Rozdział 1
Emily Nicole Ammerman wypiła pierwszy łyk szampana podanego, aby uczcić wielkie wydarzenie, które miało zostać ogłoszone tego wieczoru. Stojąc na szczycie schodów i spoglądając w dół na salon, obserwowała kłębiący się w nim tłum. Na uroczystość przybyli ludzie, których znała przez całe życie, i ci, którzy spędzili w jej rodzinnym ośrodku narciarskim tak wiele zim, że uważano ich za bliskich przyjaciół rodziny.
Chociaż do świąt Bożego Narodzenia pozostało tylko kilka tygodni, Emily wypatrzyła w całym domu drobne zmiany, które wkrótce miały się przerodzić w prawdziwie świąteczną oprawę. Blask świec odbijał się od ścian ze złocistych bali, które jej rodzina utrzymywała w doskonałym stanie przez ponad pięćdziesiąt lat. Podczas wakacji matka zawsze zatrudniała zespół lokalnych dekoratorów, aby pomogli jej ozdobić dom. Zrobienie tego ze smakiem, jak mówiła, zajmowało kilka miesięcy. Przez dwadzieścia dziewięć lat życia Emily, a przynajmniej tak długo, jak sięgała pamięcią, jej matka zawsze dekorowała dom inaczej niż poprzednio. Wykorzystywała ponownie jedynie nieliczne sentymentalne drobiazgi, które Emily stworzyła jako mała dziewczynka.
Listopad uznawano za początek sezonu narciarskiego w Snowdrift Summit, choć czasem matka natura zaskakiwała ich wczesnymi opadami śniegu. Wtedy przyspieszali przygotowania, aby przyjąć tych, którzy nie mogli się doczekać, żeby skorzystać z pierwszych opadów białego puchu. Emily również należała do tego grona entuzjastów i kiedy nie udzielała lekcji jazdy na nartach, czuła się w górach jak w raju. Nie miało znaczenia, że poruszała się po tych stokach setki - nie, tysiące razy. Zawsze, gdy wjeżdżała wyciągiem na szczyt góry, czuła na plecach dreszcz podniecenia.
- Hej, Nick. - Głęboki głos ojca przywrócił ją do teraźniejszości. Użył wymyślonej przez siebie wersji jej drugiego imienia. Robił to tylko wtedy, gdy naprawdę zależało mu, żeby zwróciła na niego uwagę.
- Cześć, tato. Ale dziś z ciebie przystojniak - powiedziała Emily, pochylając się, by go przytulić. - Wygląda na to, że zaprosiliście całe miasto. - Skinęła głową w stronę powiększającego się tłumu.
- Dzięki. Za to ty jesteś piękna jak zawsze. - Wskazał na ludzi zgromadzonych poniżej. - Wiesz, jaka jest matka. Nawet najmniejszy powód do świętowania sprawia, że jest szczęśliwa jak skowronek.
Emily uniosła brew.
- Tak, dzisiejszy wieczór jest dokładnie taki sam jak wszystkie inne imprezy, które urządzała. - Nie potrafiła powstrzymać się od sarkazmu. Takie wydarzenie miało miejsce tylko raz w życiu. Dopiła ostatni łyk szampana i odstawiła kieliszek na stolik. - Muszę porozmawiać trochę z ludźmi - dodała, powtarzając słowa matki.
- Nick, chcę z tobą pomówić, zanim zacznie się całe to zamieszanie - oznajmił jej tata tonem, który rezerwował tylko na najważniejsze rozmowy.
Serce zabiło jej szybciej, a w żołądku zawiązał się supeł. Przyjrzała się uważnie ojcu. Może był chory? A może mama? Babcia lub dziadek?
- Tato, przerażasz mnie. Kto jest chory? - wypaliła, pomijając wstęp.
- Tutaj jesteś! - wykrzyknęła z entuzjazmem matka Emily, kiedy dotarła na szczyt wielkich schodów. - Powinniście być na dole z gośćmi. Masonie, obiecałeś, że dziś wyjątkowo będziesz udawał, że lubisz imprezy - dodała ze swoim śpiewnym i słodkim południowym akcentem.
- Julio, wiesz, że uwielbiam twoje przyjęcia. To goście doprowadzają mnie do szału - odparł, kładąc rękę na jej ramieniu. Puścił oko do Emily.
