęła odruchowo, więc mama kiwnęła głową z zauważalną ulgą.

– Co z nią zrobiłaś?

– Dałam River.

– Dobrze. Napisz do niej potem. Poproś, żeby przyniosła ją do biblioteki z samego rana.

Tym razem Pola się nie kłóciła, argumenty mamy ją przekonały. Kiwnęła więc tylko głową i chciała wstać.

– Nie uciekaj jeszcze – poprosiła Justyna. Następnie potarła skroń i zamilkła na chwilę. Wreszcie powiedziała: – Musisz wiedzieć, że łamanie zasad nie jest właściwą drogą do celu. Nie myśl sobie, że odpowiadam na twoje pytania dlatego, że ukradłaś książkę.

Pola wpatrywała się w nią szeroko otwartymi oczami.

– A... odpowiesz?

– Myślę, że jestem ci to winna.

– Powiesz mi o tacie?

Mama zacisnęła zęby, ale wreszcie przytaknęła.

– Nie zdradzę ci wszystkich szczegółów, córciu. Wciąż uważam, że na niektóre z nich jesteś za młoda. Ale opowiem tyle, ile mogę. Żebyś zrozumiała. Musisz zrozumieć, to ważne.

Urwała i zerknęła na chwilę w okno. Na zewnątrz było już szarawo, widziały rozproszoną poświatę pobliskich latarni i niewiele więcej.

Pola czekała w ciszy, chociaż w środku niemalże podrygiwała ze zniecierpliwienia. Mimo to nie ponaglała mamy. Widziała, że ta sprawa jest dla niej niełatwa.

Miała zresztą wprawę w podobnych rozmowach. Pamiętała dobrze tamto pochmurne popołudnie wiele miesięcy temu, kiedy Maja po raz pierwszy pokazała jej swoje iluzje. Zdradzała przyjaciółce sekret, którego strzegła dość długo i który ją samą niepokoił. Wtedy też Pola zmuszona była wspiąć się na wyżyny cierpliwości, bo Maja dobierała słowa powoli i z namysłem, a ich konwersacja posuwała się w tempie godnym leniwego ślimaka.

Ale Pola, chociaż zawsze pełna energii i nieskora do czekania, potrafiła być cierpliwa, kiedy musiała. Teraz również.

– Miałam dwadzieścia lat, kiedy go poznałam – powiedziała wreszcie mama. – Mieszkałam w mieście na wybrzeżu, gdzie się urodziłam. Byłam jedną z tych zbuntowanych, pyskatych dziewczyn. Nie lubiłam szkoły, z trudem skończyłam liceum.

– Nie lubiłaś? – Pola się zdziwiła, bo zawsze sądziła, że w czasach szkolnych jej mama była kujonką, jak River. – Ale przecież... lubisz czytać.

Justyna uśmiechnęła się blado.

– Nie tak, jak ci się wydaje. Pewnie, od czasu do czasu chętnie przeczytam dobrą książkę, ale Polcia, pomyśl o tym przez chwilę. Jak często rzeczywiście widujesz mnie w trakcie lektury?

– Często... – zaczęła dziewczyna, lecz gdy mama uniosła brwi, urwała i się zamyśliła.

Justyna była bibliotekarką, każdy dzień spędzała w otoczeniu książek. Wypożyczała je ludziom, przyjmowała, kiedy je zwracali. Zamawiała nowe, sortowała zbiory biblioteczne. Przekładała, układała i rozkładała.

Ile z tego faktycznie czytała?

Niewiele. Kiedy już to powiedziała, Pola uświadomiła sobie, że faktycznie trudno jej przypomnieć sobie momenty, gdy jej mamę pochłaniała lektura.

– Czyli udawałaś? – spytała, wpatrując się w nią niepewnie. – Że lubisz książki...

– Nie. Kocham książki. Uwielbiam na nie patrzeć. – Mama machnęła dłonią w stronę biblioteczki, na której stała jej prywatna kolekcja. – Lubię ich zapach, szelest stron i dotyk papieru. Naprawdę i szczerze. Czytanie, ogólnie rzecz biorąc, sprawia mi przyjemność, po prostu nie ciągnie mnie do niego aż tak, jak spodziewa się większość ludzi. Widzą mnie w bibliotece i automatycznie zakładają, że jestem molem książkowym. Jak Iza lub chociaż jak Maja. Nawet nie dopuszczają do siebie myśli, że może być inaczej.

