Spektakl o działaniu kojącym - Eva Swedenmark

Kup ebooka

29.90 zł
22.43 zł (11,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Roz­dział 1

Czy to nie letni wiatr wieje mię­dzy sta­rymi do­mami dziel­nicy Aspud­den w po­łu­dnio­wym Sztok­hol­mie? Lekki za­pach bzu. Prze­błysk słońca. Ulga na twa­rzach lu­dzi zmę­czo­nych zimą, ciężką od śniegu i lodu, i chłodną wio­sną, które nie chciały od­pu­ścić.

- Wy­sta­wiam sto­lik do kawy i krze­sła przed wej­ście - oświad­czyła sta­now­czo Mimmi. - Ten wia­te­rek jest sy­gna­łem, że wkrótce na­dej­dzie lato, czas otwo­rzyć się na słońce i świeże po­wie­trze.

Mimmi do­sko­nale zda­wała so­bie sprawę, że plan sio­stry może się skoń­czyć nie­po­wo­dze­niem, już nie­raz do­świad­czyły śniegu w kwiet­niu. Ale w tej chwili chciała my­śleć tylko o przy­szło­ści, o nad­cho­dzą­cej póź­nej wio­śnie i sło­dy­czy lata. Ener­gicz­nie wy­nio­sła stół i krze­sła, po­sta­wiła ter­mos z kawą i kilka nie­pa­su­ją­cych do sie­bie kub­ków. Dziew­czyny z Do­brego Chleba zo­ba­czyły, co robi, i przy­szły z du­żym ko­szem bu­łe­czek i su­char­ków. Słowa, które wy­po­wia­dała, brzmiały ra­do­śnie, ale nie od­zwier­cie­dlały jej praw­dzi­wych uczuć. De­cy­zja Very, by wkrótce wy­je­chać do Li­be­rii, do tego na czas nie­okre­ślony, zra­niła ją bar­dziej, niż była go­towa się przy­znać. Mimo to nie pla­no­wała jej to­wa­rzy­szyć.

- Stać nas na ten wy­jazd. W końcu chcę zo­ba­czyć na wła­sne oczy, jak pro­jekt Brendy wy­ko­rzy­stuje na­sze do­ta­cje. - Vera pa­trzyła na swoją sio­strę po­waż­nie, kiedy za­py­tała ją, czy wy­bie­rze się z nią w długo wy­cze­ki­waną po­dróż. - Chyba nie zmie­ni­łaś zda­nia, na pewno też chcesz tam po­je­chać? W końcu mowa o na­szej wy­ma­rzo­nej wy­cieczce?

Vera sta­rała się, żeby jej słowa i ton głosu nie były zbyt bła­galne, cho­ciaż ni­czego nie pra­gnęła bar­dziej, niż usły­szeć, jak sio­stra od­po­wiada:

- Ja­sne! Te­raz je­dziemy do Afryki, ja i ty, ach, jak ma­rzy­łam o tej po­dróży!

Vera chciała je­chać ze swoją sio­strą. Ale Mimmi od nie­dawna była za­ko­chana i ani my­ślała opusz­czać Görana, nie te­raz, po tych wszyst­kich sa­mot­nych la­tach od śmierci swo­jego męża Las­sego.

- Jak to bę­dzie wy­glą­dać, je­śli obie tak po pro­stu opu­ścimy sklep? - Głos Mimmi był nie­ustę­pliwy.

Wsty­dziła się, bo zro­zu­miała, że Vera ją przej­rzała. Ale miała też świa­do­mość, że jej sio­stra nie ża­ło­wała jej tej nie­ocze­ki­wa­nej mi­ło­ści, którą Göran tak in­ten­syw­nie od­wza­jem­niał. Młod­szego o pięt­na­ście lat męż­czy­znę po­znała, po­nie­waż oboje dzie­lili wspólne hobby - ko­lek­cjo­no­wa­nie la­lek.

Vera wes­tchnęła. W tym wes­tchnie­niu dało się sły­szeć nuty roz­cza­ro­wa­nia, ale wy­pro­sto­wała plecy i uśmiech­nęła się.

Były so­bie tak bli­skie. Te dwie sio­stry po przej­ściu na eme­ry­turę otwo­rzyły skle­pik z uży­wa­nymi przed­mio­tami i odzieżą, aby sze­rzyć ra­dość i wspie­rać ak­cje cha­ry­ta­tywne, które udzie­lały po­mocy ko­bie­tom i dzie­ciom. Wy­brały Li­be­rię, biedny kraj zu­bo­żały po woj­nie do­mo­wej i epi­de­mii eboli. Pra­co­wała tam ko­bieta, do któ­rej ży­wiły sio­strzane uczu­cia, cho­ciaż ni­gdy jej nie spo­tkały. Brenda z pa­sją od­da­wała się pracy na rzecz kształ­ce­nia dzieci i edu­ko­wała dziew­częta, aby mo­gły same so­bie po­ra­dzić w su­ro­wym, zdo­mi­no­wa­nym przez męż­czyzn kraju.

Sio­stry były uparte i ra­czej skryte, nie po­ka­zy­wały, co na­prawdę czują i czego pra­gną. W ich roz­mo­wach nie bra­ko­wało nie­do­po­wie­dzeń, ale za­zwy­czaj po­tra­fiły od­czy­tać, co druga ma na my­śli, i zro­zu­mieć na­wet to, co nie zo­stało po­wie­dziane. Miały jed­nak swoje ta­jem­nice.

Vera nie pi­snęła Mimmi ani sło­wem, że po­now­nie pró­bo­wała na­pi­sać do swo­jego syna Oscara i jego ro­dziny. Za­pro­siła ich do Sztok­holmu, pró­bo­wała na­pra­wić tę ze­rwaną więź.