Emily obserwowała swoich rodziców. Byli jeszcze młodzi; choć przekroczyli już pięćdziesiątkę, mogliby uchodzić za znacznie młodszą parę. Jej matka była tak samo drobna jak w dniu, w którym poznała ojca. Blond włosy bez śladu siwizny upinała w gładki kok. Miała jasnoniebieskie oczy, które błyszczały, kiedy uśmiechała się do męża. Ojciec miał sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu, więc był od matki dużo wyższy. Jeśli chodzi o jego włosy, nadal były gęste i czarne, wyjąwszy lekką siwiznę po bokach. Jego orzechowe oczy lśniły, gdy zwracał je ku mamie. Emily ich uwielbiała.
- Jesteś taką imprezowiczką, ale i tak cię kocham. A teraz zajmijmy się gośćmi.
Ojciec Emily, prowadzony na dół przez matkę, spojrzał przez ramię i bezgłośnie wyszeptał: "później".
Skinęła głową, niepewna, czy chce wiedzieć, co było tak ważne, że odszukał ją, by powiedzieć jej to na osobności. Dzisiejszy wieczór miał być niezwykły. Czy ta rozmowa naprawdę nie mogła poczekać? Przyjęcie z okazji przejścia rodziców na emeryturę nie było idealnym momentem na zrzucenie bomby ze złymi wiadomościami.
Wzięła swój pusty kieliszek po szampanie i zbiegła na dół z uśmiechem na twarzy. Planując, że wypyta tatę o wszystko przy najbliższej możliwej okazji, odszukała wzrokiem babcię i dziadka po drugiej stronie pokoju. Rozmawiali z Bobem i Carol Clarkami, swoimi najlepszymi przyjaciółmi. Dziadkowie wydawali się zdrowi. Babcia, na którą Emily mówiła Mimi, śmiejąc się, odrzuciła głowę do tyłu, jak to miała w zwyczaju. Niedawno ścięła siwe włosy w naprawdę słodkie pixie. Emily uznała, że całkiem dobrze wygląda w tej fryzurze. Babcia była drobna jak jej mama i zdaniem Emily przypominała małego skrzata. Dziadek był wysoki, choć nie tak jak jej ojciec; wiele lat jeżdżenia na nartach sprawiło, że nadal był w świetnej formie. Wnuczka uwielbiała tę dwójkę. Kupili ośrodek zaraz po ślubie i pracowali dwadzieścia cztery godziny na dobę, aby osiągnąć sukces, którym cieszyli się do dzisiaj.
Kiedy rodzice Emily się pobrali, poświęcili się rodzinnemu interesowi tak samo jak jej dziadkowie. Dzięki temu ośrodek stał się popularnym miejscem wśród ludzi z okolicy i turystów. W dniu, w którym jej dziadkowie uznali, że jej rodzice są, jak to ujęli, odpowiednio przygotowani, przekazali im pałeczkę. Nie przestali jednak pomagać w razie potrzeby. Snowdrift Summit zawsze było przedsięwzięciem rodzinnym. Miejscowi tłumnie przybywali do kurortu, a turyści z całego świata przyjeżdżali na narty na słynne stoki, w szczególności Plunge.
Emily spędziła całe życie w Loveland w Kolorado, mieszkając i pracując w rodzinnym ośrodku, który kochała. Opuściła go tylko na sześć lat, gdy kończyła studia licencjackie i magisterskie na Uniwersytecie Kolorado. Od jakiegoś czasu czuła, że chce spróbować czegoś innego. Nie musiał to być nowy zawód, ale na przykład praca w innym ośrodku. W całym stanie było ich kilka, a wiele z nich miało w ofercie bardziej wymagające trasy niż Snowdrift Summit. Wyjątkiem był Plunge, masywny spadek w pokrytej śniegiem rozpadlinie, gdzie zjazd rozpoczynał się od ponad dziewięciometrowego lotu. Następnie, po udanym lądowaniu na zboczu o nachyleniu pięćdziesięciu stopni, trzeba było przerzucić cały ciężar ciała do przodu tak szybko, jak to tylko możliwe, aby uniknąć zderzenia z prekambryjską skałą. Potem Plunge o kształcie odwróconego lejka zamieniał się w tor pokryty wyjątkowo sypkim śniegiem, który stanowił wyzwanie nawet dla najlepszych narciarzy.