– Czyli... Byłaś trochę zbuntowana i nie lubiłaś czytać. Ani się uczyć. Byłaś trochę jak ja.

– Ty jesteś bardzo jak ja – poprawiła ją z czułym uśmiechem mama. – Jesteś moją córką. Chociaż wygląd odziedziczyłaś po swoim ojcu.

Serce Poli zabiło mocniej na wspomnienie tamtego mężczyzny. Odruchowo podniosła się z fotela i usiadła na kanapie, by być nieco bliżej mamy.

– Kim on jest? Będę mogła kiedyś go poznać?

Między brwiami Justyny pojawiła się mała zmarszczka. Kobieta raz jeszcze zacisnęła wargi, jak za każdym razem, gdy o nim myślała. Pola doszła do wniosku, że dawny ukochany chyba nie wzbudza w niej zbyt ciepłych uczuć.

– Poznaliśmy się w antykwariacie – powiedziała Justyna, ignorując pytanie córki i wracając do swojej opowieści. – Był starszy o kilka lat. Przystojny, czarujący. I tajemniczy. Wiedziałam, że ukrywa jakiś sekret, co czyniło go jeszcze ciekawszym.

– Sekret?

– Tak. Opowiadał mi różne rzeczy o świecie. O niezwykłych, niecodziennych sprawach, którymi się fascynował.

– O magii. Mój tata jest magiczny?

Znowu ten wyraz irytacji. Mimo to mama przytaknęła.

– Jest magiczny. Zawsze był, od urodzenia. Pewnego dnia odwiedziłam go bez zapowiedzi, miałam mały kłopot i potrzebowałam jego wsparcia. Wtedy poznałam tę tajemnicę. Weszłam do jego mieszkania, gdy rzucał zaklęcie, całkowicie skoncentrowany na magii. Zobaczyłam to i już wiedziałam. Potem wszystko mi opowiedział.

– Czyli co?

– Że magia jest częścią naszego świata – sprecyzowała Justyna. – Że nieliczni potrafią nią władać, a niektórzy mają doprawdy niezwykłą moc. On nie był jednym z nich. Był inteligentny i przystojny, lecz pod względem magii dość... przeciętny.

– Nie jak Maja.

– Maja jest wyjątkowa. – Mama się uśmiechnęła. – Nigdy nie słyszałam o przypadku takim jak ona. Jeszcze niedawno umiała niewiele, natomiast teraz... Nie, on nie był jak Maja. Jego moc niespecjalnie przewyższała to, co potrafiła twoja koleżanka przed odwiedzinami w Bibliotece. Znał sporo sztuczek, tylko że był zbyt słaby, by rzucać naprawdę wymagające zaklęcia. I porządnie mu to doskwierało.

– Dlaczego?

Tym razem Justyna westchnęła z pewnym żalem. Chwyciła córkę za dłoń, a Pola się nie odsunęła.

– Tak jest chyba z większością utalentowanych osób. Kiedy masz jakieś umiejętności, dążysz do ich zwiększenia. To tak jak z tobą i karate. Albo z Mają i jej grą na gitarze. Macie talent i chcecie go rozwijać. To naturalny odruch. Tylko że ten rozwój nie powinien odbywać się w sposób... szkodliwy.

– Czyli jaki?

Musiała odczekać chwilę, nim mama znowu się odezwała.

– Ty masz dryg do sztuk walki. I ćwiczysz, żeby być coraz lepszą. Jak byś zareagowała, gdyby ktoś powiedział, że możesz nagle nauczyć się dużo, dużo więcej, ale w tym celu będziesz musiała zrobić komuś krzywdę? Na przykład bijąc się w nielegalnych miejscach, gdzie nie obowiązują zasady. Lub stając do walki z kimś, kto jest do tego zmuszany.

Pola skrzywiła się na samą myśl.

– Karate tak nie działa – zaoponowała. – Zasady obowiązują.