Oscar i jego żona Eme­lie prze­nie­śli się z córką do Au­stra­lii na czas stu­diów me­dycz­nych. Vera z mę­żem gorzko to opła­ki­wali. Vera są­dziła, że jej mąż umarł z żalu. Kiedy syn z ro­dziną wró­cili do Szwe­cji, prze­żyła roz­cza­ro­wa­nie tym, że nie prze­pro­wa­dzili się do Sztok­holmu, ale wy­brali pracę w Lun­dzie. Mocno od­biło się to na Ve­rze.

Po­czuła się od­rzu­cona i praw­do­po­dob­nie po­wie­działa wtedy kilka rze­czy, któ­rych póź­niej ża­ło­wała. A te­raz otrzy­mała od­mowną od­po­wiedź. Znowu.

Mimmi nie przy­znała się Ve­rze, ale ona też za­dzwo­niła do Oscara i bła­gała go, żeby przy­je­chał z wi­zytą albo przy­naj­mniej się ode­zwał.

- Matka za­strze­gła wy­raź­nie, że nie chce nas wię­cej wi­dzieć, je­śli prze­pro­wa­dzimy się do Ska­nii, więc tak te­raz bę­dzie. Nikt nie bę­dzie mi sta­wiał ul­ti­ma­tum - oznaj­mił.

Mimmi przy­się­głaby, że usły­szała drże­nie w jego gło­sie, ale Oscar już jako dziecko był nie­sa­mo­wi­cie upar­tym chłop­cem.

Kiedy Vera zdała so­bie sprawę, że Mimmi z nią nie po­je­dzie, przez krótką chwilę, zu­peł­nie bez sensu, ży­wiła na­dzieję, że syn ze­chce się z nią wy­brać w tę po­dróż. Po­winno go to za­in­te­re­so­wać jako le­ka­rza. Za­su­ge­ro­wała, że za­spon­so­ruje mu tę wy­cieczkę. Ale to go jesz­cze bar­dziej zi­ry­to­wało.

- Mamy dość pie­nię­dzy, ra­dzimy so­bie - od­parł. - Jak bę­dziesz po­trze­bo­wać le­ka­rza, to tam też ja­kie­goś znaj­dziesz.

Źle zro­zu­miał wszystko, co po­wie­działa. Nie chciała go prze­ku­pić ani prze­ka­ba­cić go­tówką. I na­prawdę nie po­trze­bo­wała go jako le­ka­rza w po­dróży do jed­nego z bied­nych i pod wie­loma wzglę­dami nie­bez­piecz­nych kra­jów Afryki. Po pro­stu tę­sk­niła za sy­nem i cier­piała z tego po­wodu.

We­dług niego sta­nęła po stro­nie jego ojca w kon­flik­cie, któ­rego przy­czyn, po tym jak prze­pro­wa­dzili się do Au­stra­lii, nikt już nie pa­mię­tał.

Vera może nie za­cho­wała się zbyt dy­plo­ma­tycz­nie, kiedy mó­wiła o ro­dzi­nie Eme­lie. Miała mętne wspo­mnie­nie, że na­zwała ich "na­dę­tymi bu­ra­kami ze Ska­nii". Mię­dzy in­nymi. Dziś na­prawdę uwa­żała to wszystko za bez­sen­sowny upór. Oscar był ta­kim sa­mym upar­ciu­chem jak jego oj­ciec. Co­kol­wiek po­wie­działa, mu­siał źle zro­zu­mieć i ob­ró­cić prze­ciwko niej.

Po­rzu­ciła my­śli o synu i sio­strze.

W ta­kim ra­zie będę mu­siała po­je­chać sama, za­de­cy­do­wała. Po ci­chu za­ła­twiła wizę oraz wszyst­kie szcze­pie­nia i ta­bletki prze­ciw ma­la­rii, które mu­siała przy­jąć przed wy­jaz­dem.

Za­wzię­cie re­ali­zo­wała swoje plany. Nie bra­ko­wało jej de­ter­mi­na­cji.

Wie­działa, że w Li­be­rii spo­tka Brendę, która otrzy­muje od nich wspar­cie. Bę­dzie za­chwy­cona jej przy­jaz­dem. Brenda przy­go­to­wała dla niej wy­cieczkę po kraju, za­re­zer­wo­wała ho­tele, umó­wiła spo­tka­nia i snuła wiel­kie plany. Była pełna en­tu­zja­zmu. Uśmie­rzało to ból Very, która za­sta­na­wiała się jed­nak, co te­raz robi Mimmi.

Upar­cie po­wta­rzała so­bie man­trę:

Po co cze­kać? Trzeba żyć tu i te­raz.

Roz­dział 2

Mi­łość prze­jęła całe jej ży­cie, wy­wró­ciła do góry no­gami jej spo­kój i prze­świad­cze­nie, że już za­wsze bę­dzie sama. Mimmi była za­sko­czona, my­ślała, że po przed­wcze­snej śmierci męża ko­niec z ta­kimi rze­czami. Ale Göran, który na po­czątku był tylko iry­tu­ją­cym zna­jo­mym, po­ka­zał się póź­niej z zu­peł­nie in­nej strony, a także nie­stru­dze­nie pró­bo­wał ją uwieść.

Ten snob, my­ślała o nim, kiedy go po­znała. Naj­bar­dziej była na niego zła, kiedy pró­bo­wał z nią roz­ma­wiać pod­czas po­dróży do No­wego Jorku. Ow­szem, wciąż wi­działa, że wy­ka­zuje ce­chy, które mo­głaby na­zwać sno­bi­stycz­nymi, ale jed­no­cze­śnie miał w so­bie mnó­stwo cie­pła. I mnó­stwo pa­sji, co od­kryła, kiedy w końcu po­zwo­liła, by upa­dły mury wo­kół jej serca.

