SOS! Zabija się życie... ale ŻYCIE zwycięży! - Daniel- Ange

-
Proszę czekać

Da­niel-Ange - czuwa­ją­cy, pe­łen za­chwytu

W swej ostat­niej książ­ce Da­niel-Ange po­rusza kwe­stię naj­istot­niej­szą: Czy w dzi­siej­szych cza­sach moż­na w ogó­le za­bie­rać głos w obro­nie po­sza­no­wa­nia ludz­kie­go życia? Nie­kie­dy moż­na by od­nieść wra­że­nie, że to nie­moż­li­we, że ide­olo­gicz­ny ter­ro­ryzm kne­blu­je lu­dziom usta. Ale za­milk­nąć, ozna­cza­ło­by po­go­dzić się z trium­fem śmier­ci. Non po­ssumus!

Mnie oso­bi­ście naj­bar­dziej po­ruszyła for­ma tej książ­ki. Da­niel-Ange zde­cydo­wał się na je­dyną kon­wen­cję, któ­ra może się spraw­dzić w na­szych cza­sach: pro­roc­two. For­mę naj­bar­dziej od­waż­ną, naj­bar­dziej nie­bez­piecz­ną dla au­to­ra, naj­bar­dziej wy­sta­wia­ją­cą go na cios, ale też naj­bar­dziej na­tchnio­ną i naj­skutecz­niej­szą, dla­te­go że tyl­ko pro­roc­two jest jesz­cze w sta­nie tra­fić do tego, co ostat­kiem sił ko­ła­cze się w su­mie­niach lu­dzi. Ostat­ni błysk na­dziei...

Bo jaką mamy al­ter­na­tywę? W na­szej epo­ce sza­lo­ne­go ra­cjo­na­li­zmu an­ty­kul­tura śmier­ci miaż­dży wszyst­ko swo­ją wła­sną lo­gi­ką ni­czym wal­cem. Od trzydzie­stu pię­ciu lat dla wszyst­kich, bez wy­jąt­ku, nie­pra­wo­ści punk­tem od­nie­sie­nia i pro­bie­rzem sta­ło się kryte­rium abor­cji. Dla­cze­go? Bo je­śli spo­łe­czeń­stwo go­dzi się na abor­cję, to zna­czy, że a for­tio­ri osta­tecz­nie zgo­dzi się na... wszyst­ko!

To dia­lek­tycz­na pułap­ka nie do przej­ścia, chyba że ma się od­wa­gę publicz­nie ude­rzyć w jej pod­bu­do­wę - cze­go jed­nak nie zro­bi­li ci, któ­rych ta­kie dzia­ła­nie było naj­święt­szym obo­wiąz­kiem.

Jak więc od­po­wie­dzieć? Nie lę­kaj­cie się! Trze­ba roz­bro­ić ty­ka­ją­cą bom­bę, prze­ciąć za­ci­ska­ją­cą się pę­tlę, prze­rwać za­klę­ty krąg kłam­stwa, współ­udzia­łu, fał­szywe­go współ­czucia, tchó­rzo­stwa... Ale jak? Na po­czą­tek trze­ba moc­no za­ko­rze­nić się w praw­dzie. Nie moż­na ucie­kać od obo­wiąz­ku uświa­da­mia­nia lu­dziom, że prze­rwa­nie cią­ży jest za­bój­stwem żywej isto­ty ludz­kiej, za­bój­stwem dziec­ka. Że abor­cja to rzeź nie­wi­nią­tek, po­wie­la­na przez stule­cia. Więk­szość przyj­mie te sło­wa z ogrom­nym za­sko­cze­niem... prze­ra­że­niem..., bo wie­lu nie wie, co czyni!

Jed­nak bez tej te­ra­pii szo­ko­wej te­raz nie bę­dzie moż­li­wa póź­niej­sza prze­mia­na - oso­bi­sta lub zbio­ro­wa. Za­do­wa­lać się stwier­dze­nia­mi, że abor­cja jest de­li­kat­ną kwe­stią, bo­le­sną de­cyzją, ko­niecz­nym złem, po­wta­rzać, że na­le­ży usza­no­wać oso­bi­sty wy­bór każ­dej ko­bie­ty - to tkwić w kłam­stwie, któ­re nie po­zwo­li zro­bić kro­ku w przód. Tyl­ko praw­da wy­zwa­la i uzdra­wia...

Oto dla­cze­go Da­niel-Ange wy­rywa nas ze snu, po­trzą­sa nami z ca­łej siły: aby obu­dzić to, co być może jesz­cze w nas się tli. I jest to ła­ska. Tym, któ­rzy uwa­ża­ją, że w tej książ­ce nie do­cho­dzi do gło­su "do­broć, któ­ra nie osą­dza", od­po­wie­my, że chęć spusz­cze­nia za­sło­ny mil­cze­nia na kłam­stwo, któ­re za­bi­ja, jest dziw­nym spo­so­bem poj­mo­wa­nia do­bro­ci... Czyż gło­sem mi­ło­ści nie jest przede wszyst­kim po­wie­dze­nie drugie­mu: "Nie chcę, abyś umie­rał"?

Drugim czyn­ni­kiem, któ­ry po­rusza mnie do głę­bi, jest za­chwyt Da­nie­la-Ange'a nad roz­wi­ja­ją­cym się w ło­nie mat­ki em­brio­nem ludz­kim. I w tym za­chwycie Da­niel-Ange bije na gło­wę wszel­kie wy­kła­dy z em­brio­ge­ne­zy ra­zem wzię­te. Nie żeby lek­ce­wa­żył świat na­uki. Prze­ciw­nie. Z tym jed­nak, że em­brio­ge­ne­zę ogra­ni­cza dzi­siej­szy stan wie­dzy. Za­chwycać się nad cu­dem stwo­rze­nia, to po­wie­dzieć ludz­kie­mu ro­zu­mo­wi: dużo już zro­zu­mia­łeś, ale prze­czuwam, że wie­le jesz­cze masz do od­krycia! Ro­zum, któ­ry nie może iść da­lej, więd­nie. Zdol­ność do za­chwytu, do za­uro­cze­nia, do za­dzi­wie­nia jest prze­dłu­że­niem in­tui­cji, daje jej nową prze­strzeń, po­sze­rza ją i roz­wi­ja - da­jąc moż­ność po­łą­cze­nia się z nie­skoń­czo­no­ścią, któ­ra nas prze­ra­sta. Smu­tek in­te­li­gen­cji po­głę­bia smu­tek, ale ra­dość in­te­li­gen­cji roz­wi­ja in­te­li­gen­cję. Oto, co przy­no­si nam Da­niel-Ange: in­te­li­gen­cję ludz­kie­go em­brio­nu, któ­ry roz­wi­ja się w ta­jem­ni­cy na­sze­go wcie­le­nia. Tyl­ko psal­mi­sta jest w sta­nie opie­wać pięk­no tej ta­jem­ni­cy:

(...) a du­szę moją znasz do­głęb­nie.