– Właśnie. Zasady obowiązują, a ty byś ich nie złamała, nawet jeśli oznaczałoby to, że nauczysz się czegoś ekstra.

– Czyli... – Pola przechyliła głowę na bok, gdy dotarło do niej, co właściwie mówi jej mama. – Czyli mój tata chciał mieć więcej magii. I chciał to osiągnąć, robiąc coś niezgodnie z zasadami? – Dotknęła dłonią brzucha, który zapulsował niepokojem na tę myśl.

Mama przytaknęła.

– Magia to nie karate – podjęła. – Tutaj zasady bywają nieco płynne. To samo zaklęcie w jednej sytuacji będzie nieszkodliwe i użyteczne, podczas gdy w innej może zrobić komuś krzywdę. Magia jest pod tym względem jak żywioł, dużo zależy od sytuacji. Ale są takie jej elementy, które nie pozostawiają wątpliwości.

– Czarna magia – odgadła Pola.

– Tak. Bywa niebezpieczna i zwyczajnie zła. Wymaga potęgi, ale też ją daje. Widzisz, Polu, umiejętności magiczne można rozwijać na różne sposoby. Czasem dzieje się coś takiego jak z Mają, kiedy nietypowe okoliczności nagle je zwiększają. To rzadkie. Zwykle jest jak z każdym innym talentem: trzeba czasu i praktyki. Ćwiczeń. W ten sposób rozwija się większość magicznych osób. Ale są drogi na skróty. Czarna magia, która daje moc. I która czasem dużo kosztuje. Osobę, która po nią sięga, lub osobę, która staje się jej ofiarą.

Serce Poli biło coraz mocniej. Przełknęła ślinę i poruszyła się niespokojnie.

– Więc mój tata chciał więcej magii i postanowił używać tej czarnej.

– Na początku balansował na granicy między białą i czarną magią, ale tak, z biegiem czasu coraz częściej sięgał po tę niebezpieczną.

– I nie słuchał, kiedy mu to mówiłaś?

Mama uśmiechnęła się smutno.

– Nie. Sama dopiero poznawałam te zagadnienia, lecz widziałam, co się dzieje. I próbowałam go przekonać, żeby przystopował. Zaczęłam się bać. Ale zakochałam się w nim i nie byłam gotowa, by po prostu go zostawić. Chociaż posuwał się coraz dalej.

– Czyli co robił?

Justyna milczała przez chwilę, przyglądając się córce.

– Krzywdził niewinnych – odrzekła. – Na przykład zwierzęta. Nie powiem ci o tym więcej, córeczko, ale zaufaj mi, że nie postępował właściwie.

– Ufam – zapewniła Pola, na co jej mama odetchnęła z ulgą i kiwnęła głową. – Co było dalej?

Bibliotekarka milczała przez chwilę. Nim zdążyła coś dodać, w salonie rozległ się charakterystyczny bulgoczący odgłos. Parsknęła i przyjrzała się córce.

– Kolacja? Zrobiłam ci sos pesto do makaronu.

Pola oblizała się odruchowo, więc mama zachichotała. Wstała z kanapy, ciągnąc córkę za rękę, po czym obie poszły do kuchni.

Justyna wstawiła wodę na makaron i zaczęła przygotowywać posiłek. Pola wydobyła z szuflady talerze i sztućce, a następnie popatrzyła na mamę.

– Ale dokończysz?

– Oczywiście, że tak. Nie zostawię cię z takim cliffhangerem, to byłoby nieludzkie.

Pola parsknęła pod nosem. Czekając, aż kolacja będzie gotowa, wróciła do salonu po komórkę. Napisała do River na czacie grupowym, żeby rano odniosła książkę do biblioteki. Odpowiedź nadeszła po krótkiej chwili: "Nie mogę dopiero wieczorem?".

Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem. W sumie spodziewała się, że jej koleżanka siedzi teraz z nosem w tej lekturze, ale to było konkretne tomiszcze. Nie miała szans przeczytać go od deski do deski w jedną noc. Tym bardziej że przy co ciekawszych książkach River lubiła robić notatki, co jeszcze spowalniało proces.