Mimmi nie mo­gła się do­cze­kać pierw­szej ko­la­cji w domu Görana. Spę­dzali tyle czasu u niej w miesz­ka­niu. Na­prawdę po­mógł jej za­cząć od nowa, co wią­zało się z wy­rzu­ce­niem wszyst­kich sta­rych me­bli, za­ku­pem no­wych, de­ko­ro­wa­niem miesz­ka­nia i udzie­la­niem po­rad wnę­trzar­skich. Przy­zwy­cza­iła się do niego i zo­ba­czyła, że jest mi­łym męż­czy­zną za nieco sztywną i po­prawną po­wierz­chow­no­ścią. Mimo że byli pod wie­loma wzglę­dami tak różni, oboje za pełną re­zerwy fa­sadą skry­wali ży­cie pełne pa­sji, co ich za­sko­czyło.

Na­mięt­ność zro­dziła się w sy­pialni, którą Mimmi z po­mocą swo­jej przy­ja­ciółki, ar­tystki Mar­got, ude­ko­ro­wała na po­do­bień­stwo dżun­gli. Tam, na mięk­kim łóżku z na­rzutą w ko­lo­rze mchu, w to­wa­rzy­stwie dzi­kich zwie­rząt, które Mar­got na­ma­lo­wała na zie­lo­nych ścia­nach, od­rzu­cili swoje wcze­śniej przy­jęte, kon­wen­cjo­nalne role. Mimmi wciąż była zdu­miona jego po­my­sło­wo­ścią i tym, jak na­mięt­nie roz­ko­szo­wał się jej cia­łem.

Czuła się przy nim piękna. Jej mąż od dawna nie żył, a łą­czące ich kie­dyś re­la­cje in­tymne na­le­ża­łoby uznać za bar­dzo po­prawne. Po­znali się, kiedy byli jesz­cze bar­dzo mło­dzi, a póź­niej, ko­cha­jąc się, przez całe ży­cie po­wie­lali te same sche­maty.

Na­sze ży­cie mi­ło­sne jest jak od­tłusz­czone mleko, my­ślała wtedy, ale tak po­winno być, prawda? Wie­działa, że mąż ją lubi, ko­chał ją głę­boko i szcze­rze, ale ni­gdy nie spra­wił, że czuła się sek­sowna, piękna. Przy­po­mniała so­bie, że mó­wił do niej "żonko" i że tego nie­na­wi­dziła.

Prze­ra­ziła się, kiedy zdała so­bie sprawę, że Göran jest znacz­nie młod­szy. Na po­czątku czuła się przy nim nie­swojo ze swoim cia­łem. Ale jego po­żą­da­nie każ­dego mi­li­me­tra jej skóry do­da­wało jej pew­no­ści sie­bie.

Na­sze se­kretne ży­cie, my­ślała. Bo kto by po­my­ślał, że za ra­czej zwy­czaj­nym wy­glą­dem osób w śred­nim wieku kryje się taki żar?

Mimmi za­częła z cie­ka­wo­ścią przy­glą­dać się oto­cze­niu i roz­my­ślać o tym, że tak mało wie o lu­dziach. Nie miała na­wet po­ję­cia, co jej naj­bliżsi przy­ja­ciele wy­pra­wiają w swo­ich sy­pial­niach.

Skoro w ele­ganc­kim ko­lek­cjo­ne­rze la­lek kryje się tyle ta­jem­nic i tyle pa­sji, to co znaj­duje się wszę­dzie in­dziej? - po­my­ślała, roz­glą­da­jąc się po oko­licy z nowo roz­bu­dzo­nym za­in­te­re­so­wa­niem.

Uśmiech­nęła się na myśl o Göra­nie, o ich wie­czo­rach w łóżku z szam­pa­nem. Ich wza­jem­nym od­kry­wa­niu się.

Lu­biła być tak po­żą­dana, ale nie przy­zna­łaby się do tego ni­komu na świe­cie.

Wszystko szło do­sko­nale aż do pierw­szej i dru­giej ko­la­cji u Görana.

W jego miesz­ka­niu w dziel­nicy Öster­malm wszystko było zbyt ide­alne. Mimmi nie umiała się zre­lak­so­wać, kiedy wo­kół niej bra­ko­wało dzi­ko­ści jej miesz­ka­nia, wy­ra­zi­stych ko­lo­rów i mięk­kich po­du­szek. Za­miast tej mięk­ko­ści i bo­gac­twa barw, które bu­dziły jej po­żą­da­nie i roz­luź­niały ją, wszystko było su­rowe, za­dbane i w per­fek­cyj­nych od­cie­niach sza­ro­ści, co usztyw­niało ją i wy­wo­ły­wało uczu­cie, że tu nie pa­suje.

Tak, wi­działa wcze­śniej, że Göran jest pe­dan­tyczny. Kie­liszki do wina, które czy­ściła w zmy­warce, uru­cha­mia­jąc szyb­kie pro­gramy, pod­no­sił i do­kład­nie oglą­dał, spraw­dza­jąc, czy nie po­zo­stała plama po szmince lub czymś in­nym. Ba­dał je i do­kład­nie wy­cie­rał ście­reczką, za­nim zbli­żył któ­ryś do ust. To samo zro­bił ze sztuć­cami.

Zro­zu­miała jesz­cze le­piej, jak bar­dzo róż­nią się od sie­bie, kiedy przy­szła do jego miesz­ka­nia. Wszystko było ide­alne, każdy ele­ment stał pro­sto jak od li­nijki. Ele­gancka sofa i sty­lowe do­datki nie miały jed­nak w so­bie krzty przy­tul­no­ści. Były su­rowe. Jak jego gar­ni­tury. Szyte na miarę, do­brze wy­pra­so­wane.