Moje ko­ści nie były za­kryte przed Tobą,

choć byłem stwo­rzo­ny w ukryciu,

ukształ­to­wa­ny w głę­bo­ko­ściach zie­mi.

Two­je oczy wi­dzia­ły moje uczyn­ki,

wszyst­kie były za­pi­sa­ne w Twej księ­dze (...).

(Ps 139,14-16)

Jak jed­nak mamy mó­wić o na­szym wcie­le­niu, nie wspo­mi­na­jąc o Wcie­le­niu, z któ­re­go wy­pływa wszyst­ko? Da­niel-Ange prze­strze­ga przed wiel­ką po­kusą czyha­ją­cą na dzi­siej­szych chrze­ści­jan: "Jak gło­sić Boga, któ­ry jest Mi­ło­ścią, i któ­ry stał się zygo­tą, em­brio­nem, pło­dem, a jed­no­cze­śnie nie chro­nić wszyst­kich tych, któ­rym za­gra­ża współ­cze­sna wer­sja rze­zi nie­wi­nią­tek? Jak uczyć mi­ło­ści do Boga, któ­ry z mi­ło­ści, w swo­im Cie­le Eu­cha­rystycz­nym sta­no­wią­cym Ser­ce Jego Cia­ła-Ko­ścio­ła, daje życie - i to swo­je życie, a jed­no­cze­śnie nie ro­bić wszyst­kie­go, co w na­szej mocy, aby wy­rwać sek­sual­ność z oko­wów au­to­de­struk­cji?".

Nie go­dzien je­stem od­wią­zać rze­myka u san­da­łów pro­ro­ka Da­nie­la-Ange'a. Ale przy­najm­niej niech mi bę­dzie wol­no wraz z nim wy­ra­zić mój za­chwyt dla spo­tka­nia in ute­ro, któ­re mia­ło miej­sce pod­czas Na­wie­dze­nia: płód za­po­wie­dział zba­wie­nie, któ­re przy­niósł Em­brion!

Jean-Ma­rie Le Méné

Pre­zes Fun­da­cji Jérôme'a Le­jeu­ne'a

Czło­nek Pa­pie­skiej Aka­de­mii "Pro Vita"

Przed­mo­wa

W trzech skrom­nych to­mach ze­bra­łem oko­ło czter­dzie­stu ar­tykułów, ja­kie ostat­nio uka­za­ły się w roz­ma­itych cza­so­pi­smach i wi­trynach in­ter­ne­to­wych.

Wie­le z nich wy­wo­ła­ło sze­ro­ki od­dźwięk, owo­cu­jąc set­ka­mi sms-ów, e-ma­ili i po­stów na Fa­ce­bo­oku. Oto nie­któ­re ty­tuły1:

- Dans le dia­lo­gue avec l'is­lam: le ta­bou levé ou le si­len­ce réci­di­vé ("W dia­lo­gu z is­la­mem: znie­sie­nie tabu albo re­cydywa mil­cze­nia")

- Quand le vir­tuel se re­bel­le con­tre le réel, l'ir­ra­tion­nel détruit l'hu­ma­ni­té ("Kie­dy rze­czywi­stość wir­tual­na sta­je w sprzecz­no­ści z "re­alem", ir­ra­cjo­na­lizm nisz­czy ludz­kość")

- Gen­der: im­po­sture? Escro­que­rie? Ma­ni­pula­tion? Su­per­che­rie? ("Gen­der: kłam­stwo? Oszustwo? Ma­ni­pula­cja? Bla­ga?")

- De­vant le Christ outra­gé, les lar­mes d'un seul en­fant sont plus désar­man­tes que les ar­mes de mil­le ma­ni­fe­stants. Let­tre ouver­te aux au­teurs, ac­teurs et pro­mo­teurs de Gol­go­tha Pic­nic ("Wo­bec znie­wa­żo­ne­go Chrystusa łzy jed­ne­go dziec­ka są bar­dziej roz­bra­ja­ją­ce niż ty­siąc ma­ni­fe­stan­tów. List otwar­ty do au­to­rów, ak­to­rów i pro­mo­to­rów Gol­go­tha Pic­nic")

- L'eu­tha­na­sie ou la mort pro­po­sée ("Eu­ta­na­zja, czyli pro­po­zycja śmier­ci")

- Ho­mo­pa­ren­ta­li­té et Dji­had is­la­mi­ste ("Ro­dzi­ny jed­no­pł­cio­we a dżi­had").

Pi­sa­ne na go­rą­co, w ogniu po­le­mi­ki, wszyst­kie nie­ste­ty oka­za­ły się ak­tual­ne tak­że te­raz, po­nie­waż od chwi­li ich po­wsta­nia ra­czej nie było zmian na lep­sze. Od­po­wia­da­jąc na proś­by pew­nych osób, po­sta­no­wi­łem wy­dać te ar­tykuły drukiem, aby sta­ły się do­stęp­ne dla szer­sze­go gro­na od­bior­ców. W tym celu po­grupo­wa­łem je te­ma­tycz­nie, bo­wiem wie­le z nich uzupeł­nia się wza­jem­nie lub sta­no­wi lo­gicz­ną kon­tynua­cję.