"Przecież pani Skowrońska mówiła, że będziesz mogła czytać w Bibliotece" – wtrąciła Maja. "Doczytasz tam".

Pola przewróciła oczami, po czym wróciła do kuchni. Chwilę później jadła już z apetytem jedno ze swoich ulubionych dań, zaraz po pizzy. Nie miała pojęcia, że jest aż tak głodna. A w sumie powinna – przecież oprócz kilku ciastek w TARDIS nie jadła nic od śniadania.

– Co było dalej? – ponowiła swoje pytanie, na co mama kiwnęła głową.

– Dalej... – powtórzyła z westchnieniem. – Ustaliłyśmy już, że byłam w nim zakochana. I chciałam, aby był szczęśliwy. Dlatego mu pomagałam. Nie w magii, nigdy nie uczestniczyłam w rzucaniu zaklęć czarnomagicznych. Ale w poszukiwaniach. Potrafię prowadzić badania. To mój talent: przeglądanie źródeł, dokopywanie się do kolejnych, podążanie po nitce do kłębka. W ten sposób zbieram informacje, których potrzebuję.

– Czego szukałaś?

– Zbiorów – odrzekła Justyna. – Wielu magicznych wie, że Biblioteka istnieje, ale nikt nie ma pojęcia gdzie. A ja pomyślałam wtedy, że jeśli on zdobędzie moc w Bibliotece, to nikt przy tym nie ucierpi. Tylko że to było błędne założenie. Gdyby ktoś taki jak on rzeczywiście odnalazł Zbiory, poczułby się wszechmocny. I bezkarny. Pojęłam to z czasem. Im głębiej wchodziłam w temat, im więcej czytałam o Bibliotece, tym bardziej rozumiałam, co oznaczałoby, gdyby dotarł do niej ktoś podobny do niego. Mimo to nie przestawałam szukać. Wtedy była to już kwestia moich ambicji: uparłam się, że znajdę.

– I znalazłaś? – Pola wytrzeszczyła oczy, bo sądziła, że to niemożliwe. Mama tyle razy powtarzała, że Biblioteka jest chroniona magicznie, że jest największym sekretem świata. Coś takiego nie powinno być łatwe do zlokalizowania.

– Znalazłam – potwierdziła jednak Justyna. – Trochę to trwało, poza tym miałam sporo szczęścia. Wiesz, że nie urodziłam się w Sepii, nie dorastałam tu. Ale spędziłam w miasteczku półtora roku, kiedy byłam mniej więcej w twoim wieku. Mój ojciec, a twój dziadek, był architektem. To on zaprojektował most na Jarzębinie, ten poprzedni. Kiedy nad nim pracował, mieszkaliśmy tutaj. A ja bardzo dobrze poznałam miasteczko. Odwiedzałam naszą bibliotekę i wszystkie inne miejsca, chociaż nie było tu jeszcze Chwili ani Papierowej Sowy. Lubiłam Sepię, tak samo jak ty teraz. I kiedy potem prowadziłam moje poszukiwania, natknęłam się na kilka wzmianek dotyczących miasta, w którym znajduje się Biblioteka. To były drobiazgi, okruszki chleba rozrzucone w różnych źródłach. Jedna książka wspominała o ceglanej budowli. Inna o rzece, jeszcze inna o złamanym płatku śniegu.

– Widok Sepii z góry – odgadła Pola, na co mama przytaknęła z uśmiechem.

– Znalezienie tego graniczyło z niemożliwym – podjęła. – Wydawało się, że to naprawdę nic nieznaczące drobiazgi. Trzeba było wiedzieć, czego się szuka. I znać miasto od podszewki. Zwracać uwagę na te wszystkie detale, które większość osób ignoruje.

– Czyli miałaś szczęście – powtórzyła za mamą Pola. – Gdybyś tu nie mieszkała, to nie znalazłabyś Biblioteki.

– Właśnie tak. Poza tym miasto zmieniało się z czasem, a ja lubiłam przeglądać jego stare fotografie i ryciny w książkach. Niektóre szczegóły były inne, kiedy tu trafiłam, jednak widziałam je na obrazkach, dlatego skojarzyłam, że to o nich wspomniano w księgach. Po nitce do kłębka. I w końcu znalazłam. Zrozumiałam, że Biblioteka znajduje się właśnie tutaj.