Kiedy przy­szła, stół był ide­al­nie na­kryty, per­fek­cyj­nie przy­go­to­wany drink sma­ko­wał wy­śmie­ni­cie. Menu zo­stało do­brze prze­my­ślane. Ale seks po raz pierw­szy na jego olśnie­wa­jąco bia­łej, wy­ma­glo­wa­nej po­ścieli był inny, oto­cze­nie wpły­wało na nią i na niego. Plamy od potu i in­nych rze­czy wy­da­wały się po pro­stu nie na miej­scu.

Mimmi nic nie mo­gła po­wie­dzieć, bo nie chciała go zra­nić oceną, że to chyba naj­mniej przy­tulne miesz­ka­nie, w ja­kim kie­dy­kol­wiek była. Cie­ka­wiła ją ko­lek­cja la­lek Görana. Były bar­dzo ładne, le­żały ele­gancko na półce z wy­po­le­ro­wa­nego drewna. Wszyst­kie piękne, ani jedna nie była po­tar­gana czy po­zba­wiona ręki, żadna nie miała otar­tego no­ska jak jej wła­sna ulu­biona lalka.

Tę­sk­niła za do­mem! Nie zo­stała na noc.

Tak samo było na­stęp­nym ra­zem. Nie mo­gła nic na to po­ra­dzić. Nie dało się ni­czego zmie­nić. Na po­czątku czuła się jak księż­niczka, o którą Göran za­bie­gał, miała tylko sie­dzieć i cie­szyć się wszyst­kim, co jej poda. Re­lak­so­wać się, jak po­wie­dział. Ale po­tem zdała so­bie sprawę, że on musi mieć wszystko po swo­jemu, każda rzecz stała na swoim miej­scu z do­kład­no­ścią do mi­li­me­tra i ni­g­dzie nie było ani jed­nej plamki. Je­śli co­kol­wiek by zro­biła, na pewno by­łoby nie tak.

At­mos­fera stała się nie­przy­jemna. Jakby Mimmi była je­dyną plamą w jego schlud­nym miesz­ka­niu. Więc po kilku ra­zach, bez słowa, po­wró­cili do spo­ty­ka­nia się u niej w domu.

Na­tych­miast obu­dziło się w niej po­żą­da­nie do niego.

Od tego czasu nie opusz­czała jej jed­nak myśl, że po­winna z kimś po­roz­ma­wiać. Cho­ciaż zgrany slo­gan: "Pra­gnę go, ale go nie ko­cham" był dla niej czymś zu­peł­nie nie­wy­obra­żal­nym, le­dwo od­wa­żyła się to po­my­śleć i na pewno nie mo­gła wy­po­wie­dzieć tego na głos.

Ta­kie in­tymne my­śli były po pro­stu czymś, o czym na­uczyła się ni­gdy nie roz­ma­wiać, ani z przy­ja­ciółmi, ani na­wet z sio­strą. Ale za­sta­na­wiała się, czy inni po­dzie­lają jej uczu­cia. Na przy­kład Pe­tra?

Roz­dział 3

Pe­tra była za­wie­dziona, że jej uko­chana córka Amanda jesz­cze nie przy­je­chała do Szwe­cji i nie od­wie­dziła jej. Miała być na ślu­bie Violi i Ricka, ale wtedy w jej te­atrze w No­wym Jorku wy­sta­wiano do­dat­kowe przed­sta­wie­nia. Nie mo­gła od­mó­wić udziału w nich, więc od­wo­łała tę tak długo wy­cze­ki­waną przez Pe­trę wi­zytę.

- Mamo, prze­cież to ro­zu­miesz, w końcu sama je­steś ak­torką. Wiesz, że je­śli od­mó­wię, to ktoś inny, kto ma chrapkę na tę rolę, wsko­czy na moje miej­sce. Wtedy będę skoń­czona.

Pe­tra za­ak­cep­to­wała to, choć z cięż­kim ser­cem. Ale mi­nął po­nad rok od jej wy­jazdu, Amanda nie przy­je­chała też na Boże Na­ro­dze­nie. Obie­cała wtedy Ezrze, że od­wie­dzi z nim jego ro­dzinę na po­łu­dniu Sta­nów. Amanda ni­gdy nie do­wie­działa się o łzach tę­sk­noty matki.

Może to ona po­winna znowu po­je­chać do córki, żeby ją od­wie­dzić? Po­zo­sta­wało py­ta­nie, czy Amanda mia­łaby w ogóle dla niej czas, może sta­no­wi­łaby tylko utra­pie­nie, by­łaby kimś, kim Amanda musi się opie­ko­wać? Pe­tra my­ślała o tym raz po raz. Czy znowu do­padł ją ży­ciowy kry­zys?

Zgło­siła się do pracy w Po Sio­strze, co było oczy­wi­ście bar­dzo przy­jemne. Czę­sto spo­ty­kała się też z Bos­sem. Za­świ­tała jej w gło­wie myśl, że wi­dują się za czę­sto, ale zro­biła z nią to, co zwy­kle z rze­czami, z któ­rymi nie miała siły się zmie­rzyć: ode­pchnęła ją na bok.

Lotta zwie­rzała się jej, kiedy ra­zem pra­co­wały w skle­pie. Opo­wia­dała o te­atrze, była wtedy taka pro­mienna. Pe­tra do­sko­nale ro­zu­miała po­kusę by­cia czę­ścią cze­goś ta­kiego - miej­sca, w któ­rym wszy­scy dą­żyli do tego sa­mego celu, w któ­rym na sce­nie można prze­ży­wać swoje uczu­cia ra­zem z in­nymi i ocze­ki­wać wi­wa­tów pu­blicz­no­ści.