Mu­sia­łem więc wpierw do­ko­nać wy­bo­ru ar­tykułów, a na­stęp­nie ich ak­tua­li­za­cji (choć­by dla wpro­wa­dze­nia bie­żą­cych da­nych sta­tystycz­nych2). Oczywi­ście za­cho­wa­łem orygi­nal­ną treść, aby wy­ka­zać, że te tak bar­dzo pa­lą­ce dziś kwe­stie nie wzię­ły się zni­kąd, że pro­blem na­ra­stał, na­brzmie­wał od daw­na. Że moż­na było oka­zać wię­cej prze­zor­no­ści i re­ago­wać za­wcza­su.

Ar­tykuły te ze­bra­łem w trzech to­mach, te­ma­tycz­nie:

- życie: abor­cja, eu­ta­na­zja, ma­ni­pula­cje ge­ne­tycz­ne;

- mi­łość: sek­sual­ność i jej wy­pa­cze­nia, ro­dzi­na i spo­so­by wy­na­turze­nia ro­dzi­ny;

- Ko­ściół: wal­czą­cy z peł­za­ją­cym an­ty­chrystia­ni­zmem, z ukrytą lub jaw­ną prze­mo­cą, z ezo­te­ryzmem i is­lam­skim fun­da­men­ta­li­zmem.

Dla­cze­go ja?

Po­ja­wia się pyta­nie: dla­cze­go ka­płan, w do­dat­ku ka­płan, któ­ry zło­żył pro­fe­sję za­kon­ną, wtrą­ca się w ak­tual­ne spra­wy po­li­tycz­ne i spo­łecz­ne? Pri­mo, je­stem ka­pła­nem - to zna­czy am­ba­sa­do­rem Chrystusa - i jest to mój naj­bar­dziej pa­lą­cy obo­wią­zek. Czyż każ­dy ka­płan nie jest pa­ste­rzem ludu, któ­ry mu po­wie­rzo­no? A za­tem uwa­żam, że wszyst­kie tek­sty pro­ro­ków i oj­ców Ko­ścio­ła, któ­re cytuję w ni­niej­szej książ­ce, od­no­szą się do mnie oso­bi­ście.

Se­cun­do, od trzydzie­stu lat nie wio­dę życia mo­na­stycz­ne­go (z wy­jąt­kiem sze­ściu ty­god­ni pustyni la­tem). Po trzydzie­stu la­tach życia kon­tem­pla­cyj­ne­go - w wiel­kiej wspól­no­cie, w ma­łym zgro­ma­dze­niu i w pustel­ni - zo­sta­łem wy­rwa­ny przez Pana z mo­jej słod­kiej pustyni z Nim i rzuco­ny na du­cho­wą pustynię świa­ta mło­dych. To wła­śnie mło­dych po­wie­rzyli mo­jej po­słudze i mo­je­mu ser­cu moi ko­lej­ni bi­skupi, a za ich po­śred­nic­twem uczynił to mój Pan.

W sa­mot­ni - a ja na­praw­dę jej za­zna­łem - nic, co się dzie­je za mu­ra­mi klasz­to­ru, nie po­zo­sta­je dla mni­cha obo­jęt­ne3. Słyszymy, jak w Ser­cu Je­zusa roz­brzmie­wa roz­pacz­li­we SOS ludz­ko­ści. Słyszymy tak, jak Moj­żesz na pustyni słyszał skar­gi Bo­że­go ludu roz­brzmie­wa­ją­ce w ser­cu Boga. I nie­któ­rzy z nas wra­ca­ją do swe­go ludu, aby wy­pro­wa­dzić go z nie­wo­li (Wj 3,1).

Dla­te­go też od trzydzie­stu już lat prze­mie­rzam świat w służ­bie mło­dym, pró­bu­jąc spro­wa­dzić strumień życia, świa­tła, mi­ło­ści, pięk­na i praw­dy "z oł­ta­rza do bur­de­lu". Z miej­sca, w któ­rym Mi­łość wcie­lo­na bez­gra­nicz­nie daje nam sie­bie, do miejsc, w któ­rych mi­łość cie­le­sna za­bi­ja samą sie­bie. A wła­śnie ogrom­na pla­ne­ta mło­dych cier­pi naj­bar­dziej z po­wo­du sztor­mu, któ­ry wstrzą­sa stat­kiem na­szej za­chod­niej cywi­li­za­cji. To mło­dzi są pierw­szymi ofia­ra­mi sza­lo­nej au­to­de­struk­cji, któ­rej od­da­je się na­sze spo­łe­czeń­stwo. Ofia­ra­mi upad­ku dro­go­wska­zów i punk­tów od­nie­sie­nia.

Te­ma­ty, któ­re tu po­ruszam, są po­li­tycz­nie - a na­wet w pew­nym wy­mia­rze ekle­zjal­nie - nie­po­praw­ne. Na­wet sta­no­wią tabu. Ale wła­śnie dla­te­go, że się je sys­te­ma­tycz­nie prze­mil­cza, na­le­ży mó­wić o nich. Szcze­rze. Bez ogró­dek. Żar­li­wie. Nie wol­no nam cho­wać gło­wy w pia­sek, mó­wić, że wszyst­ko jest w po­rząd­ku - sko­ro wszyst­ko się wali. Mó­wić, że pa­nuje po­kój, sko­ro je­ste­śmy w sta­nie woj­ny.

Zda­ję so­bie spra­wę, że ta szcze­rość może nie­któ­rych szo­ko­wać. Ale czy to ozna­cza, że przez wzgląd na tych nie­któ­rych mam za­milk­nąć?

Tego lata, 2012 roku, po raz ko­lej­ny za­an­ga­żo­wa­łem się w bar­dzo kon­kret­ny spo­sób. Po­śród ogrom­nych, wie­lo­tysięcz­nych tłumów: w Brnie, pod­czas cze­skie­go zgro­ma­dze­nia Od­no­wy, via spo­tka­nie w Lin­zu (w Au­strii), na­stęp­nie w ba­zyli­ce Ko­ekel­berg w Bruk­se­li, pod­czas mo­dli­tew­ne­go spo­tka­nia Od­no­wy Bel­gii Fran­ko­foń­skiej. Wresz­cie w ba­zyli­ce na­ro­do­wej w Ha­ris­sie w Li­ba­nie, pod­czas spo­tka­nia z mło­dymi w ra­mach przy­go­to­wań do wi­zyty pa­pie­ża w Bej­rucie. Wszę­dzie czułem się w obo­wiąz­ku mó­wić wprost o trwa­ją­cej ak­tual­nie bi­twie na dwa fron­ty: o ko­niecz­no­ści ura­to­wa­nia przed śmier­cią życia i mi­ło­ści.