Pola westchnęła z podziwem. Pochyliła się przy tym do przodu, na co mama parsknęła i sięgnęła dłonią, by odsunąć kosmyki córki, które wylądowały na pustym już talerzu. Wstała od stołu i zebrała naczynia z blatu.

– Powiedziałaś mu?

– Nie. – Mama posłała Poli ponure spojrzenie. Wstawiła talerze do zmywarki i wróciła na miejsce. – Wtedy już miałam świadomość, co by to oznaczało. Nie zamierzałam więc zdradzać tej tajemnicy. Jednak on wiedział, że szukałam Biblioteki. I zorientował się, że znalazłam. Poznał mnie dość dobrze, szybko to odgadł.

– I co zrobił?

– Początkowo nic, ponieważ od niego wyjechałam. Bez pożegnania. Wtedy już był potężniejszy. I wciąż głodny władzy. Bałam się go – przyznała mama otwarcie. – Nie miałam nikogo innego, mój tata odszedł dwa lata wcześniej. Byłam sama. Może dlatego tak długo zwlekałam z zostawieniem twojego ojca. To nie było łatwe. – Odchrząknęła, po czym przetarła twarz dłonią. – Wyjechałam wiele kilometrów dalej. Chciałam ułożyć sobie życie, takie całkiem normalne. Ale wiesz, jak to działa, kochanie. Kiedy już człowiek pozna ten magiczny świat, niełatwo mu przestać o nim myśleć. Więc chociaż nie potrafiłam czarować, wciąż lubiłam szukać informacji o magii. Książek na ten temat. Odwiedzałam antykwariaty oraz targowiska. I właśnie na jednym z nich on mnie odnalazł.

Pola zaczerpnęła tchu i wytrzeszczyła oczy.

– I co?

– I próbował wydobyć ze mnie informację na temat Biblioteki.

– Nie powiedziałaś mu?

– Nie, córeczko. Tyle że on nie chciał przyjąć odmowy. Do tego stopnia, że... że rzucił na mnie zaklęcie. By zmusić mnie do wyjawienia prawdy.

– Zaczarował cię? – spytała z oburzeniem Pola. – Co to było za zaklęcie?

Twarz Justyny była blada i pełna napięcia. Kobieta pokręciła głową.

– To nie są detale, które musisz lub powinnaś znać, Polciu. Ale nie był miły. I pewnie skończyłoby się to gorzej, gdyby nie Bibliotekarz.

– W sensie taki od Zbiorów?

– Tak. Wiedział, że prowadzę poszukiwania Biblioteki. Korzystałam z internetu, wypytywałam ludzi. I nawet nie wiem kiedy, ale otarłam się o kogoś magicznego, kto powiadomił Bibliotekarza o upartej, narwanej dziewczynie, która szuka kłopotów.

Pola nie zdołała powstrzymać uśmiechu. Zawsze sądziła, że pod względem charakteru mocno różni się od mamy. I chyba faktycznie różniła się od tej kobiety, którą Justyna była teraz – ale nie od dziewczyny sprzed trzynastu lat.

– Poprzedni Bibliotekarz był starszym człowiekiem. Kochanym i troskliwym. Nic dziwnego, że go nie pamiętasz, zmarł, kiedy miałaś trzy lata.

– Czyli go poznałam?

– Nie ujęłabym tego w ten sposób, byłaś zbyt maleńka, żeby poznać kogokolwiek. Ale on poznał ciebie.

– I był wtedy na tym targowisku? Kiedy mój tata...

– Nie. Bibliotekarze rzadko oddalają się od Zbiorów, pilnowanie ich to ogromna odpowiedzialność. Gdyby Biliotekarza spotkało coś złego, księgi pozostałyby bez ochrony, a to przepis na katastrofę. Właśnie dlatego nieczęsto jeździmy na wakacje poza Sepię. I dlatego tamten Bibliotekarz również nie opuszczał miasta. Mimo to nie zostawił mnie samej. Powiedział mi potem, że urzekł go mój upór. A jednocześnie się martwił. Byłam dzieciakiem, który zadaje zbyt dużo pytań i może wpakować się w kłopoty. Dlatego poprosił przyjaciela, by miał na mnie oko. I to ten przyjaciel pojawił się na targowisku.