Uspo­kój się, Pe­tra, po­wie­działa do sie­bie. Ale nie mo­gła za­prze­czyć, że w tym, co opo­wia­dała jej Lotta, był nie­sa­mo­wity urok.

Ich nie­śmiała sta­żystka roz­kwi­tła. Wszy­scy to za­uwa­żyli, ale są­dzili, że to dzięki mi­ło­ści Adama i pew­no­ści sie­bie, jaką przy­no­siła jej praca w skle­pie.

Lotta za­częła nie­pew­nie roz­ma­wiać z Pe­trą, po­nie­waż bar­dzo się mar­twiła, że Vera wy­je­dzie. Zda­wała so­bie sprawę, że sio­stry uwa­żają, że jest już w pełni prze­szko­lona i może sama pro­wa­dzić Po Sio­strze.

- Bądź szczera, po­wiedz im, co czu­jesz - po­ra­dziła jej Pe­tra.

- Wtedy to cie­bie po­pro­szą, wiesz prze­cież! - od­pa­ro­wała Lotta.

Pe­tra zda­wała so­bie sprawę, że to prawda, przy­spa­rzało jej to udręk i nie­po­koju. Oczy­wi­ście, chęt­nie po­ma­gała, ale na wła­snych wa­run­kach. A je­śli miała być ze sobą szczera, to nie uśmie­chała jej się per­spek­tywa spę­dza­nia z Bos­sem ca­łych dni w pracy, żeby po­tem wi­dzieć go jesz­cze co­dzien­nie w pry­wat­nym ży­ciu.

Że też to mu­siało być ta­kie trudne!

Co ma po­wie­dzieć, co zro­bić?

Przede wszyst­kim po­być przez chwilę cał­kiem sama. Za­jąć się czymś in­nym. Po­od­dy­chać!

Czy to nie tego po­po­łu­dnia ostat­nio za­nie­dbane przez nią to­wa­rzy­stwo ak­to­rów w jej wieku or­ga­ni­zo­wało wio­senny wie­czo­rek za­po­znaw­czy? Po­szła na kilka spo­tkań, za­nim po­znała Bos­sego, ale znie­chę­ciła się, gdy spo­tkała re­ży­sera Wal­de­mara, który póź­niej przez ja­kiś czas ją prze­śla­do­wał. Po­tem po­znała Bos­sego, za­częła się też cała za­bawa wo­kół sklepu. Igno­ro­wała za­pro­sze­nia, le­dwo je czy­tała.

Ale może wła­śnie to po­winna dzi­siaj zro­bić? Po­je­chać tam i spo­tkać sta­rych, sza­lo­nych zna­jo­mych z te­atru?

Po­spiesz­nie się ubrała i na­ło­żyła ma­ki­jaż. Czy do­brze wy­gląda? Skrzy­wiła się do od­bi­cia w lu­strze.

Tak, było okej. Tylko okej.

Po­gnała do me­tra, nie we­szła do Po Sio­strze i nie za­dzwo­niła do Bos­sego.

Nie je­ste­śmy prze­cież mał­żeń­stwem, nie mam obo­wiązku mu się ze wszyst­kiego spo­wia­dać, wy­mam­ro­tała do sie­bie. Do­sko­nale wie­działa, że bę­dzie się za­sta­na­wiał, do­kąd po­szła, i za­dzwoni na jej ko­mórkę. Wy­łą­czyła dźwięk.

W eu­fo­rii pierw­szej mi­ło­ści dała Bos­semu klucz do swo­jego miesz­ka­nia. Te­raz za­sta­na­wiała się, czy to było mą­dre. Ja­sne, chciała spę­dzać z nim dużo czasu, spać ra­zem i się ko­chać. Ale wszystko od­by­wało się tro­chę na jego wa­run­kach, bo ona nie miała do­stępu do jego miesz­ka­nia. Miesz­kał tam długo ze swoją żoną, która te­raz od lat prze­by­wała w domu opieki z po­wodu de­men­cji. A może Pe­tra była nie­spra­wie­dliwa? Nie mo­gła się zo­rien­to­wać w swo­ich my­ślach. Ja­kie za­sady usta­lili Mimmi i Göran? Göran nie miał chyba klu­cza do miesz­ka­nia Mimmi? Czy mo­gła ją o to za­py­tać?

Szybko ze­szła po scho­dach. Przy­po­mniała so­bie, jak rok wcze­śniej wszystko ją bo­lało, nie da­wała wtedy rady cho­dzić sama. Je­śli winda się ze­psuła, Pe­tra była zmu­szona zo­stać na swoim pię­trze, co za upo­ko­rze­nie. Te­raz po­ru­szała się żwawo, pra­wie ze­ska­ki­wała ze scho­dów, jakby cho­dze­nie nie było dla niej wy­star­cza­jąco szyb­kie. Faj­nie bę­dzie znów spo­tkać sta­rych zna­jo­mych z te­atru.

Jej ży­cie nie może się ogra­ni­czać do Po Sio­strze, cho­ciaż ko­chała wszystko w tym zwa­rio­wa­nym skle­piku, w któ­rym ma­rze­nia zda­wały się speł­niać w naj­bar­dziej nie­ocze­ki­wany spo­sób. Nie mniej niż cztery za­ko­chane pary od­na­la­zły się dzięki Po Sio­strze: ona i Bosse, mło­dzi Adam i Lotta, Mimmi i Göran - kon­ste­la­cja wręcz nie do po­my­śle­nia, a ostat­nio także Ra­fael i tak kie­dyś nie­szczę­śliwa Mar­got. Po­nadto w skle­pie zna­le­ziono złote jajo w po­staci cen­nej lalki sprze­da­nej za mi­liony na au­kcji w No­wym Jorku.