Oczywi­ście za każ­dym ra­zem ten czy ów po­czuł się ob­ra­żo­ny, ale wszę­dzie do­sta­wa­łem owa­cje na sto­ją­co, sta­no­wią­ce wy­raz wdzięcz­no­ści za to, że - wresz­cie! wresz­cie! - po­wie­dzia­łem praw­dę pro­sto z mo­stu.

Bo jak wy­rwać na­ród z le­tar­gu, je­śli naj­pierw nie wy­le­je się mu kubła zim­nej wody na gło­wę? Jak po­rwać go do wal­ki z tymi wszyst­ki­mi okro­pień­stwa­mi, je­śli naj­pierw nie na­zwie się rze­czy po imie­niu? Jak or­ga­ni­zo­wać ma­so­we "bia­łe mar­sze", je­śli nie wy­ka­że się, że są nie­zbęd­nie ko­niecz­ne?

A sko­ro nie re­agują ty­sią­ce żar­li­wych chrze­ści­jan - zbie­ra­ją­ce się na roz­ma­itych spo­tka­niach mo­dli­tew­nych - to kto ma za­re­ago­wać? Je­śli oni za­milk­ną, będą mu­sia­ły krzyczeć ka­mie­nie. Je­śli oni po­zo­sta­ją bez­czyn­ni, kto się ruszy? Ale żeby ich zmo­tywo­wać, naj­pierw trze­ba ich uwraż­li­wić.

W sta­nie woj­ny, ana­li­zując moż­li­wo­ści przy­wró­ce­nia po­ko­ju, nie moż­na mó­wić ogól­ni­ka­mi tyl­ko dla­te­go, że w tłumie mogą się znaj­do­wać mat­ki, któ­rych sy­no­wie zgi­nę­li w boju.

Nie moż­na owi­jać w ba­weł­nę, używać eu­fe­mi­zmów, dzia­łać w bia­łych rę­ka­wicz­kach, roz­mywać praw­dę - bo to nie przy­no­si po­żą­da­nych skut­ków.

Inni tak po­stę­pują? Nie tędy dro­ga. Cho­ciaż to nic przy­jem­ne­go. Dla le­ka­rza też nie jest ni­czym przy­jem­nym po­wia­do­mie­nie ro­dzi­ny o nad­cho­dzą­cej śmier­ci ko­goś z bli­skich.

Wo­lał­bym w swo­ich na­ukach - i w swo­ich książ­kach - po­ruszać tyl­ko pięk­ne te­ma­ty z za­kre­su teo­lo­gii du­cho­wo­ści (co ską­di­nąd, Bogu niech będą dzię­ki, było mi dane!)4.

Jed­nak nie mógł­bym wów­czas spać z czystym su­mie­niem. Czuł­bym się tak, jak­bym sam miał krew na rę­kach. A już wkrót­ce Pan za­żą­da ode mnie, abym zdał Mu spra­wę ze swej ka­płań­skiej po­sługi, tu na zie­mi. Wie­dzia­łeś i nic nie po­wie­dzia­łeś. Dla­cze­go? Dla­cze­go?

1 Cyto­wa­ne ar­tykuły znaj­du­ją się na blo­gu: www.da­niel-ange.ekla­blog.com.

2 Je­śli cho­dzi o dane sta­tystycz­ne, wie­le za­wdzię­czam do­kumen­tom i ar­tykułom opubli­ko­wa­nym przez Tug­du­a­la De­rvil­le'a z Al­lian­ce VITA, biu­le­tyno­wi "G?néthi­que" wy­da­wa­ne­mu przez Fun­da­cję Jérôme'a Le­jeu­ne'a, Pier­re'owi-Oli­vie­ro­wi Ar­du­i­no­wi ("Ob­se­rva­to­ire pour la vie du dio­c?se de To­ulon" ) z wi­tryny in­ter­ne­to­wej "La Nef", a tak­że pro­fe­so­ro­wi Mi­che­lo­wi Scho­oy­an­so­wi i jego roz­licz­nym dzie­łom, wy­wia­dom i ar­tykułom.

3 "Stop­nio­wo jed­nak zro­zu­mia­łam, że na tym świe­cie żąda się od nas cze­goś in­ne­go; na­wet wio­dąc życie kon­tem­pla­cyj­ne, nie wol­no zrywać kon­tak­tu ze świa­tem. Są­dzę na­wet, że im głę­biej ktoś za­nurzył się w Bogu, tym wię­cej, w tym sa­mym du­chu, musi "wyjść z sie­bie", tj. wcho­dzić w świat, by nieść życie Boże", Edyta Ste­in, Te­re­sa Be­ne­dyk­ta od Krzyża, List do sio­stry Ka­li­sty Kopf, 12 lu­te­go 1928, w: Au­to­por­tret z li­stów, cz. 1, 1916-1933, Wy­daw­nic­two Kar­me­li­tów Bo­sych, Kra­ków 2003, s. 126.

4 W Pol­sce uka­za­ły się m.in.: Niech Sło­wo pło­nie w twym ser­cu, przeł. Agniesz­ka Kuryś; Eu­cha­rystia: mi­łość wcie­lo­na, przeł. Gustaw Ka­nia; Mo­dli­twa od­dech życia, przeł. Alek­san­dra Frej; Wszech­świat: ar­cy­dzie­ło stwo­rzo­ne do mi­ło­ści, przeł. Alek­san­dra Frey, Stwo­rze­nie: olśnie­wa­ją­ca sym­fo­nia, przeł. Anna Lesz­czyń­ska-Woj­no - wszyst­kie na­kła­dem Wy­daw­nic­twa Księ­ży Ma­ria­nów Pro­mic (przyp. tłum.).

Lu­dzie są twar­dzi i bez­względ­ny jest czas. Prze­cie­ka przez pal­ce. Mi­ło­ści nie ma w nas. Czas wal­ki, zma­gań czas.