– I on był magiczny – odgadła Pola.

– Był. Pomógł mi, odparł zaklęcie twojego ojca i go obezwładnił. Byłam w szoku. Zabrał mnie stamtąd. Powiedział, że Bibliotekarz mnie pozdrawia i zaleca, żebym przestała szukać, bo to niebezpieczne. Żaden z nich nie wiedział jeszcze wtedy, że już znalazłam, że poznałam sekret Biblioteki. Za to ja zrozumiałam, że grozi mi poważne niebezpieczeństwo. I przez jakiś czas kompletnie nie wiedziałam, co z tym zrobić. Bałam się. Nie tylko twojego ojca, ale również innych magicznych, którzy mogliby o mnie usłyszeć.

– Więc co zrobiłaś?

– Przyjechałam tutaj – odpowiedziała. – Zrozumiałam, że wszędzie indziej będę zagrożona. A wtedy już wiedziałam, że muszę zapewnić sobie bezpieczeństwo, bo za jakiś czas będzie to dużo trudniejsze.

– Dlaczego?

Mama mrugnęła do niej z uśmiechem.

– Bo wtedy już byłyśmy we dwie – wyjaśniła i dotknęła swojego brzucha. – Byłam w ciąży z tobą.

– Wow. A co zrobił Bibliotekarz? Kiedy przyjechałaś do Biblioteki i powiedziałaś mu, że wiesz?

– Był w szoku. I pod wrażeniem. Naprawdę nie sądził, że Zbiory da się zlokalizować. Potem spędziliśmy wspólnie sporo czasu, tropiąc księgi i źródła, z których skorzystałam. Część ukryliśmy tutaj, inne zostały magicznie zmienione, żeby zamaskować prawdę. By nikt nie mógł powtórzyć mojego wyczynu.

– Wtedy zamieszkałaś w Sepii.

– Tak, kochanie. Bibliotekarz się o mnie bał, a kiedy dowiedział się o tobie, pozwolił nam zostać.

– Wow – powtórzyła Latarenka, wciąż pod wrażeniem tej opowieści. Potem poruszyła się niespokojnie. – Czyli... on nadal żyje? Mój tata.

– Tak sądzę.

– Ale nigdy go nie poznam?

Mama zmarszczyła nos.

– Jeśli tylko będę miała w tej sprawie coś do powiedzenia, to nie. Nie chcę, żeby się do ciebie zbliżał.

Gardło Poli ścisnęło się na te słowa.

– Zrobiłby mi krzywdę?

Mama otworzyła usta, by odpowiedzieć, jednak się zawahała.

– Chciałabym wierzyć, że nie, w końcu jesteś jego córką. Tylko że... on nie myśli jasno. Żądza potęgi go zaślepia, tak było już wtedy. Więc wolę, żeby trzymał się na dystans.

– Wie, że ma córkę? – Głos Latarenki zabrzmiał głucho, z trudem przeciskał się przez jej krtań.

– Ja sama jeszcze nie wiedziałam, kiedy go zostawiałam. Więc nie, Polu, nie ma pojęcia, że jest ojcem.

Dziewczyna westchnęła i skinęła głową, wpatrzona w blat stołu. Coś się w niej działo. Świadomość, że jej ojciec jest złym człowiekiem, czarnym charakterem, narastała w jej brzuchu jak coś lodowatego i kłującego. Pola poruszyła ramionami, czując swędzenie między łopatkami.

– Skoro on jest magiczny – powiedziała powoli – to ja też mogę się stać magiczna?

– A chciałabyś tego?

Milczała chwilę, wreszcie wzruszyła ramionami. Serio nie wiedziała.

Mama westchnęła i pokręciła głową.

– Obawiam się, że nie jesteś – rzekła. – Spędziłaś tutaj wiele lat, przesiadywałaś w Bibliotece, która jest potężnym źródłem magii. Widziałaś, co zrobiła Mai. Gdybyś była magiczna, już byśmy o tym wiedziały.