Roz­dział 4

Pra­cu­jąc efek­tyw­nie jak za­wsze, Lotta szybko wie­szała na sto­ja­kach pa­su­jące do sie­bie ubra­nia. Dzia­łal­ność sklepu na­prawdę na­brała roz­pędu, od­kąd za­pro­wa­dziła w nim po­rzą­dek. Mimmi wy­raź­nie to wi­działa i do­ce­niała. Wcze­śniej wie­szały wszyst­kie ciu­chy je­den za dru­gim, w ko­lej­no­ści, w ja­kiej do nich tra­fiały. Lotta miała wy­czu­cie ko­lo­rów i in­tu­icyj­nie po­tra­fiła do­strzec praw­dziwe dia­menty wśród ciu­chów, które tra­fiały do sklepu.

- Lotta! Mam na­dzieję, że mo­żemy li­czyć na cie­bie te­raz, kiedy Vera wy­jeż­dża do Li­be­rii. Oba­wiam się, że nie bę­dzie jej dość długo - ode­zwała się nie­pew­nie Mimmi.

Jej py­ta­nie było ra­czej for­mal­no­ścią, wie­działa, że na Lottę za­wsze można li­czyć. Wkła­dała w Po Sio­strze mnó­stwo serca, od­kąd za­trud­niły ją na sta­no­wi­sku kie­row­niczki. Lotta tra­fiła do nich jako nie­ogar­nięta sta­żystka bez ukoń­czo­nej szkoły i po­rząd­nego wy­cho­wa­nia. Ale od­po­wie­dzial­ność, którą wzięła na sie­bie w skle­pie, spra­wiła, że do­ro­sła. Te­raz była sio­strom nie­zbędna. Miała do­bry gust i wszy­scy klienci uwiel­biali jej ra­do­sne, we­sołe ko­men­ta­rze.

- Więc... - Lotta za­czął mó­wić, ale za­mil­kła. Była zmar­twiona. - Chcia­łam z wami po­roz­ma­wiać. Wła­śnie o tym, o pracy.

Lotta przy­je­chała z Kär­r­torp na swoim sta­rym, ko­lo­ro­wym ro­we­rze z wło­sami roz­pusz­czo­nymi pod ka­skiem. Miała wspa­niały dzień.

Pia, re­ży­serka w Te­atrze Re­flex, nie szczę­dziła jej po­chwał. Przez ostatni rok te­atr był taj­nym schro­nie­niem Lotty. Za­częło się nie­win­nie, śpie­wała w chó­rze, który skła­dał się z wielu osób w róż­nym wieku. Więk­szość była star­sza od niej. We­soła i róż­no­rodna zbie­ra­nina.

Na po­czątku nikt od niej wiele nie wy­ma­gał, była czę­ścią grupy i nie wy­chy­lała się. Od­po­wia­dało jej to, bo zdała so­bie sprawę, że oprócz pracy musi zna­leźć jesz­cze coś dla sie­bie. Jej uko­chany Adam nie­czę­sto przy­jeż­dżał z Tierp. Był za­jęty szkołą i za­czął na­wią­zy­wać tam wiele przy­jaźni. Na­resz­cie miał ko­cha­jącą ro­dzinę. Mamę i tatę, któ­rzy się o niego trosz­czyli. Może to spra­wiło, że stała się tro­chę mniej ważna w jego ży­ciu. Od po­czątku byli dla sie­bie przy­ja­ciółmi, ro­dziną i mi­ło­ścią. Te­raz krąg ota­cza­ją­cych ich lu­dzi się po­więk­szył.

Lotta po­trze­bo­wała im­pulsu do zmiany i otrzy­mała go. Być może do­stała wię­cej, niż kie­dy­kol­wiek śmiała ma­rzyć.

- Hej, ty, ty w czer­wo­nym swe­terku, masz fan­ta­styczny głos! - po­wie­działa pew­nego dnia Pia, kiedy przy­szła po­słu­chać chóru. Uci­szyła po­zo­sta­łych chó­rzy­stów i po­pro­siła Lottę o za­śpie­wa­nie par­tii so­lo­wej w pio­sen­kach, które mieli wspól­nie wy­ko­nać w nad­cho­dzą­cej pro­duk­cji. Chór zo­stał w niej po­trak­to­wany przede wszyst­kim jako zbiór ak­tyw­nych śpie­wa­ją­cych sta­ty­stów.

Lotta była za­kło­po­tana, ale kiedy za­częła śpie­wać, to jak zwy­kle za­po­mniała o ca­łym świe­cie. Mu­zyka wy­peł­niała ją od stóp do głów. Za­mknęła oczy.

Kiedy po­now­nie je otwo­rzyła, zo­ba­czyła wo­kół sie­bie zdu­mione twa­rze. Trzy­mała się na ubo­czu i to był szczę­śliwy zbieg oko­licz­no­ści, że Pia słu­chała tak in­ten­syw­nie i wy­od­ręb­niła jej głos w tłu­mie.

- Mój Boże, dziew­czyno, ależ masz sprzęt! - za­chwy­ciła się. - Wy­bacz mi - zwró­ciła się na­stęp­nie do Bengta, dy­ry­genta chóru - ale za­bie­ram ją od cie­bie. Po­winna mieć waż­niej­sze za­da­nia niż śpie­wa­nie w chórku.

Zwró­ciła się do Lotty:

- Ty, ko­le­żanko, idziesz na scenę, bę­dziesz grać!

Tak się za­częło i Lotta była prze­ra­żona. Bez­piecz­nie było ukry­wać się w du­żym, przy­ja­znym chó­rze, tym oso­bli­wym zbio­ro­wi­sku lu­dzi po­cho­dzą­cych z róż­nych śro­do­wisk, ale bar­dzo przy­ja­znych i opie­kuń­czych.