Jan Pa­weł II do śro­do­wisk uni­wer­sy­tec­kich Turynu: "Wal­ka mię­dzy kró­le­stwem złe­go du­cha a kró­le­stwem Bo­żym we­szła w nową fazę, fazę osta­tecz­ną. Ta wal­ka trwa tak­że w na­szych cza­sach, a wręcz przy­bie­ra na sile w mia­rę trwa­nia dzie­jów ludz­ko­ści, w lu­dziach i na­ro­dach" (ma­rzec 1981)5.

Sło­wa pro­ro­cze, któ­re sie­dem­dzie­siąt dni póź­niej pa­pież przy­pie­czę­to­wał wła­sną krwią.

W tę wal­kę życia ze śmier­cią wplą­ta­ni je­ste­śmy my wszyscy. Wszyscy je­ste­śmy we­zwa­ni do tego, by bić na trwo­gę i wziąć udział w krwa­wej wal­ce po­mię­dzy Praw­dą a ty­sią­ca­mi pa­ro­dia­mi Praw­dy. Po­mię­dzy Mi­ło­ścią a ty­sią­ca­mi jej ka­ryka­tur. Po­mię­dzy Życiem a tym, co je hań­bi. Po­mię­dzy Pięk­nem a ty­sią­ca­mi wy­pa­czeń Pięk­na.

Mó­wił o tym już So­bór Wa­tykań­ski II, któ­re­go pięć­dzie­się­cio­le­cie wła­śnie ob­cho­dzi­my:

Ca­łej hi­sto­rii ludz­ko­ści to­wa­rzyszy bo­wiem ostra wal­ka prze­ciw mo­com ciem­no­ści, któ­ra roz­po­cząw­szy się na po­cząt­ku świa­ta, bę­dzie trwa­ła, jak mówi Pan, aż po dzień ostat­ni. Wplą­ta­ny w nią czło­wiek po­wi­nien sta­le wal­czyć o wy­trwa­nie w do­bru. (GS 37,26)

Mó­wił o tym tak­że Jan Pa­weł II, któ­ry pre­cyzyj­nie tra­fił w samo sed­no:

Nasz wspa­nia­ły świat (...) jest te­atrem nie­koń­czą­cych się zma­gań o na­szą god­ność i toż­sa­mość istot wol­nych i du­cho­wych. To zma­ga­nie do­rów­nuje ogro­mem apo­ka­lip­tycz­nej wal­ce opi­sa­nej w pierw­szym czyta­niu dzi­siej­szej Mszy św. Śmierć wal­czy prze­ciw Życiu: "kul­tura śmier­ci" pró­bu­je za­pa­no­wać nad na­szym pra­gnie­niem życia, życia w peł­ni7.

I jesz­cze:

Doj­rze­wa­nie czło­wie­ka w tym życiu jest utrud­nio­ne przez uwa­run­ko­wa­nia i na­ci­ski otwie­ra­ne przez ukła­dy i me­cha­ni­zmy pa­nują­ce w róż­nych struk­turach spo­łecz­nych. (...) te czyn­ni­ki spo­łecz­ne (...) osta­tecz­ne od­rywa­ją go od ca­łej praw­dy jego bytu i życia, (...) a pod­po­rząd­ko­wują go "wład­cy tego świa­ta". (Do­mi­num et vi­vi­fi­can­tem, 60)

Stan woj­ny

Wstań­cie i uchodź­cie, bo nie tu jest wa­sze miej­sce spo­czyn­ku. (Mi 2,10)

Ale dla­cze­go mamy wstę­po­wać na wy­łom? Wal­czyć, bro­nić się, przejść do kontr­ata­ku? Dla­cze­go w ogó­le chwytać za broń - nie­waż­ne czy ofen­syw­ną, czy de­fen­syw­ną?

Aby zwycię­żyć zło, trze­ba od­waż­nie spoj­rzeć mu w twarz. Mieć w so­bie dość lo­jal­no­ści, aby roz­po­znać zło i na­zwać je po imie­niu. Za­cho­wać prze­ni­kli­wość lu­dzi pro­stych i od­wa­gę ubo­gich.

Od­rzuci­my po­li­tykę umywa­nia rąk. Tchó­rzo­stwu po­wie­my nie. Nie chce­my być tchó­rza­mi - a już na pew­no nie współ­win­nymi zbrod­ni.

Jak­że pro­ro­czo brzmią ostre sło­wa bł. Fryde­ryka Oza­na­ma: "Niech nikt, przez swo­je oso­bi­ste winy, nie przy­nie­sie ujmy spra­wie Ko­ścio­ła i niech Nie­bo ucho­wa nas od dwóch ro­dza­jów lu­dzi, przez któ­rych prze­grywa się woj­ny: od tchó­rzy i zdraj­ców" (17 czerw­ca 1845). "Za­no­si się na strasz­li­wą bi­twę: z jed­nej stro­ny - moc zło­ta, z drugiej - moc roz­pa­czy" (13 li­sto­pa­da 1836).

Nie uciek­nie­my przed rze­czywi­sto­ścią do męt­ne­go świa­ta po­zo­rów. Na­iw­ne­mu optymi­zmo­wi prze­ciw­sta­wi­my re­alizm Ośmiu bło­go­sła­wieństw.

Jest w nich mowa o ubó­stwie, nę­dzy, łzach, woj­nie, nie­zgo­dzie, prze­śla­do­wa­niach, urą­ga­niu. Ale wszyst­kie te sta­ny nie­uchron­nie pro­wa­dzą do dzie­cięc­twa Bo­że­go, do po­cie­sze­nia, do na­gro­dy w nie­bie, do mi­ło­sier­dzia. Do kró­le­stwa. I to już dziś. Czy bę­dzie­my mniej­szymi re­ali­sta­mi, niż jest Bóg? A kto jest szczę­śli­wy z Bo­giem - a nade wszyst­ko szczę­śli­wy w Bogu - nie może przed ludź­mi być tchó­rzem.

Na­iw­ny optymizm za­bi­ja praw­dzi­wą na­dzie­ję. Pe­sy­mizm urucha­mia prze­moc. Z re­ali­zmu ro­dzi się uf­ność.