Emily wiedziała, że dzięki swojemu doświadczeniu mogłaby znaleźć pracę w każdym z najlepszych ośrodków, ale niełatwo byłoby powiedzieć o tym bliskim, zwłaszcza że jej rodzice zamierzali wkrótce przejść na emeryturę. Mieli świetnych pracowników - trzech doświadczonych menedżerów, którzy znali stoki na pamięć i z łatwością przejęliby stery. Emily nie przemyślała tego wszystkiego dogłębnie.
Przeszedł obok niej kelner z szampanem. Sięgnęła po kolejny kieliszek, po czym zaczęła przeciskać się przez tłum gości. Uśmiechała się, pozdrawiała skinieniem głowy osoby, które kojarzyła, i machała do przyjaciół, którzy towarzyszyli jej w pracy. W ten sposób udało jej się przedostać przez obszerny pokój do głównej kuchni, nie zamieniając z nikim ani słowa.
W profesjonalnie urządzonym pomieszczeniu panował wyjątkowy harmider. Emily mimowolnie się uśmiechnęła. Kathryn, ich długoletnia szefowa kuchni, i jej asystenci nalegali, że sami przygotują catering na to wydarzenie, zamiast zatrudniać zewnętrzną firmę. Zmartwiło to bardzo matkę Emily, ponieważ chciała, aby wszyscy przyszli na imprezę jako goście, ale w końcu przystała na ich prośby.
- Powinnaś być z rodziną - powiedziała Kathryn, kładąc ozdobny kwiat na talerzu z przystawkami.
- Przecież jestem. Chciałam tylko zobaczyć, jak tam z jedzeniem. Jestem głodna. - Emily dopiła szampana. - Szumi mi w głowie. - Zaśmiała się. - Od tego. - Odstawiła kieliszek na blat.
Kathryn wzięła mały talerz i wypełniła go po brzegi zimnymi krewetkami i jakąś miksturą z ogórka. Do wszystkiego dodała kromkę ciepłego chleba z masłem.
- To powinno ci pomóc. Koniec z szampanem, młoda damo - oświadczyła Kathryn z uśmiechem.
- Dzięki - odparła Emily, po czym szybko opróżniła talerz. - Uratowałaś mnie.
- Bez przesady. Ja tylko gotuję - odparła Kathryn.
Kathryn pochodziła z Hiszpanii i uczęszczała do prestiżowej szkoły gotowania Le Cordon Bleu w Paryżu. Jej praca była czymś o wiele ważniejszym niż tylko gotowaniem.
- Co podasz jako danie główne? - zapytała Emily.
- Naprawdę musisz o to pytać? - Ciemne oczy Kathryn błyszczały z rozbawienia.
- Nie. Pomyślałam, że zaskoczysz gości jednym ze swoich wyśmienitych specjałów dla smakoszy, to wszystko.
Kathryn pokręciła głową.
- Nie ma mowy. To ich wyjątkowy dzień. Muszą dostać to, czego chcą, nawet jeśli nie jest to wykwintny obiad. Zawsze gotuję po to, żeby zadowalać innych - dodała. - Przyrządzam ich ulubioną wołowinę z ziemniakami.
Rodzice Emily uwielbiali tradycyjne żeberka z zapiekanymi ziemniakami. Najbardziej smakowała im wersja przygotowywana przez samą Kathryn, a nie przez jej asystentów.
- Jestem ci za to bardzo wdzięczna - powiedziała Emily, machając ręką.
- Cała przyjemność po mojej stronie. A teraz idź świętować z rodziną. Zobaczymy się za chwilę. - Kathryn wygoniła ją z kuchni.
Niepewna, czy rodzice ogłoszą swoje nowiny przed kolacją czy po niej, Emily uznała, że najlepiej będzie wmieszać się w tłum, zanim mama przyłapie ją w kuchni.