Te­raz nie bę­dzie już dłu­żej ano­ni­mowa. Do­sta­nie rolę. Na pewno ma­lutką, ale jed­nak. Ucie­szyła się. Nic nie po­wie­działa Ada­mowi ani Ve­rze i Mimmi. To była jej sprawa, bała się, że po pro­stu obu­dzi się z tego pięk­nego snu, gdy ko­muś o nim opo­wie.

Wkrótce miała się od­być pre­miera spek­ta­klu, do któ­rego się przy­go­to­wy­wali. Przed­sta­wie­nia za­pla­no­wano w na­mio­cie w parku Vin­te­rvi­ken, a Lotta wcale nie ode­gra ma­łej, nie­zna­czą­cej roli, jak po­cząt­kowo są­dziła, ale jedną z głów­nych.

- Wiesz, trzeba in­we­sto­wać - tłu­ma­czyła jej Pia. - Mu­sisz po­świę­cić na to cały swój czas. Sły­sza­łaś, że wła­śnie w ten spo­sób Benny z ABBY od­krył He­len Sjöholm? Wła­śnie kiedy w na­mio­cie w parku Mar­ga­re­ta­par­ken grała Małą Dor­rit z grupą te­atralną En­ske­de­spe­let. Do­kład­nie w tym sa­mym, w któ­rym te­raz gramy. Wy­na­ję­li­śmy ich stary na­miot.

Pia była asy­stentką re­ży­sera, gdy w En­ske­de­spe­let grano Małą Dor­rit. Te­raz rzą­dziła twardo, ale także z mi­ło­ścią i en­tu­zja­zmem, ma­łym te­atrem w Kär­r­torp, który wkrótce miał się prze­nieść z wiel­kim let­nim przed­sta­wie­niem do Vin­te­rvi­ken.

Mimmi spoj­rzała na nią py­ta­jąco i cze­kała na wy­ja­śnie­nie, co, u li­cha, Lotta chciała przez to po­wie­dzieć.

- Cóż, jest tak, że w wol­nym cza­sie pra­wie od roku gram w te­atrze - za­częła.

Mimmi była za­sko­czona, ale słu­chała uważ­nie, kiedy Lotta tro­chę nie­ja­sno opo­wia­dała o spek­ta­klu.

- Pew­nie, prze­cież to twój wolny czas, ale my­śla­łam, że to był tylko chór? Wy­daje mi się, że to su­ge­ro­wa­łaś?

- To było w moim cza­sie wol­nym. Ale te­raz bę­dzie wielki spek­takl w Vin­te­rvi­ken, ad­ap­ta­cja po­wie­ści Pera An­dersa Fo­gel­ströma Mia­sto mo­ich ma­rzeń, i będę miała dużo prób w ciągu dnia. - Za­ru­mie­niła się, ale po­tem kon­ty­nu­owała z nowo od­krytą pew­no­ścią sie­bie. Mó­wiła wy­raź­nie i z dumą: - Wła­ści­wie to mam rolę.

- Czyli je­steś ich nową gwiazdą? - za­żar­to­wała Mimmi.

Zro­biło się ci­cho. Lotta ner­wowo grze­bała w sto­sie ubrań do sor­to­wa­nia. Co ma na to od­po­wie­dzieć?

- Za­czy­na­łam w chó­rze, po­woli i ostroż­nie, to prawda. Ale te­raz mam jedną z głów­nych ról i śpie­wam so­lową pio­senkę. - Za­czer­wie­niła się. - Bar­dzo się de­ner­wuję! - wy­krzyk­nęła. - A poza tym nie wie­dzia­łam, jak po­wie­dzieć to Ve­rze i to­bie. W ciągu naj­bliż­szych kilku mie­sięcy będę miała czas na pracę mak­sy­mal­nie na pół etatu. Moż­liwe, że na­wet mniej.

Pre­mierę za­pla­no­wano na po­czą­tek czerwca. Przed Lottą dwa mie­siące in­ten­syw­nych prób. Pia do­pin­go­wała ją i je­sie­nią miała zda­wać do szkoły es­tra­do­wej. Ale nic o tym nie wspo­mniała. Tym może za­jąć się póź­niej. Bo wcale nie było pewne, że się do­sta­nie, po­my­ślała, mimo wszyst­kich po­chwał, któ­rymi Pia ją ob­sy­py­wała.

- Cóż, to na­prawdę nie­spo­dzianka. - Mimmi pró­bo­wała cie­szyć się ze względu na Lottę. Otrzą­snęła się z po­cząt­ko­wego szoku wy­wo­ła­nego tą nie­ocze­ki­waną wia­do­mo­ścią.

- To ab­so­lut­nie fan­ta­styczne, gra­tu­la­cje, Lotta! - wy­krzyk­nęła już z więk­szym en­tu­zja­zmem. - Oczy­wi­ście, wie­dzia­łam, że do­brze śpie­wasz, ale nie mia­łam po­ję­cia, że grasz też w te­atrze.

- Sama się tego nie spo­dzie­wa­łam - przy­znała Lotta. - Ale re­ży­serka Pia Plym, znasz ją może? Ona we mnie wie­rzy. Bar­dziej niż ja wie­rzę w sie­bie - do­dała. - Może Pe­tra zgo­dzi się wię­cej tu pra­co­wać te­raz, kiedy ja mu­szę być na pró­bach? - za­su­ge­ro­wała, cho­ciaż miała wy­rzuty su­mie­nia, bo wie­działa, że Pe­tra nie bar­dzo miała na to ochotę.