Za­tem au­ten­tycz­nie je­ste­śmy w sta­nie woj­ny. W ni­niej­szej książ­ce przyj­rzymy się wie­lu po­lom bi­tew. Wal­ka trwa nie­ustan­nie, na wszyst­kich fron­tach. I na wszyst­kich fron­tach mu­si­my sta­nąć do boju8.

Czuwać, stać na stra­ży, ostrze­gać

Gdy [stróż] uj­rzy miecz nad­cią­ga­ją­cy na kraj, za­dmie w róg i ostrze­że lud, a ktoś usłyszaw­szy głos rogu, nie usłucha ostrze­że­nia, a miecz przyj­dzie i za­bie­rze go, krew jego spad­nie na jego gło­wę. Głos rogu słyszał i nie usłuchał ostrze­że­nia, dla­te­go krew jego spad­nie na nie­go, a ten, któ­ry go ostrzegł, oca­lił swo­je życie. Gdyby stróż zo­ba­czył, że nad­cho­dzi miecz, i nie za­dął w róg i nie ostrzegł na­ro­du, a przy­szedł­by miecz i za­brał spo­śród nie­go czyjeś życie (...), jego krwi będę się do­ma­gał z ręki stró­ża. Cie­bie wła­śnie, synu czło­wie­czy, usta­no­wi­łem stró­żem dla Domu Izra­ela. (Ez 33,3-7)

Kie­dy wi­dzi­my, że "miecz" za­bie­ra nie jed­ną, lecz mi­lio­ny ofiar. Kie­dy wi­dzi­my, że nie­przyja­ciel czło­wie­ka wy­ja­ła­wia całą po­pula­cję, nisz­czy ogni­ska do­mo­we, de­pra­wuje naj­młod­szych, spro­wa­dza na złą dro­gę mło­dzież, za­ka­ża lu­dzi wi­rusem roz­pa­czy, któ­ra pro­wa­dzi do ob­se­syj­nej - i urze­czywist­nio­nej! - woli śmier­ci!

Kie­dy wi­dzi­my, że tak wie­lu mło­dych śmierć za­bie­ra w kwie­cie wie­ku, że ni­ko­go - lub pra­wie ni­ko­go! - to nie nie­po­koi, że nikt nie krzyczy w ich imie­niu...

Go­rzej: kie­dy na­wet dzie­ciom, bez zgo­dy ro­dzi­ców (lub od­wrot­nie) - pro­po­nuje się po­moc w po­peł­nie­niu sa­mo­bój­stwa. Kie­dy zmu­sza się dziec­ko, aby mó­wi­ło "mamo" do bro­da­te­go męż­czyzny. Kie­dy uczy się dzie­ci, że moż­na uro­dzić się chłop­cem, ale być dziew­czyn­ką. Kie­dy le­ga­li­zuje się za­bój­stwo na­ro­dzo­ne­go dziec­ka. Kie­dy po ci­chu mor­du­je się oso­bę nie­ren­tow­ną eko­no­micz­nie. Kie­dy usta­na­wia się po­li­ga­mię i po­lian­drię. Kie­dy re­la­tywi­zuje się pe­do­fi­lię i ka­zi­rodz­two. Kie­dy... kie­dy... kie­dy...

Kie­dy wi­dzi się to wszyst­ko na wła­sne oczy, czy moż­na mil­czeć, nie oba­wia­jąc się, że bę­dzie się mia­ło krew na rę­kach?

Skut­ki za­nie­cha­nia, kon­se­kwen­cje uśpie­nia, na­stęp­stwa śle­po­ty będą tra­gicz­ne!

Czuwać! Mieć oczy i uszy sze­ro­ko otwar­te, umysł w po­go­to­wiu, du­szę w go­to­wo­ści. Ser­ce, któ­re bije na trwo­gę.

Kto ochro­ni przed upad­kiem? Czuj­ny stróż sto­ją­cy na war­cie

Stupor czy strach? Uśpie­nie czy utra­ta świa­do­mo­ści? Kto wy­rwie mnie z mo­jej tra­gicz­nej igno­ran­cji? Kto wy­rwie nasz na­ród ze śmier­tel­ne­go le­tar­gu? Kto w Zgro­ma­dze­niu Na­ro­do­wym, Kan­ce­la­rii Pre­mie­ra lub Kan­ce­la­rii Pre­zyden­ta, w Kon­fe­ren­cji Epi­sko­pa­tu, bo­daj przez pół mi­nuty wo­łał, pła­kał, roz­dzie­rał sza­ty?

Kto przez te pół mi­nuty po­ka­zał, że sam Bóg krzyczy, pła­cze, umie­ra...

Kto w ka­na­le Fran­ce 2, TF1 albo Ca­nal Plus ostrzegł na­ród, ka­zał mu opła­ki­wać to, co go cze­ka? Opła­ki­wać to, co już się dzie­je w jego domu?

Gdzie są pro­ro­cy? Czy oni tak­że za­mil­kli? Czy oni tak­że się boją?

Pro­ro­ka­mi się gar­dzi. Bo prze­szka­dza­ją. Bo wy­rywa­ją czło­wie­ka z co­dzien­nej rutyny. Naj­chęt­niej na­ród by ich za­kne­blo­wał - zresz­tą nie­kie­dy mu się to uda­je. Bo gdyby na­ród słuchał, mu­siał­by wraz z pro­ro­ka­mi chwytać za broń, rzucać się w wir wal­ki. A prze­cież o ile przy­jem­niej jest sie­dzieć w domu przed te­le­wi­zo­rem, w wy­god­nym fo­te­lu, z drin­kiem w dło­ni9.

Kto po­słucha rady:

Nisz­czyciel ruszył prze­ciw­ko to­bie. Strzeż wa­łów! Bacz pil­nie na dro­gi! Prze­pasz swe bio­dra! Zbierz wszyst­kie swe siły! (Na 2,2)

Kto męż­nie od­po­wie:

Sta­nę na war­cie, udam się na straż­ni­cę i będę się pil­nie wpa­trywał, żeby zo­ba­czyć, co do mnie bę­dzie mó­wił [Jah­we] i jaką da od­po­wiedź na moją skar­gę. (Ha 2,1)

Po­snę­li twoi pa­ste­rze, moż­ni twoi już spo­czywa­ją! Lud­ność two­ja roz­pro­szyła się po gó­rach, a nie ma ni­ko­go, kto by ją zgro­ma­dził. (Na 3,18)

No do­brze, stró­że stró­ża­mi, ale co mówi sam Pa­sterz?