Główne pomieszczenie, do którego goście zwykle przychodzili na lunch czy drinka albo żeby po prostu stanąć przy ogromnym kamiennym kominku i się ogrzać, było pełne ludzi, którzy zamienili stroje narciarskie na fantazyjne suknie wieczorowe i smokingi. W sali swobodnie mieściło się pięćset osób. Emily domyśliła się, że zaproszono co najmniej tylu gości. Najwyraźniej wszyscy postanowili się pojawić, zważywszy, jak ważna była to okazja. Zobaczyła burmistrza i jego żonę, a także szefa policji i wielu innych ludzi na wysokich stanowiskach, dobrych przyjaciół rodziny. Warto było ich znać, na wypadek gdyby ktoś bliski kiedykolwiek zdecydował się zacząć łamać prawo. Emily przewróciła oczami w reakcji na własne głupie myśli.
Rozejrzała się po pokoju w poszukiwaniu ojca. Zobaczyła go z grupą narciarzy z Florydy, którzy odwiedzali ich odkąd była małą dziewczynką. Cokolwiek miał do powiedzenia, nie mogło być aż tak poważne, pomyślała, patrząc, jak się śmieje i klepie jednego ze swoich kumpli po plecach. Wydawał się szczęśliwy jak zwykle. Emily nie miała pojęcia, dlaczego chciał z nią wcześniej pomówić na osobności. Co było tak istotne, że nie mogło poczekać? Pomyślała, że z pewnością nie chodziło o coś, co miało znacząco wpłynąć na jej życie. Zobaczyła grupę instruktorów, z którymi pracowała. Przechodząc przez pokój, by do nich dołączyć, wbrew rozsądkowi wzięła od kelnera kolejny kieliszek szampana.
- Najwyższy czas, żebyś zaczęła się bawić - stwierdziła Kylie, jej najlepsza przyjaciółka. Miała długie czarne włosy, ciemne oczy i oliwkową skórę, które czyniły ją naprawdę piękną. Była drobna jak jej matka i tak muskularna, na ile pozwalała jej drobna sylwetka. Emily ją uwielbiała. - Zaczynałam się zastanawiać, czy się dziś pojawisz.
Emily i Kylie Esposito były najlepszymi przyjaciółkami od drugiej klasy. Wspólna miłość do jazdy na nartach związała je tak, jak buty łączą się z nartami. Mieszkały nawet na tym samym osiedlu.
- Oto jestem. Musiałam tylko pozaglądać tu i tam. Wiesz, jak bardzo lubię przyjęcia.
Jeśli chodzi o rozrywkę, była prawdziwą córką swojej matki. Nauczyła się bawić w bardzo młodym wieku, ciesząc się każdą imprezą organizowaną przez rodziców. Babcia i mama nalegały, by poznawała tajniki zabawiania gości.
Wszyscy chętnie przychodzili na przyjęcia urodzinowe małej Emily ze względu na talent organizacyjny jej matki. Dzięki temu była jedną z najpopularniejszych dziewczyn w szkole, nie wspominając o tym, że jej urodziny wypadały w Boże Narodzenie. Wszyscy jej przyjaciele mieli wówczas wolne, więc zawsze zjawiali się na jej imprezie dwudziestego szóstego grudnia. Matka Emily uważała, że nie należy przeszkadzać ludziom w obchodzeniu świąt.
Emily łatwo zaprzyjaźniała się z koleżankami z klasy, niezależnie od ich pozycji w hierarchii społecznej szkoły. W szkole średniej szło jej bardzo dobrze. Nigdy nie należała do klik, które tworzyły niektóre jej znajome; to nie było w jej stylu. Później spędziła sześć lat na Uniwersytecie Kolorado w Denver. Z tytułem magistra biznesu ukończyła studia jako najlepsza ze swojego rocznika. Jej rodzice byli zachwyceni, kiedy zdecydowała się pracować w ośrodku. Wróciła do domu ze swoją nową przyjaciółką, Clarice, pręgowaną kotką, którą znalazła jako kociaka. Clarice rządziła domem do dziś. Emily nie przypominała sobie, by kiedykolwiek powiedziała rodzicom, że chce pracować w Snowdrift Summit przez całe życie, tak jak oni. Cieszyli się, że jest blisko. To było najważniejsze. Rodzina była na pierwszym miejscu, bez względu na wszystko.
Dziś wieczorem te poglądy miały zostać zweryfikowane.