- Też o niej po­my­śla­łam, ale ona nie chce się zo­bo­wią­zy­wać, chce być wolna. Nie, mu­simy ra­czej po­szu­kać do­brego sta­ży­sty. Ale nie bę­dzie ła­two zna­leźć ko­goś ta­kiego jak ty. Na­prawdę od­mie­ni­łaś to miej­sce i je­stem pewna, że to dzięki to­bie przy­cho­dzi tu te­raz tak wielu młod­szych klien­tów. Mar­got i Ra­fael nie­długo jadą do Rzymu - my­ślała na głos Mimmi. - Nie będą mieli za wiele czasu. Sta­cja te­le­wi­zyjna, która tu była, za­pro­siła ich do Włoch, żeby mo­gli się bli­żej po­znać z od­na­le­zioną po la­tach córką Ra­fa­ela Evitą i wnuczką Albą. Ra­fael po­je­dzie tylko pod wa­run­kiem, że Mar­got za­bie­rze się z nim, ale Mar­got wy­daje się nie­zde­cy­do­wana.

Obie umil­kły na chwilę.

- A co Adam mówi o te­atrze? - spy­tała Mimmi.

Lotta uni­kała jej spoj­rze­nia.

- No tak, Adam. On też za wiele nie wie. Trak­to­wa­łam to całe śpie­wa­nie i gra­nie w te­atrze jako moją pry­watną sprawę.

Mu­szę z nim po­roz­ma­wiać, opo­wie­dzieć mu. Wiele razy o tym my­ślała, ale im wię­cej czasu mi­jało, tym co­raz dziw­niej było mu to wy­znać. To ja­sne, że po­winna po­roz­ma­wiać z nim od razu. Ale nie zro­biła tego. Je­dyną osobą, z którą się tym po­dzie­liła, była Pe­tra. Te roz­mowy były dla Lotty do­bre. Ona ją zro­zu­miała.

Adam! Byli tak za­ko­chani, ale jego po­chła­niało te­raz to wszystko, co działo się w jego ży­ciu. Nowa ro­dzina, nowi przy­ja­ciele i szkoła, w któ­rej do­brze się czuł. Jakby już nie po­trze­bo­wał Lotty w ta­kim stop­niu jak wcze­śniej.

Adam, zro­biło jej się cie­pło w sercu na myśl o nim. Ale może nad­szedł czas ru­szyć wła­snymi dro­gami? Może ona też nie po­trze­bo­wała go w ta­kim stop­niu jak wcze­śniej?

Roz­dział 5

Adam miał wy­rzuty su­mie­nia. Nie było go w Aspud­den już od ty­go­dnia. Wpraw­dzie pra­wie co­dzien­nie roz­ma­wiał ze swoją bab­cią Violą, ale nie­wiele można się było od niej do­wie­dzieć.

- Wszystko w po­rządku - twier­dziła.

Cza­sami w jej gło­sie było sły­chać, że jest we­soła i pełna ener­gii, cza­sami zda­wała się bar­dziej nie­obecna. Rick też z nim roz­ma­wiał, ale Rick był za­wo­do­wym opty­mi­stą, za­wsze szczę­śliwy, za­wsze miał mnó­stwo no­wych pla­nów. O ile tylko mógł grać na gi­ta­rze, śpie­wać i spę­dzać czas z Violą, był kon­tent.

U nich wszystko było w po­rządku, wi­dział, że za­wsze się cie­szyli z jego od­wie­dzin. Wy­star­czyło im, żeby wpadł na chwilę.

Za to Lotta! Była przy­gnę­biona, kiedy po­wie­dział, że nie może się z nią zo­ba­czyć. Miał spraw­dziany w szkole, a do­dat­kowo w ten week­end od­by­wały się za­wody. Cho­dził do li­ceum, gdzie tre­no­wało się jazdę na de­sko­rolce. Za kilka dni mieli ry­wa­li­zo­wać w Up­psali i wie­dział, że musi tam być. Może wie­czo­rem zdąży po­je­chać do Lotty, ale wtedy prze­gapi im­prezę po za­wo­dach.

Co zro­bić?

Po­sta­no­wił za­dzwo­nić do niej od razu.

Ale roz­mowa przez te­le­fon to nie to samo. Tę­sk­nił za nią, za ich bli­skim, cie­płym kon­tak­tem, za wie­czo­rami w jej ma­łym gniazdku na pod­da­szu w Aspud­den. Mó­wili so­bie, że są jak dwójka dzieci na gi­gan­cie, które w końcu zna­la­zły ko­goś, kto chce z nimi być. Oboje nie mieli ła­twego dzie­ciń­stwa, zo­stali po­rzu­ceni przez swoje ro­dziny, a po­tem zna­leźli wła­sne miej­sce w skle­pie Po Sio­strze.

Ale byli też bar­dzo mło­dzi.

- Po Sio­strze to tylko je­den z przy­stan­ków w twoim ży­ciu - za­uwa­żył jego przy­brany oj­ciec. - Te­raz mu­sisz wy­brać dal­szą drogę. Mu­sisz po­sta­wić na swoją edu­ka­cję, swoją przy­szłość.

Po Sio­strze było dla niego jedną ro­dziną, ro­dzina za­stęp­cza drugą.

Kiedy wie­czo­rem po­roz­ma­wiał z Lottą, była wy­ro­zu­miała. Może zbyt wy­ro­zu­miała?

- I tak mam próby. Próby chóru. I te w te­atrze, to zaj­mie pew­nie cały week­end.

- Ale ja za tobą tę­sk­nię. - Adam za­sta­na­wiał się, czy chciała po­ka­zać, że też jest za­jęta, bo dał do zro­zu­mie­nia, że przez cały week­end na mnó­stwo za­jęć.

Czy nie brzmiała, jakby się ucie­szyła, że nie mogę przy­je­chać? - za­sta­na­wiał się Adam.

A może ten chór, ale przede wszyst­kim praca w Po Sio­strze za bar­dzo ją ob­cią­żały, zwłasz­cza te­raz, kiedy Vera jak dia­beł z pu­dełka wy­sko­czyła z lo­tem do Mon­ro­vii.