A na­jem­nik, któ­ry nie jest pa­ste­rzem i do któ­re­go owce nie na­le­żą, wi­dząc skra­da­ją­ce­go się wil­ka, po­rzuca owce i ucie­ka, a wilk po­rywa je i roz­pra­sza. (J 10,12).

Pan skar­ży się na złych pa­ste­rzy, mó­wiąc: Nie wstą­pi­li­ście na wy­łom, ani nie bu­do­wa­li­ście mu­rów wo­kół domu Izra­ela, aby­ście się osta­li w wal­ce w dzień Pana (Ez 13,5). Wstą­pić na wy­łom to zna­czy w obro­nie sta­da prze­ciw­sta­wić się wol­nym sło­wem po­tę­gom tego świa­ta. Ostać się w wal­ce w dniu Pana to przez umi­ło­wa­nie spra­wie­dli­wo­ści opie­rać się ata­kom złe­go10.

Głów­ny cel no­wej ewan­ge­li­za­cji

Ja przy­sze­dłem, aby owce mia­ły życie, i to w ca­łej peł­ni. (J 10,10)

Nowa ewan­ge­li­za­cja sta­ła się sy­no­ni­mem wal­ki dla życia. Bo jak gło­sić Tego, któ­ry jest ŻYCIEM, i pro­wa­dzić lu­dzi do Nie­go, a jed­no­cze­śnie nie ro­bić nic, aby prze­ciw­sta­wić się tej wszech­obec­nej ofen­sy­wie śmier­ci?

Jak gło­sić Boga, któ­ry jest Mi­ło­ścią i któ­ry stał się zygo­tą, em­brio­nem, pło­dem, a jed­no­cze­śnie nie chro­nić wszyst­kich tych, któ­rym za­gra­ża współ­cze­sna wer­sja rze­zi nie­wi­nią­tek?

Jak uczyć mi­ło­ści do Boga, któ­ry z mi­ło­ści w swo­im Cie­le Eu­cha­rystycz­nym sta­no­wią­cym Ser­ce Jego Cia­ła - Ko­ścio­ła, daje życie - i to swo­je życie, a jed­no­cze­śnie nie ro­bić wszyst­kie­go, co w na­szej mocy, aby wy­rwać sek­sual­ność z oko­wów au­to­de­struk­cji? Choć po­wyż­sze pyta­nia rów­nie do­brze moż­na po­sta­wić od­wrot­nie. Czy mogę wal­czyć z kul­turą śmier­ci, nie mó­wiąc o Życiu i Mi­ło­ści u ich źró­dła, o ich Stwór­cy? O Tym, któ­ry jako je­dyny może nadać sens życiu i mi­ło­ści. A za­tem - ro­dzi­nie.

Jan Pa­weł II na­wo­ływał nie­strudze­nie, na wie­le spo­so­bów:

Wszyscy ra­zem po­czuwa­my się do obo­wiąz­ku gło­sze­nia Ewan­ge­lii życia, ce­le­bro­wa­nia jej w li­tur­gii i w ca­łym życiu oraz służe­nia jej po­przez róż­ne ini­cja­tywy i za po­śred­nic­twem struk­tur, któ­re mają być dla niej opar­ciem i na­rzę­dziem pro­mo­cji. (EV 7911)

Wła­śnie gło­sze­nie Je­zusa jest gło­sze­niem życia. On bo­wiem jest "Sło­wem życia". W Nim życie "ob­ja­wi­ło się". (...) Oświe­ce­ni przez tę Ewan­ge­lię życia, od­czuwa­my po­trze­bę gło­sze­nia jej i świad­cze­nia o jej nie­zwykłej no­wo­ści: po­nie­waż jest ona toż­sa­ma z Je­zusem, któ­ry przy­no­si wszel­ką no­wość i prze­zwycię­ża to, co "sta­re", a co bie­rze się z grze­chu i pro­wa­dzi do śmier­ci. (...) Trze­ba do­trzeć z Ewan­ge­lią życia do ser­ca każ­de­go czło­wie­ka i wpro­wa­dzić ją do sa­me­go wnę­trza ludz­kie­go spo­łe­czeń­stwa. (EV 80)

Na­wet my sami nie mo­gli­byśmy za­znać peł­nej ra­do­ści, gdybyśmy nie gło­si­li tej Ewan­ge­lii in­nym, ale za­cho­wa­li ją tyl­ko dla sie­bie. Ewan­ge­lia życia nie jest prze­zna­czo­na je­dynie dla wie­rzą­cych: jest dla wszyst­kich. Spra­wa życia oraz jego obro­ny i pro­mo­cji nie jest wy­łącz­ną pre­ro­ga­tywą chrze­ści­jan (...) na­le­ży do każ­de­go ludz­kie­go su­mie­nia, któ­re dąży do Praw­dy i któ­re­mu nie są obo­jęt­ne losy ludz­ko­ści. (EV 101)

Pod­czas spo­tka­nia z kar­dyna­ła­mi z ca­łe­go świa­ta: "Nowa ewan­ge­li­za­cja nie może być od­dzie­lo­na od nie­na­ruszal­ne­go pra­wa do życia" (22 czerw­ca 1991)12.

W Ame­ryce Ła­ciń­skiej: "Gło­sić Ewan­ge­lię, to gło­sić życie, któ­re zwycię­żyło śmierć!"13.

I na na­szym kon­tynen­cie: Po­sy­no­dal­na ad­hor­ta­cja apo­stol­ska "Ec­c­le­sia in Eu­ro­pa".

W tej gi­gan­tycz­nej, ty­ta­nicz­nej wal­ce o to, aby wy­rwać życie spod pa­no­wa­nia tego, co je za­bi­ja, aby wy­rwać mi­łość spod pa­no­wa­nia tego, co ją sprze­nie­wie­rza, aby wy­rwać ro­dzi­nę spod pa­no­wa­nia tego, co ją nisz­czy, Ko­ściół sta­je w pierw­szej li­nii14. Bo czyż nie jest on "lu­dem życia i dla życia"? Jak nig­dy do­tąd - wła­śnie dziś. Dla­te­go że dziś, jak nig­dy do­tąd, życie i mi­łość - a za­tem ro­dzi­na - są za­gro­żo­ne. Co im za­gra­ża? De­struk­cja. Ni mniej, ni wię­cej.

Ludz­kość dys­po­nuje dziś nie­słycha­nie skutecz­nymi środ­ka­mi, któ­rymi może za­mie­nić świat w kwit­ną­cy ogród albo ob­ró­cić go w rui­nę. Po­sia­dła nie­zwykłe moż­li­wo­ści od­dzia­ływa­nia na same źró­dła życia: może je wy­ko­rzystywać ku do­bru, w gra­ni­cach za­kre­ślo­nych przez pra­wo mo­ral­ne, ale może też iść za gło­sem krót­ko­wzrocz­nej pychy, któ­ra każe na­uce od­rzucać wszel­kie ogra­ni­cze­nia i pro­wa­dzi ją na­wet do po­de­pta­nia sza­cun­ku na­leż­ne­go każ­dej isto­cie ludz­kiej15.

Te trzy fi­la­ry: życie, mi­łość, ro­dzi­na są ści­śle z sobą po­wią­za­ne, wza­jem­nie po­łą­czo­ne - a za­tem, nie­ro­ze­rwal­ne. Co wię­cej, two­rzą jed­ność16. Dla­te­go że Bóg nie daje życia in­a­czej niż z nad­mia­ru mi­ło­ści. Mi­ło­ści, któ­ra ze swej isto­ty jest płod­na.

5 Tłum. moje (S.F.).

6 Por. KKK 672 i 675. Ten te­mat po­dej­mę w trze­cim to­mie.

[GS - Kon­stytucja dusz­pa­ster­ska o Ko­ście­le w świe­cie współ­cze­snym "Gau­dium et spes", w: So­bór Wa­tykań­ski II. Kon­stytucje, de­kre­ty, de­kla­ra­cje, Pal­lot­ti­num, Po­znań 2002. KKK - Ka­te­chizm Ko­ścio­ła ka­to­lic­kie­go, Pal­lot­ti­num, Po­znań 2012 (przyp. tłum.)].

7 Ho­mi­lia pod­czas Mszy św. koń­czą­cej VIII ŚDM, De­nver, 15 sierp­nia 1993.

8 Zob. rozdz.VI: Czy słyszysz krzyk Abla? Two­je mil­cze­nie przy­zwo­le­niem?

9 "Na­szą na­glą­cą i dra­ma­tycz­ną po­win­no­ścią jest sta­nąć do wal­ki. Bę­dzie to wal­ka nie­rów­na. Nie tyl­ko dla­te­go, że em­brion nie jest "me­dial­ny", że się nie skar­ży, nie gło­suje i nie bie­rze udzia­łu w ma­ni­fe­sta­cjach... Ale tak­że dla­te­go, że skłon­ni je­ste­śmy myśleć, że nie dys­po­nuje­my wy­star­cza­ją­cą wie­dzą, aby dzia­łać skutecz­nie. Może myśli­my, że kwe­stia losu em­brio­nu ludz­kie­go już daw­no zo­sta­ła roz­strzygnię­ta, że już nas nie do­tyczy i w związ­ku z tym - nie ob­cho­dzi... Może mamy po­czucie, że wszyst­ko jest prze­są­dzo­ne, że po­li­tycy nad ni­czym już nie pa­nują, że całą kon­tro­lę prze­ję­ła bio­in­żynie­ria... A może wy­da­je się nam, że są spra­wy waż­niej­sze, jak choć­by prze­ciw­sta­wia­nie się eu­ta­na­zji lub mał­żeń­stwom ho­mo­sek­sual­nym... I wresz­cie, być może, bo­imy się zo­stać sami na pla­cu boju, gro­te­sko­wi i śmiesz­ni" (Jean-Ma­rie Le Méné, "G?néthi­que", li­piec 2012).

10 Św. Grze­gorz Wiel­ki, Księ­ga re­guły pa­ster­skiej, przeł. Ewa Szwar­cen­berg-Czer­ny, Ty­niec Wy­daw­nic­two Be­ne­dyk­tynów, Kra­ków 2008, II, 4, s. 77-78.

11 EV - Jan Pa­weł II, En­cykli­ka "Evan­ge­lium vi­tae".

12 Tłum. moje (S.F.).

13 Jw.

14 Zob. naj­bar­dziej żar­li­we do­kumen­ty Ko­ścio­ła: Fa­mi­lia­ris con­sor­tio, Do­num vi­tae i nade wszyst­ko Evan­ge­lium vi­tae - bez wąt­pie­nia naj­moc­niej­sza, naj­bar­dziej eks­pre­syw­na, naj­bar­dziej do­no­śna ze wszyst­kich czter­na­stu en­cyklik Jana Paw­ła II. Bar­dziej ak­tual­na w roku 2013 niż 1995. Por. inne tek­sty w rozdz. X.

15 Jan Pa­weł II, Mo­dli­twa za­wie­rze­nia świa­ta Nie­po­ka­la­ne­mu Ser­cu NMP, 8 paź­dzier­ni­ka 2000.

16 Na sa­mym po­cząt­ku mo­jej po­sługi mło­dym - trwa­ją­cej już od do­brych trzydzie­stu lat - uzmysło­wi­łem so­bie, że bez­względ­nie na­le­ży o tym mó­wić i po­rusza­łem ten te­mat we wszyst­kich swo­ich na­ukach i pi­smach. Po­mi­ja­nie tego mil­cze­niem ozna­cza­ło­by spro­wa­dze­nie mło­dych na ma­now­ce. Jak wo­łał pro­rok Iza­jasz, było­by wtrą­ce­niem mło­dych do pod­ziem­ne­go lo­chu (por. Iz 51,14).